• Nie Znaleziono Wyników

W sam ym jego w yglą­ dzie nie było nic z księcia Kościoła

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "W sam ym jego w yglą­ dzie nie było nic z księcia Kościoła"

Copied!
11
0
0

Pełen tekst

(1)

ARCYBISKUP PIOTR MAŃKOWSKI (1866—1933)

A rcybiskup M ańkowski nie był na firm am encie polskiego Kościoła gwiazdą pierw szej wielkości. W sam ym jego w yglą­

dzie nie było nic z księcia Kościoła. M ały o nieregularnych ry ­ sach, brzydki, łysy i tęgi, nosił grube szkła krótkow idza. Zza tych szkieł patrzały oczy, któ re robiły w rażenie, że niewiele zauw ażają z otaczającego św iata. Był chorobliwie nieśm iały co zw ykle stw arza pozory oziębłości i braku zainteresow ania w stosunku do rozmówcy. Nieśmiałość ta posunięta była do takiej granicy, że w ywoływała torsje, i jak pisze w swoich p a­

m iętnikach, bywało, że m usiał jako proboszcz w Kamieńcu, nieraz już ubrany na uroczyste nabożeństwo, zdejmować ornat czy kapę i szukać zastępcy, byle tylko nie stawać sam em u wo­

bec tłu m u w iernych, w obawie zachorowania. Oprócz tego od dzieciństwa charakteryzow ał go, posunięty do ostatecznych gra­

nic, brak decyzji, co w ielokrotnie z w zruszającą w prost pokorą podkreśla. Gdy przyszło m u działać w zawierusze w ojennych lat 1917— 1921, poruszał się bezradnie na wysokim swoim sta­

nowisku kościelnym, poddając się p resji wypadków, które go nie oszczędzały.

Zdawałoby się więc, że nic nie przem aw ia za ty m aby zająć się bliżej tą postacią pozornie mało interesującą. Tymczasem fakt, że żył w niezwykle ciekaw ych czasach, że był pierw szym po w ielu latach biskupem kam ienieckim , że będąc człowiekiem ogromnie pracow itym zostawił obszerne, nie w ydane pam ięt­

niki, stanowiące źródło do historii diecezji łucko-żytom ier- sko-kamienieckiej, w skazuje na celowość przypom nienia pa­

mięci ogółu tego biskupa, wygnańca, nie pierwszego i nie je­

dynego w burzliw ych dziejach Kościoła polskiego. Poza tym arcybiskup M ańkowski w przeciw ieństw ie do ludzi hojnie nie­

raz obdarow anych przez naturę, którzy często m arn u ją te dary, w ykorzystał swoje pozornie skromne możliwości do m a­

ksym alnych granic; przez pracowitość, skromność, pokorę zro­

bił w życiu znacznie więcej niż można było po nim oczekiwać.

„Taki Piotruś, a zupełnie dobrą książkę napisał” — m awiał

(2)

0 nim ojciec Jacek Woroniecki. Pod tym względem arcybiskup M ańkowski stanow ił niew ątpliw y wzór i budujący przykład do czego może doprowadzić głęboka cnota, w iara i wierność Kościołowi.

H istorię jego życia opieram y w pierw szym rzędzie na jego pam iętnikach \ które opracował u schyłku życia w czasie po­

bytu w Buczaczu. O bejm ują one trzy grube m aszynopisy 1 opisują zdarzenia od urodzenia w r. 1866 do m om entu osta­

tecznej rezygnacji z diecezji w r. 1926 i otrzym ania nom inacji na tytularnego arcybiskupa egejskiego. W spomniane pam ięt­

niki nie zostaną na pewno zaliczone do pomników polskiego pam iętnikarstw a. Nie zajm ą w literatu rze pam iętnikarskiej m iejsca równego wspomnieniom takich biskupów jak arcybp Feliński czy Popiel. Ani talentem literackim , ani błyskotliw o­

ścią um ysłu arcybp M ańkowski nie dorów nuje ty m swoim znakom itym poprzednikom w kreśleniu dziejów własnego ży­

cia. Poza ty m arcybp M ańkowski nie zajmował nigdy k lu ­ czowego stanow iska wśród hierarchii biskupów polskich. N ie­

m niej w spom nienia te obszerne i w yczerpujące, a obejm ujące długi okres 60 la t życia, ze względu na wiele wiadomości z ży­

cia kościelnego diecezji łucko-żytom ierskiej, a później K am ień­

ca Podolskiego, są cennym źródłem dla znajomości przeszłości, której wiele dokum entów przepadło, a bezpośrednie pisemne świadectwa uczestników zdarzeń są nieliczne.

P io tr M ańkowski, przyszły arcybiskup urodził się w roku 1866 w Sahince, (pow. Jam pol na Podolu). Pochodził z boga­

tej rodziny właścicieli m ajątków ziemskich i cukrowni. M ań­

kowscy nie byli rodziną osiadłą z daw na na Podolu, pochodzili

z Poznańskiego. Na końcu wieku XVIII czy początku XIX przeniósł się bodaj pradziad arcybiskupa z zaboru pruskiego na Podole dla szukania tam fortuny, co przy pew nym talencie organizacyjnym i zastosowaniu bardziej nowoczesnych metod gospodarczych nie było trud ny m na doskonałej ziemi i w do­

brym dla rolnictw a klimacie. Takie w ędrów ki bardziej przed­

siębiorczych młodszych synów jednowioskowej szlachty z dzielnic zachodnich do południowych gubernii im perium ro­

syjskiego nie były rzadkością w w. XIX. Znany działacz spo­

łeczny M aksym ilian Jackow ski tak się dorobił na Podolu, na dzierżaw ach, w połowie ubiegłego w ieku, że wróciwszy do Poznańskiego kupił piękny, duży m ajątek ziemski pod Gniez­

nem 2.

Mańkowscy, dziad biskupa, a zwłaszcza jego stryjow ie, do­

robili się dużych fo rtun na stosowaniu postępowej agrotech-

1 B ib lio tek a N aro d o w a w W arszaw ie, rkps n r akc 7896.

* W. J a k ó b c z y k , P a t r o n J a c k o w s k i , P o zn a ń 1938.

niki, plantacjach buraków cukrow ych i zakładaniu folw arków na zaoranym stepie, co zdarzało się aż do końca w. XIX.

Szkoda, że autor pam iętników ty le poświęcając stron uroczy­

stościom rodzinnym , w których jako k leryk i ksiądz uczestni­

czył, nie opisał bliżej licznego środowiska rodzinnego podob­

nego do klanu, wspomagającego się wzajemnie, posiadającego w łasny styl życia i niewzruszone zasady postępowania. Mań­

kowscy grali na Podolu w drugiej połowie w. XIX, i na po­

czątku XX dużą rolę w środowisku ziemiańskim, nadając ton poważnej i rzeczowej pracy.

To że nie pochodzili z Podola izolowało ich może od oto­

czenia, ale nie mieli też za sobą złej trady cji w. X VIII, dwo­

rów królew iąt i bałagulstw a, byli organicznikam i dorabiają­

cymi się tw ardą przedsiębiorczością. Nie byli oczywiście tak bogaci jak Braniccy czy Potoccy, a naw et Sobańscy, byli nową falą. Za m łodu spekulow ali naw et ze zm iennym szczęściem na dostaw ach dla arm ii i n a handlu zbożem w Odessie; dopiero rozbudowa przem ysłu cukierniczego i plantacje buraków , za­

kładane na ogromną skalę, skonsolidowały i rozbudow ały te fortuny. Styl życia osiadłych kolonistów, pionierów, w yrobił w całej rodzinie wspólne cechy i zasady moralne: oszczędność, skromność życia, religijność i przyw iązanie do Kościoła, ofiar­

ność na cele ch arytatyw ne i narodowe. W ysyłali oni swoje pokaźne datki pieniężne do K rólestw a i Galicji, nie widząc dla siebie pola do pracy społecznej na wsi, w śród ludu, od którego wszystko ich dzieliło: narodowość, język, w iara, oby­

czaje, a naw et kalendarz 3.

Arcybiskup tak charakteryzuje stryjów (ojca stracił m ając pięć lat) np. Em eryka Mańkowskiego z Borówki:

„ B y ł to czło w ie k o bardzo siln e j i w y b itn e j in d y w id u a ln o ści.

P o d w ła d n y ch trzym ał k rótk o, ogrom n ą m ia ł en erg ię i za w sze b y ł w pracy, czy to w dom u czy poza dom em . W K ijo w ie, O d essie za­

rów n o w sp raw ach d o ty czą cy ch r o ln ic tw a jak i cu k iern ictw a b y ł pow agą. A choć już m ia ł la t o siem d ziesią t k ilk a co rok n a k o n ­ tra k ty k ijo w s k ie jeździł. W szy stk o ro b ił e n gros n a w e t sp raw u n k i.

D u ży p a ła c p rzeb u d ow ał n a jeszcze w ię k sz y ale bez g u stu ”.

N ajbogatszy z braci s try j W acław 4 z Mojówki, m niej n a­

rzucający swą wolę otoczeniu, za młodu próbował sił w lite­

8 O M ań k ow sk ich : Z y c h l i ń s k i , Z ło t a K s ię g a , t. I; L. L i p k o w - s k i , M o j e w s p o m n i e n i a , K ra k ó w 1913; Jan W alery M ań k ow sk i, N o ta tk i p a m iętn ik a rsk ie, rk p s B ibl. N ar. nr 7895. O stosu n k a ch n a P o d o lu orien ­ tu je S t e m p o w s k i , W s p o m n ie n i a , W rocław 1953.

4 „W M ojów ce dom ob szern y, z p rzodu i z ty łu w era n d y , b alk on y, bez sty lu . W stry ja p ok oju ca ły d zień sta ł sam ow ar, a on n a p ó ł le ż ą c n a k an ap ie, p a lą c fa jk ę, p ił h erb a tę i m ó w ił, że tak się robi m a ją tek — rach u jąc i k om b in u jąc, a n ie drep cząc po p o la ch ”. M. Ż ó łto w sk a , W spo­

m n ien ia , rk p s w pos. rodziny.

(3)

raturze i ogłosił dwie powieści: Karolina oraz W kraju i za granicą. Później stracił duże sum y na wojnie tureckiej, ale wybudowana przez niego cukrow nia w Mojówce szybko w y­

rów nała te straty . Będąc bezdzietnym, w późnej starości dw u­

krotnie gromadził wokoło siebie licznych synowców, aby w rę­

czyć każdem u z nich kopertę z czekiem na kilkadziesiąt tysięcy rubli. Za drugim razem pominął Piotra, gdyż ten był już alum ­ nem w sem in arium !5

Ale mimo powodzeń m aterialnych życie w tych dw orach upoetyzowane późniejszymi wspom nieniami wysiedleńców nie było iatw e i pogodne, nie zawsze odpowiadało nastrojom zna­

nych strof Słowackiego:

A tera z ch ciałb ym rozciąć —• co, dom jeden P o d o lsk i jed en dom rozciąć na dw oje...

C h ciałb ym w ię c rozciąć jed en z d a w n y ch d w orów K tóre na górach stoją n ad sta w a m i

S ta w y to tarcze z tę czo w y ch k o lo ró w G dzie się ła b ęd zie b ia łe za gw ia zd a m i G onią p odobne do sreb rn ych upiorów .

Lud wrogo usposobiony, rządy carskie prześladujące ele­

m ent polski, liczniejszy tylko w miasteczkach, albo gromadzą­

cy się wokół fabryk i wielkich rezydencji z liczną adm inistrac­

ją. „Każden dw ór ze służbą pałacową był jak w yspa” relacjo­

nuje w opisie podróży z rodzicami na Podole poznanianka Ma­

ria Żółtowska 6, która gdy chciała nauczyć się kilku słów po ukraińsku i na zapytanie wujów na co jej to potrzebne, odpo­

wiedziała, że może ktoś do niej zagada jak pójdzie na spacer, usłyszała, wychowana na postulatach solidaryzmu narodowego

5 N abab rod zin n y W acław M a ń k o w sk i w la ta ch 1846— 1848 n a leża ł do ścisłeg o k ó łk a o taczającego J an a K oźm ian a w B erlin ie, późn iejszego księdza. Z asad y k a to lick ie i id ea ły organ iczn ej pracy tą drogą in filtr o ­ w a ły na P od ole. J e ż e li chodzi o k a to licy zm b y ł to u tram on tan izm , czer­

p iący n a tc h n ie n ie z F ran cji. Jeżeli o p o lity k ę p o lsk ą to id e a ły C h łap ow ­ sk iego, M arcin k ow sk iego, M ielżyń sk ich . Sam w y ra z „praca organ iczn a”

został p ie r w sz y raz u ży ty p rzez K oźm iana. Patrz: K i e n i e w i c z , T r a ­ ged ia t r z e ź w y c h e n t u z j a s t ó w , str. 78.

c P o b y t u W acław a M a ń k o w sk ieg o n a jb o g a tszeg o ze stry jó w a rcy­

bisk u p a tak o p isu je M. Ż ółtow sk a, dz. cyt.: „Z p o cią g u w y sia d a ło się około trzeciej z rana, a po siód m ej zajeżd żało się do M ojów k i. C zek ały n a nas (na dw orcu) do w y g o d n eg o kocza zap rzężon e 6 kon i, cztery w poprzek i d w a z przodu; do b ryczk i dla p an n y słu żą cej b y ły 4 k o n ie i do w ozu pod k u fe r k i ta k że 4. (14 k on i po cztery osoby!). J ech a ło się bardzo sze­

roką drogą, żal p atrzeć, że tak a ziem ia jak u n a s (w P ozn ań sk iem ) w in s­

p ek tach , n a drogę przeznaczona. W si n ie b y ło w id a ć dopiero jak się do n iej d ojeżdżało. B y ły n isk o w jarach nad sta w a m i albo nad jak im ś stru m yczk iem . Już jak n a w sch o d zie ciężary czy dzbany z w o d ą noszą na g ło w a ch , p o w ietrze ja k ieś bard ziej p rzezroczyste i w id z i się d alek o pola i p ola b u rak ów , ściern isk a po p szen icy , n a b rzegu p ola arbuzy •

wsi poznańskiej, ze zdum ieniem odpowiedź: „Odpowiedz mu paszoł w on”. A inna współczesna pam iętnikarka M aria z Ł u­

bieńskich G ó rsk a 7 mówi: .... Nie chciałabym tu żyć. Kościół m iejscowy m ały i pusty, bo tylko kilku oficjalistów do niego chodzi, ani jednej sukmany, ani barw nej chustki w nim nie ujrzeć, a na procesji nie było komu naw et zaśpiewać...”

Do kościoła było 2 do 3 godzin jazdy końmi. „Pod kościołem stały ogromne sam ow ary — pisze arcybiskup — góry bułek i chleba, wozy z kawonami. P arafia była bardzo rozległa, zjeż­

dżali się i schodzili z daleka, więc trzeba było się posilić”. Tam spotykali się Mańkowscy z trzech domów, oraz krew ni ich Lipkowscy i wszyscy jechali do jednego z domów na obiad, um aw iając się od razu gdzie będą w następną niedzielę. Bracia późniejszego arcybiskupa nazyw ali te spotkania „nudzielam i”.

Nie wszyscy w ytrzym yw ali to tw arde życie plantatorów . Bardziej intelektualni czy m niej odporni Mańkowscy opusz­

czali Podole, jadąc najchętniej do rodzinnego Poznańskiego.

I tak np. jeden ze stryjów arcybiskupa, Teodor, po dość b u rz­

liwym życiu ożenił się z córką generała H enryka D ąbrowskie­

go i osiadł w powiecie średzkim w pięknej Winnogórze, daro­

w anej generałowi przez Napoleona 8.

D ruga generacja, synowie pionierskich zdobywców fortuny, była już zupełnie inna. Ambicje ich szły w kierunku sukce­

sów na polu k u ltu ry i nauki. Mieli inne zamiłowania jak zdo­

byw anie pieniędzy i sianie buraków cukrowych. C haraktery­

styczne są losy arcybiskupa i jego trzech braci. Osieroceni wcześnie przez ojca W alerego Mańkowskiego, zmarłego w ro­

ku 1871, wszyscy czterej synowie odegrali pew ną rolę w spo­

łeczeństwie na rozm aitych polach działalności. N ajstarszy A leksander ur. w r. 1855 figu ru je w każdej historii lite ra tu ry polskiej jako zdolny komediopisarz (M inow ski, D ziwak, Ja­

dzia) — sztuki jego grane były w wielu teatrach i cieszyły się powodzeniem. Znany był także jako powieściopisarz. Był on I I lat starszy od przyszłego arcybiskupa, który go tak cha­

rakteryzuje: „wszechstronnym i obdarzony talentam i, wszystkie po trosze upraw iał; rysował i malował, pisał nowelki, powieści i utw o ry sceniczne, w młodych latach znakomicie gryw ał role komiczne w teatrach am atorskich”. A leksander ożenił się z włoską księżniczką Carpegna Falconieri (dwóch papieży i je­

den św ięty w rodzie). Egzotyczne małżeństwa też wchodziły w zakres planów życiowych tej generacji podolskich Forsytów.

D rugi b ra t arcybiskupa Leon, ur. w r. 1850 ukończył Wydział

7 M. G órska, W sp om n ien ia, rkps B ib l. N ar., nr 7971.

8 O T eodorze M ań k ow sk im , p. K a r w o w s k i , H is t o r ia W. K s . P o ­ z n ań s kiego.

(4)

P raw ny w Lipsku gdzie się doktoryzował. N astępnie uzyskał drugi doktorat z filologii słowiańskiej po studiach w Pradze i W rocławiu u N ehringa, a nie mogąc uzyskać w Krakowie do­

century z powodu nadm iaru kandydatów , przerzucił się po raz trzeci na inną dyscyplinę n auki i po studiach w W iedniu habilitow ał się w r. 1892 na U niw ersytecie Jagiellońskim z sanskrytu. W r. 1904 uzyskał na tej wszechnicy katedrę jako profesor n ad zw yczajn y9.

Trzeci z braci, Jan, pozostał w rodzinnej Sahince, odzna­

czając się jako doskonały rolnik i finansista, oraz szanowany obywatel. Był jedynym z braci, k tóry poszedł drogą poprzed­

niej generacji, lecz już bez ich tw ardości i rzutkości spekula­

cyjnej. Był niezwykłej pobożności, co na owe czasy nie było powszechne.

M atka z domu Łaznińska, pobożna, delikatna, (wiele jej lis­

tów taktow nych i podniosłych cytuje pam iętnikarz) owdo­

wiawszy i m ając sześcioro dzieci nie chciała synów oddać do szkół rosyjskich. Wobec tego zdecydowała się przenieść w roku 1862 do Drezna, z całym dworem, razem 10 osób: sześcioro dzieci, dwie nauczycielki i służący. Tam przyszły arcybiskup pobierał pierwsze nauki w latach 1872— 1885, najprzód p ry ­ w atnie, później w szkołach niemieckich. „Tryb życia naszego dość był skrom nym — pisze — ot przeciętnie burżuazyjny, bez zbytków i kosztownych w ydatków ” . Tak pam iętnikarz charakteryzuje poziom życia, w jedenasto pokojowym miesz­

kaniu. Wspomina z rozczuleniem lata spędzone w Dreźnie jako „kochane, złote czasy szkolne”. Zdolny do nauki, z dobrą pamięcią, skrupulatny, spokojny i pracow ity, w życiu opartym na rutynie, nie w ym agającym decyzji, odnosił sukcesy w n a­

ukach mimo obcości języka.

Pierw sze nauki religii udzielał przyszłem u księdzu Pio­

trowi, bernardyn, ks. Bonifacy Jastrzębski, em igrant po r. 1863.

Bardzo pobożny „był nie tylko naszym nauczycielem lecz także powiernikiem, spowiednikiem i częstym bardzo gościem w n a ­ szym domu”. Później ks. Jastrzębski przeniósł się do K rako­

wa, wezwany przez arcybpa Dunajewskiego, był gw ardianem Bernardynów, a pod koniec życia sekularyzował się. U m arł w r. 1894. Z powodu jubileuszowego roku 1875 pozwolono dziewięcioletniemu chłopcu przystąpić do pierw szej spowiedzi, uważano jednak, że to bardzo wcześnie, tak że drugi raz przy­

stąpił do sakram entu pokuty dopiero po półtora roku, a do pierw szej K om unii św. dopuszczono go dopiero w cztery lata po pierw szej spowiedzi, gdy m iał lat 13.

9 O L eo n ie M ań k ow sk im p. W y d z i a ł F il o lo g i c z n y U n iw . Jag. H istoria K a t e d r , K ra k ó w 1964 s. 250 nn.

Życie katolickie Drezna graw itow ało ku dworowi, który w w yniku dynastycznych stosunków z Polską był katolicki, podczas gdy większość ludności była protestancka. Dwór był w swym w yznaniu odosobniony, natom iast szczerze pobożny, zdarzały się wśród rodziny królewskiej powołania duchowne, ostatni następca tronu w stąpił do Jezuitów w r. 1918. W Dreź­

nie istniała kolonia polska choć nie tak świetna jak niegdyś po pow staniu listopadowym. S tary m argrabia Wielopolski żył tu od powstania, odcięty od społeczeństwa polskiego, ale m ali M ańkowscy bawili się z jego dziećmi. Stosunków z Niemcami nie utrzym yw ano żadnych.

W klubie polskim zorganizowano w r. 1879 jubileusz K ra­

szewskiego. N aturalnie, jak zawsze, były w ątpliwości co do jego prawomyślności katolickiej, o czym tak pisze P io tr M ań­

kowski:

„Ze w zg lęd u na n ie ca łk iem ja sn e sta n o w isk o K r a szew sk ieg o w o b ec K o ścio ła k a to lick ieg o , zażąd ał k siąd z Jastrzęb sk i p e w n e j sa ­ ty s fa k c ji p u b liczn ej zan im się zgod ził p rzy ją ć u d ział w ju b ileu szo ­ w e j u roczystości. S łu szn em u żąd an iu tem u sta ło się zadość. K ra ­ sz e w sk i naprzód w y tłu m a c z y ł się p r y w a tn ie przed k sięd zem J a ­ strzęb sk im , iż stał zaw sze w ie r n ie przy w ierze k a to lic k ie j i to sam o n a stę p n ie zazn aczył p u b liczn ie w to a ście w y p o w ie d z ia n y m pod czas ju b ileu szu . T ak w ię c tru d n ości za w cza su u su n ię te zo sta ły i obchód w d n iu im ien in K ra szew sk ieg o , 19 m arca, u św ie tn io n y z o sta ł n a ­ b o żeń stw em w k a p licy J o se p h in e n stiftu ” 10.

Przyszły arcybiskup zdał m atu rę w Annenschule w r. 1885.

W ostatnim roku był w klasie czw artym na 21 uczniów. Z p ra ­ wdziwym wzruszeniem wspomina te szkolne czasy drezdeń­

skie, zapewne w perspektyw ie późniejszych trudności życio­

wych w ydały m u się sielankowe, z ich w yjazdam i w akacyjny­

mi do Belgii, rzadziej na Podole i do rodziny w Poznańskie, a w czasie roku szkolnego z koncertam i (m. in. w ystępy tenora Mierzwińskiego) i uczęszczaniem do teatru na sztuki klasyczne.

Widocznie m atka umiała stworzyć swoim dzieciom atm osferę rodzinną i ku lturalną, której nie zapomniał. Stryjow ie zdecy­

dowali, że P io tr poświęci się zawodowi rolnika, gdyż rodzina odziedziczyła w międzyczasie dużą schedę po dalekim krew - nym, i było kilka m ajątków do podziału m iędzy braci. Dotąd nie interesow ał się rolnictwem. Odbył u stry ja Em eryka p rak ­ tykę „ale tylko rachunkowość dogadzała memu usposobieniu

10 D w a d zieścia la t w c z e śn ie j a n a lo g iczn e tru d n ości z K ra szew sk im m ieli w R zy m ie Z m a rtw y ch w sta ń cy . K ra szew sk i pod ob n ie d e k la r o w a ł sw ą k a to lick o ść, P. S e m e n e n k o , D z ie n n i k , R zym 1955.

(5)

i chętnie ją prow adziłem ” u . W r. 1885 wyjeżdża do W rocła­

wia na studia rolnicze zakończone dyplomem, rzadkim jak na arcybiskupa, „diplomirter L andw irt”.

Przyszły arcybiskup nie miał dobrych wspomnień z lat un i­

w ersyteckich w e Wrocławiu. Nie gustował „w życiu burszow- skich cyganów”. W śród kolegów było dużo Polaków, widyw ał Kasprowicza, ale go nie poznał. Życie polskich studentów ogni­

skowało się w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim prof.

N ehringa i katolickim stowarzyszeniu „Hozjusz” założonym przez Romana Szeptyckiego, późniejszego m etropolitę. Oba te stowarzyszenia polskie zostały zam knięte przez władze za cza­

sów pobytu księdza Mańkowskiego we W rocławiu 12.

W r. 1888 pojechał P io tr M ańkowski na wycieczkę do Włoch. Wycieczkę tę prowadził o. Paw licki z zakonu Zm ar­

twychwstańców, a brała w niej udział grupa młodzieży zie­

miańskiej, która co dopiero ukończyła studia. Byli to: Zygm unt Chłapowski, Roman S zep ty cki13, M ichał Sobański, Adam S te­

fan Sapieha, P io tr Mańkowski. Na pięciu uczestników trzech przyszłych arcybiskupów. P io tr M ańkowski w czasie drogi sypał anegdotam i z «Fliegende Blatter», co było jego zwycza­

jem dość charakteryzującym m entalność; niepom iernie to cie­

szyło ojca Pawlickiego. Wobec tego, że oryginalna osoba o. P a­

wlickiego jest nadal kontrow ersyjna i nie schodzi ze szpalt nowowydawanych wspomnień, zacytuję tu dwie anegdoty z pa­

m iętników ks. Mańkowskiego. Zwiedzano kolejno Wenecję, Padwę, Weronę, M antuę i Florencję zdążając ku Rzymowi:

„O. P a w lic k i op ow iad ał, o b ja śn ia ł, tłu m a czy ł, n ie k ie d y jed n ak stu d ia jeg o i za ch w y ty zb ytn io s ię p rzed łu ża ły , a że to nas n ie bar­

dzo b a w iło w ię c gd y on sta ł ta k w p a trzo n y w ja k iś obraz czy fresk z g ło w ą p o d n iesion ą, trzym ając w jed n y m ręk u lo rn etk ę przy oczach, drugą p od trzym u jąc czarną p iu sk ę co m u o k ry w a ła ły sin ę , zbliżał się do n ieg o S a p ieh a (p óźn iejszy k ard yn ał) i m ó w ił: chodźm y, pro­

szę O jca, tu ta j n ie m a n ic a b so lu tn ie do w id z e n ia ”.

Z Rzymu w racał M ańkowski sam z o. Paw lickim przez Pizę i Pistoię:

11 O p isu je n a w e t zgorszen ie stryja: „gdy jadąc k on n o w y je c h a liśm y n a łan zarosły ja k im iś ro ślin a m i o w ie lk ic h liścia ch . K oń m ój sch y lił g ło w ę i zaczął liśc ie zjadać. Z an iep ok ojon y ty m , że w y rzą d za się szkodę w go sp o d a rstw ie, o d ezw a łem się do stryja: m ój k oń lu b i k ap u stę! K a­

p u stę? P o w tó r z y ł stry j u śm iech a ją c się. A co? sp ytałem , m oże sałatę.

Ś m ian o się p o tem ze m n ie m ieszczu ch a i m o ich w ia d o m o ści gospodar­

skich. B y ły to po prostu b u ra k i”.

12 R. L o t h , M ło d o ść Jana K a s p r o w i c z a , P oznań. A u tor n ie w ie (s. 101) że „H ozju sza” za ło ży ł p rzy szły m etrop olita.

13 In n e źródło pod aje, że w w y c ie c z c e tej b rał u d ział n ie R o m a n a K azim ierz S zep ty ck i, brat m etrop olity.

„W P isto i parę godzin zabrało nam zw ied za n ie w a ż n ie jsz y c h c ie ­ k a w o ści i tu n a dw orcu n a stą p iło bardzo serd eczn e a le i bardzo w zru sza ją ce p ożegn an ie m o je z o. P a w lick im , k tóry z d ziw n ą za­

is te pokorą p rzepraszał m n ie za m o ż liw e w ciągu p od róży w y r z ą ­ dzone m i przykrości. B ardzo b y łem ty m zb u d ow an y i czu łem się za w sty d zo n y ”.

Trzeba wziąć pod uwagę, że o. Paw licki był profesorem uniw ersytetu i autorem wielu głośnych prac, a M ańkowski dopiero co ukończonym studentem .

Tymczasem rodzeństwo przeprowadziło działy rodzinne schedy po Sulatyckim , i P io tr otrzym ał dwa m ajątki: Śledzie i Romanki, w powiecie mohylowskim, razem 1200 ha podol­

skiej ziemi. Zaczął gospodarować ale nie lubił tego zajęcia, prócz księgowości i projektow ania budynków, resztę załatw iał doświadczony rządca. Zdając się na tego ostatniego, młody dziedzic dużo jeździł do rodziny, na karnaw ał do Krakowa, ale sam przyznaje, że gdyby nie pomoc finansowa stryjów byłby na rolnictw ie zbankrutował. W Krakowie poznał i za­

przyjaźnił się z jezuitam i: ojcami Badenim, M orawskim i B rat­

kowskim, którzy chcieli go ożenić, i naw et wskazali m u odpo­

wiednią pannę, ale przyszły arcybiskup zorientował się, że nie ma szans i wycofał się w porę. W końcu ks. Bratkow ski zde­

cydował, że ma powołanie do stanu duchownego, długoletnie w ahania trw ające od m atu ry ustały, i P io tr Mańkowski napisał w r. 1896 do ks. Niedziałkowskiego, regensa Sem inarium w Ży­

tom ierzu prośbę o przyjęcie. Ks. Niedziałkowski odpisał, że zwraca uwagę na ścisły rygor, ranne wstawanie, przesiady­

wanie w kościele i towarzystwo kolegów odmienne od sfery w której trzydziestoletni k andydat na kleryka dotąd się obra­

cał. Przyszły alum n przyjechał do Żytomierza przedstaw ić się osobiście. Seminarium , kaplica, miasto, zrobiły na nim jak n a j­

gorsze w rażenie. W sierpniu przyjechał znowu do Żytomierza aby wziąć kilka lekcji języka rosyjskiego, którego nigdy się nie uczył. 30 sierpnia w ypalił ostatniego papierosa, kazał za­

wieźć rzeczy do seminarium, wszedł, i drzwi się za nim za­

mknęły. Sumienny, lubiący naukę, unorm ow any try b życia, zależność, od razu poczuł się szczęśliwym i wyniósł z la t przy­

gotowania do kapłaństw a, w Żytomierzu, najlepsze wspom­

nienia.

Arcybiskup w swoim pam iętniku daje przejm ujący obraz trudności z jakim i borykała się diecezja, której przygotow y­

wał się służyć jako kapłan. Diecezja łucko-żytom ierska kum u­

lowała dwie diecezje: żytom ierską i kamieniecką. Diecezję k a­

mieniecką skasowały władze carskie w r. 1866, biskupa F ija ł­

kowskiego wywieziono do Symferopola w tym samym roku w którym rodził się jego następca biskup Mańkowski. Biskup

16 — N a s z a P r z e s z ł o ś ć X X V

(6)

żytomierski, Borowski, nie chciał objąć po nim następstw a; do­

piero gdy wyczytał o swojej nom inacji w paryskim „Journal Officiel”, jako o pewnej wiadomości z W atykanu, przejął ad­

m inistrację diecezji kamienieckiej. Takie były trudności dla ówczesnego biskupa bezpośredniego komunikowania się z Rzy­

mem! Odtąd przez przeszło pół w ieku obie diecezje były ad­

ministrowane razem. Nie były to duże diecezje. Przed pierw ­ szą w ojną światową miały: diecezja kamieniecka w iernych 319 721, parafii 100, filii 11, kaplic 68; diecezja żytomierska w iernych 350 089, p arafii 82, filii 27, kaplic 116 ł4.

„ Język ro sy jsk i w p row ad zon y do k o n systorzy, k tórym n a w zór Ober P rokuratora św . synodu przydano św ieck ieg o sek retarza z pra­

w em b ezp ośred n iego znoszenia się z rząd em i przezeń m ian ow an ego.

T akże i do k o ścio łó w przed ostaje się rosyjsk a m ow a, gdyż probosz­

czo w ie obow iązani są od czytyw ać z am bon cesarsk ie m a n ifesty w o rygin aln ym tek ście i to b ez w zg lęd u na treść ich, chociażby o p iew a ły tak ą radosną n ow in ę, iż cesarzow a, N iem k a z p ochodzenia i dotychczas protestan tk a, u zn ała praw dę p raw osław ia i przyjęta została na łon o cerk w i”.

W r. 1875/76 zamknięto sem inarium w Żytomierzu, które otw arto dopiero w r. 1881 wprowadzając przedm ioty urzędo­

we: język, literaturę i historię rosyjską. Przedm ioty te podle­

gały urzędowemu egzaminowi np. w r. 1884 siedmiu kleryków zdawało urzędowy egzamin w Żytomierzu od 11 rano do 22, i nie zdało go, przed przedstawicielem rządu carskiego.

Żeby wstąpić do seminarium trzeba było mieć ukończone 4 klasy gimnazjalne i pozwolenie generał gubernatora. Skła­

dano dokum enty biskupowi, któ ry odsyłał je władzom urzędo­

wym. G eneralny gubernator przesyłał podanie do guberna­

tora, ten znów do sprawnika, spraw nik do stanowego aby uzyskać opinię o kandydacie. Tą samą drogą podanie biegło oczywiście z powrotem. Na objęcie parafii też było potrzebne pozwolenie gubernatora, a potem następowała niewola. Pro­

boszcz bez paszportu nie mógł wyjechać poza swoją parafię naw et celem wyspowiadania się. Paszport otrzymywało się od gubernatora drogą służbową przez biskupa. Na odpusty do­

puszczano tylko 3 księży naraz. Dopiero w r. 1899 biskup Kło­

potowski uzyskał praw o dawania samemu paszportów pro­

boszczom, za w yjątkiem na teren Kongresówki, K urlandii i Litwy. Zmieniono dopiero te przepisy po układzie toleran­

cyjnym po r. 1906. W diecezji nie było żadnego klasztoru, w pobernardyńskim klasztorze w Zasławiu gdzie tułało się kilku dogorywających bernardynów , rząd urządził dom eme­

14 D la porów nania: d iecezja w a rsza w sk a m ia ła w r. 1913 305 k o ś c io ­ łó w p arafialn ych , 50 filia ln y ch , 2 200 000 w iern ych .

[1 1] A R C Y B IS K U P P I O T R M A Ń K O W S K I (1866—1933) 243

rytów dla księży, zakład poprawczy dla księży, sanatorium więzienie. Barwnie ten zakład odmalowuje ks. T okarzew ski15.

• y ^ 1C^ r Mańkowski wstępował do sem inarium w Żvto- kiedvUtoSb0ia CK była 1116 °bsadzona 0(1 k t czterech IpwL iS Kozłowskiego przeniesiono na m etropolię m ohy- lewską. W ikariuszem kapitulnym był biskup sufragan Lubo- wicki zasłuzony ale zm edołężniały starzec. W r. 1897 został on ordynariuszem, gdyż rząd carski z reguły godził się tylko na nominowanie zgrzybiałych starców na stolice biskupie połud­

niowych diecezji, skoro W atykan nie chciał się godzić na pro- bv?°lSanK am inNegHd” ^ h dVszpasterzy- Rektorem sem inarium był ks. K arol Niedziałkowski, późniejszy biskup, inteligentny n i S l n S k - Tprofesorów M V W nukow ski PS - SJn ^ \ ^ ? ngl n żarnow iecki, późniejszy su fra- n e ” ' Młnd 5 raSl ył w Niedziałkowski okazało się nie strasz­

n e M ł o d y kleryk choc starszy wiekiem, od dzieciństwa był k S a0rr,irnZymąZaf y d 0 Kościoła i jego spraw. Z młodszymi kolegami nawiązał więzy szczerej przyjaźni, trw ającej niekiedy przez całe życie. Z czasów też sem inaryjnych d atu je się ogrom­

ne zamiłowanie przyszłego bpa kamienieckiego do liturgii do śpiewu i m uzyki kościelnej, gdyż sam był m uzykalny grał na fortepianie i komponował pieśni. y y ’ 8 1 na

Jednak tyloletnie skrępow anie działalności Kościoła kato­

lickiego powodowało i ujem ne skutki:

} o g ó ^ d a w a ła s ię o d c z u w a ć w Ż y to m ie r z u p e w n a z a s k o r u p ia - f la ,!,kOWOl ŚĆ 1 r u t y n a - w k t ó r e i n ie ła t w o b y ło w y k o n a ć i a - w e i tr a d v c i i W te ż Pr “ s a d n e p r z y w ią z a n ie d o m ie j s c o -

y j , r a k k o n ta k tu z Z a c h o d e m i b r a k z r o z u m ie n ia ” 18.

. ,W r> 1899> P° trzech latach, został P io tr M ańkowski w v- swięcony na księdza, o rok wcześniej od kolegów b ^ m ia ł za no k r ń t S T Stl dia' ^ rymi<:je odPraw ił w Żytomierzu, dokąd,

t u wakacjach, wrócił jako w ikary kapitulny. Zaczęła r i u s S f 3' Bp Niedziałk°wski został ordyna­

riuszem łucko-zytomierskim, prowadził dom otw arty dla księ- w 6 u-’ ,ktorych lubił skupiać wkoło siebie na zebraniach towarzyskich, i u nich naw zajem bywać.

p i ' . 190,2 k s , Mańkowski został proboszczem w K amieńcu Podolskim dokąd wyjeżdżał z uczuciem ogromnego w zruszenia jako do stolicy ojczystego Podola, i m iasta bogatego w tyle spomnien historycznych. Piękno m iasta go urzekło. Dom pro- nęłaCSmotrycnza *** Str0mym urw iskiem, na dole pły-

>« n w ° M - ai Z e. r k M traź P r z e d n i a , W arszaw a b. d.

O b p ie N ied zia łk o w sk im p. „N asza P rzeszło ść” t. X IV , s. 191.

(7)

„Z bjalkonu i o k ien dom u p rzep y szn y roztaczał się w id o k na tu reck i m o st — zw a lisk a d a w n eg o obronnego zam ku, n a P o lsk ie F o lw a rk i a w w id o k u ty m u p a try w a łem n a w e t p ew n e p o d o b ień ­ stw o do M onaco i M onte C arlo”.

Położenie m iasta zachwycało również Stanisław a Stem - pow skiego17, k tó ry kilkanaście lat przedtem chodził tam do szkół i przyznaje, że do końca życia wzruszać się będzie na myśl o piękności m iasta. A inny pisarz Michał Rolle tak opi­

suje Kam ieniec Podolski:

„Z m a teria łu cio so w eg o z rozeb ran ego k lasztoru OO. K a rm elitó w B o sy c h na S k a łce, zru jn ow an ego w czasie szturm u, w z n ie śli T urcy ok oło 1675— 1685 rok u m o st łą czą c y zam ek z m iastem . S k oro sta ­ n ie m y n a ty m m oście, m am y z jed n ego jego krań ca olb rzym ie zam ­ czy sk o z b asztam i, fo sa m i i ok a za ły m i w a ła m i, w zd łu ż k tó ry ch w ije się droga p row ad ząca na p rzed m ieście P od zam cze, u dru giego, na strom ej sk a le, g ęsto zab u d ow an y stary K a m ien iec z resztk a m i ob­

w a ro w a ń p o k ry ty ch b u jn ą zielen ią , ze ścieżk a m i zb ieg a ją cy m i nad u rw isk a. P on ad dach am i d om ów strzela ją w ie ż y c e św ią ty ń i cerk w i, w śró d n ich jak szara ig lica r y su je się na tle sza firo w eg o n ieb a m i­

n a ret k ated raln y.

W jarach nad sam ym b rzegiem S m otrycza tu lą się w śród sad ów o w o c o w y c h sk rom n e p rzew ażn ie, m ałe dom ki: W ydrów ki, K arw asar, B ie la n ó w k i i Z in k o w iec, ponad n im i ro zb u d o w a ły się n a p r zeciw ­ le g ły c h w zgórzach p rzed m ieścia F o lw a rk i P o lsk ie i R u sk ie”.si

Kamieniec nie miał wówczas kolei. Najbliższy dworzec ko­

lejow y znajdował się o 100 km w Płoskirowie; bliżej było do stacji Łagry w Besarabii (40 km) ale ta leżała za D niestrem przez k tó ry zimą przepraw a nie była łatw ą.

„K atedra, p a m ięta ją ca ś w ie tn e cza sy ży cia k o ścieln eg o jako m atk a k o śc io łó w p odolskich, sm u tn y w p o ró w n a n iu z p rzeszło ścią p rzed sta w ia k on trast. D aw n ej k a p itu ły an i śladu; jed y n y p ozostały p rzy ży ciu człon ek jej ks. p ra ła t L eop old P o g o rzelsk i od la t w ie lu p rzeb y w a ł w Szarogrodzie; sto lic a b isk u p ia n ie obsadzona. B isk u p a d m in istrator w Ż ytom ierzu, a n a m ie jsc u d la ob słu gi k o ścio ła je­

d en prob oszcz i m ieszk a ją cy p rzy k o śc ie le k a tech eta g im n a zja ln y ”.

K atedra 19 m iała naw<* główną z w. XV, prezbiterium do­

budowane w w. XVIII. Kaplica Najśw. S akram entu przypom i­

nała zarysem kaplicę Zygm untowską w Krakowie. Na zew­

n ątrz i w ew nątrz kościoła było wiele śladów panow ania tu ­ reckiego, w czasie którego katedra przerobioną została na meczet. W K am ieńcu było 5 księży katolickich, tj. 4 probosz- czy i 1 katecheta. Ks. M ańkowski urządził się szybko, meble sprowadził z Romanek i dokupił kilka antyków. P arafia liczyła

17 S. S t e m p o w s k i , f c cyt. s. 35.

18 M. R o l l e , K a m i e n i e c P o d o ls k i , W arszaw a 1936.

19 O pis k o śc io łó w w K am ień cu i sam ego m iasta daje A. R o 1 1 e w Z a m e c z k a c h P o d o lsk ic h , t. I, w y d . II, W arszaw a 1880.

trzy tysiące kilkaset dusz, m ieszkających częściowo w mieście, reszta na futorach i przysiółkach. Mimo że nie m iał wielkiego zamiłowania do pracy duszpasterskiej, spełniał swoje obowiąz­

ki sumiennie i gorliwie, chorych odwiedzał, słuchał spowiedzi, mówił kazania, choć, jak sam przyznawał, za nerwowo i za prędko. Nowy proboszcz do w szystkich życzliwie usposobiony, mimo nieśmiałości, podobnie jak w seminarium, naw iązał szyb­

ko stosunki towarzyskie i mile wspomina tow arzystw o polskie w Kamieńcu: aptekarza Jabłońskiego, wiernego pomocnika w spraw ach gospodarczych, pana Cypriana Tymowskiego, m a­

jorową Dmitrowiczową, która go stołowała, działaczkę spo­

łeczną panią Petrażycką i w ielu innych. Przyszły biskup był pokorny, skromnego o sobie mniem ania, i mimo osobistej za­

możności nie nosił się wysoko, toteż we wszystkich w arstw ach społecznych znajdował przyjazne dusze, które ułatw iały mu życie na odciętym od ognisk życia kulturalnego i kościelnego posterunku. Ks. Mańkowski z życzliwością kreśli ch arak tery ­ styki swoich konfratrów , w pierw szym rzędzie pozostałych trzech proboszczy kamienieckich:

„P rzy k o śc ie le p otry n ita rsk im proboszczem b y ł ks. P a w e ł W y­

szy ń sk i, dziekan, w y c h o w a n ie c jeszcze k a m ien ieck ieg o sem in ariu m , n a stę p n ie zaś p etersb u rsk iej ak ad em ii, m a g ister teo lo g ii, człow iek n iezm iern ie p rzy w ią za n y do d a w n y ch tra d y cji i m ie jsc o w y c h z w y ­ czajów . T oteż n ie c h ę tn ie p a trzy ł na różne reform y, k tó re ja, jako m ło d y , w p row ad zać zacząłem , n ig d y jed n ak w ostrej fo rm ie p rzy- m ó w ek z teg o n ie czyn ił, gd yż b y ł n iep o sp o licie u p rzejm y i d e lik a t­

ny. In n eg o typ u b y ł ks. B o czk o w sk i, proboszcz k o ścio ła p o d o m in i- k a ń sk ieg o , w ie lk ie j, ok a za łej św ią ty n i fu n d a cji P otock ich , z ciek a w ą cio so w ą am boną tureck ą, p a m ią tk ą po okupacji Islam u , P roboszcz b y ł zm ien n y i z hum oram i. P rzy k o śc ie le orm iań sk im z cu d ow n ym obrazem M atki B o sk iej, czczonym n a w e t p rzez p r a w o sła w n y ch , ks.

K a szew sk i, n ie g d y ś p rofesor k a m ien ieck ieg o sem in ariu m i k a n o ­ n ik h on orow y, praw y, zacny, d a w a ł się przekonać. K o n serw a ty zm i p o stęp o w o ść złączone w n im b y ły w jedną harm on ijn ą całość. Ks.

S ta n isła w S zum an, k a tech eta , za m ieszk a ły przy kated rze, ak ad em ik (to znaczy a b so lw en t ak ad em ii w P etersb u rgu ) m gr teo lo g ii, in te li­

g en tn y , bu jn ej n atu ry, w to w a r z y stw ie p olsk im m ało się obracał, za to u m iał k orzystać n a rzecz K o ścio ła ze sw o ich sto su n k ó w w śród R osjan, gd zie b y ł znany i łu b ia n y ”.

Ks. Mańkowski mało m iał stosunków z władzami. W ciągu lat dziewięciu raz był ze swym bratem Janem u gubernatora.

„Naogół starałem się nie narażać i trzym ałem się z dala od urzędowych fig ur”, pisze.

Ukaz tolerancyjny z r. 1906 w ydany po rew olucji zmienił poważnie na lepsze stosunki kościelne. Można było obecnie urządzać procesje, k ler m iał więcej swobody ruchów, pozwo­

lono na stow arzyszenia katolickie. Założono w pierwszym zry­

wie wolności ochronę dla 20 chłopców, herbaciarnię i in. No­

(8)

wopowstałe „Rzymsko-Katolickie Stowarzyszenie Dobroczyn­

ności” koordynowało akcję społeczną. Ks. M ańkowski spro­

wadził z K rólestw a zgromadzenie sióstr S krytek i dał im moż­

ność otworzenia placówki z w łasną kaplicą. Pryw atnego swego m ajątku używ ał na hojne ofiary, głównie dla biedniejszych kleryków 20, oraz na podróże zagraniczne, przeważnie na kon­

gresy eucharystyczne, które od r. 1908 (Londyn) zaczęły odby­

wać się co kilka lat, w w ielu państw ach, nie tylko katolickich.

Proboszcz kam ieniecki brał na w łasny koszt do tow arzystw a któregoś z księży z diecezji i puszczali się w podróż. Jeździł w ten sposób do Lourdes, Hiszpanii i Portugalii, do Stanów Zjednoczonych i K anady, do Rzymu i Paryża. Odwiedzał też swoją rodzinę w Poznańskiem, biorąc udział w uroczystościach fam ilijnych, byw ał też u siostry w Galicji. W szystko to opisuje w Pam iątnikaćh system atycznie i drobiazgowo.

Około r. 1910 zaczęły się jednak stosunki z władzam i psuć, większe chm ury i mniejsze chm urki gromadziły się wokół ks.

Mańkowskiego, zachodziły drobne incydenty z gubernatorem i urzędnikam i, głównie miano preten sje o tak częste w yjazdy za granicę:

„ J eżeli z b ieg iem la t k u rs m o ich p ap ierów sto p n io w o spadać p oczyn ał, to po części z tego p ow od u , iż zan ied b ałem jed n ą bardzo w a żn ą w o b ec n iższy ch u rzęd n ik ów carsk ich sp raw ę — p o d trzy m y ­ w a n ia dob rych z n im i sto su n k ó w przy p om ocy u m iejętn ie u d z ie la ­ n y ch od cza su do czasu p ien iężn y ch u p o m in k ó w . N ieśm ia ło ść i l e ­ n is tw o w ię c e j chyba n iż sk ą p stw o b y ło teg o p o w o d em ”.

P obyt w Kam ieńcu przyszłego biskupa u rw ał się nagle w r. 1911 na skutek spraw y Skrytek. Zgromadzenie Córek Najświętszego Serca M aryi miało kaplicę bez pozwolenia władz, w k tórej ks. M ańkowski odpraw iał od czasu do czasu mszę św. Policja to w ykryła i ks. P io tr M ańkowski i jego wi­

kariusz zostali za: „niepraw ne odpraw ianie mszy w nielegalnej kaplicy” u karani usunięciem ze stanowiska, bez praw a do spraw owania innej funkcji w ym agającej zatwierdzenia władz.

K uria chcąc ratow ać przede wszystkim wikariusza, nie inge­

row ała w spraw ie ks. Mańkowskiego wiedząc, że ma on z czego żyć, i w yrok przyjęła. S krytki zostały ukarane grzyw ną pie­

niężną i odebraniem szwalni. Ks. M ańkowski nie wiedział ani wówczas, ani chyba w czasie pisania pam iętników u schyłku życia, że akcja przeciw Skrytkom w Kamieńcu, gorliwe szu­

kanie nielegalności w ich działalności, wiązała się ściśle z ogólnymi represjam i stosowanymi równocześnie wobec orga­

nizatora i fundatora tego zgromadzenia, ojca H onorata Koź­

20 T o k a r z e w s k i , dz. cy t., s. 63.

mińskiego z Nowego M iasta n ad Pilicą, znanego kapucyna;

incydent w Kamieńcu był rep erkusją dużej akcji carskiej po­

licji, a ofiarą jej padł ks. Mańkowski, zmuszony po 10 latach opuścić K am ieniec21. Przed w yjazdem chcąc otrzym ać prze­

pustkę poszedł do gubernatora Eulera,

„k tóry to n em w k tórym m ie śc iło się w sp ó łc z u c ie i ła g o d n a w y m ó w ­ k a o d ezw a ł się do m n ie, poco m i b y ło w d a w a ć się w te n ie lo ja ln e sp raw y, k tóre m n ie n a ra ziły rząd ow i i sp o w o d o w a ły k a ta stro fę. N a to od rzek łem , iż to co się rob iło b y ło d la P an a B oga. G ubernator za m ilk ł”.

U sunięty z Kamieńca wrócił do Żytomierza, gdzie nie mo­

gąc dać m u żadnego oficjalnego stanowiska, kuria zatwierdziła go jako kancelistę bez pensji w biurze. De nom ine pisał na maszynie, w rzeczywistości praca jego obejmowała wszystkie prace kurialne, aż do redagowania listów pasterskich włącznie.

Lubiąc spokój, porządek, pracę biurow o-kancelaryjną czuł się szczęśliwy. W idywał mnóstwo kapłanów, asystował cichej w al­

ce o praw a Kościoła i w ielu ciekawym sprawom nie wolnym, niestety od in tryg i am bicji osobistych. Nie zajm ując w yż­

szego stanowiska i nie ponosząc odpowiedzialności, mógł p a­

trzeć na w szystko z góry i obiektywnie.

Tymczasem stosunki w diecezji nie układały się pomyślnie i budująco. Ks. M ańkowski przyjechał do Żytomierza zaraz po śmierci biskupa Niedziałkowskiego. Ten ostatni oddany przede wszystkim p racy literackiej, którą stale był zajęty, mało zajmował się diecezją. Od niego pochodzi znane powiedzenie:

„Dobrze by było być biskupem... gdyby księży nie było”. In te­

ligentny i w ykształcony m iał jednak bardzo nieszczęśliwą rękę jeśli chodzi o protegow anych przez niego księży. Faw orytam i jego byli proboszcz parafii Świętego A leksandra w Kijowie, niefortunnie popierany przez biskupa aż do r. 1909, kiedy n a ­ reszcie biskupowi otw orzyły się oczy i zdjął z parafii tego dy­

namicznego, zdolnego, ale niegodnego człowieka; poza tym ks. Zdanowicz, kanclerz kurii, powszechnie nie łubiany przez duchowieństwo diecezji. P o śmierci biskupa nie w ybrano na adm inistratora sufragana ks. Żarnowieckiego, tylko starszego i mało energicznego ks. Bajewskiego. U tw orzyły się w Żyto­

m ierzu dwie partie, za i przeciw biskupowi Żarnowieckiemu, k tó ry nie zważając na w ybór kapituły, rządził z ks. Zdanowi­

czem tak jak gdyby był ordynariuszem . W r. 1915 po śmierci ks. Bajewskiego, biskup Żarnowiecki został ponownie pomi­

nięty i um arł w tym czasie.

N iew ątpliw ie te intrygi i rozłam y były owocem w ielolet-

21 L i t w i ń s k i , O. H o n o r a t z B ia łej, k a p u c y n b. d., s. 264.

(9)

nich odgórnych presji; grały tu rolę również i uczucia n aro ­ dowe wyczulone na dopuszczalną granicę kompromisu. Bisku­

pa Żarnowieckiego tak charakteryzuje bezstronny i łagodny w ocenie ludzi ks. Mańkowski:

„B ył to c zło w ie k n iep o śled n ich z a let u m y słu . A sceta , ż y ją cy ż y ­ c ie m ’ d u ch o w y m , n iezm iern ie sk ro m n y w try b ie życia, jeżeli m ia ł jak iś grosz w k ła d a ł go w sz a tn ictw o k o śc ie ln e i w sty lo w ą k o ścieln ą argen terię. B ardzo p r a co w ity i w y k sz ta łc o n y , k ilk a prac z d zied zin y sztu k i k o ścieln ej d ru k iem o g łosił. N iek tó rzy śm ia li się z teg o za m i­

ło w a n ia do g a łg a n k ó w , ja za w sze w ty m w z g lę d z ie sta w a łem i sto ję w jeg o obronie. Że b y ł zn aw cą bardzo w y b itn y m sztu k i k o ścieln ej, ro zm iło w a n y w n iej jako a rty sta to m u ty lk o zaszczyt przyn osi a n ie p rzeszk ad zało m ieć oczu o tw a rty ch n a to, iż są w ż y ciu k a p ła ń sk im sp ra w y b ard ziej isto tn e i w a żn e, i sam ta k się p o św ię c ił sw y m obo­

w ią zk o m jak je p ojm ow ał. N ie ste ty p e w n a ciasn ota p o g lą d ó w i o to ­ czen ie sk ła d a ją ce się z lu d zi in n eg o zgoła p okroju, zaszk od ziły m u w op in ii i z w ic h n ę ły jego d ziałaln ość. W obec rządu trzy m a ł się op in ii zb y tn iej u leg ło ści, choć rozu m iał d osk on ale, jak m i sam k ie ­ dyś w sp o m in a ł, p rzew rotn ość jego (rządu) w sto su n k u do k a to li­

cyzm u. P e w n e p ozorne o b ja w y lo ja ln o śc i już b y ły m u zaszk od ziły g d y jeszcze b y ł rek torem ak ad em ii w P etersb u rg u , w o sta tn ich też la ta ch sto su n ek jego do w ła d z n ie b u d ził zau fan ia w śród kleru.

B ądź co bądź b y ł to ch arak ter tw ard y, siln y , le c z c o k o lw iek za­

g a d k o w y ”.

Na takim tle zrodziła się niezdrowa atm osfera w diecezji:

„gdy jed n i z a b ieg a li o to b y n o m in a cję bpa Ż arn ow ieck iego p rzefo r­

sow ać, drudzy p rzew ażn ie p ra co w a li nad ty m by do n iej n ie do­

p u ścić”.

Tymczasem ks. Mańkowski spokojnie i cicho pracow ał w k u rii będąc tylko dyskretnym świadkiem nieustannej walki z generałgubernatorem kijowskim hrabią Ignatiew em (ojcem znanego później generała Związku Radzieckiego) oraz guber­

natorem podolskim Eulerem. Łączność z Rzymem była nadal bardzo utrudniona, nie wolno było komunikować się z W aty­

kanem bezpośrednio, choć jakoś to załatwiano, bo w aktach kurii żytom ierskiej znaleźć można było w łasnoręczne adno­

tacje papieża Piusa X. Ponieważ Acta Apostolicae Sedis przy­

chodziły drogą przez P etersburg, i władze czerwonym a tra ­ m entem w ykreślały to czego ich zdaniem nie należało wpro­

wadzać, taki pokreślony egzemplarz przesłali księża przez je­

zuitę o. Tuszowskiego dla inform acji do W atykanu, skąd w ró­

cił on po pew nym czasie spokojnie na swoje miejsce na półce kancelarii kurialnej w Ż ytom ierzu122.

22 J a k c ię ż k ie b y ło je d n a k ż y c ie w Ż y to m ie r z u ś w ia d c z y n a s tę p u ją c a h is to r ia c y t o w a n a p r z e z k s. M a ń k o w s k ie g o : M ia ł k o le g ę k s. Ł u k o w s k ie g o , k tó r e g o m a tk a ja k o p a n n a w y s z ła za p r a w o s ła w n e g o P is a n k ę . U r o d z iła

M ając niewiele do roboty, przyszły arcybiskup zajął się pisaniem książki o kapłaństw ie pt. T u es Petrus. Dwa tomy napisał w Żytomierzu, trzeci w K rakowie w czasie w ojny w 1914 r. Wszystkie trzy tom y m ają jednakową ilość rozdzia­

łów, stron i jednakowe zakończenia. To sztukm istrzostw o pi­

sarskie niepom iernie bawiło autora. Tę właśnie trylogię oce­

niał dodatnio o. Jacek Woroniecki. Jak w K am ieńcu ta k i w Żytomierzu, mieście które na pierwszy rzu t oka wydawało m u się tak okropne, nawiązał ks. P io tr wiele miłych stosunków i przyjaźni, m. in. z ks. G ustaw em Jełowickim, późniejszym biskupem Dubowskim i dojeżdżającym z Płoskirow a energicz­

nym proboszczem ks. Nosalewskim, którego pomocną przyjaź­

nią cieszył się do końca życia. Z tym ostatnim jeździł naw et w r. 1912 do P etersburga starać się o odwołanie ciążącego na nim w yroku adm inistracyjnego, ale darem nie. W r. 1912 po­

jechał ks. Mańkowski na sławny, tonący w deszczu, kongres eucharystyczny do Wiednia. Był w tedy członkiem N ieustają­

cego K om itetu Kongresów Eucharystycznych. W r. 1914 odbył się kongres jubileuszowy (25) w Lourdes, na który ks. M ań­

kowski pojechawszy nie mógł już wrócić do swojej diecezji, gdyż w drodze pow rotnej przez K raków, zaskoczył go tam w ybuch wojny.

Osiadł więc w Krakowie, gdzie m ieszkały jego siostry. Tam kończył trzeci tom rozmyślań o kapłaństw ie i napisał książkę o liturgii, która w ytykała liczne błędy i niewłaściwości litu r­

giczne, napotykane najczęściej w kościołach w Polsce. Ujął tę rozpraw ę w form ę dialogu i w ydał pod tytułem Po naszemu.

Książka ta uzyskała niem ały rozgłos, stała się tym co byśm y dziś nazw ali best-sellerem , wywołując nam iętne dyskusje i po­

lemiki. Z dzisiejszego p u n k tu widzenia był ks. M ańkowski skrajnym integrystą tępiącym zajadle i przenikliw ie wszelkie objawy narodowych zwyczajów i miejscowych objawów k u ltu , nie mówiąc o zwykłych niedokładnościach. P raca ta napisana żywo i interesująco dała pole do w ykazania swoistego hum oru autora. Stąd jej duża poczytność w sferach kleru i u ogółu czytelników.

W r. 1917 biskup sandom ierski Ryx m ianował ks. M ań­

kowskiego w ikariuszem generalnym na tę część diecezji łucko- żytom ierskiej, która zajęta została przez arm ię austriacką i na mocy decyzji nuncjusza w Wiedniu podlegała biskupowi san­

domierskiemu. Ks. M ańkowski był jedynym księdzem z kurii w Żytomierzu, k tóry znajdował się po tej stronie fro ntu więc

z n im sy n a i chcąc go w y ch o w a ć w k a to lic k ie j w ierze p od ała go jako- sw o je d zieck o n ie ślu b n e i za ta k ieg o ks. Ł u k o w sk i p rzez la ta całe u chodził.

(10)

n a niego padł w ybór biskupa sandomierskiego. Na mocy tej decyzji siedm iokrotnie w czasie w ojny jeździł z w izytacjam i za Bug.

W podróżach tych odnosił ponure w rażenia: patrząc na W ołyniu na zniszczenia wojenne, ewakuowane i puste wsie i nędzę ludności. W izytował wiele parafii, kontaktow ał się z oficerami austriackim i, u których stw ierdzał przyw iązanie do katolicyzmu, ale również dużo ducha józefińskiego. Na jesieni r. 1917 przeżywa boleśnie coraz tragiczniejsze wiadomości od rodziny. Zacząwszy od S ław uty ks. Sanguszki, jeden po d ru ­ gim ze znanych m u domów ulega falom rew olucji i zniszczenia.

Pierwszego czerwca r. 1918 na probostw ie w Czernichowie um iera stry j i opiekun biskupa dziewięćdziesięcioletni Em e­

ryk Mańkowski, patriarcha i głowa ro d z in y 23. S tary św iat się kończył.

G dy wrócił do K rakow a z kolejnej w izytacji na Wołyniu, ks. M ańkowski przyszedłszy do kurii (4 w rześnia 1918) do­

wiedział się, że został m ianow any biskupem. Nie wiedział tylko gdzie, i na jakie stanowisko, i nie bardzo tem u wierzył, będąc zawsze nieśm iałym , skrom nym i nie szukającym za­

szczytów. Dopiero arcybp Sapieha pokazał m u telegram m on- signora Rattiego, w izytatora apostolskiego w Warszawie, z któ­

rego treści wynikało, że B enedykt XV m ianow ał ks. M ańkow­

skiego biskupem kamienieckim. Osierocona od r. 1866 diecezja, m iała znowu otrzym ać ordynariusza. Ja k się okazało, w grud­

niu 1917 była w W arszawie konferencja biskupów, na której ks. M ańkowski był obecny jako w ikariusz generalny, wówczas to przedstawiono go do Rzymu jako kandydata na biskupstw o kamienieckie. B enedykt XV sam zdecydował o nom inacji nie porozumiewając się z władzami.

G dy do K rakow a przyjechał monsignor R atti biskup nomi- n at m u się przedstaw ił; od tego czasu d atu je się niezm ienna życzliwość przyszłego papieża dla biskupa Mańkowskiego, udo­

kum entow ana licznymi listami, cytow anym i w Pamiętnikach.

Z Płoskirow a nadbiegł z życzeniami przyjazny i w ierny ks.

Nosalewski. S akry biskupiej udzielił M ańkowskiemu arcybp Sapieha w katedrze na Wawelu, w asyście księży biskupów Nowaka i Wałęgi. Bp M ańkowski prosił o przyjazd ks. ks.

R yxa i Dubowskiego z Żytomierza, ale przyjechać w tych nie­

pew nych czasach nie zdołali.

Nowokonsekrowany biskup nie mógł jednak objąć jeszcze diecezji gdyż sytuacja w ojenna na to nie pozwalała. B rał

23 J. M a ń k o w sk i, N o ta tk i P a m iętn ik a rsk ie, m a szy n o p is w p o sia d a n iu rod zin y.

udział w grudniu 1918 i m arcu 1919 w zjazdach biskupów z całej Polski odbytych w W arszawie pod przewodnictwem mons. Rattiego. Nareszcie 2 XII 1919 w yruszył objąć diecezję.

W yjechawszy z K rakow a zatrzym ał się na krótko u arcybpa Bilczewskiego, 6 grudnia dojechał koleją do Borszczowa, skąd w ojsko dało m u samochód i w n et pow itali go ks. Nosalewski i inni księża. Na 8 grudnia naznaczony był ingres do katedry.

K raj był zmieniony, zniszczony wojną, nie było już dwo- row, daw nych starych znajomych, wszędzie wojsko, stan p ra ­ wie że wojenny, ale radość z obsadzenia diecezji po tylu la­

tach osierocenia w yrów nyw ała szczęśliwemu z tego faktu bi­

skupowi w szystkie cienie now ej sytuacji.

Zabrał się pilnie do p racy p rzy pomocy energicznego ks.

Nosalewskiego, którego m ianow ał w ikariuszem generalnym i którego rad chętnie słuchał; rew indykow ał budynki, np. daw ­ n y pałac biskupi, odwiedzał coraz dalej położone parafie. Był w Winnicy, Szarogrodzie, w Barze: „radosne, pełne nadziei czasy , pisze o tych w izytacjach. Było przed żniwami, wszędzie w itały go banderie, wygłaszano przemówienia, bierzmował.

W dniu św. P iotra i Paw ła w r. 1920 m iał już swoje konie i powóz, co ułatw iało poruszanie się.

A rcybiskup Bilczewski oddał księdzu bpowi M ańkowskiemu do dyspozycji dużą parafię w Buczaczu. Tam zamieszkał i pro­

w adził na probostw ie małe sem inarium duchowne, w spierany doraźnie finansowo przez W atykan i poznańską rodzinę. On, k tó ry był taki hojny, znalazł się w trudnych w arunkach m a­

terialnych, które znosił z rów nowagą i ze spokojem, przyjm u­

jąc z wdzięcznością w szelką pomoc. Odwiedzał kleryków w Tarnow ie i Łomży, byw ał we Lwowie.

Życie bpa Mańkowskiego układało się teraz cicho. W r. 1922 pojechał ad limina z pielgrzym ką polską. W tedy w łaśnie miało m iejsce znane, niezwykłe, zdarzenie, że na ogólnej audiencji Ojciec Ś w ięty popraw ił m ylnie przez księdza biskupa Pelczara podane nazwisko przedstaw ianego księdza z Polski. W r. 1923 b rał biskup M ańkowski udział w uroczystościach ku czci św.

Józefa ta we Włodzimierzu Wołyńskim.

Wobec ciasnoty na plebanii w Buczaczu, biskup Godlewski odstąpił bpowi M ańkowskiemu klasztor pojezuicki we Włodzi­

m ierzu W ołyńskim na cele m ałego seminarium. W r. 1925 biskup w yjechał znowu do Rzymu gdzie odwiedził biskupów wygnańców m ieszkających w W iecznym Mieście: arcybpa Ciep­

laka, bpa Dubowskiego z Żytom ierza, bpa M atulewicza z W il­

na odsuniętego od diecezji przez Rząd polski, poza tym będą­

cego już na em eryturze p atriarch ę Indii Zaleskiego.

(11)

W rok później Ojciec Św ięty przyjął rezygnację bpa M ań­

kowskiego z diecezji. Ksiądz bp M ańkowski m ianow any arcy ­ biskupem Egejskim, został prałatem kantorem kapituły łuc­

kiej. W r. 1933 um arł wieczny tułacz w wagonie kolejowym, w racając z pogrzebu bpa Nowaka z Przem yśla, zmęczony celebrą.

Cytaty

Powiązane dokumenty

Zadajemy pytanie: „Co jest dla ludzi wartością podstawowa, w co ludzie wierzą?” (bardzo ważne jest, aby ustosunkować się do wypowiedzi uczniów).. Dyktujemy uczniom

Wróciwszy do ojczyzny przywiódł je ze sobą, stąd jeszcze za czasów Długosza w twarzach członlkorw rodu tego rysy tatarskie się przebijały” 7. Nie wiemy jaki

Kraszewski nazywa i jego profesem Witowskim 21; i może rzeczywiście nim był już poprzednio, gdyż jak się zdaje, nie robił kariery kościelnej, tylko zajął

 gdy nie uda się dopasować wartości zmiennej (lub obliczonego wyrażenia) do żadnej wartości występującej po słowie case, wykonywane są instrukcje

zauważyła, że mur nie kończy się tam, gdzie sad, lecz ciągnie się dalej, jakby oddzielał znów ogród inny po tamtej stronie.. Dostrzegła zresztą wierzchołki drzew ponad murem,

Urodziłem się w Biłgoraju i mieszkałem tu przed wojną, a teraz, krocząc w pełni dnia, ledwo poznałem miasto: ulica Lubelska, gdzie znajdowała się

Tam były góry, doliny, tam się pasły kozy, krowy, konie i tam myśmy z kolegami chodzili pieczarki zbierać, bo w gnoju, to zawsze pieczarki [rosną]. Tam były ogromne pieczarki,

Dwóch z kolegów pracowało po studiach jako oficerowie bezpieki, dwóch zostało adwokatami, dwóch czy trzech jest profesorami wyższej uczelni, działali w