urodziny misia uszatka

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2017, nr 3 (121) (Stron 79-82)

Zasłużony, nie tylko dla dzieci, Miś Usza-tek w tym roku obchodzi swoje sześćdzie-sięciolecie. Jest już więc dorosłym niedź-wiedziem! Ta bardzo ważna i pełna uroku kreacja polskiej odmiany Kubusia Puchat-ka niewątpliwie zasługuje na przypomnie-nie, zwłaszcza że postać Czesława Jan-czarskiego z wolna ulega zapomnieniu.

A przecież była to postać wybitna, wielo-rako obecna w polskiej kulturze dziecięcej.

Uszatek firmował bowiem winietę czasopi-sma dla najmłodszych – „Misia”, był boha-terem cyklu książkowego i Dobranocki z za-partym tchem oglądanej przez co najmniej dwa pokolenia polskich dzieci.

Niedźwiadek z „klapniętym uszkiem”

miał aż dwóch ojców. Co niemożliwe w na-turze, może wydarzyć się w literaturze. Cze-sław Janczarski stworzył w swej wyobraź-ni postać puszystego, mięciutkiego, tro-chę naiwnego, a jednocześnie dość zarad-nego misia i gromadki jego przyjaciół. Miś posiadał wszystkie cechy małego dziec-ka, ale można się było od niego sporo na-uczyć, zwłaszcza budowania zgody i orga-nizowania świetnej zabawy, a więc przycią-gał uwagę małego czytelnika, który mógł się z nim utożsamić, ale też zobaczyć jak w zwierciadle własne „problemy” i często się uśmiechnąć.

Natomiast drugi „ojciec” – to Zbigniew Rychlicki, grafik, ilustrator i twórca plaka-tów, który otrzymał w 1982 roku tzw.

Małe-go Nobla, czyli nagrodę im. Hansa Christiana Andersena. On to wyczarował postać Misia Uszatka, co wcale nie było łatwe, bo zbioro-wa wyobraźnia była już zaludniona różnymi misiami, z najważniejszym z nich – Kubu-siem Puchatkiem na czele. Były też wcześniej inne polskie Misie, jak Bohaterski Miś Broni-sławy Ostrowskiej, towarzyszący w plecaku polskim legionistom. I był Czarny Nosek Jani-ny Porazińskiej, niedźwiadek, który prowa-dził własny pamiętnik. Można by jeszcze wy-mieniać dorosłe niedźwiedzie literackie, jak Turul – władca puszczy, Baśka Murmańska czy dzielny miś Wojtek, wędrujący z żołnie-rzami gen. Andersa. Te wszystkie niedźwie-dzie i niedźwiadki, tworzące polską rodzinę misiów, nie stanowią jednak konkurencji dla Uszatka, który jest kreacją osobną.

Niezapomniany Jerzy Cieślikowski, za-stanawiając się nad fenomenem misia – uprzywilejowanego mieszkańca dziecin-nego pokoju – napisał: Miś stał się zabaw-ką uniwersalną, a nawet przede wszystkim zabawką chłopców. Misiem się bawiło i szło się z nim spać, był bowiem substytutem ży-wego zwierzaka. On nie był „człowiekiem”

i nie udawał „człowieka”. Pozostawał zwie-rzęciem, był partnerem zabawy. Był nie „po-dobny” do człowieka, ale był „taki sam”. Tra-fiał w instynktowne odczuwanie dziecka, potwierdzone już współcześnie przez na-ukowe teorie, że zwierzęta zachowują się i przeżywają nie „jak ludzie”, ale „tak samo jak ludzie”.I taki jest Miś Uszatek, ma swoje to-warzystwo (dzieci i zwierzaki), widzimy go w domu, w ogródku, w lesie, w przedszko-lu i wieczorem w łóżeczku, gdy grzecznie usypia w kolorowej piżamce. Uszatek jest gotowy do zabawy i do pracy. Bywa rado-sny, zaciekawiony, smutny i pełen niepokoju i w ogóle się nie starzeje, więc nieustan-nie trafia do dziecięcej wyobraźni i uczu-ciowości.

Dlatego na jubileusz Misia Uszatka

„Nasza Księgarnia” przygotowała staran-ne, piękne wydanie książki w dużym for-macie (26 cm x 20 cm), na wysokiej jakości papierze kremowym (Lux Carem), z wyra-ziście kontrastującym drukiem i w twardej okładce, zawierające trzy najpopularniej-sze tomy przygód. Opowieść o przygodach niedźwiadka z klapniętym uszkiem, znako-mitym, kompetentnym i wszechstronnym wstępem poprzedziła Małgorzata Strękow-ska-Zaremba, autorka niezapomnianej Abe-celki i ducha Bursztynowego Domu oraz lau-reatka Ogólnopolskiej Nagrody im. Korne-la Makuszyńskiego.

Ona też przypomniała „najgroźniejszą”

przygodę Uszatka, gdy w latach stanu

wo-jennego pokazywał, jak się robi drukarkę ze szpulki lub ziemniaka. Autorem ilustracji był Bohdan Butenko. Był to numer 4. z roku 1982 i jak informuje Strękowska-Zaremba – na-tychmiast został wykupiony z kiosków.

Miś Uszatek wszedł już do klasyki litera-tury dziecięcej. Dobrze więc, że współcze-sne pokolenie przedszkolaków otrzymuje nowe wydanie książki, dzięki której przeży-je nieprzeży-jedno wzruszenie i nieprzeży-jedną radość.

Natomiast czytający im rodzice cofną się w czas swego dzieciństwa i przez chwilę od-zyskają dar dziecięcego wzruszenia i spon-tanicznej radości.

Cz. Janczarski, Miś Uszatek. Il. Zbigniew Rychlicki.

Wydawnictwo „Nasza Księgarnia”, Warszawa 2017.

Joanna Wilmowska

tajemnice

Bardzo dużo jest obecnie na rynku te-go typu publikacji i rodzice oraz ich pocie-chy mają w czym wybierać. Eleonora Bar-sotti dodaje dzieciom kolejny zestaw gra-ficznych wyszukiwanek zatytułowany Co tu się kryje. Przewodnikiem po tym picture booku będzie sympatyczny mały miś Fra-nek, postać, która dość dobrze odnajdu-je się na przesadnie zatłoczonych ulicach.

Miś Franek jeździ sobie na hulajnodze i nie może się doczekać kolejnych atrakcji. Trafia między innymi na targ, na plac budowy, do parku, na dworzec kolejowy, nad morze, do cyrku czy do supermarketu. Może nie każde z tych miejsc wiąże się z wymarzonym tere-nem do zabaw, ale każde jest bardzo zatło-czone. To idealne miejsca na poszukiwania, a o to przecież chodzi w książeczce.

Miś Franek w każdym miejscu ma do wykonania zadanie polegające na

znale-zieniu potrzebnych akurat przedmiotów.

Przedmioty te zostały wyliczone i przed-stawione na małych rysuneczkach na dol-nym pasku – ich listę można dowolnie wy-dłużać, jeśli w grę zaangażują się rodzice czy koledzy. To nie lada test na spostrzegaw-czość, poszukiwane przedmioty to zwykle raczej drobiazgi, a na każdym obrazku po-jawia się mnóstwo postaci w ruchu i mniej lub bardziej niepotrzebnych rzeczy. Bywa, że nieoczywistych (wazon i papier toatowy na placu budowy?). Wszędzie coś le-ży, każda postać zajmuje się czymś innym i używa innych przedmiotów. Kiedy dziec-ko znudzi się zabawą w wyszukiwanie, bę-dzie mogło przejść do snucia narracji. Opo-wiadanie, co widzi na rysunku, stanie się in-ną rozrywką. Pozwoli też zwrócić uwagę na oryginalnych bohaterów.

Bo bohaterami są tutaj zwierzęta. Bar-dzo różne, często egzotyczne, zestawiane ze sobą na prawach bajki i zachowujące się jak ludzie. Dzieci mogą prześledzić na przykład tylko zabawy jeży, papug czy żab. Za każ-dym razem będą się dobrze bawić, bo ak-cji jest tu mnóstwo. Niektóre postacie ma-ją ciekawe zabawki, inne właśnie się prze-wróciły, coś zgubiły lub są zajęte codzien-nymi sprawami. Można razem z dzieckiem zastanawiać się nad ich motywacjami czy planami albo porównywać scenki do sytu-acji ze spaceru. Można porozmawiać o emo-cjach, chociaż w tej kwestii autorka mocno upraszcza sprawę: tu wszyscy są zadowole-ni, zachwycezadowole-ni, szczęśliwi, radośni albo przy-najmniej rozbawieni. Uśmiechnięte pyszcz-ki i zmrużone oczy to najlepszy dowód, że tu tłok nikomu nie przeszkadza. Atmosfe-ra zachęca do poznawania rysunków bar-dzo dokładnie.

Eleonora Barsotti rezygnuje z przed-stawiania szczegółów tła, ale za to upycha

w jednym planie tyle, ile się tylko zmieści.

Każdą przestrzeń i każdy większy temat dzieli: pociąg może zaistnieć przez to, że widać przedziały i pasażerów wsiadających przez otwarte drzwi, nie ma tu nigdy central-nego i najważniejszego punktu, do którego podąży automatycznie wzrokiem dziecko.

Ważne jest raczej to, co się akurat zauważy.

Barsotti proponuje grafiki komputerowe, jej postacie przypominają słodką kresków-kę. W potęgowaniu chaosu pomaga również mnogość kolorów, Barsotti nie zamierza się w tym względzie ograniczać, co więcej, na-wet na rękę jej komplikowanie ilustracji. Ma się wrażenie, że chętnie dodałaby następne elementy, gdyby tylko zostało miejsce.

Można tomik Co tu się kryje potrakto-wać jako testowanie uważności i spostrze-gawczości dziecka, zabawę w wyszukiwa-nie określonych składników lub w liczewyszukiwa-nie, można poćwiczyć tu sztukę opowiadania.

Na końcu znajduje się klucz odpowiedzi, że-by rodzice nie musieli się trudzić

wyszuki-waniem przedmiotów (notabene obecność ich nazw w tomiku posłuży też do rozwija-nia słownictwa dziecka). Barsotti odwołuje się do popularnej dzisiaj rozrywki dla naj-młodszych, a przyjemnymi i przypominają-cymi postacie z kreskówek bohaterami za-chęca do wysiłku.

E. Barsotti, Co tu się kryje, przeł. zbiorowe, Wydaw-nictwo Debit, Bielsko-Biała 2016.

Lucyna Sadzikowska

W dokumencie Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2017, nr 3 (121) (Stron 79-82)