Rodzina Chrześciańska, 1904, R. 3, nr 6

Pełen tekst

(1)

R o k i i i. K ato w ice , N ied ziela, 7-go L u teg o 1904 r. N r 6.

Rodzina chrceściańska

Pisemko poświęcone sprawom religijnym, nauce i zabawie.

Wychodzi raz na iydzień w ffiedzielę.

Bezpłatny dodatek do „Górnoślązaka 41 i „Straży nad Odrą“.

N a N ied zielę Sta ro z a p u stn ą.

Lekcya

2. Kor. XI. 19—33 i XII. 1 —9.

Bracia! Kadzi znosicie bezrozumne, będąc sami r'J zurnnymi, bo znosicie, jeśli was kto w niewolę Podbija, jeźli kto pożyra, jeśli kto bierze, jeśli się kto wynosi, jeśli was kto w gębę bije. Mówię we-

*ug zelźywości, jakobyśmy my słabymi byli w tej pierze, w czem kto śmi<* (w głupstwie mówię), śmiem

! Ja. Hebrajczycy są i ja. Izraelczycy są, i ja. Nasie­

niem Abrahamowem są, i ja. Słudzy Chrystusowi są, 'Jako mniej mądry mówię), więcej ja. W pracach r°zlicznych, w ciemnicach obficiej, w razach nad mjarę, w śmierciach częstokroć. Od Żydów wziąłem P° pięćkroć po czterdzieści plag bez jed n ej; trzy­

kroć byłem bit rózgami, razem był ukamienowan, tr«ykrociem się z okrętem rozbił, prżez dzień i przez n<>c byłem w głębi morskiej. W drogach częstokroć, xv niebezpieczeństwach rzek, w niebezpieczeństwach p>zbójników, w niebezpieczeństwach od rodziny, w nie­

bezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustyni, w nie­

bezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach ,r|tędzy tał.szywą bracią. W pracy i w kłopocie, 'v niespaniu częstem, w głodzie i w pragnieniu, w postach częstych, w zimie i nagości. Oprócz tych rzeczy, które zewnątrz są, naleganie na mnie có- d*ień, staranie o wszystkie kościoły. Któż choruje, a la nie choruję? Któż się zgarsza, a ja nie bywam Upalon? Jeśli się potrzeba przechwalać, z tego co krewkości mojej jest, przechwalać się będę. Bóg 1 Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który jest

"a wieki błog. -sławiony, wie fź nie Warnię. W Da­

maszku narodu starosta Króla Arety, strzegł miasta damasceńskiego, aby mię pojmał; i byłem przez okno w koszu z muru spuszczon, i takein uszedł rflk jego.

Jeśli się chwalić potrzeba, ( n i e pożyteczność

^prawdzie), przyjdę do widzenia i objawienia Pań­

skiego. Znam człowieka w Chrystusie przed czter- J1f8t;i lat (jeśli w ciele, niewiem, jeśli prócz ciała n>ewiem, Bóg wie), iż takowy był zachwycony aż do trzeciego nieba. A znam takowego człowieka (ieśli 'v ciele, jeśli prócz ciała niewiem, Bóg wie), iż byt ząchwycon do raju i słyszał tajemne słowa, których s|ę człowiekowi nie godzi mówić. Z takich rzeczy

*‘ę będę przechwalał, a z siebie nie będę się nic

przechwalał, jedno z krewkości moich. Albowiem choćbym się chciał przechwalać, nie będę głupim, bo prawdę powiem, lecz folguję, aby kto o mnie nie rozumiał więcej nad to, co widzi we mnie, albo co słyszy odemnie. A żeby mnie wielkość objawienia nie wynosiła, dan mi jest bodziec ciała mego, aniół szatanów, aby mnie policzkował. Dla tego trzy- krociem Pana prosił, aby odemnie odstąpił, i rzeki mi: Dosyć ty masz na łasce mojej, albowiem noc w słabości doskonalszą się stawa. Rad się tedy przechwalać będę w krewkościach moich, aby we mnie mieszkała moc Chrystusowa.

Ewangelia u Łukasza świętego

w Rozdziale X III.

W on czas, gdy się wielka rzesza schodziła, i z miast kwapili się do Jezusa, rzekł przez podo­

bieństwo: Wyszedł który sieje siaś nasienie swoje.

A gdy siał, jedno upadło podle drogi, i podeptane jest: a ptacy niebiescy podziobali je. A drugie upadło na opokę: a wszedłszy uschło, iż nie miało wilgotności. A drugie padło między ciernie; a spo­

łem wszedłszy, ciernie zadusiło je. A drugie padło na ziemię dobrą; a wszedłszy, uczyniło owoc sto­

ki otny. To mówiąc wołał: Kto ma uszy ku słucha­

niu, niechaj słucha. I pytali go Uczniowie Jego, coby to za podobieństwo było. Którym 011 rzekł:

Wam dano jest widzieć tajemnice Królestwa Bożego, a innym przez podobieństwa, aby widząc nie widzieli, a słysząc nie rozumieli. Jest tedy to podobieństwo:

Nasienie jest słowo Boże. A którzy podle drogi, ci są, którzy słuchają; potem przychodzi dyabeł, i wy­

biera słowo z serca ich, aby uwierzywszy me byli zbawieni. Bo którzy na opokę, którzy gdy usłyszą, z weselem przyjmują słowo; a ci korzenia nie mają, którzy do czasu wierzą, a czasu pokusy odstępują.

A które padło między ciernie, ci są, którzy usły­

szeli a od troskania i bogactw, i rozkoszy żywota odszedłszy bywają zaduszeni, i nie przynoszą owocu.

A które na ziemię dobrą, ci są, którzy dobrem a wy- bornem sercem usłyszawszy słowo zatrzymują, 1 owoc przynoszą w cierpliwości.

(2)

Nauka z tej Ewangelii.

Trudne jest wprawdzie, Chrześcianie! dzieło zbawienia naszego; trudna i ciasna do niego droga;

ale ta trudność nie pochodzi z trony zbawienia, ale z naszej nieprzezorności, nicczutości i niedbalstwa.

Tak właśnie, jak choremu trudno jest przejść po izbie, nie fila tego, żeby kilka kroków było wielką podróżą i zmordowaniem, ale przeto, że chory i chromy nie ma na to tyle siły i mocy. Ale gdy­

byście Chrześcianie! tyle przenajmniej dali baczno­

ści i starania na żywct wasz wieczny, ile go łożycie dla życia" doczesnego; nie ma nic łatwiejszego jak zbawić duszę; nic jaśniejszego, jak pojąć naukę zbawienia. I dla tego to Zbawiciel nasz mówił naj­

częściej do ludzi w przypowieściach i podobień­

stwach, aby na te widome rzeczy codzienne patrzyć, podług nich w rzeczach dusznych rządzić się mogli.

Jesteście gospodarze, nie trzeba was uczyć gdzie macie siać. Nie posiejecie pszenicy na drodze, boby ją przechodzący podeptali, ptaki wydzióbały;

a jeżeli nie dziwujecie się, że na takiej roli marnie pada ziarno, nie dziwujcie się. źe i słowo Boże nie czyni w was pożytku żadnego, bo seree wasze taką jest właśnie rolą względem ■słowa Bożego, jak droga względem pszenicy. Jest ono twarde zapełnione rzeczami doczesnemi, i nigdy prawdziwą skruchą niezruszone, nigdy Izami pokuty niezwilżone. Jakże może to drogie nasienie, to słowo Boże, w niem się zakorzenić? Czegóż was jeszcze doświadczenie uczy; na której roli nie nadaje się zasiane zboże?

oto tam gdzie ziarno padło na grunt twardy i ska­

listy; próżna praca! próżna strata nasienia! przyj- mieć się ona na wierzchu miękiej ziemi, ale nie puści dalej korzenia, bo na spodzie jest kamień.

Otóż i taka jest druga rola względem słuchania słowa Bożego. Twardość i zakamieniałość serca, ta to najstraszniejsza i ostatnia piaga Boża na grzeszni­

ków, jest drugą przyczyną, że się w niem nic do­

brego nie urodzi. Łatwo uleczyć złe gdy jest na wierzchu; ale gdy z wierzchu zdrowem się być po­

kazuje, a wewnąt. z jest zbolałem, trudno znaleść lekarza, któryby temu poradził. Taka jest właśnie dola ludzi twardego serca. Mają oni na wierzchu trochę miekiej ziemi, przyjmują z ochotą słowo Boże, rozczulaią się słuchając go z ust kapłana:

nieszczęśliwi; rozumieją, że już wszystko pozyskali;

aż oto ledwie to drogie nasienie słowa Bożego do­

szło do kamienia w sercu ich ukrytego, uschło na­

tychmiast. Oni wrócili do swych nałogów, skoro tylko przestali słuchać. A le gdzież jeszcze nasienie rzucone nie przynosi pożytku? Oto, gdy padnie między ciernie i g ło gi; nie dadzą te rozkrzewiać się zawsze dobienm, i zaraz je zagłuszą. A któreżto jest ciernie tak szkodliwe zbawieniu naszemu? Oto, powiada sam Zbawiciel: bogactwa i rozkosze życia.

T e to są najwięksi nieprzyjaciele nasi, a my przecie dla nich odbiegamy zdrowia rozumu i zbawienia.

Miłość pieniędzy i bogactw wszystko serce osia­

da; a me ma miejsca Pan Bóg i duchowne Jego skarby.

Z tego rodzi się upór, duma i pogaida. Niech jeno kto boki połata, niech mu chleb rogi przypra­

wia niech się w lepszem pierzu i byciu poczuje;

aż olo z owego karnego i poziomego, staje się na­

dęty Faryzeusz. Mówić mu co o sumieniu i o obo­

wiązkach jege, wyjedzie zaraz, źe ma swój rozum;

wzgardzi najzbawienniejszą nauką; odęty swojem szczęściem, powiada, źe wie, co robi. Rozumieją nieszczęśliwi, źe brodzą w błogosławieństwie swo­

jem , a oni wtedy najwięcej gniewu i przeklęctwa

doznają, gdy się do ich dumnego serca głos Boży nie dociska. Jeżeli więc jesteście jeszcze, którzy macie uszy ku sluchanin, poznawszy, jaka rola nie przyjmuje słowa Bożego; posłuchajcież, jako je przyjmie i urodzi. Nie szukajmy daleko o d p o w ie ­

dzi, gdzie się stokrotnie wróci rzucone ziarno.

W szyscy odpowiecie, że na roli dobrej. A którażto rola dobra, na której się słowo Boże p r z y jm u je ?

Oto, powiada Chrystus: ziemią dobrą są ci, którzy dobrem a uprzejmnem sercem usłyszawszy, słow o

zatrzymują i owoc przynoszą w cierpliwości. R °‘

zumie się to, abyśmy z szczerą chęcią, żądzą i knieniem, brali ten pokarm duszy. Skoro Chrze­

ścianie przychodzicie bez smaku i apetytu; skoro i nie uprzejmem, ale obmierzłem sercem b ierzecie

naukę słowa Buzego; obmierznie ono wam w krótce,

tak iak tym. którzy na pierwsze wspomnienie nauki

uciekają z kościoła. Proście codziennie i go rą co

o to Boga, aby wam tego smaku i słodyczy nie odbierał.

Znak to jeszcze zdrowia, gdy cheremu zdrowe pokarmy smakują; ale gdy już brzydzić się niemi

zacznie już rozpaczacie o życiu jego. Ale cóż tan®

dalej stoiw Ew angeli św .: • Którzy d o b r e m a uprze)*

mem sercem usłyszawszy, zatrzymują słow o:« Oto druga cecha i znak dobrej roli i rozumnego gospo*

darstwa: rzuciwszy na pole ziarno, nie odbiegacie go, ale wprzód broną zawłóczycie i zagrzebiecie- Uczyńcie tak z drogiem nasieniem słowa Bożego*

Zachowaj synu nauki ojca twojego, a nie o p u sz­

czaj zakonu matki twej; uwiąż je do serca twe­

go, i zawieś je u szyi twojej; gdy gdzie idziesZi

niech idą z tobą gdy uśniesz niech cię strze­

g ą ; gdy się ockniesz rozmawiaj z niemi, ch ociaż

zaraz tyle korzyści nie przyniesie, ci słowo Boże, ile sobie zamierzyłeś, nie rozpaczaj, ale wciąż nad sobą pracując, czekaj w cierpliwości. Nie uda się prawda w jednym roku, to sowicie urodzi w dru­

gim, i za pierwszy się nagrodzi. Czekacie cierph' wie rok cały pożytku z zagonów waszych, cz e k a ł'

cież cierpliwie spełnienia słów Bożych, które nigdy omylić nie mogą; bo niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą,* mówi Pan Jezus.

Smutno mój Boże!

Smutno mój Boże — na polskiej ziemi, Pełno, łez nędzy, niedoli

Choć w pocie czoła siły szczeremi, Ciężko pracujem na roli.

Inne narody dobrze się mają,

W przyszłość swą patrzą śmiało z nadzieją.

My tylko biedni Polacy . . .

I czemuż to tak, czemu? mój Boże!

Tak biedne Twoje są dzieci,

Czy ziemia gorsza w polskim ugorze, Czy iune słonko nam świeci ?

Czyśmy tu g o rs i. . . czy niebo inne, Czyś inny dla nas T y? Boże!

Że swoich kmieci sioło rodzinne, Okryć, wyżywić nie może . . . Setki tysięcy, dorosłych, dzieci, Nędza zabijajprzędweetdnie,

(3)

Setki tysifey zgł«dniałyeh kmieci Za chlebem idzie żałośnie.

I idą we świat, za morza, rzeki, Do w ro g ic h ... , Moskali, W odwieczne lasy do Ameryki.

By tam chleba p ra ^ ą dostali.

Zrywają z wszystkiem, co w duszę, serce Wrosło — choć męka ich tłoczy,

idą wśród obcych żyć w poniewierce, Gdzie wróg ich pracą się tuczy.

Może to chciwość bogactw, pieniędzy Pędzi ich w dale obczyzny.

O nie! — to widmo głodu i nędzy?

Wyrzuca ich z ojcowizny.

Ojczyzna nasza, niegdyś bogata W zboże, spichlerze i brogi,

Dziś my szukamy chleba wśród świata, Polski chleb karmi jej wrogi.

Smutno nam Boże! . . . pożal się Boże!

Naszej niewoli i doli,

Kiedyż, ach kiedyż, spadną obróże Z Ojczyzny naszej w niewoli?!

Ja n t e k z B u g a ja , parobek wiejski.

Rady i wskazówki d l a r o d z i c ó w

przy w ychow aniu dzieci.

<2 (Ciąg dalszy.)

!' Nieraz kapryśnymi stają się dzieci słabe, cho- j'0'»'ite lub takie, które dużo chorób cięższych prze­

m y -, wtedy to kapryśne usposobienie jest po prc- stu wynikiem choroby samej, świadczy o osłabieniu, ub niezupelnem odzyskaniu zdrowia. Czasami je- .ak i stąd pochodzi, że rodzice wystraszeni o zdro­

wie i życie dziecka, zmartwieni jego mizernym wy­

glądem, wzruszeni jego słabością, dogadzają mu jak j^ g ą , nie pytając, czy żądania dziecka słuszne i dla ,e8 ° zdrowia potrzebne — czy nie.

Zdarza się też, że rodzice pozwalają najsłabo-

^ ‘tszemu z dzieci bezkarnie dokuczać “'silniejszemu

! zdrowszemu rodzeństwu, dręczyć braci siostry 1 siebie samych.

. Jestto sposób postępowania dla samego dziecka

^ rd zo szkodliwy.

Naturalnie potrzebaby na to wprost wyrodnych 2fW ców , żeby słabe dziecko bili, straszyli, lub do­

r w i e karali. Tego żaden ojciec i żadna matka

* prawdziwie rodzicielskiem sercem nigdy nie zrobi.

p je co innego bić, karać, krzyczeć, a co innego drnówjć niesłusznemu żądaniu, i spokojnie, łago- ale poważnie wyilómaczyć, że i dziecko, choć chore, musi uszanować prawa innych, że nie wolno 01U niczego innym dzieciom wydzierać i nikogo . r*ywdzić. Dosyć jest zmartwienia, gdy dziecko Jest słabsze od innych, czy jeszcze ma być od nich

6°rsze ? - i

Inaczej znowu trzeba sobie radzić z dziećmi

upartemi. Dzieske uparte, w przeciwieństwie d®

kapryśnego, wie bardzo dobrze, czego chce, ma to ciągle na pamięci i na uwadze, i nie zważając na wszelkie zakazy i napomnienia, koniecznie usiłuje to osiągnąć. W tym razie wszelkie zakazy i napom­

nienia nietylko na nic się nie zdadzą, ale przeciwnie, wciąż przypominają dziecku to, przy czem się upar­

ło, podrażniają i podtrzymują upór jego i doprowa­

dzają je do tego, źe potem jui naprawdę nie może i nie umie myśleć o czem innem, lub chcieć czego innego.

Dziecko uparte często porównywano do naro- wistego konia i radzono nawet postępować z niem tak, jak się z narowistym koniem postępuje. Wie­

my, źe w podobnym wypadku i z koniem nawet bicie okazuje się bezskutecznem, to też zręczny i umiejętny hodowca, zamiast siłą i złością zmuszać konia do przebycia miejsca, którego przejść się wzbrania, długo go oprowadza w różne strony, od­

wraca jego uwagę, aż w końcu nieznacznie, zanim się zwierzę spostrzeże, przeprowadzi tam, gdzie za­

mierzał.

W podobny sposób trzeba sobie radzić z upo­

rem dziecka. Zamiast ten upór pizełamywać siłą, a powiedzmy wyraźnie, najczęściej uporem własnym, przyczem upór idzie na upór, należy uwagę dziecka odwrócić, zająć czem innem, zapobiegając zawczasu, żeby się nie zacięło; gdy się bowiem raz zatnie, już później trudno sobie z niem radzić. Zwykle prze- konywamy się, że ono po pewnym czasie nieznacz­

nie spełni naszą wolę, gdy zapomni o swym upo­

rze, albo gdy się przekona, że jego żądanie było niemądre i dla niego samego szkodliwe.

Wogóle, jeżeli się wie, że się ma do czynie­

nia z dziećmi upaitemi i przekornemi, lepiej im ni­

czego wprost nie zakazywać, tylko przemówić do rozsądku, i to nie nużącemi kazaniami, lecz krotkiem a jasnem, zrozumiałem dla dziecka przedstawieniem rzecz} nje trzeba tak postąpić, aby dziecko po­

myślało^ że mu na złość robimy, że zakazujemy właśnie dlatego, iż ono tego ch ce; źe nam koniecz­

nie na tem zależy, żeby się do naszej woli nagięło.

Przyznajmy mu czasem, że może zrobić, jak mu się podoba, ale przedstawmy, że na nieposłuszeństwie samo ucierpi. Dziecko np. upiera się i nie chce powrócić do domu, powiedzmy mu, że w takim ra­

zie zostawimy je, a sami pójdziemy bez niego. Po namyśle zwykle uwierzy, że gdy usłucha nas, sprawi mu to mniejszą przykrość, niż gdyby swą wolę

spełniło. .

Wogóle z upartych dzieci często wyrastają naj­

porządniejsi ludzie, ludzie z charakterem, wytrwa i, energiczni, odważni. Właściwie upór a silna wola jestto jedno i to samo, z tą różnicą, że upór jest silną wolą okazywaną przy niemądrych postanowie­

niach. Ludzi rozumych, gdy mają silną wolę, nazy­

wamy energicznymi i wytrwałymi; głupich upar­

tymi. Dziecko dlatego tylko jest uparte, że jest głupie. Gdy rozsądek jego się rozwinie, rozum doj­

rzeje, ten sam upór będzie największą cnotą, dla­

tego’ tylko, źe następnie będzie się upierało przy rzeczach rozumnych i uczciwych. Jeżeli np. dziecko upiera się przy tem, żeby się koniecznie nauczyć trudnej lekcyi, zrobić robotę pożyteczną, ch: ć może na jego siły za ciężką, jeśli się uprze przy tem, żeby przez dłuższy czas nie zasłużyć na naganę rodzicow i tym podobnie, nikt go o upór nie oskarża. Jeżeli zaś upiera się przy tem, żeby z nowemi bucikami na nogach wejść w kałużę, albo mydłem piec wy­

smarować, albo wydrzeć siostrzyczce obrazek. ' tl>J >

(4)

dostała, albo nie jeść obiadu, wtedy tylko mówimy, że jest uparte. Ale dziecko m; Ie nie zawsze umie odróżnić, co warte jest uporu, i myśmy powinni mu to wykazać, ażeby zrozumiało, co jest ważnem w ży­

ciu a co mniej ważnem. W takim razie dziecko wyrósłszy na człowieka, pozbędzie się uporu g łu ­ piego a tylko zastosuje go do czynów ważnych.

Nie jest więc upartym, lecz odważnym i ener­

gicznym człowiekiem, ten kto nie bacząc na trudno­

ści, chce dojść do celu upragnionego, albo chce spełnić jakiś czyn dla dobra innych, pomimo róż­

nych ciężkich przeciwności; ale upartym nazwiemy takiego, który upiera się przy swem zdaniu, choć wie, że jest niesłuszne, lub np. woli rzucić zajęcie korzystne, aniżeli pogodzić się z człowiekiem, ra­

zem z nim pracującym wobec którego sam za­

winił.

To też jedyną radą na dzieci uparte jest w ła­

ściwe rozwijanie ich rozumu, żądanie, by same za- stanawieły się nad tem, co robią, i osądziły swoje postępowanie.

Przy wychowywaniu dzieci najbardziej chodzi nam zwykle o posłuszeństwo, i poniekąd słusznie, gdyż jeśli mamy odpowiadać za ich postępowanie, musimy niemi kierować i chcemy, by się one pod­

dały naszemu kierownictwu. Jednakże, domagając się tego posłuszeństwa, najczęstsze popełniamy błędy, jak już przedtem zaznaczyłem. Jakkolwiek dzieci muszą rodziców słuchać, i to tym bardziej im są młodsze, t. j. im mniej mogą same sobą kierować, to jednak powinniśmy pamiętać o tem, że posłuszeń­

stwo wtedy prowadzi do wyrobienia w dzieciach dobrego charakteru, o ile one pozostają pod kie­

runkiem rozumnych rodziców i nauczycieli.

Jeżeli dzieci tak wychowywać będziemy, żeby one nigdy własnej woli nie miały i żyły w tem prze­

konaniu, źe jedynie dobrą izeczą jest robić nie to, co im się podoba, lecz to, co się im nakazuje, to uczynimy je bardzo podatnem narzędziem w rękach ludzi złych a silnych.

Tak ojciec jak i matka, choćby żyli w naj­

szczęśliwszych warunkach i jaknajwięcej czasu i sta­

rania dzieciom swym poświęcać mogli, nigdy nie mogli być pewni, że przecięź całe życie z niemi się nie rozłączą, żeby każdy ich postępek kontrolować, i w każdym wypadku wydać odpowiedni rozkaz:

»rób to« albo »nie rób tego«. Nawet u małych dzieci tak ściśle dopilnować każdego ich ktoku nie można, a cóż dopiero, gdy są starsze, a zwłaszcza gdy dorastają!

Jeżeli zaś takie ciągłe kierowanie dzieckiem i prowadzenie go na pasku, trudnem jest nawet dla rodziców zamożniejszych, którzy mają tyle czasu, źe sami mogą swemi dziećmi się zajmowć, albo tyle pieniędzy, żeby im odpowiednią opiekę zapewnić mogli, to jest to całkiem niemożliwe dla ludzi bie­

dnych i pracą pochłoniętych. Na cóż się przyda wdrażać takim dzieciom ślepe posłuszeństwo, kiedy one i tak będą musiały słuchać tylko swej własnej woli i swego własnego rozumu, i to w wielu takich wypadkach, których rodzice z góry wcale przewi­

dzieć nie mogą? Zresztą dzieci nie pozostaną zewsze dziećmi, a jest to naturalnym porząd­

kiem rzeczy, źe one zwykle rodziców swoich prze­

żywają.

Jeżeli przywykną do tego, by ślepo ulegać na­

szej woli, a nigdy nie mieć własnej, kto im będzie zakazywał i rozkazywał, gdy będą od nas daleko, albo gdy my oczy zamkniemy? A przecież chodzi nam o to, by nie upadły i na złą drogę nie weszły,

i wtedy nawet, gdy nas pizy nich nie będzie, lub gdy nas wogóle nie będzie na świecie.

Dlatego też rodzice zawsze powinni o tem pa­

miętać, że posłuszeństwo jest u dzieci tylko cnotą tymczasową, potrzebną jedynie póty, póki się inne cnoty nie wyrobią i tej nie zastąpią, cnoty takie jak: uczciwość, rzetelność, prawdomówność, miłość bliźniego, pracowitość, przezorność i t. p. Powinni też wpajać w dzieci tylko takie posłuszeństwo, które do tych innych cnót prowadzi i na nich się opiera.

Dziecko powinno robić to, co mu nakazujemy, nie dlatego, że nam tak się podoba, lecz po prostu dlatego, że to, czego rodzice wymagają, jest dobre, rozumne, pożytecznie chwalebne.

Ażeby osiągnąć takie właśnie rozumne i do wszystkich cnót prowadzące posłuszeństwo, trzeba się trzymać sposobu bardzo prostego, a bardzo rzadko w wychowaniu stosowanego — m i a n o w i c i e :

Niczego nie zakazywać i nie nakazywać dziecku dorywczo, pod wpływem własnego kaprysu, złego lub dobrego humoru, dziś tak, a jutro inaczej, tylko stale żądać i bronić tego samego i tylko takich rze­

czy, których naprawdę dobro dziecka, i jego uczciwe wychowanie wymaga.

Każdy nasz zakas lub rozkaz powinien mieć jakąś głębszą racyę, i zgadzać się ze wszystkiem' poprzedniemi zakazami i rozkazami. Jeżeli bowiem dziś zabronimy tego, na co pozwalaliśmy wczoraj, jeżeli dziś śmiać się będziemy z tego, za co dsiecko wczoraj zostało ukarane, to nasze własne kaprysy i chwiejność wyrobią w dziecku kaprysy i samowolę- Przeciwnie, jeżeli dziecko będzie widziało, źe pe­

wne jego postępki stale są zabronione, ganione, ka­

rane, inne stale nakazywane i pochwalane, przywy­

knie uważać jedne za złe, inne za dobre, a w mia­

rę gdy dochodzić będzie do rozumn. pojmie, dla­

czego należy jednych unikać, a inne pełnić, nauczy się zawczasu odróżniać złe od dobrego i przez ule­

ganie woli rodziców, dojdzie do ulegania prawom uczciwości.

Takie posłuszeństwo przyjdzie mu bez poró­

wnania łatwiej gdyż przyzwyczajenie wdroży mu je zwolna tak, że z czasem powtarzanie zakazów i na­

kazów stanie się dlań zbytecznem.

Jakże często błądzimy w takich razach I Jakże często rozkazy i zakazy nasze są po prostn skutkiem chwilowego złego lub dobrego humoru! Jakże czę­

sto dzieci najsurowsze napomnienia otrzymują nie za najgorsze przewinienia, lecz za popełnienie, naj- niewinniejszych pomyłek w chwili pewnego rozdraż­

nienia rodziców! I czyż wtedy dziwić się można, źe dzieci bardzo surowo prowadzone i w najwięk­

szym rygorze trzymane, przez ten rygor i surowość niczego dobrego się nie nauczą?

Posłuszeństwo, o którem wspomniałem, posłu*

szeństwo stałym, przez rodziców narzuconym prze­

pisom, ma jeszcze i tę dobrą stronę, że nietylko dziecku łatwiej przychodzi, lecz, że wzmaga jego wiarę w rodziców i szacunek d la nich, że zam iast

słabnąć z wielkiem, wzmacnia się.

Często wymagamy od dziecka ślepej wiary w to, że co my robimy, jest dobre, że co ro z k a z u ­

jemy, jest słuszne, ale sami nie liczymy się ze sobą i nie zastanawiamy się nad tem, czy prawdą jest to, w co dziecku wierzyć każą ? Jeżeli dziecko w miarę lat i coraz większego zastanowienia zaczyna się przekonywać, źe żądania i życzenia nasze są coraz to inne, a przecież ta sama rzecz nie może być raz dobrą, raz złą, przestaje nam wierzyć.

(5)

45 Rozkazy nasze powinny więc być takie, by ro­

zum dziecka coraz większą w nich słuszność okry­

wał, im ono jest starsze i rozsądniejsze; nie o to chodzi, żeby się dziecku z każdego swego rozkazu tłómaczyć, ale o to, by ono samo sobie z czasem rozsądnie nasz rozkaz wytłómaczyć mogło i im bar­

dziej się nad słowami rodziców, zastanawia, nabie­

rało dla nich coraz więnszego szacunku.

Ażeby unikać tej sprzeczności ze sobą samym, dobrze jest trzymać się następujących zwyczajów:

1) Nigdy nie dopuszczać żadnych wyjątków;

czego nie wolno dziś tego nie wolno nigdy.

2) Zakazywać i rozkazywać mało: tylko wtedy, gdy koniecznie trzeba, gdy coś jest wyraźnie złem albo wyraźnie dobrem.

i) W tem, co nie jest ważnem i koniecznem, zostawiać dziecku jego własną wolę, a nie narzu­

cać swojej. Radzić dziecku można [zawsze, rozka­

zywać tylko wtedy, gdy zachodzi potrzeba.

4) Wreszcie częścaej nakazywać niż zakazy­

wać. Dziecku jest o wiele łatwiej posłuchać roz­

kazu, niż zakazu. Zakazując, mówimy dziecku za­

wsze o postępkach, których robić nie ma, a przez to samo zmuszatnj-, żeby o nich myślało, wciąż mu Je przypominając. Otóż jest bardzo tiudno me ulec Pf>kus'e zrobienia czegoś, o czem się ciągle myśli.

Natomiast nakazując, opisujemy mu te postępki,

“ tóre są pożądane i zwracamy na nie uwagę. Wła­

ściwie zdaje się, że wychodzi to na jedno, czy po­

wiem dziecku: »Nie oblewaj się przy jedzeniu*,

°Kr też.. »Uważaj, żebyś miał czystą, ładną sukienkę*,

*i\ie bij się z chłopcami*, czy też: *Baw się z nimi zgodnie i grzecznie*. Ale w pierwszym wypadku dziecko będzie myślało o biciu, w drugim o grzecznej . zabawie, a zawsze łatwiej spełni to, o czem myśli,

ą to niby drobne różnice, a jednak ważne.

Bardzo też często zdarza się, że karcimy dziec­

ko za złe, które wyrządziło nie z własnej winy, a po­

rażam y takim przewinieniom, które na razie żadnej widocznej nie przyniosły szkody. Naprzykład có­

reczka, chcąc matce pomoc w gospodarstwie, przy­

padkiem tłucze talerz lub filiżankę. Matka, zmar­

twiona szkodą, mści się na dziecku, którego jedyną Winą jest, że się ze swemi siłami nie obliczyło.

VY iakim razie dziecko ani na karę, ani na naganę n,e zasługuje; co najwyżej na przestrogę.

Słyszałam o rodzicach, którzy ze śmiechem pa­

trzyli, jak ich synek ślizgał się na lodzie, a wybili go, gdy się lód załamał. Cóż ma dziecko w takim razie myśleć o sprawiedliwośi rodziców i o ich roz­

sądku!* Jakżeż się ma od nich nauczyć sprawiedli­

wości i rozsądku'(

Ale jakkolwiek każda matka i każdy ojciec

*uoi się popisywać przed obcymi rozumem swego dziecka nawet wtedy, gdy dowody tego rozumu są J*k drobne, źe ich obcy wcale dostrzec nie mogą, każde z nich względem dziecka samego często tak Postępuje, jak gdyby to była rzecz martwa zupełnie, rozumu i zdolności myślenia pozbawiona, nie mo­

gąca wydać żadnego sądu o tem, co przy niem lub 2 niem robimy.

Tak jednak nie jest; dziecko w każdym wieku rn>’‘ li, czuje i rozumie, i to więcej niż nam wyjaśnić

^niie, a zatem znacznie więcej niż my sobie wyobra­

żamy. Możemy dziecku zabronić sądzić rodziców, a‘e tylko o tyle, że mu możemy zabronić o tem mówić. jednakże żadna powaga rodzicielska nie

^ a tej mocy, by dziecku zabronić myśleć, żadna też 1,9 *eg ° zmierzać nie powinna. To, co dziecko my- jest jego wyłączną własnością; my tego dowol­

nie zmieniać nie jesteśmy w stanie. Możemy tylko tak postępować, żeby dziecko o nas nic złego my­

śleć nie potrzebowało żeby jego sądy wypadały dla nas korzystnie, żeby ono przy każdej okoliczności z uczynków naszych przekonywało się, że jesteśmy dobrzy, rozsądni, sprawiedliwi. Mówić o tem nie przyda się na nic; nietylko w dziecko tego nie wmówimy, lecz jeszcze budzimy jego podejrze­

nie, że chcemy mu narzucić jakieś fałszywe prze­

konanie. -

Powinniśmy zatem tak ściśle liczyć się z na- szemi postę; kami, by dziecko z tych postępków właśnie nauczyło się nas szanować i nam wie­

rzyć.

Nie myślmy też, aby było tak łatwo oszukać dziecko, jak się napozór wydaje. Jest ono rzeczy- wiścię łatwowierne i niedoświadczone, i łatwo je wbłąd wprowadzić; jeżeli jednak choć raz się prze­

kona, źe było przez nas oszukane, już z nieufnością i podejrzliwością przyjmować będzie nasze słowa, nawet wtedy, gdy nam tego nie okaże; ale każde nasze zapewnienie będzie się starało sprawdzić na własną rękę.

To też nie powinniśmy się łudzić, aby nam się mogło udać przez czas dłuższy odgrywanie ko- medyi przed własnem dzieckiem, udawanie cnót i przymiotów, których nie posiadamy. Mogą się na nas pomylić obcy, ale dziecko rodzone zawsze nas pozna gruntownie, podpatrzy wszystkie nasze sła­

bostki i nie da się oszukać. Właściwie nawet zwy­

kle zdarza się tak, że dzieci lepiej znają swych ro-, dziców, niż rodzice swe dzieci, przynajmniej kiedy chodzi o te czynności, na które patrzą t j. w domo- wem życiu.

Dzieje się to dlatego, że dzieci od nas zależą do nas muszą się stosować, i leży to codziennie, na każdym kroku, w ich interesie, by odgadywać nasze myśli i nasze postępki przewidywać. Rodzice zwy­

kle takiem drabiazgowem podpatrywaniem i odga­

dywaniem natury dziecka nie zaprzątają sobie głowy, bo liczą na to, źe je w każdym razie wedle swej woli urobią, i nie zastanawiają się nad tem, co dziecko zrobi, gdyż sądzą, że wystarczy obmyślić, co mu zrobić każą. Stąd to właśnie pochodzi, że dzieci znają tak dobrze usposobienie swych rodzi­

ców, a skoro tylko przez jakiś fałszywy postępek zaszczepimy w dzieciach fałsz i obłudę, zwykle koń­

czy się na tem, że my dzieci oszukać wprawdzie nie możemy, lecz doskonale nauczymy je, jak mają nas oszukiwać.

Po prostu przez każdy fałsz wobec dziecka, uczymy je fałszu. Kujemy broń przeciw samym so­

bie i już nietylko utrudniamy, lecz wprost uniemożli­

wiamy sobie wychowanie. # ,

W tem miejscu należy mi wytłómaczyć, jak możemy zdobywać wiarę i ufność dziecka.

Ażeby posiadać wiarę i zaufanie swego dziec­

ka, na to niema innej rady, tylko trzeba na nie za­

sługiwać.

Przedewszystkiem nie należy nigdy kłamać.

Ani dla zabawki, ani dla przeprowadzenia pwej woli, ani dla uniknienia grymasów, nie należy dziec­

ku mówić nieprawdy, zwłaszcza zaś wtedy, gdy się do nas zwraca z pytaniem. Wobec dziecka tzeba zachować zawsze jak najściślejszą rzetelność.

(Ciąg dalszy nastąpi.)

(6)

W potu tuman, zawierucha . . . Mroźny wiatr dokoła dmucha l po łąkach i po lesie

Śnieżnych pyłów kłęby niesie . , . Na gałązce biedne, drżące, Siadły ptaszki, prosząc słońce:

•JuźeSmy od zimna skrzepły . . • Rzuć nam z nieba promień ciepły!*

Opuszczonych dwojej dzieci W polu ogień sobie n ieci. . . Płomień bucha, skrami pryska — One siadły u ogniska . . .

Siadły, tulą się do siebie, Niby dwa aniołki w niebie — l wiatr nawet się zlitował:

Małe buzie ucałował . . .

(7)

47

•Jan Św ierk:

„Urodzeni w niewoli.“

— Jakiem prawem chcecie mi dziecko zabrać, gdy mi tylko życia tyle i błysku tylko tyle, co w jego przyszłości?... Kto może dawać rozkazy tak srogie 1 barbarzyńskie ? Cz3rż owdowiałym żonom po boha­

terach nie zostawicie nawet dzieci drobnych?...

Pani Sierakowska tuli do siebie czteroletniego Zygmusia i ochraniając go rękoma, powtarza z silną skargą:

— Zabiliście mu ojca. Osierociliście go tak wcześnie, dość waszej opieki. On mój... to jedyne dziecko moje, nikt nie ma prawa go zabrać.

Lecz oficer ros3'jski z uśmiechem zadowolenia powiada:

— Wszystkie dzieci płci męskiej, wszyscy sy­

nowie, pozostali po powstańcach poległych w walce, muszą być zabrani przez rząd i wychowywani wedle naszego planu. W Polsce źle synów chowają . ..

w Polsce tylko na buntowszczyków kierują, n.y mu­

simy wziąć waszych synów pod naszą opiekę.

Straszny, okropny wyrok zabrania z domów synów po powstańcach roku 1831 pogrążył jeszcze w większą żałobę i tak nieszczęściami skołatane ro­

dziny nasze. Tak i pani Sierakowska za waleczną śmierć męża swego w bitwie pod Latyczowem, musi oddać Zygmusia, bo mógłby wyróść na niebezpie- cznego dla Moskwy Polaka...

Nieszczęśliwa matka!...

Na myśl o tem w pół umiera, a równocześnie odczuwa w sobie jakąś siłę bohaterską, odwagę nie- ugiętą i unosząc na ręku chłopaka, wola jeszcze ra z :

— W niewoli urodzony, ale wolnym będzie...

Nie wy mu duszę będziecie upadlali swrojem wycho­

waniem, ale on wam powie, iżeście niewolnikami niezdolnymi wyróść na wolnych!...

Cały dobytek poszedł na opłacenie tej drogi, którą się wysłanników moskiewskizh wyprowadza 2 domu...

Zygm uś urasta w domu, wdowa po powstańcu

* roku 1831 wychowuje go tą metodą, która urodzo­

nych wT niewoli umie czynić wolnymi w duchu.

I nie źle go wychowała.

W serce je g o wpiła wieczne pragnienie szczę­

ścia dla Ojczyzny. Myśl jego wyniosła wyżej nad ukochanie złota, chrestów i protekcji carskiej- Duszę Jego uczyniła nieugiętą przed wielkością »Wielkiej Rosyic... wjęC gdy nadszedł rok 1863, gdy w dniu a3 stycznia zadzwoniło wielkie serce dzwonu wołają­

cego do walki na wolność — Sierakowski, jak ptak, zleciał na Żmudź, oddział sformował i począł walczyć...

W połowie maja, Wilno zranione bolesną wieścią.

tan y!— Sierakowski ranny!. . • S ie ra k o w s k i schwy- Od domu do domu, od okna do okna, od ust do ust wieść ta rzucała się jak skra piorunowa, jak strzała zatruta, jak dzwonu pogrzebowego jęk...

Aż wpiła się ostrzem miecza w serce młodej żony Zygmunta.

— O Polsko!... — z jękiem rozpaczy zawołała nieszczęsna kobieta. — Zabierasz mi wszystko, co m ia ła m .o b y ś tylko była szazęśliwal Oby tylk# ten

syn jego, który ma wkrótce świat ten powitać, nie był urodzonym w niewoli, okutym w powiciu!...

---- ---- —_ --- - —— ---- ---- ---- —-» ---- ----

Wiozą go rannego.

Leży na wozie słomą usłanym, kość pacierzowa przebita kulą — gorączka pali czoło, oczy mgła zasnuwa.

Nie wie, iż wjeżdża, do Wilna, że naprzeciw niego idą tłumy mieszkańców, że na wóz jego rzu­

cają kobiety wieńce kwiatów wiosennych, źe i żona jego, blada, zmieniona niema, naprzeciw wyszła, a ujrzawszy go, pada zemdlona na bruk pod kopyta kozackich koni...

Nie wie, gdy w ciasnem, wilgotnem więzieniu długo leży, i Murawiew wyrok powieszenia pisze, iż żona wszystkich dróg szuka, wszystkich próśb używa, wlecze się sama do Murawiewa, ażeby wyjednać życie dla niego, a całe grono pań wnosi podanie do carowej, aby litość swą ukazała... lecz wszystko daremnie.

Nie wie, iż śmierć już rozpina sępie swe skrzy­

dła na szubienicy w Wilnie i on, .urodzony w nie­

woli*, dopiero poza brzegiem mogiły wolnym będzie...

nieszczęsny niewolnik.

Dnia 26 czerwca Murawiew w wielkiej swej łasce pozwolił żonie odwiedzić i pożegnać skazańca.

Na kwadrans wpuszczono ją do celi, gdzie on leży.

Na drugi dzień wieziono go pod szubienicę, a na rusztowanie wynieśli go żołnierze na rękach, ponieważ ni<-; miał tyle siły, ażeby mógł usiąść...

Zginął! .

Cały dzień ciało jego na szubienicy wisiało, cały dzień dzwony Wilna jęczały głuchem, strasznem łkaniem żałoby, cały dzień żona jego tuliła się do tego słupa, po którym sączyły się krople dżdżu pła­

czącego nieba...

Na drugi dzień przyszli sałdaci i wiodą wdowę do Murawiewa.

■— Pojedziesz stąd!... W Petersburgu będą ciebie strzegli... jak się urodzi syn — będzie nasz.

— Jakto?... więc już wyrok wydany na dziecko, które jeszcze na świat nie przyszło ?... Więc na syny bohaterów piszecie sądy potępienia wtedy, gdy one jeszcze do synów ziemi się nie liczą?

_ p0 takim buntowniku dziecko musi być ostrożnie chowane. My go już wyuczymy jak

należy... on nasz będzie... •

I powiedli Sierakowską gdzieś w głąb Rosyi i z wyrokiem na syna czekali, kiedy go porwać będą mogli, kiedy go poczną truć jadem piekielne] nauki, zabijać w nim ducha i czynić służalca...

A matka w łzach i modłach o to tylko blaga a Stwórcę świata, ażeby jej syna nie dawał.

YVyrok Murawiewa został niewykonany. Na świat przyszło wątłe, chore dziecię i w godzin kilka

umarło... . . .

Tak w niewoli urodzeni, przekazują dzieciom swoim wyroki potępienia przez wrogów kreślone j tak z męczeniem niewinnych ofiar rodzi się owa potęga życia narodu, który bezustannie mordowany zmartwychwstaje na nowo, ciągle zabijany żyć umie i żyć będzie!...

Ale rodzonych w niewoli trzeba wychowywać hasłem wiary i nadziei wolności.

(8)

48

Ptaszyna Matki Boskiej.

L e g e n d a .

Gdy pierwszy rodzic dziką kopał ziemię i wzniósł nad nią czoło w ciężkiej pracy, smutno mu bvło...

Smutno z myślą w duszy o utraconym raju i o grzechu. Ziemia mu była niechętną i twardą, słońce na niego patrzało z ukosa, i zachmurzone wisiały niebiosa nad jego głową, i w głuchej pustyni nikt się do niego nie odzywał wcale.

Zwierz go unikał nawet w leśnej głuszy, Kto raj utracił, — piekło nosi w duszy...

Raz do oracza na jałowej ziemi zeszedł Bóg jego przyglądać się pracy, a Adam dumał z oczyma smu- tnemi i w ziemię patrzał, jak w niemego wroga, że w zamyśleniu nie dostrzegł był Boga.

Stwórca zaś przed nim stanął i zapytał:

— I jakie ci się powodzi Adamie?...

A on się ocknął i odrzekł:

Źle, Fanie! ciężko mi dźwigać Twoją karę sro g ą; nie mam przy pracy ze sobą nikogo!...

i westchnął przytem żałośnie, głęboko, że mi­

łosierny Bóg nań zwrócił oko; wziął grudkę ziemi, śmignął nią do góry, — a z grudki ptaszek wzleeial szaropióry i zatrzepotał skrzydełkami w górze i za­

czął śpiewać nad Adama głową.

I odtąd w każdy pracowity dzionek witał go piosnką wesołą skowronek i latał nad nim, pod niebo się wspinał i miłosierdzie Boże przypominał; więc się już Adam tak nie smucił więcej, bo miał otuchę w piosence ptaszęeej.

A szare ptaszę Bożą służką było i ludziom pieśni o niebie nuciło...

Zaś kiedy Jezus Pan chodził po świecie i prawdy uczył ludzi w Nazarecie i swą naukę zbawicielską głosił, skowronek Matce stęsknionej od syna codzien­

nie wieści do chaty przynosił, by spokój miała Jej dusza matczyna.

Kiedy samotna płakałą w swym smutku, on ją piosenką pocieszał w ogródku i przed Chrystusa do domu p >wrotem co tchu przylatał, by oznajmić 0 tern, że nauczania dziś skończona praca, i ćwierkał:

— Matko, łzy otrzyj!... Syn wraca!...

A na Golgocie, gdy świat struchlał cały, ie Bóg na krzyżu kona umęczony, do świętej skroni wzniósł się ptaszek mały, by odjąć kolec z ciernio­

wej korony i chociaż tyle ulżyć Pańskiej męce, aby krwi kroplę mniej Chrystus uronił.

W zleciał nad krzyżem i krążył w błękicie 1 smutną piosnkę nad Golgotą dzwonił, że Bóg za ludzkość oddał swoje życie...

Płakało ptaszę nad Chrystusa głową, ie dźwigać musi koror.ę cierniową i ie za prawdy słowo — ludzkie dłonie kolcami Jego uwieńczyły skronie.

* * *

Boga-Rodzica, maluczkich patronka, wzięła do nieba świadka swojej troski.

U stóp je j tronu miejsce dla skowronka, i jest śpiewakiem odtąd Matki Boskiej.

Ona swojego wiernego pieśniarza trzyma w opiece i łaską obdarza, a kto ptaszynie Jej krzywdę wyrządzi tego Bóg karze i surowo sądzi.

Sama Przeczysta jego gniazda strzeże i od na­

paści własną chroni dłonią, pod swój błękitny płaszcz

skowronka bierze, pod płaszcz, gwiazdami świecący jasnemi, i gniazdko jego nakrywa przy ziemi.

Przy tronie Panny co wieczór i rano na »Anioł Pański* ptaszę pieśni śpiewa; a chociaż dzwony ziem­

skie bić przestaną, on w swoją piosnkę całą duszę wiewa, i w tym śpiewaczym tak tonie zachwycie, jak gdyby pieśnią tylko było życie.

A Matka Boska z zadumą na twarzy słucha śpiewaka swojego i marzy...

Śpiewaj, ptaszyno, śpiewaj Jej o ziemi, którą do pracy budzisz tony swymi, i o oraczach, co w tę rolę czarną w znoju i trudzie zasiewają ziarno, ser­

decznym głosem nucąc pieśń poranną.

Błogosławionaś o Maryo Panno!...

Maryan Gaivaleivtcz.

S Z A R A D A .

Wprost to imię książęcia Smoleńskiego

Wspak — są bronią zwierzęcia Domowego.

Za dobre rozwiązanie wyznaczona nagroda.

Rozwiązanie szarady z nr. 5-go:

Dąb jest piękne drzewo w świecie Rów zaś w którem woda ciecze, Nazwa znowu zgłoski ku

Całość będzie Dąbrówka >

Która Polski księżną była 1 wiarę świętą w niej krzewiła.

Franciszek Kołodziejczyk z Szarleja.

Znane przecież każdemu to szacowane drze- fwo będzie, Skoro spojrzy na Dąb co rodzi żołędzie,

Znów w polu znajdziesz rów gdzie woda płynie A gdy na końcu dodasz zgłoskę ku

Będzie księżna i królowa Dąbrówka Co w całej Polsce jej sława słynie.

Ja n Szulc z P a n a m a - Dobre rozwiązanie nadesłali jeszcze: pp. Paulina Steffek z Ornontowic, Terasa Polok z Siemianowic, L. Fitz z Rożdzina, Wh.centy Cyrulik Górnik z Ko-

•zutki, Fr. Klimek z ł.ony, Paweł Słomiany z No- wejwsi, Jan Kamiński z Świętochłowic, Jan Krzątała z Bykowiny, i Tomasz Mieliczek z Kochłowic, Syl­

wester Kryska ł Wałczu, Wilhelm Janota z Wesoła, Franciszek Bujakowski z Pawłowa, Franciszek Wąs z Laurahuty, Józef Lakota z Studzienki, p. Jad. Badura z Roździenia. pp. Jan Kania z Zawodzia, Królik z Z a ­ wodzia, Franciszek Porada z Lipin, Emanuel Zmie- szkał z Siemianowic, Teodor Miłota z Bieńkowie, Filip Rocznik z Zahorza B, Anton Madznik z Sie­

mian łwic p. Agnieszka Kopp z St. Zabrza.

*

Nagrody otrzymali: p. Agnieszką Knopp i pp.

Franciszek Porada, Antoni Machnik.

Nakładem i czcionkami »Górnoślązaka*, spółki wydawniczej z ograniczoną odpowiedzialnością w Katowicach.

K*dukt*r •dpowiedzialny: A n t # n i Wo l s k i w Kal*wi««#k

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :