Rodzina Chrześciańska, 1904, R. 3, nr 10

Pełen tekst

(1)

Rok

ni.

Katowice, Niedziela, 13-go Maroa

1904

t. Nr.

10.

Rodzina chrześtiańska

Pisemko poświęcone sprawom religijnym, nauce i zabawie.

Wychodzi raz na tydzień w JYiedzielę.

Bezpłatny dodatek do „Górnoślązaka" i „Straży nad Odrą“.

N a N ied zielę cz w a rtą P ostu .

Lekcya

Galant. IV. 2 2 — 31.

Bracia! Napisano jest, iż Abraham miał dwóch j>ynów: jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej.

Lecz który z niewolnicy, według ciała się narodził;

* który z wolnej, przez obietnicę. Co przez allegoryą powiedziano jest: Albowiem te są dwa testamenty, i^den na górze Synai, rodzący w niewolą, która jest A gar; albowiem Synai jest górą w Arabii; przyró­

wnywa się do tego, które teraz jest Jeruzalem 1 w niewoli jest z synami swymi. A ono, które wzgórę je it Jeruzalem,* wolne jest: które jest matka riasza. Albowiem napisano jest: Wesel się nie­

płodna, która nie rodzisz; zakrzyknij, a zawołaj, Która rodząc nie pracujesz, bo wielu synów opuszczo­

nej, więcej niź tej, która ma męża. A my bracia, według Izaaka jesteśmy synami obietnicy. Ale jako na on czas ten, który się był narodził wedle ciała, prześladował tego, który wedle ducha j tak i teraz.

Ale co m jw i Pismo? Wyrzuć niewolnicę i syna jej albowiem nie będzie dziecicem syn niewolnicy z sy­

nem wolnej. A tak bracia, nie jesteśmy synami nie­

wolnicy, ale wolnej, którą wolnością nas Chrystus dolnymi uczynił.

Ewangelia u Jana świętego

w R ozd ziale V I.

W on cza» odszedł Jezus za morze Galilejskie, które jest Tyberyadskie; i szła za nim rzesza wielka,

*ż^ widzieli znaki, które czynił nad tymi, co chorzeli.

'Vszedł tedy Jezus na górę i siedział tam z Uczniami sWymi. A była blisko Pascha, dzień święty ży­

dowski. Podniósłszy tedy oczy Jezus, i ujrzawszy,

■ż wielka rzesza idzie dó Niego, rzekł do Filipa:

Skąd kupimy chleba, żeby ci jedli? A mówił to, kusząc go, bo on wiedział, co miał czynić. Odpo­

wiedział Mu Filip: Za dwieście groszy chleba nie dosyć im będzie, żeby każdy mało co wziął- hzek Mu jeden z Uczniów Jego, Andrzej brat Szymona Piotra: Jest tu jedno pacholę, co ma pięcioro chleba Jęczmiennego i dwie ryby; ale to co jest n a . t^ i wielu? Rzekł tedy Jezus': Każcie ludziom usiesc.

A było trawy wiele na miejscu A tak usiadło mężów w liczbie jakoby pięć tysięcy. Wziął tedy [ezus chleb a dzięki uczyniwszy, rozdał sie zącym;

także i z ryb, ile chcieli. A gdy się najedli, rzekł Uczniom swoim: Zbierzcie które zbyły ułomki, aby nie zginęły. Zebrali tedy i napełnili dwana­

ście koszów ułomków z pięciorga chleba jęczmien­

nego, które zbywały tym, co jedli. Oni tedy lu­

dzie ujrzawszy cud, który Jezus uczynił, mówili: Iż ten jest prawdziwie Prorok, który miał przyjść na świat. T e d y Jezus poznawszy, iż mieli przyjść, aby go porwaJi i uczynili królem, uciekł zasię sam je ­ den na górę.

Nauka z tej Ewangelii.

Dla czego Pan Jezus przeprawiał się przez mo­

rze galilejskie? .. . .

Pan Jezus nie na jednem tylko bawił miejscu.

Chodził on z jednej okolicy do drugiej; wszędzie nauczał i uzdrawiał, bo chciał się wszystkim przy­

służyć. Tą razą opuścił krainę Judeę, przeprawi?

się przez morze, czyli raczej jezioro galilejskie, 1 sta­

nął w okolicy miasta Tyberyas. Do tej podroży 1 to było powodem: Heród Antypas, co nad judzką krainą panował, kazał był przed kilku dniami ściąć św. Jana Chrzciciela. Jezus Chrystus nie eheąe się narazić na podobne niebezpieczeństwo, wyszedf z Judei i udał się do Galilei; nie była to bowiem jeszcze zbliżyła godzina Jego męki i śmierci, dla tego

przed nią się ehronił. ^ ,

Co pociągało tak wiele ludzi za Chrystusem.

Cuda, które czynił, i nauka, jaką ogłaszał. W ła­

śnie nadchodziły żydowskie święta wielkanocne, usta­

nowione na pamiątkę wyprowadzenia Żydów z nie­

woli egipskiej. Na te święta niezliczone mnostwo ludu szło do Jerozi limy. Zobaczywszy Chrystusa, szli z 1 nim, jedni z ciekawości widzenia nowych cudów; drudzy przekonawszy się już przez widziane cuda o poselstwie Jezusa, szli za nim, aby słuchać świętej Jego nauki. Dla tego udał się zaraz z ucznia­

mi na górę a z tej nauczał lud otaczający go w koło.

Czemuto pytał się Jezus Filipa: zkąd kupimy Pan Jezus dlatego to uczynił, aby doświadczył Filipa i innych uczniów, czyli oni też mają dobrą wiarę, i czyh też tyle w nim pokładają ufności, ile byli powinni, to jest, czyli om na to zapytanie:

zkąd kupimy chleba? odpowiedzą, że się tu 1 bez kupna obejdzie, boć On jako Bóg, zdoła tych Judzi cudownym nakarmić sposobem. Wiedzieli om o­

(2)

brze, że naturalnym sposobem nie byli w stanie na­

karmić tyle tysięcy ludzi, bo nie mieli ani dostatkiem pieniędzy na zakupienie potrzebnej żywności, ani jej też wbliskości nie było można dostać, bo to była okolica pusta, a na te pięć bochenków jęczmiennego chleba i owe dwie ryby, które miał chłopczyna, nie można było wcale rachować, bo co to jest na pięć tysięcy ludzi! Ale, że Chrystus jako Bóg mógł temu niedostatkowi cudownym sposobem zapobiedz, to ża­

dnemu z uczniów na myśl nie przyszło, lubo już na wiele cudów byli się patrzyli.

Czy też i nam Chrześcianom nie zbywa czasem na mocnej wierze i ufności?

O zapewne! Wiemy to, że Bóg jest wszech­

mocny i nieskończenie dobry, a przecie, gdzie naj­

więcej mamy pokładać ufności w wszechmocności boskiej i w dobroci Jego nieskończonenej, my w szystko mamy za stracone; a tak tam gdzie nasza wiara i ufność coraz bardziej wzmacniać się mają, tam one coraz bardziej słabieją i nakoniec zupełnie upadają. Nie powinniśmy wprawdzie bez potrzeby spodziewać się od Boga cudów, aleć przecie Bóg i naturalnym spo­

sobem, gdy wola Jego ścięta, może nam pomódz i z niedoli nas wy dźwignąć, i to wtedy, gdy się tego najmniej człowiek spodziewa. Trzeba więc mieć wiarę i ufność trzeba się z ufnością modlić, a przy- tem i samemu pracować, a wypadek rzeczy samemu Bogu zostawić.

Jakaż jeszcze z dzisiejszej Ewangelii wypływa dla nas nauka?

Oto ta, że przed każdą ważną jaką sprawą, po­

winniśmy się udawać do modlitwy. Od Boga wszystko zaczynać należy; a kto z Bogiem zacznie, ten i z Bo­

giem kończyć powinien. Jakżeto jest pięknie i po­

żytecznie, gdy n. p. przed jadłem i po jadle modli się gospodarz z całym swoim domem. Nie mają tam miejsca puste rozmowy i rozwiozłe śmiechy. Wszystko tchnie pobożnośćią; a tak nietylko zasila się ciało, ale i dusza. Modlił się Pan Jezus wprzódy, nim cu­

downym sposobem pięć tysięcy ludzi nakarmił. Na­

śladujmy go bo nam piękny zostawił przykład.

Cóż się stało po owym cudzie?

Przez ten cud lud zgromadzony uznał Jezusa za obiecanego Mesyasza i Zbawiciela, ale że się po nim spodziewał rzeczy tylko doczesnych, wybawienia zniewoli rzymskiej, a nie oswobodzenia od grzechu;

pragnął tylko szczęśliwości ziemskiej, a nie wiecznej, niebieskiej; schronił się Jezus na górę; bo przeniknął myśli ludu, że go chcą królem zrobić, a królestwo Jego nie było z tego świata.

Owoc ze słuchania Mszy św.

* Dla czego ten tam codziennie chodzi na Mrzą świętą?* tak pytał się w pewnej oberży siedzący za stołem mężczyzna swego sąsiada, któiy na to zapy­

tanie, śmiejąc stę, litościwie wzdiygnąt ramionami.—

Słowa te były wymierzone na blizktego znajomego.

Nie mogłem przenieść tego na sobie, ażeby go nie bronić, zwłaszaza że wiedziałem z własnego doświad­

czenia, jak zbawiennym jest uczęszczanie na Mszą świętą

Kiedy byłem jeszcze chłopcem, widziałem jak nasza sąsiadka, pani dyrektorów a, — a była już w la­

tach — codziennie, zimą, czy latem, w deszcz, śnieg i niepogodę, opierając się mozolnie na kiju, pize- chodziła koło naszego domu na Mszą św. do ko­

ścioła. — Osiem lat odwiedzałem szkoły rodzinnego

miasta —- Msza św. dla szkolnej młodzieży odbywała się o pół do ósmej, a codziennie widziałem w ko­

ściele panią dyrektorową. — Nie mogła już chodzić o własnych siłach, z jednej strony kij ją wspierał) z drugiej prowadziła służąca pod ręką. — Ukończy­

łem szkoły, poszedłem na uniweisytet — pani dyre­

ktorom a chodziła o tej samej godzinie na Mszą św.

Złożyłem egzamin - objąłem me urzędowanie — pani dyiektoiowa ani dnia jednego Mszy św. nie opu­

ściła. Była już bardzo pochyloną, członki jej z para­

liżowane; był to widok rozizewniający patrzeć na tę dobrą staruszkę, jak prawie niesiona pi zez dwie Nu­

żące do kościoła się udawała. Nareszcie rozeszła się wieść że pani dyrektoiowa umarła. Zdawało się, że całe miasto chce wywędrować, tak wielki jej był pochód pogrzebowy. 1 ja także szedłem za trumną, a łzy stały mi w oku kiedy usłyszałem w tym po­

grzebowym pochodzie głośne łkania i płacz — były to narzekania licznych wdów i sierot, ubogich i cier­

piących, którym zmarła była matką i opiekunką. Był to owoc jej codziennego słuchania Mszy św. Ta szla- chętna staruszka winna temu, że i ja odiąd codzien­

nie słucham Mszy św.

Msza św. jest niejako drzewem szlachetnem, ob- sypanem najkosztowniejszemi owocami; tam uczymy się prawdziwej miłości Boga i bliźniego, tam odbieramy błogosławieństwo Boże do prac naszego powołania, po­

moc w pokusach, pociiechę w cierpieniach i sm utn ych

godzinach naszego żywota, tam uczymy się największej sztuki, tj. żyć szczęśliwie i umierać po chrześciańsku-

Dla tsgo chodź, duszo kochana! a jeżeli ci się podoba ten przykład spoczywającej już w Bogu sta­

ruszki, chodź ze mną codzienie, a przynajmniej kiedy ci czas pozwoli, na Mszą św. a tam możesz zry­

wać z tego najszlachetniejszego drzewa zbawienne ov\oc« dla twego codziennego żywota.

Nauki i rady

dla

M a t k i C h r z e ś c i a ń s k i e j jak dzieci po Bożemu wychowywać.

£ (Ciąg dalszy.)

u . Nieposłuszeństwo trzeba karać w tnałem

już dziecKU . Im rychlej zaczniesz, tem p rę d z e j prz)';

zwyczaj s ię dziecko d u posłuszeństwa i tem mniej poirzeba będzie je karać Ale nie kaiz, matko, dziecka, jeżeli nie spełni rozkazu ze zapomnieli*8.

Wtenczas przypomnij mu raczej i żądaj jego sp e ł­

nienia. Jeżeli zaś przekonasz s ię , źe była zła wola, natenczas weżmij rózgę w rękę i złom upór.

12. Nie pozwalaj dziecku wybiegać z domu be*

pozwolenia i pozostawać po za domem nad cza®

przepisany. To niebezpiecznie dla dziecka, żeby wy­

chodziło z domu, biegało i bawiło się po za nim we­

dle własnego upodobania.

t j. Pozwól dziecku, by się od czasu do czasu bawiło, biegało na wolnem powietrzu, bu ruch i zabawa chronią przed lenistwem i dla zdrowia są potrzebne. Ale uważaj na to, aby przy z a b a w i e

n e było rozpusty, swawoli, k ł ó t n i i sporów, a skoro spostrzeżesz gniew, nienawiść, oszukaństwo, złość i lekceważenie niewinności, przerywaj zabawę i bierz dziecko do domu, boby' »ię popsuć mogło.

(3)

IV. Bądź roztropna, matko, w karaniu i nagra­

dzaniu dziecka.

1. Najlepsza nagroda za dobre jest naturalna nagroda: najlepsza kara za złe, naturalna jest kara

t. j. spokój sumienia, wewnętrzne zadowolnienie i nieupodobanie Boże — i anów niepokój sumienia ' nieupodobanie Boże. Na to, matko, zwracaj uwagę dziecku twojemu i powtarzaj mu często: patrz, otoś wesoły, zadowolniony i szczęśliwy, żeś był pilny, 2eś to albo owo ziobił, a ojciec twój i ja się cie­

szymy temu i Bóg patrzy z upodobaniem na ciebie

— a lb o : widzisz, jakiś niespokojny, nieszczęśliwy1, smutny i bojaźliwy, żeś to wziął, skłamał, żeś do kościoła nie poszedł, żeś się nie uczył i Bóg się odwrócił od ciebie, i ja i twój ojciec smucimy się z tego.

2. jeżeli to nie wystarcz}’, natenczas musisz się, matko, uciec do szczególnej nagrody i kary. Ale nie wolno ci pomijać wpierw naturalnych, bo inaczej mogłyby dzieci zobojętnieć na głos sumienia i na upodobanie Boga i rodziców.

3. Zanim dziecko pierwszy raz ukarzesz, po­

winnaś, jeżeli tylko możesz, wpieiw już nagro­

dzić. Dla tego tizeba przedewszystkiem nagra­

dzać dzieci, aby je pobudzać do dobrego, a odstrę­

czać od złego.

4. Obieraj takie nagrody i kary, które najła­

twiej pobudzają do dobrego 1 odstręczają cd złego, a więc nie karz i nie nagradzaj na ślepo, bez większej rozwagi.

5. Tego, do czego dzieci nie powinny przywię- żywać znaczenia, nie trzeba im dawać w nagrodę, a to, co im zawsze powinno być miłe i cenne, nie powinno być karą. Nie nagiadzaj więc dzieci łako­

ciami, strojami, próżnowaniem i niebezpieczną za­

bawą; nie karz modlitwą, nauką, pracą i przy­

sługą.

6. To, co dzieciom jest potrzebne i pożyteczne, iżesz dać jako nagrodę, a więc: suknie, książki, lóżne rzeczy do szkudy potrzebne; można pozwolić na zabawę, prowadzić w nagrodę do kościoła, bo to z dw ojakiego względu będzie im m iłe: samo przez się i dla tego, źe to ma być nagrodą za p.lność i dobre zachowanie się.

7} W szystko, czego odmówisz dzieciom za karę, podniesie się w ich oczach. Dla tego możesz, matko,

*a karę nie pozwolić dziecku zmówić modlitwy, uczyć się, bawić z rodzeństwem i rówieśnikami, me pozwolić pójść do kościoła, przynieść lub zrobić coś Sobie, postawić je przy ścianie, nie kazać nic robić.

Tem większe będą one potem przywięzywały znacze­

nie do tego wszystkiego.

8. Nie uciekaj się zbyt często do kar cielesnych, bo to nie je&t prawdą, żeby dzieci po wielu razach cielesnych się napraw iły; zwykle wyrabia się z tego upór i zamiera pod tem uczucie. O czywiście, jeżeli je zepsuta sama w pierwszych latach i nie umiesz loztropnie nagradzać i karać, będziesz musiała 1 i ganić wiele — ale do tego nie potrzebuje ucie a się matka, która umiała zawsze rozsądnie zastusowa do dziecka naturalne nagrody i kary.

9. Nie karz dziecka nigdy w gniewie i unje Kiemu /a to, że cię zmartwiło, szkodę ci zro 1 , albo wstyd ściągnęło na ciebie. Nie o wsty d 1 n o szkodę na pierwszem miejscu chodzić ci powtn >

ale o grzech sam, o złość wewnętizną 1 zepsucie

duszy twojego dziecka. Nie mów mu o wstydzie i szkodzie, ale przedewszystkiem o tem, źe grze; hem Bóg się brzydzi, że żal ci psującego się w grzechu serca, gdyż inaczej wychowasz dziecko, które bać się będzie szkody i wstydu przed światem, ale nie arzechu. Pierwszem uczuciem na widok błędu twego dziecka niech nie będzie gniew, lecz smutek i ut,a- pienie ze złego i litość nad dzieckiem, że miało to nieszczęście grzech spełnić, a wtenczac i' wśród kary dziecko miłość widzieć będzie. To inny zupełnie skutek wywrze na jego serce, aniżeli rozdrażnienie, aniew i przekleństwo. Widokiem rozgniewanej matki lo rszy się dziecko. W gniewie nie przebiera się zwykle w sposobach karania — przebiera się miaię, uderza się dziecko wszystkiem, co się ma pod ręką i łatwo można zaszkodzić dziecku. Gniew me po­

prawia, ale jątrzy i nienawiścią przepełnia; dzieci nauczą się bać gniewu matki, ale me grzechu. L e­

niej wcale nie karać, kiedy się ma karać tylko w gniewie. Matko, kiedyś uniesiona gniewem, nie wymierzaj kary, wypuść z ręki 1 odłóż to czer? by ś rnntda dziecko chwilowo uderzyć, uspokój się 1 za­

stanów raczej, w jaki sposób powmnabys ukarać dziecko. Karząc, nie bądź znów zimna i obojęma - nie śmiej się i nie ż a r t u j z dziecka, ale okaż sm’^

i pogardę grzechu. Jeżeli dziecko wsrod kary okaże sie krnąbrnem i upornem to okaż mu .-pokój naj­

większy; jeżeli zaś okaże się zimnem, b e z uczucia, to okaż mu politowanie; jeżeli cię prosić będzie, abyś karę darowała, to okaż współczucie, ale przy­

pomnij mu, że B óg tego żąda, abyś je karała 1 nie odstępuj całkiem od kary. Jeżeli dziecko chętnie przyjmuje karę w poczuciu, ze zasluzyło na nią, natenczas możesz mu ją zamienić na inną karę którą samo sobie wyznaczy. Szczęśliwa matka, która

takie ma dziecko! ,

leżeli dziecko nie pozwoli się karać, chce ucie­

kać i opierać się, natenczas nie ustępuj, matko, ale p ó ^ w TnniecznSe na Z aczęte, c h .,1* , ale karv koniecznie dopełnij 1 złam upór dzieC“ a- leżeli ci zaś ju ż wyrosło nad głosvę 1 me m oz es z sobie z niem dać rady, wtenczas płacz nad sobą i nad dzieckiem, żeś je źle wychowała, ale nie prze- klmat So i nie złorzecz mu. Proś Boga gorąco, aby daT łaskę dziecku, a może 1 łzy twoje zmiękczą mu SerCe'io. Nie bij dziecka niczem twardem, nie ude­

rzaj w piersi, w głowę, me przestraszaj 1 me przera- Z i go zbyteczni! karą, bo tem wszystkiem możesz zaszkodzić jeg o zdrowiu.

u Zanim ukarzesz dziecko, przekonaj je o j g winie. Kata przejdzie ponad n,em bez wraien », W eli siebie będzie uważało mewmnem a Karę me

in* ra Ażeby je tem łatwiej ow inie przekonać,

zwolić, aby sobie wybrało rodzaj kary, bo przez to może się dziecko wewnętrznie poprawić.

,2. Karząc, nie rób wielkiego rozgłosu, nie mów w iele; w kilku serdecznych słowach okaż wstręt przed grzechem i litość nad dzieckiem. Nie wymawiaj słów obelżywych i przekleństwa, ale przy­

pomnij mu raczej, jakżeś przestrzegła przed złem,

jak

upominałaś, że B ó g rozkazuje ci karać. Po­

wiedz, że pragniesz, abyś nigdy karać me potrze

bowała. t .

13. Wymierzając karę, nie obrażaj poczucia 1 -

„o m , nie b l i t w k r e u dziecka ncznca zemsty, nie śmiej się z niego i me pozwą.aj, y naśmiewali się z niego.

(4)

7 * --- -

14- Przy wyborze kary patP’ raczej na wiel­

kość występku, aniżeli na wir i* ' j szkody. Nie mieiz jedną miarą, szkody, którą ci wyrządziło z nie­

uwagi, np., kiedy stuklo talerz, nóż zepsuło, a grze­

chu kłamstwa, uporu, kradzieży. Z początku wymie­

rzaj mniejsze kary, większe zi-stawiaj na później, ale nie zapominaj, że dziecko mierzy wielkość grzechu tylko wielkością kary.

15. To nie dosyć, że ukarzesz dziecko za złe

— powinnaś nadto żądać od dziecka, aby złe na­

prawiło, a więc przeprosiło za obrazę, odwołało kłamstwo, naprawiło szkodę, bo to wywiera wpływ większy, aniżeli sama kara.

16. Kary zasłużonej nie wolno darować. Dziec­

ko powinno wiedzieć, że matka i ojciec karzą z roz­

kazu Bożego. Nie trzeba też zbyt często grozić dziecku, ale kiedy się pogroziło, trzeba wypełnić, bo inaczej upadłaby powaga matki.

17. Nie karz dziecka, jeżeliś nie przekonana zu­

pełnie o jego winie — a ieżeliś to uczyniła, przy­

znaj się jawnie do tego i powiedz, jak się to stało i na czem oparłaś twoje zdanie. Może połowa winy będzie ciążyła na dziecku twojem.

J8. Przy wymierzaniu kary nie bądi stronnicza.

Nie oszczędzaj pieszczoszka twego i me rób różnicy, czy dziecko zgrzeszyło przeciw przyjacielowi, czy też przeciw nieprzyjacielowi.

19. Nie bierz dziecka w obronę, kiedy je ojciec karze, ale bądź pod tym względem zawsze jednej myśli 1 mężem twoim. Nie pozwól ujmować się za dzieckiem służbie twojej i krewnym twoim.

30. Nie przepraszał dziecka, kiedyś je ukarała;

bądź poważną potem, chociaż może dziecko o tem wiedzieć, źe zwrócisz się do niego sercem, kiedy się poprawi.

V. Cm u u v; nad czystością 1 niewinnością serca dziecięcego.

1. ‘ Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają< powiedział Pan Jezus. »Sto czter­

dzieści cztery tysiące dziewic widniał Jan św. w ob­

jawieniu, co chodzą za Barankiem, gdziekolwiek idzie, śpiewające jakoby nową pieśń przed stolicą, a żaden nie mógł jej śpiewać, jedno one czterdzie­

ści cztery tysiące* <Obj. tą.) To cena, wielkość w obliczu Bjskiem tej cnoty, co anielską jest na­

zwana! Matko, anioła dal ci Bóg w dziecku, kiedy ci je przyniesiono z kościoła obmyte we wodzie chrztu św., osłoń płaszczem twej opieki anielską jego sukienkę.

2. Uważaj na dziecko, kiedy jeszcze jest ma­

leńkie, aby na osubnem miejscu, niewidziane przez nikogo, zaspokajało potrzeby naturalne. Czuwaj nad tem, żeby uczucia wstydliwości nigdy nie obraziło, ale nie mów zbyt wiele tylko sama poprowadź. Nie pozwalał sukienki odkrywać, patrz na jego rączki, a kiedy spostrzeżesz, co ci się me podoba, układaj mu rączki, połóż je na bok, na piersi, jak najmniej mówiąc.

3. Nie pozwól dziecku używać nieskromnych wyrażeń, oznaczających naturalne potrzeby, Są rze­

czy, o których się mówić nie godzi, i które same z siebie wywołują na twarz rumieniec.

4. I najmniejsze dziecko usuwaj natychmiast 1 miejsca, na któiem, prowadzą się mowy nieskrom­

ne, a nieprzystojne żarty i nieprzyzwoite zachowa- iu« się obrażają oko, piosenki aiocaysit obrażają |j

ucho. Nie pozwffl dziecku bawić się samemu w gro­

nie służby dorosłej, bo tam nieraz wiele jest zepsu­

cia. Karć służbę, ale nie w obecności dziecka, je­

żeli ci dziecko przyniesie od niej jakie nieskromne słowa. Nie pozwalaj dziecku samemu sypiać ze służbą; boś jej sama nie wychownła i dla tego nie znasz wewnętrznego je j usposobienia.

5. Naucz dziecko twoje, aby się z niczem, a mia*

nowie z zabawą nie ukrywało; nie pozwalaj igrać w łóżku, nie pozwalaj rąk chować pod sukienkę, w kieszeni. Patrz raz po raz, jak ma ręce uło­

żone, kiedy śpi. Niech się szybko dzieci ubierają i rozbierają; rozebrane niech nie chodzą po miesz­

kaniu.

6. Dziecku, pasącemu w polu twoje bydełko, daj jakie ręczne zajęcie; dziewczęciu daj kawałek płótna, igłę, niech robi pończochę — chłopcu daj nożyk, kawałek drewna, niech struże; daj nici, aby bacik sobie kręcił, a tak, aby jedno i drugie nie spędzało dnia w bezczynności, bo bezczynność jest maiką wszystkich grzechów. Daj im książeczkę w rękę, różaniec i naucz, jak czas przeplatać sobie mają: to pracą, to zabawą to znów modlitwą. Za­

glądaj do dzieci pasących na polu jak najczęściej i patrz, czem są zajęte. Kiedy widzisz u zwierząt, jak idą za popędem natury, nie pozwól przypa*

trywać się dziecku, ale zarkyj to starannie przed niem.

7. Nie łechc sama dziecka, nie drażnij iego ciała. Uważaj troskliwie na piastunkę, dziewczynę, aby tego nie czyniła.

8. Nie śmiej się z tego, com ci dotąd powie­

dział; nie mów, źe to są drobnostki, bo i tu małe na oko występki i zdrożności są wielktemi. Tu nie ma grzechów powszednich. O tem pamiętaj, że są już u dzieci taiemne zdrożności, które nietylko nie­

winność odbieraią, ale przytępiają ducha i niszczą siły ciała. Jeżeli masz podejrzenie, że dziecko twoje potajemnie grzeszy, a możesz to poznać po bladych oczach, sinych pierścieniach naokół oka, po niespo- kojnem i niepewnem wejrzeniu, po tajemnem ukry­

waniu rąk, najpewniej po bieliźnie — wtedy udaj się natychmiast do spowiednika po radę: co czynić, bo inaczej może ci zginąć dziecko.

9 Nie mów: to dziecko jeszcze jest małe, głu­

pie. Rzeczy obrażające uczucie wstydliwości nie przechodzą bez wrażenia ponad dziećmi. Takie jest przekleństwo złego, źe gwałtem się wciska do du­

szy i łatwo się przyjmuje. Złego nie potrzeba uczyć.

Nie przypominasz że sobie czegoś takiego, co się w młodości twojej wpoiło w duszę i co później może na wielkie wystawiło cię walki? To pewna, że im czystsze i niewinniejsze dziecięctwo, tem pewniejsze zapewnione zwycięstwo duchowi nad ciałem.

to. Mów dziecku często o wszech-obecności Boga i obecności jego Anioła stróża. Opowiadaj z zapałem i przejęciem się przykłady niewinności, mów o niewinności serca, przypominaj wielką jej cenę. Niech dziecko wie, że ty czystość serca wię­

cej cenisz, niź pieniądze i życie.

11, Czuwaj nad tem, aby dziecko nie dowie­

działo się zbyt rychło i w sposób haniebny o po­

czątku życia ludzkiego. Gdyby się zapytało 1. na­

iwnością, odpowiedz mu: *Bóg mi d<tł ciebie, bo Bóg daje każdemu życie,* albo: *od Boga przysze­

dłeś, bo u Boga byłeś, zanim tu byłeś.« Nie zaka­

zuj dziecku tego pytania, nie okazuj niecierpliwości, bo zaostrzysz ciekawość jego i mógłby się znałoś*1, ktoby je pouczył,

(5)

12. Nie^pozwói wychodzić dzieciom samym wieczorem. Zanim do łóżka się położysz, idź i po­

patrz po dzieciach; czy ci którego nie braknie. Nie Pozwalaj tańczyć córce, kiedy jej strzedz 'nie mo­

żesz; trzymaj za rękę dorastającą, aby ci nie zgi­

nęła i nie upadla. O gdybyś tak mogła co wieczór

* podniesionem sercem zawołać do Pana w gronie twych dzieci: » 0 jako piękny jest czysty rodzaj z jasnością; nieśmiertelna jest bowiem pamiątka jego:

gdyż i u Boga znajoma jestAi “u ludzi.* [fMądr. 4. I.)

IV. Przyzwyczajaj dzieci do tego, aby zawsze prawdę mówiły.

1. Okazuj przy każdej sposobności, źe niena­

widzisz kłamstwa i fałszu. A im mniej ludzie przy­

wiązują do tego znaczenia, tem więcej zapobiegaj kłamstwu.

2. Strzeż się, aby cię dziecko twoje nigdy nie schwytało na kłamstwie, bo ty masz wielką powagę wobec dziecka. Tobie wierzy dziecko zawsze, więc wie zawódż jego wiary. »Kłamstwo matki czyni spu­

stoszenie w całym moralnym świecie,* powiedział ktoś słusznie.

3. Nie pozwalaj na to nigdy, aby ktoś zwodził, oszukiwał dziecko, udawał przed niem, bo to pro­

wadzi je do kłamstwa. Nie myśl, żeby przez to dziecko się rozwijało rozumowo. Może się ono Przez to nauczyć podstępu, zdrady: może stracić wiarę do ludzi, a to nie jest przecież postępem.

4. Nie pozwalaj dziecku nigdy na to, aby zwo­

dziło kogo, udawało. Szkoda ztąd wynikła może być mała, lecz każda zdrada, każdy fałsz i kłamstwo zarzuCa na duszę dziecka czarną zasłonę, pod którą 1 inne błędy łatwo się kryją.

5 Nie mów, że dziecko twoje roztropne, mądre, kiedy się umie wykręcić ze zarzuconego mu występ­

ku, kiedy się umie wy kłamać, bo wychowasz sobie nicponia.

6. Nie dawaj mu okazy i do kłamstwa przez nieostrożne pytania, przez pytania gwałtowne, s u ­ rowe, z rózgą w ręku, bo ze strachu ci skłamie.

Jeżeli chcesz, aby się dziecko do winy przyznało, to go nie przestraszaj. Lepiej mu przyobiecaj, że da- rujesz mu, jeżeli się przyzna 1 poprawę przyobieca.

Ale to musi ono wiedzieć, źe w razie kłamstwa po­

dwójna czeka je kara.

7. Nie poddawaj mu też kłamstwa w niestóso- Wnych pytaniach, jak n. p.: »tyś przecież tego nie

*robil? albo: »jeżeliś to zrobił, to popamiętaj!*

Wtenczas naturalnie łatwo dziecko odpowie: >nie zro­

biłem.* Rodzice nie mogą dosyć zachować ostroż­

ności, aby* nie zniewalać dzieci do kłamstwa.

8. Nfe dawaj sam a powodu do kłamstwa nawet i wtenczas, kiedy jesteś w trudniejszem położeniu.

Nie dawaj dziecku innego polecenia, jak tylko, aby prawdę powiedziało.

9. Nie okazuj tego nigdy dziecku, że mu nie wierzysz. Nie żądaj tego, aby ci się przysięgało, Narzekało, nie żądaj coraz to nowszych dowodów na to, źe ci prawdę mówi. Dziecko, prawdę

>nówi, mogłoby tem czuć się d o tk ™ tem > °.

*aś, które skłonne jest do kłamstwa, tem prę

skłamie. n

10. Nie wolno też być ci łatwowierną. c|

dziecko powie, w to możesz zrazu uwierzyć. ro az mu, że na tem jego słowie budujesz. Będzie to po­

budką dła niego. Sama jednak w cichości tak zeby dziecko tego nie dostrzegło, dochódź tego, czy ci prawdę powiedziały.

11. Nie przyjmuj od dziecka żadnych nowinek, odmów. Nie pytaj się o nie nigdy; bo tu łatwa dla niego sposobność do popełnienia kłamstwa.

12. Jeżeli dziecko skłamało, żądaj, aby odwołało i aby przyznało się do tego, że skłamało; bo nie tak łatwo potem drugi raz skłamie.

13. Nie wystawiaj dziecka na próbę: czy skła­

mie, jeżeli już" wiesz prawdę. Powiedz mu lepiej, że wiesz wszystko, ale chcesz tego, aby się samo przyznało. Przez to zapobiegniesz kłamstwu 1 przy­

zwyczaisz dziecko do prawdomowności.

14. Przyzwyczajaj też dziecko do tego, aby dotrzymywało tego, co przyrzecze 1 przypominaj mu raz po raz, że to lub owo przyrzekło iże musi tego dotrzymać.

(Dokończenie nastąpi.)

Ja p o n ia .

J (Dokończenie.)

Bardzo często naprzykład w samowładnych Chinach ten lub ów rządca prowincyi odprzeda za­

kupioną dla żołnierzy broń, albo pokaże, iż zakupu za tyle a tyle pieniędzk broni, sam zaś połowę sumy przeznaczonej na broń schowa do kieszeni. Różne też nadużycia dzieją się w samowładnej Rosyi. By­

wały wypadki podczas ostatniej wielkiej wojny Rosyi z Turcyą, że pułkownicy rosyjscy przyjmowali dla wojska obuwie z podeszwami papierowemi zamiast skórzanemi, że rozkradali mąkę przeznaczoną na chleb dla żołnierzy. Przed kilkoma laty rząd rosyj­

ski zaczął sprawdzać, czy okręty wojskowe rosyjskie zaopatrzone są we wszystko, co muszą posiadać i czy są w dob/ym stanie. Okazało się oto wówczas, że wiele rzeczy, które były w wykazach zapisane jako kupione za taką a taką sumę, wcale mg y u- pione nie były, okazało się też, że okrętow me repa­

rowano należycie, jakkolwiek rzekome reparacye Ko­

sztowały bardzo wiele pieniędzy.

Niejeden z mieszkańców portowego miasta Odessy wiedział o tych nadużyciach władzy, ale nie p i i ł o nich w gazetach, bo żadne, gazecie rosyj­

skiej tegoby wydrukować nie pozwolono.

Brak wolności prasy źle wjiływa nawet na siły

zbrojne narodu. ,

Od roku 1889 Japonia, jak powiedzieliśmy stała

Się państwem k mstytucyjnem. Ma zapewnione pra­

w i zebrań, stowarzyszeń i wolności prasy, ma przed­

stawicielstwo narodowe — parlament. Te prawa po­

lityczne społeczeństwa japońskiego wywalczyła ja ­ pońska szlachta — Samuraje. Wojownicza ta war;

stwa chciała pchnąć Japonię do walki z Chinami u władzę i wpływ nad sąsiednim krajem Koreą. Mi­

kado był temu przeciwny i Samuraje musieli walczyć z m'm o wojnę chińską a podczas walki tej zdobyli najpierw konstytucyę.

W ładca Japonii, zwany poprzednio Mikado, otrzymał tytuł cesarza. Dawne pojęcie, iż Mikado pochodzi od Boga, zaznaczono w konstytucyi, wyraża więc ona, iż władza c e s a r z a Japonii pochodzi od Boga i sam on jd*t pochodzenia boskiego.

(6)

Obok ce*aiza łtoi jednak powołany do życia parlament i ten w wielu sprawach dzieli z nim wła­

dzę. Są jednak sprawy, które roztrzyga cesarz sam, bez udziału parlamentu ; cesarz naprzykład rozstrzyga o wojnie, zawiera pokój, jest naczelnym wodzem armii lądowej i morskiej, cesarz ułaskawia prze­

stępców, ogłasza w razie potrzeby sam oblęże­

nia. Imieniem cesarza sądzone są wszystkie sprawy w sądach.

Uchwalenie podatków i kontrola nad admini- stracyą zależą od parlamentu, on to obraduje i wy­

daje wszystkie niemal nowe ustawy Ustawy te je ­ dnak winny być zatwierdzone przez cesarza.

We wszystkich sprawach, które od cesarza za­

leżą, parlament ma prawo przedkładać mu swe żą­

dania w formie tak zwanego adresu do tronu.

Podług konstytucji z 1889 r. parlament składa się z 2 izb, to jest z dwu oddzielnie obradujących zgromadzeń. Jedno 2 nich nazywa się I z b a p a ­ n ó w , drugie I z b a g m i n . Izba panów składa się: 1) z członków rodziny cesarskiej, 2) z książąt, 3) osób mianowanych przez cesarza, oprócz tego z posłów obranych w każdym okręgu i mieście przez obywateli najwyżej opodatkowanych.

Izba niższa składa się wyłącznie z członków obieralnych. Prawo wyborcze przysługuje każdemu obywatelowi japońskiemu, opłacającemu 15 jen (75 koron) podatku. W ten sposób liczy Japonia 460.000 wyborców.

Konstytucja z 1900 r. rozszerzyła pra%vo wy­

boru na każdego, kto opłaca 10 jen (50 koron) po­

datku. Takie stopniowe zwiększanie liczby wyborców w miarę rozszerzania się oświaty na warstwy niższe jest bardzo pożądane.

Na czele różnych oddziałów władzy stoją mini­

strowie; spraw zewnętrznych i wewnętrznych, wojny, marynarki, sprawiedliwości, oświaty, rolnictwa i han- diu, kolei. Rozporządzenia cesarski# obowiązują, jeżeli są podpisane przez ministra. Cesarz nie jest odpowiedzialny za swe rozporządzenia, lecz odpo­

wiada za nie przed parlamentem minister. Taki jest ustrój państwowy Japonii. W głównych zarysach przypomina on urządzenie Austryi, a jeszcze bar­

dziej ustrój Belgii, na którym był wzorowany. Jest on nieskończenie wyższy, lepszy od ustroju samo­

władnej Rosyi lub Chin. Urządzenie państwowe Ja ­ ponii przyczyniło się do tego, ii państwo to zwię­

kszyło i zwiększa pomyślnie swe siły.

Japończycy pragnęli, aby przedstawiciele społe­

czeństwa mieli udział w rządzie i wpływ nań, dający możność przymuszenia swego Mikada (cesarza) do wypowiedzenia wojnj' Chinom.

Walka o tę wojnę bj’ła uporczywa. W ciągu roku odbywało się po kilka tysięcy zgromadzeń po­

litycznych, na których przemawiało po kilknnaśeie tys. osób, domagając się wojny z Chinami.

Pochód ną Koreę był utubionem marzeniem Japończyków od 1872 r. W 1874 r. wybuchły były pod przewodnictwem b. ministra sprawiedliwości za­

burzenia w Japonii, krzyczano »Do Korei.* W roku 1877 wybuchło nawet powstanie w Sakumie pod do­

wództwem byłego ministra woiny i bohatera narodo­

wego Saigo dła zwalczania rządu za jego niezdecy­

dowaną politykę zewnętrzną.

Rozruchy Koreańczyków, skierowane przeciwko Japończykom, zamieszkującym Koreę, dolały oliwy do ognia, który palii Japończyków pragnieniem woj­

ny o Koreę. Rząd Mikady wciąż jednak utrzymywał pokój, uzyskawszy tylko pewne prawa dla Japończy­

ków w Korei.

W maju 1894 r. parlament japoński uchwalił większością głosów 153 przeciw 139 przedstawienie do Mikado, wyrażające, iż rząd nie prowadzi dosta­

tecznie energicznej polityki zewnętrznej. Pierwszego czerwca tegoż roku udał się prezes izby deputowa­

nych do królewskiego pałacu z adresem parlamentu, żądającego zmiany ministerstwa i wojny.

Dwaj książęta japońscy, należący do rodu Ruga, wydali manifest, w którym się mówiło o potrzebie obalenia ministerstwa, chociażby zdobyć drogą re- wolucyi.

Pomimo wszystkich wysiłków ,.e strony rządu, by utrzymać pokój, musiał on jednak wszcząć woj­

nę o Koreę w sierpniu 1894 r. Wojnę prowadzić należało z Chinami, jako posiadającemu nad K (,reą władzę zw ie rzch n ią.

Wojna trwała wszystkiego kilka miesięcy', zakoń­

czyła się w lutym i jakośmy już wspominali, była szeregiem tryumfów Japonii.

Japonia domagała się nietylko wyłącznych wpły­

wów w Korei, ale również kawałka póh.ocnych wy­

brzeży Chin z portem Artur. Otóż Rosya Francya i Niemcy posłały swe okręty wojenne do Azyi wschodniej i domagały się, aby Japonia zrzekła się swych pretensyi do północnego skrawka Chin.

Japonia nie była w stanie prowadzić wojny mor­

skiej z trzema mocarstwami, musiała więc jej też ustąpić.

Co skłoniło państwa europejskie ujmować się za Chinami? Czyżby dbałość o interesy Chin? Nie;

w polityce międzynarodowej każde państwo dba wy­

łącznie o własne interesy. Otóż Niemcy i Rosya, prze­

konawszy się, i i Chiny są słabe, już układały plany łupów na tem państwie. Jakoż w lat parę potem zabierają Niemcy Chinom kawałek kraju Kio-Czau, Rosya zaś zabiera port Artur. Usadowien e się Ja­

ponii w Chinach północnych uniemożliwiłoby zdo­

bycze te Rosyi i Niemcom. Oprócz tego gdyby Ja­

ponia usadowiła się w Chinach północnych, byłoby ona na ziemiach azjatyckich bezpośiednią sąsiadką Rosyi i ta ostatnia musiałaby trzymać na dalekich swych krańcach azjatyckich znacznie większą liczbę wojska celem ochrony swych posiadłości, coby ko­

sztować ją musiało ogromnie drogo. Japonia otizy- mała tylko wyspę Formozę; jest to wyspa rozległa, 23.027 kilometrów wynosząca (równa się kilkunastu powiatom galicyjskim), ludność jej rzadsza niż w sa­

mej Japonii, Formoza ma 88 głów na kilometr kwa­

dratowy, Japonia zaś n i . Kraj ten więc służy i służyć może do kolonizacyi japońskiej. Rząd ja­

poński osadził tam znaczną liczbę chłopów z Ja ­ ponii.

Drugim dodatnim skutkiem wojny było dla J a ­ ponii to, iż państwa europejskie zaczęły ją szano­

wać, poznawszy jej siłę. Stąd zaczęły traktować ją na stopin równości i od czasu wojny japońsko*

.ćhińskiej konsulowie europejscy nie posiadający w Japonii żadnj[ch praw 1 przywilejów wyższych ponad te, które mają w krajach innych, cywilizo­

wanych.

Dumna Anglia, posiadająca ogromne obszary we wszystkich miejscowościach kuli ziemskiej panu­

jąca nad szeregiem mór* zdecydowała się zawrzeć sujusz z Japonią.

Japonia nie może darować Rosyi, iż wskutek intryg rosyjskich głównie wydarto jej upragnione owoce zwycięstwa nad Chinami, nie może darować, iż Rosya w 1897 r. zajęła part Artur, leżący blisko Pekinu, stolicy chińskiej, nie może darowa*, iż Ro­

sya uiadawia się w Mandiuryi — kraju należącym

(7)

79 do Chin a przyległym Korei i że Rosya dąży rów­

nież do uratowania się w Korei, o którą już wojnę toczyła Japonia.

Stąd zatarg między Japonią a Rosyą, stąd wzra­

stająca nienawiść wzajemna tych państw. Jak przed rokiem 1864 J apończycy domagali się ciągle walki z Chinami o Koreę, tak dzisiaj rozlega się w całej Japonii okrzyk bojowy przeciw Rosyi. Japonia ma tradycyjną nienawiść względem Rosyi. Jeszcze w X \ III stuleciu, gdy Japonia poraź pierwszy ze­

tknęła się z Rosyą, znakomity ówczesny uczony ja­

poński Szihei Haiszi wydal dwa dzieła, w których wykazał dążenia Rosyi do zaborów i niebezpieczeń­

stwo wypływające sląd dla Japonii,

Dzieło to wywołało tak wielkie wrażenie i tak pobudziło przeciwko Rosyi, źe owoczesny władca Japonii Sz -gun kazał spalić to dzieło i uwięzić au­

tora jego. W kilkadziesiąt lat potem w połowie XIX wieku, gdy Rosya przywłaszczyła drugą połowę

•Sachalinu, należącemu do Japonii (pierwszą połowę tej wyspy Ros\ a zatargnęła w r. 1806) wielki pisarz tego czasu luko Tudjeta napisał olbrzymią książkę, zawierającą zbiór j>oezyi, opiewającą jak Rosya za­

graża wybrzeżom Japonii.

Współczesna Japonia ma tak dobize zabezpie­

czone brzegi, iż nie może obaw ać się najścia Rosyi, }de boi się, że Rosya będzie kawałek po kawałku roz­

rywać Chiny, Japonia zaś wysyła do Chin dużo to­

warów. Otóż gdy którą prowincyę chińską zagarnie Rosya, jak to uczyniła z krajem Amurskim w 1854 roku, wówczas sama posyła tam swe wyroby, nakła­

dając znaczne opłaty na wjTuby obce np. japońskie.

U ięc też nietylko Japonia, lecz i inne państwa, które jłrowadzą obszerny handeł z C hinami, niechętne są zaborom Rosyi w Chinach, stąd Japonia wobec Ro­

syi znajdzie poparcie tych państw. Państwami temi są : Stany zjednoczone Ameryki i Anglia. Ta osta­

tnia sprzymierzyła się nawet z Japonią.

Japonia i Rosya zwiększają swe siły zbrojne na Oceanie Wielkim, każde z tych państw wydało setki milionów w tym celu.

Siły morskie Japonii są znaczniejsze niż siły morskie R o syi; okręty wojenne japońskie posiadają baidziej chyży bieg niż okręty rosyjskie. Marynarze japońscy znają brzegi swych wód rodzinnych, swego Oceanu wielkiego, na który zapuszcza się tak często Japończyk dła połowu ryb; marynarze rosyjscy to chłopi wzięci od pługa, do morza zgoła nie przy­

zwyczajeni. Wszystko to zapowiada, iż gdy na Oceanie Wieikim rozpocznie się waika rosyjsko- japońska, Hota rosyjska zostanie zniszczoną, zatopioną przez flotę japońską.

Co do wojny lądowej, sądzą niektórzy iż Rosya jako posiadająca przeszło 130 milionów mieszkańców będzie mogła wystawić przeszło trzy razy tyle woj­

ska co Japonia, posiadająca tylko 44 milionów lu- 1 dnośei, a więc, źe Rosya pobije Japonię. Zapomi­

nają widocznie, iż posiadłości azjatyckie Rosyi są słabo zaludnione że Rosya na swych krańcach azya- tyckieh wyżywić wielkiej armii nie może, nie ma zre- szu| odpowiednio urządzonej kolei, aby można było przywozić żywność. Zapominają następnie i o tem.

źe Rosya ma d » przewożenia wojsk swoich na wschód Azy i jedną tylko dziesięć tysięcy kilometrów długą kolej syberyjską, kolej jednotorową; n a przewiezienie więc 50 tysięcy żołnierzy trzeba tu dwóch lub trzech miesięcy czasu, a zanim drugie 50 tysięcy przybędzie iuź pierwsza armia może być rozbitą, bo przecie Japończycy majq wszystko Misko tui pod ręką 1 są przygotowani.

Kto zna niepunktualność władz rosyjskich, kto zna złodziejstwa rosyjskich intendentów (urzędników zaopatrujących wojsko we wszelkie potrzeby), ten musi być pewny, iż na dalekich krańcach azyatyc- kich Rosj'a nie zdoła zaopatrzyć dobrze swych żoł­

nierzy.

Dla nas Polaków, których Rosya najbardziej i najwięcej uciska, dla nas, którzy tyle dozna­

liśmy krzywd od Rosyi, każda jej klęska, każda po­

rażka Rosyi jest czemś poźądanem, czemś cennem.

Klęska Rosyi nie tylko musi napełniać serca nasze rodością, jako kara Boża na naszych krzywdzicieli, a zarazem jako rzecz dla nas korzystna. Znaną jest prawda, że im wrogowie nasi posiadają mniej sił, im klęsk więcej na nich spada, tem ' rzywdę mniejszą wyrządzać nam potrafią.

Czekamy więc klęsk Rosyi, czekamy więc wojny rosyjsko-japońskiej.

K O N I E C .

Podstawą oświaty wiara.

<0 (Ciąg dalszy.) ifV *

Nadeszły żniwa. Przy pięknej pogodzie sprzą­

tnięto zasiew}’ zimowe, pracowano przy jarych, kto jeno mógł spieszył na zagon i pomagał wedle moż­

ności. Jan także wyszedł z książką w pole ku la­

sowi. Gdy stanąwszy na wzgórzu, spojrzał na około;

uczuł w sercu radość niewypowiedzianą i szczęście pracujących włościan; krzątająca się przy żniwie młodzież rozmawiała wesoło, wszędzie słychać śpiewy i niewinne żarty, — starzy zapomniawszy o siódmym krzyżyku, znoszą snopy i dziwią się, zkąd im dziś tyle przybyło siły.

— O jakże oni szczęśliwi! — pomyślał sobie jakże mi tu przyjemnie pośród nich.

Było południe, wielu szło ku domowi na obiad, szedł i Jan z nimi rozmawiając o pogodzie i uro­

dzajach’ W tem dał się słyszeć dzwonek wiejskiej kaplicy. Wszyscy odkryli głowy, i stojąc lub klę­

cząc mówią »Aniół Pański.« Jan nie wie co zrobić ze sobą, modlić się nie chce, stać w kapeluszu jakoś mu nie wypada, w końcu odkrywszy głowę spieszy zamiast ku wsi pod las.

— Lud ten wśród ciężkiej pracy, kłopotów me zapomina o potrzebach swej duszy, głos dzwonka wzywa go, by się na chwilę oderwał od rzeczy ziem­

skich, i wzniósł się ku Bogu, a tak posilony na da­

chu, wraca do dzieła i pracuje tem chętniej. \ a” ie mvśli snuły się po głowie młodego mędrca, chciał ale nie mógł się im oprzeć, ni ich odpędzie od

Zam yślony spolj’ka ubogą staruszkę. Zna ją dobrze, wie, że nie maiąc sposobu do życia utrzy­

muje się jałmużną Podeszła w latach nie może pracować, ale gdy wszyscy przy żniwie, wyszła do pobliskiego gminnego lasu, nazbierała suchych g a ­ łązek i dźwigała je do domu. Zmęczona składa brzemię na wale podróżnym i idzie pod krzyż. Ca­

łuje go, klęka przed nim, w yciąga drżące ręce i głę­

boko wzdycha i szepcze słowa modlitwvT. Wstaje, całuje krzyż, pogląda na fig u ię umęczonego Zbawcy.

I T y o Pan ie! wiele cierpiałeś; Ty chcesz, abyśmy i my dźwigali krzyż swój, a czem krzyż większy,

tem niebo bliższe!* Wyrzekłszy te słowa staruszka, wraca niby młodsza do drzewa, bierze je i pewniej­

szym krokiem podąża dalej. W krzyżu szukała po­

ciechy i znalazła ją, zapomniała 0 dolegliwościach

(8)

tego żywota i z radością dźwiga jarzmo jakie na nią Opatrzność włożyć raczyła.

Wszystko to uczyniła staruszce je j wiara — mówi sobie Jan — prostą, nieuczoną kobietę wiara nauczyła tak żyć, jak żyć pragnęli wielcy mędrcowie pogańscy, ale próżne były ich usiłowania. Wiara to skarb nieoszacowany, a my, co się mamy za pod­

porę ojczyzny, za uczonych i przyjaciół naszego ludu, chcemy mu ten skarb wydrzeć i cóż naszym braciom damy za niego? czem go im nagrodzimy?

Jakież owoce wydadzą nasze rozprawy, nasze książki, nasza w ogóle nowoczesna oświata? Doświadczenie nas poucza dokąd prowadzą drogi nasze. W prze­

ciwnościach upadamy na duchu, usychamy w roz­

paczy, targamy się na życie, a gdy szczęście po­

służy, rzucamy się w odmęt rozkoszy, co nam trują duszę i ciało, i tak giniemy. Czemby był ten lud bez wiarj', która go pociesza, i wzmacnia, zachęca do cnoty i chroni od zbrodni ? Wiara poucza dzieci jak mają szanować rodziców, małżonkowi wskazaje obowiązki względem siebie i potomstwa, — wiara wytyka drogę monarsze i poddanemu, żebrakowi i panu, — wiara podstawą moralności, wskazówką ogólnego porządku i szczęścia. Czemby był nasz lud bez wiarj’ ? Zgrają upadających w nędzy roz­

pustników.

Taką zajęty myślą spieszy do domu, przebiera książki i kładzie niektóre do skrzyni, aby już ich nigdy nie brać do ręki. A spotkawszy się powtórnie z sąsiadami, rozmawia o swobodzie ducha, o wolno­

ści wyznań; mówi bez przesady i uniesień, ale już nie znajduje nowych zwolenników, a trzej, których pierwej pozyskał nie przynoszą mu zaszczytu, jako najgorsi w całej gminie chrześcianie i gospodarze, ludzie pozbawieni wszelkiego poszanowania.

Gdy nadeszła niedziela, wszystko w gmi.iie od rana do* nocy oddychało pobożnością. Dziewczęta odnowiły kwiaty i bieliznę na ołtarzyku w kaplicy, któtą otworzył raniutko stai uszek ten, co się oparł mądrości Janowej w gospodzie; wyczyściły ściany, ławki i podłogę z prochu, a potem modliły się i śpie­

wały »Kiedy ranne,* — »Serdeczna Matko,« —

• Pod Twoję obronę, i t. p.« W czasie właściwym wszyscy poszli na nabożeństwo do kościoła para­

fialnego, a pod wieczór zeszło się do kapliczki rnnó stwo ludzi starych, młodych i dzieci, by znowu chwalić Pana Boga, śpiewali litanię i różne pieśni, czytali pobożne uwagi i rozmyślania, a stary Paweł wszystkim kierował, on był duszą całej gminy, po­

czątkiem wszystkiego w niej dobiego; pizypominał święta i posty, zaczynał pieśni, czytał modlitwy wska­

zując przytomnym ich intencye. Tak czynił od lat 30, tak i dziś.

Ale od pewnego czasu poczciwy starzec ja­

koś posmutniał, taki ponury, milczący, gdy śpiewa to głosem driącem a gdy się odzywa: Zmówimy jeszcze »Ojcze nasz* na pewną intencyę (za jana), to się aż zanosi od płaczu, tak mu coś ciężko na sercu.

Paweł m a wszystkich mieszkańców gminy w niej się urodził, urósł i zestarzał, cieszył się, źe od lat kilkunastu wzrastała w niej pobożność i bojażń Boża

Taka tam cisza i spokój, litość nad biednym, spół- czucie i pomoc dla dotkniętego nieszczęściem, opieka dla wdowy i sieroty, a o rozpuście, próżniactwie,

o pijaństwie i procesach, ani słychać. Paweł nie mało się ku temu przyczynił, to też cieszył'się nie­

wymownie, śmierci się nie lękał, bo wiedział, że ona mu otworzy nowy żywot, zaprowadzi po nagrodę za dobre czyny. Jedno go przecież dręczyło’— odezwy Jana Drulaka, więc wzdycha i prosi Boga, aby mu dał opamiętanie i zachował całą gminę od iego wpywu i zepsucia.

(Dokończenie nastąpi.)

W szk o le.

N a u c z y c i e l : *Franuś wymień mi sze ść

zwierząt żyjących w krajach lodowatych.

F r a n u s : »C*tery białe nieźdwiedzie i dwa psy morskie.

ZAGADKA.

U zwierząt i u ludzi — Gdy się podoba,

T o jest ozdoba.

U rośliny zaś niejednej Tak mały, jak duży, Ku potrzebie służy.

Za dobre rozwiązanie wyznaczona nagr*d«.

Rozwiązanie szarady z nr. 9-ffo:

Że na świecie kat istnieje Każdy to chętnie przyznaje, Ma on to w swojem zajęciu Trzymać czasem topor w ręku!

Gdy go na kogo podniesie Na świat drugi go przeniesie Ludzie by się też obyli Gdyby kaci nie istnieli!

Józef Im kota z Studzionki.

Dubrze odgadli: panie: Zuzanna S ta n is ła w

z Głogówka, Marya Rybarek, Zofia Kamińska i Ro*

zalia Dambok z Świętochłowic, Julianna Kowol z Chropaczowa.

Panow ie: Marcin Dubiel z Miejskiego Janowa, Wilhelm Janota z Wesołej, Paweł Chodzidło z Pol­

skiej Wisły, Antoni Machniok z Siemianowic, Paweł Macha z Gliwic, Wiktor Gałązka z Gliwic, Jat1 Krząbala z B>kowiny, Tomasz Mieiiczek z Kochio*

wic, Ryszard Bodynek z Świętochłowic, Teodor Mi- lota z Bieńkowie, Jan Próba z Czyszek, Paweł Szę- dzielorz z Michałkowie. Walenty Marek z Martinscha- chtu, Teodor Koppel z Wyrów, Paweł Szymura z Równina, Adolf Skaba z Świętochłowic, Józef Wąs z Król. Huty, Paweł Paprotny z Gliwic i Helcia Gruntkowska z Janowic, Tomasz Wittek z Szarleja.

Nagroda przypadła p. Zotii Kamieńskiej p. An­

toniemu Machnikowi, Anton Czuber z Bottropu.

Nakładem i czcionkami > Górnoślązaka*, spółki wydawniczej * ograniczoną odpowiedzialnością w Katowicach.

Kedaktar odpowiedzialny: A n t o n i W o l s k i w Katowicach

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :