wPŁyw TRAUmy nA PSyCHIkĘ. PSyCHoTERAPIA oFIARy*

W dokumencie Annales Academiae Medicae Stetinensis = Roczniki Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. 2011, Sympozja 1 (Stron 108-122)

* Praca pod kierunkiem prof. dr. hab. n. med. Jerzego Samochowca

Napisano na ten temat już wiele mądrych tomów. I bar-dzo dobrze, bo wszystko, co związane jest z człowiekiem i jego złożonym sposobem przeżywania świata jest bardzo ważne – może tylko teraz chciałoby się jeszcze więcej innego spojrzenia na ujęcie wpływu traumy i sposobów powrotu do zdrowia po jej przeżyciu – poprzez wzrost zbiorowej świadomości co do jej poważnych, długoterminowych kon-sekwencji oraz sposobów wyjścia z niej.

Niniejsze opracowanie, ze względu na jego krótką formę, jest tylko niewielką cząstką dotyczącą tego tematu i w pewien sposób niestety spłyceniem tego tak ważnego dyskursu, a omawiany temat znajduje obecnie głęboki i poruszający wydźwięk w mojej pracy terapeutycznej.

Pozycja psychoterapeuty i kognitywisty, ale i kiedyś – ofiary określa charakter zawartych tu przeze mnie treści.

Bo mnóstwo ludzi nosi ślady obrażeń, którymi nie zajęto się w porę, z niewiedzy lub przez zaniedbanie. Moim celem jest pokazanie choćby cząstki przeżyć i dramatu ofiar; tego, co dzieje się z ich umysłem, ciałem, duchem – w wyniku bezwzględnego okrucieństwa drugiego człowieka wobec nich. Bo natura naszych myśli prowadzi tak do przeszło-ści, jak i przyszłoprzeszło-ści, do stojącego poza czasem naszego umysłu. Nie musi być naznaczenia traumą na całe życie człowieka. Życie „po” jest możliwe. Uwolniony od prze-szkód, od traumatycznych wspomnień, mózg zdolny jest wtedy do zadziwiających dokonań… Ofiara, która osiągnęła

poczucie wspólnoty z innymi może odpocząć po ciężkiej pracy i powrócić do normalności. Przed sobą ma teraz po prostu zwyczajne, ciekawe życie…

Praca ta ma również kontekst osobisty; dedykuję ją moim Ukochanym Dzieciom i tym wszystkim Wspania-łym Ludziom, którzy potrafią (i tym, którzy też chcieliby) uwierzyć w drugiego człowieka, spojrzeć w niego, zrozu-mieć jego smutek, z życzliwością podać mu rękę… wie-rzyć i ufać…

Zrozumienie traumy jest poza zasięgiem rozumu i naszej – ludzkiej wyobraźni, bo traumatyczne wydarze-nia wykraczają poza zwykły porządek społeczny; porządek rzeczy, który daje ludziom poczucie sensu, bezpieczeństwa, związku z innymi, kontroli, przekraczają one zwykle też nasze zdolności przystosowawcze. Zmuszają też często człowieka do konfrontacji z poczuciem skrajnej rozpaczy, bezradności i przerażenia, wywołując jednocześnie jego dramatyczne reakcje. Jeśli sprawcą ich jest człowiek, należy je nazwać zbrodnią, bo trauma – to gwałt zadany nie tylko systemowi nerwowemu, co samemu „ja”. Czyli naszej istocie.

Wszystko, co widzimy, pozostawia w nas ślady. Wszystko, czego doznajemy, pozostawia w nas ślady. Traumatyczne zdarzenia należące do historii ludzkości zapisują się bowiem w pamięci narodów, grup społecznych czy ras i przeno-szone są na następne pokolenia przez np. historię, literaturę, systemy prawne. Zdarzenie jest potencjalnie traumatyczne,

Dobrze z dzieciństwa pamiętam ten lęk.

Omijałam kałuże, zwłaszcza te świeże, po deszczu.

Któraś z nich przecież mogła nie mieć dna, choć wyglądała jak inne.

Stąpnę i nagle zapadnę się cała, zacznę wzlatywać w dół, W kierunku chmur odbitych, a może i dalej.

Potem kałuża wyschnie, zamknie się nade mną, A ja na zawsze zatrzaśnięta – gdzie – Z niedoniesionym na powierzchnię krzykiem.

Dopiero później przyszło zrozumienie:

Nie wszystkie złe przygody Mieszczą się w regułach świata I nawet gdyby chciały, Nie mogą się zdarzyć.

Wisława Szymborska, Chwila

jeśli jest postrzegane (świadomie lub nieświadomie) jako zagrażające życiu. Bauer (2008) tak to wyraża: Obrazy i doznania traumy są kodowane w postaci wzorców neu-ronalnych wchodzących następnie do repertuaru naszych wyobrażeń (…) i puli osobistych obrazów. Freud wyobra-żał sobie traumę, jako wyłom w barierze bezpieczeństwa, chroniącej przez (nad) stymulacją, prowadzący do uczucia przytłaczającej bezbronności. Wielu naukowców, w tym Strelau (2009), uważa, że coraz częściej trauma diagnozo-wana jest nie jako „obiektywnie” dramatyczne wydarzenie, ale jako przerażające doświadczenie życiowe, konfrontu-jące człowieka z uczuciem strachu, bezradności, horroru.

To mocne i bardzo trafne określenia dla dramatu ofiar prze-żywających w ten sposób jakąś ważną cząstkę swojego życia.

Hans Selye – pierwszy badacz wpływu stresu na człowieka w latach 60. ubiegłego wieku – na określenie sytuacji stre-sowej użył terminu general adaptation syndrome.

Trauma jest powszechnie kojarzona z wydarzeniami takimi jak wojna, ekstremalne nadużycia fizyczne, emocjo-nalne i seksualne, śmierć osób najbliższych, wypadki powo-dujące okaleczenia lub katastrofy naturalne. Innym źródłem bardzo silnych przeżyć traumatycznych są akcje terrory-styczne, w których często giną dziesiątki ofiar, a przyczyny zdarzenia i intencje sprawców są dla nas niepojęte. Goleman (2003) tak pisze o przemocy: Najtrudniejszy jest pierwszy raz (…) jeśli raz przekroczy się tę granicę, to za każdym następnym razem przychodzi to coraz łatwiej. Okazuje się, iż traumą może być również doznany w życiu dorosłego człowieka „zwykły”, „marginalny” uraz, np. uszkodzenie mięśni nerwów i nogi (którego doznał Oliver Sacks podczas swojej wyprawy). kiedy Sacks podzielił się swoimi bardzo emocjonalnymi odczuciami z łurią (który był zwolenni-kiem tzw.„pogłębionej” medycyny), związanymi z przeby-tym indywidualnym doświadczeniem urazu i zdarzeniem neurologicznym podobnym do opisywanego przez łurię w książce „Świat utracony i odzyskany” i w jego innych neurografiach, ten odpisał mu w jednym ze swoich listów:

Odkrywa Pan całkowicie nowe obszary… Proszę opubliko-wać swoje informacje. Zmieni to, być może, „weterynaryjne”

podejście do zaburzeń nerwów obwodowych, co sprawi, że medycyna stanie się bardziej humanitarna.

Sacks pisze o swoim przeżyciu dość dramatycznie: … Co się ze mną dzieje? Nie potrafię próbować, chcieć, myśleć, przypominać sobie. (…) przede mną otwierała się otchłań…

To, że mięsień był porażony, „głuchy”, że jego puls zamarł,

„serce” stanęło, że był jednym słowem martwy… nie miało prawie znaczenia wobec tego, co zaczynałem dostrzegać dopiero teraz. (…) Co zrazu sprawiało wrażenie zaledwie miejscowego urazu, jawiło się teraz w zupełnie innym, napa-wającym lękiem świetle, jako uraz pamięci, myślenia, woli – patologiczna zmiana nie w mięśniu, lecz we mnie samym…

emocje to zjawisko elektrochemiczne, a nasz ból emocjo-nalny zakodowany jest dużo głębiej niż ból fizyczny. Dzięki systemowi nerwowemu mają one możliwość przemiesz-czania się w organizmie człowieka – to część elektryczna i kontrola jest tu tylko podświadoma. Drugą, ważniejszą

częścią emocji jest ich chemiczna natura i ta właściwość umożliwia im gromadzenie się, zamiast znikać w niedługim czasie od ich doświadczenia. Zaburzenia nastroju są odpo-wiedzialne za nieopisane cierpienia ofiary, pojawiające się w postaci depresji, bezsenności, lęku, alienacji. koch (2008) słusznie przy tym zauważa, iż nastrój i nasze emocje decy-dują o tym, jak radzimy sobie w życiu i w jakich barwach widzimy świat. Max Urchs (2009) – odnosząc się do świata naszych emocji – uważa, że: Mózg i reszta ciała ściśle współpracują przy powstawaniu emocji (…) Rola emocji w inteligentnym ludzkim zachowaniu jest niezaprzeczalna (…) emocjami zainteresowała się również nauka kogni-tywna. A tak na temat wpływu emocji na nas wypowiada się Ornish (1998): Umysł, emocje nie kończą się u pod-stawy czaszki (…) wpływają na nas nawet na poziomie komórkowym, a także kierują każdym systemem w ciele (…) splecione są ze wszystkimi aspektami fizjologii. Emocje powstają jako pole, które płynie przez nas całych, przez mózg, gruczoły, system odpornościowy, serce, jelita, tworząc pełną sieć informacyjną; nie są zamknięte tylko w mózgu.

Zimbardo (1999) wskazuje, że we wszystkich złożonych emocjach istotną rolę odgrywa kora mózgowa za pośred-nictwem swych wewnętrznych sieci neuronalnych i połą-czeń z innymi częściami ciała. emmet Fox w „kazaniu na górze” mówi o naszym głębokim przeżywaniu traumy, że to bez znaczenia, jak głęboko w nas tkwi troska, jak bez-nadziejne są perspektywy, jak bardzo splątany jest węzeł, jak wielka pomyłka… Gdybyś tylko mógł wystarczająco kochać, byłbyś najszczęśliwszym i najpotężniejszym stworzeniem na świecie. A Louann Brizendine (2006) dodaje: Spróbuj zatem na chwilę wyobrazić sobie mapę, na której przed-stawiono obszary mózgu powiązane z emocjami. A raczej dwie mapy – mózgu męskiego i kobiecego (…) u mężczyzn szlaki łączące te obszary wyglądają jak wąskie, wiejskie drogi, u kobiety – jak wielopasmowe autostrady.

Badania nad urazem psychicznym mają swoją szcze-gólną i ciekawą historię – historię cyklicznej amnezji – gdzie okresy aktywności badań przeplatały się z okresami zapo-mnienia. W ubiegłym stuleciu kilkakrotnie podejmowano badania, które szły podobnym torem, a potem zupełnie nagle, nie wiadomo dlaczego, porzucano je, po czym po latach wracano do tych samych wniosków. Temat ten zresztą wciąż prowokował zaciekłe spory, a poszukiwania w tej dziedzinie zawsze prowadziły na tereny niebezpieczne dla sumienia, ocierając się np. o fundamentalne kwestie wiary. W ciągu ostatnich stu lat do publicznej świadomości dochodziły róż-nego rodzaju urazy psychiczne; za każdym razem badania w tej dziedzinie rozkwitały w związku z jakimś aktual-nym ruchem polityczaktual-nym. Jako pierwszy, w republikańskiej atmosferze antyklerykalnej Francji końca XIX w., wyłonił się problem histerii, archetypowo kobiecego zaburzenia psychicznego. W drugiej kolejności pojawiła się nerwica frontowa czy wojenna, a polityczne tło zjawiska stanowiło załamanie kultu wojny oraz rozwój ruchów antywojennych;

żołnierze wystawieni na ciągłe niebezpieczeństwo załamy-wali się, krzyczeli i nie mogli opanować szlochu, zastygali

jak sparaliżowani i nie mogli się poruszyć, odbierało im mowę i nie reagowali na bodźce, tracili pamięć i zdolność do odczuwania emocji. Uświadomiono sobie wtedy, iż zabu-rzenia psychiczne pozostają w prostej zależności od wielko-ści niebezpieczeństwa, a pobyt na froncie pozostawia w umy-śle (czyli też w mózgu) człowieka, trwały ślad i zmienia go radykalnie. W 1980 r. syndrom pourazowych zaburzeń psychicznych po raz pierwszy potraktowano jako „praw-dziwą” jednostkę chorobową. Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne włączyło wtedy bowiem do oficjalnego pod-ręcznika diagnostycznego nową kategorię, zwaną poura-zowym zespołem stresu (post -traumatic stress disorder).

U ludzi, którzy przez długi czas wystawieni byli na długo-trwałe intencjonalne krzywdzenie występuje postępująca postać stresu, która podkopuje i niszczy ich osobowość – jest to zespół stresu chronicznego (chronic stress syndrome).

Zgadzamy się wszyscy bez wyjątku ze stwierdzeniem Ire-neusza kojdera (2005), że: Następstwa psychosomatyczne negatywnego stresu znane są w medycynie od dawna, włącz-nie z efektem śmiertelnym. Wystarczy tu wymienić choroby krążenia, przewodu pokarmowego, zwiększenie dynamiki chorób nowotworowych. Osoba cierpiąca na stres pourazowy najbardziej boi się, że okropny moment może się powtó-rzyć; ludzie doświadczający chronicznego stresu są bez przerwy spięci, niespokojni, narzekają na uporczywe bóle głowy, zaburzenia żołądkowo -jelitowe i innych narządów wewnętrznych, ciągłe bóle pleców lub miednicy, zaburze-nia snu itd. Ofiary skarżą się też na dreszcze, duszności, przyspieszone bicie serca oraz wiele innych dolegliwości somatycznych. Nieustanna nadpobudliwość i objawy wtar-gnięcia mieszają się z wegetatywnymi objawami depresji i powodują tzw. triadę pourazową, na którą składają się bez-senność, koszmary i zaburzenia psychosomatyczne. Obecne są przy tym silne lęki. Jerzy Samochowiec (2004) dodaje, iż niektóre z tych objawów konwertują, a przemieszczone – przyjmują postać obsesji lub kompulsji.

Jako trzeci dotarł do świadomości publicznej problem urazu spowodowanego przemocą seksualną i rodzinną.

To właśnie dzięki stworzeniu pewnej uprzywilejowanej prze-strzeni społecznej kobiety były w stanie pokonać barierę zaprzeczenia, tajemnicy i wstydu, upokorzenia i upodlenia, która przez wiele lat powstrzymywała je bardzo skutecz-nie przed nazwaskutecz-niem wprost wyrządzonych im krzywd.

W latach 70. ubiegłego wieku ruch Women’s Movement wskazał, iż skutki przemocy domowej i gwałtów też są trau-matyczne. Od tego czasu badania nad traumą zostały pod-jęte w wielu dyscyplinach naukowych, zarówno z dziedzin nauk społecznych, jak i biologicznych. Aktualne badania naukowe wskazują na ścisły związek przyczynowy mię-dzy traumą a patologią mózgu. Im wcześniej dochodziło do maltretowania i im większe było jego natężenie, tym więcej osób badanych wykazywało symptomy osobowo-ści pogranicza (borderline personality disorder) – zabu-rzenia na pograniczu psychozy i nerwicy. Judith Lewis Herman (1998) zauważa, iż związek pomiędzy objawami osobowości pogranicza a historią dziecięcego urazu został

obecnie potwierdzony przez wiele badań; uważa, że zabu-rzenie to jest szczególną postacią zespołu stresu pourazo-wego. Borderline mocno wpływa na osobowość człowieka, dezorganizuje jego życie, powoduje, że staje się ono pełne chaosu, nadwrażliwości, niepokoju, skrajności, nadmier-nych emocji bądź ich całkowitego braku, rozczarowań, panicznego strachu przed bliskimi relacjami i bliskością, opuszczeniem, działań impulsywnych, aktów autoagresji, za sprawą których ofiara chce powstrzymać wewnętrzny, psychiczny dręczący ją ból. Goldstein (2003) stwierdza, iż w pracy z pacjentami cierpiącymi na zaburzenia z pogra-nicza istnieje wiele przypadków, w których leczenie układu rodzinnego, np. w terapii systemowej, jest niezbędne do suk-cesu terapeutycznego.

John Cleese, aktor i komik, traktowany przez Brytyjczy-ków jako dobro narodowe i powód do dumy, jeden z twór-ców i wykonawtwór-ców słynnego Monty Pythona, mówi: Teraz uważam za zupełnie oczywiste, że większość naszych cech i postaw wywodzi się z doświadczeń i relacji zachodzą-cych w rodzinie, w której się wychowaliśmy (Skynner, Cle-ese, 1992). Notabene, doświadczył bardzo traumatycznego dzieciństwa, które przejmująco opisuje. W ujęciu yapko (1996): Środowisko, w którym wzrasta jednostka w głów-nej mierze warunkuje charakter jej doświadczeń, a także system wartości i sposób patrzenia na świat. Chodzi tutaj przede wszystkim o środowisko rodzinne; bez patologii, bo takie przecież krzywdzi najbardziej. Charakter naszej więzi z rodzicem jest pierwowzorem na całe życie człowieka, tworzy bowiem matrycę dla wszystkich przyszłych relacji i przywiązań. Za Platonem powtórzę, że dzieci to goście, którzy pytają o drogę.

Dzieci krzywdzone – zaniedbywane, maltretowane, wykorzystywane seksualnie – myślą o sobie źle. Jak są doro-śli, myślą tak samo. Nie potrafią bronić się przed atakami, agresją, chamstwem i bezdusznością, wykorzystywaniem – również będąc dorosłymi ludźmi. Silny stres, doświad-czenie zaniedbania, znęcania, maltretowania, doświadcze-nia gwałtu i wykorzystywadoświadcze-nia seksualnego z dzieciństwa

„programuje” człowieka, często podświadomie, na zada-wanie sobie bólu psychicznego i fizycznego. Objawy, jakie występują u dzieci w wyniku doświadczania traumy, mogą być różnorodne – w zależności od charakteru, częstotli-wości, schematu i nasilenia, np. przemocy, stylu adapta-cyjnego dziecka oraz obecności elementów łagodzących, takich jak wspierający, stabilny, bezpieczny dom. Dziecko bowiem nie ma zdolności do introspekcji i akceptuje rze-czywistość wokół bez kwestionowania; nie mogąc jej nie-zależnie ocenić, bezrefleksyjnie postępuje zgodnie z jej przebiegiem. Po doświadczeniu traumy może stać się lękliwe, agresywne, hiperaktywne, wycofane, może mieć też problemy z moczeniem nocnym; często ma też kosz-mary senne, bóle głowy, brzucha, zwiększone napięcie mięśniowe, podwyższoną temperaturę, nasiloną reakcję przestrachu, głębokie zaburzenia snu, nieprawidłowości w regulacji sercowo -naczyniowej. Swoje napięcie, bezsil-ność, redukuje atakiem i agresją na innych ludzi, bywa,

że często na swoje własne ciało, chcąc zagłuszyć w sobie głęboki, nieustanny ból psychiczny. Dziecko wychowywane w takiej dysfunkcjonalnej rodzinie jest też w jakimś stopniu duchowo upośledzone i traci poczucie ja. Często brak tam troski, łagodności, wsparcia, które dałyby mu możliwość wyrażenia swoich bolesnych uczuć. W jego psychice utrwa-lają się wtedy podziały i rozszczepienia oddzieutrwa-lające myśli, emocje, potrzeby, postawy wobec innych i wobec samego siebie; wyodrębniają się i odizolowują różne podsystemy osobowości lub „części własnej osoby”, dezintegrując w ten sposób funkcjonowanie jednostki. Dziedzictwo rodzinne wyznacza niestety długi i zasługi.

Helena Sęk (2008) uważa też, iż wczesnodziecięce doświadczenia jednostki (…) konstytuują określoną orga-nizację libido, będącą indywidualnym wzorcem poszukiwa-nia przez osobę miłości, a Maria Beisert (2004) znakomicie oddaje klimat tematu, mówiąc, iż kontakt z problematyką, która dotyczy krzywdy dziecka, zaniedbania obowiązków rodzicielskich czy wykorzystywania jego bezbronności, wyzwala potężny ładunek emocjonalny: Ofiarom należy się współczucie i wsparcie, a także to, czego potrzebują najbardziej – mądrej i dostosowanej do ich urazu pomocy.

Bo z różnego rodzaju zaniedbań w dzieciństwie wynikają bardzo poważne problemy rozwojowe – trudności językowe, opóźnienia ruchowe, impulsywność, dezorganizacja więzi, dysforia, pobudzenie, deficyty uwagi i koncentracji, oraz wiele innych; bo mózg nie rozwija się w takich warunkach prawidłowo.

Rację ma też katarzyna Schier (2005), która twierdzi, iż osoby, które przeżyły uraz psychiczny, a zwłaszcza uraz w relacji z najbliższymi, niejednokrotnie nie dopuszczają do świadomości uczuć mogących wywołać wspomnie-nie traumy, co często prowadzi do organizowania swego życia wokół, z jednej strony zaprzeczania rzeczywistości zewnętrznej, a z drugiej – unikania zaangażowania emo-cjonalnego.

Trauma wczesnych nadużyć i zaniedbania upośledza potencjał systemu rodzinnego, grup społecznych, właściwie całej ludzkości. Lewis i Haviland -Jones (2005) twierdzą, iż trauma prowadzi do wstydu za pośrednictwem atrybu-cji poznawczych, związanych z molestowaniem, natomiast wstyd prowadzi do gorszego przystosowania, a Finkelhor uznaje doznanie wykorzystania seksualnego w dzieciń-stwie za wydarzenie wykraczające poza zakres wydarzeń wpisanych w rozwój człowieka. …Dzieci nie są Waszą wła-snością, są synami i córkami tęsknoty Żywota za własnym spełnieniem… (khalil Gibran).

W wyniku traumy pojawiają się też poważne zaburzenia nastroju i są one odpowiedzialne za ogromne cierpienia ofiar z powodu występujących objawów. Doświadczany przez nas stan emocjonalny może prowadzić do trwałych zmian całego ośrodkowego układu nerwowego; stres bowiem nie tylko wpływa na zmianę neuroprzekaźnictwa w obrębie cen-tralnego układu nerwowego, ale także poprzez różnorodne mechanizmy neuroendokrynne i immunologiczne prowa-dzi do trwałych zmian jego struktury i rozwoju zaburzeń

psychicznych, a szczególnie psychoz. Niehoff (2001) przy tym wyraża pogląd, że uraz psychiczny jest krańcową formą stresu. Intensywność przeżywanych emocji oraz charakter reakcji w konfrontacji z traumą wpływa również na dokład-ność zapisu pamięciowego. Podkreśla się odmiendokład-ność kodo-wania i odtwarzania traumy od tzw. zwykłych przeżyć.

Tym, co odróżnia pamięć traumy, jest fragmentaryczność reprezentacji, brak umiejscowienia w czasie i brak powiąza-nia poszczególnych elementów w spójną narracyjną postać.

Dominuje tutaj zapis opierający się o kodowanie zmysłowe, stąd odtwarzanie w postaci przebłysków nagłego, intru-zywnego nawrotu wspomnień sytuacji traumatycznej (tzw.

flashblacks). Nasz mózg przechowuje urazowe zdarzenia w pamięci poznawczej, pamięci motorycznej, pamięci emo-cjonalnej i pamięci stanu, a lęk może osłabiać lub wzmacniać te wspomnienia. Według Rachmana (2005) nieświadome czynniki wpływają na selektywność procesów naszej uwagi, ale także na nieświadome procesy pamięciowe i te w pamięci utajonej wpływają na odczuwanie lęku przez człowieka.

Traumatyczne doświadczenia mają też wpływ na zaburze-nia integracji między półkulami mózgu. Biologiczną pod-stawą negatywnego wpływu traumy na mózg ludzki jest wpływ znacznych ilości hormonów nadnerczowych (gli-kokortykosteroidów) wydzielanych w czasie stresogennego doświadczenia, które działają uszkadzająco na ośrodkowy układ nerwowy, procesy neurodegeneracyjne i zmniejszenie objętości hipokampa – struktury bardzo ważnej, bo odpo-wiedzialnej za naszą pamięć, uczenie się, ale i nastrój oraz emocje. Następuje wtedy aktywacja układu hormonalnego podwzgórze–przysadka–nadnercza, co prowadzi do wydzie-lania znacznych ilości toksycznego kortyzolu oraz amin katecholowych, głównie adrenaliny i noradrenaliny.

Ogół doświadczeń, zawartych w traumatyzujących wspomnieniach, które wciąż budzą żywe emocje, jest odpo-wiedzialny za nasze nastawienie emocjonalne. Psychika zresztą nie dostrzega upływu czasu pomiędzy traumatycz-nym zdarzeniem a chwilą obecną, jakby była zawieszona w czasie – mózg „czyta” je, jak gdyby traumatyczne zdarze-nie działo się aktualzdarze-nie. Według Freuda (1997) najważzdarze-niej- najważniej-szą i najbardziej zastanawiającą właściwością fiksacji psy-chicznej jest to, że wszystkie wrażenia są przechowywane w zupełnie ten sam sposób, jak były odebrane. W obliczu ekstremalnego zagrożenia psychologiczną reakcją obronną organizmu jest dysocjacja, która obejmuje wiele różnych mechanizmów psychobiologicznych związanych z wyłą-czeniem się z zewnętrznego świata i skierowaniem uwagi na bodźce płynące ze świata wewnętrznego; w skrajnych przypadkach człowiek potrafi zupełnie beznamiętnie

Ogół doświadczeń, zawartych w traumatyzujących wspomnieniach, które wciąż budzą żywe emocje, jest odpo-wiedzialny za nasze nastawienie emocjonalne. Psychika zresztą nie dostrzega upływu czasu pomiędzy traumatycz-nym zdarzeniem a chwilą obecną, jakby była zawieszona w czasie – mózg „czyta” je, jak gdyby traumatyczne zdarze-nie działo się aktualzdarze-nie. Według Freuda (1997) najważzdarze-niej- najważniej-szą i najbardziej zastanawiającą właściwością fiksacji psy-chicznej jest to, że wszystkie wrażenia są przechowywane w zupełnie ten sam sposób, jak były odebrane. W obliczu ekstremalnego zagrożenia psychologiczną reakcją obronną organizmu jest dysocjacja, która obejmuje wiele różnych mechanizmów psychobiologicznych związanych z wyłą-czeniem się z zewnętrznego świata i skierowaniem uwagi na bodźce płynące ze świata wewnętrznego; w skrajnych przypadkach człowiek potrafi zupełnie beznamiętnie

W dokumencie Annales Academiae Medicae Stetinensis = Roczniki Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. 2011, Sympozja 1 (Stron 108-122)