WRZESIEŃ 2012 –
L
eM
ondediplomatique |
K
eynesowi poświęcił Skidelsky (mię- dzy innymi) monumentalną, trzytomo- wą biografię, a ostatnio, skierowaną do szerokiego odbiorcy i odnoszącą myśl brytyjskiego ekonomisty do trwającego światowe- go kryzysu gospodarczego książkę: Keynes. Po- wrót mistrza. Polskie wydanie tej pracy skłania do uważnego przyjrzenia się roli, jaką może i powin- na odegrać w krajowym dyskursie publicznym.W Powrocie mistrza Skidelsky daje przystępny wykład myśli społeczno-ekonomicznej Keyne- sa. Słusznie podkreślając znaczenie teorii efek- tywnego popytu oraz dystynkcji pomiędzy ry- zykiem a niepewnością w pracach Brytyjczyka, autor książki nie ogranicza się wyłącznie do key- nesowskiej wizji funkcjonowania gospodarki, sze- rzej opisując także poglądy słynnego ekonomisty na etykę i moralność. Chociaż kolejność podejmo- wanych wątków jest dość chaotyczna, książka sta- nowi dobre przybliżenie zawiłości obecnego kry- zysu finansowego oraz przekonujący przyczynek do krytyki współczesnej ekonomii głównego nur- tu, poparty analizą w perspektywie historycznej.
Praca nie jest jednak pozbawiona istotnych wad.
Pierwszym mankamentem domagającym się sta- nowczego napiętnowania, a dotyczącym wyłącznie wydania polskiego, jest bardzo niska jakość prze- kładu autorstwa Tomasza Krzyżanowskiego i Mi- chała Sutowskiego. Kompromitujący błąd, z dużym prawdopodobieństwem uniemożliwiający nie będą- cemu specjalistą czytelnikowi zrozumienie istotnego fragmentu książki, stanowi konsekwentne tłumacze- nie angielskiego słowa commodities jako „towary”
zamiast – prawidłowo w tym kontekście – „surow- ce” (s. 30-33). Kuriozalne jest również określenie problemu pryncypała i agenta (lub prościej: proble- mu agencji, ang. principal-agent problem) mianem
„problemu przełożonego i aktora” (s. 206). Jednak najpoważniejszym merytorycznym potknięciem jest przekład nazw szkół myśli ekonomicznej, do których wielokrotnie w książce odwołuje się Skidelsky: no- wej ekonomii klasycznej (ang. New Classical Econo- mics) oraz nowej ekonomii keynesowskiej (ang. New Keynesian Economics), jako – odpowiednio – ekono- mii „neoklasycznej” i „neokeynesowskiej”. W obu przypadkach są to zupełnie inne szkoły, zarówno pod względem prezentowanych poglądów, jak też miejsca w historii, i nie można używać ich nazw zamiennie.
Podobnych błędów przekładu jest zresztą w książce znacznie więcej.
Poważniejsze zastrzeżenia można mieć do auto- ra pracy i jej treści. Podstawowym, z którego – jak się wydaje – wynikają wszystkie kolejne, jest bez mała bałwochwalczy stosunek Skidelsky’ego do Keynesa. Szczery zachwyt („Był fantastycz- nie inteligentny” (s. 81), „(...) uważam go za naj- mądrzejszego, najinteligentniejszego ekonomistę ubiegłego wieku (...)” (s. 214), „(...) był genialnym umysłem czasów nowożytnych (...)” (s. 236) powo- duje u Skidelsky’ego nie tylko lekceważący sto- sunek wobec wszystkich poza Keynesem bada- czy gospodarki na przestrzeni wieków, ale przede wszystkim uniemożliwia niezbędną w przypadku intelektualnej biografii analizę krytyczną.
Przemilczanie Kaleckiego i Marksa
Przedstawienie Keynesa, jak gdyby żył i tworzył w intelektualnej próżni, razi szczególnie za spra- wą braku w książce jakiejkolwiek wzmianki o Mi- chale Kaleckim. W Historii ekonomii postkeyne- sowskiej po 1936 r. John E. King zwraca uwagę, że
„(...) Michał Kalecki (…) doszedł do wielu spośród najważniejszych konkluzji Keynesa przed 1936 r., a w niektórych kwestiach dalece go wyprzedził” [1].
Harry Landreth i David C. Colander twierdzą, iż
„[m]iejsce Kaleckiego w historii myśli ekonomicz- nej nie zostało właściwie ocenione, ponieważ (...) nie znalazł się na właściwym miejscu we właści- wym czasie i nie pisał we właściwym języku. Przy- najmniej częściowo z tych powodów za ojca nowo- czesnej makroekonomii uważa się na ogół, zamiast Kaleckiego, J. M. Keynesa” [2]. Z taką kontrafak-
tyczną wizją historii makroekonomii nie zgadza się jednak uczeń i współpracownik Kaleckiego, Ka- zimierz Łaski, który podkreśla, iż Kalecki został przez główny nurt ekonomii celowo przemilczany, bowiem w przeciwieństwie do Keynesa „(...) nie na- dawał się do udomowienia. Zbyt obce ekonomiczne- mu establishmentowi było pochodzenie naukowe te- go teoretyka-samouka, zbyt jednoznaczne były jego wnioski, zbyt spójna jego teoria i zbyt wstrzemięź- liwa jego wiara w polityczną gotowość rządów ka- pitalistycznych do realizacji polityki pełnego za- trudnienia, której możliwości i granice dokładnie analizował” [3]. Co innego Keynes, który – jak uczciwie przyznaje Skidelsky – do takiego udomo- wienia w postaci syntezy neoklasycznej nie tylko doskonale się nadawał, ale również sam „w znacznej mierze aprobował to zbękarcenie” (s. 133).
Jeszcze bardziej dziwi brak odniesienia przez Skidelsky’ego dorobku Keynesa do myśli Marksa, mimo ewidentnych analogii między ekonomiczny- mi teoriami obydwu. „Dla obu” – porównuje Jo- an Robinson – „zasadnicza jest kwestia bezrobo- cia. Obaj sądzą, że kapitalizm niesie w sobie ziarno autodestrukcji. W warstwie krytycznej, w sprzeci- wie wobec ortodoksyjnej teorii równowagi, system Marksa i system Keynesa zajmują to samo stanowi- sko (…)” [4]. Nie oznacza to bynajmniej, że Keynes był marksistą, czy też, że w jakimkolwiek stopniu w swojej pracy inspirował się Marksem. Jak pisze Francis Wheen, „(...) Keynes odrzucał Marksa jako maniaka z podziemnego świata myśli ekonomicznej, myśliciela, którego teorie miałyby być nielogiczne, przestarzałe, naukowo błędne, i bez możliwości za- stosowania we współczesnym świecie” [5].
Sam Keynes wyraził swój stosunek do marksizmu nader dobitnie, ujawniając przy okazji przyczynę ta- kiego stanu rzeczy: „Jak mogę przyjąć wiarę, która wynosi grubiański proletariat ponad burżuazję i in- teligencję, stanowiące, przy wszystkich ich wadach, o jakości życia i przenoszące ziarna wszystkich ludz- kich osiągnięć?” [6]. Można bowiem powiedzieć o brytyjskim ekonomiście wiele, ale z pewnością nie to, że był rewolucjonistą. Wprost przeciwnie, ja- ko nieodrodny przedstawiciel burżuazji miał zgoła inny pomysł „na siebie”. „Chcę zarządzać koleją al- bo zorganizować trust, albo przynajmniej naciągać ludzi, którzy chcą inwestować pieniądze” [7], pisał w liście do przyjaciela kończąc studia i zastanawia- jąc się nad wyborem zawodu. Wydaje się oczywiste, że ktoś z tak dobrze uświadomioną przynależnością klasową skłonny jest raczej bronić kapitalizmu za wszelką cenę, niż podkopywać fundamenty systemu, choćby tylko na gruncie teorii ekonomicznej.
W przekonaniu tym utwierdza czytelnika Skidel- sky, skrzętnie odnotowując, iż Keynes „(...) do- ceniał wartość własności prywatnej oraz decen- tralizacji władzy jako wymogów koniecznych do funkcjonowania efektywnej gospodarki i wolno- ści politycznej. Pragnął więc uchronić kapitalizm przed jego wrogami, których nie brakowało za- równo na skrajnej lewicy, jak i na skrajnej prawicy.
To było celem jego polityki środka” (s. 171). Klu- czem do sukcesu takiej polityki jest „(...) zaufanie, zwłaszcza zaufanie świata biznesu do państwa. Re- form nie można wprowadzać na siłę przedwcześ- nie, bo mogą one osłabić zaufanie przedsiębiorców i tym samym wstrzymać proces uzdrowienia (…)”
(s. 209-210). Autor książki nie pozostawia zatem złudzeń, która grupa społeczna powinna zdaniem
w
okóŁ książki„k
eynes. P
owrót mistrza” r
obertas
iDelsky’
eGoPo stronie burżuazji
Wiele można zarzucić Robertowi Skidelsky’emu. Wytykano mu, że w wydanej w 1975 r. biografii Oswalda Mosley’a zdecydowanie zbyt ulgowo potraktował twórcę Brytyjskiej Unii Faszystów. Inni mieli historykowi za złe udział w prawicowym rozłamie w Partii Pracy oraz konsekwentny dryf w kierunku Partii Konserwatywnej, której szeregi zasilił na prawie dekadę, odkąd na początku lat 90.
XX w. znalazł się w Izbie Lordów. Z pewnością jednak nie można Skidelsky’ego posądzić o brak dogłębnej znajomości dzieł jednego z najsłynniejszych ekonomistów XX w., Johna Maynarda Keynesa.
g
rzegorzk
onat*
* Ekonomista, pracownik Instytutu Badań Rynku, Kon- sumpcji i Koniunktur w Warszawie.
| L
eM
ondediplomatique
– WRZESIEŃ 2012 Keynesa mieć decydujący wpływ na obraz życiagospodarczego. W tym kontekście nie dziwi, że
„[z]asadnicza rola, jaką przydzielał państwu, po- legała na redukcji niepewności; polityka rządowa miała uczynić świat bardziej przewidywalnym”
(s. 129). Co więcej, dla Keynesa „[w]ażne jest, by państwo nie robiło tego, co już robią jednostki – po to jedynie, by zrobić to odrobinę lepiej lub go- rzej – lecz by angażowało się w te przedsięwzię- cia, które obecnie nie są podejmowane wcale” [8].
Podważa to obiegową opinię o słynnym ekonomi- ście jako bezkompromisowym zwolenniku inter- wencjonizmu i aktywnego udziału państwa w pro- cesach gospodarczych.
Keynes wolnorynkowy
Poglądy Keynesa na kapitalizm wynikały po czę- ści z (nie do końca uświadomionej) wiary w dzia- łanie czegoś, co Adam Smith nazwał niewidzial- ną ręką rynku, która chciwość jednostek miała przekształcać w dobrobyt całego społeczeństwa.
U Skidelsky»ego Keynes, choć używa innych pojęć, zdaje się podzielać przekonanie klasyka.
„Według jego tezy siłę napędową kapitalizmu stanowi neuroza zwana miłością do pieniądza, ale ta neuroza jest również środkiem służącym osiągnięciu dobra, ponieważ pozwoli na osiąg- nięcie dostatku, który sprawi, że miłość do pie- niądza przestanie być potrzebna. (…) Po roz- wiązaniu problemów ekonomicznych ludzkość stanie wobec odwiecznego problemu, a mianowi- cie, jak żyć mądrze i dobrze, i zgodnie” (s. 181).
Rozważania na temat ogólnego dobrostanu skła- niają do podniesienia jeszcze innej fundamental- nej kwestii. „[Keynes] uznaje klasyczny pogląd na sprawiedliwość, który zakłada, że nagroda po- winna być proporcjonalna względem zasług bądź wkładu, wraz z arystotelesowskim wnioskiem mówiącym, że nie ma nic bardziej niesprawied- liwego jak równe traktowanie nierównych. A za- tem nie był egalitarystą. Sprawiedliwość to kwe- stia słuszności, nie równości, i sprawiedliwe ceny to takie, które właściwie nagradzają talent i wy- siłki. Był zwolennikiem elitaryzmu merytokra- tycznego” (s. 184-185). Poglądy Keynesa w tej kwestii warto zestawić z kwintesencją egalitary- zmu w postaci sformułowanej przez Geralda A.
Cohena zasady, którą nazywa on „socjalistyczną równością szans”, a która „(...) traktuje nierówno- ści wyrastające z wrodzonych różnic jako kolejne źródło niesprawiedliwości, obok tej generowanej przez pochodzenie społeczne, którego sobie nie wybieramy, dlatego że tych wrodzonych różnic również sobie nie wybieramy. (…) Socjalistyczna równość szans polega na dążeniu do korygowa- nia wszystkich typów niekorzystnych okoliczno- ści, w których znaleźliśmy się nie z naszego wy- boru” [9]. Keynesowi była zresztą obca nie tylko idea równości. Zdaniem Skidelsky’ego, nie miał on także wiele (dobrego) do powiedzenia na te- mat demokracji, która „(...) nigdy (…) szczególnie nie zaprzątała głowy Keynesa. Ludzie, mawiał, mają prawo do dobrego rządu, a nie samorządu.
Oczekiwał, że wykształcona burżuazja będzie de- cydować o standardach politycznych społeczeń- stwa (...)” (s. 199).
Skidelsky dowodzi, iż – wbrew obiegowej opinii – Keynes nie odrzucał teorii neoklasycznej, sprzeci- wiając się jedynie stosowaniu jej w każdym przy- padku. W swoim i Keynesa imieniu autor książki przekonuje, że „[t]eoria klasyczna nadal oferuje naj- lepsze narzędzia do wyboru najbardziej racjonalne- go postępowania na danym rynku; umożliwia też analizę kosztów i zysków dla różnorakich proble- mów praktycznych. Zaczyna prowadzić na manow- ce dopiero wtedy, kiedy zastosuje się ją do studiowa- nia zachowań gospodarki w skali globalnej” (s. 232).
W tym kontekście oczywista staje się przyczyna,
dla której synteza neoklasyczna, czyli wspomnia- ne wcześniej zbękarcające wtłoczenie teorii Key- nesa w neoklasyczne ramy, w ogóle była możliwa.
Dobrze podsumowuje to Kazimierz Łaski: „Dwie zasady były [dla ekonomii neoklasycznej w latach 30. XX w.] szczególnie ważne: prawo Saya i zasada maksymalizacji zysku przedsiębiorstwa w ścisłym tego słowa znaczeniu. Keynes (…) odrzucił prawo Saya, trzymał się jednak drugiej zasady (…). Z upły- wem czasu skutki tej koncesji okazały się negatyw- ne, chociaż na początku mogła ona ułatwić akcep- tację teorii Keynesa w środowisku przywykłym do zasady maksymalizacji zysku jako jednej z podstaw aksjologii ekonomii uniwersyteckiej” [10].
Socjaliści nie istnieją
Jaki obraz Johna Maynarda Keynesa wyłania się z książki Roberta Skidelsky’ego? Keynes to przed- stawiciel burżuazji, wierny swojej klasie i przeko- nany o jej przewodniej roli w życiu społeczeństwa;
konserwatysta – wielki zwolennik myśli Edmun- da Burke’a – sceptycznie nastawiony do demokra- cji; spekulant giełdowy, przekonany o kluczowej ro- li prywatnej przedsiębiorczości w gospodarce oraz o potrzebie ograniczania aktywności państwa tylko do tych obszarów, którymi „wolny rynek” w swym kaprysie zająć się nie chce; ekonomista nie tyle od- rzucający „księżycową” teorię neoklasyczną – tra- dycję, z której, jako uczeń Alfreda Marshalla, wy- rósł – lecz modyfikujący ją, by choć trochę lepiej przystawała do rzeczywistości; to wreszcie obroń- ca kapitalizmu przed tymi, którzy chcieliby go za- stąpić jakimkolwiek innym, nawet najbardziej spra- wiedliwym systemem („Z pewnością nie można uwierzyć, że naprawdę istnieje ktoś, kto jest socja- listą! Nie wierzę w jego istnienie” [11]).
Nie ma podstaw by uznać, że Skidelsky relacjonuje poglądy Keynesa nierzetelnie. Owszem, pochodzi do nich bezkrytycznie, ale to właśnie – paradok- salnie – gwarantuje w pewien sposób jego bez- stronność. Autor bardziej samodzielny w swych zdecydowanych poglądach być może próbowałby przejrzeć się w twórczości Keynesa jak w lustrze, by znaleźć tam własne oblicze. Tymczasem Skidel- sky, spijający każde słowo z ust „mistrza”, nie wy- obraża sobie jakiejkolwiek nieortodoksyjnej inter- pretacji, o nadinterpretacji nie wspominając.
Dzięki powyższej konstatacji można ustalić właści- we znaczenie polskiego wydania Powrotu mistrza.
Uważna lektura książki z pozycji postępowych poka- zuje bowiem, na jakie manowce prowadzi myślenie o dziele Keynesa i ortodoksyjnym keynesizmie jako źródłach rzekomo lewicowej alternatywy dla głów- nego nurtu ekonomii. Nie można tego zresztą wyra- zić bardziej dobitnie, niż uczynił to sam John May- nard Keynes: „Co się tyczy walki klas jako takiej, mój lokalny i osobisty patriotyzm (…) są związane z moim otoczeniem. Mogę pozostawać pod wpły- wem czegoś zdającego mi się być sprawiedliwością czy zdrowym rozsądkiem, jednak walka klas znaj- dzie mnie po stronie wykształconej burżuazji” [12].
Robert Skidelsky, Keynes. Powrót Mistrza, przeł.
T. Krzyżanowski i M. Sutowski, Wydawnictwo Kryty- ki Politycznej, Warszawa 2012.
[1] J. E. King, A History of Post Keynesian Economics Since 1936, Edward Elgar 2003, s. 7.
[2] H. Landreth, D. C. Colander, Historia myśli ekono- micznej, wydanie II, uzupełnione, przeł. A. Szeworski, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005, s. 15.
[3] K. Łaski, Mity i rzeczywistość w polityce gospodarczej i w nauczaniu ekonomii, Instytut Nauk Ekonomicznych PAN i Fundacja Innowacja, Warszawa 2009, s. 130.
[4] Cyt. za: F. Wheen, Marks. Kapitał: biografia, przeł.
P. Laskowski, Muza, Warszawa 2007, s. 108-109.
[5] Tamże.
[6] Cyt. za: R. L. Heilbroner, Wielcy ekonomiści. Czasy. Ży- cie. Idee, przeł. A. Ehrlich, PWE, Warszawa 1993, s. 249.
[7] Cyt. za: R. L. Heilbroner, dz. cyt., s. 227.
[8] J. M. Keynes, The Collected Writings of John Maynard Keynes, t. 9: Essays in Persuasion, Palgrave Macmillan for the Royal Economic Society, London 1972, s. 317.
[9] G. A. Cohen, Dlaczego (nie) socjalizm?, przeł. A. Gą- sior-Niemiec, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, War- szawa 2011, s. 41.
[10] K. Łaski, dz. cyt., s. 130.
[11] Cyt. za: R. L. Heilbroner, dz. cyt., s. 250.
[12] J. M. Keynes, The Collected Writings..., dz. cyt., s. 324.
wyStawa tomiSlava Gotovaca (archiwum muzeum Sztuki nowoczeSnej, warSzawa) lMD – Pl