Żeby pisać, trzeba czytać

In document Zostały zachowane numery stron (Page 25-29)

Rozdział 3. Reportażowa ars poetica

3.1. Żeby pisać, trzeba czytać

Jednym z najważniejszych dzieł traktujących o poetyce reportażu jest Wańkowiczowska dwutomowa Karafka La Fontaine'a, której pierwsza część ukazała się w 1972 roku, druga zaś w roku 1981, a zatem już po śmierci jej autora. Monumentalne dzieło, liczące w sumie ponad tysiąc stron, zostało pomyślane jako rodzaj przewodnika dla reporterów, ale także jako sui generis podsumowanie kilkudziesięcioletniej praktyki dziennikarskiej Wańkowicza.

Str. 45

W szerokim spektrum zanotowanych z dużą swadą i erudycją wskazówek uwagę zwraca powracające kilkakrotnie w wypowiedziach autora Hubalczyków nakłanianie młodych dziennikarzy do lektury. Karafka… nie jest bowiem tylko obszerną wypowiedzią traktującą o sztuce pisania, ale też – a może przede wszystkim – książką zachęcającą do

„podglądania” dawnych mistrzów i świadomego, krytycznego czerpania ze źródeł.

Wańkowicz staje na stanowisku, iż każdy napisany tekst uwikłany jest w szereg intertekstualnych powiązań, będących efektem lekturowych doświadczeń reportera.

Powiada:

„[…] ja (samochwała w kącie stała…) dla jednego tylko dzieła […], w wielkiej swej części spoczywającego na rękopiśmiennych Powązkach, cytowałem źródła z 890 pozycji bibliograficznych, z siedmiu języków (dla jidysz i hebrajskiego przy pomocy sekretarza)”

[przypis 110].

Dobre zorientowanie w literaturze przedmiotu uważa Wańkowicz za jedną z

najważniejszych kompetencji reportera. W zapanowaniu nad gromadzonymi przez lata cytatami dziennikarzowi pomóc mają specjalne fiszki i katalogi, dokumentujące

najtrafniejsze – zdaniem Wańkowicza – wypowiedzi, które w przyszłości reporter

wykorzystać może na użytek własnego tekstu. Ich użycie twórca Karafki… tłumaczy – co ciekawe – ekonomią dyskursu: „[…] cytaty nie tylko wyręczają autora, ale wiodą spór ze sobą, są stronami powołującymi nieraz cytaty-arbitrów” [przypis 111].

Wpływy sformułowanych przez autora Tworzywa założeń normatywnych dają o sobie znać w myśli Kapuścińskiego, który jednak nie tyle podążał za Wańkowiczowską pochwałą

„cudzosłowia”, ile raczej traktował czytanie jako narzędzie poszerzenia wiedzy o interesujących go zagadnieniach.

Str. 46

Za kwestię o kluczowym znaczeniu, poprzedzającą napisanie własnego tekstu, reporter uznawał rzetelny, oparty na wielu źródłach research. Charakteryzując swój sposób przygotowywania materiału dziennikarskiego, Kapuściński przyznał:

„Ja strasznie dużo pracuję nad tekstem, żeby napisać jedno własne zdanie, trzeba przeczytać tysiące cudzych” [przypis 112].

Reporter wielokrotnie podkreślał, jak istotne jest zapoznanie się z dorobkiem

wcześniejszych twórców. Dowodzą tego zapiski zamieszczone na kartach Lapidariów, gdzie – obok rozmaitych autotematycznych refleksji – autor Cesarza udokumentował także swe lekturowe wrażenia, przytoczył fragmenty zaczerpnięte z dzieł takich innych twórców, jak Aleksander Tołstoj [przypis 113], Cyprian Godebski [przypis 114] czy Stanisław

Przybyszewski [przypis 115]. Dziennikarz ten przyznawał się zwłaszcza do intelektualnej

więzi z tymi filozofami, historykami i literatami, którzy ukształtowali jego myślenie o świecie:

„Czytam masę. Studiuję historię. Wielcy historycy, jak Gibbon, Mommsen, Ranke, Michelet, Bruckhardt czy Toynbee, są dla mnie ważni. Do tego dochodzi filozofia, moja namiętność. Bardzo bliski jest mi egzystencjalizm. Jednocześnie wielkie znaczenie mają dla mnie pisarze dwojakiego rodzaju. Z jednej strony romantyczna tradycja Hemingwaya i Saint Exupéry'ego, Czechowa i Conrada. Z drugiej autorzy, tacy jak Tomasz Mann czy Marcel Proust, którzy zbliżyli się do tej granicy, na której trudne staje się rozróżnienie filozofii i literatury pięknej” [przypis 116].

Str. 47

Kapuściński sięgał po teksty powstałe na obszarze różnych krajów, stworzone w kilku epokach i zredagowane w odmiennych językach. Jedne z nich – jak Dzieje Herodota – wyznaczały trasę jego dziennikarskich eksploracji, inne zaś poszerzały intelektualne horyzonty i stanowiły ważne źródło inspiracji, jeśli chodzi o styl czy formę przekazu.

Krall – podążając śladem Wańkowicza i Kapuścińskiego – również traktuje akt lektury jako immanentnie sprzężony z procesem pisania. Przedstawiając kulisy swojego warsztatu, dziennikarka deklarowała:

„Dziś lepiej wiem, o co mi chodzi, i z większym uporem staram się do tego przybliżyć. I czytam podczas pisania” [przypis 117].

Wśród ważnych dla reporterki tekstów, rzutujących istotnie na poetykę jej prac, znajdują się głównie dzieła liryczne. Zapytana o swe lekturowe inspiracje, autorka Zdążyć przed Panem Bogiem odpowiedziała:

„W ostatnich latach czytałam mało prozy, a dużo poezji, głównie amerykańskiej – Ginsberga, O'Harę, a najczęściej Charlesa Reznikoffa. Jest bardzo bliski drobnym codziennym faktom, które podnosi do rangi sztuki” [przypis 118].

Na nieco odmiennie znaczenie lektury w procesie twórczym zwracał uwagę Szczygieł, rekomendujący młodym adeptom sztuki dziennikarskiej rozpoczęcie swej pracy nad tekstem właśnie od gruntownego poznania tekstów najważniejszych mistrzów słowa.

Str. 48

W Najkrótszym kursie świata jak napisać reportaż dziennikarz powrócił do słynnych słów Kapuścińskiego, rozszerzając je jednak o dodatkowe sensy:

„Żeby pisać, trzeba czytać. Zalecał największy mistrz w naszym zawodzie, Ryszard Kapuściński. Można podejrzeć, jak piszą zawodowcy. 12 listopada pojawi się w

księgarniach ogromna antologia polskiego reportażu […]. Ma tytuł „20. 20 lat nowej Polski w reportażu według Mariusza Szczygła”. Czytajcie tę książkę świadomie: zwróćcie uwagę, czym reporterzy zaczynają tekst, czym kończą; jak gospodarują materiałem, który zebrali – czy wszystko ujawniają od razu, czy dawkują opowieść; jak charakteryzują swoich bohaterów; czy ich oceniają i osądzają; czy starają się ich zrozumieć; czy zrozumieć znaczy usprawiedliwić?” [przypis 119].

Szczygieł w swych rozważaniach kładzie silny nacisk na zasadę aemulatio, opierającą się nie tylko na twórczym czerpaniu ze wzorów, ale przede wszystkim na podejmowaniu prób stworzenia dzieła o przewyższającej je wartości. Sugeruje, by młodzi reporterzy

szczególną wagę przykładali do ciekawych rozwiązań konstrukcyjnych, które wcześniej do swych tekstów wprowadzili ich wielcy poprzednicy. Źródłem inspiracji do tego rodzaju poszukiwań ma być przygotowana przez dziennikarza trzytomowa Antologia polskiego reportażu 20 wieku, w której zebrane zostały prace najwybitniejszych twórców tego gatunku. We wstępie do tomu Szczygieł wyjaśnia, w jaki sposób powstawał ów projekt, powracając – co ciekawe – raz jeszcze do zasady wyłożonej w Najkrótszym kursie…:

„Każdemu, kto marzy, żeby być reporterem, i czyta tę antologię, aby podejrzeć, jak pisali inni, wyjawiam: pisząc swoje teksty, starałem się za każdym razem wyłuskać to, co jest dla warsztatu danego reportera najistotniejsze. A potem ująć to w tytule każdego wstępu.

Czytając już tylko same tytuły […], można sobie stworzyć zbiór przykazań warsztatowych, choć oczywiście wiele z nich wzajemnie się wyklucza, bo co reporter, to inna szkoła”

[przypis 120].

Str. 49

Proponowane przez Szczygła podejście pozwala usytuować reportaż literacki na przecięciu poetyki form artystycznych i użytkowych. Autor ponad twórczą oryginalność stawia umiejętne naśladowanie dobrych wzorów, a – zaznaczmy – źródeł natchnienia nie ogranicza przy tym wyłącznie do tekstów dziennikarskich, lecz włącza weń także literaturę piękną, traktowaną jako ważny punkt odniesienia. Jej istotą – podobnie jak twórczości

non-fiction – jest poszukiwanie najbardziej adekwatnych środków dla wyrażenia myśli, idei czy poglądów. W wywiadzie udzielonym Agnieszce Wójcińskiej Szczygieł przyznał, jak istotnym źródłem inspiracji są dla niego powieści Kurta Vonneguta:

„[…] kiedy w chwilach rozpaczy twórczej biorę do ręki jego książkę, wyłapuję

poszczególne zdania i akapity, przeczytam ze trzy, cztery i już mnie inspiruje swoim widzeniem świata. Zamykam książkę dość szybko, chwilę pochodzę po mieszkaniu, pomyślę i mogę siadać do pisania” [przypis 121].

In document Zostały zachowane numery stron (Page 25-29)