o PoCIESzEnIU JakIE daJE nEURokognITywISTyka*

W dokumencie Annales Academiae Medicae Stetinensis = Roczniki Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. 2013, Sympozja 2 (Stron 174-184)

Olga Wachterowa – magister pedagogiki

* Praca pod kierunkiem prof. dr. hab. n. med. Ireneusza Kojdera

Cokolwiek powstało z myśli człowieka nie zasługuje na lekceważenie1 Żywię zatem nadzieję, że i te poniższe rozważania

przydać się mogą Komuś. Jednak świadomość ograniczeń zasobów własnych posiadanej wiedzy jest drastycznie boląca.

Pragnąc, aby ten esej godny był poziomu oczekiwanego przez Czytelnika, przedstawiam moje spojrzenie na świat rela-cji międzyludzkich, dostrzeżonych przez pryzmat studiów neuro kognitywistyki, wyrażając myśl swą słowami lektorów oraz innych autorów, bezczelnie wyrwanymi z kontekstu cało-ści wykładu czy publikacji na użytek własnej wypowiedzi.

Tak więc:

O POCIESZENIU, JAKIE DAJE NEUROKOgNITYWISTYKA.

Nim się wkroczy w neurokognitywistykę, ten zagad-kowo brzmiący świat nauk o budowie i funkcjonowaniu mózgu, ma się mnóstwo osobistych, mocno ugruntowanych sądów na różne tematy. Mogłam i sama kiedyś wyrazić wiele własnych opinii i wypowiedzieć słów tyle, co patycz-kiem wypisane na Matce–Ziemi, leżącej płasko pod moimi stopami, zajęłyby całą szeroką równinę, rozpościerającą się wszędzie dookoła aż pod sam widnokrąg gdzie tylko okiem sięgnąć. Wciąż jednak czułam niedosyt i dałam się zabrać w podróż po neurokognitywistyce, interdyscypli-narnej nauce o człowieku, a dokładniej o mózgu i tym, jak on poznaje sam siebie, czyli „Czym jestem?”, oraz świat jego otaczający – „W czym jestem?”.

Wychodząc naprzeciw odwiecznej potrzebie człowieka w dążeniu do zrozumienia własnego istnienia, poszczególne nauki na przestrzeni dziejów ludzkości ściśle wyspecjalizo-wały się i oddaliły od siebie w różne strony tak, jak płyty litosfery powstałe po pęknięciach i odsuwające się pod dzia-łaniem prądów konwekcyjnych, zachodzących w górnym płaszczu Ziemi. Każda na swój sposób opisywały organ,

1 Wykład M. Jaworskiej-Witkowskiej „Od psychologii głębi do psychoana-lizy” (17.03.2012).

jakim jest mózg. Od zarania dziejów, nauki te, szukając odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób powstaje coś, co enig-matycznie w aspekcie filozofii nazywane jest umysłem oraz jego wytworami, wspinały się na najwyższe szczyty wiedzy o mózgu w ujęciu neurobiologicznym. Zaczynały od opisu wyglądu, konsystencji i budowy w wymiarze molekularnym oraz funkcjonalnego podziału jego różnych części na poszczególne ośrodki. Doszukiwały się zasad ich współdziałania między sobą i wykrywały mechani-zmy funkcjonowania połączeń między częściami, zagłę-biając się w tajemnice uwarunkowań biochemicznych, jak również biorąc pod uwagę ich elektrofizjologiczne aspekty.

Podejmowały próby określenia granic jego poprawnego funkcjonowania, zarówno pod kątem psychiatrycznym, jak i rozwojowym. W oparciu o badania instrumentalne oraz neuropsychologiczne analizowały wpływ poszczególnych substancji i czynników zewnętrznych na zmiany struktu-ralne i czynnościowe, zachodzące w mózgu.

Mózg, wzbudzając wielkie zainteresowanie nie tylko badaczy, będących biologami, psychologami czy leka-rzami, lecz także ludźmi matematycznie widzącymi świat, był w kategoriach redukcjonistycznych przyrównywany do modeli zwanych sieciami neuronowymi i parainforma-tycznymi systemami oraz poddawany analizowaniu przez to przyrównanie. W związku z tymi wielokierunkowymi działaniami wiedza onegdaj uznawana często za aksjomat w dzisiejszych czasach ulega obalaniu i jej zasób, który teraz posiadamy, jest znacznie szerszy niż ten, z którym spotykaliśmy się na początku poprzedniego stulecia.

Wiele dziedzin korzystało z odkryć dotyczących układu nerwowego, nawzajem wspierając je własnymi osiągnięciami i co raz bardziej się ze sobą przeplatając. Ostatnia dekada to tryumfalna parada nauk z cząstką neuro -, stanowiących z jednej strony podstawę wiedzy o budowie, funkcji i pato-logii układu nerwowego, z drugiej strony wzbogaconych

w wiedzę, płynącą z odkryć innych nauk. Co raz też zwyczaj-niej brzmią już nazwy takich dziedzin jak neurofizjologia, neurobiochemia, neurologia, neurologopedia, neurolingwi-styka, neuropsychologia czy też wspomniane sieci neuronowe.

W ciągu ostatnich lat pojawiły się nowe odkrycia, na podstawie których powstały koncepcje, zmieniające spojrzenie tak w szczegółach, jak i w zakresie uogólnienia, na wytłumaczenie biologiczne poszczególnych zjawisk umy-słowych. Wiedza, którą dają połączone osiągnięcia wielu dziedzin, dążących do wyjaśnienia istoty człowieka, przy-nosi pocieszenie. Wypływa ono z rozumienia procesów, toczących się w ciele fizycznym, oraz ich wpływu na życie duchowe, wykraczające poza materię, których to razem wziętych żadna nauka specjalistyczna osobno do tej pory w pełni nie wyjaśniła. Udostępnienie zdobytej wiedzy przed-stawionej kompleksowo umożliwia podtrzymanie zainte-resowania tematyką zgłębiania tajników ludzkiego umysłu i lepszego rozumienia zasad jego funkcjonowania nie tylko ludzi zajmujących się ściśle nauką, ale i dostarcza szerszym kręgom zainteresowanych tę odrobinę narzędzi, którymi mogą się posługiwać dalej czytając i konfrontując nową wiedzę z tą, którą dysponowali sami przedtem, oraz konsu-mować wiedzę opisywaną w najtrudniejszych i najbardziej specjalistycznych czasopismach, zaznajamiając się z kolej-nymi doniesieniami świata nauki we własnym zakresie2. I teraz nawet takie zwykłe „Dzień dobry, Państwu. * Osobą, która w dniu dzisiejszym zaprezentuje swój wykład, jest…” przez pryzmat neurokognitywistycznego spojrzenia na świat może mieć już różnoraki ogląd. Czerpiąc infor-macje z danych etymologicznych, nauki, będącej częścią językoznawstwa i zajmującej się badaniem pochodzenia wyrazów, wyjaśnimy rozwój semantyczny i strukturę mor-fologiczną danego zwrotu, odnajdziemy przypuszczalne pierwotne jego znaczenie oraz formy i zmiany w nich zacho-dzące w miarę upływu czasu3.

Zagłębiając się w historię zrodzenia codziennego powi-tania, jako symbolu życzenia sobie dóbr wszelakich w for-mie zwrotu grzecznościowego lub gestu wykonywanego podczas inicjowania kontaktu z inną osobą, odnajdziemy porównanie do innych języków oraz tradycji poszczególnych krajów. Dowiemy się jak poprzez wiele rodzajów istnieją-cych powitań lub charakterystycznych zwrotów stosowanych w różnych sytuacjach ludzie wyrażali swój stosunek wobec spotkanej osoby w zależności od pory dnia, okoliczności spotkania, stopnia zażyłości witających się osób, mody, kul-tury czy epoki lub mogli okazać przynależność do określo-nej grupy społeczokreślo-nej, zawodowej czy wyznaniowej.

Jednak, żeby zrozumieć, dlaczego tak ważnym momen-tem jest pierwsze spotkanie i ten mały gest czyniony często, czasem automatycznie, nawet bez namysłu, odwołajmy się do innych dziedzin teraz już nam dostępnych. Rozpatrzmy powitanie, jako otworzenie się na przyjęcie innego świata,

2 Wykład I. Kojdera „Miłość” (5.02.2013 r.).

3 Uniwersalny słownik języka polskiego, red. B. Dunaj. PWN, Warszawa 2007, 242.

jako wyjście naprzeciw drugiej osobie i obok własnego bytu zauważenie odrębnego istnienia.

Każdy nowy lektor, przedstawiany był słuchaczom z wymienieniem jego zasług i osiągnięć, ze wszelkimi moż-liwymi honorami. Jawił się wartościowym darem, czło-wiekiem wyjątkowym i nadzwyczajnym. W jakim celu celebrowano tę pierwszą chwilę z taką wzniosłością? Pra-gnąc zrozumieć podłoże działań i intencji przedstawiającej osoby sięgniemy do teorii umysłu, stanowiącej podstawę przystosowawczych zachowań społecznych człowieka, pozwalających na przewidywanie i wyjaśnianie czynów innych ludzi. Jest to system pojęć umożliwiający czło-wiekowi na podstawie mimiki, gestykulacji, wypowiedzi, zachowania, uświadamiania sobie własnych stanów umy-słu i doświadczeń wynikających z kontaktów społecznych wyciąganie wniosków o stanach mentalnych innych istot, gdyż procesy zachodzące w umyśle drugiego człowieka są nieobserwowalne.

Skąd mamy pewność, że dysponujemy daną wiedzą i w jaki sposób wchodzimy w posiadanie tych umiejętno-ści? Po części wiedza, pozwalająca odczytywać intencje drugiej osoby, jest ukryta głęboko w nas. Przekazywana z pokolenia na pokolenie od naszych dalekich przodków, jako system najlepszych rozwiązań przystosowawczych, została zakodowana w pewne programy. Zbieżność sche-matu zachowania, leżącego u podłoża spotkania z drugim człowiekiem, oceniania „przeciwnika” i tzw. mierzenia się z nim siłami, możemy prześledzić w świecie zwierzęcym, obserwując mocno zrytualizowane witanie się dwóch osob-ników. Do dobrego tonu należy wzajemne obwąchiwanie się z drugim w kilku miejscach zgodnie z pewną kolejno-ścią, odpowiednią dla danego gatunku zwierząt, najczęściej nazo -nazalnie lub nazo -analnie. Program instynktownych zachowań przekazywany genetycznie pozwala na rozpo-znawanie cech gatunkowych spotkanego zwierzęcia, dodat-kowo wzbogacanych o informacje dotyczące płci, wieku i gotowości do rozmnażania się. Przodkowie człowieka, przypuszczalnie z powodu pionizacji, wzrastającego zna-czenia mimiki i gestykulacji oraz ogromnej roli komunikacji dźwiękowej, od pewnego czasu pozostali tylko przy -nazalnym powitaniu, spotykając się z drugą osobą twarzą w twarz. Jednak atawistycznego nazo -analnego obwąchi-wania się przodków nadal można się doszukać w postaci mimowolnego zerknięcia mężczyzny na pośladki kobiety.

Natomiast ten, kto nie zna lub nie przestrzega ustalonego rytuału, jest klasyfikowany jako obcy i wywołuje natych-miastowe uczucia strachu i agresji jednocześnie. Dochodzi do konfrontacji w walce o przetrwanie jednostki, podejmu-jącej w tym momencie ważną życiową decyzję „walczyć, albo uciekać”. Ewolucyjnie jednak agresja u zwierząt jako natychmiastowy atak na obiekt ustąpiła miejsce konfron-tacji psychicznej popartej prezentacją siły. Walka fizyczna została zastąpiona demonstracją możliwości owej defensywy.

Z uwagi na to, że narzędzia ataku i obrony u gadów, ptaków i ssaków najczęściej znajdują się w szczękach, zwierzęta ustawiają się do siebie przodem otwierając paszcze, wydając

dźwięki i zmieniając zewnętrzny wygląd głowy oraz całego ciała, przekazując tym samym cały szereg sygnałów o swo-ich zamiarach tak rzeczywistych, jak i udawanych. Taka manifestacja jest zrozumiała również dla innych gatunków.

Człowiek też podczas konfliktu uważnie obserwuje nie tylko oczy, ale i usta współrozmówcy, który swoje informacje mimiczne wzbogaca mową.

Niektóre zwierzęta posiadają broń na tyle zabójczą, a metody zastosowania tak błyskawiczne, że prawdziwe zetknięcie się rywali zakończyłoby się śmiercią jednego z nich, a nawet obojga. Z uwagi na to w procesie natural-nej selekcji został wypracowany system instynktownych zakazów używania broni w walkach wewnątrzgatunko-wych, nazywany przez etologów naturalną moralnością.

Im bardziej śmiercionośnym narzędziem walki jest obda-rzony gatunek, tym siła tej moralności jest wyższa. Na przy-kład, jadowite węże podczas podziału terytorium wyciągają się jak najwyżej i popychają się wzajemnie do momentu, póki słabszy z nich nie upadnie i w ten sposób zostanie pokonany. Natomiast nigdy nie tylko się nie kąsają, ale nawet nie demonstrują swojej broni, a niektóre gatunki grożą sobie w ogóle odwróciwszy głowy. Słabo uzbrojone zwierzęta natomiast często mają moralność słabą i w ślad za nią idzie przyzwolenie na używanie broni w szerszym zakresie, zbieranie się w grupy słabszych osobników w opo-zycji do silniejszego, szykowanie podstępów oraz podkra-danie jedzenia czy kopulacja z samicą w tajemnicy i pod nieuwagę samca -alfy. Instynktowna moralność człowieka odpowiada temu stanowi rzeczy. Tworząc broń za pomocą rozumu, mającego zdolność intensywnej progresji, czło-wiek stał się najbardziej uzbrojonym gatunkiem na Ziemi przy prawie niezmiennej moralności, której doskonalenie warunkuje selekcja naturalna postępująca niewymiernie wolniej, niż postęp rozwoju mózgu.

Podczas takiej próby na wytrzymałość zwierzę podda-jące się przede wszystkim „składa broń” – kolce, zęby, pazury, rogi, chowając je i zmniejszając w miarę możliwości swoje rozmiary, a nawet padając i odwracając się brzuchem do góry.

Postępuje tak, by nie straszyć zwycięzcy, a tym samym zre-dukować stopień jego agresji w stosunku do siebie, bowiem strach i agresja są ze sobą mocno powiązane. Człowiek podobnie wyrażając różny stopień podporządkowania się opuszcza głowę, kłania się, zmienia ton głosu i wyraz twarzy4. Z drugiej strony umiejętność odczytywania innych umy-słów nabywamy po urodzeniu z obserwacji najbliższego nam środowiska, korzystając z dobrodziejstwa neuronów lustrzanych. Są to komórki nerwowe, ulegające aktywacji podczas obserwacji czynności ruchowej u innego osob-nika, przy jednoczesnym planowaniu wykonania tego ruchu.

Ludzki system neuronów lustrzanych (mirror neuron sys‑

tem – MNS) obejmuje m.in. bruzdę skroniową górną, jako nadrzędny analizator wzrokowy naśladowanej czynności, doogonową część zakrętu czołowego dolnego, kodującego cel imitowanego ruchu w określonym kontekście, obszary

4 Дольник B.P.: Непослушное дитя биосферы. Москва 2007, 137–140, 197–206.

wokół bruzdy śródciemieniowej i płacika ciemieniowego dolnego, które zgodnie z organizacją somatotopową kory przedruchowej odpowiadają za dokładny schemat moto-ryczny, oraz część limbiczną, reprezentowaną przez przednią część medialnej kory czołowej i wyspę, stanowiącej anali-zator emocjonalny zachowań i nadającej obserwowanym czynnościom ruchowym barwy emocjonalnej, tworząc tym samym podstawy do empatii, umożliwiające nawiązywanie relacji społecznych5. Młode pokolenie przyjmuje pewne wzorce zachowania zupełnie bezwiednie i pomimo że nie były one tłumaczone uprzednio w sposób jawny przez osoby dorosłe. Nabywamy umiejętności kontaktów międzyludz-kich poprzez mentalne naśladownictwo i dostosowywanie się do sytuacji. Następnie zachowania innych osób interpre-tujemy zgodnie z własnym postrzeganiem świata opartym na indywidualnym doświadczeniu.

Rytuał witania się jest tak dawny i tak powszechnie używany, że pewna część wiedzy dotyczącej powitania w relacjach z najbliższymi, jak również w szerszym kręgu społeczno -kulturowym, funkcjonuje już w każdym z nas na poziomie podświadomym i automatycznie. Wchodzimy do domu i zamiast zwyczajnego uśmiechu partnerki oraz

„Cześć, kochanie” spotyka nas cisza i tylko jej spojrzenie.

Nie padło jeszcze ani jedno słowo przecież, a już potrafimy z przekazu pozawerbalnego odczytać, że sytuacja jest nieco-dzienna. Robimy błyskawicznie rachunek sumienia, z któ-rego nic nie wynika poza myślą „Może teściowa…” i wtedy troskliwie pytamy: „Co się stało, Myszko?”. Albo wynika

„Aha, chyba już wie. Co wie? Ile? Od kogo?” i szykujemy się do obrony. Lub też inaczej, po powrocie z pracy sły-szymy z drugiego pokoju ciepłym głosem z nutką tajemnicy wypowiedziane „Tylko jeszcze nie wchodź przez chwilkę!”

i rysuje się w wyobraźni miła niespodzianka. Na podsta-wie tych kilku słów pojawia się oczekiwanie, że za moment

spotka nas coś przyjemnego.

Te kilka słów to bodziec dźwiękowy, docierający w postaci fali przez środowisko powietrzne do przewodu słuchowego. Tam jest przenoszony na drgania mechaniczne błony bębenkowej, która wprawia w ruch kostki słuchowe.

Ostatnia z nich, strzemiączko, przekazuje informacje o czę-stotliwości i sile drgań do środowiska płynowego ślimaka.

Narząd Cortiego ślimaka przekształca pobudzenie mecha-niczne w elektryczne, przekazywane dalej drogą nerwową.

Aksony dośrodkowe komórek zwoju spiralnego, biegnąc najpierw we wrzecionku a następnie jako nerw ślimakowy, wnikają w kącie mostowo -móżdżkowym do pnia mózgo-wia i docierają do jąder ślimakowych, leżących na pogra-niczu rdzenia przedłużonego i mostu. Następnie część aksonów wychodzących z tych jąder ulega skrzyżowaniu i między innymi poprzez jądra górne przyśrodkowe oliwki przekazuje informacje wstęgą boczną do jąder wzgórka dolnego i dalej do ciała kolankowatego przyśrodkowego.

Dalej promienistością słuchową, przechodzącą przez część

5 Turowska‑Kowalska J.: Neurony lustrzane a efekt Zeno. Ann Acad Med Stetin. 2011 Sympozja 1. Neurokognitywistyka w patologii i zdrowiu, 2009–2011, 7–9.

podsoczewkową torebki wewnętrznej, bodziec dźwiękowy dociera do zakrętów skroniowych poprzecznych, kończąc swoją wędrówkę w znajdującej się tu pierwszorzędowej korze słuchowej6. Odbierane przez ucho fale dźwiękowe mowy w postaci milionów drgań i ich niezliczonych kom-binacji po drodze docierania do kory słuchowej przez szlaki wielokrotnie skrzyżowane są już wstępnie przetwarzane i analizowane przez mózg. Wypowiedź jest oceniana pod kątem semantycznym, brany pod uwagę jest jej ton i tembr oraz okoliczności, w jakich się pojawia. Następnie jest ona wzbogacana w informacje, płynące z ulegającej współpobu-dzeniu kory słuchowej asocjacyjnej. Dołączają się sygnały dostarczane przez inne receptory sensoryczne, na przykład węchowe, rejestrujące roztaczającą się wokół mieszaninę aromatów perfum i innych kosmetyków bądź wzrokowe, przesyłające obrazy pudełek i toreb po zakupach, bezładnie rozrzuconych przed lustrem. Ulegają aktywacji również zasoby pamięciowe, zachodzi porównywane do bodźców wcześniej zaistniałych. Pojawiają się skojarzenia, przywołu-jące w powyższym przypadku pamiętaną scenerię sypialni i wcześniejsze doświadczenia z tym miejscem związane.

Cały proceder, odbywający się z niezwykłą prędkością, powoduje, że w ułamek sekundy na tej podstawie wytwa-rzane są qualia7. Inaczej mówiąc, powstają pewne wraże-nia, pozwalające nam na oczekiwanie wyżej wspomnianej zbliżającej się przyjemności. Na podstawie samego tylko wyobrażenia już zachodzą pewne zmiany fizyczne w orga-nizmie. Poprawia się nastrój, zmienia się oddech, po ciele rozlewa się błoga fala rozluźnienia. Po chwili pojawia się ukochana i z zachwytem w oczach niewinnie pyta „Podoba Ci się?” demonstrując długie futro, sukienkę z rozcięciem do połowy uda oraz zdobiącą duży dekolt kolię, mieniącą się tysiącem odbitych promieni światła – wszystko świeżo nabyte w trakcie przygotowań, jak się okazuje, na imprezę u Kaśki. A do tego różowy krawat we wzorki, zakupiony z myślą specjalnie dla niego, pasujący swoim wymyślnym deseniem do całokształtu kreacji.

Mając w posiadaniu określone programy zachowania w różnych sytuacjach i dysponując pewną wiedzą, funk-cjonującą w nas „od zawsze”, jednocześnie znajdujemy się w procesie ciągłych zmian i dostosowań do zmieniających się okoliczności, które stwarza nam życie. I choć kolejne

„Poczekaj chwilkę” na dzień dobry, ubogacone w nowe doświadczenie, rozważane będzie już z większą ostroż-nością, to nadal po pierwszym „Sie ma” bądź „Dzień dobry Państwu” intuicyjnie wyciągniemy wnioski, dotyczące choć bardzo ogólnego, nie mniej jednak wstępnego zarysu osoby, z którą mamy do czynienia. Z formy przywitania bowiem możemy otrzymać pierwsze wskazówki dotyczące środo-wiska, z którego pochodzi spotkany człowiek, jego tem-peramentu czy nastroju w danej chwili. Na podstawie tych informacji sklasyfikujemy i przydzielimy osobę do konkret-nej szufladki, a sami ustawimy się do niego w odpowiedniej

6 Narkiewicz O., Moryś J.: Neuroanatomia czynnościowa i kliniczna. PZWL, Warszawa 2003, 278–284.

7 Wykład I. Kojdera „Mowa” (7.12.2012 r.).

pozycji, podświadomie odczuwając jaki rodzaj relacji się zaczyna.

Taka szybka ocena nazywana jest niekiedy reakcją stresową. Bodziec sensoryczny poprzez wzgórze trafia do jądra migdałowatego mózgu. Mechanizm szybkiego przekazywania surowej, niemal archetypowej informacji został nam w spadku od naszych przodków. Dostarczony bodziec, choć bardzo powierzchownie i nieprecyzyjnie prze-tworzony, pozwala na błyskawiczna reakcje ciała poza ana-lizą umysłową, a w związku z tym na przetrwanie w sytu-acjach zagrażających życiu. Inna część wzgórza, posiadająca większą zdolność rozszyfrowywania szczegółów bodźca,

przekazuje sygnał do kory mózgu, gdzie zostaje on dokład-nie przeanalizowany. Sprecyzowany obraz bodźca rów-nież jest wysyłany do ciała migdałowatego. Przekaz drogą korową zajmuje więcej czasu. W pierwszej chwili reagujemy na bodziec, przekazany ze wzgórza bezpośrednio do ciała migdałowatego, tzw. drogą „na skróty”. Potem dochodzi analiza bodźca z kory i korygujemy swoje zachowanie. Roz-poczęcie reagowania na podstawie informacji uzyskanych bezpośrednio ze wzgórza stanowi w niektórych przypad-kach decydujący element przetrwania jednostki8.

Zdarza się i po dziś dzień, że początkowo przez jakiś czas reagujemy bezwiednie na napływające informacje w sposób, który nie potrafimy logicznie wyjaśnić, nie umiejąc wytłumaczyć nawet sobie samemu, co nami kie-ruje. Dopiero po chwili namysłu zdajemy sobie sprawę, że mamy pewny nastrój lub zostaliśmy owładnięci jakąś emocją, wywołaną czasami przypadkowo towarzyszącym bodźcem, zupełnie nie związanym ze sprawą. Nazywamy siebie Człowiekiem Rozumnym i szczycimy się posiadaniem największego mózgu wśród wszystkich gatunków zwierząt na Ziemi. Mózgu, który nie tylko zbiera i przetwarza infor-macje sensoryczne o świecie zewnętrznym oraz daje moż-liwość żywienia subtelnych i złożonych uczuć, ale jeszcze dodaje do odczucia to, co myślimy o nim, pozwala na pla-nowanie naszego zachowania i rozwijania długookresowej strategii działań. Mózgu, który jest siedliskiem myśli oraz napędza tworzenie sztuki, cywilizacji i kultury. A mimo to nadal ulegamy mocnym wpływom pierwszych reakcji na bodziec i prezentujemy zachowania uważane za „niższe”

i niegodne miana Człowieka. To emocje, samopoczucia psychiczne i rekcje fizyczne, zachodzące dzięki połącze-niom w obrębie ciała migdałowatego i pamięci z tym zwią-zanej. Mają one nad umysłem myślącym potężną władzę9. Wcześniej potrzebne były, żeby przeżyć. Organizmy, które

i niegodne miana Człowieka. To emocje, samopoczucia psychiczne i rekcje fizyczne, zachodzące dzięki połącze-niom w obrębie ciała migdałowatego i pamięci z tym zwią-zanej. Mają one nad umysłem myślącym potężną władzę9. Wcześniej potrzebne były, żeby przeżyć. Organizmy, które

W dokumencie Annales Academiae Medicae Stetinensis = Roczniki Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. 2013, Sympozja 2 (Stron 174-184)