Rodzina Chrześciańska, 1904, R. 3, nr 20

Pełen tekst

(1)

zina chrześdańska

Pisemko poświęcone sprawom religijnym, nauce i zabawie.

Wt/chod^i raz na tydzień w J/iedziełę.

Bezpłatny d o d a t e k d o „Górnoślązaka" i „Straży nad Odrą“.

Na uroczystość Z ielonych Ś w iątek .

Ewangelia u Jana świętego

w Rozdziale X IV . fr

Onego czasu : Rzekł Jezus Uczniom swoim: Jeśli mię kto miłuje, będzie chował mowę moję, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, a mieszka­

nie u niego uczynimy. Kto,mię nie miłuje, mów moich nie chowa. A mowa, którąście słyszeli, nie jest moja, ale tego, który mię posłał, Ojca. Tom wam powie­

dział, u was mieszkając. Lecz Pocieszyciel Duch święty, którego Ojciec pośle w imię moje, On was wszystkiego nauczy, i przypomni wam wszystko, co­

kolwiek bym wam powiedział. Pokój zostawuję wam, pokój mój daję wam, nie jako dawa świat, ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze, ani się lęka.

Słyszeliście, żem ja wam powiedział: Odchodzę i przychodzę do was. Gdybyście mię miłowali, wżdy- byście się radowali, iż idę do O jca ; bo Ojciec wię­

kszy jest, niźli ja. I terazem wam powiedział, przed­

tem niż się stanie, iżbyście, gdy się stanie, wierzyli.

Już wiele z wami mówić nie będę, albowiem idzie Książę świata tego a we mnie nic nie ma. Ale iżby świat poznał, że miłuję Ojca, a jako mi Ojciec roz­

kaz dał, tak czynię.

Ewaiiplia św. ia PowJzialek ffloiijcli Świątek,

u św . Ja n a w rozdz. III.

Onego czasu: Rzekł Jezus do Nikodema: Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby wszelki, kto wierz}' weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie posłał Bóg Syrna swego na świat, aby sądził świat, ale iżby świat był zbawion przezeń. Kto wierzy weń, nie bywa sądzą; a kto nie wierzy, już osądzony jest, iż nie wierzy w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A ten jest sąd, źe światłość przyszła na świat, a ludzie raczej miłowali ciemności, niż światłość; bo były złe ich uczynki.

Każdy bowiem, który złe czyni, nienawidzi światłości, a nie idzie na światłość, iżby nie były zganione uczynki je g o ; lecz kto czyni prawdę, przychodzi do światłości, aby się okazały sprawy jego, iż w Bogu są uczynione.

Wierzę w Ducha świętego.

Nie dosyć jest wieizyć w Ojca wszechmogącego, który nas stworzył, i w Jezusa Chrystusa Syna Jego jednorodzonego,. który nas odkupił: potrzeba również wierzyć w Ducha św., który nas poświęcił. Dla tego też apostołowie przedstawiwszy nam* w pierwszymi artykule Składu Wiary potęgę O jca; w drugim i aż do ósmego tajemnice Syna, w ósmym i dalej przed­

stawiają nam cuda Ducha świętego.

Co jest Duch święty ?

Duch święty jest trzecią Osobą Boską, która pochodzi od Ojca i Syna. Ma tęż samą naturę Bo­

ską i te same przymioty Boskie, co i inne dwie

Osoby Boskie. Przeto Duch święty jest lówny Ojcu i S yn o w i: jest jak Oni wiecznym, wszechmocnym, nieskończonym, mającym też same wszjstkie dosko­

nałości Boskie ; słowem jednem jest jednym i tymże samym Bogiem z Oicem i Synem. Winniśmy Mu zatem tę samą cześć i miłość, co Ojcu i Synowi.

Nazywamy Go Świętym, dla te g o : Najprzód, że jest świętym sam z siebie, ponieważ jest Bogiem, gdy tymczasem aniołowie i błogosławieni są święty­

mi lec.?, tylko przez łaskę B o sk ą; powtóre, ponieważ nas poświęca, nasz umysł oświeca, daje nam poznać dobro rzeczywiste, i wolę naszą do chcenia i czynie­

nia tegoż dobrego pobudza. Bez Niego też nie masz w nas nic dobrego, bo sami z siebie nic nie możemy uczynić pod względem zbawienia. Często przycho­

dzą nam do głowy dobre myśli, czujemy w sobie coś takiego co nas odwodzi od grzechu, co nam radzi dobre, pobudza nas do tegoż. Otóż Duch św.

sam czyni w nas to wszystko. S ą to właśnie owe środki, których On używa, aby nas uczynić dobrymi, i aby nas poświęcić.

Nazywamy G o Duchem, nie dla tego, abyr Ojciec i Syn nie byli również duchem jak On, lecz ponie­

waż nie masz innej nazwy, któraby Mu lepiej przy­

stała dla odróżnienia Go od innych dwóch Boskich

(2)

Osób, znanych już pod imionami im właściwem i;

pierwsza pod imieniem Ojca, druga pod imieniem Syna.

Nazywamy także Ducha świętego Ożywiającym, ponieważ duszy naszej daje życie duchowne. Kto jest tak szczęśliwym, iż ma Ducha św. w duszy swo­

jej, taki żyje odtąd w Jaśce, i jest policzony w liczbę żyjących duchownio. Ale gdy tylko dusza człowieka przestaje być mieszkaniem Ducha św., z powodu grze­

chu, wtedy też zaraz traci laski, i należy do liczby umarłych duchownie. Jak ciało ludzkie umarłem jest, gdy się dusza od niego odłączy, podobnież i i dusza ludzka umarłą się staje, gdy nie jest w połą­

czeniu z Duchem ś w. ; a dla rozerwania owego tak pięknego zjednoczenia, to jest dla wydalenia Ducha św. z duszy naszej, dosyć jest tylko jednego grzechu śmiertelnego. O ! jak wielce zatem powinniśmy się lękać grzechu śmiertelnego, i jak starannie wystrze­

gać się go zawsze! Mówimy, że Duch św. nas po­

święca, lecz Ojciec i Syn także nas poświęcają. B ę ­ dąc jednym i tym samym Bogiem, również są dawcami łaski. Jeżeli więc pismo św. przyznaje szczególniej Duchowi św. poświęcenie dusz naszych, czyni to dla tego, aby nam dać odróżnić tę Trzecią Osobę od dwóch innych, jako gdy przez dzieło stworzenia odróżnia Ojca, a przez dzieło odkupienia odróżnia Syna.

Chrystus Pan przed swojem wniebowstąpieniem obiecał był swoim apostołom zesłać Ducha św .: oni też wraz z Najśw. Panną udali się do wieczornika, gdzie przygotowali się na przyjęcie lego Boskiego Ducha, przez osobność, rozmyślanie i przez modli­

twę. Dziesiątego dnia, będącego wielką uroczystością Zielonych Świątek, o godzinie 9 rano, naraz dał się słyszeć szum wielki, który zatrząsł całym domem gdzie oni byli zgromadzeni. A wtedy właśnie Duch św. zstąpił na nich w postaci języków ognistych i za­

raz napełnieni zostali Duchem św. Skoro go zaś tylko otrzymali, gdy zaraz przemienieni zostali w lu­

dzi nowych. Przedtem byli pełni niedoskonałości, byli bojaźliwi, prostacy. Lecz odkąd otrzymali D u­

cha św., stali się z^raz ludźmi odważnymi, uczonymi i doskonałymi. Jako ogień, który oczyszcza, oświeca i rozgrzewa podobnież i ten Duch Boski tak oświe­

cił ieh umysły, że odiazu zrozumieli wszystkie taje­

mnice; zapalił tak dalece ich serca, iż zupełni prze­

jęci byli gorliwością o chwałę i o zbawienie dusz ludzkich. Poszli też na cały świat opowiadać jezusa Chrystusa, i wycierpieli wszelkiego rodzaju męczar­

nie, a nawet i śmierć za imię )ego. Duch święty zstąpił jeszcze po wiele razy widocznie na pierwsze chrześciany, bo to było wtedy potrzebnem dla usta­

lenia religii chrześcijańskiej. Dzisiaj ten cud już się więcej nie po.awia widocznie, lecz za to Duch św.

niewidzialnie zstępuje codziennie na kościół i na wier­

nych dobrze usposobionych, osobliwie gdy zaś przyj­

mują sakrament Bierzmowania. Niczego On tak więcej nie pragnie, jak przyjścia do duszy naszej;

1 gdy przychodzi do niej, ileż to darów i jak wiel­

kich z sobą przynosi! Liczymy zaś 7 darów Ducha św., to je st: mądrość, rozum, radę, siłę. umiejętność, pobożność i bojażń Bożą. Szczęśliwy! kto otrzymuje Ducha św. z tymi Jego darami nieocenionymi! Prośmy Go więc, aby do nas prz> szedł 1 napełnił nas łaskami swi >jemi: módlmy się często do Niego zwłaszcza przed modlitwą i każdą ważniejszą sprawą, mówiąc :

»Przyjdź Duchu święty! napełnij serca Twoich wier­

nych, i Twojej miłości ogień w nas zapal!*

---- -t I

Wytrwałość nagrodzona.

/j O b r a z e k z ż y c i a w z i ę t y .

Maryanna, o której tu mówić chcemy, była córką włościańską, wychowaną w wierze i cnotąch przód-

ków swoich. Cnót tych w całem życiu strzegła i była żyjącym ich obrazem. Dzieckiem jeszcze utraciwszy rodzicow, jako sierota przyjętą była do klasztoru św.

Ducha Panien Benedyktynek w Sandomierzu, gdzie obok nauki odebrała nadto zasady prawdziwej po­

bożności.

Doszedłszy lat, w których jak to mówią, w świat się wychodzi, Maryanna powróciła do rodzinnej wio­

ski ; lecz zostawszy bez przytułku i utrzymania, znie-

woloną była przyjąć obowiązki służącej u baronowej Czarnoduiskiej, sąsiednich dóbr właścicielki. B i e d n ą

sierota długo się nad tem namyślała, bo służba u tej pani, cierpkiej i porywczej, nie miała powabu, a oprócz tego Maryanna bała się zgrai dworaków i d w o r e k ,

których zepsucie było znane na okolicę. Z n i e w o l o n a

przecież biedą i koniecznością, przyjęła m i e j s c e

panny służącej u owej głośnej z kaprysów i dzi­

wactwa baronowej.

Wziąwszy tedy błogosławieństwo od miejsco­

wego proboszcza, pożegnała nad wieczorem rodzinną wioskę i poszła smutna i zadumana przez lasek, za któiym ciągnęło się dziedzictwo baronowej.

Chód ciężki i powolny podeszłej wieśniaczki idącej gościńcem, przerwał jej zadumanie.

— Jak się masz Marysiu ! — odezwała się prze­

chodząca do naszej podróżnej; — a dokądże to idziesz tak późno ?

— Do pałacu, — odrzekła młoda wieśniaczka z uśmiechem, w którym dostrzedz mogłeś jakiś cień smętności.

— Zgubi >naś... Jakto, ty masz służyć i u ba­

ronowej ? chyba, że chcesz na tej ziemi odbyć po­

kutę czy ś co w ą ?

— N iestety! — westchnęła Marynią, ociera;ąc ukradkiem łzę, co jej z ócz zbiegała.

— A przecieżto ta pani to istotne piekło, zgraja zaś jej dworusów, to uiwisy od Boźejmęki! A i mar­

szałek dworu sam niewiele lepszy. Czyś ty się do­

brze nad tem zastanowiła, moje dziecko?

— Tak, niestety, moja Tereso! ale cóż mam począć? Nie mam rodziców, nie mam nikogo od czasu, jak owa nieszczęsna cholera... — Tu biedna dziewczyną Szlochała głośno.

— To prawda, — rzekła staruszka rozrzewiona.

— A mnże też tylko złe języki tak obgadaly tę pa­

nią?... Toć to ona, jak wieść niesie, nie bywa nigdy w kościele, nie zna postów, a biednego człowieka odprawia z niczem, ż-gnając tylko wyrazem : »Niech Bóg opatrzy!*

— Ach, mój Boże! od kogo ty wiesz o tem, moja Tereso?

— Od wszystkich łudzi. Od powrotu swego baronowa już odmieniła dwie kucharki, a ty będziesz już czwartą jej panną służącą... a tu dopiero pół roku temu niecałe!

— Postaram się, mója droga, spodobać się pani mojej i dołożę tyle cierpliwości, łagodności i tyle gorliwości w służbie, że może tego i dokażę.

— Niech ci Bóg w tem dopom aga!

Tak rozmawiając, wyszły' obie z lasku, zkąd już widać było okazały pałac. Marynia pożegnała swą towarzyszkę, która długo za nią patrzała, aż naresz-

| cie pokiwawszy głową, puściła się dalej w swą drogę.

(3)

Marynia stawiła się przed marszałkiem dw oru;

był to starzec pochmurny i skrzywiony, a miał wielką powagę w domu baronowej; — wprowadził tu sie­

rotę Jan, lokaj w bogatej liberyi, znać z miny frant.

— A ! to ty dziewczyno, — rzekł marszałek, — przybywasz w samą porę, właśnie wypędzam twoję Poprzedniczkę. Hm! wydajesz mi się młodziutkiem 1 delikatnem stworzeniem, służba u mojej pani jest ciężką!... Trzeba tu i nie dospać często, a nie ma rozrywek! Bo ję się, że tu niedługo zagrzejesz, moje dziecię.

— Robić będę wszystko, co w mojej mocy, - - odrzekła biedna dziewczyna, — i łzy pociekły jej z oczu.

Lokaj już nam znany rzucił na sierotę wzrokiem protektora i rzek ł:

— Nie strasz pan tej biednej dziewczyny.

— A to co do ciebie należy? — zawołał żywo urażony starzec; — nie kładź palca pomiędzy drzwi, bo ci go przytną. — Kiedy już odszedł tamten, mar­

szałek mówił dalej :

— Jesteś córką uczciwych rodziców, jak mi mówiony.

— Tak, ale panie! już ich nie mam, Bóg ich powołał do chwały swojej.

— Bóg ich zabrał do chwały swojej ? Widzę, że jesteś nabożnisią, nie wiem, czy to się mej pani spodoba.

W id o k o g ó ln y na port i m iasto A lg ie r — stolicę k r a ju tejże n a z w y . Opis na str. 160.

Po tej rozmowie przedstawiono Marynię samej baronowej. Była to kobieta wysoka, trzymająca się prosto, i chuda jak szczepa, a do tego dziwaczna, zła i znudzona życiem. Zmierzyła ona wzrokiem od stóp do głów biedną i drżącą dziewczynę i zapytała ją sucho:

— A umiesz czytać?

Gdy na to odebrała odpowiedź potwierdzającą, kazała usiąść Maryni na blizkiem krzesełku i dawszy jej gazetę, rzekła:

— Gzytaj mała !

Marynia przeczytała płynnie i zrozumiale.

— To dobrze, to dobrze, głos masz przyjemny będzie mię łatwo usypiał. Idź, złóż swe rzeczy w po­

koju, który ci marszałek wskaże, a po kolacyi przyjdź tutaj do mnie.

Służba miejscowa, za ukazaniem się Maryni, cie­

kawie oglądała i wypytywała nowo przybyłą.

Jan, ów lokaj, który Marynię pierwszy przypro­

wadził przed marszałka, podał jej krzesło, a sam rozsiadł się w wygodnym fotelu i zatopił w jakiejś książce, która zajęła całą uwagę jego lokajskiej mości.

Ogrodnik grał w karty ze stangretem, a gospodyni nadymając się jak paw w swej sukni jedwabnej, roz­

powiadała o jakimś bardzo głośnym baliku i strojach, jakie tam widziała.

Marynia, która nic nie rozumiała tych zwycza­

jów i pretensyi przedpokojowych, wyjęła swoją ro­

bótkę i zaczęła haftować przy jednej świeczce.

Jakaś młoda dziewczyna przysunęła drugą świe­

czkę Maryni.

— Dziękuię ci, panno Różo!

Jan podniósł głowy i szepnął:

— Maryniu, to nie jest panna Róża... panna to co innego; nie trzeba szastać tak tytułami.

— A jakże mam mówić? — zapytała Marynia.

— Jak ?... Róziu !

— Róziu! zawołała Marynia i zaledwie śmiech mimowolny stłumić w sobie zdołała.

Zawołano do stołu. Marynia swoim zwyczajem odmówiła modlitwę przed jedzeniem. Lokaje spcj- lzeli po sobie szyderczo.

— Moja panno, — odezwał się z pomiędzy nich Jan, — teraz widzę, żeś ze wsi. U r.as tego się nie

robi, tu inna moda.

— Ależ mój panie, — rzekła nieśmiało Mary­

nia, dla czegóż ja nie mam westchnąć do tej Opa­

trzności, która mi daje chleb codzienny?

— Byłoby to niegodnie, — mówiła dalej sie­

rota, unosząc się coraz więcej, — odbierać codzień nowe dobrodziejstwa i być za nie niewdzięczną!

— Może panna pozwolisz udko pulardy, — rzekł w odpowiedzi na to lokaj.

(4)

— Dziękuję, — odparła Marynia.

— Ale jest wyborną; panna jadłaś tylko trochę jarzynek.

— Bo dzisiaj jest wigilia i post, — odpowie­

działa z prostotą zagadnięta.

— A ! wybaczysz panna, — odezwała się g o ­ spodyni, pękajćc ze śmiechu.

— To prawdziwa nabożnisia, — odezwał się grubym głosem sztangret.

— Biedne dziewczę, jakiś kaznodzieja wiejski zrobił z niej świętoszkę, — dorzucił Jan, ów wielki lokaj w liberyi, spoglądając na sierotę okiem pełnem politowania.

Wtem usłyszano dzwonek baronowej.

— Dobranoc, moja świętoszko, — rzekła z szy­

derstwem gospodyni.

— Nie zapomnij o mnie w swym pacierzu, — dodał stangret.

— Z całem sercem, — odrzekła Marynia, uśmie­

chając się słodko, — sądzę, że to nie będzie zby- tecznem.

— T a mała żartuje z ciebie, — przerwał Jan.

Stangret zrobił minę pogardliwą i ruszył tylko ramionami.

(Ciąg dalszy nastąpi.)

Bądź w ola Tw oja!

Bądź wola Twoja ! gdzie każesz tam idę I na me losy nie narzekam wcale,

Chociaż mi smutno, pusto do okoła, Próżne się z serca nie dobędą żale,

W smutnem zwątpieniu nie pochylę czoła, Bo wiem, że kiedyś, gdzie kazałeś, przyjdę.

Bądź wola T w o ja! tam za mną daleko Pozostał cichy rodzinny zakątek,

Groby kochanych pozostały wszystkie, Świat cały został marzeń i pamiątek, Wszystko co sercu i duszy mej bliskie, A przecież — łez dziś nie mam pod powieką.

Bądź wola Tw oja! chociaż pośród ludzi Nie ma już dla mnie spokoju i ciszy, Choć droga moja nieznaną i ciemną,

Nikt skargi nigdy z ust mych nie posłyszy, Boś T y jest przy mnie i przedemną;

Słowo Twe życie nowe we mnie budzi!

Bolesław Krzywousty, dobry syn, dzielny kroi.

Jednym z najwaleczniejszych królów polskich był B o l e s ł a w III, tak zwany K r z y w o u s t y , syn Władysława Hermana. Śpiew historyczny tak o nim opiew a:

Jeszcze Bolesław był małem dziecięciem, Już czuł w sobie żądzę sławy,

Bo gdy Sieciecha za Czechów wtargnięciem Król wysyła na Morawy,

Młodziuchny książę, widząc szyki zbrojne, Jął prośby swoje przekładać:

»Niech i ja ojcze — rzekł — idę na wojnę, Niech się uczę szablą władać*

Rozrzewnion ojciec tą dziecka ochotą, Hełmem okrywa mu skronie, Daje mu tarczę, miecz i zbroję złotą,

I mówi: »W kraju obronie Użyj jedynie tych znamion lycerza,

Niech służą chwale, nie dumie, Chętnie lud temu berło swe powierza,

Kto orężem władać umie *

Ojca swojego tak wielce miłował Bolesław, że zawsze nosił na piersi imię jego, wyryte na złotej blasze, u szyi na złotym łańcuszku wiszące, ażeby czuł jarzmo karności synowskiej i uszanowanie dla pamięci ojca, w którego jakoby obecności chronił się występku i pilnował cnoty. Blaszka ta zdawalą się mówić do jego serca i ustawicznie przypominać:

• Tak mów, jakoby cię ojciec słuchał, a czyń, jakoby na ciebie patrzał; albowiem nie wolno w obecności ojca źle czynić i wszetecznie, nieprzystojnie mówić.1 Dzieje podają iż przez 5 lat ciągle nosił żałobę po ojcu, czarnej szaty używając, i całą miłość synowską przeniósł niejako na brata swego Zbigniewa, który zresztą nie bardzo wywdzięczył mu się rownem przy­

wiązaniem.

Dorosłszy, w ciągu 36-letniego panowania, usta­

wicznie musiał staczać boje z sąsiednimi nieprzyja­

ciółmi ; wszędzie osobiście dowodził i mieczem swym długim, którego nazwał »żórawiem« postrach w nie­

przyjacielskich szykach sprawiał. Waleczności swej i sile oręża był winien nieraz ocalenie swoje, wśród najzaciętszych krwawych bojów, częstokroć zprzema- gającemi siłami.

Najprzeważniejsze zwycięstwo jego było pod Wrocławiem na Śląsku, otrzymane nad wojskiem li- cznem Niemców, którzy od wieków już wszelkich usiłowań dokładali, aby Polskę zagarnąć. Otóż tam pod Wrocławiem, cesarz niemiecki Henryk został na głowę pobity, a na pobojowisko zasłane trupami, zbiegły się stada psów, dla tego. też i dotąd miejsce to p s i e m p o l e m zowią.

W innej wojnie z Morawianami mężny Źelisław.

dowódca wojsk Bolesławowych, rękę w boju utracił, nie bez zemsty jednak, bo Morawca, który mu rękę prawą uciął, lewą zabił. Bolesław, prócz znacznych nagród w dobrach, kazał ulać szczerozłotą rękę i tę mu darował.

W czasie wyprawy do Węgier, gdzie go zdra­

dzili panowie węgierscy i wezwali rzekomo na pomoc a w rzeczywistości zasadzili się, by go pojmać i po­

strach jego męztwa i sławy zniweczyć, Bolesław na­

padnięty przez fałszywych swych sprzymierzeńców, zaledwie życia nie postradał. Pomimo to z garstką swoich się tak walecznie sprawił, iż przemagających liczbą wrogów pobił i rozpędził.

Jednakże pewien mąż znakomitego rodu, ale małej duszy w samym początku walki pierwszy uciekł z boju. Bolesław następnie posłał mu 3 upominki:

kądziel, garstkę lnu i skórkę zajęczą; kądziel — nie- wieściucha, włókno — powróz, a zając — tchórza oznaczać miały, co on zrozumiawszy, powiesił się na powrozie u dzwonu kościelnego. Żołnierza zaś pro­

stego, co mu w tymże boju swojego konia podał, gdy rumak królewski poległ, nagrodził za powrotem do domu szlachectwem, uwolniwszy z poddaństwa i dobrami wzbogacił.

Król ten, syty sławy, wygrawszy 40 przeszło bitew, a jednę tylko przegrawszy, umierając podzielił kraj między czterech synów swoich, a piątemu nic nie d ił, przepowiadając, iż kiedyś wszystkie dzielnice braci w jednę całość połączy. Zgasł w roku 1 1 3 9;

pochowany w Płocku.

(5)

4

Poradnik gospodarczy.

Okopywanie i niszczenie chwastów.

Głownem staraniem gospodarza w tej porze jest nie dopuścić, aby chwasty zagłuszyły uprawy wio­

senne. Więc plewić, obsiekiwać i okopywać wszyst­

ko po kolei.

Z i e m n i a k i na większych obszarach, skoro tylko zakorzenią się i zejdą, bronuje się w poprzek lekką drewnianą broną, aby chwasty, jakie tymczasem zeszły wynjgzczyć i rolę znowu z wierzchu spulchnić.

W gospodarstwach małych bronować nie potrzeba, lepiej jest

ręcznie międzyrzę­

dami mo­

tyką chwa­

sty wyple­

nić i ziemię zsiekać, aby była pulchną do następne­

go obsypa­

nia.

Skoro ziemniaki podrosną na kilka cali od zie­

mi, zwykle w końcu maja obs5- pać należy pierwszy raz obsyp- ni karni czy • li płużka- mi do ob­

ory wania.

Im łodyga ziemniaka jest wyżej

obsypana ziemią i to wcześnie, zaiaz po wzejściu, tym więcej bulw potrafi ziemniak osadzić. W rzę­

dach między ziemniakami chwasty wszelkie wyry­

wać i niszczyć.

B u r a k i są ogromnie czułe na chwasty; jak tylko zostawić z razu buraki nie oplewiońe, to rosną one już do końca o wiele goizej. Więc na rolach zanieczyszczonych plewi się buraki już zaraz jak tylko zejdą, ręcznie motyką; a nawet dobrze jest dodać przy płaskim siewie buraków po parę ziarn owsa lub łubinu aby znać było rzędy, zanim buraki zejdą i wcześnie plewić. Na polu porzędowanem w redliny tego dodatku nie potrzeba.

P r z e r y w a n i e b u r a j k ó w . Skoro buraki mają już po kilka listków, nie należy zwlekać z przerywa­

niem, gdyż im wcześniej się je spojedynkuje, tem wcześniej się rozwiną i tem większy plon dadzą.

Przed przerywaniem między rzędami i w rzędach dobrze ziemię motykami spulchnić i chwasty wszyst­

kie wyrwać najtroskliwiej. Z każdej kupki z nasienia wyrosłej zostawia się tylko jednego najsilniejszego buraka, inne się wyciąga i wsadza tam, gdzie przy­

padkiem nie zeszły, lub zostały wyjedzone przez sakodniki. Buraki w kupkach siedzą blizko siebie i dla tego wyciągać ostrożnie, powoli, aby i tej ro­

ślinki, która zostaje na miejscu, nie wywlec z ziemi.

P o lo w a n ie n a lw y . Opis na str. 160.

Przy przesadzaniu uważać aby korzonek główny nie był nigdy zawinięty do góiy. Lepiej go urwać gdy zbyt długi. Sadzi się w dziury porobione kołkiem spiczastym i obciska dobrze palcami. Czas do prze­

rywania i przesadzania winien być ciepły a wilgotny i rola wilgotna. Jeżeli czas nastanie potem suchy, to trzeba podlewać.

W późniejszych miesiącach jeszcze 2 lub 3 razy buraki obsiekuje się motykami i plewi. Buraki p a­

stewne szeroko sadzone można pierwszy i drugi raz płużkiem konnym przeplewiąć.

Do niszczenia chwastów i okopywania wszelkich okopowizn najsposobniejszem narzędziem jest motyka szeroka’ z ostrzem lównem, ktotem doskonale chwasty

podcinać.

Zwykłe wąskie mo­

tyki używa­

ne do ko- paniawzie-

miach zwięzłych są mniej dobre, bo robota nie­

mi powol­

na.

Z b o ż a również cierpią od rozmaitych chwastów.

W ozimi­

nach, mia­

nowicie w pszenicy i życie pleni się oset, powój, mak polny, wy­

czka, bła­

wat, szelą- źnik,kąkol, także w la­

ta wilgotne na piaskach mietlica i stokłosa. W zbożach jarych głó ­ wnie daje się we znaki gospodarzom uprzykrzony bardzo pszonak (cz} li gorczyca polna), ognicha, owsik i ostrzy­

ca. Przeciw tym chwastom, co się z korzenia odradzają jak oset, mietlica, perz, niema innej rady, jak stoso­

wna uprawa roli przed zasiewem i dokładne wyczysz­

czenie płytką orką, radłami i bronami. Zdarzają się jeszcze w niektórych okolicach przesądy nierozumne, że w lata mokre z pszenicy robi się trawa mietlica, że żyto zamienia się na stokłosę. Ktokolwiek jednak bliżej się nad tem zastanowi, pozna, źe to być nie może, że z ziarna pszenicy nigdy nic innego wyróść nie może, jak tylko znowu pszenica, a jeżeli w lata zimne i wilgotne na roli pojawia się mnóstwo mie- telnicy, a pszenica jest rzadka, to tylko dlatego, źe pszenica wymokła, a mietelnica, która już była przed­

tem w źle uprawionej roli; wybujała, bo ona wytrzy­

muje lepiej zimno i wilgoć na zwięzłej roli niż psze­

nica. Tak samo jest i z innymi chwastami; jeżeli się pokazują, to musiały one tam dostać się w na­

sieniu lub z wiatrem skądinąd albo były już w roli przedtem, ale z niczego nie powstają, nie przeradzają jedne w drugie.

M a k , ' k ą kol i b ł a w a t dojrzewa wcześniej lub jednocześnie ze zbożem i albo idzie do stodoły, albo wysiewa się przed zbiorem na polu. Przez dobre

(6)

czyszczenie ziarna do siewu i plewienie pól można się dosyć łatwo od tych chwastów uwolnić- Zasiew rzędowy zbóż jest też z tego względu korzystniej­

szy niż rzutowy ręczny, że ułatwia bardzo tępienie chwastów ręczną motyką lub konnym plewnikiem rzędowym.

O s e t jest bardzo uprzykrzonym chwastem tak w oziminie jak w jarzynach; rośnie tylko na dobrej głębokiei roli i ma podziemne łodygi głębokie, z któ­

rych wypuszcza coraz nowe pęd}’, jeżeli się jeden utnie lub wyrwie. Przez wytrwałe jednak, kilkakro­

tne ścinanie ostu 1 wykluwanie go w gruncie jakim­

kolwiek długim, spiczastym nożem, można się go wreszcie pozbyć. Nadto nasienie ostu opatrzone jest puchem lekkim, tak, że wiatr je roznosi na dalekie nawet pola. Dlatego nie wystarczy tępić go na roli między zbożem, ale wszędzie, gdzie się pokazuje, na miedzach, pastwiskach, koło dróg, nad rowami, trzeba go kosić kilka razy do roku, nim zakwitnie, aby wiatr nasienia nie roznosił po polach. Lepiej jeszcze wy­

rywać go po deszczu, rękami z ziemi rozmiękłej, bo wówczas nie tak prędko dorasta. Pastuchy gminni, dzieci itd., wszystko to może wolny swój czas obra­

cać na skuteczne tępienie chwastów po polach, dro­

gach i pastwiskach.

P s z o n a k czyli gorczyca dzika i inne podobne chwasty, nie roznosi się tak łatwo z pola na pole jak oset, ale za to gdy raz w jarem zbożu dojrzeje i wysypie się na rolę, a zostanie przyorany głęboko, to potem pozbyć go się trudno, gdyż nasienie może przez bardzo długie lata leżeć w ziemi zdrowe a skoro się dostanie do wierzchu, to kiełkuje tak jak świeże.

Trzeba więc te chwasty wszystkie plewić i wyrywać, najlepiej ręcznie, jak tylko czas jest potemu, dzieci mogą to doskonale robić. Na polach zasianych rzę­

dowo, prędzej i łatwiej to idzie, gdyż między rzę­

dami wycina się chwasty motyką szeroką, a tylko z rzędów wyciąga ręcznie. Do chwastów w zbożu ja ­ rem rosnących używają też rozmaitych narzędzi, które są podobne du wielkich grabi, jakby u wielkiego grzebienia. Zęby tych grabi są gęste tak, że źdźbła

______________ 1 ______________

zboża przechodzą łatwo, a chwasty rozgałęzione za­

czepiają się między zęby i tym sposobem się je wy­

rywa. Plewienie zachwaszczonych zbóż trzeba za­

czynać wczas, zanim się kłosić zaczną, bo wtedy, nie szkodzi przydeptanie tu i owdzie ździebeł. Zyto zwykle mniej cierpi od chwastów, ale pszenica i jare zboża bardzo. Zyto prędko rośnie z wiosną, trudniej też je plewić bez zdeptania.

W ostatnich czasach zaczęto używać jeszcze do tępienia pszonaku siarczanu żelaza (koperwasu), który się rozpuszcza we wodzie 10 kilo na 100 litrów i tern skropi się obficie zachwaszczone pole, wtedy kiedy pszonak jeszcze jest bardzo młody i niema więcej jak 4—6 listków, w dzień suchy i pogodny; jeśli deszcz potem przypadnie, to należy skropienie po­

wtórzyć. Na morg 'wychodzi do 3 ’/a hektolit. tego rozczynu. Do kropienia można używać ogrodowej konewki z sitkiem, albo też sikawek przenośnych z rozpylaczami, jakich używają we winnicach i sadach.

Sikawka taka kosztuje około 20 marek.

Na polu skropionem zaraz na drugi dzień pszonak czernieje całkiem i usycha, a zboże dalej rośnie. Nie można jednak kropić takiego pola, w którym wsiana jest koniczyna, ani lucerna, ani se-

radella, bo i te rośliny trochę czernieją i cierpią od tego środka.

W jednem gospodarstwie zrobionoJ;!próbę taką, że na jednym morgu jęczmienia wyplewiono dobrze zawczasu wszystkie chwasty, obok na takiej samej ziemi na drugim morgu pozostawiono je na próbę tak jąk rosły; najwięcej było pszonaku, który też wkrótce żółto zakwitnął. Po tem jęczmień wprawdzie wziął górę, ale zbiór z tego morga zachwaszczonego był bardzo lichy: zebrano bowiem z czystego pola

9 cetnarów ziarna doborowego, a z morga zachwasz­

czonego na dobrej glebie tylko 5 cetnarów. Widzimy zatem ile to można zyskać przez wczesne a sta ra n n e

wyplenienie chwastów. Chwast}' szkodzą ro ln ik o w i

nietylko dlatego, że zastępują miejsce i zabierają światło i urodzajne części ze ziemi roślinom uprawnym, ale jeszcze więcej czasem przez to, że n ie p o trze b n ie

ziemię suszą, wyciągając wilgoć z roli, któraby w lata posuszne mogła służyć tym właśnie roślinom poży­

tecznym do szybszego rozwoju.

Pankracy, Serwacy, Bonifacy.

W całej pełni już wiosna roztoczyła swe czary, I drzewa okryły się liściem obfitym lub kwiecia pęka­

mi, na polach zieloną falą zboża się kołyszą, do ży­

cia i rozkwitu rwie się cala przyroda.

Cóż z tego. Pankracy, Serwacy, Bonifacy nie przeszli jeszcze światem, a tchnienie ich mroźne zwarzyć może wszystko, co urocza wiosna z taką hojnością po świecie Bożym rozsypała.

Nie bez przyczyny więc rolnik wygląda z nie­

pokojem nadejścia tych świętych; nie bez przyczyny też czuje ulgę, gdy przejdą szczęśliwie,

Nietylko u nas dni 12, 13 i 14 maja uważane są za krytyczne. W Niemczech południowych, lub w Austryi i Węgrzech lud nazywa je dniami świę­

tych lodowych, *Eisheiligen«, lub dniami zimnemi.

We Włoszech północnych trójca świętych, których pamiątkę w dni powyższe obchodzimy, nosi miano

»I tre santi di ghiaccio*, we Francyi »Les trois saints de glace«. W Niemczech północnych, Szwecyi i Nor­

wegii wszelako św. Bonifacy n e jest do trójcy owej zaliczany, albowiem ochłodzenie się temperatury za­

czyna się tam zwykle o dzień wcześniej, a zatem w dzień św. Mamerta, gdy tymczasem we Włoszech południowych miejsce św. Pankracego zajmuje św.

Zofia, t. j, chłody następują o dzień później.

Codo przyczyny owego powrotu dotkliwych chło­

dów niemal rok rocznie w pierwszej, a niekiedy i w drugiej połowie maja, to powszechnie przyjętem jest, że chłód powołują lodowce ze sfer arktycznych odrywające się olbrzymiemi masami od poi lodowa­

tych i dążące na południe skutkiem podniesienia się temperatury i burz kwietniowycli na oceanie.

Powietrze oziębione, nie zawiera wilgoci, prąd jego zatem przeszkadza tworzeniu się chmur, wywo­

łując nocami silne promieniowanie ciepła z ziemi, ogrzanej za dnia przez słońce.

Tak zwykle tłómaczone bywają owe silne przy- mrózki nocne na Pankracego, Serwacego i Bonifa­

cego, dla roślinności czasem zabójzce, właściwszem jednak jest przypuszczenie, że spadek temperatury w połowie maja powstaje głównie skutkiem wyso­

kiego ciśnienia powietrza na północy i północno- zachodzie, nizkiego zaś — na póludnio-wschodzie Europy. I tego jednak dokładnie uzasadnić nie mo­

żemy, gdyż brak dotychczas w okolicach podbiegu-

(7)

nowych stacyu meteorologicznych, których cbserwacye, sfale prowadzone i do wiadomości podawane, mogły­

by .pastanie składów przepowiadać.

Co się tyczy wogóle temperatury w maju to ob- seiwacye meteorologiczne, dokonywane w Wiedniu od roku 1776 wykazują, że w przeciągu lat 6 i, od 1 776 —1836 roku, temperatuia majowa przewyższała 41 razy normalną, a tylko 20 razy była od normal­

nej niższą, gdy tymczasem od roku 1836—1900 za­

notowano na odwrót 44 miesiące majowe zbyt zimne a tylko 1 9 posiadających temperaturę powyżej nor­

malnej. Wszystkie zaś obserwacye, dokonywane w przeciągu lat 125, stwierdziły, że w 80 wypadkach na ico temperatura spada znacznie poniżej normal­

nej pomiędzy dniem 10 a 16 maja.

Powinnyby więc nastać chłody. Niema wszakże reSuły bez wyjątków. Mieliśmy ich tak do woli.

Może też Pankracy, Serwacy i Bonifacy zmiłują się

nad nam i! B.

Pieśń wieczorna.

W majestacie nieskończony Boże w Trójcy jedyny!

Bądź odemnie uwielbiony, Tej wieczornej godziny!

Tyś godzień by Twoja chwała We dnie i w nocy nie ustala, Bo Twej łaski i pomocy, Doznaję we dnie i w nocy.

Byłeś mi Ojcem dnia tego, Broniłeś od przygody,

Strzegłeś jak dziecięcia swego, Od nieszczęścia i szkody.

Miałem zawsze pewną z Ciebie Obronę w każdej potrzebie;

Któżby te łaski policzył, Którycheś mi Ty' użyczył!

Teraz dobrotliwy Panie, Spać idę w Imię Twoje:

Tobie polecam mieszkanie, Duszę i ciało moje.

Bądź stróżem moim tej nocy, Niech złe nie ma do mnie mocy!

Niech mi snu miłego Boże, Z Twej łaski użyczy łoże!

Dziesięć wskazówek jat przyjść Jo zaiiożietei.

1. W jakiemkolwiek miejscu postawiła cię Opa­

trzność Boska, piacuj, dopóki Pan Bóg zdrowie daje.

Jeże li masz czas, to najmniejszego zarobku nie wy­

zbywaj się.

2. Oszczędzaj, to znaczy usuwaj wszelkie nie­

potrzebne, choćby najmniejsze wydatki.

3.. Nigdy nie zapatruj się na ludzi, którzy sobie na wszystko pozwalają, a już zwłaszcza, który trwonią grosz na pijatyki, bankiety, muzyki itd.

4 Żyj spokojnie a uczciwie, nikomu nic nie- zadrość niczego.

5. Nikomu nie ubliżaj, nikim nie gardź i nie pomiataj, choćby ci się ktoś zda wał najlichszym chłop- czyną, bo nigdy nie przewidzisz, kiedy ci się może przydać.

6. W gronie przyjaciół i kolegów unikaj wy­

wyższania samego siebie, gdyż to daje pochop do niepotrzebnych wydatków, a częstokroć do wzbudza­

nia zazdrości, płynącego stąd gniewu itd.

7. Unikaj wszelkich ofeazyi, które prowadzą do hulanek i zabaw marnotrawiących czas i zdrowie itd.

8. Gdy ci się trafia okazya nauczenia się cze­

goś pożytecznego, to jej nie pomijaj, choćby cię to miało kosztować, bo na tem nigdy nie tracisz i ża- łowaó tego nie będziesz. Staraj się być samoukiem.

9. Wszelką wiarę w zabobony, czary, czaro­

wnice, mary, zaczarowane skarby, zażegnywania, za­

mawiania chorób i tym podobnych rzeczy, raz na zawsze porzuć, gdyż to biednemu najczęściej grosz zabiera, a bogatych na poważne straty naraża a w końcu zaś wstydu nabawia.

10. Nie oddawaj się próżnym bajaniom; plo­

tkom, ani się mięszaj do cudzych interesów; niech cię nie obchodzi cudze postępowanie, któremu prze­

szkodzić nie możesz, albo które d j ciebie nie należą.

Każdą chwilę czasu staraj się spędzić pożytecznie, lub na nauczenie się czegoś. Pamiętaj na przysło­

wie, źe »czas to pieniądz*.

Te wszystkie rady zachowaj skrupulatnie, a nie­

zawodnie byt swój poprawisz.

R o z m a ito śc i.

O so b liw sz y p ogrzeb. Jedynym w swoim ro­

dzaju był pogrzeb komendanta japońskiego, Hirose.

Chowano go równocześnie w Tokio i w Porcie Artura. Hirose poległ śmiercią bohaterską podczas niszczenia branderów w cieśninie Osayo. Część zwłok zabrali Japończycy, a drugą część odnaleźli Rosyanie na wodach Portu. W Tokio odbył się po­

grzeb zwłok z wielką pompą. Równocześnie z pole­

cenia namiestnika Aleksiejewa pochowano i w Port Ariurze drugą część zwłok komendanta Hirose.

W oddaniu honorów wojskowych uczestniczyli dy­

gnitarze rosyjscy i cały garnizon twierdzy. J a k więc dwaj nieprzyjaciele jednaką oddali cześć odwa­

dze i zasługom bohatera.

B iu s t śp. A s z p e rg e ro w e j. W foyer teatru lwowskiego ustawiono biust śp. Aszpergerowej, wy­

konany z białego marmuru kararejskiego przez pro­

fesora Laszczkę, a ofiarowany miastu przez córkę zmarłej artystki, panią Gielgudową. Miasto dało piękny postument z blado szarego w ciemne żyłki marmuru istryjskiego; na podstawie tuż pod biustem widnieje napis: »Aniela Aszpergerowa 1 81 5 f 19 0 ^ , u spodu zaś rozetka wyrobiona z bronzu; projekt postumentu wykonał śp. profesor Gorgoiewski. Biust ten ustawiono w foyer na I piętrze, naprzeciw je­

dnego z okien loggi, na przeznaczonym w tym celu parapecie.

So b o w tó r. Przed kilku tygodniami rozeszła się po Budapeszcie pogłoska, że w mieście bawi król serbski Piotr. W stolicy Węgier jest wiele osób, które go znają z jego czasów jeszcze niekrólewskich;

wszystkie potwierdziły, że wysoki, krępy, szpakowaty

(8)

i wywołała natychmiast kategoryczne oświadczenie urzędowe, że król od kilku tygodni nie wyjeżdżał z miasta. W Budapeszcie nie chciano temu wierzyć, wymieniano po nazwisku osoby, które znały i po­

znały króla, a nawet dodawano tajemniczo, że król wyjechał, do Wiednia >w celach politycznych*. D o­

piero po 3 dniach sprawa się wyjaśniła. -»Pester Lloyd* podał, że owym domniemanym monarchą był fatrykant z Linzu, istotnie tak podobny do króla serbskiego, że wszyscy się mylą, co naraża nieszczę snego sobowtóra na niejedną nieprzyjemność w czę­

stych jego podróżach.

--- ---

Wyjaśnienie rycin.

W id o k o g ó ln y n a port i m iasto A lg ie r . Algerya jest stolicą kraju Algeryi, posiadłości fran­

cuskiej w północnej Aftyce. Przedstawia widok zu­

pełnie europejskiego miasta, ma obszerny port han­

dlowy i wojenny. Ludność jest bardzo mięszana i lóżnobarwna, albowiem widać tu ciemnych murzynów, brunatnych Kabylów i Arabów i Europejczyków, szczególnie Francuzów. W mieście również widać zupełnie nowomodne kamienice obok lepianek kra­

jowców i skromnych na zewnątrz, lec2 pysznych we­

wnętrznie siedzib bogatych krajowców, świątynie chrześcijańskie obok meczetów mahometańskich.

Przed Francuzami panowali tu Dejowie, dowódzcy zuchwałych rozbójników, pustoszących wybrzeża chrześciańskich krajów europejskich i prowadzących do niewoli niezliczoną ilość chrzeźcian. Lecz dziś Francuzi tutaj panują i zaprowadzają ład i cywiliza- cyę w tym kraju.

P o lo w a n ie n a lw y . U nas na pólskiej ziemi polują na zające, sarnie, jelenie, co najwyżej na wil­

ka i niedźwiedzia. Jest to dość niewinna gra w po­

równaniu do polowania na lwa, króla zwierząt, który żyje przeważnie w Afryce. Polują na niego krajowcy i Europejczycy. Krajowcy przeważnie aby się go pozbyć, gdyż wyrządza on dotkliwe szkody, napada­

jąc na trzody i szerząc w nich śmierć i zniszczenie.

Lecz dzikim lub półdzikim krajowcom niestać ani tak doskonałej broni ani tyle odwagi co niektórym zuchwalcom z Europy, którzy śmiało dniem lub nocą wyszukują lwa i celnym strzałem z wielkokalibrowej broni zabijają go ku niezmiernej uciesze krajowców, pozbawionych w ten sposób nieproszonego gościa.

Szczególną odwagą w polowaniu na lwy odznaczał się francuski oficer Jules Gerard, który wędrując po Algeryi, zabił wielką liczbę lwów.

W szp talu.

— Mój kochany, nie ma rady, tylko musimy ci wstawić szklanne oko.

— To się nie opłaci, panie doktorze.

— Jakto się nie opłaci ?

— No, bo jeżeli moje własne pięściami wybili, to tem bardziej szklanne zaraz stłuką.

— Panie Stanisławie, czem się to dzieje, że m ężczyzn wogóle jest mniej na tym świecie, ■ >mz kobiet ?

Jak nas poucza statystyka — w Warszawie na przykład, na 10 mężczyzn przypada 107 kobiet.

— To, proszę pani, wina Heroda, który w swoim czasie kazał wiele dzieci płci męzkiej wymordować.

W szk o le.

— Powiedz no mi Gapski .. pokaż swoją chwałę.- Kiedy najlepiej zrywać owoce dojrzałe?

— Najlepiej — panie psorze — zrywać owoc

dany, ,

Gdy ogrodnik śpi w domu, a pies — uwiązany- P r z y k o la c y i.

— A panu, panie Witoldzie, szynki czy pie­

czeni ?

— Mnie. . jeżeli pani pozwoli, panno Stasiu, to

— rączkę pani, bo już żyć bez pani nie mogę!

N ie śm ia ły k a w a le r 11 p an n y.

Po półgodzinnem milczeniu syna, ojciec ziry­

towany szepce mu do u ch a:

— Ty ośle jeden, porozmawiaj z pan n ą!- Mówże do niej co!

Syn po chwili do panny.

— O moja śliczna »donico* ! N a jw a ż n ie jsz e .

Bogumił (targując maszynę do pisania):

— A czy można na niej napisać trzy krzyżyki?

--- -— * ---

ZAGADKA.

Pierwsza znana jest litera 1 wszędzie jest na początku, Drugie, czwarte u bankiera;

Trzecia znana dobrze rzeka, Chociaż od nas dość daleka, Pierwsze, trzecie, gdzie pacierze, Wszystkie znaczne na papierze.

Za rozwiązanie powyższej zagadki przeznacza­

my nagrodę ___

Rozwiązanie szarady z nr. 18-go.

Brak.

Dobre rozwiązania nadesłali:

Andrzej Piecuch, Bruch, (Westf.), Ant. Brychcy z Huty Bismarka, Bronisł. i Karol Janocha, Król Huta, Albina Landkocz, Łubom, M. Ciemięga, K a­

towice, Stach Płotek, Sadzawka, Konstantyn Lipski, Mała Dąbrówka, Józef Chwila, Kostuchna, Rafał Weiskeler, Zawodzie, Mik. Połedniok, Dąbrówka.

Nagrodę otrzymał Rafał Weiskeler.

N akładem i czcionkam i ^Górnoślązaka*, spółki w ydaw niczej z ograniczoną odpow iedzialnością w K atow icach.

K edaktor odpow iedzialny: A ntoni WoWci w Kat*wi**eh.

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :