• Nie Znaleziono Wyników

Niezbywalne prawo człowieka do życia

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "Niezbywalne prawo człowieka do życia"

Copied!
23
0
0

Pełen tekst

(1)

Julian Herrnaz

Niezbywalne prawo człowieka do

życia

Studia nad Rodziną 4/2 (7), 63-84

2000

(2)

2000 R . 4 n r 2(7)

abp Julian H E R R A N Z

NIEZBYWALNE PRAWO CZŁOWIEKA DO ŻYCIA1 Wstęp: Szczególnie groźny, radykalny zwrot w prawie

Gdy w roku 1948 z m aterialnych i m oralnych ruin II wojny światowej po­ wstawała potrzeba potwierdzenia godności osoby ludzkiej i jej nienaruszal­ nych praw, uroczyście została zatwierdzona przez O N Z „Powszechna D e ­ klaracja Praw Człowieka”. W art. 3 tej Deklaracji czytamy: „Każda istota ma prawo do życia, do wolności i do bezpieczeństwa”. Kilka lat później, w 1959 r., „D eklaracja Praw D ziecka” zatwierdzona przez O N Z ustalała w pream ­ bule, że „dziecko potrzebuje specjalnej ochrony, szczególnie prawnej, za­ równo przed narodzinam i, jak i później” . Z e swojej strony M iędzynarodowe Stowarzyszenie Medyczne, opracowując ponow nie w 1948 r. przysięgę Hi- pokratesa, kazało przyrzekać wszystkim lekarzom: „Będę przestrzegać ab­ solutnego szacunku dla ludzkiego życia od m om entu jego poczęcia” .

Z tych oraz pozostałych uroczystych deklaracji i międzynarodowych umów, jak i z analizy konstytucyjnych i cywilnych praw rozwiniętych n a ro ­ dów, słusznie wynikało, że do połowy X X w. na świecie istniała znacząca jednolitość prawodawstwa, dotycząca ochrony życia ludzkiego, (także) p o ­ czętego, a jeszcze nie narodzonego: „D o tego m om entu zarów no w sferze praw a rzymskiego i germ ańskiego, jak i com m on Iow, prawodawstwa eu ro ­ pejskie i am erykańskie2 zabraniały aborcji poza sytuacją, w której zagrożo­ ne jest życie m atki; zabraniały także eutanazji. Pierwszy wyłom nastąpił w 1920 r. w leninowskim Z S R R , po którym pojawił się reżim nazistowski z jego eugenicznymi praw am i”3.

W ślad za wielką negacją nienaruszalnego ch arak teru praw a do życia w Rosji, pojawiły się w latach 50-tych ustaw odaw stw a dotyczące aborcji w innych państw ach na wschodzie Europy, w których panow ał kom unizm .

1 Tekst opublikow any w Evangelium vitae - E ncyklika o calen ia w spółczesnej rodziny i św iata, red. abp K. M ajdański i zespół, W arszawa 1997, s. 19-45. A u to r je st P rzew odniczą­ cym P apieskiej R ady ds. In terp retacji Tekstów Prawnych.

2 R ów nież inne, ja k K odeks Praw a Cywilnego w Ja p o n ii (p o r. art. 721).

3 R . M in n e ra th , P ro sp ettiv a d elle tradizioni g iuridiche circa il d iritto alia V ita nei dibatti- ti in tern azio n ali, w ystąpienie na sym pozjum m iędzynarodow ym nt. E vangelium vitae i praw o, W atykan 23-25.05.1996.

(3)

N a Z achodzie natom iast, gdzie m aterializm nie m ial tak rewolucyjnego im petu, jak m aterializm dialektyczny stanowiący filozoficzną doktrynę państwa, ustawodawstwo zezwalające na aborcję dotarło dopiero 47 lat później niż w Zw iązku Radzieckim , razem z angielskim Abortion A c t z 1967 r. Kolejno takie praw odaw stw o powoli rozprzestrzeniało się w in­ nych krajach, natrafiając na sprzeciw doktrynalny i społeczny: w 1973 r. w Stanach Zjednoczonych, w Niem czech i w Danii; w 1974 r. w Szwecji, w 1975 r. we Francji; w 1978 r. we W łoszech, w Luksem burgu i w Grecji; w 1984 r. w Portugalii; w 1985 r. w H iszpanii, w 1990 r. w Belgii.

W arto powiedzieć, że w drugiej połow ie XX wieku następuje największy możliwy do w yobrażenia, radykalny prawny zwrot w dziedzinie praw a do życia: u tra ta - co najm niej w praktyce ustawodawczej w wielu państwach, w zadziwiającej sprzeczności z ich konstytucjam i - jego charakteru prawa nienaruszalnego. Co więcej, Jan Paweł II wykazał, że w zam achach na ro ­ dzące się i um ierające życie „dostrzegam y nowe aspekty, nieznane w prze­ szłości, oraz problem y niezwykłej wagi, związane z faktem , że w św iadom o­ ści zbiorowej te zam achy na życie tracą stopniowo charakter «przestęp­ stwa» i w paradoksalny sposób zyskują status «prawa», do tego stopnia, że żąda się uznania ich pełnej legalności przez państw o” (EV, 11). W obec ta ­ kiej rzeczywistości, pozostając w herm etycznych granicach praw a, wydaje mi się, że p rzede wszystkim należałoby zadać sobie trzy zasadnicze pytania, przy czym syntetyczną odpow iedź na nie chciałbym zawrzeć w mojej wypo­ wiedzi. Pytania te brzm ią następująco:

1) N a jakich podstaw ach opierał się i m ocno opiera się nadal praw ny i m oralny postulat nienaruszalnego charakteru praw a niew innego człowie­ ka do życia, a konkretniej - praw a do życia człowieka poczętego, jeszcze nie narodzonego?

2) Jaka była przyczyna lub jakie byty przyczyny tego radykalnego zwro­ tu w praw ie, który stanow i prawdziwy regres cywilizacji i który otworzył drogę nie tylko dla ustawodawstwa zezwalającego na aborcję, ale również dla innych działań legislacyjnych, zaczynających legalizować eutanazję, m anipulow anie em brionam i oraz pozostałe zamachy na życie ludzkie?

3) Jakie w obec tej rzeczywistości wydają się istnieć w sferze praw a dwa pow iązane zagadnienia o ch arakterze filozoficznym i biologicznym, k tó ­ rych uśw iadom ienie wydaje się konieczne dla obrony nienaruszalnego p ra ­ wa do życia?

1. Wielka tradycja prawa do życia

Ważność nienaruszalnych praw człowieka, a wśród nich, podstawow ego praw a do życia, polega na tym, że nie m ogą one być ani przyznane, ani uchylone przez innego człowieka, czy też przez jakąkolw iek w ładzę ludzką,

(4)

poniew aż prawa te m ają nienaruszalną podstaw ę, nie w akcie woli ludzkiej, ale w samej naturze i godności istoty ludzkiej. W ielkim pow odem satysfak­ cji dla wielu intelektualistów naw et nie katolików było zobaczyć, że 400 profesorów i miłośników filozofii prawa, biologii i bioetyki, przedstaw icie­ li ponad 150 uniwersytetów z całego świata, zebrało się w Rzymie na m ię­ dzynarodowym sympozjum na tem at „Evangelium vitae i praw o” i zatw ier­ dziło jednogłośnie, wśród innych, następujący wniosek:

„Prawo do życia jest podstaw ą wszystkich tych podstawowych w artości ludzkich i m oralnych, k tóre pochodzą z samej prawdy istoty ludzkiej, k tó ­ re wyrażają i chronią godność człowieka. Są to w artości, których «żadna jednostka, żadna większość i żadne państw o nie m ogą tworzyć, zm ieniać lub niszczyć, ale które winny uznać, szanować i um acniać» (EV, 71). Uczestnicy Sympozjum przypom inają, że już w klasycznej Tradycji prawa dzieci nienarodzonych były zrów nane z narodzonym i, w sprawach dotyczą­ cych ich d o b ra”4.

N ależy zauważyć, że już przed w ielką rzym ską tradycją doktrynalną i praw ną dotyczącą praw a n atu raln eg o istniało praw o niepisane, będące podstaw ą praw naturalnych człowieka, w śród których znajduje się praw o do życia. Zw róćm y uwagę na myśl w ielu filozofów i pisarzy kultury grec­ kiej, m .in. takich jak: H erak lit, który mówi! o uniw ersalnym praw ie o p a r­ tym o boskie logos; Sofokles, dla którego agrapta nom ina, tzn. praw a nie n apisane, ale obecne w um yśle ludzkim dzięki bogom , są ostatn im b a ­ stionem przeciw tyranii5; lub jak E p ite t, który m ówił6 o w spólnej i wyso­ kiej godności m oralnej i praw nej człow ieka, poniew aż je st stworzony przez B oga7.

W ciąż aktualny problem o bardzo dawnych korzeniach, związany z róż­ nicą między państwowym porządkiem praw nym a w ynaturzonym , poruszył Polibiusz w swojej „H istorii R zym u”, idąc za osiągnięciam i, do jakich do­ szli jako pierwsi P laton i Arystoteles. W swoim opisie kręgu konstytucji państwowych wielki historyk stawia obok trzech prawnych form państw a - bazylei (królestwa), arystokracji i dem okracji - odpow iadające im trzy wy­ naturzone formy: m onarchię rozum ianą w sensie tyranii, oligarchię i ochlokrację. Co do dem okracji, Polibiusz stw ierdza p rzede wszystkim, że

4 W niosek n. 3. W nioski tego sym pozjum , zorganizow anego przez P apieską R a d ę ds. In ­ te rp re ta c ji Tekstów Praw nych, P apieską R a d ę ds. R odziny o ra z P apieską A k ad em ię Życia, zostały opublikow ane n a lam ach IjO R 29.05.1996 i w C o m m u n icatio n es 28 (1996) 28.

5 A ntygona, w. 454-460. 6 D iatrib ai I, 3 ,1

7 Por. A. B ausola, II fo n d am en to del d itritto alia vita, w: A A . W , P er u n a D ich iarazio n e dei diritti del nascituro, M ilano 1996, s. 113-114.

(5)

nie m oże nazywać się dem okratycznym państw o, w którym jakakolw iek m asa obywateli - naw et w większości - m oże robić to, co jej się po d o b a8.

Już od starożytnych, przedchrześcijańskich czasów było jasne, że praw ­ dziwa dem okracja m oże istnieć tylko wtedy, kiedy większość przestrzega pewnych podstawowych zasad ustroju społecznego, takich jak pojęcie p ra ­ wa naturalnego, rozw inięte przez filozofów greckich, oraz nienaruszalnych praw człowieka, które w nim m ają swoją podstaw ę9.

K onkretnie w odniesieniu do praw a do życia, należy uznać za milowy ka­ m ień w kulturze prawnej fakt, że praw o rzymskie uważało za istotę lub oso­ bę ludzką życie poczęte jeszcze nie narodzone, które podlegało prawom, mogąc być naw et adresatem testam entu. Tak więc w „D igesta” Justyniana dziecku w łonie m atki została nadana pozycja praw na człowieka (Qui in ute-

ro sunt... intelliguntur in rerum natura esse"')', i dlatego należy uznać je za p o ­

siadacza praw tak, jakby już się urodziło (nascituruspro nato habetur“), je ­ żeli to dotyczy jego przywilejów (co m m o d u m ). „Ta zasada, którą kreatywne praw o rzymskie od czasów augustiańskich wprowadziło tylko do systemu prawa cywilnego, przeprow adzając jakościową zm ianę w strukturach myśli społecznej i prawnej nie tylko rzymskiej, ale całej kultury ludzkiej - stała się w raz z chrześcijaństwem jedną z uniwersalnych podstaw, tworzących gmach nienaruszalnych praw człowieka, prawa do życia”12.

Z asada praw nego uznania dziecka nienarodzonego za istotę ludzką lub osobę została um ieszczona w poprzednich w iekach w wielu kodeksach konstytucjonalnych i cywilnych, rów nież w dość odległych obszarach geo­ graficznych i kulturowych; nie tylko w świecie łacińskim, rzymskim i iberyj­ skim (Włochy, H iszpania, A rgentyna, Brazylia, Urugwaj, Peru, Chile itd.), ale również w praw ie germ ańskim (por. np. orzeczenie wyroku Sądu K on­ stytucyjnego w R F N , z 28 m aja 1993 r., k tó re odw ołuje się do K odeksu p ru ­ skiego z 1794 r. co do praw „nienarodzonych dzieci”), a naw et w japońskim kodeksie cywilnym (por. art. 721). Co więcej, choć „M iędzynarodow a

s Pol. 6 ,4 , 4-5.

’ Por. W. W aldstein, D iritto n a tu ra le , D iritti u m ani e D em o crazia, k o m u n ik at wygłoszony na XI M iędzynarodow ej Sesji K anonistów Rzym skich, Rzym 22-25.05.1996, p o d auspicjam i Papieskiego U niw ersytetu L ateran e ń sk ieg o .

'"D . 1 .5 .2 6 . 11 D. 1 .5 . 7.

12 G . la Pira, artykuł opublikow any n a łam ach C O R 19.03.1975. G dy chodzi o praw odaw ­ stw o rzym skie, zawsze sta ło o n o na straży dziecka poczętego. N a przykład o d k ła d a n o wyko­ nanie kary śm ierci n a ciężarnej m atce do czasu po po ro d zie; nie w olno też było p oddaw ać jej p rzesłu ch a n iu p o łączo n em u z to rtu ra m i (U lp ian D . 1.5.18; 48.19.3; Paul. Sent. 1.12.4) itp. Por. P. C a ta la n o , Vigeza dei p rincipi del D iritto R o m an o rig u a rd o ai „ D iritti dei n ascitu ri”, w: Per u n a D ich iarazio n e dei d iritti del n ascitu ro , dz. cyt., s. 134-135.

(6)

um ow a w sprawie praw cywilnych i politycznych” z 1966 r. dopuszcza legal­ ność kary śmierci, jeżeli je st praw nie stosow ana, wyłącza jed n ak tę m ożli­ wość w wypadku kobiety w ciąży (por. art. 6,5). Co więcej, w żadnym tra k ­ tacie czy m iędzynarodow ej umowie, naw et w dokum entach przeciwko p o ­ litycznej dyskryminacji kobiet (D eklaracja z 1967 r. i Konwencja z 1979 r.), nie m a w zmianki o „praw ie” kobiety do sw obodnego rozporządzania ży­ ciem dziecka w jej łonie. Tak nadużywane w yrażenie free choice - „wolny w ybór” - k tóre znajduje się w art. 11 w spom nianej Konwencji, odnosi się wyłącznie do swobodnego wyboru zaw odu13.

Cała ta wielka tradycja praw na była m ożliwa przez praw ie trzydzieści wieków, od początków kultury prawa, poniew aż poszanow anie każdego niew innego życia ludzkiego, w każdym m om encie jego rozwoju, ukształto­ w ało się w oparciu o ontologię istoty ludzkiej, osoby, jej szczególnej godno­ ści i wyższości wobec innych istnień lub stworzeń, a nie w oparciu o proste przypadkow e rozw ażania o charakterze politycznym, pragm atycznym lub psychologicznym. N adejście chrześcijaństwa i jego rozprzestrzenienie się w świecie nie tylko uszanowało zdobycze recta ratio w filozofii i w nauce praw nej wielkiej kultury greko-rzymskiej, a le je potw ierdziło i wzbogaciło: „W Chrystusie bowiem została ostatecznie ogłoszona i w pełni ofiarow ana człowiekowi owa Ew angelia życia, która - darow ana już w O bjawieniu Sta­ rego Testam entu, więcej, wpisana w jakiś sposób w serce każdego mężczy­ zny i kobiety - rozbrzm iew a w każdym sum ieniu «od początku», to znaczy od chwili stw orzenia” (EV, 29).

O bjaw ienie udoskonaliło zrozum ienie naturalnego, m oralnego praw a i k onkretnie usankcjonow ało jasno już od Księgi R odzaju, praw o do życia i nienaruszalny i niezbywalny charakter - poniew aż jest święte - tego p o d ­ stawowego praw a istoty ludzkiej: „Zycie ludzkie jest święte, poniew aż od początku nosi w sobie twórcze działanie Boga i na zawsze pozostaje w spe­ cjalnym związku ze Stwórcą, jego jedynym celem. Tylko Bóg je st Panem ży­ cia od jego początku aż do końca. Nikt, w żadnych okolicznościach, nie m oże przyznać sobie praw a do bezpośredniego zniszczenia niewinnego ist­ nienia ludzkiego”14. Z akaz piątego przykazania: „N ie zabijaj!” (por. Wj 20,13) je st ostatecznie sprecyzowany w Piśm ie Świętym: „N ie wydasz w yro­ ku śm ierci na niewinnego i spraw iedliw ego” (Wj 23,7), a między niewjnny- mi istotam i ludzkimi znajdują się poczęci jeszcze nie narodzeni: „Zycie ludzkie od chwili poczęcia pow inno być szanow ane i chronione w sposób absolutny. Już od pierwszej chwili swego istnienia istota ludzka pow inna

13 Por. R . M in n e ra th , dz. cyt., s. 2.

14 K ongregacja N auki W iary, In stru k cja i sz acunku d la rod ząceg o się życia ludzkiego i o godności jeg o przekazyw ania D o n u m vitae (22.02.1987). W stęp, n. 5.

(7)

m ieć przyznane praw a osoby, w śród nich nienaruszalne praw o każdej nie­ winnej istoty do życia” (KKK, 2270).

Przez dwadzieścia wieków istnienia Kościół stale ogłaszał m oralne zło i niepraw ość nie tylko m orderstw a (włącznie ze względnie współczesną form ą eutanazji), ale rów nież wywoływanego poronienia. Już w pierwszym wieku czytamy w „D idache”: „N ie zabijać dziecka aborcją i nie zabijać po uro d zen iu ”15; ta sam a nauka znajduje się w Liście B arnaby16 i w Liście do D io g n eta17, W drugim w ieku A tenagoras mówi o tym, że chrześcijanie uważali za zabójczynie kobiety, k tó re stosowały substancje pow odujące po ro n ien ie18, a Tertulian tak proklam ow ał godność ludzką dziecka w łonie m atki: „to zabójstwo zabronić u rodzenia”, poniew aż „jest już człowiekiem ten, co nim będzie”19. Stało się to później jednolitą nauką Kościoła, Sobo­ rów, Papieży i wszystkich Biskupów20. Należy zauważyć, że ze względu na szkodliwość przestępstw a aborcji, sankcją kościelną narzuconą od począt­ ków chrześcijaństwa, była najwyższa kara autom atycznej ekskom uniki (la- tae sententie), potw ierdzona w K odeksie Praw a K anonicznego z 1917 r (kanon 2350 § 1) i ponow nie w K odeksie Prawa K anonicznego z 1983 r (kanon 1398) oraz w K odeksie Kościołów W schodnich z 1990 r. (kanon 1450 § 2). A utentyczna in terp retacja kanonu 1398 K odeksu Praw a K an o ­ nicznego z 1983 r. precyzowała w obec pojęcia wywoływanego poronienia, że to przestępstw o polega na dobrow olnym zabiciu życia ludzkiego w łonie m atki „od m om entu poczęcia bez względu na zastosowany sposób (fizycz­ ny, chem iczny)”21.

„Ponadto wszystko - ogłosił światu II Sobór W atykański - co godzi w sa­ mo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrow olne sam obójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadaw ane ciału i duszy, wysiłki w kierunku przym usu psychicznego; wszystko, co ubliża godności ludzkiej, jak nieludzkie w arunki życia, arbitralne aresztow ania, deportacje, niewol­ nictwo, prostytucja, handel kobietam i i m łodzieżą; a także nieludzkie w a­

15 D id ach e, 2 ,2 .

P or. List B arnaby, 19, 5. 17 List do D io g e n e ta 5, 5.

18 A ten ag o ras, M ódl się za chrześcijan, X X X V b. 17 T ertulian, A pologeticus, 9

211 D la zn alezien ia syntezy licznych w skazań doktrynalnych i dyscyplinarnych w tej m aterii por. C odicis lu ris C anonicis(1917) F o n tes, P. G asp ari, żró d ta k an o n u 2350, § 1; Codex lu ris C anonici, fontium A n n o ta tio n e auctus, żró la k an o n u 1398; Codex C an o n u m E cclesiam O rian taliu m , fontium a n n o ta tio n e auctus, źró d ła kanonów 728, § 2 i 1450, § 2.

21 „[...] fetus occisione q o u cu m q u e m odo et q u o cu m q u e te m p o re a m o m en to conceptio- nis”, por. A A S 80 (1988) 1818; C o m m u n icatio n es 20(1988) 77.

(8)

runki pracy, w których traktuje się pracow ników ja k zwykle narzędzia zy­ sku, a nie jak wolne, odpow iedzialne osoby: wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym ; zakażając cywilizację ludzką, b a r­ dziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, i są ja k najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy” (KDK, 27).

Należy wreszcie dodać, aby uniknąć niejasności, że na tej pozycji obrony niezbywalnego prawa do życia niewinnej istoty ludzkiej wielka klasyczna tradycja praw na i nauka Kościoła katolickiego nie są sam otne: towarzyszą im przepisy dyscyplinarne dwóch pozostałych religii monoteistycznych. Po­ za kulturą hebrajską, w ierną Starem u Testamentowi, również islam częścio­ wo zajm uje taką samą pozycję w tej dziedzinie, ja k to ostatnio wykazała „D eklaracja praw człowieka w islamie”, zatw ierdzona w Kairze, 1990 r, przez 52 państwa, członków Konferencji Islamskiej. Potwierdza się w niej, że życie jest darem Boga i że musi być chronione przez państw o (art. 2, a). Szaria zaleca ochronę życia przez cały czas, na jaki Pan je przyznał (art. 2, c). I jakkolwiek w art. 7 mówi się, że dziecko podlega praw u po urodzeniu, jest również stwierdzone, że już w łonie m atki dziecko musi być chronione22.

2. Regres kultury prawnej

Doszliśmy do drugiego, zobowiązującego pytania, k tóre postawiliśmy na początku: Jakie były przyczyny całkowitego, radykalnego zwrotu czy też rewolucji w prawie, k tóre negując etyczno-praw ną zasadę dotyczącą nie­ zbywalnego charakteru ludzkiego praw a do życia, aktualnie prowadzi ustawodawstwo wielu państw do zalegalizowania aborcji, a następnie rów ­ nież eutanazji oraz innych zam achów na godność istoty ludzkiej i ludzkie­ go życia?

W iadom o, że legalizacja aborcji w Rosji, w 1920 r, dostosow ała się do m yślenia totalitarnego o ch arak terze społeczno-politycznym : ułatwić w prow adzenie kobiety do pracy poza dom em na rzecz ekonom ii socjali­ stycznej. O rzeczenie wyroku Sądu Najwyższego Stanów Z jednoczonych (R oe v. W ade), k tó re w kw ietniu 1973 r. otworzyło w tym państw ie w rota dla legalnej aborcji, pojaw iło się ze względu na p o zornie dem okratyczną rację obrony osobistej wolności kobiety: Sąd - czytamy w większościowej opinii sędziów - need no resolved the difficult question o f when life begins. Jednocześnie zaś pozw olono kobiecie na dokonyw anie aborcji, a n astęp ­ nie zanegow ano względne praw o do życia dla em brionu i płodu. R acja przyznaw ana w Rosji - w państw ie kom unistycznym oraz racja przyznana

22 Por. przypis 2, M. E l-H ach e m , Inexpérience ju rid iq u e islam ique et le d ro it à la vie, wy­ stą p ie n ie n a sym pozjum m iędzynarodow ym nt. E vangelium vitae i praw o.

(9)

w U SA - w jednym z państw dem okratycznych - były pozornie różnym i motywam i, ale w rzeczywistości dostosowywały się do tej sam ej agnostycz- nej koncepcji praw a, tzn. ścisłego pozytywizmu praw nego, o p artego na negacji praw a natu raln eg o i w następstw ie na m oralnym „rozw odzie” m iędzy wolnością a praw dą. N ie przypadkiem zostało pow iedziane: „To- talitaryzm y przeciw nych znaków i chore dem okracje odwróciły historię naszego w ieku”23.

Rzeczywiście, dla obrońców tej agnostycznej i radykalnie pozytywistycz­ nej koncepcji praw a, nie je st ważna praw da obiektywna, zapew niająca r a ­ cjonalność i zgodność przepisów z praw em naturalnym , ale praw da kon­ w encjonalna (um ow na), socjologiczna lub statystyczna, wynik absolutnej autonom ii człowieka, który zapomniawszy o kondycji stw orzenia „sądzi, że sam jest dla siebie kryterium i n o rm ą ” (EV, 64). W w ystąpieniu do uczest­ ników m iędzynarodow ego sym pozjum na tem at „Evangelium vitae i p ra ­ w o”, do którego już wcześniej się odwoływałem, Jan Pawel II powiedział: „U znanie wartości życia człowieka, od poczęcia do jego naturalnego koń­ ca, je st zdobyczą cywilizacji praw a, k tóra pow inna być chroniona jako główne dobro osoby i społeczeństw a. Dzisiaj jed n ak w niem ałej ilości spo­ łeczeństw nierzadkim jest występow anie swego rodzaju regresu cywilizacji, owocu pewnej niepełnej i czasam i wykrzywionej koncepcji wolności czło­ wieka, k tóra często znajduje publiczne upraw nienie w państwowym syste­ m ie prawnym. Dzieje się tak, że poszanow aniu niezbywalnego praw a do życia każdej ludzkiej istoty przeciwstawia się subiektywistyczną koncepcję wolności, uw olnioną od praw a m oralnego”24. A le trzeba powiedzieć jasno i zdecydowanie - aby bronić niezbywalnego praw a do życia, a także żeby ostrzec uczciwe umysły p rzed sofizm atam i fałszywych dem okracji - iż ta subiektywna i agnostyczna redukcja wolności i praw a jest sprzeczna nie tyl­ ko ze społeczną doktryną chrześcijańską, ale również z tradycyjnym i zd ro ­ wym pojm ow aniem dem okracji. Zaznaczyłem to wyżej, mówiąc o klasycz­ nej cywilizacji greckiej i rzymskiej, ale chciałbym jeszcze raz to podkreślić, poniew aż wiem, iż znajduję się w śród tego wielkiego N arodu, który był wy­ jątkowym bastionem wolności i kultury przeciw dwom sprzecznym totali-

taryzmom.

Z ostało w ykazane przez filozofów takich jak M aritain, D el N oce lub Po- ssenti oraz przez praw ników takich jak C otta lub H ervarda (ta lista m ogła­ by wydłużyć się), że klasyczni poprzednicy dogm atycznego szerzenia się ideologii liberalno-agnostycznej zawsze interpretow ali dem okrację jako

22 Ja n Pawet II, D iscorso all’U n iv ersitä di V ilnius (5.09.1993), L O R 5.09.1993, s. 1. 24 C o m m u n icatio n es 28(1996) 14, L O R , 24.05.1996, s. 9.

(10)

społeczny ustrój wolności posiadający n atu raln e granice25. N ie zew nętrzne granice, despotycznie narzucone z zew nątrz (tendencja to talitarn a) lub n a ­ rzucone poprzez prostą rów nie niezrozum iała um ow ę (tendencja liberal- no-radykalna), ale granice posiadające istotną podstaw ę: praw o naturalne, lub ius gentium.

N iestety ideologia liberalno-radykalna, o p arta na agnostycyzmie religij­ nym i relatywizmie m oralnym , odbierająca dem okracji podstaw y zasad i wartości obiektywnych, niebezpiecznie zatarła granice sensowności i słuszności normy. Osłabiło to głęboko dem okratyczny system prawny w o­ bec pokusy wypaczonej wolności, to znaczy wolności bez właściwych gra­ nic, wyznaczonych przez obiektywną praw dę na tem at godności człowieka i niektórych niezbywalnych praw osoby ludzkiej (tzn. prawdziwych praw: nie oderwanych od norm alnej natury człowieka).

W obec społecznej oczywistości takiego kryzysu praw i legalności, do­ gmatycy pozytywizmu praw nego i tak zwanej etyki laickiej, aby wyjść z kry­ zysu, gorączkowo szukają ważnych kryteriów, mogących dostarczyć trw a­ łych podstaw dla decyzji prawnych, program ów politycznych i społecznych. A le te kryteria nie wykraczają poza to, co m ogą wyrażać takie pojęcia, jak opinia większościowa, system wartości dem okratycznie uznany lub poję­ cie, k tóre nazwaliśmy już wyżej praw dą konw encjonalną. Powód jest oczy­ wisty: filozofia radykalno-liberalna, która te pojęcia inspiruje, uniem ożli­ wia stw ierdzenie obiektywnej prawdy o człowieku i o życiu ludzkim, praw ­ dy nieuw arunkow anej: niezależnej od ilości, poglądów i liczby tych, którzy je wyrażają, nie ograniczającej się wyłącznie do osobistych opinii i do sys­ tem u „wartości” narzuconego przez m ass-m edia; prawdy, która jest n a tu ­ ralną praw dą, a nie sztuczną, obiektywną, a nie subiektywną; prawdy, k tó ­ ra, jak ukazuje historia kultury, jawi się umysłowi, zanim zostanie on rozja­ śniony przez Objawienie; prawdy, k tóra poprzedza i przekracza sam o p o ­ jęcie dem okracji i nie m oże być przez nią negowana.

Społeczna doktryna Kościoła - chwalona i naśladow ana przez wielu in­ telektualistów niekatolickich - uczy, że „autentyczna dem okracja możliwa jest tylko w Państwie prawa i w oparciu o popraw ną koncepcję osoby ludz- kiej”(CA, 46). A więc państwo prawa nie jest tym, w którym wola obywate­

25 R ó żn e perspektyw y i ró żn e sform ułow ania są w tej fu n d am en taln ej kwestii ze sobą zgod­ n e, por. m.in.: J. M aritain , L h o m m e et l’E ta t, Paris 1953, s. 69 nn.; A. del N oce, I c a ra tte ri g e­ nerali del p en siero politico co n te m p o ra n e o , M ilan o 1972; V. Possenti, L e société liberali al bivio. L in e am en ti di filosofia d ella société, G en o v a 1991, s. 281-314; J. H erv ad a, D e re c h o n a ­ tu ral, d em o cracia y cultura, P erso n a y D e re c h o 6 (1979), s. 200 nn.; S. C o tta, D iritto n a tu ra ­ le: id eale o vigente?, Iusticia 2(1982), s. 19 nn.; J. F o rn é s, Pluralism o y fu n d am en tació n o n to - lôgica del D erech o , P erso n a y D e re c h o 9(1982), s. 109 nn.

(11)

la staje się wyłącznym źródłem każdej zasady m oralnej i każdego prawa, tak jak gdyby większość głosów autom atycznie mogła tworzyć absolutną au to ­ nom ię prawa dotyczącego m oralności i usunąć instytucje i struktury spo­ łeczne ze społeczeństwa przy każdym problem ie o charakterze etycznym. Państwo prawa to państw o, w którym ustawy chronią podstawowe prawa człowieka, przede wszystkim praw o do życia. D em okracja, uczy doktryna Kościoła, „nie implikuje, że nad wszystkim m ożna głosować, że system prawdy zależy tylko od woli większości i że nie m ożna wymagać prawdy w polityce. Przeciwnie, należy stanowczo odrzucić tezę, według której rela­ tywizm i agnostycyzm stanowiłyby najlepszą, filozoficzną podstaw ę dem o­ kracji, skoro ta ostatnia do funkcjonow ania wymagałaby ze strony obyw ate­ li przyznania się do tego, że nie są zdolni rozum ieć praw dy”26.

Nie m ożna, jako prostą reakcję na totalitaryzm nazistowski lub m arksi­ stowski, stworzyć m itu lub dogm atu dem okracji: nie m iała ona takiego c h arak teru w kulturze greckiej, a więc tam , gdzie powstała, tym bardziej nie m oże posiadać go teraz, w aktualnym kontekście społecznym. K ażda k o nkretna form a historyczna dem okracji, jakąkolw iek m iałaby nazwę (d e­ m okracja ludowa, socjaldem okracja itp.) jest osądzana w świetle „zdrow e­ go rozum u”, a dla chrześcijan w świetle społecznej nauki Kościoła. D em o ­ kracja - uczy Encyklika Evangelium vitae - „jest zasadniczo «porządkiem » i jako taka środkiem do celu, a nie celem. C harakter «moralny» d em okra­ cji nie ujawnia się sam oczynnie, ale zależy od jej zgodności z praw em m o ­ ralnym, którem u musi być podporządkow ana podobnie jak każda inna działalność ludzka [...]. W artość dem okracji rodzi się albo zanika wraz z wartościam i, które ona wyraża i popiera: do w artości podstawowych i ko­ niecznych należy z pew nością godność każdej ludzkiej osoby, poszanow a­ nie jej nienaruszalnych i niezbywalnych praw ” (n. 70).

Niestety należy stwierdzić, że w drugiej połowie XX wieku agnostycyzm religijny i relatywizm moralny, gorzkie owoce im m anentyzm u filozoficzne­ go, stworzyły typ społeczeństw a dem okratycznego, przew ażnie m ateriali- stycznego i permisywnego, oderw anego nie tylko od transcendentnych i re ­ ligijnych praw d o wiecznym przeznaczeniu człowieka, ale również od ele­ m entarnych wymagań naturalnej m oralności. Myśli się o zdeprecjonow a­ niu i o łatwym rozwiązywaniu węzłów m ałżeńskich i rodzinnych, o szerze­ niu okrucieństw a rasow ego i religijnego, o pornografii i perw ersjach seksu­ alnych, o aborcji, o sam obójstw ie z pom ocą, o eutanazji, narkotykach, m a­ nipulacji genetycznej itp. W obec takiej rzeczywistości przew aża, praw ie we wszystkich państw ach, zasada liberalno-agnostyczna i

prawno-pozytywi-2,1 Ja n Paw eł II, P rzem ów ienie d o grupy biskupów przybyłych ad lim ina, E O R 29.11.1992, s. 5.

(12)

styczna, według której w dem okratycznym społeczeństw ie słuszność praw zależy tylko od tego, co zdecyduje większość: że jest dozw olone i tolerow a­ ne. „Słuszność” praw a nie wydaje się być ograniczona przez zgodność przepisów z n atu rą ludzką, z praw dam i o godności człowieka, z obiektyw­ nymi wartościam i m oralnym i, które praw o pow inno bronić i ochraniać, aby m óc prawidłowo kierować zachow aniam i społecznymi i zapobiec p o ­ stępującem u rozwojowi dzikiego społeczeństwa.

W obec tej bolesnej prawdy musimy teraz zapytać samych siebie ze spo­ kojnym chrześcijańskim optym izm em : Co m oże zrobić na poziom ie kre­ atywności intelektualnej inteligencja, k tó ra nie jest opanow ana przez agnostyczny totalitaryzm , taka inteligencja, która wierzy w istnienie „m o­ ralnej struktury wolności”27? W ydaje mi się, że najbardziej twórcze i doj­ rzałe refleksje filozofów praw a i socjologów, a także biologów i teologów, zajm ują się obroną praw a do życia p rzede wszystkim, choć nie wyłącznie, na dwóch głównych polach poszukiwań: relacji między praw em i m oralno­ ścią oraz relacji między biologią i prawem .

3. Prawo - moralność

N a dziew iętnastej K onferencji E uropejskich M inistrów Spraw iedliw o­ ści, zorganizow anej przez R adę E uropy (L a V aletta - M alta, 14 czerwca 1994 r.) na tem at korupcji w życiu społecznym , często pojawiały się w wy­ stąpieniach w yrażenia „kryzys praw a” i „kryzys m oralności”, w naw iąza­ niu do odkrytej w wielu państw ach nielegalności w zarządzeniu adm ini­ stracją publiczną, w świecie interesów i w publicznym obrocie pieniądza. Te sm utne w ydarzenia - to praw da - kazały mówić o kryzysie m oralnym naw et dogm atykom tak zwanej etyki laickiej, k tóra po usunięciu z treści etycznych związków człowieka z B ogiem i człowieka z samym sobą, o g ra­ niczyła cnotę sprawiedliwości jedynie do etyki społecznej, do związków intersubiektyw nych.

A le w przeciwieństwie do tej ograniczonej i krótkow zrocznej wizji etyki laickiej, m oralizm u agnostycznego, powody kryzysu wydają się być szersze i głębsze niż zwykła u trata poczucia obowiązków społecznych. Raczej jest to rosnące zubożenie etyczne, przyzwalające am oralność działalności usta­ wodawczej i prawnej w wielu państw ach, postępujące osłabienie słuszności ich praw i wyroków ich sądów. Są to powody, k tóre prow adzą do zd ep re­ cjonow ania praw a i do utraty pedagogicznej funkcji oraz jego zasadniczej siły ograniczającej. D la wszystkich jest oczywiste - wystarczy czytać gazety

27 J a n P aw eł II, P rz em ó w ien ie n a fo ru m Z g ro m a d z e n ia G e n e ra ln e g o O N Z , Nowy Jo rk 6.10.1996 r.

(13)

- że am oralność prawodawcy i sędziego stanow i najm ocniejsze bodźce dla am oralności obywatela.

Niestety, etyka laicka nie przyjm uje pojęć „am oralności” i „niem oralno- ści” na podstaw ie obiektywnych wartości i praw, które są ponad praw am i pozytywnymi. D latego broni ona rozdziału m iędzy „prywatną m oraln o ­ ścią” i „etyką publiczną” w ram ach tak zwanego „pluralizm u etycznego”. Prywatna m oralność opierałaby się na zasadach filozoficznych i przek o n a­ niach religijnych jednostki i dlatego m ożna ją wpisać w zakres osądu su­ m ienia każdego obywatela; natom iast etyka publiczna byłaby ustalana przez większościową zgodę społeczeństw a, tzn. przez praw dę konw encjo­ nalną, o której wspom inaliśm y wcześniej, a która zostaje skonkretyzow ana w ustawie. Z aw arte w niej „problem y życia dotyczące aborcji i eutanazji są pow ierzone pryw atnem u sum ieniu, a praw o pow inno zapewniać wolność sum ienia i postępow ania, indywidualny wybór [...]. Dzisiaj chodzi [...] nie tylko o lepsze określenie i ustanow ienie związku m iędzy bioetyką i biopra- wem, ale rów nież o nad an ie słuszności dyskusji etycznej na skalę społecz­ ną oraz jej znaczenia w skali praw a”28.

Jestem świadomy, że w tym punkcie ktoś mógłby się sprzeciwić, ocenia­ jąc poprzednie stw ierdzenia jako m oralistyczne i fundam entalistyczne lub chom einistowskie, ale nie zorientuje się, że tak mówiąc niebezpiecznie p o ­ m iesza m oralność i prawo. N ie zorientuje się, że zasada m oralna odwołuje się do sum ienia, natom iast reguła praw na dotyczy związków zewnętrznych, społecznego prow adzenia się człowieka. N ie zorientuje się, że poprzez to rozum ow anie, poza w spom nianym pom ieszaniem pojęć, przebija się pew­ na tęsknota za średniowiecznym chrześcijaństwem i polityczno-prawnym system em katolickiego państw a wyznaniowego.

Przypomnijmy natychm iast, aby uniknąć niejasności, fakt pom inięty przez zwolenników m oralności laickiej i praw nego pozytywizmu państw a tak zwanego bezwyznaniowego: nie tylko nauka Kościoła katolickiego sprzeciwia się przyzwalającem u ustawodawstwu dotyczącem u aborcji, e u ­ tanazji, państwowym ustawom , które tolerują narkotyki, ułatw iają rozpo­ wszechnianie pornografii i perw ersji seksualnych oraz innych zam achów na godność człowieka. Również, jak wspomnieliśmy, sprzeciwiają się tem u wypowiedzi doktrynalne mniej form alne innych wyznań chrześcijańskich i innych religii (od islamu do judaizm u, i nie tylko te). Co więcej również sprzeciwia się tem u otwarcie, choć nieśm iało z obawy o zaszeregow anie ja ­ ko prawicowe, niem ała liczba przedstaw icieli tej części świata intelektuali­ “ B p E. Sgreccia, W ystąpienie na sesji inauguracyjnej sym pozjum nt. Evangelium vitae i praw o. Por. tak że R . N av arro Vals, L ey civil y ley m oral: la resp o n sab ilid ad de los legislado-res, w: L a C ausa d ella V ita, L ib re ria E d itrice V aticana 1995, s. 84-104.

(14)

stów, która deklaruje się jako religijnie niezależna a kulturow o hum an i­ styczna. D ziałają tak, bo dobrze wiedzą, że sprzeciwia się am oralnym p ra ­ wom nie tylko umysł oświecony przez wiarę, ale jeszcze wcześniej - jak przedstawiliśmy w pierwszej części tego wykładu - to, co klasycy nazywali prostym praw em , n atu raln e wyrażenie pierw otnego poczucia m oralnego, zdolne do rozróżnienia dobra od zła, prawdy od błędu. „Na pewno - uczył Cyceron - istnieje prawdziwe prawo; to proste praw o, zgodne z naturą, jest u wszystkich ludzi niezm ienne i wieczne; jego zasady naw ołują do miłości, zakazy pow strzym ują od błędów [...]. Z am ienianie ich na zasady przeciwne je st przestępstw em ; zakazane jest niew ypełnienie rozporządzeń tego p ra ­ wa; nikt nie ma możliwości całkowicie go uchylić”25.

Niech sobie mówią, co chcą, ci, którzy tem u przeczą30, je st je d n ak fak­ tem , że to n atu raln e prawo, w pisane przez Boga w serca ludzi, pozostało zasadniczo nie zm ienione przez wieki, co więcej, było decydującym czynni­ kiem w obywatelskim rozwoju narodów i kultur. To praw o, do którego od­ woływano się na procesie w N orym berdze przeciwko zbrodniom nazistow­ skim, a obecnie przeciw zbrodniom w byłej Jugosławii, nie zostało wymy­ ślone przez chrześcijaństwo ani przez inną religię. Kościół katolicki ogra­ nicza się do przypom nienia, że główne zasady tego praw a zostały ukazane w D ekalogu. W racając do zakresu refleksji naukow ej i m etodologicznej nie wydaje się, żeby m ożna było nadać w ystarczającą treść ew entualnem u zastrzeżeniu dotyczącem u pom ieszania pojęć.

Praw dą jest, że m oralność i praw o to dwie różne nauki, k tóre widzą człowieka z różnej perspektywy i dla różnych celów. M oralność zajm uje się człowiekiem jako osobą; dotyczy całości wymagań wypływających z ontolo- gicznej struktury człowieka, który został stworzony i obdarow any szczegól­ ną natu rą, godnością i celowością. N atom iast praw o zajm uje się głównie ustrojem społecznym: to znaczy, że dotyczy - mówimy o praw ie jako u stro ­ ju - całości struktur regulujących w spólnotę społeczną, społeczeństwo. A le jeżeli najbardziej znaczącym i pozytywnym faktem postępu nauki prawnej w drugiej połowie X X wieku było um ieszczenie w centrum rzeczywistości praw a jej prawdziwego bohatera, człowieka, podstaw y i celu społeczeń­ stwa, to oczywistym jest, że prawo zdrowej dem okracji pow inno liczyć się z tym, jaką stru k tu rę ontologiczną m a człowiek: jego n a tu ra jest nie tylko zwierzęca, instynktowna, ale inteligentna, wolna i posiadająca transcen­ dentny i religijny charakter ducha, który nie m oże być ignorowany ani uśm iercany. Jeżeli nie, to praw o - naw et gdyby chciało nazywać się dem o­

2B D e republica, 3, 22, 33.

30 G dy chodzi o syntetyczną krytykę zarzutów staw ianych praw u natu ra ln e m u , por. m .in. J. P. S chouppe, L e D ro it C a n o n iq u e , B ruxelles 1991, s. 18-38.

(15)

kratycznym - byłoby nienaturalnym i zasadniczo niem oralnym narzędziem totalitarnego ustroju społecznego. N ie m a tu m iejsca - z czystej naukowej uczciwości - na relatywizm etyczny (który oznacza zaprzeczanie istnieniu obiektywnej prawdy o człowieku), tak jak nie m a miejsca (jeśli chce się za­ pobiec odnow ieniu dzikiego społeczeństw a) na obronę słuszności pozy­ tywnego praw a oddzielonego od m oralności.

Praw dą jest, że ten rozwód czy separacja nie m ogą być uznane ani z te o ­ retyczno - naukow ego punktu widzenia, ani z faktu, że to w łaśnie kryzys etyki doprow adził - z pow odu filozofii im m anentnej i subiektywnej - świat sprawiedliwości do kryzysu. Gdy są znane ścisłe pow iązania praw a z m oral­ nością, nie zadziwia to, że aktualnem u kryzysowi praw a towarzyszy kryzys m oralności (m ożna powiedzieć: sim ul stabunt et sim ul cadent). Obydwa kryzysy m aja tę sam ą podstaw ę: relatywizm aksjologiczny, który w o sta­ teczności opiera się n a agnostycyzmie religijnym. To, co niesłusznie zosta­ je p o d d an e dyskusji, jest ostatecznie istnieniem prawdy prawa, opartym na rzeczywistości ontołogicznej osoby ludzkiej i ostatecznie w bycie Boga. Jest to klasyczna - nie tylko chrześcijańska - wizja praw a i praw a naturalnego. W artości dem okratyczne, wolności i praw człowieka - począwszy od głów­ nego: praw a do życia - oderw ane są od każdego transcendentnego od n o ­ śnika i na koniec te w artości - ograniczone i m anipulow ane - zwracają się przeciw człowiekowi i przeciw społeczeństw u. N ie tylko dobra praw ne sta­ ją się relatywne, ale zatraca się sens prawa i korespondującej z nim cnoty: sprawiedliwości.

Kościół ze stanowczością, ale spokojnym tonem - poniew aż przez dwa­ dzieścia wieków historii przeżył on wiele kataklizm ów społecznych i kryzy­ sów cywilizacji - oznajm ił w odniesieniu do tej sytuacji: „Totalitaryzm ro ­ dzi się z negacji obiektywnej prawdy: jeżeli nie istnieje praw da transcen­ dentna, przez posłuszeństw o której człowiek zdobywa swą pełną tożsa­ mość, to nie istnieje też żadna pew na zasada, gw arantująca sprawiedliwe stosunki pom iędzy ludźmi. Istotnie, ich klasowe, grupow e i narodow e ko­ rzyści nieuchronnie przeciwstawiają jednych drugim. Jeżeli się nie uznaje prawdy transcendentnej, trium fuje siła władzy i każdy dąży do m aksym al­ nego wykorzystania dostępnych m u środków, do narzucenia własnej ko­ rzyści czy własnych poglądów, nie bacząc na praw a innych”(CA, 44). Jan Pawel II potw ierdził w innym dokum encie M agisterialnym - Encyklice Ve-

ritatis splendor, k tóra w raz z Evangelium vitae stała się literackim bestselle­

rem - nie bez zdziwienia - zwolenników kultury agnostycznej: „Po upadku w wielu krajach ideologii, k tóre wiązały politykę z totalitarną koncepcją świata - przede wszystkim m arksizm u - pojawia się dzisiaj nie mniej p o ­ w ażna groźba zanegow ania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponow ne­ go w chłonięcia przez politykę naw et potrzeb religijnych, zakorzenionych

(16)

w sercu każdej ludzkiej istoty: jest to groźba sprzym ierzenia się d em okra­ cji z relatywizm em etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trw ałego m oralnego punktu odniesienia, odbierając m u, w sposób radykal­ ny, zdolność rozpoznaw ania praw dy” (VS, 101). Oczywiście również praw ­ dy o samej racji istnienia Prawa i o największej lub najm niejszej obow iązu­ jącej w artości i słuszności jego przepisów.

4. Biologia - prawo

D ruga dziedzina poszukiwań i intelektualnego zaangażow ania w o b ro ­ nie praw a do życia istoty ludzkiej od sam ego poczęcia jest reprezentow ana przez problem atykę związków m iędzy biologią a m oralnością (bioetyka) i związków między biologią a praw em (biopraw o). Chcem y krótko naw ią­ zać do tego ostatniego, poniew aż również w tej dziedzinie pozytywizm praw ny oparty o relatywizm m oralny usiłuje narzucić swoje tezy. Po zane­ gowaniu całej tradycji nauki praw a o istnieniu obiektywnej prawdy o czło­ w ieku i o ludzkim życiu, chce utrzym ać tę negację w obec całego naukow e­ go rozwoju biologii. A to wszystko w oparciu o pragm atyczne kryterium o charakterze politycznym: nie dopuścić, żeby w oparciu o zdobycze a n tro ­ pologii genetycznej i o wpływ opinii publicznej, która istnieje - państw a zrewidowały własne przyzwalające ustawy, w których zostało uznane tak zwane „praw o” do aborcji i do eutanazji.

N a przykład orzeczenie wyroku R oe v. W ade Najwyższego Sądu Stanów Z jednoczonych zalegalizowało aborcję w 1973 r. stwierdzając, że - jak wy­ żej w spomnieliśmy - sąd nie był upow ażniony do rozw iązania the difficult

question o f when life begins. N atom iast po genetycznych badaniach, p rze­

prow adzonych przede wszystkim przy pom ocy utlrasonografii i em brio- skopii, m ożna stwierdzić, iż „jest genetycznie i biologicznie pew ne, że po połączeniu się dwóch gam et rozpoczyna się istnienie nowego podm iotu ludzkiego, który pod kontrolą program u w pisanego we własny system ge­ netyczny wykonuje autonom icznie i teleologicznie w jednostce funkcjonal­ nej własny plan rozwoju w sposób skoordynowany, stały i - zgodnie z ogól­ nym praw em - stopniowy”31. W świetle logiki praw a w obec w artości ratio

legis ip o n d u s iurisprudentiale staje się więc jasne, że powyższe orzeczenie

31 B p E . Sgreccia, Id e n tita a sta tu to d elk em b rio n e u m a n o w: P er u n a d ich iarazio n e dei di- ritti del n ascitu ro , dz. cyt., s. 24-25. A u to r przep ro w ad za krytyczną analizę opinii C. G ro b ste- ina, A. M c L aren a i innych, którzy w arbitralny i naznaczony u p rzed zen iam i sposób sta rają się znaleźć ró ż n e fazy ciąży (21 godzina, 14 dzień itp.), w których w szczególny sposób ujaw niała­ by się jakoby ludzka n a tu ra em brionu. Por. tak że A . S erra, L a sp e rim a n ta z io n e sulkem brio- ne u m an o : u n a n u ova esigenza d ella scienza e d ella m edicina, M ed icin a e M orale, R om a 1993,1, s. 112.

(17)

wyroku Sądu Najwyższego pow inno być zm ienione oraz powinny mieć m iejsce stosowne następstw a regulacji ustawodawczych w różnych S ta­ nach. I to sam o powinny uczynić - bez utraty ich laickiego i akonfesyjnego charakteru - rządy innych narodów , w których zostało w prow adzone u sta­ wodawstwo zezw alające na aborcję, pom im o artykułu 3 „Powszechnej D e ­ klaracji Praw Człow ieka”32, k tórą przypom nieliśm y na wstępie.

Totalitaryzm agnostyczny, który jest podstaw ą procesu rozkładu prawa pozytywnego, szuka innych powodów, aby nie zrewidować - co więcej, aby dać kolejny bodziec - w łasnem u permisywizmowi. W tym celu jego zwo­ lennicy odwołują się do zadziwiającego zjawiska kam eleonow ej m etodolo­ gii naukow ej. Przyznają bez trudności, że istnieje prawo do życia ludzi, ale zapytują się: „Kto napraw dę jest człow iekiem ?” Ci sam i prawnicy i polity­ cy, którzy wcześniej odrzucali, jako metafizyczne i dogmatyczne, koncep­ cje „praw dy” i „osoby”, teraz usiłują narzucić swoją filozoficzną „praw dę” na tem at nowego znaczenia term inu „osoba”, która zostałaby odróżniona od pojęcia „istoty ludzkiej” . Stosują term in „osoba” n iejak o tran scen d en t­ ną granicę m iędzy w szechświatem ludzkim a wszechświatem nie dotyczą­ cym ludzi, lecz w ew nątrz wszechświata ludzi, aby przeprow adzić arbitralną dyskryminację między jed n ą a drugą fazą rozwoju: „osobą” byłoby tylko dziecko urodzone lub plód, a nie em brion. O soba nie jest określana taka jaka jest, ale ze względu na to, czy jest w stanie działać lub pojawić się. N o­ wo poczęty nie miałby - w edług nowej teorii filozoficznej - prawdziwej, rzeczywistej godności ludzkiej; dotyczyłoby to tylko rzeczywistości „p o ten ­ cjalnie” ludzkiej lub czystej możliwości człowieczeństwa, poniew aż nie jest jeszcze świadomy, to znaczy, że nie posiada organu świadomości, m ózgu33. Konsekw encje praw ne, k tó re m ożna wyciągnąć z tej dyskryminacji filozo­ ficznej, są oczywiste: kto jeszcze nie jest „osobą” nie m oże m ieć „żadnej osobowości praw nej”, to znaczy, że nie m oże posiadać prawdziwych praw

32 Z auw ażm y, że tak ą sa m ą op in ię w yraziio 400 praw ników i biologów , uczestniczących w m iędzynarodow ym sym pozjum nt. Evangelium vitae i praw o, którzy jednom yślnie przyjęli n astępujący w niosek: „U czestnicy Sym pozjum stw ierdzają, że wiele razy praw a stanow ione naruszające n a tu ra ln e praw o do życia są w parad o k sa ln y sposób w prow adzane do p raw odaw ­ stwa, k tó re na poziom ie konstytucji d ek laru je jeg o o ch ro n ę. U czestnicy Sym pozjum wzywają więc wszystkich praw ników , aby n ie szczędzili wysiłków w o b ro n ie życia, aby praw o do życia byto szanow ane, a niespraw iedliw e ustaw y zostały za tak ie u zn an e i w konsekw encji uniew aż­ nione. Spodziew ają się także, że art.3 „Pow szechnej D eklaracji Praw C złow ieka”, wydanej przez O N Z , stw ierdzający, że „każdy człow iek p o sia d a praw o do życia, wolności i bezp iecz eń ­ stw a dla swej osoby”, zaw ierający wyraźnie u z n a n ą w artość naczelną życia dla wszystkich je d ­ n o ste k ludzkich, będzie w całości przyjęty przy wszelkich p racach legislacyjnych przez p o ­ szczególne państw a n a św iecie” (C o n clu sio n e, n. 11).

(18)

- jak w łaśnie praw o do życia - naw et jeśli nic nie przeszkadza, żeby przy­ znać m u jakiś stopień ochrony praw nej34.

W obec tej arbitralnej dyskryminacji m ożna powiedzieć: Jak dalecy są zwolennicy tej teorii od wielkiej filozoficznej i praw nej tradycji, którą Ter- tulian zawarł w cytowanym już aksjomacie: „Jest już człowiekiem ten, k tó ­ ry nim będzie”. Zadziw iające jest, że ten radykalny zw rot w praw ie i w usta­ wodawstwie nastąpił w łaśnie w wieku, w którym o straszliwych zbrodniach przeciwko życiu i godności ludzi tyle m ówiono, w krajowych i m iędzynaro­ dowych instytucjach, o „nienaruszalnych praw ach człowieka”. D latego Evangelium vitae postaw iła sobie z wielką jasnością takie pytanie: „Gdzie leżą przyczyny tak paradoksalnej sprzeczności?” i odpow iada, m iędzy in­ nymi: „M ożemy je odkryć poprzez całościową ocenę zjawisk w dziedzinie kultury i m oralności, poczynając od tej m entalności, która doprow adzając do skrajności, a naw et wypaczając pojęcie subiektywności, uznaje za posia­ dacza praw tylko tego, kto dysponuje pełną albo przynajm niej zaczątkow ą autonom ią i wychodzi już ze stanu całkowitej zależności od innych. Czy m ożna jed n ak pogodzić takie założenie z uznaniem człowieka za istotę, k tórą nie m ożna «rozporządzać»? Teoria praw człowieka opiera się w ła­ śnie na uznaniu faktu, że człowiek, inaczej niż zw ierzęta i rzeczy, nie może podlegać niczyjemu panow aniu”(EV, 19).

Co więcej, Encyklika odrzuca (nie nazywając ich) arbitralne tezy ró ż­ nych biologów i filozofów dotyczące pojęcia „życia ludzkiego” (np. A ustra­ lijczyka P etera Singera35), k tóre w obronie przyzwalających praw, walczą przeciw „nierozporządzalności życia ludzkiego” i pojęcia „osoby” oraz „godności osobistej”. D la nich nie jest możliwe uznanie za „życie ludzkie” życia, k tóre nie m a własnej świadomości, k tó re nie jest zdolne do wyraże­ nia m inim alnej jakości istnienia, k tóre nie m a zdolności kontaktów pisa­ nych lub mówionych, k tóre nie odczuwa bólu (lub zakłada się, że go nie czuje), będąc zabijanym. „Jest oczywiste - uczy Jan Paweł II - że w takich w arunkach nie m a na świecie miejsca dla kogoś, kto - jak na przykład nie n arodzone dziecko albo człowiek um ierający - jest podm iotem

strukturał-31W podobnym duchu zostały w yrażone uwagi przy redagow aniu art. 1 P rojektu Konwencji o ochronie praw człowieka i godności bytu ludzkiego, przygotow anego przez K om itet Bioetyki R ady E u ropy (Strasburg 1996). W tym art. 1 m owa jest o jed n o stc e ludzkiej przy użyciu dwóch różnych term inów : „byt ludzki” oraz „osoba ludzka”, bez próby ich definicji; jednocześnie u z n a ­ je się różny stopień ochrony jednej i drugiej rzeczywistości, opisanej tymi pojęciam i: „bytowi ludzkiem u” zapew nia się ochronę jego godności i tożsam ości” (nie mówi się o praw ie do życia), a jedynie „osobie” gw arantuje się „bez żadnej dyskryminacji poszanow anie jej integralności i in­ nych praw oraz podstawowych wolności wobec różnych tendencji w biom edycynie” .

35 Por. P. Singer, E tica pratica, N eapol 1989, s. 102; idee rozw inięte w pracy R ip en sare la vita, Rzym 1995.

(19)

nie słabym, wydaje się zupełnie zdany na łaskę innych osób, jest od nich całkowicie uzależniony i um ie się porozum iew ać tylko niesłyszalnym języ­ kiem głębokiej symbiozy uczuć”. I konkluduje z oczywistym naw iązaniem do ustaw przywalających na aborcję i eutanazję: „Tak więc czynnikiem kształtującym decyzje i działania w sferze relacji między osobam i i w spół­ życia społecznego staje się siła. Jest to jed n ak dokładne zaprzeczenie tego, do czego dążyło w ciągu dziejów państw o prawa jako w spólnota, w której «racja siły» zostaje zastąpiona przez «siłę racji»” (EV, 19).

Cały ten arbitralny podział w ew nątrz jednostki ludzkiej, pom iędzy „istotą ludzką” (pojm ow aną jako m ikro-istota lub „przed-człow iek”) a „osobą” jest niedopuszczalny - nie tylko w zakresie m oralności - ani w sferze biologii, ani w ścisłej sferze prawa. W sferze biologii zobaczyliśmy już, iż jest genetycznie pew ne, że w m om encie połączenia dwóch gam et rozpoczyna się w zapłodnionym jajeczku istnienie nowego podm iotu ludz­ kiego. Jest on zdolny do w ykonania, sam odzielnie i celowo, pod wpływem impulsów program u zapisanego w jego systemie genetycznym, w łasnego planu rozwoju biologicznego, tzn. ciągłego i stopniowego, pełnego rozw o­ ju własnego życia. Zasadniczo dotyczy to nowej jednostki ludzkiej, z w ła­ sną tożsam ością genetyczną, rożną od tożsam ości m atki i ojca. Trzeba że­ by praw o do życia niewinnych istot, zasada niedyskryminowania, op arta o zasadę równości, kardynalną podstaw ę wszystkich praw człowieka, zo­ stały zastosow ane do „istoty ludzkiej”, do „jednostki ludzkiej”, a nie tylko do „osoby praw nie uznanej”, na podstaw ie czysto pozytywistycznej teorii - żeby nie pow iedzieć pragm atycznej i handlowej - nauki prawa. W iadom o, ile i jak duże interesy polityczne i handlow e stoją za m anipulow aniem em ­ brionem ludzkim do celów doświadczalnych, sztucznego zapłodnienia i na rzecz przem ysłu farm aceutycznego i kosmetycznego.

N ie chodzi o zastosow anie w biologii lub w prawie klasycznej, m etafi­ zycznej koncepcji „osoby” według znanej definicji Boecjusza: „indywidual­ na substancja o charakterze racjonalnym ”36. Ta definicja i inne podobne o charakterze metafizycznym nadal obowiązują. A le chcemy powiedzieć, że wiele zdobyczy współczesnej biologii, takich jak proste zrozum ienie cen­ tralnego miejsca człowieka w prawie, uzasadnia stwierdzenia nauki Kościo­ ła że „istota ludzka pow inna być szanowana jako osoba od m om entu swego poczęcia” (EV, 60)37. N ie m a wątpliwości, naw et dla nauk pozytywnych, że em brion nie jest tylko określoną jednostką rodzaju ludzkiego, ale posiada wszystkie możliwości biologiczne, psychologiczne, kulturowe, duchowe

36 L ib e r de p e rso n a e t d u ab u s n aturis, cap. 3, P L 64, s. 337 n.

(20)

itp., k tóre człowiek rozwija podczas swojej egzystencji. D latego też Jan P a­ weł II stwierdził na zakończenie m iędzynarodowego sympozjum na tem at

„Evangelium vitae i praw o”: „Nie możemy nie przyjąć za p u nkt wyjścia bio­

logicznego statutu em briona, który jest jednostką ludzką, posiadającą zale­ ty i własną godność osoby. E m brion ludzki m a podstawowe prawa, tzn. że posiada niezbędne prawa, aby działania zgodne z jego istotą mogły być wy­ konywane według własnej zasady życiowej. Istnienie praw a do życia jako zasady głęboko obecnej w statucie biologicznym jednostki ludzkiej od chwi­ li zapłodnienia stanowi jed n ak stały p u nkt natury ludzkiej również pod względem etycznego i praw nego statutu dziecka w łonie m atki”38.

Aby m ieć „zalety i własną godność osoby” nie jest wymagane, aby roz­ w inęła ona, w większym lub mniejszym stopniu, swoje możliwości. Tak ja k nie jest wymagane do uznania i ochrony w jednostce ludzkiej zalet i godno­ ści „życia człowieka”, żeby wyrażała się o na w stopniach „jakości” lub „in­ terakcji” umysłowej, fizycznej, czy społecznej. Jeżeli takie błędy naukow e łub praw ne, poza m oralnym i, zostałyby przyjęte, otworzyłyby się szeroko drzwi nie tylko przed aborcją i eutanazją, ale rów nież przed niszczeniem chorych umysłowo, osób zdeform ow anych przez w rodzone wady lub uszkodzenia spow odow ane przez urazy, osób zarażonych chorobam i „groźnymi społecznie” itd. Tak doszłoby do jeszcze bardziej prymitywnego m aterializm u, do bardziej wstydliwego pozytywizmu praw nego, do b a r­ dziej nieludzkiego totalitaryzm u.

5. Refleksje końcowe

M ożna powiedzieć, że cała społeczna nauka Kościoła w upływającym wieku, a zwłaszcza jasna i nieustępliw a nauka Jan a Pawła II, jest pow odo­ w ana koniecznością obrony m oralnej struktury wolności przed wielkimi, utopijnymi ideologiam i, k tóre stały się system am i politycznymi na skalę światową: to talitarn ą utopią sprawiedliwości bez wolności i totalitarną utopią sprawiedliwości bez prawdy. Ta druga utopia dojrzała - widzieliśmy to - w środowisku filozoficznego subiektywizmu i m oralnego relatywizmu i znalazła swoje narzędzie ustawodawcze w pozytywizmie prawnym.

N ie przypadkowo największy jego przedstaw iciel, H ans Kelsen, kom en­ tując ewangeliczne pytanie Piłata do Jezusa: „Czym jest praw da?” (J 18,38) pisał, że w rzeczywistości pytanie pragm atycznego polityka zawie­ rało w sobie odpowiedź: praw da jest nieosiągalna; i dlatego Piłat, nie cze­ kając na odpow iedź Jezusa, zwrócił się do tłum u i zapytał: „Czy chcecie że­ bym uwolnił króla Żydów ?” Tak działając - konkluduje K elsen - Piłat za­

(21)

chowuje się jak doskonały dem okrata: pow ierza problem ustalenia prawdy i sprawiedliwości opinii większości pom im o tego, że był przekonany o cał­ kowitej niewinności N azaretańczyka”35.

Rozmyślając nad dram atycznym procesem Jezusa, Jan Paweł II pow ie­ dział: „Tak więc wyrok człowieka na Boga nie opiera się na prawdzie, ale na przem ocy, na doraźnej koniunkturze. Czyż to w łaśnie nie jest praw dą dziejów człowieka, praw dą naszego stulecia? Ten wyrok w spółcześnie p o ­ wtórzył się w tylu trybunałach w ram ach systemów totalitarnej przemocy. Czy ten wyrok nie pow tarza się także w dem okratycznych parlam entach, kiedy na przykład poprzez stanow ione praw o skazuje się na śm ierć czło­ wieka n ienarodzonego?”4".

Tak: tak w łaśnie jest. To, co rzeczywiście liczy się dla tych sędziów i dla tych parlam entarzystów - totalitarnych czy dem okratycznych - to nie praw da obiektywna, zapew niająca praw ną słuszność i m oralną legalność, lecz tylko - jak zostało już pow iedziane - praw da względna lub konw encjo­ nalna, pragm atyczny owoc kom prom isu politycznego, ekonom icznego i statystycznego. W ydaje się słuszne, by zapytać: czy m ożna powiedzieć, że ta agnostyczna kultura, o p arta na absolutnym relatywizmie prawnym i m o­ ralnym, jest prawdziwą kulturą dem okratyczną? Co więcej, czy jest praw ­ dziwą kulturą w najszlachetniejszym znaczeniu? Nie, nie jest nią.

Jeżeli praw o m oralne zapisane w sercu człowieka jest ignorow ane i lek­ cew ażone, jeśli system prawny opiera się na z góry założonej koncepcji, że obiektywna praw da o człowieku i w artościach życia ludzkiego nie jest osią­ galna, jeżeli zapom inając o kondycji stworzenia, człowiek „sądzi, że sam jest dla siebie kryterium i n o rm ą” (EV, 64), jeżeli co do niezbywalnego p ra ­ wa do życia zostanie n ad an e wolności przew rotne i niesprawiedliwe zna­ czenie: absolutnej władzy nad innymi i przeciw innym, to znajdujem y się - powiem to słowami Papieża - w obec „śmierci w olności” (EV, 20).

D latego ta „kultura śm ierci” byłaby nie tylko negow aniem niezbywalne­ go praw a do życia istoty ludzkiej. „K ultura śm ierci” byłaby „sam ą śmiercią kultury”, śm iercią cywilizacji, poniew aż prow adziłaby do postępującej de­ gradacji dwóch najważniejszych cnót człowieka: inteligencji, k tóra czyni go zdolnym do poznania prawdy, a także wolności um iłow ania i postępow a­ nia za taką praw dą.

N a zakończenie kilka syntetycznych stwierdzeń:

1° Niezbywalne i nienaruszalne praw o do życia niewinnego istnienia ludzkiego, od chwili jego poczęcia do naturalnego końca, należy bez w ąt­

” Por. V. Possenti, L e societa liberali al bivio. L ineam enti di filosofia della societa, s. 345 nn. 411 Ja n Pawet II, Przekroczyć p ró g nadziei, L ublin 1994, s. 65.

(22)

pienia do najstarszej tradycji w praw ie i jest zasadniczą i główną wartością prawdziwej cywilizacji ludzkiej.

2° Chodzi o prawo, k tóre było zawsze uznaw ane - również w „Po­ wszechnej D eklaracji Praw Człow ieka” - za ius nativum , tzn. m ocno zako­ rzenione w samej naturze człowieka, możliwe do poznania przez prosty umysł, którego istnienie jest ponad wolą ustawodawcy: nie m oże on go nadać ani obalić, lecz wyłącznie uznać i chronić.

3° W łaśnie dlatego, że to praw o jest zakorzenione w samej naturze czło­ wieka, doskonale jego zrozum ienie i ochrona znajduje podstaw ę w ontolo- gii istnienia ludzkiego i nie m oże być podporządkow ane osądowi ideologii ani zm iennym ocenom człowieka - naw et większościowym - o charakterze politycznym, ekonom icznym czy psychologicznym.

4° Na pewno istnieje obiektywna i niezależna praw da pojęcia istnienia ludzkiego lub osoby i wartości jej życia. Nawet ten, kto nie wierzy w najwięk­ szą kondycję osoby jako istoty stworzonej przez Boga, posiadającej trans­ cendentne i wieczne przeznaczenie, koniecznie powinien uznać jej szczegól­ ną godność istoty inteligentnej i wolnej, posiadającej wartości duchowe i m o­ ralne i przewyższającej inne istoty i inne gatunki królestwa zwierząt.

5° Ta obiektywna praw da o osobie i życiu człowieka poprzedza i wykra­ cza poza sam o pojęcie dem okracji i nie m oże być przez nią negowana. D e ­ m okracja nie jest i nie m oże być niczym innym ja k ustrojem społecznym wolności, mającej naturalne granice, w śród których znajduje się konieczny szacunek dla praw a do życia każdej niewinnej istoty ludzkiej.

6° Nawet w odpow iednim rozróżnianiu herm eneutycznym między m o­ ralnością a praw em , należy do istoty praw a fakt, że w centrum każdego słusznego systemu praw nego pow inien znajdow ać się człowiek, należycie szanowany i chroniony w obiektywnej praw dzie swojej godności i niezby­ walnych praw wynikających z niej; dlatego m ożna uważać za niesłuszne i niem oralne każde pozytywistyczne i agnostyczne ograniczenie prawa istoty ludzkiej w ogóle, a szczególnie praw a do życia.

7° D latego też niedopuszczalna jest, również pod względem uczciwości naukowej, obrona przymierza między ustawodawstwem cywilnym a relaty­ wizmem etycznym, przy odsyłaniu do wyłącznie indywidualnego sumienia, rozstrzyganie problem ów dotyczących aborcji, eutanazji, m anipulacji gene­ tycznych i innych zamachów na godność człowieka i ludzkiego życia. Było­ by fałszywą i niszczącą wizją praw a uważać, że w obec tych problem ów, rów ­ nież o tak wielkim znaczeniu społecznym, praw o nie pow inno zajmować stanowiska, a tylko gwarantować wolność umysłu i indywidualnego wyboru.

8° R ozróżnienia pojęć, które niektórzy politycy i instytucje polityczne przeprow adzają pom iędzy jedną a drugą fazą rozw oju człowieka, nie tylko są sprzeczne z biologicznym faktem , że od chwili poczęcia rozpoczyna się

(23)

istnienie nowej jednostki ludzkiej, ale w prow adzają arbitralną dyskrymi­ nację praw ną, która neguje praw o do życia człowieka poczętego, a jeszcze nie narodzonego.

9° Ponieważ taka arbitralna ocena koncepcji jednostki ludzkiej i inne rów nolegle teorie dotyczące życia człowieka, oceniają człowieka nie na podstaw ie tego kim jest, a wyłącznie w oparciu o to, co jest w stanie zrobić, należy bronić godności człowieka przed tymi naukowymi i prawnymi błę­ dam i rów nież po to, żeby nie dopuścić do „dem okratycznego” zalegalizo­ w ania prawdziwych zbrodni przeciwko człowiekowi i postępującem u na­ w rotow i do dzikiego społeczeństwa.

M ożem y być pewni, że nie zabraknie łaski Bożej w podejm ow anych przez nas pracach. Służymy bowiem człowiekowi, którego O N zbawił za tak wielką cenę.

Archbishop Julian Herranz: The inalienable right of man to life T he inalienable and inviolable right o f man to life since th e m o m en t o f concep­ tion until d eath belongs to the oldest trad itio n in law and is th e m ain value o f a ge­ n uine hum an civilisation. T his law, ro o ted in th e n a tu re o f m an, m ust no t be su b o r­ din ated to ideological ju d g em en t o r changeable political, econom ic o r psychologi­ cal assessm ents by m an - even by th e g re a te r p a rt o f the people. A t the centre of any legal system th ere should be m an, adequately respected and p ro tected in the objective tru th o f his dignity and th e inalienable rights arising from it.

Cytaty

Powiązane dokumenty

individual levels of specific heat capacity.. The carbon products are seen to have specific heat capacities less than half that of the hydrogen product, consequently the

W końcu na pytanie piąte – „Czy adwokacka spółka pochodząca z kraju trzeciego ma prawo osiedlić się w waszym kraju?” – odpowiedzi pozytywnych było 17, a 11 negatyw- nych.

rozwiązywanych bieżących zagadnień adwokatury, częst- sze zwoływanie nadzwyczajnych plenarnych posiedzeń NRA, dla inspirowania i rozwiązywania sytuacji, które czasami zmieniają

jedno- znacznie wynika, że od orzeczenia wydanego przez Wyższy Sąd Dyscyplinarny w drugiej instancji przysługuje stronom, Ministrowi Sprawiedliwości, Rzecznikowi Praw Obywatelskich

niem punktu e), Komitet ograniczy swe sprawozdanie do krót- kiego przedstawienia faktów; pisemne uwagi Państw-Stron oraz protokół zawierający uwagi ustne, poczynione przez

The proposed control strategy can be used in high power optical systems, such as optical lithography machines, where the predictive correction of thermally induced wavefront

Niemniej Światowy Instytut na Rzecz Obalenia Wojen jest z całą pewnością przykładem sztuki politycznej, zabierającej głos w publicznej debacie i przekraczającej różne