Głos Pomorza : dawniej "Głos Wąbrzeski" : pismo społeczne, gospodarcze, oświatowe i polityczne dla wszystkich stanów 1937.11.27, R. 19[!], nr 137 + Niedziela nr 47

Pełen tekst

(1)

Rwmtf 10 Opłacono ^ołówltg t ^6rf DZIŚ 8 STRON

PISMO SPOŁECZNE, GOSPODARCZE, OŚWIATOWE I POLITYCZNE DLA WSZYSTKICH STANÓW

M—ągBMiainWCTMEaaMMUl^^— ihgfedcbaZYXWVUTSRQPONMLKJIHGFEDCBA

sobota dnia 27 listopada 1937 IB Rok 19

Zima Czyżby nowa katastrofa samolotowa?

JEJ BLASKI I CIENIE

M amy zimę. Tą prawdziwą zim ę, co o- strym wichrem hula po polach, srebrzy- steni szronem zdobi dachy dom ostw, po­

wloką ścina rzeki i strum ienie.

W górach spadły już śniegi. Ciem ne.

PDhki samolot [assitisfti ńl w Miiii

rozłożyste świerki uginają się pod cięża­

rem śnieżnej okiści, poczerniałe, ogołoco­

ne z liści gałęzie drzew liściastych otulone iskrzącym się w słońcu białym puchem za­

traciły swą ponurą jesienną m artwotę.

Silne m rozy nie dały się nam jeszcze we znaki. Zresztą po długim i pięknym le-

SO H A. K om unikacyjny sam olot Polskich. Linij Lotniczych ..Lol" SP. \,.l S. 7.. m ając na pokładzie trzy osob\ | załogi i trzech pasażerów obyw ateli poi skicli I' rejm ana i Rakow skiego, oficera statku ..Polonia" oraz obyw atela au­

striackiego .Neugrossela. zginał bez cie, po ciepłej, prawdziwej „złotej44 jesie­

ni — wkraczam y w okres zimy bez sarka­

nia, bez tych co roku powtarzających się, gorzkich westchnień: „Ach co za straszny klim at! Ciągle deszcz, albo zim no!’’ Nau- żywałiśm y się ciepła i słońca w tym roku przyjmujemy więc zimę wraz z wszystki­

mi jej przykrościam i, jako coś, co nam się słusznie należy .

Zresztą nie dla wszystkich z nas jest

w ieści.

bm . o godz. I L?0 z Salonik w kierunku

stały również wysiane z Salonik. O nej Popina ł.aka. widział o godz. 12 godz. 16.50 nadszedł m eldunek, stw ier-! samolot lecący na 6 metrów ponad dzający. że wieśniak Obristo I em e'-; drzewami w kierunku północno kow ze wsi Ladorcwo. położonej na za-j wschodnim.

chodnieh zboczach Perimu. rąbiąc' Przypuszczać należy, że samolot lą- drzewo w miejscowości Kriwa Ręka, dowal w górach Perimu. Pttszukiwa- polożonej obok miejscowości kuracy j-i nia betki prow adzone dziś.

molotu, zażądała powtórzenia, samolot jednak więcej nie odezwał się.

Gdy samolot nigdzie na trasie niej Dotychczas brak jest

wylądował, zarząd lotniska w .Sofii i n

I

dyrekeja poHeji zarzącdzily obserwa-1wczoraj lil,i(.llc|1

eje lakie same zarządzenia wydane |11(|llie 0(I Sofii< jak p(.rill, ... ...

zostały na terenie Jugosławii. przeszukiwane są przez liczne patrole woj W e wtorek o godz. 18,50 nadszedł skowe i policyjne oraz przez górskie eks- m eldunek. że m ieszkańcy poi ożoncj o j pcdycje sportowe. Poszukiwania te sa ied kilkanaście km. od Swety W racz miej- nak bardzo utrudnione przez spowicie be- scowmści Sinitrów słyszeli samolot o j stymi chmurami, a na całym terenie pada- piającej bieli śniegu i górskiego słońca. Z |g()dz 1440 Samolot ten miał się udać ją deszcze.

zimy cieszą się też niektóre panie — te co mają nowe futra....

Pierwszy śnieg, pierwszy mróz jest dla miłośników sportów zimowych hasłem do wydobycia, przebywających długo w scho­

waniu, nart, do wyjęcia łyżew. Potem z głębi szafy, czy z dna kufra wyciąga się grube swetry, wiatrówki, ciepłe rękawice.

Ogląda się je, czy ich, broń Boże, mo­

le nie zjadły, przymierza, czy aby pasują.

Potem powstają projekty. Zaczyna się snuć marzenie o wyjeździć. Zakopane, Krynica, W isła mają swoich wiernych wiel­

bicieli i entuzjastów, wielu zwolenników®

ma też W orochta, Bukowina. Są wśród*

nas i tacy, którzy po prostu pragną zaszyć się w górach w jakimś odległym schronis­

ku, zdała od tak zwanej „cywilizacji4’ i ob­

cować tylko z naturą i cieszyć się tylko sportem.

Komu z nas nie uda się otrzymać choć by dwutygodniowego urlopu zimowego, ten będzie mógł skorzystać z parodniowej wycieczki popularnej. W ycieczek takich zawrze wiele jest organizowanych każdej zimy, bądź przez Ligę Popierania Tury­

styki, bądź przez rozmaite stowarzyszenia czy organizacje. Ceny tych wycieczek są bardzo przystępne, tak że nawet człowiek o mocno ograniczonym budżecie może so­

bie na taką eskapadę pozwolić.

To są przyjemności i plusy zimy.

Przyjrzyjmy się jej jednak i od drugiej strony... Ta druga strona jest niestety ob­

szerniejsza....

Piętrzą się wydatki, narastają z dniem każdym nowe potrzeby. Bo ten węgiel tyle kosztuje... I piece trzeba było kazać wy- lepić. A w dodatku dzieci powyrastały z zimowych palt.

Są i tacy, dla których zima jest popro­

sili katastrofą. Dla bezdomnych nędzarzy, sypiających pod mostem, czy na ławce ja­

kiegoś zkwerku, czy po prostu we wnę-

w kierunku granicy jugosłowiańskiej/ Mimo energicznej akcji ratunkowej.

Noc z wtorku na sroc e nie przyniosła prowadzonej na szeroka skale dotychczas żadnych nowych wiadomości. |nie lldało się otlnaIeźć samo|otlI „Lot u4’,

W czoraj tj. w środę o godz. U po jednak coraz bliżej określa sic rejon, gdzie wyjaśnieniu się pogody władze lotni-1 samolot powinien sir znajdować. W gó- cze bułgarskie wysłały dwa samoloty rach Perimu, w których według wszelkie- sam oloty zo- go prawdopodobieństwa samolot lądował.

Broń pancerna w defiladzie 11 listopada.

Gdzie jest Polski samolot?

SOFIA. XV związku z zaginięciem po|. przez cały czwartek panowała gęsta mgła skiego samolotu komunikacyjnego „Dou- i padał śnieg. M imo to ekspedycje, które glas" kursującego a linii Palestyna — wyszły w środę na poszukiwania, prowa- W arszawa, korespondent PAT donosi: | dziły swą akcję w czwartek i pozostały na jakichkolwiek n?c górach. W czwartek rano o g°dzi- zaginionym samolocie. Od I1IQ> ‘ wyr“szyly z miejscowości górskich orskie położone na po- nowe. ekspedycje ratunkowe, w asyście e myśliwych ze względu na grasujące tam

; wilki i niedźwiedzie.

Kierownictwo akcji ratunkowej objął w czwartek rano dowódca lotnictwa buł­

garskiego płk. Bojdew, który w środę wie czorem wrócił z W arszawy. Z jego rozka­

zu w góry Perimu, Ryły i Rodop udało się 6 oddziałów wojskowych wysoko-górskich które przeszukują góry, zmierzając kon- centrycznie do miejscowości, gdzie słysza­

no ostatni raz samolot.

Drwal, który zgłaszał się onegdaj, że w idzia! samolot, zgłosił się wczoraj na po­

licję i zdał raport, że widziaal samolot na wysokości 6 mtr. nad lasem, który mu na­

stępnie znikł w mgle i churach.

Po pewnym czasie usłyszał jedną deto- pację, następnie drugą silniejszą.

Następnie zgłosił się drugi chłop z są- siednej osady ,który oświadczył, że słyszał także dwie detonacje w górach.

M iejsce wypadku określa się na zacho- dnie stoki pasma górskiego Perim w szcze gólności stok Jeltope.

Praw dopodobieństwo odnalezienia ob­

sługi samolotu i pasażerów przy życiu je­

szcze istnieje. Poszukiwania na teryto- Iriach Grecji i Jugosławii trwają nadal.

W YRÓŻNIENIE PREZYDENTA R. P.

PRZEZ UNIW ERSYTET STRASBURSKI W ARSZAM A. Senat uniwersytetu w Strasburgu (Francja) nadał Prezydentowi R. P. prof. M ościckiemu dyplom doktora honoris causa. Dyplom wręczono ambasa­

dorowi R. P. Łukasiewiczowi.

KONCENTRACJA W OJSK FANCU- SKICH NA GRANICY PIRENEJSKIEJ.

Agencja Stefani podała w nocy z so­

boty na niedzielę wiadomość z Paryża o i koncentracji wojsk francuskich nad grani-

I ■ >- g Ipirenejską.

|j(iponsk(i propifldndswfiieinczGch wcpeszys>f ni

BERLIN. W Niemczech bawią dwaj Godo i r____ jwybitni Japończycy, wiceadmirał w stanie Takahash..

ce ciemnej bramy. Dla bezrobotnych. któ-BsPoczynku * b. minister handlu, dr. Takuo na akcję propagandowa,

' 1 L____ ________

Hstale podkreślając wspólnotę M iejmy nadzieję, że do rozpaczy nie

rzy po miesiącach pracy na robotach pu­

blicznych, znów powrócili do przymusowej bezczynności. Dla setek i tysięcy dzieci, które sinieją z zimna, bo nie mają ciepłej odzieży. I dla tych dzieci, które nie przy­

chodzą do szkoły, bo nie mają butów...

Ci wszyscy śledzą postępy zimy z lękiem, z rozpaczą.

puikownik sztabu generalnego i. Prowadzą oni bardzo ożywio- uzasadniającą

1^,———___ słuszność interesów japońskich w Chinach, .stale podkreślając wspólnotę zamierzeń M iejmy nadzieję, że do rozpaczy nieijapO".skicI’ ' ,n^‘»»eckich. Zapowiadają będzie powodu. Że Pomoc Zimowa, w któ-|r°Wni.eŹ. ca*k°™lte „uspokojenie44 akcji prowadzonej przez rej bierze udział całe społeczeństwo, w dru-|lł^ze(’1'vhiPon4’l<iej

gim roku swej aktywności spełni swe 2althlnczyków.

dania i zapobiegnie niszczycielskiemu dzia-S

laniu zimna i głodu. 88

, i z Paryża

powiedziano: Donoszą z Londynu, że we­

dług wiadomości, jakie otrzymało Foreigne Office ,koncentrują się wojska francuskie nad granicą pirenejską.

ZARAZY ZW IERZĘCE W NIEMCZECH.

BERLIN. „Reichsanzeiger4'’ zamiesz­

cza zarządzenie mające zapobiec zwalcza­

niu chroby zarazy racic i pyska. Zarządze­

nie zakazuje wywozu budła do Prus W schodnich. W ładze zanotowały w ostat­

nim tygodniu rozszerzenie się zarazy, któ­

ra objęła już 6458 zagród niemieckich.

(2)

Str. 2 G Ł O S M Nr 137

■■—■I

Rada Ministrów uchwaliła utworzyć

Sąd Apelacyjny w ToruniuUTSRQPONMLKJIHGFEDCBA

m ornego.

IMdm mliuM nilttu

.półdzielni m leczarskich przez stw o- czteroletniego planu, m ającego na Podług

m u tym przyjęto

sję parlam en- tarną.

m ornego oraz zm ian\ ustav nie lokatorów . P rojekt ten

M i ii is t rów

rum u

ospodarstw a rolnego stanow ią z m leka. W niektórych w oje-

stw ierdzić, że ponad 70 proc, legającego przerobow i w m le-

poziom u europejskie

GRANATNIK NA FON.

tych dniach odbyła się w C hełm ie lelsltum uroczystość przekazania A rm ii lego granatnika w raz z nabojam i, u- dow anego przez pracow ników B iura

lad Hiorzeiii we Wielkiej Wsi

stanie pomnik Władysław IV.

W IE LK A W IEŚ. W obrębie portu ry­

backiego w W ielkiej W si. m a stanąć w po­

bliżu m ola w schodniego, a u w jazdu na teren portow y, na specjalnym cokole, w m iejscu już w ybraym . w śród traw ników i klom bów , pom nik króla W ładysław a IV .

Pom nik m a uczcić tego króla, który jest zasłużonym tw órcą ,.A rm aty w odnej’*

przed w iekam i w Pucku i fortyfikacji o- bronnycłi na półw yspie H elskim , oraz u nasady H elu fortów : W ładyławow a i K a­

50 mil. na oddłużenie w Poznańskim i na Pomorzu

Jednym z najw ażniejszych projektów gospodarczych, jakie w niesie rząd do Sej­

m u i Senatu na nadchodzącą sesję zw yczaj­

ną, jest uchw alony w tych dniach przez R adę M inistrów projekt now eli do rozpo­

rządzenia Prezydenta R zeczypospolitej z

zim ierzów a.

Placów ki te znikły już z pow ierzchni zie­

m i, pozostał po nich jedynie słaby ślad ba- stjonu obronnego W ładysław ow a i W iel­

kiej W si, w postaci zasypanych fundam en ­ tów daw nej fortecy.

Pom nik m a stanąć w najbliższym cza­

sie, a odsłonięcie dokonane w dniu pośw ię­

cenia portu ridiackiego w W ielkiej W si.

Prace przygotow aw cze dla postaw ienia pom nika są już w toku.

października 1934 roku o obniżeniu zadłu­

żenia gospodarstw rolnych z tytułu należ­

ności funduszu obrotow ego reform y rol­

nej.

Przyjęto na ostatnim posiedzieniu R ady M inistrów projekt now eli podw yższenia u-

praw nienie m inistra do kw oty 50 m ilionów ' złotych. M a to um ożliw ić zakończenie ak­

cji oddłużeniow ej, prow adzonej z funduszu obrotow ego, w szczególności zaś przyspie­

szyć oddłużenie w łaścicieli osad rentow ych i nabyw ców ' tak zw anych osad anulacyj- ’ nych na terenie w ojew rództw zachodnich.

koło 1.900 listów , podczas gdy w m leczar­

ni pryw atnej przerób w ynosi 300 litrów . Tak m alv przerób jest dow odem nad­

m iernej konkurencji jak i niskiego stanu technicznego i finansow ego naszych m le­

czarni.

O bjaw em tego stanu jest niska jakość m asła, którego cena na rynkach zagranicz­

nych kalkuluje się taniej w porów naniu z ceną m asła innych krajów '. O statnio dzię­

ki inicjatyw ie państw a, popartej w ysiłkam i spółdzielczości, stw orzono podstaw y praw­

ne do przebudow y m leczarstw a oraz przy­

gotow ano w arunki finansow e, przez uru­

chom ienie 7-m ilionow ego kredytu inw esty­

cyjnego.

Jeżeli chodzi o spółdzielczość, to ośrod­

kiem prac stał się Zw iązek Spóldzieni R ol­

niczych i Zarobbcow o-G ospodarczych. któ­

ry koncentruje ponad 80 proc, w szystkich spółdzielni m leczarskich w Polsce. Zw ią­

zek ten obecnie podjął przebudow ę istnie-

ALAR}I KUPCÓH 'ŻYDOWSKICH.

Do II arszawij przybyły delegacje ludności żydowskiej z Płocka i ( zę- stochoroy, alarmując stołeczne organi­

zacje żydowskie o postępach akcji boj­

kotowej przeciwko żydom. .Miasta te sa ..pikietowane" i Żydzi od dłuż­

szego czasu prawie nic nie targują, co powoduje masową ucieczkę kupiectwa żydowskiego z tych miast.

MARJAN BRONISŁAWSKI

jJznmoiiing | y

Powieit sensacyjna na tle stosunków amerykańskich

g

Całym sw ym w yglądem spraw iał w ra­

żenie podróżnika lub kapitana okrętu, który po latach w alk z oceanam i osie­

dlił się w m ieście i zażywał w yw czasów , m ając dostateczne środki ku temu.

K ilkakrotnie przysiadała się la lub ow a Incerka do tego dziwnego gościa, ale natrafiała na bardzo grzjcczne, a nie m niej zimne przyjęcie. W takich razach bow iem człow iek z blizną na tw arzy dopijał w m ilczeniu swej lam p­

ki wilna, płacił rachunek i kłaniając się nieproszonej towarzyszce., wychodził.

M ike H arden żyw o zainteresow ał się tym nikom u nieznanym gościem „Raj­

skiego kącika“. Rychło się też prze­

konał, że tajem niczy gość nic zna się na w inach i bez szem rania w ypija fał­

szowane lury, podaw ane zamiast ory- ginalinych francuskich win, za jakie płaci.

Co to za jeden? — spytał raz G ro­

ty, która na rów ni z nim zaciekawiła się przybyszem . — N ikt go tu nie zna, przyjeżdża tram w ajem iniędzyrm iej- skim lub koleją i siedzi jak niemowa....

Jedno tylko zauw ażyłam ,— od­

pow iedziała m u m ałżonka, — że w pa­

truje się w Annę, jak sroka w kość.

Coś m i się zdaje, że ten jegomość m a apetyt na dziewczynę...

H arden zam yślił się głęboko.

Hm ... — odm ruknął po chw ili — być m oże. Chociaż nie w ygląda na ro­

m antycznego kaw alera. W każdym razie m uszę go jakoś w ybadać, poco on w łaś­

ciwie przychodzi.

Jakoż tego jeszcze w ieczora, gdy nie­

znajom y jak zw ykle w patryw ał się w tańczącą H aneczkę, do stolika podszedł gospodarz i kłaniając się grzecznie za­

gadnął:

D obry w ieczór panu... Czy po­

zw oli pan przysiąść się? W szystkie sto­

liki zajęte, a chciałbym choć raz w y­

pić szklaneczkę w ina w roli gościa, nie w łaściciela tego zakładu...

Proszę bardzo, niech pan siada — odparł zagadnięty i w skazał ręką w olne krzesło.

H arden usiadł i skinął na jedną z kelnerek.

Butelkę szampańskiego — rzekł krótko, a zw racając się do nieznajom e­

go, dodał z uśm iechem : — Spodziewam się, że pan m i nie odm ów i przyjemności poczęstow ania pana łampeczką szam­

pana?

— D ziękuję bardzo, ale...

Rozumiem w zupełności — prze­

rw ał H arden. — Pow inien byłem przed­

staw ić się przed zaproszeniem...

W stał i z ukłonem przedstawił się:

H arden, w łaściciel tej restauracji...

— W inters — odparł nieznajomy, w stając i podając rękę H ardenow i. — Bardzo m i przyjemnie poznać pana.

Cała przyjem ność po m ojej stro­

nie, panie W inters.

Po tej w ym ianie zw ykłych grzecz­

ności usiedli. Po chw ili na stale zjawił się srebrzony kubełek z lodem , z po­

śród którego w yglądała szyjka butelki, opleciona drutem . H arden nie pozwo- kelnerce przecinać drutu, tylko sam otw orzył butelkę i nalał w kieliszki per­

lącego się płynu.

N a zdrow ie, panie W inters —rzekł podnosząc kiolrlszek do góry. — Za pańską pom yślność!

N a zdrow ie! — odpowiedział W in­

ters.

W ypili rów nocześnie.

Teraz m ożem y sw obodnie poga­

dać — zaczął H arden. — Przepraszam bardzo, że jestem taki natrętny, ale chciiałem koniecznie poznać pana bli­

żej. Przypuszczam , że m ieszka pan w New Yorku?

— Tak. W róciłem niedaw no z dłu­

giej podróży i zam ieszkałem , prawdo­

podobnie na stałe, w tern m ieście.

A czy w olno w iedzieć, czem się pan zajmuje?

• Owszem . D aw niej byłem górnikiem i poszukiw aczem złota, a teraz w styd m i to powiedzieć, nie robię nic i w y­

poczywam po daw nych trudach.

— D oskonałe — zaśm iał się H arden.

To znaczy, że praca daw nych liat opłaciła się widocznie, skoro m oże pan teraz wypoczywać- Zazdroszczę panu...

—■ N iema czego. Ot, uciułało się co*- kolw iek, że w ystarczy na stare lata.

—• Chciałbym i ja kiedyś odpocząć sobie po tylu latach ciężkiej pracy, ale w ątpię, czy to kiedykolwiek się uda. Ciężkie czasy teraz, interes idzie m amie...

— No, tak bardzo źle znów nie jest

przerw ał m u W inters. — Gości m a pan zawsze pełno.

— • Ot, wiąże się końce z końcam i, ale o tern, żeby m ożna odłożyć cokolwiek, ani m ow y niema. Ale co tam m amy na­

rzekać, kiedy to nic nie jx>może... Ot, popatrzym y lepiej na nasze tancerki...

Ładne dziew czynki, co? — rzekł H ar­

den, przym rużając oczy.

— Niczego. Szkoda, że człow iek m a pięćdziesiątkę na karku.

— No, no... Znamy się na tem. W y­

gląda pan jak rydz.

— Ha, jakoś się człow iek trzym a jeszcze.

A jak się panu podoba panna Bur­

ke, nasza najlepsza tancerka? Ot, ta...

wiidzi ją pan? W łaśnie wychodzi z sali

— zagadnął H arden, w skazując ocza­

m i H aneczkę.

Śliczna. Inna jakaś niiż tam te dziew częta — odparł W inters, patrząc na H ardena jakimś dziwnym w zrokiem .

— W iduję ją co w ieczór i zachw ycam się jej tańcem .

N ie pan jeden jest nią zachw yco­

ny...

— W idzę i to, a naprawdę chciałbym , żeby przysiadła się kiedy do m ojego stolika. O grom nie m iłe dziecko...

N ic łatwiejszego, panie W inters.

Pow iem jej, że pan sobie życzy poroz­

m aw iać z nim. M ogę kazać jej przyjść do pańskiego stolika...

O, dziś już nie. Jeżeli pan taki ła­

skaw , proszę, żeby jutro przyszła, na chw ilkę do m nie. Przyjdę jak zwykłe w ieczorem . A teraz pozwioli pan, że zapłacę rachunek. Czas już na m nie...

W yjął z kieszeni m arynarki gruby portfel napełniony banknotam i i skinął na stojącą w pobliżu kelnerkę.

— Płacić! — rzdkł, kładąc na sto­

liku sit Odolanowy papierek.

— • Przepraszam — zaprotestow ał H ar­

den, w stając. — Dziś był pan m oim pryw atnym gościem i rachunek do m nie należy. Bardzo rad jestem , że pozna­

łem tak m iłego obyw atela i poczytuję sobie za zaszczyt, że w ypiłem z panem Lampkę wina.

W takim razie jutro postaram się odw zajemnić panu — odpow iedział W inters i rzuciwszy kelnerce suty na­

piw ek, pożegnał się z H ardenem i w y­

szedł z sali.

— Ciepła sztuka —• szepnął gospo­

darz sam do siebie. — Pieniędzy m a jak lodu i w ygląda na ogrom nie głupiego.

Tylko, skąd on się tu wziął? N ic in­

nego, tylko wszedł tu raz przypadkow o i zobaczyw szy dziewczynę, zadurzył się w niej, jak tylu innych. Tak czy ow ak, z takiego m ożna sporo skorzystać, ibo nieśm iały i, jak się zdaje, porządnie bogaty.

N a drugi dzień H arden pow iedział H aneczce, że m a aiię przysiąść do sto­

lika, który jej w skaże i zabawiać star­

szego pana, który m a bliznę na tw arzy.

— Jest to człowiek bardzo bogaty — rzekł — i zależy m i na tem, żebyś w rozm owie w ybadała, kto on w łaściwie jest i w jakim celu tu przychodzi. Ro­

zum iesz? Przy w inie języki się roz­

w iązują, w ięc nie w zdragaj się, gdy cię będzie nam awiał do picia,. i ciągnij go za język. A nic rób przy tem takiej pogrzebow ej m iny jak teraz. Zam iast rozw eselać gości, odbierasz im hum or, a tego ja nie znoszę...

N ie odpow iedziała ani słowa. W ie- dzdiała z doświadczenia, że staw ianie oporu wioli H ardena nie na w iele się przyda.

— W ięc pam iętaj, m asz być dla niego w esoła i uprzejm a — dodał opiekun i zakończył rozmow ę.

W inters zjawił się w ieczorem o zw y­

kłej porze, przed w ystępem H aneczki.

Nie siadł jednak przy w ejściu do sali, jak zaw sze, tylko w ybrał w iększy sto­

lik w rogu sali, zasłonięty cokolwiek dw om a w ielkiem i palmami. Zająw szy m iejsce, zamów ił sutą i w ykw intną ko­

lację na dw ie osoby, kilka flaszek w ina i kazał w strzym ać się z podaw aniem aż do końca w ystępu panny Burke.

(Ciąg dalszy w nast. num erze.) j

(3)

Nr 137 „GŁOSM Str 3

Wiadomości ciekawe z bliska i daleka

Śmiertelna bojka

wśród NiemcówZYXWVUTSRQPONMLKJIHGFEDCBA

K A R I I Z A . W E g e r to w ie p o w . k a r ­ tu s k ie g o o d b y w a ł a s ię z a b a w a t a n e c z ­ n a . u r z ą d z o n a p r z e z . ..J u n g l a n d b u n d " . w k tó r e j w z ię ło u d z ia ł o k o ło 5 0 0 o k o li­

c z n y c h N ie m c ó w . W c z a s ie z a b a w a

d o s z ło d o s p r z e c z k i p o in ię d z Ą w ła ś c i­

c ie le m lo k a lu , a b r a ć m i W i l l \ m i H e l-

Akcja pomocy zLnowej uspołecznia się

T O R U Ń . D e le g a c i w s z y s tk ic h i s t n ie j ą -

m u te m S e ll. k t ó r z \ m ie li z a p ł a c i ć p o z m a r ły m o jc u d ł u g w w \ s o k o ś c i 5 0 0 z l z a p o b r a n e p r z e z n ie g o n a p o j e a l k o h o ­ lo w e . —

W p e w n e j c h w ili w s p o m n ia n i b r a ­ c ia r z u c ili p r z e z o k n o n a s a lę p e t a r d ę w y w o ł u j ą c p o p ło c h i r o z p r a s z a j ą c ty m s a m y m u c z e s tn ik ó w z a b a w ą .

N a s tę p n ie w c ie m n o ś c ia c h s t a n ę ! ' । o b a j z n o ż e m u w y j ś c ia , m a s a k i i i j a j .

Jokażdejkawy:doiiarnistej.do zbożowej,oomieszanki-;1^^

iaiezy zawsze ..D o m ie s z lia F ltin d f tf l "M L

c y c h n a t e r e n i e P o m o r z a o r g a n i z a c y j s p o ­ łe c z n y c h o b r a d o w a l i w g m a c h u s t a r o s t w a k r a jo w e g o n a d f o r m ą o r g a n iz a c ji t e g o r o c z ­ n e j a k c j i p o m o c y z im o w e j. B a r d z o ż y w y u d z ia ł w o p r a c o w a n iu p la n u u s p o ł e c z n ie ­ n ia a k c j i n a t e r e n i e c a łe g o P o m o r z a w z ię­ li p r z e d s t a w i c ie l e o r g a n iz a c y j ..C a r it a s ’’

F e d e r a c j i Z w ią z k u O b r o n y O jc z y z n y . P . C . K ., H a r c e r s tw a , Z w ią z k u R e s ta u r a to ­ r ó w '. P o d k r e ś lo n o k o n ie c z n o ś ć u p o w s z e c h ­ n i e n ia a k c j i o r a z z m o b iliz o w a n ia w ty m r o k u w ię k s z y c h ś r o d k ó w , s łu ż ą c y c h d o z a ­ o p a t r z e n i a b e z r o b o tn y c h .

Niemiec hakatytta obrażał wojsko polskie

C H E Ł M N O . P r z e c iw k o d r u k a r z o w i W iif lin g o w i z „ C u lm e r Z e it u n g ’4 w ła d z e p o lic y jn e p r o w a d z ą d o c h o d z e n i a z a z n i e ­ w a g ę w o js k a p o ls k ie g o . M ia n o w ic ie w d n iu ł l l i s to p a d a b r . p o d c z a s Ś w ię ta N ie p o d l e ­ g ło ś c i p r z e c h o d z i ła g r u p a o f ic e r ó w r e z e r ­ w y i s łu ż b y c z y n n e j , z a k t ó r y m i w y p o w ie ­ d z ia ł te o b e lż y w e s ło w a „ D a s s in d d ie e c h t e n B o ls c h e w i k e n ’’ c z y li w p r z e t łu m a ­ c z e n iu p o ls k im : „ T o s ą p r a w d z i w i b o ls z e ­ w ic y. D z iw ić s ię n a le ż y , ż e o s o b n ik t e n k t ó r y j a d a c h le b p o ls k i i k o r z y s ta z w z g lę ­ d ó w n a r ó w n i z o b y w a t e l a m i p o ls k im i, o b ­ r a ż a w o js k o p o l s k i e , i d e n ty f i k u ją c je w s p o s ó b b e z c z e ln y z w o js k ie m b o ls z e w ic ­ k im . W y p a d e k t e n k t ó r y o b r a ż a r ó w n o c z e ­ ś n ie n a s z e u c z u c i a n a r o d o w e , s p o t k a s ię z n a le ż y tą r e a k c j ą . D a ls z e d o c h o d z e n ia p o ­ lic y jn e w ' to k u .

T A J E M N IC Z Y W Y B U C H P IE C A .

Odłamki kafli zraniły kobietę.

Ś W I E C I E . ii. W . W m i e s z k a n iu f r y z j e ­ r a F o r tu ń s k i e g o w Ś w ie k a to w ie z n i e u s t a ­ lo n y c h p r z y c z y n w p i e c u k a f lo w y m n a s t ą ­ p i ł w y b u c h , k t ó r y r o z s a d z ił p ie c n a d r o b n e k a w a ł k i . Z n a jd u j ą c a s ię w p o k o ju p . F o r -

t u ń s k a d o z n a ła l e k k ic h o b r a ż e ń o d o d ł a m ­ k ó w k a f l i . P i e c b y ł n o w y j e d n a k k i lk a r a ­ z y ju ż w n im p a l o n o .

Z LITWY NA OSI WAGONU CHCIELI POJECHAĆ DO AFRYKI.

C H O J N I C E . — N a t u te js z y m d w o r c u p r z y t r z y m a n o d w ó c h o s o b n ik ó w , k t ó r z y n a g a p ę o d b y li p o d r ó ż p o c ią g ie m z M a l- b i o k a ( P r u s y W s c h o d n i e ) , a ż d o C h o jn ic i to w s p o s ó b c o ś k o l w i e k n ie w y g o d n y , b o p o d w a g o n e m n a o s i.

O k a z a ło s ię , ż e b y li to o b y w a t e le l i­

te w s c y z K ła jp e d y 2 8 - le tn i P a w e ł B a b iś , z z a w o d u m u r a r z i 1 6 - I e tn i m a r y n a r z B a z y li K u c in k e s . C h o j n ic e n ie b y ły c e le m p o d r ó­ ż y , g d y ż j a k z e z n a l i, z a m i e r z a li o n i d o t r z e ć w t e n s p o s ó b d o A f r y k i . T y m c z a s e m p r z e­ k a z a n o ic h s ą d o w i.

RĘKA PRZYMARZŁA ROBOTNIKOWI DO ŻELAZNEJ SKRZYNI.

G D Y N I A . B e r n a r d J a n k o w s k i z a tr u d­ n io n y w m a g a z y n a c h C h ło d n i p o r t o w e j , p r a c u j ą c w j e d n e j k o m ó r c e o n i s k ie j t e m ­ p e r a tu r z e J a n k o w s k i d o t k n ą ł s ię r ę k ą m e ­ ta lo w e g o o k u c ia s t o ją c e j ta m s k r z y n i . S k u t e k b y ł n i e o c z e k iw a n y . R ę k a f o r m a l n ie p r z y r n a r z ła d o ż e l a z a , ż e z w ie lk im w y s ił­

k ie m z d o ła ł s ię u w o ln ić z p o d s t ę p n e g o c h w y tu z im n a . U w o l n i e n i e to b y ło j e d n a k b o le s n e , g d y ż r o b o tn i k z d a r ł s o b ie z u p e ł­

n ie s k ó r ę z d ł o n i. J a n k o w s k i z g ło s ił s ię d o a m b u l a to r iu m p o g o to w n a , g d z ie z a ło ż o n o m u o p a t r u n e k .

Napad rabunkowy

na posłańca pocztowego

I ( Z E W . N a p o s ła ń c ć i p o c z to w e g o p . F r a n c is z k a G r a b o w s k i e g o p r z y w o ż ą c e g o p o c z tę z I c z e w a d o R u k o s in a . d o ­ k o n a n o d n . 1 9 b m . o h y d n e j n a p a ś c i r a ­ b u n k o w e j . N ie z n a n y b a n d y t a , z a c z a ­ jo n y tu ż o b o k m a j ą t k u S t a n i s l a w ia o d d a l z u p e łn ie z b l i s k a s t r z a ł d o j a d ą - c e g o r o w e r e m p o s ła ń c a , r a n i ą c g o c ię ż ­ k o w c z o ło p o n a d p r a w y m o k ie m . N a ­ p a d n ię t y s p a d ł z r o w e r u , p o c z y m o w ła s n y c li s ila c h z d o ła ł d o w le c s ię n a p o d w ó r z e m a j ą t k u , g d z ie w y c z e r p a n y u t r a t ą k r w i i r a n ą w g ło w ic , z e m d la ł.

B a n d y t a s p ło s z o n y w id o c z n ie a u ­ te m . n a d j e ż d ż a j ą c y m z G o r d z is z e w a . z b ie g i. W d o m u p . i n s p e k t o r a D i r k s e n a u d z ie lił r a n n e m u a b s o lu c ji i n a m a ś c ił g o O l e j a m i ś w . k s . p r ó b . P ie c h o w s k i z L u b is z e w a . k t ó r \ w n i e s p e ł n a 1 0 m in u t p o w y p a d k u z n a la z ł s ię n a m ie js c u .

N ie b a w e m p r z y b y ł z I c z e w a D r K o r p o le w s k i i l e k a r z p o w i a t o w y . P o z ło ż e n iu p r o w i z o r y c z n e g o o p a t r u n k u , r a n n e g o p r z e w ie z io n o d o s z p i t a l a w

P o z e w ie .

Hipnotyzm obroną przeciwko podatkowi

świata

ŁAMIGÓWKI GDAŃSKIE

G D A Ń S K . Z in ic ja ty w y g d a ń s k ie g o p r z y w ó d c y h i tl e r o w c ó w F o r s te r a o d b ę d z ie s ię n a t e r e n i e R z e s z y n i e m ie c k i e j w c ią g u n a jb liż s z y c h t r z e c h m ie s ię c y p o n a d 1 5 0 m a s o w y c h z e b r a ń , n a k tó r y c h p r z e m a w ia ć m a ją g d a ń s c y d z ia ła c z e h i t le r o w s c y . W i e l­

k a ta a k c j a p r o p a g a n d o w a w R z e s z y m a s k ie r o w a ć u w a g ę w s z y s tk ic h N ie m c ó w n a G d a ń s k . A k c ja b ę d z i e r o z p o c z ę ta w n a j­ b liż s z ą n i e d z ie l ę o t w a r c i e m w y s ta w y w M o - n a s t e r z e , w W e s t f a li i p t , ..P o l i t y c z n y G d a ń s k "’.

U r z ę d o w y ..D a n z i g e r V o r p o s te n " p o d a * j e , ż e m a s ó w k i te m u s z ą w s z y s tk ic h N ie m ­ c ó w ' p r z e k o n a ć , iż „ n i e m i e c k i w s c h ó d p r z e d s ta w i a d la n a r o d u n i e m i e c k i e g o b a r ­ d z o w ie lk ą w a rt o ś ć . G d a ń s k o c z y w iś c ie n a ty m ..n ie m ie c k im w s c h o d z ie ” j e s t o b i e k ­ te m n a j w a ż n ie j s z y m .

D o p r o k u r a to r a S ą d u O k r ę g o w e g o w p ły n ę ła w ty c h d n i a c h n i e z w y k l e s e n s a ­ c y j n a s k a r g a u r z ę d n i k a s k a r b o w e g o p r z e ­ c i w k o le k a r z o w i w a r s z a w s k ie m u p . K .

D o k t ó r y K . b y ł w e z w a n y d o u r z ę d u s k a r b o w e g o w s p r a w a c l i p o d a t k o w y c h , s p r a w ę z a ła tw ił i w y s z e d ł.

P o k i lk u d n i a c h u r z ę d n i k s p o s t r z e g ł, ż e n a p o d a n iu z ło ż o n y m p r z e d k i l k u d n i a­ m i p r z e z l e k a r z a f i g u r u je je g o d e c y z ja n ie z g o d n a z u p e ł n i e z p r a w e m i c a łk o w ic ie

p r z e s ą d z a j ą c a s p r a w ę n a r z e c z l e k a r z a . — P r z e s tr a s z o n y u r z ę d n i k t w ie r d z i w s w e j s k a r d z e , ż e p a d l o f ia r ą h y p n o t y z e r a , g d y ż n ie z d a j e s o b ie s p r a w y , w j a k i s p o s ó b z l e ­ k a r z e m s p r a w ę z a ł a tw ia ł .

P r o k u r a t o r n a k a z a ł p r z e p r o w a d z e n i e d o c h o d z e n i a . L e k a r z t w ie r d z i , iż b y ł u u - r z e d n ilk a w t o w a r z y s t w ie o s o b y t r z e c i e j i o ż a d n y m w y m u s z a n iu d e c y z ji m o w y b y ć n ie m o ż e , p o t w ie r d z a to r ó w n i e ż ś w ia d e k .

NIEMCY BUDUJĄ 52 NOWE OKRĘTY WOJENNE.

B E R L I N . W e d łu g d a n y c h , u j a w n io n y c h w ś w ie ż o w y d a n y m R o c z n ik u F l o ty N ie ­ m ie c k ie j n a r . 1 9 3 8 z n a jd , s ię w ' b u d . 2 n o­ w e o k r ę t y b o j o w e p o 3 5 ,0 0 0 t o n , d w a l o t­

n is k o w c e p o 1 9 .0 0 0 to n u , j e d e n k r ą ż o w n i k t y p u ..A d m ir a ł H ip p e r z t. z w . ..k r ą ż o ­ w n ik ó w k ie s z o n k o w y c h " 4, d w a l e k k i e k r ą­ ż o w n ik i p o 1 0 .0 0 0 to n . s z e ś ć k o n t r t o r p e - d o w c ó w p o 1 .8 0 0 to n , 1 2 t o r p e d o w c ó w i 1 2 p o ła w ia c z y m in , 1 5 ło d z i p o d w o d n y c h .

Korba zmiotła robotnika portowego BENZYNA Z OLEJÓW ROŚLINNYCH.

do morza

W p o r c ie g d y ń s k im w y d a r z y ł s ię t r a ­ g ic z n y w y p a d e k , k t ó r y p o c i ą g n ą ł z a s o b ą ś m ie r ć m ło d e g o r o b o tn i k a .

P r z y „ S k a r b o p o l u44 p r z e s u w a n o b a r k ę f ir m y „ B e r g t r a n s‘‘ z u r z ą d z e n i a m i d ź w ig o -

Z o r g a n i z o w a n o n ie z w ło c z n ie a k c ję r a ­ to w n ic z ą , k t ó r a n ie d a ła j e d n a k ż a d n e g o r e z u l ta t u . R ó w n ie ż n u r e k , k t ó r y o p u ś c ił s ię n a d n o b a s e n u , m im o c a ło d z i e n n \ c h p o s z u k i w a ń n ie o d n a l a z ł c i a ł a n i e s z c z ę ś l i­

w e g o .

R Z Y M . W ł o s i z n a le ź li w A b is y n ii r o ­ ś lin ę C a n d e l a b r u m e u p h o r b i a s , k t ó r e j s o ­ k i z a w ie r a ć m a ją 6 0 p r o c , p a l n y c h o le jó w , z k t ó r y c h p r o d u k o w a n a t a k ż e b y ć m o ż e b e n z y n a . I n ż y n i e r o w i e w ło s c y p r z y s tą p i li ju ż d o p r z e p r o w a d z e n i a a n a li z o r a z d o - ś w ia d e z e ń .

- e -

w y m i, w k i e r u n k u n a b r z e ż a d u ń s k i e g o . P r z y s t e r z e z n a jd o w a ł s ię 2 3 - le tn i r o b o t n i k i

J o a c h i m K u c h ta . W p e w n e j c h w ili k o r b a j W W

w y r w a ła s ię z r ą k K u c h ty i u d e r z y ła g o B SU S fB C®BBS fS BiS SB SSUL S

w b r z u c h . R o b o t n ik z a c h w ia ł s ię i p a d ł n a (

p o k ł a d . W ó w c z a s n a s t ą p ił o d r u g i e u d e r z e - D o ś ć n i e z w y k ł ą p r z y g o d ę m ia ł p e w ie n — B e r l i n a . N a g le w ś w ie tle r e f l e k to r ó w z a u - n ie i n ie s z c z ę ś liw y w ry l e c i a ł z a b u r t ę d o i k u p i e c b e r li ń s k i , k t ó r y w s p a n i a ł ą a u t o s tr a -

w o d y g ł ę b o k i e j w ty m m i e j s c u n a 1 2 m . | d ą w r a c a ł n o c ą d o d o m u z M a g d e b u r g a d o

Mały osiołek wiezie do lecznicy chorego przyja cielą wńelkiego wielbłąda.

w a ż y ł o n s t a d o d z i k i c h ś w iń w ilo ś c i o k o ło 1 5 s z tu k . A u t o j e d n a k b y ło z a b lis k o b y m ó c w y m in ą ć p r z e s t r a s z o n e z w ie r z ę ta . W o s t a tn i e j c h w ili u d a ło s ię k i e r o w c y z a tr z y­ m a ć s a m o c h ó d . M im o to j e d n a z e ś w iń s k o ­ c z y ła n a s a m o c h ó d , w y b iła s z y b ę w p r z e d n i e j c z ę ś c i w o z u i u tk w iła w n i e j z k r w a­ w ią c y m i r a n a m i s z y i. K u p ie c u j r z a w s z y n a ­ g le p r z e d s o b ą k ła p ią c y z ę b a m i p y s k r o z ­ ju s z o n e j ś w in i, t a k s ię p r z e r a z ił , ż e w y s k o ­ c z y ł z s a m o c h o d u . Z w d e r z ę u w o l n i ło s ię s a ­ m o z m a t n i i u c ie k ło d o la s u , g d z ie k i lk a m i n u t p ó ź n ie j z n a le z io n o je n i e ż y w e z p o­ w o d u u p ły w u k r w i. B y ł to d o ś ć d u ż y o k a z , w a g i o k o ło 2 0 0 k g . Z r o z k r w a w io n ą s z y ją z w ie r z ę b ie g ło je s z c z e p r z e s z ł o k i l o m e tr , p o d ą ż a j ą c z a t r z o d ą s p ło s z o n ą p r z e z s a m o ­ c h ó d .

„Uświadomiony przedpoborowy —■ to przyszły wzorowy żołnierz

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :