Kto stoi przed lustrem?

In document Władysław Panas, Pismo i rana Z pogranicza (Page 71-76)

Kiedy Wat w swoich utworach buduje przestrzeń poetycką, interesuje go nie świat oglądany bezpośrednio, ale ten już raz zarejestrowany za pomocą jakiegoś medium (obrazu malarskiego, fotografii, odbicia w lustrze wody itp.). Gdy zaś patrzy na realność, widzi w niej światy już gdzieś wcześniej „zastygłe”. Świetnym przykładem takiego patrzenia (tu w kontekście dzieł plastycznych) jest obserwacja zamieszczona w Dzienniku bez samogłosek:

Ta nasza przestronna kuchnia w jej francuskim zaniedbaniu ścian, które nie były odnawiane od dziesięcioleci, przypomina w tej chwili rodzajowe ryciny z XIV wieku, a chwilami Wieczerzę w domu rodzeństwa z Magdali Tintoretta (z Pinakoteki w Monachium). Pasjami lubię patrzeć na takie sytuacje, budzi się we mnie i od razu potężnieje poczucie du déjà vu, du déjà vécu169.

Marek Wojdyło zauważył, że „lustro u Wata pełni tę samą funkcję, co malarski obraz:

zatrzymuje czas, łowi i więzi na zawsze to, co w sobie odbija”170. W tekst wiersza Przed weimarskim autoportretem Dürera wpisany jest przede wszystkim tytułowy autoportret, ale oprócz niego autor przywołał tu jeszcze jeden obraz, który niejako stał się dopełnieniem pierwszego. Gdy Wat pisze o nicości, która jest „skłębieniem przerażeń / podnoszącym włosy na głowie praarchaicznej Meduzie”, czyni aluzję do mitu o Perseuszu i Meduzie171, a jednocześnie (a może przede wszystkim) do płótna zatytułowanego Głowa Meduzy, przypisywanego początkowo Leonardo da Vinci, a obecnie nieznanemu malarzowi flamandzkiemu172. Na płótnie tym doskonale widać kłębiące się na głowie bogini węże, zastępujące włosy. U Wata o wężach nie mówi się wprost, ale przeżywany przez bohatera lęk jest do nich porównany. W późniejszej niż mit kulturze judeochrześcijańskiej wąż stał się symbolem demona, „jego mocy i jego zwolenników, [był to] obraz grzechu, podstępu, zepsucia i oszczerstwa”173.

_____________

166 Por. KELLY J. N. D.: Początki doktryny chrześcijańskiej. Mrukówna J. (przeł.), Warszawa 1988, s. 317–321.

167 Por. SZYMONA W.: Wstęp. [W:] Mistrz Eckhart. Kazania. Poznań 1986, s. 54.

168 Cyt. za: FORSTNER D., dz. cyt., s. 442.

169 WAT A.: Dziennik bez samogłosek. Warszawa 1990, s. 125. Z problemem relacji między nieświadomie zapamiętanym obrazem a rzeczywistością próbuje się zmierzyć również kabała, szukając odpowiedzi w mistycznej koncepcji gilgul neszamot (wędrówka dusz). Według mistyków żydowskich część obrazów zapamiętanych przez duszę to skrawki pamięci z poprzednio przeżywanego świata. Por. HALEVI Z’EV BEN SHIMON, dz. cyt., s. 86.

170 WOJDYŁO M.: Malarstwo i kolor w poezji Aleksandra Wata. „Ruch Literacki” 1985, nr 2, s. 122.

171 Według mitologii Meduza to jedna z trzech gorgon (obok Stheno i Euryale), mająca odrażającą powierzchowność: wielkie skrzydła, szpony, zamiast włosów węże. Niegdyś była piękną dziewczyną, lecz bogini Atena ją oszpeciła, rozgniewana tym, że Posejdon uczynił Meduzę matką Pegaza i Chryzaora. Meduza miała moc zamieniać w kamień tego, na kogo spojrzała. Zabił ją Perseusz, a jej głowę Atena umieściła na swojej tarczy. Por. Mała encyklopedia kultury antycznej. Piszczek Z. (red.), Warszawa 1983, s. 292.

172 Motyw głowy Meduzy wykorzystali później w swych obrazach, m.in.: Caravaggio, Rubens i Puget. W XIX w. stał się inspiracją dla Shelley’a, który po obejrzeniu wystawy w Uffizi, poświęcił mu wiersz będący rodzajem romantycznego manifestu estetycznego. Por. KOPALIŃSKI W.: Słownik mitów i tradycji kultury. Warszawa 1987, s. 673.

173 FORSTNER D., dz.cyt., s. 307.Motyw węża (a także smoka lub krokodyla) wyobrażającego demona występuje w

opisie eschatologicznej walki mesjańskiej, obecnym zarówno w chrześcijańskiej Apokalipsie wg św. Jana, jak i w późniejszej kabalistycznej hermeneutyce Natana z Gazy174. W tej optyce mężczyzna z wiersza Wata staje przed lustrem do walki nie tylko ze śmiercią, ale także z samym

demonem (zresztą na autoportrecie Dürera widać na głowie postaci jakby splot włosów mogący kojarzyć się z wężami). Początkowo jest on przerażony. Później jednak, w kontemplacyjnej i pogłębionej konfrontacji z własnym ciałem i jego nagością, czyli prawdą o ludzkiej egzystencji, zaczyna dostrzegać zupełnie nowy aspekt tej sytuacji. Stojąc ze świecą w ręku, używa lustra niczym mityczny Peryseusz w walce z Meduzą – rozpoznaje śmierć i jednocześnie zadaje jej ostateczny cios. Tak oto spotkanie z nią dokonuje w osobie bohatera swoistego przeobrażenia, wyznaczając nowy etap w jego życiu175.

Kto tak naprawdę jest bohaterem wiersza Aleksandra Wata i czyje odbicie ogląda?

Czy jest to wizerunek Dürera – autora weimarskiego dzieła, Wata – autora inspirowanego nim liryku, a może kogoś zupełnie innego – ukrytego, nieznanego?

Pomocna w rozwiązaniu tej zagadki wydaje się ostatnia partia tekstu, w której autor wyraźnie koncentruje swoje zainteresowania wokół osoby odbitej w lustrze. Tożsama z pierwowzorem (człowiekiem przeglądającym się) jest nim samym, bo przecież

„lustra nie ma”. Na pozór są to więc dwie osoby z dwóch różnych przestrzeni i światów, które tak naprawdę stanowią jedno. Ich ciało Wat określa mianem „echa”, słyszącego tylko „głos swój własny”. Człowiek ten poszukuje nadziei dla swojego starczego, obumierającego ciała („A nadzieja?”). Gdzie ją odnajduje? Paradoksalnie jest ona ukryta wewnątrz niego. Wat wskazuje w tym miejscu kilka źródeł topicznych skupiających się wokół nadziei odrodzenia, reinkarnacji czy zmartwychwstania.

Pierwsze związane jest z samym zjawiskiem „echowości”, czyli powtarzalności pewnych tropów, „głosów” w kulturze – wszystko co istnieje jest czyimś (czegoś) odbiciem, mającym swój początek w doskonałym pierwowzorze176. Drugie odwołuje się do mitu o wskrzeszającym się cudownie z popiołu Feniksie, ptaku, który w kręgu starożytnej kultury śródziemnomorskiej był symbolem zmartwychwstania („zawsze z siebie się tylko odradza, Feniks przedziwny”). Trzecie to „wieczna zjawisk partenogeneza” – zapisana w biologii możliwość powstawania nowego organizmu z niezapłodnionej komórki  rozrodczej żeńskiej (dzieworództwo). Czwarte wiąże się wyraźnie z figurą nieokreślonego z imienia ptaka, który funkcjonuje jako atrybut nadziei, bo „odzywa się”, „gdy wszystkie głosy zmilkły, gdy wszystko śpi, / gdy wszystko umarło i wszystkie nadzieje

wygasły”.

W tradycji późnośredniowiecznego malarstwa europejskiego ambicją wielu malarzy stało się wpisanie na sposób aluzyjny we własne portretowane oblicze rysów Mesjasza – Jezusa Chrystusa – nowego stworzenia, zwycięzcy nad śmiercią, nazwanego w Biblii oraz pietystycznej tradycji modlitewnej „odblaskiem chwały Boga samego” (List św. Pawła do Hebrajczyków 1,3), „jasnością” widoczną w zwierciadle ( Drugi List św. Pawła do Koryntian 3,18), „odblaskiem Ojca”, „jasnością światła wiecznego”, „słońcem sprawiedliwości”, „jasnością prawdziwą” ( Litania do

Najświętszego Imienia Jezusa177). Być może stało się tak również w wypadku weimarskiego autoportretu Dürera. Wszak nagi mężczyzna wyłania się z podwójnej perspektywy niczym zmartwychwstały Chrystus stojący u wejścia do własnego grobu. Czy poetyckie wariacje Wata idą tym samym tropem? Bohater jego wiersza przygląda się swojemu odbiciu, lustrując nie tylko własny wizerunek, ale równocześnie jakąś głębię ukrytych w zwierciadle światów, które nakładają się na rzeczywistość realną. Jarosław Borowski pisał, że w liryce Wata po wielekroć mamy do czynienia z „obrotami utożsamień”178z cierpiącym Chrystusem, którego poznawał zarówno w sowieckich więzieniach, jak i w kościele św. Marcina na Piwnej w Warszawie (gdzie jako katechumen przygotowywał się do chrztu), a także identyfikując się z każdym człowiekiem cierpiącym z powodu lęku przed śmiercią.

Jedno jest pewne – Dürer i Wat poprzez opisane powyżej dzieła dodają ludzkości nadziei.

________________

174 Por. PANAS W., dz.cyt., s. 113–115.

175 Także w malarstwie na przestrzeni wieków obserwuje się ewolucję wizerunku Meduzy. W sztuce starożytnej artyści przedstawiali ją jako niewiastę o twarzy ohydnej, odpychającej, ale od mniej więcej 400 r. p.n.e. zaczęto prezentować ją kobietę piękną. Por. KOPALIŃSKI W., dz. cyt., s. 673.

176 Szerzej o tym zjawisku pisał Jacek Trznadel, analizując poezję Arnolda Słuckiego. Por. TRZNADEL J.: Dwie prawdy o Kolchidzie. „Twórczość” 1960, nr 8, s. 94-97.

177 Liturgia godzin. Codzienna modlitwa Ludu Bożego, t. IV. Poznań–Warszawa 1988, s. 1710-1712.

178 BOROWSKI J.: Męczennik własnej konwersji – świadectwo porażonej wiary (o doświadczeniach sacrum w poezji Aleksandra Wata). „Roczniki Humanistyczne” 1991-92, t. 39-40, z. 1, s. 33.

Wygnany z polszczyzny

Anna Kamieńska o Arnoldzie Słuckim i jego poezji*

Arnold Słucki był Annie Kamieńskiej bardzo bliski i jako człowiek, i jako poeta. Stała się od początku wierną czytelniczką wszystkich jego książek, niektóre z nich recenzując179, by ostatecznie przygotować do druku tom jego Wierszy wybranych180. W swoim Notatniku, pod datą 15 listopada 1972 r., zapisała:

Umarł w Berlinie Arnold Słucki. Dopełnił się ten tragiczny los. Umarł w samotności.

Żona odnalazła go w łóżku martwego. Tak wrócił do kraju.

Nie mogę zapomnieć jego oczu pełnych łez, gdy żegnał nas z okna pociągu. Smutne, jasnowidzące oczy. Są w moim ostatnim tomie dwa wiersze o nim: Wygnanie i strofa w wierszu Poeci, którzy umierają181.

To ważna nota biograficzna i bibliograficzna, pomagająca w interpretacji wspomnianych w niej liryków, cytowanych poniżej.

Nigdy ten kraj nie był podobny do raju.

A jednak – i tędy płynęły rzeki

rozwidlone jak proce wiejskich chłopców.

Tędy Huczwa, dziecinny Tygrys i Eufrates, toczyły się przez babilońskie łąki.

W monetach słowiańskich kaczeńców brodził płowy Adam.

Nigdy nie byłeś Adamem.

Choć oczy otwierało to samo pierwsze zdumienie, że świat został właśnie stworzony,

a wszystkie rzeczy jego były bardzo piękne.

Już dawno anioły pochowały w skrzyniach malowanych miecze ogniste.

Twój anioł w kasku z żelaza stanął u bram raju

z maszyną plującą ołowiem.

Wygnany z raju dzieciństwa, gdzie deszczu strzecha, gdzie koza na kołku becząca, podpłomyk sobotni,

matka codziennie słońcu otwiera wrota obórki.

Huczwa błękitna.

Huczwa czerwona.

Spłynęła Huczwą strzecha, koza na powrózku.

Na końcu matka płynęła jak ryba z wyciągniętymi rękoma,

jakby goniła podpłomyk księżyca, co się wymykał.

______________

* Pierwodruk: „Pomiędzy poezją a mądrością”. Nowe interpretacje twórczości Anny Kamieńskiej. Wierzbicki A. M. (red.), Lublin 2008.

179 Por. KAMIEŃSKA A.: Nowy tom Arnolda Słuckiego. „Twórczość” 1958, nr 12, s. 131-133; tejże: Ziemia w płomieniach. „Twórczość” 1975, nr 3, s. 72–76.

180 Por. tejże, Poeta środka wieku (wstęp). [W:] SŁUCKI A.: Poezje wybrane. Warszawa 1982.

181 Tejże, Notatnik 1965-1972. Poznań 1988, s. 287. Chodzi tu prawdopodobnie o strofę trzecią.

Dziewięćkroć wygnany wróciłeś do ziemi ojczystej.

Karabin cięższy od pióra.

Nie. Nigdy ta ziemia nie była podobna do raju.

Słona i krwawa, mogiłami jak morze idąca.

Gdzie rynki wymarłe,

gdzie czerwone szybki synagog, gdzie bratnie mogiły krzyku

w jamach wykopanych z powietrza.

A jeśli znowu pięści pogromu zatłuką o szyby, dalejże, zbieraj się bracie poeto.

Wiąż swoje mity biblijne w węzełek, zwijaj swoje rodały,

swe Szagalewo widmowe, swoje księgi z płomienia, swoje pieśni z westchnienia.

Wołaj niewiastę swoją, niech dąży z tobą.

Wołaj dzieci z popiołów z sierocińca na Gęsiej.

Niech wstają z dymu,

z płaczem niech biegną za tobą.

Tylko się nie oglądaj ty ani niewiasta, bo ziemia obiecana zawsze jest przed nami.

Wygnanie (z tomu Herody, 1972)

I trzecia strofa wiersza drugiego, także z tomu Herody:

[...]

Poeci którzy umierają

z okna pociągu żegnają przyjaciół jasnowidzących oczu

ostrzeżeniem [...]

Poeci, którzy umierają

In document Władysław Panas, Pismo i rana Z pogranicza (Page 71-76)