W opracowaniach socjologicznych twierdzi się, że do spotkania międzykulturowego dochodzi wówczas, gdy stykają się z sobą osoby wychowane w odmiennych kultu-rach, przy czym nie planują one włączenia się w żadną z nich (Mikułowski-Pomorski 2007: 355). Chodzi więc najczęściej o doświadczenie ludzi, którzy odwiedzają pe-wien kraj jako goście i pozostają obcy wobec jego kultury. W tym ujęciu spotkanie ma wymiar interpersonalny, w jego ramach dochodzi do wymiany sądów i

doświad-czeń osób w nim uczestniczących, można je zatem określić jako akt komunikacji.

Aby akt mógł się dokonać, niezbędna jest pewna predyspozycja jego uczestników, która wyraża się przez intencję, potrzebę bądź ukierunkowaną postawę, odpowiedź lub przynajmniej poszukiwanie kontekstu (Casmir 1996: 25). To nic innego, jak wza-jemna wola porozumienia, która winna charakteryzować uczestników interakcji, w przeciwnym razie mogą wystąpić problemy i konfl ikty. Za najistotniejszy czynnik aktu komunikacji międzykulturowej uznaje się intencję rozumianą jako wydatkowa-nie energii poznawczej zarówno przez nadawcę, jak i przez odbiorcę komunikatu, przy czym nadawca pożytkuje tę energię na zakodowanie komunikatu, a odbiorca – na jego zdekodowanie (Borden 1996: 59).

Czy można zatem rozumieć obszar recepcji literatury obcej jako teren spotkania międzykulturowego? Z całą pewnością nie jest to obszar kontaktów interpersonal-nych, nie mamy tu do czynienia z komunikacją twarzą w twarz. Odbiorcy tekstu literackiego to żywi ludzie, nie konstrukty teoretyczne, nie dochodzi jednak do bez-pośredniego spotkania z uczestnikiem innej kultury. Spotkanie to realizuje się nie-bezpośrednio, lecz za pomocą produktu – artefaktu – obcej kultury. W takim przy-padku intencje komunikacyjne nie są rozłożone symetrycznie. Trudno jednoznacznie przypisywać autorowi dzieła literackiego intencję komunikowania się z jego od-biorcą będącym uczestnikiem innej kultury, choćby dlatego, że nie jest on w stanie przewidzieć, czy, kiedy i na jaki język jego utwór zostanie przetłumaczony. Wysiłek poznawczy na pewno okazuje czytelnik, choćby przez sam fakt wyboru określonej lektury. Przez niektórych badaczy takie zachowanie uczestników interakcji jest okre-ślane jako właściwe, ale nie zalicza się go do przejawów ludzkiego komunikowania się. Uważa się, że winno być studiowane raczej jako zagadnienie percepcji (Borden 1996: 61).

Zredukowanie aktu lektury utworu literackiego do aktu percepcji uniemożliwiło-by interpretowanie tekstu artystycznego jako elementu pośredniczącego w komunikacji międzykulturowej, a zatem stałoby w sprzeczności z cytowaną wcześniej defi -nicją tego pojęcia, zaproponowaną w Słowniku pojęć i tekstów kultury.

Gdyby przyjąć ten tok rozumowania, postawę odbiorcy tekstu literackiego nale-żałoby określić jako bierną. Percepcja bowiem to:

uświadomiona reakcja narządu zmysłowego na bodziec zewnętrzny; sposób reagowania, odbierania wrażeń (SWO 1994: 388).

Natomiast czasownik postrzegać oznacza:

1. «zobaczyć i ocenić kogoś w określony sposób»;

2. «uświadomić sobie wrażenie wywołane działaniem bodźca zewnętrznego na zmysły»

(http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2505941).

W świetle defi nicji słownikowych w akcie percepcji nie ma miejsca na działa-nie czytelnika. Tymczasem współczesna teoria tekstu podkreśla jego aktywną rolę w procesie lektury. Czytanie nie polega jedynie na zdekodowaniu tekstu i ewentu-alnym przeżyciu treści w nim zawartych, ale wymaga nieustannej współpracy od-biorcy. Zasadniczym warunkiem zrozumienia tekstu jest uchwycenie jego spójności

(Mayenowa 1993a: 188). Oznacza to, że znajomość reguł gramatycznych oraz boga-te słownictwo wcale nie gwarantują, że dany boga-tekst stanie się w pełni zrozumiały dla czytelnika. Uchwycenie znaczeń wnoszonych przez system języka to dopiero pierw-szy etap. O pełnym zrozumieniu można mówić wtedy, gdy czytający jest w stanie przyporządkować danemu tekstowi

pewien wycinek rzeczywistości, jakieś uniwersum rzeczy, osób, zdarzeń itd., o których tekst mówi, w taki sposób, żeby zidentyfi kowane były te elementy owego uniwersum (osoby, rzeczy, zdarzenia), do których odnoszą się poszczególne składniki tekstu (Lale-wicz 1976: 10).

Innymi słowy, sama znajomość języka nie jest wystarczająca, by zrozumieć tekst. Trze-ba jeszcze dopasować do niego właściwe elementy rzeczywistości pozajęzykowej.

Bardzo podobnie to zagadnienie objaśnia Encyklopedia językoznawstwa ogólne-go (1995: 505):

tekst określa się jako spójny, gdy stanowi swego rodzaju całostkę semantycznie odnoszącą się do określonej, dającej się potocznie wyodrębnić jako jednolita sfery rzeczywistości pozajęzykowej.

W obu przytoczonych defi nicjach najważniejszym kryterium jest zdolność do po-wiązania z tekstem odpowiednich elementów rzeczywistości. To kojarzenie niekie-dy dokonuje się prawie automatycznie, wteniekie-dy gniekie-dy np. kontekst kulturowy czytanego utworu jest znany, w większości wypadków jednak wymaga podjęcia przez czytelnika mniejszego lub większego wysiłku. Do zinterpretowania tekstu jako wypowiedzi na jeden temat3 trzeba bowiem czegoś więcej niż biegłość językowa: niezbędna jest do tego pewna wiedza o świecie, która wykracza poza znajomość gramatyki i słownika.

Żaden tekst nie jest kompletny z punktu widzenia informacji w nim zawartych:

autor z reguły nie umieszcza w nim wszystkich danych koniecznych do jego zro-zumienia. Czyni tak, ponieważ zakłada, że antycypowany przez niego odbiorca ma pewną wiedzę, ogólną i szczegółową, związaną z konkretną tematyką, nie ma zatem konieczności jej eksplicytnego przywoływania. Czytając, uruchamiamy tę wiedzę, mniej lub bardziej świadomie wypełniając „luki informacyjne”, które nadawca po-zostawił w tekście. Różnice kulturowe, wynikające z wieku, wykształcenia, pocho-dzenia społecznego, dzielące nadawcę tekstu i jego odbiorcę, mogą spowodować, że tekst nie zostanie zrozumiany, ponieważ czytelnik nie będzie w stanie odwołać się do zakresu wiedzy, niezbędnego do jego zdekodowania. Na takie niebezpieczeństwo jest szczególnie narażony czytelnik przekładu jako osoba pochodząca z innego kręgu kulturowego. Jego wiedza opiera się na innym programie kształcenia, odwołuje się do innej tradycji i innych doświadczeń. Stąd niejednokrotnie brakuje mu podstaw, które pozwoliłyby na poprawne zdekodowanie tekstu, który powstał w innym języ-ku, mimo że czyta tłumaczenie tego tekstu na język rodzimy.

3 Określając warunki, jakie winien spełniać tekst, aby mógł być uznany za spójny, Mayenowa (1993a) wskazuje konieczność spełnienia przez niego warunków trzech „jedności”: tekst musi mieć jednego, moż-liwego do zidentyfi kowania autora, musi być adresowany do jednego odbiorcy, musi opowiadać o jednym przedmiocie lub stanowić rozumowanie dowodzące jednej tezy.

Spójność zatem nie jest cechą tekstu wynikającą wyłącznie z jego budowy języko-wej. Do rozpoznania tekstu jako spójnego konieczna jest również określona wiedza pozajęzykowa. Spójność nie jest także jego cechą immanentną, nadaną mu wyłącznie z woli autora i realizowaną za pomocą określonych wykładników (Mayenowa 1993).

To, czy tekst zostanie odczytany jako spójny, zależy w równym stopniu od odbiorcy, od postawy, jaką przyjmie wobec tekstu. Czytelnik musi przede wszystkim przyjąć jako pewnik, że tekst jest pomyślany przez nadawcę jako całość semantyczna pod-porządkowana jakiemuś jednemu, konkretnemu zamysłowi, a następnie próbować go zinterpretować zgodnie z tym założeniem. Musi zatem znać podstawowe zasady działania mechanizmów spajających, a ponadto mieć orientację w sferze socjokul-turowej. Dzięki temu on i autor będą się mogli komunikować w obrębie pewnego wspólnego horyzontu wiedzy.

Jeśli okaże się, że kompetencja językowa i posiadane wiadomości nie wystarczają odbiorcy do zdekodowania wszystkich, lub przynajmniej najistotniejszych, znaczeń tekstu, musi on zdobyć się na wysiłek uzupełniania swej wiedzy. W przeciwnym razie czytany przez niego tekst zostanie odebrany jako niespójny, czyli jako zbiór zdań niemających z sobą związku. Tak więc spójność jest w dużej mierze wynikiem aktywności odbiorcy, przejawiającej się w woli zrozumienia tekstu i podejmowania w tym celu wielu działań. Podobnie do tego zagadnienia podchodzi współczesna teoria literatury, która podkreśla, że rola czytelnika nie sprowadza się do biernego zdeszyfrowania komunikatu, lecz polega na jego aktywnym działaniu, stąd mówi się o akcie lektury (Lalewicz 1975: 102).

Trudno zatem uznać lekturę tekstu literackiego wyłącznie za akt percepcji, jest ona bowiem czymś więcej – jest działaniem wymagającym wydatkowania sporej energii i obarczonym niekiedy niemałym ryzykiem. Ryzyko wiąże się z tym, że mimo wysiłku włożonego w czytanie może się okazać, że dany utwór nie stanie się w pełni zrozumiały bądź też nie spełni naszych oczekiwań, np. estetycznych.

W wypadku tekstów literackich, tłumaczonych z innych języków, wysiłek podej-mowany przez czytelnika jest, w moim przekonaniu, niczym innym jak próbą wyj-ścia naprzeciw kulturze źródłowej. Przekład, przy założeniu sprawności językowej czytelnika na poziomie rodzimego użytkownika języka, nie powinien sprawiać mu trudności w zakresie dekodowania tekstu. Natomiast może on mieć problemy z roz-poznawaniem elementów rzeczywistości językowej, o których dany utwór mówi.

O pewnych obszarach, bliższych kulturowo, przeciętny Polak ma większą wiedzę, te bardziej egzotyczne są mu zazwyczaj mniej znane. Rzadko jednak jego wiedza o opi-sywanej rzeczywistości pozajęzykowej pokrywa się całkowicie z wiedzą autora. Stąd wynika konieczność przedsięwzięcia przez czytelnika pewnych działań mających na celu uwspólnienie, przynajmniej do pewnego stopnia, horyzontu wiedzy własnej i autora. Te działania mogą polegać na pewnym wysiłku intelektu lub wyobraźni, uruchomieniu zapomnianych pokładów dawno zgromadzonych informacji, mogą też być świadomym poszukiwaniem niezbędnych danych w różnego typu źródłach.

Ten właśnie wysiłek wychodzenia naprzeciw innej kulturze stanowi, według mnie, pierwszy krok ku spotkaniu z nią i jej użytkownikami. Spotkanie nie musi polegać wyłącznie na bezpośrednim kontakcie z drugą osobą; MSJP (1989: 768) odnotowuje

przecież wyrażenie wyjść na spotkanie kogo lub czego, objaśnione jako „uprzedzić czyjąś działalność, potraktować przychylnie czyje dążenia”.

I ta właśnie życzliwa antycypacja, znajdująca wyraz w różnego rodzaju działa-niach, w moim przekonaniu jest warunkiem komunikacji międzykulturowej, reali-zującej się za pomocą tłumaczonych tekstów literackich. Jest wyjściem naprzeciw nieznanemu, jest rodzajem zaproszenia, wyrazem otwarcia na inną kulturę.

Jeśli przekład uznamy za formę komunikacji międzykulturowej, to tekst należy potraktować jako jeden z ważnych elementów znaczenia, ale nie jedyny. O tym, jak zostanie on zrozumiany, współdecydują inne czynniki – ukryte, ciche lub nieuświa-domione – które nazwiemy kulturowymi, o ile są wspólne dla członków społeczno-ści. Produktem pracy tłumacza jest nowy tekst skonstruowany zgodnie z modelem świata kultury przyjmującej, czytany przez jej właściwe fi ltry percepcyjne. Stąd bie-rze się konieczność negocjowania znaczeń między uczestnikami kultury wyjściowej i docelowej4. Tłumaczenia utworów artystycznych są zatem obszarem, w którym z konieczności dokonuje się spotkanie między dwiema kulturami.

W dokumencie Recepcja przekładów literatury iberoamerykańskiej w Polsce w latach 1945-2005 z perspektywy komunikacji międzykulturowej (Stron 21-25)