Bojaźń i drżenie, czyli trauma w nowych dekoracjach 57

W dokumencie Efekt pasażu (Stron 183-191)

i redefiniowanie tożsamości od modernizmu do ponowoczesności

6. Bojaźń i drżenie, czyli trauma w nowych dekoracjach 57

Można domyślać się, że kiedy w 1843 r. Søren Kierkegaard opublikował Bojaźń i drżenie, nie żywił przesadnego przeświadczenia, że postawione przezeń pytania o kondycję filozofii i status jej prymarnych pojęć wywo‑

łają jakikolwiek krytyczny ferment czy bodaj towarzyski rezonans. Sto lat później – m.in. dzięki pismom Heideggera, Jaspersa oraz Sartre’a – recep‑

cja esejów duńskiego samotnika pozwala spojrzeć na jego spuściznę już z nieco innej perspektywy, która sytuuje to pisarstwo jako natchnioną an‑

tropologię filozoficzną. Rozważania Kierkegaarda, chociaż problematyzują relację pomiędzy etyką a religią, dotyczą bowiem przede wszystkim sfery ludzkiej egzystencji, rozumianej ontologicznie, poprzez opozycję pomię‑

dzy tym, co wieczne i skończone, boskie i ludzkie, co przyporządkowane wiedzy albo niezapośredniczonej wierze. Kierkegaardowskie stadia na drodze życia58 należy – jak się wydaje – interpretować na sposób hierar‑

chiczny i opresyjnie wartościujący. Każdy krok, każdy „skok” – w rozumie‑

niu autora Albo‑albo – jest indywidualnym wyborem i ryzykiem; mimo bojaźni oraz drżenia – ma on jednak stanowić wyraz ufności w metafizycz‑

ne sankcje zawarte w fundamentalnych kulturowych narracjach, które dzisiaj konstatujemy (już tylko) jako odziedziczony dyskurs wpisujący się w polifonię ponowoczesnej wieży Babel.

Metafizyczne postulaty Kierkegaarda były żywym i przejmującym gło‑

sem filozofa, który usiłował sprostać niepewności ontologicznej i egzy‑

stencjalnej. Były też one bez wątpienia spadkiem po Leibnizu, Kancie oraz Heglu. Współczesność skomplikowała, a zarazem – paradoksalnie – upro‑

ściła tę gordyjską „leksję”. Dzisiaj bowiem koncentrujemy się nie na tym, skąd, dokąd i dlaczego egzystujemy, ale przede wszystkim rozważamy, jak żyć? Ten zaś dylemat – po pierwsze – spoczywa w samym jądrze teraźniej‑

szości, po drugie – rozdrażnia swą ukierunkowaną na nas retorycznością, tym bardziej, że – jak trafnie zauważa Anthony Giddens – „nad najsta‑

ranniejszymi planami życiowymi, przerastając każdy z wymienionych dylematów, zawisła groźba braku sensu własnego życia”59.

I rzeczywiście, ponowoczesność obnażyła przed nami, jak nigdy do‑

tąd, kryzys języka i wszelkiej reprezentacji, a także unaoczniła arbitral‑

ność czasu, który kiedyś linearnie „parł do przodu” a dziś – jak sugeruje

57 Rozdział ten jest skróconą i zmienioną wersją mojego tekstu pt. Bojaźń i drżenie. Albo trauma w nowych dekoracjach, który ukazał się w piśmie „Kultura Współczesna”, 2012, nr 4, s. 84‑96.

58 Więcej na ten temat w: S. Kierkegaard, Albo‑albo, przeł. J. Iwaszkiewicz i K. Toeplitz, PWN, Warszawa 1976.

59 A. Giddens, Nowoczesność i tożsamość, dz. cyt., s. 269.

część III Konstytuowanie i redefiniowanie tożsamości

Zygmunt Bauman – „nie ma swego kierunku”60. Aspekt niepewności wy‑

nikającej z zawieszenia bądź (nie)możności komunikacji, został jeszcze wzmocniony o lęki generowane przez wieloznaczność i niestabilność rzeczywistości społecznej. Na wymiar tej polisemii składa się zaś wiele komponentów, spośród których należy wymienić przede wszystkim nowy nieład świata (trzy „dawne” światy i polityczne bloki ustąpiły podziałowi na świat zamożnych oraz biednych), brak czytelnej struktury i map oraz niejednoznaczność wynikających z tego konsekwencji61.

Utrata egzystencjalnego zakotwiczenia i brak meta‑ oraz fizycznych obwarowań i zabezpieczeń ostatecznie usankcjonowały w społeczeństwie już i tak istniejące od czasu największych światowych konfliktów poczu‑

cie niepewności. Co gorsza – destabilizacji tej towarzyszy dyskredytacja autorytetów językowych oraz kulturowy dyskurs wyczerpania. Można zaryzykować twierdzenie, że podczas dekady lat 80. xx w. zostały mocno nadwątlone, jeśli wręcz nie straciły wiarygodności, wiodące narracje i uto‑

pie modernizmu, co było spowodowane z jednej strony konfliktami poli‑

tycznymi, kryzysami ekonomicznymi i kompromitacją historycznych in‑

stytucji, z drugiej zaś – przewrotem kulturowym, zapoczątkowanym przez fazę wideo62, a później przez cyfrową rewolucję. A skoro w międzyczasie zdyskwalifikowały się i zdecentrowały dominujące religijne i polityczne dyskursy, to siłą rzeczy język(i) stał(y) się instrumentem globalnej gry.

Konsekwencją tej sytuacji jest zdecydowane absolutorium „udzielo‑

ne” przestrzeni teleobecności i fetyszyzacja obrazu, bo przecież jeśli nie można zaufać w język, to – być może – można zawierzyć w obraz…? Stąd dla ponowoczesności dystynktywna jest łatwowierna i desperacka wiara w potencjał i „głębię” obrazu. Ten rodzaj zapośredniczonej afirmacji ma zresztą – paradoksalnie – wiele wspólnego ze średniowieczną oraz baro‑

kową egzaltacją obrazowania.

Prześledźmy pokrótce ten proces. Tekstualny świat – jak wiemy – był domeną antropologicznego post – i strukturalizmu, który święcił swój triumf między piątą i ósmą dekadą xx wieku (Claude Lévi‑Strauss, Ro‑

landa Barthes, Jacques Derrida, Michel Foucault, Paul de Man i in.). Na obszarze literatury jego odpowiednikami były m.in. francuska nouveau roman firmowana przez Alaina Robbe‑Grilleta, Claude’a Simona czy Na‑

thalie Sarraute, następnie grupa literacka OuLiPo z Raymondem Queneau, Georgesem Pereciem i Italo Calvino na czele, oraz cały późniejszy nurt postmodernistyczny (Thomas Pynchon, John Barth, Raymond Federman i in.). W sztukach wizualnych inspiracje strukturalizmem i tekstualnością

60 Z. Bauman, Ponowoczesność jako źródło cierpień, dz. cyt., s. 140.

61 Zob. Z. Bauman, Ponowoczesność i tożsamość, dz. cyt., s. 45.

62 Zob. J. Baudrillard, Ameryka, przeł. R. Lis, Sic!, Warszawa 1998, s. 51.

efekt pasażu

znajdujemy m.in. w działaniach Fluxusu (Ben Vautier, Dick Higgins, Em‑

mett Williams), w nurcie poezji konkretnej (Augusto de Campos, On Ka‑

wara, Stanisław Dróżdż), w autoreferencjalnych obrazach Jaspera Johnsa i Andy’ego Warhola, a przede wszystkim w twórczości konceptualistów (Joseph Kosuth, Art & Language). Warto też dodać, że wszystkie przywo‑

łane tu egzemplifikacje, poza aspektem tekstualności, cechowały się także podważeniem, zniesieniem, zatraceniem bądź metaforyzowaniem figury podmiotu (tudzież „autora”).

Ten okres poniekąd zamyka się, a może raczej ewoluuje (?), u progu lat 80., kiedy następuje inwazja nowych elektronicznych mediów, a wraz z nimi ujawnia się fascynacja obrazem oraz procesem obrazowania. I osta‑

tecznie wtedy też utwierdza się w kulturze zamiłowanie oraz wiara w świat symulacji i referencji, czego przykładem w sztuce była transawangarda, zwłaszcza nurt nowej ekspresji, a także hiperrealizm i ekspansja wideo‑ar‑

tu. W świecie pop‑kultury „obraz” miał się wówczas co najmniej równie dobrze. Artykulacje Matrixa i symulakrów były lawinowo multiplikowane przez mass‑media, mimo że często przywoływano je z ironią i w duchu pastiszu. Ale czy rzeczywiście budziły one utraconą wiarę w odwzorowa‑

nie „prawdy” i faktycznie mogły ugasić wszystkie zarzewia cywilizacyj‑

nych i jednostkowych lęków? Wątpliwe. Gdy bowiem w polityce niemal równolegle nastąpi czas konserwatywnego zwrotu, który zawiesi liczne socjalne zabezpieczenia oraz przywileje, na świecie pojawia się nostalgia i melancholia za utraconą (i domniemaną) „pełnią”. Obrazy i symulakry nie są już w stanie sprostać problemom rzeczywistości, ale raczej stają się kolejnym przyczynkiem do alienacji i frustracji. Co gorsza – wraz z utratą wiary w „sens” (a zatem w porządek symboliczny), jak zawsze, w końcu pojawia się regres do świata lęku i cierpienia.

Dziś chyba nie mamy już wątpliwości, że charakterystyczny dla dru‑

giej połowy xx w. tekstualny i/lub ikoniczny model kulturowy stanowił dyskurs wyparcia (wymazania, podważenia albo symulowania) podmiotu.

Ale też nie można zignorować faktu, że przecież był on przede wszystkim interfejsem jak najbardziej myślącego i cielesnego „autora”... A ponieważ ów „impeachment” dokonał się jedynie w wymiarze écriture, nie musiało minąć wiele czasu, aby jeszcze przed końcem stulecia wraz z Realnym podmiot ponownie ujawnił się w sytuacji zagrożenia, w lęku i depresji, w tęsknocie za utraconą „całością”. Konflikt na Bałkanach, wojna w Afga‑

nistanie, intifada palestyńska, a wreszcie skomplikowany proces transfor‑

macji państw wywodzących się z byłego bloku wschodniego ostatecznie wywołały destabilizację kulturową i ujawniły zwątpienie w Tekst. Potwier‑

dzają to rozliczne dokumenty, filmy i dzieła koncentrujące się właśnie na problematyce ciała i cielesności. Z tego impasu rodzi się depresja i roz‑

pościera melancholia, która – jak pisze Julia Kristeva: „kończy się […] na

część III Konstytuowanie i redefiniowanie tożsamości

asymbolii, na utracie sensu; jeśli nie jestem w stanie już dalej tłumaczyć albo metaforyzować, zamykam usta i umieram”63.

W rezultacie podmiot, pogrążony w smutku i melancholii, jeszcze bardziej pogrąża się w semiotyczności – sferze przez Kristevę przypisa‑

ną ciału i cielesności – wraz z jej wydzielinami i materialnością sięgającą początków ciała oraz podmiotu. Ten stan ma w sobie dychotomiczność, gdyż z jednej strony nie chcemy utożsamić się z abjectem, bo sugeruje on śmierć, destrukcję oraz rozpad64, z drugiej zaś – jest on emblematem naszego „początku” i związku z matką. Nie może zatem dziwić, że kultura lat 90. xx wieku przenosi swe zainteresowania na problematykę cielesno‑

ści. Rytuały obłaskawiania i redefiniowania ciała w przestrzeni widzial‑

ności stały się wtedy znakiem rozpoznawczym całej sceny artystycznej, ponieważ uczucia i afekty są zawsze czymś zdecydowanie bardziej doj‑

mującym oraz prawdziwym od narracji tekstu i obrazu. A ponieważ cia‑

ło podlega zarówno kulturowemu dyscyplinowaniu jak i fizjologicznym prawom, tematem analiz, badań i strategii stały się jego rany oraz traumy.

Co interesujące – artyści wizualni (podobnie zresztą jak pisarze i reżyse‑

rzy) koncentrowali się na problematyce bólu oraz ciała, jakby chcieli je posiąść i jednocześnie porzucić. Mechanizm ten doskonale znany jest w psychoanalizie, a podobne zachowania – zgodnie z freudowską zasa‑

dą przyjemności65 – zazwyczaj kwalifikuje się jako wypadkową popędu śmierci, który ma prowadzić do uspokojenia i zmniejszenia pobudzenia podmiotu. W tym kontekście ciało i jego rany, mimo że są ewokacją traumy i szoku, przywracają podmiotowi realność i kompensują poczucie braku spowodowane podważoną i/lub „zranioną” tożsamością. W efekcie – jak zauważa Hal Foster – „Realne wyparte w poststrukturalistycznym post‑

modernizmie powróciło jako Realne traumatyczne”66.

Wpisanie się traumy i lęku w repertuar tożsamościowy było też spo‑

wodowane szerszymi zagrożeniami, jakie pojawiły się w otaczającym świe‑

cie, a które wcześniej wydawały się zneutralizowane, były nieznane bądź też nie występowały na tak wielką skalę (np. epidemia AIDS). Dużą rolę w tym procesie odegrało zagrożenie terrorem i eskalacja lokalnych ekstre‑

mizmów, przestępczość miejska, kruchość i degradacja różnych wspólnot, a także kryzys i bezrobocie oraz brak socjalnych gwarancji w państwach, w których liberalne rządy zajmowały się przede wszystkim ochroną fi‑

nansjery i sfer najzamożniejszych. Często też zdarza się, że czynniki te

63 J. Kristeva, Czarne słońce, dz. cyt., s. 48.

64 Por. J. Kristeva, Potęga obrzydzenia., dz. cyt., s. 57 i następne.

65 koncepcja ta została sformułowana przez Zygmunta Freuda w wydanym w 1920 r.

zbiorze rozpraw pt. Poza zasadą przyjemności.

66 H. Foster, Powrót Realnego, dz. cyt., s. 195.

efekt pasażu

zbiegają się w czasie i przestrzeni i wówczas traumatycznie oddziałują w sposób skomasowany, czego przykładem jest chociażby sytuacja spo‑

łeczności zamieszkujących rejony konfliktów (okupacja palestyńskich ziem przez Izrael czy brak własnej państwowości u Kurdów). Ten ostatni aspekt jest wyeksponowany m.in. w twórczości Hiwy K – irackiego artysty o kurdyjskim pochodzeniu – który w swoich pracach odnosi się do tragedii swojej społeczności. Jego Dzwon (2015) jest artefaktem odlanym ze złomu pozostawionego przez wojsko podczas konfliktu w Iraku.

Rezerwuar tożsamościowych doświadczeń spowodowanych efektem społecznej Różnicy jest ciągle daleki od zamknięcia, a liczne traumatycz‑

ne jego reperkusje (bezdomność, rasizm, nietolerancja, seksizm, prze‑

moc) reprezentują kondycję człowieka, w którego życiu scenariusz piszą strach i opresja, i z wolna pryskają iluzje bezpieczeństwa. Lustro służące postrzeżeniu i doświadczeniu „prawdy” w wykluczonym, zranionym i/lub represjonowanym podmiocie – jak się wydaje – można jednak odnaleźć nie na jednym – jak dowodzi Hal Foster67 – ale na dwóch poziomach. Autor Powrotu Realnego nie docenia rangi traumy zbiorowej, będącej efektem społecznej Różnicy (wykluczeni ze względu na odmienność rasową, prefe‑

rencje seksualne i polityczne, status majątkowy, zawodowy czy finansowy, itp.). Foster w swojej książce przede wszystkim koncentruje się na indywi‑

dualnej traumie, związanej z funkcjonowaniem naszej jednostkowej cie‑

lesności. Ta ostatnia – bezsprzecznie i rzeczywiście – jest fundamentalną dla podmiotu instancją. Bo przecież, kiedy traci się zaufanie do świata i ludzi, ostatni (i ostateczny) bastion „prawdy” można odnaleźć właśnie

„w traumatycznym lub abiektalnym podmiocie, w chorym lub rannym ciele. Z pewnością stanowi ono swoisty katalog świadectw prawdy, zeznań składanych przeciw władzy”68.

W każdym z omawianych tu przypadków przepracowanie traumy i redefinicja podmiotu odbywa się poprzez ponowne odzyskanie sfery symboliczności. Służyć temu mogą zarówno praktyki terapeutyczne, jak i sublimacyjne strategie wykorzystujące artykulację lęku oraz traumy w codziennej, zrytualizowanej aktywności (np. w religii albo sztuce). Jed‑

nocześnie, co niezwykle istotne, ich nazwanie i zawierzenie im, może stać się katharsis, zaś podmiot ma szansę wnieść w swoją tożsamość wszelkie doświadczenia wynikłe z kryzysu i pobytu w sferze semiotycznego.

Jest rzeczą symptomatyczną, że najważniejsze (bo graniczne) do‑

świadczenia dla procesu (de)konstruowania tożsamości mają swój po‑

czątek i kres w szpitalach, hospicjach bądź w miejscach wyizolowanych.

Zarówno przychodzimy na świat, jak i umieramy, w odosobnionych

67 Tamże, s. 196.

68 Tamże.

część III Konstytuowanie i redefiniowanie tożsamości

sterylnych enklawach, gdzie z reguły oderwani od środowiska i rodziny przeżywamy swe osobiste traumy. W ciągu życia pobyt w zakładach lecz‑

niczych także zazwyczaj wiąże się z zaburzeniami, jakim podlega nasze ciało oraz cielesność.

Wymienione tutaj przykłady zbiorowych bądź indywidualnych lę‑

ków, a w tym te spowodowane czynnikami zewnętrznymi (społecznymi), jak i te o charakterze stricte endogennym, niezależnie od ich oceny, za‑

wsze są źródłem i przyczyną nowego redefiniowania tożsamości przez podmiot, który niejako odradza się „po śmierci”. Trauma nie jest zatem samą negatywnością, gdyż „nowa” tożsamość podmiotu jest wzbogaco‑

na o doświadczenia wynikłe z jej „poprzednich” wcieleń. Tworzona na nowo historia podmiotu jest więc narracją skonstruowaną, co prawda, na niegdysiejszym „upadku”, ale równocześnie poparta późniejszym „wzlo‑

tem”. Jest to – można powiedzieć – inicjacja i opowieść skonstruowana w oparciu o powtórzone spięcie z Realnym i wobec Realnego. Ten repety‑

tywny trop znajdujemy już u Freuda, a później kontynuowany jest również u Lacana, Derridy i Deleuze’a. „Traumatyzujące spotkanie z realnym – pisze Agata Bielik‑Robson – nie utrwala się w postaci wyraźnego znaku, a jedynie uobecnia zawsze później w powtórzeniu, które dopiero wtedy nadaje temu spotkaniu charakter znakowy, symboliczny, [zatem] nie ma żadnego powodu, by nastawać na pierwotność owej traumy: repetycja jest czymś pierwszym, ponieważ to dopiero dzięki niej spotkanie to może zaistnieć dla psyche”69. Reasumując – wszystko odbywa się zgodnie z ideą nachträglich sformułowaną po raz pierwszy przez Freuda tzw. zasadą opóźnionego działania.

Dyskurs traumy jest dyskursem nieuniknionym, bo w ostateczności każda kultura (i każda tożsamość) „jest źródłem cierpień” (Freud), a po‑

nowoczesność – z jej niepewnością i wieloznacznością (Bauman) – w tej mierze jeszcze bardziej podwaja stawkę. Nic zatem dziwnego, że cała post‑

strukturalistyczna krytyka skupiła się na tematyce podmiotu, licytując jego status, wstawiając go w cudzysłów czy nawet próbując go uśmiercić.

Z kolei ten dukt myślenia – w istocie – stanowi już tylko repetycję o wiele bardziej zdecydowanego, można powiedzieć, fundamentalnego podwa‑

żenia tegoż podmiotu, jakie miało miejsce w słynnym kazaniu Buddy dla Pięciu Ascetów, wygłoszonym w 528 r. p.n.e. w Parku Gazeli (Sarnath), nie‑

daleko Varanasi, zwanym Kazaniem o Wprawieniu w Ruch Koła Dharmy, gdzie Budda Siakjamuni oznajmił cztery szlachetne prawdy o cierpieniu, o jego przyczynie, ustaniu i ścieżce prowadzącej do ustania cierpienia. Na‑

uki te – w największym skrócie – sprowadzają się do tezy, iż traumatyczne

69 Cyt. za: A. Bielik‑Robson, Strażniczka realnego, czyli psychoanaliza jako szansa na renesans metafizyki, [w:] http://www.kronos.org.pl/index.php?23275,379 (dostęp: lipiec 2017).

efekt pasażu

emocje, a więc wszystkie lęki i pożądania podmiotu, są iluzjami „ja”, które w ten sposób konstruuje swoją iluzoryczną tożsamość. Zarazem mogą one być – jak to sugerował kiedyś Derrida – jednocześnie „chorobą” oraz

„lekarstwem”. Mogą bowiem stać się przyczyną śmierci albo… ponow‑

nego narodzenia podmiotu. W tym sensie – i nie tylko – jego status jest dualistyczny i dwuznaczny. Z jednej strony – nasze „ja” jest ustawicznie represjonowane, unifikowane i/lub wykluczane przez kulturę oraz „grane”

i „mówione” przez język, z drugiej zaś – poprzez mechanizm opresji zo‑

staje ono zidentyfikowane w traumie ciała. Ciało bowiem – w przeciwień‑

stwie do języka – nie kłamie. W ten oto sposób prawda ponownie jawi się w traumatycznym podmiocie, gdyż – jak konkluduje Foster – „nie sposób zakwestionować traumy Innego. Można tylko w nią wierzyć, poddać się identyfikacji lub odmówić. W dyskursie prawdy podmiot jest zarazem zniesiony i uwznioślony. W ten magiczny sposób dyskurs traumy godzi dwa imperatywy naszej kultury: analizy dekonstrukcyjne i politykę toż‑

samości. To osobliwe odrodzenie autora, paradoksalny byt nieobecnego autorytetu, stanowi istotny zwrot we współczesnej sztuce, krytyce i po‑

lityce kulturowej”70.

Spoglądając z tej perspektywy współczesny człowiek niczym nie różni się od krzyczącego podmiotu na słynnym obrazie Edwarda Muncha. Lęk i potrzeba transgresji nie są kulturowymi wynalazkami (po)nowoczesno‑

ści, ponieważ cały ich potencjał oraz energia biorą się z ciała i cielesności.

Co interesujące – poszukiwanie prawdy w traumatycznym (transgresyj‑

nym) doświadczeniu „wewnętrznym” możemy znaleźć już u Georgesa Bataille’a – jednego z najczęściej obok Fryderyka Nietzschego cytowanych antenatów postmodernistycznego dyskursu. W jego pismach problematy‑

ka erotyzmu, lęku oraz bólu sprzęga się wzajemnie i zasadza na dyskursie ciała.

Problematyka traumy we współczesnej sztuce jest eksplorowana i ar‑

tykułowana na wiele sposobów, począwszy od kontekstualnych sugestii, a skończywszy na parcelacji toposu w mięsności ciała podmiotu. Towarzy‑

szące jej lęki i bojaźń – paradoksalnie – mogą jednak stać się przyczynkiem do przepracowania depresji i melancholii, ale tylko wówczas, gdy próba re‑

konstrukcji podmiotu będzie odbywać się w oparciu o język. Jest to zatem restytucja na nowych zasadach, ponieważ podmiot już wie, że jego forma jest pustką, ale – dzięki tej świadomości – może i potrafi nią grać i ocalać to, co (nie)szczęśliwie nie jest ani do ocalenia ani do wygrania.

70 H. Foster, Powrót Realnego, dz. cyt., s. 197.

efekt pasażu

CZĘŚĆ IV

(Nie)obecna

W dokumencie Efekt pasażu (Stron 183-191)

Outline

Related documents