• Nie Znaleziono Wyników

Czy Twardowski był Niemcem?

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "Czy Twardowski był Niemcem?"

Copied!
8
0
0

Pełen tekst

(1)
(2)

D Y S K U S J E

ZBIGNIEW KUCHOWICZ, JACEK A. OJRZYŃSK1

Czy Twardowski b ył Niemcem?

(na m arginesie książki Romana B u g a j a , N auki tajem n e w Polsce w dobie O dro­

dzenia, Zakład Narodowy im . Ossolińskich — W ydawnictwo, W rocław—W arszawa—

—Kraków—Gdańsk 1969, s. 252)

Czarnoksiężnik Twardowski, polski Faust, od w iek ów fascyn uje artystów -p la­

styków, literatów i folklorystów; przeszedł także do trw ałej i żyw ej legendy, popu­

larnej pośród najszerszych kół. Liczne są w ersje na tem at Twardowskiego, tradycja w iąże go z dworam i ostatnich Jagiellonów. W gruncie rzeczy znajdujem y się jednak tylko w kręgach legend, stąd też spory na tem at czy w ogóle istniał. Jan K u c h t a sądził, że ży ł on w X V I w ., w iązał go z K rakowem , na poparcie sw ych poglądów przytaczał jednak dowody bardzo bardzo w ątłe rów nież w e w łasnym odczuciu; stał tylko na stanow isku, iż tak głośny Tw ardow ski „m usiał być postacią historyczną” 1.

Inni bardziej w ierzyli podaniom, lecz np. w edług opinii Aleksandra B r ü c k n e r a Twardowski był postacią legendarną, stanow ił im ię zbiorowe, w którym skrystali­

zowały się baśnie o czarodziejach i czarnoksiężnikach.

W tym kontekście podjęcie przez Romana B u g a j a badań dotyczących tajem ­ niczego maga należy przyjąć z uznaniem. Autor w 1969 r. opublikował interesujące studium na tem at Tw ardow skiego i zw iązanej z nim legendy*, w 1976 r. najw ażniej­

sze poglądy w tej m aterii powtórzył w om aw ianej tu książce dotyczącej nauk ta­

jemnych w Polsce cza só w O drodzenia. N ie p o le m izu je m y z tezami całej książki, odwrotnie, sądzim y iż badania autora dotyczą bardzo ważnej, m ało znanej proble­

matyki. Nauki tajemne, alchemia, magia w iązały się bowiem z m entalnością zbio­

rową, z postaw ą ów czesnych ludzi. Bez prześledzenia powiązań, uwarunkow ań i za­

interesowań ludzi Odrodzenia całą dziedziną w ied zy tajem nej n ie zrozumiem y w pełni poczynań i reakcji generacji żyjących w Polsce XVI w ieku. M niemamy, że prowadzone ostatnio interesujące badania dotyczące roli strachu w życiu ów czesnych ludzi*, w inny być powiązane w łaśnie z dziedziną nauk tajem nych. Można staw iać hipotezę, iż paranie się n im i zm niejszało poczucie lęku, uw alniało od pew nych tabu, stwarzało pole do eksperym entowania, dodawało w iary w m ożliwości ludzkiego ro­

zumu.

Uznając tedy zasługi autora w podniesieniu tak w ażkiej problem atyki, pole­

m izujemy tylko z jego tezam i dotyczącym i sam ego Twardowskiego. Jak wiadom o Bugaj twierdzi, iż Tw ardow ski to w rzeczyw istości norym berczyk Lorenz Dhur przebywający w Polsce m.in. na dworach M niszchów i w otoczeniu Zygmunta A u­

gusta. Ju ż p oprzedn ie stu d iu m Bugaja w y w o ła ło zainteresow anie w ielu history­

1 J. K u c h t a , Z abytki i tradycje h istoryczn e po T w ardow skim , „Lud” t. XXIX, Lwów

1030, s. 20.

2 R. B u g a j , M istrz T w a rd o w sk i w obliczu historii, [-w:] W św ięcie p ieśn i i bajki. S tudia fo lk lo rystyczn e, red. S. G ó r s k i i J. K r z y ż a n o w s k i , Wrocław 1969.

9 S. G r z y b o w s k i , Strach w X V I w .: n ow e w zorce osobow e, [w:] społeczeństwo sta ­ ropolskie, Stu diai szkice,red. A. W y c z a ń s k i t. I, Warszawa 1976.

P R Z E G L Ą D H IS T O R Y C Z N Y , T O M L X I X , 1978, Z E S Z . 2.

(3)

310 Z B IG N IE W K U C H O W IC Z , J A C E K Z . O J R Z Y N S K I

ków kultury, uznanie jednak n ie było powszechne, spotykało się głosy odnoszące się do tw ierdzeń autora z rezerwą.

Roman Bugaj nie uw zględnił w szakże tej rezerwy, w ostatnio opublikowanej książce nie traktuje sw ych poglądów jako poddawanej sprawdzeniu hipotezy, lecz sądzi, iż ostatecznie w yjaśnił i rozstrzygnął całą sprawę. Na s. 178 n. pisze o sw ych badaniach: „Rozstrzygają o n e --- ostatecznie 250 lat trw ający spór o historyczność postaci Twardowskiego”. Trochę ostrożniej form ułuje to w e w stępie: „Mam na­

dzieję, że przedstaw ione tu m ateriały zakończą w ieloletn ie spory, potwierdzając ostatecznie historyczność tajem niczego m aga i w yjaśniając rolę, jaką odegrał on na dworze Zygmunta A ugusta” (s. 5). Gorzej, iż autor popularyzował sw e poglądy na łam ach poczytnych tygodników i w telew izji. W naszej w ypow iedzi kwestionujem y w łaśn ie zasadność twierdzeń autora; n ie uważamy iż Tw ardow ski stanow i postać baśniową, n ie m ożem y w szakże przyjąć poglądów, iż był przebywającym w Polsce Niem cem .

Autor zna oczyw iście bogatą literaturę przedmiotu, m jn . prace K uchty, K r a u s - h a r a , K n o t a itd. S tosu je w szakże sw oistą selekcję, pow ołuje się n a prace, które w jakiś sposób ilustrują jego tezy, przem ilcza zaś dla niego niew ygodne, choć n ow ­ sze i lepiej udokum entowane. Pisząc np. na s. 179 o S tanisław ie D ow ojnie prezentuje go jako lekarza, astrologa, który w prow adził Zygm unta A ugusta „w tajn ik i alchem ii i astrologii”. Pow ołuje się przy tym na pracę N a r b u t t a , n ie pozbawioną w arto­

ści, niem niej pochodzącą z 1841 roku. Przem ilcza zaś fakt, że biogram Dowojny zam ieścił w PSB Ryszard M i e n i c k i w ykazując, iż n ie b ył lekarzem, tylko trud­

nił się leczeniem , nic też n ie pisząc, by Dowojna zajm ował się astrologią i magią.

W św ietle tych ustaleń, jak rów nież innych, np. K o l a n k o w s k i e g o czy J a s - n o w s k i e g o , n ie można poważnie traktować informacji Narbutta o roli Dow oj­

ny jako wtajem niczonego maga. Pom inięcie pracy Kolankowskiego („Zygmunt August w ielk i książę Litwy...”), stanowiącej do dziś fundam entalne dzieło, jeśli chodzi o mło­

de lata króla, stanow i naszym zdaniem pow ażne przeoczenie.

Bugaj raz tylko, i to w przypisie, cytuje pracę Szenica o Giżance, zarzucając mu, że korzystał tylko z polskiego tłum aczenia Orzelskiego. Praca Szenica posiada charakter popularnonaukowy, niem niej autor zna źródła i spraw ę poznania Giżan- ki przez Zygmunta Augusta przedstaw ia w innym św ietle n iż Bugaj. Autor po pro­

stu przemilcza tę inną w ersję. Podobnie przem ilczany został dotyczący tej sprawy szkic Z. K u c h o w i c z a . Autor w ielokrotnie wspom ina o A nnie Jagiellonce, jed­

nak n ie w ykorzystuje poświęconej królew nie nowej książki Marii B o g u c k i e j . Można różnie interpretować fakty podawane w opracowaniach. Wzmianka w rachunkach budowy Zamku W arszawskiego z lat Γ537—1546 o „piecu dla alchem i- stów ” w skazuje raczej na zainteresow ania tego rodzaju nie Zygmunta A ugusta, lecz królowej Bony (s. 179). Zamieszczone na s. 180 cytaty z książki Jasnowskiego infor­

mują o sprowadzeniu do chorej królow ej Barbary znachorek i czarownic; w iem y iż tego rodzaju metody były w tedy otwarcie stosowane.

Autor w zasadzie opiera się na trzech źródłach: pism ach Orzelskiego, Possela i Gizy. Ten ostatnii przekaz zna tylko z drugiej ręki, z popularnej pracy K u t z a ; wrócim y do tego niżej. Już tutaj pragniem y nadmienić, iż w szystko w skazuje, że m am y do czynienia z falsyfikatem . Rzekom o odkryty w Łodzi rękopis w ykorzystał jedynie Kutz, n ie cytują go inni, pow ażni uczeni okresu m iędzywojennego jak K o- lankow ski, H a l e c k i , Jasnowski, Z i e m b i c k i . Autor tw ierdzi zaś, iż mamy do czynienia z poważnym, cennym i przeoczonym źródłem.

Zdaniem Bugaja, Twardow ski to w rzeczyw istości norym berczyk Lorenz Dhur, urodzony zapew ne około 1515 r., który stud iow ał m edycynę w W ittenberdze od 1532 r. Tu poznał m łodszego od sieb ie Franciszka Krasińskiego, późniejszego pod­

kanclerzego koronnego i biskupa k rak ow sk iego.1 f3yć może przybył z nim do Kra­

kowa, prawdopodobnie kontynuow ał studia w Padw ie i w Rzym ie, b y ł lekarzem

(4)

W O K Ó Ł P O C H O D Z E N I A T W A R D O W S K IE G O 311

nadwornym księcia Albrechta w Królewcu. Z Prus przeszedł do M ikołaja Czar­

nego R adziwiłła, później za w staw ien nictw em Krasińskiego w rócił do Krakowa na dwór królewski. Przebyw ał w Polsce w latach 1565—1573. B ył wróżbitą i astrolo­

giem nadwornym Zygmunta Augusta. U czestniczył w zaplanowanej przez Krasiń­

skiego i M niszchów aferze w yw ołania ducha Barbary R adziw iłłów ny na Zamku K rólewskim w W arszawie w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 r. W 1570 r. podróżuje po Polsce; na ten czas Bugaj datuje znaną historię z biednym szlachcicem w Bydgo­

szczy. W 1572 r. zostaje podkoniuszym litew skim . Po śm ierci Zygmunta A ugusta jest niebezpieczny dla Mniszchów, zna bow iem „tajemnicę stanu”, to znaczy k ulisy poja­

w ienia się Giżanki na dworze królewskim . Obawiając się o sw e życie, ucieka z K ny­

szyna, a le siepacze M niszchów dopadają go w karczmie w e w si Mystki — Rzym na Podlasiu i mordują. N azw isko T w ardow ski wprowadził Górnicki w „Dworzaninie polskim”, w łączając do niego pam flet przeciwko Dhurowi i jego protektorom, ze w zględów taktycznych jednak pisany z użyciem szyfru.

Hipoteza fascynująca; jednak analiza postępowania dowodowego budzi w ątp li­

wości. Zacznijmy od anegdoty Górnickiego. Autor „Dworzanina” określił czas akcji na lata panowania Zygmunta Starego. Można by przyjąć, że w tym czasie Twardow­

ski już n ie żył, skoro dworzanin udający jego ucznia „tak w iele, jak on u m i a ł , um ie” (podkreślenie nasze). Bugaj sądzi, że Górnicki, nie chcąc narazić się w p ły­

wowem u w ówczas na dworze Dhurowi, zm ienił jego nazwisko i cofnął akcję do czasów poprzedniego panowania. Sąd sw ój próbuje uzasadnić „teorią komizmu”

Górnickiego. Z w yw odów tych w ynika jednak to, że Górnicki dopuszczał m ożli­

wość takiego „szyfrowania” w ypadków, jak również, że nie b ył przychylny prakty­

kom czarnoksięskim , nie ma natom iast żadnych przesłanek, pozwalających przy­

puszczać, iż zastosow ał „szyfr” w łaśnie w interesującej nas anegdocie. „Szyfr” zresz­

tą mocno w ątpliw y, skoro Bugaj dopuszcza możliwość, że Dhur m ógł jednak uży­

wać w Polsce nazw iska Tw ardow ski (s. 184). Czyżby m agow i tak przypadł do smaku skierowany rzekomo przeciw niemu koncept Górnickiego? W gruncie rzeczy rozu­

mowanie Bugaja polega na dostosow aniu anegdoty do w łasnej hipotezy i ma walor o tyle tylko, o ile pozostałe fakty przytaczane n a poparcie ow ej hipotezy są w iary­

godne. Dodajm y, że określenie anegdoty jako pam fletu w ydaje się grubą przesadą.

Autor słusznie zauw ażył, że T w ardow ski został w ym ieniony ty lk o mimochodem, my zaś sądzim y, że z anegdoty bynajm niej n ie w ynika tw ierdzenie, iż m istrz w sw ej praktyce posługiw ał się tym i sam ym i metodami, co jego sam ozw ańczy uczeń.

Sporo m iejsca pośw ięca autor w yw ołaniu ducha Barbary R adziw iłłów ny. Jego zdaniem, „nowe św iatło” rzuca na tę spraw ę w spom niany rękopis Jima Gizy (G hy- saeusa), w ykorzystany przez Tadeusza Kutza w 1932 r. Autor stwierdza: „wszystko przemawia za tym, że relacja Ghysaeusa jest autentyczna” (s. 178), jednak mimo faktu, że relację tę znam y tylko z drugiej ręki, referuje jej treść bezkrytycznie.

Broszurka Kutza, na którą się pow ołuje, w ydana została jako nr 196 popularnej ongiś „Biblioteczki historyczno-geograficznej”. Autor jej jest znany z w ielu publi­

kacji takiego typu jak „Doświadczenia spirytystyczne”, „Potęga telepatii”, „Prak­

tyczny kurs hipnotyzmu w dziesięciu lekcjach”, „Tajem nice m agów i fakirów ”, „Wy­

w oływ anie duchów i dem onów”, p isyw ał także pow ieści historyczne. B ył może n ie­

złym specjalistą w zakresie w iedzy tajem nej, można jednak żyw ić w ątpliw ości czy orientował się dobrze w problem ach źródłoznawstwa, a w szczególności krytyki autentyczności źródła. W sw ej książeczce przedstawia treść ow ej relacji Gizy, od­

krytej rzekomo przez L. P r z y b y s ł a w s k i e g o . Znamienne, że n ie cytuje z niej żadnego dłuższego fragm entu, od czasu do czasu wtrącając drobne uryw ki zdań, po kilka słów zaledwie. N aw et jednak te krótkie cytaty nie robią dobrego wrażenia.

Według Bugaja o autentyczności przesądza porównanie z relacjam i Possela i Orzel- skiego (s. 178).

(5)

312 Z B IG N I E W K U C H O W IC Z , J A C E K Z . O J R Z Y N S K I

Otóż porównując Possela z Gizą dostrzegam y nie „pewne rozbieżności” i „po­

zorne niezgodności”, jak to w idzi Bugaj, lecz zasadniczą sprzeczność. Mamy inny czas i inne m iejsce akcji, w ystępują inne osoby z w yjątkiem , rzecz prosta, króla i ducha królowej; relacja P ossela n ie może w ięc służyć za św iadectw o autentyczno­

ści przekazu Gizy. Inaczej jest z Orzelskim. Tu można m ówić o daleko idącej zgod­

ności, mimo że Orzelski n ie zna spraw y w yw oływ ania ducha królowej. Autor za­

pomina jednak, że nadmierna zgodność też może być podejrzana. D ziwne w ydaje się bowiem , że w relacji w ystępują te i tylko te osoby, które w ym ienia Świętosław Orzelski. Naszym zdaniem, „relacja Ghysaeusa” jest niezręcznym falsyfikatem , w y- koncypow anym w oparciu o lekturę Orzelskiego.

Gdyby jednak naw et przyjąć, że ow a relacja jest autentyczna, to wnioski, ja­

kie z niej w yciągnął Bugaj, w ydają się zbyt śmiałe. Wobec sprzeczności chronolo­

gicznej m iędzy Posselem a Gizą co do datowania seansu z w yw oływ aniem ducha (Possel m ówi o 1551 r., Giza о 1569), autor zdecydowanie opowiada się za Gizą, zwra­

cając uwagę na wzm ożone zainteresowanie wiedzą tajemną, jakie w ykazyw ał król u schyłku życia. Sam jednak przyznaje, że wiązało się to z pragnieniem potomstwa, co n ie ma nic wspólnego z duchem Barbary; natom iast w yw oływ an ie ducha tuż po śm ierci królowej przy ówczesnym stanie Zygmunta Augusta jest o w iele bardziej psychologicznie uzasadnione, biorąc też pod uwagę, że król od m łodości interesow ał się wiedzą tajemną.

Giza n ie wspom ina w cale o Twardowskim , co Bugaj uznał za lukę uderzającą

„na pierw szy rzut oka” (s. 178). Sądzi, że w czasie seansu m usiał być obecny cie­

szący się dużym autorytetem mistrz ceremonii, słow em Dhur-Twardowski, który powstrzym ałby króla przed rzuceniem się w stronę Barbary. Tu jednak autor po­

sunął się zbyt daleko. Stosując takie metody rozumowania, można udowodnić abso­

lutnie wszystko. Nam „relacja” Gizy w ydaje się konsekw entna. Spotkaniu króla z rzekomą zjawą m iało zapobiec zgaszenie światła, a skoro mamy przyjąć obecność Twardowskiego, to niekonsekw encją sta je się w prow adzenie czarownicy z Błonia, o której pisze Giza. Do czegóż była ona potrzebna, skoro był obecny tak w ybitny mag?

Autor kategorycznie stwierdza, że jednym z twórców planu użycia Barbary Giżanki był podkanclerzy Franciszek Krasiński, lecz nie podaje n aw et cienia do­

w odu przem awiającego za tym. Stwierdza, że K rasiński m iał znać Twardowskiego, przytacza zarzuty staw iane K rasińskiem u, że dzięki Giżance został biskupem kra­

kowskim , stw ierdza, że z jego kancelarii w ychodziły nadania na rzecz domniema­

nych spiskowców . W czasie bezkrólewia biskup m iał m ówić, że Mikołaj Mniszech uw iódł Giżankę, a Jerzy ją obdarowywał. Załóżmy, że w szystko to było prawdą, choć trudno określić, na ile były uzasadnione zarzuty staw iane przez przeciwników politycznych. Z tego jednak, że Krasiński w ykorzystyw ał w p ływ Giżanki na jej królewskiego kochanka, n ie w ynika jeszcze, że w łaśnie on był inicjatorem w prow a­

dzenia jej na dwór.

Argumentem koronnym za identyfikacją Twardowskiego z Dhurem jest w zm ian­

k a O rzelskiego o dwóch magach, których trzym ali u sieb ie M niszchow ie. Są to Gradovius i Duranovius. W oparciu o nią uznał autor, że mamy tu szereg: Dhur — Duranovius odczytany za N i e m c e w i c z e m jako Duran (prawdę powiedziawszy równouprawniona, jeśli n ie lepsza, byłaby lekcja Duranowski) — łacińskie durus (twardy) — Tw ardowski Górnickiego. Wywód n ie pozbawiony logiki, na ile jednak zgodny z rzeczywistością? Bugaj w yw odzi, że Gradowski był uczniem i pom ocni­

kiem Durana, bo podawał się za sługę Jerzego Mniszcha. W niosek to oparty na w ątłej podstawie. Ostatécznie obu m agów Mniszchowie m ieli u siebie, a z równym powodzeniem m oglibyśm y wdać się w przypuszczenia, że to w łaśnie Gradowski był w ażniejszy, skoro wym ieniono go na pierwszym miejscu, w dodatku w brew alfabe-

(6)

W O K Ö L P O C H O D Z E N I A T W A R D O W S K I E G O 313

towi. Podobnie kruche jest rozum ow anie, że skoro Gradowski „prawdopodobnie” (!) zajm ował się w yw oływ aniem zmarłych, to głośny m istrz też „musiał” (!) się tym trudnić, „a stąd mamy już tylko jeden krok do przypuszczenia, że to w łaśnie on w yw ołał królow i zjaw ę Barbary R adziw iłłów ny” (s. 186). Dodajmy, że jeśli w śledz­

tw ie w czasie bezkrólewia w ym ieniano Durana jako maga Mniszchów, to tym sa­

mym w ą tp liw e się stają przypuszczenia autora o roli Twardowskiego na dworze królewskim . Czy jest prawdopodobne, aby w ten sposób określono człow ieka, będące­

go — jak chce Bugaj — podkoniuszym litewskim ? Ostatni wreszcie istotny dla sprawy przekaz źródłowy to rękopis Jakuba W ereszczyńskiego, znany niestety też tylko z drugiej ręki, bo d zięki notatce K. W. W ó j c i c k i e g o w „Tygodniku Ilu ­ strowanym ” z 1864 r. Ow W ereszczyński miał twierdzić, że Krasiński poznał Tw ar­

dowskiego w W ittenberdze i na jego w ykształcenie w pływ ał. Za jego sprawą Twar­

dowski został koniuszym litew skim , a umierając zapisał biskupowi zwierciadło czar­

noksięskie. Wiadomość W ójcickiego n ie znalazła uznania u badaczy. Brückner uznał ją po prostu za fałszerstw o, w ystąpił jednak w jej obronie H a h n . Argumentem Hahna na korzyść W ójcickiego był fakt, że W ójcicki był w łaścicielem autentycznego podpisu biskupa Józefa W ereszczyńskiego, z czego w nioskow ał, że m ógł on mieć dostęp do jakichś nieznanych papierów rodzinnych W ereszczyńskich. W niosek to bynajmniej nie oczyw isty. W skazał też, że Krasiński rzeczyw iście studiow ał w W it­

tenberdze, o czym piszą herbarze. Zauważmy, że i to n ie przem awia jeszcze za auten­

tycznością dokumentu, bo przecież Wójcicki też korzystał z herbarzy. Hahn w ysun ął również hipotezę, że Wójcicki m ógł się pom ylić sam bądź też nastąpiła pomyłka dru­

karska i że autorem om awianego rękopisu m ógł być nie Jakub, lecz Józef Weresz­

czyński, w spom niany już biskup kijow ski. Tę hipotezę Hahna przyjął Bugaj jako pewnik (s. 195) nie przytaczając jednak nowych faktów na jej poparcie. Sądzimy, że jeśli przyjąć za Hahnem, iż Wójcicki m iał dostęp do papierów W ereszczyńskich, to mało prawdopodobne, aby pom ieszał imiona autorów.

W oparciu o w iadom ości W ójcickiego autor przeszukał w ydany przez F o e r - s t m a n n a „Album A cadem iae V itenbergensis”, znalazł pod rokiem 1532 Laurentiusa Dhura z Norym bergi i łącząc tę wiadom ość za swoją interpretacją Orzelskiego, uznał go za Twardowskiego. Skorygow ał w ięc W ójcickiego, sądząc, że to Dhur w p ły­

w ał na K rasińskiego, a n ie odwrotnie; odznalazłszy w rachunkach dworu królew ­ skiego 4 wzm ianki z różnych lat o Dhurach w zględnie Dorach, doszedł do w niosku, że w ym ieniany w nich w latach 1563 i 1567 jakiś Laurentius to też może Dhur.

Ponieważ takiego koniuszego u Zygmunta A ugusta n ie było, przypuszcza, że Dhur był podkoniuszym litew skim . Z akw alifikował ponadto w zm iankę o „Szwabie jakim ś”

u Orzelskiego jako także odnoszącą się do Dhura. W szystko to jednak bardzo wątłe.

W spomnieliśm y już, że jeśli Duranovius (dom niemany Dhur) był m agiem M nisz­

chów, to należy odrzucić hipotezę o jego urzędach dworskich, bo w tedy w ym ieniany by był jako ów — jak to określa autor — p refectu s stabu li. W zm ianki w ięc Orzelskie­

go i domniem anego W ereszczyńskiego n ie tworzą uzupełniającego s ię obrazu. N ie w ia ­ domo też, dlaczego autor sądzi, że ow ym koniuszym czy podkoniuszym m ógł został Twardowski dopiero w 1572 r., gdy Krasiński uzyskał w p ływ y na dworze, zostając biskupem krakowskim (s. 203). Przecież z w łasn ych w yw od ów autora w ynika, jak w ielkie znaczenie m iał Krasiński, będąc jeszcze podkanclerzym . Bugaj n iew ątpliw ie udowodnił, że D hurowie m ieli kontakty z Polską i z dworem królewskim . N ie w ie­

m y jednak n ic o tym, aby któryś z nich trudnił s ię magią. Poparciem dla auten­

tyczności relacji W ereszczyńskiego ma być fakt, że „lustro Tw ardowskiego” do koś­

cioła w W ągrowie m iał ofiarow ać Jan Dobrogost K rasiński (s. 229). W cale n ie prze­

czy to opinii Briicknera o sfabrykow aniu źródeł przez W ójcickiego, który zapew ne znał inform acje Narbutta na ten tem at, a zatem m ógł je wykorzystać. Autor stw ier­

dza wprawdzie, że znajomość Krasińskiego z Twardowskim „znalazła pełne pot­

wierdzenie” po odkryciu afery Giżanki i Mniszchów, ale n ie podał żadnego dowodu

9

(7)

314 Z B IG N I E W K U C H O W IC Z , J A C E K Z . O J R Z Y N S K I

pozw alającego przyjąć, iż Krasiński m iał z tym cokolwiek w spólnego, nie mówiąc 0 tym, że zw iązki Twardowskiego z ową aferą są w ątpliw e, naw et gdyby przyjąć autentyczność rzekomej „relacji Gizy”.

Wreszcie sprawa śm ierci Twardowskiego. Zdaniem autora, po w yw ołaniu du­

cha Barbary stał się Twardowski w łaścicielem „tajemnicy stanu”, której ujaw nienie m ogliby Krasińki i Mniszchowie przypłacić głową. Przypuszczenie takie budzi u ś­

miech. Nie tak łatw o w P olsce spadały głowy, a już zwłaszcza m inistrów. Zresztą M niszchowie m ieli w ięk sze zm artw ienia w czasie bezkrólewia, niż tłum aczenie się z tego, w jaki sposób podsunęli królow i nałożnicę. Nie wiadomo też, dlaczego w łaś­

n ie Tw ardow ski miał być dla nich niebezpieczny, a nie na przykład w yliczeni tak dokładnie przez Gizę pokojowcy.

Zwraca uwagę jeszcze jedna niejasna sprawa. Dlaczego w łaściw ie w tradycji przyjęło się nazwisko, w ym yślone niby przez Górnickiego dla sw ojego „pamfletu”?

Autor nie daje tu żadnych przekonyw ających w yjaśnień. Sądzi natom iast, że już Wójcicki znał tożsamość Dhura z Twardowskim, ale przem ilczał ją, przerażony za­

łam aniem się pięknego podania, a może także kompromitacją biskupa Krasińskiego.

Jest to znów tylko dowolna hipoteza. Autor dopuszcza m ożliwość, że mogą m ieć uzasadnienie „nie udokum entowane inform acje” J. N. V o g 1 a o pobycie Twardow­

skiego w Wenecji w 1561 r. (s. 199). Skoro tak, to pod jakim nazw iskiem w tedy w y ­ stępow ał. Chyba nie jako Twardowski, bo to nazwisko miał w ym yśleć Górnicki oko­

ło 1565 r., a jeśli jako Dhur, to dlaczego Vogl nic o tym nie pisze? Czyżby i on m iał powody, aby przem ilczeć nazw isko Dhur i jakie one były? Chyba inne niż w wypadku Wójcickiego.

Z hipotezami autora stał w sprzeczności jeden tylko przekaz źródłowy, cytow a­

ny przez B. N o w i c k ą , pochodzący ze schyłku X V w. Autor postanow ił zw eryfi­

kow ać ten fakt, odnalazł w A rchiw um Diecezjalnym w Płocku powołany dokument z dnia 14 czerwca 1495 r., stw ierdził, że w ym ieniony jest tam Fw ardosky, a nie Tw ardow ski i uznał spraw ę za załatw ioną (s. 185). Czy n ie nazbyt szybko? Zapis dokumentu jest przecież w adliw y, taki zbieg spółgłosek jest w naszym języku nie do w ym ów ienia, powstaje w ięc pytanie, jak brzmiało naprawdę w ym ienione tam nazwisko. Naszym zdaniem, istnieje tylko jedna m ożliwość, w łaśn ie Twardowski.

Zresztą naw et przyjmując praw idłow ość zapisu, powinno zastanow ić autora podo­

bieństw o nazwiska; przecież n ie w iększa tu jest różnica niż między zapisam i Dhur 1 Dor. Przyjm ując lekcję „Twardowski” jako najprawdopodobniejszą, m usimy uznać, że jest to jedyny dokument św iadczący naprawdę o historyczności Twardowskiego;

co w ięcej, dokum ent zgodny z anegdotą Górnickiego interpretowaną dosłownie, przy założeniu, że opowiada ona o w ydarzeniu autentycznym z czasów Zygmunta Starego, gdy Twardow ski prawdopodobnie już n ie żył.

Wzmianka z 1495 r. wskazuje, iż mógł żyć jeszcze na początku panowania tego władcy, oo byłoby zgodne z tradycją. Jest jeszcze inny, bardzo istotny moment.

Z nazw iskiem Twardowskiego w iązano od XVII w. słynną księgę znajdującą się w zbiorach A kadem ii Krakowskiej. Bugaj <s. 210 i n.) streszcza badania nad tym źró­

dłem wykazujące, że była to księga husycka autorstwa P aw ła z Pragi (1413—1471).

Autor przypuszcza, iż o istnieniu k sięgi poinform owali Dhur-Twardow skiego opie­

kujący się nim M niszchowie, że czarnoksiężnik studiow ał księgę, stąd późniejsza tradycja.

Nasuwa się jednak przypuszczenie, że zw iązek ten był najzupełniej inny. Rajco­

w ie wyszogrodzcy zarzucali kierow nikow i sw ej szkoły, praktykującem u u Twardo- skiego, odszczepieństwo i husytyzm . Istnieje tedy podstawa do m niemania, że zain­

teresow anie husytyzm em cechowało w ym ienionego w tamtych aktach Tw ardowskie­

go. W tym kontekście staje się zrozum iałe, iż ęzarnoksiężnik studiow ał księgę hu- sycką. W czasach kontrreform acji zapomniano c iy też n ie chciano pam iętać, iż była to księga heretycka, w iążąc ją tylko z praktyką Twardowskiego. W każdym bądź

(8)

W O K O Ł P O C H O D Z E N I A T W A R D O W S K IE G O 315

razie zw iązek m iędzy powstałą w X V w . księgą husycką, którą tradycja przypisy­

w ała Twardowskiem u, a żyjącym u schyłku tego stulecia, w ym ienionym w aktach czarnoksiężnikiem, w ykazującym najprawdopodobniej sym patie husyckie, jest zrozu­

m iały, jednocześnie n iezw ykle istotny. Gdyby udało się znaleźć jeszcze jakiś dowód potwierdzający działalność Twardowskiego na przełom ie XV/XVI w. można by chy­

ba uznać, iż nasz Faust był bez w ątpienia postacią historyczną. N asuw ają się za- tem następujące wnioski.

1. W yw oływ anie ducha Barbary m ogło m ieć m iejsce, jak podaje P ossel, około 1551 roku, n ie zaś w przeszło 18 la t po śm ierci królowej. Pow iązanie tego zdarzenia z Twardowskim skłonni bylibyśm y uznać za legendę, przypisaną czarnoksiężnikowi dużo później, najprawdopodobniej na przełom ie XV I/X VH w ieku.

2. Autor zupełnie d ow oln ie pow iązał legendę o Twardowskim z osobą przeby­

wającego n a dworze M niszchów m aga Durana.

3. N ie było najm niejszych trudności w przedstawieniu Giżanki królow i i na­

w iązaniu kontaktu, n ie potrzeba było do tego seansów spirytystycznych. Logicznie rzecz biorąc, ludziom, którzy to inscenizow ali, powinno zależeć n a ukryciu osoby udającej królow ą, nie zaś na prezentowaniu jej później w ładcy. Zygmunt August był człow iekiem zabobonnym, niem niej krytycznym , inteligentnym 1 m ściwym . W y­

krycie tego rodzaju oszustw a m ogło spow odow ać dla dworzan fatalne konsekw encje.

4. Cała teoria Bugaja, dotycząca Duhr-Twardow skiego, opiera się na tak w ątłych przesłankach, że n iestety nie można uznać jej za w yjaśnienie spraw i sporów do­

tyczących postaci czarnoksiężnika.

5. Na w ielką uwagę zasługuje podana przez B. Nowicką, a potw ierdzona przez R. Bugaja wiadomość, że w aktach wyszogrodzkich w ystępuje pod rokiem 1495 czar­

noksiężnik Twardowski, jako postać żyjąca współcześnie. W ydaje nam się, iż dalsze poszukiwania w inny iść w kierunku uzyskania dodatkowych inform acji o postaci wym ienionej w aktach wyszogrodzkich. Jest to w szakże pogląd n ie m ający n ic w spól­

nego z teoriam i autora.

Cytaty

Powiązane dokumenty

Wów­ czas, gdy zadanie do realizacji jest bardzo ważne, kiedy uczestnicy zespołu są w dużym stopniu oddani grupie lub członkowie zespołu identyfikują cele

Jest to dla mnie rewolucja, bo pojawia się pomysł, który jest zupełnie, ale to zupełnie nieoczywisty?. Ba, podobno Oded Goldreich zawsze swój kurs kryptologii (w Instytucie

Może tu właśnie tkwi tajemnica tej młodości, któ- ra – choć opiera się łasce – przybiera kształt lat dwudziestu, albo tego chłopca z buzia otwartą, co wie, że „choćby

wiadomo ci zasad sztuki lub zaniedbania.. li był wynikiem nale ytego namysłu lekarza nie za działania porywczego wy- wołanego nagło ci przypadku” 7. Popielski: „Bł

nie (w zakresie przyrodoznawstwa, humanistyki czy matematyki) dyspono- wałby także pewnym, oczywiście w jakiejś mierze cząstkowym w stosunku do wymagań Twardowskiego,

Trze­ ba jednak przy tym stw ierdzić w yraźnie, że chodzi przede wszystkim o inicjatyw ę co do utrzym ania i niepogarszania efektów pracy na danym stanow isku

Przecież zamiar ew entualny różni się od lekkom yślności, przy której sprawca skutku nie chce, w w iększym sto­ pniu niż od złego zamiaru bezpośredniego,

Jeśliby więc sąd przewidywał, że za prze­ stępstwo będące przedmiotem osądu należa­ łoby orzec karę pozbawienia wolności prze­ kraczającą 2 lata (tj. jeśli taka kara