Jezus ukrzyżowany i opuszczony – Oblubieniec

Rozdział 3 Symbolika źrenicy

3. Doświadczenie pustki w życiu duchowym

3.2. Nicość stworzenia

Z płynącego z głębi duszy Chiary wyznania, że Bóg jest wszystkim, rodzi się spontanicznie jako odpowiedź przekonanie, że człowiek, będący bytem stworzonym, jest niczym. Już sama forma gramatyczna takiego stwierdzenia, jak zauważa Atzori, jest cenną wskazówką do jego interpretacji131. Zarówno język włoski jak i polski stosują w analogicznych wypowiedzeniach podwójną negację, która nakazywałaby tu raczej brzmienie: „ja nie jestem niczym”. Tymczasem zdanie to wydaje się nie zaprzeczać, ale oznajmiać tożsamość człowieka. Jego prawdziwym istnieniem jest właśnie owo „nic”, które odnosi czytelnika tekstów Lubich do uniżenia się Jezusa na krzyżu aż po dramat opuszczenia przez Ojca132. Tak rozumiana kondycja stworzenia nie jest prostym synonimem marności czy przygodności. Jest ona raczej koniecznym elementem każdego wejścia w relację, które z kolei konstytuuje osobę.

Chiara wyjaśnia tę myśl między innymi przy okazji telefonicznej rozmowy z członkami Ruchu w 1992 roku: „ponieważ «nicość» w nas jest «nicością miłości», a na pewno nie nicością jako synonimem nieistnienia, obecny w nas Duch Święty czuwa, oświeca nas…”133. Nie ma tu więc mowy o jakimś stanie rezygnacji czy bierności, ale raczej o pozytywnym, świadomym akcie woli i jego owocach. Dlatego nicość, jak zauważa Ciardi134, nie może być rozumiana jako antyteza bytu, czy też jako akt unicestwienia poprzedzający pełnię bytu, gdyż stanowi ona – jako wyraz miłości – jego zasadniczą cechę. Jezus opuszczony w swoim uniżeniu składa ze swojego życia największy dar i w ten sposób objawia w pełni swoje boskie posłannictwo. On jest „cudem unicestwienia tego, co jest. Cudem zrozumiałym tylko dla tego, kto zna Miłość i wie, że w Miłości «wszystko» i «nic» są tożsame”135.

131 Por. M.C. Atzori, Il Patto in Paradiso’49 (cpvv. 19-37). Brevi considerazioni di carattere linguistico-letterario, dz. cyt., s. 35.

132 Podobne stwierdzenie odnajdujemy również w Psalmie 73, który tak opowiada o cierpieniu sprawiedliwego: „Gdy się trapiło moje serce, a w nerkach odczuwałem ból dotkliwy, byłem nierozumny i nie pojmowałem: byłem przed Tobą jak juczne zwierzę” (Ps 73,21-22). Lubich powołuje się na tłumaczenie Wulgaty: „et ego ad nihilum redactus sum, et nescivi” (podkreślenie moje). Por. Krzyk opuszczenia, dz. cyt., s. 42.

133 Santi insieme, Roma 1995, s. 106.

134 Por. F. Ciardi, Sul nulla di noi, tu, NU (20)1998, nr 2, s. 247.

179 Przywołana tu logika unicestwienia, niepojęta z perspektywy stworzenia, zostaje przeniesiona także w pewien sposób na ludzkie doświadczenie. Paradoksalnie, prawda o radykalnej, ontologicznej i moralnej różnicy między bytem Boga a bytem człowieka staje się jednocześnie źródłem radosnego uniesienia oraz prawdziwej męki. „Życie świętego – stwierdza Chiara w trzeciej osobie, na znak dystansu wobec samej siebie – składa się z przepaści i szczytów: z niezgłębionych przepaści, z nocy czarnych jak otchłań, z ciemnych korytarzy, w których dusza – przeniknięta najwyższym światłem – trwa oślepiona w ciemnej kontemplacji i pogrążona w morzu udręki, prawie rozpaczy, z powodu jasnego zobaczenia własnej nędzy i nicości”136. Już sama forma wypowiedzi, którą stanowi ciąg przeciwieństw, wskazuje na absurdalność doznawanych przeżyć. Noc czarna „jak otchłań” oznacza przeniknięcie „najwyższym światłem”, ciemna kontemplacja jest wynikiem oślepienia, rozpacz rodzi się z „jasnego zobaczenia”. Te poruszające, poetyckie stwierdzenia wskazują wyraźnie, że dramat duchowy wypływa z przerażającej odległości między Stwórcą a stworzeniem, której świadomość otwiera się właśnie przed świętym, to znaczy przed osobą żyjącą najbliżej Boga. Takie doświadczenie własnej nicości nie odnosi się do braku egzystencji, lecz do jej radykalnej inności wobec natury boskiej.

Pasja Chrystusa pokazuje, że jedyną odpowiedzią na tę prawdę jest wypełnienie owej ontologicznej przepaści – najwyższą miłością. Tak wspomina Lubich swoje doświadczenie: „Żyjąc Jezusem opuszczonym, zaczęliśmy rozumieć, że On unicestwił Siebie i w tej nicości było nasze życie. Być tak jak On, z miłości do Niego, tą nicością, którą rzeczywiście jesteśmy. My – niczym, On – wszystkim”137. Nicość człowieka nie oznacza jego zagłady, lecz życie, ponieważ wyraża realną prawdę o stworzeniu w spotkaniu z Bogiem. Jezus opuszczony, będąc „wszystkim” ze względu na bóstwo, stał się z miłości do ludzi „niczym”, podejmując wszystkie konsekwencje kondycji stworzenia. Człowiek może Mu odpowiedzieć, przyjmując analogiczną postawę uniżenia, i w ten sposób obiera właściwą drogę do przebóstwienia, ze względu na pełną komunię z Chrystusem.

Wpisana w logikę chrześcijańskiego życia, trwała decyzja o uniżeniu siebie nie dotyczy wyłącznie relacji do Stwórcy, podkreśla wielokrotnie Lubich, lecz także spotkania z drugim człowiekiem. Opuszczenie Jezusa na krzyżu jest bowiem drogą do jedności w dwóch wymiarach: wertykalnym w odniesieniu do Boga i horyzontalnym – do stworzenia. „Aby objąć w sobie Wszystko, trzeba być nicością jak Jezus

136 Charyzmat jedności, dz. cyt., s. 174-175.

180 opuszczony. Na nicości wszyscy mogą pisać… Trzeba stanąć przed każdym w postawie uczenia się, bo naprawdę mamy się czego uczyć. Jedynie nicość ogarnia i przygarnia do siebie wszystko w jedności – trzeba być niczym (Jezusem opuszczonym) wobec każdego brata, aby w tym bracie objąć Jezusa: «Cokolwiek uczyniliście…»”138.

Chiara rozwija tę myśl w oparciu o dwa skrajnie przeciwstawne pojęcia: wszystko – nicość. Pierwsze z nich, pisane wielką literą i stosowane tu w kontekście opuszczenia na krzyżu, zdaje się odwoływać wprost do Boga. Drugie natomiast wskazuje na postawę miłości w warunkach rzeczywistości stworzonej, przyjętych we wcieleniu również przez Syna. Nicość oznacza tu duchową próżnię to znaczy całkowite otwarcie się na drugą osobę, aby ta mogła się w pełni wyrazić. Podobnie jak we wcześniejszych fragmentach, należy pustkę tę rozumieć nie w znaczeniu egzystencjalnym, ale jako najdoskonalszy wyraz miłości, w której ktoś usuwa się na bok, aby dać miejsce innemu. Tak pojmuje Lubich wołanie Jezusa opuszczonego, który rezygnuje ze stanu szczęścia wpisanego w boską naturę, aby przyjąć w sobie, przemienić i w ten sposób odkupić marność ludzkiej kondycji. Nicość nie jest tu bezkształtną otchłanią, ale raczej białą kartką, na której każdy może wypisać swą tożsamość i w ten sposób stać się darem wobec innych. Nie chodzi tu o żaden dyplomatyczny zabieg w relacjach międzyosobowych – obecność drugiego jest realnym bogactwem, możliwością stałego „uczenia się”. Najcenniejszym owocem takiego spotkania, zauważa Chiara, jest jednak przyjęcie w sobie „Wszystkiego”, doświadczenie Boga przychodzącego w drugim człowieku, zgodnie z ewangelicznymi słowami zaczerpniętymi z Kazania na Górze. Odważny akt odsunięcia na bok własnego istnienia, na wzór życia oddanego przez Chrystusa, pozwala przekroczyć indywidualne ograniczenia i odnaleźć pełnię rzeczywistości nadprzyrodzonej. Duchowa próżnia rozumiana jako wyraz miłości przyzywa jedność. W doświadczeniu chrześcijanina powtarza się w ten sposób, dzięki nierozerwalnej więzi ze zbawczym dziełem Wcielonego Syna, dynamika wydarzenia paschalnego.

Dla Chiary świadomość nicości – własnej i całego stworzenia – pozostaje zawsze w ścisłej relacji z otwarciem się na działanie Boga. Nawet jeśli doświadczenie to wyraża się czasem w sposób bolesny i niesie ze sobą niezrozumienie, ciemność, to ostatecznie znajduje ono swoje wyjaśnienie w spotkaniu z Tym, który jedyny jest „wszystkim”. Podczas konferencji telefonicznej z członkami Ruchu w 1998 roku, tak o tym mówi: „Ja, moje ja, nie powinno być, nie powinno istnieć. Ma zostać unicestwione. Jeśli ma ono mieć jakąś osobowość, to tylko tę: Jezus we mnie, na mojej

138 Tamże, s. 64.

181 nicości”139. Wyjaśnia przy tym, że Opuszczony jest dla chrześcijanina doskonałym wzorem pokory, nie ze względu na przyznanie się do swojej słabości, ale ponieważ unicestwia się całkowicie, kiedy doświadcza w sobie skrajnego przeciwieństwa swojego bytu. W takim nie-istnieniu Lubich upatruje warunku prawdziwej miłości, która jest podstawowym wyzwaniem, a jednocześnie także owocem duchowości wspólnotowej. W relacjach międzyosobowych staje się ono przestrzenią przebywania Boga pośród ludzi. Taki jest kontekst mistycznego doświadczenia w 1949 roku, które pozostaje w pismach Chiary jako stały punkt odniesienia dla życia duchowego. Zapisuje w swoim dzienniku 17 lipca 1980 roku, odwołując się do Paradiso: „Bóg działał na nicości wywołanej w nas przez miłość do Jezusa Opuszczonego. Tak, na nicości działa Bóg, Duch [Święty] przemawia”140. Doświadczenie własnej nicości przynosi niezwykłe owoce: otwartość na obfite rozlanie się łaski.

Bez wątpienia mistrzem i największym autorytetem w tych sprawach jest dla duchowości chrześcijańskiej Jan od Krzyża ze swoim pojęciem „nada”. Lubich wspomina go wielokrotnie, kiedy mówi o konieczności uniżenia się aż po unicestwienie141. W 1985 roku dzieli się swoim doświadczeniem z mieszkańcami miasteczka Loppiano: „doświadczyłam, że często pociąga mnie Jezus opuszczony jako absolutne nic, absolutna nicość – On stracił wręcz Boga dla Boga142 – owo nic, «nada», o którym wielokrotnie mówi św. Jan od Krzyża, to oderwanie od tych wszystkich apetytów – jak on je nazywa – także duchowych, to znaczy spraw, do których można się przywiązać. Doświadczyłam […] radości, wolności tego «nada», tego nic, zapomnienia wszystkiego. «Ty umarła dla świata – mówił Foco143 – ze względu na całkowite zapomnienie» […]. Jesteśmy pośród świata, prowadzimy dialog ze wszystkimi, a żyjemy w zapomnieniu, to znaczy w «nada» wszystkiego, ponieważ w sercu pamiętamy144 tylko o Bogu, jest tylko Bóg w tobie”145.

Dla Chiary „nada” nie oznacza wyłącznie duchowego doświadczenia ogołocenia siebie na wzór Chrystusa. Jest nim natomiast sam Jezus opuszczony, jak zauważa

139 Costruendo il castello esteriore, dz. cyt., s. 52.

140 Modlić się jak aniołowie. Myśli i rady wybrane z pism i przemówień Chiary Lubich, red. N. Dallapiccola, E.M. Fondi, Warszawa 2014, s. 37.

141 Zob. Cristo dispiegato nei secoli, Roma 1994, s. 68-81.

142 Na temat idei utraty „Boga dla Boga” zob. Wyżej, s. 120-121.

143 Igino Giordani.

144 Lubich nawiązuje tu do gry słów w języku włoskim: „ri-cor-dare” (pamiętać). W oryginale fragment ten brzmi: „perché si ricorda cioè si rimette in cuore, ri-cor-dare, io lo traduco così, si rimette in cuore Dio solo”.

145 Da una risposta di Chiara Lubich alle domande delle scuole internazionali di formazione per focolarini, Loppiano, 24 maggio 1985, Archivio Generale del Movimento dei Focolari, Archivio Chiara Lubich F120 bez sygnatury.

182 Ciardi, nicość, jaką On przeżył146. Lubich z wdzięcznością powołuje się na Jana od Krzyża, którego pismom wiele zawdzięcza, zauważa jednak wyraźną różnicę między pojmowaniem tej nicości przez hiszpańskiego karmelitę a własnym doświadczeniem, które podkreśla to, co pozytywne: chce nie tyle oczyszczać poszczególne cnoty, co całkowicie przenieść uwagę na drugiego, kochając go147. Także w spotkaniu z religiami wschodnimi podkreśla, że w opuszczeniu Jezusa dostrzec można z jednej strony bliski im obraz zgaszonej świecy, a więc całkowitego „nada”, z drugiej zaś – ogień, ponieważ nie przestaje w Nim płonąć nieskończona miłość148.

Wymownym przykładem tak rozumianej nicości jest dla Chiary postać Maryi. Fascynują ją prostota i uniżenie, z jakimi staje ona pokornie wobec potęgi Boga, a które czynią ją królową apostołów. Komentując zdanie z Ewangelii św. Łukasza o zachowywaniu przez Maryję wszystkich spraw w sercu, Lubich stwierdza: „Ona milczała. Milczała, bo we dwoje nie mogli mówić. Słowo zawsze musi opierać się na milczeniu, tak jak obraz potrzebuje tła. Milczała, ponieważ była stworzeniem; bo to, co jest nicością, nie mówi. Lecz na tej nicości przemówił Jezus i wypowiedział samego siebie. Bóg, Stwórca i Wszystko, przemówił na tle nicości stworzenia”149. Chiara nie czuje się powołana do milczenia: miłość przynagla ją, aby dzielić się swoim doświadczeniem i głosić wielkie dzieła Pana. Tym niemniej w Maryi widzi szczególny wzór dla swojego życia duchowego, ponieważ w jej milczeniu rozpoznaje prawdę o ludzkiej małości, na której może wybrzmieć w pełni Bóg wypowiadający swoje Słowo, przez wcielenie Syna. Nicość człowieka jest tłem: istnieje, posiada swoje niemałe znaczenie, ale właśnie ze względu na wyłaniający się na nim obraz. Chodzi bowiem o to, aby ten ostatni mógł ukazać się w pełnym blasku, nadając wartość całemu otoczeniu.

W dokumencie Jezus opuszczony źrenicą Oka Boga. Doświadczenie duchowe Chiary Lubich i jego teologiczne implikacje (Stron 178-182)