Praca nie jest towarem

W dokumencie PODMIOTOWOŚĆ PRACY I TOWAROWOŚĆ USŁUG (Stron 185-189)

X. Podmiotowość pracy a język analizy prawnej i społecznej

4. Praca nie jest towarem

Stwierdzenie, że praca nie jest towarem, jest kluczowe dla zrozumienia isto-ty prawa pracy. Padło ono w isto-tym tekście już wiele razy. Wydaje się jednak, że jest to pojęcie na tyle kluczowe, że nie zaszkodzi poświęcić kilku słów podsumowania. Zwłaszcza że – jak się wydaje – jest to pojęcie aktualne w co najmniej czterech wymiarach. Tym samym pewne uporządkowanie raczej nie zaszkodzi spójności tej książki.

Nie bez znaczenia jest wreszcie i to, że szczytne sformułowanie zawarte w tak zwanej deklaracji filadelfijskiej Międzynarodowej Organizacji Pracy z dnia 10 maja 1944 roku w gruncie rzeczy nie zostało w polskiej literaturze prawa pracy poddane głębszej analizie.

Przyznam przy tym, że przez długi czas nie rozumiałem istoty tego zwrotu. Jeszcze w książce poświęconej prawu pracy w świetle konstytucji mocowałem się z tym pojęciem, nie potrafiąc dostrzec jego istoty. Wyrazi-łem wtedy kierunkowo trafny pogląd, że praca towarem jest, ale towarem nie jest człowiek. Wraz z refleksją nad istotą związków pracy z wolnością oraz wspólnotowością zatrudnionych i zatrudniających, a obecnie nad pod-miotowością pracy moje poglądy ulegają w tym zakresie krystalizacji. Jest

PODMIOTOWOŚĆ PRACY A JĘZYK ANALIZY PRAWNEJ I SPOŁECZNEJ

186

o to zresztą łatwiej między innymi dzięki bardzo interesującym wypowie-dziom T. Liszcz232.

Jak wspomniałem, nietowarowość pracy można w moim przekonaniu postrzegać aż w czterech perspektywach, choć w dwóch grupach. Pierwsza grupa to nietowarowość pracy rozumianej jako miejsca pracy (stanowiska pracy). We wspomnianej wielokrotnie publikacji pod tytułem Wolność pra­

cy i władza starałem się przeprowadzić dowód na to, że miejsca pracy są do-brem wspólnym. Tym samym pracodawca w ramach procesu zatrudniania lub zwalniania przydziela lub odbiera prawo dostępu człowieka do zasobów wspólnych, jakimi są miejsca pracy. Argumentowałem, że skoro praca jest warunkiem wolności, a prawo do pracy jest publicznym prawem podmio-towym, to niespójne byłoby uznanie miejsc pracy za „własność prywatną”.

Starałem się dowodzić, że uznanie miejsc pracy za dobro wspólne, czyli uznanie, że tak rozumiana praca nie jest towarem, wyjaśnia sens nie tylko prawa do pracy, ale też szeregu instytucji będących pochodną tego prawa, jak również szeregu działań z zakresu polityki społecznej, jak na przykład publiczne finansowanie wynagrodzeń w firmach prywatnych w okresach kryzysu czy też podatkowe dotacje do miejsc pracy w specjalnych strefach ekonomicznych233. Wszystkie te argumenty podtrzymuję, a od czasu ich opublikowania moje przekonanie w tym zakresie jedynie się wzmocniło.

Argumenty za tym, że praca – rozumiana jako stanowisko pracy – jest dobrem wspólnym, a tym samym nie jest towarem, pojawiły się ze wzmo-żoną siłą w kontekście moich rozważań na temat wspólnotowości zakładu pracy. Skoro zakład pracy jest wspólnotą prawa publicznego, to zatrudnie-nie, czyli „przyznanie komuś pracy”, jest aktem włączenia do wspólnoty234. A członkostwo we wspólnocie nie jest towarem. Zresztą jest to argument niesprzeczny z tym, że praca jest warunkiem wolności.

Powyższe wypowiedzi dotyczące pracy odnosiły się do stanowisk (miejsc) pracy. Tymczasem nietowarowość pracy, tym razem rozumianej już jako sam proces świadomego niedestrukcyjnego przekształcania rzeczywi-stości, wynika także z dwóch dodatkowych argumentów. Pierwszy, będący osią tego opracowania, jest taki, że praca nie odrywa się od człowieka, więc

232 Por. T. Liszcz, Praca nie jest towarem, „Annales Universitatis Marie-Curie Skłodowska”

2015, vol. LVII, 2, s. 115 i n.

233 Por. A. Sobczyk, Wolność pracy..., s. 42 i n.

234 Por. A. Sobczyk, Państwo zakładów..., s. 300.

PRACA NIE JEST TOWAREM

187

nie może być towarem ze swej istoty. Drugi podkreśla, że praca jest bardzo istotnym elementem dla jakości życia samego pracującego. Cytując raz jesz-cze encyklikę Laborem Exercens, dzięki pracy człowiek staje się bardziej człowiekiem. T. Liszcz wydobyła w kontekście powyższych tez bardzo traf-ną kwintesencję, pisząc:

Praca jest wielkim dobrem człowieka i to nie tylko użytkowym (użytecznym), ale i dobrem godziwym, to jest odpowiadającym godności człowieka i rozwijającym jego człowieczeństwo (...). Poza swoją wartością użytkową (ekonomiczną), która jest zróżnicowana, każda praca ma jednoznaczną wartość moralną, wynikającą z tego, że jej podmiotem jest człowiek – osoba wyposażona w przyrodzoną i nie-zbywalną godność235.

Wszystko to nadaje stwierdzeniu, że praca nie jest towarem, bardzo głę-bokiego wymiaru o kardynalnych wręcz skutkach dla wykładni prawa pra-cy. Nie można bowiem pozostawić powyższego stwierdzenia jako etycznego postulatu o nieokreślonym znaczeniu prawnym. Bo nawet jeśli prawo kra-jowe nie zawiera normy o takiej treści, to prawnomiędzynarodowe, filozo-ficzne i etyczne uwikłanie prawa polskiego pozwala powyższe stwierdzenie dostrzec w ogromnej wręcz liczbie przepisów.

Problem jedynie w tym, że konsekwencją przyjęcia założenia o nietowaro-wości pracy jest potrzeba zupełnie innego spojrzenia teoretycznego i wykład-niczego na prawo pracy. A powyższe nie jest łatwe z powodu utrwalonego, choć najczęściej niewypowiadanego, poglądu o towarowości pracy. Trzeba w tym miejscu docenić wypowiedź Andrzeja Świątkowskiego, który zmie-rzył się z tą problematyką wprost, wypowiadając się – jak się wydaje – za to-warowością pracy, choć akcentując szczególny tej towarowości charakter236. Jeśli założyć, że umowa o pracę jest postacią cywilnoprawnej umowy, której przedmiotem jest wymiana, to trudno odmówić racji autorowi, gdy pisze:

„w tym sensie praca jest towarem, podlega prawom ekonomicznym, ma swoją cenę, wpływa na cenę produktów i usług, funkcjonuje na specjalnie stworzo-nym rynku. Wymiana pracy na pieniądze odbywa się w ramach stworzonych

235 Por. T. Liszcz, Praca ludzka – wartość ekonomiczna czy etyczna?, „Etnolingwistyka”

2016, nr 28, s. 78.

236 Por. A. Świątkowski, Praca towarem..., s. 128 i n.

PODMIOTOWOŚĆ PRACY A JĘZYK ANALIZY PRAWNEJ I SPOŁECZNEJ

188

przez prawo, na podstawie kontraktu (umowy o pracę), opartego na zasa-dach określonych w prawie zobowiązań, które reguluje obrót towarowy”237. Powyższego poglądu nie podzielam, jednak doceniam to, że autor zachowuje konsekwencję prawniczego rozumowania, ale też wykazuje odwagę. Z wy-powiedzi tej widać wyraźnie, że nietowarowość pracy jest niemożliwa przy uznaniu, że umowa o pracę nie jest kontraktem prawa cywilnego. I jeszcze jedno, trzeba mocno zaakcentować, że autor nie tylko postawił w swoim tekś-cie znak zapytania, ale także silnie podkreślił szczególną towarowość pracy.

Ma jednak rację T. Liszcz, dostrzegając, że w zasadzie nikt nie określa pra-cy jako towaru typowego238. Ze swojej strony dodam jedynie, że z podkreś-lania szczególnej towarowości niewiele jednak wynika. Jako element owej

„szczególności” najczęściej rozumie się bowiem prawną reglamentację tak zwanego rynku pracy, a nie związek człowieka z pracą. Zerwanie zawiązku pracy z towarowością następuje dopiero wraz z przejściem na pozycje per-sonalistyczne, co trafnie akcentuje T. Liszcz, choć wciąż pozostaje na grun-cie kontraktu. Pisze bowiem: „Człowiek angażuje w pracę całą swoją osobę.

Udając się do pracy, nie zabiera z sobą tylko swojej zdolności pracy, pozosta-wiając resztę swojej osobowości w domu. W stosunku pracy występuje przede wszystkim w jednej roli – osoby, która wykonuje na rzecz swego kontrahenta (pracodawcy) przyjęte na siebie zobowiązanie”239. Powyższe, zresztą bardzo piękne, stwierdzenie uważam za niezwykle trafne, poza zdaniem ostatnim, ponieważ uznaję, że pracodawca nie jest kontrahentem, ale jedynie człon-kiem wspólnoty, uprawnionym do pobierania zysków z jej funkcjonowania.

Tymczasem wraz z przejściem na pozycje personalistyczne trzeba zmie-nić postrzeganie także innych niż umowa instytucji prawa pracy. Ponownie odsyłam do bardzo interesujących wywodów T. Liszcz dotyczących istoty wynagrodzenia za pracę, które w kontekście nietowarowości pracy nie może być ceną. A takie podejście zderza się z odmiennymi i – jak wynika z wy-powiedzi T. Liszcz – powszechnymi poglądami ekonomistów. Ale i w tym środowisku można znaleźć wypowiedzi, które nietowarowości pracy do-wodzą za pomocą argumentów typowych dla dyskursu ekonomicznego240.

237 Ibidem.

238 Por. T. Liszcz, Praca nie jest..., s. 120.

239 Ibidem, s. 126.

240 T. Liszcz wskazuje na bardzo interesujący sposób argumentacji Z. Jacukowicz z tekstu pt. Płaca ceną?, „Polityka Społeczna” 1992, z. 1, s. 16–18.

WNIOSKI KOńCOWE

Jak widać, przyjęcie towarowości lub nietowarowości pracy wywołuje prawdziwą lawinę konsekwencji prawnych. A do tego trzeba uczciwie dodać, że trudno jest w Polsce głosić poglądy tak silnie nacechowane wrażliwością społeczną. I problem nie w tym, że można być nazwanym komunistą lub faszystą, co jest niewielką ceną za wierność ideałom naukowym. Problem w tym, że jest to sprzeczne z propagowanym od lat 90. kultem zaradności jednostki padającym na podatny grunt społeczeństwa, które nie rozliczyło się z folwarkiem, a demokrację postrzega jako źródło słabości, a nie mądro-ści. W konfrontacji z tymi procesami ostatecznie „poległ” więc nawet Jan Paweł II i jego tylekroć już cytowana encyklika, którą najczęściej traktuje-my jako ozdobnik, a nie jako fundamentalną wypowiedź filozoficzną.

W dokumencie PODMIOTOWOŚĆ PRACY I TOWAROWOŚĆ USŁUG (Stron 185-189)