• Nie Znaleziono Wyników

Cesarskie cięcie. Polityka, Nr 28/2007,

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2022

Share "Cesarskie cięcie. Polityka, Nr 28/2007,"

Copied!
10
0
0

Pełen tekst

(1)

Cesarskie cięcie

Polityka, Nr 28/2007, 7.07. 2007

7 lipca 1807 r. pomiędzy Francją i Rosją zawarty został słynny pokój w Tylży. Jedną z jego konsekwencji było powstanie Księstwa Warszawskiego.

Los pokoju zadecydował się na polu bitwy. Kampania 1807 r., nazywana również „pierwszą wojną polską” zakończyła się pod Frydlandem na terenie Prus Wschodnich. 14 czerwca 1807 r. potworny ogień kilkuset francuskich dział rozniósł rosyjską armię generała Bennigsena, która po utracie 30 000 zabitych, rannych i wziętych do niewoli oraz niemal całej artylerii rzuciła się do ucieczki. Aleksander I mógł uniknąć tej koszmarnej jatki, gdyby posłuchał słów wypowiedzianych kilka dni wcześniej przez swojego brata, wielkiego księcia Konstantego. Po krwawym starciu pod Lidzbarkiem stoczonym dziesiątego czerwca, przyszły wódz polskiej armii miał wypowiedzieć bowiem znamienne słowa: „Jeśli Wasza Cesarska Mość nie chce pokoju, to niech da lepiej każdemu żołnierzowi nabity pistolet i każe mu się zastrzelić. Wynik będzie bowiem taki sam, jaki przyniesie nowa bitwa (i ostatnia!), która otworzy niezawodnie Francuzom drzwi do naszego kraju”. Być może, że przytoczone za rosyjskim pisarzem Eugeniuszem Tarle zdanie, z lubością powielane w wielu innych opracowaniach, zostało odpowiednio podkoloryzowane, wspaniale jednak oddaje atmosferę panującą w otoczeniu rosyjskiego samodzierżawcy. Źle dowodzona, wygłodzona, zmęczona i zdziesiątkowana armia miała dość kolejnych klęsk i tęskniła za pokojem. Denis Dawydow, który miał zasłynąć podczas wojny 1812 r., pozostawił przejmujący obraz sytuacji, jaka zapanowała nazajutrz po Frydlandzie: „Przybyłem osiemnastego czerwca do głównej kwatery, gdzie kręciły się najrozmaitsze figury: byli tu Anglicy, Szwedzi, Prusacy, rojaliści francuscy, wojskowi i cywilnie, urzędnicy rosyjscy, ludzie z niższych stanów, nie mający nic wspólnego ani z wojskowością ani z ze służbą publiczną, intryganci, darmozjady i wszelkiego rodzaju spekulanci, zawiedzeni w swych nadziejach i apetytach... Strach padł na wszystkich, jak gdyby zaraz miał nastąpić koniec świata”.

To, co z całą wyrazistością dostrzegł i barwnie opisał Dawydow, być może umknęłoby uwadze cara, gdyby nie coraz silniejsza presja otoczenia. Za natychmiastowym zawarciem rozejmu optowali m.in. Konstanty, Bennigsen i polityczny doradca i przyjaciel cara w jednej osobie, a

(2)

jeszcze do niedawna minister spraw zagranicznych Rosji, Adam Czartoryski. A gdy mimo to Aleksander trwał w zamiarze dalszego prowadzenia wojny, licząc na ciągnące z głębi imperium rezerwy i pomoc Austrii, prośby o zawieszenie broni zaczęły się przeplatać z coraz mniej kamuflowanymi groźbami. Aż w końcu carowi brutalnie przypomniano los jego ojca, Pawła I, który został skrytobójczo zamordowany we własnym pałacu, a osobą kierującą spiskiem był nie kto inny, lecz właśnie Bennigsen. Józef de Maistre, ówczesny poseł Sardynii w Petersburgu i zarazem świetny pisarz, nie bez racji nazwał go „naczelnym morderca”. I to zadecydowało – Aleksander ugiął się pod presją i postanowił zaprzestać dalszej walki z

„korsykańskim potworem”. Wbrew swoim dotychczasowym deklaracjom, zdecydował się poświęcić nawet Prusy, byle ratować własne państwo i swoją głowę. „Los Prus był mu w tej chwili obojętny. Czy będą starte w proch, czy zostaną z nich strzępy – była to jego zdaniem sprawa podrzędna”. Aleksander był gotów nie tylko na pokój z Francją, ale nawet na zawarcie sojuszu, który wywróciłby do góry nogami dotychczasowy układ polityczny w Europie.

Złoty prom

22 czerwca 1807 r. do zajętej przez Francuzów Tylży przybył carski wysłannik, generał Dymitr Iwanowicz Łobanow-Rostowski i jeszcze w tym samym dniu podpisano zawieszenie broni.

Rosyjską inicjatywę Napoleon przyjął z wielkim zadowoleniem i ulgą. Choć po Frydlandzie był upojony zwycięstwem i ogłosił, że „Armia rosyjska jest tak rozbita, jak nigdy nie była pobitą nawet armia austriacka”, a „Chełpliwość Rosjan (została) nareszcie zdruzgotana”, to nie bez obawy myślał o kontynuowaniu wojny. Linie komunikacyjne jego armii były ponad miarę rozciągnięte, a poszczególne oddziały Wielkiej Armii wykrwawione w dotychczasowych walkach. Dalsza ofensywa za uchodzącym wrogiem w tej sytuacji byłyby co najmniej ryzykowna. Wyciągnięta do pojednania dłoń oznaczała możliwość skonsumowania dotychczasowych sukcesów militarnych – rozgromione Prusy przestały się liczyć jako poważny przeciwnik – oraz wprzęgnięcia Rosji w system blokady kontynentalnej. Napoleon nie ociągał się z przyjęciem rosyjskiej propozycji, choć gdyby znał stan nerwowego oczekiwania na jego odpowiedź, zapewne nie odmówiłby sobie stosownej zwłoki. Jak napisał bowiem Tarle: „Otoczenie cara w Szawlach, wystraszone do najwyższego stopnia, drżało na myśl o możliwości zaatakowania miasta przez przednie straże francuskie. Radość ich nie miała granic, kiedy otrzymali wiadomość, że Napoleon zgadza się na zawieszenia broni i zawarcie

(3)

pokoju”. Aleksander czym prędzej poinstruował Łobanowa co do dalszych kroków: „Powiesz cesarzowi, że zbliżenie pomiędzy Francją a Rosją było zawsze przedmiotem moich pragnień i tylko ono może zapewnić szczęście i pokój całemu światu. Dotychczasowy stan rzeczy winien zastąpić zupełnie nowy ustrój społeczny. Żywię płonna nadzieję, że z cesarzem Napoleonem dojdzie łatwo do porozumienia, gdy będziemy pertraktować bez pośredników. Trwały pokój może być między nami zawarty w bardzo krótkim czasie”. Car przygotował wcześniej bardziej serdeczną i wylewną wersję dyspozycji dla księcia, ale po namyśle z niej zrezygnował. W oczy rzucają się dwa sformułowania: „bez pośredników” i „cesarzem Napoleonem”. Szczególnie drugie z nich przypadło do gustu Bonapartemu, który dotychczas był nazywany generałem Bonaparte, uzurpatorem lub po prostu Korsykaninem.

Napoleon i Aleksander stanęli oko w oko 25 czerwca 1806 r. Spotkanie władców nastąpiło na ziemi niczyjej – na wodach Niemna oddzielającego od siebie dwie, do niedawna jeszcze wrogie sobie armie. Po środku rzeki zakotwiczono wielką tratwę wybudowaną przez francuskiego generała Lariboissiére’a z dwoma okazałymi namiotami. „Neutralna „wyspa”, mająca być symbolicznym mostem między dwoma cesarzami i dwoma zwaśnionymi dotąd narodami, kapała od złota i purpury, kołysząc się lekko – z przejęcia” – napisał z właściwą sobie swadą Waldemar Łysiak. Zresztą przejęcie udzieliło się wszystkim. Zarówno obu władcom, którzy w bogato przystrojonych łodziach płynęli sobie na spotkanie, jak i członkom ich najbliższej świty oraz wyprężonym na baczność żołnierzom wypełniającym szczelnie oba brzegi. We wspomnieniach Dawydowa zdarzenie to nabrało niemal monumentalnego wymiaru: „Chodziło o spotkanie z wielkim wodzem, politykiem, prawodawcą, administratorem i zwycięzcą prawie całej Europy, dwukrotnym zwycięzcą naszej armii, stojącym teraz ze swym wojskiem na granicy rosyjskiej. Chodziło o spotkanie z człowiekiem mającym dziwną władze nad ludźmi i niezwykłym ze względu na swoją niebywałą intuicję (...). Skupiliśmy się na brzegu i zobaczyliśmy Napoleona pędzącego cwałem pomiędzy dwoma rzędami swojej starej gwardii.

Entuzjastyczne okrzyki rozbrzmiewały wokół niego i dochodziły do nas, stojących na drugim brzegu rzeki. Eskorta i świata Napoleona liczyły co najmniej czterystu jeźdźców. Wspaniałe widowisko kazało zapomnieć o wszystkim. Zebrani utkwili wzrok w łódce wiozącej tego wspaniałego człowieka, wodza, jakiego nie było od czasów Aleksandra Wielkiego i Juliusza Cezara, których tak bardzo przewyższał różnorodnością talentów i sławą zwyciężania narodów kulturalnych i oświeconych”.

(4)

Promy niemal równocześnie przybiły do brzegu, a cesarze przy wtórze głośnych okrzyków i wiwatów padli sobie w ramiona. Musiało to dość śmiesznie wyglądać, zważywszy na potężną różnicę w ich wzroście. Nim przeszli do dużego, pawilonowego namiotu, wymienili kilka zdań, które dotarły do świty. Zacytujmy raz jeszcze Tarlego: „O co właściwie wojujemy? – zapytał Napoleon. Nienawidzę Anglików nie mniej niż pan i chętnie przyłączę się do pańskiej akcji przeciwko nim – odpowiedział Aleksander. W takim razie wszystko w porządku, pokój jest zawarty – zdecydował Napoleon”. Nie był. Obie strony czekały twarde negocjacje, podczas których poszczególne państwa stały się figurami bądź pionkami, a Europa szachownicą, służącą do ich przestawiania przez cesarzy wschodu i zachodu. Ich treści nie znamy, gdyż odbyły się bez świadków, w najbardziej intymnej atmosferze w dziejach. Zadbał o to sam Napoleon, który zaproponował carowi rozmowy w cztery oczy.

„Ja będę pańskim sekretarzem, a pan moim”.

Taką dziwną propozycję miał usłyszeć z ust cesarza Francuzów Aleksander I po przeniesieniu się do Tylży Obaj władcy zasiedli do rozmów pozostając pod swoim silnym wpływem. W liście do cesarzowej Józefiny napisanym 25 czerwca „mały kapral” nie ukrywał wrażenia, jakie wywarł na nim car: Właśnie w tej chwili, moja przyjaciółko, ujrzałem Cesarza Alexandra; co mi wiele zrobiło przyjemności: jest to bardzo piękny, dobry i młody Monarcha: przenikliwości ma daleko więcej aniżeli rozumiano”. Stan ducha Aleksandra oddaje natomiast fragment listu, jaki wysłał do swojej osiemnastoletniej siostry Katarzyny, będącej powierniczką jego najbardziej skrytych myśli: „Bóg nas uratował. Wychodzimy z tej walki bez ofiar, a nawet z pewnym blaskiem. Co powiesz na to wszystko? Spędzam cały czas z Banapartem, całymi godzinami jesteśmy sam na sam. Czyż to nie jakiś sen?”

Początek rozmów rzeczywiście odbył się bez pośredników. Francuski minister spraw zagranicznych Karol Maurycy de Talleyrand-Perigord oraz pełnomocnicy cara, Łobanow i Kurakin, ograniczeni zostali w swej aktywności do czysto technicznych czynności i, by posłużyć się słowami Łysiaka, „nanoszenia na pergamin i sygnowania tego, co w detalach wykoncypowali ich monarchowie”. O ich przebiegu zachowało się bardzo niewiele materiałów źródłowych. Zarówno archiwa francuskie, jak i rosyjskie są zdumiewająco ubogie, zważywszy skalę wydarzenia i ogrom konsekwencji, jakie przyniósł pokój w Tylży. Zachowało się zaledwie pięć listów Napoleona do Aleksandra i trzy napisane przez cara do Napoleona, a także

(5)

korespondencja pruskiej pary królewskiej i relacje osób postronnych – wśród nich Anglika Lewisa Goldsmitha oraz Kurakina, jednak o wątpliwej wartości historycznej. Zakres rozmów był bardzo szeroki. Ich osią stał się los Prus, blokada kontynentalna i ustalenie stref wpływów Francji i Rosji w poddanej nowemu porządkowi politycznemu Europie. Ciągle również powracała w nich kwestia Polski, choć znaleźli się historycy, którzy twierdzili, iż „stała się ona (Polska) podrzędnym przedmiotem obrad”.

Niemal we wszystkich opracowaniach z upodobaniem i bezkrytycznie powtarzane jest twierdzenie, iż Napoleon rozpoczął układy od rozłożenia mapy Europy i stwierdzenia, iż linię graniczną pomiędzy dwoma imperiami będzie Wisła. „Oto granica dwóch imperiów i po jednej stronie ma panować paryski monarcha, po drugiej – ja”. Adresat tych słów, Łobanow- Rostowski, miał zaś jakoby zripostować : „Mój monarcha będzie nieustępliwie bronił interesów naszego sojusznika, króla Prus!”. Obie wypowiedzi należy zapewne między bajki włożyć; zacytowano je wiele lat po opisanych zdarzeniach w panegirycznej książce napisanej na zlecenia księcia Łobanowa.

Stosunek Napoleona do Prus zawarł się w zdaniu: „Podły król, podły naród, podła armia.

Mocarstwo, które zawsze wszystkich zdradzało i które nie zasługuje na to, by istnieć”. Ich rola podczas rozmów została całkowicie zmarginalizowana. Z negocjacji wyłączono pruskiego kanclerza Hardenberga, który przedstawił memoriał zawierający propozycje nowego urządzenia Europy. Była w nim mowa o odbudowie państwa polskiego, ale bez Poznańskiego, Gdańska i Torunia oraz postulat przyznania Prusom stosownych odszkodowań terytorialnych na terenie Niemiec. Fryderyk Wilhelm III, obecny w Tylży, był przez cesarza traktowany gorzej niż byle lokaj. Lekceważony i pomiatany, w odruchu rozpaczy zagrał ostatnim i, jak mu się wydawało, skutecznym atutem - własną żoną. Słynąca z urody królowa Luiza przybyła nad Niemen, by choć trochę udobruchać bezwzględnego pogromcę Prus i wytargować dla nich jakikolwiek ochłap suwerennego bytu. Napoleon zgodził się przyjąć królową na osobistej audiencji, co w jego przypadku, mężczyzny wyczulonego na kobiece wdzięki, mogło oznaczać nie tylko rozmowę o polityce. A nawet wręcz coś przeciwnego. Przedłużającą się rozmowę przerwał „głupi jak feldfebel” Wilhelm, co Bonaparte skwitował ciętym i obraźliwym dla niego żartem: „Gdyby król pruski zapukał do pokoju trochę później, może bym musiał pozostawić mu Magdeburg”. Nie pozostawił choć również nie unicestwił Prus. Ale to nie wizyta pięknej Luizy nad Niemnem zdecydowała o dalszej ich obecności na mapie ówczesnej Europy. W

(6)

paragrafie czwartym traktatu pokojowego cesarz Francuzów z mściwą satysfakcją nie omieszkał zaznaczyć, że cztery prowincje - oprócz Prus Królewskich (Zachodnich), Pomorze, Śląsk i Brandenburgię - darował im jedynie „z szacunku, jaki żywi dla Jego Cesarskiej Mości – cara Aleksandra”. Dotychczasowe ziemie pruskie, leżące na lewym, zachodnim brzegu Łaby, miały odtąd stanowić Królestwo Westfalskie we władaniu Hieronima Bonaparte, a terytoria polskie, które dostały się Prusom podczas II i III rozbioru – okręg poznański i warszawski oraz skrawek Pomorza południowego, tzw. okręg nadnotecki z Bydgoszczą i Toruniem, utworzyły Wielkie Księstwo Warszawskie. Na jego czele stanął król saski z tytułem księcia warszawskiego – Fryderyk August. Historia zatoczyła w ten sposób koło, gdyż artykuł VII konstytucji 3-go maja wskazywał, iż po śmierci Stanisława Augusta Poniatowskiego „dynastya przyszłych królów polskich zacznie się na osobie Fryderyka Augusta, dzisiejszego elektora saskiego”.

Macie państwo

Postanowienie o utworzeniu Księstwa Warszawskiego znalazło się w artykule piątym traktatu, podpisanego pomiędzy Rosja i Francją 7 lipca; dwa dni później złożone zostały podpisy pod traktatem francusko-pruskim. Zawarcie pokoju uczczono wspaniałą iluminacją i hucznymi zabawami. Cesarze rozstali się po odebraniu rewii jednostek gwardyjskich. Na pożegnanie pocałowali się na oczach tysięcy żołnierzy i cywilów.

Powstanie Księstwa poprzedziła zaciekła walka dyplomatyczna, w której obie strony wykazały się niezwykła finezja. Ze strony Napoleona w pewnym momencie pojawiła się propozycja, by pod berłem cara powstało królestwo polskie, która o kilka lat wyprzedziła rozstrzygnięcie, jakie miał przynieść Kongres Wiedeński. Dla równowagi z Pomorza, Brandenburgii i Śląska miało powstać państwo pod władzą Hieronima Bonaparte, z dwóch stron oskrzydlające rosyjski „nabytek”. Zdaniem Barbary Grochulskiej, autorki książki poświęconej Księstwu Warszawskiemu, „Dla Aleksandra, który nigdy nie wierzył w długotrwałość zawieranego w Tylży pokoju, przyjęcie polskiej darowizny z rąk Napoleona byłoby wyjątkowo niezręczne; stawiałoby go w kłopotliwej pozycji wobec współzaborców, Prus i Austrii. Zamykałoby mu właściwie drogę do wspólnego działania w przyszłej, przewidywanej już w tej chwili rozgrywce z Napoleonem”. Ze swojej strony car zaproponował oddanie Polski Hieronimowi ożenionemu z saską księżniczką, ale w zamian za pozostawienie

(7)

silnych Prus. Taka koncepcja była nie do przyjęcia dla Napoleona, który w nocie z 4 lipca zapewnił swojego „brata Aleksandra”, iż „powołać księcia Hieronima na tron Saksonii i Polski znaczy tyle, co od razu zburzyć wszystkie nasze stosunki. Każdy spór na komorze na Niemnie, każde nieporozumienie handlowe trafi wprost w serce cesarza Napoleona. Ten jeden błąd polityczny rozerwałby traktat przymierza i przyjaźń...”. Ostatecznie przyjęto kompromisowe rozwiązanie – powstanie niewielkiego terytorialnie i pod względem ludnościowym, choć nazwanego Wielkim, Księstwa Warszawskiego, oraz niemal dwukrotnie okrojonych terytorialnie Prus. Dawało ono każdemu z władców atut na przyszłość. Osłabione, ale wciąż obecne w polityce europejskiej, Prusy mogły powrócić do roli sojusznika Rosji, a księstwo jako sojusznik Francji, miało stanowić jej wschodni bastion strzegący interesów cesarstwa na granicy z niepewnym sojusznikiem. Bo co do szczerości intencji, jakimi kierował się car i jego otoczenie, Napoleon nie miał najmniejszych wątpliwości. Raporty wywiadu przedstawiały nastroje rosyjskiego społeczeństwa, dla którego pokój w Tylży stanowił hańbę. „Cała socjeta rosyjska wypominała carowi klęskę pod Friedlandem, carowi, który na domiar ohydy padł do nóg przed zwycięzcą i się z nim zbratał. Nigdy dotąd – mówiono - matuszka Rosja, prawosławna Rosja Piotra Wielkiego i Katarzyny nie była tak upodlona” – napisał w doskonałej biografii cara Aleksandra I Maurice Paleologue. Cytuje on również ówczesnego rosyjskiego działacza politycznego, Michała Woroncowa, który stwierdził: „Napoleon zmusił nas do uznania swojego cesarskiego tytułu i do przyjaźni” oraz że „Przyłączenie się do systemu kontynentalnego już wkrótce odzwierciedliło się w ruinie wielu gospodarstw ziemiańskich, w całkowitym upadku handlu i w zupełnym rozstroju rynku pieniężnego. Wielu zaś rosyjskich historyków uważało, że Tylża stanowiła większą hańbę niż największe klęski militarne – pod Austerlitz i Frydlandem”.

Sprawa granic Księstwa Warszawskiego decydowała się niemal do ostatniej chwili. Wskazuje na to oryginał tekstu zawierający liczne uwagi, skreślenia i nadpisania, będące wyrazem głębokiej niechęci Aleksandra wobec chronienia chociażby namiastki niezawisłego od Polski państwa Polskiego. W artykule czwartym pojawił się dopisek, że to Prusom, a nie Księstwu powinien być przydzielony Grudziądz, w szóstym zaś król pruski został wskazany jako protektor wolnego miasta Gdańska. Na dwa lub trzy dnia przed ostatecznym podpisaniem dokumentu – przy każdym z 29 artykułów widnieje krzyżyk potwierdzający uzgodnienie ich ostatecznego kształtu – car uzyskał jeszcze okręg białostocki. Zdaniem Emanuela Halicza

„Postępowanie Aleksandra przed Tylżą, w szczególności zaś wrogi stosunek do planów

(8)

zmierzających do podjęcia sprawy polskiej w 1804 r. i w 1806/1807 r., jego stosunek do księstwa Warszawskiego od chwili jego powstania są najlepszym dowodem, że car przeciwny był tworzeniu państwa polskiego”. Ostatecznie Księstwo miało zajmować obszar 104 000 kilometrów kwadratowych (siedmiokrotnie mniej niż przed pierwszym rozbiorem w 1772 r.) i liczyć zaledwie 2 600 000 mieszkańców ( niemal 80% ludności polskiej i po kilka procent mniejszości narodowych – Litwinów i Białorusinów, Niemców oraz Żydów), co w sposób radykalny odbiegało od oczekiwań Polaków. Szczególnie duże nadzieje panowały w armii polskiej. Uważano, że „oprócz kraju, który już mamy i dwu Galicji, będziemy mieli cały Śląsk i całe Prusy Elektorskie, co zaś do odstąpienia Litwy, Wołynia i Ukrainy, bardzo o tym cicho, zdaje się jednak, że i stąd coś dostaniemy”. Autor tych słów, pułkownik Pakosz, relacjonujący Dąbrowskiemu odgłosy dochodzące z kwatery cesarskiej, doznał zapewne podobnego zawodu, jak inni wojskowi i olbrzymia część społeczeństwa. Zapanowało „niezadowolenie zmieszane z odrętwieniem” – tak, w sposób niezwykle lapidarny i zarazem obrazowy odmalował klimat pierwszych dni po Tylży francuski rezydent w Warszawie Stefan Vincent. Natomiast Kajetan Koźmian w swoich pamiętnikach skreślił następujące zdanie: „Zawód gorących pragnień i obszernych i niecierpliwych nadziei, przez utworzenie traktatem tylżyckim Księstwa Warszawskiego w miejsce spodziewanej Polski, zdziwił, zasmucił i oburzył kołysane ufnością w sławę Napoleona Polaków umysły”. Podniosły się liczne głosy zarzucające wręcz Bonapartemu sojusznicza zdradę i poświęcenie Polski w imię interesów Francji. Musiało upłynąć trochę czasu, by opaść mogły emocje i wówczas większość Polaków odczuła jednak wdzięczność dla Napoleona za to, że jako pierwszy z europejskich polityków ujął się za Polską i jej sprawę postawił na forum międzynarodowym. Zaś Wielkie Księstwo Warszawskie, którego symbolem stały się wojsko polskie i orzeł w następnych latach miało znacznie powiększyć swoje granice i zapewne tylko klęska w wojnie 1812 r. stanęła na przeszkodzie w przekształceniu go w królestwo. Wówczas odbudowa państwa polskiego w jego osiemnastowiecznym lub zbliżonym kształcie byłaby jedynie kwestią czasu.

„Armia niezadowolonych”

Porozumienie francusko – rosyjskie składało się właściwie z 3 części: głównego traktatu, siedmiu artykułów oddzielnych i tajnych oraz traktatu tajnego o przymierzu zaczepno- odpornym. O ile w podstawowym dokumencie najważniejsze były kwestie związane z Prusami i Polską, o tyle pozostałe postanowienia dotyczyły uregulowania niektórych spraw

(9)

niemieckich, przekazania Francji Wysp Jońskich i portu Cattaro. Część tajna zobowiązywała natomiast Rosję i Francje do solidarnego działania na lądzie i morzu, a także do pośrednictwa w rozwiązaniu konfliktów angielsko-francuskiego i rosyjsko-tureckiego. Rosyjskie zobowiązanie od początku było pozorne. Do Londynu wyruszył specjalny wysłannik cara wioząc jego solenne zapewnienie o istniejącej nadal szczerej przyjaźni między obydwoma państwami, którą wobec nadzwyczajnych okoliczności należy ukryć przed światem.

Traktat potwierdzał międzynarodową pozycję Francji i jej prymat w Europie. Dla przenikliwych polityków nie ulegało wątpliwości, że stanowi rozwiązanie nietrwałe. Alians z Rosją podporządkowany najważniejszemu celowi, jakim była wojna z Anglią, nie mieścił się w tradycji dotychczasowej polityki zagranicznej Francji. Od samego początku, by posłużyć się określeniem użytym przez francuskiego historyka Alberta Vandala, „mieścił w sobie zarodki śmierci”. Jak natomiast stwierdził Halicz, „Traktat stworzył z miejsca armię niezadowolonych”. Jest oczywiste, że na ich czele stanęły się najbardziej pokrzywdzone Prusy, które znalazły się pod całkowitą dominacją Francji i utraciły możliwość podejmowania samodzielnych decyzji. Nieobecna w Tylży i izolowana z powodu zaistniałych wydarzeń Austria również poczuła się zagrożona. Nie mogło być inaczej, skoro „(...) sojusznik na wypadek wojny lub rękojmia pokoju, naród do wyzwolenia lub sprzedania w miarę okoliczności (...) miało księstwo jeszcze trzecie zadanie, było też uzbrojonym ramieniem napoleońskim przeciw Austrii”. Piszący te słowa doskonały polski historyk Marceli Handelsman dostrzegał również rolę Księstwa Warszawskiego jako swoistej Marchii Wschodniej Francji, zabezpieczającej jej interesy na granicy z carską Rosją.

Kruchy pokój i nieszczera współpraca Francji i Rosji przetrwały pięć lat. W 1809 r., gdy Austria zaatakowała Francję i jej najwierniejszego sojusznika - Księstwo Warszawskie, armia rosyjska pozorowała jedynie pomoc, czyniąc w praktyce wszystko, aby w żaden sposób nie zaszkodzić agresorowi. Pomimo to wojna przyniosła młodemu państwu sukces militarny i znaczne zdobycze terytorialne, które potwierdziły, iż mimo wielkiego zawodu, jaki przeżyli Polacy w dobie Tylży, może ono stać się podstawą odrodzonej Polski. Zaś „zarodki śmierci”, o których pisał Vandal, zdążyły do 1812 r. dojrzeć na tyle, by rywalizacja dwóch systemów politycznych i militarnych znalazła krwawy finał podczas wielkiej wyprawy Napoleona na Moskwę.

(10)

(tekst oryginalny przed zmianami redakcyjnymi)

Cytaty

Powiązane dokumenty

jest może najbardziej poetycznym epizodem rycerskości i bohaterstwa polskiego z całych dziejów porozbiorowych” .1 2 3 Upowszechniający się kult rycerstwa miał wpływ

Rada Ministrów jako organ zastępujący króla (Prezes RM i ministrowie sprawiedliwości, spraw wewnętrznych, wojny, skarbu oraz policji) i jej rola w państwie w

Jestem przekonany, że już na etapie wyjaśniającym uda się mi i moim pomocnikom przekonać prokuratorów do tego, że to jest przy- kra pomyłka i że uda nam się

Celem naszej pracy jest przybliżenie wpływu fizjologicznych zmian zachodzących w czasie porodu naturalnego na przebieg kliniczny różnych schorzeń narządu

Maternal outcomes at 2 years after planned cesarean section versus planned vaginal birth for breech presentation at term: The international randomized Term Breech

Gdy przedstawia się problemy porodowe u małych zwierząt, to kładzenie nacisku głównie na postępowanie farmakologicz- ne podczas zachowawczej pomocy poro- dowej,

Uznano, że bez istnienia Księstwa Warszawskiego niemożliwa byłaby kontynuacja form państwowości polskiej po roku 1815, co w szczególności odnosi się do

tualnem tego państwa wystarczy znowu zrzec się, jako cesarz rosyjski, zwierzchnictwa nad Litwą i Rusią ażeby niezwłocznie odzyskać je, jako Król Polski.. Sejm