Rodzina Chrześciańska, 1904, R. 3, nr 19

Pełen tekst

(1)

Rodzina chrześciańska

Pisemko poświęcone sprawom religijnym, nauce i zabawie.

Wychodzi raz na iydzień

v

JYisdzielę.

Bezpłatny dodatek do „Górnoślązaka" i „Straży nad Odrą“.

Na Niedzielę szóstą po W ielkiejnocy,

Ewangelia u Jana świętego

w Rozdziale X V .

Onego czasu: Rzekł Jezus Uczniom swoim: »Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego j a wam poślę od Ojca, Ducha Prawdy, który od Ojca pochodzi, On o mnie świadectwo dawać będzie, i wy świadectwo dawać będziecie, bo zemną od początku jesteście. Tom wam powiedział, abyście się me gorszyli. W yłączą was z bóżnic: ale idzie godzina, że wrszelki, który was zabija, mniemać będzie, że czyni posługę Bogu.

A to wam uczynią, iż nieznają Ojca, ani Mnie. Ałem to wam powiedział, abyście, gd y godzina przyjdzie, wspomnieli na to, żem j a wam powiedział.*

Matka Boska Pocieszenia.

Powieść historyczna z X VI-go wieku.

<£■

(Dokończenie.)

Ksiądz proboszcz zajął się pogrzebem — pana i sługi i złożono ich obu w grobach Isacchich; ród wygasł bezpotomnie z osobą Don Alfonsa.

Sołtys spoglądał na wszystko ciekawie i powta­

rzał co chw ila:

— Ja się tego domyślałem, biedna pani, nie by­

łaby tu przesiadywała tyle lat, gdyby sprawiedliwość miała dość długie ręce, by dosięgnąć tych wielkich zbrodniarzy; ale za pierwsze kroki moje na tej dro­

dze zostałem do połowy zabity, z obietnicą — po­

wtórzenia, jeśli nie przestanę poszukiwań. — Cóż było robić ? Musiałem uledz.

Lud prosty cieszył się, śmiano się, rozmawiano wesoło.

— No teraz już nas nikt gnębić nie będzie; za­

bity Niedźwiedź z Barzago — nie będą nas okia- dać i katować; będziemy tera z poddanymi papieża, a z wszechwładnymi baronami koniec.

Dzień się miał ku schyłkowi, gdy nakoniec Sirtori z matką i żoną opuścili zamek. Dla pań przygotowano lektyki, a Aleksander towarzyszył im na koniu.

Właśnie była to wngilia Narodzenia Najświętszej Panny; kraj piękny, bujna roślinność, wysokie k a ­ sztany okryte dojrzewającym owocem, winnice,

nęcące już prawie dojrzałemi gronami, ruch, wesołość napływających ze wszech stron ciekawych tłumów, dawały obraz pełen wdzięku i rozmaitości.

Droga prowadziła około ubogiej gospody, gdzie rano odbyła się scena z sokołem. Przed sienią stał w świątecznych szatach ojciec Cypryana, zaszedł drogę Sirtoriemu i, chyląc się nizko, powiedział:

— Panie! dziś rano złożono u mnie zwierzynę, kazano przygotować ucztę i wina, a wszystko to oczekuje rozkazów jaśnie wielmożnego państwa, pro­

szę, jeśli łaska, w moje ubogie progi — a podam wino takie, źe i zamkowe piwnice lepszem się nie poszczycą !

Cała rodzina błagalnym wzrokiem zapraszała Sirtoriego.

Aleksander skłonił się uprzejmie.

— Dziękuję wam, zacni ludzie, ale najprzód godzi nam się pomodlić — zanieście więc w tamtę stronę przygotowaną ucztę — a może znajdzie się jeszcze ktokolwiek, kto z uczty tej będzie mógł naj­

lepiej skoizystać.

Niedługo przybył orszak na miejsce.

Ksiądz proboszcz poświęcił na nowo spiofano- waną gwałtem i krwi rozlewem kapliczkę. Panie, a obok nich Brygida, poklękały i pobożnie odma­

wiały psalmy, 'które głośno czytała pani Emilia, lud cały powtarzał również słowa modlitwy, patrząc ze zdziwieniem na bladą, siwą, pochyloną kobietę która wydawała im się zjawiskiem z drugiego świata.

W około kaplicy, potworzyły się liczne g ru p y ; najwięcej słychać było głos Cypryana, który opowiadał cały wypadek jako najlepiej świadomy rzeczy.

Proboszcz i sołtys, obaj rozmawiali o tem, źe byłoby nieźle, gdyby na tem miejscu stanął kościół ns cześć Matki Boskiej Łaskawej — właśnie cho­

dziło o to, z jakich funduszów moinaby kościół ten postawić, gdy w tem stanęła przy nich matka Sir­

toriego, odzywając się:

— Tutaj, na wieczną pamiątkę doznanej łaski, pragnęłabym postawić kościół; zdaje mi się, że ksiądz proboszcz i ty zacny sołtysie, zechcecie mi w tem dopomódz. Ja dam fundusz potrzebny, sołtys robo­

tników pilnować będzie, a ksiądz proboszcz zajmie się wyborem duchownego.

Sołtys skłonił się aż do stóp szlachetnej damy, nierozumiałe bełkocąc wyrazy.

Hrabina znużona usiadła pod rozłożystym ka­

sztanem, syn, synowa, ksiądz siedli obok niej, była milcząca, osłabiona.

Cypryan i Brygida usługiwali państwu, znosząc półmiski i nalewając wina.

(2)

i ą 6

Sirtori życzył sobie, ab y lud cały korzystał z tej uczty, biorąc udział w jego la d o ś c i — to też wszę­

dzie panowała wesołość, swoboda.

Za nadejściem nocy wieśniacy porozchodzili j|

się do swych domów, a państwo Sirtori wrócili do zamku.

Niedługo rozniosła się wieść o pojedynku i o śmierci Isacchiego, odnalezionej w więzieniu hra­

binie, i długi czas w Medyolanie nie mówiono o ni­

czem innem. Ale jakkolwiek rozmaite o tym wy­

padku krążyły wieści, wszyscy zgadzali się na cześć dla młodego Aleksandra, jako człowieka co walczył w dobrej sprawie.

Sądy także odnowiły sprawę I.sacchiegó, ale widząc, że za wiele było pokrzywdzonych, którym trzeba byłoby przyznać wynagrodzenie, a skarbiec państwa, zawsze potrzebujący zasiłku, wziął był już w opiekę swoją

spadek po Isac- chim ; wszystko więc poszło do archiwów i spo­

czywałoby tam do dziś dnia, gdyby nie cie­

kawość aiclieo- logów, co je odgrzebali z wie­

loma innymi d o ­ kumentami.

W rok pó­

źniej na miejscu dawnej kapli­

czki, stal piękny murowany ko­

ściół ; w wielkim ołtarzu umiesz­

czono obiaz N aj­

świętszej Maryi Panny Ł a sk a ­ wej, co zdobił kapliczkę, a ja - ko pierwsze wo­

tum, zawieszono

tu na złotym łańcuszku medalik, któiy do śmierci , nosił na szyi Don Alfons. Medalik ten pozostał tam aż do owej chwili, gdy Francuzi kazali sobie opłacać daną pomoc Włochom, złotem zabranem z kości* łów.

Dzień był piękny, jesienny.

Z zamku Sirtorich wyruszył orszak, stara hra­

bina z synem i synową, otoczeni dworem, śpieszyli na poświęcenie kościoła Matki Boskiej Łaskawej i na pierwsze nabożeństwo, jakie w nim miało być od­

prawione.

Zaledwie damy opuściły lektykę, podbiegła do nich Bryyida. j ry -

Śliczna dziewczyna była bardzo przystojna. Błę­

kitna spódniczka, zdobna haftem i galonami biały muślinowy fartuszek z wstążkami i koronkami, gor- secik aksamitny na cieńkiej białej 7 szerokimi rę­

kawami koszuli, czarne błyszczące warkocze, upięte srebrnemi szpilkami, w uszach duże złote kolczyki, pełno wstążek i korali na szyi.

Pani Sirtori uśmiechnęła się dobrotliwie.

— Czy trafiamy na twoje wesele, Brygisiu ? Dziewczyna zarumieniona jak wiśnia, nieśmiało podała kornecik z cukierkami.

— Pani raczy być na mojem weselu, ślub mój po mszy.

— Naturalnie, będziemy — odrzekła spojrzawszy na męża — a gdzie narzeczony?

Cypryan stał tui obok kłaniając się nisko i po­

ciągnął za sobą młodego, przystojnego wieśniaka, w stroju również starannym, jak Brygida, w którym jaskrawe przemagały kolory.

— Winszujemy, winszujemy, życzymy szczęścia młodej parze — mówili państwo Sirtori. — Któż jest ten młodzieniec?

— To ogrodnik z zamku,foddawna się już oni kochali, a ja tylko co za drogo nie przypłaciłem za obronę szczepu winnego Brygidy — czy państwo pa- miętają? zeszłej jesieni? Ale co tam, wszystko to już minęło, szczep wydał owoce, a grono słu sz n ie

się państwu należy.

I podał w koszyku wysłanym liśćmi, prześli­

czne winogrona.

Chętnie przy­

jęto podarek, dziękującuprzej- mie, pani Sirto­

ri wyjęła z wło­

sów piękne zło­

te szpilki, -—

Aleksander od­

jął od swego ka­

ftana kilka gu­

zików — stara hrabina zdjęła bransoletkę ko­

sztowną — wszy­

stko to oddano Brygidzie lako podai ek ślubny.

Taki był zwy­

czaj obdarzania w tamtych wie­

kach ; podarek choć najbai dziej kosztowny, to przedstawiał się raczej jako przy­

jacielska pamią­

tka, a nie jako wartość nominalna.

Wtem uderzyły dzwony; wszyscy podążyli do kościoła. Muzyka, śpiewy, kazanie, wszystko poru­

szało serca ludzi prostych wiary żywej i głębokiej.

Przed kościołem w la^ku, z rozporządzenia Sir­

toriego ustawiono stoły, gdzie jadło i napoje rozda­

wano obficie.

Młoda para, połączona ślubem dozgonnym, krą­

żyła wśród grup rozlicznych; a wszędzie mówiono 0 wypadkach rok temu zaszłych, o litościwej hrabi­

nie, która szerzyła w około siebie dobrodziejstwa 1 nigdy nie odprawiała bez jałmużny, rady i pociechy nieszczęśliwych, którzy się do niej udawali.

Pierwszy to był odpust w kościele Pocieszenia Najśw. Maryi Panny w Barzago.

* * *

Wiele lat, wiele wieków ubiegło już od owej chwili, w jeden proch zmięszały się zwłoki panów i wasali; wiele zmian przeszło, ludzie, rządy, pano­

wania, jedno ustępując drugiemu, poszło w krainę zapomnienia.

I nadszedł nareszcie wiek niewiary, wiek ro­

zumu i postępu.

(*

S io s tr y m iło sie rd z ia i le k a rz e ja d ą na p lac w o jn y . (O pisnastr. j 51)

(3)

A kościołek Najświętszej Maryi Panny Łaskawej w Barzago stoi samotny i cich y; ale., rzecz dziwna, ósmego września każdego roku, ze wszech stron C13gną liczne rzesze z okolicy,S pustka napełnia się różnobarwnym tłumem, odpust jest nad/wyczaj licznie odwiedzany,

K O N I E C.

Kwiat pamięci.

Widzisz ten kwiatek w skromnej ozdobie?

To niezabudka, to kwiat pamięci, Komu go wieczna czułość poświęci, Ten jej dochowa i w grobie.

On to z pod trawki wyjrzawszy skromnie, Kiedy ci po mnie czas łzy osuszy, Zawoła głosem znanym twej duszy:

Pamiętaj o mnie!

Gdy serce twoje w dotkliwej próbie Długą ufnością zbyt się wysili, On to ci powie, że w każdej chw ili:

Pomnę o tobie!

Tak więc stateczność chowaj niezłomnie, Bo szczęście wiary przeżyć nie zdoła, Ujrzysz ten kwiatek, a on zawoła :

Pamiętaj o mnie!

Westchniesz, pomyślisz, zerwiesz go sobie, Zbliżysz do serca, a on powtórzy,

Że wśród niestatku losów i burzy Pomnę o tobie!

Znów przed twą myślą stanę przytomnie, Zabłyśnie w oczach łezka perłowa, 1 z głębi duszy ozwą się sło w a:

Pamiętaj o mnie!

Pamiętaj o mnie! choć legnę w grobie, I nad mym gtobem kwiatek ten będzie.

Świadcząc, że zawsze, zawsze i wszędz.e Pomnę o tobie!

Maurycy Jokaj.

Naród węgierski po bitwie pod Mohaczem w r, 1529 stracił swą samodzielność i jęczał w niewoli najpierw tureckiej, a później dostał się pod pano­

wanie Niemców austryackich, pod którymi im się też nienajlepiej powodziło.

W 1848 roku, tak zwanej wiośnie narodów europejskich, i naród węgierski się pizebudził. Po­

wstaniem swem zbrojnem Węgrzy wywalczyli sobie niezależność polityczną i jakkolwiek królestwo wę­

gierskie jest dziś politycznie połączone z cesarstwem austryackiem, jest to tylko połączenie zewnętrzne, to znaczy królestwo węgierskie idzie z Austryą ręka w rękę, jeśli chodzi o stosunek obu tych państw do innych mocarstw; na wewnątrz jednak Węgry są zupełnie niezależne. Węgrzy nie mają cesarza, jak Austiyacy, tylko króla. Jest nim każdorazowy cesarz austryacki. Biada temu, ktoby Węgrowi powiedział:

Wasz cesarz! Z oburzeniem odpowiedziałby mu W ęgier: My nie marny cesarza, lecz króla. Nas cesarz austryacki nic nie obchodzi.

I rzeczywiście naród węgierski jest dumny z tego, że sobie wywalczył wolność i niezawisłość i że

ma swój własny rząd narodowy. Stało się to, jak już nadmieniliśmy, po 1848 r. Jednym zaś z boha­

terów, którzy wywalczyli narodowi węgierskiemu wol­

ność, był Maurycy Jokaj, który zmarł 5-go maja b. r.

Słuchajmy, co o nim pisze lwowskie »Sluwo Polskie*.

Narody które »stają się* znamionują się tem, że w tak ważnej chwili, która jest obudzeniem się ich świadomości i początkiem nagłego przypływu ich żywności, mają ludzi, co są dla nich wszystkiem:

odznaczają się i pracują na różnych polach pracy narodowej, jaknigdy niewygasłe wulkany buchają na zewnątrz masami sił żywotnych, a może bardziej niźli przez swoje dzieła zasługują się swojemu narodowi jako owe zbiorniki niejako niewyczerpanej energii, jako porywający przykład dla innych.

Z i ego stanowiska trzeba oceniać zmarłego znakomitego powieściopisarza węgierskiego Maury­

cego Jokaja. Adwokat, powieściopisarz, redaktor polityczny, spiskowiec, dramaturg, wydawca pism humorystycznych, puważnydziennikai z publicystyczny, poeta liryczny, polityk 1 poseł sejmowy oto zaledwie niektóre tytuły Jokaja do zapisania swego nazwiska na jednem z naczelnych miejsc w księdze zasłużonych . | około narodu węgierskiego.

Ten naród w chwili, kiedy Jokaj w połowie jl zeszłego stulecia wstępował w szranki publiczne dopiero niejako »się stawał* sam w sobie po wieko­

wym śnie i duchowym upadku. Chwilę tę zobrazował doskonale sam Jokaj w jednym z najświetniejszych swoich romansów »Poruszymy z posad ziemię«.

Któryś z bohaterów tej powieści na początku jej zwiedza bibliotekę magnata, widzi w niej działy rozmaite: niemiecki, francuski i t. d., pyta wreszcie, gdzie są W ęgry? W odpowiedzi wskazują mu maią szafkę z dawnemi łacińskiemi książkami i z napisem sHungaria . W końcu zaś tej samej powieści życie narodowe i literackie kipi całą siłą, stosy książek węgierskich są w obiegu, publiczność w teatrach entu- zyazmuje się sztukami węgierskierni.

Taką powieścią było życie Jokaja: na początku jego jeszcze była tylko »Hungaria< u jego trumny staną wdzięczne już »Węgry«, narodowość silna, umiejąca dbać o lo^y swoje i zdolna nawet zaważyć poważnie na losach innych narodow.

Urodzony w r. 1825 w Komornie, jako syn adwokata, Maurycy Jokaj, gdy jako 79 letni starzec schodził do grobu mógł z dumą spoglądać poza siebie i na owe około 300 tomów dzieł 1 na kole­

żeństwo zarówno duchowe, jak narodowo-rewolucj^jne z poetą Petófmi w roku 1849, mógł się poszczycić, że wolność prasy i t. zw. »I2 punktów reformy polity­

cznej* to on wywalczył na czele młodzieży, że zgro­

madzenie narodowe dawało mu się porywać, jako mówcy, że tułał się i był wygnańcem, że był wię­

źniem i stawi'.ny pod nadzór policyjny >rewolu- cyonistą«, że po chwilach walki, kiedy naród wę­

gierski zabrał się d j ekonomicznej pracy, on nie spoczął i puszczał w świat • książkę za książką, dzie­

siątki i setki tomów, rozpraw, poezyj, a przedewszysr- kiern powieści.

Dla Europ}7 w powieściach Jokaja pozostawała najczęściej jako ponęta szata zewnętrzna sensacyjności, dla Węgrów było w nich coś więce): masa uczucia patryotycznego, uświadamianie się narodowe zobra­

zowanie ważnych i doniosłych chwil ich przeszłości lub ich najświeższego odrodzenia.

Każdy, kto czytał jego liczne tłumaczone na język polski powieści, jak np. »Poruszymy z posad ziemię*, »Złote czasy Siedmiogrodu*, »Moje, twoje, jego*, >Czarne dyamenty*, »Złoty człowiek*, »Ko-

(4)

148

bieta z morskiemi oczyma*, ^Człowiek okamiennem ||

sercu* i tyle innych, niepodobna, aby dowiedziawszy się o śmierci Jokaja, nie wspomniał o nim z uczuciem szczerej wdzięczności za kilka chwil, spędzonych nad jego książkami.

Wdzięczność narodu węgierskiego kształtuje się dla zmarłych naturalnie znacznie silniej i potężniej, obejmuje całe jego życie i wszystkie pola jego dzia­

łalności, bo naród węgierski, odprowadzając z wielką uroczystością i okazałością do grobu zwłoki lokaja, oddaje równocześnie cześć sobie samemu, swej sile wewnętrznej, swemu bezprzykładnemu, bo olbrzymie­

mu przez swą siłę i szybkość odrodzeniu.

Wystawa w St. Louis.

Wystawa powszechna w St. Louis (czytaj Sęd Lui) zostałą nareszcie otwartą, o rok później, jak pierwotnie zamierzano. Jest to trzeci turniej wszech­

światowy w Stanach Zjednoczonych dla uczczenia jubileuszu wybitnego wydarzenia historycznego. W y­

stawa w Filadelfii w r. 1876 odbyła się na pamiątkę setnej rocznicy niepodległości kraju, a wystawa w Chicago w roku 1892 uświetniła obchód 4C0-setneg0 jubileuszu odkrycia Ameryki przez Kolumba. Trze­

cia wystawa obecna jest uczczeniem setnej rocznicy zakupu i objęcia w posiadanie wielkiego, znanego pod nazwą Luizyany obszaru.

Ze stanowiska historycznego jest to wydarzenie w kronikach dziejowych jedyne. Olbrzymi, obejmu­

jący milion mil kwadrat, (ang.) obszar zmieniał w po­

lityce europejskiej ustawicznie właścicieli: raz nale- j |

żał do Hiszpanii, to znów do Francyi lub też bywał przedmiotem sporu. Rok jeden tylko, zanim ją Na­

poleon sprzedał Stanom Zjednoczonym, ziemia ta była własnością Hiszpanii, tak, że ówcześni mie­

szkańcy St Louis w ciągu 2 lat byli pod panowaniem 3 różnych sztandarów. Wiodąc zawziętą wojnę z A n­

glią, przewidując możliwe walki z resztą Europy, N a­

poleon uważał za stosowne pozbyć się odległego obszaru, którego w razie napadu obronić nie byłby w możności; przewidywał również, że mógłoy się wplątać w zatarg ze Stanami Zjednoczonemi, z po­

wodu korzystania z prawa wolnej żeglugi po rzecze Mississippi. Sprzedając Luizy'anę Unii amerykańskiej, Napoleon dał jej możność rozwinięcia się do tej ol­

brzymiej potęgi, jaką dziś przedstawia.

Luizyana bowiem zajmowała przestrzeń większą, niż całe Stany Zjednoczone w początkach ubiegłego stulecia i powstały z niej Stany: Luizyana, Arkansas, Colorado, Jova, Kanzas, Minnesota, Missouri, Montana, Nebraska, Dakota półn., Dakota połud. i Wyoming, oraz terytoryum Oklahoma i terytorym indyjskie. L u ­ dność Stanów tych wynosi obecnie 15 milionów dusz i wzrasta z roku na rok w sposób zdumiewający.

Dla uczczenia wystawą powszechną jubileuszu tak ważnego w dziejach Unii północno-amerykańskiej wydarzenia, przedsięwzięto przygotowania na wielką skalę. Kongres uznał znaczenie uroczystości dla ca­

łego kraju, a ludność dawnego obszaru Luizyany z ca­

łym zapałem zabrała się do dzieła Faktyczne kiero­

wnictwo spraw wystawowych spoczęło w rękach wła­

dzy miejscowej utworzonej w tym celu pod nazwą Lousiana Purchase Exposition Company. Zarząd składa się z 93 poważnych obywateli miasta St. Louis, oraz doliny Mississippi i Missouri, na czele zaś stoi gubernator pan Dawid R. Francis, który zajmował stanowisko sekretarza ministeryum spraw wewnę­

trznych w gabinecie prezydenta Clevelanda, p o d c z a s

drugiego okresu jego urzędowania.

Towarzystwo wystawowe zebrało drogą sk ła d e k

prywatnych 5 mil. doi., drugie 5 m il. ofiarowało mia­

sto St. Louis, rząd związkowy oprócz subwencyi w

sumie 5 m il. uchwalił jeszcze 1300CC© na z o b ra z o w a ­

nie przyrodzonych źródeł pomocniczych, oraz histo­

rycznego, politycynego i naukowego rozwoju k raju .

Stan Missouri ofiarował do rozporządzenia milion doi.,

dwadzieścia innych Stanów uchwaliły znaczniejsze su­

my na swoją reprezentacyę. Ogólny fundusz wynosi

2 5 mil. doi. Warunki finansowego tego p rz e d się ­

wzięcia wystawowe są zatem świetne, ro z p o rzą d z a

ono bo­

wiem fun­

duszem 3 razy wię­

kszym, niż kiedy­

kolwiek na cel po­

dobny ze­

brano.

Plac wy- - stawowy zajmuje część tak

zwaną

»Forest- Park«, obszaru

zalesio­

nego na prze­

strzeni 1200 akr (480 hek­

tarów lub 1520 ju- trzyn) w

zacho­

dniej dzielnicy ■

miasta.

Nadto od-

dzema władzy wystawo­

wej ogro­

dy uni­

wersytetu Waszyng­

tona, zaj­

mujące 110 akrów wraz ze świeżo wzniesio­

nymi wspania- łymi gma­

chami. W zamian niektóre z

b u d o w li

wystawo­

wych, 11 a gruncie uniwersy­

teckim wzniesio­

nych, przejdą następnie na wła­

sność uni­

wersytetu.

dano do K sią ż ę a lb a ń sk i Opisna str. 151. Główne

rozporzą- gmachy

wystawowe zajęły 200 akrów (80 hekt.) przestrzeni.

Plac wystawowy stanowi miasto samo w sobie, a nie trudno się domyśleć, że władze zastósowały wszelkie środki komunikacyjne najnowszego typu, by ułatwić połączenie z miastem i ruch między głównymi gma­

chami wystawy.

Podobnie, jak pod względem finansowym, tak też wspaniałością i rozmiarami gmachów wystawa luizyańska zaćmi wszystkie dotychczasowe. Jednym z najwspanialszych jest pałac sztuki, który zajmuje przestrzeń 830 st., a zbudowanym został kosztem 1 miliona dolarów (1 dolar — 4,25 mk.). Dwie wiel­

kie budowle wystawiono dla przemysłu i rzemiosł—

zajmują one 25 akrów przestrzeni. Pałac elektry­

czności stanął kosztem 400000 doi. na obszaize 600 st., a zbudowany w stylu korynckim stanowić będzie niewątpliwie jedną z osobliwości wystawy — po­

mieści okazy, które zobrazują dokładnie historyę rozwoju tego potężnego czynnika w nowoczesnym świecie przemysłowym, tej siły pomocniczej w dzie­

dzinie nauki. Osobista wystawa wynalazków Edisona stanowi dział osobny.

Z niezwykłem staraniem podjęły władze wysta­

wowe urządzenie działu oświaty. Wszystkie wybi-

(5)

tniejsze uniwersytety Unii przyszły im z pomocą.

Cel tego dziaiu dwojaki: pokaz porównawczy dzia­

łalności różnych krajów świata w tej dziedzinie i sy ­ stematyczne zobrazowanie wszystkich faz kształcę- j nia w Stanach Zjednoczonych. Jest tu więc i prosta szkoła dla dzieci murzyńskich, są i ostatnie naj­

nowsze urządzenia i źródła pomocnicze, z których korzysta młodzież, kształcąca się we wzorowych uni­

wersytetach amerykańskich. Z krajów europejskich w dziale tym reprezentowane są Anglia. Francya, Niemcy, S^.wecya, Belgia, Austrya, W ło ch y; z in­

nych Chiny, Japonia, Cejlon, Meksyk, Kuba, B r a ­ zylia, Argentyna i Chili.

A lb a ń c z y k . Opis na str. 151.

Pałac komunikacyi pokrywa przestrzeń 16 akrów i ma kształt olbrzymiego dworca. Dla wystawy kolei żelaznej i ulicznej ułożono w gmachu tor, mający 4 mile (ang.) długości, a mimo to nie zabrakło miejsca dla okazów z dziedziny najrozmaitszych środków ko­

munikacyjnych. Wielki obszar poświęcony jest dzia­

łowi rolniczemu, — koszt budynków wynosi 800000 doi. — łącznie z ogrodnictwem. Skarby, ukrywające się w łonie ziemi, pomieszczone zostały w pałacu j

górnictwa, w stylu korynckim, kosztem 500000 doi.

wzniesionym. Antropologia, etnologia, literatura zna- ' lazły schronienie w jednym ze stałych budynków uniwersytetu waszyngtońskiego. — Ogółem wielkich pałaców wystawowych wzniesiono 14, oprócz pawi­

lonów i budynków pomniejszych.

Sztuczne wod ispady, ogrody, ciągnące się ta­

rasami, stawy, kaskady i ogrody podnoszą znakomi-

* cie ogólny efekt krajobrazu.

Wojna morska.

Jakże dalecy jesteśmy od tych czasów, kiedy po morzach snuły się jak widma okręty drewniane, pokryte od dołu aż do szczytów masztowych białemi żaglami! — Z tych »korwet«, »fregat« i *brygów«, dziś pozostały tylko wspomnienia. Owe okręty nie mogą się nawet równać z pancernikami wojennymi obecnych czasów ani co do wielkości, ani co do szybkości biegu, ani uzbrojenia. Miały one co naj­

wyżej 2000 ton pojemności, przy liniowym pancer­

niku, takim jak Retwizan naprzykład, wyglądałyby, niby łódka pizy berlince. Przy sprzyjającym wietrze płynęły one z szybkością do 9 nul morskieh na go­

dzinę, obecnie zaś pancerniki robią po 16 mil, a krą­

żowniki po 20, a nawet i więcej. Działa dawnych statków wojennych miały doniosłość 5 razy mniejszą, a pociski wyrzucane z nich posiadały nieznaczną siłę dziurawiącą, zwłaszcza, że były kuliste, nie jak dziś, cylindryczne i zaostrzane. Ale za t© flota wo­

jem.a żaglowa nie potrzebowała węgla, który dziś, jak powiadają, stal się »duszą« okrętu wojennego;

była wprawdzie zależną od wiatru, co jednak nie przeszkadzało jej mięsiącami krążyć po morzach, nie zbliżając się do portu, jeżeli na pokładzie znajdo­

wał się dostatek żywności. Co zaś najważniejsze, budowa jej nie pochłaniała milionów. Z a sumę wy­

dawaną dziś na jeden pancernik, możnaby sprawić sobie całą eskadrę żaglową.

Te zmiany wpłynęły niezmiernie na sposób pro­

wadzenia wojny morskiej. Stała się ona bardzo ko­

sztowną to raz, powtóre floty stały się zależnemi od stacyi węglowych. Kto nie ma na całym świecie, tak jak Anglia, rozrzuconych składów węgla, ten nie może poruszać się dowolnie po oceanie. A pamię­

tajmy, że współczesne kolosy morskie zużywają po 2 tysiące i więcej centnarów dziennie paliwa! To nie żarty dostarczyć takiego żeru kotłom. Mając zaś skrępowane ruchy, flota musi się trzymać nieopodal portów wojennych, gdzie także znajdują się warsztaty do naprawienia szkód, które na pancernikach nie da­

dzą się łatwo naprawić i wymagają odpowiednich maszyn i przyborów. To wszystko sprawia, źe wojna morska jest dziś dziesięć razy kosztowniejsza, ani­

żeli dawniej, i wogóle najkosztowniejszym sposobem wojowania. Na podwyższenie wydatków nie mało wpływają drogie pociski i działa.

Weźmy przykład. Pocisk do armaty 12-sto ca­

lowej kosztuje około 2 tysiące marek, jest bowiem obrobiony bardzo dokładnie i waży około tysiąca funtów (10 centnarów). Potrzeba do wyrzucenia go z działa 250 funtów prochu bezdymnego, który jest wart dajmy na to 500 marek. Ale na tem nie ko­

niec! Z armaty można dać co najwyżej 150 strza­

łów, poczem staje się ona niezdatną do użytku. Po­

nieważ zaś kosztowała ona z góry 200 tysięcy mk., przeto do każdego strzału trzeba jeszcze doliczyć około 2 tysiące marek na zniszczenie armaty. R a­

zem przeto koszt jednego strzału z wielkiej armaty okrętowej dosięga 4 tysięcy marek! Mniejsze po­

ciski wypadają trochę taniej ale i tak słono. To też podczas ostatniego bombardowania Władywostoku Japończycy wyrzuciwszy do 300 pocisków na miasto i nie zrządziwszy prawie żadnej szkody, »spalili« do 400 tysięcy m arek!

Dalej jedna torpeda Whiteheada kosztuje 4000 marek, a najczęściej się zdarza, że taki pocisk chy­

bia, i wtedy ładna sumka idzie na marne. Jedna bitwa morska, biorąc pod uwagę wystrzelone pociski

(6)

ISO ---

i szkody w okrętach, może pochłonąć z obu stron kilkadziesiąt milionów rubli!

Pojemność i uzbrojenie pancerników wzrastają ciągle. Obecnie budują prawdziwe fortece pływa­

jące, kosztujące 20 i więcej milionów marek. Dotąd jednak nie iest rozwiązane pytanie, co odda w woj’

nie morskiej większe usługi: olbrzymie pancerniki, czy też małe ruchliwe krążowniki. Ostatnia wojna pomiędzy Chinami a Japonią pozwalała przypuszczać, że ciężkie, pokryte grubą zbroją pancerniki, mają pierwszeństwo. Powoływano się tutaj na doświad­

czenie z bitwy morskiej stoczonej u ujścia rzeki Jalu w roku 1894, kiedy to dwa pancerniki chińskie opie­

rały się przez kuka godzin straszliwemu ogniowi kilku krążowników japońskich, które pomimo naj­

większych wysiłków nie m o g ły ich zatopić. Potem dopiero pancerniki te poszły na dno, ale już nie od pocisków, tylko od zdradzieckich torped.

Francuzi utrzymują, że budowanie wielkich pan­

cerników na nic się nie zda, bo taki kolos może być pogrążonym w otchłaniach morskich przez mały tor- j pedowiec, kosztujący kilkadziesiąt tysięcy marek za­

ledwie. Mieć flotę składającą się z licznych a szyb­

kich krążowników powiadają oni, a do tego kilka­

dziesiąt torpedowców i kilka łódek podwodnych, wynalezionych niedawno, oto do czego powinno dą- ' żyć każde państwo. Zwłaszcza na łodzie podwodne należy zwrócić szczególniejszą uwagą; przeciwnik to jeszcze niebezpieczniejszy, niż zwyczajny torpedowiec, skrada się bowiem jak torpeda Whiteheada pod po­

wierzchnią oceanu do okrętu, rzuca d ) niego pocisk j j wybuchający i niepostrzeżenie ucieka, wynurzając się tylko od czasu do czasu na krótką chwilę. Najpo­

tężniejsze nawet pancerniki są bezsilne wobec ta­

kiego w roga! Francuzi budują też dużo statków podwodnych i pokładają w nich wielkie nadzieje.

Rosya jednak jest innego zdania, stara się mieć jak najwięcej potężnych pancerników, takich jak Retwi- zan, Cesarzewicz, Pobieda, Sewastopol 1 wielkie krą­

żowniki budowane ostatniemi laty'. Kto chce pano­

wać nad morzem, mówią zwolennicy pancerników, ten powinien posiadać jednolitą flotę wielkich okrę­

tów bojowych.

Kto ma słuszność? stronnicy potężnych okrę­

tów, czy też zwolennicy małych, a szybkich krążo­

wników, posiłkowanych statkami torpedowemi?

Na to ważne pytanie odpowie zapewne tocząca się obecnie wojna. Dowiemy się z niej, czy statki podwodne są rzeczywiście tak niebezpieczne, jak się tego spodziewają ich wynalazcy. Szkoda, że ani Rosya ani Japonia nie używają, jak dotąd przynaj­

mniej, tego rodzaju statuów. Może zjawią się one na teatrze wojny później. Dowiedzieliśmy się już, źe torpedy mogą zrządzić bardzo dotkliwe szkody pancernikom, zwłaszcza w ataku niespodziewanym, bo otwarty daje się dość łatwo odeprzeć ogniem dział szybkostrzelnych. Zastanówmy się teiaz nad tem, jakie zadanie ma w wojnie morskiej flota. N aj­

przód powinna ona zabezpieczać wylądowanie sił lądowych w obranych do tego punktach.

Drugie zadanie floty polega na obronie własnych wybrzeży od napadu floty nieprzyjacielskiej, która stara się bombardować miasta portowe.

Samo bombardowanie nie jest jednak straszne, jak tego dowodzą świeże przykłady. Nie ma się temu co dziwić, granaty bowiem, jeżeli nie wywołają groźnego pożaru w mieście, to co najwyżej, uszko­

dzą tu i owdzie mury, i pękając, zabijają mniejszą lub większą liczbę osób i rzucą postrach na mie­

szkańców. Żadna flota, chociażby najmocniejsza nie jest w stanie zdobyć fortecy lądowej, bronionej zwy­

kle przez ciężkie, dalekonośne działa. Jeden pocisk z takiego działa może zatopić pancernik, jeżeli go dobrze trafi. Nie ma więc pojęcia o s p r a w a c h „wo­

jennych ten, kto przypuszcza, że Port Artura może być zdobyty przez flotę wojenną japońską. Dla zdobycia takiej silnej fortecy trzeba koniecznie współ­

działania, wojsk iądowych z ciężką artyleryą forteczną i szturmu piechoty na wały foitów. F l o t a m o ż e tylko jej pomagać, odwracając na siebie ogień bateryi j nadbrzeżnych. Dobrze jak się jej uda zrzucić z la­

wet do rowów kilka wielkich dział 1 pozabijać ob­

sługujących je kanonierów.

Jeżeli dwie floty nieprzyjacielskie spotkają się na morzu, w takim razie ma miejsce walna bitwa morska, najstraszniejsza walka, jaką wogóle ludzie mogą pomiędzy sobą stoczyć.

--- ---

Poradnik gospodarczy.

Tępienie chrząszczy i pędraków.

W maju pojawiają się na drzewach chrabąszcze, co 3 lub 4 lata w ogtomnej nieraz ilości, tak, że objadają całkowicie liście drzew w sadach i lasach, jestto szkodnik bardzo żarłoczny ale jeszcze żarło- czniejszemi są gąsienice tych cbrząszczów zwane pędrakami.

Chrabąszcze majowe w końcu mają rkładają jaja w ziemię. Z jaj tych wylęgają się w ziemi gą­

sienice, białe o żółtej głowie, ntezmiemie żarłoczne, żyją one w idach, łąkach i ogrodach przez 3 —4 lat rosnąc ciągle i pożerając co dopadną. Na zimę chro­

niąc się od mrozu włażą głęboko niżej metra w zie­

mię, na wiosnę wychodzą do wierzchu i podgryzają korzenie roślin przez lato. Przy orkach wiosennych i jesiennych można je wtedy tępić priez puszczanie drobiu za pługiem. Pędraki wyrządzają znaczne szko­

dy na łąkach i rolach zwłaszcza w jarych zasiewach podobnie jak podjadki. Oprócz tępienia samych pę­

draków przy orce, jedynym środkiem niszczenia jest zbieranie chrząszczy w maju, kiedy się wyroją po sadach i brzegach gajów i lasów. W wielu krajach gminy same wyznaczają cenę 5 fen, za litr uzbiera­

nych chrabąszczy i tam dzieci wszystkie ze wsi idą przededniem na połów chrabąszczy i znoszą je do urzędu gminnego, gdzie się je mierzy i wypłaca.

U nas gminy pomimo napomnień nie robią zwykle nic i dlatego chrabąszcze i pędraki mnożą się ogro­

mnie i zrządzają wielkie szkody w polach i sadach, w te lata w których rójka wypada. Chwytanie chrabąszczy powinno się odbywać gromadnie, wcze­

snym rankiem. Kiedy one ieszcze siedzą na drze­

wach, wstrząsa się gałęzie na podstawione płachty i zgarnia do woreczków. Potem je trzeba zalać go­

rącą wodą lub w inny sposób zabić np. zanurzyć woiak we wodzie z trochą nafty. Chrabąs .cze schwytane 1 zabite stanowią dobre pożywienin dla drobiu, a można je wreszcie użyć na kompost dla nawozu. Jeżeli skutek ma być pewny i widoczny w jakiejś okolicy, to trzeba, aby wszyscy gospoda­

rze we wsiach jednako starali się niszczyć chrabąsz­

cze, inaczej chociaż jeden je chwyta a dziesięciu nie, to robota taka nie przyniesie wiele pożytku.

R o z m a it o ś c i.

Dworzec lwowski jest najpiękniejszym dworcem kolejowym w Austryi. Kosztował r2 milionów ko-

(7)

1:°n, budowano go dwa lata. Długość torów na | dworcu w rozwiniętej linii wynosi 14/ kilometrów, Długość ta jest konieczna, albowiem codziennie kur­

suje na dworcu 75 pociągów osobowych i 88 towa­

rowych. Rozmiary są ogromne. Przedsionek jest wspaniałym. Po obu stronach kasy ciągle otwaite.

Poczekalnie urządzone z największą wygodą, zaopa­

trzone w kinkiety, pająki i meble w stylu zakopiań­

skim. Korytarze łączą się z pięcioma tunelami, któ- remi wchodzi się po schodach do olbrzymiej sali peronowej. Hala jest prawdziwem arcydziełem sztuki inżynierskiej, podzielona na 5 peronów: do każdego prowadzi osobny tunel. Dworzec ten jest zasługą lwowskiego dyrektora kolei p. Wierzbieckiego — który sam prowadził kierownictwo całej tej ogromnej budowy.

Nędza w L o n d y n ie . Żadnej jeszcze zimy nędza w Londynie nie była tak wielka jak w tym roku. »Armia Zbawienia® rozdzieliła w nocy nowo­

rocznej przeszło 2000 porcyi rosołu i chieba ludziom, którzy się po takowe zgłosili i odtąd powtarza się to karmienie biedaków pod dozorem »Salvation Ar- my« tudzież policyi każdej nocy o godzinie drugiej.

Tę porę wybrano dlatego, ponieważ się przekonano, że właśnie w godzinach porannych między 2|i 4 naj­

więcej biedaków targa się na swoje życie. Dla wielu nieszczęśliwych bezpłatny ten posiłek iest jedynym, który spożywają w ciągu 24 godzin. Stan, w którym się często ci gndni litości biedacy znajdują, wymaga pomocy lekarskiej, jednego tygodnia 17 ludzi zem­

dlało z wycieńczenia, nim im zdełano podać kęs chleba. W wilię Nowego Roku przyzwoicie ubrany mężczyzna padł na bruk, odzyskując przytomność dopiero po dwugodzinnych zabiegach lekarskich.

Okazało się, że nieszczęśliwy był osobą wysoko uzdolnioną, zna* kilka języków, zajmował niedawno posadę korespondenta w dużym interesie i stracił ta­

kową skutkiem ograniczenia personału. Wśród gości, którzy się znaleźli na noworocznej kolacyi sprawio­

nej przez »Armię Zbawienia«, powszechną uwagę zwrócili na siebie mężczyźni odziani w wizytowe surduty, z cylindrami na głowie. Są to handlowi subjekci i biurowi pomocnicy, którym bodaj najcię­

żej znaleźć kawałek chleba w Londynie. W tem strasznem mieście setki ludzi umiera corocznie lite­

ralnie z głodu, dziesiątki tysięcy ledwie zarabia na nędzne utrzymanie. A u góry — niesłychany prze­

pych 1 Dwór królewski pożera miliony dolarów ro­

cznie, arystokracya tarza się w zbytkach, rozkoszach i rozpuście!

N a jm n ie jsz a r y b a . Najmniejszem w świecie kręgowem zwierzęciem jest ryba. odkryta w Buhi, jeziorze górskiem na filipińskiej wyspie Luzon. Ma­

lutka ta rybka zowie się w języku krajowców »sina- rapan«. Największy jej egzemplarz ma pół cala dłu­

gości, najmniejsza piątą część cala. Na jeden funt idzie około 600) sztuk rybek. Na szczęście, handla­

rze ryb na Filipinach, sprzedają sinarapany nie na sztuki, lecz na litry. Siecią choćby najgęstszą, ryb tych łapać nie podobna, krajowcy więc rozwiązali problem rybolóstwa w ten sposób, że chwytają je tysiącami, używając zamiast sieci płótna. Filipiń­

czycy uważają sim rapany za wielki przysmak.

Wyjaśnienie rycin.

S io s tr y m iło sie rd z ia i le k a rz e ja d ą na plac w o jn y . Jak w każdej wojnie, tak i w obecnej na

dalekim wschodzie są oddziały sanitarne, wogóle wszystkie urządzenia do pielęgnowania rannych żoł­

nierzy bez względu, do której z stron wojujących należą. Oddziały sanitarne składają się z lekarzy wojskowych i prywatnych, zakonnic i prywatnych osób wyćwiczonych w służbie szpitalnej itd. Mają do dyspozycyi najróżniejsze urządzenia, ruchome szpitale itd., które służąc rannym przyjaciłom i nie­

przyjaciołom, mają zagwarantowaną przez t. zw. ge­

newską konferencyę protekcyę międzynarodową. Prócz wojskowych oddziałów sanitarnych utworzyły się li­

czne prywatne za inieyatywą wybitniejszych osób, i to, jak szumnie pyszą się gazety rosyjskie, rzekomo z czysto patryotjczno-humanitarnych pobudek, lecz w rzeczywistości z mniej idealnych powodów, często poniekąd z przymusu. Z wszystkich większych miast rosyjskich, z Moskwy, z Petersburga a także z W ar­

szawy wyruszyły takie oddziały. W WTarszawie utworzył się taki oddział za inieyatywą księcia arcy­

biskupa Popiela.

A lb a n ia i A lb a ń c z y c y . Dziś tyle słychać o Macedonii i o rozruchach macedońskich, że warto przypatrzeć się temu krajowi. Albania lub Macedo­

nia jest to kraj położony między właściwą Turcyą, morzem egejskiem, Grecyą, morzem adryatyckiem, Serbią i Bułgaryą. Kraj jest przeważnie górzysty, są tu bowiem góry bałkańskie, gęstern lasem okryte, dzikie, ponure, poprzerzynane głębokimi jarami, którymi płyną potoki i rzeki, jak Maryca, Wardar, Dryn uchodzące do egejskiego lub do adryatyckiego morza. Lud zamieszkujący ten kraj zowie się Albań- czykami lub Macedończykami, także Arnautami, Są oni gorącymi zwolennikami wyznpnia muzułmańskiego.

Pochodzą od starożytnych Macedończyków, uważa­

nych od starożytnych Greków jako szczep barba­

rzyński. Z biegiem czasu pomięszali się kolejno z każdym najezdcą i sąsiadem, tak że dziś tworzą mie­

szaninę etnograficzną Przeważa w nich krew grecka i słowiańska, częściowo i romańska. Z usposobienia są oni dumni, opoini, nie uznający żadnego pana;

na pozór tylko podlegają sułtanowi. Dzielą się na

j j różne szczepy, rządzą się sami patryarchalnie przez

naczelników, sprawiających swe urzędy obok urzę- ll dników padyszacha. Są zemstliwi i w boju zuchwa­

łymi, nie ustępują nikomu. Bardziej im zależy na dogodzeniu swej hardej dumie niź na życiu. Stano­

wią doborowy materyał na wojaka, to też pierwej bywali w przybocznych pułkach panujących. Bardzo trudno było dla Turków podbić sobie ten dzielny lud. Szczególnie stawiał wściekły opór książę Iksan- derbeg i dopiero po jego śmierci zapanował Turek nad Albanią. Albańczycy noszą pyszny strój i taki j junak albański, z błyszczącą bronią, w wspaniałym stroju i z dumnym wzrokiem, na dzielnym koniu, jest widokiem oko pocieszającym. U nich istnieje jeszcze dziki zwyczaj mszczenia krwią krwi rozlanej. Człon­

kowie rodziny mają święty obowiązek pomszczenia śmierci członka rodziny. Uchylenie się z tego obo-

j i wiązku uważają za hańbę. W wypełnianiu tego obo­

wiązku nie przeszkadza żadna władza. Dziki ten

j j zwyczaj, zresztą powszechny u ludów muzułmańskich,

żąda bardzo licznych ofiar. Muzułmanin nie może zrozumieć wzniosłej zasady chrześciańskiej: Prze­

bacz nieprzyjacielowi 1

Jako wojacy są Albańczycy porozrzucani po całem państwie tureckiem. Często napadają sąsiednie okolice serbskie, bułgarskie i czarnogórskie co nie­

raz nawet jest powodem do zawikłań dyplomatycznych.

Łatwo załatwiają się z flegmatycznym Turkiem,

j j z pierzchliwym Grekiem lub spokojnym Bułgarem,

(8)

152

lecz mężnie stawia im czoło dzielny Serb lub równie h dziki góral czarnogórski, który na odwet napada na posiadłości Albańczyków. W takim kraju jak Alba­

nia, gdzie jeszcze panują dzikie, brutalne zwyczaje, jeszcze daleko do spokojnych stosunków, jakie pa­

nują w naszych cywilizowanych krajach.

Nie to samo.

O jciec:

— Wierz mi Jasiu, że musiałem cię ukarać, boli mnie więcej niź ciebie.

Jasio (płacząc):

— Ale nie w tem samem m iejscu!

W yjątek z powieści.

...Siedziała nieruchoma jak marmurowy posąg i uśmiechała się tak chłodno, jak tylko marmur może się uśmiechać...*

Na w ystaw ie drobiu.

— Po czem pan odróżnia młodą kurę od starej ?

— Po zębach.

— Żartuje pan! Przecież kura ni ema zębów?

— Kura nie ma ale ja mam!

Kto m ędrszy ? Stary kawaler :

— Małżeństwo niewiele jest waite: najlepszy dowód, że Minerwa, b;>gini mądiości, była niezamężną.

Młoda wdowa:

Tak, ale Salomon, najmądrzejszy z ludzi miał tysiąc n.

Złe czasy.

— Naprawdę, sztrasznie podłe czasy!

— 0| racya, niedabj jak wczoraj straciłem na czysto 1000 marek,

— [akto ?

— Chciałem pożyczyć i nigdzie nie dostałem.

Z czasem.

— Bierzesz za żonę 16 letnią dziewczynę? Czy nie boisz się, że dla ciebie jest zbyt za młoda?

— Nie szkodzi. Z czasem będzie starsza!

W szkole.

— Czy wiesz, gdzie się znajduje jezioro B a j­

kalskie ?

— Wiem. Je,-jezioro Ba-ba-bajkalskie znajduje się... do miesiąca lipca pod lodem.

M anowcam i.

— Żonusiu, w tym roku możesz sobie życzyć na imieniny co tylko zechcesz.

— Pysznie! Cudownie!

— ....Gdyż wogóle nie będę mógł ci nic dać !

ZAGADKA.

Gdy wprost, wiele się weń zmieści, Zwrotny tej samej jest treści, Wprost rodzajem je.st osłony, Wspak jest zawsze otworzony;

Wprost z pożytkiem zawsze służy, Zwrotny czasem gdyś w podróży, A szczególniej w nocnej porze, Kłopotu nabawić może.

Za rozwiązanie powyższej zagadki przeznacza­

my nagrodę

Rozwiązanie zagadki z nr. 17-go:

Jan Chrzciciel, jako sługa, ochrzcił C h r y s t u s a ,

jako Pana swego w Jordanie, chociaż sam nie miał jeszcze Chrztu świętego.

Dobre rozwiązania nadesłali:

Z Krakowa: Julia Buchalówna*, Filip Bibrzycki;

J. Chwila, Kostuchna; z Bytkowa Jul. Miczka, szko- larka M, Dziubińska*, Marya Karch, Ant. Drost, Sz.

Lesch; Jan Goj, Nowa Brzezinka; Ignacy Konopka, Jan Stachura, B o gu cice; z Biskupic Jan Adamczyk, Fr. Kluge; Huta Bismarka K. Gratzla, Fr. Toborek, Berta Gruszka, Ant. Brychcy; Woje. Jałowy Stary Bieruń; z Botropu: Paweł Moczała*, Jan Kolorz;

Bruch (Westf.): Andrz. Piecuch; Jan Gwiozda*, Bu- row iec; Jan Szygula, Sylw. Kaisig, Bielszow ice; Józ.

Majchrzak*, B erlin; J. Krząkała, Bykowina; z Ćhro- paczowa: Szczepan Niewiadomski, Józ. Kowalczyk;

Mik. Połedniok, Wielka Dąbrówka; Jan Wieczorek i Konstantyn Lipski, Mała Dąbrów ka; Flor. Widera z Fiydrychy; J. Nachlik, J. Nytz, Edw. Pytlik, Paweł Mycka z Frydenshuty; Fr. Moroń i J. Kędzior z Grza- w y ; Józ. Himel, Gliwice; Mich. Kansy, Nowe Hai- duki ; Marya Papierniok, Klem. Bim, Paulina Noras, Janów ; Tom. Mieliczek, Jan Mihczek, Kochłowice ; Jan Grześkowiak, M. Ciemięga, Katowice; Józ. Pa- wliczek, Bronisł. Janocha, Król. Huta; Fran. Porada, Lipiny, Kor. Grobosz, Ligota; Jan Bluszcz, -Łaziska;

Winc. Broi, Mart. Odoj, Rob. Głowoc, Piotr Duda, Kar. Rurański, Anna Sosna, Mart. Nieszwiec, Laura- huta; Tom. Konieczny, Langendreer; Konstantyna Stafa, E w in g ; Marcin Gawron*, H illen; Mat. Wie­

czorek, Mik. Stabik, M ikołów; Bronisł. Kucz, Mie­

dzna ; Paw. Kupka*, M arklowice; Mikołaj Babicki*, M ysłowice; Adolf Dattko, Miechowice; Anna Jarku- lisz*, Nowawieś; Piotr Kuczera, O siny; Teod. Brzo­

ska, O rzegów; Aleksy Dyla, Porem ba; Mik. Leksza, P ło n ią; Ign. Kot, Rozbark; Józ. Stęchły*, Ruptaw a;

Fran. Wilczek, R ybnik; Ant. Maniecki, Fran. Małek, Piotr Przewdzing, Ruda; Franc. Richter, Jak. Szopa, Jan Mainusz, Ludw. Fitz, Jan Palenga, Kar. Brom- boszcz, Roździeń; Konst. Woźniak, Ant. Grunt, Fr.

Kasyk, Teresa Polok, Siem ianowice; Stanisław Kutz, Małe Szymice ; Fr. Szmelczyrczyk, Szopienice ; Zofia Grabara*, J. Pukowiec, R. Bodynek, Świętochłowice;

W oje. Sobania, Słupna; Ant. Swoboda, Wielk. T u rza;

W. Psujka, P. Kubicek, Huta Wilhelminy; A. Kuns- porf, W ełnowiec; W. Przybyła*, Zawodzie; Agnieszka Knop, W. Mikołajec, Z a b rz e ; Guperski, Z ab orze;

P. Pieścioch, Aug, Sitko, Załęzie.

12 nagród, które przypadły tym, co oznaczeni są gwiazdkami, jużeśmy wysłali.

N akładem i czcionkam i » G órnoślązaka*, spółki w ydaw niczej z ograniczoną odpow iedzialnością w Katow icach.

R edaktor odpow iedzialny: A ntoni W olski w K atow icach.

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :