• Nie Znaleziono Wyników

Jak nie zgubić się w ogrodzie, czyli o "Sofijówce" Stanisława Trembeckiego

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2022

Share "Jak nie zgubić się w ogrodzie, czyli o "Sofijówce" Stanisława Trembeckiego"

Copied!
15
0
0

Pełen tekst

(1)

Pejzaże

Paweł BUKOWIEC

Jak nie zgubić się w ogrodzie,

czyli o Sofijówce Stanisława Trem beckiego

Z acznę od krótkiego cytatu, z g ru n tu - jak sądzę - fałszywego, fałszywego jed­

n ak tym efektow nym ro d zajem fałszu, k tó ry nie tylko nie przekreśla użyteczności skażonych n im słów, ale wręcz ułatw ia ich sensowne w ykorzystanie. W eseiku za­

tytułow anym Poeta jego królewskiej mości, będącym w stępem do Poezji wybranych Trem beckiego z ro k u 1978, Ju liu sz W ik to r G om ulicki zauważył:

zgadzając się z zachw ytem nad kunsztow nym obrazow aniem i pięknym w ierszem tego p oem atu [Sofijówki], uw ażam y jednak, iż za tą p ięk n ą fasadą kryje się treść w ątła i m ało in teresu jąca, któ ra słusznie skłoniła Stanisław a Tarnow skiego do w ypow iedzi, że poem at jest jak robione z k a rto n u owoce: na pierw szy rz u t oka przepyszne barw ą i kształtem , ale puste, nie do jedzenia i bez sm a k u .1

G om ulicki chce chyba ustanow ić - w spierając się u sta le n iam i XIX-wiecznego au to ry tetu - dwa poziom y analitycznego opisu Sofijówki: m niej isto tn y poziom form y i bardziej istotny poziom treści. N a pierw szym z n ic h poem at T rem beckie­

go zyskuje wysokie n o ty (za styl!), na d ru g im n ato m iast w ypada blado i m iałko.

G om ulicki się m yli. Jego o pinia w yrasta z egzotycznego dzisiaj założenia o prow e­

n ie n cji pozytyw istycznej, zgodnie z którym percepcja te k stu literackiego to dziw ­ ny splot dwu niew spółm iernych czynności analitycznych, skoncentrow anych od­

pow iednio na: treści i form ie. Ich stosunek w zajem ny jest sto su n k iem w nętrza i zew nętrza, jądra i otoczki: treść skrywa się w kokonie formy. F u n d am e n taln a kry­

tyka tego stylu m yślenia została przeprow adzona b ardzo w cześnie, bo w pierw ­ szych dziesięcioleciach w ieku XX; jest ona jednym z najw ażniejszych z p u n k tu

1 Cyt. za: A. N asiłow ska Poezja opisowa Stanisława Trembeckiego, Z ak ład N arodow y

im . O ssolińskich, W ro cław -W arszaw a-K raków 1990, s. 163.

19 3

(2)

19 4

w idzenia dalszego rozw oju refleksji literaturoznaw czej osiągnięć rosyjskiego for­

m alizm u. O ddaję głos W iktorow i Ż yrm unskiem u:

K ażda nowa treść przejaw ia się w sztuce n ieu n ik n ien ie jako form a; treść nie w cielona w form ę, to jest nieposiadająca swego w yrazu, nie istn ieje w sztuce. Tak sam o każda m o ­ dyfikacja form y jest już eo ipso odkryciem nowej treści [...]. Tak więc um ow ność tego p o działu sprow adza do m in im u m jego w artość [ ...].2

Z tego p u n k tu w idzenia niew spółm ierność ch a rakteryzująca jakoby Sofijówkę, tekst zarazem św ietny (na poziom ie form y) i słaby (na poziom ie treści) m u si zo­

stać u znana za złudzenie.

K łopoty k om entatorów z po em atem T rem beckiego n ie kończą się jed n ak wraz ze w sk azan iem reto ry czn y ch źródeł (ko n k retn ie: m e tafo ry w nętrze-zew nętrze) owego dualistycznego m yślenia, k tóre ukazałem na la p id arn y m p rzykładzie Go- m ulick ieg o /T arn o w sk ieg o . K unszt poetycki starego m istrz a spraw iał tru d n o ść n a tu ry przede w szystkim , nie zn alazłem lepszego określenia, m oralnej. C hodzi n a tu ra ln ie o fra g m e n ty p a n e g iry c z n e , zw łaszcza te pośw ięcone im p e ra to ro m W szechrusi: K atarzynie II i jej w nukow i A leksandrow i I. C ytuję za wzorcową edycją Jerzego S n o p k a3:

K atarzyna, przez czyny n ieśm ierteln a swoje, gdy zniosła Z aporoża i K rym u rozboje, o d tąd do p iero każdy, swojej pew ien właści, pod zbrojnym żyje praw em w olny od napaści.

S kutkiem przezornych rządów, z an ied b an e wioski

na w zór się p rzek ształcają angielski i włoski; (w. 27-30, 37-38)4

2 W.M. Ż y rm u n sk i Wstęp do poetyki, przeł. J. K ulczycka i F. S iedlecki, w:

Teoria badań literackich za granicą. Antologia, wyb., w stęp, oprac. i kom.

S. Skw arczyńska, t. 2: Od przełomu antypozytywistycznego do roku 1945, cz. 3:

Od form alizm u do strukturalizmu, W ydaw nictw o L iterack ie, K raków 1986, s. 51.

3 S. T rem becki Sofijówka, oprac. J. Snopek, W ydaw nictw o IBL P A N -P ro C u ltu ra L ittera ria , W arszaw a 2000. C y taty lokalizuję w tekście, podając w naw iasach n u m ery wersów.

4 G dy T rem becki pisał te słowa, K atarzyna nie żyła od n iespełna d ek ad y (zm arła w listopadzie 1796 roku). O tym , jak tru d n e były one do zaakceptow ania dla w spółczesnych i późniejszych czytelników , p ośrednio zaśw iadczyć może ten w ybrany dość przypadkow o, lecz dla w izeru n k u K atarzyny w lite ratu rze polskiej początku X IX w ieku dość ch arakterystyczny cytat: „ona to jako sprawczyni w szystkiego złego, za złe to odpow iadać była pow inna, ona to dożyć tych czasów, gdzie z n ik n ą ł cały tu m a n m niem anej w ielkości, gdzie wszystko, co z am ierzała, co usk u teczn iła, pokazało się szkodliw ym , w ątłym i próżnym , ona to pow inna była patrzeć na p ierzchające w szędzie swe hufce, na o debrane przyw łaszczenia, a dośw iadczając srogości m iecza, patrząc na praw dziw ą wielkość N A PO LEO N A , ukorzyć się i uznać całą swą nikczem ność. W takim to w idoku znalazłaby praw dziw e srogich E u m en id udręczenie i chłostę. Tych to czasów dożyć była p o w inna” (J.U. N iem cew icz Listy litewskie, W arszaw a 1812, s. 93-94).

(3)

Bukowiec Jak nie zgubić się w o grodzie

Z kolei „m ądrą i łaskaw ą A leksandra w ładzę” (w. 402) chw ali poeta tym i słowy:

W ielki m onarcha, losy d a n y nam szczęsnem i, skinieniem z dolny ruszać część najw iększą ziem i, nie dość, że swym poddanym stałe zrządza gody, państw o to nigdy szerszej nie m iało swobody;

w szystko pod jego berłem może nam się godzić, prócz tylko sobie sam ym i stanow i szkodzić.

N ie dość, że d o skonali M arsow e rzem iosło, k tóre im ię Rosyi m iędzy gw iazdy w niosło - któryż d ziś lu d i których silna królów ręka

naszych nie pragnie sprzyjań, gniew ów się nie lęka? - nie dość, że obyczaje chw alebne i czyste

w swych państw ach przez p rzykłady zasiał osobiste;

nie dość, że się p raw am i w ybornym i wsławia, p rzez co ludy ta k różne zbliża i popraw ia,

n ik o m u ojcow skiego nie chybiając w zględu - (w. 319-333)

Jeśli dodać do tych dw u fragm entów passusy w ysławiające Szczęsnego Potoc­

kiego (czyli „zdrajcę”) oraz jego żonę Zofię de domo G lavani,prim o voto W ittow ą5 (czyli „ a w a n tu rn ic ę ”), w efekcie p ow stanie k o k ta jl m ocno w ybuchowy, zaś dla wyznawców lite ra tu ry ojczystej b ardzo tru d n y do p rzełknięcia. K om entatorzy ra ­ dzili sobie z tym h o rre n d u m na dwa zasadniczo odm ienne sposoby. Pierwszy z nich scharakteryzuję na p rzykładzie tez A nny N asiłow skiej6, d ru g i - om awiając esej Ryszarda Przybylskiego7. Z derzenie tych dwu le k tu r posłuży m i także za p u n k t w yjścia do sform ułow ania własnej propozycji interpretacyjnej.

E rudycyjne wywody A nny N asiłow skiej k o n ce n tru ją się na rozbudow aniu k o n ­ tekstów h istorycznych. Zw raca ona p rzed e w szystkim uwagę na to, że pochwały, ja k im i poeta o bdarza S em iram id ę Północy, d y sk retn e zresztą i n ie n azb y t ob­

szerne, w olne są od p anegirycznej przesady. T rem becki docenia carycę za d o b ro ­ czynne efekty, jakie dla ziem u k ra iń sk ic h przy n io sła zb ro jn a likw idacja Siczy Z aporoskiej i C h a n a tu K rym skiego. Szybki rozwój gospodarczy, jak i podobno fakty czn ie wówczas n a s tą p ił, m a dla tej k ra in y „licznym rozżyw ionej p ło d e m ”

Zob. J. Ł ojek Dzieje pięknej Bitynki. Opowieść o życiu Zofii Wittowej Potockiej (1760-1822), Pax, W arszaw a 1970.

Zob. A. N asiłow ska, Poezja opisowa..., zw łaszcza s. 160-204. U stalen ia Nasiłow skiej stały się podstaw ą niektórych syntez histo ry czn o literack ich , np.: E. Buszewicz Stanisław Trembecki, w: Historia literatury polskiej w dziesięciu tomach,

red. A. Skoczek, t. 4: Oświecenie, cz. 2, Prow incjonalna O ficyna W ydaw nicza - SMS, B o ch n ia-K rak ó w 2003, s. 28-32.

Zob. R. P rzybylski Rozpacz libertyna, w: tegoż Klasycyzm, czyli praw dziw y koniec Królestwa Polskiego, M a rab u t, G d ań sk 1996, s. 149-196. Pom ysły swoje pow tórzył

Przybylski w syntezie będącej częścią serii W ielka H isto ria L ite ra tu ry Polskiej:

A. W itkow ska, R. P rzybylski Rom antyzm , W ydawnictwo N aukow e PW N , W arszaw a 1997 i wyd. nast., s. 70-78.

5

6

7

19 5

(4)

96 1

(w. 1), „m lek iem płynącej i m io d e m ” (w. 2), w ym iar k u ltu ro w y i cyw ilizacyjny, oznacza u p o d o b n ie n ie do owych, w sp o m in an y ch już pow yżej, wsi an g ielsk ich i w łoskich8. B adaczka jest skłonna p rzypuszczać, iż sąd T rem beckiego na te m at stylu u p raw ia n ia przez K atarzynę p o lity k i jest raczej e u ro p e jsk i (w olteriański) n iż specyficznie p o lsk i9.

W zniosłe frazy k u czci A lek san d ra I w iąże N asiłow ska z ko lei z w pływ em A dam a Jerzego C zartoryskiego, k tó ry od w rześnia 1802 ro k u był tzw. „tow arzy­

szem ” m in istra spraw zag ran iczn y ch R osji (czyli k im ś w ro d za ju jego p ełn o m o c­

nego zastępcy), zaś od stycznia ro k u 1804 do m arca ro k u 1806 m in istre m spraw zag ran iczn y ch im p e riu m . P od opiek u ń cze skrzydła księcia T rem becki dostał się w łaśnie w ro k u 1802, gdy n a dwa la ta zam ieszk ał u niego w G ranow ie. O grom nie w tym k o n tek ście w ażne są także fascynacje p oety p rasłow iańszczyzną i jego sło- w ian o filsk ie poglądy, a być m oże rów nież rozm ow y z Ja n em P otockim , z któ ry m a u to r Sofijów ki stykał się w T ulczynie10. W efekcie spom iędzy w ierszy przyw oły­

w anych frag m en tó w m o n o g rafii p rze zie ra tw arz T rem beckiego k osm o p o lity i E u ­ ropejczyka, ośw ieceniow ego m y śliciela ro zu m u jąceg o w k ateg o riac h szerszych niż narodow e.

Z up ełn ie inaczej z w ątkiem „zaprzaństw a” rad zi sobie R yszard Przybylski. Jego m etoda le k tu ry jest zresztą w pew nym sensie odm ienna od history czn o literack ich analiz N asiłow skiej, głęboko zakorzenionych w ideałach in te rp re ta c ji historycz­

nie i estetycznie adekw atnej. Przybylski bow iem nie dąży do m ożliw ie całościowej rek o n stru k c ji kontekstów . Jeśli je w ykorzystuje, to czyni to - jak w przy p ad k u zapisków oficjalisty tulczyńskiego, które posłużyły badaczow i do opisu ostatnich chw il p o ety 11 - w sposób w ybiórczy i, by ta k rzec, d em onstracyjnie kreatyw ny. Oto próbka:

„Przy grze - pisze w p am ię tn ik u A ntoni C hrząszczew ski - [W igurski] pokłóciw szy się z poetą T rem beckim , zadał nied o łężn em u starcow i policzek. W yzwany przez T rem ­ beckiego na pojedynek, [...] h an ieb n ie się u chylił od d an ia satysfakcji.” M ożna się tylko dom yślać, co czul wówczas człowiek, który slynąl kiedyś jako karciarz n ad k arciarze i sza­

lony pojedynkow icz, przezw any m arkizobójcą, le tueur des marquis. N a pozór był spokoj­

ny. Ale podczas kolejnej pogaw ędki w salonie niespodziew anie [...] zaczął krzyczeć:

O n m u siał uderzyć m nie w tw arz, a ja m uszę skonać spostponow any. P ow tarzało się to nieskończoną ilość razy i nieskończoną ilość razy się jeszcze powtórzy, zgodnie z tym, co zapisane jest w W ielkim Zw oju. R zeczpospolita m u siała upaść, a jej król m u siał za­

chowywać się nie po królew sku. Polacy m uszą żyć w niew o li.12

Pom ijam in teresu jące sk ąd in ąd pytanie, jak w iele z tych wsi to tzw. „wsi potio m k in o w sk ie”.

Zob. A. N asiłow ska Poezja o p is o w a ., s. 170-179.

Zob. Tam że, s. 180-198.

Zob. A. C hrząszczew ski Pamiętnik oficjalisty Potockich z Tulczyna, oprac., w stęp, kom.

J. Piechow ski, Z ak ład N arodow y im. O ssolińskich, W rocław 1976.

R. P rzybylski Rozpacz libertyna, s. 196.

8

9 10 11

12

(5)

Bukowiec Jak nie zgubić się w o grod zie

Przybylski niejako uniew ażnia złowrogi dla pokoleń patrio tó w sens passusów panegirycznych, skupiając uwagę swoją (i swoich czytelników ) na k ilk u w ybra­

nych stronicach poem atu. N ajw ięcej znaczy dla niego w ykład starszego z filozo­

fów (w. 369-414), w którym przedstaw iona została koncepcja w ielkiego p eriodu, a którego echa w yraźnie b rzm ią w cytow anym powyżej fragm encie. E seista w ni­

kliw ie i z niezw ykłą sugestyw nością obnaża historiozoficzne i p rzede w szystkim etyczne konsekw encje tej teorii. Rok filozofów (bo i ta k nazyw ano w ielki period) to pom ysł p rzen iesien ia em pirycznie spraw dzalnych m echanizm ów cyklu dobo­

wego (powodowanego przez obrót ziem i wokół w łasnej osi) i rocznego (zw iązane­

go z obiegiem Z iem i wokół S łońca13) - w perspektyw ę w ieczności. L in e arn y czas okazuje się złu d ze n iem perspektyw y. Żyjem y po p ro stu za krótko, aby dostrzec jego krzyw iznę, krzyw iznę, któ ra „ziem skiego niesie [...] o dm łodnienie św iata”

(w. 396). W pierw szym cyklu pow tarzają się pory dnia, w d ru g im - pory roku, w trzecim - w szystko, cała h isto ria , w tym także ludzkie losy, w ybory etc. N ic za­

tem nie zależy od nas, w szystko zostało zaprogram ow ane, zaś wolność i odpow ie­

dzialność - uniew ażnione. Spom iędzy w ierszy eseju przeziera tw arz T rem beckie­

go m aterialisty, filozofa b ezradnej rozpaczy, rozum ującego w kategoriach szerszych niż teraźniejszość.

O bie te strategie in te rp re tac y jn e - N asiłow skiej i Przybylskiego - w ydają się nie tylko sprzeczne, ale też n ieprzystaw alne w sensie m etodologicznym . Przyw o­

łana tu jako druga eseistyczna propozycja Przybylskiego poprzedza o k ilka lat h i­

storycznoliteracką le k tu rę N asiłow skiej14. M onografistka „poezji opisowej T rem ­ beckiego” nie p odejm uje jednak rozbudow anej polem iki z tezam i swojego p op rzed ­ n ik a 15. W Poezji opisowej Stanisława Trembeckiego sięga do najlepszych tradycji obiek- tyw istycznie zorientow anych b ad a ń history czn o literack ich , których id eałem była w spom niana już in te rp re tac ja h istorycznie i estetycznie adekw atna. Propozycja Przybylskiego n ato m ia st nie jest h isto rią lite ra tu ry sensu stricto. U praw iany p rze­

zeń typ dekontek stu alizacji, jakkolw iek historycznie zasadny, zarazem często od­

krywczy, a nigdy niebędący fantazjow aniem , jest przecież zbyt kreacyjny i eseistycz­

nie swobodny, by sprostać w ym ogom h istorycznoliterackiego obiektyw izm u. Przy­

bylski wcale zresztą sprostać im nie p róbuje, przeciw nie, jego dyskurs jest otw ar­

cie perswazyjny.

Sofijówka bywa am barasująca nie tylko jako panegiryk, lecz także ze względów gatunkow ych. O d daw na uznaw ana jest za poem at opisowy, zarazem jednak od niem al rów nie daw na ta atrybucja genologiczna b u d z i ta k ie czy inne w ątpliw ości.

Teresa Kostkiewiczowa na przykład uznaje tekst starego m istrza za poem at opisowy

13 A także - to jed n a k z perspektyw y Przybylskiego nie m a znaczenia - z nachyleniem osi Z iem i.

14 Pierwsze w ydanie książki Przybylskiego ukazało się w W arszaw ie w roku 1983.

15 N ależy oczywiście przyjąć, że jest to konsekw encją św iadom ości owych

niezbyw alnych m etodologicznych różnic (zob. A. N asiłow ska Poezja o p is o w a ., s. 9).

19 7

(6)

86 1

na tyle typowy, że czyni go jednym z dw u tytułow ych „bohaterów ” swego a rty k u łu o polsk im poem acie opisow ym 16. Z arazem jed n ak w tym sam ym artykule zauw a­

ża ona trzeźwo, „że w śród 524 wersów tego utw oru [Sofijówki] właściwe opisy w dzi­

siejszym ro zu m ien iu tego te rm in u obejm ują tylko 84 wersy, a więc 16% te k stu ” 17.

Przybylski uznaje Sofijówkę za „poem at opisowy bez opisów ” 18. Ta p aradoksalna form uła m a oznaczać konsekw entne zw racanie uwagi b ardziej „na herm en eu ty k ę zn a k u aniżeli na jego opis” 19. T ropem Przybylskiego podąża Jerzy Snopek, który swe Wprowadzenie do lektury p o em atu opatrzył p o d ty tu łem Ogród znaczeń20. Z for­

m u ły p o em atu opisowego wycofała się A nna N asiłow ska, pro p o n u jąc pokrew ne, a m niej genologicznie u k o n k retn io n e pojęcie „poezji opisow ej” 21.

G enologiczna etykieta nie pow inna przecież przesłaniać fa k tu bardzo p o d sta­

wowego: Sofijówka jest po em atem narracyjnym . Początkow e p a rtie utw oru - w er­

sy od 1 do 44 - to typowa narrac ja au k to rialn a , a więc tra n sc e n d e n tn a 22 wobec świata przedstaw ionego. W ersy 45-52 są panegirycznym w trętem podanym w pierw ­ szej osobie i to chyba w łaśnie te n frag m en t i jem u podobne, obecne w dalszych p a rtia c h utw oru, m iała na m yśli Teresa K ostkiew iczowa, pisząc o „zbliżonej do klasycystycznej liry k i form ie w ypow iedzi w pierw szej osobie”23. W ersy 53-108 za­

w ierają m ity czn ą fab u łę o p o cz ątk u Sofijówki; n arrac ja tego p assu su w raca do epickiego wzorca ustanow ionego przez inw okację. P otem jednak, n ieom al wraz z p o czątkiem p a rtii, któ ra tradycyjnie u chodzi za opis czy też herm en eu ty k ę ogro­

du, narrac ja p rzem ien ia się z tra n sc en d e n tn e j w im m an e n tn ą24. N a rra to r w nika w świat przedstaw iony:

N ie dość m am słyszeć, w szystko chce przebiec szeroko ciekaw e, a w Tulczynie znarow ione oko,

gdzie zn ajd u jąc p rzed m io ty z każdej m iary znaczne, w szelkie potem śrzedniości zdają się niesm aczne.

16 T. Kostkiew iczow a Z problematyki gatunkowej polskiego poematu opisowego („Sofiówka”

i „Ziemiaństwo polskie”), w: Styl i kompozycja. Konferencje teoretycznoliterackie w Toruniu i Ustroniu, red. J. Trzynadlow ski, Z ak ład N arodow y im . O ssolińskich, W rocław 1965, s. 61-78.

17 Tam że, s. 68.

18 R. P rzybylski Rozpacz libertyna, s. 153 i n.

19 Tam że, s. 158.

20 Zob. J. S nopek Ogród znaczeń. Wprowadzenie do lektury poematu, w stęp do:

S. Trem becki Sofijówka, s. 5-17.

21 Zob. A. N asiłow ska Poezja o p is o w a ., s. 7-8.

22 Zob. H. M arkiew icz A utor i narrator, w: tegoż Prace wybrane, red. S. B albus, t. 4:

Wymiary dzieła literackiego, U niversitas, K raków 1996, s. 99 i n.

23 T Kostkiew iczow a Z problematyki g a tu n k o w e j., s. 68.

24 Zob. H. M arkiew icz A utor i narrator, s. 99.

(7)

Bukowiec Jak nie zgubić się w o grodzie

Pędzę, z utru d zo n eg o nie zstępując konia, Aż gdy m ię Sofijówki otoczyła w onia;

stw orzenie wszędy świeże postrzega źrzenica;

to m ię bawi, to cieszy, to zm ysły zachwyca. (w. 109-116)

W prow adzenia n a rra to ra w obręb św iata przedstaw ionego ko m en tato rzy rzecz jasna przegapić nie m ogli25. Je d n ak konsekw encje tego chw ytu dla znaczenia ca­

łości p o em atu nie zostały jak d otąd opisane.

Sofijówka jest w polskiej trad y cji literaturoznaw czej p oem atem m im etycznym . Mimesis ro zu m iem tu jako rodzaj zew nętrznej referencji niezapośredniczonej lub zapośredniczonej jedynie in te rtek stu aln ie. Typowa realizacja tego stylu m yślenia przebiega m niej więcej tak: poem at (czyli poeta w swoim poem acie) opisuje ogród, przekazuje jego obraz, ew entualnie w yjaśnia jego znaczenie czy naw et znaczenia.

C zyni to w prost lub - jeśli kom entator, którego styl m yślenia finguję, jest w łaści­

wie do swojej roboty przygotow any - posługując się na przy k ład w zorcem delil- low skim , naw iązaniam i do lite ra tu ry panegirycznej, W ergiliusza, odw ołując się do k o ncepcji politycznych, filozoficznych, h istoriozoficznych etc. E fek tem jest praw da ogrodu, któ ra w ypełnia sem antykę tek stu , albo, m ów iąc inaczej, wobec której nie da się w ram ach te k stu zdystansować. W szak p o d ty tu ł nie kłam ie: „w spo­

sobie topograficznym o p isa n a”. Z arazem jed n ak p o d ty tu ł dodaje: „wierszem przez Jana N epom ucena C zyżew icza” .

Pierw szoosobowy n a rra to r w prow adzony za b ram y Sofijówki m a swe im ię, a co za tym idzie tożsam ość i pew ną charakterystykę. Czyżewicz był tulczyńskim ogrod­

n ik ie m , te k s t p o e m a tu „ d o p o s a ż a ” go w sw oistą n aiw n o ść i p ro sto lin ijn o ść . D ow odem choćby te jego słowa, b ezpośrednio poprzedzające w ykład starszego z fi­

lozofów:

W szedłem tam , przestrzeżony, że w te w łaśnie czasy dwa w niej szkolne atle ty chodziły za pasy.

N ie rozum iem , co pierwszy, co w yrażał drugi,

choć ich głosy pow tarzam jak czynią papugi. (w. 363-363) A oto, co pow iedział, referując sprzeczkę obu m yślicieli:

A że naw et i m ędrsi m ają swe przysady,

z roztrząsań wszczął się hałas, podobny do zwady.

Jeden w to m ocno wierzył, d ru g i b ra ł za żarty, wszystko przecząc powaga starych p isań wsparty.

Ja obu z z ad u m ien iem słuchałem prostaczym

i stanęło na k o n i e c . p rzep o m n iałem na czym. (w. 415-420)

Tekst p o em atu cechuje zatem niejednorodność narracji. Początkow o d o m in u ­ je tran sc e n d e n tn y n a rra to r auktorialny, po tem na p la n pierw szy wysuwa się im- m a n en tn y n a rra to r pierwszoosobowy (zarazem personalny). L istę narrato ró w dzia­

25 Zob. np. J. Snopek Ogród znaczeń, s. 11-12, R. Przybylski Rozpacz libertyna, s. 161-162.

66 1

(8)

oo z

łających w Sofijówce pow inno chyba zam ykać Ja fragm entów panegirycznych, ra ­ czej w praw dzie liryczne niż epickie, na pew no jednak fu nkcjonujące na tym sa­

m ym poziom ie co narrac ja epicka.

N ajw ażniejszym z p u n k tu w idzenia dotychczasowej p rak ty k i lekturow ej p o d ­ m io tem jest niew ątpliw ie Czyżew icz26. Ta m istyfikacja to jed n ak nie tylko - jak chcą pokolenia kom entatorów - środow iskow y żart i zabieg in te rte k stu a ln y („wol- te ria ń sk i p ro staczek ”27). Sądzę, że jej znaczenie jest głębsze, a dla całości p o em a­

tu rozstrzygające.

Istn ie n ie k ilk u typów podm iotów m ów iących (narracyjnych) sankcjonuje po ­ trzeb ę u k o n sty tu o w a n ia p odm iotow ości wyższego rz ę d u 28, na p oziom ie której m ożliw a byłaby le k tu ra u spójniająca b ąd ź jej próba. Podm iotow ości tej w s tru k tu ­ rze te k stu m oże - choć wcale nie m u si - odpow iadać nazw isko Trem beckiego na okładce. Polska teoria lite ra tu ry nazywa podm iotow ość p o n ad n a rra cy jn ą na p rzy ­ kła d au to rem w ew nętrznym 29 lub - chętniej - po d m io tem czynności tw órczych30.

M niejsza w tym m om encie o nazwę. W ażniejsze jest co innego. Otóż p o d m io to ­ wość taka w Sofijówce nie opisuje ogrodu, jej żywiołem wcale nie jest mimesis w przy­

w oływ anym powyżej ro zum ieniu.

Poem at n arracy jn y jako ta k i oczywiście m oże być po em atem opisowym , wy­

starczy, aby w jego n a rra c ji dom inow ały m otyw y statyczne. Je d n ak specyficzna stru k tu ra narracy jn a Sofijówki, któ ra przekazuje opis ogrodu pierw szoosobow em u narrato ro w i im m an e n tn e m u o rysach n arzucających dystans pom iędzy n im a „au­

to rem w ew nętrznym ”, każe w m oim p rze k o n an iu mówić n ie o mimesis lecz o diege- sis jako właściw ym żywiole p oem atu. T rem becki nie opisuje ogrodu, on opowiada o opisyw aniu ogrodu. Ta pozornie drobna różnica m a dla m n ie zasadnicze znacze­

nie. N arracy jn e zap ośredniczenie opisu oznacza n ie tylko istn ien ie ram ow ego opo­

w iadania, lecz przede w szystkim odbiera ow em u opisow i autorytatyw ność, p ro ­ w okuje do poszukiw ania jego g ranic, n iejako p ro jek tu je jego prowizoryczność.

P rzedstaw ię to, dopisując na chw ilę do te k stu p o em atu jeden, zm yślony i um yśl­

nie m aksym alnie prosty wers. N iech brzm i on: „Ten ogród jest p ię k n y ” . K om entarze

26 Pozostaję przy tym nazw isku dla wygody, choć oczywiście św iadom jestem faktu, że w p ierw o d ru k u z roku 1806 p o em at nosił ty tu ł Zofiowka przez Stanisława

Trembeckiego. W sposobie topograficznym opisana. N a kreację pierw szoosobowego n a rra to ra zm ian a ta nie m a żadnego wpływu.

27 R. Przybylski Rozpacz libertyna, s. 161.

28 N a ten te m a t zob. np.: A. O kopień-Sław ińska Relacje osobowe w literackiej komunikacji, w: tejże Semantyka wypowiedzi poetyckiej (preliminaria), U niversitas, K raków 2001, zwłaszcza s. 108-117; K. B artoszyński Podmiot literacki - konstrukcje i destrukcje, w: tegoż Kryzys czy trwanie powieści. Studia literaturoznawcze, U niversitas, K raków 2004, s. 193-214.

29 H. M arkiew icz Autor i narrator, s. 90-91.

30 Zob. A. O kopień-S ław ińska Relacje osobowe..., s. 108.

(9)

Bukowiec Jak nie zgubić się w o grod zie

nieuw zględniające sem antycznych konsekw encji k o m p lik acji podm iotow ości So- fijów ki m ogłyby zaw ierać na przy k ład takie parafrazy owego wersu: „Trem becki napisał, że te n ogród jest p ię k n y ” albo: „Trem becki w prost w yraził zachw yt urodą ogrodu”, albo: „O nieśm ielony u rodą ogrodu T rem becki ograniczył się do prostej k o n sta ta cji olśniew ającego fa k tu ”, albo: „Wobec niezw ykłej urody ogrodu sięgnął poeta po naiw ną p rostotę relacji zachwyconego d ziecka” itd., itp. T ym czasem w m o­

im p rze k o n an iu w szystkie te traw estacje byłyby n ie tra fn e w tym sensie, że wszyst­

kie one ignorują istnienie sygnalizowanej m ediatyzacji. Powinno zatem być: „Trem­

becki napisał, że on (Czyżewicz) pow iedział, że ogród jest p ię k n y ” .

P arafrazy n ieuw zględniające podm iotow ości p o n ad n a rra cy jn e j odpow iadają w szystkim znanym m i analitycznym i in te rp re tac y jn y m w ypow iedziom na tem at Sofijówki. Ich ogrom ne zróżnicow anie (m etodologiczne, jakościowe etc.) nie może p rzesłonić istn ien ia pew nej cechy w spólnej: każdy z owych k o m en tarzy uznaje m ianow icie, iż jednym z zasadniczych tem atów Sofijówki jest - ogród, jego wy­

gląd, ew entualnie znaczenia przez ów w ygląd kodow ane. U praw iają one zatem ten typ in te rp re tac ji, k tó ry W ładysław Stróżew ski nazywa praw dziw ościow ą31. Tropią w tekście p o em atu ślady prawdy, odnoszą go do św iata, odpow iadają na pytanie:

jaki jest ogród?

Z u p ełn ie inaczej m u si przebiegać in te rp re tac ja, k tóra za p u n k t w yjścia bierze owo narracy jn e zapośredniczenie. Praw da ogrodu p rzestaje w jej ram ach być rów­

na lu b w p rzy b liżen iu rów na praw dzie te k stu , przestaje w ypełniać jego sem anty­

kę. O pis m im etyczny zaczyna bow iem funkcjonow ać w ram ach nad rzęd n ej relacji diegetycznej, staje się efektem działań opow iedzianego n arra to ra . Treści tego opo­

w iedzianego opisu p rze stan ą być p ry m arn y m o b iektem czytelniczej obserwacji, stan ą się n im za to jego specyficzne: m otyw acja i kształt. Ten typ le k tu ry będzie tro p ić w tekście p o em atu zasadę opisu, nie zaś jego przed m io t, odniesie ją do sa­

m ego tekstu, nie zaś do świata, odpowie na p ytanie, jak Czyżewicz poznaw ał ogród?

Zarysow any tu k ie ru n e k in te rp re ta c ji daje m ożliwość dostrzeżenia jednej jesz­

cze cechy w spólnej, łączącej w szystkie kom entarze do Sofijówki, od tez Tarnow ­ skiego i G om ulickiego czy naw et M ickiew icza począwszy, na S nopku skończyw­

szy. W szystkie one - choć zrazu m oże to wydać się dziw ne - w yw iedzione zostały z pierw otnej m etaforycznej p ary opozycyjnych pojęć: tego, co w środku i tego, co na zew nątrz.

O d jej w czesnego u k o n k retn ien ia - przeciw staw ienia form y i treści - rozpo­

cząłem te rozw ażania. M ilcząco założyłem , że spożytkow ane po tem niem al w spół­

czesne u sta le n ia N asiłow skiej i P rzybylskiego w olne są od tego oczywistego błędu.

Założenie to p o dtrzym uję. Przezw yciężenie opozycji form y i treści nie oznacza jed n ak koniecznie uw olnienia się od m yślenia w b ardziej ogólnych kategoriach w nętrza i zew nętrza. Paul de M an, którego rozw ażania na te n te m at są dla m nie niezw ykle in sp iru jące, pisze:

31 Zob. W. Stróżew ski O prawdziwości dzieła sztuki. Prawdziwościowa interpretacja dzieła sztuki literackiej, „S tudia E stety czn e” 1978 t. XV, s. 149-169.

101

(10)

20 2

G dy form ę uznaje się za zew n ętrzn ą szatę literackiego znaczenia lub treści, wydaje się ona pow ierzchow na i nieisto tn a. D w udziestow ieczny rozwój [...] zm ien ił ten m odel: for­

m a jest teraz solipsystyczną k ategorią sam ozw rotności, a referencjalne znaczenie ok reś­

lane jest jako zew nętrzne [...]. B ieguny w n ętrza i zew nętrza [...] zostały odw rócone, ale n ad al są tym i sam ym i b ieg u n am i, które w chodzą tu w grę: w ew nętrzne znaczenie stało się zew n ętrzn ą referencją, a zew nętrzna form a stała się s tru k tu rą w ew nętrzną.32 Pow tarzam : znaczenie, a więc to, co G om ulicki nazw ał treścią, stało się ze­

w nętrzną referencją. Strategie lekturow e N asiłow skiej, Przybylskiego, Snopka i in ­ nych przebiegają w edług podobnej czy w ręcz tej samej logiki. B adacze ci czytają Sofijówkę n astępująco: w poszu k iw an iu w ew nętrznej spójności odnoszą jej z n a­

czenia na zew nątrz, w yprow adzając je z rozm aicie w tym celu używ anych k o n te k ­ stów estetycznych, historycznych, filozoficznych itd. Jest to, generalnie rzecz u j­

m ując, typ le k tu ry h istorycznoliterackiej. Sygnalizow ane w cześniej różnice m ię­

dzy na przy k ład N asiłow ską a na przy k ład P rzybylskim , dotyczące stopnia per- sw azyjności i swobody w doborze i h ie ra rc h iz acji kontekstów , kazały m i odmówić propozycji Przybylskiego statu su dyskursu historycznoliterackiego sensustricto i n a ­ zwać ją eseistyczną. S tw ierdzone n astęp n ie podobieństw o obu propozycji le k tu ro ­ w ych każe przeprow adzone rozróżnienie doprecyzow ać. L ek tu ra N asiłow skiej ma ch a rak te r h isto ry czn o literack i sensu stricto, n ato m iast le k tu ra Przybylskiego - ch a ­ ra k te r eseistyczny, czyli histo ry czn o literack i sensu largo. In n y m i słowy: to, co obie in te rp re tac je łączy, m a ch a ra k te r b ardziej g eneralny od tego, co je dzieli.

Jak nazwać m oją, na poły już wyłożoną propozycję? N ie w iem i nie w ydaje m i się to najistotniejsze; w ażne, że - jak pow iada de M an - jest ona w olna „od w yczer­

pującego zad an ia - dodam od siebie: historycznej - p ara fraz y ”33. N ie in teresuje m n ie bow iem , co Czyżewicz dostrzegł w ogrodzie, in te resu je m n ie za to, co Sofi­

jów ka m ówi o p ercepcji Czyżewicza.

Jego opis Sofijówki jest relacją ze spaceru; spacerow iczem jako pierw szy nazy­

wa go chyba Przybylski34. P ytam zatem nie o to, co ogrodnik na spacerze w idział i jak to zrozum iał, lecz dlaczego w idział to, co w idział, nie zaś coś innego. Z tego p u n k tu w idzenia najciekaw sze są ak u ra t te fragm enty poem atu , któ re k o m e n to ­ w ano n ajrzadziej. Oto one:

A sta m tąd pochodziste przebiegłszy zielenie, (w. 125) P rzy lewej stronie drogi, od swych sióstr osobna, wisząca grozi skała [...] (w. 134-135)

Id ąc, gdzie znęcająca m uraw a się ściele, z n ak [...] (w. 154)

S tąd krążę [...] (w. 169)

32 P. de M an Alegorie czytania. J ęzyk figuralny u Rousseau, Nietzschego, Rilkego i Prousta, przeł. A. Przybysław ski, K raków 2004, s. 14-15.

33 Tam że, s. 16.

34 R. P rzybylski Rozpacz libertyna, s. 162.

(11)

Bukowiec Jak nie zgubić się w o grodzie

A na rzucenie z procy czw orogranną m iarą

leży ucieczka pew na udręczonych skw arą. (w. 173-174) O tym p rz y p ad k u m yśli ro ztarg n io n y tłokiem , m inąw szy obłąkanym zwykłe ścieżki krokiem , w idzę [...] (w. 235-237)

W raz m ię na w szystkie strony rozm aitość woła.

Pierwszość otrzym a [...] (w. 293-294)

N ie czekając zaw iłych rozstrzygnienia sporów U ciekłem [...] czerpać rozkosz [...] (w. 457-458) G w ar ciżby, lin skrzypienie, głośne szczęki m łotów zw róciły m oje kroki w stronę tych łoskotów. (w. 471-472) N agły m ię sm u tek objął i walczy z rozum em .

Pójdę tam , gdzie gw ałtow nym rzeka lecąc szum em , gdy słuch z a p rząta brzękiem i w ejźrzenie bawi, zbyt sciśnionem u sercu jakąś ulgę spraw i. (w. 495-498)

Przyw ołane fragm enty nie są jedynie kom pozycyjną w atą, kunsztow nym i łą­

czeniam i istotnych elem entów , składających się na m im etyczny opis. Tworzy je coś n iezm iern ie z m ojego p u n k tu w idzenia ważnego, coś, co m ożna prow izorycz­

nie nazw ać dyskursem przejścia. K rokam i Czyżewicza nie k ieru je bow iem żaden system atyczny p lan. O trasie spaceru decydują: zachęcająca zieleń m uraw y (może, gdyby była zad ep tan a, nasz spacerow icz nie w szedłby do groty lu d z i szczęśliwych an i nie zauw ażyłby grobów dzieci?), k ie ru n e k , w jakim prow adzi droga (gdyby z jakichś powodów w olał p rzedzierać się przez krzaki, pew nie nie dostrzegłby ska­

ły samobójców), zm ęczenie upałem (gdyby było chłodniej, być m oże ogrodnik wcale nie w szedłby do T etydionu), ro zta rg n ien ie (gdyby n ie ono, nie zgubiłby drogi i za­

pew ne nie w siadłby do łodzi C harona), znu żen ie uczoną dysputą, hałas, nastrój chw ili. Tak zrodzona praw da ogrodu jest cząstkow a, n ie p ełn a , a zarazem n ie p o ­ w tarzalna. O d dw ustu lat zaprzątają sobie nią głowy uczeni literaturoznaw cy, a tym ­ czasem zrodził ją - czysty przypadek.

T rem becki opow iada, że Czyżew icz zobaczył w Sofijówce to, to i jeszcze to.

Rów nie jed n ak w ażne jak to, co ta m ujrzał, jest to, że czegoś - oczywiście nie wiem czego - przecież owego dnia nie dostrzegł. N ie dostrzegł bow iem nie dlatego, że tego, czego nie dostrzegł, nie było, ale dlatego, że był ak u ra t odwrócony, zam yślo­

ny, że poszedł in n ą drogą. N ie dostrzegł, ale innym razem być m oże dostrzeże.

O pis Czyżewicza został przez Trem beckiego opow iedziany w sposób, który uwy­

p u k la jego subiektyw ność i sw oistą prow izoryczność.

G dybym teraz pisał h isto ry czn o literack i esej inspirow any m etodologią zasto­

sow aną przez R yszarda Przybylskiego w drugiej części Klasycyzmu... czy choćby w Rozhukanym koniu, m ógłbym zużytkować poczynione p rzed chw ilą uwagi na przy­

k ła d tak: jest w Sofijówkę w pisany przejm ujący tra k ta c ik o d arem ności poznania.

O gród za każdym razem jawi się oku i um ysłowi spacerow icza inaczej, n igdy jed­

n ak w p ełn i, n ig d y na dobre. K ażdy b łą d zi w n im na w łasną rękę, pozbaw iony

2 0 3

(12)

20 4

przew odnika, skazany n a sam otność tym bardziej dojm ującą, że za n u rzo n ą w pro- teuszowej n a tu rz e świata. W zględnie n iezm ien n a jest tylko pam ięć, ta, która wy­

gładza chropow atości i kanty, a dając iluzję pew ności, daje iluzję sensu. Poza jej dobroczynnym w pływ em w szystkie nasze w nioski oparte są przecież na cząstko­

wych, przypadkow o dobranych i krótkotrw ałych p rzesłankach. Jakież znaczenie m ogą m ieć wobec tego wybory, dokonane w o parciu o w iedzę ta k niepew ną, tak m arną? C zem uż nie m iałby stary poeta pochw alić A leksandra czy K atarzyny?

P anujące w Sofijówce sto su n k i m iędzy n a rra to ra m i (oraz rów norzędnym w zglę­

dem n ic h pod m io tem fragm entów panegirycznych), a postulow aną przeze m nie podm iotow ością wyższego rzę d u dalekie są od jednoznaczności, jaką m ogłyby su­

gerować zdania już przeze m n ie w tej kw estii w ypow iedziane. Przede w szystkim ich w zajem ny stosunek jest niedookreślony, zaś granice ich „ s tre f” - o w iele m niej jasne niż w ynikałoby to ze sform ułow anego powyżej m odelu.

Z darza się często, że n arrato r pierwszoosobowy przestaje być gram atycznie i de- iktycznie obecny, jego „tw arz” b lednie i rozmywa się, a w efekcie m ożna odnieść w rażenie jego personalnej nieobecności. D okładniejsze w ejrzenie w tekst poem atu pozwala nawet na uchwycenie pew nego kom pozycyjnego rytm u, decydującego o p o ­ jaw ianiu się i zn ik an iu „twarzy” pierwszoosobowego n arrato ra im m anentnego. Otóż znaki jego obecności w ystępują najczęściej na początku kolejnych „przystanków ” na trasie spaceru Czyżewicza, to znaczy m iędzy innym i w łaśnie w tych fragm entach poem atu, które już przyw ołałem dla zilustrow ania „dyskursu przejścia”. Wyglądać to może na przykład tak (wybieram fragm ent dotąd niecytowany):

S puszczając się w niziny, dobiegłem ponika, K tóry h ojnie z otw orów k am iennych wynika.

W koło kryty, gałązka żad n a go nie trąci A ni p ro m ie ń rozśw ietli, ani p ta k zam ąci.

P rzejźrzystość d y jam e n tu , a letkość deszczowa S praw ia, że się ta w oda zda innych królowa.

Podoba się sm akow i, podoba się oku:

P rag n ien ia nigdy w m ilszym nie złożyłem stoku.

G dyby taki zn aleźli A rabow ie spiekli, Sam i by się o jego użycie wysiekli.

O koliczne osady, bliższe tego zdroju, Ja k w yszukać m ożecie innego napoju!

W szak on w szystkich, którym go kosztować się godzi, C ie n iu c h n a rzeźwi treścią, odw ilża i chłodzi, A tru n k ie m w yrabianym n a p ełn ian e czasze, O b rażając w nętrzności, ćm ią pojęcia wasze.

Z iem ia, przychylna m atka, odpędzając głody, N a pokarm d ała z ia rn a, owoce, jagody;

Ale my, onym in n e stanow iąc przepisy,

P rzez sztuczne pokarm w napój m ien iem y zakisy.

Pracow ał ludzki dow cip i doszedł sposobu

U jąć sobie rozsądku i przysunąć grobu. (w. 297-318)

(13)

Bukowiec Jak nie zgubić się w o grod zie

N a rra to r bezsprzecznie jest przy opisyw anym źródle. P otw ierdzają to m .in. cza­

sowniki: „dobiegłem ” z w ersu 297 i „nie złożyłem ” z w ersu 304. N astęp n y m ra ­ zem pojaw i się on dopiero w w ersie 363 („w szedłem ”). N iem al 60-wierszową lukę w ypełniają zachw yty n a d m iłościw ie n am p an u jący m m łodym cesarzem (w. 319­

338) i m iłującym „praw dę i n a u k i” „panem H u m a n ia ” (w. 355-362) oraz erudy- cyjne w zm ianki o A barisie, Sam olksisie, A nacharsisie. Im m a n en tn y n arrato r pierw ­ szoosobowy zanika w odbiorze lekturow ym wcale nie dlatego, że odpow iednie for­

m y gram atyczne w ypunktow ujące jego obecność pojaw iają się zbyt rzadko, zaś u k ła d deiktyczny znika, ale ze w zględu na w yraźne zm iany samej narracji. O dry­

wa się ona od sensualnego k o n k re tu ogrodu, staje się erudycyjna, poza tym n a rra ­ to r zaczyna spraw iać w rażenie w szewchwiedzącego. W brew pozorom jakości te nie są ze sobą tożsam e. N a rra to r w szechw iedzący to ta k i, którego cechuje najw ięk­

szy m ożliw y stopień k o m p eten cji w obrębie św iata przestaw ionego. Za w szech­

w iedzącego trzeba zatem uznać n arra to ra , który wie, jak przebiegało spotkanie Szczęsnego Potockiego ze „strzelczykiem ” (w. 61-98), m im o że odbyło się ono bez św iadków (o czym świadczy w iersz 61: „Pan sam w dzikie przesm yki m iędzy skały śpieszył”). Przez erudycyjność n a rra c ji ro zu m iem n ato m iast cechę, k tó rą n a jła ­ twiej dostrzec, uśw iadam iając sobie, że na p rzykład w ersy 297-304 naw iązują wprost do M etamorfoz O w idiusza35

A ni w szechw iedza, ani erudycyjność nie p asu ją do n arrato ra nazyw anego Ja­

n em N ep o m u cen em Czyżewiczem . K ojarzą się one za to z p o czątkiem poem atu, a ścislej rzecz b iorąc z ustanow ioną ta m tra n sc e n d e n tn ą n arrac ją au k to rialn ą. N a ­ leży zatem pow iedzieć, że pierwszoosobow a narrac ja opisu ogrodu reg u la rn ie u p o ­ dab n ia się do znanej z p o czątk u utw oru n a rra c ji a u k to rialn e j. D ecyduje o tym krótsza lub dłuższa nieobecność form pierw szej osoby czasow nika i elem entów deixis, połączona z ujaw nieniem przez n arrato ra cech i k o m p eten cji znacznie wy­

kraczających poza ch arakterystykę Czyżewicza.

Z drugiej strony, w początkow ych p a rtia c h poem atu, będących przecież d om i­

n iu m n a rra to ra auktorialnego, narrac ja im m an e n tn a jest co najm n iej dwa razy subteln ie zapow iedziana, a m oże wręcz implicite obecna. D zieje się to w dw u pierw ­ szych w ersach inw okacji, w słynnym : „M iła oku [...], w itaj, k rain o [...]!” . W itaj m i, m oże naw et zarazem w itaj m n ie - im plikacje tego zdania zdają się m .in. pole­

gać na ta k im zb liżen iu m iędzy n a rra to re m a p rzedstaw ianym przezeń św iatem , które sugeruje naoczność, więc - fab u larn e uczestnictw o. Także oko, choć p rze­

cież, m ocą retorycznej operacji, pozbaw ione „w łaściciela”, w prow adza przecież n ieśm iałą sensualność, która p otem współtworzyć będzie p artie w ypow iadane przez Czyżewicza.

Swoista nieostrość, u tru d n ia ją c a lu b naw et uniem ożliw iająca precyzyjne roz­

g raniczenie słów obu n arrato ró w epickich spraw ia, że anonim ow y tran sc en d e n tn y n arrato r auktorialny m iejscam i przynajm niej zlewa się z im m an en tn y m narrato rem pierw szoosobow ym , którego skłonny jestem nazyw ać C zyżew iczem . Sekwencja

35 Zob. J. S nopek Objaśnienia, w: S. T rem becki Sofijówka, s. 84-85.

205

(14)

9 0 Z

głosów narracyjnych nie jest więc ta k w yraźna, jak sugeruje to przedstaw iony wcześ­

niej m odel.

Z kolei opisywana podm iotowość wyższego rzędu wcale n ie m usi być tą p odm io­

towością, której istnienie postuluje na przykład A leksandra O kopień-Sław ińska:

Istn ieje [...] w obrębie tek stu taki u k ład reguł, nad którym n a rra to r nie p an u je, którego nie jest on nadaw cą. Inaczej mówiąc, w ystępuje w utw orze taka in fo rm acja im p lik o w a­

na, któ ra odnosi się do pod m io tu dysponującego św iadom ością wyższą niż narrator. Ów p o d m io t nie jest żad n ą p rzedstaw ioną postacią, nie dotyczy go żad n a in fo rm acja stem a- tyzow ana, nie należy doń w obrębie tek stu żadna poszczególna wypow iedź. Jest on n a to ­ m iast podm iotem całego utw o ru .36

O becność interesującego m nie p o nadnarracyjnego Ja n ie jest p ro stą konsekw en­

cją generalnej n a tu ry te k stu jako tek stu . O dpow iedzialnością za jej istn ien ie i ch a­

ra k te r skłonny jestem obarczyć raczej specyficzne ukształtow anie narracy jn e Sofi­

jówki: p ierw otnie - b ra k jasnego ro zgraniczenia „n arracyjnych dom iniów ”, a w tó r­

n ie - oczywisty fałsz sugerow anej w p o d ty tu le autorskiej atrybucji. K onstytutyw ­ ne dla niej są zatem stw ierdzone w to k u analizy cechy konkretnego utw oru (Sofi­

jów ki), nie zaś ogólna stru k tu ra w ypow iedzi37. M ówiąc jeszcze inaczej, p o d m io to ­ wość ta nie jest genetycznie tożsam a z „au to rem w ew nętrznym ” lu b „podm iotem całego te k stu ”; być m oże najlepiej pasow ałoby do niej określenie K azim ierza Wyki:

„gospodarz p o e m a tu ”38.

W efekcie ostrość naszkicow anego ry su n k u n ie u c h ro n n ie się zam azuje. Po pierw sze, rozpływ ają się granice poszczególnych głosów n arrac ji, po drugie - sta­

tu s opisywanej podm iotow ości wyższego rzę d u okazuje się b ardziej niejasn y niż początkow o to wyglądało. C hyba n ie da się zatem owej rekonstruow anej przeze m n ie diegesis o ogrodowej mimesis usadowić na bezpiecznym poziom ie m etadyskur- su. Opisowość na poziom ie n arrac ji, zaś jej krytyczne zrelacjonow anie na pozio­

m ie wyższym - ta k i m odel jawi m i się jako jedynie przybliżenie, zbyt grubo ciosa­

ne, by ujść za w p ełn i odpow iednie. D ek o n stru k cja opisowości jest bow iem - za­

uw ażm y - w pisana w sam ą tę opisowość, w ynika z jej n arracyjnej struktury, roz­

w ija się w raz z nią. D ecydująca jest dla niej zm ienność cech i pozycji n a rra to ra /­

ów. P rzypadkow a i cząstkow a opisowość Czyżewicza wiele razy zaczyna u p o d ab ­ niać się do „koniecznościow ej” i holistycznej opisowości n a rra to ra w szechw iedzą­

cego; abstrakcyjna i oderw ana opisowość n a rra c ji tran sc en d e n tn e j wiele razy za­

czyna u p o d ab n iać się do sensualnej i k o n k retn ej opisow ości ogrodnika. Ż adne u p o d o b n ien ie ostatecznie nie n astęp u je, żadna ten d en cja nie zwycięża.

Im dłuższy staje się opis, tym w yraźniej b rz m i w pisana w eń krytyka. P oniekąd zatem uniew ażnia on sam siebie, pisząc siebie, siebie zm azuje. Logos Sofijówki

36 A. O kopień-S ław ińska Relacje osobowe..., s. 108.

37 Zob. K. B artoszyński Podmiot literacki, s. 196-198.

38 K. W yka „Pan Tadeusz”. Studia o poemacie, PIW, W arszaw a 1963, s. 23 passim .

(15)

u stanaw ia pew ien m odel opisowości. W tym sam ym czasie jej lexis m odel ów de- k o m p o n u je 39.

M uszę zatem wycofać się z obietnicy złożonej w tytule. N iestety n ie wiem , jak nie zgubić się w tym ogrodzie.

Bukowiec Jak nie zgubić się w o g ro d z ie ...

Abstract

Paweł BUKOWIEC

Jagiellonian University (Kraków)

H ow N o t to Get Lost in the Garden, or, Stanisław Trembecki’s Sofijówka

Proposed is a different-than-traditional reading of the poem Sofijówka by Polish Enlightenment-age poet Stanisław Trembecki. Unlike in the existing attempts, the horizon for considerations is neither a referentiality of this descriptive poem nor its intertextuality sphere but instead, the subjectivity issue. Its complications - analysed in a style which might be referred to as deconstructionist - lead to certain paradoxes as-yet very rarely observed and described in reference to Polish Enlightenment literature.

39 Zob. P. de M an Alegorie czytania, zw łaszcza rozdział o Rilkem .

207

Cytaty

Powiązane dokumenty

In the following sections we employ the stochastic collocation method for the efficient Monte Carlo evaluation of stochastic local volatility models and the local volatility

Topoiy należące do typu VIII datow ane są na czasy od połow y w ieku XIII aż do końca wieku XV, a nawet okres nowożytny, przy czym zaznaczyć trzeba, że podobne do nich są

Zmierzam tym samym do twierdzenia, że – po czwarte – skoro na gruncie procesów poznawczych kształtują się immanentne przedmioty intencjo‑ nalne (korelaty tego, co

Źródło: Zrzut ekranu z aplikacji. W sklepie Google Play znajduje się również aplikacja Wydra Króla Jana III. Jest to gra zręcznościowa, w której gracz wciela się w oswojoną

Bez żadnej odgórnej kontroli czy centralnego sterowania, a więc wyłącznie jako wynik lokalnych interakcji między jego elementami, system samoorganizuje się i

 Jakie zawody i stanowiska pracy najczęściej pojawiają się na portalach z ofertami pracy..  Czy wybrana przez nas praca znajduje się wśród

Celem niniejszego opracowa- nia będzie próba wyjaśnienia, dlaczego Trembecki zdecydował się na uwiecznienie w Sofijówce właśnie filozofii epikurejskiej w kontekście faktu,

Nazwa jednorocznego gatunku Amaranthus caudatus (nl. szarłat zwisły, ogrodowy, ang. love- -lies-bleeding, pendant amaranth, tassel flower, velvet flower, foxtail amaranth, cz.