Dear gardeners from the island

W dokumencie Parallax 2015-2017 (Stron 35-44)

The road went down and forked between the already fading meadows. A sharp and in some way syllabic melody approached and receded, carried by the gusts of wind, dimmed by leaves and distance. I thought that a man can be an enemy of other people, of moments of other people but not of a country:

not of fireflies, words, gardens, streams of water, sunsets. This is how I finally came to a tall, rusty gate.

J. L. Borges, The Garden of Forking Paths Reality is partial to symmetry and slight anachronisms.

J. L. Borges, Południe

bio — 336 praca / work — 200, 288

POL

do końca jestem pewna, czy uda mi się wszystko jasno tu nakreślić. Nie wiem też, doprawdy, co jest trudniejsze: geometria czy ogrodnictwo.

Zanim jednak do nich przejdę, muszę się do czegoś przyznać. Chodzi mianowicie o to, że lubię czasem zaglądać do cudzej korespondencji. W li-stach jest cała historia ludzkości. No, może trochę przesadziłam, może nie cała, ale za to ta bardziej interesująca, historia nieoficjalna, bardziej praw-dziwa, szczegółowa, z pierwszej ręki. Ręki, która na żywo zapisuje, a nie przepisuje, na dodatek z błędami lub pod cudze dyktando. Ba, nawet tak skrajnie oszczędna wiadomość jak „I am still alive” mówi znacznie więcej niż cztery obok siebie ułożone słowa – dziś opowiada kawałek historii sztuki.

Wracając do kwestii ogrodów, mam na myśli zaledwie kilka kon-kretnych przypadków ogrodów-pojęć, ogrodów-koncepcji, które coś zmieniają w szerszym zakresie. Niezwykłe jest, że zwyczajne miejsce dla roślin i ludzi zmienia historię, zmienia nas – społeczeństwo, a także wpływa na życie poszczególne i w znaczeniu uniwersalnym. Są to też przypadki, które Was i nas w jakiś sposób łączą.

Zacznę od miejsca, w którym jestem – miasta, w którym pracuję. Na Górnym Śląsku, w szaroburym centrum ciężkiego przemysłu, w otoczeniu kopalń, hut i fabryk. Katowice, na przekór temu wszystkiemu, próbują stać się miastem-ogrodem. Miasto-ogród, piękna utopijna idea; pomysł nie nasz, ale Wasz – a konkretnie pana o egzotycznie dla nas brzmiącym imieniu Ebenezer2, nazwiskiem Howard.

Tutejsze poczynania są różne i nie zawsze udane… Bo przecież już nie odzyskamy zanieczyszczonej rzeki, a sztuczny strumyk jej na pewno nie zastąpi. Tak samo nie wyrosną w ciągu roku wysokie, stare drzewa.

Ale szansa na ogród w poprzemysłowym mieście jest, tyle że w trochę innych rejonach. Kwestia zmiany perspektywy, zmiany optyki – przesta-wienia czegoś w głowie. Ale to nie jest takie proste. Dlatego przejdźmy na moment w trochę inne miejsce i trochę inne czasy.

Zadziwiła mnie bardzo niedawno napotkana (choć nie najnowsza) informacja. Po latach skrupulatnych i mozolnych badań, czyli kopania

Aten w gaju Akademosa (stąd nazwa akademia) porośniętym platanami. Na staro-żytnej mozaice z Pompejów, która znajduje się w zbiorach Muzeum Narodowego w Neapolu, możemy zobaczyć Platona w ogrodach Akademii.Zob.: https://ency-klopedia.pwn.pl/haslo/Akademia-Platonska;3866725.html.

2 Ciekawe, że imię urbanisty pochodzi od dwóch hebrajskich słów ebhen ezar (ang.

stone of help), ebhen „stone” + ezer „help” – tak jakby imię determinowało jego późniejsze zadanie: aby nieść pomoc budowaniem.

SZANDAŁA

PL is why I feel neither fully determined to go on nor definitely convinced that I will manage to present the problem clearly enough. I am also un-decided as to what is more difficult: geometry or gardening.

Before I say more about them, I must make a confession... I some-times read other people’s letters. They contain all the history of man-kind. All right, maybe not all the history, but the most interesting bits, the unofficial, truer and more detailed stories, written first-hand. Just written, unedited, not devoid of mistakes and sometimes dictated. Even so, an extremely concise message such as ‘I am still alive’ conveys much more than the four words put together – today it constitutes a fragment of the history of art.

Going back to the topic of gardens, I mean to focus only on a few, selected cases of gardens – notions or garden-concepts that have some wider significance. It is quite extraordinary how an ordinary place meant for plants and people can change history and us as a society, how it can influence lives of particular people and life in general. I am also going to write about the cases that, in a way, connect you with us.

Let me start from the place I live and work in. Katowice, the Upper Silesian grey-brown centre of heavy industry, mines, foundries and factories, despite the odds, is attempting to become a garden-city. The very idea of a garden-city, both beautiful and utopian is not ours, how-ever, but yours. More precisely, it is Ebenezer (that sounds strange to our ears) Howard’s.2

Here in Katowice, our struggle to create a garden-city is often crowned with mixed success... The polluted river will not be crystal clear again, nor can it be replaced by an artificial stream. Likewise, a year is not enough for trees to grow tall and old. That said, we still stand a chance to see a garden in this post-industrial city, although in rather different areas. It is a matter of changing the perspective, or flicking a switch in the head. It sounds easy, but is not. Therefore, let us think for a moment about a different place and a different time.

(hence the Academy). An ancient mosaic from Pompeii kept in the National Mu-seum in Naples shows Plato walking among the tress of the Academy. See https://

commons.wikimedia.org/wiki/Category:Plato%27s_Academy_mosaic_(from_

Pompeii), accessed on 23.10.2017.

2 Interestingly enough, the name is coined from two Hebrew words, ebhen – stone + ezer – help. It is as if the name ‘stone of help’ determined his vocation: to build in order to help.

SZANDAŁA

POL

i grzebania w ziemi, wydłubywania z niej drobin, bacznego przyglądania się tym znalezionym skrawkom, archeolodzy stwierdzili, że starożytni Grecy nie posiadali przydomowych ogródków! Paradoksalnie, bo grecka myśl w tej (i przecież nie tylko w tej) materii miała znaczący wpływ na kulturę rzymską, a także późniejsze wieki; ogródków przy domach, w których sadzono i uprawiano rośliny, nie było – poza kilkoma roślinami rosnącymi w doniczkach. Jak to możliwe, że ktoś, kto ogrodu nie posiada, może mieć wpływ na rozwój dziedziny z nim związanej. Trzeba by znowu zmienić optykę. Jeśli były wówczas ogrody, to pewnie nie takie, jak je dziś rozumie-my i sobie wyobrażarozumie-my. W związku z tym relacja człowieka do przyrody też musiała być inna. Bo sens w tym, że pozostały ślady ogrodów innego typu – nie prywatnych, lecz ogrodów publicznych, otwartych dla obywateli.

W starożytnej Grecji ogrody bądź gaje były miejscami w naturze, z tejże na-tury jak gdyby bez żadnej ingerencji wydzielone, a poprzez praktyki, które się tam odbywały, włączone w życie polis. Pierwotnie poświęcone bogom stały się z czasem miejscami publicznymi, państwowymi, świeckimi. Słu-żyły spacerom oraz biegom, ćwiczeniom fizycznym i umysłowym, bo ciało i umysł były równie ważne. A także spotkaniom, rozmowom prowadzonym w cieniu rozłożystych platanów, dysputom – nauce oraz sztuce. Platon, Arystoteles, Epikur zakładają swoje szkoły w takich właśnie miejscach.

Wynika z tego, że miejsce, gdzie człowiek może się kształcić, przynależne jest niczemu innemu, tylko właśnie otwartej publicznej przestrzeni.

Ktoś mógłby jednak słusznie zauważyć, że przedstawiony obraz, choć bardzo piękny, też nie jest do końca prawdziwy. Na tej starej kliszy jest niezbyt ładna rysa: można bowiem w przybliżeniu obliczyć, że zaledwie co czternasty człowiek żyjący w Attyce był pełnoprawnym obywatelem i mógł w życiu publicznym uczestniczyć.

W naszej Akademii też już mamy ogród. Może to słowo trochę na wyrost. Jest to dziedziniec porośnięty trawą, na którym są ławki i ścieżka po przekątnej. Jest otwartą przestrzenią, nie jest niczym ogrodzony. To dobrze. Czasem bawią się tam dzieci z sąsiednich kamienic. Poznałam jedno z nich – nazywa się Józio. Tato Józia pochodzi z Kartaginy. To przecież tak daleko! – a mimo to jesteśmy sąsiadami.

Chociaż w ogrodzie brakuje drzew, krzewów czy kwiatów, nasz ogród-dziedziniec łączy nowy budynek ze starymi i jest szansa, że coś tam wyrośnie. Właśnie dzięki temu, że ktoś kiedyś wymyślił ogrody, dziś możemy się poznawać, poświęcać czas nauce i sztuce. Nawet ekspery-mentować z paralaksą.

SZANDAŁA

PL Quite recently, I came across an interesting (although not particu-larly new) piece of information. After years of meticulous and laborious research, that is after years of digging in the ground, picking out and examining various bits and pieces, archaeologists have come to the conclusion that ancient Greeks did not have home gardens! Paradoxi-cally, although Greek philosophy (devoted also to the matter of gardens) influenced Roman culture and the cultures that followed, there were no home gardens in Ancient Greece, apart maybe from some potted plants. How is it possible that a people without gardens may influence the development of gardening? To answer that we would need to change the perspective again. Had there been any gardens they would have been different from how we understand and imagine them today. The relationship between a man and the environment must also have been different. The thing is, there are traces of gardens of a special type – not private but public, available to citizens. In Ancient Greece, gardens or groves were not artificially separated from nature by any human inter-vention, but established and incorporated into the polis only by activities performed within their boundaries. Initially devoted to gods, with time they became public, state and secular places. They served as venues for walking, running and physical and intellectual exercise, as the mind and the body were considered equally important. The shade of spreading plane trees provided shelter to people discussing science and art. It was in such locations that Plato, Aristotle and Epicurus established their schools, which would suggest that the proper educational environment is that of open, public space.

Now, some may remark that this portrayal of Greek reality, however appealing, is not completely accurate. There is an unseemly scratch on this old photograph: approximately only one in fourteen people living in Attica was a full citizen and could participate in public life.

We too already have a garden at our Academy. Although I may have exaggerated. It is actually a grass-covered yard; there are benches and a diagonal path. It is an open, unfenced space. And that is good. Kids from the neighbouring houses sometimes come to play there. I have met one of them – his name is Józio. Józio’s father comes from Carthage. It is so far away – and still we are neighbours.

Although devoid of trees, shrubbery and flowers, our garden-yard links the new building with the old one, and there is still a chance that something will grow there. Thanks to the fact that somebody once

in-SZANDAŁA

POL

Dwie perspektywy mieszkańców ogrodu: perspektywa żaby kon-tra perspektywa ptaka.

Mam jeszcze jedną zasłyszaną historię, tym razem z Waszych okolic.

Pewnego dnia dawno temu, choć nie tak dawno jak w starożytności, bo jedynie nieco więcej niż pół stulecia temu, w roku około 1943, trzymając się geometrii jakiejś trajektorii, w powierzchnię ziemi w Londynie walnęła bomba. Była to jedna z wielu bomb walących w ziemię; w zasadzie w tym czasie nie było to absolutnie żadne nadzwyczajne wydarzenie. Od siły uderzenia powstał w ziemi krater, wkrótce jednak potem krater ten stał się ogrodem. W ogarniętym wojną wielkim ogrodzie Europy odnajdywano sposoby przetrwania w małych ogródkach nazywanych victory gardens.

Kiedy duża forma się rozpada, jest szansa na przetrwanie w formach małych, licznych i rozproszonych.

Na czarno-białej fotografii zrobionej z lotu ptaka widzimy figury geometryczne: prawie okrąg o średnicy najwyżej kilkunastu metrów, podzielony na wąskie prostokąty. W prostokątach pracują dwie kobiety i jeden mężczyzna – sadzą i pielęgnują rośliny. Fotografia jest zatytuło-wana: A victory garden in a bomb crater in London during WWII.

Victory gardens – niewielkie ogródki (popularne głównie w krajach an-glosaskich), w których uprawiono warzywa, owoce lub zioła, powstawały nie tylko przy prywatnych domach, ale przede wszystkim w przestrzeni ogólnodostępnej: w publicznych parkach, nieużytkach, przy torach ko-lejowych, miejskich trawnikach, polach sportowych, stadionach, polach golfowych czy nawet na dachach budynków. W okresie kryzysu zwią-zanego z wojną ogródki miały dostarczać pożywienia i podbudowywać morale społeczeństwa, angażując ludzi w pracę dla wspólnego dobra i zwycięstwa. W Wielkiej Brytanii popularne było hasło: „Digging for victory”. Ogród, często mały ogródek, umiejscowiony byle gdzie, stał się symbolem przetrwania.

Patrzę na tę fotografię zrobioną w czasie wojny i zastanawiam się, czy możliwe jest, że ogród w kraterze do dziś istnieje?

Można powiedzieć, że panoptykonowe spojrzenie jest spojrzeniem z perspektywy żaby. Ustawiona w środku więzienia Millbank żaba, gdy obraca się dookoła, widzi cały widnokrąg na poziomie swego wzroku.

Nawet gdy nie patrzy, też widzi. Od wewnątrz cały okrąg widzi sam siebie.

Można nawet wyeliminować z niego patrzącą żabę.

Możemy też odkryć inne paradoksalne związki ogrodnictwa i geo- metrii z więziennictwem. Kiedy przesuniemy się w czasie do drugiej

SZANDAŁA

PL vented a garden, today we have a place where we can meet and spend time on art and science. Or even experiment with parallax.

Two perspectives for garden dwellers: worm’s vs. bird’s eye view.

I have one more story to tell, this time from your part of the world. One day, long ago, although much more recently than in antiquity, because only a bit more than a half a century ago, around 1943, guided by the geometry of its trajectory, a bomb hit the ground somewhere in Lon-don. It was one of many bombs hitting the ground; actually, there was nothing unusual about the fact at the time. The bomb left a crater but soon afterwards the crater became a garden. In the big, war-torn garden of Europe, people would try to survive by cultivating tiny areas of land known as victory gardens. When a big form falls apart, one can survive relying on small forms, numerous and dispersed.

A black-and-white bird’s eye view photograph shows geometric figures: an almost perfect circle, several metres in diameter, divided into a number of narrow rectangles. In the rectangles, two women and a man tend to some growing plants. The photo is titled: ‘A victory garden in a bomb crater in London during WWII’.

Victory gardens – small gardens (popular mostly in the Anglosphere) where vegetables, fruit or herbs were grown. Created not only on private premises but most of all in public places: in parks and wastelands, on railway embankments, lawns, sports fields, in stadiums, on golf courses and even on roofs. In the harsh times of war they were meant to provide food and boost the morale by involving people in working for the com-mon good. It was then that a popular British slogan encouraged people to ‘Dig for victory’. A garden, often a tiny plot of land located anywhere, became a symbol of surviving.

Looking at the photo taken during the war I am wondering if it is possible that the crater-garden exists to this day?

One may say that the panoptical view is that of a worm’s. Placed in the middle of Millbank Prison and turning around, a worm can see everything on its eye level. Even if it is not looking, it still sees. From the inside, the circle sees itself. The worm can even be removed from the picture.

We can discover a few more paradoxical links between gardening, geometry and prisons. If we go back to the second half of the 19th century and get into a balloon, we will notice that in 1891, seen from above, this

SZANDAŁA

POL

połowy XIX wieku i wsiądziemy do balonu, zobaczymy wówczas, że to konkretne więzienie widziane z góry w roku 1891 ma kształt zgeome-tryzowanego kwiatu. Co ciekawe – wczesne aparaty Kodaka automa-tycznie wycinały obraz w precyzyjny okrąg, stąd na zdjęciu mamy kwiat w okręgu. A więc każdy zatrzymany przez taki aparat obraz musiał się w nim zamknąć. Zachodzi podejrzenie, że wszystko, co widzimy z góry, ma kształt okręgu – jądro atomu, sam atom, komórka, ziemia, krater po bombie, nawet czarna dziura, zdaje się, jest okrągła.

Ale to jeszcze nie koniec dziwnych zjawisk optycznych. Oko aparatu, niby spokojnie sobie patrząc, wykonuje przy tym cichą, lecz radykalną w skutkach pracę. Patrzy i wywraca wszystko do góry nogami: na miejscu więzienia Millbank mamy dziś Tate Britain i Chelsea College of Arts.

SZANDAŁA

PL particular prison resembled a geometrised flower. Interestingly enough, early Kodak cameras automatically cut the image into a precise circle and that is why we can see an encircled flower. Actually, every image captured by the camera had to be inscribed within a circle. We may also assume that everything seen from above looks round – the nucleus of an atom, a cell, the Earth or a bomb crater. Even a black hole is, apparently, round.

But this is not the end of strange, optical phenomena. The eye of a camera, seemingly idle, looks and performs work that brings radical consequences. It looks and turns everything upside down: today in place of Millbank Prison we have Tate Britain and Chelsea College of Arts.

SZANDAŁA

ANG

Z perspektywy kontynentu Brytyjczycy mogą być postrzegani jako miesz-kający na wyspie ogrodnicy. Być może moglibyśmy więc użyć formuły ogrodu i ogrodnictwa, żeby bliżej przyjrzeć się temu, co robimy. Bez wątpienia przyjęcie takiej perspektywy stwarza nam, jako artystom i na-uczycielom sztuki, niemałe możliwości. Na zielonej, żyznej i do pewnego stopnia przeludnionej wyspie zwanej Zjednoczonym Królestwem panuje pewien specyficzny stosunek do natury, do jej kultywacji, a szczegól-nie – do ogrodów. Zamiast jednak pozostawać na poziomie prostego stwierdzenia faktów, spróbujmy przeanalizować pewien szczególny typ ogrodu, który posłużyć może do głębszego zrozumienia zarówno samej idei szkoły artystycznej, jak i prawideł jej rozwoju. Spróbujmy również przyjąć, że Chelsea College of Arts nie tylko wykazuje cechy ogrodu, ale także spełnia jego funkcje.

Ogród angielski, znany powszechnie jako jardin à l’anglaise, zyskał po-pularność na początku wieku XVIII i zastąpił bardziej symetryczny jardin à la française. Był on ewolucyjnym owocem wielu różnych inspiracji: od malarstwa pejzażowego Nicolasa Poussina i Claude’a Lorraina po chiń-skie ogrody zyskujące popularność dzięki rosnącej liczbie podróżników i kupców udających się na Wschód. Istniało wtedy dążenie, by tworzyć ogrody coraz bardziej gardenesque (ogrodowe), to znaczy: „posiadające charakter ogrodu; w pewien sposób wyglądające jak ogród lub noszące jego cechy” 1. Co oznaczało ogród pozornie niezaaranżowany, a jednak będący ogrodem w stopniu o wiele większym niż dotychczas. Sam ter-min gardenesque został wprowadzony przez Johna Claudiusa Loudona

1 Oxford English Dictionary, t. 1, Oxford University Press, Oxford 1971, s. 1115.

W dokumencie Parallax 2015-2017 (Stron 35-44)