PAMIĘĆ A SPRAWIEDLIWOŚĆ W SZTUCE I FILOZOFII

In document PAMIĘĆ MIEJSCE OBECNOŚĆ (Page 189-193)

- ku ponowoczesnej dekonstrukcji klasycznej kategorii fronesis

1. PAMIĘĆ A SPRAWIEDLIWOŚĆ W SZTUCE I FILOZOFII

Chociaż nie może istnieć żadna estetyczna teoria sprawiedliwości - mówi Jean Francois Lyotard - to jednak istnieje pewien związek między etyką a estetyką, między długiem, który pisarz, muzyk czy rzeźbiarz usiłuje spłacić przez swe dzieło a sprawiedliwością.2 Artysta zaciąga zawsze jakiś dług u ludzi, wśród któ-rych wyrastał i dojrzewał, i którzy ukształtowali go, nauczyli w dzieciństwie mó-wić, płakać, śmiać się, modlić się, przeklinać. Są to wszystko wartości niewymier-ne, unikalne. Horst Bienek - pisarz śląski, niemieckojęzyczny - tak sygnalizuje swoje „zadłużenie":

„Sytuacje graniczne. Przejścia. Ambiwalencje uczuć, pochodzenia, charakteru, języka.

Także w duszy. Nie bez powodu czas dojrzewania jest tym czasem, który chcę ciągle opi-sywać. Wynajduję wciąż nowe postacie w tym wieku."3

Nie sposób dokonywać na tym wspomnieniowym, efemerycznym, a zarazem jakoś szczególnie skondensowanym „materiale" jakichkolwiek operacji dzielenia na to, co i w jakiej proporcji zawdzięczam sobie, a co tym innym postaciom, cza-sami zaledwie mgliście utrwalonym w pamięci za pomocą ich imion, nazwisk, twarzy, gestów. Na niewiele zatem zda się tu arystotelesowska definicja spra-wiedliwości, wedle której ma ona polegać na umiejętności dokonywania takich to właśnie proporcjonalnych podziałów, przydzielania sobie i innemu zgodnie z prawem „proporcjonalnie słusznych" porq'i „dobra". Na czym więc ma polegać owa sprawiedliwość artysty, którą ma na myśli Lyotard, skoro nie ma on do dys-pozycji żadnej uniwersalnej miary „słuszności" podziału, nie zawsze wie przy tym - pracując w obszarze fikcji - kto i kiedy może z tego punktu widzenia osą-dzić jego dzieło i upomnieć się o swoją „część"? Na tym - odpowie francuski filo-zof - aby podjął on walkę z amnezją, z zapominaniem nazw własnych, które jest zbrodnią doskonałą, ponieważ uniemożliwia rekonstrukcję zbrodni. Jest to - mó-wi Lyotard - kryminalność nieśmó-wiadomości: samotne umó-więzienie, w którym czło-wiek zapomina o sobie samym.4 W oderwaniu od konkretnego miejsca pochodze-nia, tradycji oraz zaludniających je postaci sam staje się bezimienny, anonimowy.

Wspomniany pisarz powiada, iż w swej powieści podejmuje próbę ukazania hi-storii jako palimpsestu, czyli że na nowo mozolnie zaczyna kreślić na papierze li-tery i słowa, permanentnie dotąd przez strumień codziennych zdarzeń wymazy-wane z jego pamięci, na nowo odkrywa ich sens. To zaś znaczy, że ów sens, skła-dający się na tradycję, nie „istnieje" jednak sam przez się, niezależnie od tego, co artysta w danym czasie robi, w co jest zaangażowany, co myśli i czuje wtenczas,

2 Das Undarstellbare - wider das Vergessen. Em Gesprach zwischen Jean-Francois Lyotard und Christine Pries, [w:] Ch. Pries (Hrsg.), Das Erhabene: zwischen Grenzerfahrung und Griissenwahn, Weinheim 1989, s. 330.

3 H. Bienek, Opis pewnej prowincji, tłum. Bolesław Fac, Gdańsk 1994, s. 64.

4 J. F. Lyotard, The Lyotard Reader, ed. by A. Benjamin, Oxford: Basil Blackwell 1989, s. 347.

206 fan P. Hudzik - Rozsądek czy serce?...

gdy go w swej pamięci odsłania. Nie jest to coś zafiksowanego raz na zawsze, go-towego do przywołania w tej samej postaci w dowolnej chwili. Pod naporem na-rzucających się pisarzowi obrazów z przeszłości, bogactwa narracji, ludzi, histo-rii, zaczynają dręczyć go wątpliwości, którym daje wyraz, pytając sam siebie:

„Czy dzieciństwo jest wspomnieniem? Czy wspomnienie dzieciństwem?".5

W przypadku twórczości Bieńka walka z zaciemnianiem nazw własnych i ich funkcji w ustanawianiu rzeczywistości minionej i teraźniejszej nie polega - świa-domie ten program deklaruje i realizuje w swych powieściach-silesiana - na no-stalgicznym i sentymentalnym spoglądaniu wstecz, na tworzeniu jakiejś dziwnej mitologii miejsc i ludzi niegdyś z nimi związanych, która miałaby niezmiennie organizować nasze widzenie świata, przywracać światu cechy decydujące o jego trwałości i stabilności, a zatem również i pewną jego więź z tym, co święte i wie-czne. Jego przywiązanie do miejsca i ziemi skłania go raczej do „zrehabilitowa-nia"6 pojęcia i gatunku powieści regionalnej, do przedstawienia takiego opisu pewnej prowincji, który nie ma nic wspólnego z partykularyzmem czy z „regio-nalnym szowinizmem". „Oddając dług" krainie swego dzieciństwa, nie myśli więc o jakimś jej mistycznym zaczarowaniu, o nadaniu jej jakiejś trwałej struktury i stratyfikacji (sacrum-profanum, istotne-błahe), w której możliwość partycypacji wyznaczałaby jednoznaczne kryterium podziału ludzi na swoich i obcych, przy-jaciół i wrogów, lepszych i gorszych.

Gdy Bienek cytuje słowa Josepha Rotha, że „prawdziwie literackimi prowin-cjami są utracone prowincje", to właściwie mówi nam tym samym, że przywiązanie do określonego terytorium i środowiska u pisarza przywiązanie jest przywiązanie powinno być -źródłowo związane z empirycznym „nacjonalizmem", lecz raczej z hebrajską no-stalgią Ziemi, czyli - jak tłumaczy to już nam filozof, Jacques Derrida - z nostal-gią wywołaną nie przez empiryczną namiętność, lecz przez wtargnięcie słowa i obietnicy.7 Praca artysty opisującego miejsce nie jako bliskość daną, lecz obiecaną, nie obrazuje mitu Odyseusza, który powraca do Itaki, lecz historię Abrahama, który na zawsze opuszcza swoją ojczyznę, miejsce zakorzenienia, i wyrusza do nieznanego kraju. W sporze z Heideggerem Levinas powie, że ponad wszystko li-czy się opuszczenie miejsca, oderwanie od pejzaży i wspomnień rodzinnych, odmitologizowanie świata (w czym pomaga technika!) po to tylko, aby „dostrzec ludzi poza sytuacją, w której tkwią, pozwolić zajaśnieć ludzkiej twarzy w jej na-gości."8 Derrida, polemizując z Levinasem, zauważa z kolei, że twarz nie jest tyl-ko spojrzeniem, jest ona bowiem także mową, wyraża swe przeżycia dzięki pew-nym momentom pojęciowym. Nie jest więc - jak mówi nam Derrida w swym

ese-5 Bienek, op. cit., s. 8.

6 Ibid., s. U.

7 J. Derrida, Przemoc i metafizyka. Esej o myśli Emmanuela Lłuinasa, [w:] id., Pismo filozofii, tłum. B. Bana-siak, Kraków 1993, s. 247.

8 E. Lćvinas, Heidegger, Gagarin i my, [w:] id., Trudna wolność. Eseje o judaizmie, tłum. A. Kuryś i in., Gdynia 1991, s. 248.

III. Obecność - w poszukiwaniu nowych filozoficznych i pedagogicznych... 207 ju o myśli autora Totalite et Infini - możliwy język bez przemocy, bez orzekania, bez momentów pojęciowych, które stanowią narzędzie panowania nad bytem.

Nie jest tak, że stoimy przed koniecznością dokonania wyboru pomiędzy Gre-kiem, który zarządza bytem, wyjaśnia go i uzasadnia wedle prawidłowości związków przyczynowo-skutkowych, a Żydem, będącym owym heideggero-wskim „pasterzem bycia", którego rozumienie bycia dotyczy zawsze inności, po-lega na tym, aby „pozwolić być" zwłaszcza bliźniemu w jego wolności Innego, w całej jego odmienności i oryginalności, co miałoby być równoznaczne z tym, że takie myślenie pozbawione jest wszelkich momentów pojęciowych, że nie obja-wia żadnej siły, żadnego momentu przemocy i zdominowania. W naszym życiu faktycznie nie stoimy przed takim „albo-albo", ponieważ te krańcowości spoty-kają się ze sobą. „Grekożyd jest żydogrekiem", powiada Derrida słowami za-czerpniętymi z Ulissesa J. Joyce'a.9 „Sprawiedliwy" pisarz, aby służyć ludziom, podejmuje wysiłek pojednania tożsamości z różnicą; używając języka jako uni-wersalnego medium komunikacji, opisuje miejsca i pejzaże również po to, aby być „panem tajemnicy", czyli aby strzec ich wyjątkowości, głęboko ukrytej - jak to jest w przypadku Horsta Bieńka - także gdzieś w „ciemnej, należącej do Zagu-bionego i Przeszłego, melodii mowy"10 (za chwilę jeszcze do tego wątku powróci-my). Tylko poprzez budzenie upodobania do autonomii i unikalności drugiego człowieka, przez akceptację, wspomaganie i pielęgnowanie jego nieskrępowane-go rozwoju pisarz spłaca „dług" Innemu, ponieważ dopiero wówczas uświada-mia sobie, że to właśnie dzięki istnieniu odrębności Innego sam ma szansę na za-chowanie swojej własnej oryginalności. Pisarz-artysta staje się w ten sposób od-powiedzialny za swoją odpowiedzialność, za troskę i szacunek dla autonomicznej inności drugiego człowieka, a więc także np. dla jego mowy, która może być

„grubiańska", „ordynarna", podobnie jak jego życie „twarde, ciężkie, zwykłe"

(Bienek). Radykalna inność drugiego człowieka jest dla artysty wystarczająco mocnym argumentem na rzecz solidaryzowania się z nim, i w tym podstawo-wym sensie jego praca ma podstawo-wymiar moralny bez względu na to, czy ludzkie śro-dowisko będzie przedstawiał on w wymiarach estetycznych, czy sozologicznych.

W Pierwszej Polce, głośnej powieści Horsta Bieńka, której akcja rozgrywa się w Gliwicach na Górnym Śląsku, toczy się rozmowa na temat tej osobliwej krainy i jej języka. Dla Niemców - nie-Ślązaków - ten język jest przedmiotem kpin. Z ust jednego z nich słyszymy na przykład, że nazwa miejscowości „Ujazd" „brzmi tak, jakby spuszczać wodę w klozecie". Uwaga ta nie pozostaje bez repliki ze stro-ny „tubylców":

„Wyśmiewacie się [...] z kilku nazw miejscowości i miast, gdyż z trudem przechodzą przez wasze twarde gardła. Ale, moi panowie, pomyślcie, to jest kraina historycznie wy-rosła między Germanami a Słowianami, Niemcami i Polakami, i każda z tych nazw o

9 Zob. Derrida, op. cit., s. 234-235,240,262.

10 Bienek, op. cit., s. 8.

208 fan P. Hudzik - Rozsądek czy serce?...

tym świadczy... Dla kogoś, kto tu wyrósł, kto tu musi żyć i chętnie tu mieszka, brzmi to jak muzyka [...]. [...] Czy mam wam powiedzieć, gdzie byłem, tak, posłuchajcie tej muzy-ki słów: byłem w Budkowicach, Jellowej, Knurowie, w Siemianowicach, w Małej Panwi, w Gogolinie, Zabrzu, Miechowicach i Groszowicach, w Malczowie [...]".

„To nie są nazwy" - powiada na to ktoś inny - „tego się nie pisze literami, tyl-ko nutami, trzeba by to śpiewać..." I zaraz potem: „[...] ten kraj trzeba tyl-kochać...

ten język, tych ludzi, aby to wszystko zrozumieć".11

Przywołana wymiana zdań w swej podstawowej warstwie argumentacyjnej opiera się na doznaniach estetycznych w etymologicznym tego słowa znaczeniu, czyli na odwoływaniu się do wrażliwości zmysłowej, informującej nas o tym, co twarde, przyjemne, przykre, delikatne, dźwięczne, przyjazne, „swojskie". Toczy się tu jednak przede wszystkim spór o postawę moralną: pogarda dla języka to przecież pogarda dla ludzi, którzy w nim wyrośli i się nim posługują. Ów języko-znawczy - czy raczej toponomastyczny - dyskurs uświadamia nam zatem, że moralność dotyka źródłowo kwestii przeddyskursywnych, tych, które przema-wiają „bez liter" („bez słów") namacalnym uczuciem rozkoszy, bólu, miłości, upokorzenia i przywiązania. Wszelka próba rozstrzygnięcia wspomnianego spo-ru na drodze dyskursu angażującego argumenty przywołujące np. status prawny Górnego Śląska w danym czasie oraz historyczne roszczenia do tego obszaru

„państw ościennych" - a w związku z tym również kategorię lojalności niektó-rych jego mieszkańców wobec ich zewnętrznych mocodawców (prawodawców) - nieuchronnie prowadzi nas do uświadomienia sobie, jak wielka przepaść od-dziela sferę spekulatywną, nastawioną na precyzję i jednoznaczność argumenta-cji, od sfery moralnej. Artysta odczuwa tę przepaść, dzięki czemu nawet przy bra-ku jednoznacznych kryteriów może on formułować sądy na temat przedstawia-nej rzeczywistości i w ten sposób oddawać jej sprawiedliwość, „nie zapominać"

o niej. Choć sens owej sprawiedliwości na podstawie tego, co zdołaliśmy dotych-czas o niej powiedzieć, nie jest dla nas do końca jasny i przekonujący - za chwilę będziemy próbowali go jeszcze bliżej dookreślić - to tym niemniej wydaje się, że już na tym etapie naszych rozważań możemy stwierdzić, iż dzięki niej ziszczają się poniekąd słowa Arystotelesa, zapisane w jego Poetyce, że twórczość poetycka jest bardziej filozoficzna, w znaczeniu bardziej prawdziwa, bardziej odzwiercied-lająca aktywne ludzkie życie niż badanie rzeczywistości, które zmierza do stwo-rzenia wiernego jej obrazu. W opinii wspomnianych powyżej filozofów, w cza-sach nowoczesnych, wiernych metafizycznej tradycji myśli zachodniej, ta dyspro-porcja gwałtownie pogłębiła się jeszcze na niekorzyść badań filozoficznych. I przeciw tej tendencji zdecydowanie oni występują, opowiadając się - jak poniżej zobaczymy - za uprawianiem refleksji filozoficznej wedle tego, co tu nazywać bę-dziemy paradygmatem judejsko-greckim. Trudno się zatem dziwić, że w rezulta-cie tego „oporu" przywołany na wstępie współczesny francuski filozof,

Jean-11 Id., Pierwsza Polka. Die erste Polka, tłum., M. Przybyłowska, Gliwice 1994, s. 197-198.

III. Obecność - w poszukiwaniu nowych filozoficznych i pedagogicznych... 209 Francois Lyotard, pozwoli sobie powiedzieć, że za sprawą sprawiedliwości sam

dość dobrze widzi punkt wspólny dla sztuki (estetyki) i filozofii (etyki), podczas gdy ma poważne trudności ze wskazaniem różnicy, jaka między tymi dyscyplina-mi zachodzi. Pozbawiony gotowych i uznanych reguł tworzenia „postmoder-nistyczny artysta czy pisarz jest w tej samej sytuacji, co filozof'.12

2. FRONESIS W WERSJI KLASYCZNEJ (GRECKIEJ)

In document PAMIĘĆ MIEJSCE OBECNOŚĆ (Page 189-193)