Rodzina Chrześciańska, 1904, R. 3, nr 29

Pełen tekst

(1)

Rodzina chrześdańska

Pisemko poświęcone sprawom religijnym, nauce i zabawie.

Wychodzi raz na tydzień w JYiedzielę.

Bezpłatny dodatek do „Górnoślązaka" i „Straży nad Odrą“.

Na Niedzielę IX . po Ziel. Św iątkach.

Ewangelia u święt. Łukasza

w Rozdziale X I X .

Onego czasu. Gdy się przybliży! Jezus do Je ­ ruzalem, ujrzawszy miasto, płakał nad niem, mówiąc:

iź gdybyś i ty poznaio, i to w ten dzień twój co ku pokojowi twemu: a teraz zakryto od oczu twoich.

Albowiem przyjdą na cię dni, i obtoczą cię nieprzy­

jaciele twoi wałem, i oblegą cię, i ucisnął cię ze­

wsząd : I na ziemię cię obalą, i syny twoje, którzy w tobie są: a nie zostawia w tobie kamień na ka­

mieniu: dla tego iżeś nie poznało czasu nawiedze­

nia swego. A wszedłszy do kościoła, począł wyga­

niać przedających w nim i kupujących, mówiąc im : Napisano jest: iź dom mój, dom modlitwy jest.

A wyście go uczynili jaskinią zbójców. I uczył każdy dzień w kościele.

I kraju tysiąca jezior.

(Z podróży i pizechadzek po Finlandyi.) Skreślił Stanisław Bełza.)

<9 ► ——

(Ciąg dalszy.)

Na tym półwyspie i dokoła tegojęzyka, gru­

pami ustawiły się domy, krótkie i proste' ulice wycią­

gnęły się we wszystkich kierunkach, strzeliły ku obłokom wysokie wieże gotyckich protestanckich świątyń, lub rozpostarły się różnokolorowe kopuły wschodnich cerkwi. Naturalnie, ta część terenu, za­

budowana i zaludniona, z prawidłością jeszcze w jakim takim jest związku, ale za to część jej przeciwległa odcięta od nie| cieśniną i sztucznie tylko dwoma mo­

stami połączona, kreśli figurę nad wyraz oryginalną.

Patrząc na nią od strony zachodu, mamy obraz olbrzymiego ptaka z długą szyją i rozpostaitym sze­

roko ogonem, ale część wschodnia, to twarz egip­

skiego Sfinksa, nieruchomo zwrócona jest w stronę kanału.

Kiedy się więc z wieży szwedzkiego zsmku spo­

gląda na dół, udeiza w oczy przedewszystkiem roz­

maitość krajobrazu, zwłaszcza też, że figura północna

tak bardzo do twarzy i kształtów ptaka podobna, porosła jest kępami gęstych drzew, usiana wdzięcznemi willami, i jakby dla ciągłego przypominania blizkiego swego związku z wodą, gęsto nakropiona stawami oraz jeziorami, zarosłemi sitowtein i ukladającemi się znowu w fantazyjne figury.

Ten pełen urozmaicenia krajobraz, jest jedno­

cześnie i krajobrazem dziwnie pięknym, zwłaszcza też, gdy mu się przygląda już po zachodzie gwiazdy dziennej. Przyćmione, bo nie zgasłe światło, mające coś w sobie z żaru słońca i cmentarnego blasku księ­

życa, rozlewa dokoła jakiś dziwnie smętny czar, wy­

chodzi wszystko dla oka wyraźnie, ale bez tych chro­

powatości, jaki wyprowadza światło dzienne, wsciska- jące się wszędzie i nie pozwalające niczemu pozo­

stać w cieniu. Wilgotna mgła, jaka oświetleniu temu towarzyszy, zamiast ujmować dodaje obrazowi uroku.

Linie zacierają się nieco, ale barwy wyskakują na plan pierwszy, działają na zmysły i odrzucają. I w zawieszeniu patrzy się na to całemi godzinami, a gdy się patrzeć przestanie, to się powiada sobie w duchu że się widziało coś takiego, czego się na codziennej drodze nie widzi. Woda i ląd, ląd i woda, tu obrazy ruchu i życia, tam cicha romantyczna leśna głusza, a dalej za nią, świat nieznany, cywilizowany i dziki, rozpościerający się na tle skał, błót, moczarów, jezior i borów, — i wabiący cię, ku sobie, jak czarodziejka nad Mickiewiczowskiego Świteziu wodami.

Wyborg nie jest dużem miastem, w Finlandyi przecież, gdzie miast dużych wogóle nie ma, gdzie wszystkie razem wzięte liczą mało co mieszkańców, niż Bytom lub Gliwice, do większych zaliczonych być musi. Nie ilość jednak obywateli jego, nadaje mu dominujące w kraju znaczenie, położenie geograficzne sprawia, że jest on rzeczywistym kluczem całej tej północy.

Że tak jest, rozumiano to nie od wczoraj i te porozrzucane po lasach okolicznych kopce ze szcząt­

kami ludzkiemi, te potoki przelanej tu w ciągu wie­

ków długich krwi, świadczą wymownie o tem, że .strategiczne znaczenie punktu tego nietajnem było zamarłym pokoleniem. Staczały się też tu zacięte walki i to już od końca X V wieku, póki nareszcie wiek XVIII nie zdecydował o losie tego miasta.

Pokojem Nysztadzkim, Szwecya zrzekła się go na wieki na rzecz swojej północnej rywalki i tem samem przesądziła o przyszłości całej Finlandyi.

I wiek już czasu upłynął od tej chwili, a półwysep skropiony wodami zatok botnickiej i fińskiej rozer­

wał polityczny związek z zamorską metropolią. Wy­

puszczony przez jednych z omdlewających rąk klucz,

(2)

226 otworzył drugim, silniejszym, wrota aż do lodowa­

tego morza,

Ze zmianą politycznych warunków w północnej Europie, z osłabieniem Szwecyi, wreszcie z powsta­

niem w innych miejscach groźnych, pierwszorzędnych twierdz, strategiczne znaczenie Wyborga upaść z ko­

nieczności musiało, nie zmniejszyło się jednak ani 0 włos jego znaczenie w kraju, owszem powiększyło się w trójnasób.

Dzięki temu, że leży on na skraju zatoki odzna­

czającej się niezwykłą na tych wodach głębokością, największe handlowe statki podpływać z towarami mogą ku kamiennych domostw jego progom, z po­

wodu zaś, że przez przekopanie pasa ziemi, oddzie­

lającego Wyborg od wielkiego jeziora Sajma, sztu­

cznym sposobem wody słone połączyły się ze słod- kiemi, statki te bez przeładowania mogą przedostać się aż do Nysslotu, Kuopio i lisalmi,

Jest on więc wielkiem tranzytowem miejscem między zachodem a północą Europy, przez jego wrota przesuwają się pro

dukta fabryk i surowe twory przyrody, na jego wodach dokony­

wa się bezustanna wymiana owoców my­

śli , zabiegliwości i pracy człowieka tam żyjącego.

Tak jest od morza, nie inaczej przecież 1 od strony lądu. __

Do ostatnich niele- dwie czasów, Finlan- dya, kia] o wiele więk­

szy od Wielkiej B ry­

tanii z Irlandyą iazem wziętemi, pozbawianą była komunikacyi ko­

lejowej. Podczas gdy już ; cała Europa wzdłuż i wszerz prze­

rżniętą była szynami, leśne drożynki, trakty pocztowe i jeziora łą­

czyły tu jedynie ludzi z ludźmi, a gdy zima,

wszystko przez trzyćwierci roku trzyma w kościstych swoich uściskach, nadeszła, gdy trakty pocztowe i ście­

żki leśne zawalone zostały górami śniegu, a wody za­

równo słodkie w jeziorach, jak słone na całym wy­

brzeżu morskiem pokryły się szklanną powłoką, od­

ciętą była od reszty świata i skazaną na wystarczanie samej sobie. Miało to swoją dobrą stronę, miało i złą, wpajało w ogół przekonane, że należy liczyć tylko na siebie, nie oglądać się na nikogo i tem samem wyrabiało przedsiębiorczość, i energię, dwie cnoty, które obdarzone niemi ludy, wynoszą na w y­

soki szczebel, ale jednocześnie puls narodowego po­

stępu znakomicie osłabiało, rękom podnoszonym silą woli do góry, kazało nieraz opadać na dół.

Rok 1862 jest rokiem zwrotnym pod względem komunikacyi lądowych w Finlandyi, w roku tym bo­

wiem w dniu 17 marca, puszczono pierwszą loko­

motywę po drodze do Helsingforsu do Tavastehusu.

Lokomotywa ta nie przeszła wprawdzie przez Wyborg, przebiegała zresztą po niewielkiej przestrzeni (107 kilometrów), ale była balonem próbnym, z doświad­

czeń którego miasto to wkrótce miało skorzystać.

Jakoż w ślad za koleją tą, poszedł projekt dru­

giej linii już przez Wyborg z Helsingforsu do P e­

tersburga, i w dniu 30 sierpnia i87o“ roku," kiedy we Francyi wojna dwóch kolosów . wschodnich “ 'siała spustoszenia i śmierć, nad brzegami zatoki fińskiej cywilizacya święciła swój tryumf. A gdy dobrodziej­

stwa tej kolejowej linii wyczekiwać : długo na siebie nie kazały, rzucono się z pośpiechem ku prowadze­

niu coraz nowych, że zaś wszystkie [one bliżej lub dalej o Wyborg zaczepiały, przeto z każdej z nich wyciągał on korzyści znaczne.

Dziś miasto to łączy się wygodnie z całem wy­

brzeżem morskiem, z Kotka, z Helsingforsem, Hango, Abo, Wazą i Uleaborgiem, a jednocześnie sięga do Kuopio i Joensu serca kraju, oraz do Serdobolu nad jeziorem Ładoga, jego najdalszej wschodniej kończyny.

To znaczenie handlowe W yborga, ta jego^wy- mienna w tem miejscu rcla, sprawiają, że wszystkj niemal nosi w nim na sobie wyraźne ślady zajęć, ja­

kim się przeważnie mieszkańcy jego oddają. Wszyst- kiejprawie domy są tam w niższych swoich częściach

składami przeróżnych towarów, na wszyst­

kich ulicach widzisz gorączkowy ruch, jaki cechuje tylko rynki handlowe, a w miejscu gdzie miasto pólokrą- głem półwyspem głę­

boko wrzyna w morze, ruch ten niekiedy przybiera nawet kolo­

salne rozmiary.

Cóż o Wyborgu więcej ?

Że ma 6 świątyń, niczem osobliwszem nie odznaczających się, 2 licea: szwedz­

kie i fińskie, szkołę morską, dwa towarzy­

stwa : rolnicze i litera­

ckie i ludność, kon­

glomerat czterech na­

rodowości; że się palił aż 7 razy, skutkiem czego gmachów sta­

rych w nim prawie niema, że ma ulice poczynające się u brzegów morza i zmierzające do morza, dużo pla­

ców i stosunkowo niewiele drzew. Że... ale to już wystarczyć musi, zwłaszcza też, iż spieszno nam wyjść z jego gwarnych i dus7nych ulic, przedostać się na przeciwległy brzeg cieśniny, i po drugiej stro­

nie mostu Aboskiego odetchnąć pełną piersią bal­

samem gajów i łąk. Kto d2ień cały wśród stosów drzewa, worków żyta i pak towarów krążył nad bru- dnemi wodami, temu się chwila wypoczynku na łonie natury należy.

Dzielnica, na którą się po przejściu mostu prze­

dostajemy, jest czemś w rodzaju olbrzymiego dzi­

kiego parku W yborga, i wynagradza to miasto hojnie, za brak w nim ogrodów i drzew.

Jest to słynny park (Mon Repos» miejsce upa­

miętnione pobytem męża stanu i poety, barona Lu ­ dwika Nicolay, będący dziś własnością jego wnuka.

Park ten jest ozdobą Wyborga, a dla przyjez­

dnych posiada tem żywszy interes, ile że zamykając w swoich granicach wszystkie właściwości terenu Finlandyi, całą Finlandyę ukazuje w miniaturze. I nie jest to bynajmniej przesadą, i zgadzają się na to wszyscy, i kiedym po przebiegnięciu w tym kraju znacznych przestrzyni drogą szynową, kar jolą i stat­

Szluza na kanale.

ta straszna zima północy, co to ;|

(3)

dził, to zdawało mi się, że przed oczyma memi jakaś potężna czarnoksięzka ręka, rozsnuwa mi w zmiej- szeniu rozkoszne a dopiero co oglądane obrazy:

archipelagu morskiego, trzęsawisk i blót leśnych, po­

szarpanych wodami jezior skrawków ziemi, i bezładnie porozrzucanych w głębi dziewiczych borów, grani­

towych skał.

Bo to wszystko mamy tu na jednem miejscu, bo temu uroczemu zakątkowi, cała Finlandya nade­

słała w darze wszystko, co jest jej właściwością, co ją wyróżnia od wszystkich ktajów w Europie, co sta­

nowi obcy stronom innym, jej czar. Podstawa ze skały porospękana tu i owdzie, a na tej podstawie warstwa zaląnej wodą ziemi, a na tej ziemi bujna nad wyraz i opis wegetacya. Zupełnie tak, jak nad saj- mańskim jeziornym sestematem, w okolicach Kuopio lub Nisslotu, wśród lasów gęstych, dzikich i ciem­

nych, urozmaiconych tu i owdzie porosłemi sitowiem trzęsawiskami, lub głazami pokrytemi grubem mchem.

Zupełnie tak, kontury pejzażu zmysłowe, upodobnione są tu do siebie, podo^

bną do siebie jest i ich dusza, i gdy się krętemi drożynkami wspina tu, niby dzika kozica, po granitach wyskakujących z zie­

lonych, nieruchomych wód, to się doświad­

cza uczuć takich sa­

mych, jak gdy się mknie w karioli na Punkn-H arju, lub wdrapuje na szczyt Puijo. Dwiema dro­

gami: zmysłowi uczuć przedostają się tu do naszego wnętrza je­

dnakowe wrażenia, je­

dnakowo też nas na­

strajają, na skrzydłach marzeń przenoszą w świat jeden.

Park Mon Repos jest ozdobą Wyborga,

jego letnim salonem. Dawni i obecni właściciele uczynili wszystko, co smak i pieniądz zrobić może, by podnieść naturalną jego krasę; powznosili altany i świątynie, pobudowali grobowce i kolumny, w ska­

łach granitu powyżłabiali pieczary.

Była już późna godzina, kiedyśmy błąkając się tak po poszarpanych wodami kanału sajmańskiego brzegach parku, ujrzeli marmurową statuę.

Dokoła otoczona gęstem lasem, na zrębie wy­

sokiej skały stojąca, o kilka zaledwie kroków od ka­

nału oddalona, statua ta uzmysławia ludziom wy­

tyczną postać opiekuńczego bóstwa Finlandyi, Waj- amojnena.

Kto on jest i po co go tu ustawiono, w tej | dzikiej północnej głuszy, co on mówi, co za znacze­

nie tu ma?

Kto on jest?

Posłuchajmy starej fińskiej baśni, a znaidzie się na pytanie nasze odpowiedź:

»Na początku nie było nic, były tylko niezmie­

rzone przestworza, a wśród tych wielkich przestworzy Ilmatar.

Bujała od wieków w powietrzu, ponad wodnemi głębiami, więc jej się znudziło to w końcu, i opuściła j się zwolna ku nim.

Wiatr ją porwał, targał niby lekkiem piórkiem, i byłby ją pogrążył w morskich toniach, gdyby nie zlitowała się była nad nią opatrzność.

Tajemna siła uniosła ją na wierzch wody, i roz­

poczęła nową wędrówkę po ich zwierciadle, która trwała okrągłe siedm wieków.

Ale wędrówka ta zbyt była długą, aby jej zmien­

nej, jak kobiecie, przypadała do gustu.

W ięc zawołała: biada mi Ukko, wielka niebios królowo, żem się spuściła ze sfer powietrznych, na wód grzbiet niezmierzony. Potężna Ukko, dopomóż mi w niedoli mojej I

Ledwo te słowa doszły do uszu Ukko aliści stała się rzecz dziwna.

Ku wód płaszczyźnie, ze sfer niebieskich, spu­

ściła się wdzięczna kaczka, i okrążając ze wszech stron fale, zdała się szukać miejsca na odpoczynek.

Ilmatar wychyliła kolano z wody, kaczka uwiła na kolanie tem gniazdo, i zniósłszy w nie złote i że­

lazne jajka, siadła na nich, by wysiedzieć kaczęta.

Siedziała już trzy dni i trzy noce, sie­

działaby jeszcze i dłu­

żej, ale nagle zagoto­

wało się murze, i llma- tar schowała nogę do wody.

Nagle gniazdo spa­

dło z jej kolana, jajka kacze potłukły się na sztuki, ale gdyby stało się inaczej, nie byłoby wcale świata i nas na nim.

Moc niewiadoma, z łupin jajek złożyła widnokrąk cały, z biał­

ka ich utworz}'ła blady księżyc, a ogniste słońce z żółtka.

Wtedy to Ilmatar wydobyła się na ląd suchy, ubrała świat w pagórki, lasy i je­

ziora, i połączywszy się z wiatrem, dała początek Wajnamojnenowi...*

Kalevala, ta wspaniała epopeja fińska, którą Max Muller zalicza do największych epopei całego świata, dalsze losy Wajnamojnena roztacza przed naszemi oczyma. Wtajemnicza nas w jego żywot, zapoznaje z miłosnemi przygodami, ukazuje czaro­

dziejską nadludzką moc.

Mamy więc przed sobą postać nie z tego świata, bo urodzoną nie w sposób, w jaki się wszystko na świecie rodzi, mamy istotę czującą i kochającą jak człowiek, ale nieograniczoną miejscem i czasem jak Bógr.

Czary Wajnamojnena zawsze i wszędzie poko- nywują siły nieczyste, iego »knntt-la« wszędzie roz­

lewa rad >ść dokoła. A kiedy koleją nieubłaganych rzeczy ludzkich, syt lat i chwały porzuca on swoją ojczyznę, idzie w tę odległą drógę, z której się już nie powraca, pozostawia Finlandyi w darze to, co jest osłodą w utrapieniu, pociechą w zgryzotach, bu­

solą na morzu przeciwności: swój rozum i swoją pieśń.

(Ciąg dalszy nastąpi.)

Na rzecze W uoksie.

(4)

228

(5)

W starym piecu rijabeł pali.

Zdarza się nieraz, że starzec lub babinka, któ­

rym raczej o grobie aniżeli o miłości myśleć należy, takiem się zapalą kochaniem, źe trudno o coś podo­

bnego u młodzieży. I dziwna to rzecz, że taki stary amant lub podtatusiała amantka myślą tylko o mło­

dych. Często oo-letni starowina pali koperczaki do 16-letniej panienki, bywały nawet przykłady, że jeżeli taki śronem pokryty kochanek miał grube pieniądze, no i ślub nastąpił, t. j. dziewczę się poprostu za­

przedało. Stare zaś kobiety tylko gonią za młodymi

— o tak! Babsko ma lat oo, a ukochany niechby miał 20, choćby do 30 lat, ale nie więcej. Czemuż to staiy do starej się nie bierze? Stuszme o takich niestósownych zapałach miłosnych powiada nasze przysłowie, że »w starym piecu djabeł pali«, to znaczy, że miłość u starej osoby dla młodej nie jest szla­

chetną i wzniosłą, ale brudną i grzeszną.

Do starych tu nie piszę, ale godzi się w tej sprawie przemówić do młodych. Otóż pamiętajcie sobie, że młodzian, biorący za żonę starą ale bogatą kobietę, tak samo młoda panna, idąca za mąż za osiwiałego starca, który już iedną nogą w grobie, sprzedają swe ciało, a co gorsza 1 duszę. Szczęścia w takich stadłach małżeńskich być nie może, bo to tak samo, jakby się młode konie zaprzęgło do sta­

rego woziska. Nie bądź chciwym lub chciwą na pie­

niądze, bo złoto nie stanowi szczęścia człowieka.

Rozumiem takie wypadki, że np. bogata, piękna, młoda dziewczyna bierze sobie za męża starego, po­

siwiałego, ale zasłużonego i ubogiego starca — albo bogaty młodzieniec żem się ze starą i biedną nie­

wiastą, w takich razach nie byłoby co ganić. Ale czy coś podobnego zachodzi? Czy ty miła czytel­

niczko mając wielki majątek wzięłabyś sobie za mał­

żonka zgrzybiałego starca? A ty, młodzieńcze, ma­

jąc dostateczne utrzymanie, czyż pojąłbyś w małżeń­

stwo staią, ubogą kobietę?

Zastanawiano się nad tem : zkąd to się bierze nieraz takie gwałtowne kochanie u starych osób, gorsze niż u kotów w marcu? Oto pewien pisarz w taki to sposób wyjaśnienia. Dawni Grecy wierzyli w bogów i w boginie. Boginią miłości była Wenera, a syn jej Amor, czyli Kupidyn, przedstawiony w po­

staci młodego, ładnego chłopczyka, nosił ze sobą łuk i kołczan z strzałami. Otóż ten rozkoszny chło­

piec, kiedy widział dobraną parę, wtedy brał strzałę, a skoro ugodził w serce młodzieńca i dziewicę, wnet obydwoje zagorzeli ku sobie miłością. Ztąd powstało wyrażenie: ugodzony strzałą miłości, to znaczy, źe się zakochał. Był też bożek śmierci, oczywiście po­

dług mniemania Greków. Ten miał także strzały, ale oczywiście nie miłosne, bo gdy kogo strzałą ugodził, było już po nim na wieki. Samo przez się rozumie, że Amor lubił najchętniej strzelać do mło­

dych, a bożek śmierci do starych. Zdarzyło się razu pewnego, źe ci dwaj boźkowie byli razem na noclegu, a że zaspali, przeto w pośpiechu zmienili kołczany z strzałami. Widzi niedługo Amor urodziwego mło­

dzieńca i uroczą dziewoję, bierze tedy łuk, napina, kładzie strzałę i strzela — ale że to była śmiercio­

nośna strzała, przeto młoda para wnet padła bez życia. Tymczasem bożek śmierci, widząc siwą ba­

binkę, myśli sobie: tej już c z a s n a d r u g i świat i rzuca do niej strzałę, a że to była miłosna strzała, baba się zapaliła niepohamowaną miłością i nuż szaleć za młodymi chłopakami. Tak samo staruszek, strzałą

ugodzony, zagorzał szaloną miłością ku młodym dziewczętom.

Tak sobie Grecy tłumaczyli niewczesne zapały w starożytności, nasi przodkowie zaś wyrazili dobitnie, że to djabeł dodaje nieczystego ognia. Zatem ostro­

żność w takich razach, młodzi czytelnicy jak i czy­

telniczki.

--- «—---

Poradnik gospodarczy.

Zbiór żyta

należy rozpocząć wcześnie, jak tylko słoma pożółknie, a ziarno zrobi się świdowate, choćby miało barwę nieco jeszcze zielonkawą. Przez zbyt długie czeka­

nie narażamy się na to, że żyto się «przestoi» a ziarno najdorodniejsze dojrzałe wypadnie z kłosów przy obiorze. Żyto w suchy czas zżęte, należy za­

raz wiązać w snopy ; tylko rano i wieczorem lub też zaraz po deszczu, gdy słoma i kłosy mokre zostawia się na garściach by obeschło, ale przed wieczorem trzeba związać w snopy i poustawiać. Nawet żyto dosyć chwastami przerośnięte można wiązać odrazu, tak samo jak i pszenicę ożimą, bo zboża te mają słomę dość grubą i sztywną i przesychają wskutek tego dobrze. A by snopy wysychały jak najprędzej, należy ustawiać zboże tak, aby powietrze dobrze do­

chodziło zarówno do odziomków, jak i do kłosów i ażeby od deszczu, o ile możności, było ochronione.

Kopy wielkie i pólkopki, w iakie powszechnie ukła-

j dają żyto i pszenicę, nie zupełnie dobrze odpowia­

dają temu celowi. O wiele łatwiej dosuszyć zboże w snopach, ustawiając je w «dziesiątki» czyli «lalki»

tak jak powszechnie robią u nas już w wielu dwor- j skich gospodarstwach. Gdy zboże zupełnie sucho złożone i dojrzałe, to i w wielkiej kopie dobrze się zachowa, ale gdy wcześnie źnie.ny, to musi dojrzeć i doschnąć w snopie; tak samo, jeżeli dużo jest w słomie koniczyny zielonej lub chwastów, które trudno schną. Dziesiątki ustawia się tak: w środek stawia się snop jeden prosto do góry, nie łamiąc słomy, naokoło układa się stojąco 8 snopów, parami opierając je kłosami ku środkowi, a odziomki odsta- i wiając nieco. Powstaje w ten sposób kopka z dzie­

więciu snopków, ustawionych na ziemi w ten sposób:

• • •

Te 9 snopów obwiątuje się długiem powrósłem górą, aby lepiej się razem trzymały, a na wierzch nakłada się «czapkę* z 10 snopa, który powinien być nisko w odziomkach związany. Ażeby wiatr czapek nie rzucał, można jeszcze i czapkę na lalce obwiązać powrósłem. W takie dziesiątki ułożone zboże, tak żyto jak i pszenica, może stać całemi tygodniami bez obawy zamoknięcia i zrośnięcia, to też ten spo­

sób ustawiania w lata wilgotne, jest niezmiernie do­

godny. Deszcz spływa wierzchem po czapce, nie dochodzi wcale do kłosów, a odziomki rozstawione wysychają prędko, choćby zboże było nawet mocno zielonymi chwastami przerośnięte. Skoro pogoda, można na dzień czapki zdejmować, by kłosy lepiej schły, a na wieczór je znowu zakładać.

--- :# # € •---

(6)

230

Bóg im błogosławi Poszczęścił na roli.

Za to niech Go chwali Choć w największej doli Każdy tu żyjący

Niech Mu chwałę wznosi, A o iobre żniwo

Pokornie Go prosi.

0 chleb dzienny błagać ! Żebrać Jego łaski!

1 Jemu poruczać Niedolę i troski.

ww

1

§

Patrz! dzieweczki choźe Z uśmiechem na twarzy, Sieką śliczne zboże, Którym Bóg nas darzy ! Patrz! z jaką miłością Biorą się do pracy, I z jaką zręcznością Wiodą sierpek ostry.

Patrz! snopek za snopkiem Zesiekli, związali,

Parobczaki z wózkiem Po nie przyjechali.

Śpiewy chożych dziwek Pracę osładzają;

Za pracę od matek Pochwałę dostają!

On jako nasz ojciec, Pan świata całego, Nigdy nie opuści Dziecka proszącego.

Lecz zawsze udziela Pokaimu sowicie.

I w łasce pomnaża Każde swoje dziecię ! Chwałę Tobie wznosi, Boże miłosierny, I o łaski prosi

Cię Twój ludek wierny!

*Liss>

(7)

Praktyczne rady.

Ś ro d e k n a oparzen ie.

Co zrobić, gdy się człowiek lekko oparzy?

Obkładać oparzeliznę szmatą zmaczaną w wo­

dzie wapiennej z domieszką lnianego oleju.

J a k w y tę p ić ro b a k i drzew n e.

Robaki drzewne wytępić można skutecznie ben­

zyną, którą się wlewa w dziurki wygryzione. Wogóle benzyna zabija wszelkie owady, a takie myszy ucie­

kają g ,iv się ich dziury zatka bawełną napojoną benzjną.

**"1 iy*-

R o z m a ito ś c i.

W obozie b a n d y ty . Amerykanin Perdicaris, który przebywał w niewoli u marokańskiego rozbój­

nika Rajsuliego i niedawno temu został wypuszczony na wolność, tak opisuje swój pobyt u Rajsuliego : Siedziba Rajsuliego leży na szczycie góry, przyle­

piona jak gniazdo jaskółcze do skał. Ścieżyna Wązka wiedzie z doliny w licznych zakrętach aż na górę, na której obok chaty wodza, wznoszą się chaty towarzyszów rabusiów. Umieli sobie wybrać ładny kawałek ziemi na mieszkanie, bo owa dolina jest uro­

dzajna i ładnie położona. W pierwszym tygodniu trzymano nas w brudnej chacie, nie większej jak wiedzięć kwadratowych metrów. Dach chaty był tak niski, iż nie mogliśmy wcale prosto stanąć, a po­

nieważ nie mieliśmy zajęcia, więc leżeliśmy na tap­

czanach. Gdyśmy nakoniec wyszli, Rajsuli zmusił nas, abyśmy się ubrali w szaty, jakie rabusie noszą.

Obchodził się z nami grzecznie i zapewniał, iż włos nam z głowy nie spadnie, jeżeli nie będziemy chcieli uciec. Jego głos łagodny i cichy, ale rozkazu w y­

danego tym głosem drugi raz nie powtarza, a gdyby się kto ośmielił nie posłuchać, strzela. Ludzie jego są mu posłuszni na każde skinienie. Jak nas Rajsuli pojmał? Pewnego wieczoru siedzieliśmy przy stole, gdy nagle usłyszałem, że moja gospodyni wrzeszczy.

Mniemałem, że kłóci się z innemi sługami, bo lubi się spierać. Wychodzę przeto, aby ją uspokoić i co widzę ? Oto czterech Maurów otoczyło gospodynię, a gdy wyszedłem, kilku innych wyskoczyło z cie­

mności i otoczyło mnie samego. Towarzysz mój Varley wybiegłszy, pochwycił jednego z nich pod )j gardło, lecz inni pochwycili jego, przyczem raniono go mocno w głowę. Potem nas obu związano i skneblowano.

Ubezwładnionych zawleczono do pokoju, dokąd j

niebawem wszedł przyzwoicie odziany człowiek i łagodnym głosem rzekł: »Jam jest Rajsuli. Nic

W a m się nie stanie, jeżeli nie będziecie próbowali |j

uciekać*. A potem zwróciwszy się do innych towa­

rzyszów moich w izbie, dodał nie mniej łagodnie:

»Nie opierajcie się, bo inaczej będę zmuszony was zabić*. Powiedział to tak, jakby mówił o rzeczy bardzo zwyczajnej i obojętnej. P o d c z a s tego wszyst­

kiego Rajsuli był zupełnie spokojny, uśmiechał się i mówiąc do nas, grzecznie się kłaniał. Potem wsa­

dzono nas na konie i wieziono na nich 24 godziny do obozu rabusiów. Mój przyjaciel Varley zwrócił Rajsuliemu uwagę, że przecie nasze ubrania nie są stosowne do dalekiej podróży. Rajsuli natychmiast

W y s ł a ł posłańca do domu naszego po inne ubrania, ;

lecz tenże wrócił z oznajmieniem, iż znaleźć ich nie mógł. Gdyśmy przybyli na miejsce, rzekłem do bandyty, iż chciałbym żonie mojej donieść o sobie.

Rajsuli zaraz przyniósł papier i atrament, a list mój posłał do żony przez swoich ludzi. — Nie wzią­

łem was do niewoli — rzekł — z pobudek nik­

czemnych, lecz aby zemścić się na szeryfie Tangeru, a nadto aby pokazać, że obecny rząd w Tangerze jest bezsilny. Oświadczył mi też, że górskie ple­

miona połączyły się w związek i że ma pod swoim rozkazem sześć tysięcy wojowników, zaopatrzonych w broń palną.

U su n ięcie d ym u z m iast. Ponieważ dym na­

leży do jednej z najnieprzyjemniejszych stron miast, zwłaszcza przemysłowych, nie od rzeczy będzie przy­

toczyć projekt, jaki podaje o tej kwestyi miesięcznik angielski >Te Sanitary Record«,

Jeden z inżynierów londyńskich proponuje po­

łączyć wszystkie kominy domów londyńskich za po­

mocą sieci rur z centralną stacyą, gdzie potężne

|! maszyny mają zbierać dym z całego miasta i następ­

nie przetwarzać go. Produkty otrzymane w ten sposób, zdaniem projektodawcy, mogą posiadać wartość i mogą one naprzykład być użyte w celu poruszania maszyn.

Więcej wykonalny projekt podaje w temże pi­

śmie inżynier Browning. Sposób polega na użyciu

j j azotanu sodu, jako substancyi bogatej w tlen, która

będąc wdmuchiwaną z pieca w postaci drobnego pyłu, rozkłada się z wytwarzaniem większej ilości tlenu. Ten ostatni sprzyja zupełnemu spaleniu się w piecu i w ten sposób nietylko zapobiega two­

rzeniu się dymu, lecz zwiększa stopień wytwarzanego ciepła. Zastosowanie sposobu powyższego wymaga bardzo małych zmian w budowie palenisk i może być zastosowane przy każdym gatunku kotłów.

Z a b o b o n y w R o sy i, Połtawski korespondent

»Nowosti« donosi: Do kliniki miejskiej przyszła razu pewnego wieśniaczka.

— Co ci to, kobieto? Boli cię co?

— Nie. Świadectwo potrzebne.

— Jakie świadectwo ?

Kobieta czerwieni się i m ów i:

Niech mnie pan doktor obejrzy i da za­

świadczenie, że nie jestem wiedźmą.

Co? co mówicie matko? — aż podskoczył ze zdziwienia lekarz.

Kobieta opowiedziała smutną historj^ę: we wsi uważano ją za wiedźmę; z początku żartami, a po- tem na seryo. Kobieta płakała i żaliła się: przejść nie dają. Wyśmiewają się, wymyślają, biją. Grożą zabiciem. 1 to wszystko niby dlatego, że jestem wiedźmą. A jakaś ta wiedźma? Zwyczajna ko­

bieta jak inne. I kobieta zaczęła żegnać się.

— Jakież wam dać, matko, świadectwo.

—- A takie, że jestem kobieta, nie wiedźma.

We wsi naszej m ówią’ — idź do doktora, niech cię obejrzy i wyda świadectwo. Wtedy uwierzymy.

Zaczął doktor przekonywać kobietę, że wszystko to są głupstwa i wymysły plotkarzy, kobieta jednak obstawała Jjrzy swojem.

— Zycie jest dla mnie nie do wytrzymania;

zlituj się pan, doktorze i wydaj świadectwo.

W głosie jej czuć było taki smutek, prośby jej były tak przekonywające, że doktor wydał jej żądane świadectwo.

A k u s z e r n a w o jn ie . Korespondent »War­

szaw skiego Dniewnika«, pan Erastow, podaje nastę­

pującą rozmowę między lekarzem a oficerami na

(8)

232 placu boju. Rzecz dzieje się w Dasziczao, w ocze­

kiwaniu starcia z Japończykam i:

— A co, panie pułkowniku — pyta lekarz — czy mogą posunąć nas jeszcze dalej naprzód?

— Naturalnie, i to w każdej chwili — brzmi odpowiedź.

— Hm?... Więc możemy się spotkać z Japoń­

czykami. Będzie bitwa?

— To niewątpliwe — odpowiada na to pułko­

wnik z uśmiechem.

— To dopiero historya! Więc będą i ranni....

— Naturalnie!

— Zmiłuj się pan, cóż ja będę robił z tymi rannymi?

— Jakto? Będzie pan niósł im pomoc, będzie pan robił opatrunki.

— Jaką tam pomoc! Jestem specyalistą od chorób kobiecych i nic a nic nie znam się na opa­

trunkach i chirurgiach ! Niech pan wejd7ie w moje położenie! Nie jestem nic winien temu, że damskiego lekarza zrobili doktorem wojskowym...

W esoły kącik.

Po pojedynku.

— Nie pojm uję jak można trafić w ły d k ę ?

— Jakto jak ?... Przez spodnie...

Zachęta.

O na:

— Zaraz wrócę, tylko muszę się mamy o coś zapytać, możeby i od pana — również?!

P rzy spisyw aniu testamentu.

— Ż o n ie mojej zapisuję 15COO inarek.

— A w razie, gdyby znów wstąpiła w związki małżeńskie? — zapytuje notaryusz.

— W takim razie zapisuję 30 0 0 0 ; połowę dla niej, a połowę dla tego biednego waryata.

Okropny dzieciak.

Jaś : — Tatuś czeka, kiedy się pan oświadczy.

Konkurent radośnie:

— Więc nie jest przeciwny mojemu małżeństwu z twoją siostrą ?

— Ja ś: — Powiada, że jak pan dostaniesz kosza, to przestaniesz u nas bywać.

Podczas burzy.

— Powiadam, kumie, to ci była wczoraj wi­

chura! W jednej garści trzymałam kapelusz, a w drugiej — męża.

Rozm owa z w ynalazcą.

— No jakżeż tam z twoją maszyną do latania?

— Wpadła niestety do wody!

— A nowowynaleziona łódź podwodna?

— Wyleciała w powietrze.

Nielada szczęście.

— Ileś dostał na kolei za oderwaną nogę ?

— Dziesięć tysięcy marek.

— Słuchaj, szczęśliwy chłopie, jak ci jeszcze gdzie i tego drugiego kulasa lokomotywa oderwie, to będziesz chyba skakał z radości? s

W szkole.

— Gapski! Gdzie Judyta ucięła H o l u f e r n e s o w i

głowę ?

— Przy szyi, panie profesorze.

Ł a m i g ł ó w k a .

er, in, on, o, ka, sie, ton, al, to, ne, di, kor, lau, na, dy, fant, ry, da, radz, new, le, pa, sarz, a, ty, ki, gi,

gret, mi, niec, ryk.

Z tego uczynić: 1) Pismo wygłaszające czyjeś zalety. 2) Wyraz w muzyce. 3) Słynny matematyk angielski. 4) Malarz polski. 5) Służy dla ozdoby gmachów, o) Tytuł na dworze hiszpańskim. 7) Wi­

nem słynna miejscowość na Węgrzech. 8) Poeta polski. 9) Utwór znakomitego angielskiego poety.

10) Boginie wodne w pogańskiej Litwie.

Początkowe i końcowe litery wyrażają popularne przysłowie ludowe.

Za rozwiązanie powyższej szarady przeznacza- my nagrodę

Rozwiązanie zagadki z nr. 27-go:

L i n — nil.

DoBre rozwiązania nadesłali:

Jan Szulc, Poznań, Stanisław Nowak, Ma?a Dą­

brówka, Fianciszek Oslisło. Bottrop, Stefan Rybarek, Jan Kamiński, Ryszard Bodynek, Świętochłowice, Józ.

Janocha, Kuźnica, Józef Knopp, Stare Zabrze, Mał­

gorzata Piller. Pr. Starogard, Jadwiga Badura, z Ro- ździenia, Paulina Lewandowska, Paweł Nawrat, Glau- benshuta, St. Fenikowski, Strzelno, Walenty Przybyła, Zawodzie, Franciszek Kołodziejczyk, Szarlej, Jan Werner z Lipin, Aug. Wójcik, Nowe Hajduki, Karol Drzyzga, Kostawy, Fr.Pluszczyk, Montois la Montagne, Hania Bobińska z Kalisza.

Rozwiązanie szarady z nr. 27-go.

So — bies— ki.

Dobre rozwiązania nadesłali:

Hania Bobińska1' z Kalisza, Albina Landkocz, Łubom, Karol Kołodziejczyk, Szatlej, Józef Knopp z Starego Zabrza, Fr. Pluszczyk, Montois la Montagne, St. Fenikowski, Strzelno, Małgorzata Piller, Pr. Staro­

gard, Ryszard Bodynek. Świętochłowice, Jadwiga B a­

dura, Roździeń, Janek Wypich, Franciszek Twyrdy, Król. Huta, Stefan Rybarek, Jan Kamiński, Święto­

chłowice, Wojciech Kużaj, Bruch, Marya Pawlica, Je­

dłownik, Jan Szulc, Poznań, W'alenty Przybyła, Z a ­ wodzie, NikodemOwaśny, Lubań.

1 nagrodę, która przypadła temu, którego na­

zwisko oznaczone jest gwiazdką, jużeśmy wysłali.

N akJadem i czcionkam i »G óm oślązakac, spółki w ydaw niczej z ograniczoną odpow iedzialnością w Katow icach.

R edaktor odpow iedzialny: A ntoni W olski w K atow icach.

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :