Rodzina Chrześciańska, 1904, R. 3, nr 7

Pełen tekst

(1)

R o k III. K a to w ice , N ied ziela, 14-go L u teg o 1904 r. N r 7.

Rodzina ehrześciańska

Pisemko poświęcone sprawom religijnym, nauce i zabawie.

Wychodzi raz na tydzień w J/iedziełę.

Bezpłatny dodatek do „Górnoślązaka 11 i „Straży nad Odrą“.

N a N ied zielę Z a p u stn ą.

Lekcya

i. Kor. XIII. 1 - 1 3 .

Bracia! Gdybym mówił językami ludzkiemi 1 3nif|skiemi, a miłości bym nie mia\ stałem się jako miedź brząkająca, albo cymbał brzmiący. I chociaż*

pym miał proroctwo i widziałbym wszystkie ta- j Jemnice i wszelką naukę; i miałbym wszystką wiarę

iżbym góry przenosił, a miłości bym me mi^ł.

n'c ^m nie jest. I c o ć b y m wszystkie majętności m°je rozdał na żywność ubogich, i choćbym wydał ! c'ało moje tak, iżbym gorzał, a miłości bym nie

^ 'ał, nic mi nie pomoże. Miłość cierpliwa jest, ła­

skawa jest: miłość nie zajrzy, złości nie wyrządza, n,e nadyma się, nie jest czci pragnąca, nie szuka swego, nie wzrusza się ku gniewowi, nie myśli złego, n'£ raduje się z nieprawości, ale się weseli z pia-

^dy; wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszyst­

kiego 8ię spodsiewa, wszystko wytrwa. Miłość niydy ginie, choć proroctwa zniszczeią chociaż języki Ustaną, chociaż umiejętność będzie zepsowana.

Albowiem po części znamy, i po części proroku­

jemy; ale gdy przyjdzie co jest doskonałego, co jest Po części, zniszczeje. Gdym był dziecięciem, mówi- :e|łJ jako dziecię; rozumiałem jako dziecię; myśliłem

|ako dziecię, lecz gdym się siał mężem, wyniszczy- y 01 co było dziec innego. Teiaz widzimy pi zez Zwierciadłu, przez podobieństwo, lecz w on czas twarzą w twarz. Teraz znam po części, lecz w on

‘-zas poznam, jakom i poznany jest. A teraz trwają

^iara nadzieja, miłość: to troje, a z tych większa lest miłość.

Ewangelia u Łukasza świętego

w R ozd ziale X V III.

W on czas wziął z sobą Jezus dwunastu i rzekł

•ni: Oto wstępujemy do Jeruzalem; a skończy się

"'■'iystko, co napisano jest przez Proroki o Synu człowieczym. Bu będzie wydań poganom, i będzie

^aigrawan, i ubiczowali, i upiwan: a ubiczowawszy, 5rahiją G o: a dnia trzeciego zmartwychwstanie. A oni

*Ł;go mc nie rozumieli, i było to sł .wo zakryte od i nie zrozumieli co *ię mówiło. J stało się,

gdy się przybliżał ku Jerychu, ślepy niektóry sie­

dział wedle drogi, żebiząc. A usłyszawszy rzeszę przechodzącą pytał, coby to było. I odpowiedzieli mu, iż Je/us Nazareński mimo idzie. I zawołał mó­

wiąc: Jezusie, Synu Dawidów, zmiłuj się nademną!

A którzy szli wprzód fukali nań, aby milczał. Lecz on tem więcej w olał: Synu, Dawidów zmiłuj się nademną! A Jezus stanąwszy, rozkazał go przywieść do siebie. A gdy się przybliżał, pytał go, mówiąc:

Co chcesz, abym ci uczynił? A on powiedział:

Panie, abym przejrzał. A Jezus mu rżekł: Przej­

rzyj; wiara twoja ciebie uzdrowiła. I natychmiast przejrzał, i szedł za nim wielbiąc Boga. A lud wszystek widząc, dawał chwałę Bogu.

Nauka z tej Ewangelii.

Par. Jezus często rozmawiał z uczniami swo­

imi o oczekującej go śmierci. W dzisiejszej Ewan- gelii świętej to samo powtarza »Oro idziemy*, mówi, »do Jerozolimy abv się wvi elml.• « s / s k , co o mnie pioiocy przepowiedzieli.. Pizq.ow e- dzieli zaś prorocy na parę set lat wprzódy całą męką Zbawiciela, że zostanie >d Żydów pojmany, jako winowajca jaki pod -sąd oddany, zelżony ubi­

czowany, na krzyż siomotnie przybity i okrutnie na nim zamordowany, i że dnia trzeciego zmartwych­

wstanie. Przepowiada to samo Jezus Chrystus o so­

bie uczniom swoim, aby naprzód wiedzieli, co się stanie; a gdy się stanie, żeby nie rozpaczali 1 me zachwiali się w wierze, wiedząc, że im to sam prze­

powiedział, i że to było potrzebnem do odkupienia całego świata. Bo właśnie przez mękę swoją prze­

błagał fezus, jako Syn Ojca przedwiecznego. Boga, za grzechy wszystkich ludzi, i wszyscy ludzie me dla swoic h zasług, ale dla zasług Zbaw.ciela, do­

stępną odpuszczenia grzechów, gdy tylko serdecz­

nie za nie żałują spowiadaią się ich, 1 więcej do nich nie wracają. Nietylko zaś pizepowiada Jezus Chrystus Apostołom mękę swoią, ale zarazem i swoje

Z m a rtw y c h w sta n ie , aby ich przez to w smutku po­

c i e s z y ł , który uczuć mieli w sercach swoich, patrząc

na cierpiącego i umierającego mistrza swojego. — Ch >ciaż Prorocy i sam Zbawiciel tak jasno p.zepo- wiedział swoję mękę, nie zrozumieli Go uczniowie Jego. Nie mogło mi się to w głowie pomieścić, aby Żydzi nad ich nauczycielem, który tyle 1 tak wielkich poczynił cudów, mieli wziąść górę 1 tak

Go sromotnie zamordować. A to ztąd pochodziło.

Ówcześni Żydzi o c z e k iw a li w y b a w ic iela , ale nie wy­

:

(2)

bawiciela od grzechu i wiecznego zatracenia; nie wybawiciela dla wszystkich ludzi tylko wybawiciela dla siebie i to wybawiciela od Rzymian pogan, pod których rządem zostawali. Spodziewali się oni, że Mesyasz, Zbawiciel, wypędzi z ich kraju Rzymian, że im przywróci dawne swobody, i że będzie ich królem ziemskim. Tego samego i Apostołowie spo­

dziewali się po Jezusie z początku.

Później dopiero, zwłaszcza, gdy w dzień Zielonych Świątek odebrali Ducha świętego, zrozu­

mieli dostatecznie naukę Jezusa Chrystusa. Wtedy dopiero do żywego przejęci hyli tą prawdą, że Me­

syasz, Jezus Chrystus, na to przyszedł na ten świat, aby oświecił wszystkich ludzi boską swoją nauką i żeby przez swoję śmierć krzyżową wysłużył dla wszystkich zbawienie wieczne, które pierwsi rodzice w raju Adam i Ewa przez swój grzech, dla siebie i dla wszystkich swoich potomków byli utracili.

Czemu to Jezusa nie oddano pod sąd żydowski, tylko pod sąd pogański?

Dla tego oddano Chrystusa pod sąd pogański, bo Żydzi zawojowani od Rzymian pogan, nie mieli już więcej katarwa śmiercią. T o prawo wykonywał cesarz rzymski wówczas przez Piłata pontskiego na­

miestnika swego w kraju żydowskim. G dy więc Żydzi oskarżyli kogo o zbrodnię godną śmierci jak niewinnie oskarżyli Jezusa, ten już nie podług praw żydowskich był karany kamteniowaniem, ale od pogan śmiercią krzyżową.

Z tego cośmy dotąd słyszeli, uczyć się mamy, że dobrze jest, kiedy i my zawsze gotowymi je ­ steśmy na przyszłe dolegliwości i kiedy zawczasu obeznamy się z tem wszystkiem, co nam Religia święta w czasy nawiedzenia ku naszej pociesze i po­

krzepieniu podaje.

Cóż nam za pociechę podaje Religia w naszych utrapieniach ?

Oto tę, że nas zapewnia, iż to Bóg sam zseła człowiekowi rozmaite krzyżyki, i zsela je dla tego, aby człowiek cierpliwie je znosząc, coraz bardziej po­

stępował w doskonałości chrześciańskiej; bo jak złota w ogniu się czyści i doskonali, tak i czło­

wiek doskonali się na duszy swojej gdy wszelkie dblegliwości. od których nikt nie jest wolny, cier­

pliwie znosi i nie szemrze przeciwko Bogu, lecz owszem chwali go, jak Jo b sprawiedliwy, gdy w smutkach swoich wołał: 'B ó g dał, Bóg wziął, niech będzie imię Boskie błogosławione.*

Nareszcie powiada nam Ewangelia święta, że gdy Jezus z swojemi uczniami i z licznym ludem przybliża) się d > miasteczka Jetycho, niewidomy że­

brak, siedząc dla jałmużny przy drodze, pytał się przechodzących, coby to znaczyło. Gdy mu po­

wiedziano, że Jezus z Nazaretu przechodzi, ucie­

szony wołać zaczął całym głosem: »Jezusie, Synu Dawidów zmiłuj się nademną!♦ l.ubo przechodzący kazali mu być cicho, on jednak nie zważał na ich pogióżki. ale pełen wiary i uinośct tem bardziej wołał: »Jezusie Synu Dawidótv zmiłuj się nademną!*

Usłyszawszy Zbawiciel głos wołającego, kazał go do siebie przyprowadzić i cudownym sposobem przy­

wrócił mu wzrok pożądany, za co ów żebrak z ca­

łym ludem dziękował Bogu i chwalił Jego wsżećh- mocność i miłosierdzie. — Podobnie i my kochani Biacia! nietylko wtedy mamy się udawać do Boga, gdy nas co dolega; ale i wtedy, gdy dolegliwości nasze się skończą, powinniśmy Bogu za to być wdzięczni, wychwalać Je^jo dobroć nieskończoną

i wfpółbliżnim przychodzić na ratunek w 'ich po­

trzebach. Jakże więc grzeszą ci, co wtedy tylko pa­

miętają o Bogu, gdy ich nieszczęście gniecie; lecz skoro przeminie, zapominają o Nim, a opili do­

brem powodzeniem głusi są na wszelką nędzę drugich ludzi; i chocby mogli, nie przybywają im w pomoc.

P a m i ę t a j!

Polska ziemia cię wydała l polska krew w tobie płynie, Polka matka cię chowała I polskie też nosisz imię Więc ukochaj sercem całem Twą rodzinną, polską ziemię, Niech dla ciebie ideałem Będzie matki Polki imię!

Piękny kraj nasza Ojczyzna Choć pałaców mamy mało, Że bogaty, każdy pizyzna, Bo w nim serce pozostało.

Urodzajna nasza gleba,

Cudzych bogactw nie pragniemy, Bóg nam dał na tyle chleba, Że innych żywić możemy.

Nie dziw się, że przed innemi Ziemia rodzi bujne plony, Bo każdy pręt polskiej ziemi, Krwią jej synów jest zroszony.

Słowem, kraj to jest odmienny;

Tam wiatr, gdy liściem szeleści, To nie zwykły wiatr jesienny — T o jęk żalu, kizywd, boleści! . . . Lecz twe żale i westchnienia, Nie pomogą dziś Ojczyźnie, Ale pilnuj przodków mienia, Pracuj na twej ojcowiźnie!

Gdy ci obcy talarami Pobrzękuje raz za razem, Pomnij: kto ma pod nogami Gnmt, ten w kraju gospodarzem.

A więc pracuj i wytrwale Ucz się znosić niewygody;

Ku Ojczyźnie twojej chwale Ucz się cierpieć bracie miody . . . Nie opuszczaj bracie miły,

Czy to wioski, czy zagrody, Ale pracuj co masz siły,

Ucz się kochać bracie miły . . . Bo w tej ziemi-są złożone Drogich przodków twoich kości,

(3)

A jej lany uiyinione

Łzami ich dla twej miłości . . . Więc ukochaj, ale szczerze, Dzieje twojego narodu,

Wytrwałości w przodków wierze Ucz się bracie, ucz za miodu!

Więc ukochaj sercem calem, 1 szanuj przodków spuścizn}', Niech dla ciebie ideałem Będzi* miłość dla Ojczyzny!

A ta’'miłość niechaj będzie W każdym twoim słowie, czynie,

U’ każdem miejscu, słowem wszędzie, Odzie cię rzuci przeznaczenie.

Rady i wskazówki

d l a r o d z i c ó w

przy w ychow aniu dzieci.

Lj. (Ciąg dalszy.)

Wprawdzie na niektóre jego pytania odpowie­

dzieć 'nie można, raz dlatego, że nie zrozumiałoby odpowiedzi, innym razem dlatego, że my jej nie

"dem y^sam i; wreszcie i dlatego także, że dziecko p*e wszystko wiedzieć powinno, W takim razie je ­ dnak bez porównania lepiej jest powiedzieć wprost

•nie odpowiem ci na to, bo nie wiem, albo nie ,n°gę* albo powiem, gdy będziesz starszy* niż zby­

wać dziecko klamliwemi bajkami, o których fałszu prędzej lub później się przekona, a wtedy nietylko nam wierzyć, ale szanować nas przestanie.

jeżeli chcemy, by dziecko nam utało, musimy zawsze tak z niem postępować, by tego zaufania ni- fidy nie zawieść, by się w tem zaufaniu wciąż uma­

cniało, widząc, że nigdy żle na tem nie wyszło, gdy nam uwierzyło.

Dla rodziców takie zaufanie dziecka jest nie- ocenionem. Tylko przy zaufaniu dziecka możemy zapobiegać złemu, które je spotkać może, i błęd.m, do których ma skłonność. Tylko dzięki jemu mo­

żemy czytać w duszy naszego dziecka, wiedzieć, co się w niej dzieje i nią kierować. Dlatego też nigdy nie należy tego zaufania zrażać zbytnią surowością.

Dość ogólnem jest jeszcze wśród rodziców przekonanie, że najważniejszą jest rzeczą, by ich się dzieci bały, że tylko ta bojaźń od złego je ustrzeże, łleż razy życie przekonywa, że się mylili, źe strach nie ustrzeże dzieci od niczego, lecz często pogarsza złe; j tam nawet, gdzieby można jeszcze zaradzić złemu, popycha do rozpaczy. Zdarza się, że dziec­

ko bojąc się surowej kary od rodziców, ucieka z o mu, w którem by się jeszcze zwolna poprawie i na lepszą drogę wejść mogło, idzie między obcyc u dzi i do reszty upada i marnieje.

Rodzice powinni być surowi o tyle, ę dom dzieci nie pobłażać, ale nigdy o tyłe, by^ z , obawiały się bardziej ich, niź tych nieszczęsc, na siebie ściągają. Dzieci powinny widzieć

dzicach nieugiętą sprawiedliwość, ale też i mi >

powinny czuć, źe ich dobro jest dobrem ro zi >

ich cierpienie, cierpieniem dla nich, i powinny się bardzej martwić cierpieniem swych rodziców, niż lę­

kać się ich gniewu.

Strach nie prowadzi do niczego dobrego, tylko do ukrywania się ze ziem, a każde zlo ukryte tru­

dniej jest wykorzenić i zwalczyć niż jawne.

Najlepiej jest, gdy dzieci przywykają do tego, by się do każdej winy przyznać, i to nie pod grozą i pod przymusem, lecz zupełnie dobrowolnie. Na­

leży du tego przyzwyczajać już dzieci maleńkie i to w ten sposób, żeby za winy, do których się przy­

znają, nie karać., lecz je tylko zganić, zalecając by ich nadal unikały; za takie zaś winy, które wyszły na jaw bez ich woli, do których dzieci przyznać się nie chcą, karać surowo, ale nie biciem, zaznaczając, że się karze głównie za kłamstwo i ukrywanie.

Znam wypadki, gdy ojciec, chcąc chłopca na­

pędzić do nauki, bił go za złe cenzury i groził, że go znać nie chce, jeśli promocyi nie dostanie. Po ukończeniu roku szkolnego chłopak wcale nie wró­

cił do dumu, a ziozpaczeni lodziee musieli go szu­

kać przez ogłoszenia w gazetach. Bywały wypadki, że chłopcy w takich razach odbierają sobie życie.

Tym razem tak się nie stało, lecz stała się rzecz również zla, I o gdv rodzice po tygodniu poszuki­

wań wpadli na trop chłopca, pamiętni swego prze­

strachu i swych obaw o życie syna, sami go prosili, żeby do domu powrócił, przyczem udzielili mu zu­

pełnego przebaczenia; od tej pory lękali się zrazie ero czemkolwiek, żeby powtórnie nie popchnąć go do rozpaczliwych kroków. I oto nadmierna suro- w ość doprowadziła ich do nadmiernego pobłażania, nie syn ojca, lecz ojciec syna przepraszał Gzyz nie byłoby lepiej, gdyby ojciec we właściwej porze był się pomiarkował, przewidział, co się stać może, i me groził karą, która była dia niego samego bolesną, a dla dziecka wprost niebezpieczną.’'

Ileż razy upadek moralny dziecka jest wywo­

łany przez nadmierną surowość rodzicielską i brak zaufania dzieci do rodziców. , . ~

Czasem wynika;ą stąd i inne nieszczęścia, re- wna surowość wychowywana dziewczynka dorwała się raz do maszynki naftowej, choć jej tego zakazy­

wano, i zapaliła ją. Nafta się rozlała i płomień ob­

iat serwetę na stole. Dziecko ze strachu przed ro­

dzicami, zamiast ich wezwać do ugaszenia ognia, wstawiło płonącą maszynkę pod łóżko, tam też rzu­

ciło zapaloną serwetę i nic nikomu me mówiąc, wy sunęło się z pokoju. Na szczęście spostrzeżono dym i uratowano od pożaru mieszkanie.

W tvm wypadku nie można powiedzieć, że dziecko bało się rodziców jak ognia, bo bało się ich Więcej niż ognia. Właściwie zaś pow.nno bać się bardziej nieszczęść wywołanych przez siebie, niż ro­

dziców i w każdym kłopocie, choćby z własnej wmy na siebie ściągniętym, do nich się udawać.

Wogóle jednym z najpoważniejszych i najszko­

dliwszych błędów w wychowaniu, jest pobudzanie dzieci do strachu. I bez naszej woli dzieci same przez się są do strachu bardzo skłonne, a uczucie to stanowi najcięższe udręczenie ich wieku dziecin­

nego. Dziecko boi się dlatego, źe czuje się małe, słabe i nieporadne, że nie zna świata, który go ota­

cza, a wie, źe o własnych siłach i w ł a s n y m rozu­

mem od żadnego niebezpieczeństwa uchronić się nie może. To też zwłaszcza maleńkie dzieci l^ a ją sie byle czego; czemkolwiek im pogrozić, wsz/st o, choćby samo z siebie najniewinniejsze, wydaje im sie groźnem i przerażającem. . . .

Pewna dziewczynka, wracając z rodzicami

(4)

czorem do domu, była śpiąca i zaczęła na ulicy j

grymasić. Mijali właśnie latarnię miejską, którą jakaś stara kobieta zapalała; ta, widząc dziecko gryma­

szące, żartem zagadnęła do niego: »Jak będziesz tak grymasiła, 10 cię na cala noc do tej latarni zam­

knę « Dziewczynka ucichła i naturalnie zaraz z ro­

dzicami puszta, ale przez całą noc spać me mogła, dostała gorączki, a potem w ciągu całego jej dzie­

ciństwa wsp mnienie tej kobiety i jej latarni prze­

śladowało ją ja k zmora i spiawiało niesłychane udrę­

czenia.

Ma się rozumieć, że strasząc dziecko, moina z niem na razie zrobić wszystko, ale tei tylko na razie, bo przecież ono wyrasta ze swej dztecmnej naiwności i przekonywa się, źe go starsi oszukiwali i dręczyli rozmyślnie; przez to traci do nich ufność, i ma do nich żat zupełnie słuszny. Przestrach bo­

wiem, zwłaszcza dla małych dzieci, jest niezmiernie szkodliwy dła zdrowia. Nierzadko się zdarza, źe dziecko takie z przelęknienia choruje, dostaje kon­

w ulsji, a bywają wypadki jeszcze smutniejsze.

Choćby nawet natychmiast nie okazały się sku­

tki w sposób t^k widoczny zgubne dla zdrowia, to jednak nigdy umknąć ich nie można. Dziecko czę­

sto straszone, staje się wątłe, nerwowe, ile sypia, mówi przez sen, w dzień zaś bywa grymaśne, kizy- kliwe i do różnych chorób skłonne.

Prócz tego strach jest lakiem uczuciem, z któ- r< ł;<i iod ą ~*ę iMjbizydsze wady człowieka; pod wp*\we*. słiiuhu człowiek p> prostu nikczem- nirje. siaje się tchórzem, obłudnikiem, kłamcą i o- szustem.

Wobec tego, jednem z najważniejszych zadań rodziców, jest zaszczepić w dzieciach odwagę, bo tylko przy odwadze rozwinąć się może prawdzi­

wa rzetelność i cz\stość chaiakteru, W tjm celu nietylko nie należy ich straszyć, ale trzeba , je leczyć z niewytłumaczonych i niepotrzebnych

strachów.

I tu jednak, tak samo jak przy uporze, nie można używać przemocy i przymusu, bo to nie pro­

wadzi do niczego. Zupełnie podobnie jak tam, trzeba i tu uwagę dziecka odwracać, pozwolić mu zapomnieć, że się b i, i czego się boi, a zwolna rozwijają jego rozsądek i tiomacząc mu to. na co patrzy, przekonywać, źe du suachów powodu me ma.

Wszystkie głupie bajki o zmorach, upiorach, duchach i dyaUach powinny być raz na zawsze z rozmowy z dziećmi wykluczone. Staisi się tem bawią, a dzieci od tego chorują. Nieraz widziałem, jak niebaczna rozmowa starszych zaszczepia strach w sercach takich dzieci, które nawet z namry dosyć odwagi okazywały.

Pewna dziewczynka, która poraź pieiwszy wi­

działa na wsi burzę, usłyszała lozm owę starszych, któizy sobie przy tej okazyi opowiadali o wypad­

kach śmierci i pożaru od pioruna Od tej pory dzieko tak s ę zaczęło obawiać grzmotów, źe wprost dreszczów dostawało, gdy się burza zbliżała. Jakiż może być pożytek ze wzbudzania takiego strachu?

Wszakże od pioruna nie można się własną ostroż­

nością uchtonić, ani też nie można burzy wstrzymać, a bądź c*> bądź wypadki śmierci od pioruna są bar­

dzo rzadkie, znacznie rzadsze naprzykład, n»i śmierci, skutkiem wypadków w fabryce lub kata­

strefy kolejowej. Czyż ludzie mają w fabrykach nie piacować lub koleją nie jeździć dlatego, że ich tam śmierć spotkać może?

Po co więc nasuwać dziecku takie straszne

myśli i powodować udręczenie, na które samo nic nie poradzi ?

Lękhwość dziecka skłania je do szukania opieki, oparcia i otuchy w rodzicach. Jeżeli zamiast udzie­

lić tej op*eki i otuchy, rodzice sami dziecko sw e

straszyć będą, zostanie ono zupełnie bezradne i bezbronne w swym strachu, a to, coby je mo­

g ła najsilniej przywiązać do rodziców, sianie się powodem do odsunięcia się od nich i zam k n ię cia

w sobie.

Rodzice sarni wytrącają sobie z ręki najważ­

niejsze narzędzie wychowania. Każde dziecko pra­

gnie i potizebuje rodzicom wierzyć i na nich po­

legać. Już w jego naturze leiy to, by w nich widzieć dobroczynną potęgę, która je chroni od złego.

Pewna dziewczynka pięcioletnia, zmówiwszy przed położeniem się spać modlitwę do A n io ła

Stióźa, zaczęła się zastanawiać nad tem, gdzie ten aniołek stróż stoi, aż wreszcie z radością zawołała

»Wiem, już wiem co to za aniołek! T o jest ma­

musia !« *

Jakże dobrze dzieje się takim dzieciom, które w swych matkach widzą swego anioła stróża.

Niektórym rodzicom wydaje się, źe całe wy­

chowanie dzieci polega na karaniu ich, a i e ze wszystkich kar najprostszą i najdotkliwszą w y d a je

im się bicie, więc też biją za każde przewinienia.

Tymczasem popełniają błąd najstraszniejszy i naj*

mebezjiieczniejszy.

Najprzód kary wogóle są najgorszym, najmniej pomocnym sposobem wychowania. Mogą one tylko w pewnych wypadkach okazać się niezbędne, a o tyle dob e, o ile inne sposoby, takie, jak dobry przykład, zachęta do dobrego, dobre przyzwyczajenia — przy chodzą im w pomoc. Pt żytem nafeży kary staran­

nie obmyślać i wybierać, bo niektóre bai dziej szko­

dzą niż pomagają.

Do takich należy w pierwszym izędzie kara cielesna czyii bicie.

Kara ta przedewszystkiem jest niezdrowa. Ru­

dzice najczęściej nie mają pojęcia o tem, jak wiele złego wyrządzają swym dzieciom nawet wtedy, gdy na pozór biją je o tyle umiarkowanie, źe żadne uszkodzenie cielesne nie jest widoczne. W najnow­

szych czasach lekarze chorób dziecinnych zastana­

wiali się nad tem, jak wpływa bicie na zdrowie dziecka i pizekonali się, i e jest ono dla niego zaw­

sze zgubne. W dzieciach bitych wyrabia się skłon­

ność do różnych chorób, zwłaszcza nerwowych, i czę­

sto bicie umacnia w dziecku właśnie te wady, które chcemy wy korzenić.

Gdy chodzi o małe dzieci naprzykład, które bijemy za nieporządek, to powinniśmy pamtętać, ie im więcej je bijemy, tem nieraz trudniej odzwyczaić je od nieporządku, są one właśnie coraz skłonniej- sze d>> mego, i to skutkiem bicia! T o tei często się zdarza, że dzieciom ostro karconym, wypadki trafiają się jeszcze w ósmym i dziewiątym roku, pod­

czas gdy dzieci niebite już w trzecim bywają zu­

pełnie do porządku przyzwyczajone W tym razie, czystość, kąpiele, ciepłe ubranie dolne, systema­

tyczne i baczne dopilnowanie dziecka — pomagają znacznie skuteczniej.

Co gorzej, dzieci często i mocno karane cie­

leśnie, dojrzewają zbyt wcześnie, nabierają czasem i w dziecięcym wieku zgubnym popędów i szkodli­

wych nałogów, które ich zdrowie podkopują, Bicie wyrabia skłonność do wszelkiej nieczystości i roz­

pusty.

(5)

Jeżeli nawet czasem 9i> edaray, ie dri&eko, gdy dostanie w skórę, na drugi raz ze strachu przed r^zgą od ziego się powstrzyma, to jeszcze z tego

*ak bardzo cieszyć się nie można.

Nadzwycza) niebezpieczne' jest bicie w głowę, Którego nieraz rodzice się dopuszczają. W głowie mieści się mózg, siedlisko myśli, a zatem bijąc 'v głowę uszkadza się mózg; dzieci tak bite choiują bardzo często na ból głowy i niebezpieczne cho- r°by mózgowe, a bywają także wypadki zupełnego

*idyoce«na dziecka. ’

Mówiłam już, że wychowawca powinien pa bzeć w przyszłość i nietylko doraźne skutki, lecz 1 dalsze brać w rachubę. Otóż rodzice możeby mniej byli skłonni do używania rózgi, gdyby wie­

dzieli, że nawet wtedy, gdy z jej pomocą usuną w dziecku jedną wadę, w jej miejsce zaszczepią zaw- s*e kilwa innych.

Jeżeli chcemy, by z dziecka naszego wyrósł człowiek, traktujmy je jak człowieka, a nie jak by­

dlątko, bo używając z niem śiodków zwierzęcych, poniżamy je do roli zwierzęcia. Bat jest środkiem u^ywanym przy tresowaniu zwierząt, a nie przy wy­

chowywaniu lud/i. Dziś nawret staranni i rozumni hodowcy bydła i kont doszli do przekonania, źe

j ze zwierzęciem więcej się da zrobić innemi środ­

kami, niż batem, a najznakomiciej ujeżdżone konie bata nie znają. Zwierzęta w cyrku nie za po­

mocą bicia wyuczone bywają sztuczek, gdyż dziś już

j przedsiębiorcy cyrkowi dos/h do przekonania, że Jat ogłupia zwieizęta.

Jeżeli zaś z nierozumnem zwierzęciem tak wiele można zrobić środkami rozumnymi, to czyż nie p o ­ winniśmy się sami czuć poniżeni, gdy nasze rodzone dzieci batem prowadzimy?

Zwierzęce kary budzą w dzieciach wszystkie makie zwierzęce popędy. Przez bicie ogłupiamy je, ob ijam y ich ambicye i godność ludzką, pomźamj' uczymy grubijaństwa i złości, dajemy zły przy­

kład niepanowania nad sobą, ubliżamy swojej powa­

dze rodzicielskiej. Prawda, źe dziecko boi się ojca, który mocn» bije, ale bać się a szanować, to zu­

pełnie co innego; a im więcej rodzice biją. tym mniej dzieci ich szanują. Dzieci właściwie bardzo s*ybko zrozumieją, że bicie jest same w sobie złem, jest wyrazem złości, ■ bo sprawia drugim cierpie­

nie. że nie jest tyle karą, ile zemstą. Wszakże my 8ami nie pozwalamy dzieciom bić drugich, do czego One tym większą mają skłonność, im więcej same były bite.

Daremnie rodzice tłomaczą dzieciom, że biją )e dla ich dobra, przez miłość dla nich; one bardzo dobrze wiedzą, że dobro to możnaby osiągnąć wiele łagodniejszymi środkami, a kiedy im Pan

“ fyj dał nietylko skórę lecz i rozum, nie widzę po­

wodu, dlaczego by rodzice, pomijając rozum, mieli przemawiać tylko do skóry. Dziecko czuje dosko­

nale, źe w chwili, gdy ono bije, wszystkie złe uczu- f*a się w niem budzą i wiele także, że rodzice biją Je pod wpływem tej samej pasyi, do której 1 °.no Je*>t zdolne. Wie ono wtedy tylko to, źe rodzice lnają wprawdzie rękę silniejszą, iecz ani szlachetno­

ścią uczucia, ani rozsądkiem w tej chwili nie g rują nad niem, a pod względem siły, i ono z czasem o równać im będzie mogło.

(Dokończenie nastąpi.)

Pierwszy dzień czterdziestodniowego postu na­

zywamy Popielcem; albowiem wśród kościelnego nabożeństwa kapłan posypuje obecnych głowy świę­

conym popiołem, te ważne wymawiając słowa: »pa- miętaj człowiecze żeś z prochu powstał i w proch się obrócisz.*

W’ pierwszych wiekach Chrześciaństwa na tym dniu najczęściej przyjmowano publicznych gizeszni- ków do publicznej pokuty jako też i innych, co z wielkiej skruchy i pok >ry, lubo prawo Kościoła do tego ich nie obowięzywało, sami dobrowolnie się zgłaszali. Ci tedy pokutnicy w Popielec, boso i w "żałobnym ubiorze, stawali przed kościołem;

a gdy ten otworzono, przychodzili przed Biskupa i padłszy krzyżem, wyznając się być winnymi, ze łzami Prosili o pizyjęcie do pokuty i rozgrzeszenie.

Biskup podarował im popiół, którym głowy swoje Dosypywali, i suknie pokutne, w które się przyodzie- wah Potem lud z duchowieństwem odmawiał za nich’ psalmy pokutne i inne modlitwy, a zaś ka­

płani kładli na nich ręce, na znak poświęcenia ich ku pokucie. Wreszcie Biskup przemawiał do nich, dodając na koniec: że jako Bóg pierwszych rodzi­

ców Adama i Ewę z ziemskiego wypędził raju dla ich nieposłuszeństwa, tak i oni na pewien czas z kościoła oddaleni zostaną, nie mają przecie tracie serca, ale, pewni miłosierdzia bożego, starać się usilnie, przez ostią pokutę, przebłagać gniew Boski.

Po ukończeniu tego obrzędu ustępowali pokutnicy z Kościoła; kapłani towarzysząc im powtarzali na­

stępujące słow a: Wpocie czoła waszego będziecie pożywać chleba L oście z prochu powstali i w proch się obrócicie. - Otóż początek teraźniejszego Po­

pielcu! »Kiedyśmy Boga obrazili, bo ktoz jest, ktoby s.o nie obraził! powróćmyż do mego przez prawdziwą pokutę i okażmy poprawę życia postęp­

kami naszemi. Czyńmy co tylko możemy, ażebyśmy obrażony majestat boski przebłagali. Odpuszczenie grzechów naszych, łaska boska i błogosławieństwo wieczne, warte są tego, ażebyśmy sobie zadawali pracy i nie żałowali sił naszych do dzieł pokutnych i szczerej poprawy życia. Sam Bóg mówi do^ nas przez loela proroka: .nawróćcie się do mnie ze wszystkiego serca waszego w poście, w płaczu

i w żalu; i rozdzierajcie serca wasze, a me szaty wasze, a nawróćcie się do Pana, Boga waszego, bo dobrotliwy i miłosierny jest, cierpliwy i mnogiego miłosierdzia, i łacny do ubłagania nad złością i bo­

jącym się złego. .Niech rodzice nauczają dzieci swoje, a przełożeni podwładnych, by post wielki uważali za czas święty, za c z a s sposobny do prze­

proszenia Boga i pozyskania sobie Jego wiecznego błogosławieństwa. W tym bowiem czasie b^gają kapłani, błaga cały Kośęiół Chrystusów Boga, aby

s i e zmiłował nad wszystkiemi ludźmi, i aby im dał

poznać prawdę i to wszystko, co służy do zbawie­

nia Rozpatrzywszy się zaś pomiędzy sobą, wyznaj-, my, czyli rozpoczynajmy z Popielcem post święty ten czas przyjemny, ten dzień zbawienia w duchu kościoła ? Czy owe słow a: .pamiętaj człowiecze, żeś z prochu powstał i w proch się obrócisz*, przy­

jęliśmy do seica naszego z tą rozwagą, z_ jaką je przyjąć obowiązani byliśmy? O! podobno nie. Le­

dwo ustąpienie Bracia najmilsi, z kościoła, zw a- szcza wy niewiasty zamężnie, dokąd spieszycie, czy do domów waszych aby się w nich zając gospo ar

(6)

czą praeą? Bynajmniej! Nu oślep zbieracie się do karczmy, i tam na tańcach, śpiewkach, pijańtwie i pogańskich zabawach, marnujemy czas drogi. Także się to czas pokuty czas rozmyślaniu Męki Pańskiej u was zaczyna? »Ale, bo to już u nas taki zwy­

czaj.* mówicie. U kogo? u was? czyście wy to nie Chrześcianki? nie katoliczki? Tu na zwyczaj gorszący bardziej uważacie aniżeli na głos kościoła, który w ceasv zakazane wesołości światowych zaka­

zuje? a o którym mówi sam Pan Jezus: że kto me słucha kościoła, ten niechaj będzie jako jawno­

grzesznik lub poganin? Lecz odzywacie się znowu:

»VV Popielec to się nowoieńcowe wkupują w grt.no mężatek.« Osobliwsze wkupywanie do tak ważnego, stanu!!! ja sądzę, źe przez ślub prze/ Sakrament małżeństwa, dziewice wkupują się do grona mężatek, a w niem się mają odznaczać przez żvcie pobożne, skromne, pracowite, przykładne, ale nie przez tańce w czasy zakazane, nie przez światowe śpiewki, pi­

jaństwo, w dni rozmyślania Męki Pańskiej, w dni umartwienia! Nie zabrania Kościół Boży zabaw swoim dzieciom, boć i one są potrzebne; jednak zabawy powinni być umiarkowane, powinny być takie, aby się ludziom i Bogu podobały, a po­

winny się odbywać w czasy me zakazane. Pamię­

taj człowiecze, żeś z prochu powstał i w proch się obrócisz!

Drobnoustroje w mleku.

Wiadomą jest rzeczą, że mleko po pewnym czasie skwaśmeje i zsiędzie s ię ; zdarza się znowu, źe krowa, która dawała zawsze mleko zupełnie do­

bre, raptem daje mleko gorzkie, o zabarwieniu czer- wonetn, lub tu i owdzie, jakby przeplecione n ie b ie -|

skiemi żyłami. *Czary! zamówili!* biada niejedna gosposia.

Zastanówmy się więc nad tem ; co jest tego sprawcą i tego zwykłego kwaśnienia mleka i zad- szvch wypadków »wad* mleka. Gdy będziemy wie­

dzieli co tu * psoci*, potrafimy zapobiedz złe­

mu, albo gdy już wada w mleku wystąpiła, usu­

nąć ją.

Sprawcami tych wszystkich, )ak i innych je­

szcze zachodzących w mleku zjawisk, są drobno­

ustroje całemi masami żyjące w mleku. Są one nie­

tylko w mleku, lecz wszędzie czego tylko dotkniemy;

my jednak tu zajmować się będziemy tylko temi, które zazwyczaj w mleku znajdujemy.

Ilość ich w mleku jest niejednakowa; zależy ona przedewszystkiem od ochędóstwa w oborze i czystości naczyń i pomieszczenia, w którem się mleko przechowywa. Im większa czystość tem tych drobnoustrojów jest mniej. Umiejętne obchodze­

nie się z mlekiem, cedzenie, chłodzenie i prze­

chowywanie w czystych naczyniach, w czystem i chłodnem miejscu, ma w tym wypadku pierwszo­

rzędny wpływ.

Na ilość drobnoustrojów wpływa także czas, jaki upłynął od wydojenia; im mleko dłużej stoi, tem więcej znajdujemy w nim tych tworów, bo mno­

żą się one z niesłychaną szybkością.

Rozmaici uczeni oznaczali liczbę bakteryi w mleku. Profesor Bujwid w jednym centymetrze sześciennym mleka, kupionego na t. rgu w Krako­

wie, znajdował od ośmiuset tysięcy do dwunastu

milionów; inni badacre w I centymetrze stećcian- nym znajdowali od kilkudziesięciu milionów.

Co do wielkości, to bakterye są tak n i e z m i e r n i e

małe, że pomiędzy tworami, niewidzialnemi golem okiem, lecz tylko przez szkła powiększające, niema innych, które były by od nich m n i e j s z e . ) Bakterya zaledwie widziana' przez szkło powiększające tysiąc razy, wygląda jak główka od malej szpilki.

Wśród drobnoustrojów znajdujących się w mle­

ku odróżniamy trzy gatunki: bakterye, pleśniowce i drożdżaki.

Bakterye mają kształt bardzo rozmaity, więc są okiągłe (»ziarmaki*) i podługowate, jak laseczki) krótkie lub długie (*prątki*). Tak ziarniaki jak i prątki mogą łączyć się po; dwie, trzy i więcej two­

rząc dwójniaki, czwórniani, grona itd. Niektóre z nirh posiadają witki, służące do ruchu.^ W ię k sz o ść

bakteryi ma tę własność, źe w razie n ie d o g o d n y c h

do życia warunków, jak braku pożywienia, w ielk ieg o

gorąca, tworzą się t. zvv. zarodniki, które są zdolne żyć w takich trudnych warunkach w jakich ba­

kterye zginęły by. W razie polepszenia się by*

tu, zarodniki z a m ie n ia ją się znowu w bakterye- W mleku bakterye p rz e w a ż a ją nad drożdżakami i ple­

śniami. „u

Drożdże mają kształt okrągła wy, podlugowaty i są znacznie większe od bakteryi. Pleśnie zna każdy; częste spotkać je można na chlebie i we wszelkich wilgotnych miejscach. Pod szkłem po- większającem pleśnie wyglądają jak bardzo rozgałę­

zione nitki, z wypustkami, na których siedzą kule.

Pleśnie mogą rozwijać się, rosnąc tylko na powierz­

chni, na wierzchu pewnego przedmiotu.

Bakterye do swego życia potrzebują pewnego określonego ciepła, takiego mniej więcej, jakie ma ciało ludzkie. W bardzo niskiej ciepłocie bakterye nie rozwijają się, ale i nie giną, są jak by we śnie.

Wielkiego g jrąca bakterye nie znoszą, giną w niem, aie zarodniki, w które bakterye zmieniają się, gdy życiu ich grozi niebezpieczeństwo, wytrzymują da­

leko wyzszą temperaturę, niż same bakterye; czasa­

mi trzeba nawet bardzo długiego gotowania lub trzy­

mania w parze, aby zarodki zabić.

Z pośród bakteryi, znajdujących się w mle­

ku, jedne są szkodliwe dla zdrowia ludzkiego,

inne nie. t ,

Najpowszechniejizemi zawsze znajdującemi się w mleku, są bakterye. które powodują kwaśnienie mleka, czyli t. zw. bakterye fermentacyi mlekowej;

zamieniają one zawarty w mleku cukier mlekowy na kwas mlekowy, skutkiem czego sernik, z k tó re g o

głównie składa się ser, ścina się. Dzieje się tu coś podobnego, jak przy wyrobie spirytusu, gdzie droż­

dże zamieniaią mączkę ziemniaczaną na wyskok (spi­

rytus); bakterye spożywają niejako cukier mlekowy i przerabiją go na kwas mlekowy.

Oprócz bakteryi kwaśnienia mleka znajdują się w mleku bakterye fermentacyi masłowej. Jeżeli jest ich dużo, wtedy mleko nabiera ostrego zapachu.

Rzadko jednakże ma to miejsce, zwykle bowiem ba­

kterye kwaśnienia mleka biorą górę nad niemi. Czę­

ściej natomiast występują one w serze.

Po za tem w mleku bywają b a k t e r y e , k t ó r e r o z k ł a d a j ą s e r n i k , te również po­

wszechne są w serach.

Dość częste u nas wady mleka powodowane są przez bakterye czerwone, niebieskie, żółte zabar­

wienie, gorycz, smak rzepy lub mydła, ciągliwość mleka powodują bakterye, które przypadkiem do niego dostały się z gnoju, ściółki lub p aszy; zmiana

(7)

paszy lub ściółki, zachowywanie większej czystości i prawie zawsze usunie wadę.

Zdarza się czasami, że mleko podczas goto­

wania warzy się, to jest sernik strąca się, dzieje się jo również pod wpływem bakteryi kwaśnienia mleka, które wytwarzają kwas, a ten powoduje ścinanie się sernika.

Wreszcie występować mogą w mleku bakterye chorobotwórcze, które wywołują rozmaite choroby.

Jedne zarazki dostają się do mleka z organizmu

«rów chorych na jakąś chorobę np. bakterye gru­

źlicy, zarazy pyska i racic, wągliska; inne, jak za­

razki tyfusu brzusznego, cholery, błonicy, szkarla­

tyny, dostają się do mleka przypadkowo.

Najniebezpieczniejsze są prątki gruźlicy. Gru- j

żlica jest najbardziej rozpowszechnioną chorobą U ludzi; przyczyną śmierci prawie siódmej części Judzi jest gruźlica. Z drugiej strony na gruźlicę choruje bardzo wielka liczba krów, zwłaszcza wielką

*Wonność do gruźlicy mają krowy bardzo mleczne.

Doświadczenie stwierdziło, że prątek gruźlicy z mleka może zakazić człowieka, ważną więc jest rzeczą uwolnić mleko od możliwych zarazków. Jedynym środkiem jest zabić już istniejące prątki, przez goto­

wanie m leka; jeżeli gotować w ciepłocie 80 stopni Według używanego w pracowniach naukowych cie plomierza Celzjusza, to gotowanie trwać musi kwa­

drans, aby mieć pewność, źe prątki zostały zabite, ogrzewanie mleka do tak wysokiej temperatury na­

bywamy pasteryzowaniem od nazwiska uczonego francuskiego Pasteura, który wielkie zasługi położył Przez badanie bakteryi.

J a n N aw rot.

--- 55

Ogrzewanie.

Ogrzewanie mieszkań zasługuje na szczegól­

niejszą uwagę. Dia zdrowia wcale nie jest rzeczą obojętną, jak silnie i w jaki sposób ogrzewa się mieszkanie.

W zimie ogrzewa się izbę w tym celu, aby'

? niej usunąć szkodliwy dla zdrowia wpływ zimna 1 opadów wilgoci powietrza zimowego. Taksam o zbyt zimne powietrze w mieszkaniu jak i zbyt cie­

ple, rozrzedzone, szkodliwie oddziaływa na zdrowie ludzkie. Przy zbymiern rozgrzaniu wysusza się p o ­ wietrze i z pieca wydzielają się wyziewy, które osła­

biają płuca i szkodzą zdrowiu wogóle.

Wszyscy ludzie zdrowi mają wewnętrzne cie­

pło życiowe i odczuwają chłód wtedy, jeżeli otacza­

n e ich powit-trze zimne zabierze im tyle ich wła­

snego ciepła, że spadek jego objawia się przez uczu­

cie zimna, i drżenie lub drętwienie rąk i nóg.

Właściwy i wymagany dla zdrowia stopień ciepła sztucznego jest względnie do osobistości bar­

dzo różny, gdyż nie wszyscy ludzie posiadają jedna­

kową ilość ciepła życiowego, które oddają okalające n>u ich powietrzu zimnemu.

Doświadczenie nauczyło, że zdrowy człowiek najlepiej się czuje w temperaturze zewnętrznej 15 stopni Reaumuia. W ogólności temperatura pokoju dla ludzi w średnim wieku stosuje się do r°d za,“

ich zajęcia. Kto pracuje muskularni, ma dość 12 stopni ciepła; kto przy 12 stopniach pracuje pizy biurku, odczuwa często, pomimo rozpalonej

chłód w nogach; to też izba biurowa musi być a- leko mocniej ogrzana nil war*ztat. Iiba «ypi*118

powinna być ogrzewana bardzo słabo, a jeżeli zn aj­

duje się pośrodku innych izb w mieszkaniu, to na­

wet wcale nie należy jej ogrzewać — tylko przewie­

trzać potrzeba.

Ważną byłoby rzeczą zbadać, jaki sposób ogrze­

wania jest najodpowiedniejszy i najwłaściwszy dla zdrowia ludzkiego, ale jednocześnie i najtańszy.

Zdaje się, że można twierdzić napewno, że najw ła­

ściwszym i najtańszym sposobem jest ogrzewanie za pomocą pieców kaflowych, szczególniej izb mie­

szkalnych 1 sypialnych.

Ogrzewanie centralne, przy ktorem kocioł zwykle znajduje się w piwnicy a ciepło rozprowa­

dza się do mieszkań za pomocą pary, wody, lub powietrza ogrzanego, jest bardzo wygodne, ale zara­

zem jest i kosztowne. . . . . . . Piece kaf bwe można mieć w różnej wielkości, stosownie do tego, jakiej wymaga dana izba a dają się zastosować pod względem formy zewnętrznej do otaczających je ruchomości., pod względem zaś urzą­

dzenia wewnętrznego, do każdego materyału opało­

wego. Dobrze zbudowany piec kaflowy daje przy względnie małem zużyciu materyału opałowego naj­

regularniejsze, najprzyjemniejsze, najzdrowsze 1 naj­

tańsze ciepło. Taki piec nadaje się najbardziej do wytworzenia takiego ciepła, jakiego sobie ktos wła­

ściwie życzy.

Górą więc piec kailowy! Niechaj się rozwiia i rozprzestrzenia tak dobrze w mieście jak 1 na wsi, tak w domach pańskich jak i w mieszkaniach ubogich a to zarówno ze względu na zdrowie ctaia, jak i kieszeni.

Potrzeba oświaty.

Oświaty — ośsviaty, _ Do wiejskiej dziś chaty

Prawdziwej potrzeba koniecznie — Co zdziałać zaś może

Oświata — przedłożę

Wam, bracia kochani, serdecznie.

Mieć rozum, za mało, G d y serca nie stało —

Lecz jedno i drugie gdy mamy, T o Stwórcę u góry,

Wśród cudów, natury

Poznajem, wielbimy, kochamy

O, dusza w tej wierze, Tak modli się szczerze,

Że niebios przenika podwoje — I k-tżda się praca

W pożytek obraca,

I milsze są trudy i znoje!

A dalej: Oświata Odsłoni nam brata,

Bliźniego — i kochać go każe . . ■ T o ona prawdziwie

W ojczystej nam niwie, Poświęceń buduje ołtarze- Oświata ochoty

Pomnaża do cnoty,

Szlachetny w nai ogi«ń zapala —

(8)

W ciemnoty zaś szacie Kto chodzi — uznacie, Ten piękno i dobro obala.

Oświata gdy płonie, To i na zagodnie

Poznasz ją po pracy rolnika — I w domu, na grzędzie,

W oborze — i wszędzie . . . Dobrobyt z oświaty wynika.

Kto rozum posiada, Trzeźwością ten włada

I grosza nie nosi do żyda — Jest zawsze oszczędny,

We wszystkiem oględny,

Więc nie zna, co nędza, co bieda.

I w domu takiego Człowieka dobrego,

Jest miłość i jedność i zgoda — I Bóg mu fo m aga,

Omija g<i plaga,

1 ciągle jest w duszy pogoda.

Więc tylko oświaty Do wiejskiej dziś chaty

Prawdziwej potrzeba koniecznie — Co zdziałać zaś może,

Widzimy — ach, Boże.

Ja radzę Wam, bracia, serdecznie!

F ra n c is z e k M arze c,

Listonosz myśliciel.

Było to z rana.

Pan X., literat, leżał jeszcze w łóżku i z wy­

sileniem szukał w mózgu materjału do feljetonu.

Wtem wszedł do pokoju listonosz, znany w Warszawie gawędziarz i oddając list panu X., rzekł z uśmiechem:

— He, he! to zapewne liścik od ładnej ko­

biety.

A panu co do tego? odparł pan X.

— E, bo ja sit? znam na listach.

— Cóż ztąd?

— H a! znając się na lisatach, znam się tak­

że na kobietach i mógłbym panu coś o nich po­

wiedzieć.

— I cóż mi pan o nich powiesz?

Oto, proszę pana, zastanawiałem się nad kobietami bardzo długo i doszedłem do przekonania, że kobieta i list to jedno.

— jakim sposobem?

— Bardzo prostym. Kobieta zamężna — to jest list doręczony według adresu; panna to list jeszcze me wyekspedyowany, a stara panna — to list, który nie znalazł adresant».

Pan X. zerwał się z łóżka, uścisnąć z radości listonosza i zawołał:

— Bodajeś z raju nie wyszedł! Mam feljeton!

Tym sposobom nazwyczajniejszy listonosz stal się autorem gazeciarskiego artykułu.

T R O SK L IW Y MĄŻ.

(Rzecz dzieje się w pociągu.) Mąż.

Czy ci tam dobrze siedzieć moja kochana?

Żona.

O, doskonale, lepiej być nie może.

Mąż.

Czy tylko nie wieję przez okno?

Żona.

Ani trochę.

Mąż

Ale słońce może ci zanadto świeci?

Żona.

Zupełnie nie.

Mąż.

Cóż, a widok, widok jaki tam, ładny?

Żona.

Przepyszny krajobraz.

Mąż.

Tak, to puść mnie z łaski swojej na to miejsce.

S Z A R A D A .

Pierwsze nazywasz kiedy coś podajesz.

D rugie i trzecie silnem ostrem krajesz,

Czwarte zaś znajdziesz wśród zaimków g ro n a ,

Albo w tym pięknym wyrazie »obrona«.

Wszystko zaś razem świetne laury zbierał Prowadził wojny, pokoje, zawierał.

Za dobre rozwiązanie wyznaczona nagroda.

Rozwiązanie szarady z nr.

(

>-go:

Ig o r nazwa księcia smoleńskiego R o g i są bronią zwierzęcia domowego.

W al# n ty P r z y b y ła z Zawodzia.

Wyprawa Ig o ra na Połowców, jest najstar­

szym z XII wieku pochodzącym, poetycznym zabyt­

kiem Małorusinów, a opiera nieszczęśliwą dla Rusi wojnę, którą ks. Igor Światosławicz prowadził z dzi­

kim narodem Połowców w r. 1185. Bardzo piękny utwór, odkryty 1795 roku przełożył na język polski August Bielowski.

L u d w ik T itz z Rużdzienia.

---1---

Dobre rozwiązanie nadesłali jeszcze; pp. T e ­ resa Polok z Siemianowic, Jadwiga Badura z Roź*

dzienia, Zuzanna Stanisław z Głogówka, Agnieszka Knopp z Starego Zabrza,

Panowie: Paweł Paprotny z Gliwic, Antoni Machnik z Siemianowic, Jan Kamiński i Stefan Ry- barek z Świętochłowic.

Nakładem i czcionkami »GArna*lązaka«, spAtki wydawniczej z ograniczoną odpowiedzialnością w Katowicach.

Radakt«r •dpawiadaulay: A u t # u l W o l eki w fcUUwicack.

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :