Głos Pomorza : dawniej "Głos Wąbrzeski" : pismo społeczne, gospodarcze, oświatowe i polityczne dla wszystkich stanów 1937.06.15, R. 19[!], nr 67

Pełen tekst

(1)

C»no numeru 10 groiay Opłacono gotówką z góry

PISMO SPOŁECZNE, GOSPODARCZE, OŚWIATOWE I POLITYCZNE DLA WSZYSTKICH STANÓW

Nr 67 || Wąbrz.CZ.nO9 RQPONMLKJIHGFEDCBAw torek dnia 15 czerw ca 1937 r. || Rok 19

Spółdzielczość w Polsce musi wzrosnąć

M am y obecnie w P olsce kolo dw u ­ nastu tysięcy spółdzielni. S tatystyka, przeprow adzona przez R adę S pół­

dzielczą w ykazała, że z końcem roku 1956 do zw iązków rew izyjnych nale­

żało 12.068 spółdzielni. D ziś oczyw iś­

cie, po upływ ie 5 i pół m iesiąca od tej daty, dość spółdzielni jest nieco w ię­

ksza. (P rzyrost przeciętny w ynosi u nas 5 proc, rocznie).

D w anaście tysięcy spółdzielni — to jak na obszar P olski i 34 m iliony lu­

dzi cyfra zaw stydzająco nikła... T o pow iedzm y otw arcie — bardzo ubogie przenikanie ducha spółdzielczości w m asy. T o zarazem przejaw bardzo po­

w oli rozw ijającego się zm ysłu organi­

zacyjnego w śród najszerszych w arstw ludności w tej tak w ażnej dziedzinie jaką jest spółdzielczość.

Jeszcze bardziej w ym ow ne, niż sam fakt istnienia u nas tylko 1200 spół­

dzielni, jest ich rozm ieszczenie, ich typy, ich skład. N ie rozporządzam y danym i z ostatnich czasów , m am y na­

tom iast pod ręką dane z roku 1935 — (ogłoszone w ostatnim M ałym R ocz­

niku S tatystycznym ), kiedy ogółem w Polsce było 11.667 spółdzielni, a za­

tem zaledw ie kilkaset m niej niż obec­

nie. —

O tóż w śród tych 11.667 spółdzielni było: 1253 spożyw czych. 2580 rolni­

czo spożyw czych, 378 rolniczo-han ­ dlow ych, 1275 m leczarskich. 5490 k re­

dytow ych, 189 m ieszkaniow ych i 502

„różnych64.

Jak te spółdzielnie są rozm ieszczo­

ne? I tu otrzym ujem y bardzo ch ara­

kterystyczne cyfry. P olska centralna posiada ogółem tylko 3249 spółdzielni, kresy północno-w schodnie tylko 1534, natom iast południow o-zachodnie poła­

cie państw a aż 5175 spółdzielni... A w ięc łatw o stąd w yw nioskow ać, że najintensyw niejszy ruch spółdzielczy w ykazują U kraińcy w M ałopolsce W schodnie j.

T ak sam o bardzo znam ienne są d a­

ne, obejm ujące zasięg ludzi, zorgani­

zow anych w ruchu spółdzielczym . — O gółem spółdzielnie w Polsce m ają około 2 i pół m iliona członków , z cze­

go w w ojew ództw ach centralnych jest tylko 739.000, w w oj. w schodnich ty l­

ko 296.000, natom iast w M ałopolsce W schodniej przeszło 1.226.000.

D w a i pól m iliona spółdzielców ...

Jak na nasz kraj, liczący 34 m iliony ludzi — bardzo niski odsetek. A rów ­ nocześnie przeszło m ilion członków spółdzielni w środow iskach, zam iesz­

kałych w dużej części przez ludność ukraińską — bardzo stosunkow o w y ­ soki odsetek...

W iem y zresztą skąd inąd, jak in­

tensyw nie się rozw ija ten ruch spół­

dzielczy w śród społeczności u k raiń­

skiej. W eżm y choćby dla przykładu potężną organizację „M asłosojuszu6’.

W edle ostatnio ujaw nionego bilansu tej spółdzielni m a ona przy zaledw ie 600.000 zł kapitale zakładow ym rocz­

ny óbrót, przekraczający 60.000.000 złotych...

C yfry te i fakty m ają sw oją w y­

m ow ę i skłaniają do w yprow adzenia z nich realnych w niosków .

W ciąż słyszym y biadania, że oży­

w ienie naszego życia gospodarczego napotyka na trudności, m ające sw e źródło w braku kapitałów . Że z tej w łaśnie przyczyny inicjatyw a pryw at-

Przyjazd P. Prezydenta z Rumunii

W A RSZA W A. W dniu 10 bin. w godzinach w ieczornych stolica w ocze­

kiwaniu pow rotu z R um unii Pana Pre­

zydenta RP. przybrała uroczysty w y­

gląd. —

U lice, którym i przejeżdżać m iał orszak Pana Prezydenta RP. zostały u- dekorow ane flagam i. Po obu stronach alei jerozolim skich pow iewają ze spec­

jalnie ustaw ionych m asztów , przyoz dębionych stylizow anym i orłam i Hagi o barw ach narodow ych.

Już na długo przed przybyciem Pana Prezydenta RP. grom adziły się w zdłuż trasy na chodnikach tłum y pu­

bliczności. N a jezdni po obu stronach stanęły liczne organizacje, m łodzież szkolna, a w ojsko od dw orca do zam ku

zaciągnęło szpaler.

N a peronie ustaw iła się kom pania chrągw iana pułku piechoty z.orkiestrą.

Parę m inut po godz. 21 poczęli przy­

byw ać gen. Sław oj Składkow ski, m ar­

szałek senatu Prystor, m arszałek Sej­

m u C ar, członkow ie rządu, prezes naj­

w yższej izby kontroli gen. dr Jakób K rzem ieński, pierw szy prezes Sądu

0urza z oberwaniem chmury

w Niemczech

10 DZIEWCZĄT UTONĘŁO W PŁYWALNI.

BERLIN . N ad Edesheim przeszła w ielka burza, połączona z oberw aniem się chm ury. Podobnej klęski nie pa­

m iętają w Palatynacie najstarsi ludzie.

M iejscow ości H ainfeld. Rhodi, W eyher i Edenkoben zostały zalane strum ie­

niam i w ody. M odcnbach w ystąpiła z brzegów , zalew ając niżej położone

Wisła pochłania ofiary

W CIĄGU DNIA 4 UTONIĘCIA.

TO RU Ń. Podczas kąpieli w W iśle obok K ępy W iesego w Loruniu utonął Zenon Pilarczyk, kapral z toruńskiego pułku lotniczego. D rugi w ypadek uto­

nięcia w ydarzył się w pobliżu m ostu kolejow ego, utonął m ianow icie rów ­ nież podczas kąpieli w W iśle Józef M arszałek, kapral art. Szkoły Podcho­

rążych. Zw łok obu ofiar W isły do­

tychczas nie w ydobyto.

Inny tragiczny w ypadek utonięcia w ydarzył się rów nież na W iśle pod­

czas kąpieli dw u sióstr 6-letniej B ar­

bary i 12-letniej Łucji M usiałow skich.

W godzinach południow ych 5 córek Franciszka M usiałow skiego zam . przy ul. Focha 35 — w w ieku od lat 2 — 14.

na u nas nic m oże się rozw ijać w w ięk- - zysk jest głów nym celem , ale zaspo- szych rozm iarach. A przecież jakaż1 kojenie żyw otnych potrzeb środow i- jest dogodniejsza sposobność om inię­

cia tej przeszkody, niźli ruch spół­

dzielczy? Przecież w orbitę spółdziel­

czości w chodzą w łaśnie ludzie o m a­

łych kapitałach, tw orzący, jeśli się ich w e w si zbierze setka, w m iasteczku kilkuset członków — już siłę kapitału, dostateczną do ujęcia w sw e ręce ini­

cjatyw y i zrealizow ania zam ierzeń gospodarczych na w iększą skalę. A przy tym w yższość takiego zespołu polega na tym , że nie spekulacja na

N ajwyższego Supiński. pierw szy pre­

zes najw yższego trybunału adm inistra­

cyjnego llelczyński. podsekretarze sia­

nu, członkow ie poselstw a rum uńskie­

go w W arszaw ie, generalicja, ks. Bi­

skup połow y w p. G aw lina. Prezydium m . st. W arszaw y z prezydentem Sta­

rzyńskim na czele i w yżsi urzędnicy państw ow i.

O godz. 21 m . 15 przybył na peron dow ódca O . K. gen. Trojanow ski, któ­

ry dokonał przeglądu kom pani chorą- gw iancj.

O godz. 21,30 przybył na dw orzec Pan M arszalek Śm igły Rydz. Po przy­

w itaniu się z panem prem ierem gen.

Sław oj Skladkowskim . Pan M arszałek skierow ał się na dolny peron.

W chw ili ukazania się Pana M ar­

szałka na peronie, orkiestra odegrała hym n narodow y, kom pania chorągw ia- na sprezentow ała broń. Po przejściu przed frontem kom panii Pan M arsza­

lek w raz z obecnym i dostojnikam i pań­

stw ow ym i udał się w stronę toru, na który w ejść m iał pociąg, w iozący pana Prezydenta RP.

dom y do w ysokości 2 m etrów i uno­

sząc beczki i kadzie w ina. M ała rzecz­

ka M odcnbach rozlała na szerokości 50 m etrów . W Edesheim utonęło 10 dziewcząt spośród 40, które znajdo­

w ały się na pływ alni w Edesheim . -- W innice uległy zniszczeniu na w ielkiej przestrzeni.

udało się nad W isłę do kąpieli. W pe­

w nej chw ili troje rodzeństw a, które brodziły po w odzie trzym ając się za ręce, natrafiły na głębię i zaczęły to­

nąć. C zw arta z dziewczynek, która znajdow ała się przy brzegu, w idząc niebezpieczeństw o, grożące jej siostrom chciała pośpieszyć im z pom ocą, lecz po chw ili i ona straciw szy grunt pod nogam i, zaczęła tonąć. K ąpiący się w pobliżu chłopcy oraz jeden z jadących kajakiem zdołali uratow ać 2 dziew ­ czynki, dw ie pozostałe zaś zginęły w nurtach W isły. Po półgodzinnych po­

szukiw aniach w ydobyto zw łoki m łod­

szej siostry, natom iast starszej nie zdo­

łano odnaleźć.

ska. w którym spółdzielnia działa. — Rów nocześnie staje się ona jakby szko­

łą kultury gospodarczej, szkołą dzia­

łaczy społecznych, krzew icielką św ia­

dom ości obyw atelskiej.

Żyjem y w łaśnie pod znakiem idei konsolidacyjnej: społeczeństwo nur­

tują coraz głębiej prądy, zm ierzające do zjednoczenia w pracy pozytyw nej, tw órczej: w m iejsce doktryn politycz- no-partyjnych, które dzieliły społe­

czeństw o, chcem y daw ać w życiu zbio­

O godz. 21,43 w jechał na peron przy dźw iękach hym nu narodow ego pociąg specjalny.

O debraw szy raport od dow ódcy kom panii chorągw ianej Pan Prezydent RP. przeszedł przed jej frontem w to­

w arzystw ie p. M arszalka, p. Prem iera i m in. spraw w ojsk, gen. K asprzyckie­

go. Przed opuszczeniem dolnego peronu p. Prezydent pożegnał się z m aszynistą i obsługą pociągu specjalnego, ściska­

jąc w szystkim dłonie.

W chw ili, gdy Pan Prezydent uka­

zał się w Al. Jerozolim skich w otocze­

niu M arszałka Śm igłego i dostojników państwow ych, zebrana tłum nie publi­

czność zgotow ała głow ie państw a ży­

w iołow ą m anifestację.

O czekująca u w yjścia grom ada zu­

chów w ręczyła Panu Prezydentow i piękny bukiet kw iatów. W śród okrzy­

ków na cześć Pan Prezydent zajął m iejsce w otw artym sam ochodzie, w tow arzystw ie szefa gabinetu w ojsko­

w ego gen. Schally‘ego.

W asyście szwadronu szw oleżerów sam ochód w iozący Pana Prezydenta ruszył pow oli ulicam i m iasta, rzęsiście ilum inow anym i na ■zamek.

Jak rozstrzelano Tuchaczewskiego i siedmiu generałów

MOSKWA. Agencja Tass donosi, iż komisarz obrony Woroszyłow opubliko­ wał rozkaz dzienny, głoszący in. in., że odbyło się posiedzenie Rady Wojennej, na którym wysłuchano raportu Woroszyło- wa, o wykryciu przez komisariat spraw wewnętrznych „zdradzieckiej wojskowej kontrrewolucyjnej faszystowskiej organi- zacji“. Organizacja ta działając w ścisłej konspiracji istniała od dawna i miała na celu sabotaż, szpiegostwo i rozkład w czerwonej armii.

WYKONANIE WYROKU

Z M oskw y donoszą: Bezpośrednio po w ydaniu w yroku, na dziedzińcu w ięzienia na Łubiance rozstrzelano o św icie Tuchaczew skiego i 7 pozosta­

łych oskarżonych. Egzekucją kom en­

derow ał osobiście Bluecher, który do­

konał też aktu degradacji. Eisem ann ’ Jakir po odczytaniu w yroku rozpła­

kali się i błagali o laskę. l uchaczew- ski. który jako najstarszy rangą został rozstrzelany na sam ym końcu, zdołał się na chw ilę w yrw ać czekistom i rzu­

cił się w stronę B luechera. Żołnierze z trudem pow strzym ali I uchaczew - skiego.

Bezpośrednio przed rozstrzelaniem Tuchaczcw ski lżył głośno Bluechera i w yjaw iał tajem nice kom prom itujące dow ódcę arm ii D alekiego W schodu.

row ym pierw szeństw o hasłom , m ają­

cym silę jednoczącą.

Jedną z dziedzin, które te hasła re­

alizują. jest bezsprzecznie ruch spół­

dzielczy. Zrozum ieli to działacze ukra­

ińscy i stworzyli najgęstszą sieć spół­

dzielni w Polsce.

Trzeba, byśm y poszli tym śladem . Pow iedzm y sobie szczerze: pozostaliś­

m y w tyle, m usim y nadrobić stracony czas i niew yzyskane dotychczas m oż­

liw ości. N ie dw a i pól m iliona spół­

dzielców m a być w Polsce, ale co naj­

m niej dziesięć razy tyle. B. .S'.

(2)

Str. ‘2 GŁOS Nr 67

Olbrzymi pożar w Łodzi

z a g r o ż o n a b y ł a c a ł a d z ie l n ic a . — m il io n z ł s t r a t XV ciągu soboty na terenie całej

Polski zanotowano olbrzymią falę po­

żarów, których przyczyną s'tala się ptzeważnie susza i dlugotrwale upały.

X\ Lodzi o godz. 9 rano wybuchł x^ielki pożar w dzielnicy Bałuty w du- lini Rajzena Reicha przy ul. Lagiew- Rtckiej 15. Dzielnica Bałuty w Lodzi należy do niezwykle gęsto zabudowa­

nych przeważnie małymi, drewniany­

mi dumkami.

Xa miejsce pożaru wyruszyły wszy­

stkie łódzkie oddziały straży pożarnej oraz ze Zgierza i Pabjanic. Akcja ra­

tunkowa była utrudniona przez brak wody, którą trzeba było dowozić z od­

ległych stosunkowo ulic.

Razem spłonęło 9 domów mieszkal­

nych oraz skład desek.

W czasie akcji ratowniczej, cudów bohaterstwa dokonywali strażacy, ra­

tując z narażeniem własnego życia lo­

katorów płonących budynków.

Ofiarą obowiązku padło 12 straża­

ków, z których czterech odniosło cięż-

Bywa rótnie...

Nie pamiętam dobrze kto — bodaj czy nie Szekspir — powiedział niegdyś

życiu bywa różnie!".

Ten i ów hipochondryk mógłby zau­

ważyć, że jeżeliby nic więcej nie po­

wiedział. to nie zostałby sławnym Sze­

kspirem. Skoro jednak wgłębimy się nieco w to powiedzenie, to przyjdzie­

my niewątpliwie do wniosku, że jak zawsze, tak i tym razem genialny pi­

sarz wypowiedział uwagę mądrą.

Bo zważmy tylko: czy rzeczywi­

ście w życiu nie jest tak, że po fali nie­

powodzeń i zawodów, po kryzysie, który — zdawało się zniweczy wszel­

ki nasz dorobek, przychodzi czasami nawet nagle i niespodziewanie, okres pomyślny. Zjawisko to zaobserwować możemy nietylko w życiu zbiorowym, jak naprzykład teraz, gdy wydźwi- gnęliśmy się z dna przesilenia gospo­

darczego, ale i w' życiu jednostek.

I cała mądrość życiowa polega

■właśnie na tym, by w chwilach cięż­

kie uszkodzenia ciała. W szystkich przewieziono do szpitala.

Pożar zdołano zlokalizować dopie­

ro ok. godz. 14. Do późnego wieczora czuwała na miejscu straż ogniowa, do­

gaszając zgliszcza. Bez dachu nad głową zostało 150 rodzin. W akcji ra­

towniczej brało udział 7 karetek pogo­

towia. W czasie pożaru na ratunek po­

śpieszyło również wojsko, które skie­

rowało na miejsce pożaru kompanię

Znaczny wzrost eksportu polskiego

Mandel zagraniczny 1'rancji wyka­

zuje stały wzrost zarówno po stronie importu, jak i eksportu. W edług da­

nych statystycznych francuskich, o- gólny import towarów zagranicznych do Francji w pierwszych czterech mie­

siącach roku bieżącego wzrósł blisko o 100 proc, w porównaniu z analogicz­

nym okresem w roku 1955 i o 75 proc, [w porównaniu z rokiem ubiegłym. —

kich nie opuszczać rąk, zaś w momen­

cie dobrej „passy", która nawiedza od czasu do czasu największych nawet

„pechowców", umieć wyzyskać sprzy­

jającą koniunkturę.

A że nigdy nie wiemy, kiedy skoń­

czy się zła „passa", a zacznie dobra i odwrotnie, zrobimy najmądrzej, gdy się zawsze zabezpieczać będziemy przed wszelkimi ewentualnościami, na jakie możemy być narażeni.

Takim zabezpieczeniem będzie o- czywiście przede wszystkim gra na Loterii Klasowej ii dlatego, każdy kto umie myśleć nie tylko o chwili bieżą­

cej, ale i o przyszłości, pośpieszy nie­

zwłocznie do kolektury i zaopatrzy się w los do pierwszej klasy trzydziestej dziewiątej Loterii.

Ciągnienie rozpoczyna się za ty­

dzień. Główna wygrana w wysokości stu tysięcy złotych wylosowonana bę­

dzie 26 bieżącego miesiąca.

[saperów. Zanotowano 18 wypadkuwt

poparzeń i zatrucia gazami. Poza stra­

żakami przewieziono do szpitala 11 osób cywilnych, które odniosły popa­

rzenia.

Straty spowodowane pożarem obli­

czane są pobieżnie na z górą milion złotych. Pożar sobotni był najwięk-

’szym. jaki naw iedził Łódź w czasie o- statnich lat 50.

Eksport towarów francuskich wyka­

zuje również stały wzrost, jednak bez tak widocznych, jak przy imporcie zmian i wobec zwiększonego importu stale występuje zwiększone saldo pa­

sywne dla 1'rancji.

Obroty z Polską w pierwszych 4 miesiącach roku bieżącego w’ykazuja wzrost bardzo znaczny, bo o 125 proc, w porównaniu z rokiem ubiegłym, gdy równocześnie eksport towarów francuskich do Polski wykazuje tylko 25 proc, wzrost. Saldo dodatnie dla Polski za okres sprawozdawczy wTy- nosi blisko 98 milionów fr. franc. Na­

leży przy tym zaznaczyć, że podpisa­

ny 22 maja br. traktat handlowy i u- kiad płatniczy polsko-francuski, stwa­

rza na dłuższy okres czasu podstawę do normalnej wymiany towarowej.

TARTAKI POMORSKIE IDĄNA.

LICYTACJĘ.

TORUŃ. Dyrekcja Lasów Państwo­

wych w Toruniu podaje do wiadomo­

ści, że ma zamiar wystawne na licytację 7 tartaków na Pomorzu, a mianowicie w Brusach, Ocypolu, W ięcborku, Szla­

chcie, Śliwicach, Brusach, Stawkach, i Lubni.

ZA SŁUCHANIE RADIA 50 OSÓB ARESZTOW ANO W NIEMCZECH

BERLIN. 10. 6. W miejscowości Her­

ne policja „Gestapo" aresztowała 50 osób za zbiorowe słuchanie audycji, nadawanych przez tajemniczą radio­

stację, pracującą na krótkiej fali 29,8 pod hasłem „Wolność".

| CASTEL GANDOLFO. Ojciec św.

przyjął między innymi liczną grupę pielgrzymów niemieckich, do których w ygłosił krótkie przemówienie w języ­

ku niemieckim. W przemówieniu tym Papież przypomniał szczególną miłość jaką żywi Kościół wobec Niemiec i ka­

tolików niemieckich oraz życzył ucze­

stnikom pielgrzymki spokojnego życia, opartego na zasadach moralności chrze ścijańskiej i katolickiej.

ULGI W OPŁATACH PASZPORTO­

WYCH.

W dniu 9 hm. ogłoszono rozporzą­

dzenie ministra spraw wewnętrznych, o upoważnieniu wojewodów i komisa­

rza rządu na m. st. W arszawę do przy­

znawania ulg w opłatach paszporto­

wych oraz całkowitego zwalniania od tych opłat. Rozporządzenie to przenosi z dniem 9 bm. upraw nienia ministra spraw wewnętrznych do przyznawania ulg i zw olnień od opłat paszportowych w przypadkach określonych ustawy o paszportach z dnia 14 lipca 1956 roku na wojewodów i komisarza rządu, na m. st. W arszawę.

STATEK PRZEPOŁOW IONY UTONĄŁ W FALACH RENU.

BERLIN. Z Koblencji donoszą o katastrofalnej burzy, w czasie której zatonął największy statek żeglugi rze­

cznej na Renie „Oranien". Podczas bu­

rzy statek ten, który stał na kotwicy, zerwał się i uderzył o brzeg przełamu­

jąc się na połowę. W raz ze statkiem za­

tonęło 50 tys. ctr. węgla. Załoga ura­

towana. W rak statku utrudnia żeglu gę na Renie.

NA POLSKIM WYBRZEŻU POGODA HEL. Po dżystych i niezwykle zi­

mnych dniach nastąpiło ocieplenie na całym wybrzeżu. Na Helu temperatu­

ra w czasie dnia wynosi 20 stopni, na wydmach w słońcu dochodzi do 57 st.

temperatura morza również zwyżkuje i wynosi 15 st. w zatoce puckiej. Ką­

pie się już bardzo wiele osób.

REKORD

KOBIECY W SZYBOWNICTWIE BERLIN. Młoda lotniczka niemiec­

ka Ewa Schmidt pobiła rekord kobiecy długości lotu szybowcowego, przeby­

wając odległość 255 km.

SercJu/niewoli

Iw NAPlSAk 3*TiyJfcgórsfei

41) powieść z lat 1921—24 na Polesiu.

Ciąg dalszy.

Taki jesteś dobry, Igo, taki bez­

granicznie dobry. A ja taka jestem podła w stosunku do Ciebie. Depcę twe czysta szlachetne uczucia i idę gdzieś w straszne, niepewne jutro, na moje nieszczęście...

Coś proroczego dźwięczało w jej głosie. Na tw^arzy ukazało się cierpie- me. Zosia zamilkła.

Wieczorem Igo opuścił Radlin.

Przez cały czas, gdy znajdował się z Zosią, panował nad sobą, widząc zała­

manie się psychiczn dziewczyny, ale teraz opanował go bezgraniczny smu­

tek Coś dławiło za gardło. Oczy zapa­

dły głęboko, jakby starały się cofnąć do samej duszy i zajrzeć do jej wnę­

trza.

Droga biegła przez ten sam las, gdz.ie przed miesiącem między Zosią a W ójcikiem rozegrała się dramatycz­

na scena, zakończona ucieczką dziew­

czyny.

W ąziutka droga wiła się wśród wy­

sokich drzew, które przy zachodzącym słońcu rzucały coraz dłuższe cienie.

W gąszczu leśnym panował już mrok.

Konie biegły równym, spokojnym kłusem, ciągnąc niewielki zakryty powóz, w którym samotnic siedzący Igo pogrążył się całkowicie w swwch myślach. Cofnął się wspomnieniami do najmłodszych ’at spędzonych ra­

zem i beztrosko z Zosią. Wówczas żyła

jeszcze jej matka i matka Iga, będące serdecznymi przyjaciółkami. Potem, gdy matka Iga umarła, a ojciec poległ na wojnie rosyjsko - japońskiej, chło­

piec wychowywał się czas jakiś w do­

mu pułkownika, poczem oddany został do gimnazjum w Chyrowie. Serdeczna nić przyjaźni, zadzierżgnuęta z Zosią, w latach późniejszych przerodziła się w uczucie głębsze, bo w przywiązanie i miłość gorącą. W rozmyślaniach swych doszedł Igo aż do ostatnich dni, aż do ostatniej, dramatycznej j poże­

gnalnej rozmowy z Zosią, szukając chociażby promyka, który mógłby go ogrzać i pocieszyć.

Nagle silny wstrząs powozu rzucił oim o ścianę Przestraszone konie szarpnęły w bok. Na wąskiej drodze, którą powóz zajmował prawie całko­

wicie, w półmroku wyrosła jakaś po­

stać. Igo otwarł drzwi i ujrzał, jak woźnica gwałtownie wstrzymywał lej­

cami wylęknione konie. Człowiek, któ­

ry tak nagle zastąpił drogę, zdjął tymczasem czapkę i kłaniając się, zbli­

żył się do otwartych drzwi powozu.

Igo zauważył, że nieznajomy jest mło­

dy, atletycznie zbudowany o twarzy surowej, lecz niezwykle pięknej. W czarnym obramowaniu gęstych brwi, lśniły czarne, jak noc oczy Na twarzy widniał uprzejmy uśmiech.

Proszę mi wybaczyć, że spowo­

dowałem to zatrzymanie. Chciałem jednak zapytać Pana o drogę. Jestem

obcy w .tych stronach i w dodatku mu­

siano menie mylnie poinformować, gdyż nie mogę trafić do traktu, który ma tu biec w pobliżu.

Nim Igo zdołał odpowiedzieć, nie­

znajomy przyjrzawszy mu sńę uważnie, mówił dalej:

— Zdaje mi się. że ja Pana znam.

Musieliśmy się już gdzieś widzieć...

— Ja sobie Pana inie przypomtaam.

— Pan mieszka w okolicy?

— Nie, jestem nietutejszy. Jadę od znajomych i spieszę się na stację.

Gzem więc mogę Panu służyć?

Nieznajomy nie zraził się tonem, jakim Igo wypowiedział ostatnie zda­

nie i nadal z uśmiechem na twarzy mówił;

-- Pan się nazywa Staniszewski Igo spojrzał zdumiony.

— Pan zna moje nazwisko?

— Raczej domyślam się... Teraz so­

bie przypominam gdzie ja Pana wi­

działem. W idziałem pański portret.

— Mój portret? Niemożliwe! Da­

łem wykonać tylko jeden poidret, a te­

go Pan napewno nie widział.

— A jednak widziałem! Przypuść­

my, że znam pannę Zosię i byłem kie- iyś w A niel imię.

Na twarzy zaskoczonego tym oświadczeniem Iga odmalowało się ol­

brzymie zdumiemie.

Zrozumiał, kogo ma przed sobą.

Wyczuł to. Cos ścisnęło go za serce...

Patrzał na nieznajomego j teraz dopie­

ro zdawał się rozumieć, że Zosię por­

wać musiało to surowe, dzikie, lecz pociągające piękno jego twarzy, te głębokie, czarne oczy, umiejące uśmie­

chać się i ciskać gromy, wyrażać mi­

łość i gniew Orlik widział co się dzia­

ło w' tej chwili z Igiem. Nie mówiąc

•ani słowa, Igo cofnął się do wnętrza powozu i cbciał zamknąć drzwi, gdy Orlik przeszkodził temu, odzywając się;

- - Czy naprawdę nic md Ran nie

ma teraz do powiedzenia? Przecież jesteśmy rywalami i walczymy o jedno i to samo szczęście.

- - Nie jestem pańskim rywalem — przerwał mu wzburzonym głosem Igo.

-- Dla mnie jest pan wrogiem, który nie zdając sobie wddoczinde sprawy z tego co czyiniA, bierze na sumienie życie i los młodej, szczęśliwej dotychczas dziewczyny. Kocham ją i kochać będę zawsze, mimo że mnie odtrąciła, ale d'a pana mam tylko uczucie niena­

wiści.

Powiedziawszy to, Igo zatrzasnął drzwi powozu i rzucił woźnicy rozkaz ruszenia Orlik nie przeszkodził temu.

Długo stał na drodze, patrząc w ślad za odjeżdżającym powozem.

ROZDZIAŁ XVI.

Zasadzka.

Zmrok zapadał coraz szybciej. W dali ucichł odgłos jadącego powozu.

W lesie zapanował całkowity spokój.

Orlik otrząsnął się z zamyślenia.

Już czwarty dzień błąkał się w tym lesie. łudząc się i wierząc, że w jakiś sposób zdoła spotkać Zosię. Błąkał się wokół Radlina. Czekał, że może wyj­

dzie na spacer do lasu, lub na pobliskie łąki.

Orlik w czasie tego błądzenia nie­

raz przypominał sobie rozstanie z Zo- s:ą. XV pamięci żywo stała mu ta twarz, te oczy, z których promieniowała czy­

stość świetlana.

Czy on, osądzony i potępiony przez wszystkich, mógł się łudzić nadzieją, że właśnie w tej istocie zdoła wzbudzić dla siebie jakieś gorętsze uczucie?

A jednak — przecież o tern wspo­

minał przed chwilą na drodze napot­

kany młodzieniec.

Orlik szedł przed siebie, nie zasta­

nawiając się głębiej nad tern, gdzie idzie, cały pogrążony w swych my­

ślach.

(Ciąg dalszy nasiąpi).

(3)

N r 67 G Ł O S “ S tr 3

60 utrudnia rozprowadzenie

kredytu rzemieślniczego

Ustawa przeciw nienneckim

wierzycielom zagranicznym

N a W aln y m Z eb ran iu Izb y R ze m ie śln i-[ ro zp ro w ad zają, p o n iew aż o trz y m u ją za czej w Ł o d zi, k tó re m iało m iejsce w u b ie- to b ard zo n isk ą m arżę, b o w y n o szącą za- g ły m m iesiącu , o m aw ian o szczeg ó ło w o led w ie I’t’/b , p rzy czy m m u szą p o n o sić sp raw ę k red y tu d la rzem io sła. Z ło żo n e

sp raw o zd an ie o raz p rzep ro w ad zo n a d y s­

k u sja zan alizo w ały p rzy czy n y , u tru d n ia­

jące ro zpro w ad zenie p rzy zn an y ch k re d y­

tó w , ja k k o lw ie k b y ły o n e i tak n ie w y sta r­

czające, b io rą c p o d u w ag ę isto tn e zao p a­

trz en ie tan ieg o i d o g o d n eg o k re d y tu . W ro k u 1 9 3 6 B an k G o sp o d arstw a K ra ­ jo w eg o p rzy zn ał 5 7 6 .0 0 0 zł., z k tó ry c h K asy K o m u n aln e ro zp ro w ad ziły 1 6 0 .3 8 0 Z teg o w y n ik ało b y n a p o zó r, że rzem io ­ sło n ie p o trz eb u je k re d y tu , sk o ro n ie w y ­ k o rzy stało n aw et p ełn ej su m y p rzy d zielo ­ n ej p rzez B . G . K . S p raw a p rzed staw ia się n a to m ia st zu p ełn ie in aczej. K asy K o ­ m u n aln e n iech ętn ie k red y t rzem ieśln iczy

Pożar w lasie państwowym

T O R U Ń . W c z w a rte k w g o d zin ach p o p o łud n io w y ch z n ie u sta lo n y c h n a ra­

zić p rz y cz y n w y b u c h ł w lesie p a ń stw o ­ w y m n ad leśn . C ierp iszew o (p o w . in o ­ w ro cław sk i) g roźn y p o żar, k tó ry w k ró tk im czasie o b ją ł o b szar k ilk u set h ek taró w . Z e w zg lęd u n a b lisk o ść T o ­ ru n ia, zo stały w p ie rw sz y m rzęd zie z a­

a la rm o w a n e w ład ze to ru ń sk ie, k tó re też z a jęły się o rg an izo w an iem ak cji ra ­ to w n iczej. N a m iejsce p rz y b y ł staro sta to ru ń sk i z n aczeln ik am i D y r. L asó w P ań stw ., a w k ró tce p . W o jew o d a P o ­ m o rsk i W ł. R aczk iew icz i w icew o jew o - d a p o zn ań sk i W alick i w to w arzy stw ie staro sty in o w ro cław sk ieg o . A k cję ra ­ to w n iczą p ro w a d z iły d o czasu p rz y b y ­ cia k o m p an ii sap eró w , cy w iln e d ru ż y ­ n y rato w n icze zło żo n e z ro b o tn ik ó w z P o d g ó rza i sp o śró d o k o liczn ej lu d n o ści.

Piorun uderzył w przewody wysokiego

całk ow itą o d p o w ied zialn o ść za sp łacen ie zad łu żen ia w sto su n k u d o P . B . K .

Ja k w y n ik a z teg o , p o n o szą o n e d u że ry zy k o , a m ają m ały zy sk . Jeżeli jeszcze w eźm iem y p o d u w ag ę, iż ro zp o rząd zają o n e d o ść d u ży m i w łasn y m i k ap itałam i, k tó re ch ętn ie p o ży czają p rzy o p ro c en to ­ w aniu o d 9 — 1 2 % , p o w staje teg o ro d za­

ju sy tu acja, że p rzy ro zp ro w ad zen iu k re­

d y tó w B .G . K . czy n ią n iejed n o k ro tn ie tak d u że tru d n o ści, iż rzem ieśln ik p rzy zn an ej p o ży czk i n ie p o d ejm u je.

R zem io sło łó d zk ie k o rzy stać m u siało z p o ży czek p ry w atn y ch , o p ła c a ją c p ro ­ cen ty n ie je d n o k ro tn ie sięg ające 15 w sto ­ su n k u ro czn y m .

T ak sap erzy , jak i straż leśna o raz cy w iln e d ru ż y n y sp e łn ia ły sw ó j o b o ­ w iązek z d u ży m p o św ięcen iem i tem u p rzy p isa ć n ależy , że p o żar straw ił je­

d y n ie o k . 500 h a lasu , g d y ż p rz y p a n u ­ ją ce j o d d łu ższeg o czasu su szy , g ro ził o n p rzerzu cen iem się n a d alsze p a rtie lasó w , ciąg n ący ch się n a p rzestrzen i w ielu k ilo m etró w .

P o zlo k alizo w an iu p o ż a ru w ład ze w y d a ły n iezb ęd n e z a rz ą d ze n ia d la u - n iem o żliw ienia w zn o w ien ia p o żaru.

Katastrofa samochodowa

T O R U Ń . W d n iu 11 b m . n a szo sie p o d T o ru n iem u leg ł w y p a d k o w i sam o­

ch o d o w em u k s. A n to n i D a lm a n p ro ­

B E R L IN . R ząd n iem ieck i o p u b lik o ­ w ał u staw ę, w zn aczn ej m ierze o g ra n ic z a­

jącą p ra w a w ierzy cieli n iem ieck ich . P o ­ ży czk i i k red y ty u d zielan e do N iem iec n ie m o g ły b y ć ju ż o d d łu ższeg o czasu u m a rz a­

n e p rzez sp łatę ra t w ierzy cielo m z a g ra n i­

czn y m an i w w alu tach zag ran iczn y ch , an i w m a rk a c h n iem ieck ich . Jeżeli jed n ak p rzy tran sa k cji p o stan o w io n o , że d łu g sp łaco n y m u si b y ć w w alu cie zag ran iczn ej, sto su ­ n ek d łu żu iczy trw a i p o u p ły w ie term in u , p o n iew aż sp łata n ie m o g ła n astąp ić w fo r­

m ie u m ó w io n ej. P o z o staje jed nak i sta re o p rocento w an ie. N o w a u staw a w łaśn ie w tej k w estii czy n i p o stan o w ien ia. D łu ż n ik o ­ w i p rzy słu g u je p raw o , ab y p o w y g aśn ięciu u m o w y k red y to w ej w y zn aczy ł term in je­

d n o m iesięczn y , w k tó ry m w ierzy ciel m u si o św iad czy ć, czy u m o w ę k red y to w ą u w aża za w y g asłą lu b o d n o w io n ą n a in n y ch w a­

ru n k a c h o d setk o w y ch . M o że tak że zg o d zić się n a to , że d łu żn a k w o ta, jak d ziało się d o ty ch czas, w p isan a zo stan ie n a ra c h u n e k w iązan y , o zem je d n ak w o d różn ien iu o d p ra k ty k i d o tych czaso w ej, zn ik a d łu g d o ­ ty ch czaso w eg o d łu żn ik a. W ierzyciel n ie m o że m ieć w zg lęd em n ieg o żad n y ch p re- te n sy j; to ju ż jeg o rzecz, jak p rzed staw ia so b ie d alsze u lo k o w an ie k ap itału . M o że je d n ak o św iad czy ć, że k a p ita ł ten p o n o w ­ n ie p o ży czy d o ty ch czaso w em u d łu ż n ik o ­ w i. W tak im w y p ad k u sto p a o d setk o w a m o że w y no sić ty lk o 4 p ro c . O ile p o p rz ed ­ n ia sto p a o d setk o w a b y ła w y ższa, m u si zo stać zn iżo n a, o ile n ato m iast b y ła n iż­

b o szcz ze Ś w icrczy n ek w p o w . to ru ń­

sk im . S am o ch ó d zo stał ro zb ity . K s.

D a lm an a , k tó ry d o zn ał p o w ażn y ch o b rażeń , p rzew iezio n o d o sz p ita la w T o ru n iu . P rz y cz y n y w y p a d k u n a ra­

zić n ie u stalo n o .

sza, m u si p o zo stać n a tej sam ej w y so k o ś­

ci.

C ztero p ro cen to w a sto p a o d setk o w a o d d łu g ó w zag ran iczn y ch jest je d n ak ty lk o n o m in aln a, p o n iew aż o d setk i n ie są sp ła­

can e w d ew izach , lecz zn o w u ty lk o w k il­

k u g a tu n k a ch w iązan y ch m arek . W ierzy ­ ciel m u si b y ć zad o w o lo n y jeśli w r ja k ie jk o l­

w iek fo rm ie o trzy m a z N iem iec p o ło w ę n a- leży to ści i jeżeli m ark i te p rzem ien ić m o ­ że w d ew izy . W p ra k ty c e jed n a k sto p a p ro cen to w a w ten sp o só b o b n iżan a je st do 2 p ro c, n ajw y żej. K a p ita ł p o zostaje o- czy w iście n ad al u n ieru ch o m io n y a c h o ­ ciażb y n aw et n a p o n o w n y m p rzed łużen iu stał się p łatn y m , w p isan y zo stan ie n a ra­

ch u n ek m a re k w iązan y ch . N o w a u staw a p rzeto o znacza n acisk n a w ierzy cieli za­

g ran iczn y ch , ab y sw e n ależy to ści o d razo w p isy w ali n a tak i rac h u n ek . O ile ch cą o trzy m ać z N iem iec p ien iąd ze, m u szą p o ­ g o d zić się z ty m , że tracą p rz y n ajm n ie j p o ­ ło w ę k a p ita łu .

—o -

U P A Ł Y W B Y D G O S Z C Z Y .

B Y D G O S Z C Z . N asilen ie u p ałó w o- siąg n ęło w p ią te k w B y d g o szczy p u n k t k u lm in a c y jn y , n ie n o to w an y o d SO lat. O g o d z. 6 ran o term o m etr w sk a­

zy w ał 24 st. w cien iu , 35 w sło ń cu . O g o d z. 12 u p a ł o siąg n ął 36 sto p n i w cie­

ni u ,a 47 w sło ń cu .

P IW E M G A S Z O N O P O Ż A R B U D A P E S Z T . 10. 6. W m iejsco w o ści B ra g a d iru sp ło n ął w p o n iedziałek n a j­

w ięk szy b ro w ar w R u m u n ii. S traż p o ­ ż a rn a n ie m o g ła zlo k alizo w ać p o żaru w sk u te k b ra k u w o d y . S ta jn ie w k tó ­ ry ch zn ajd o w ało się 80 k o n i, u ra to w a­

n o ty lk o d lateg o , że zlan o je stru m ie­

n iam i p iw a. S traż p o ż a rn a z u ż y tk o w a ­ ła d o sik a w ek cały z a p a s p iw a.

napięcia powodując śmierć 2 osób

K A T O W IC E . W czasie b u rzy , k tó ra m ag ała, ciężk ie p o p a rz e n ia o d n ió sł 16 p rzeszła w d n iu 10 b m . n a d K a to w ic a­

m i i o k o licą jed en z p io ru n ó w u d e rz y ł w p rzew o d y w y so k ieg o n ap ięcia w P o d lesiu o b o k M ik o ło w a. W ty m czasie n a b o isk u sp o rto w y m , o b o k k tó rego p ro w a d z ą p rzew o d y , zab aw iało się g rą w p iłk ę k ilk u ch ło p có w . S k u tk i u d e ­

rzen ia p io ru n a b y ły trag iczn e, g d y ż g ro m zerw ał p rzew od y , w w y n ik u p o ­ ra ż e n ia p rą d em w y so k ieg o n ap ięcia p o n ió sł śm ierć 1 3 -letn i Z y g m u n t D o -

letni T eo d o r K siąd z, lżejsze zaś A n to n i D o m ag ała (b rat zabitego ) i R u fin tch órz.

P o d o b n y w y p a d e k w y d a rz y ł się w czo raj w O rzeg o w ie. Ż o n a in w alid y A n n a L u k aso w a, p rzech o d ząc p o b u ­ rz y p rzez p o d w ó rze sta n ę ła b o są n o g ą n a z e rw a n y p rzew ó d w y so k ieg o n ap ię­

cia i w sk u te k p o rażen ia p rą d em p o n io­

sła śm ierć n a m iejscu .

S T R A JK I 1 Z A T A R G I O P L A C E N A P R Z E S T R Z E N I W IE K Ó W . S ło w o ,,strajk "' jest o k reślen iem w zg lęd n ie n o w y m . — P o jaw ia się ono p o raź p ierw szy w ro k u 1864. P rzed ty m d la o k reślen ia teg o sam eg o p o ję­

cia u ży w an o słó w ,,zm o w a4’, ,.p o ro zu­

m ie n ie” itp .

Z atarg i o p łace i zb io ro w e „zm o w > “ w sp ra w ie w strz y m a n ia się o d p racy , czy li stra jk i zn an e b y ły od d a w n a. W P aro s w zniesio n o w 6 w iek u p rzed C h ry stu se m p o m n ik n a cześć m iej­

sco w eg o zarząd cy , k tó ry d o p row ad ził

d o p o ro zu m ien ia m ięd zy ro b o tn ik am i i p raco d aw cam i, isto tą k tó rego b y ło u stalen ie k o m p ro m iso w ej ta ry fy p łac czem p rzy czyn i! się d o zażeg n an ia w y

b u ch u stra jk u .

Ś w ięty A u g u sty n a p ro b u je stra jk , jak o słu szn ą b ro ń w w alce o sp ra w ie ­ d liw e p łace. W jed n y m ze sw y cli d zieł o jciec k o ścio ła m ó w i z o b u rzen iem o liczn y ch p rzed sięb io rstw ach , k tó rzy o d m a w ia ją ro b o tn ik o m słu szn ej z a p ła­

ty — i sta je n a stan o w isk u , że w ty ch w a ru n k a ch n ależy p o zw o lić ro b o tn i­

k o m zd o b y ć siłą to, co im się n ależy .

S3)

(C iąg dalszy).

S zofer nie m iał jakoś specjalnej ufno­

ści do przybyłych, ale... C zyż m iał cze­

kać jeszcze dłużej? A przytem teka by­

ła niew ątpliw ie ta sam a, którą posiadał pan C zerw iec.

N o, w ięc proszę państw a uprzej­

m ie, jedziem y — pow iedział i uchylił

i ukłonem drzw iczki lim uzyny. T ej li­

m uzyny, która tak zaim ponow ała K azi, pom ocnicy p. M ichalaków ny. „Jasnow i­

dząca”, jakkolw iek bardzo uzdolniona w sw ym fachu, jeszcze przed godzi lą nie przypuszczała, że w nocy odbędzie podróż autem z B ydgoszczy do P oznania w tow arzystw ie niecierpliw ej klientki, pani G órcow ej i tryskającego hum orem pana L ipszyca. A patn L ipszyc istotnie prom ieniał.

— K aw ał udał się św ietnie — rozm y­

ślał. — T en bubek popam ięta m nie ca­

te życie. M uszę jutro zaraz W olińskie­

m u opow iedzieć, źe dotrzym ałem słow a.

X iech ta banda m a respekt przedem ną...

Z w łaszcza G aw roński m usi w ięcej li­

czyć się z panem L . T ak... T ak...

WYCZEKIWANIE.

W w illi państw a K uszew skich ty ponure godziny.

n a sta-

P rzygotow ania do pogrzebu, w izyty kondolencyjne dalekich krew nych i jeszcze dalszych znajom ych, nieodłącz­

ne form alności, zw iązane ze śm iercią, klepsydry, w ieńce, narady, nekrologi, ciekaw e pytania, telefony i nieosycha- jące łzy w ypełniły osieroconym m iesz­

kankom w illi na D ębcu cały poniedzia­

łek.

N azajutrz m iał się odbyć pogrzeb.

B ezsenna noc poprzedziła ten sm utny obrzęd. B ezsenna, pełna troski, niepo ­ koju i w yczekiw ania noc.

P anie K uszew skie były coraz bardziej zaniepokojone. C zerw iec nie przyjeżdżał z B ydgoszczy, a przecież m ęska pom oc i opieka była tak bardzo potrzebna sie­

rotom i w dow ie.

P an i K uszew ska w ykazyw ała copraw - da w ielu h artu , w oli i w iele energji w załatw ieniu koniecznych form alności.

A le panienki zupełnie upadały na du ­ chu. D o żałoby tak niespodziew anej dołączyła się now a troska: dlaczego H enryk nie przyjeżdża, chociaż m iał w rócić już popołudniu?

M ijała już sm utna, przepłakana noc, gdy przed w illę zajechała lim uzyna.

Z aaferow any szofer ośw iadczył, że pan C zerw iec został w B ydgoszczy i przy- jedzie koleją.

W iadom ość ta podziałała na dziew czę­

ta przygnębiająco, a pani K uszew ska w ysnuła z niej now e, niepom yślne w nio­

ski na tem at osoby C zerw ca.

P obudzona poranną w izytą R eszkow - skiej podejrzliw ość w dow y w zm ogła się

do tego stopnia, że K uszew ska nie om ie­

szkała ostrzec sw ych córek przed zbyt­

n ią ufnością do H enryka.

T e w szystkie fakty najbardziej nie­

pokoiły H elenkę, która po ostatniej no­

cy była na najlepszej drodze do gorące­

go zakochania się w protegow anym oj­

ca.

Jak lunatyczka błądziła po pokojach w illi i niecierpliw ie w yczekiw ała pow ­ rotu „detektyw a” z jego tajem niczej w ypraw y do B ydgoszczy.

P rzeróżne m yśli snuły się po zapalo­

nej głów ce jasnow łosej kobietki. S iostra i kuzynka dopom agały jej w niepokoje­

n iu się i w yczekiw aniu.

— A poco pan H enio pojechał do B yd­

goszczy? — troszczyła się zw ykle fer- tyczna, a obecnie ociężała Janka.

C zy na pogrzeb w ujka nie przyje- dzie? Co on sobie m yśli! Ł adny przyja­

ciel! w zm agała się w zagniew aniu Jadzia.

— N apew no przyjedzie, napew no — zapew niała nieszczęsna H elenka.

W ieść o nagłej śm ierci inż. K uszew ­ skiego obiegła w ciągu dnia cały P o­

znań — nigdzie jednak nie zrobiła ta­

kiego w rażenia, jak w kołach K lubu S łow iańskiego.

W m ieszkaniu Józefiaków dźw ięczały liczne rozm ow y telefoniczne, a popołu ­ dniu odbyła się narada w tajem niczo­

nych, znow u bez udziału czw artego — L ipszyca.

P ostanow iono: a) w ziąć grem jalny (acz nieoficjalny) udział w pogrzebie,

b) udzielić ostrej nagany L ipszycow i za stałe opóźnianie się z w ykonyw a­

niem zleceń,

c) odebrać od L ipszyca papiery, któro były u M ichalaków ny i pow ierzyć W o­

lińskiem u załatw ienie „spraw y” z w do­

w ą.

W końcu długotrw ałej narady, Józe­

fiak w ysunął gnębiącą i niepom yślną kw estję:

— W czoraj — m ów ił ad m in istrato r klubu — przyszedł tu C ybulski. P ozna­

łem go przez „judasza” i poleciłem żo­

nie, by go nie w puściła. Ż ona oznajm iła m u, że nas niem a w dom u. B ył w ściekły i coś tam pod nosem w ym rukiw ał pod adresem W olińskiego. W noszę stąd, że się m usiał skądś dow iedzieć o w szyst- kiem . C zyżby C ybulska 'w ypaplała? A m oże to spraw ka C zerw ca? —

N ie bójcie się tego detektyw a — w trącił W oliński. L ipszyc jest na niego w prost w ściekły za zam knięcie w stajni i napew no go unieszkodliw i. O n zaw sze dotrzym uje słow a.

N o ale dlaczego L ipszyc się nie zja­

w ia? P osyłałem kikaktotnie do jego m ieszkania i ośw iadczono m i, że nie był tam już od dw óch dni. Co się z nim dzieje? — złościł się bezsilnie „szef”

G aw roński.

N arada trzech nie doprow adziła no niczego. O becność L ipszyca była konie­

czna, a specjalnie już potrzebne były papiery od M ichalaków ny.

(C iąg dalszy nastąpi).

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :