Pisanie o pisaniu Teodora Parnickiego

W dokumencie Na boku : pisarze teoretykami literatury?... T. 2 (Stron 155-160)

Rola pisania polega na stworzeniu, łącznie z tym, do czego doprowadziła lektura, pewnego „kor-pusu”. Korpus ten należy rozumieć nie tyle jako korpus jakiejś doktryny, lecz – wykorzystując tak często stosowaną metaforę trawienia – jako ciało tego, kto zapisując rezultaty swej lektury, przyswoił je sobie, a ich prawdę uczynił prawdą własną: pisanie przekształca rzecz zobaczoną lub usłyszaną „w siłę i krew”. Staje się w samym piszącym podstawą racjonalnego działania.

Michel Foucault: Sobąpisanie1

„Niedobra miłość”

N

iezmienna i wciąż niepokojąca jest myśl dotykająca kwestii próby oswojenia hermetycznego „pisania” Teodora Parnickiego.

Z drugiej jednak strony sukcesywny opór stawiany przez to „pisanie”

1 M. Fouc au lt: Sobąpisanie. Przeł. M.P. Ma rkowsk i. W: Powiedziane, napisane.

Szaleństwo i literatura. Wybór i oprac. T. Komenda nt. Warszawa 1999, s. 310311.

154

wydaje się szalenie pociągającym wyzwaniem, nieustającym i od pew-nego momentu samonapędzającym się poszukiwaniem jakiejś spój- nej wykładni bądź po prostu zademonstrowaniem semantycznych możliwości języka pisanego. Ten znany mechanizm lekturowej do- ciekliwości zdaje się werbować w szczególności kadrę wyspecjalizo- wanych, uzbrojonych w analityczno-interpretacyjne narzędzia litera-turoznawców. W świetle zagadnienia nie tyle lekturowej, ile w ogóle literackiej profesjonalności, przypadek Parnickiego, z jego osobliwą pro-jekcją pisarstwa, na tle literatury postrzeganej jako obiekt zinstytu- cjonalizowany, znaczy pęknięcie, wystawiony na cudze spojrzenie wy- łom. Stanowi bowiem paradoksalną egzemplifikację profesjonalności poza profesjonalnością. Arbitralnie kreślony początek zaistnienia tej figury odsyła wprost do s-pisanego i opublikowanego cyklu warszaw-skich wykładów Parnickiego, wydanych pod tytułem Historia w litera-turę przekuwana. Rzeczą w tym miejscu niezbywalną wydają się trzy skorelowane względem siebie fakty. Akt s-pisania werbalnych treści, ich re-cytacja2 podczas wygłaszania wykładów oraz szeroko pojęty autotematyzm tekstu. Konstytuują one to, co „pisane”, w znaczącą konfigurację. Parnicki, inicjując wykłady, wykonuje synchronizujący i w pełni świadomy gest wyparcia siebie ze strefy, w której prze-bywanie grozi protektoratem prawa literatury, rozumianym jako prawo insty-tucji. Poza tym istotny wydaje się problem pojawiających się w tym samym momencie zaburzeń w procedurze re-cytacji wcześniej przy-gotowanego zapisu wykładu, który właśnie podczas aktu od-czyty- wania ulega pracy korekty. Dwa początkowe zapiski opowiadające o:

2 Sytuacja wygłaszania wykładu w formie s-pisanej jest analogiczna do zdarze-nia re-cytacji wiersza. Barbara Herrnstein-Smith pisze, że „wiersz nigdy nie jest po-wiedziany, nawet przez samego poetę. Jest on zawsze re-cytowany, gdyż bez wzglę-du na to, jaki go łączy związek ze słowami, które poeta mógł rzeczywiście powie-dzieć, jako wiersz nie ma on żadnej pierwszej historycznej realizacji. To, co poeta komponuje jako tekst, nie jest aktem werbalnym, lecz raczej pewną strukturą języ-kową, która w procesie jej odczytywania lub recytacji staje się przedstawieniem aktu werbalnego”. B. Her r nstei n- Sm it h: Poezja jako fikcja. Przeł. K. Kowa l i k. „Pa-miętnik Literacki” 1983, z. 3, s. 337.

Pisanie o pisaniu Teodora Parnickiego

155 o: „korygowaniu” oraz próbie „wyparcia” siebie z procesu zinstytu-cjonalizowania, odbywającego się poprzez zmianę tożsamości, byłyby pierwszym akcentem położonym na realizowanie się „wewnątrz”

tekstu Parnickiego tematu pisania o „pisaniu”, w sensie wytwarzania dyskursu teoretycznego oraz wikłania się w zagadnienie fikcjonalno-ści, które siłą rzeczy pociąga za sobą regulowanie konstrukcji podmio-towości wykładów-tekstów:

Przygotowałem wykład wstępny w miarę możliwości, ale początek w nim muszę trochę skorygować […]. Dla każdego, kto jest spoza uni-wersytetu, jest to coś niezwykle zaszczytnego, gdy właśnie jest się kimś, komu nadaje się tytuł Visiting Professor ze wszystkimi prerogaty-wami zawodu nauczycielskiego, ale moja sytuacja jest inna.3

„Inność” obudowana skrzętnie z dzisiejszej perspektywy języ-kiem filozofii pozostawia lukę, w którą niemal idealnie wpasowuje się koncepcja antyprofesjonalności Stanleya Fisha. By jednak przybliżyć kontekst myśli zwolennika Reader-Response Criticism, trzeba dopre-cyzować marginalność usytuowania Parnickiego. Prócz bowiem dwóch przywołanych powyżej zapisków, charakter punktu zwrot-nego w polu tradycyjnie pojętego literaturoznawstwa ma także kilka innych wypowiedzi. Przede wszystkim próba poprowadzenia narra-cji Historii w literaturę przekuwanej, która przez swój tytułowy wątek automatycznie wpisana zostaje w rozdział naukowych rozważań dys-kutujących nad ontologicznym statusem powieści historycznej. Jest tak, jakby autor poszukiwał jakiegoś pra-miejsca, pra-punktu, z któ-rego mógłby snuć i jednocześnie legitymizować własną refleksję włas- nym nazwiskiem lub, co może zabrzmi tautologicznie, sygnować ją idiomem swojej myśli. Z faktem tym mocno związane jest pragnienie zdystansowania się wobec teorii, która mogłaby być identyfikowana

3 T. Pa r n ick i: Historia w literaturę przekuwana. Warszawa 1980, s. 9. Każde dal-sze cytacje pochodzące z tej książki będę oznaczał wraz z numerem strony w nawia-sie literą H.

156

z którąś z dwudziestowiecznych praktyk sankcjonowania zdobywa-nej wiedzy, tak jak pojmuje ją między innymi Christopher Norris – jako „dość nieokreślony, ale licznie reprezentowany gatunek”4. Takie jest w moim przekonaniu znaczenie „drobnej” i – co wielce istotne – naprędce sporządzonej korekty przemianowania wstępu do cyklu wykładów na „wstęp do wstępu”:

I właśnie tej sytuacji specjalnej chcę poświęcić dzisiejszy wykład w cha-rakterze wstępu do cyklu wykładów… obawiam się jednak, że raczej le-piej byłoby powiedzieć: „wstępu do wstępu”.

(H, s. 9) Inna wypowiedź Parnickiego, umacniająca pozycję wyjątkowego odosobnienia, swój początek bierze w literaturze, co więcej – w języ-kowej figurze parafrazy. Jest to o tyle ważne, iż jej wydarzenie ekspo-nuje pewną stałą prawidłowość w sposobie postrzegania otaczającego świata, a tym samym czynności „pisania”, którą nazwałbym egzysten-cjalną poetyką detalu. „Pisanie” bowiem, jak pisze Jacek Łukasiewicz, było dla Parnickiego „potrzebą życiową – jak jedzenie, sen, picie, papie-rosy…”5. Siła parafrazy (tytułu jednej z powieści Nałkowskiej) miała więc wyznaczyć bieg historii Parnickiego, pisarza-intelektualisty, jako tego, którego stosunek do nauki uniwersyteckiej uznano za „niedo- brą miłość”. Epizod ten, wnosząc w obręb cyklu wykładów element aksjomatyczny, przywołuje ponownie na scenę tekstu kwestię anty-profesjonalizmu. Stanley Fish w profesjonalizmie głęboko posuniętym wśród nauczycieli literatury, a przypomnę, że dla Parnickiego nauka uniwersytecka posiadała dwa wzajemnie się przenikające wymiary:

czynny – nauczanie, i bierny – uczenie się, widział oznakę zagrożenia wszelkich humanistycznych wartości oraz skazanie na

przywdziewa-4 Ch. Nor r is: „Idea uniwersytetu”: rozważania interdyscyplinarne. W: Ten że: De-konstrukcja przeciw postmodernizmowi. Przeł. A. Pr z ybysławsk i. Kraków 2000, s. 115.

5 J. Łu k a siew icz: Parnicki: pisać do końca. „Tygodnik Powszechny” 2008, nr 13.

Pisanie o pisaniu Teodora Parnickiego

157 nie maski – czyli bycie nie-sobą6. Paradoksalność tej sytuacji odsłania się, jeśli weźmie się pod uwagę etymologiczne i antropologiczne konek-sje słowa „filolog”. Poprzez próbę zdefiniowania pojęcia antyprofesjona-lizm, której podejmuje się Fish, przepływają znaczenia wprowadzające między innymi znany w świecie literaturoznawców podział statusu lektury na wersję „naiwną” oraz „zawodową”, których wartość opiera się w tym miejscu na generowaniu negatywnych efektów tej drugiej.

Akademicki profesjonalizm, będący wypadkową ekonomicznego i poli-tycznego funkcjonowania instytucji w społeczeństwie, jest determino-wany wieloma czynnikami. Jak wyznaje Ryszard Koziołek, zawód lite-raturoznawcy „produkuje histerię pisania i czytania: na czas, na temat, na zamówienie, na punkty”7. Czy zatem nie istnieje więc sposobność, by uniknąć dramatycznego przysłonięcia autentycznej i indywidualnej potrzeby zajmowania się literaturą przy jednoczesnym byciu specjali-stą? Być może odpowiedź tkwi w „niedobrej miłości” Parnickiego, zro-dzonej wobec presji, która wpisana jest z natury rzeczy w funkcjonowa-nie każdej uniwersyteckiej jednostki. Trudno przecież zakwestionować miłość Parnickiego do literatury, a jeszcze trudniej jego zawodowość w jej czytaniu. Parnicki pojawia się ostatecznie w uniwersytecie jako prelegent, czyli ten, który według łacińskiej etymologii tego słowa ob- jaśnia przeczytany tekst. Mimo wszystko, wchodząc w tę „rolę”, autor Historii… nie traci własnej tożsamości i nie zostaje obciążony pełnie-niem obowiązków kogoś. Niezwykłość tej podwójności bycia i nie- -bycia zarazem, która Parnickiemu doskonale się udaje, jest prestiżo-wym doświadczeniem literatury odzwierciedlającym konkluzję Fisha, w której profesjonalizm nie wyklucza ostatecznie antyprofesjonalizmu:

Antyprofesjonalizm jest, ogólnie mówiąc; protestem przeciwko tym aspektom profesjonalizmu, które stanowią zagrożenie dla

indywidu-6 S. Fish: Antyprofesjonalizm. Przeł. A. Der ra-W łochow icz. W: Ten że: Inter-pretacja, retoryka, polityka: eseje wybrane. Red. A. Sz a haj. Kraków 2002, s. 281.

7 R. Kozio łek: Szeregowy pracownik nauki o literaturze, o sobie samym, języku i wielkim cmentarzu literatury. „Teksty Drugie” 2006, nr 6, s. 199.

158

alnej wolności, prawdziwej zasługi, autentycznego autorytetu. Dlate-go też jest najsilniejszą reprezentacją ideałów w obrębie profesjonalnej wspólnoty, które nadają tej wspólnocie jej (ideologiczną) formę.8

W dokumencie Na boku : pisarze teoretykami literatury?... T. 2 (Stron 155-160)