PODSZEWKĄ NA WIERZCH - O BAJKACH ERNY ROSENSTEIN

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2015, nr 3 (113) (Stron 41-44)

RADOŚĆ CZYTANIA

PODSZEWKĄ NA WIERZCH - O BAJKACH ERNY ROSENSTEIN

Z powrotem zarasta...

...oknami... balkonami... liśćmi...[...]

Z powrotem... dziećmi... zarasta...[...]

Zeszyłam to wielokrotnie ściegami kroków i... mogę znowu mnożyć!

Mogę z aksamitu dobyć uderzenie!

Wezmę w ręce... zapieje kogut żelazny na dachu!

Wszystko mogę!

Tylko... czy to z powrotem ja?

Czy to aby ja jestem?

Do krwi szarpnąć!

Oto podszewka na wierzch się wywija...

...nicwięcej...

.. .jeszcze w rozmachu jakieś gesty...

...samasuknia idzie...

Więc co to?

Erna Rosenstein, Czy to może?

Te niejasne słowa, układające się w eks- presywne wykrzyknienia, gorączkowe pyta­

nia i rwaneodpowiedzi, pochodząz jednej ze stron Spoza granicmowy - drugiego to­

mu poetyckiegoznakomitej, surrealizują- cej malarki,Żydówki naznaczonej piętnem ocaleniapoprzeżyciu wojennegodramatu, w czasie którego straciła rodziców i została

sama - jużnazawsze ze śmiertelnym krzy­

kiemmatki w pamięci. Między takimciem­

nym koszmarem -powracającym, nieule­ czalnym -a spokojnym, pastelowym snem dziecka sytuują się Bajki ErnyRosenstein.

Jestw nich obraz życia podszytego stra­ chem i świadomością zła, ale iwiaraw świat podszyty dobrem i nadzieją.

Na książkę złożyło się zaledwie osiem utworów dla dzieci, wybranych z kilkudzie­ sięciu wcześniej rozproszonych, drukowa­

nych przezautorkę po jednym i z rzadka.

Zszyto te tekstygrubym ściegiemi na wy­ rost, opatrująctytułem Bajki,choćnie tylko żadenz nich nie jest właściwie bajką w kla­ sycznym rozumieniu tego słowa, aleteż od siebiewzajemnie poszczególneutwory bar­ dzosię różnią. W takim zamyśle nie ma jed­ nak, jak sądzę, nadużyciaczy przesadnego uproszczenia - jest za tospajająca moc ma­

gicznej formuły. Lepiej wszak,żeby bajko-wość traktować niejakozbiórcech struktu­

ralnych, ale synonim cudowności, emblemat dobregosennegomarzenia, kładącego się kojącym cieniem na twardepowłoki ułom­

nejrzeczywistości.

Metafora zszywania przystaje do całej książki - zarówno jej tekstowej zawartości, jaki zewnętrznej formy.Płócienna okładka -szara i szorstka - otacza iłączy utwory poje­ dyncze, a tezkolei stanowią często ciąg na­

stępujących po sobie, odosobnionych wy­

powiedzeń. Świat przedstawiony wtych bajkach jest wkońcu budowany z gruzów, ocalany po wielkiej katastrofie, którejślady jużnazawsze wnimpozostaną - w pustych miejscach,pęknięciachi bliznach.Autorski -po trosze demiurgiczny, po trosze rzemieśl­ niczy-trud restytucji minionej dziecięcej ar­ kadii niejest jednolity,ale rozwija się i kształ­

tuje różnorodnie.Swojeapogeum znajduje w literackiej rekonstrukcji zagłady (zagłady

całego świata takim,jakim byłprzed woj­ ną, ale też wielkiejZagłady - Szoa).Środek tomu mieści utworywyjątkowo dramatycz­ ne - wypowiadającezgrozęi spełniającąsię katastrofę wniezwykle uderzający sposób.

Nie wiem, czytaki był zamysłantologisty - JarosławaBorowca, aletom jest skompono­ wany tak, że początkoweteksty przygoto­ wują do wstrząsu, uczulają na zło, środko­

we pozwalają je zobaczyć, intensywnie od­

czuć, zaś ostatnie - wystawiają na nadzieję, wychylając się ku dobru.Taka lektura ca­ łej książkimoże być niezwykłym,kształcą­ cym doświadczeniem, choć dla wyobraźni, zwłaszcza dojrzewającej, będzie także za­

daniem niełatwym.

Cały tom zaczyna się od kontrastu:

utwórnajkrótszypoprzedza najdłuższy, hu­ morystyczna rymowanka - smutnąlirycz­

ną baśń. Pierwszy z nich to Nieudana po­

dróż- lapidarnywierszyk o dwóchchłop­

cach, którzy zamarzyli o dalekich wojażach,

ale nie przewidzieli utrudnienia tak proza­

icznego, jakkontrola biletów. Po śmiałych zamiarach mamy gorzkie rozczarowanie.

Następna będzie samotność.Druga w ko­

lejności jest Babcia - subtelna opowiast­

ka ostaruszce takbiedneji opuszczonej,

„że jedynie znany w całej okolicy łachma­

niarz strach nawróble nie wstydził sięjej odwiedzać". Bohaterka przygarnia wszyst­

ko, co równieosamotnione jak ona - księ­

życ, brzozę, wiatr,wreszcie - biedną, brzyd­

ką dziewczynkę, która okazuje się jej duszą.

Babcia zostajesama z własną dobrocią,aż cała zniknie. Łagodne piękno tej baśni osła­ nia okrucieństwosamotności, ale mu nie za­

przecza, nie unieważnia go złudnie szczęśli­

wym zakończeniem.

Dwa utworycentralne to krótkiepro­

zy szczególnie przejmujące-epicentrum artystycznej wyobraźni fundowanej na traumie. Oba są pisane krótkimi frazami, często bez czasowników - rozsypują się i układająchaotycznie,wyrażając zamęt istrach.Sny mówią o młodym kominiarzu, który zagubił się w głębokim kominie, się­

gającym samychźródeł nocy, przez co nie mógł spełnić swego obowiązku iwymieść zniegoreszteksnu -sen pomieszał sięwięc zjawąi wszystko się odwróciło-zamieni­

ło w swój negatyw.W końcu mara zgęst­ niała tak,że„stałosiędusznood gwiazd itrwogi":

Małyhotelowy chłopiecobwołał się królem.

Gdy wyrosła mu naglezgłowykorona, rozkazał wszystkich spędzićrazemw jedno miejsce,aby śnili z nim to, co on zechce.

Wybudowano olbrzymią fabrykę z czer­ wonej cegły, która odtąd wypuszczała około miliona snów jednegorodzaju.

[...]

Królotworzyłpaszczękę. Chór nietope­ rzyśpiewa muhymny.

Ludzie męczą się. Ręce biją im brawo.

Krzyczą oderwane im usta. Stopy biega­ ją samopas.

Nie mogą się połączyć. Nie mogąsię ponownie wcielić.

Nic się nie możeskończyć.

Jeśli jest możliwa bajka o Holokauście, to pewnie tylko taka - niedokończona, bo­ leśnie rozedrgana. Bliźniaczą do niejjest Po­

ławiacz cieni,wktórym„mały Chaplin"mysz­ kuje poruinach międzyrobactwem,dymem i truchłem poległego archanioła, zbierając cienie umarłych.Atmosferategoopowiada­ nia jestprzerażająca,wszystko ze wszystkim walczy i nie wiadomo, co w słusznej sprawie.

Nieprzenikniona jesttytułowa postać, która byćmożezabija, być może ocala dusze za­

bijanych. Jaśniejszy, w obu metaforycznych znaczeniach, jest finał - kiedywreszcie za­

braknieśmierci, poławiacz cieni puszcza je wolno razem zbiałymi gołębiami- iznika:

„Znika. Zostaje chmarabaśniowych gołębi, muzyka i balony."

Od tego momentu coś się zmienia.

Wnastępnym utworze tytułoweGruzy stają się fundamentem nowych domów. Spopod rumowiska wyrastają błękitne kwiaty. Dalej następuje przeciwstawny do Babci Chłop­ czyk,wktórym bohater przygarnia chorą suczkę, a dzięki temuzapewnia w końcu po­

prawę losujej,sobiei swojemu ojcu-itym razem baśń kończy się powodzeniem i mo­

rałem.KolejnyjestKsiężyc - iznów samot­ ność, ale wpostaci miesiąca wksiężejsutan­ nie - pojedynczego z wyboru,pojednane­

go ze światem.Narracja z urywanejrobi się płynna, gawędowa. Na zakończenie pojawia się Złotakula -przepiękna bajka o przepły­ wach życia wmaterii. Gdy bańka mydlana przeobrażasię wzłotą kulkęza sprawą

uczu-dadoposążka z kamieniai spoczywa przy nim na zawsze - trwale, niewzruszenie - to nie sposób się niewzruszyć. Kończy się cały tom nadzieją tym intensywniejszą, im smut­

niej istraszniej było wcześniej.

Ostatecznie wynika z książki, przera­ stając jej skończoną materialną strukturę, wiara w całość - zbudowaną z fragmentów, i ocalenie - na gruncie małych rzeczy i or­

ganicznejenergii. Tak ukierunkowaną intu­

icjązdaje się iśćautor ilustracji- KarolBa­

nach.Niepowielająctwórczościplastycznej Rosenstein nawiązujeciekawie do jej prze­ strzennych asamblaży, przyrodniczychko­ laży i innych - ilustratorowi zapewne lepiej niż mnie znanych - elementów tego bar­ dzo różnorodnego dzieła.Grafikiskładane początkowo zfragmentów,cząstek materii o geometrycznych kształtach, stopniowo

Rys. Karol Banach

miękną,zaokrąglają się, porastająroślinno­ ścią. W końcu rzucającysię w oczyi powie­ lany kilkukrotnie motywz wyklejki-zagad­ kowy ptak w kapeluszu i z książką, który gu­

bipióra, siedząc i przebierając nogami na

liściuwielkiej,kolczastej róży - stajesię sym­

bolem czytelnymiprzyjaznym. Daje dozro­ zumienia, że warto czytać i oglądać - pięk­ ne książkizesmutnymi bajkami idziwnymi obrazkami - nawet jeśliczasemsię zranimy - a zwłaszcza jeśli stracimy kilka gołębich piór próżnej naiwności.

E. Rosenstein, Bajki, wybór, oprać., nota i post:

Jarosław Borowiec, ¡I. K. Banach, Wrocławskie Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2014.

Alina Zielińska

Żeby znaleźć to, czego brak, Rozplącz więzy, skręć i zwiń Zaklęcie rzuć,

Bymznaleźć mógł To, czegopragnę To, czego szukam'.

KIM SĄ OBDARZENI Z KSIĄŻKI

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2015, nr 3 (113) (Stron 41-44)