ROZMOWA GULIWERA

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2015, nr 3 (113) (Stron 57-61)

INTERESUJE MNIE DIALOG ILUSTRACJI Z TEKSTEM, PRÓBUJĘ POKAZAĆ NA ILUSTRACJI COŚ WIĘCEJ NIŻ TYLKO JEGO

ODZWIERCIEDLENIE, UCHWYCIĆ TO, CO NIE DO KOŃCA

ZWERBALIZOWANE - Z JONĄ JUNG ROZMAWIA KAMILA HAUSMAN-WIŚNIEWSKA

Czy wPani rodzinie istnieją tradycje zwią­ zane ze sztuką? Kiedy zaczęła Pani rysować?

Dlaczegozdecydowała się Pani na zawód ilu­

stratora?

Mój ojciec był rzeźbiarzem.Rysowałam oddziecka, jako nastolatka robiłam ksią­

żeczkidla przyjaciół. Ilustrujęksiążki, ponie­

waż, z jednej strony, zawsze bliżejmi było do sztukiużytkowejniż Sztuki ijako ilustrator mogę nadać malarstwu, które studiowałam, funkcję użytkową. Z drugiej strony - książki jako takieod zawsze pełniły bardzo ważną funkcjęwmoim życiu, dużo czytami wciąż czytam również książki dla dzieci,choć mo­ je dziecisą już dorosłe, więc topołączenie

największych pasji.

Czy mogłaby Pani przybliżyć sylwetkę swojegoojca?Jakie prace tworzył? Czy jego twórczość ma wpływ na Pani prace?

Mój ojciec był rzeźbiarzem, skończył dzisiejszą gdańskąASP, wówczas PWSSP w Sopocie. Brał udziałw odbudowie Gdań­ skaiwielerzeźb na gdańskiej starówce jest spodjego ręki. Może nietyle jego twórczość, której zresztą w pewnym wieku zaniechał, ile jegoosoba miaładuży wpływ,z jednej

strony -na mojezainteresowanie sztuką, wśród którejdorastałam,zdrugiej - na spo­ sób postrzegania świata.Dużo zemnąroz­

mawiał i zachęcałdosamodzielnego myśle­

nia, zadawaniapytańi szukania odpowiedzi.

Nauczył mnie czytania. Jemuwięczawdzię­ czam, że tak ważne są dla mnie książki i to, oczym mówią, także międzywierszami.

Tu teżupatrujęmiejsca dlasiebie - właśnie między wierszami tekstu. Interesuje mnie dialog ilustracji z tekstem, próbuję poka­ zać na ilustracji coś więcej niż tylko jego od­

zwierciedlenie, uchwycić to, conie do końca zwerbalizowane. Joanna M. Chmielewska,

Rys. Joanna Jung

autorkaNiebieskiej Niedźwiedzicypowiedzia­

łami niedawno, jako komplement, żeznala­ złam wjej tekście coś,czegotam niebyło.

I to jest to, co sprawia mi największąsa­

tysfakcję- kiedy ilustracji udajesiędopo­ wiedzieć coś ważnego do tekstu, dopeł­ nićświat, który tekst kreuje, nie gubiąc je­

go ducha.

Jak wspominapani lata szkolne?Czy wspomnienia ze szkolnej ławkimają wpływ na Paniprojekty?

Na pewno.Dzieciństwo i dorastaniejest bardzo ważnym czasem. Małgorzata Cac­

kowska udowadniała naktórymś z Bałtyc­

kich SpotkańIlustratorów, że twórcy ksią­ żek dla dzieciprzekazują na ogółprawdy ze swojego dzieciństwa, często już nieak­ tualne dzisiaj, dla dzisiejszych dzieci, ija się z nią zgadzam.Kiedy się zwracamy dodziec­ ka lub opowiadamy o dzieciach, czerpiemy z pamięci o swoim dzieciństwie, z uczuć te­ go dziecka,które jest w nas.Mojedzieciń­

stwo i lataszkołypodstawowej były dość smutne, zarówno z powodów osobistych, rodzinnych, jakiczasów, na które przypa-

zewszystkimi sobieradzę. Niemniej mam potrzebę próbowania nowychsposobów i technik, boczuję, że gdy za długopracuję wjednej, to zaczynam popadać w rutynę.

Co Panią inspiruje? Czyktóraś zestworzo­ nych przez Panią postaci ma swój pierwowzór w świecie realnym?

Świat realny jak najbardziej inspiruje.Na ogół ilustrujętekstyinnych autorów, więc postacinadaję tylko kształt, który ma pod­

kreślaćjej charakter, jakjagowidzę i rozu­ miem.Aletakczysiak szukam inspiracji ra­ czejw tym, co widziałam, przeczytałam, za­ pamiętałam.

JakijestPani stylpracy?Pracuje Pani w ci­ szy, samotności? Konsultuje Pani z kimśswoje pomysły?Jak wygląda Panimiejsce pracy?

Pracujęsama, naogół słucham muzyki, mam wdomunieduży pokójprzerobiony na pracownię. Potrzebuję kilku blatów-do pra­ cy z farbami, kredkami, do komputera i do cięcia papierów. Najwięcej miejscazajmują papiery.Na ogół nie mam czasuna dłuższe konsultacje,terminy częstosą takie, że mu-siałam nauczyć się szybko isamodzielnie dły- przełom lat 80.-najciemniej­

sze chwilekomuny.

Dlaczegoilustruje Pani książki przeznaczone dla najmłodszych czy­ telników?

Chyba głównie, dlatego, że bar­ dzomało wydaje się książek bogato ilustrowanych dla starszychczytelni­

ków iniewielejestpo temu okazji.

Czyma Pani swoją ulubionąfor­

mę, kolor?Jaką techniką lubi Paninaj­ bardziej pracować?

Próbuję różnych technik, za­ czynałam jako ilustratorka od pa­ steli, więc mam do nich senty­ ment, ale pociągają mniewszyst­

kie możliwetechniki, niestety nie

podejmować decyzje. Ostatnio proszęcza­ semo radę syna, który zająłsięprojektowa­ niemgraficznym.

Czyposiada Pani swojego ulubione­ go ilustratora? Autorytet? Czy jest ktoś, kto wszczególny sposób wpłynął na Pani drogę artystyczną?

Mnóstwo osób na wiele różnychspo­

sobów, trudnych dziś do przeanalizowa­

nia. W dzieciństwie fascynowały mnieilu­

stracje do ulubionych książek - ToveJans­

son doMuminków,Johna Tenniela do Alicji w krainie czarów,ErnestaSheparda do Kubu­

siaPuchatka.Te książki są zdzieciństwa dla mnie najważniejsze, głównieze względu na treść, ilustracje „wchłonęłam" mimo wo­

li.Jakomłoda osoba, wkrótce po studiach, już świadomie, byłam pod wielkim wraże­

niem prac Józefa Wilkonia. Potem odkryłam ilustratorkę DelphineDurand,która bezpo­

średniozainspirowałamnie do takiej a nie innej formyLiii i bestii zszafy. Te nazwiska idzieła pamiętam

Jaki pejzaż jest najbliższy Panisercu? Mo­

żeszczególny sentyment czuje Pani do kon­ kretnego miasta?

Zdecydowanie przestrzeń, równina zdalekim horyzontem. Stepy, wrzosowi­

ska, dużo nieba. Cieszę się,że mieszkam w Gdańsku,bo jesttu morze, któreteż da-je dużo przestrzeni. Byćmoże, dlatego, że moja rodzina pochodzizewschodu i mam stepy wekrwi©

Skądwziąłsię Pani pseudonim - Jona?

To skrót od imienia Joanna. Naróżne sposoby skracałam to imię podpisując li­

sty, a ta forma szczególnie przypadła mi do gustu.

Jak wyglądałapraca nadLilą i bestią z szafy? Skądwybórtakiego tematu?

Jako dzieckospałam wpokoju, który wychodził na podwórko bez latarni i miał

drzwi z litego drewna, więc pozgaszeniu światła było wnimnaprawdęciemno. Bar­ dzo się bałam iwierzyłam, żew pokoju czai się wilk,który chcemniepożreć. Minęło wie­

lelati mój starszy synwszedł w wiek noc­ nych lęków ibałsię,że coś wyjdzie zszafy.

Wszystkiedrzwiczki musiałybyćstarannie zamknięte. W tamtym czasie czytałam Bie­

gnącąz wilkami Pinkoli Estes,interesowa­ łam się wierzeniami rdzennych plemion, gdzie zwierzęta majądo przekazania okre­ śloną mądrość i moc. Więc Lila... połączyła te

wszystkie wątki.Z jednej strony jest historią dla dzieci i o dziecku, z drugiej wynikła z ja­

kiejś mojejdłuższej drogi idoświadczeń.

Którąspośródtakwielu książek dla dzieci ilustrowało się Pani najprzyjemniej?Czy któ­ raśbyła szczególnymwyzwaniem?

Zawszestaram się mieć przyjemność zilustrowania. Wierzę, że im większa radość i zaangażowanie twórcy, tym więcej przy­ jemności iwrażeń maodbiorca. Na pewno Lila..., jakomojaautorska książka, dała mi szczególneuczucie spełnienia. Jako wyzwa­

nie wspominam Kosmitę Roksany Jędrze-jewskiej-Wróbel. Okazało się, że nie potra­

fię znaleźćformy istylistykipasującej do tek­

stu.Książka opowiada oproblemie autyzmu w rodzinie, o tym, jak trudnoporadzić sobie znimwszystkim członkomrodziny.To,co dla mnie było najważniejsze w tekście, to nauka zgody na inność, „nienormalność"

i akceptacjitego, co jest, takim,jakim jest.

Rys. lona Jung

W którymśmomencie pomyślałam, że wry­

sunkach dzieciobecna jest itotalna szcze­

rość, prawdziwość i zgoda na formę, taką, ja­

ka wychodzi, jak się udała.I żeksiążkapo­

winna być jak ilustrowana przez dziecko.

Ale bałam się, czy ten przekaz emocjonal­ ny, o który mi chodziło, będzie czytelny i czy w ogóle poradzęsobiez takim zadaniem.

Ilustrator musibyć uważnym czytelni­ kiem. Jakie książkiczytała Pani w dzieciń­

stwie? Po jakie sięga Paniteraz?

Takjakwspomniałam,czytałam zawsze i czytam bardzo dużo,wszystko, comajakąś wartość literacką.

Jaka książkaostatnio zwróciłaPani uwa­

gę? Dlaczego akurat ten tytuł?

Długo by wymieniać, czytam dużo, dwie, trzyksiążki tygodniowo. Najśwież­

szym moimodkryciem jest prozaElizabeth Strout, o której zrobiło się głośno zasprawą miniserialupt. OliveKitteridge.Nieustannie szukamksiążek,które próbują uchwycić ja­

kąśprawdęoludziach, życiu,kim jesteśmy iczym życie jest- czyli cały czaso tymsa­ mym, o co wszyscy pytamy i co próbujemy wyrazić, odkąd zaczęliśmy mazaćpo ścia­ nachw jaskiniach. Strout mówi o tym zwiel­

kąwrażliwościąi wnikliwością.

Czy ma Pani marzenie dotyczące zilustro­

wania jakiejś konkretnej książki, utworu?

Raczej nie, marzę o tym, żeby uda­ łomi się jeszcze zrobić jakiś autorski pro­ jekt,bowciążkolejne pomysły tylko lądu­

ją w notatniku.

Jak narysowałabyPani siebie?

Jadla siebie jestem najmniej uchwyt­ na. Cojakiś czas robię autoportret z na­ tury, a wyobrażeniu, jakie mam natemat dziecka we mnie,w jakimś stopniu nada­

łam kształt w Liii...

Bardzodziękuję zarozmowę.

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2015, nr 3 (113) (Stron 57-61)