Guliwer. Kwartalnik o książce dla dziecka, 2015, nr 3 (113)

114  Download (0)

Pełen tekst

(1)

3/2015

Ceno

22,00zł

ISSN 0867-7115 INDEX 380075

VAI 5%, nakład1500 $zt.

wer

ISSN0867-7115

(2)
(3)

^/\eko

Guliwer 3 (113)

KWARTALNIK O KSIĄŻCE DLA DZIECKA

lipiec - sierpień - wrzesień 2015

W numerze:

• Jan Malicki -Podróże „Guliwera" 3

WPISANE W KULTURĘ

• Dagmara Czarnota:Kim byłaRozalia Bernsteinowa? (Rozważania biograficzno-

-detektywistyczne) 5

• EwelinaRąbkowska:Dojrzewaniesurowowzbronione - JohnGreen 9

• AlinaZielińska:Owampirach raz jeszcze 15

• Magdalena Smyczek: Twórczość Renaty Piątkowskiej 21

• Małgorzata Kucharska: KrystynaSiesicka laureatką plebiscytu „ORLE PIÓRO- 1972" 29 RADOŚĆCZYTANIA

• Alina Zielińska: Wędrówka z Pyzą 35

• Krystyna Heska-Kwaśniewicz: Przywracanie klasyki, czyli wielkich romantyków

wiersze dla dzieci 38

• Ewa Goczał: Podszewką na wierzch -o BajkachErny Rosenstein 39

• AlinaZielińska:Kimsą Obdarzeni z książki Piękne istoty? 42

• Alicja Baluch: Zbliżają sięświęta... 46

• Magdalena Laszczyńska: Znanei nieznane przygody pewnegołobuziaka 49

• AlinaZielińska: Wędrówka do magicznej KrainyNigdynigdyzksiążkami

Julii Kagawe Żelazny król i Żelazna córka 52

ROZMOWAGULIWERA

• Interesuje mniedialog ilustracji ztekstem,próbujępokazać na ilustracji coś więcej niż tylko jego odzwierciedlenie, uchwycićto, co nie do końca

zwerbalizowane- z Joną JungrozmawiaKamilaHausman-Wiśniewska 55 MIĘDZY DZIECKIEMAKSIĄŻKĄ

• RenataSikora: „Bułkownica", czyli co można zrobić dla rozwoju psychospołecznego dzieci w wieku poniemowlęcym w bibliotece dladziecięcych czytelników 59

• Izabela Mikrut: Teatrdla dzieci 61

• BibliotekaGALERIA KSIĄŻKI wOświęcimiu: Zwyciężył Zgnilobrody

i luneta przeznaczenia 63

(4)

Z LITERATURY FACHOWEJ

• Jadwiga Ruszała:Chcemy więcej książek o literaturze dla dzieci i młodzieży 65 NA LADACHKSIĘGARSKICH

• KrystynaHeska-Kwaśniewicz: PrzypomnienieEmilii Waśniowskiej(Wędrowały dwa

wielbłądy) 66

• Izabela Mikrut: Tron i życie(Jedyna) 67

• Joanna Wilmowska: Nowe stare zabawy(RokzFindusem) 69

• Karolina Miłek:Poszukiwaczeskarbów(To ty/kop/es?) 70

• MonikaRituk:Szkolne kawały (Koszmarnadwójka) 72

• Mrav:Liczenie (Bractwo-piractwo. Przygoda matematyczna) 73

• Karolina Miłek:Pytania i przekonania (Czys/on/e boją s/ęmyszy?) 74

• Joannna Wilmowska: Jedyny na świecie (Przygody Euzebiusza) 76

• IzabelaMikrut:Rewolucje (Meto.Tom i. Dom) 77

• MartaNadolna-Tłuczykont: Magiczna Teleportacja (Kapeluszkapitana Drake'a) 79

• Monika Rituk:Dziennikwybryków (Drakulciomakłopoty.Urodzinowa katastrofa) 80

• Izabela Mikrut: Święto w zoo (Trzecie urodziny Prosiaczka) • 81

• JoannaWilmowska: Lifestyle iżycie (Smażone tablety) 83

• Mrav: Cień kury (Kura Adela. Jakkura połknęła hipopotama) 84

• Joanna Wilmowska: Wybryki (Masza i Niedźwiedź. Pierwsze spotkanie) 85

• Mrav: Naksiężycu (5 sekund do lo) 87

• MonikaRituk: Edukacja (GrzegorzKasdepkedzieciom) 88

• Joanna Wilmowska: Tajemnice lasu (Skarby leśnychbraci) 90

• Karolina Miłek: Wyszukiwanie (Biblia dla dzieciwobrazkach) 91

• Mrav:Wskazówki (Bajkoterapia, czyli bajki-pomagajki dla małych idużych) 92

• Izabela Mikrut: Kompleksdetektywa (Pepe ispółka, Pepe ispółka znowu na tropie) 94

• Monika Rituk:Kim być(Zawodowcy) 96

• Karolina Miłek: Sekret(Powiedzwilkom, żejestem wdomu) 97

• Monika Rituk:Wakacyjne komplikacje (Dziennik Cwaniaczka. Droga przez mękę) 98

• Marta Nadolna-Tłuczykont: Niezwykła zabawa językiem(Kantor wymiany liter.

Opowiastkiortograficzne) 100

• Karolina Miłek:Zagderanki (Wyciskacz do łez) 101

• Mrav: Kryminałdla dzieci (Agata na tropie. Miecz króla Szkocji,Agata na tropie.

Kradzież nadNiagarą) 102

• Izabela Mikrut: Przypadki nastolatek(Nowa szkoła, nowi przyjaciele,

Obietnice ikłamstwa) 104

POŻEGNANIA

• AlinaZielińska:Wspomnienia pachnące fiołkami (Idzie Jaś, Parada fiołków) 106

ABSTRACT 109

(5)

PODRÓŻE „GULIWERA”

Grom z jasnego nieba może uderzyćzawsze i znienacka.Abyło tak.Leniwa niedziela (skądjato znam?), olśniewające letnie słońce, spokojna jazda samochodem. Wiadomości.

Tymrazem nie o aferach,tragicznych wypadkach zliczbą ofiar, skandalachtowarzyskich.

Tym razem była to informacja sensacyjna, szokująca, a dla kierującego pojazdem niebezpieczna.Spikerka spokojnym,wakacyjnymi aksamitnym głosem mówi, iżniejaki pan Little (przepraszam, nie dosłyszałem imienia),jeden z najbardziej cenionych nauczycieli, wychowawcówna Wyspach Brytyjskich odszedł na emeryturę. Niepierwszy i nie ostatni - pomyślałem. Niezwykłość zdarzenia łączyła się z oryginalnością pożegnania z zawodem. Postanowił bowiem opublikować iprzekazać następcomlistę najważniejszych oraz najcenniejszych tytułów,bez których kultura światabyłabynadzwyczaj uboga. Obok Homera - wiadomo, Szekspira -przewidywanego, Cervantesa - nie zaskakuje, znalazły się nazwiska Bułhakowa - ajakże i Jonathana Swifta. Bułhakowa wielu z nas czytało wielokrotnie i to wcale nie do poduszki. Niektórzy nawet zapamiętalisprzedlat odkrywcze i porywające inscenizacje teatralne Andrzeja Marii Marczewskiego,zwłaszczapłocką premieręw Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego. AleJonathanaSwifta?

Zaskoczyła mniejednakjeszcze bardziej ostrożna, aczzdecydowana uwaga pana Little'a, by skorzystać wyłączniez wersji dla dorosłych. Proszę nie doszukiwać sięjednak wrzeczywistości XVIII-wiecznej Anglii akcentów, którymi epatuje nas współczesna kultura, konkretyzująci utożsamiając to pojęcie zprecyzyjnym rozumieniem jego znaczeń. A przy okazji szybko,chętniei surowo osądzając iskazując na towarzyską infamię tych,co czytają.

Wtamtej rzeczywistości było gorzej. Mając szczęście, w wieży można się było znaleźć zzupełnieinnegopowodu.Bezłutu szczęścia traciło się głowę. Jednak wysoki i kostyczny Swift nie miałzamiaru wpisywaćsię w żywy,skrzącysięintelektualnym kalejdoskopem skojarzeń, interpretacjii nadinterpretacji słowa igestu, milczenia dosadniejszego niż krzyk, krąg czcicieli Amora-Kupidyna. Zapewneodległy -choć kto wie? -był ten właśnie krąg literackiej arystokracji: Owidiusza,Boccaccia,Aretina, Casanovy, Diderota.Nurt pociągający, a nawet inspirujący.Do marzeń? Życie. Po prostu -życie.

Opowieści Guliwerowepoznałem bardzo dawno. Przeszło pół wieku temu. Rodzice kupili mi wtedy książkę wydaną przez „Naszą Księgarnię" z ilustracjami Jana Marcina Szancera.Dziś mogę powiedzieć, żebyło to jejdrugie wydaniez 1958 roku.Znałemją chyba na pamięć, skoro dostrzegłem ogromnąróżnicę między moją edycją adrukowanymibodaj w „Płomyczku" fragmentami. Nie zgadzały się zarówno sytuacje, jak i losy bohatera.

W mojej pamięci pozostały ogromne ilustracje łamiące łamy czasopisma. Nie te edycje jednak miał na myśli pan Little. Onzapewnemyślało wydaniu z 1727roku, które na swój sposób wstrząsnęło Brytanią. Dla mnie ciekawsza byłaedycja lipska z 1842 roku Podróży Guliwera w nieznajome kraje...z przydaniem krótkiejwiadomości oSwifcie z Waltera Scotta. Tłumaczył je Jan Nepomucen Bobrowicz, „ozdobione 450 drzeworytamiprzez

(6)

JJ. Grandville". Nie było to jednak pierwsze polskie wydanie. Ono zostało opublikowane w 1784 roku,w osiem lat po przesławnychMikołajaDoświadczyńskiegoprzypadkach, znakomitego biskupa warmińskiegoIgnacego Krasickiego.Ten wielki człowiek swoich czasów znałi czytał dziełoSwifta. A może właśnieono stało się dla niego bezpośrednią inspiracją?

Z całąpewnością ślady lektury obu dziełsąnadwyraz wyraziste.Czytał więcoryginał, zapewnedladorosłych. Bo też obutwórcówłączyłowiele. Zapewne czas, przesunięty o kilka dziesięcioleci,krytycyzm miłujący, ironiczny dystanswobec ludzkich poczynań, starań,zamierzeń.

Najpełniej charakter twórczości Swifta(od siebie dodam:i autora Doświadczyńskiego) oddająsłowa Waltera Scotta:

„Utopie oparte były na dziecinnych zmyśleniach, lub służyły tylko za ramy do sys­

temu praw niewykonalnych w praktyce. Swift dopiero pierwszy, sens moralny swe­

go dzieła rozweselił humorem, pozornajego niedorzeczność zniknęła pod dowcipem i uszczypliwą satyrą, acharakter istyl opowiadającegodajew nim barwę rzeczywistości, najniepodobniejszym do prawdy zdarzeniom".

WpołowieXIX stulecia kończy się wPolsce Guliwer dla dorosłych.W 1881 roku, w Krakowiepojawią się PrzygodyGulliwera, Kraina Liliputów. Nowe wydanie dla dzieci, w rok późniejKraina Olbrzymów.Tych edycjipan Little nie poleca.

JanMalicki

(7)

WPISANE W KULTURĘ

Dagmara Czarnota

KIM BYŁA ROZALIA BERNSTEINOWA?

(ROZWAŻANIA BIOGRAFICZNO- -DETEKTYWISTYCZNE)

RozaliaBernsteinowato autorka pierw­ szego polskiego tłumaczeniapowieściLu­

cyMaud Montgomery pt.Ania z Zielonego Wzgórza.Jest tojedna z niewielu rzeczy, któ­ re wiemyotłumaczce.Niestety, poza datą tłumaczeniaoraz tytułami innych przetłu­

maczonych przez niąksiążek- nie wiemy o niej nic.Pozostająjedynie spekulacje. Jest to sprawa dość niespotykana, żew obec­ nych czasach, kiedy to możemywyszukać najróżniejsze informacje na właściwie każ­

dytemat,o osobie Rozalii Bernsteinowej nie możemydowiedzieć się absolutnie nicze­

go. Nie sąznane ani data jej urodzenia, ani śmierci. Wiadomo, żetłumaczenia Aniz Zie­

lonego Wzgórzadokonała w roku 1911. Nie wiadomo jednak, ile miała wtedy lat, jakie miała wykształcenie, skąd pochodziła oraz z jakim środowiskiem była związana.

NiewątpliwieRozalia Bernsteinowa mu­

síala byćosobą bardzowykształconą. Po­ wieść kanadyjskiej pisarki przetłumaczyła z oryginału, a więc zjęzyka angielskiego, który wówczesnych czasach był w Polsce słabo znany. Jak wiadomo, w tym czasie zie­ mie polskie znajdowały się pod zaborami, tak więcto raczejjęzyki zaborców,tj. nie­ miecki i rosyjskibyły językami lepiejznany­ mi.Elita zaś mówiła raczej po francusku niż po angielsku.

Zaskakujące jest to,iżautorka pierw­

szego polskiego przekładuAni z Zielonego Wzgórza tłumaczyłanie tylko z angielskie­ go,ale także zjęzyków skandynawskich.

W Bibliotece Narodowej możemy znaleźć in­ ne książki przełożone przeztłumaczkę.

Jedną zprzetłumaczonychprzezBern- steinową książek jest duńskie opowiadanie młodzieżowe Podróżdomorzalodowatego N.Juel-Hansen. Jak możemy dowiedziećsię zopisubibliograficznego,opowiadanieto było przeztranslatorkę przełożone z orygi­

nału- a więcz języka duńskiego. Przekład został wykonany dla polskiego wydawcy i księgarza żydowskiego pochodzenia Ga­ briela Centerszwera w 1897r.

Rozalia Bernsteinowa przetłumaczyła także dwie książki z języka norweskiego. Są to :przełożone w 1907 r. dlaWydawnictwa JakubaMortkowicza Dzieciństwo mateczki, tejznad dalekiego, cichego fjordu A.Gjems- -Semler,oraz Historja o Cesisierotce Hansa Aanruda, którą tłumaczka przełożyła również w 1907 r. dla KsięgarniPowszechnej.

Kolejny język, który tłumaczkamusiała znać, tojęzyk szwedzki. W 1909 r.Bernste­ inowa dokonała opracowania z oryginału szwedzkiego autorki EmmyAbom Królowa elfówiinne powiastki:dla dzieci dolat 7.

Jakwidzimy Bernsteinowa była zde­

cydowanie osobąniezwykle wykształconą i nietuzinkową, musiała władać conajmniej 4 językami obcymi, wtym 3 językami skan­ dynawskimi, które uchodzą za trudnedo opanowania. Przekładała kongenialnie, co można sądzić po zaletachczytelniczych opowieścio Aniz ZielonegoWzgórza.Tym

(8)

bardziej frustrującym staje się fakt, iż taka osoba„zaginęła bez śladu", nie pozostawia­

jącpo sobienicpoza tłumaczeniami.

Pierwsze polskiewydanie AnizZielone- go Wzgórza zostało podzielone na 2części.

Pierwszazostaławydana w1911 r., druga rok późniejw Warszawie przez wydawnictwo M. Arcta.Oficyna ta założonazostała w 1838 r.

w Lublinieprzez Stanisława (pierwotnie Samuela) Arcta. Stanisław Arct w 1881 r.

przekazał wydawnictwo swojemu bratan­

kowi Michałowi Arctowi,który rozwinął je i przeniósł do Warszawy. Asortyment oficy­

ny wydawniczejstanowiły główniewydaw­

nictwa encyklopedyczno- słownikowe, serie popularnonaukowe, literatura pedagogicz­ naoraz dziecięca i młodzieżowa, którasta­ nowiła około 35%produkcji wydawniczej firmy. Za ciekawostkę możnauznaćfakt, iż to właśnie Michał Arct skłonił Marię Konop­ nicką do pisaniaksiążek dla dzieci. Kolejne lata przyniosły stopniowe rozrastanie się wydawnictwa. W czasie II wojny światowej Arctowienie uzyskali pozwolenia na druko­

wanie nowych książek, zajęlisięwięcdziałal­ nością antykwaryczną. Wydawnictwo pod­

jęło ponownądziałalność tuż po II wojnie światowej w 1945 roku, jednakże już w 1953 roku oficyna upadła w wyniku upaństwa- wiania przedsiębiorstw prywatnych.

WBiblioteceNarodowej odnaleźćmoż­ natylko kilkaprzekładów Bernsteinowej.

Niewiadomo, czyto jedynejej tłumacze­ nia. Być może przetłumaczyła więcej ksią­ żek, któremogły zaginąć,podobniejakślad potłumaczce. Z tego,czego udało sięo niej dowiedzieć, wynika, że dla Wydawnictwa M. Arcta tłumaczka przełożyła tylko Anię z Zielonego Wzgórza oraz Anię z Avonley. To właśnie Bernsteinowej zawdzięczamy pol­

ski tytuł powieścikanadyjskiejpisarki. Ory­ ginalny tytuł powieści Lucy MaudMontgo­

mery brzmi bowiemAnne of Green Gables co dosłownie oznacza „Ania zzielonych szczytów".

Ciekawostkąjestto, iżpierwsze pol­

skiewydaniezawierało dość istotnybłąd.

Autorka bowiem figuruje tu nie jakoLucy Maud Montgomery lecz Anna Montgo­ mery. Błądten poprawiony został dopiero wpiątym wydaniu powieści -17 lat później.

Ponadto w trzech pierwszych wydaniach spolszczono nazwisko tłumaczki na Roza­

lię Bersztajnową.

Można by pokusićsię o wniosek, że Ro­ zaliaBernsteinowa zaginęła podczas II woj­

ny światowej. Byłoby to dosyć logicznewy­

tłumaczenie, Holocaustpochłonął miliony ofiar, a wiele osób nigdy nie dowiedziało się, co stałosię z ich bliskimi.Jednakże, biorąc pod uwagę daty wydań tłumaczonych przez nią książek, widzimy,że ostatnią była Ania zAvonley z roku 1924.Kolejne częściprzygód Ani zZielonego Wzgórza ukazały się jeszcze przed rozpoczęciem wojny,aletłumaczo­ ne były już przez inne osoby i wydawane przez inneoficyny. Nasuwa sięwięc pyta­

nie, czytłumaczka nie dokonywała później jużżadnych przekładów? A więc może wca­

le nie dożyła czasów Holokaustu? Tym bar­ dziej zaskakujący byłby jakikolwiek brak in­ formacji na jej temat.

Dzisiejszy świat, rozbudowany system informacjioraz możliwośćporozumiewania się za pomocąInternetu z każdym prawie miejscem na świecie daje ogromne możli­ wościuzyskania informacji.Niestety, mimo takich ułatwień otłumaczce pierwszego pol­ skiegoprzekładu AnizZielonego Wzgórzanie udało się odnaleźć żadnych informacji. Na­

zwiskotłumaczki wskazuje nato,iż była ona osobą pochodzenia żydowskiego. Jeżeli za­ łożymy, że Rozalia Bernsteinowa była jedną z wielu ofiar Holokaustu, jednym zmiejsc,

(9)

w którym można szukać oniej jakichkolwiek informacji, jest Instytut Pamięci Męczenni­

ków i Bohaterów Holokaustu YadVashem.

Instytut powstał w1953 roku decyzją par­ lamentu Państwa Izrael, Knessetu iod tego czasu pełni wiele funkcji m.in. dokumentuje historię narodu żydowskiego podczasHo­

lokaustu, upamiętnia tragediękażdejz sze­

ściu milionów ofiar,oraz odznaczaSprawie­ dliwychWśród NarodówŚwiata i przecho­

wuje dowody Zagłady dla pokoleń, które poznają historię Holokaustu poprzez archi­

wa,biblioteki, szkoły i muzea. Niestety, na pytanie o jakiekolwiek informacje odnośnie losów Rozalii Bernstein - polskiej tłumaczki żydowskiegopochodzenia żyjącejna prze­

łomie XIX iXX wieku zInstytutu przyszła odpowiedź, iż nieposiadają żadnych infor­

macjio takiej osobie, ponadto bez znajo­ mości daty i miejscaurodzeniaodnalezie­

nie informacjina temat danejosobyjestra­ czej niemożliwe'.

Kolejnym miejscem, gdzie można szu­

kać informacji na temat tłumaczki, jest Mu­

zeum HistoriiŻydów Polskich w Warszawie.

Zostałoono powołanedożycia w 2005 ro­ ku i zzałożenia ma byćpunktem odniesienia dla wszystkich zainteresowanych dziedzic­ twem Żydów polskich oraz znakiem doko­

nującego się przełomuwe wzajemnychsto­ sunkach Polaków i Żydów.Osobypochodze­ nia żydowskiego mogą w nim znaleźć naj­ ważniejsze informacje, które pozwolą im świadomie kształtować własne plany podró­ ży do miejscrodzinnejhistorii.Na pytanie o informacje natemat RozaliiBernsteinowej zMuzeum przyszłaodpowiedz, iż pytanie to zostałoskierowanedo DziałuZbiorówNie­ materialnych, gdzieniestety nie dysponują żadnymi informacjami natemattłumaczki i zasugerowano kontaktzŻydowskimIn­

stytutem Historycznym im. Samuela Rin-

gelbluma w Warszawie2.Instytut jestjedną z największych naświecie placówekbadaw­ czo-naukowych, która zajmuje się dziejami Żydów od wieków zamieszkujących Polskę i EuropęŚrodkowo-Wschodnią. Jednak py­ tanie o Rozalię Bernsteinowąwystosowa­ ne do ŻydowskiegoInstytutu Historyczne­

go pozostało bez odpowiedzi.

Nazwiska Rozalia Bernsteinową nie ma także na liście więźniów obozu koncentra­ cyjnego KL Auschwitz.

Kolejnym krokiemw poszukiwaniu in­

formacji na temat tłumaczki pierwszego polskiego przekładu Ani z ZielonegoWzgó­

rza było przeszukiwanie Internetu. Wpisa­

nieimienia inazwiska tłumaczki w wyszuki­

warkę nie przyniosłożadnego efektu. W In­

ternecie można także znaleźć fora i porta­

le społecznościżydowskiej, gdzie również byłaszansa na znalezienie informacji o Ro­ zalii Bernsteinowej.Jednym ztakich miejsc jest Forum ŻydówPolskich.Forumpowstało w 2004 r. z inicjatywy osób, które mieszkają w różnych częściach Polskii nie przynależą razem do żadnej organizacji. Obecnie dzia­

łają tu takżeosoby z Izraela iStanówZjedno­

czonych.Celem twórców forum było stwo­

rzeniatakiego miejsca w cyberprzestrzeni, które mogłobystaćsię platformądla wymia­ nyinformacji i opinii dla wszystkich Żydów wPolsce.Forumpowstałoprzedewszyst­

kim z myśląo polskich Żydach i Polakach, którzy zainteresowani są życiem, kulturą, re- ligią ihistorią Żydów. Drugim miejscem jest Portal Społeczności Żydowskiej www.jewi- shorg.pl. Niestety, zarówno w jednymjak i w drugim miejscu równieżnie odnalezio­

no żadnych informacji na temat tłumaczki.

W obydwu miejscachzasugerowanozwró­

cenie się do Żydowskiego Instytutu Histo­

rycznego3. Brak jakichkolwiek efektów po­

szukiwań w polskichinstytucjach i na stro-

(10)

nach internetowych spowodowałposze­

rzenie kręguposzukiwań.Jednym zmiejsc, w którym autorka pracypróbowaładowie­ dziećsię czegokolwiek o Rozalii Bernsteino- wej jest portal www.jewishgen.org, który zo­

stał utworzony poto,aby pomóc tym, którzy szukająkorzeni żydowskich, drugie to Beit Hatfutsot, the Museum of the Jewish People w Izraelu. MuzeumŻydowskiej Diaspory zostałozałożone w1978 roku z inicjatywy przywódcyruchu syjonistycznego Nahuma Goldmanna. Położone jest na terenieKam­

pusu Uniwersytetu wTell Aviwie i jest waż­

ną instytucją kulturalną Izraela, umacniają­

cążydowską tożsamość narodową Portal www.jewishgen.org w odpowie­

dzi na zadane pytanie wyjaśnił, iż niestety nie mogą pomócw odnalezieniu informacji natemat tłumaczki. Zasugerowano, iż moż­ na przeszukaćbazy portalu, jednakże,aby wyszukiwanie dałopożądany efekt,należy znaćimię,nazwisko, datę urodzini miejsce zamieszkania poszukiwanej osoby5.

Z Muzeum Żydowskiej Diasporyw Izra­ elu przyszła natomiast odpowiedź,iż znaleź­

li wswoich bazach2 osoby oimieniui na­

zwisku Rozalia Bernstein,jedna znich jed­ nak żyła napoczątkuXX wieku naterenie Węgier i zmarła w wieku 16 lat. Drugazaś urodziłasię naterenie Litwy wroku 1880, zmarła zaśw Santiago Chile wroku 1985, jednak niedysponują żadnymi informacja­

mi natemat tej osoby oraz żadnej zosób z nią spokrewnionych6.

Kolejnym etapem w poszukiwaniu in­

formacji oBernsteinowej była próba od­

nalezienia jakichkolwiekjejprzodków. Nie­ stety, nie przyniosło to efektu.Jednym z„tropów"było odnalezienieosób ztymsa­ mymnazwiskiem. Jedną ztakich osób oka­ zał się polski reżyser, scenarzysta i aktor filmowy,twórca filmów dokumentalnych ifabularnych,autor scenariuszy filmowych.

Jego pierwszeetiudy podpisane, realizowa­ ne w łódzkiej szkole filmowejw latach 60., a przedtem publikowanew prasie szkice o literaturze i wierszepodpisanebyły nazwi­

skiem Bernstein. Czytając notkibiograficz­ nereżysera, nie natrafiamy jednaknażaden śladczywspomnienie jakiegokolwiek po­

krewieństwa ztłumaczką Rozalią Bernste­ in. Dowiedzieć sięmożemyjedynie, że jego ojciec - Ludwig Bernstein wczasie okupacji był dowódcąoddziału AK, adziadek właści­ cielem ziemskim w zaborze pruskim. Nazwi­ sko Żebrowski to nazwisko panieńskiemat­ ki reżysera. Edward Żebrowski zmartw 2014 roku, tak więctutajtakżenieuzyskamy od­

powiedzi na nurtujące nas pytania.Niestety, oprywatnym życiu twórcy wiadomoniewie­

le, dlategoteż niemożliwe było skierowanie tychpytań do jego rodziny. W jednejz notek biograficznych widniejewzmianka o młod­

szej siostrzeEwie,jednakże niebyło możliwe nawiązanie z nią jakiegokolwiek kontaktu.

Jedynymtropemwydawałosię być pójście ślademewentualnego pokrewieństwa.Jed­

ną z osóbnoszącychtosamo,co zmarły re­ żyser nazwisko, jestznany aktor Michał Że­

browski. Niestety, nie udzielił onodpowie­

dzi na zadane w mailupytanie o ewentual­

ne pokrewieństwo z reżyserem.

Innąz dróg odnalezieniarodzinyRozalii Bernsteinbyło szukanie odpowiedzina py­ tanieo spadkobierców praw autorskich tłu­ maczki w StowarzyszeniuAutorów ZAIKS.

Jestto polska organizacja zbiorowego za­

rządzania prawami autorskimi twórców, za­

łożona w 1918 roku, m.in. przezJuliana Tu­

wima, Antoniego Słonimskiego, Jana Brze­

chwę.Główne cele statutoweZAiKS-u to m.in.: ochrona prawautorskich, wszczegól­

nościzbiorowe zarządzanie prawamiautor­ skimi, działanie narzecz rozwojutwórczo­ ści,doskonalenie jej ochrony, zwłaszcza w związku z rozwojem nowych technik,

(11)

działalność socjalna na rzeczjego człon­ ków. Niestety, odpowiedź nazadane pytanie brzmiała „...StowarzyszenieAutorówZAiKS nie sprawuje zbiorowego zarząduautorski­ mi prawami majątkowymi do twórczości Ro­ zalii Bernstein7".

Tak więc autorce pracy,mimo usilnych starań, nie udało się znaleźć żadnejinforma­ cji natematRozaliiBernsteinowej. Można domniemywać jedynie, żebyć może zmar­

ła ona bezdzietnie lubteż jej rodzina zginęła w czasie wojny. Czysama tłumaczka dożyła II wojny światowej -niewiemy. Jednakbio- rąc pod uwagę, to,iż najstarsze z jej tłuma­ czeń, które znamy, pochodziz 1897r.iprzy­ puszczając, że musiała mieć wtedy niemniej niż20 lat, to w momencie wybuchu wojny miałaby lat około 60. Za takimwnioskiem przemawia też fakt, że ostatnie ze znanych nam tłumaczeń Bernsteinowej pochodzi z roku 1924(Aniaz Avonley), ato aż 15 lat przedwybuchem II wojnyświatowej. Czy więcniczego w tymczasie nie przełożyła?

Z drugiej jednak strony między tłumacze­ niem Aniz Zielonego Wzgórza a AniqzAvon- /ey też jest12 latprzerwy. Spekulacje te pro­ wadzą nasjednak donikąd. Tłumaczkamo­

gła też przed wojną wyemigrowaćzPolski, lecz to tłumaczyćbymogło jedynie brak informacjio niej w polskich instytucjach, ajak wiemy poszukiwania w instytucjach i na forach zagranicznych takżenieprzynio­

sły efektu.Być może imię inazwiskoRozalia Bernstein było tylko pseudonimem tłumacz­

ki? Mimo że takie „zaginięcie bez śladu" mo­ że sięwydawać niemożliwe, trzeba niestety pogodzić się ztym,że o autorce pierwszego polskiego przekładu Ani z ZielonegoWzgó­

rza nie dowiemysię niczego.

1 E-mailzdnia 16.04.2015 r. podpisany przez Yael Robinson.

2 E-mailzdnia 3.04.2015 r. podpisany przez Krzysztofa Bielawskiego, Głównego Specjalistę ds. Portalu „Wirtualny Sztetl".

3 E mail z dnia 7.04.2015 r. podpisany przez Katarzynę Markusz, Redaktor Naczelną www.

. jewishorg.pl

4 E-mail z dnia 7.04.2015 r. podpisany przez Marcina Bartosiewicza - administratora strony internetowej www.fodz.pl

5 E-mailzdnia 13.04.2015 r. podpisany przez Phyllis, wolontariuszkę portalu . org

www.jewishgen

6 E-mailzdnia 12.04.2015 r. podpisany przez Odelle Davida.

7 E-mail z dnia 17.03.2015 r. podpisany przez Elżbietę Bryłę-Krukowską, Kierownik Wydziału Ogólnoczłonkowskiego Stowarzyszenia Auto­

rów ZAiKS.

Ewelina Rąbkowska

DOJRZEWANIE SUROWO WZBRONIONE - JOHN GREEN

Był czas, kiedy już prawie odtrąbio- no koniec czytelnictwa dzieci i młodzieży.

Nie przewidziano jednak wtedy takich zja­ wiskna rynku, jak Joanne Rowling czy John Green. Obydwie te gwiazdy, błyszczącena firmamencie pisarstwadla dzieciimłodzie­ ży, wyznaczyły i ustaliły noweformy jego istnienia. Poczytnyautor to teraz celebry- ta, a rozchwytywana książkato produkt to­ talny. W Polsce, podobnie jakw innych kra­

jach,książkaGwiazdnaszych winastałasię hitem popremierze jejekranizacji. Nie ina­ czej pewniestanie się w przypadku kolej­ nej książki tegoautora, Papierowe miasta, której sprzedażwzrośnie za sprawąpre­

miery filmowej.

W przypadkuHarry'egoPottera książka żyła nie tylko wraz z produktem filmowym, ale i niemal całągalaktyką innych produk­

tówi usług: od oryginalnych akcesoriów magicznych po tematyczne parki rozrywki.

(12)

W dziedzinie książki dla młodzieży J. Green, podobniejak autorka serii o HarrymPotte­ rze, stał się prawdziwym celebrytą, bożysz­ czem milionówfanów i fanek,przemawia­

jącymdo nich z You Tube. Ztymzjawiskiem należy się nie tylko pogodzić, trzebaje do­

cenić, jakwszystko,co jest w stanie przy­ ciągnąć młodzież do dobrej książki.Na pol­

skim rynku książki dlamłodzieży też prę­

dzej czy później trzeba będzie wykorzysty­

wać te mechanizmy. Myślę,żetąwłaśnie drogą kroczy RafałKosik ze swą poczytną i zekranizowaną seriąFelix, Net i Nika, na tę drogę wkracza też Marcin Szczygielskiwo­

bec wieścio trwających pracachnadekra­

nizacją jego tekstu.

Siła „Zielonego"

Trzeba jednak pamiętać o tym,że gdy­

by nie potencjał tkwiący w samym tekście, coś,co sprawia, że jest akceptowany przez wybrednągrupęczytelnicząnastolatków, na nic by się zdały zabiegi wydawców, by wypromować książkę. Cojest zatem takiego w książkach „Zielonego", że zostały zaakcep­ towaneprzezmłodych czytelników?

Siła tegoautora dlamłodzieży polega na tym, żeunowocześnia onpopularne te­ maty i motywy kulturowe, które można od­

nieść donarracji o młodości obecnej wkul­ turze. Niesposób przywoływać tutaj wszyst­

kich tych subtelnych nawiązań literackich czy filmowych, ale z całą pewnościąnale­

ży rzec,żewielkim pierwowzorem, z które­

go Green czerpie,jest Jerome Salinger z kla­ syczną, bestsellerowąpowieściąBuszujący w zbożu. Jeśli chodzi o formę powieści Greena, najczęściej wykorzystuje on fil­

mowe schematy kina drogi. Jako klasycz­ nypierwowzór można wymienić tu cho­

ciażby kultowyEasy Rider (Swobodny jeź­

dziec) z1969 r.

Bohaterowie Johna Greenato przede wszystkim młodzi uciekinierzy.Tutaj sche­ maty podróży, podobnie jak u Salingera, splatają się nietylkoz buntem przeciw nor­

mom społeczeństwadorosłych, aległównie z inicjacją w dorosłość,dojrzewaniem. Doj­

rzewanie to jed na kjestprocesembolesnym, naznaczonymcierpieniem isamotnością.

Nastolatkowie to nieodmiennie u Greena

„popsute" dzieci, i za sam ten faktponoszą karę, tak jakby dorośliwywiesili bilbordy zhasłem: „Dojrzewanie surowo wzbronio­

ne". Czy to będzie lekki strach, czywyraź­

na odraza, dojrzewanie ichdzieci, tych nie­ gdysiejszychsłodkich aniołków, nieodmien­

nie u dorosłych budziemocje negatywne.

Jestto nie tylko strach obezpieczeństwo ich pociecheksperymentujących z używkami, lecz także lęk wobec budzącej się seksual­

ności, obawa wreszcie przed powstaniem autonomicznej, oddzielnejjednostki, któ­

ra nie podlega łatwej kontrolii któramoże w efekcieodbiec daleko od wymarzonego dla niej wzorca.

W bestsellerowej powieści Salingera młody człowiek ucieka z internatui błąka się w okolicach rodzinnegomiasta w oparach dymu papierosowegoi alkoholu. Holden wczasiekilkudziesięciu godzin przeżywa za­

wódmiłosny, upajasię alkoholem i nikoty­

ną,próbuje inicjacji seksualnej z prostytut­

ką,dokonuje przewartościowań i ważnych decyzji życiowych, zktórychchyba najważ­ niejsza zapada, kiedy nocą zakrada się do rodzinnego domui spotyka swą małą sio­ strzyczkę,Phoebe. Początkowo proponuje i jej ucieczkę zdomu,tak jakby zatrzymanie dziewczynki przy sobie uratowało nie tylko ją od tyranii dorosłych,ale i jemu wróciłola­ ta dziecięce. Niewinność dzieciństwa,nie­ zachwiana mądrość, która jest jednocze­

śnie świętą naiwnościądziecka,rozpryskuje

(13)

sięnagle i bezpowrotnie,rozbijasię o skali­ sty brzeg czasu, którego nie da się przebła­

gać i udobruchać. Młody człowiek,tenupa­ dły anioł,popsutedziecko, nazawsze skala­

nyutratą, która towarzyszyćmu będzie po kres życia, które jest tylko pasmem cierpień beznadziei,tak wygląda wizjanarodzin do dorosłości u Salingera, którą zdajesię roz­ wijać Green.Dlatego właśnieGreena moż­

na nazwać pisarzem monotematycznym.

W zasadzie bowiem w kolejnych swoich tek­ stach rozwija, uszczegóławia, pokazuje z in­

nejperspektywy, zróżnym nasileniem czy w odmiennejtonacji ten sam temat: isto­ ty cierpienia ludzkiego. U niego, podobnie jak u Salingera, spotykamyowo zestawie­ nie małego dziecka i nastolatkaorazpomi­

mo tych paru lat różnicy, jaka dzieliteisto­

ty, całąprzepaść, labirynt cierpienia,w jakie wpada człowiek właśnie w wieku tychkilku­ nastu lat życia.

Tylkodziecko ma przywilej istnienia na­

iwnego i cudownegozarazem, może być jednocześnie i okrutnie egoistyczne, ibez­ granicznie oddane swoim rodzicom. Pewne ichmiłości i swego statusu. Zadomowione wistnieniuniczym mały pasza, czerpiące z radości i zabawy bezinteresownie. Dziec­

ko nie porusza się w labiryncie, nie doko­

nuje wyborów, nie musi prowadzićgry w konsekwencje, wudawanie, w coś za coś.

U Greena jednak wyjście zdzieciństwa jest nieuchronne i może być momentalne. Bo­ haterowie powieści SzukającAlaski grają w grę „Najgorszy i najlepszy dzień". Opo­

wiadają sobie historie najlepszych inajgor­ szych dni swego życia. Nieprzypadkowo jest toten sam dzień, będący także dniem mo­

mentalnego wyjściaz dzieciństwa.Alaska, bohaterka tejpowieści, za najlepszy dzień uznaje ostatni dzień dzieciństwa, kiedy to poszła z matką do zoo. Po prostu. Następ­

nego dnia matkadostałaśmiertelnego ata­

ku w kuchni, czego świadkiembyła jejma­

ła córeczka.Kiedy po kilku godzinach zjawia się ojciec, w pierwszym odruchu obwinia to dziecko siedzące obok trupa, żenie zadzwo­

niłopopomoc. Koniec. Towyznacza raz na zawsze moment wejścia w labirynt doro­

słegożycia tejdziewczynyi jej katastrofy.

Inna bohaterkatejpowieści,dzieckoemi­

grantówzRumunii, w dniuswego przyby­

cia doStanówstaje siętłumaczką swych ro­ dziców,odpowiedzialną zanich i ich decy­ zje. Często zatemostatni szczęśliwy dzień dzieciństwa jest zarazem pierwszym bo­

lesnym dniem nowego okresu dorastania.

Młody człowiek traci swój status dziecka i nic w zamianjeszcze niezyskuje.Byćmoże poza właśnie tąutratą. Ina zgliszczach bu­ dujeusilnie nowego siebie.

KULTOWY PISARZ AMtRY KAŃSKI

JOHN GREEN

19 RAZY KATHERINE

uunA »cnctjĄU. enwmt not»»« nmst - j«wt KUHOWYeiAS

(14)

Wbrew dorosłym

Dorośli nie są pomocni.Green rozry­

sowuje w swychtekstach całą gamę po­

staw dorosłych, wychowawców, rodziców i całkiem obcych ludzi, które na pewnej skali można uszeregować od troski omło­

dego człowieka, podejściaz pełnym zrozu­ mieniem i profesjonalizmemdo procesów, jakie wnim zachodzą, po jawną niechęć objawiającą się stosunkiem do młodzie­ ży niemal takim, jak do bezpańskich psów (ściganychlub przepędzanych). I nawet naj­ bardziejwyrozumiali rodzice, jakbohaterów Gwiazd naszychwina czy 19 razy Katherine, są tylkodorosłymi, którzy w najlepszym ra­ zie nie przyjmują tak naprawdę do wiado­ mości dorastania swychdzieci, którzy sta­ rająsię za wszelką cenę zakłamać rzeczy­ wistośćiwidziećnadal w swych zbuntowa­ nych nastolatkachsłodkie, nieco wyrośnięte dzieciaki. (Bodaj jedyną postacią matki, któ­ ra daje prawdziwe wsparcie swemu syno­

wi, jest matka Pułkownika, bohatera Szuka­

jąc Alaski). Starając się utrzymywać ułudę bezpieczeństwa rodzicerozciągają opiekę nadswymi dziećmi. W Gwiazd naszych wi­

naich niezdarne zabiegi sąz gruntu uda­

remnione przez śmiertelną chorobę pary bohaterów. Chociażczytelnicy, podobnie chyba jakbohaterowie,przezchwilęulega­ ją tej ułudziebezpieczeństwa, sprowadzeni bezlitośnie na ziemię wzakończeniu fabu­

ły.Bo u Greena podstawowym cierpieniem, jakie spotyka człowiekaiwyznacza całą je­

gokondycję, jest śmierć.Nietylko świado­

mość własnejśmiertelności,ale i śmiertel­

ności bliskich, także rodziców. Małe dziecko żyje poza labiryntemśmierci, wtym sensie samo jestnieśmiertelnei udziela swej nie­ śmiertelności swym rodzicom. Żyje w prze­ strzeni raju, poza czasem. Naznaczenie świa­ domością śmierci wyznacza jednakkoniec

dzieciństwa. Dzieje się tak nietylko wprzy­ padkuAlaski,która jest świadkiem śmierci swej matki, nie tylko w przypadku chorują­

cychna raka Hazel iGusa.

Kolejnym przykładem jest bohater­

kaPapierowych miast. Powieść zaczyna się od momentu, kiedy dwoje dzieci napotyka przypadkiem w parkurozkładające się cia­ ło mężczyzny. Po kilkulatach cimłodzi lu­

dzie wchodząw okres dojrzewania. I tozda­ rzenie zparku odciska, jaksięokazuje, pięt­

nonakażdym z nichw inny sposób. Quen­ tin iMargo są parąinteligentnych, pełnych życia młodychlicealistów.Quważa, że po­

radził sobielepiej z tamtymzajściem w par­ kudzięki opieceświadomychrodziców,któ­ rzy są psychologami. Margo być może miała mniej szczęścia dorodziców, którzysą typo­ wym przykładem dorosłych skoncentrowa­

nychna tym, by się dopasować do obowią­

zującychwzorców, czego też przedewszyst­

kim oczekują odswejcórki. To są właśnie bu­ downiczowie papierowych miast dorosłych, w którychrządzi konformizm, zakłamanie, żądzasukcesuza wszelką cenę,a to wszyst­

ko w istocie wedlediagnozy Greenapodszy­ te po prostu strachem przed utratą, cierpie­

niem, porażką, słabością.Wtym kontekście śmierćjest porażką najwyższą i jako taka jest wstydliwie usuwana zeświadomości. Margo musi zatem opuścićswych rodziców i pod­

jąć rozpaczliwą próbęzbudowania siebie od zeranaruinach dzieciństwa, naruinach pa­ pierowego miasta.Ponosiklęskę, wchodząc wślepąuliczkę bierności. Tutaj być może ujawnia sięteż jedna z przestróg Greena dla młodych ludzi, ama ich wrepertuarze niewiele, że śmierć (strachprzed nią iżało­ ba po niej) to siła, która wciąga. Margo zni­

ka,Q wraz z grupąprzyjaciół podejmuje próbę odszukania jej. Margo jest bowiem dziewczyną typową dlaGreena: inteligent­

(15)

ną, atrakcyjną, żywiołową, ale ze skazą. Ita właśnie delikatna skaza,rys charakteru,lek­ kie szaleństwo,melancholia,przekora, od­

wagabuntu sprawiają, że młode dziewczy­

ny, takie jakMargoczyAlaska,kusząGre- enowychmłodych bohaterów i jest to ku­ szenie śmiertelnie niebezpieczne. Margo niemalwciągaQw swoje szaleństwo,takjak Alaska wciąga Milesa w swoją nieuleczoną żałobępo śmierci matki.Obydwaj chłopcy zatrzymują się jednak tuż przed jakąś grani­

cą, po przekroczeniu której nie ma odwro­ tu od upadku.

Strażnikw zbożu

Salingerwe wspomnianej powieści roz­

taczazagadkową i piękną zarazem wizję, kluczową dla swej książki:[...] wyobraziłem sobie gromadę małychdzieci, które bawią się w jakąś grę na ogromnym polu żyta. Tysiące malców, a nie maprzy nich nikogo starszego, nikogodorosłego... prócz mnie oczywiście.

A ja stojęna krawędzijakiegoś straszliwego urwiska. Mamswoje zadanie: muszę schwy­

tać każdego,kto się znajdzie wniebezpieczeń­ stwie, tużnadprzepaścią. Bo dzieci rozhasa- fy się, pędzą i niepatrzą, cotamjest przedni­

mi, więcjamuszę wporę doskoczyć i pochwy­ cić każdego, ktoby mógłspaść zurwiska. Cały dzień,od ranadowieczora, stojętak na straży.

Jestem właśniestrażnik w zbożu.

Wizja JohnaGreena jest równiepesymi­ styczna. I chociażjego powieściom nie moż­ na odmówićdobrego humoru, tak sytuacyj­ nego,jak i słownego, to ostatecznie kondy­

cja młodych ludzi nie rysuje się tu zbyt ró­

żowo. Zresztą poprzez diagnozę młodości Greenstawiatakżecelne obserwacje świa­ tadorosłych.Człowiek młodypoprzekro­

czeniu granicy dzieciństwawkraczaw labi­

rynt cierpienia. Ma ono wiele imion i twarzy.

Utrata nieświadomości, radości,skażenie

przeczuciem śmiertelności, wreszcie pew­

ność własnej śmiertelności i obezwładnia­

jący strach przed nią. Strach, kolejne cier­

pienie, strach przed utratą rodziców, miło­

ści, przyjaźni, także strach przed dorasta­ niem, graniczącyzszaleństwem. Labirynt polegający też nabłądzeniu w poszukiwa­

niuwłasnej drogi, wobec utraty autoryte­

tów,poszukiwaniu tożsamości.

Greenrejestrujeten etap w życiu czło­ wieka, kiedy to marzenie osławie, swych wielkich czynachwydaje się takbliskie re­ alizacji, niemalw zasięgu ręki, tym bar-

KULTOWY PISARZ AMERYKAŃSKI

GWIAZD NASZYCH WINA

AlSOLUTNIt OłHlAlHA ■ JW

• UtOWYeiAI

dziej że jeszcze podsycane przez doro­ słych. Gus, bohater Gwiazdnaszych wi­

na, żyje w przeczuciu, że musi dokonać jakichświelkich czynów, i żetylko to sta­ nowi o wartości człowieka. Bohater Szu­

kając Alaski, kolekcjonuje ostatnie słowa wielkich ludzi, takjakby fascynowała go

(16)

śmierć spełnionegoczłowieka,który wie, że przejdzie do historii i swymiczynami jakby zdobędzie nieśmiertelność. Tymcza­ sem bohaterowie Greena walcząo sławę na własnym podwórku, zwaną przez mło­

dych popularnościąw grupie rówieśniczej, i zzasady w walce tejwlokąsię na jakimś sza­

rym końcu, niemalgodząc się ztym,że są odmieńcami,dziwakami, nerdami. Oznaka­ mi tejżepopularności jestwianuszek przyja­

ciół i partnerów. Wsposób komiczny Green zatem charakteryzuje topragnienie posia­

dania dziewczyny przezmłodego chłopca, którenibyma być potwierdzeniem jego po­ pularności.Bohater 19 razyKatherinema na tym punkcie niemalobsesjęipodchodzi do sprawymatematycznie,układając wzór na prawdopodobieństwo przetrwania związ­ ku z dziewczyną. Budzenie się seksualno­

ści, zdajesię, jest sferą,w którejzachowa­ ne są resztki dzieciństwa, Green bowiem zdużą śmiałościąi bez pruderii ukazuje seks nastolatków, traktując go jako pozostałość czystej, bezinteresownej zabawy dziecię­ cej. I tylko taki sekswedług niegojest coś wart, bezlitośnie karaniprzez ośmieszenie są młodzi, który próbują bawić się nieczy­

sto, na przykładw zdradę, uprzedmiotowie­

nie lub wykorzystanie partnera.

Czy autorwobeczbudowania dość nie­ ciekawej wizji kondycji młodego człowieka przewidujew niejzatem miejsce na pocie­ chę?Czy jestjakaś nadzieja, jakiś pewnik, który uświadamia głębszy sens istnienia młodemuczłowiekowi? Czyjest jakiś straż­

nikwzbożu, który przeciwdziała upadkowi w przepaść? Tradycyjnierolę tę przypisuje sięreligii i w tekście Szukając Alaski Green rozważa tęmożliwość. Licealiści uczestniczą w lekcjach poświęconych historii wyznań, gdziezastanawiająsię nad trzema wielkimi systemami wierzeń: chrześcijaństwem,bud­

dyzmem i islamem.Greenostatecznie odpo­ wiada, że religiai wiaraowszemmożesta­ nowić dlaniektórych pewną pociechę, ale tylko wtedy,gdy wypływa zautentycznych potrzeb, a nie zestrachu przed piekłem czy pożądaniem niebaza wszelką cenę.

Inną szansą wydaje się miłość ipotrze­

ba miłości jest stałym rysem Greenowych bohaterów. Jednak i tudiagnoza autora jestwarunkowa: miłość przynosi ukojenie

i jest kluczowa w życiu, ale niejako erotycz­ ne zauroczenie, ale jako przyjaźń, któraby­

wa także żartobliwie nazywanastarym mał­

żeństwem. I pozytywneprzykłady takich kojących związków mamy podpostacią za­ równo prawdziwych starych małżeństw, jak choćby rodzicówbohatera SzukającAla­

ski czy bohaterów Gwiazd naszych wina, ale igłębokich relacji przyjaźni, jakiej doświad­ czają młodzi bohaterowie międzysobą (iro­ nicznie starym małżeństwem nazywana jest paraprzyjaciół w Szukając Alaski: Pułkownik i Miles vel Klucha). Kojąceokazująsię niejed­

nokrotnie nowe relacje tworzące się między młodymi i rodzicami.

Innym wielkim pytaniem o nadzieję dla człowieka jest pytanie stawianelitera­

turze: czy przynosi ukojenie w cierpieniu?

I tu znowu odpowiedź niejest jednoznacz­

na.Po pierwszeautorytety pisarzy mogą okazać się fałszywe, jak choćby ów pisarz odnaleziony w Holandii przezGusa i Hazel, któryokazałsię staczającym się nadnopi­

jakiem. Po drugie,wydaje się, żeu Greena, szczególnie w tekście Szukając Alaski, ale i w Papierowych miastach,pojawiasiękon­

cepcja umowności, subiektywizmu i ograni­

czeń przekazuliterackiego. Ostatnie słowa w biografiach wielkich ludzi, któretak na­

miętnie zbierabohater Szukając Alaski, mo­ gą się w końcu okazać wymysłem,kreacją.

Pisanie o kimś, o czyimśżyciu, zawsze opar­

(17)

te jest na zwodniczej pracy pamięci, często grze niepamięci. Green zadaje sobiepyta­ nie, czy wogóle jestmożliwepisanieczy to o kimś,czy to osobie samym, bez ucieka­

nia się do kreacji, chociażbyztegopowo­

du, że już samowpisanie historii wsłowo przywołujecały alfabet kodu kulturowe­ go. Sąto skomplikowane zagadnienia, któ­ re zostały przez Greena jednak zasygnalizo­ wane, chociaż ostatecznie z poczynionymi zastrzeżeniami przyznajeon twórczości li­

terackiej dużą moc poznawczą i jak się zda- je takżeterapeutyczną. I podobniejak Salin­

ger opiera swą opowieśćna cytaciez wier­

sza Roberta Burnsa Jeśliktoś napotka kogoś, kto buszujew zbożu...,który recytuje zresztą Holdenowi jego mała siostrzyczka Phoebe, tak u Greenaznajdziemy całe mrowie istot­ nych dla autora odwołań icytatów literac­

kich, łącznie nawetz nieistniejącąaczge­ nialną książką Cios udręki.

Samotność i Prawda

OstateczniejednakbohaterowieGreena muszą szukać na własną rękęswojej dro­ gi, pozbawieni autorytetu dorosłych,religii czyteż literatury. Irobią to błądząc z rzadka tylko wspierani przezrelacje przyjaźni.Jest w nich pewien rys,któryczyni ich wygra­

nymi w tej trudnej grze dorastania: sympa­

tyczni,alenieporadni, inteligentni, alenie- doświadczeni, zgrywusy o czystych sercach zdolnido aktów najwyższej niesubordynacji ze szlachetnychpobudek.I tooni stanowią ostateczne poświadczenie jedynej wartości, jaka ma chyba dlaGreenaznaczenie w gąsz­

czu trudnych wyborów stojącychprzedmło­

dym człowiekiem:ijakkolwiek patetycznie byto nie zabrzmiało, tą wartościąjestpraw­

da. I to prawda przezduże P,takjak ją pojmo­

wałPlaton w triadzie z Pięknem i Dobrem.

Być może jest to właśnie tajemnicapopular­

ności tego autora: w atrakcyjnej,nowocze­ snej formie podaje onmłodym pisarstwo, poruszające tematy stare jak świat,którymi zajmuje siętylkodobra literatura.

Alina Zielińska

O WAMPIRACH RAZ JESZCZE

Do niedawnabyłam przekonana, że te­ mat wampirów jest już wliteraturzenieak­

tualny, można nawetpowiedzieć, że przeży­ wa swój zmierzch. Zajęcia z młodymi ludźmi uświadomiły mi jednak moje błędne wnio­

ski. Uczennice piątej klasy szkołypodsta­

wowej oraz pierwszej klasy gimnazjumna spotkaniach w Akademii MłodegoBibliofila bardzo skutecznie zaprezentowałyswoją wiedzę na temat tychistot. Przywoływały różneutwory, ale najczęściejw ich wypo­ wiedzi pojawiała się seria Zmierzch.

Troszkę zawstydzona swoją niewie­

dzą,ale jednocześnie zaciekawionaizanie­ pokojona, bardziej wnikliwie spojrzałam na wszechobecną zimnąistotę. Pod wpływem tych obserwacji powstał poniższy tekst.

Różne wizerunki wampira

w literaturze - czy Edward Cullen jest typowymwampirem?

Jednąz najbardziej pasjonujących,ale również tajemniczych postaci literackich jest wampir. Jego mroczna postać budzi wnas strachi jednocześnie fascynuje. Dla­

czegotaksię dzieje? Pewnie dlatego, żewo­

kół wampirów narodziło się mnóstwomi­ tówilegend.

ManuelaDunn-Mascetti wswojej książ­ ce Świat wampirów od Draculi doEdwarda podobniejakMaria Janion w monogra­ fii Wampir.Biografia symboliczna próbuje odpowiedzieć na pytanie, kim jest wam-

(18)

pir-czy jest ludzką istotą,czy też złośli­

wym, koszmarnym stworzeniem,które cza­

sami przybiera ludzką postać.W oparciu ote dwa opracowania oraz inne tekstyli­

terackie spróbujmy nakreślić wizerunek tej zimnej istoty.

Wampiry żyją „podrugiej stronie";są to umarli, którzy wybrali przebywanie wśród żywych, zamiast wstąpić tam, gdzie wszyst­ kie dusze ludzkie pośmierci powinnyodpo­ czywać przed wybraniemsię w drogę do ko­

lejnego żywota. Światwampirów jest zimny, ciemny isamotny. Wszystkimi ichczynami kie­

ruje ręka śmierci'.Każdyz nas kiedyś umrze, czy każdy więc może zostać wampirem?

W przekazach literackich problem ten traktowany jest z przymrużeniemoka, ale wprzekazach ludowych bardzopoważnie.

Anthony Masters wNaturalnej historiiwam­ pira wyodrębnia aż czterysta osiemdziesiąt sześć przyczyn, dlaktórych umarły może stać sięwampirem2. Najbardziej popularny sposób toukąszenie w szyjęlub okolicę ser­

ca. Proces przemiany, jakpodają różne opra­

cowania, jest bardzo bolesnyi czasami dłu­

gotrwały. Opis takiejprzemiany znajdziemy np. w książce AnneRice Wywiadz wampi­

rem. Należy tu dodać, żeczasami wampi­ ry, zamiast wysysaćlub zakażać krew, okra­ dają swojeofiary z młodości, miłości, wraż­

liwości.Według legend z różnychkrajów wampirem może stać się wielkigrzesznik, alkoholik, samobójca,bezbożnik, nieślub­ nedziecko nieślubnychrodziców lub ktoś pozbawiony cienia.

Kiedy człowiek staje się wampirem, czyliprzekracza niewidocznągranicę mię­

dzy życiem a śmiercią, inaczej postrzega rzeczywistośći w pełnizniejkorzysta. Ma wyostrzonysłuch, wzrok, węch iodczucia.

Wampirprzestaje być człowiekiemi bardziej przypomina zwierzę, więcte umiejętności bardzomusięprzydają aby schwytaćswą zdobycz. W trakcietych „polowań" przyda­ ją mu się również inne umiejętności, takie jakwielka siła, poruszaniesię znieprawdo­

podobną prędkością(oko ludzkienie jest wstanie dostrzec takich ruchów), niesamo­

witasprawność fizyczna. Jego spojrzenie jesttak magnetyzujące,że potrafi obez­ władnić każdą ofiarę. Podobno spojrzenie to potrafiwyzwolić niesamowite pożąda­ nie. Należy tu dodać,że wampiry prowa­

dząprzezcałe swoje „istnienie" intensyw­

ne życie seksualne.

Ludowywizerunek wampira

W wierzeniach ludowych i w utworach literackich wykształciłsię określony wize­ runek wampira. Jest toistotablada, zimna i gładka, czyli mająca gładką białą inienatu­ ralnie zimnąskórę. Najważniejszym jejzna­ kiem rozpoznawczym są błyszczące, czer­ wone lubczarne oczy orazostre zęby. To one sątak często przedstawianew różnych ujęciachfilmowych, czasami nawet ośmie­

(19)

szane, mimoiż jest to bardzo niebezpiecz­

ne narzędzie zbrodni. Długie palce zakoń­ czone zakrzywionymi ostrymipaznokcia­ mi, nieprzyjemny oddech, sińcepod ocza­

mito dodatkowe mało atrakcyjneelementy zimnej istoty.

Wampir,tocałkowiciepozbawionaza­ sad moralnych istota, która mieszka najczę­

ściejwopustoszałych zamczyskach, włó­

czy sięponocach,a w dzień śpi. Wymaga by jej trumna ukryta była w jakimś sekret­

nym i bezpiecznymmiejscu, ponieważ kiedy w niej jużleży, jestbardzo wrażliwy i mało odporny. Oczywiście trumna powinna być przysypana ziemią z grobu, w którymwam­

pir zostałpochowany.

Literacki wizerunek wampira

Wysokii szczupły mężczyzna (tak naj­ częściej wygląda w utworach literackich) o niesamowitej urodzie i wyglądzie ary­

stokratynosiczarne ubranie, białą koszulę z wysokim kołnierzykiem iotula sięczarną długą peleryną. Elegancki strój uzupełnia­ ją lśniące skórzane buty. Napierwszy rzut oka wyglądadostojnie i sprawia wrażenie miłego. Chociaż roztacza wokół siebieau­

rę tajemniczości, podokładnymprzyjrzeniu okazuje się,że nie wzbudza naszej sympatii.

Potrafikpić z tegoco dobre, zżycia i ludzi, manipuluje uczuciami iumysłamiżywych istot. Jedyną „osobą", zktórą często prze­ bywa jestsłużący -„żywy trup".Sługaten spełnia każdeżyczenie swego pana,chro­ nigo przedciekawskimigośćmi, broni do­

stępudo miejsca wypoczynku, pilnujeaby w domu wszystkobyło w jak najlepszym po­

rządku. Pan w zamian utrzymujetaką istotę pomiędzy życiem a śmiercią3.

Wampir jest samotnikiem i nigdy nie zwiąże sięzinnąistotą.Niemoże nawet żyć z innym wampirem, ponieważ oboje muszą

się czymś żywić a krwi dla dwojga nie wy­

starczy na żadnym terenie.

Skoro wampir niejest człowiekiem, ale na swój sposóbżyje, musi się „odżywiać".

I oczywiście robi to. Ojego istnieniu decy­

duje krew, bezniej nie ma wampira. Krew kojarzysię z życiem i powinnato być krew człowieka, która potrafi zahipnotyzować wampira.Toona goprzyciągai jednocześnie odpycha4.Możebyćtotakże krew zwierząt chociażnie jesttaka smaczna jak ludzka.

Wampirzdobył tajemnicę wieczności, więc nie może umrzeć jakkażdyśmiertelnik.

Można gotylko zabićprzebijając kołkiem lub sztyletem ze srebra. Ajak sięustrzec przedjegoatakiem? Najlepszy jest oczy­

wiście czosnek, którego zapachuwampiry nie znoszą. Innymi środkami są tojad,świę­ cona woda,poświęcona hostia, lub krzyż5.

Znanym „amuletem" były również srebrne noże, które wkładano pod sienniki i do dzie­

cięcych kołysek.

Wampir nie rzucacienia, nie odbija się w lustrze, unika promienisłonecznych,nie możeprzejśćprzez wodę,boi się krzyża. Nie­ którym wampirom sprawia wieleprzyjem­ ności bywanie w tak zwanym dobrymto­

warzystwie, zabawa w ciuciubabkę z ofiara­ mi lubz poszukiwaczami wampirów.Świa­

domość, że jest się najszybszym, że można działać wedługpraw nieznanychludziom, że możnabyć niewidzialnym dodatkowo podnieca teniesamowite istoty.

Wizerunek literacki wampira jest trosz­ kę inny od wizerunku ludowego,niecouła­ godzonyizmodyfikowany. Wampir nie jest jużtaki straszny, może chodzić do szkoły, spełniać swoje niektóre marzenia, maroz­ ległą wiedzę na każdytemat, prowadzi inte­

lektualne rozmowy, serwuje znakomite po­

trawy i trunkizaproszonym gościom (samni­

czego nigdy nie je), uwodzi swoje przyszłe

(20)

ofiary za pomocąsubtelnychgestów, po­

włóczystych spojrzeń6. Ciałaich sąwyjąt­

kowo piękne i elegancko ubrane.

Najsłynniejsze literackie wampiry to przede wszystkimDracula Brama Stokera, Carmilla Josepha Sheridana Le Fanu.

Nasze zainteresowanie, może nawetfa­ scynacja tymi nocnymi zjawamijestogrom­ na.Wampiry są odpychające, ale mają swój nieodpartyurok. Wampir wpływa potężnie na naszą wyobraźnię, ponieważreprezentuje tak wielkie wypaczenie naturyludzkiej,że jest uosobieniem przeciwieństwa normalności7. Dzisiaj zmieniły się tendencje do ukazywa­

nia wampirów, nie dziwi nas więc światowy sukces serii książek Stefani Meyer Zmierzch.

Autorka pokazała nam dwa typy wampirów - wampiry „złe", czyli te, które przypomina­

ją nieco zaprezentowany wcześniejwizeru­

nek oraz wampiry „dobre", których przedsta­ wicielem jest Edward Cullen. I to właśnie je­ mu bliżej się przyjrzymy.

Kim jest Edward Cullen.

Edward Anthony Masen-Cullen urodził się 20 czerwca 1901 roku wChicago. W1918 roku jego rodzice Elisabethi EdwardMasen zmarli na grypę hiszpankę. Edwardteż na nią zachorował i mimodobrejopiekidoktora Carlisle'aCullen powoli umierał.Kiedy nie było już żadnej nadziei, doktorprzemienił chłopcaw wampira. Robi to zgodnie z trady­ cją,czyligryzie gow szyję. Carlisle obiecu­

je młodemu wampirowi,że się nim zaopie­

kuje, ale stawiateż warunki.

Poprzemianie chłopak stał się jednym z najprzystojniejszych wampirów.Takopisu- je Edwarda i jego rodzeństwoBella; kiedy pierwszyraz zobaczyła ich w stołówceszkol­

nej, wszyscybyli chorobliwie biali, [...] wszyscy, niezależnie od odmiennegokoloruwłosów, mieli także bardzo ciemne oczy,a pod oczami

głębokie cienie- sine,niemal fioletowe. Jakby zarwalinocalbo dochodzilido siebie pozła­ maniunosa. Tyle, że ich nosyiw ogóle rysy twarzy były idealne, bez jednej skazy. [...] Nie mogłamoderwać wzroku od tej dziwnejgru­ py, ponieważ ich twarze, tak odmienne, a tak dosiebie podobne, byłyporażająco, nieludz­ ko wręczpiękne. Takichtwarzy nie spotykasię w rzeczywistym świecie.[...] Unikali wzroku in­

nychuczniów,ai wzroku swoich kompanów -ich spojrzeniazdawały sięprześlizgiwać po otoczeniubez cienia zainteresowania8. Czy to,cowidziałaBella Swan, nie przypomina wizerunku wampira?Zerknęła raz jeszcze i zobaczyła, że chłopakz kasztanową czupry­ ną miał bardzo długie i blade palce. Poruszał przy tym niezwykleszybko ustami, choć jego idealnewargibyłyledworozchylone9.Rząd prościutkich śnieżnobiałych zębów, cichy, aksamitny, przytłumiony głos oraz magne­

tyczne spojrzeniespod wachlarza czarnych rzęs onieśmielałokażdą kobietę, ją również.

Jakna wampira przystało byłbardzosilny, potrafił jednąrękązatrzymać samochód, którywpadł w poślizg, łamaćpnie drzew jak patyki,kruszyć skały. Biegałszybko,potrafił wyczuć najdelikatniejszyzapach.Słyszał nie tylko głosyinnych ludzi, ale również ich my­ śli, copozwalało mu robić bezkarnie różne rzeczy.Znając czyjeś myśli, miał dostępdo najbardziej skrytych i prywatnych informa­

cji, co mogło spowodować różnegorodzaju manipulacje i oszustwa. Oczywiście Edward wykorzystuje swójdar tylko poto, aby chro­

nićBellę i swoją rodzinę, alemimowszyst­

ko - gdzie poszanowanieprywatności in­

nych. Czytanie wmyślach wymaga życzli­ wych celów oraz zgody osób, których myśli chcemy poznać.Własna korzyść lub cieka­

wość sąnieetyczne. Edward wprawdzie re­ spektuje prywatność swoich bliskichi rodzi­

ny, alejest obojętny względem innych ludzi.

(21)

Należypamiętać, że nie może swegodaru ot tak wyłączyć.

Edward to bardzo mądry starszy pan (mimomłodegociała), mówi kilkoma języ­

kami, jest wybitnym muzykiem i kompo­

zytorem,szarmancki, głęboko troszczy się nie tylkoo życie swej ukochanej, ale rów­ nież o jej duszę i cnotę.Według Belli jest we wszystkim najlepszy. Patrzymy jednakna niego oczami kobiety zakochanej. Edward to typowy mężczyzna, który niezawszepanu­

je nadswoimi popędami, jestchamski i zawsze wszystko wienajlepiej. Nawet uczucie, jakie żywi do Belli Swan, jestzabarwionepragnie­

niem władzy. Edwardnie mana przykład do­

stępu do myśli dziewczyny, a tym samym nie ma nad nią przewagi, jaką manad innymi[...]

i ten fakt czyniją jeszcze bardziej atrakcyjną woczach Edwarda, któryogarnięty jest przy­

musemkontrolowaniawszystkiego i wszyst­

kich'0. Starasięwięc jak najwięcej o niej do­

wiedzieć. Śledzi ją,podgląda w czasiesnu (samnigdynie śpi),chce decydować,z kim, kiedy i gdzie się może spotkać, nie informu­ je jejo niebezpieczeństwie. Im bardziej pra­

gnie chronić Bellę,tymbardziej wyobrażają sobiejako kruchą i delikatną osobę.

Edward wyglądajak człowiek, aleczy można go nazwać człowiekiem - wydaje się, żetak, jestprzecież kochającymchło­ pakiem, później mężem i ojcem, oddanym synem i bratem, staje sięwrażliwym i opie­

kuńczym mężczyzną, który w imię miło­

ści zrobiłby prawie wszystko. A co zinnymi Wartościami. Nie jest wprawdzieprzyzwy­

czajonydoludzkich odruchów, ale powoli, dzięki swojej silnejwolii dzięki Belli,zaczy­ na tych odruchów doświadczać. Sam przy- znaje: kryje się we mniewiele człowieczych instynktów. Są schowane głęboko, ale gdzieś tam są". Wampirykochają tylkosiebie, są samotnikami i liczy się tylko zaspokojenie

własnych potrzeb. Nie mają powoduby ce­ nić takiewartości jak przyjaźń, sprawiedli­

wość, odwaga czy miłość. Edward jestjed­ nak inny. Wrozmowie z Jacobem stwierdza, masz mnie za coś w rodzaju żyjącegoposągu.

Myślisz, że obce misąludzkie emocje. Tonie­ prawda.Nasze uczucia są silne itrwałe, i bar­ dzorzadkodoświadczamy jakichś uczucio­

wych rewolucji. Kiedy jednak nam się przy­ darzają, tak jak mnie, kiedypoznałem Bellę, zmieniamysię na dobre.Nie ma dla mnie od­ wrotu'2. I trzeba przyznać, że rzeczywiście

zmienia się.Zaczyna traktowaćdziewczynę jako partnerkę, zaczyna jej ufać,negocjuje z nią,rozumie,jak niewłaściwe było czasami jego zachowanie. Szczerze rozmawia o swo­

ich lękach, uczuciach, oczekiwaniach. Zda- jesobie sprawę, że musisię zmienić, abyich związek przetrwał. Ważnymelementem każ­

(22)

degozwiązku są długiei szczere rozmowy- dziękitym rozmowom ich miłość trwa i się po­

głębia. Poznając różnice dotyczące swoich po­ trzebi pragnień,Bella iEdward ukazują nam, żekomunikacja zbliża ludzi nawetwtedy,gdy wiążesięzcierpieniem i niezgodą.Edward i Bella zbliżają się do siebie, ponieważ nauczy­

lisię traktować siebie nawzajemjako równo­ rzędnych partnerów'3.

Edward wygląda jak człowiek,ma ukry­ teludzkie uczucia, troszczy się oinnych, sta­ je się wrażliwy, ale jednak człowiekiem nie jest, chociażzapłaciłby pewnie każdącenę aby znowu nim zostać. Jestwampirem, na-

STEPHENIE MEYER

księżyc w nowiu

ŚWIATOWYMEGABESTSELLER

wet jeśli Stephenie Meyer znaczniewygła­ dziła jegowizerunek,a wampirysą stworzo­

ne do zabijania tych, którzyzapewniają im krew - niezbędnydo życia pokarm. Edward, podobnie jakcała jegorodzina, ma wolną wolę, czylinie chceodbieraćżycialudziom,

by zaspokoić swój głód.Potrafi gozaspokoić w inny sposób, zabija zwierzęta. Nad swoją samokontroląpracował bardzo długoicięż­

ko (w swojej przeszłościmiał okres buntu.

Też pił ludzką krew, alezabijałtylko takich ludzi, którzy w jego oczach na to zasłuży­

li, czyli zbrodniarzy), więc był oszołomiony izdziwionynagłym apetytem, który wzbu­ dziła w nim nikomu nieznana dziewczyna.

Kiedy siedział obokniej na lekcji biologii, je­

go myślikrążyły tylko wokół tego,jakugasić swoje pragnienie. Bella nie rozumiała go, nie wiedziała, dlaczego walczyze swoją naturą, skorojejzapachtak bardzo gowabił.Edward oczywiście zaspokoiłjej ciekawość:większość z moich pobratyńców jest zupełnie zadowo­ lona ze swojegotrybużycia. Oni też zacho­ dząw głowę,po co moja rodzina sięograni­ cza.Alezrozum, to, że jesteśmy, kim jesteśmy, nie znaczy,że nie wolno nam próbowaćbyć lepszymi,że nie wolno nam próbować zmie­

rzyć sięz przeznaczeniem, którezostałonam narzucone. Pragniemypozostać jak najbar­ dziej ludzcy'4.

Edwardstaje sięprzedmiotem roman­ tycznego zainteresowania Bellii mimopo­

czątkowych obaw poddaje się mu - to też jest sprzeczne z ustalonym wizerunkiem wampira. To przecież on wabił, bałamucił i niecnie wykorzystywałmłode dziewice.

Tymczasemlew zakochał się wjagnięciu[...]

chory na umyśle lew masochista'5. Na doda­

tek tenlew poślubia człowieka i ma z nim dziecko. Jaktosięstało? Wampiry zaspoka­ jały tylko swoje pożądanie, Edward to po­

żądanie w sobie tłumił. Tak bardzo bał się skrzywdzić Bellę, że unikał wszelkich bliż­

szychz nią kontaktów. Powoli uczył sięi od­

krywał radość,jaką może dać zaspokoje­

nie cielesne. Był wampirem, więcwiedział, że ani pragnienie, anipożądanie nigdy tak dokońcanie dają się zaspokoić,6.

(23)

Edward był szczęśliwy, bo czy moż­

na nie być,skoro kochasię kogoś tak wiel­

kąmiłością i jestsię taką miłością obdarza­

ny. Mieszkaw maleńkim lawendowoszarym domkuzukochaną żoną icórką. Spełnił swo­ je marzeniaiteraztylko pozostało mu,jak to wbaśniach bywa, żyć długo iszczęśliwie.

Nieważne, czy to wampir czy człowiek,każ­ dy zasługuje na szczęście.Nikt przecież nie jest ani dobry, ani zły, czyli każdego ota­

cza zmierzch. I każdy powinien sam pod­

jąć decyzję co do tego, jak potoczysię je­

go życie.

Świat wampirówjest tajemniczyi bu­

dzi wątpliwościnawet u badaczy tegozjawi­

ska. Nie można tu nic udowodnić, wyjaśnić - wampiry byłyobecnezawsze w naszej kul­ turze inadal będą, zmieni siętylko sposób ichprzedstawiania. Ale na to już nie mamy żadnego wpływu, ponieważ nad wyobraź­

niączłowieka niemożna zapanować.

Na podsumowanie moichrozważań na temat różnych wizerunków wampira chciała- bymprzytoczyć fragment z książki Manueli Ounn-Mascetti: Wampirypostanowiły żyć wśród naswłaśnie dlatego,żejesteśmy opę­ tani pragnieniemzdobycia czegoś, czego tak naprawdę niemożemy posiąść, dlatego,że gwałtowniepożądamy tego, co nieosiągal­ ne,dlatego, że dziękitemu,cowłaśnie one re­ prezentują, udajenamsię spełnić pragnienia, lęki ioczekiwania i wypełnić pustkę naszego życia. Możnaby dowodzić,żewampir jestjak- by upiększonym odbiciemwszystkich naszych marzeń,fantazji seksualnych i intelektualnych;

to odbiciestajesię owym dziwacznym stwo- rzeniem,którenas tak pociąga, że nie jeste­ śmymu sięw stanie oprzeć'7.

' M. Dunn-Mascetti, Świat wampirów od Draculi do Edwarda, Warszawa 2010, s. 14.

2 Więcej informacji na temat różnych koncepcji przemiany człowieka w książce Marii

Janion Wampir. Biografia symboliczna, Gdańsk 2008, s. 28-34.

3 M. Dunn-Mascetti, op. cit., s. 84-85.

4 O znaczeniu i symbolice krwi w książce M. Janion Wampir, s. 37-51.

5 Manuela Dunn-Mascetti podaje, że kru­

cyfiks rozpowszechniły niektóre filmy, jednak istnieje bardzo niewiele dowodów, jakoby tak było, zarówno w ludowej tradycji, jak i w powieściach na ten temat, s. 196.

6 M. Dunn-Mascetti, op. cit., s. 154.

7 Tamże, s. 16.

8 S. Meyer, Zmierzch, Wrocław 2009, s. 21.

’Tamże, s. 22.

10 W. Irwin, R. House!, J. J. Wisnewski, Zmierzch i filozofia, Warszawa 2009, s. 179.

S. Meyer, Zmierzch, s. 229.

12 S. Meyer, Zaćmienie, Wrocław 2009, s. 444.

13 W. Irwin, R. House!, J. J. Wisnewski, op. cit., s. 194.

14 5. Meyer, Zmierzch, s. 253.

15 Tamże, s. 226.

16 5. Meyer, Przed świtem, Wrocław 2009, s. 461.

17 M. Dunn-Mascetti, op. cit., s. 38.

Magdalena Smyczek

TWÓRCZOŚĆ RENATY PIĄTKOWSKIEJ

Renata Piątkowska należy do grona najpopularniejszych,współczesnych,pol­

skich pisarzydladzieci.Mimopopularno­

ści, jaką zdobyłasobiezarównowśród naj­ młodszych czytelnikówjaki ich rodziców, nie afiszujesię swoim życiem prywatnym.

Nie należy również do osóbintensywnie kreujących swój wizerunek,niewiele więc informacji oniej można znaleźćw świecie mediów. Apisarka jest osobą niezwykle in­ teresującą, posiadającą barwną biografię, pasjęorazbogaty dorobek z wyrazistym światem wartości. Dotychczas nie ukaza­ łasię obszerniejszabiografiaautorki Zbója, ainformacje dostępne na stronach wydaw­

(24)

nictw oraz innych portali internetowych są dość znikome. W bogatejtwórczościRena­

tyPiątkowskiej można wyróżnić:utwory fan- tastyczno-baśniowe, historyczne, edukacyj­

ne, opowieści zżycia codziennego,utwory o trudnych sprawach oraz opowieści o te­

matyce zwierzęcej.

Pisarka urodziła się2 kwietnia 1958 roku w Bielsku Białej'. Studiowała socjolo­

gię naWydziale Filologicznym Uniwersyte­

tu Jagiellońskiego w Krakowie. Ukończona specjalizacja z socjologii rodzinypozwala jej wniknąć w świat dziecka, co bezpośred­

nio przekłada się na jej pisarstwo.Obecnie mieszka naobrzeżach swego rodzinnego miasta, w Straconce,którą ceniszczególnie za ciszę i spokój2. Do pisania zainspirowały ją własne dzieci:Marta i Kacper. Obserwa­ cja ich dziecięcych zachowań oraz relacji z rówieśnikami stała się podstawądo kre­

acji bohaterówksiążek pisarki, szczególnie serii o Tomku. Renata Piątkowska jest też właścicielką psa, wielkiego, biszkoptowego goldenretrivera. Jedną z największych pa­

sji pisarki, pozaliteraturą, jestjazda konna.

Motyw koni pojawił się w jej zbiorze opo­

wiadań Zbój. Opowiadania okoniach i koni­

kach wydanym w 2012 roku, a także kilku in­

nych utworach. Drugąwielką pasjąpisarki jest malarstwo.Jej dom jest pełen obrazów.

Chętnie kolekcjonuje też oryginalne rysun­ ki ilustratorów swoich książek.

Renata Piątkowska wizję swojej przy­ szłejdrogiżycia i kariery zawodowej stwo­ rzyła już w młodości, gdyzaczynała pisać swoje pierwsze samodzielne zdania. Począt­ kowo książki czytała jej mama, później sa­

ma zaraziła się miłością do literatury. Z lektur dzieciństwa najczęściej wspomina opowie­

ścio Muminkach Tove Jansson. Kolejną czy­ telnicząfascynacją była proza szwedzkiej pisarki Astrid Lindgren. Pasjonujące przy­

gody niezależnej Pippi Langstrumpf lepiej oddziaływały na jej wyobraźnię niżtradycyj­

nebaśnie braci Grimm czy Andersena. Swój pierwszy kontakt zDziewczynkązzapałka­ mi H. Ch.Andersena pisarkawspomina ja­

konocpełnąwzruszeńi łez. Nie przepadała za typowymi baśniamidladzieci.Byćmoże właśnie dlatego w jej twórczości klasyczne baśnie stanowią rzadkość. Swojeulubione lektury z dzieciństwa starała się zaszczepić równieżwłasnym dzieciom.

Autorka nieposiada szczególnych zwy­ czajów związanych z procesem twórczym.

Jak sama przyznała,najważniejszy jest dla niej spokój. Jej utworymuszą byćdobrze przemyślane i przeanalizowane. Pierw­ szymczytelnikiem i ręcenzentem jej ksią­ żekjest „wewnętrzne dziecko",jakie zacho­

waławsobie.

Renata Piątkowskauważnie śledzi rów­

nieżsytuację na rynku wydawniczym.Chęt­

nie spotykasięz innymi pisarzami, z który­

mi może porozmawiać, podzielić się wra-

Obraz

Updating...

Cytaty

Powiązane tematy :