Tożsamość wobec kryzysu idei reprezentacji i utraty przezroczystości przez język

W dokumencie Efekt pasażu (Stron 168-171)

i redefiniowanie tożsamości od modernizmu do ponowoczesności

1. Tożsamość wobec kryzysu idei reprezentacji i utraty przezroczystości przez język

Zachodzące pomiędzy człowiekiem a językiem relacje współzależności są logiczną konsekwencją faktu, że od momentu narodzin, kiedy zaczynamy konstytuować własną podmiotowość oraz tożsamość, „zamieszkujemy”

w języku, który jest naszym (obosiecznym zresztą) schronieniem, na‑

rzędziem i praktyką dyskursywną. Językowa mediacja służy nam przede wszystkim do stworzenia indywidualnego pola immanencji – owego wiel‑

kiego ruchu myśli – „zaludnionego” przez figury wyobrażeniowe i posta‑

cie pojęciowe, stanowiące rekonstrukcję świata widzialnego i naszego w nim miejsca. Są one w istocie wyrazem ufności w systemy symboliczne i aktami obsesyjnej wiary w reprezentację, która zakłada – jak pisze Kri‑

steva – „że za możliwą zostaje uznana pewna odpowiedniość (z pewnością niedoskonała) między znakiem i nie tyle odniesieniem, co niewerbalnym doświadczeniem odniesienia w interakcji z innym”1.

Przystawalność owa nie dotyczy zresztą jedynie jednostki, ale może odnosić się do całej formacji dyskursywnej. Zwraca na to uwagę Foucault, który sytuację takiej ekwiwalencji i adekwatności lokalizuje w konkret‑

nym czasie i przestrzeni. „Aż do końca xvi wieku – pisze Foucault – od‑

wzorowanie było zwornikiem wiedzy kultury zachodniej. Ono kierowało w znacznej mierze egzegezą i interpretacją tekstów, ono organizowało grę symboli, umożliwiało poznanie rzeczy widzialnych i niewidzialnych, rządziło sztuką przedstawienia. Świat zataczał krąg wokół siebie – ziemia powtarzała niebo, twarze odbijały się w gwiazdach, a zioła kryły w łody‑

gach służące ludziom sekrety”2. Niestety, realia naszej rzeczywistości oraz sposób, w jaki doświadczamy świata, sprawiają, że trudno dziś mówić o podobnej ekwiwalencji i to zerwanie komunikuje także Kristeva – „prze‑

paść, która powstaje między podmiotem i obiektami mogącymi znaczyć, tłumaczy się niemożliwością stworzenia znaczącego łańcucha”3

Język, o czym wiemy już od de Saussure’a, jest strukturą arbitralną, autonomiczną i historyczną. Podlega on dynamice kulturowych prze‑

mian, które w epoce późnego oświecenia przyczyniły się do utraty jego domniemanej przezroczystości. W rezultacie dyskurs językowy nabrał nie tylko nieadekwatności, ale też nieprzejrzystości. Proces ten na różnych płaszczyznach dyskursu był już wielokrotnie ujawniany i dekonstruowany.

Dość w tym miejscu przypomnieć klasyczną krytykę prowadzoną przez Marksa, Nietzschego, Freuda i Lacana.

1 J. Kristeva, Czarne słońce, dz. cyt., s. 71.

2 M. Foucault, Słowa i rzeczy, dz. cyt., s. 40.

3 J. Kristeva, Czarne słońce, dz. cyt., s. 57.

efekt pasażu

Spośród autorów współczesnych warto w tym kontekście przypo‑

mnieć dwa ważne głosy – Rolanda Barthes’a i Jacquesa Derridę, którzy utratę przezroczystości przez język lokalizują w określonych realiach społeczno‑kulturowych. Barthes sytuuje ten moment w czasach przej‑

ścia społeczeństwa feudalnego w społeczeństwo mieszczańskie. Wtedy bowiem kształtuje się kapitalizm rynkowy, a wraz z nim ma miejsce se‑

miotyczna konwersja – dobra ziemskie (w tym także złoto) zostają zastą‑

pione przez pieniądz i jego pochodne. Tym oto sposobem dokonuje się w historii przejście od indeksu (oznaki), który ma realne pochodzenie, do znaku, który go nie posiada. Reperkusją tej transformacji jest „nie‑

ograniczony proces równowartości, przedstawiania, którego nic już nie powstrzyma, nie ukierunkuje, nie ustali, nie uświęci. [...] znaki (mone‑

tarne, seksualne) wymknęły się spod kontroli, gdyż w przeciwieństwie do oznak (porządku sensu dawnego społeczeństwa) nie są ufundowane na pierwotnej, nieprzekupnej, nieusuwalnej odmienności swoich skład‑

ników [...] w znaku, na którym opiera się porządek przedstawienia [...]

dwie części – signifié i signifiant – wymieniają się pozycjami w procesie bez końca: to, co kupione, można znów sprzedać, signifié może stać się signifiant, i tak w nieskończoność”4. Do podobnych wniosków dochodzi również Baudrillard, który zaznacza, że „kapitał jako pierwszy, rozwijając się wraz z upływem czasu, zaczął żywić się rozkładem struktury wszelkiej referencji, […] skruszył wszelką idealną strukturę pomiędzy prawdą a fał‑

szem, dobrem a złem, po to, by ustanowić i utwierdzić radykalne prawo ekwiwalencji i wymiany”5.

O ile Barthes i Baudrillard lokalizują ów newralgiczny moment w epo‑

ce wczesnego kształtowania się gospodarki kapitalistycznej, o tyle Derri‑

da wiąże semiotyczne zerwanie ze schyłkiem xix i pierwszą połową xx w., kiedy to m.in. za sprawą Nietzschego, Freuda i Heideggera, a później Lévi‑Straussa, zostały uruchomione „destrukcyjne dyskursy”, które umoż‑

liwiły podważenie wszelkiej filozofii obecności (tożsamości), rozumianej odtąd jako „historia metafor i metonimii”, i w rezultacie zaproponowały nową – poststrukturalistyczną koncepcję znaku. Odtąd zatem wszelka ję‑

zykowa struktura nie jest już obiektem centralnej „obecności”, przy czym wszystko to dzieje się w chwili – jak pisze Derrida – „gdy język zajmu‑

je uniwersalne pole problemowe; […] gdy, wobec nieobecności centrum lub źródła, wszystko staje się dyskursem […], czyli systemem, w którym stojące w centrum, źródłowe lub transcendentalne signifié nie jest ni‑

gdy absolutnie obecne poza pewnym systemem różnic. Ta nieobecność

4 R. Barthes, S/Z, dz. cyt., s. 75‑76.

5 J. Baudrillard, Precesja symulakrów, przeł. S. Królak, [w:] tegoż, Symulakry i symulacja, Sic!, Warszawa 2005, s. 32.

część III Konstytuowanie i redefiniowanie tożsamości

transcendentalnego signifié rozciąga w nieskończoność pole i grę zna‑

czenia”6. Jest to proces rozgrywający się niejako ad infinitum, przy czym zdyslokowane centrum (a zatem de facto jego nieobecność) jest nie‑

obecnością podmiotu i tożsamości, które odtąd w procesie ekwiwalencji i swobodnej wymiany są jedynie symulakrami. Ale nawet one, posiadając świadomość permanentnej gry referentów i dostrzegając autoteliczność języka, mogą zanurzyć się w swą własną palimpsestowość, w – jak pisał Foucault – „enigmatyczną gęstość” języka, ponieważ teraz „nie będzie chodziło o odnalezienie ukrytego w nim wyrazu, lecz o podanie w wąt‑

pliwość słów, których używamy, podważenie gramatycznej fałdy naszych idei, objaśnienie mitów ożywiających nasze słowa i uczynienie słyszalnym owej ciszy, jaką niesie ze sobą każdy dyskurs”7, albowiem – jak poetycko skonstatował litewski poeta, Arvydas Šliogeris – „Cisza jest prawdziwym domem Bytu”8

Każde tożsamościowe przedstawienie pokrywa zatem ciszę niezapo‑

średniczonej rzeczywistości rozgwarem tekstów odbijających inne teksty, jest śladem pracy myśli i motorem znaczenia, ponieważ dla człowieka istnieje tylko „tak‑a‑tak‑opisana rzeczywistość”9. Skanalizowane przez transcendentalne złudzenie, przedstawienie posiada – jak zauważa Dele‑

uze – „wiele form, wynikających z przenikania się czterech, które odpo‑

wiadają w szczególności myśli, postrzeżeniu, Idei i bytowi. Myśl bowiem przykryta jest «obrazem» złożonym z postulatów, które zniekształcają jej funkcjonowanie i genezę”10. To zaś sprawia, że ostatecznie reprezentacja jest czymś niewiarygodnym. Nie ma tu bowiem ścisłej symetrii i odwzo‑

rowania, gdyż – dodajmy za autorem O gramatologii – „przedstawienie zawsze już jest inne niż to, co samo dubluje i re‑prezentuje”11. Stąd można zgodzić się z Derridą, że reprezentacja jest właściwie niereprezentowalna, co wiedzie do konkluzji, iż „nie istnieje reprezentacja reprezentacji” (sensu stricte). W rezultacie tożsamość byłaby jedynie próbą odwzorowania już istniejących wzorów, byłaby czymś, co stwarzamy a nie odkrywamy, by‑

łaby reprezentacją reprezentacji rozumianej tylko i wyłącznie jako projekt ustawicznie ponawianej utopii.

6 J. Derrida, Struktura, znak i gra w dyskursie nauk humanistycznych, dz. cyt., s.

485‑486.

7 M. Foucault, Słowa i rzeczy, dz. cyt., s. 269.

8 A. Šliogeris, 34 pauzy ze zmarłym przyjacielem, przeł. B. i A. Kaleda, „Czas Kultury”, 1998, nr 2, s. 40.

9 R. Rorty, Filozofia a zwierciadło natury, Aletheia, przeł. M. Szczubiałka, Warszawa 1994, s. 335

10 G. Deleuze, Różnica i powtórzenie, dz. cyt., s. 365.

11 J. Derrida, O gramatologii, dz. cyt., s. 380.

efekt pasażu

Idea ta, często opatrywana metaforą gry luster, do której zresztą na‑

wiązuje też Derrida w Psyche, sugeruje, że w reprezentacji jest coś samo‑

zwrotnego, na co zwraca uwagę również Deleuze, kiedy pisze: „Do istoty przedstawienia należy to, że przedstawia ono nie tylko coś, ale także wła‑

sną przedstawieniowość”12. Dostrzeżenie tego aspektu jest bez wątpienia wielkim wyzwaniem w świecie, w którym tożsamość pochłonięta samą sobą i dyferencjacją swych sensów, broni swojego wyobrażeniowego be‑

stiarium niczym ostatniego bastionu sensu.

2. Kreowanie i dyscyplinowanie ciała jako

W dokumencie Efekt pasażu (Stron 168-171)

Outline

Related documents