Ich ernenne zu miner Universalerbin die zur Zeit im sechsten Jahre stehende Johanna Gryczik, welche sich bei der

W dokumencie Liber amicorum professoris Ioannis Malicki (Stron 145-153)

Dzieje Joanny Schaffgotsch na szkle malowane

1.  Ich ernenne zu miner Universalerbin die zur Zeit im sechsten Jahre stehende Johanna Gryczik, welche sich bei der

mir befindet und gegenwärtig mit hier in Breslau ist (…).5

Otwarcie testamentu było największą sensacją 1848 roku. Nikomu nieznana mała sześcioletnia dziewczynka została dziedziczką ogromnej fortuny, a jej imię znalazło się na ustach wszystkich. Opiekunami Joan‑

ki zostali Maksymilian Scheffler oraz Emilia Lukas, którzy zadbali o jej właściwe wychowanie i wykształcenie. Joanka we wrześniu 1848 roku rozpoczęła naukę u wrocławskich urszulanek, po roku wróciła na Górny Śląsk. Zamieszkała w pałacu w Szombierkach (obecnie dzielnicy Bytomia), którego na mocy testamentu była właścicielką. Jej dalszą edukacją zajęła się prywatna nauczycielka z Wiednia Amalia Po(r)sanner von Ehrenthal. Po czterech latach panna Amalia ciężko zachorowała, dziewczynka z inicjaty‑

wy radcy Schefflera wróciła wówczas do wrocławskich urszulanek. Pobyt na wrocławskiej pensji stanowił dodatkową gwarancję bezpieczeństwa Joanki, ponieważ siostrzeńcy Goduli kwestionowali prawo dziecka do spadku. Niebezpieczeństwo potęgowała zawarta w testamencie klauzula,

cy Bytomia. Bytom 1994; I. Twardoch: Z dziejów rodu Schaffgotschów. Ruda Śląska 1999;

I. Kaczmarzyk: W cieniu mitu. Rzecz o Karolu Goduli. Ruda Śląska 2007, passim.

5 Cyt. za: J.S. Dworak: Karol Godula. Pionier przedsiębiorczości na Górnym Śląsku.

Opole—Ruda Śląska 1995, s. 135, podkr. — I.K.

w myśl której w razie bezpotomnej śmierci uniwersalnej spadkobierczyni majątek przechodził w ręce krewnych „króla cynku”. Nic więc dziwnego, że opiekunowie obawiali się o zdrowie, a nawet życie dziewczynki: posta‑

nowili, że po zakończeniu nauki u urszulanek pozostanie ona we Wrocła‑

wiu. Najprawdopodobniej liczyli również na to, że w ten sposób szyb‑

ciej uda się znaleźć dla już wówczas szesnastoletniej panny odpowiednie‑

go kandydata na męża, dzięki czemu niebezpieczna klauzula straci rację bytu. Rzeczywiście na jednym z towarzyskich spotkań organizowanych w willi Schefflerów dziedziczka „króla cynku” poznała hrabiego Hansa Ulryka von Schaffgotsch. Zafascynowany jej urodą, młodością (a jak twier‑

dzili bardziej złośliwi, również milionami), utytułowany, ale niezamożny potomek arystokratycznego rodu, którego przodkowie przywędrowali na Śląsk w orszaku św. Jadwigi, wkrótce się oświadczył. W tym samym czasie Maksymilian Scheffler podjął usilne starania o nadanie spadkobierczyni Karola Goduli szlachectwa. Jego wysiłki zakończyły się sukcesem. Joanna Grycik została oficjalnie nobilitowana, zyskując prawo do używania tytułu von Schomberg ‑Godulla i posługiwania się herbem, na którym umieszczo‑

no znamienne symbole górniczego trudu: pyrlik i żelazko.

Joanna nie używała zbyt długo tej tytulatury. Już 15 listopada 1858 roku wyszła za mąż i stała się hrabiną Joanną von Schaffgotsch. W ten sposób ostatecznie weszła w towarzyski krąg śląskiej arystokracji, jednak nigdy nie zapomniała o swoich korzeniach. Wspierała finansowo matkę oraz młodszą siostrę i dbała o rozwój okolic Rudy.

Rodową siedzibą nowej linii Schaffgotschów stały się Kopice, niewiel‑

ka miejscowość położona nieopodal Grodkowa. Znajdował się tam pałac wzniesiony w otoczeniu pięknego założenia parkowego w latach osiem‑

dziesiątych XVIII stulecia. Po rozbudowie i dostosowaniu pałacu do potrzeb nowych mieszkańców powstała budowla nieprzypadkowo nazy‑

wana „Pałacem na wodzie” i budząca zachwyt wszystkich, którzy miej‑

sce to odwiedzali. Hrabina Joanna kochała Kopice, ale nie zapominała również o rodzinnej ziemi; regularnie przyjeżdżała do pałacu w Szombier‑

kach, fundowała w okolicach Bytomia i Rudy kościoły i kaplice, zakładała szkoły, żłobki, szpitale oraz ludowe biblioteki, łożyła również na bytomski sierociniec. Łatwo nawiązywała kontakt z mieszkańcami swoich górnoślą‑

skich włości, zwłaszcza że była dwujęzyczna, Godula bowiem zadbał o to, by prócz niemieckiego i francuskiego, Joanka brała również lekcje języka polskiego, by nie zapomniała rodzinnej mowy. Jej mąż także umiał mówić po polsku, dlatego nie było żadnej komunikacyjnej bariery, kiedy Schaffgot‑

schowie przyjeżdżali do Szombierek. Hrabina zmarła w roku 1910 i zosta‑

ła pochowana w Kopicach. Niestety Kopice nie oparły się w 1945 roku nisz‑

czycielskiemu pochodowi Armii Czerwonej i lokalnych szabrowników,

którzy skutecznie obrócili „Pałac na wodzie” w ruinę, a groby hrabiowskiej pary zbezcześcili6.

Życie Joanny Schaffgotsch oraz jej najbliższych dokumentują liczne archiwalne fotografie, obrazy, a także dwa monumentalne witraże, będą‑

ce odbiciem szczególnych momentów w życiu spadkobierczyni „królestwa cynku”. Pierwszy z witraży pokazuje kilkuletnią Joankę Gryzik i jej dobro‑

czyńcę — Karola Godulę, a drugi leciwą już hrabinę Schaffgotsch, która dzięki odziedziczonej fortunie sama z kolei stała się dobroczyńcą rodzin‑

nej okolicy.

Autorem pierwszego z witraży jest urodzony w Hajdukach Wielkich (obecnie Chorzów Batory), ale twórczo związany z Wrocławiem, malarz i projektant witraży Ludwig Peter Kowalski. W latach trzydziestych XX wieku zrealizował on dwa wielkie projekty, które ozdobiły ważne gmachy w Nysie oraz Gliwicach. Kowalski, nawiązując do średniowiecznej tradycji, stworzył monumentalne modernistyczne dzieła o wyraźnej funkcji propa‑

gandowej. W oknach klatek schodowych Überlandwerke Oberschlesien w Nysie oraz Direktionsgebäude des Oberschlesisches Berg ‑ und Hütten‑

männischen Vereins w Gliwicach pojawiły się ogromne figuralne witraże, których centralną postacią był Fryderyk Wielki7. Cykl nyski miał wymiary 1m szerokości i 3,5 m wysokości, cykl gliwicki — 1 m na 2,6 m. Oba witra‑

że wykonała sławna berlińska firma Puhl und Wagner. O kolorystycznym mistrzostwie wykonania tak pisał w 1940 roku Cornelius Müller ‑Hofstede, ówczesny dyrektor Śląskiego Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu (Schlesische Museum der bildende Kunste): „Najważniejsze, że firmie Wagner udało się […] nadać kolorom siłę i głębię oraz uzyskać blask światła i ognia, zaskakująco przypominający średniowieczne witrażownictwo. Nie jest to już tylko kolorowe szkło, ale szkło, które samo w sobie stało się kolo‑

rem w jego płynnym, nieprzerwanym, świetlistym stanie pierwotnym”8. Niestety trafności tej opinii nie sposób dzisiaj zweryfikować, ponieważ gliwickie witraże nie zachowały się do naszych czasów. Wiadomo jedy‑

nie, że w 1940 roku zostały wyeksponowane we wrocławskim muzeum, a później w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły. Zachowały się jedynie fotokopie zamieszczone w czasopiśmie „Schlesien” jako ilustracja artykułu poświęconego ich twórcy.

6 W. Ślęzak: Joanna i Hans Ulryk Schaffgotschowie…, passim.

7 Witraże nyskie zachowały się do czasów współczesnych w dobrym stanie, znajduje się na nich czytelna sygnatura potwierdzająca autorstwo Kowalskiego oraz czas ich wyko‑

nania — rok 1937. Można je podziwiać w oknach pierwszego piętra budynku, w którym dzisiaj mieści się Zakład Energetyczny Opole S.A. Rejon Energetyczny Nysa.

8 C. Müller ‑Hofstede: Ludwig Peter Kowalski. „Schlesien” 1940, Nr 3, s. 59. Tłumacze‑

nie: Sandra Christ.

Müller ‑Hofstede wyjaśnia w artykule, że centralne miejsce w kompo‑

zycji cyklu witraży zajmował Fryderyk Wielki, a po jego prawicy i lewi‑

cy umieszczone zostały cztery ważne dla gospodarczego rozwoju Śląska postacie: Anton von Heinitz i Friedrich Wilhelm von Reden oraz Johann Friedrich Wedding i Karol Godula z małą Joanką. Umieszczenie na witra‑

żu jej postaci nie było przypadkowe, cykl powstał bowiem na zamówienie Gräfflich Schaffgotsche Werke, firmy należącej do spadkobierców hrabiny Joanny. W latach trzydziestych zainicjowali oni akcję „Godullaforschung”, której celem było opracowanie historii spółki oraz dziejów Karola Godu‑

li. Witraż był jednym z elementów tej akcji, a dzisiaj jego fotokopia to jedy‑

ne świadectwo wizerunku „pioniera przemysłu cynkowego na Górnym Śląsku”, ponieważ nie zachowały się (a być może nigdy nie powstały) żadne fotografie bądź portrety Karola Goduli.

Twarz przemysłowca, która spogląda z witraża autorstwa Kowalskie‑

go, jest surowa i poorana bruzdami, nie ma na niej nawet cienia uśmiechu.

Godula ma zmarszczone brwi, a prawa strona jego twarzy nie jest w pełni widoczna, może z powodu legendarnej deformacji, która miała być skut‑

kiem wypadku z czasów młodości. Lewa ręka sprawia wrażenie bezwład‑

nej, jednak pióro, które Godula mocno dzierży w prawej ręce, i umieszcze‑

nie jego postaci za pulpitem, na którym zdają się spoczywać niezwykle ważne dokumenty, nie pozwala myśleć o nim jak o nieszczęśliwym kale‑

ce, ale o osobie, od której bije moc i potęga. Godula został przedstawio‑

ny w pozycji hieratycznej. Stoi wyprostowany, patrząc prosto przed siebie niczym arystokraci na płótnach dawnych mistrzów pędzla. Jego postać dominuje nad małą Joanką, wzrostem niedorastającą nawet do pulpitu, za którym stoi Godula. Twarz dziewczynki nie nosi śladów dziecięcej beztro‑

ski, jest poważna, a może zamyślona. Joanka rękami trzyma nie Godu‑

lę, lecz pulpit z dokumentami. Ten układ postaci symbolicznie odzwier‑

ciedla łączący je związek — to bardziej układ prawny aniżeli autentyczna więź uczuciowa. Witraż to nie tylko wizerunek „króla cynku”, ale również portret Joanny Gryzik, o której przyszłym losie zadecydował testament Goduli oraz „Zink, Kohle und Eisen”, na witrażu znajdujące się pod stopa‑

mi przedstawionych na nim postaci. To Karol Godula i pozostający w jego władaniu „cynk, węgiel i żelazo” wyrwały bowiem Joankę z beztroskie‑

go dzieciństwa i przeniosły w sam środek największych gospodarczo‑

‑finansowych interesów ówczesnego Śląska, a zarazem zapewniły powsta‑

nie koncernu, który na witraż ów złożył zamówienie.

Niestety nie wiadomo, czy ta artystyczna wizja Ludwiga Petera Kowal‑

skiego opierała się na jakimś autentycznym źródle ikonograficznym (obra‑

zie, fotografii?), które mogło znajdować się w — nieudostępnianych osobom postronnym — rodzinnych archiwach rodu Schaffgotschów, czy też może

inspirację takiego ujęcia tematu stanowiły wspomnienia potomków Joan‑

ny Gryzik. W czasie prac nad witrażem żyły bowiem jeszcze wnuki spad‑

kobierczyni Godulowego majątku, chociaż pamiętać trzeba, że ich babka w chwili śmierci swojego darczyńcy miała lat zaledwie sześć, a tym samym prawdopodobieństwo, że rysy Goduli zatarły się w jej pamięci, jest ogromne. Rodzinne opowieści koncentrowały się więc zapewne raczej na wdzięczności za podarowane „nowe życie”.

Dzieło Kowalskiego ma bez wątpienia charakter realistyczny, porów‑

nanie zachowanego portretu nastoletniej Joanny Gryzik pędzla Miklof‑

fy z 1855 z wizerunkiem dziewczynki na witrażu wykazuje daleko idące podobieństwo, co niestety nie jest przesłanką wystarczającą, by twier‑

dzić, że autentyzm przedstawienia rozciąga się i na postać stojącego nad małą Joanką Karola Goduli. Aczkolwiek niezależnie od tego, jak mogło‑

by brzmieć rozwiązanie tej zagadki, dla wszystkich, którzy interesują się

„królem cynku”, jego postać ma twarz osoby z witraża… I może sam Godu‑

la nie miałby nic przeciwko temu, aby tak właśnie go postrzegać, ponie‑

waż nie jest wykluczone, że chciał pozostać w pamięci potomnych wyłącz‑

nie poprzez swoje ekonomiczne dokonania, znacznie doskonalsze aniże‑

li jego naznaczona kalectwem fizyczność. Gliwicki witraż przypominał czasy dzieciństwa spadkobierczyni Karola Goduli, obrazując symboliczny początek Gräfflich Schaffgotsche Werke, a znajdujący się na nim dziecię‑

cy wizerunek przyszłej hrabiny Schaffgotsch był swoistą retrospekcją inne‑

go na szkle malowanego portretu, zamontowanego ćwierć wieku wcze‑

śniej w kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Goduli (obecnie dzielnicy Rudy Śląskiej).

Osada Godula powstała wokół zbudowanej w latach pięćdziesiątych XIX wieku huty, powstałej dla upamiętnienia rudzkiego przemysłowca i nazwanej „Godullahütte”. W osadzie tej w latach 1867—1871 wzniesio‑

no neogotycki kościół, którego fundatorami byli hrabiostwo Schaffgot‑

schowie. W 1911 roku mieszkańcy Goduli postanowili umieścić w oknach świątyni — zgodnie z panującą ówcześnie modą — witraże o tematyce religijnej. Monumentalne dzieła, zatytułowane Sąd Ostateczny oraz Chry-stus wśród ludu górnośląskiego, zostały wykonane w Monachium, w zakła‑

dzie witrażowniczym Franza Mayera. Sąd Ostateczny to typowe dzie‑

ło eschatologiczne, inspirowane ikonografią średniowieczną9, dopełnia‑

jące neogotycki charakter godulskiej świątyni. Natomiast Chrystus wśród ludu górnośląskiego obrazuje Boże Miłosierdzie. Witraże te są umieszczone w oknach nad bocznymi drzwiami z prawej i lewej strony. O ile jednak

9 I. Kont na: Ikonografia górnośląskich witraży sakralnych na początku XX wieku (na wybra-nych przykładach). W: Witraże na Śląsku…, s. 131.

10 Liber…

pierwszy z witraży realizuje tradycyjny chrystologiczny typ ikonograficz‑

ny, o tyle drugi — na co zwraca uwagę Irena Kontna — wprowadza do ujęcia tematyki pewne innowacje. Witraż przedstawia bowiem Chrystusa w otoczeniu nie anonimowego „ludu Bożego”, jak można by się spodzie‑

wać, ale autentycznych postaci, mieszkańców okolicy z hrabiowską parą na czele10, sportretowanych na podstawie fotografii dostarczonych auto‑

rowi dzieła — profesorowi Glözlemu z Salzburga. W ten sposób witraż stał się swoistym zapisem kronikarskim, dokumentującym społeczność Goduli i okolic na początku XX wieku. Takie ujęcie podyktowane było chęcią upamiętnienia fundatorów kościoła — nieżyjącej od roku Joanny Schaffgotsch i jej męża Hansa Ulryka. Oczywiście umieszczanie posta‑

ci fundatorów jako elementów kompozycyjnych obrazu stanowiło często praktykę artystyczną, spotykaną również w sztuce witrażowej. Jednak to, co wyróżnia dzieło z kościoła w Goduli, to sposób wprowadzenia fundatorów do przedstawionej sceny. Najczęściej bowiem artyści doko‑

nywali swoistego malarskiego anachronizmu, wykorzystując na przykład wizerunek twarzy fundatora jako fizjonomię któregoś ze świętych lub z apostołów, a więc postaci, których obecność na obrazie była oczywi‑

sta11. W kościele w Goduli zasada ta nie znalazła zastosowania. Funda‑

torów nie trzeba się na witrażu doszukiwać, ponieważ współtworzą oni centralną część kompozycji. Zostali przedstawieni tuż obok postaci Chry‑

stusa Nauczyciela w pozie klęczącej, z rękami złożonymi do modlitwy.

Na pierwszym planie hrabina Joanna i tuż obok niej hrabia Hans Ulryk.

Scena na witrażu stanowi bowiem swoistą aktualizację chrystologiczne‑

go przedstawienia religijnego. Należy do typu ikonograficznego „naucza‑

jący Chrystus wśród apostołów”. Jednak miejsce apostołów zajęli miesz‑

kańcy dzisiejszej Rudy Śląskiej oraz postacie z dziejami kościoła w Godu‑

li szczególnie związane. Tło przedstawienia stanowi górnośląski pejzaż przemysłowy, również potraktowany bardzo realistycznie, ponieważ jego głównym motywem są zabudowania kopalni „Paulus” („Paweł”) w pobliskim Chebziu (obecnie również dzielnicy Rudy Śląskiej). Jednak witraż nie jest — wbrew pozorom — realistycznym obrazkiem rodzajo‑

wym, jest przede wszystkim dziełem o tematyce religijnej, dlatego nad ikonosferą obrazu dominuje Drzewo Życia. Jego rozłożysta korona osła‑

nia postacie, które z wszystkich stron garną się do nauczającego, miło‑

siernego Chrystusa. Postać Zbawiciela, odziana w purpurową szatę, symbol męki i władzy, dominuje nad mieszkańcami okolicy, a twarz Syna Bożego — jako jedyna w całym przedstawieniu — została umieszczona

10 Ibidem, s. 130.

11 Ibidem, s. 131.

na tle błękitnego nieba, bo tylko Chrystus łączy rzeczywistość duchową z rzeczywistością ziemską. Pozostałe postacie, łącznie z hrabiowską parą i wieloletnim zaufanym dyrektorem ich zakładów Bernardem Stephe‑

nem, którego również na witrażu nie pominięto, umieszczone zosta‑

ły bezpośrednio na tle charakterystycznej śląskiej ikonosfery — wzno‑

szących się ku niebu kominów zakładów przemysłowych. Te zakłady to podstawa bytu tych, którzy na witrażu otaczają Chrystusa i Schaffgot‑

schów. Są wśród nich górnicy i hutnicy w tradycyjnych galowych mundu‑

rach, kobiety w strojach rozbarskich, młodzi i starzy, zdrowi i chorzy, bo nikogo z nich hrabina Schaffgotsch nie pozostawiała bez pomocy. Zwra‑

ca również uwagę postać ślepca prowadzonego przez młodą kobietę, być może jest nim ociemniały poeta z pobliskich Piekar, Wawrzyniec Hajda, nazywany „śląskim Wernyhorą”.

Wszystkie postacie witraża koncentrują swoją uwagę na Chrystusie, dlatego ich twarze ukazane są z profilu. Jedyny wyjątek stanowi postać małej dziewczynki podtrzymywanej przez klęczącą kobietę. To nad tym dzieckiem bezpośrednio znajdują się ręce Chrystusa, a jego lekko pochy‑

lona postać zdaje się sugerować, że za chwilę weźmie on dziewczynkę z ramion matki. Jednak dziecko absolutnie nie przeczuwa tego, co wyda‑

rzy się za moment, z właściwą dla swojego wieku beztroską i ciekawością patrzy gdzieś w dal. Postać Chrystusa, dziewczynka i klęcząca hrabina Schaffgotsch tworzą na witrażu swoisty trójkąt znaczeniowy, podkreślo‑

ny kolorystyką: w tej samej gamie barwnej utrzymane są bowiem aure‑

ola Chrystusa, dostojny płaszcz hrabiny i czepek oraz spódniczka dziew‑

czynki. Te trzy postacie przykuwają uwagę, odnosi się wręcz wrażenie, że pozostałe elementy sceny to tylko tło tej najważniejszej relacji. Być może więc w tym pozornie całkowicie realistycznym przedstawieniu pojawiają się elementy metaforyczne związane nie tylko ze sferą symbo‑

liki religijnej. Mała dziewczynka na witrażu to Joanka Grycik, którą miło‑

sierny Chrystus rękami Karola Goduli dosłownie wynosi ponad głowy tych, wśród których przyszła na świat. Ta dziewczynka — już jako Joan‑

na von Schomberg‑Godulla, a później hrabina Schaffgotsch — przez kolejne pół wieku dbać będzie o rozwój swoich rodzinnych stron, rozwój nie tylko materialny, ale też duchowy, bo to dzięki niej powstaną kościo‑

ły w Goduli, Bobrku czy Szombierkach, a w szpitalu przez nią założo‑

nym będą mogli znaleźć opiekę chorzy i ranni górnicy. Spadkobierczy‑

ni majątku „króla cynku” zatroszczy się również o przeniesienie z odle‑

głego Wrocławia prochów swojego dobroczyńcy, które do dzisiaj spoczy‑

wają w krypcie kościoła w należących niegdyś do Goduli Szombierkach.

W paradoksalny sposób jest to zresztą jedyny materialny ślad związa‑

ny z Karolem Godulą, ponieważ — poza zakładami przemysłowymi —

10*

miejsca, w których żył i przebywał, już dawno zostały zmiecione przez wiatr historii.

Witraż Chrystus wśród ludu górnośląskiego stanowił przede wszystkim hołd złożony fundatorce kościoła, jego najważniejszym zadaniem było przypominanie, że pochodząca z górnośląskiego ludu Joanna Gryzik von Schomberg ‑Godulla Schaffgotsch, nazywana czasami „śląskim Kopciusz‑

kiem”, nigdy nie stała się salonową lalką, nie skoncentrowała się wyłącz‑

nie na sobie, ale przez całe życie spłacała honorowy dług wdzięczności. Nic więc dziwnego, że wśród górnośląskiego ludu wyrasta na obrazie Glözle‑

go Drzewo Życia, zgodnie ze słowami zapisanymi w Apokalipsie św. Jana:

„Pomiędzy rynkiem Miasta a rzeką, po obu brzegach, drzewa życia, rodzą‑

ce dwanaście owoców — wydające swój owoc każdego miesiąca — a liście drzewa [służą] do leczenia narodów. Nic godnego klątwy już odtąd nie będzie. I będzie w nim tron Boga i Baranka, a słudzy jego będą mu cześć oddawali” (Ap. 22, 2—3).

W rocznicę śmierci hrabiny, kiedy witraż wypełnił już okno godul‑

skiego kościoła, nikt nie miał bowiem wątpliwości, że Joanna Schaffgotsch dostąpiła już Bożego Miłosierdzia, a ci, którzy będą naśladowali jej styl życia, nie muszą obawiać się przenikliwego wzroku Chrystusa Sędziego, do dzisiaj spoglądającego na wszystkich przestępujących progi kościoła pw. Jana Chrzciciela w Rudzie Śląskiej Goduli.

W dokumencie Liber amicorum professoris Ioannis Malicki (Stron 145-153)