Tadeusz Zwilnian Grabowski urodził się w Wilnie 8 października 1926 roku. Tam też uczęszczał do szkoły podstawowej i średniej. Podczas studiów polonistycznych na Uniwersytecie Łódzkim był prezesem Koła Polonistów, a w duszpasterstwie akademickim –prezesem Sodalicji Mariańskiej. Był człowiekiem ogromnej wiary i odwagi. Te oraz inne cechy charakteru nie podobały się ówczesnej władzy. Na studiach poznał swoją żonę Leokadię Musiał. Dwanaście dni przed planowanym ślubem, po romantycznym wieczornym spacerze z narzeczoną, został uprowadzony, a następnie aresztowany. Przebywał w różnych zakładach karnych. Ostatnie trzy i pół roku spędził w najcięższym więzieniu politycznym – we Wronkach. Z powodu braku normalnych widzeń, narzeczeni zgodzili się na kontrakt cywilny we wspomnianym zakładzie karnym. 9 stycznia 1953 roku pisarz został zwolniony z aresztu – po odbyciu całego wyroku. 18 stycznia 1953 roku Leokadia i Tadeusz wzięli ślub sakramentalny w kościele. 18 lutego 1954 roku na świat przyszła Ewa, trzy lata później urodziła się autorka niniejszego tekstu. Z powodu wyroku Tadeusz Grabowski nie mógł otrzymać pracy zgodnej ze swoim wykształceniem. Podejmował się więc różnych fizycznych zajęć. Rodzina mieszkała przez 28 lat na Gumieńcach. Tam z siostrą przeżyłyśmy dzieciństwo i młodość. Po zawarciu przez Ewę małżeństwa 3 czerwca 1978 roku i wyprowadzeniu się od nas, mieszkałam sama z rodzicami. Gdy w sierpniu 1980 roku wybuchły strajki, już pracowałam w Książnicy Pomorskiej. Po powstaniu NSZZ Soli-darność poproszono mojego ojca o napisanie tekstu hymnu związku. Muzykę do jego słów skomponował Idzi lzydorek. Pierwsze i jedyne wykonanie pieśni To Solidarność miało miejsce podczas pierwszego zjazdu zachodniopomorskiego odłamu związku, który odbył się 5 czerwca 1981 roku w nieistniejącym już klubie Korab. W czasie Karnawału Solidarności ojciec pisał do regionalnych czasopism związku – „Jedności”

i „Kwadratu”, zarówno pod własnym nazwiskiem, jak i pod pseudonimami. Swoje artykuły zamieszczał też w „Kurierze Szczecińskim”. Po wprowadzeniu stanu wojen-nego 13 grudnia 1981 roku zabrano go na przesłuchanie, podczas którego zapropono-wano mu współpracę. Propozycję tę odrzucił. Z tego powodu w naszym mieszkaniu zainstalowano podsłuch – wtedy mieszkaliśmy już na Osiedlu Książąt Pomorskich.

Szykanowano nas, na przykład podkładając pod drzwi mieszkania zapalone zapałki.

Trwało to do zakończenia stanu wojennego.

A

ARTYKUŁY

Ponieważ ojciec bardzo kochał Wilno i często wracał pamięcią do spędzonych tam lat, postanowił utworzyć stowarzyszenie wileńskich kresowiaków. Przy współpracy paru osób powstało z jego inicjatywy Stowarzyszenie Wilna, Ziemi Wileńskiej, Nowogródz-kiej i Polesia Świteź. Ojciec stworzył też jego logo. Ponadto poproszono go o napisanie hymnu. Wtedy to zgodził się napisać wzruszające słowa Spod znaku Świtezi. Pamiętam, jak operowi śpiewacy uczyli nas – członków i sympatyków stowarzyszenia – wykonania tego przepięknego utworu. Mama z entuzjazmem nagrywała naukę hymnu.

Dzięki współpracy wszystkich członków stowarzyszenia organizowano spotkania kaziukowe oraz kiermasze. Zapraszano na nie zespoły z Kresów, takie jak Wileńszczyzna, Wilia czy Wilniuki, które uświetniały muzycznie i tanecznie uroczystości. Z miłości do Wilna stworzone zostały takie utwory jak na przykład Wilniada, Wilnezje i Święto kozła.

Powstał też wzruszający tomik poezji o wspaniałych wileńskich kościołach, zatytułowany Modlitwa wież. Na przełomie maja i czerwca 1993 roku ojciec postanowił zabrać mnie do swojego „kraju dzieciństwa”. Była to trzytygodniowa wyprawa na Ziemię Wileńską z okazji Wileńskiej Wiosny Poezji. Odwiedziliśmy historyczne miejscowości takie jak Rukojnia, Niemenczyn, Miedniki Królewskie, Troki, Grzegorzewo, a także piękne okolice samego Wilna: Ostrą Bramę, cmentarz na Rossie, Antokol, Górę Trzech Krzyży, Wzgórze Gedymina. W czasie Wileńskiej Wiosny Poezji spotkaliśmy ciekawych ludzi, nie tylko literatów, ale również historyków, bibliotekarzy, a także osoby, które przeżyły wojenną pożogę. Były to wzruszające chwile.

Rodzice lubili podróżować. Najczęściej wyjeżdżali do krajów europejskich, ale byli też w Egipcie i Ziemi Świętej. Po pobycie tam powstał zbiór poezji Całuję tę ziemię.

1 listopada 1988 roku rodzice pojechali na groby polskich oficerów do Katynia. Efektem tej pielgrzymki jest Tryptyk katyński. Dziady katyńskie rodzice wykonali ponad 50 razy w różnych salach, kościołach i domach kultury. W życiu ojca były okresy, w których doceniano jego twórczość oraz działalność. Otrzymywał wtedy medale i odznaczenia.

W latach 1983–1986 rodzice uczęszczali na Szczecińską Wszechnicę Wiedzy Re-ligijnej. Bardzo lubili pogłębiać swoją wiedzę i wiarę. Po zdaniu 32 egzaminów byli dobrze przygotowani do działalności w tej sferze. Mama pracowała już w szczecińskim Wyższym Seminarium Duchownym, a ojciec miał wykłady na temat Pisma Świętego.

Napisał wiele artykułów na ten temat w cyklu Jak czytać Biblię. Wydał też cztery tomiki komentarzy do tej trudnej księgi wiary.

Ojciec miał bardzo szeroką gamę zainteresowań, ale był przede wszystkim literatem.

Wydał ponad 40 pozycji książkowych o różnej tematyce. Pisał poezję i prozę. Miał liczne spotkania, promocje i wykłady w różnych instytucjach, między innymi w Książnicy Po-morskiej. Odbył ponad 2 tys. spotkań z różnych dziedzin wiedzy – socjologii, psychologii pracy oraz literatury polskiej i światowej. Każda promocja jego książki urozmaicona była wierszami o sponsorach z przerywnikami muzycznymi wykonywanymi przez młodzież, która też czytała wybrane przez siebie fragmenty jego twórczości. Ostatni wykład miał miejsce w czwartą niedzielę stycznia 2012 roku na spotkaniu Akcji Katolickiej przy

parafii Miłosierdzia Bożego w Szczecinie na temat Jezus Chrystus krzew winny. Prelek-cję wygłosił na stojąco z pamięci, czasami tylko zaglądając do notatek. Ojciec udzielał również licznych wywiadów Polskiemu Radiu Szczecin i Telewizji Polskiej Szczecin.

Jakby tego było mało, na swoje 80 urodziny sprawił sobie prezent w postaci obronienia doktoratu. Do pracy materiały zbierał 12 lat. Obronił ją celująco. Obszerne fragmenty doktoratu zostały wydane w postaci książki.

Ojciec miał bardzo bogate życie zarówno literackie, jak i podróżnicze. Po zachoro-waniu mamy, zrezygnował z angażowania się w jakiekolwiek przedsięwzięcia. Zajął się towarzyszeniem ukochanej żonie. Jej poświęcał najwięcej czasu.

S

SPRAWOZDANIA Iwona Kolenda, Monika Kwaśniak

Książnica Pomorska w Szczecinie

SPRAWOZDANIE Z DZIAŁALNOŚCI

W dokumencie Bibliotekarz Zachodnio-Pomorski : biuletyn poświęcony sprawom bibliotek i czytelnictwa Pomorza Zachodniego. R.59, 2018 nr 1 (158) (Stron 39-42)