(scenka)

Wszedł Bóg późną nocą do ccii klasztornej i usiadł w kąciku. Obserwował zapraco-wanego mnicha, skrobiącego piórem po papierze przy słabym blasku dogasającej świe-cy. Jakby zawstydzony odezwał się ciepło:

- Ciężko pracujesz, sługo mój wiemy. Twoja biblioteka większa jest nad moje zbiory niebiańskie. Muszę się pochwalić, że czasami czytam zapisane przez ciebie foliały: przy-znaję. że wiele w nich mądrości. Niekiedy zwołuję nawet konsylium anielskie, by za-czerpnąć wyjaśnień c o d o pewnych kwestii. A bywa. że i po Lucyfera .samego poselstwo wysyłam, wszak on najbardziej jest biegły w świętej nauce. Ciężka twa praca, przyznaję otwarcie. Budzi moje uznanie i wielki szacunek. Podziwiam twoją wytrwałość w zgłę-bianiu tajemnic. Choć przyznam szczerze, że nie myślałem nigdy, iż moja osoba tak jest tajemnic/a i skomplikowana. Na początku trochę mi nawet schlebiało - uśmiechnął się lek ko - gdy przeczytałem, że nieskończone me atrybuty i niepojęta istota. kt<»rej w ludz-kie słowa nikt ująć nie zdoła. Dziś jednak nachodzi mnie smutek i melancholia, gdy zrozumiałem z twych uczonych ksiąg, że ja tylko sam siebie zrozumieć potrafię. Bo muszę wyznać, ze wielki na mnie wysiłek włożyłeś tym zdaniem - siebie zrozumieć, którym jest istotą nieskończoną i wieczną, jedną naturą pośród trojga osób. jedną sub-stancją. w której mimo nieskończoności cech i właściwości nie masz podziału ani zróż-nicowań. Takąż więc byłbym istot;). która jedno z. istnieniem i takimże istnieniem, które jednym jest z istotą? Zaiste, przyznam, piękne to są słowa, ciąg twoich dowodów jak anielskie poematy zniewala koniecznością nieodpartych wniosków. Tym niemniej...

Zapadł w milczenie, jakby o czymś intensywnie myślał.

Czy masz może odrobinę tytoniu i reńskiego wina? - zapytał po chwili. Widzisz, czasami lubię tak sobie fajkę zapalić i przy kominku posiedzieć. Tytoń i wino to wielkie wynalazki człowieka. Rozjaśniają umysł, rozweselają serce... Kiedy mam rozwiązać jakiś problem, który nasuwają mi twoje księgi, siadam przy kominku paląc fajkę i Cząe szklaneczkę wina...

Delektował się przez chwilę winem. Potem zapalił fajkę i wypuszczając z ust kołka dymu wpatrywał się w nie w milczeniu. Po chwili zaczął znowu:

- Czasami lubię popatrzeć na świat, który stworzyłem. Zwłaszcza rano. kiedy ludzie biegną na pola oddać pokłon stworzeniu a kocłiankowie całują się czule, przytuleni do

siebie po rozkoszach nocy. Wydaje mi się wtedy. że świat. który stworzyłem, choć może nie jest najdoskonalszy z możliwych wbrew próbom usprawiedliwienia mnie. jakie pod-jąłeś w bodajże siódmym tomie twoich dziel - uśmiechnął się to jednak na tyle zno-śny a przede wszystkim prosty, że ludzie potrafią go zrozumieć. Kiedy widzę, jak dzieci radośnie ganiają motyle albo jak wesoły staruszek rzuca okruchy chleba łabędziom w sa-dzawce, ogarnia innie myśl, że jestem prosty i nieskomplikowany, obecny w radości dzieci, wesołości staruszka czy uścisku kochanków.

Popił trochę wina.

- W gruncie rzeczy mam zrozumienie dla ludzkich słabości, dlatego nie miałbym nic przeciwko, gdybyś czasami porzucił księgi i zwrócił swe zmęczone oczy ku jakiejś łani.

której ciepłe łono kryje więcej tajemnic i piękna, niż spopielałe pergaminy świętej nau-ki. Nie żądam bynajmniej od ciebie abyś spędzał dnie bijąc czołem o posadzkę .świątyń a nocami studiował przekaz apostolski...

Popatrzył w ogień błyszczącymi oczyma.

- Nie wiem, może się mylę, ale tak właśnie siebie rozumiem. - Pogładził swą brodę.

- Pewnie nudzę ciebie, gdy zajęty jesteś budowaniem kolejnego sylogizmu i spraw-dzasz. czy termin średni nie został użyty ekwiwokatywnie - chyba dobrze powiedzia-łem. prawda? ale tak właściwie przyszedłem do ciebie po naukę. Sądziłem, że ty będziesz najbardziej kompetentny, wyłączając oczywiście Lucyfera, który tak jest prze-biegły, ze ilekroć z nim rozmawiam, myśli mi mąci i wolę oślepia. Stąd przyszedłem do ciebie, ażeby zapytać, czy dobrze siebie rozumiem, to znaczy, czy nie popadłem przy-padkiem w herezję, którą udowodniłeś ostatnio w sposób tak niezbity choćby Kasjano-wi... Trochę się przeraziłem, bo spalili go tak skutecznie, że ledwo strzępy jego duszy dotarły do nieba a istniała nawet obawa, że cała jego nieśmiertelna islota z dymem ule-ci... Pizyznać trzeba - dodał z gniewem i urazą w głosie - że dobrze was ten grecki Lucyfer. Prometeusz, wyszkolił... Ale wracając do rzeczy - chciałbym zdobyć pewność, czy przypadkiem nie jestem w niezgodzie z ustaleniami ostatnich soborów... Rozumiesz, byłoby chyba trochę nie w porządku, gdybym to ja w niebie herezje rozgłaszał, więc przyszedłem zapytać, czy aby nic błądzę...

Patrzył niepewnym wzrokiem na mnicha siedzącego obok. Ten wstał i sięgnąwszy po obszerny tom z. półki zaczął go wertować. Po chwili odłożył go zakreśliwszy coś piórem w trzech miejscach i sięgnął po tom następny. Znowu coś zakreślił i przeglądał dalsze woluminy.

Bóg patrzył z |xxlziwem i lękiem. Wreszcie powiedział:

Przepraszam, nie chciałem ci sprawie kłopotu. Może przyjdę innym razem, to wi-dać ciężki problem nic tylko dla mnie. Miałeś rację - dodał po chwili - że żaden język lego ująć nie zdoła, k i m jestem naprawdę...

Wstał, podziękował za wino. oczyścił fajeczkę i schowawszy ją do kieszeni poże-gnał się z mnichem. Płomień dogasał w kominku. Jeszcze przez krótką chwilę słychać było odgłos powolnych, /męczonych, oddalających się kroków.

(1992)

judaizm

• Spotkania religii: judaizm

Szalom!

In document SCRIPTORES SCHOLARUM Kwartalnik uczniów I nauczycieli oraz Ich Przyjaciół Lublin (Page 34-37)