Ilustrowany Kurier Polski, 1945.12.25, R.1, nr 64

Pełen tekst

(1)

Pom. Gd. Poz. L W.

Pobieranie wyzi.e opłat*

est nadużyciem

ILUSTROWANY

10 z za dorę»

zenie zamlejsc 4- j z* za dorę- ,-zenie miejscowe

Prenumerata j a miesięczna 11

wynosi V

r«ł«fony Cancrad w Bydgoszczy 33-41 33-4 czynne :ałq dobę Centrala zamiejscowa 90. Rozmównica publiczna 19-0

Redaktor naczelny 31-6'. Sekretariat przymuie od 0 do Wtorek, dnia 25 grudnia 1945 r. Wydawco - .POtDZltlNi WYOAWN.iCZA ZRYW Konto PKO ZRYW" Nr VI-135 PK O , K P " Nr Vl-14<

Kontc nież ,ce Ban^ ZwMzkv ^06‘ek Za-ob'-Ow/ch w Bydgoszczy Nr 64 Rok I

klonem do Golabów

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia po raz pierwszy od j 1938 roku obchodzimy bez „nich” w Odrodzonej Ojczyźnie. | Sześć z rzędu tych świąt spędzaliśmy z „nimi”. Pierwsze w | 1939 r. przeminęły pod znakiem rozczarowań i rozmyślań z po- f wodu tragicznej klęski wrześniowej, drugie w 1940 r. były I najsmutniejsze z powodu klęski i wymanewrowania z wojny | Francji, trzecie w 1941 nie należały do pogodnych, ale miały ę już w sobie promyk afrykańskich nadziei, czwarte — w 1942 |

— były okresem podniesienia się nastrojów spowodowanym f stężeniem frontu wschodniego i twardym oporem Rosjan, | piąte w 1943 — stały już pod znakiem wyczekiwań na anglo- | saską inwazję, szóste wreszcie upłynęły nam w nadsłuchiwaniu I grzmotu armat z nad Wisły i gorączkowych nadziei na rychłe | odzyskanie wolności.

Sześć razy pod rząd siadaliśmy do stołu wigilijnego pełni | trosk o życie własne i najbliższych, pełni niepokoju o los oj- i czyzny, o to, kto wygra, a kto przegra bo od zwycięzcy żale- = żało narodowe być lub nie być. Wszyscy bowiem Polacy, je- i dni w większym — drudzy w mniejszym stopniu zdawali sobie f sprawę, że zwycięstwo Rosji i Anglosasów to nasze życie, zwy- i cięstwo zaś Niemiec to nasza śmierć polityczna i biologiczne I wytępienie. W wypadku zwycięstwa Niemiec bylibyśmy w | pierwszej efazie dopuszczeni najwyżej do „zaszczytu” odbudo- | wy Wielkiej Rzeszy, państwa narodu panów i zwycięzców, jako | najczarniejsza siła robocza, pracująca za miskę nędznej strawy | i przygarść nadgniłej słomy. W drugiej zaś fazie wytruto by | nas i wygazowano. Kto ma jeszcze jakiekolwiek wątpliwości | pod tym względem niech czyta „Mein Kampf” Hitlera, tudzież I mowy, publikacje i rozkazy innych przywódców NSDAP. |

Trzeba żeby ci czamowidze kraczący i utyskujący na wszystko postawili sobie pyta­

nie : coby to było, gdyby tak nie rosyjski sztandar na Branden­

burskiej Bramie powiewał w Berlinie, lecz swastyka na Kremlu w Moskwie i pałacu królewskim w Londynie?

Nasz polski wkład w dzieło zwycięstwa, aczkolwiek nie ma­

ły, niejednokrotnie efektowny, ofiarny i palmą męczeństwa znaczony mógłby być większy, gdyby nie zawiodła polityka. Ta polityka, która miast polską racją stanu, kierowała się sym­

patiami i antypatiami, dawała narodowi z gruntu fałszywe oceny sytuacyjne, nie liczyła się z realiami i wychowywała społeczeństwo w duchu szkodli­

wej romantyki, ów beznadziej­

ny, pusty pod względem treści i rozkładowy o odśrodkowych tendencjach „mit Londynu” jest dzieckiem prawego łoża tej po­

lityki narodowego samobójstwa i marnotrawstwa eńergii mas polskich.

Polska, która się na na­

szych oczach narodziła, jest Polską inną, ^niżeli ta, którą czołgi i samoloty hitlerowskie.

zniweczyły we wrześniu 1939 roku. Może „to lub tamto” nie

podobać się nam w niej, może- Zdzisław Gedliczka: (drzeworyt) .Matka Boska z Dzieciątkiem'

tem szkodliwym i bezużytecznym. O niczym nigdy ta kategoria ludzi nie decydowała i tak z nią będzie w Polsce; zostaną cał­

kowicie wyrzuceni poza nawias życia i polityki.

Atakując politykę polską okresu okupacji i jej skutki w Hobie dzisiejszej nie czynimy tego uchowaj Boże, pod kątem doraźnych interesów którejkolwiek partii politycznej, bloku rządowego czy też wyborów. Chodzi o rzecz ważniejszą, o to mianowicie czy Polska, jako samodzielny ośrodek cywilizacji w dalszej perspektywie utrzyma się czy też nie. Według na­

szych założeń, potwierdzonych przez wszystkie wydawnictwa statystyczne i rzeczywistość, Polska jest spóźniona w rozwoju w’ porównaniu z przodującymi narodami Europy i świata o lat 300. Zniszczenia wojenne również są wielkie. Odrobie­

nie tych historycznych zaniedbań i zniszczeń wojennych w cią­

gu nie więcej niż io lat jest dziejowym zadaniem naszego po­

kolenia. Musimy to uczynić drogą choćby największych oso­

bistych wyrzeczeń, efiar i poświęceń. Ten narodowy zryw mu­

si ogarnąć cały naród, wszystkie jego warstwy i klasy, mło­

dych i starych, mężczyzn i kobiety.

To dziejowe zadanie musi być wykonane pod grozą za­

grażającego nam niebezpieczeństwa ze strony Niemców, któ- rych potencjał wojskowy, jak twierdzą znawcy został znisz­

czony jedynie w 20% i którzy potrafią lepiej, wydajniej i skła­

dniej pracownć od nas. .

W tym czułym miejscu globu, w którym rozłożył się na­

ród polski, nie może być luki; jeśli my jej sami nie wyrównamy dokonają tego narody, które są prężniejsze od nas, bardziej zdobywcze i bardziej wydajne w pracy. Natura nie cierpi próżni. I tak, jak trudno mieć pretensję do wielkiego zbior­

nika wód, że przy pierwszej na­

darzającej się okazji zalewa te­

reny niżej położone, tak nie mo­

żna w zasadzie mieć żalu do na­

rodów- pracowitych i dynamicz­

nych, że pochłaniają organizmy państwowe niewydolne i nie nadążające w ogólnym rozwoju.

Naród Polski w olbrzymiej swej masie jest gorąco przy- wiązany do religii katolickiej i tradycji kościelno-narodowych.

Trzeba więc, żeby i koła kato­

lickie zdały sobie sprawcę, że i te wszystkię wartości są zagro­

żone, o ile naród nie zda swego wielkiego egzaminu dziejowego.

Przy tradycyjnym stole wi­

gilijnym w tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych będą pu­

ste miejsca. Miejsca dla tych, którzy napewmo już nie wrócą i dla tych, którzy przecież kie­

dyś przyjdą. Myśleć będziemy o je'dnych i drugich. O pierw­

szych, jako o męczennikach, którzy dali swe życie za przy­

należność do narodu polskiego i o drugich, jako tułaczach roz­

proszonych po całym świecie, jako tych ptakach, wyrzuco- nych z gniazda na niedolę i po­

niewierkę wśród obcych. Z całej duszy rwie się do was nasz głos — wracajcie, jesteście tu potrzebni, ziemia polska Was wzywa!

Wypuszczając w świat my takich lub innych zmian w

jej ustroju, ustawach, dekre­

tach i rozporządzeniach doma­

gać się i starać się o przepro- wadzenie ich, ale trzeba tu być, współpracować w jej odbu­

dowie, dawać najpierw coś z siebie, a później dopiero żądać.

Ci, którzy z siebie krajowi nic nie dali i nie mają zamiaru swego postępowania zmienić, którzy ciągle jeszcze wyczekują, jako, że „jedna pani powiedzia­

ła”, że za tydzień będzie nowa wojna..., państwowo są elemen-

2

Bożego Narodzenia

ta noc jest dla nas święta.

Niech idą w zapomnienie nięwoli gnuśne pęta.

Daj nam poczucie siły i Polskę daj nam żywą, by słowa się spełniły nad ziemią tą szczęśliwą.

Jest tyle sił w narodzie, jest tyle mnogo ludzi;

niechże w nie duch twój i śpiące niech pobudzi. wstąpi

nasz pierwszy numer „gwiazd- kowty’ symbolicznie łamiemy się opłatkiem z Wami — współ­

pracownicy redakcyjni i admi­

nistracyjni oraz z Wami Drodzy Czytelnicy. Wszyscy razem stanowimy jedną wielką rodzi­

nę, ożywioną jedną ideą na­

czelną : budowania Polski i wolą uczynienia Jej wspanialszą, wię­

kszą i mocniejszą, dla wszyst­

kich matką, dla nikogo macochą.

„Podnieś rączkę Boże dziecię Błogosław krainę miłą,

ZYGMUNT FELCZAK

STANISŁAW WYSPIAŃSKI

(2)

Nr 64 MM

■BW Str. 2 KURIER POLSKI

Wigilie

Napisał

Po raz pierwszy od sześciu lat

»święcimy wilię w wolnej od nie­

mieckiego najeźdźcy ojczyźnie. Po raz pierwszy od wielu lat spojrzy­

my sobie radośnie w oczy, łamiąc się opłatkiem. Po raz pierwszy z piersi naszych pepłynie pieśń we­

sela, długo dławiona piekielnym łańcuchem niewoli. Nie wszyscy Jednak zasiądą do wigilijnego sto­

łu. Wielu odeszło od nas na za­

wsze. Kośei i popioły ieh ciał roz- , sypano po całym świecie. Nierzad­

ko po twarzach tych, eo przetrwali, potoczy się srebrzystą kroplą łza.

Wielu pozostaje jeszcze na obczyź­

nie. Lecz ci duehem będą w tej chwili z nami.

W każdą wigilię - niewoli życzy­

liśmy sobie wzajem „by za rok dzielić się tym opłatkiem już w wolnej Polsee“. Ciężkie, choć krze­

pione nadzieją były to ehwile.

Pierwsza wigilia w niewoli — rok 1939 Wstrząśnięci de głębi niedawną katastrofą, zdezoriento­

wani politycznie i wtłoczeni w ra­

my okrutnej rzeczywistości, czuliś­

my się wszyscy, jakby wtrąceni w piekielne czeluście. Wilię tego roku wiele rodzin spędzało wśród rozpa­

czy o najbliższych, wielu z wywie­

zionych — w tęsknocie za tymi, którzy pozostali. Masowo areszto­

wania i egzekucje, Daehau, Maut­

hausen, łapanki i wysiedlania wy­

woływały niesamowity nastrój Wszak nikt wtedy jeszcze nie zdążył się oswoić z tą straszliwą, nieprzerwaną falą terroru, druzgo­

cącą swym wyrafinowaniem i pla­

nowością cały nasz dotychczasowy obraz świata. Bopiero z biegiem czasu osiągnęliśmy ten stan odpor­

ności psychicznej, utrzymujący przez długie lata nasze nerwy na wodzy. Nieprawdopodobne wieści i przepowiednie, przyjmowane bez­

krytycznie, wywoływały ciągłe roz­

czarowania, to znowu krzesały iskry nadziei. W straszliwej nie­

pewności jutra czepiano się kur­

czowo najbłahszych wieści, wyol­

brzymiając je i strojąc w zorze bli­

skiej wolności.

— Jeszcze do Bożego Narodze­

nia... jeszcze do Nowego Roku... je­

szcze jo wiosny... — szeptano, przesuwając coraz to dalej termin upragnionej klęski Niemiec. Na­

wet najwięksi pesymiści nie przy­

puszczali, by ta straszna zawieru­

cha przeciągnęła się do 1945 roku.

Wilia roku 1940 przeżywana by­

ła w atmosferze silnego przygnę­

bienia. Klęska Francji, wzmotenie terroru w t zw. gubernii general­

nej, łapanki na roboty 1 do obozów, wysiedlania i Oświęcim nastrajały pesymistycznie, mimo, że niezą,- . chwiana wiara w potęgę Anglii

trwała nadal.

Rok 1941 — zima na froncie wschodnim krzepiła nas nieza­

chwianą nadzieją w bliskie zała­

manie się potęgi Hitlera.

— „Generał Mróz Zwycięży** — szukał znękany kraj analogii z ro­

kiem 1812.

— Już na pewne następcą gwiazdkę będziemy twięeić w wol­

nej Polsce — mówili eeraz głośniej optymiści. W całym kraju pano­

wała atmosfera jakiegoś oczekiwa­

nia. Spontaniczny rozwój konspi­

racji: prasa podziemna, szkolenia wojskowe, i pierwsze wyroki na konfidentów wzmagały podniece­

nie.Następną wilię spędziliśmy w at­

mosferze pewnego ochłodzenia.

Choć już wyraźnie byłe słychać jak front wschodni trpeszezy, choć wzmagało się bombardowanie Rze­

szy przez naszych zachodnich so­

juszników, społeczeństwo polsk'0 nauczone częstymi rozczarowania­

mi, poczyna odnosić się do wszel­

kich zdarzeń krytyfczniej, przesu­

wając coraz dalej termin zwycię­

stwa. " Są joszece optymiści mó­

wiący o wiośnie, lecą ogół jut ina­

czej sądzi chwilę.

Wigilię rokw INI pcaMt^A^

pod znakiem atrae^lwepe neadle- nia terroru. Mam egrekn^o na ulicach Wtwrewj, pacyfikacja Zamojrreryzny, wzmożone tempo niszczenia w obozach śmierci. Ży­

cie konspiracyjne rozrosło się do

wojenne

K. Boruń

niespotykanych rozmiarów. Za krew płacą niemcy . krwią, za śmierć — śmiercią. Atmosfera na­

ładowana elektrycznością, rosnąca pewność bliskiego końca wojny potęgowały nastrój pełen podnie­

cenia.

Wreszcie rok 1944. Szósta wigilia tej morderczej wojny. Wiele zmie­

niło się od poprzedniej gwiazdki.

Gruzy Warszawy nie święciły już swej wilii, nie rozbrzmiewały po pustych ulicach głosy mieszkań­

ców. Stoją pokryte śnieżnym pu­

chem ruiny, smutno patrzą' oczo­

dołami wypalonych okien ludne niegdyś kamienice. Gdzieniegdzie przemknie chyłkiem znienawidzo­

na postać w stalowym hełmie. A front tuż, tuż.. Za Wisłą trwają przygotowania do nowej ofenzywr

— skoku po Odrę. Tysiące rodzin warszawskich, goniąc myślą ku swemu ukochanemu miastu, spę­

dzały te święta w milczeniu. Kraj eały trwał w oczekiwaniu. Miliony mózgów trawiła jedna myśl. Mysi o tej, przez tyle lat śnionej a tak już bliskiej chwili wyzwolenia.

Bziś, gdy cały ten kunsztownie zbudowany gmach hitlerowskiego terroru, przemocy i nienawiści ru­

nął w gruzy, święcimy pierwszą wolną wigilię wezbranym radością sereęm. Dzień zwycięstwa i zapła­

ty przyszedł. W tej chwili odbywa się w Norymberdze sąd nad tymi, których szalona pycha i żądza wła-

nkieln Ziem Zachodnich

Sprawa zaludnienia Ziem Zachod­

nich stała się najbardziej palącym problemem tak naszej polityki gospo­

darczej jak i zagranicznej. Usprawnie­

nie administracji i polepszenie wa­

runków materialnych osadnika posia­

da niewątpliwie dominujący wpływ tak na tempo zaludnienia, jak i sta­

łego zagospodarowania się przyby­

łych na te ziemie. Zagadnienie to po­

ruszaliśmy już niejednokrotnie na ła­

mach naszego pisma. Dzięki elbrzy- mim wysiłkom naszej* rządu sytuacja na tyclż ziemiach uległa dużej popra­

wie, zadania jednak są kolosalne i zwalczania piętrzących się trudności wymaga współdziałaaia wszystkich.

Społeczeństwa nasze musi zdać sobie jasno sprawę z narastających proble­

mów, władze administracyjne muszą orientować się w sytuacji panującej na tym odcinku frontu pracy. Tylko przy pełnej znajomości istniejących stosunków można zmniejszyć lub na­

wet uniknąć drobnych, lecz nader licz­

nych niedociągnięć.

Dotychczas prasa polska informo­

wała ogólnie o zamiarach, trudno­

ściach i wynikach tej akcji, jednak

bez bezpośredniego zbliżenia ludności tych ziem do ogółu społeczeństwa polskiego trudno wymagać większego zainteresowania. „Dziki zachód" musi wreszcie z tajemniczej krainy za sied­

mioma górami stać się integralną czę­

ścią naszego kraju, konarem wrosłym mocno w pień centralnych ziem Pol­

ski. Zbliżenie to można osiągnąć tyl­

ko drogą wypowiedzi ogółu polskiej ludności tych ziem-

W tym celu redakcja naszego pisma postanowiła zorganizować ankietę, w której mieszkańcy Ziem Zachodnich mogliby przedstawić życie tej odzy­

skanej ziemi piastowskiej. Dla orien­

tacji podajemy szereg pytań, na któ­

re biorący udział w ankiecie winni odpowiedzieć:

Pytania

1. Jak na Ziemiach Zachodnich układa się życie robotnika, chłopa, rzemieślnika, kupca, urzędnika, na­

uczyciela?

2. Jakie istnieją warunki pracy, wynagrodzenia, aprowizacyjne, miesz­

kaniowe, opalowe itp.?

3. Jak działa służba zdrowia, PCK, PUR?

4. Jak działa administracja, szkol*

nictwo, milicja, komunikacja?

5. Jąk przedstawia się stan bezpie­

czeństwa na tych terenach?

6. Czy i w jakim stopniu istnieją nadużycia, szaber, łapownictwo?

7. Jak ustosunkowują się władze 1 ogół społeczeństwa do. jednostek a- społecznych?

8. Jak kształtuje się życie towarzy­

skie, organizacyjne i polityczne?

9. Jakie rozrywki intelektualne (teatr, kine, edczyty, radio) istnieją na tych terenach?

10. Jak przedstawia się sprawa bi­

bliotek pelskich?

11. Czy i jak dochodzi prasa?

12. Jak za*chowuje się pozostała do­

tychczas ludność niemiecka?

13. Projekty poprawy niedociągnięć.

W ankiecie może wziąć udział każ­

dy mieszkaniec Ziem Zachodnich na­

rodowości polskiej. Forma wypowie­

dzi pozostaje dowolna. Wypowiedzi te, nadesłane listownie, winny byó podpisane imieniem i nazwiskiem z podaniem nazwy miejscowości. Listy należy kierować pod adresem: Re­

dakcja „Ilustrowanego Kuriera Pol­

skiego", Bydgoszcz, Jagiellońska 17.

dzy pchnęła na drogę tak strasżli-^letniego syna lub też braci. Niemcy

‘wych zbrodni. Śnie pozwalali opiekować się groba.

Płomienne merze mąk i krwi^mi tych niewinnych ofłar terroru przebyliśmy szczęśliwie i dziś, ^^hitlerowskiego, jednak mogiły ich dzień wigilijny, zasiadamy przy^zawsze pełne były świeżych kwia- , rodzinnym stole, by uczcić to wiel-Stów. W tę krwawą noc Bożego Na- I kie święto dobra, prawdy i pokoju.Srodzenia zginęło w Wawrze 120

- , , , , , , ., , ., , , , , , . , , , i, .Sisób.

Preces w Norymberdze, czyli duży zły wilk i małe dobre owieczki Ze napomnieńWarsatanif

9lrrvarva noc ISożego Narodzenia

n Warszawie

•oehodzenie w sprawi* zbrodni niemieckiej w Wawrze, popełnio­

nej w *kresie Bożego Narodzenia 19t9 r., odsłania szczegóły tragedii, jaką przeżył* *siedl* podwarszaw­

ski* w pamiętnym dniu 26 grudnia 1939 r. W dniu tym • godz. 18-tej do restauracji Barszczaka w Wa­

wrze przyszłe awóch żandarmów niemieckich i polski policjant, aby zatrzymać poszukiwanych od daw­

na bandytów, którzy mieli przeby­

wać we wspomnianej restauracji- W trakcie sprawdzania dokumen­

tów *becnych w lokalu gości, ban­

dyci widząc sytuację niekorzystną dla siebie, wyciągnęli broń. Zaczęta się strzelanina, od której został za­

bity jeden z żandarmów, drugi z=>=

z odniesionych ran wkrótce zma Zajście to było w następstw powodem krwawej akcji represy nej, przeprowadzonej tej nocy i mieszkańcach Wąwra przez zbiró hitlerowskich. Pierwszą ofiarą b właściciel restauracji, który zost.

poWieweny przed drzwiami swej lokale, pr^r crym zwłok jego n wolne było przez kilka dni zd*

nsewaó. W noey oddziały żandar merli przeprowadziły masowe art sztowania na terenie Wawra. H<

stie niemieckie wyciągnęły w t noc t łóżek przeszło 200 mężczyzi

których wśród bicia i kopania po­

gnano przed komendanturę nie­

miecką. Tam nastąpiło sprawdza­

nie personalii ofiar, które ntusiały na 29-stopniowym mrozi* (prze­

ważnie w bieliźnie) czekać na swe.

ją kolejkę Bo sprawdzeniu doku­

mentów, ukazał się wyższy oficer żandarmerii ogłaszając, że za zabi­

cie żandarmów niemieckich wszy­

scy aresztowani zostali skazani na śmierć i będą natychmiast roz­

strzelani. Na placu rozległ się płacz i krzyk. Jedni błagali o litość, inni tłumaczyli o swej niewinności, je­

szcze inni szlochając żegnali się z najbliższymi. Po chwili zaczęto wy­

prowadzać aresztowanych w gru- narh nn in ■v'o+czyzn na plac przed owym. Tutaj usta- w szeregiem, kaza- ria z głów i uklęk- troźna noc grudnio-

» ciemna, plac był iktorami, w świetle ą modlitwą padały

> pod gradem kuł eynewyeh. (

>a została „nłaska- runkiem pogrzeba­

ch. Wśród grobów było niejednokrot- awct trzy jednako- iaruszka ojca i 16-

I dziś, gdy wspominamy tę tra­

gedię, nie wolno nam zapominać o innych zbrodniach niemieckich i dążyć musimy do tego, by winni tych okropności ponieśli zasłużone

i surowe kary.

JĘDRZEJ BAUM

Dokumenty, które ociekają krwią...

Z działalności „gestapo" w Bydgoszczy Walka z polską inteligencją

Leżą przed nami dokumenty ż pierwszych miesięcy okupacji nie mieckiej w Bydgoszczy, z r. 1939- Dokumenty, o których można po­

wiedzieć, że ociekają one dosłow­

nie męczeńską krwńą polską. Są to raporty osławionego „SD-Ęin- satzkommando Bromberg'*, a więc bojówki „gestapo**, mającej na ce­

lu wyniszczenie polskości w Byd­

goszczy. Raporty te, oznaczone na każdej stronie jako tajne, wysyła­

ne były co kilka dni do sztabu Him- lera — do Berlina, a odpisy do po­

morskiego kata Forstera.

Wyziera z tych raportów tak po­

tworna nienawiść do wszystkiego co polskie, tak nienasycona chęć zbrodniczego wyżycia się w mor­

derstwach i grabieżach, że warto, by przeczytali je w całości „lito­

ściwi** dziś dla niemców Anglicy i Amęrykanie.

W pierwszym rzędzie wypowie­

dzieli gestapowcy bydgoscy walkę polskiej inteligencji i duchowień­

stwu. Już dzieci szkolne były dla nich niebezpieczne — jako , przy­

szła inteligencja. Stąd też w rapor­

cie niejakiego dr. I?ódera, szefa wspomnianej grupy operacyjnej SD z dnia 14. 16. 1939 r. spotykamy takie *t* stwierdzenie:

„Dla Polaków istnieje jedynie możliwość uczęszczania do szkół siedmioklasowych. W ten sposób zapobiegnie się tworzeniu pol­

skiej inteligencji, która — jak się okazało — przodowała zawsze w walce narodowościowej.**' Już następny jednak raport z dn 1. 11. 1939 r. stwierdza:.

„Godnym uwagi jest fakt, że uczniowie polscy, jak to wielo­

krotnie można było stwierdzić, zachowują się w stosunku do na­

uczycieli niemieckich z wyraźną rezerwą. Zdaniem nauczycieli niemieckich zachowanie to nale-

„ ży przypisać bezw-ątpienia wpły­

waniu na uczniów przez polskić nauczycielstwo.**

Te, datowane z listopada 1939* r.

uwagi „gestapo** o nauczycielstwie polskim były jednak tylko spóźnio.

■ym usprawiedliwieniem dokona- nfeh w międzyczasie mordów. O ieh planowym przygotowaniu mó­

wi b*wiem wyraźnie raport SD z dnia 10. 10. 1939 r.:

„Gestapo i Selbstschutz prze­

prowadziły w miastach pomor­

skich akcję, mającą na celu are­

sztowanie nauczycieli polskich i osadzenie ich w ciężkim więzie­

niu w Koronowie. Planuje się zlikwidowanie radykalnych ele­

mentów polskich." Poza tym prze­

prowadzono w ostatnim czagie planowe akcje, w czasie których aresztowano przede wszystkim członków jrolskiej inteligencji.

Należy przyjąć, że przez te, prze­

prowadzone ostatnio akcje, osa­

dzono w areszcie większą część inteligencji polskiej. W pierw­

szym rzędzie unieszkodliwiono członków Związku Zachodniego.**

Nie wyczerpało to jednak „pla­

nowych akcji** gestapowców. Pa­

miętali oni i o innych „wrogach**.

Oto cytat z raportu SD z dijia 14- 11. 1939 r.:

„Kontynuuje się inwigilację kościołów... W związku z tym trzeba zasadniczo stwierdzić, że dzięki wytępieniu (ausrotten) ra- dykalno-polskich proboszczów u- niemożliwiono właściwie przygo.

towyw'anie się jakiegokolwiek bierneggo oporu na terenie ko­

ścielnym**

Nie zapomniano pochwalić się również i wytępieniem żydów. Ten sam raport (z dnia 14. 11- 1939 mó­

wi dalej:

„Zagadnienie żydowskie jut w Bydgoszczy nie istnieje, albo­

wiem miasto jest całkowicie wol­

ne od żydów. W czasie akcji o- czyszczającej usunięto (beseiti- gen) wszystkich żydów, którzy nie uważali za stosowniejsze, przedtem się ulotnić.**

Takie same cyniczne raporty

„likwidacyjne** słał Forsterowi landrat bydgoski, dr Nethe. W dniu 5- 10. 1939 r. stwierdzał on wy­

raźnie:

„Podżegacze polscy, którzy po­

noszą winę w sprawie prześlado­

wania velksdeutsehów, zostali a- resztowani i unieszkodliwieni.**

A 21. 10. 1939 r. tenże sam dr Nethe wyjaśnia ponownie, że „wrogie niemcona elementy usunięto; dal­

sze ścigam* trwa**.

W tych kilku cytatach z akt byd- goettegó gestapo nnmyka się ge- honna tymęoy Polaków, pomordo­

wany eh w bestatekl aposób przez hiMerewcfcieh oprawców za te tyl­

ko, że byli Polakami. Dokumenty te ociekają rzeczywiści ^rwin bydgoszczan. Krwią, k

sprawiedliwość!

(3)

ILUSTROWANY

KURIER POLSKI Str. 3 SSM

dnie i głośno. I tylko tak tragicznie wielka liczba pustych miejsc przy naszych wigilijnych stołach sprawia, że nuta ich ma ten sam poważny, rzewny, ledwie dostrzegalny uśmiech jaki tai się na twarzy cudnej Madon- ny Van Dycka.

Może było by le­

piej — gdyby ich wogóle nie było — tych-sześciu żało­

snych Gwiazdek w okresie okupacyj­

nej nocy. Święta Bożego Narodze­

nia, najradośniej­

sze z naszych świąt, w okresie wojny należały bo­

daj do najsmut- Kontrastem zawartej

Napisał Marian Turwid

mu nie tyle zgnębiony ile — wściek-lnie zaznał uśmiechu w dzieciństwie ły. — „Czekajcie, Szwaby przeklęte! —

Nie chcecie aby dziecko polskie do­

stało na gwiazdkę zabawkę, no to ja wam pokażę, że to dziecko właśnie taki pod choinką znajdzie podarunek o jakim wasze Hitlerjungi nawet ma­

rzyć nie będą mogli I

Rzekł — i wziął się do reboty. Nie

smutny będzie przez całe życie".

Taki przykład podziałał. Poszedłem więc i ja szukać podarunku gwiazd­

kowego dla rodziców. I znalazłem — wspaniały. „Treuhander" księgarni, w której podarunek swój odkryłem, zgodził się z pogardliwym machnię­

ciem ręki sprzedać Polakowi „son

niejszych dni.

w nich promiennej treści pogłębiał jeszcze bardziej ponurą nędzę nasze­

go niewolniczego bytowania.

Nie wiem, jak przeżywali te święta bracia z „Gubemii", z in. „Gau’ów”, czy na emigracji, to wiem, że wspomnienie moich sześciu Gwiaz­

dek przeżytych w ,,Warthegau“ dziś jeszcze wiąże się z uczuciami przy­

gnębiającego smutku. A uczucia te nabrzmiewają grozą, gdy wyobraźnia usiłuje odtworzyć sobie mękę tych niezliczonych braci naszych, którzy dni Bożego Narodzenia J, święcić"

musieli w lochach potwornych wię­

zień i za drutami straszliwych obo­

zów koncentracyjnych.

Ich to nieobecność przy wigilijnym stole sprawiała, że śliczny ceremo­

niał łamania się opłatkiem był w ka­

żdej rodzinie polskiej chwilą niewy­

powiedzianie bolesną. A tragiczność tego momentu pogłębiała się z Gwiazdki na Gwiazdkę, gdy z roku na rok coraz więcej było

miejsc przy polskich stołach nych.

Pierwsza z „Gwiazdek bez ni"

pustych wigilij- promie- przypadła na okres, gdy w całym ,,Warthegau" szalała akcja wysiedleń­

cza. Niemal co noc bandy hitlerow­

skie wyrzucały z domów setki, tysią­

ce rodzin, by je w straszliwy mróz ówczesnej potwornie srogiej zimy pędzić na poniewierkę tułaczki. Któż wówczas myśleć mógł o „Gwiazdce", o drzewku, o obdarowywaniu najbliż­

szych. Chyba" tylko najmłodsi i — najstarsi. Patrzyłem z podziwem na moją matkę, która szyjąc dla nas tłu-l mold na „ucieczkę", znajdowała je­

dnocześnie czas i spokój nerwów na strojenie choinki dla swego wnuka, którego ojciec, spełniając powinność żołnierską nie wrócił z kampanii wrześniowej do domu. Jego mały sy­

nek przystawał przed każdym oknem wystawowym, by chłonąć wzrokiem tak licznie jeszcze wówczas wysta­

wione w sklepach zabawki. Daremnie jego dziadek próbował którąś z nich nabyć dla wnuka. Zabawki są „nur fiir Deutsche", odprawiano go wszę­

dzie opryskliwie. Więc wrócił do do-

ki? ■

Van Dyck: .Święta Rodzina'

wyprowadziły mujące wieści wysiedlani ach.

mu uwagę, że szkoda trudu na spo­

rządzanie zabawki, którą i tak trze­

ba będzie zostawić, gdy SS-mani przyjdą wyrzucać z mieszkania.

Wzdrygał tylko ramionami i z całym

spokojem, z pedantyczną wręcz sta-__ _____x ____ __________

rannością zbudował , najpiękniejsza I szę, jafci tai' się na dnie" każdego wielkiego dzieła sztuki. Ciszę tak kojącą nasze, rozedrgane nerwy. A niesamowitość naszej sytuacji prze­

dziwnie • pomagała nam w kontem­

plowaniu tegoż właśnie obrazu. Ja­

kże łatwo nam było zrozumieć głębo­

ki niepokój malujący się na ^zatroska- go t. równowagi alar-l Dreck" — jak się wyraził. A tym o nieustających wkrąg

Daremnie zwracano „śmieciem" była znacznych rozmia­

rów znakomita barwna reprodukcja obrazu Van Dycka ze Starej Pinako- teki Monachijskiej. Zawiesiłem „U- cieczkę do Egiptu" nad choinką i — cudne dzieło sztuki zrobiło swoje.

Poczęło emanować z siebie głęboką, nie dającą się wysłowić ciszę. Tę ci- szopkę betleemską, jaką w życiu wi­

działem.

— „Głupim Szwabom na przekór

— a dziecku polskiemu na uciechę, bo dziecko powinno swoją radość mieć, czy to się drańskim Niemcom podoba, czy nie. Bo człowiek, który

nyzn obliczu św. Józefa, świadomego czyhających niebezpieczeństw i z współczującym smutkiem* pochylone­

go nad Marią. A Maria, tuląca w ra­

mionach beztrosko śpiące dzieciątko

— wsłuchiwać się zdawała, ow­

szem, pilnie w ostrzeżenia swego e- piekuna, ale jednocześnie miała na twarzy przedziwny, ledwo dostrze­

galny uśmiech. Uśmiech wynikający chyba z niezachwianej wiary w prze­

wagę dobra, wiary darzącej niezłom­

ną pewnością przetrwania.

Matka, reakcji swej na dzieło Van Dycka dawała wyraz prosty: -— „Wi­

dzicie", mówiła, — „nawet święta ro-1 dżina a musiała iść na tułaczkę. A cóż to my, lepsi jesteśmy?!". •

Więc kiedy po raz niewiadomo już który zaalarmowano nas, że Niemcy znowu „wyrzucają", spokojnie już i z chłodną rezygnacją pakowaliśmy nasze tłumoki. I tylko mały mój bra­

tanek rozpłakał się rzewnie, gdy ani rusz do swego tłumoczka zmieścić nie mógł całej swej stajenki betle- emskiej.

Ale zdarzyło się, że i „Święta Ro­

dzina" znalazła się w wielkim niebez­

pieczeństwie, gdy w któryś późny wieczór wpadli do mieszkania polic- ijanci, by przeprowadzić rewizję.

• Szukali broni, czy nielegalnej bibu­

ły — nie wiem. Dość, że jeden z nich j nawpół pijany, strzelał do wiszących;

na ścianach obrazów. Podchodził ■ przed tym do każdego z nich i wyro­

kował: — „ten może zostać a ten mu­

si być zniszczony". O dziwo! „Hołd Pruski" Matejki — znalazł łaskę w oczach swoistego znawcy. Natomiast wszystkie obrazy o treści religijnej skazywał z góry na zagłądę. Gdy . zbliżył się do. naszego, drogiego nam Van Dycka, truchleliśmy. -— „Świń­

stwo?" — określił krótko hitlerowiec. !

— „Czyżby?" zaryzykowałem obro- 1 nę. A zauważywszy jego bawarski 1 dialekt zapytałem go, czy zna Mo-

| nachium ?

— „Naturlich" — odparł chełpli­

wie. i

— „A czy zwiedzał muzea?" i

— „Oczywiście!" , ;

— „No to w takim razie musiał i

pan widzieć oryginał tego „świń- trzeć nie mogła, Szwecja w osobie stwa" wiszący w waszej Pinakotece'brata królewskiego, hrabiego B-ma- i to na honorowym miejscu". dotte, wystąpiła z interwencją i uzy-

Szwab osłupiał — a „Święta Ro- skała, z trudem niemałym, odstąpie- dzina" ocalała. Ocalała — by wciąż;nie przez oprawców znacznej liczby na nowo podtrzymywać nas na duchu, i ich ofiar. Dobroczynna akcja ta, w by zastąpić nam kościół zamieniony; tak znacznym stopniu dotyczyła ro.

przez Niemców na magazyn, by sku- daków, a głównie rodaczek naszych, piać nas zwłaszcza w godzinach ża-iże zobowiązuje do wdzięczności Pol- łosnych wojennych pasterek... skę dużo więcej, niż każdy inny kraj

I tak się oto szlachetne dzieło sie- ■ europejski. Dość powiedzieć, że z o.

demnastowiecznego mistrza stało nie- bozu karnego (o ile można kojarzyć mym a przecież . współczującym pojęcie kary z brakiem jakiejkolwiek świadkiem wszystkich naszych świąt winy) w Ravensbriick zwolniono oko.

gwiazdkowych bez blasku i bez pro- ło 8000 Polek, a w tym warszawian- mieni i słyszało kolędy nasze śpię-j ki, wywiezione po powstaniu, trakto­

wane cicho, jak* najciszej, by nie zbu- wane szczególnie nieludzko. Tu je- dzić czujności czyhających zewsząd dnak mało powiedzieć „uwolniono"—

knechtów najkrwawszego z Hero- raczej należy użyć zwrotu: przywte- dów,-Dziś — w pierwszą Gwiazdkę, zno­

wu opromienioną wolnością, śpiewać jeńcowi — pozostawić go na łasce już możemy .kolędy polskie swobo-

Szwecja

Kusior Aleksy Westin, wybitny przyjaciel Polaków i gorliwy

ich opiekun.

Błądzi między nami przekonanie, ujęte w liczne przysłowia w różnych językach, że człowiek cieszący się do­

brobytem nie jest w stanie zrozumieć i odczuwać potrzeby bliźniego cier­

piącego nędzę i upokorzenie. Jeśli jest tak naogół, to sądząc ze zgodnego świadectwa naszych rodaków przyby­

wających tłumnie obecnie ze Szwecji, tam się dzieje inaczej.

W c/asie, gdy dziesiątki" i setki ty­

sięcy Polaków poniewierano i , u- śmiercano w obozach niemieckich, gdy żadna pomoc zewnętrzna ze stro­

ny naszych sojuszników do nich do.

raczej należy użyć zwrotu: przywró­

cono do życia. Można bowiem tylko rozciąć więzy znękanemu i choremu losu i pójść dalej. To „dalej" może Jldam Gnymała $ ter? lec fi i

Rocznica powieści polskiej

Zarówno prasa codzienna jak i cza­

sopisma literackie przypomniały, że w miesiącach jesiennych 1945 roku mija dwadzieścia lat od śmierci Że­

romskiego i Reymonta. W historii żywych ludzi dwadzieścia lat nie jest zwyczajową datą jubileuszową, czeka się zazwyczaj srebrnego, dwudzieste­

go piątego roku, odnosiło się to daw­

niej i do tych, którzy ciałem odeszli od nas, ale duchem żywszymi pozo­

stali od niejednego z żywych..— W tym przyśpieszeniu obchodu — boe

•wspominanie to też rodzaj cbchodu

— można by się dopatrzyć głębszych,

powodów: , •

Po sześcioletniej niewoli babyloń- skiej, jaką Hitler uczynił z Polski, po niewiarygodnym wprost choć prze­

cie autentycznym systemie zawiesze­

nia działań kultury okupowanego na­

rodu, odczuwamy widocznie taką go­

rączkę odrobienia zaległej pracy umy­

słowej, naukowej i piśmienniczo-twór- czej, że korzystamy z każdej możli­

wej sposobności, stwarzamy je sobie nawet, by móc przebyć w atmosferze , ducha.

Żeromski i Reymont — Roymoat 1'

Żercncki... — Jo«t ooś z aaoeaedsiet-'Kosy opełnomof, — w kowehwes noś ci tydh dwóok aamrtak. tyob dwórh

zna weń artgrstyeenvoh i wyofcewew- czydh. Zaworo too drags pedowcło się naszym myślom, gdy zastanawiamy się nad pierwszym, a kolejność tu e- bojgtne. Nie tylko dziś po dwudziestu

latach, ale już wówczas, gdy obaj w pełni dorośli do swych przeznaczeń, czuło się, że bez równoległości ich działania — trzon powieści polskiej na przełomie stuleci nie uzyskał by tej pełni wyrazu, jakiej nabył przez sumę „Komediantki” i ®p. „»a- My • helMMtie", — pnez „Popioły" i

„Chłopów", p.rzez „Ludzi bezdom- nych" i „Ziemię obiecaną",' przez wszystkie tak znamienne kontrasty, podobieństwa i zadziwiająco uzupeł­

nienia.

Jest jakaś przekomość czy pate­

tyczna ironia w losach ich autorskich.

Zdeklasowanego ziemiaństwa syn, z rodu o zaostrzonych instynktach kar­

mazynowych i — co tu gadnć! — po­

pod warstwą ideologii w swoich sma­

kach moralnych szlachcic — Stefan Żeromski poprzez wszystkie warstwy socjalne schodzi w doi i twórczość swoją czyni samarytaninem proleta­

riatu. O tę basis wsparty, nabiera tchu rewolucyjności. — Syn-organisty małomiasteczkowego, na rzem eślnika prior. rodziców promowany, oMaioj

kowski', historia książęcego syna na usługach wielkiej Rewolucji, — Rey- montowego światopoglądu nic w sta- kiej wyrazistości nie ukąże, jak jego „Bunt" hymn na cześć usta­

lonego ładu i hierarchii zadań w spo­

łeczeństwie.

Herbowy pan z łaski swojej para- socjalista i z ciężkich doświadczeń, ba! pokrzywdżeń losu powstający....

koBsorwatysta eto Żeromski i Rey-

•wołek złgHrtrywwń, de pcogrjMiów o bywatolstach owojego pwirstw*. Sry

ŚBodzeń, Żeromslri p-fsr.e tak, rty naj­

prostszy człowiek lud mógł go zrozu­

mieć? Czy zachowawca, sprzymierze­

niec warstw posiadających Reymont zaleca się jakimś wyszukanym stylem, dla górnych „dziesięciu tysięcy” tylko zrozumiałym?

Styl Żeromskiego od dni „Popio- lów"to preza raczej poetycka. Logiką natchnienia rządzi się świat jego po­

jęć, jego psychoznawstwo, jego obser­

wacja, jego ideały — no i jego war­

tość pilarska. Arehiłektonikę ocielą zastąpi «t> aiosal zawoeo wielkość

I jeśli odrzucić jego, zwłaszcza w

„Chłopach", pokusy stylizacyjne, — to wzór tworzenia obserwacyjnego, kultu autentyczności, dokładności au­

torskiej. W poszarpanych z biegiem czasu notesach, stanowiących dzien­

nik przeżyć Reymonta z lat 1889 do 1891, znajdujemy kartki, kiedy przy­

szły autor „Fermentów" wówczas po­

mocnik nadzorcy kolejowego na plancie, usiadłszy na szkarpie nasypu, ćwiczy się w literackiej wierności od- dania zjawisk, jakiś dochodzą da je­

go raaysldw. Pedziwiad należy wy­

trwałość, z jaka — w kolejnych opi­

sach — dociera do eoraz hardziej pre­

cyzyjnego wyrazu. Matematyką tę Że­

romski zastąpiłby rautem jakiejś su­

gestywnej dowolności. — Z >agła|

rzeer hiarąc ważna powiedzieć, że sztuka Żeromskiego to na tragizm przetransponowana fantazja rasy szla­

checkiej, — Reymont — to do szczytu doprowadzony gatunek sił twórczych ludu.

Jednego i drugiego przesycała tro­

ska obywatelska. W orientacjach po­

litycznych Żeromskiego usposobienie kietowalo się przeciw caratowi, — Reymont nastawiony był antyger- mańsko. — Od uczuć konkretnie poli­

tycznych ważniejszą bywa postawa !

-prawdy p*Ofi»łHot Mar- «rymy to bmm pawstań- do jotmss acwardmej tsohowowoeogo

w poglądach i wokazaniaea — bele trysły swoi

ści Żeroms’

rystycznym

lualno

taj twóroreśei z jekgń aiemasą u ni­

kogo innego hypnetyczną potęgą prze­

sady, zwycięską egzaltacją, z Niagara

„ . — Reymont — irakte- sady, zwycięską egza

i „Suł-|pędu emocjonalnego.

•dozy, — autor „Chłopów" to twordo wiara w siły polskie. Tamtoa hyl i pozostał Chustą Weroniki, na której się odbiło wszystko męczeństwo i ca;

ły Krzyż niewoli naszej — Reymont

to entuzjastyczny różdżkarz, szukają- . cy zdrowia i energii w pokładach ple­

miennych. Czym dla autora „Wiatru od morza” był duch narodu, tym dla tego drugiego — ziemia. Reymont w najwyższym u nas stopniu pokazał, jak ziemię można czynić niebem.

Antynomie dały by się snuć dalej

— w nieskończone pasmo. Od mno­

gości paralel ważniejsze to, że tymi to kontrastami uzupełniają się znako­

micie. Razem ze sobą wzięci dają do­

piero historyczne- literacką całość.

•la historyka literatury ponętne to zadanie, wyśledzić ile ci Dioskurowie powieści polskiej wzięli dziedzictwa po pisarzu poprzedniego pokolenia - Prusie. Bez zawiłych dociekań narzu­

ca się przeświadczenie, że ta sama co i Prusa charitas wypełniła duszą autera'„Reżdziobią nas kruldi, wrony", jak znowu Reymont stanie się dal­

szym ciągiem pozytywizmu i Prusa Świętych trwóg o placówki...

Niewątpliwie bardziej od Prusa obu im za młodych ich lat imponował ten największy nasz prozaik — Sienkie­

wicz. Ale i bardziej też był dla nich niedościgły. Sienkiewicz stawał się ideałem, — Prus wychowawcą. Jak wychowawcą, kierownikiem życia stał się dla całej generacji.

Podły tu «a»wiska: Sienkiewicz,

— I oto obowu remise. Sto lat

>o«t«, w ro?»u 1*45 urodzi się autor :-*Bb , — w roien i S4t przyszedł na świat Sienkiewicz. I znowu ci dwaj —

*• dwa oblicza jednej i tej samej ca­

łości. — Do jednego z najbliższych ar*ykurów odkładamy sobie rozmowę

° «...

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :