Derridiańska tożsamość jako ślad (nie)obecności podmiotu (i) historii

W dokumencie Efekt pasażu (Stron 51-54)

Panoptikum podmiotowości, czyli wybrane dzieje

10. Derridiańska tożsamość jako ślad (nie)obecności podmiotu (i) historii

Zorganizowana na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w Baltimore konfe‑

rencja pt. The Languages of Criticism & the Sciences of Man (1966) miała w zamyśle stać się spektakularnym wydarzeniem dla krytycznych elit święcących wówczas triumf strukturalizmu. Wśród zaproszonych gości znaleźli się m.in. Roland Barthes, Jacques Derrida, René Girard, Jacques Lacan i Tzvetan Todorov. Jednak plany te dość nieoczekiwanie spaliły na panewce – jak się okazało – za sprawą wystąpienia Derridy, który wygłosił tekst pt. Struktura, znak i gra w dyskursie nauk humanistycznych112. Re‑

ferat francuskiego filozofa – nieoczekiwanie dla samych organizatorów i uczestników – zainicjował na sympozjum dyskurs poststrukturalizmu.

108 M. Foucault, Polemics, Politics, and Problematization, [w:] The Foucault Reader, red.

P. Rabinow, New York, 1984, s. 389.

109 Więcej na temat figury „autora” [w:] M. Foucault, Kim jest autor?, tegoż, Powiedziane, napisane. Szaleństwo i literatura, przeł. T. Komendant, Fundacja Aletheia, Warszawa 1999, s. 199–219.

110 Zob. M. Foucault, Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, przeł. H. Kęszycka, PIW, Warszawa 1987.

111 M. Foucault, Theatrum Philosophicum, [w:] tegoż, Filozofia, historia, polityka, dz. cyt., s. 73.

112 Zob. J. Derrida, Struktura, znak i gra w dyskursie nauk humanistycznych, [w:] tegoż, Pismo i różnica, przeł. K. Kłosiński, KR, Warszawa 2004, s. 483–504.

część i Panoptikum podmiotowości

Zawarte w tekście Derridy idee i postulaty zapoczątkowały równocześnie ogromne zainteresowanie dekonstrukcją. Jej autor, wychodząc od koncep‑

cji i terminologii zawartej w Byciu i czasie113 Heideggera, zaproponował nową ontologię, która miała być redefinicją i dekonstrukcją metafizyki obecności i tożsamości, a zatem artykułowania sensu bycia pod postacią Obecności w horyzoncie Tego Samego (ogólności pojęcia, wiedzy), gdzie nie ma już miejsca dla Innego (różnicy). Zamach na metafizykę szeroko interpretowanej Obecności był zarazem rezygnacją z klasycznego para‑

dygmatu podmiotu – kartezjańskiego cogito, kantowskiego podmiotu transcendentalnego czy Husserlowskiej świadomości transcendentalnej.

Derrida zdezawuował je i zdekonstruował w oparciu o pismo (écri‑

ture), rozumiane jako „tekst” będący systemem znaków, które – według niego – niosą jakiekolwiek znaczenia tylko dzięki dzielącym je różnicom i wzajemnemu odsyłaniu do innych znaków językowych. Była to daleko idąca redefinicja koncepcji de Saussure’a; co więcej – nacisk został położo‑

ny tu na pismo i na tekst, nie zaś na mowę (parole), jak ma to miejsce u au‑

tora Kursu językoznawstwa ogólnego. Derrida, polemizując i rozprawiając się z logocentryzmem oraz fonocentryzmem, które „dekretowały” prymat obecności (logosu) i mówionego słowa, dowodzi, że wszystko jest tek‑

stem, ponieważ posiada strukturę zasadzającą się na grze różnicujących się znaków. W książce O gramatologii zainicjował on gramatologię, czyli naukę o piśmie i jego relacji do mowy, w której obwieścił, że „nie istnieje poza‑tekst”114. Tym samym Derrida ostatecznie „uśmiercił” podmiotowość (zarówno autora, jak i czytelnika, ale również nadawcy i odbiorcy). Być może teza ta była reperkusją myśli Lacana, kiedy ten oznajmiał, że „symbol pojawia się po raz pierwszy jako morderstwo na rzeczy, którą przedsta‑

wia”115. W rezultacie – dopowiada autor O gramatologii – „nieobecność naoczności – a zatem podmiotu naoczności […] jest zdecydowanie wyma‑

gana; całkowita nieobecność podmiotu i przedmiotu wypowiedzi – śmierć piszącego lub/i zniknięcie przedmiotów, jakie mógł opisać – nie przeszka‑

dzają tekstowi «znaczyć». Przeciwnie, możliwość ta rodzi znaczenie”116. Podważenie tożsamości i ujawnienie jej fikcyjnych korelatów zbiega się u Derridy z obwieszczeniem śmierci czy też kresu człowieka, mimo że

„imię człowieka jest imieniem owej istoty, która poprzez dzieje metafi‑

zyki czy onto‑teologii, czyli całej swej historii, śniła o czystej obecności,

113 Por. M. Heidegger, Bycie i czas, dz. cyt.

114 J. Derrida: O gramatologii, przeł. B. Banasiak, KR, Warszawa 1999, s. 217.

115 J. Lacan, Ecrits. A Selection, przeł. A. Sheridan, Londyn 1989; cyt. za: B. Choińska, Interpretacje myśli Jacquesa Lacana – Slavoj Žižek versus Samuel Weber, [w:] http://

www.nowakrytyka.pl/spip.php?article614 (dostęp: lipiec 2017)

116 J. Derrida, Głos i fenomen. Wprowadzenie do problematyki znaku w fenomenologii Husserla, przeł. B. Banasiak, KR, Warszawa 1997, s. 155–156.

efekt pasażu

o dającej pewność podstawie, o źródle i zakończeniu gry”117. Autor Głosu i fenomenu opuszcza tradycyjny transcendentalizm, w którym funkcjono‑

wał klarowny rozdział między podmiotem a przedmiotem. Dekonstruk‑

cjonizm jest bowiem ontologią zasadzającą się nie na tożsamości, lecz na różnicy. Tym oto sposobem „podmiot, a już przede wszystkim podmiot świadomy i mówiący, uzależniony jest od systemu różnic i gry różni […]

przed różnią nie jest obecny, a zwłaszcza obecny dla siebie […], konstytuuje się jedynie dzieląc się, różnicując, «odwlekając»”118, przy czym jeśli różnia (différance) „jest [...] tym, co umożliwia uobecnienie bytu‑obecnego, to sama nigdy jako taka nie może się uobecnić. Différance nigdy nie oddaje się obecności [...]. Nie podpada pod żadną kategorię bytów – obecnych ani nieobecnych”119.

Ta nowa ontologia (nie)obecności podmiotu reprezentuje wzajemnie odnoszenie się bytów na jednej tekstualnej płaszczyźnie. Na niej też nic nie jest homogeniczne i samoobecne, lecz zawsze „zarażone” iluzoryczno‑

ścią i powiązane z „innością”, która jest warunkiem sine qua non istnienia wszelkiej tożsamości. Inność i właśnie tożsamość warunkują się bowiem wzajemnie i determinują swoją (nie)możliwość. W tej sytuacji „czyste ja, źródło wszelkiej obecności, sprowadza się […] do jakiegoś abstrakcyjnego punktu w ogóle pozbawionego miąższości, głębi, cech, jakości, własno‑

ści, trwania, które można by mu przypisać. Tego rodzaju źródło nie ma więc żadnego sensu własnego”120. Ten bowiem nie jest obecnością, lecz procesualnością, jest efektem różnicy i powtórzenia oraz dynamiką roz‑

plenienia (dissémination). Stąd można powiedzieć, że wszelka tożsamość jest źródłem, które nie jest ani początkiem ani punktem dojścia, i dlatego pozostaje „wygnaną metaforą «ja»”121. To rodzaj śladu, który bezustannie się zmienia i przemieszcza, zaś „uobecniając się zaciera, rozbrzmiewając cichnie”122

117 J. Derrida, Struktura, znak i gra w dyskursie nauk humanistycznych, dz. cyt., s. 504.

118 J. Derrida, Pozycje, przeł. B. Banasiak, „Colloquia Communia”, 1998 nr 1–3, s. 298.

119 J. Derrida, Różnia, [w:] tegoż, Marginesy filozofii, przeł. A. Dziadek, J. Margański, P. Pieniążek, KR, Warszawa 2002, s. 32.

120 J. Derrida, Qual quelle, [w:] tegoż, Marginesy filozofii, dz. cyt., s. 346.

121 Tamże, s. 348.

122 J. Derrida, Różnia, [w:] tegoż, Marginesy filozofii, dz. cyt., s. 50.

część i Panoptikum podmiotowości

11. Tożsamość jako reperkusja różnicy i powtórzenia

W dokumencie Efekt pasażu (Stron 51-54)

Outline

Related documents