• Nie Znaleziono Wyników

Myśl Współczesna : czasopismo naukowe, 1951.03-04 nr 3-4

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2022

Share "Myśl Współczesna : czasopismo naukowe, 1951.03-04 nr 3-4"

Copied!
209
0
0

Pełen tekst

(1)

M Y Ś L vW S P Ó Ł C Z E S N A

C Z A S O P I S M O N A U K O W E

W A R S Z A W A -Ł Ó D Ź M A R Z E C -K W IE C IE Ń 1951

O lg a L epieszyn ska

RozY/ój p ro c e s ó w ż y c io w y c h w o k re s ie p rz e d k o m ó rk o w y m

Bolszewicka partyjność postuluje w alkę z idealizm em i m etafizyką w nauce oraz w ysuw anie na pierw szy plan tych zagadnień, k tó re wiążą się z opracowaniem now ych dziedzin wiedzy, m ających praktyczne zna­

czenie.

S ta lin uczy, iż „je s t rzeczą konieczną, ażeby praca teoretyczna nie ty lk o nadążała za p ra ktyką , lecz żeby ją w yprzedzała“ . A to znaczy, że p o w in ­ niśm y badać poważne zagadnienia teoretyczne nie obawiając się tego, że na pierw szy rz u t oka mogą wydawać się one bardzo dalekie od pra ktycz­

nych zagadnień b io lo g ii i m edycyny.

Engels pisze: „...w łaśnie dla współczesnego przyrodoznaw stw a d ia le k ty k a jest najistotniejszą form ą m yślenia“ \ a S talin m ów i, że „m a te ria liz m d ia lektyczn y jest światopoglądem p a rtii M arksa i Engelsa“ .

A w ięc m a te ria lizm d ia lektyczn y p ow inien stać się naszą jedyną m eto­

dą m yślenia, co w ięcej, nie można poprzestawać ty lk o na jego uznawa­

niu, należy także posługiwać się n im w praktyce.

W m oich oczach, w okresie n ie w ie le dłuższym niż pół w ieku, dokonano pod kie ro w n ic tw e m Lenina i S talina w ielkiego, historycznego dzieła, w y ­ m ieciono idealizm z nauk społecznych i ekonomicznych, a następnie z w ie ­ lu dziedzin przyrodoznawstwa. W alka nie b yła łatw a, ponieważ p rze żytki idei re a kcyjn ych nie giną same przez się. Dopóki Zw iązek Radziecki znaj­

duje się w otoczeniu ka p ita listyczn ym , dopóty istnieć będą u nas pewne p rze ż y tk i burżuazyjne. Dlatego p ow inn iśm y ciągle uważać na to, czy w ja ­ kim ś zakątku n au ki nie znalazł p rz y tu łk u idealizm .

1 F. Engels, D ia le k tik a p riro d y , 1922, str. 49,

(2)

306 O L G A L E P I E S Z Y N S K A

Kom órka, pom im o rozw oju m o rfo lo g ii i fiz jo lo g ii, ja k się o ka łu je , wciąż jeszcze pozostaje czymś tajem niczym i nieznanym , w ym aga jeszcze w ie lu w yjaśnień i pełnego poznania. Przyczyna tego stanu rzeczy tk w i w tym , że n ie k tó rz y z cytologów nie k ie ru ją się nauką Marksa, En-elsa, Lenina i Stalina, n ie badają k o m ó rk i w je j rozw oju, w ruchu.

Wiadomo, że D a rw in nie poruszał zagadnienia procesów życiow ych w okresie przedkom órkow ym . D la większości biologow problem pocho­

dzenia kom orek uchodził za fantazję nienaukową, za sprawę nie zasługu­

jącą na uwagę.

T ak więc nauka o kom órce b yła dotychczas dziedziną, w k tó re j pokuto­

w a ły poglądy idealistyczne, ham ujące ruch postępowy w nauce.

Dawniejsze p ró by badań nad rozw ojem ko m o rki, np. pogląd o „sw o­

bodnym tw orzeniu się kom órek z cytoblastem y“ , podzielany przez S cłile i- dena, Schwanna, Ław dowskiego, T iszu tkin a i innych, b y ły ośmieszane przez uczonych re a kcyjnych i wreszcie u stą p iły wobec mechanistycznej i m etafizycznej te o rii ko m ó rki, sform ułow anej przez V irchow a.

A żeby obalić teorię V irchow a, twierdzącą, że „ko m ó rk a pow staje ty lk o z k o m ó rk i“ , że „poza kom órką nie ma nic żywego“ , że „o rg a nizm jest sumą ko m ó re k“ , potrzebne są dow ody doświadczalne, fa k ty i obserwacje.

L a b o ra to riu m cytologiczne podjęło się zadania obalenia n a u ki V irch o ­ wa n ie za pomocą słów i zapewnień, lecz za pomocą faktó w . G dy po raz pierw szy w 1934 r. zdem askowaliśm y idealizm w nauce V irchow a, przed­

staw iając dow ody na to, że kom órka ma sw oją historię rozw oju, że przed uform ow aniem się k o m ó rk i is tn ie je żyw a substancja — d ro b n iu tk ie cząstki p rotoplazm y i substancji ją d ro w e j, z k tó ry c h pow stają now e k o m ó rk i o no­

w y c h właściwościach, spotkaliśm y się z gorącym i zarzutam i i protestam i przeciw ko d yskre dyto w a niu ta k w ie lk ie j pow agi naukow ej ja k V irch o w (Zaw arzin, Chłopin, Nasonow, Kacnelson, T okin, K olcow , Rum iancew i in n i).

N ie ma potrzeby przypom inać w szystkich szykan, ja k ic h doznaliśm y ze stro ny zw olenników V irchow a, całej argum entacji tych lu d zi uważających się za m onopolistów w tej dziedzinie wiedzy. O ty m w szystkim szczegó­

ło w o m ó w iła m w sw ojej książce pt. „Pochodzenie kom órek z substancji żyw ej i ro la substancji żyw ej w organizm ie“ , w ydanej w 1945 r. i w 1950 r., a poza ty m w odpowiedzi trzynastu m orfologom leningradzkim , k tó ra zo­

stała w yd ru kow an a w piśm ie „M e d ic in s k ij R a b o tn ik“ z 12 stycznia 1949 r.

Ta w a lk a starego, tego co się przeżyło, przeciw ko nowem u, tem u co się rodzi, stanow i potw ierdzenie m ądrych słów S talina: „S tare n ig dy nie ustę­

p uje z pola przed now ym bez w a lk i“ .

(3)

R O Z W O J W O K R E S IE P R Z E D K O M O R K O W Y M 307 Tw ierdzenie V irchow a: „K ażda kom órka pochodzi ty lk o z k o m ó rk i“ jest w istocie sw ojej zaprzeczeniem zgodnego z praw am i n a tu ry ruchu postę­

powego, rozw oju od fo rm prostych do złożonych, od niższych do wyższych.

Rzecz oczywista, że ta koncepcja V irchow a jest reakcyjna.

Otóż przedstaw iliśm y dow ody tego, że k o m ó rki rozmnażają się nie t y l­

ko za pomocą mechanicznego podziału, lecz i na drodze ro zw o ju z sub­

stancji żyw ej, dowodząc ty m samym, że życie istn ie je i poza kom órką, że nie zaczyna się ono dopiero od uform ow ania kom órki. T a k więc, z jednej strony, obalam y założenie V irchow a, z d ru g ie j zaś potw ierdzam y m yśl Engelsa, że „najniższe znane nam is to ty żyw e są w łaśnie ty lk o z w y k ły m i b ry łk a m i białka i one zdradzają ju ż wszelkie p rze ja w y życia“ .2

Dowodząc w swoich pracach, że k o m ó rk i ro z w ija ją się z substancji ży­

w ej oraz że zachodzi rozw ój ją d e r kom órkow ych, obalam y całkow icie m i­

tyczną teorię fo rm a ln ych genetyków o ciągłości i niezmienności chromozo- mów. Obserwowana przez nas duża ruchliw ość i zmienność substancji ją d row ej w procesie pow staw ania kom órek ja w n ie przeczy tw ie rd zen iu s tro nn ikó w Weismanna o ciągłości substancji ją d row ej i je j niezmienności.

N owe dane dotyczące form ow ania się kom órek z d ro b n iu tk ic h ziarenek protoplazm y i substancji ją d row ej stanowią potw ierdzenie słów Engelsa, żt „...gdziekolw iek spotykam y ciało białkow e, nie znajdujące sie w stanie rozkładu, spotykam y też zawsze o bjaw y życia“ . 3

Te same dane u m o żliw ia ją nam zbadanie pochodzenia w irusów , b a k te rii i jednokom órkow ych isto t z ow ych najdrobniejszych, żyw ych ziarenek.

Nasze doświadczenia w ykazały, że rozmnażanie kom órek odbyw a się n ie ty lk o w drodze podziału, lecz rów nież w drodze rozpadu kom órek na najdrobniejsze ziarenka, k tó re ro z w ija ją się dalej, dając nowe k o m ó rki o now ych właściwościach.

Dlaczego zw olennicy V irch o w a ta k kurczow o trz y m a ją się jego koncep­

c ji i przeciw staw iają się now ym ideom i now ym danym doświadczalnym?

Odpowiedź na to pyta n ie można znaleźć w dw u szczerych w ypow iedziach N. K olcow a i A. Rumiancewa.

K ie d y przyniosłam pierwszą swoją pracę o pochodzeniu kom órek z sub­

s ta n cji żyw ej re d a k to ro w i czasopisma „Zoołogiczeskij Ż u rn a ł“ prof.

N. K oicow o w i, usłyszałam w odpowiedzi, że za w a rty w m o je j pracy ma­

te ria ł fa k ty c z n y n ie w y w o łu je jego sprzeciwu, naw et podoba m u się, lecz w żaden sposób nie może się zgodzić z w y s n u ty m i z niego w nioskam i, gdyż

2 p. Engels, A n ty -D u h rin g , K siążka i Wiedza, 1949, str. 80 3 Tamże, str. 80.

(4)

308 O L G A L E P I E S Z Y N S K A

zgadzając się na nie m usiałby złożyć do w o rka i spalić w szystkie swoje w ie lo le tn ie prace, w k tó ry c h doszedł do wręcz przeciw nych w niosków tj. m usiałby popełnić samobójstwo naukowe, a na to bra k m u s ił i n ig dy tego nie zrobi.

Prot. R um iancew zaś w recenzji m ojej pracy pisał: „G d y b y b io lo g ii uda­

ło się uzyskać chociażby ja k i ta k i w yniK , stw ierdzający istn ie nie stadiów przeukom orkow ych tego rodzaju, to Dy ju z w ystarczyło do dokonania zu­

pełnej re w o lu c ji w całej biologii.

Ponieważ biologia stw ierdza obecnie, że wszystkie organizm y pochodzą w sw oim ro zw o ju od je d ne j, podlegającej podziałow i, k o m ó rk i i że wszyst­

k ie dane doświadczalne przem aw iają za tym , że nowa kom órka może pow ­ stać ty lk o w drodze podziału k o m o rk i - m a tki, oraz ponieważ od dawna zostały udowodnione błędy w zapatryw aniach Schieidena i Schwanna, staw ianie więc spraw y przedkom órkow ych stadiów k o m ó rk i w ro zw o ju in d y w id u a ln y m będzie uważane przez w szystkich biologów za postępek zupełnie niezrozum iały, a nawet, je ż e li Panowie zechcą, zuchwały“ (pod­

kreślenie m oje — O. L.). \

„O to dlaczego — pisze Rum iancew — przystępując do czytania p rz y ­ słanego m i rękopisu, k tó ry m nieraz groziła nam p rof. Lepieszynska zarów­

no w rozm owach osobistych ja k i w w ystąpieniach publicznych, odczu­

w ałem pew ien niepokój: co< będzie, je ś li Lepieszynska isto tn ie znalazła sposob rozstrzygnięcia tego zagadnienia? — m ó w iłe m sam do siebie. Co będzie, je że li nauka św iatow a rzeczywiście się m y li? Chciałem naw et uchy­

lić się od pisania recenzji, lecz ponieważ nie zw róciłem w y d a w n ic tw u rę­

kopisu niezwłocznie po jego o trzym aniu, byłem zmuszony dać swoją ocenę“ . D alej zn a jd u je m y n ie popartą żadnym i dow odam i k ry ty k ę m o je j książ­

k i. K olcow nie znalazł dość sił, żeby uznać swoje błędy, Rum iancew stra­

c ił zdolność odczuwania tego, co nowe i naw et przestraszył się m ożliwości istn ie nia błędów w nauce św iatow ej.

P rzejdźm y do fa k tó w i w niosków ogólnych uzyskanych w tra kcie na- szej pracy nad zagadnieniem rozw oju procesów życiow ych w okresie przed- kom órkow ym .

Stanęło przede m ną zagadnienie pow stawania kom órek nie ty lk o z ko­

m órek, ale i z żyw ej substancji. W iem y dobrze, że nieraz nowe idee, a na­

w e t o d krycia mogą powstać w zw iązku z ustaleniem pojedynczego szcze­

gółu dotyczącego zupełnie in n ych problem ów . Tak zdarzyło się i w mo­

je j pracy. M oje nowe badania zapoczątkowała drobna, zdawać b y się mo­

gło, obserwacja.

(5)

R O Z W 0 J W O K R E S IE P R Z E D K O M Ó R K O W Y M 309 Badałam b ło n y kom órek zwierzęcych. Chcąc poznać zm iany błon w zależności od w ie k u k o m o rk i postanow iłam śledzie ten proces na róż­

nych stadiach ro z w o ju żaby, zaczęłam w ięc badać k re w k ija n k i. I cóż zobaczyłam? U jrz a ła m tam różnorodne k u lk i żółtka bardzo różniące się m iędzy sobą. Jedna k u lk a składała się ty lk o z ziarenek żółtka bez śladu jądra; druga m iała jądro, lecz bez ch ro m a tyn y i ilość ziaren żółtka b yła mniejsza. Trzecia k u lk a m iała jeszcze m niejsze ro z m ia ry i jeszcze m niej ziaren, ale ją d ro było ju ż całkow icie uform ow ane, z chrom atyną. Wreszcie czw arta zaw ierała ją d ro w stanie ka rio k in e z y i zaledwie ślady ziarenek protoplazm y. M ia ła m przed sobą obraz ro zw o ju k o m ó rk i z k u lk i żółtka.

Rozwój k o m ó rk i! To b yło coś zupełnie nowego.

Pierwsze badania nad zagadnieniem pow stania k o m ó rk i z substancji żyw ej zostały rozpoczęte przez cytologiczne la b o ra to riu m In s ty tu tu B io lo ­ gicznego im . T im iriazew a w 1933 r., tj. w sto la t po zaniechaniu początko­

w ych prób rozwiązania tego zagadnienia. Pierwsza nasza praca na ten te­

m at została w yd ru kow an a w 1934 r.

Obserwacje nad k rw ią k ija n k i nasunęły nam m yśl postawienia nowej hipotezy pow stawania kom órek nie ty lk o z kom órek, ale i z określonych substancji n ie posiadających s tru k tu ry kom órki. Należało jednak sprawdzić naszą nową hipotezę. Z tych względów rozpoczęliśm y badania ro zw o ju k u ­ le k żółtkow ych w ja ja ch ku r, kanarków , ry b i niższych u stro jó w (h y d ry i eugleny).

Badanie rozw oju k u le k żółtka w ja ju k u rz y m rozpoczęliśm y od badania k u le k żółtkow ych w ja m ie podzarodkowej w różnych stadiach rozw oju

tego ja ja .

p D 2— 3 godzinnej in k u b a c ji można dostrzec w jam ie podzarodkowej pływ ające w cieczy k u lk i żółtka. W masie zaś żółtkow ej, w pobliżu k u lk i zn a jd u je się puste m iejsce tego ro zm ia ru i kształtu, co leżąca obok w pod­

zarodkowej ja m ie k u lk a żółtka.

Ten obraz nasunął m yśl, że k u lk i żółtka w ypadają z masy żółtkow ej. To samo zjaw isko w ypadania k u le k z masy żółtkow ej możemy obserwować i w o kolicy w a łu zarodkowego. I tu puste miejsca wskazują, że k u lk i żółt­

ka w y p a d ły z masy żółtkow ej, a nie z ta rc z k i zarodkowej. Już to jedno przekreśla całkow icie podstaw ow y argum ent naszych oponentów, ja ko by nie b y ły to k u lk i żółtkow e, lecz uwstecznione ko m ó rki, k tó re w y p a d ły z ta rczki zarodkowej.

Jeżeli będziemy badać całą serię skraw ków k u le k żółtkow ych, któ re w y ­ p ad ły z ja m y podzarodkowej, to w ku lka ch ta kich na żadnym s k ia w k u

(6)

O L G A L E P I E S Z Y N S K A

310

n ie zauw ażym y śladów jądra. G dy zaś w eźm iem y takie k u lk i w później­

szym stadium w ylęgania, lu b naw et bardziej oddalone od masy żółtkow ej, to zauważym y, że k u lk i te n iczym nie różnią się w swej budow ie od po­

przednio wspom nianych, z ty m w y ją tk ie m , że w środku ich jest miejsce w olne od ziarenek żółtka a zapełnione d ro b n ym i ziarenkam i zarodzi. Ta­

k i ośrodek ziarnistości w arunkow o nazw aliśm y „ją d re m protoplazm atycz- n y m “ .

W ty m samym, albo nieco późniejszym stadium rozw oju ja ja można dostrzec nowe właściwości w w yglądzie ku le k, k tó re w y p a d ły z masy żółtkow ej, a m ianow icie w środku takich k u le k ju ż n ie ma ją d ra p ro to - plazmatycznego, je st natom iast je d n o lity pęcherzyk, k tó r y p rz y badaniach histologicznych daje się zabarwić b a rw n ik ie m protoplazm atycznym ; od pęcherzyka odchodzą w kształcie p ro m ie ni n iteczki, k tó re b arw ią się ty m samym b a rw n ik ie m co i leżący w środku pęcherzyk. Pod dużym po­

większeniem w id z im y , że n ic i te są zbudowane z drobnych ziarenek protoplazm atycznych nieraz zlew ających się ze sobą.

Ponadto m am y k u lk i z zupełnie w yraźnym , sform ow anym jądrem oraz k u lk i znajdujące się w rozm aitych stadiach podziału kariokinetycznego.

Podstawow y argum ent trzynastu m orfologów leningradzkich, że jest to uwstecznianie kom órek, k tó re w y p a d ły z tarczki, może w yw ołać ty lk o uśmiech, ponieważ obraz obserwowany pod m ikroskopem całkow icie te­

m u zaprzecza.

Poza ty m jest rzeczą zupełnie nieprawdopodobną, ażeby w procesie roz­

w o ju zarodka, w czasie gdy zwiększa się szybko ilość now ych kom órek jednocześnie m ógł zachodzić tak s iln y proces d e stru kcyjn y. Prędzej można się spodziewać wzmożonego pomnażania now yćh kom órek n iż ich roz­

padu.

N ajbardziej zaś isto tn ym kontrargum entem przeciw ko w yw odom m oich k ry ty k ó w są w y n ik i pra cy jednego z n ich — prof. Gałustiana, k tó ry opracow ał f ilm naukow y, ilu s tru ją c y rozw ój ja ja piskorza, a znakom icie p otw ierdzający m oje obserwacje nad form ow aniem się kom órek z masy żółtkow ej. Sam p rof. G ałustian tw ie rd z i, że żywe k u lk i żółtkow e poru­

szają się w stronę ta rc z k i zarodkow ej, a nie w prze ciw n ym k ie ru n k u , że w ięc tru d n o b y ło b y oczekiwać w ypadania kom órek z ta rc z k i zarodkowej.

Ponadto na film ie w idać w yraźnie, że k u lk i żółtkow e poruszają się samo­

rzutnie, że dzielą się, co rów nież potw ierdza m oje obserwacje ka rio k in e ­ tycznego podziału k u l żółtkow ych.

Tak więc, można powiedzieć, że trzynastu k ry ty k ó w zaprzecza samym sobie.

(7)

R O Z W Ó J W O K R E S IE P R Z E D K O M Ó R K O W Y M 311 P rzy sprawdzaniu naszych obserw acji nie poprzestaliśm y na skraw ­ kach histologicznych ja ja kurzego, lecz spraw dzaliśm y je raz jeszcze na sztucznie zapłodnionych ja ja ch je sio tra (Acipenser stellatus) oraz w ho­

d o w li in v itr o żółtka ja ja kurzego.

P rzygotow ując hodowlę z k u le k żółtkow ych usuw am y przede wszyst­

k im tarczkę zarodkową i pozostaw iam y w k u ltu rz e ty lk o k u lk i żółtka z w a łu zarodkowego.

Obserwacje o db yw a ły się w 2, 4, 6 godzin, a następnie w 25, 27 i 30 go­

dzin po założeniu hodow li. Tuż po posiewie pole w idzenia b yło całe zajęte przez k u lk i o je d n o lite j błyszczącej protoplazm ie.

Po dw u godzinach nastąpiła zupełna zmiana: k u lk i stały się ziarniste i matowe, ich ziarenka znajdow ały się w ru ch u Brow na.

W dalszych obserwacjach uwaga nasza skupiła się na tych kulkach.

Przede w szystkim d a ły się zauważyć ru c h y pełzakowate protoplazm y, zm ieniające się w ciągu 20— 30 m in u t. Jednocześnie z rucham i pełzako- w a ty m i odbywa się w kulce ruch ziarenek, k tó re gromadzą się w centrum k u lk i, u kła d ich p rzyb iera k szta łt prom ieni, w środku k tó ry c h tw o rz y się następnie błyszczący pęcherzyk. Pęcherzyk ten rośnie i napełnia się zia­

re n kam i z protoplazm y, tw orzącym i ziarniste jądro; ziarenka skupiają się w n im po jednej stronie a potem, w oczach obserwatora, zostają w y rz u ­

cone do zarodzi. W pozbaw ionym ch ro m a tyn y jądrze tw o rz y się jąderko, zia rn ista zaródź otacza jądro i o trz y m u je m y kom órkę z zarodzią zasado- chłonną, z bezchrom atynow ym ją d rem i z ją d e rkie m tj. praw dziw ą młodą kom órkę. Następnie kom órka przebyw a podział ka rio kin e tyczn y.

Obserwacje podziału kariokinetycznego k o m ó rk i-k u lk i in v iv o pouczają nas, że w rzeciono i sfera prom ienista składają się z drobnych ziarenek znajdujących się w nieustannym ruchu. Z iarenka w sferze prom ienistej poruszają się p rz y ty m od obwodu do środkowego pęcherzyka, we w rze­

cionie zaś ziarenka jednej n ic i poruszają się w je d n y m k ie ru n k u , d ru ­ g ie j — w przeciw nym .

Obrazy, k tó re obserw ujem y w h o d o w li in v iv o i w preparatach histolo­

gicznych ze skra w kó w z hodow li, są zupełnie do siebie podobne, a podo­

bieństw o to jest fa kte m nader w ażnym , stanowi bow iem w spaniałe potw ierdzenie tożsamości zja w isk badanych za pomocą rozm aitych metod te c h n ik i m ikroskopow ej.

T ak w ięc ju ż te obserwacje dają nam praw o wnioskować, że nasza hipo­

teza o pow staw aniu kom órek z substancji żyw ej, w ty m przypadku z k u ­ lek żółtkow ych, je st słuszna, że przeto zamiast hipotęzy możemy ju z mowie

(8)

312 O L G A L E P I E S Z Y N S K A

0 praw idłow ościach rozw oju, prowadzącego od substancji żyw ej do ko ­ m ó rki.

Znaczenie i doniosłość, a zarazem nowość wysuwanego przez nas pro­

blem atu w ym agały, ażeby prześledzić proces powstawania kom órek z k u ­ le k żółtka nie na poszczególnych etapach rozw oju, lecz na jednej i tej samej kulce i u trw a lić go na k lis z y fotograficznej.

W ty m celu hodowlę przygotow aną z ja ja w staw iono po dwugodzinnej in k u b a c ji do elektrycznego term ostatu mającego stałą tem peraturę 38°

1 za pomocą aparatu fotograficznego „M a k a m “ robiono okresowe zdjęcia w sześćsetkrotnym powiększeniu.

Hodow lę tych k u le k umieszcza się, ja k zw ykle, w plazm ie ku rze j doda­

jąc p rz y ty m w yciągu zarodkowego w p ły n ie Ringera. W doświadczeniu u żyto k u le k żółtkow ych z ja m y podzarodkowej i z je j dna, tj. z masy ż ó łtk o w e j.

Z obawy przed szkodliw ym w p ły w e m św ia tła poniechaliśm y zamiaru robienia zdjęć film o w y c h w ym agających intensyw nego ośw ietlania, ogra­

n icz y liś m y się do fotografow ania w odstępach czasu wynoszących godzinę i 35 m in u t. Metoda ta pozw oliła nam udowodnić, że k o m ó rk i tw orzą się nie z in n ych kom órek, lecz n ie w ą tp liw ie pow stają z k u le k żółtka.

Z a na lizu je m y tu ta j dwa pierwsze zdjęcia. Obu tych zdjęć dokonano nie ty lk o z tego samego pola w idzenia, lecz i z tej samej długości ogniskowej, czego dowodem je st fa k t, że d ro b n iu tk ie ziarenka m iędzy dw iem a k u lk a ­ m i, ja k też i in n e ziarenka są widoczne na obydwóch zdjęciach, a przecież takie m a lu tk ie ziarenka p o w in n y b y zniknąć n aw et p rz y n ajm niejszym po­

ruszeniu śru b y m ik ro m e try c z n e j. T ak więc różnice m iędzy pierw szym a d ru g im zdjęciem tłum aczą się nie zmianą długości ogniskow ej, ja k u trz y m y w a li nasi k ry ty c y , ale pow staw aniem k o m ó rk i z k u lk i żółtkow ej.

Na zdjęciu pierw szym w p ra w y m rogu dostrzegamy trz y k u lk i żółtkow e bez ja k ic h k o lw ie k śladów jąder. Nieco w lew o od środka leży kom órka- k u lk a zawierająca ziarnistą protoplazm ę, p ra w ie je d n o lite ją d ro i jąderko.

Po godzinie i 35 m inutach na zdjęciu d ru g im zauważamy duże zm ia­

ny: rozw ój jednej k u lk i doszedł ju ż do stadium ufo rm ow an ia się zrębu lininow ego i jest ona o w ie le większa niż na zdjęciu pierw szym . D ruga z ku le k, sądząc z w iększych rozm iarów zaw artych w n ie j ziarenek, za­

częła się ro zw ijać wcześniej od in n ych i doszła ju ż do stadium „k o m ó rk i z jądrem i ją d e rk ie m “ całkow icie przypom inającej kom órkę w idzianą ha p ierw szym zdjęciu. Wreszcie trzecia k u lk a żółtkow a pozostała bez zmian, nie rozw inęła się. P rzy b a rw ie n iu tej hodow li, hem atoksylina zabarw iła

(9)

R O Z W O J W O K R E S IE P R Z E D K O M O R K O W Y M 313 ziarnistą protoplazm ę i jąderko, a pozbawione chro m a tyn y ją d ro m łodej k o m ó rk i i zrąb lin in o w y z a b a rw iły się eozyną.

Zadaniem M. T ieplakow ej b yło w yjaśnienie, ja k się skupia substancja jąd row a w ro zw ijają ce j się kulce żółtkow ej i ja k się tw o rz y jądro. Polece­

nie to zostało starannie w ykonane i opisane w je j pracy pt. „O bserwacje nad zmianą s tru k tu ry k u le k żó łtkow ych zarodka kurzego p rzy stosowaniu re a k c ji Feulgena“ .

Tieplakow a w ykazała w swej pracy, że „w stadiach ro zw o ju zarodka kurzego w czasie in k u b a c ji, trw a ją c e j od trzech do dw udziestu czterech godzin, w pobliżu zarodka, tuż pod jam ą podzarodkową i obok zarodko­

wego w ału, skupiają się w k u lka ch żółtka drobne ziarenka, któ re w środ­

k u zlew ają się w pęcherzyki rozm aitej w ielkości, czyli tw orzą różne stadia zrębu lininowegO', opisanego przez Lepieszynską. Ta ziarnistość i tw o ­ rzące się w ew nątrz n ie j pęcherzyki w yka zu ją ujem ną reakcję Feulgena, zabarw iają się zaś zielonym b a rw n ik ie m plazm atycznym , co dowodzi, że nie ma w nich kw asu tym onukleinow ego.

K u lk i żółtkow e, pochodzące z ja m y podzarodkowej zarodka kurzego, w stadium in k u b a c ji trw a ją c e j 36 godzin m ają większe rozm iary, nie po­

siadają zrębu lininow ego, lecz fo rm u ją się ju ż w nich jądra, w k tó ry c h można dostrzec chromozomy. Takie k u lk i żółtkow e w yka zu ją dodatnią reakcję Feulgena, co je s t dowodem, że m am y tu ta j ju ż rzeczywiste jądra zawierające kwas ty m o n u k le in o w y “ .

Tak więc, na podstaw ie przytoczonego m a teria łu doświadczalnego można w yciągnąć oczyw isty wniosek, że ko m ó rki ro z w ija ją się z k u lk i żółtka.

Jakiż je st udział tych kom órek w budow ie zarodka? H e rtw ig sądzi, że k o m ó rk i te, nazwane przezeń ż ó łtko w ym i, uczestniczą w budowie entoder- m y, wewnętrznego lis tk a zarodkowego. Nasze obserwacje dokonane na skraw kach zarodka w stadium tw orzenia się wewnętrznego lis tk a zarod­

kowego całkow icie potw ierdzają zdanie H ertw iga. W idzieliśm y w yraźnie, ja k się tw o rz y entoderm a z k u le k żółtkow ych w różnych stadiach ich roz­

w oju. Z początku te k o m ó rk i - k u lk i leżą luźno w lis tk u zarodkowym , każ­

da przedkom órka czy kom órka zn ajdu je się w pewnej odległości od innych.

N ie któ re z tych k u le k ju ż całkow icie u fo rm o w a ły się w ko m ó rki, inne znaj­

dują się jeszcze w stanie: przedkom órkow ym .

Po zbadaniu pow staw ania kom órek z ty c h k u le k żółtka, które w y p a d ły z masy żółtkow ej do ja m y podzarodkowej i k tó re stanowią m a te ria ł do budow y w ew nętrznego' lis tk a zarodkowego, p rzystąp iliśm y do badania ro zw o ju k u le k żółtka, leżących m iędzy dwoma lis tk a m i zarodkow ym i, c z y li m ających inne w a ru n k i rozw oju. K u lk i te — ja k w y ja ś n iliś m y —

(10)

314 O L G A L E P I E S Z Y N S K A

ro z w ija ją się inaczej, pow stają z n ich nie pojedyncze ko m ó rki, lecz cały zespół kom órek, czy li cała wysepka krw iotw ó rcza .

Jak wiadom o, na tem at pochodzenia ty c h k rw io tw ó rc z y c h wysepek pa­

n u je w lite ra tu rz e zupełny chaos i sprzeczność zdań oraz b ra k zupełnie dokładnych danych doświadczalnych.

Nasze doświadczenia przeprowadzone na różnorodnym m ateriale przy pomocy rozm aitych metod dają w y ra ź n y obraz pow stawania wysepek k r w i i naczyń z k u le k żółtkow ych, a elem entów k r w i z poszczególnych ziarenek żółtka.

R ozpatrzm y teraz k ilk a różnych stadiów ro zw o ju k u lk i żółtka aż do cał­

ko w icie sformowanego i napełnionego k rw ią naczynia. W szystkie zdjęcia b y ły robione p rzy ta k im samym pow iększeniu w różnych stadiach rozw oju zarodka. Z auw ażym y tu ta j, ja k zm ienia się i rośnie k u lk a żółtkow a, ja k z początkowego stadium przechodzi w stadium syn g ra n u ii (zespolonych ziarenek) z nowo pow stałą cie n iutką ścianką naczynia. Potem k u lk a prze­

chodzi w syncytium , następnie w stadium rozpoczynającego się oddalania się poszczególnych kom órek leżących na pow ierzchni, rozchodzenia się w szystkich kom órek połączonych jeszcze ze sobą m ostkam i, k tó re później ro zlu źniają się, aż wreszcie m am y przed sobą norm alne naczynie k rw io ­ nośne w ypełnione k rw ią .

J a k k o lw ie k p rzekonyw ający je st obraz w szystkich stadiów przejścio­

w ych od k u lk i żółtka do w ysepki k rw io tw ó rc z e j a od w ysepki do naczynia krw ionośnego w ypełnionego k rw ią , n ie m niej jednak uznaliśm y za niedo­

stateczne poprzestanie ty lk o na preparatach histologicznych różnych sta­

d ió w ro zw o ju zarodka; należało sprawdzić otrzym ane dane w h o d o w li in vivo. W h o d o w li zarodka po in k u b a c ji trw a ją c e j jedną dobę udało się nam stw ie rd zić pow staw anie wysepek k rw io tw ó rc z y c h z k u le k żółtka.

M ie liś m y w badanym m a teria le w yłącznie k u lk i żółtkow e, a po dobie w id zie liśm y ju ż uform ow ane w ysepki krw iotw ó rcze . M ia ły one kształt soczewicy. Ze skra w kó w widać, że składały się one z kom órek powsta­

jących z ziarenek żółtka i znajdujących się na rozm aitych stadiach roz­

w o ju . ' "

Zagadnienie pochodzenia wysepek k rw io tw ó rc z y c h z k u le k żółtka jest ta k nowe i tak doniosłe, że postanow iliśm y dowieść praw dziw ości naszych obserw acji w sposób jeszcze bardziej przekonyw ający, śledząc p rz y po­

m ocy specjalnego m ikroskopu (ultraopak) cały ten proces na żyw ym obiekcie w w a ru nka ch norm alnego rozw oju zarodka.

W ty m celu należało opracować zupełnie nową m etodykę badania tego procesu.

(11)

R O Z W O J W O K R E S IE P R Z E D K O M O R K O W Y M 315 A żeby móc obserwować rozw ój zarodka pod m ikroskopem , trzeba było skonstruować specjalny term ostat, w którego p o k ry w ie znajduje się o krą g ły o tw ó r na szalkę Kocha, a w ew nątrz ruchom y s to lik z krem alierą.

Na s to lik u stoi szalka Kocha z ja je m do połow y oswobodzonym ze skoru­

py. Jaje p o k ry w a m ik a w kle jo n a brzegam i do se rw e tki z cienkiej gum y w ten sposób, że je j brzegi zwisają poza skorupę ja ja i p rz y k ry w a ją h er­

m etycznie całe ja je .

O bserw acji dokonywano na różnych stadiach ro zw o ju ja ja . Bardzo cen­

ne w y n ik i dała obserwacja ja ja o 8-dniow ej in ku b a cji. W ty m okresie w id z im y naczynie w ypełnione poruszającą się k rw ią . O bserw ujem y na­

czynie, w któ re wpada sześć drobnych naczyń nie zaw ierających k rw i; t y l­

ko w je d n y m z nich w id z im y k ilk a kom órek k r w i znajdujących się w ruchu.

Każde z tych pustych naczyń wychodzi z k u lk i żółtka w ty m czy in n y m stadium rozw oju w ysepki k rw i. Jedna k u lk a żółtkow a zaw iera duże zia­

renka, inne k u lk i —• drobniejsze. Zwiększenie ziarenek rozpoczyna się na obwodzie k u lk i. Im większe są ziarenka, ty m większa je st też kulka.

Badając k ro k za k ro kie m na żyw ym obiekcie zm iany k u le k żółtka p rz y ­ legających do ścianek naczynia lu b też znajdujących się tam, gdzie się za­

czyna puste naczynie, możemy obserwować następujące zjawisko. K u lk a zawierająca nieco większe ziarna i sama nieco większa od innych, zm ie­

nia się w oczach obserwatora, poczynając od obwodu. Z iarenka wciąż zwiększając się od obwodu k u środkow i stopniowo zaczynają przybierać czerwone zabarwienie, na skutek gromadzenia się w nich hem oglobiny.

G dy ro zm ia ry k u lk i żółtkow ej ju ż bardzo w zro sły i zabarwienie je j stało się podobne do ko lo ru k rw i, w id z im y , że zaczynają się oddzielać pojedyn­

cze k o m ó rk i z ciem nym p u n kte m w środku i z błyszczącą je d n o litą w a r­

stw ą pow ierzchniow ą. Prawdopodobnie m am y tu m łodą kom órkę e iy - troblast, k tó r y przenika do pustego naczynia, a następnie i do dużego naczynia.

Na zdjęciu foto g ra ficznym wspomniane puste naczynia bardzo przypo­

m in a ją obraz w yżej opisanego stadium ośm iodniowej in ku b a cji. Tu też m am y puste naczynia, wpadające do w iększych naczyń, a biorące po­

czątek od k u le k żółtkow ych różnej w ielkości.

K ie d y ro b im y s k ra w k i z zarodka po in k u b a c ji trw a ją cej p ółto re j doby, tj. w okresie rozpoczynającego się tw orzenia naczyń, możemy obserwować szereg ciekaw ych zjaw isk, któ re całkow icie potw ierdzają nasze obserwa­

cje in vivo . Obserwacje takie na ż yw ym obiekcie dają możność lepszego zrozum ienia i w ytłum aczenia preparatów histologicznych. Na zdjęciach

(12)

316 O L G A L E P I E S Z Y N S K A

zrobionych z ta kich preparatów m am y k u lk i norm alne z drobną ziarnisto­

ścią i k u lk i w iększych rozm iarów z w iększym i ziarenkam i. M ożemy tu ob­

serwować m om ent przejścia jednej k u lk i z masy żółtkow ej do pustego na­

czynia, podczas gdy druga k u lk a leżąca obok, pozostając jeszcze na n iż­

szym stopniu rozw oju, zachowuje drobną ziarnistość.

W szystkie ostatnio podane obserwacje w yja śn ia ją nam pochodzenie pu­

stych naczyń. B y ło to dotychczas zjawisko- zagadkowe, zupełnie niezrozu­

miałe. Jeżeli bow iem naczynia tw orzą się, ja k tego dowodzą obserwacje, z k u le k żółtka i k re w pojaw ia się w naczyniu dopiero w te d y gdy k u lk a żółtkow a zm ienia się w wysepkę k r w i i w n ie j p ojaw ia się kre w , to w cza­

sie tw orzenia się k r w i w wysepce naczynie pow inno być puste aż do c h w ili w ytw o rze nia się k r w i z now ej k u lk i żółtka.

W szystkie nasze doświadczenia w ty m k ie ru n k u , sprawdzone m ożliw ie dokładnie za pomocą różnych metod, dają ostatecznie możność w yciągnię­

cia w niosku, że w ysepki k r w i i naczynia krw ionośne rzeczywiście fo r­

m u ją się z k u le k żółtkow ych, że w ięc nie m ają ra c ji Danczakowa i M ak­

simów, k tó rz y bardzo stanowczo u trz y m y w a li, że pierwsze zaw iązki w y ­ sepek k r w i zaczynają się tw o rzyć na początku drugiego dnia w lis tk u środkow ym . Ich p o m yłka polega na tym , że rozpoczynali oni swoje badania nie od pierw szych m om entów tw orzenia się wysepek k rw i, ale w tedy, gdy te ju ż dawno się u fo rm o w a ły, gdy m y ko ń czyliśm y ju ż praw ie swoje ob­

serwacje.

D o ko nyw a liśm y też obserw acji na sztucznie zapłodnionych ja ja c h je ­ siotra, w celu zbadania najw cześniejszych stadiów ro zw o ju k o m ó rk i ja ­ jo w e j, naw et jeszcze przed je j zapłodnieniem . U s ta liliś m y .przy tym , że ja je przebyw a w sw oim ro zw o ju stadium m onery, w k tó ry m nie ma jeszcze jądra. Ś ledziliśm y potem, ja k w ja ju w y tw a rz a się ją d ro kom ór­

kowe i ja k przebyw a ono w swoim ro z w o ju te same stadia co i kom órka tworząca się z k u lk i żółtka, a m ianow icie stadium ją d ra protoplazm atycz- nego, stadium sfe ry prom ienistej, form ow ania się zrębu lininow ego i w re ­ szcie stadium ją d ra norm alnego.

Engels daje następujące określenie życia: „ż y c ie je st to sposób istn ie ­ nia ciał białkow ych, którego istotnym momentem jest nieustanna w ym ia­

na m aterii z otaczającą te ciała przyrodą zewnętrzną, przy tym wraz z przerwaniem tej wymiany m aterii przerywa się i życie, co prowadzi do rozpadu białka“ 4 (podkreślenie m oje — O. L.). 4

4 F. Engels, D ia le k tik a p riro d y , 1944, str. 244.

(13)

R O Z W 0 J W O K R E S IE P R Z E D K O M 0 R K O W Y M 317 Nasze dane zdobyte na drodze doświadczalnej, ja k też i w n io ski teore­

tyczne m ówią, że żywa substancja, to znaczy b ia łk o lu b protoplazm a, nie posiada budow y ko m ó rki, lecz zaw iera substancję jądrow ą, tj. kw asy n u ­ k le in ow e w stanie d y fu z ji lu b rozpylenia. Substancja ta jest żywa ty lk o w tedy, gdy w yka zu je zdolność do przem iany m a te rii, ponieważ przem iana ta je s t nieodzow nym w a ru n kie m je j istnienia i rozw oju. Engels pisał:

„Je że li uda się k ie d y k o lw ie k w y tw o rz y ć w drodze chemicznej ciała b ia ł­

kowe, to bez w ą tpien ia będą one w y k a z y w a ły objaw y życia, doko n yw a ły przem iany m a te rii choćby naw et b y ły bardzo słabe i k ró tk o trw a łe “ . 5

Chem icy nie są jeszcze w stanie w y tw o rz y ć żywego białka w labora­

to riu m , nie możemy więc dokonywać na n im doświadczeń, lecz ta okolicz­

ność w żadnym razie nie -powinna nas krępować i stanowić przeszkody w naszych pracach doświadczalnych, zm ierzających do poznawania sub­

stan cji żyw ej i je j rozw oju.

Ż yw a protoplazm a istn ie je w przyrodzie, znajduje się w każdym organi­

zmie, ja k tw ie rd z i w ie lu uczonych. Substancję żywą napotykam y w każ­

dej komórce, a naw et poza kom órkam i.

O rganizm n ie stanowi sum y kom órek, lecz jest złożonym układem za­

w ie ra ją cym nie ty lk o kom órki, lecz także żywą substancję, k tó ra nie po­

siada fo rm y kom órkow ej. M iędzy w szystkim i częściami organizm u zacho­

dzi w zajem ne uzależnienie wiążące te części w jedną całość, w k tó re j czę- ci zależą od całości, a całość od części, w szystko zaś razem stanowi je d ­ ność z otaczającą je p rzyrodą zewnętrzną.

Wychodząc z tych założeń teoretycznych i uw zględniając p ra w id ło w o ­ ści związane z praw em biogenetycznym' M u lle ra -H a e ckla o re k a p itu - la c ji w ontogenezie tych procesów, k tó re zachodziły w filogenezie, posta­

n o w iliś m y poznać na drodze doświadczalnej rozw ój żyw ej substancji i pro­

cesy kształtotw órcze zachodzące w żyw ej protoplazm ie. Chodziło tu o protoplazm ę z ko m ó re k organizm ów stojących na m o żliw ie n is k im szcze­

b lu d ra b in y filogenetycznej, a zwłaszcza o protoplazm ę organizm ów po­

siadających ja k najw iększą zdolność regeneracji oraz ja k największą ener­

gię potencjalną w protoplazm ie i w jądrze kom órkow ym .

W ie lu uczonych, ja k Nusbaum, V erw o rn, B albiani, H oefer i in n i w y k a ­ zało, że u wym oczków , korzenionóżek i prom ienie części protoplazm y nie zawierające ją d ra ginęły, natom iast protoplazm a z jądrem żyła, a naw et regenerow ała , tw orząc n o w y organizm.

Nasze doświadczenia w dziedzinie regeneracji kom órek, o k tó ry c h jest m owa w te j pracy, dają w y n ik i zupełnie odrębne od w y n ik ó w otrzym a­

5 F. Engels, D ia le k tik a p riro d y , str. 244.

(14)

318 O L G A L E P I E S Z Y N S K A

nych przez w yżej w ym ienionych uczonych. Nasze prace dotyczyły zagad­

nienia rozw oju ta kich cząstek protoplazm y, k tó re nie posiadały ukształto­

wanego ją d ra kom órkowego, lecz ty lk o substancję ją d ro w ą w stanie dy­

fu z ji lu b rozpylenia.

T ak więc, zagadnienie regeneracji kom órek po zniszczeniu ich s tru k tu ry , zagadnienie procesów kształtotw órczych w protoplazm ie n ie m ającej jądra je st now ym zagadnieniem, a nie pow tórzeniem dawnego. N ie można w y ­ suniętego przez nas problem u porów nyw ać i mieszać z nienaukow ą fan­

tazją Paracelsusa na tem at „o trz y m y w a n ia żab i ry b ze zg niłej w o d y“ , ja k to robią K olcow , Nawaszin, T o kin i in n i. M y staw iam y bow iem zagad­

nienie powstawania najprostszych kom órek a także w irusó w i b a k te rii z substancji żyw ej, a nie zagadnienie pow stawania organizm ów o wyso­

k im stopniu organizacji.

W yb ra liśm y do tych doświadczeń stułbię, k tó ra stoi na n is k im szczeblu d ra b in y filogenetycznej i posiada m aksym alną zdolność do regeneracji.

N ajb ardziej sprzyja ją cym okresem do badań nad rozw ojem żyw ej sub­

stancji, otrzym anej z ciała stułbi, je st okres rozm nażania płciowego, tj.

okres, k ie d y możemy otrzym ać k o m ó rk i p łcio w e zawierające k u lk i żółtka.

Są to miesiące październik, listopad i grudzień.

M etodyka te j pracy b yła następująca. M iażdżono w m oździerzu dwa­

dzieścia stułbi, do otrzym anej masy dodawano osiem k ro p e l przegotowa­

nej wody, nasyconej pow ietrzem za pomocą wstrząsania. Tę mieszaninę w irow ano, p ły n dośrodkow y zlewano, a osad znów rozcierano, dodawa­

no odlanego p ły n u ifc n o w u w irow ano. Przed rozcieraniem stułbie b y ły oczyszczane od pasożytów pod m ikroskopem .

P ły n w z ię ty z w ir ó w k i umieszczano na szkiełkach n ak ry w k o w y c h albo na kaw ałkach m ik i i dla otrzym a nia zdjęć pod m ikroskopem p rz y k ry ­ wano specjalnym i szkiełkam i z c y lin d ry c z n y m wgłębieniem , ponieważ nie można używać tu ta j szkieł z ow a lnym w głębieniem , gdyż dają one od­

blask p rzy film o w a n iu . Jedną część ta k przygotow anej h od o w li u żyto do film o w a n ia , drugą do obserw acji pod m ikroskopem , trzecią, nieco podsu­

szoną, u trw a lo n o i barw iono zielenią jasną i karm in e m boraksowym . U trw a la n ia dokonywano w edług Sm itha. Ponieważ film o w a n ie m iało na celu o trzym anie ko le jn y c h ilu s tra c ji, a nie otrzym anie film u , dlatego też zdjęć dokonywano co dw ie m in u ty .

Obserw ując tę hodowlę zaraz po posiewie, dostrzegamy zupełnie czyste pole widzenia. Po u p ły w ie godziny p o ja w ia ją się d ro b n iu tk ie błyszczące p un kciki, w ielkości śladu, ja k i pozostaje po u k łu c iu szpilką. P u n k c ik i te

(15)

R O Z W Ó J W O K R E S IE P R Z E D K O M Ó R K O W Y M 319 stopniowo zwiększają się i tw orzą się z nich k u lk i d w u rodzajów : p ie rw ­ sze zupełnie je d n o lite i jasne i drugie o kolorze pomarańczowym. N ie ma­

m y tu żadnych in n ych ukształtow anych elementów, któ re p rzyp om ina ły­

b y sw oim w yglądem kom órki. K u lk i pomarańczowe całkow icie rozpusz­

czają się w k s y lo lu lu b w alkoholu. Co zaś do k u le k bezbarwnych, to te zabarw iają się na zielono zielenią m etylo w ą lu b karm inem boraksowym , a w n ie k tó ry c h można dojrzeć bardzo drobne ziarenka zabarwione k a rm i­

nem. K u lk i te zupełnie są pozbawione ją d ra komórkowego, nie możemy bow iem substancji ją d ro w e j w stanie rozpylenia w żadnym razie uważać

za jądro. „ /

A naliza ta pozwala nam stw ierdzić, że m am y przed sobą k u lk i protopla- zm y bezjądrow ej, bow iem ty lk o n ie któ re z nich zaw ierają nie w ie lką ilość rozpylonej substancji jądrow ej.

S tw ierdziw szy, że k u lk i ścinają się pod działaniem ta n in y i alkoholów, u s ta liliś m y ty m samym białkow ą naturę tych kulek.

Z m om entem dotarcia ta n in y do o biektu naszej obserwacji k u lk i zaczy­

n a ły się ścinać, dając niteczki. Ś cinały się one rów nież pod działaniem a l­

koholu. Można z całą pewnością tw ierdzić, że k u lk i bezbarwne m ają cechy białka, k u lk i pomarańczowe zaś — cechy tłuszczu. Powstaje teraz pytanie:

czy są ope żywe, czy też nie?

K u lk i, p rz y zabarw ieniu ich b łę kitem m e tyle no w ym w rozczynie 1/5000, pozostają bezbarwne, lecz w m iarę procesu podsychania i obum ierania — zabarw iają się coraz m ocniej.

P rzy dokonyw aniu zdjęć film o w y c h umieszczaliśmy początkowo nasze k u lk i protoplazm atyczne w w arunkach nie sprzyjających ich rozw ojow i, ponieważ środowiskiem zew nętrznym b yła dla nich czysta woda z kranu, bez żadnej pożyw ki. N ic przeto dziwnego, że k u lk i nie ro z w ija ły się do końca, lecz g in ę ły zanim rozpoczął się ich podział. Wobec tego postanow i­

liś m y dać naszym koacerwatom lepsze w a ru n k i rozw oju: zamiast w ody zaczęliśmy je umieszczać w środowisku zaw ierającym części pożywne;

środowisko takie stan o w ił w yciąg z oczlików (Cyclops) w y ja ło w io n y przez f i l t r Chamberlanda. U żyliśm y tego w yciągu dlatego, że stułbie żyw ią się oczlikam i.

Nasze koacerw aty protoplazm atyczne umieszczone w nowych, bardziej sprzyjających w arunkach ro zw o ju i obserwowane p rzy optym alnej tem ­ peraturze 230 pozostają p rz y życiu i po 24 godzinach ro z w ija ją się w ko ­ m ó rk i, k tó re przed podziałem są ogrom nie ru c h liw e i czynne, potem za­

czynają się szybko dzielić drogą am itozy i po u p ły w ie doby — z jednego

(16)

320 O L G A L E P I E S Z Y N S K A

koacerw atu, otrzym anego z kom órek stułbi, tw o rz y się duża ku la (m orula) zawierająca 30 — 35 kom órek.

C ały ten proces u trw a liliś m y w postaci zdjęć film o w y c h dokonyw a­

nych w ciągu doby.

Zachowanie się tych ku le k i ich rozw ój m ów ią o ich czynnościach ży­

ciowych. Są one żywe.

Należy wspomnieć jeszcze o jednej bardzo ciekawej obserwacji: o w p ły ­ w ie środowiska zewnętrznego na te k u lk i.

Jeżeli k u lk i są w zięte w czasie rozmnażania płciowego i pochodzą z sy­

tych stułbi, to p rzy w szelkich pow tórzeniach doświadczeń rozw ój k u ­ le k odbyw a się w je d n ym kie ru n ku . Jeżeli jednak w eźm iem y k u lk i z s tu łb i w stadium re p re sji albo po 3 — 4 dniach g ło dó w ki zwierzęcia, to proces ro z w o jo w y pójdzie inną drogą. K u lk i zm niejszają się i rozpa­

dają, w h o d o w li p o ja w ia ją się drobnoustroje, co nie zachodzi w w y ­ padku form ow ania się komórek.

Na zdjęciach film o w y c h można prześledzić cały proces powstawania jądra: z początku w id z im y m aleńki, błyszczący punkcik, k tó ry stopniowo rośnie i w końcu staje się jądrem .

Doświadczenia te całkow icie obalają teorię genetyków fo rm a ln ych o niezmienności ją d ra kom órkowego i genów. Jeżeli w naszych oczach od­

byw a się rozw ój jądra, to ja k można m ów ić o niezmienności chromozo- m ów i genów!

Ponadto obserwacje te staw iają przed nam i in n y jeszcze w ażny i cie­

ka w y problem , posiadający duże znaczenie praktyczne dla m edycyny.

Jest to zagadnienie regeneracji kom órek, zagadnienie r o li substancji żyw ej w piocesie gojenia ran. Każda rana narusza całość w ie lu kom órek, a więc pociąga za sobą w ydzielanie żyw ej substancji. Trzeba w yjaśnić, jaka jest ro la i znaczenie żyw ej substancji w procesie gojenia się ra n y oraz we w szystkich procesach, w k tó ry c h m am y do czynienia z regeneracją tkanek.

W lite ra tu rz e zagranicznej, z k tó rą się zaznajom iłam , a któ ra om aw iała zagadnienie leczenia ran, spotkałam w większości w ypadków m etafizyczne podejście do badania ta k ważnej sprawy, albo samą em pirię bez podstaw teoretycznych.

P rzy gojeniu się ra n p rzyp isu je się duże znaczenie r o li nacieku, lecz nie ma dokładnie opracowanego testu rozw oju nacieku p rz y fizjo lo g iczn ym gojeniu się ran, nie m a przeto możności porów nania patologicznego stanu ra n y z n orm a lnym przebiegiem gojenia się.

(17)

R O Z W Ó J W O K R E S IE P R Z E D K O M Ó R K O W Y M

321 M. Epsztejn m ów i, ż-e na p ią ty, szósty dzień po zranieniu pojaw iają się we k r w i i w surow icy specjalne substancje (regeneracyjne), lecz co to są za substancje — nie wiadomo.

Dlatego też jest rzeczą nader ważną zbadanie w szystkich zmian zacho­

dzących w kom órkach, w tkankach, we k rw i, któ ra w y la ła się do rany, oiaz w produktach rozpadu kom órek, ażeby w yjaśnić, czym są substancje regeneracyjne pomagające w gojeniu się rany. Czy n ie są to właśnie p ro ­ d u k ty zniszczonych kom órek, tkanek i k r w i i ja ką odgryw ają one rolę w procesie regeneracji kom órek podczas gojenia się rany?

Idąc w obranym k ie ru n k u pow inn iśm y ja k najstaranniej zbadać p ro ­ d u k ty zniszczonych kom órek i nie zapominać, że jeżeli nie w ie m y jeszcze, czy następuje regeneracja zniszczonych p rzy zranieniu komórek, to wcale nie znaczy, iż się tego n ig dy nie dow iem y. Ażeby się tego dowiedzieć, ko ­ nieczne jest ja k najstaranniejsze poznanie procesu zniszczenia kom órek ja k też tego, co się dzieje z kom órką po je j rozpadzie pod w p ływ e m rozm ai­

tych czynników zewnętrznych, np. po przyłączeniu się do nie j sub­

stancji ją d row ej, a naw et kwasów nukleinow ych. Czy w tych w arunkach p ro d u k ty rozpadu nie stają się zdolne do rozwoju?

D la zbadania procesu gojenia się ran jest rzeczą konieczną przeprow a­

dzenie szeregu badań nad zagadnieniami szczegółowymi, m ianow icie:

1. Jaka jest rola w y le w u k r w i do rany, czy przyspiesza on, czy też po­

w strzym u je proces gojenia się rany?

2. Co się dzieje z tą k rw ią , ja k im zmianom ulega ona w procesie gojenia się rany?

3. Jak w p ły w a krew , w ylana p rzy zranieniu, na otaczające ranę ko m ó rki i tk a n k i, ja k się zm ieniają te k o m ó rki pod je j w pływ em ?

4. Czy należy usuwać k re w z rany, czy też przeciwnie, należy je j jeszcze dodawać?

5. J a k i je s t w p ły w p ro d u któ w rozpadu k r w i na p o kryw a n ie ra n y nabłonkiem ?

6. Czy p ro d u k ty rozpadu kom órek k r w i i in n ych kom órek służą ty lk o jako pożyw ka dla in n ych kom órek, czy też jest to żywa substancja zdolna do przem iany m a te rii, a więc do rozw oju i do tw orzenia now ych komórek?

Co udało się nam zrobić w ty m k ie ru n k u p rzy badaniu r o li substancji żyw ej w procesie gojenia się rany?

P'rzede w szystkim śledziliśm y proces gojenia się szeregu ran z godziny na godzinę i z dnia na dzień do ósmego dnia włącznie p rzy n orm alnym przebiegu gojenia bez żadnych zabiegów leczniczych. Takiego testu jeszcze

M y ś l W spółczesna — 2

(18)

‘322 Ó L G A L E P I E Ś Z Y N S K A

dotąd n ik t nie opracował. Posługując się naszym wzorem możemy porów ­ nyw ać z n im proces gojenia się ran p rzy wszelkich in n ych w arunkach, dla każdego stanu organizm u, ja k też dla różnych sposobów leczenia.

Następnie badaliśm y nigdzie dotąd nie opisane w lite ra tu rz e zmiany, ja k ie zachodzą we k rw i, któ ra się w y la ła do rany, je j w p ły w na proces gojenia się oraz na przylegające do> ra n y k o m ó rk i i tk a n k i. Zagadnienie w p ły w u k r w i na przebieg procesu gojenia się ra n stanow iło głów ne za­

gadnienie te j części naszych badań.

Nasze badania u s ta liły , że zachodzi isto tn y związek m iędzy w ylew em k rw i, a stopniem ro zw o ju nacieku. Jeżeli m am y do czynienia z o b fity m w yle w e m k r w i do rany, to tam, gdzie jest kre w , będzie duży naciek, a tam gdzie nie ma k rw i, tam nie będzie i nacieku. To- zjaw isko daje się zauwa­

żyć p ra w ie w każdym preperacie i n ie w ą tp liw ie przem aw ia na korzyść tego, że k re w w yla n a do ra n y w y w ie ra duży w p ły w na przebieg procesu gojenia się.

W ciągu pierw szych godzin k re w ta wsiąka m iędzy k o m ó rk i i tkan ki, ścina się, w ydziela surowicę i drobną ziarnistość, k tó ra p o k ry w a pow ierz­

chnię rany, wsiąkając rów nież pom iędzy kom órki.

H is tio c y ty znajdujące się we k r w i i obok naczyń pochłaniają tę zia rn i­

stość pochodzącą z k r w i i p rz y b ie ra ją m orfologiczny w yg lą d tucznych kom órek.

W dwadzieścia godzin po zranieniu w id z im y na ty m samym preparacie tuczne k o m ó rk i w ypełnione drobną ziarnistością oraz takie same ko­

m ó rk i zaczynające rozpadać się na ziarenka. S ylw e tka k o m ó rk i zacho­

w u je się i można dostrzec, że ziarenka w y tw o rz y ły się w łaśnie z tucz­

nych kom órek. Na preparacie obserw ujem y rów nież ziarnistość rozsianą pom iędzy kom órkam i. Istnie n ie w ty m samym preparacie stadiów przejś­

ciow ych — od tucznych kom órek do w o ln ych ziarenek — pozwala p rz y ­ puszczać, że ziarnistość ta w y tw o rz y ła się właśnie z tucznych kom orek, że m am y podstawę do tra k to w a n ia je j ja k o p ro d u ktu rozpadu kom orek.

Jakież są dalsze losy tych ziarenek?

Jeżeli sporządzim y rozmaz w dw ie godziny później z nacieku, to zoba­

czym y w n im mnóstwo ziarenek różnych rozm iarów , od najdrobniejszych do najw iększych, nieraz dochodzących do w ielkości ją d ra lim fo c y tu . Można tu rów nież ujrzeć duże ją d ra otoczone cie n iutką w arstew ką protoplazm y.

S potykam y tu wreszcie w dużej ilości rzeczywiste lim fo c y ty .

M am y więc wszystkie stadia przejściowe od najdrobniejszej ziarni stości, k tó ra pow stała z k r w i i z, tucznych kom órek, aż do lim fo c y tó w .

(19)

& O Z W Ó J W O K R E S IE P R Z E D K O M O R K O W Y M

323 W szystkie te stadia przejściowe od drobnej ziarnistości do lim fo c y tó w pozw alają przypuszczać, że ziarenka te nie są n iczym innym , ja k ty lk o produktem rozpadu kom órek. Jest to substancja żywa, któ ra się ro z w ija

i któ ra w końcu daje kom órkę biorącą z kolei udział w tw orzeniu tk a n k i łącznej.

Koncepcję naszą nazwał Rum iancew „zu ch w ałą “ , lecz nie pow inna ona odstraszyć tego, kto się nie lęka rozstania z d aw nym i poglądami.

Po prześledzeniu pow staw ania kom órek z koacerw atów protoplazm a- tycznych, w ydzielonych z kom órek stułbi, a następnie dzielących się na 20 25 kom órek, nie lękam y się postawienia hipotezy, a w łaściw ie badania p raw idłow ości ro zw o ju substancji żyw ej, któ rą w yd zie la ją k o m ó rki p rz y zranieniu ju ż nie stułbi, lecz w ielokom órkow ego organizmu.

Po zbadaniu tych fa k tó w możemy dojść do w niosku, że rozmnażanie kom órek podczas gojenia się ra n odbywa się nie ty lk o przez podział ko­

m órek i ich w ę d ró w ki z naczyń, ale też przez tw orzenie się now ych kom órek z substancji żyw ej, która się w y d z ie liła p rzy zniszczeniu

i rozpadaniu się kom órek w postaci bardzo drobnej ziarnistości.

Znaczenie w y le w u k r w i do ra n y dla procesu je j gojenia się nie ograni­

cza się ty lk o do w p ły w u je j ziarenek na w ędrow ne k o m ó rk i ja ko źródła tw orzenia się ziarnistości jąd row ej, z k tó re j potem pow stają lim fo c y ty , lecz w y le w k r w i bez w ątpienia oddziaływ a także na przyspieszenie procesu tw orzenia się tk a n k i łącznej i nabłonka na pow ierzchni rany.

W k w e s tii pochodzenia w łó k ie n kle jo ro d n ych istn ie je dużo różnych przypuszczeń. Na naszych preparatach pochodzących z różnych stadiów gojenia się ran obserw ujem y co następuje: z początku k re w w ydziela surowicę i je d n o litą masę składającą się z ziarnistości ją d row ej. Oprócz masy tych drobnych ziarenek w id z im y tu rów nież ziarnistość ćytoplaz- matyczną. W późniejszym stadium spostrzegamy składające się z zia­

renek w łókna, a także większe ziarna jądrow e.

Po 5 godzinach w id z im y ju ż nie wcześniejsze fo rm y w łó k ie n z ia rn i­

stych, lecz je d n o lite w łókna klejorodne, a pom iędzy n im i zamiast okrąg­

ły c h jąder, dużą ilość fib ro c y tó w z podłużnym i ją d ra m i i nieznaczną ilość jeszcze zachowanych ją d e r okrągłych.

W 20 godzin po zranieniu obserw ujem y kom órkow e pochodzenie w łó ­ kie n kle jo ro d n y c h — z h istiocytów , k tó re fagocytują pozostałe jeszcze w całości czerwone ciałka k rw i, p rz e tra w ia ją je i stają się ziarniste.

H is tio c y ty ta k ie następnie zaczynają się rozpadać i w ydzielać z siebie ziarenka. Inne znów h is tio c y ty zm ieniają swój kształt i z okrągłych ko-

(20)

324 Ó L G A I. K P I B S Z Y N S K A

m orek przeobrażają sią w k o m ó rk i w ydłużone z w ypustkam i. Że tw o ­ rzące się na nowo fib ro c y ty pochodzą z h istiocytów , dowodzą tego pozo­

stałe w n ich resztki nie p rze traw ion ych czerwonych ciałek k rw i.

Tak w ięc z naszych obserw acji w yn ika , że k re w przyśpiesza i pomaga ro z w o jo w i kom órek i tk a n k i łącznej, a w ięc przyśpiesza proces gojenia się ran.

O pierając się na ty m zaproponowałam leczenie ran k rw ią , oświadcza­

jąc, że konieczne jest klin ic z n e sprawdzenie skuteczności takiego lecze­

nia. W 1942 r. w piśm ie „M e d ic in s k ij R a b o tn ik“ ukazał się a rty k u ł p t,

„G e m o po w ia zki“ (K rw is te bandaże), w k tó ry m a utor a rty k u łu — ch i­

ru rg , m ó w i o tym , ja k stosował w szpitalu w o jsko w ym leczenie ran k rw ią , a także o tym , że metoda ta w porów naniu z in n y m i okazała się najbardziej skuteczna.

Zakończenie

Cóż nam dają w yżej opisane doświadczenia, na czym polega ich znaczenie?

S ta lin pisze: „...w edług m etody dialektycznej, proces ro zw o ju należy rozum ieć nie ja ko ru ch w iro w y , nie ja ko z w y k łe pow tarzanie się tego, co ju ż m inęło, lecz ja ko ru ch postępowy, ja ko ru ch po lin ii wznoszącej się, ja ko przejście od dawnego stanu jakościowego do nowego stanu jakościowego, ja ko rozw ój od prostego do złożonego, od niższego do w yż­

szego“ .8 Otóż ten proces przechodzenia od starych fo rm do now ych, od niższych do wyższych obserw ow aliśm y wciąż w naszym doświadczeniu.

O bserw ow aliśm y, w ja k i sposób z najdrobniejszych ziarenek o cha­

rakterze ją d ro w y m pow stają nowe ko m ó rki.

Te w szystkie dane zdobyte w drodze doświadczeń są z g ru n tu sprzecz­

ne z założeniam i V irch o w a i jego zw olenników , z założeniami, któ re ju ż p rze żyły swój w ie k i są przestarzałe. Założenia te ty lk o pow strzym u ją postęp n a u k i i dlatego duże znaczenie posiada ten fa k t, że obalam y tw ie r­

dzenie V irch o w a nie gołosłownie, lecz na podstaw ie dowodów ekspery­

m entalnych.

V irc h o w u trzym u je , że kom órka pochodzi ty lk o od ko m ó rki, m y zaś na podstaw ie doświadczeń dow odzim y, że k o m ó rk i pow stają nie ty lk o na drodze podziału z in n ych kom órek, lecz ro z w ija ją się rów nież z ży­

w ej substancji oraz, ja k o ty m m ów i a rty k u ł O. P. Lepieszynskiej * 7, z b ia ł­

ka.

0 H is to ria W K P (b). „K s ią ż k a i W iedza“ 1949, str. 121.

7 A r ty k u ł O. P. Lepieszynskiej d ru k u je się w n in ie js z y m num erze M. W.

(21)

R O Z W O J W O K R E S IE P R Z E D K O M Ó R K O W Y M

V irc h o w tw ie rd zi, że „poza kom órką nie ma nic żywego“ , m y zaś udo- wodm am y, że o w iele niżej stojąca żyw a substancja i białko są żywe i zdolne do ro zw o ju aż do stadium kom órki. K o m ó rk i pow stają nie ty lk o na drodze podziału fo rm poprzednio istniejących, lecz także z roz­

w o ju fo rm niekom órkow ych. Należy tu rów nież podkreślić, że sam po­

dział kom orek w in ie n być zanalizowany teoretycznie w św ietle now ych faktów . T w ie rd zim y, że i tu zachodzi rozw ój, że k o m ó rk i pochodne mogą się ro zw ija ć z protoplazm y, a dopiero później tw orzą się z nich s tru k tu ry gwiaździste właściw e środkowej części kom órek.

V irc h o w tw ie rd zi, że „o rg a nizm jest sumą ko m ó re k“ , w szystkie zaś nasze doświadczenia m ówią, że organizm nie je st sumą kom órek, lecz złożonym układem , w skład którego wchodzą nie ty lk o ko m ó rki, lecz i żywa substancja, n ie posiadająca fo rm y kom órek. O rganizm stanow i jedność, w k tó re j w szystkie części zależą od całości, całość zaś zależy od części, a wszystko razem wzięte zależy od środowiska przyrodniczego, pozostającego poza całością organizm u.

W. S o ro k in 8 ze szczególną w yrazistością dowodzi bezpodstawności w yżej wspomnianego tw ierdzenia V irchow a. W ykazuje on, że kom órka m ięśniowa i je j zm iany fun kcjo n alne zależą od środowiska zew nętrz­

nego, oddziaływającego przez u kła d n e rw o w y organizm u. Tak więc, oba­

lając idealistyczną teorię pow staw ania kom órek, stw o rz y liś m y nową teo­

rię dialektyczną i m aterialistyczną, głoszącą, że każda kom órka ro zw ija się z żyw ej m a terii.

Doświadczeniami sw oim i w ykazaliśm y, ja k w ie lk a jest rola substancji ją d ro w e j, kwasów n ukleinow ych. Tak np. dow iedliśm y, że k u lk a p ro to ­ plazm y n ie może się ro zw ijać o ile nie ma w nie j rozpylonych lu b nawet rozpuszczonych kwasów nuklein o w ych . O ogrom nym żnaczeniu kwasów n u kle in o w ych i ich r o li w procesach chemicznych, prowadzących do pow ­ staw ania now ych fo rm i tw orzenia się żyw ej substancji w kom órkach, m ów i obszerniej W. K r iu k o w .»

W ykazaliśm y, ze ziarenka, ja k ie tw orzą się p rz y rozpadzie kom órek, w y tw a rz a ją nową jakość, nowe kom órki. Prof. Ł a w ro w z Rostowa m ia ł tu u nas, niedawno, na Zjeździe H istologów w L ab o ra to rium C ytologicz­

nym, odczyt, w k tó ry m m ó w ił o o lb rzym ie j r o li ziarnistości ją d row ej w tw orzeniu się, ro zw o ju i wzroście guzów rakow ych.

w S kie le tn 0 ‘ T-ySf CZnaja k le tk a 1 ^ ' ° ż iz n ie d ie ja tie ln o st' w ciełost-

^ s^ i 1 <i*33W^i ^an^ ' Izw ie stia A ka d . N a u k SSSR, kiS ł0 t W bi0ł0giczeskich fo rm o o b ra z o w a tie l-

(22)

O L G A L E P IE S jZ Y N S K A

r ---326

Prace p ro f. Ł aw row a i prace naszego w spółpracow nika, B. M ichina, w ykazują, że rozmnażanie kom órek odbywa się nie ty lk o drogą m itozy, am itozy lu b pączkowania, lecz rów nież w ten sposób, że k o m ó rk i w y ­ rzucają większą ilość substancji ją d row ej, z k tó re j pow staje w iele no­

w ych kom órek.

Zaobserwowane przez nas p ra w id ło w ości o d k ry w a ją szerokie h o ry ­ zonty przed now ym pojm ow aniem zagadnienia szybkiego rozmnażania

się b a k te rii i p ie rw o tn ia k ó w oraz zrozum ieniem sposobu przejścia jednej fo rm y b a k te rii w drugą. Te ostatnie procesy zostały opisane przez Bo- sziana i p o tw ie rd z iły nasze w y n ik i na in n ych obiektach badań, a m ia­

now icie na w irusach i bakteriach.

O d kryte przez nas pra w id ło w ości w yja ś n ia ją rów nież przyczyny szyb­

kiego ro zw o ju now otw o ró w złośliw ych.

W naszym la b o ra to riu m przeprowadzono jeszcze jedną, bardzo cieka­

wą pracę badawczą w k w e s tii pow stawania kom órek z ziarenek. Praca ta dotyczyła procesu rozwojowego w kom órce konserw ow anej w tem pe­

ra turze + 4°. Zaobserwowano, że w 24 d niu ko nse rw a cji w rogówce w y ­ tw o rz y ły się z drobnej ziarnistości nowe ko m ó rki, a naw et k re w i na­

czynia. Nadawszy opisow i te j pracy należytą form ę lite ra c k ą przesła­

liś m y go p rof. F iła to w o w i. Pracę naszą ocenił on p rz y c h y ln ie i napisał:

„Je st dziw ną rzeczą, że nasze dane w spraw ie rozmnażania się kom órek w tkankach konserw ow anych w tem peraturze + 2 do + 4 ° nie w zbu­

d z iły dotychczas zainteresowania w śród patologów i cytologów . Jestem przekonany, że wasza praca w y w o ła ru ch postępowy w tej dziedzinie.

Uzyskane przez was w y n ik i, dotyczące ro zw o ju naczyń w konserwowa­

nej rogówce są nadzwyczaj ciekawe z ogólnobiologicznego p u n k tu w idzenia“ .

N iestety, praca ta zaginęła w czasie w o jn y i nie możemy je j obecnie odtw orzyć z powodu bra ku czasu i odpow iedniej ilości pracow ników w naszym lab ora to riu m .

W szystkie w yże j opisane prace o pow staw aniu kom órek z żyw ej sub­

sta n cji obalają z jednej stro n y m echanistyczne założenia idealistów : V ir - chowa, Weismanna, M endla i Morgana, z d ru g ie j zaś stro n y potw ierdzają m y ś li w ypow iedziane przez Engelsa, a m ianow icie, że „tw o r y bezkom ór- kow e rozpoczynają swój rozw ój od prostej b r y łk i b ia łk a “ , że „ w b ia łk u w yró żn ico w u je się ją d ro kom órkow e i ją d e rk o “ , że „g d zie ko lw ie k spo­

ty k a m y ciało b ia łkow e nie znajdujące się w stanie rozkładu, spotykam y też zawsze o b ja w y życia“ .

Cytaty

Powiązane dokumenty

Istnieje głęboka więź między obroną postępowych tradycji kultury narodowej w walce przeciw kosmopolityzmowi a walką o zwycięstwo nauki marksistowskiej. Marksizm

cy z rośliny już ustabilizowanej, nie zmienia się pod wpływem podkładki, ale jego młode narządy, zwłaszcza nasiona,ulega ją wpływowi dziczka, w w yniku czego

wicie pomijany przez inne filozofie. Ale jednak pogląd ten nie bierze pod uwagę tego, że praktyka ludzka nie jest li tylko zbiorem reakcji na bodźce, lecz ma swe

ców. Naszym hasłem narodowym jest: „Pokój jest nam drogi”. Nie bacząc ńa to, że przeżyliśmy obcą agresję, i straszliwy wyzysk, nie szczędzimy dalej ofiar,

Hasto planowości w nauce budzi wśród badaczy naukoiwych odruch niechęci. Rzeczy zatem sprowadza się do zagadnienia, czy m ożliwe jest skonstruowanie dobrego planu

bitnych intelektualistów, którzy w tej walce Nietzschego widzieli oznakę jego „rewolueyjności“ oraz argument dla poparcia tezy, że wykorzystanie Nietzschego

go okresu neopozytywizmu i niewątpliwie znacznie bardziej surow e j2). O ile jednak poprzednio za empiryczne uważał Carnap tylko takie terminy, które mogą być

wistości polskiej,* w realizowaniu wielkich obiektywnych zadań społecznych, kulturalnych, gospodarczych i politycznych Polski ludowej. Obywatela wychowuje nie ty lk o