Pełen tekst

(1)
(2)

11.01.2021 r.

To był mój kolejny dzień ferii. Pogoda oczywiście nie dopisywała. Miałam ochotę zjechać na sankach niczym skoczek narciarski, jednak brak śniegu na to nie pozwolił. Wielka szkoda.

Chciałam zająć myśli i głowę czymś innym, czego podczas pandemii jeszcze nie robiłam.

Mój nastrój nie był zadowalający i pragnęłam to prędko zmienić. Pomyślałam, że odwiedzę moją przyjaciółkę Matyldę. Ostatni raz widziałam się z nią w maju! Podczas tamtego spotkania pożyczyłam jej moją ulubioną książkę o perypetiach nastolatków i zamierzałam ją jak najszybciej odzyskać, aby móc jeszcze raz zanurzyć się w lekturze. Napisałam do niej wiadomość, czy mogę wpaść w odwiedziny. Tego dnia rozczarowałam się po raz kolejny. Jej odpowiedź powiększyła mój smutek i łzy napłynęły mi do oczu. Dowiedziałam się, że Matylda przebywa na kwarantannie. Jak to się stało? Otóż Matylda miała kontakt z zakażoną osobą. Całe szczęście, że straciła tylko węch i smak. To mogło się skończyć zupełnie gorzej.

Moje plany legły w gruzach. Nie miałam, co ze sobą zrobić. Spotkanie z najbliższą mi osobą było niemożliwe przez jakiegoś wirusa!

Po południu zabrałam się z porządki domowe. Moje biurko i inne meble prosiły o natychmiastowe sprzątanie. Obok laptopa stały kubki po wypitej herbacie i talerze z obiadu z wczoraj. Swoją pracę zaczęłam od komody. Otwierając pierwszą szufladę, zlękłam się. Moim oczom okazał się widok góry kolorowych papierków po cukierkach, które niemiłosiernie szeleściły podczas wyrzucania do kubła na śmieci. W kolejnej szufladzie panował porządek (co jest dziwne). Poukładane równiutko książki i kartki z wakacji lśniły w blasku pokojowej lampy. Usiadłam na rogu łóżka i z zaciekawieniem przyglądałam się zgromadzonym skarbom. Rzuciła mi się w oczy jedna z widokówek z napisem ,,Lato 2018’’. To były pamiętne wakacje w Kołobrzegu. Nigdy nie zapomnę, jaką radość sprawiło mi wejście do morza. Krzyk mew doprowadzał mnie wtedy do szału, ale teraz to doceniam. Brakuje mi letniego powiewu świeżości na plaży. Brakuje mi znajomych, z którymi mogłam grać w siatkówkę na piasku. Chciałabym odzyskać wolność, żeby móc podróżować jak dawniej... Te wspomnienia stały się dla mnie odskocznią od porannych problemów i zapomniałam o tym, co mnie trapiło. Schowałam pamiątki i zamknęłam z powrotem szufladę. Sprzątanie dokończę później. Teraz mama woła mnie na obiad. Zrobiła spaghetti bolognese, a na deser gofry z bitą śmietaną. Same pyszności. Czy ona umie czytać w moich myślach?

12.01.2021 r.

(3)

Kolejny dzień był dla mnie nieco lepszy. Zapomniałam o zmartwieniach z ostatniej doby.

Moje samopoczucie było na dobrym poziomie i postanowiłam pójść na zakupy do supermarketu. Ubrałam się ciepło w dresowe spodnie, wzięłam grubą puchową kurtkę z odblaskami. Na nogi założyłam kalosze (taką mamy zimę w tym roku). Sklep znajdował się na ulicy Słonecznej, kilometr od mojego mieszkania. Wybrałam drogę przez park. Na jednej ze ścieżek spotkałam koleżankę z klasy Lenę wraz z jej babcią. Trzeba przyznać – trzymały dystans. Rozmawiałyśmy, stojąc dość daleko od siebie wedle zaleceń, o których codziennie można usłyszeć w radiu czy telewizji. Na moje oko były to solidne trzy metry. Miałyśmy nałożone maseczki, dlatego słyszałam tylko pojedyncze słowa, którym dane było przywędrować do moich uszu. Ogólnie dowiedziałam się, że wszyscy są zmęczeni panującą sytuacją, to znaczy nauką i pracą w domu. Przyznałam całkowitą rację. Też jestem już tym zmęczona. Pożegnałam się z Leną, jej babcią i ruszyłam w dalszą drogę. Do sklepu zostało mi około trzech minut drogi.

Udało się! Stanęłam przed wejściem. Drzwi otworzyły się przede mną niczym wrota do jakiegoś zamku. Wzięłam podręczny koszyk i zaczęłam przechadzać się między sklepowymi alejkami. Miałam problem ze znalezieniem pożądanych artykułów (pieczywo, makaron, żelki). Hipermarket promował inne rzeczy. W moich oczach lśniły poukładane równiutko żele antybakteryjne i maseczki. Tych drugich było zdecydowanie więcej. Mogłam wybierać między wzorami, kolorami i rozmiarami. Widać było, że producenci nie marnują czasu i kują żelazo póki gorące. Nie dałam się skusić i uporczywie szukałam tego, po co przyszłam.

Trafiłam na dział z pieczywem i włożyłam do koszyka ostatnie trzy bułki. Spojrzałam na zegarek. Była godzina dziewiąta czterdzieści. Pomyślałam, że muszę przyspieszyć poszukiwania, ponieważ zbliżała się godzina dla seniorów. Mam tylko dwadzieścia minut na dokończenie zakupów, dojście do kasy i wyjście ze sklepu. O zgrozo! Pobiegłam natychmiast po makaron (bez niego nie mam po co wracać do domu) i żelki. Była już dziewiąta pięćdziesiąt. Jestem prawie uratowana. Chyba zdążę. Kierowałam się do kasy... Moim oczom ukazała się długa kolejka zniecierpliwionych i złych ludzi, którzy obawiali się, że nie uwiną się z zakupami do dziesiątej. Miałam w koszyku bardzo mało rzeczy i myślałam, że ktoś mnie przepuści (dobre sobie). Okazało się to w tym momencie wielkim marzeniem, które nie miało szans na spełnienie. Znowu zerknęłam na zegarek. Przede mną stały jeszcze dwie osoby, a zostało tylko pięć minut. Zrobiło mi się gorąco. Rozpięłam kurtkę. Pozostało mi tylko czekać. Pani kasjerka obsługiwała bardzo szybko i równo o dziesiątej opuściłam sklep.

To były jedne z najtrudniejszych zakupów, jakie musiałam zrobić. Czas uciekał wtedy bardzo

(4)

szybko i bałam się, że nie zostanę obsłużona. Dlaczego nikt nie wymyśli godzin dla dzieci w moim wieku albo godzin dla naszego osiedla? Przecież to miałoby większy sens!

Wróciłam do mieszkania. Byłam zdenerwowana, mokra od deszczu i głodna. Obiad nie był jeszcze gotowy, więc postanowiłam umilić sobie czas oczekiwania, jedząc kupione (z wielkim trudem) żelki. Opłaciło się. Ich smak był warty więcej niż tysiąc słów.

Wieczorem oglądałam z rodzicami telewizję (później tego żałowałam). Wiadomości nie były optymistyczne. Codziennie rosła liczba osób zakażonych i nadal wszystko musiało być zamknięte. To bardzo smutne, że nie pójdę w weekend na basen ani do kina. Co ma ze sobą zrobić? Tegoroczne ferie są najgorsze na świecie. Mam już dość oglądania filmów, grania na komputerze i sprzątania w pokoju dla zabicia czasu. Te czynności, które kiedyś były dla mnie rozrywką, stały się przykrą codziennością. Już nic nie sprawia mi frajdy. Potrzebuję odpoczynku. Dochodzi dwudziesta druga. Czas udać się spać. Może jutro będzie lepiej?

13.01.2021 r.

Spotkałam się ze znajomymi z klasy. Na czacie. Muszę przyznać, że technologia niektórym jest jeszcze obca. Kacper miał problem z połączeniem internetowym, Mateuszowi nie działała kamerka, Milenie pies ujadał do mikrofonu, a Tatianie rozładowywał się laptop i musiała opuścić naszą grupę. Po prostu super… Dawno nie mieliśmy takiego spotkania...

(5)

Nic nie jest w stanie zastąpić fizycznej obecności. Nie mogłam dokładnie wyczytać z wyrazu twarzy, czy są dostatecznie zadowoleni, czy są zmęczeni, czy w ogóle nie chcą gadać, dlatego wspólna rozmowa trwała zaledwie dziesięć minut. Przypominałam sobie nasze wcześniejsze schadzki, podczas których potrafiliśmy rozmawiać godzinami i to zupełnie o niczym. Brakowało mi tego bardzo. Mam nadzieję, że sytuacja niedługo się zmieni i pojedziemy z klasą na długą wycieczkę w góry. Przed pandemią byliśmy w Karpaczu. Co tam się działo! Na samą myśl się uśmiecham. Mój kolega Karol zatrzasnął się w szafie i nie mógł z niej wyjść przez kilka godzin. Próbowaliśmy różnych sposobów, aby go wydostać, jednak Karol nie współpracował (być może ze strachu) i próba wydostania go ze starej gabloty była trudna do osiągnięcia. Całe szczęście, że była z nami wuefistka i dzięki swojej gibkości i sile rozpracowała szafę na tyle, by ją otworzyć. Mina kolegi po wyjściu z ciemnej otchłani była bezcenna. Nasza wychowawczyni kazała mu uklęknąć przed wuefistką i dziękować jej za uratowanie życia. Pękaliśmy ze śmiechu!

Po nieudanej rozmowie poszłam do kuchni i szukałam sobie zajęcia. Wyjęłam naczynia ze zmywarki i wstawiłam brudne. Czynność była dla mnie na tyle powtarzalna, że wykonałam ją z zamkniętymi oczami. Po prostu magia. Później zrobiłam sobie czarną herbatę z miodem, cytryną i imbirem (podobno to wzmacnia odporność). Trzeba próbować wszystkich trików, żeby uchronić się od wirusa. Na razie to mi się udaje. Domowe sposoby przynoszą efekty.

Usiadłam z kubkiem herbaty przy oknie i obserwowałam, co dzieje się na ulicy. Można powiedzieć, że nie zobaczyłam niczego szczególnego. W czasie pandemii wszystko jest takie samo. Nawet ludzie za wiele się od siebie nie różnią i wszyscy wyglądają podobnie.

Standardowy strój wygląda następująco: buty, ciemne spodnie, długa kurtka, jakiś szalik, coś na głowę i obowiązkowo maseczka. Widziałam już różne i to z ciekawymi napisami: ,,Noszę, bo muszę”, ,,Trzymaj dystans”, ,,Zachowaj odstęp”. Te hasła brzmią niczym przestrogi i dość sporo mówią o osobach, które je noszą. Można się tylko domyślać, jaki mają do tego stosunek. A jaki napis wybrałabym ja? Muszę chwilę pomyśleć. Może odpowiedni będzie: ,,Korona mi niepotrzebna” albo ,,Jeśli to czytasz, to znaczy, że jesteś zbyt blisko”.

Genialne! Muszę poprosić babcię, żeby wyszyła mi takie zdania. Ciekawe jak to skomentuje.

Myślę, że doceni mój talent twórczy. W końcu nie każdemu przychodzą takie pomysły do głowy.

(6)

14.01.2021 r.

W czwartek postanowiłam nadrobić zaległości szkolne. Było ich niewiele – kilka zadań z religii i matematyki. Z pozoru wydawałoby się to łatwe, jednak nie bardzo wiedziałam, od czego mam zacząć. Aby odnaleźć się w tym chaosie, musiałam wyciągnąć stos zeszytów, kilka książek i ćwiczenia oraz włączyć program Meet. Mój stary i powolny komputer ani trochę mi nie pomagał. Po podłączeniu cudownej maszyny do prądu, włączyła się aktualizacja systemu. Wcale mnie to nie dziwiło, w końcu cały tydzień szedł mi pod górkę.

Straciłam na ten proces dziesięć minut mojego życia. Po tym czasie ,,mój wehikuł”

uruchomił się. Po prostu cud nauki. Mogłam w końcu zacząć. Próbowałam odszukać w aplikacji treści zadań, jednak znalazłam informację, że znajdują się one na Librusie. Świetnie.

Obawiałam się, że gdy włączę kolejną przeglądarkę, mój komputer tego nie wytrzyma i rozpadnie się na moich oczach. Jednak musiałam to zrobić – w końcu do odważnych świat należy. Odszukałam potrzebne informacje o zadaniach i zabrałam się za ich wykonanie (oczywiście zadania były w książkach i ćwiczeniach). Cała zabawa się dopiero zaczęła.

Ostatni temat, jaki opracowywaliśmy na lekcji religii, nosił tytuł ,,Wzrastać w latach i w wierze”. Tamta wirtualna lekcja utkwi mi na zawsze w pamięci. Ksiądz jak zwykle nie sprawdził obecności, ale za to sprawdził zadanie domowe. Zaczął od chętnych, ale tych jak wiadomo nie było. Wziął do odpowiedzi Tomka i prosił go o włączenie kamerki. Tomek nie dawał znaku życia, a ksiądz powtarzał jedno i to samo pytanie: ,,Przyjacielu, czy jesteś z nami”? Nikt się nie odezwał, za to na polu z jego inicjałami pojawił się kolorowy obrazek Pszczółki Mai. Ksiądz wybuchł śmiechem i odczytał ten znak jako nieprzygotowanie do lekcji. Po chwili na głównym ekranie spotkania pojawiło się jeszcze kilka takich samych obrazków. Istny kabaret! Aby zatrzymać tę karuzelę śmiechu, zgłosiłam się do odpowiedzi i przeczytałam zadanie. Dostałam piątkę i wydaje mi się, że uratowałam księdzu życie (mówił, że prawie umarł ze śmiechu). Kolejna część lekcji przebiegała jak zwykle. Ksiądz mówił dużo i zdawać by się mogło, że mówił do siebie. Nic w tym dziwnego, przecież to zdalne nauczanie jest bez sensu! Większość osób z naszej klasy ma problem ze sprzętem, często słychać hałasy z zewnątrz albo ktoś ma gości w domu i nie może za bardzo rozmawiać. Całe szczęście, że zbliżaliśmy się ku końcowi. Ksiądz pochwalił nasze zaangażowanie (to chyba jakiś żart) i oczywiście nie obeszło się bez zadania domowego, które będziemy mogli znaleźć w wirtualnym dzienniku. Po czterdziestu pięciu minutach pożegnaliśmy się, życząc sobie

(7)

wzajemnie dobrego popołudnia. Bez tych pozdrowień mój dzień byłby stracony (w rzeczy samej).

Zrobiłam wszystkie lekcje. Należy mi się za to nagroda i chyba będę musiała ją sobie sama podarować. Już nawet wiem jaką – lody z bitą śmietaną. Ciekawe czy Pszczółka Maja też takie lubi?

15.01. 2021 r.

Tego dnia mama zaprosiła dwie ciotki, cztery koleżanki i siostrę na kawę oraz coś słodkiego. Gdy jeszcze tata wrócił z pracy, było tu

naprawdę gęsto. Obstawiałam, że sąsiad z góry zgłosi służbom specjalnym, że w naszym mieszkaniu odbywa się nielegalne zgromadzenie (straszny z niego maruda) i do mieszkania wkroczy zastęp uzbrojonych i zamaskowanych pracowników FBI (sytuacja z pewnością tego wymagała). Ku mojemu zdziwieniu nikt taki się nie pojawił. Chyba pan Janusz miał dobry dzień i wstał prawą nogą.

Dorośli są dziwni. Moja ciotka Justyna spodziewa się dziecka i uznała, że będzie musiała powiększyć mieszkanie o dziesięć metrów kwadratowych. Przecież to dziecko będzie miało dwadzieścia centymetrów i nie potrzebuje w ogóle miejsca!

Udałam się do swojego pokoju, gdyż tematy, które poruszała moja rodzina, nie były dla mnie pociągające (pandemia i szczepionki). Usiadłam wygodnie w fotelu i wzięłam do ręki telefon. Pozbyłam się powiadomień z ekranu, żeby w pełni widzieć ustawioną tapetę (motyw przyrody nieożywionej) i myślałam, jak zabić nudę. Wpadłam na pomysł, żeby wydrukować zdjęcia z wycieczki do Disneylandu. Byłam tam z moimi koleżankami dwa lata temu. Gdy już będę mogła się z nimi spotkać, wręczę im najlepsze fotografie. Na pewno się ucieszą!

Zabrałam się natychmiast do pracy.

Patrycja Sawicka, klasa 7 d

Obraz

Updating...

Cytaty

Powiązane tematy :