KOMPLEKS DETEKTYWA

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2015, nr 3 (113) (Stron 96-100)

Smałone

KOMPLEKS DETEKTYWA

Pepe Kulka ma wszelkie cechy, żeby niestać się ulubieńcem tłumów. Jestma­

ły, zarozumiałyi niezmiennieprzekonany o własnej wartości.Czujesię lepszy niż jego szkolni koledzy-i właściwienie dałoby się z nimwytrzymać,gdybyniefakt,że z Pepe Kulki można się zdrowo pośmiać.Niedość, że nie grzeszyodwagą, tojeszcze w sytu­ acjach krytycznychpopełnia komiczne błę­ dy. Mówiąc w skrócie, Pepe Kulkachciałby, żeby inni wierzyli, że jestgeniuszem -ale swoimzachowaniemza bardzo temu prze­ czy.Jednak ten pełen wad bohaterznajdu­

je niespodziewanie przyjaciół:jedento Re­

mi, klasowy mięśniak, chłopak, którysiłą rozwiąże każdy problem(za to, według Pe­ pe, niejest atletą umysłowym i dużo bra­

kuje mu do szefa paczki). Drugą bratnią du­

szą staje się Matylda- dziewczynkarozsąd­ na iczarująca.Nikt by nie przypuszczał, że postacie o tak odmiennychcharakterach i poglądach na świat będądziałać razem -a jednak.TomyPepe ispółkaoraz Pepei spół­ ka znowu natropie to dwa zestawy rozbu­ dowanych detektywistycznych opowieści wstarym stylu.Troje dzieci współpracuje tu zesobą, by rozwiązywać nawet najbardziej skomplikowane zagadki. Dzięki temu szko­

ła nie wydaje się zbyt uciążliwa, a klasowi outsiderzy mają ważny powód,by trzymać się razem i nie czuć osamotnienia, spowo­

dowanegozbytnim obstawaniem odgru­

pyrówieśników.

Pepe,Remii Matylda nie mogą próżno­

wać. Każdy dzieńobfituje w niespodzianki i zawsze trzebabyć przygotowanym na ta­ jemnicze historierozgrywającesię w pobli­ żu. Raz na przykład znika bezśladuprofe­

sor, towarzyszący dzieciom w podróży, raz

klasówkęodwleka „zbrodnia" (nikt nie gi­

nie!)popełniona wszkolnej pracowni. Pe­

pe Kulka chce zostaćwynalazcąi zawalczyć oetykietkęgeniuszaprzed szerszą publicz­ nością, a przytym trzeba jeszczerozwiązać szeregpomniejszych zagadek -między in­

nymi kwestię potwora z LochNess. Pepe, Re­

mi iMatyldanie obijająsię, nawet jeśli ich działania stoją w sprzeczności z oczekiwa­

niami nauczycieli. Ostatecznie jednakzwy­

kleudaje im się wyjść cało z opresji i dodat­ kowo przedstawić wyjaśnienia co dziwniej­

szych zjawisk.

Bohaterowie prowadzą relacje nazmia­

nę i z różnych perspektyw, codynamizuje poszczególne historie.Pozwalateżautorowi na uruchamianie różnych pokładów komi­ zmu: pochwały Pepepod własnym adresem są czytelne przede wszystkimdziękiskon­

frontowaniuich z trzeźwo myślącym idale­ kim od samouwielbienia wywodem

Remie-go, a Matylda staje sięodskocznią od skraj­ nych charakterów obuchłopców. Komizm sytuacyjny i komizm charakterów to dwa najlepiejtu dostrzegane sposoby wzbudza­

nia śmiechu - jednak w obu tomach niebra­

kuje też czytelnego dla młodych twórców komizmu słownego (zwłaszcza gdy Pepe wpada w samozachwyt).

Obatomy zawierają po trzy mocno roz­ budowanefabuły podzielone nabardzo krótkierozdziały. Dladzisiejszych młodych odbiorców utrudnieniem w lekturze może być język. Jean-Philippe Arrou-Vignodnie oszczędza swoichczytelników. Owszem, ba­

wi się stylami, a nawet samą formą(szcze­ gółyśledztwa,przekazywane w kolejnych li­

stach), ale nie upraszcza słownictwa aniopi­ sów. Posługuje sięrozbudowanymifrazami i narracjąw klasycznym stylu (dającą wręcz wrażenie staroświeckości podczas lektury).

Taki rytm książek sprawia, że przygody Pe­ pei jegoprzyjaciół stają się mniej infantylne - ale możeteżzniechęcić do czytania tych odbiorców, którzy nie przepadają zarozryw­

ką wymagającąwysiłku umysłowego.Znaj­ dziesięjednakrównie wielu fanów przygód Pepe -tych,którzycenią sobie inteligent­

ny humor i opowieści w stylu starych kry­ minałów.Zderzenieskrajnych charakterów z prawdziwymi kryminalnymi zagadkami to znakrozpoznawczyhistorii spod szyldu Pe­ pe ispółka - i zarazemwyzwaniedlarozle­

niwionej publiczności masowej.

J.-P. Arrou-Vignod, Pepe i spółka, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014.

J.-P. Arrou-Vignod, Pepe i spółka znowu na tropie, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014.

Monika Rituk

KIM BYĆ?

Każdypopełniaten błąd i kiedyś dora­

sta. A gdy już dorośnie,powinien mieć ja­

kiśzawód.Nadwyborem zawodu trzebasię zastanowić, decyzji nie wolno podejmować pochopnie. TyleżeBeręsewicz nie ułatwia wyboru. \N jego Zawodowcach każdażycio­

waścieżka ma jakieś wady - i każdasłuży budzeniuśmiechu. Historyjki autorkończy wjeden iten sam sposób:„nawaszym miej­ scu w ogóle bymnie dorastał". Nic dziwne­ go: piekarzprzez cały dzień ratuje z chlebów i bułek przedmiotypowrzucane do ciasta przez syna, informatyczka musi zabrać kom­

puter wkąpielówkach na basen, nauczyciel­ ka męczy się z genialną klasą,aktorka za­ mieniasię wpietruszkę, ochroniarzzaczaja się na złodzieja soczku, a budowniczy uda- jewieszak. Najlepiej ma pisarzPaweł,któ­

rywgodzinach pracy jestsuperbohaterem i jeździ wspaniałym samochodem, dokonu­

jąc wielkichczynów. Po brawurowychak­

cjach może iść poodśnieżać chodnik.

Zawodowcy tozestaw opowiadańprze­ śmiewczych. Paweł Beręsewicz wykorzy­ stuje w nich swojeosławionejużpoczucie humorui przedstawia kolejnych dorosłych przyichrutynowych zajęciach. Tym razem jednak, toza sprawą czarów, bo za sprawą pecha, coś musi pójśćnietak.Nagle wybra­ ny zawód dostarcza pewnych komicznych kłopotów, a bohaterowierozśmieszają swo­

ją bezradnością lubbrakiem przewidywania konsekwencji. Dorośli ludziepopełniają ko­

miczne błędy, a historiazamienia się wbaj­ kę.Beręsewicz wie, co robi. Standardowe prezentacjezawodów zamieniawczystą rozrywkę. Każde z jego opowiadańto festi­

walnowych żartów. Losy bohaterów różnią

się od siebie i nie są podporządkowane jed­ nemu fabularnemu schematowi. Autor sta­ wia nahiperbolizacje i zaskoczenia, ale po­

kazujeteżsytuacje, wobecktórychprofe­

sjonaliści stają się kompletnie bezradni: na przykład najmądrzejsi sędziowie nie pora­

dzą sobiez rozstrzygnięciem dziecięcego sporuołopatkę, a kucharz, który wyrzuci pasztet, jeśli przesoligo o jeden kryształek, możetylko przyglądać się, jakwybitnapo­

stać... dosalajego potrawę. Potych barw­ nych historiach nikogo już nie dziwi puenta--refren -że nie warto dorastać, jeśli spotyka­ ją człowieka takie sytuacje i takie przykrości.

Świat Beręsewicza jest światem na wesoło, więc dzieci nie będątumieć powodów do zmartwień,nawet jeśli przy wiążąsiędo nie­ tuzinkowych postaci. W końcu i zawodow­

com możeprzytrafićsięgorszydzień.

Opowiadania z tomiku sąkrótkie ipełne zwrotów akcji. Autor wykorzystuje modę na publikacjeedukacyjne dla najmłodszych -iodwracają. Celoworezygnujez pouczania maluchów (nawet jeśli chodzi o kolor

świa-tła, pozwalającego przejść przez ulicę:za­ kłada,że dzieci już to wiedzą i rozśmiesza je wyznaniem, że jemusię wciążmyli). Od­ rzuca męczącydydaktyzm i wychwalanie poszczególnych zawodów, bawi się za to tematem. Wiedoskonale, że zanim zosta­ nie się sędzią, informatykiem, przewodni­ kiem czy strongmanem minie jeszczesporo czasu- decyzji nie trzeba podejmowaćjuż w przedszkolu. Dziękitemu jegoksiążka jest naprawdę zabawnai ciekawa, amaluchy zy­

skają i tak przeglądoryginalnych zajęć.

Dohumoru Pawła Beręsewicza dopa­

sowuje się Jona Jung; na bajkowych ilustra­ cjach prezentuje rozmaite absurdy, nawet...

podniesieniePałacuKultury i Nauki. Ponie­

waż nie jestto książeczkaobrazkowa, Jung nie wszystkie scenki przekuwa wgrafiki.

Często stosuje własne kadrowanie, najazd na detal ważny dla fabuły - tak razem z od­

biorcami podąża za akcjąi pokazuje,jak to­

cząsię losy postaci za pomocą drobnych ge­ stów.Zawodowcy toksiążka dla dzieci, przy którejdorośli nie będą podczaswieczornej lekturyzasypiać. Paweł Beręsewicz urzeka humorem i pomysłami,jest twórcą, które­ mu możnazaufać. Dobrze, że interesują go szkolne przesłania, bodzieciomprzyda się trochę zabawy. NieprzypadkowoZawodow­ cy wracają na rynek.

P. Beręsewicz, Zawodowcy, Wyd. 2, Wydawnictwo

„Literatura", Łódź 2014.

Karolina Miłek

SEKRET

Bardzooryginalne zagadnienia wyko­

rzystuje Carol Rifka Brunt, żeby stworzyć historięPowiedz wilkom,że jestem w domu.

U tejautorki dojrzewanie nie polega na pro­

stymbuncie. Przekraczanielinii dzieciństwa u bohaterki składa się z nietypowych zmian.

Junema czternaście lat i do tejpory wycho­ wywanabyła pod kloszem. Dopiero niedaw­

no cośsię zmieniło; brat mamy, wujek Finn, zacząłmalować obraz przedstawiającyJune iGretę.To jegosposób na pożegnanie:Finn umiera. Choruje na AIDS i nie ma już dla nie­ gożadnej nadziei -mężczyzna próbuje więc po raz ostatniwpisaćsię w towarzysko-ro-dzinne relacje.Wiadomośćojego choro­ bie najbardziej wstrząsająca jest dla June - dziewczyna kocha swojego wujkamiłością, która przypomina nastoletnie pierwsze za­

uroczenia.Ale nawetJune, najżyczliwsza z całej rodziny, niewiele wie o Finnie. Nie ma na przykład pojęcia ojego partnerze, To-bym, który podzieliloschorego. Toby usi­

łuje wkroczyć do rzeczywistości June choć­ by po to, żebywymienićsię wspomnieniami oukochanym izdobyć na jegotemat

wię-cej informacji. Również dla June toszansa na dobre przeżywanie żałoby. Tyle że emocji nieda siępodporządkowaćlogice, oczym Brunt przez cały czaspamięta.

Poszukiwanie własnej tożsamościprze­ plata się tu z rozumieniem sztuki. Obraz stworzony przez wuja służyobu siostrom do wyrażania własnych uczuć i rozprawia­

nia sięzniechcianymi stanami. Przypomina oFinnie, ale niejestświętością. Pozwala za toodkrywać siebie-stopniowoi z dużym wysiłkiem. June zresztą próbuje podpo­

rządkowywaćsię otoczeniu. W odróżnieniu od Grety- tastaje się złośliwa dlainnych, a niezależność manifestuje niebezpieczny­

miimprezami.June nie możestać się beztro­ ską nastolatką, musi odróżniać się od zbun­

towanej siostry. Ale iona ma słabe punkty.

Bohaterki dzieli takżestosunekdo Finna - mimowczesneji od początku zapowiadanej śmierci stale obecnego wtomie.

Dojrzewanienie polega tu zatem naod­

krywaniu uroków naiwnychmiłostek ani na ciekawychspotkaniach towarzyskich w gro­

nie rówieśników.Taksiążkapokazuje różne obrazy samotności i zagubienia. Najważ­

niejszew niejstaje się dorastanie do wła­ snego zdania. June nie znajdziejuż oparcia w najbliższych, zabrakło też jej autorytetu i najlepszego przyjaciela. Przejście do doro­ słości wiążesię ze stratą nie doodbudowa­ nia - a właściwie z całym szeregiem takich strat, bohaterka musi nauczyć się znimigo­

dzić; w końcu czeka ją jeszcze pożegnanie z nieakceptowanym przez innych Tobym.

Problemy June bardzoróżnią się od typo­ wych sprawnastolatek,więctom Bruntbę­ dzie dobrą opcją dla tych czytelników, któ­

rzy cenią sobie niepowtarzalne narracje.

Warstwaopisowajest wtej powieści budowana bardzostarannie. Brunt posłu­ gujesię wyrazistymi obrazami, bardzo waż­

ne są dla niej stany psychicznebohaterów - dopracowujepsychologię postaci w każdym szczególe i nieprzeszkadza tunawet fakt, że niektórzy bohaterowie zostalicelowo prze­ jaskrawieni. Brunt ponadto starasię przez cały czas pamiętać ooperowaniu nastrojem -Powiedzwilkom, że jestem w domu niedaje się zaliczyć do kategorii prostychczytadeł.

Chociaż niejest to lektura lekka, dostarczy odbiorcom sporoprzyjemności.

Autorka sięgnęła tu po zagadnienia w dyskursie publicznym marginalizowane, a w literaturze czwartej prawie nieistnie­ jące. Kształtuje swojąbohaterkęzzazna­

czeniem tych jejcech, którenie definiowa­ łyby jej dlazewnętrznych obserwatorów.

June jest postacią nietuzinkową,ale ma też to szczęście, że funkcjonujew równie nietu­ zinkowej przestrzeni.

C. R. Brunt, Powiedz wilkom, że jestem w domu.

YAI-Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2015.

Monika Rituk

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2015, nr 3 (113) (Stron 96-100)