Jezus ukrzyżowany i opuszczony – Oblubieniec

3. Próby fizyczne i duchowe w życiu osobistym

3.2. Doświadczenie nocy

W kolejnych latach, pośród nowych okoliczności, często w powiązaniu z delikatnym stanem zdrowia, powróciły nie mniej bolesne próby duchowe. Ich ślady odnajdujemy we fragmentach dziennika Chiary, we wspomnieniach najbliższych niej fokolarinów, a także w opublikowanych pismach, które często za zwięzłymi sformułowaniami w trzeciej osobie, kryją w sobie świadectwo jej osobistego, głębokiego doświadczenia. Jedną z takich prób był poważny wypadek samochodowy, jakiemu uległa w kwietniu 1957 roku w Rzymie, a po nim długie miesiące rekonwalescencji. Wówczas jedynym sposobem na przetrwanie, wspominała Chiara po latach, było nie odwracać nigdy wzroku od Jezusa opuszczonego, od „rany Jego opuszczenia”214. W takich okolicznościach zrozumiała, że nie wystarczy trwać w cierpieniu, ale powinna zdecydowanie przejść „poza tę ranę”, obejmując Opuszczonego, aby zajaśniał w niej Zmartwychwstały215.

Rok 1973 przyniósł dwie operacje z powodu przepukliny kręgowej. Przejmującemu bólowi, „jakiego nigdy nie doświadczałam”, towarzyszyło nowe cierpienie duchowe: „zrozumiałam, czym jest piekło, także zwyczajnie przez szkody, jakie wywołuje w ciele”216, pisała Lubich w tamtym czasie. Początkowo zdawało jej się, że rozumie biblijnego Hioba, głoszącego prawdę, że Bóg wszystko daje i On też to

212 Dnia 1 listopada 1964 roku Lubich zapisała w swoim dzienniku: „Opowiedziałam wszystko fokolarinom […]. Musiałam opowiadać te rzeczy co najmniej dwadzieścia razy. Dla każdego są one jak balsam dla duszy. Natychmiastową konsekwencją tej mojej audiencji u Ojca Świętego było poczucie, że wszystko to, co robię: odpoczynek, modlitwa, sprzątanie pokoju, naprawdę ma wartość, gdyż Papież uznając cele specyficzne Dzieła, uznał samo Dzieło, które potwierdził jako Dzieło Boże. Co więcej, natychmiast odnalazłam na modlitwie szczególne zjednoczenie z Bogiem i z Maryją”. Tamże, s. 70, przyp. 35. Opublikowane wcześniej fragmenty dziennika Chiary z tego okresu zostały nieco okrojone. Por. Diario 1964/65, Roma 1985, s. 85-86.

213 Por. Krzyk opuszczenia, dz. cyt., s. 96.

214 Maria. Trasparenza di Dio, Roma 2003, s. 34.

215 Por. F. Gillet, La scelta di Gesù abbandonato nella prospettiva teologica di Chiara Lubich, dz. cyt., s. 29-31.

132 samo odbiera. Potem przyszła wielka pokusa zwątpienia w Jego Opatrzność. Pisała w swoim dzienniku 17 czerwca 1973 roku: „głosiłam połowie świata, że Bóg jest Miłością, a przez te wydarzenia, które następują jedno po drugim, mam wrażenie, że Bóg mnie opuścił […]. Dziś wieczorem weszłam do kościoła na adorację i znalazłam napis: «bonum certamen fidei». To więc czeka mnie w nadchodzących dniach: wielka walka o wiarę, aby wierzyć w Miłość. Czuję bowiem w duszy całkowite przeciwieństwo tego, co odczuwałam wcześniej: podczas gdy wcześniej wszystko mówiło mi o miłości Boga, teraz te wydarzenia, te tak ciężkie próby, zacierają ją. Nie być kochaną przez Boga: to sprawia, że czuję się jak nic, jak zero, które ściska mi gardło […]. W pewnych chwilach, gdy Bóg zabiera ci wiarę w Jego Miłość, trudno ją posiadać. Nie wiem, co jeszcze zostaje. Zostaje jakby widmo wiary: jest to wiara wiary. Lecz Bóg mi pomoże”217.

Doświadczenie to nabiera swojego szczególnego znaczenia w kontekście pierwszych lat rodzącego się Ruchu, których źródłem było przekonanie o nieskończonej miłości Boga, w wymiarze osobistym i wspólnotowym. W obliczu stałego, realnego zagrożenia śmiercią z powodu wojny, dziewczęta zebrane wokół Chiary wyraziły pragnienie, by pochowano je w jednym grobie opatrzonym wyznaniem: „Myśmy uwierzyli miłości” (1 J 4,16). Utrata czy nawet osłabienie tej wiary oznaczały zachwianie się najbardziej pierwotnych fundamentów życia. Lubich nie ukrywała, że chodzi tu o trudną, wyczerpującą walkę i prosiła o łaskę wytrwania za sprawą Matki Bożej.

Rozważając słowa modlitwy „Salve Regina”, Chiara rozumiała po raz pierwszy, że ziemia jest naprawdę „padołem łez”, gdyż właśnie taki stan przeżywała. Wytchnieniem były wówczas krótkie chwile wewnętrznych pociech, które trwały godzinę, czasem dwie lub trzy: przeżywała je jako dar od Boga na dany czas, kosztując ich w całej pełni. Nawet łzy mogły jednak być wyrazem życia Ewangelią, w której odkryła ze zdumieniem zdanie: „Błogosławieni, którzy płaczą…”218.

Czas choroby pogłębił także i oczyścił relacje Chiary do najbliższych jej osób. W pewnym momencie miała wrażenie, że wkrótce umrze, pozostawiając fokolarinów samych. Wydawało jej się to jednak nieprawdopodobne, tak silne odczuwała stopienie w jedno, „w ogniu Trójcy Świętej”219. Kiedy w rozmowie z Jezusem wymieniała

217 Dal diario di Chiara, http://www.centrochiaralubich.org/it/documenti/scritti/4-scritto-it/88-17-giugno-1973.html [dostęp: 15.05.2017].

218 W takiej wersji Lubich przytacza zdanie z Kazania na Górze: „Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni” (Mt 5,4).

133 kolejno ich imiona, odczuwając niemożność rozdzielenia, gdyż oznaczałoby ono absurdalne rozdarcie członków jednego ciała, w odpowiedzi usłyszała: „przez trzydzieści lat chlubiłaś się tym, że jesteś poświęcona tylko Bogu, i zawsze dodawałaś, że obecność nawet tylko jednej towarzyszki przysłoniłaby krystaliczne piękno twojego wyboru Boga”220. Nadeszła chwila, by potwierdzić życiem realność tych słów, wyznając Jezusowi na nowo wyłączną miłość. Wówczas Chiara poczuła się zakotwiczona głęboko w Oblubieńcu, nie tylko za pośrednictwem „wiary i inteligencji”221, ale sercem, a w następnych dniach powtarzała Mu spontanicznie: „Ty wiesz, że Cię kocham”. Nieco później, gdy Bóg „otworzył znów fontannę mądrości”222, zwróciła się ku światu stworzonemu, ku rozwijającemu się Ruchowi i doświadczyła zupełnie nowej, pogłębionej więzi jedności z fokolarinami. Zrozumiała, że wypełniają się w jej życiu słowa Ewangelii, iż „drugie [co do ważności przykazanie] podobne jest do niego” (Mt 22,39), to znaczy, że miłość bliźniego wypływa z miłości Boga. W liście z 17 maja 1973 roku pisała do najbliższych członków Ruchu, zwierzając się z doświadczenia próby: „wtedy zrodziło się to zdanie skierowane do każdego z was: «Ty wiesz, że Cię kocham». Ta nowa miłość do Boga i nowa miłość do was jest jednym z najpiękniejszych owoców tej choroby”223.

W tym samym okresie, Chiara w zupełnie nowy dla siebie sposób odczytała treść Ewangelii, wydobywając z niej te fragmenty, które mówią o płaczu, smutku, cierpieniu. O swoim odkryciu opowiedziała nieco więcej fokolarinom 3 grudnia 1973 roku224. Otwierając przed nimi swoją duszę, przywołała drogą jej zasadę, że cierpienie i miłość należy przemilczeć, natomiast światło wypływające z tego samego doświadczenia trzeba przekazać dalej. Miała poczucie, że ten nowy sposób odczytania Ewangelii, w jej najbardziej surowym225 znaczeniu, jest ważnym impulsem danym przez Boga dla całego Ruchu. Bolesną próbę roku 1973 porównała wówczas do cierpienia Maryi u stóp krzyża, podczas gdy wcześniej przeżywane trudności fizyczne były jak spotkanie z Symeonem, przepowiadającym jej miecz przeszywający duszę226.

220 A. Torno, Chiara Lubich. Życie i dzieło, dz. cyt., s. 96. Słowa te nawiązują do przywoływanego wielokrotnie przez Lubich dnia jej „zaślubin” – poświęcenia się Bogu przez wieczysty ślub czystości (7 grudnia 1943 roku). Była wówczas sama, nie znała jeszcze późniejszych pierwszych fokolarinów, a wybór tej wyłącznej miłości był tak wyraźny, że obecność kogokolwiek, jak mówiła po latach, naruszyłaby jedynie uroczysty, całkowicie wewnętrzny charakter tej chwili.

221 Tamże.

222 G. Folonari, Lo spartito scritto in cielo. Cinquant’anni con Chiara Lubich, dz. cyt., s. 148.

223 Tamże.

224 Il crudo del Vangelo, NU (30)2008, nr 2, s. 159-163.

225 Lubich opisując swoje doświadczenie, nazywa ten wymiar Ewangelii „surowym”. Oryginalny tytuł całego tekstu brzmi właśnie: Il crudo del Vangelo.

134 Obraz, jakiego Chiara tutaj użyła – choć dodała, zapewne dla ostrożności, iż jest on nieco przesadzony – porusza, jeśli pomyśleć o dramatycznych chwilach, jakie przeżyła ona w pierwszych latach Ruchu. Jednak „próby, jakie Pan nam zesłał, były różne, jedna obok drugiej, jedna za drugą, powracające bez chwili wytchnienia”227.

Porównanie do Maryi cierpiącej pod krzyżem jest tutaj bardzo wymowne. Lubich, świadoma swojej słabości i nieużyteczności, z łaski Bożej czuła się matką kształtującego się Ruchu, który w tym czasie był już według jej słów piękny i silny, a jednocześnie potrzebował dalszego umocnienia. Była przekonana, że dalsza służba temu Dziełu wpisana jest szczególnie w jej powołanie, podczas gdy inne bolesne okoliczności zdawały się temu zaprzeczać. Nadeszła dla niej próba duchowego macierzyństwa: miała stracić swoje dzieci zrodzone z zamysłu Boga, podobnie jak Maryja w godzinie męki Jezusa. Jeśli do tej pory Chiara prawie nie znała własnej woli, tak bardzo utożsamiała się z wolą Ojca, teraz sytuacja była odmienna. „Kto by mi wyjaśnił ten dziwny stan duszy? Kto mógł mi powiedzieć, że również w tej sytuacji jestem chrześcijanką i fokolariną?”228 Odpowiedź nadeszła pewnego dnia przez słowa Jezusa: „Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]” (Mk 14,36). Także On, myślała Chiara, odwołał się do wszechmocy Ojca, stając wobec cierpienia krzyża. Choć przyszedł wypełnić Jego wolę, w momencie próby z całą siłą wybrzmiało także ludzkie uczucie, które ostatecznie poddał zamysłowi Boga. Te słowa przywróciły jej wewnętrzny pokój.

Doświadczenie to otworzyło przed Lubich nowe perspektywy odczytania Ewangelii. Pomimo stałego ukierunkowania duszy na cierpienie i opuszczenie Jezusa, do tej pory Bóg prowadził fokolarinów, wydobywając przede wszystkim te fragmenty Pisma, które dotyczą miłości, spełniających się obietnic, wiary przenoszącej góry. Teraz odkrywał przed nimi inne słowa229, wymagające i okrutne w swej wymowie. Ponieważ także one przynależą do Ewangelii, to wpisane są w ludzkie życie i świadectwo o Chrystusie. Potwierdzenie dobrej nowiny, wyjaśniała Chiara, stanowią więc nie tylko osoby i miejsca naznaczone radością, uśmiechem, lecz także ci, którzy żyją w rozdarciu,

227 Tamże.

228 Tamże, s. 161.

229 W swoim tekście Lubich przywołuje tu następujące fragmenty: „Teraz dusza moja doznała lęku” (J 12,27); „Począł drżeć, i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci»” (Mk 14,33-34); „Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni” (Mt 5,4); „Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie” (Łk 6,21); „Gdy był już blisko, na widok miasta zapłakał nad nim” (Łk 19,41); wobec śmierci Łazarza „Jezus zapłakał” (J 11,35). Piotra, który sprzeciwiał się zapowiadanej męce, Jezus nazwał szatanem. O sobie samym przywołał proroctwo, iż „zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją” (Łk 18,32-33). Por. tamże, s. 161-162.

135 smutku i płaczu. Nadszedł czas, by zrozumieć, że „Jego królestwo nie jest z tego świata, że […] tutaj nic nie ma wartości oprócz tego, co robimy ze względu na przyszłe życie, że nawet sprawa tak wspaniała jak dzieło Boga nie jest Bogiem, a więc musimy się od niego oderwać i oddać je Jemu, jeśli taka jest Jego wola”230.

Zwracając się do fokolarinów, Chiara nie ukrywała, że w tym nowym „objawieniu się” cierpienia wpisanego w Ewangelię, dusza przeżywa chwile powagi, pozbawione entuzjazmu dla najpiękniejszych spraw. Opisywała doświadczenie chrześcijańskie, jakie mogą przeżywać także inni, złączeni z nią mocnymi więzami jedności. Bez wątpienia jednak za tym opowiadaniem kryła się przede wszystkim jej osobista, głęboka próba duchowa. Zwracając się do najbliższych osób ze słowami zachęty, nadawała kierunek samej sobie: „My przyrzeknijmy mu na nowo, że pragniemy Jego woli, nie naszej. I wołajmy, chociaż pośród łez, w przerażeniu, w strachu, że jeszcze, zawsze i w każdej okoliczności, wierzymy Miłości, tej Miłości, która niczym jeden krąg obejmuje życie ziemskie i wieczne”231. Taka była w roku 1973 jej wewnętrzna walka i wypływająca z niej modlitwa – wyznanie wiary.

Echo tego doświadczenia próby rozbrzmiewa w tekście zatytułowanym Życie

świętych, który został opublikowany w zbiorze pism Chiary z roku 1978232. Podobnie jak we wspomnianych wyżej sytuacjach, autorka pisze stylem obiektywnym, wyraża się w trzeciej osobie, unikając aluzji do osobistego doświadczenia. Zbieżność tematyczna i czasowa nie może być jednak przypadkowa. Lubich nazywa tu świętym osobę, która oddała całkowicie swoje życie Bogu, a ten kształtuje je sobie tylko znanymi sposobami, aby uczynić prawdziwym arcydziełem. Droga takiego wybrania „składa się z przepaści i szczytów: z niezgłębionych przepaści, z nocy czarnych jak otchłań, z ciemnych korytarzy, w których dusza – przeniknięta najwyższym światłem – trwa oślepiona w ciemnej kontemplacji i pogrążona w morzu udręki, prawie rozpaczy z powodu jasnego zobaczenia własnej nędzy i nicości. Święty przeżywa miesiące i lata, w których jedynym jego pragnieniem byłoby umrzeć na łonie Boga, od którego czuje się niekiedy bezpowrotnie oderwany. Życie jego jest przerażającą śmiercią, a sen − ulgą, wytchnieniem, prawie pieszczotą dla zranionej duszy. Upływa wiele czasu, podczas którego święty woła, błagając o przebaczenie, o zbawienie; on, który niczego innego nie ma w sercu jak tylko Boga, swojego Boga”233.

230 Tamże, s. 162.

231 Tamże, s. 163.

232 Por. Scritti Spirituali/1. L’attrattiva del tempo moderno, Roma 1997, s. 61-62.

136 Doświadczenie nocy jest dla Chiary, zgodnie z terminologią przyjętą za Janem od Krzyża, ciemną kontemplacją, bolesnym oślepieniem z powodu zrozumienia własnej nędzy. Dusza czuje się bezpowrotnie oderwana od Boga, choć poza Nim niczego nie posiada, nie istnieje. Stan ten trwa przez długi czas, miesiące i lata – zdaje się być śmiercią za życia. Dalej Lubich porównuje go do przetapiania w tyglu podobnym do czyśćca, które ostatecznie jednak przynosi pełnię pokoju i światła oraz nową, odporną na przeciwności działalność apostolską. Wówczas dusza może powtórzyć Pawłowe słowa: „już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Dopóki jednak trwa próba, jej owoce są zakryte, wydają się nierealne, a nawet – nienależne.

Czerpiąc z bogatej tradycji mistyki chrześcijańskiej, w której znalazła cenne wyjaśnienie i wskazówki dla podjętej duchowej drogi, Chiara jednocześnie żywiła głębokie przekonanie, że jej szczególne powołanie do jedności pociąga za sobą specyficzną ascezę234. Pisała już w 1950 roku, nawiązując do pism Jana od Krzyża: „od nas Jezus żąda czegoś więcej […]: uciszenia zmysłów, umysłu, woli, pamięci, a także Bożych natchnień. […] Nasze życie więc to Jezus opuszczony. Z Nim żyjemy w pełni unicestwieni”235. W doświadczeniu tym widziała, obok nocy zmysłów i ducha, noc ciemną Boga236, przez analogię do opuszczenia Jezusa na krzyżu. Życie oddane całkowicie sprawie jedności, rozumianej w świetle modlitwy arcykapłańskiej, wymagało oczyszczenia osobistej więzi z Ojcem, także wewnętrznych natchnień, aby móc w pełni otworzyć się na mistykę o charakterze wspólnotowym. Było to doświadczenie nowe, przeżywane nie tylko dla własnego uświęcenia, ale także ze względu na innych, co jest typowe dla charyzmatu założycielskiego237. Tego rodzaju próba powróciła ze szczególną intensywnością w ostatnich latach życia Lubich.

3.3. Ostatnia próba

Po okresie szczególnie bogatej i owocnej pracy apostolskiej, zaangażowania w sprawy Kościoła i społeczeństwa, które spotkało się z wyraźnym uznaniem różnych

234 „Nasze próby są takie same jak wszystkich innych, my jednak mamy korzyści (a także ujemne strony) z tego zdążania razem”. Jezus opuszczony, dz. cyt., s. 154.

235 Tamże, s. 155.

236 Chodzi tu o próbę, która prowadzi do oczyszczenia i uświęcenia nie tylko w wymiarze osobistym, ale także wspólnotowym. Por. G. Folonari, Lo spartito scritto in cielo. Cinquant’anni con Chiara Lubich, dz. cyt., s. 149.

237 Por. F. Ciardi, La notte tempo di prova. L’esperienza dei santi, dz. cyt., s. 185-186. Ciardi przywołuje w tym kontekście stwierdzenie Jana od Krzyża dotyczące szczególnych łask otrzymanych przez niektórych założycieli: „Mało dusz dochodzi do tego stanu, lecz niektóre doszły, zwłaszcza te, których moc i duch miały się rozlać w spuściźnie na ich dzieci. Bóg daje bowiem rodzicom w pierwocinach ducha bogactwa i zasoby odpowiednie do większego lub mniejszego dziedzictwa, jakie mają przekazać potomstwu”. Jan od Krzyża, Żywy płomień miłości, Kraków 2003, 2,12.

137 środowisk238, we wrześniu 2004 roku Chiara niespodziewanie wycofała się z działalności publicznej. Jak wspominają jej najbliżsi współpracownicy, podczas podróży samochodem powiedziała, że nie czuje się dobrze, zdawała się tracić wszelkie siły. Kolejne miesiące spędziła poza Centrum Ruchu, w Mollens w Szwajcarii, gdzie wielokrotnie udawała się na czas letniego wypoczynku tylko z najbliższymi fokolarinami. W listopadzie 2006 roku znalazła się w rzymskiej Klinice Gemelli z powodu zapalenia płuc, które jeszcze bardziej osłabiło jej delikatny już organizm. Jesienią 2007 roku wróciła ostatecznie do domu w Rocca di Papa, skąd – na ile mogła – śledziła życie Ruchu, czasem uczestnicząc w połączeniach audiowizualnych z salą w Castelgandolfo, gdzie odbywały się międzynarodowe spotkania członków Focolari239.

W pierwszym okresie szczegóły nowej próby przeżywanej przez Chiarę pozostawały bliżej nieznane. Wiedział o nich trochę więcej ks. Pasquale Foresi, uznawany przez nią za współzałożyciela Ruchu, a także wieloletni jego współprezydent. Najczęściej jednak zwierzała się i radziła swojego spowiednika, którym był o. Andrea Balbo, choć również te rozmowy nie zawsze przynosiły jej ulgę. Nieco później, we wrześniu 2006 roku, przyzwyczajona mimo wszystko do współdzielenia także trudnych doświadczeń duchowych, zdecydowała się zebrać swoje krótkie myśli, notatki, zapiski z dziennika dotyczącego tego bolesnego etapu, aby przekazać je fokolarinom za pośrednictwem najbliższych jej osób. Tak powstał tekst „Jezus opuszczony i cztery noce”, do tej pory publikowany jedynie we fragmentach240. Ponadto, w tym samym czasie Lubich chciała poznać lepiej doświadczenie nocy u świętych i poprosiła o przygotowanie jej stosownego materiału, który zaledwie zaczęła czytać241. Sama miała zamiar napisać coś więcej na ten temat, ale już nie zdołała. Źródłem dla odtworzenia tego końcowego okresu w jej życiu są zatem zapiski zebrane w 2006 roku, a także wspomnienia towarzyszących jej wówczas osób.

Porównując doświadczenie ostatnich lat z wcześniejszymi próbami, Chiara tak pisała: „podczas nocy ducha przynajmniej czujesz, że Bóg jest obecny i to On sprawia,

238 W latach 1996-2004 Lubich m.in. otrzymała 15 doktoratów honoris causa, liczne odznaczenia od instytucji religijnych i świeckich (w tym od UNESCO i od Rady Europy), przyznano jej honorowe obywatelstwo wielu miast świata. W celu konsultacji szczegółowej listy tych wyróżnień i tytułów honorowych zob. Riconoscimenti, http://www.focolare.org/chiara-lubich/chi-e-chiara/riconoscimenti/ [dostęp: 23.05.2017].

239 Por. E. Folonari, Testimonianza sull’ultimo tempo di Chiara Lubich, dz. cyt., s. 177-181.

240 Cztery etapy oczyszczenia, o których pisze tu Chiara, to: noc zmysłów, noc ducha, „noc Boga”, „noc wspólnotowa i kulturowa”. W odniesieniu do dwóch pierwszych cytuje obficie słownik mistyki: Dizionario di mistica, red. L. Borriello, Città del Vaticano 1998. Zob. Jezus opuszczony, dz. cyt., s. 150-157; Gesù abbandonato e la notte collettiva e culturale, UC (17)2007, nr 3-4, s. 4-9.

138 że cierpisz. Rozumiesz, że jest to inna noc [noc Boga]: ostatnia już noc, jakiej doświadcza się tu na ziemi. Na czym ona polega? Na tym, że Bóg jest bardzo daleko. Dusza czuje się sama, rozdzierana niepojętym cierpieniem. «Do kogo mam pójść? Na kim mogę się oprzeć?» A w sposób szczególny nie czuje już Boga. W takim sensie: Bóg odszedł gdzieś daleko, On także odsuwa się za «horyzont morza». Do tego momentu szliśmy za Nim, jednak za tym morzem, za horyzontem, kryje się i już Go nie widać”242.

Jak wynika z powyższego opisu, Chiara straciła wcześniejsze przekonanie, że nawet najbardziej bolesne oczyszczenie pochodzi od Boga i służy pogłębieniu więzi z Nim. Jej skrajna samotność była tym okrutniejsza, że przeżywała ją w otoczeniu wspólnoty, gdzie wzajemna miłość braterska należy do najbardziej niezbędnych elementów życia duchowego i stanowi miarę jego postępu. Powołaniem fokolarinów jest przebywać nieustannie w komunii z Bogiem i w jedności z innymi, dzięki czemu doświadczyć można obecności Zmartwychwstałego tam, gdzie „są dwaj albo trzej zebrani” w Jego imię (por. Mt 18,20). Teraz On sam się oddalał, znikał za bezkresnym horyzontem, a Chiara nie mogła za Nim podążyć.

Było to zupełnie nowe spotkanie z Jezusem opuszczonym: nie wystarczało jej teraz – jak to czyniła wcześniej – objąć Go, trzeba było całkowicie w Niego wejść. Jego

W dokumencie Jezus opuszczony źrenicą Oka Boga. Doświadczenie duchowe Chiary Lubich i jego teologiczne implikacje (Stron 131-143)