T Dziwny jest ten œwiat

19  Download (0)

Full text

(1)

T

ak – to spostrze¿enie naszego barda jest bardzo prawdziwe. Z jednej stro- ny istnieje œwiat w swej trójwymiarowej postaci materialnej, ale z drugiej – trwa w czasie i rz¹dzi siê przypadkami. Poza œwiatem materii ¿yje w cz³owieku rów- nie¿ ca³a sfera uczuæ, œwiat ducha. A tak nawiasem, bliska nam matematyka twier- dzi, ¿e istniej¹ obiekty n-wymiarowe – czy¿by inne œwiaty?

Takie myœli ponadczasowe, ale zwi¹- zane g³ównie w³aœnie z czasem i losem, towarzyszy³y mi, gdy niedawno – w mroŸ- ny dzieñ styczniowy tego roku – by³em jednym z licznych, którzy na Cmentarzu Srebrzysko w Gdañsku oddawali ostatni¹ pos³ugê œp. Piotrowi Wildemu, znanemu w œwiecie nauki profesorowi, bliskiemu wielu z nas cz³owiekowi.

S¹dzê, ¿e pe³niejszy ¿yciorys Zmar³e- go przedstawiony zostanie w innym miej- scu i przez kogoœ innego. Co do mnie, ograniczê siê tu tylko do kilku luŸnych, subiektywnych refleksji.

Tak wiêc, postêpuj¹c za trumn¹ Zmar-

³ego, pomyœla³em sobie, ¿e pewnie jestem

¿a³obnikiem, który pamiêta Go najd³u¿ej z obecnych. Los bowiem sprawi³, ¿e za- raz po wyzwoleniu Torunia, które nast¹- pi³o 1 lutego 1945 r., spotkaliœmy siê w tym mieœcie jako m³odzi ch³opcy – w dru- giej klasie gimnazjalnej Pañstwowego Gimnazjum i Liceum im. Miko³aja Ko- pernika, szko³y podtrzymuj¹cej tradycje za³o¿onego jeszcze w r. 1568 gimnazjum, od r. 1594 – gimnazjum akademickiego.

W r. 1945 nasza szko³a nie dzia³a³a jesz- cze w swej przedwojennej siedzibie; ów budynek by³ wówczas jednym z kilku zor- ganizowanych w Toruniu szpitali przyfron- towych Armii Czerwonej. Miasto sta³o siê wa¿nym oœrodkiem wszechstronnej obs³u- gi frontu – trwa³y przecie¿ gwa³towne boje na Wale Pomorskim, o pobliski Grudzi¹dz i o Gdañsk. Dlatego bywa³o, ¿e my ucznio- wie – ucz¹c siê i pomagaj¹c w organizacji szko³y za dnia – musieliœmy w nocy udzie- laæ siê przy prze³adunku zaopatrzenia dla wojska, g³ównie amunicji artyleryjskiej, z poci¹gów na samochody. Ten pierwszy bardzo intensywny okres naszej wspólnej nauki zakoñczy³ siê w lipcu 1945 r., kiedy to otrzymaliœmy promocjê do III klasy gim- nazjum. Na jesieni 1945 r. nasze drogi ro- zesz³y siê. Œp. Piotr uczy³ siê nadal w „ko-

pernikañskim” gimnazjum i liceum w To- runiu, a ja „wyl¹dowa³em” w Grudzi¹dzu, dok¹d mój ojciec – pracownik PKP – otrzy- ma³ przeniesienie s³u¿bowe. Jednak¿e, œp.

Piotr i ja uzyskaliœmy maturê w tym sa- mym roku 1949.

Okaza³o siê, ¿e tego¿ roku, te¿ równo- czeœnie, podjêliœmy studia wy¿sze, ale w ró¿nych oœrodkach. Œp. Piotr – chyba ze wzglêdów rodzinnych – uda³ siê na Wy- dzia³ In¿ynierii L¹dowo-Wodnej Szko³y In¿ynierskiej w Szczecinie, a ja – na po- dobny wydzia³ w Politechnice Gdañskiej.

Studia by³y wówczas dwustopniowe; koñ- cz¹c pierwszy stopieñ, uzyskaliœmy dy- plomy in¿yniera.

Po kilkuletniej przerwie przypadek sprawi³, ¿e spotkaliœmy siê ponownie w r.

1953, tym razem w Gdañsku na studiach magisterskich na Wydziale Budownictwa L¹dowego Politechniki Gdañskiej. Studio- waliœmy konstrukcje in¿ynierskie w spe- cjalnoœci budowy mostów. Obaj mieliœmy nawet tego samego promotora pracy ma- gisterskiej, którym by³ znany profesor Sta- nis³aw B³aszkowiak; dyplom magistra in-

¿yniera otrzymaliœmy w lutym r. 1955.

Warto tu wspomnieæ, ¿e nasze prace dyplomowe nie by³y wówczas typowe. Œp.

Piotr podj¹³ temat stricte naukowy, doty- cz¹cy teorii mostów zakrzywionych w pla-

nie, a moja praca – monografia nt. pe³no- œciennych metalowych mostów ³ukowych – mia³a charakter bardziej dydaktyczny. Tê bodaj pierwsz¹ par excellence naukow¹ pracê œp. Piotra pragnê tu podkreœliæ szcze- gólnie. Opracowana dla potrzeb wydaw- niczych pt. „Belki krzywoliniowe z profili cienkoœciennych otwartych”, zosta³a w r.

1956 opublikowana w „Archiwum Mecha- niki Stosowanej”, czo³owym piœmie tego typu w Polsce, za³o¿onym w Gdañsku przez profesora Witolda Nowackiego w r.

1949. Praca ta zosta³a doceniona na arenie miêdzynarodowej, tak¿e w „biblii” teorii prêtów cienkoœciennych znamienitego ro- syjskiego uczonego W. Z. W³asowa, wy- danej w r. 1959 i przet³umaczonej m.in. na j. angielski (1961), francuski (1962) i nie- miecki (1964/1965). Tak zaczê³a siê wspa- nia³a kariera naukowa œp. Piotra.

Tymczasem, w Politechnice Gdañskiej g³oœno by³o wówczas o szkole naukowej profesora Witolda Nowackiego, który w la- tach 1945-1952 kierowa³ Katedr¹ Mecha- niki Budowli, a po przejœciu do Polskiej Akademii Nauk w Warszawie utrzymywa³ z Katedr¹ nadal liczne wiêzy nieformalne.

W tych pionierskich latach zgromadzi³ wokó³ siebie liczn¹ kadrê równie uzdolnio- nych co wartoœciowych ludzi, tworz¹c w swej specjalnoœci czo³owy zespó³ naukowy w kraju. Nasze pokolenie, dyplomowane w r. 1955, mia³o tego oczywist¹ œwiadomoœæ.

Dlatego nie mo¿na siê dziwiæ, ¿e œp. Piotr rozpocz¹³ sw¹ pracê zawodow¹ w³aœnie w tej Katedrze. W rok póŸniej, tj. w r. 1956,

Dziwny jest ten œwiat

Przemija bowiem postaæ tego œwiata (1 Kor 7:31)

Hans Schmithals: P³acz¹ca wierzba (ok. 1904). Wg Leksykonu malarstwa (red. S³awomir Gi- bek), Muza SA, Warszawa 1996

(2)

tak¿e ja do³¹czy³em do sk³adu osobowego Katedry, wchodz¹c w ten sposób w bliski kontakt ze œp. Piotrem po raz trzeci.

W owym czasie i w póŸniejszym okre- sie pod kierownictwem profesora Roma- na Kazimierczaka, nasza Katedra Mecha- niki Budowli by³a pewnym wydarzeniem nie tylko w sferze nauki, ale cieszy³a siê tak¿e powszechn¹ s³aw¹ miejsca, gdzie wszyscy pracownicy – niezale¿nie od swego statusu – byli sobie wzajmenie bar- dzo ¿yczliwi. Dlatego wszyscy te¿ mogli siê niezwykle skutecznie rozwijaæ. By³a to atmosfera jedyna w swoim rodzaju, nie znajduj¹ca dziœ sobie podobnej.

Id¹c po linii dociekañ naukowych pro- fesora Witolda Nowackiego, œp. Piotr po- œwiêci³ siê teorii p³yt. Ju¿ w r. 1958 obro- ni³ pracê doktorsk¹ pt. „P³yta z cienko- œciennymi ¿ebrami niesymetrycznymi”, a w r. 1964 – rozprawê habilitacyjn¹ pt.

„Pokrytyczne zachowanie siê cienkich p³yt o brzegach swobodnych spowodowa-

ne stacjonarnym polem temperatur”; pro- fesorem zosta³ w r. 1972.

Nawi¹zuj¹c tu do pewnych aspektów naszego równoleg³ego ¿ycia, wypada mi wspomnieæ, ¿e swoje badania poœwiêci³em teorii prêtów cienkoœciennych, które w Katedrze zapocz¹tkowa³ profesor Ryszard D¹browski. Œp. Piotr by³ bieg³y równie¿ w tej dziedzinie i w owym czasie nie szczê- dzi³ mi swych rad i wskazówek. Doktorat uzyska³em w r. 1964, habilitacjê – w r.

1968, a profesorem zosta³em – w r. 1978.

Na tym mo¿na by zakoñczyæ analizê na- szych wspólnych losów, bo w r. 1974 œp.

profesor Piotr Wilde przeniós³ siê do Insty- tutu Budownictwa Wodnego Polskiej Aka- demii Nauk w Gdañsku, obejmuj¹c tam¿e stanowisko dyrektora. Oczywiœcie spotyka- liœmy siê nadal, ale ju¿ znacznie rzadziej.

Tym niemniej, istniej¹ w naszych

¿yciorysach jeszcze dwa podobieñstwa:

l ka¿dy z nas o¿eni³ siê ze studentk¹ po- znan¹ w trakcie swej pracy w Politech-

nice Gdañskiej (i ka¿dy sta³ siê ojcem czworga dzieci);

l obaj wêdrowaliœmy w przesz³oœci „za chlebem” do Iraku, pracuj¹c na tam- tejszych uniwersytetach: œp. Piotr – w latach 1967-1970 w Basrze; ja – w la- tach 1965-1966 w Bagdadzie i – w la- tach 1970-1973 w Mosulu.

Dziwny jest zatem ten œwiat, który kaza³ nam na naszej drodze ¿yciowej w przesz³o- œci spotykaæ siê i oddalaæ, notowaæ podob- ne zdarzenia w czasie i przestrzeni. Teraz wypad³o mi po¿egnaæ œp. Piotra w tym do- czesnym ¿yciu. Niech spoczywa w pokoju.

Kiedy paralelne do tego zdarzenie eg- zystencjalne stanie siê moim udzia³em?

Zbigniew Cywiñski, Emerytowany profesor PG PS. Wszystko siê dziwnie plecie

Na tym tu biednym œwiecie, (...) (Jan Kochanowski: Ks. I, Pieœñ 9)

JM Rektor wrêcza Szanownym Jubilatom Medal za Zas³ugi dla Politechniki Gdañskiej Fot. Jerzy Kulas

K

lub Seniora Politechniki Gdañskiej z wielkim smutkiem przyj¹³ wiado- moœæ o œmierci Pana Henryka Matliñskie- go – Kierownika sto³ówki w Oœrodku Wy- poczynkowym w Czarlinie.

By³ zwi¹zany w Politechnik¹ Gdañsk¹ od ponad 40 lat. Wraz ze swoj¹ ¿on¹ Mari¹ prowadzi³ firmê gastronomiczn¹, która

Wspomnienie o Henryku Matliñskim

przez ca³y ten okres zajmowa³a siê ¿ywie- niem pracowników w sto³ówce znajduj¹- cej siê na terenie Politechniki i ¿ywieniem wczasowiczów w Oœrodku Wypoczynko- wym w Czarlinie.

Wszyscy odpoczywaj¹cy w Oœrodku darzyli Pañstwa Matliñskich wielk¹ wdziêcznoœci¹, i to nie tylko za bardzo

dobr¹ kuchniê, ale i za to, ¿e zawsze z wyj¹tkow¹ trosk¹ i delikatnoœci¹ opieko- wali siê oni wszystkimi bez wyj¹tku

„wczasowiczami”. Jednak najwiêksz¹ troskê i opiekê okazywali najstarszym naszym by³ym pracownikom Uczelni – seniorom, którzy czuli siê bardzo bez- pieczni, pewni ¿e zawsze otrzymaj¹ wy- j¹tkow¹ opiekê za strony Pañstwa Ma- tliñskich, którzy nie szczêdzili im nigdy ani czasu, ani tej opieki w ka¿dej potrze- bie i o ka¿dej porze.

Politechnika Gdañska straci³a bardzo oddanego, wyj¹tkowo uczciwego, wspa- nia³ego Cz³owieka.

Mamy nadziejê, ¿e Pani Maria Matliñ- ska bêdzie kontynuatork¹ tych dobrych doœwiadczeñ wspó³pracy z Politechnik¹ Gdañsk¹ i maj¹c takie du¿e doœwiadcze- nie w bran¿y gastronomicznej, poprowa- dzi nadal tê firmê ku zadowoleniu nas Seniorów i wszystkich wczasowiczów ko- rzystaj¹cych ze sto³ówki w Oœrodku Wy- poczynkowym w Czarlinie.

Rektor i Kierownictwo Uczelni oceni- li bardzo wysoko wk³ad pracy Pañstwa Matliñskich i w roku 2003 uhonorowali Ich Medalem za Zas³ugi dla Politechniki Gdañskiej na jubileuszowym spotkaniu z okazji 40-lecia pracy na Politechnice Gdañskiej.

Gizella Bober Przewodnicz¹ca Klubu Seniora Politechniki Gdañskiej

(3)

Z

adanie przypomnienia i utrwalenia s³owem pisanym ogromnego wysi³- ku Pionierów, którzy od 1945 roku w zruj- nowanym, ale ju¿ naszym, polskim Gdañ- sku budowali Politechnikê Gdañsk¹, posta- wi³ Przewodnicz¹cy Rady Programowej Ju- bileuszowego Roku Akademickiego 2004/

2005 profesor Janusz Rachoñ. Uczyniono mnie odpowiedzialnym za realizacjê tego ambitnego i niezmiernie interesuj¹cego przedsiêwziêcia. Pocz¹tki jednak nie by³y

³atwe. Okaza³o siê, ¿e „tradycyjne” meto- dy pracy w tym przypadku siê nie spraw- dzaj¹. Osób chêtnych do napisania tekstu wspomnieniowego o swoim profesorze, kierowniku katedry, by³o niewiele. Trzeba wiêc by³o zacz¹æ dzia³aæ niekonwencjonal- nie, zorganizowaæ zespó³ roboczy, który z pasj¹ i poœwiêceniem zajmowa³by siê tyl- ko tym tematem. Takie osoby uda³o mi siê znaleŸæ. Pierwsz¹ z nich by³a mgr Danuta Siemiñska, z któr¹ przez trzy tygodnie pra- cy, w lipcu 2002 roku, uda³o siê powiêk- szyæ liczbê autorów wspomnieñ z dwudzie- stu kilku do stu szeœciu. Zaowocowa³y lata pracy pani Danusi w Pracowni Historii i jej doskona³a znajomoœæ œrodowiska oraz umiejêtnoœæ rozmowy z ludŸmi.

Nap³ywaj¹ce teksty by³y nieraz dale- kie od oczekiwañ. Trzeba wiêc by³o roz- mawiaæ z autorami i wyjaœniaæ im, na czym tak naprawdê nam zale¿y i na co nie mo¿emy przystaæ. Trudne to by³y roz- mowy. Ponadto, my sami jeszcze nie wie- dzieliœmy, jak powinna wygl¹daæ ca³oœæ.

A jednoczeœnie zdawaliœmy sobie sprawê,

¿e mamy moralny wrêcz obowi¹zek oca- liæ od zapomnienia ogromny trud i po- œwiêcenie wielkich ludzi tamtych czasów – profesorów naszej Uczelni. Bez nich, jak mawia Rektor, prof. Janusz Rachoñ, nas dzisiaj tutaj by nie by³o!

Dziêki materia³om gromadzonym od lat w Pracowni Historii PG, dziêki kon- taktom, g³ównie pani Danusi w latach osiemdziesi¹tych i dziewiêædziesi¹tych, z naszymi nie¿yj¹cymi ju¿ dzisiaj profeso- rami, mo¿na by³o zaproponowaæ osta- teczn¹ konstrukcjê i uk³ad ksi¹¿ki, która z czasem, z racji swej zawartoœci i objêto- œci, sta³a siê ksiêg¹.

Zrezygnowaliœmy mianowicie z plano- wanego wczeœniej zamieszczenia w ksiê- dze dzisiejszych ocen tamtego czasu. Nie da siê ukryæ, ¿e nosimy w sobie zró¿nico-

wane, czêsto diametralnie, oceny nie tyl- ko naszej polskiej historii, ale tak¿e hi- storii politechniki w Gdañsku, jak i Poli- techniki Gdañskiej. Móg³bym daæ na to przyk³ady. Jednoczeœnie, mimo zró¿nico- wania w tym zakresie, byliœmy w naszej pracy razem.

Postanowiliœmy wiêc, ¿e o pocz¹tkach Politechniki Gdañskiej opowiedz¹ w ksi¹¿ce sami Pionierzy, osoby, które

Uczelniê tworzy³y. To ich s³owami uda³o siê ukazaæ racje i powody, dla których przyjechali do Gdañska mimo trudnych, wojennych prze¿yæ, nie najlepszego zdro- wia, czy zaawansowanego wieku. To oni opisali trudny czas i wielkie chwile, jaki- mi by³y pierwsze inauguracje. To wresz- cie Oni sami wypowiedzieli siê na temat:

czy mury by³y wa¿ne, czy wa¿niejsi byli ludzie. I dlatego jeden z rozdzia³ów nosi tytu³ „To ludzie tworzyli tê Uczelniê”.

Wszystkie te zagadnienia, po latach, ci¹- gle jeszcze wzbudzaj¹ nasze emocje.

Patrz¹c z perspektywy kilku minionych miesiêcy od zakoñczenia pracy, bardzo siê

„Pionierzy Politechniki Gdañskiej”

РgarϾ refleksji

Fot. Krzysztof Krzempek, Leszek Noworyta

(4)

cieszê, ¿e mia³em mo¿liwoœæ zapoznania siê i bezpoœredniego kontaktu z wieloma osobami, szczególnie tymi, które znaj¹ Politechnikê Gdañsk¹ prawie od samych jej pocz¹tków, bêd¹c wówczas studenta- mi b¹dŸ pracownikami.

Stopniowo wp³ywa³y od autorów tek- sty, które trzeba by³o weryfikowaæ, zarów- no pod wzglêdem merytorycznym, jak i redakcyjnym. Wielokroæ okazywa³o siê, jak bardzo pamiêæ ludzka jest ulotna, tym czêœciej wiêc siêgaliœmy do Ÿróde³, czyli teczek akt osobowych, ¿yczliwie nam udostêpnianych przez panie z Archiwum Politechniki Gdañskiej.

Zak³adaliœmy pocz¹tkowo wprowadze- nie krótkich notek biograficznych o ka¿- dym z bohaterów wspomnieñ. Tego nie³a- twego zadania podj¹³ siê dr Janusz Ciem- no³oñski. Potraktowa³ zadanie z du¿o wiêk- szym rozmachem, w³o¿y³ w nie olbrzymi¹ pracê poszukiwawcz¹ w archiwach, kon- frontowa³ znalezione dane z tymi ze wspo- mnieñ. Przekona³ nas do tego, by ka¿dy biogram by³ uzupe³niony nie tylko fotogra- fi¹, ale tak¿e podpisem bohatera. Powsta³a nowa cenna ca³oœæ. Na szczêœcie powsta-

³a, bo osi¹gniêcie tak wyznaczonego celu okaza³o siê bardzo trudne.

Praca nad tekstami, któr¹ wykonywa- liœmy wspólnie z pani¹ Danusi¹, choæ nie-

³atwa i odpowiedzialna, dostarcza³a nam, pierwszym czytelnikom, sporo satysfak- cji i zadowolenia. Dobre teksty naprawdê nas cieszy³y.

Materia³ów przybywa³o, monografia (bo tak pocz¹tkowo j¹ nazywaliœmy) ro- s³a, a czas mija³ nieub³aganie i coraz czê- œciej zadawaliœmy sobie pytanie, czy zd¹-

¿ymy? Oczywiœcie mowy byæ nie mog³o o tym, byœmy nie dotrzymali ustalonego

terminu (i tak litoœciwie przez pana Rek- tora prof. Janusza Rachonia nam przesu- niêtego do granicy ostatecznej).

Poprosiliœmy zatem o pomoc trzy pa- nie, o których pracy, wykonywanej z rzad- ko spotykan¹ pasj¹ i poœwiêceniem, nie mogê nie wspomnieæ. Jako pierwsza do³¹- czy³a do nas pani redaktor Hanna Koœcie- lecka, znakomity fachowiec, a przy tym osoba pe³na ciep³a i spokoju. Wiedzieliœmy,

¿e jak Hania weŸmie tekst w swoje rêce, to mo¿emy byæ spokojni o jego koñcowy re- zultat. Otrzymywa³a od nas teksty czêœcio- wo ju¿ „obrobione”, w czym du¿y udzia³ mia³a pani dr Jadwiga Paszota. Okaza³a siê niezast¹piona, szczególnie przy weryfika- cji tekstów o profesorach z Wydzia³u Me- chanicznego, na którym przepracowa³a przecie¿ wiele lat. W domu ju¿ od progu wita³a mnie sakramentalnym: Co jest do pisania? Dawaj robotê! Bardzo siê nam przyda³a jej umiejêtnoœæ syntezy i lapidar- nego formu³owania myœli. No i tempo, w jakim tê pracê wykonywa³a. Zawsze mo- g³em na ¿onê liczyæ! Przys³owiow¹ krop- kê nad „i” stawia³a pani redaktor Ewa Ju- dycka, do której nale¿a³a koñcowa korek- ta. Nic nie usz³o jej uwadze, wszystkie braki natychmiast wy³apywa³a.

Ca³y czas œciœle wspó³pracowaliœmy z Zak³adem Poligrafii naszej Uczelni. Uk³ad graficzny – to propozycja i praca pani Kasi Olszonowicz, wspieranej przez pani¹ Marysiê Neuman. Prze¿ywaliœmy tutaj, w koñcowych miesi¹cach pracy, trudne chwile zwi¹zane z chorob¹. Na szczêœcie, Zak³adem Poligrafii kieruje pan mgr Wi- told Olszewski, cz³owiek, dziêki któremu te chwile, powa¿nie zagra¿aj¹ce termino- wi z³o¿enia pracy i jej druku, potrafiliœmy w³aœciwie przejœæ.

Pani Danusia, odpowiedzialna za dobór ilustracji, by³a wspierana prac¹ pana Lesz- ka Noworyty, który opracowa³ oko³o pó³- tora tysi¹ca materia³ów archiwalnych.

Tak przygotowane i wstêpnie z³o¿one teksty wraz z ilustracjami, czytane i we- ryfikowane by³y przez najwa¿niejszych:

prof. Janusza Rachonia i prof. Edmunda Wittbrodta. Obydwaj panowie byli suro- wymi i wymagaj¹cymi weryfikatorami.

Szczególnie trudn¹ spraw¹ by³a wery- fikacja dotycz¹ca miejscowoœci, ¿yciory- sów i rezygnacja z tych fragmentów wspo- mnieñ, które powtarza³y niejako ¿yciorys stylem przyjêtym w biogramie. Wreszcie bardzo trudna okaza³a siê rezygnacja z czêœci tekstów wspomnieniowych, g³ów- nie ze wzglêdu na zbyt du¿¹ objêtoœæ ca-

³oœci (zaprotestowali panowie z drukarni).

Ich autorzy otrzymali od nas zapewnie- nie, ¿e teksty te bêd¹ sukcesywnie publi- kowane w Piœmie PG.

Ok³adka – jej uk³ad – to efekt twórczej wspó³pracy z panem magistrem Adamem Nowickim.

Wykonan¹ pracê postrzegam jako wiel- kie wyzwanie, któremu wszyscy razem sprostaliœmy. To, co mia³o byæ w naszej pracy najwa¿niejsze, pozosta³o najwa¿- niejszym. Okaza³o siê, ¿e potrafimy ra- zem, skutecznie stworzyæ coœ, z czego mamy chyba prawo byæ dumni.

Dziêkujê jak najserdeczniej wszyst- kim autorom i osobom uczestnicz¹cym w tworzeniu naszej ksiêgi jubileuszo- wej!

Zygmunt Paszota Wydzial Oceanotechniki i Okrêtownictwa

S

zesnastego sierpnia 2003 r. minê³o 100 lat od dnia urodzin prof. Roberta Sze- walskiego. Imiê Jego, jednego z najznako- mitszych przedstawicieli nauk technicz- nych, œciœle jest zwi¹zane z rozwojem teo- rii i konstrukcji turbin parowych i gazo- wych w Polsce, a tak¿e z uruchomieniem przemys³u turbinowego w elbl¹skim Za- mechu, gdzie w okresie pionierskim pe³ni³ przez wiele lat funkcjê doradcy naukowe-

go, bêd¹c jednoczeœnie kierownikiem Ka- tedry Turbin Parowych, Spalinowych i Sprê¿arek Wirnikowych na Politechnice Gdañskiej.

Robert Tadeusz Seweryn Szewalski uro- dzi³ siê 16 sierpnia 1903 r. w Nisku nad Sanem, w domu pu³kownika Wojska Pol- skiego Marka Szewalskiego i jego ¿ony Barbary Marii z domu Sellburger. W la- tach szkolnych mieszka³ we Lwowie, gdzie

Profesor Robert Szewalski i Jego dzie³o

Brevis a natura nobis vita data est, At memoria bene redditae vitae, sempiterna.

Abiturient Robert Szewalski przed matur¹ w X Pañstwowym Gimnazjum im. H. Sienkie- wicza we Lwowie (1921 r.)

(5)

w r. 1913 jako uczeñ pierwszej klasy gim- nazjalnej zapisa³ siê do skautingu, organi- zacji m³odzie¿owej bardzo rozpowszech- nionej wœród gimnazjalistów lwowskich.

Gdy wybuch³a wojna polsko-bolszewicka w 1920 r., jako niespe³na 17-letni m³ody cz³owiek znalaz³ siê wœród obroñców Lwo- wa. W 1921 r. rozpocz¹³ studia wy¿sze na Wydziale Mechanicznym Politechniki Lwowskiej. By³ znakomitym studentem, wiêkszoœæ egzaminów zda³ z wynikiem celuj¹cym b¹dŸ bardzo dobrym.

Bêd¹c uczniem takich s³aw, jak Stefan Banach – luminarz lwowskiej szko³y ma- tematycznej, Maksymilian Tytus Huber – badacz mechaniki teoretycznej i stosowa- nej, Tadeusz Fiedler – kierownik Mecha- nicznej Stacji Doœwiadczalnej, Roman Witkiewicz – kierownik Katedry Pomia- rów Maszynowych czy Ludwik Tadeusz Eberman – kierownik Katedry Budowy Silników T³okowych, wieloletni szef kon- struktorów silników okrêtowych w Maschi- nenfabrik Augsburg-Nürnberg, tak¿e pro- fesor Politechniki w Zurychu, student R.

Szewalski zdoby³ imponuj¹cy zasób wie- dzy technicznej. W 1927 r. – w trakcie stu- diów – zosta³ powo³any na stanowisko asy- stenta w Katedrze Mechaniki Technicznej, której kierownikiem by³ prof. M.T. Huber.

W roku 1929 R. Szewalski koñczy stu- dia i otrzymuje dyplom in¿yniera mecha- nika z odznaczeniem. W roku 1930 wy- je¿d¿a jako stypendysta Funduszu Kultu- ry Narodowej do Berlina, gdzie w zak³a- dach Allgemeine Elektrizitäts-Gesellschaft odbywa roczny sta¿ przemys³owy w spe- cjalnoœci turbinowej. W trakcie pobytu w Niemczech s³ucha wyk³adów na Politech- nice Monachijskiej takich uczonych nie- mieckich, jak W. Nusselt, A. Loschge i G.

Zerkowitz.

Po powrocie z zagranicznych woja¿y szybko przemierza drogê rozwojow¹ m³o- dego pracownika naukowego. W 1933 r.

sk³ada pracê doktorsk¹, zaœ w 1935 r., po

z³o¿eniu tzw. egzaminu œcis³ego, otrzymuje z wyró¿nieniem stopieñ doktora nauk tech- nicznych. Kolejnym etapem jest w 1937 r.

sta¿ w Zak³adach Brown Boveri w Baden pod Zurychem. Szczególnie inspiruj¹ce okazuj¹ siê prace w laboratorium turbino- wym, gdzie badano sprawnoœci palisad

³opatkowych w tunelu aerodynamicznym.

Tu dowiaduje siê, ¿e Brown Boveri w prak- tyce projektowej stosuje metodê optyma- lizacji stopnia turbinowego Jego autorstwa.

Metodê optymalizacji parametrów stopnia turbinowego opracowa³ R. Szewalski i za- prezentowa³ na zjeŸdzie Stowarzyszenia In¿ynierów Mechaników Polskich w Ka- towicach w 1934 r., a artyku³ na ten temat opublikowa³ w czasopiœmie „Die Wärme”.

W 1938 r. (trzy lata po doktoracie!), uzy- ska³ veniam legendi (docendi), czyli odpo- wiednik dzisiejszej habilitacji. Przedmio- tem przewodu habilitacyjnego by³y wybra- ne zagadnienia teorii i konstrukcji turbin parowych. W nastêpstwie zostaje docen- tem w Katedrze Budowy Turbin Parowych i Turbokompresorów (której kierownikiem by³ prof. dr in¿. Wilhelm Borowicz) i wcho- dzi w sk³ad Rady Wydzia³u Mechaniczne- go Politechniki Lwowskiej.

Znajomoœci nawi¹zane w Niemczech i Szwajcarii ze specjalistami turbinowymi kontynuuje i rozwija, utrzymuj¹c sta³¹ ko- respondencjê. Przerywa je wybuch wojny.

Zostaje powo³any do wojska i wcielony do 6. Pu³ku Lotniczego. Z chwil¹ rozwi¹za- nia wojska polskiego i nastania okresu oku- pacji radzieckiej wraca do rodzinnego Lwowa, gdzie pozostaje do koñca wojny.

W styczniu 1941 r. przystêpuje do Zwi¹z- ku Walki Zbrojnej, póŸniejszej Armii Kra- jowej Okrêgu Lwowskiego.

W uruchomionej na nowych podsta- wach kszta³cenia uczelni organizowa³ od podstaw Katedrê Teorii Mechanizmów i Maszyn jako jej kierownik. Prowadzi³ wy- k³ady z regulacji maszyn oraz projektowa- nia turbin. Z chwil¹ nastania okupacji nie- mieckiej podj¹³ pracê kierownika warszta- tu mechanicznego. W 1944 r., po ust¹pie- niu Niemców, powróci³ na uczelniê jako profesor i kierownik Katedry Teorii Tur- bin Parowych i Gazowych, zachowuj¹c jednoczeœnie kierownictwo Katedry Teo- rii Mechanizmów i Maszyn. Skupi³ wów- czas wokó³ siebie m³odych, zdolnych wspó³pracowników, takich jak Stefan Pe- rycz, in¿. Andrzej Wszelaczyñski, in¿. Ta- deusz Nikiel i in¿. Stefan Dereñ. Bra³ tak-

¿e udzia³ w odbudowie energetyki zawo- dowej we Lwowie. W styczniu 1945 r. (w koñcowej fazie wojny) odmówi³ podpisa-

nia protestu Zwi¹zku Patriotów Polskich w ZSRR, skierowanego przeciwko polskie- mu rz¹dowi emigracyjnemu w Londynie.

W œlad za nim odmówi³ podpisu ca³y pol- ski zespó³ profesorski uczelni.

W styczniu 1945 r. Resort Oœwiaty Pol- skiego Komitetu Wyzwolenia Narodowe- go w Lublinie wyznacza na przysz³ego rek- tora Politechniki Gdañskiej prof. in¿. Sta- nis³awa £ukasiewicza z Politechniki Lwowskiej, kierownika Katedry Budowy Maszyn DŸwigowych i Urz¹dzeñ Trans- portowych. Propozycja prof. R. Szewal- skiego, aby zespó³ profesorów uczelni lwowskiej in corpore przeniós³ siê do Gdañska i utworzy³ Politechnikê Morsk¹, zosta³a odrzucona przez Resort Oœwiaty z argumentacj¹, ¿e grono profesorów lwow- skich powinno zasiliæ nowe uczelnie tech- niczne w ca³ej Polsce, w Krakowie, Gliwi- cach, Wroc³awiu i Gdañsku.

W paŸdzierniku 1945 r. prof. R. Szewal- ski ¿egna Lwów i w ramach repatriacji przenosi siê do Gdañska. Tu z w³aœciw¹ sobie energi¹ i zapa³em oraz wielkim ta- lentem organizacyjnym tworzy Katedrê Turbin Parowych, Spalinowych i Sprê¿a- rek Wirnikowych. Katedrê tê usytuowano wprawdzie na Wydziale Budowy Okrêtów, lecz jej pracownicy prowadzili wyk³ady tak¿e na Wydziale Mechanicznym i Wy- dziale Elektrycznym.

Profesor skupia wokó³ siebie zespó³ dydaktyczny, uruchamia zajêcia, rozwija warsztat badawczy. Organizuje nie tylko dydaktykê, lecz tak¿e prace rekonstrukcyj- ne, modernizacyjne i remontowe sprzêtu turbinowego w Polsce. Jest autorem œmia-

³ego planu odbudowy si³owni turbinowych ze zniszczeñ wojennych. Plan ten zosta³ zaakceptowany przez w³adze ministerial- ne. Profesor mo¿e dziêki temu, korzysta- j¹c z oficjalnego zaproszenia, udaæ siê na rok do Stanów Zjednoczonych, by zapo- Robert Szewalski w latach trzydziestych XX w.

Profesor, kierownik Katedry Maszyn Cieplnych Wirnikowych, w swoim gabinecie (1955 r.)

(6)

Politechnikê Wroc³awsk¹. By³ autentycz- nym tytanem pracy!

W roku 1950 zostaje dziekanem Wy- dzia³u Budowy Okrêtów. W nastêpnym roku uczestniczy w Kongresie Nauki Pol- skiej i obejmuje funkcjê rektora Politech- niki Gdañskiej. W ci¹gu trzyletniej kaden- cji rektorskiej udaje siê Mu zrealizowaæ ambitny plan odbudowy i rozbudowy Po- litechniki Gdañskiej. Rezultatem jest nie- mal podwojenie kubatury gmachów uczel- ni oraz budowa szeœciu domów akademic- kich.

W roku 1952 prof. R. Szewalski zostaje cz³onkiem korespondentem Polskiej Aka- demii Nauk, a w grudniu 1953 r. dyrekto- rem Zak³adu Maszyn Wirnikowych PAN – w 1956 r. przekszta³conego w Instytut Maszyn Przep³ywowych PAN. Placówka ta sk³ada³a siê z oœmiu zak³adów, obejmu- j¹cych dyscypliny i specjalnoœci wspoma- gaj¹ce wiedzê o maszynach przep³ywo- wych, a wiêc: termodynamikê i wymianê ciep³a, dynamikê cieczy, gazów i plazmy, dynamikê maszyn, pomp, wentylatorów i sprê¿arek, dynamikê turbin i smarowania, automatycznej regulacji, pêdników okrê- towych i technikê wysokotemperaturow¹.

Oprócz prac teoretycznych wykonywano w tym Instytucie szereg prac eksperymen- talnych w ci¹gle rozbudowywanym labo- ratorium. Ros³y kadry wysoko wykwalifi- kowane, mno¿y³y siê prace kwalifikacyj- ne i opracowania wa¿ne dla nauki. W 1959 r. powsta³o w³asne pismo naukowe „Prace Instytutu Maszyn Przep³ywowych”, które zyska³o uznanie w kraju i za granic¹.

W tym¿e 1959 r. organizuje Profesor pierwsz¹ konferencjê miêdzynarodow¹

„Steam Turbines of Great Output”, w któ- rej uczestniczy – obok krajowych – bar- dzo wielu specjalistów z ca³ego œwiata.

W roku 1961 Profesor zosta³ wybrany na cz³onka rzeczywistego PAN.

Dla uczczenia 40-lecia pracy naukowej Profesora Polska Akademia Nauk w 1967 r. wyda³a tom pt. Zagadnienia maszyn prze- p³ywowych, Problems of Fluid-Flow Ma- chines – zawieraj¹cy wœród 87 artyku³ów prace autorów z Anglii, Czechos³owacji, Francji, Japonii, NRD, RFN, Rumunii, Sta- nów Zjednoczonych, Wêgier, W³och i ZSRR. Minister nauki i szkolnictwa wy-

¿szego przyzna³ Profesorowi dwie nagro- dy I stopnia za osi¹gniêcia naukowe i dy- daktyczne.

W 1969 r. organizuje Profesor drug¹ konferencjê miêdzynarodow¹ „Steam Tur- bines of Great Output”, traktuj¹c j¹ jako cyklicznie powtarzan¹ co 10 lat.

Rok 1970 jest w biografii Profesora ro- kiem niezwykle istotnym. Gmach Instytu- tu Maszyn Przep³ywowych, którego budo- wê dziêki staraniom i zapobiegliwoœci Pro- fesora rozpoczêto w 1966 r., zostaje odda- ny do u¿ytku. Ale Profesor przestaje byæ jego dyrektorem!

Gdybym w tym miejscu napisa³, ¿e w r.

1970 pozostaje Profesor na w³asn¹ proœbê na Politechnice Gdañskiej, rezygnuj¹c z pracy w Instytucie Maszyn Przep³ywo- wych, napisa³bym nieprawdê. Gdybym napisa³ prawdê, oceniono by j¹ jako wy- powiedŸ niedyplomatyczn¹, albowiem no- mina sunt odiosa. Przytoczê wiêc fragment piêknego przemówienia, wyg³oszonego nad grobem œp. prof. Roberta Szewalskie- go przez prezesa Gdañskiego Towarzystwa Naukowego, prof. dra W³odzimierza Pro- snaka, który w sposób niezwykle subtelny – sapienti sat – objaœnia tê sprawê:

Zreszt¹ – ¿ycie szczêœliwe, oceniane wed³ug wspomnianej definicji Tatarkiewi- cza, to nie musi byæ wcale ¿ycie ³atwe: po- zbawione k³opotów, niesprawiedliwoœci i krzywd. By³y wiêc one udzia³em równie¿

Profesora Szewalskiego. Wspomnê tu o jed- nej tylko takiej niesprawiedliwoœci, by³a bowiem dla Profesora tak dotkliwa, ¿e sam mi o tym powiedzia³, choæ wcale nie mia³ sk³onnoœci do osobistych wynurzeñ. Otó¿

– odebrano Mu Jego warsztat pracy, po- zbawiaj¹c Go stanowiska dyrektora Insty- tutu Maszyn Przep³ywowych PAN p r z e z N i e g o s t w o r z o n e g o i z b u d o - w a n e g o – o d ka m i e n i a w ê g i e l - n e g o p o c z y n a j ¹ c [podkreœlenie W.P.]. Zakoñczenie budowy i pozbawienie stanowiska nast¹pi³y w tym samym roku:

roku 1970; roku upadku nauki w Polsce.

Co gorsze, nie by³ to cios historii œlepo wy- mierzony. Odpowiednie dyspozycje spowo- dowali i zrealizowali konkretni ludzie…

Profesor Szewalski prze¿y³ ten cios nie-

³atwo. Znacznie ³atwiej – przynajmniej z pozoru – prze¿ywa³ ró¿ne pominiêcia i de- znaæ siê z aktualnym stanem techniki tur-

binowej na œwiecie. Ze Stanów Zjednoczo- nych powraca w koñcu kwietnia 1947 r.

Ju¿ 7 maja 1947 r. zostaje powo³any na sta- nowisko dyrektora Biura Turbinowego w Zjednoczeniu Przemys³u Maszynowego, z siedzib¹ w Gdañsku. Biuro to, oprócz opra- cowañ naprawczych, zajmuje siê moder- nizacj¹ turbin oraz przeprowadza eksper- tyzy awarii urz¹dzeñ turbinowych. Stale wspó³pracuje z Biurem Turbinowym Za- k³adów Mechanicznych w Elbl¹gu (Za- mech), w którym kierownicze stanowiska zajmuj¹ byli wspó³pracownicy prof. R.

Szewalskiego z Politechniki Lwowskiej, in¿. T. Nikiel i in¿. S. Dereñ, a tak¿e absol- went Politechniki w Zurychu in¿. Karol Seredyñski. Ponadto pracownicy Katedry prof. Szewalskiego prowadz¹ wyjazdowe kursy podyplomowe w Biurze Turbino- wym Zamechu. Przedmiotem tych kursów s¹ metody projektowania g³ównych ele- mentów konstrukcyjnych turbin.

Rok 1947 stanowi wa¿n¹ datê w ¿yciu prof. Szewalskiego, gdy¿ w³aœnie wówczas we Wroc³awiu wstêpuje w zwi¹zek ma³-

¿eñski z pani¹ Janin¹ Walaszek, przeurocz¹ osob¹, która stworzy³a Mu mi³y i goœcinny dom, bêd¹c wiern¹ towarzyszk¹ ¿ycia Pro- fesora.

W tym¿e roku na proœbê studentów Po- litechniki Wroc³awskiej godzi siê na orga- nizacjê Katedry Turbin i prowadzenie 12 godzin wyk³adów w ci¹gu dwóch dni, co dwa tygodnie. Przez dwa lata dzieli³ swój czas pomiêdzy Politechnikê Gdañsk¹ a

Dokument nadania Robertowi Szewalskiemu stopnia doktora nauk technicznych (1935 r.) Dyplom cz³onka honorowego Gdañskiego To-

warzystwa Naukowego dla Roberta Szewalskie- go (1977 r.)

(7)

spekty, których Mu w pewnym okresie by- najmniej nie szczêdzono. „Z pozoru” – po- wiadam, by³ bowiem Cz³owiekiem o roz- winiêtym poczuciu wartoœci w³asnej i wra¿liwym poczuciu sprawiedliwoœci.

Wiedzia³ jednak, ¿e niezale¿noœæ i wyni- kaj¹cy z niej autorytet moralny a¿ nazbyt czêsto wywo³uj¹ zawiœæ i chêæ pomniej- szenia – przynajmniej u osób ma³ego for- matu.

*

W roku 1970 prof. Szewalski zostaje wybrany na prezesa Gdañskiego Towarzy- stwa Naukowego i na tym stanowisku or- ganizuje uroczysty jubileusz tej zas³u¿onej instytucji.

W 1973 r. osi¹ga Profesor wiek eme- rytalny i przechodzi w stan spoczynku.

Kierownictwo Katedry Maszyn Cieplnych Wirnikowych (nowa nazwa dawnej Ka- tedry Turbin Parowych, Spalinowych i Sprê¿arek) przekazuje prof. drowi Stefa- nowi Peryczowi, pozostaj¹c w dalszym ci¹gu pracownikiem dydaktycznym Ka- tedry. Obejmuje tak¿e obowi¹zki konsul- tanta w Instytucie Maszyn Przep³ywo- wych PAN.

Utrata zasadniczego warsztatu pracy, ja- kim by³o kierowanie Instytutem Maszyn Przep³ywowych, nie pozbawia Profesora aktywnoœci. Kilkakrotnie wyje¿d¿a na za- proszenie wielu europejskich i amerykañ- skich instytucji naukowych, m.in. w 1974 r. do Moskwy i Leningradu, zaproszony przez Komitet Nauki i Techniki ZSRR, a w 1975 r. do Stuttgartu na tamtejszy uni- wersytet oraz do Technische Universität w Hanowerze, zaproszony przez prof. Karo- la Bammerta.

Rok 1976 ca³kowicie poœwiêci³ Profe- sor Stanom Zjednoczonym, rozpoczynaj¹c sw¹ wizytê od Brown University w Provi- dence, Rhode Island, jako visiting profes- sor. Kolejno wizytowa³ z wyk³adami Cali- fornia Institute of Technology w Pasade- nie, University of California w Berkeley oraz University of Michigan w Ann Arbor.

W kwietniu 1976 r. uczestniczy³ w trzy- dniowej American Power Conference w Chicago, zabieraj¹c dwukrotnie g³os w dys- kusji. Wyst¹pienie Profesora w odniesie- niu do (zamówionego) referatu G.C. Kuhl- mana zawiera³o tak¿e prezentacjê Jego przemyœleñ dotycz¹cych nowego obiegu termodynamicznego na parametry nadkry- tyczne (opatentowanego w Stanach Zjed- noczonych przez prof. R. Szewalskiego).

W koñcu 1976 r., po powrocie ze Sta- nów Zjednoczonych do Europy, Profesor bierze udzia³ (z w³asnymi odczytami) w dwóch konferencjach naukowych w Essen i Düsseldorfie. Tego roku zostaje cz³onkiem Rady Naukowej Zjednoczonej Energetyki Niemieckiej (RFN).

W roku 1977 mija 50-lecie pracy nauko- wej prof. Szewalskiego. Z tej okazji Poli- technika Gdañska nadaje Profesorowi w 1978 r. tytu³ doktora honoris causa.

W roku 1980 otrzymuje Profesor za ca-

³okszta³t swej dzia³alnoœci dydaktyczno-na- ukowej indywidualn¹ Pañstwow¹ Nagro- dê Naukow¹ I stopnia.

Rok 1983 to rok osiemdziesi¹tych uro- dzin Profesora. Uœwietniaj¹ je uroczyste ze- brania naukowe na Politechnice Gdañskiej i w Instytucie Maszyn Przep³ywowych, a Gdañskie Towarzystwo Naukowe nadaje Mu godnoœæ honorowego cz³onka i preze-

sa. W roku 1984 zostaje wybrany na prze- wodnicz¹cego Oddzia³u Gdañskiego PAN.

W roku 1984 na miêdzynarodowej kon- ferencji w Zurychu, poœwiêconej obiegom si³owni cieplnych i nowym czynnikom ro- boczym, prof. Szewalski przedstawia wy- soko sprawny obieg termodynamiczny tur- biny parowej z regeneracj¹ nadkrytyczn¹.

W 60-lecie dzia³alnoœci naukowej Pro- fesora, tj. w r. 1987, Politechnika Poznañ- ska nadaje Mu doktorat honoris causa, a w r. 1988 otrzymuje Medal Kopernika PAN. W tym¿e roku, na podstawie uchwa-

³y Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdañsku, nazwisko prof. R. Szewalskiego zostaje wpisane do Ksiêgi honorowej za- s³u¿onych dla ziemi gdañskiej.

W roku 1988 organizuje Profesor uro- czystoœci dwusetnej rocznicy urodzin Jana Heweliusza, znakomitego astronoma gdañ- skiego.

Dorobek naukowy Profesora, bêd¹cy re- zultatem ogromnej wiedzy i niestrudzonej pracy, jest trudny do ogarniêcia i rzetelne- go opisania. Obejmuje ponad 200 publi- kacji, kilkanaœcie podrêczników, kilkadzie- si¹t referatów na konferencjach miêdzyna- rodowych, znacznie wiêcej na krajowych oraz kilkadziesi¹t opracowañ biuletyno- wych o ograniczonej dostêpnoœci.

Pierwsze prace dotyczy³y tematyki re- gulacji turbin, projektowania czêœci prze- p³ywowej, optymalizacji parametrów stop- nia turbinowego, opracowania konstrukcji pierwszej polskiej turbiny parowej o mocy 2 MW – uruchomionej w 1953 r.

Dalsze prace obejmuj¹ tematykê termo- dynamicznych problemów regulacji, prze- lotnoœci turbin w warunkach ponadkrytycz- nych przep³ywów, obiegi termodynamicz- ne turbin gazowych z rozbudowan¹ rege- neracj¹.

W 1954 r., podczas Konferencji Okrê- towców na Politechnice Gdañskiej, Profe- sor wyg³asza referat dotycz¹cy wizjoner- skiego (wówczas) napêdu okrêtu pêdnika- mi strugowodnymi (waterjet). Dziœ, w kil- kadziesi¹t lat póŸniej, tego typu pêdniki s¹ coraz powszechniej stosowane tak¿e w napêdzie du¿ych i bardzo du¿ych okrêtów.

Szkoda, ¿e wtedy nikt z okrêtowców nie zainteresowa³ siê t¹ propozycj¹, a by³o na konferencji bardzo wielu przedstawicieli przemys³u okrêtowego.

W latach szeœædziesi¹tych opatentowu- je prof. R. Szewalski (patent miêdzynaro- dowy) konstrukcjê ³opatki pow³okowej, która umo¿liwia stosowanie tzw. podgrze- wu wewnêtrznego pary (podgrzew we- wnêtrzny to tak¿e oryginalny pomys³ Pro- Po³o¿enie kamienia wêgielnego pod budowê Instytutu Maszyn Przep³ywowych PAN w Gdañsku.

Przemawia prof. Robert Szewalski (1966 r.)

(8)

Wierne serce

D

ziewi¹tego lutego minê³a kolejna, trzynasta ju¿ rocznica œmierci moje- go mê¿a, o której pamiêtali, jak zawsze, Jego najbli¿si wspó³pracownicy i ucznio- wie. Szalenie sobie ceniê tê ich serdeczn¹ pamiêæ, obejmuj¹c¹ nie tylko mojego Mê¿a, ale równie¿ i moj¹ skromn¹ osobê.

Jakie to mi³e i wzruszaj¹ce!

Przez blisko piêædziesi¹t lat ¿y³am u boku cz³owieka, który ca³ym swoim

¿yciem dawa³ œwiadectwo tym warto- œciom i zasadom, jakie wyniós³ z domu rodzinnego, domu, w którym obowi¹zy-

wa³y wzajemne mi³oœæ, szacunek, solid- noœæ, ale nade wszystko g³êboki patrio- tyzm. Ojciec mê¿a, genera³ austriacki, póŸniej pu³kownik Wojska Polskiego, wpoi³ synom umi³owanie ojczyzny jako dobra najwy¿szego. Matka, piêkna wie- denka, prowadzi³a cudowny dom przepo- jony duchem polskoœci, w najlepszym tego s³owa znaczeniu. Wszystko to nie mog³o pozostaæ bez wp³ywu na ich póŸ- niejsze wybory i drogi ¿yciowe. M¹¿, nie maj¹c ukoñczonych jeszcze siedemnastu lat, przerwa³ naukê i zg³osi³ siê na ochot-

nika, by walczyæ w 1920 r. w obronie Lwowa, a nastêpnie przeszed³ szlak bojo- wy od Bugu poza Boh. W pocz¹tkach wojny wchodzi³ w sk³ad 6. Pu³ku Lotni- czego, a nastêpnie w latach okupacji ra- dzieckiej we Lwowie nale¿a³ do Zwi¹zku Walki Zbrojnej, póŸniejszej Armii Krajo- wej Okrêgu Lwowskiego. Wielokrotnie dawa³ dowody du¿ej odwagi i bezkom- promisowoœci, ale nie chcia³abym szerzej o tym mówiæ, bo zosta³o to ju¿ opisane, a i m¹¿ ma³o i niezbyt chêtnie o tym mówi³.

Gdy poznaliœmy siê na dorocznym balu elitarnego 14. Pu³ku U³anów Jag³owieckich we Lwowie, mia³am zaledwie osiemnaœcie lat i przyznam, ¿e by³am nieco zdziwiona fesora) lub osuszanie pary wilgotnej w stop-

niach turbiny wysokoprê¿nej si³owni nu- klearnych i ostatnich stopniach turbin kon- densacyjnych.

Kolejnymi zainteresowaniami Profeso- ra by³y problemy procesów magneto-hy- dro-dynamicznych (zbudowano laborato- ryjne stanowisko badawcze) i obiegi wy- sokotemperaturowe z regeneracj¹ nadkry- tyczn¹ (o najwy¿szej sprawnoœci termody- namicznej obiegu cieplnego).

Nowa koncepcja turbinowej ³opatki wir- nikowej o ekstremalnej d³ugoœci – tzw.

³opatka o zró¿nicowanym zwiniêciu (diver- sified twist) – zosta³a zastosowana w turbi- nie o mocy 1200 MW produkcji firmy Brown Boveri.

*

Profesor Szewalski by³ nauczycielem i wychowawc¹ bardzo licznego grona specja- listów turbinowców. Dziêki Niemu 37 in-

¿ynierów zdoby³o tytu³ doktora nauk tech- nicznych. Spoœród Jego bliskich wspó³pra- cowników kilkudziesiêciu uzyska³o tytu³y profesora, a trzech zosta³o cz³onkami PAN.

Odznaczony przed wojn¹ medalem „Za Udzia³ w Wojnie 1919–1921” oraz Meda- Dyplom nadania Robertowi Szewalskiemu god- noœci Life Fellow The American Society of Mechanical Engineers (1985 r.)

lem Niepodleg³oœci, otrzyma³ te¿ wiele odznaczeñ w uznaniu zas³ug i osi¹gniêæ naukowych, m.in. Krzy¿ Komandorski Orderu Odrodzenia Polski i Order Sztan- daru Pracy I klasy. Jego wk³ad w rozwój nauk technicznych uhonorowa³a Czecho- s³owacka Akademia Nauk, ofiarowuj¹c Mu w 1967 r. Z³oty Medal im. Františka Køi•ika, natomiast amerykañskie Stowa- rzyszenie In¿ynierów Mechaników (ASME) promowa³o go w tym samym roku na wy¿szy szczebel cz³onkostwa (Fellow), a w 1976 r. na cz³onka do¿ywotniego (Life Fellow).

Profesor Robert Szewalski zmar³ 8 lu- tego 1993 r.

W tym miejscu chcia³bym jeszcze raz przywo³aæ mowê wyg³oszon¹ nad Jego grobem przez prof. W. Prosnaka:

£askawy los pozwoli³ Profesorowi Sze- walskiemu odejœæ na zawsze w spokoju i bez cierpieñ. Myœlê, ¿e ta lekka œmieræ jest sprawiedliwym zamkniêciem Jego d³ugie- go ¿ycia, które w³aœnie – w moim odczu- ciu – wcale nie by³o lekkie. Uwa¿am nato- miast, ¿e by³o to ¿ycie szczêœliwe – w tym rozumieniu s³owa „szczêœcie”, jakie nada³ mu polski filozof, W³adys³aw Tatarkiewicz, w swej znanej rozprawie.

*

By³o szczêœliwe m.in. dlatego, ¿e po- zwoli³o Profesorowi na ujawnienie i roz- winiêcie wielu predyspozycji sk³adaj¹cych siê na Jego bujn¹ naturê, na pomno¿enie owych „talentów”, o których mowa w zna- nej przypowieœci.

Swe predyspozycje do pracy naukowej okaza³ ju¿ przed wojn¹, uzyskuj¹c stopieñ doktora nauk technicznych oraz veniam le- gendi na Politechnice Lwowskiej w trzy- letnim zaledwie odstêpie czasu (1935–

1938). Rozwija³ je, uzupe³niaj¹c swe stu-

dia za granic¹, najpierw w Monachium – pod kierownictwem znanego uczonego Wil- helma Nusselta, a nastêpnie w Berlinie i w Baden (Szwajcaria); by³o to wówczas udzia³em tylko nielicznych, uznanych za wyj¹tkowo uzdolnionych. Móg³ równie¿

jako asystent, docent i profesor Politech- niki Lwowskiej, a nastêpnie – Wroc³awskiej i Gdañskiej zaspokoiæ szlachetn¹ potrzebê dzielenia siê sw¹ wiedz¹ i doœwiadczeniem z m³odszymi od siebie: ze swymi wspó³pra- cownikami i studentami. Móg³ nastêpnie ujawniæ swe uzdolnienia konstruktorskie, które s¹ zapewne bli¿sze w swej istocie uzdolnieniom artystycznym ni¿ naukowym.

Wymagaj¹ bowiem intuicji i swoistego po- czucia piêkna. Zaspokoi³ te¿ swe potrzeby i wykorzysta³ uzdolnienia organizacyjne, tworz¹c od zera swój warsztat pracy na- ukowej w postaci Instytutu Maszyn Prze- p³ywowych PAN w Gdañsku. Zainicjowa³ tym samym lub podtrzyma³ uprawianie w Gdañsku takich podstawowych dziedzin nauki, jak termodynamika i mechanika p³y- nów; druga z nich znalaz³a siê w szczegól- nym zagro¿eniu z powodu przedwczesnej œmierci prof. Micha³a Broszki z PG.

Na koniec Jego naturalna potrzeba uzna- nia przez w³asne œrodowisko zosta³a zaspo- kojona raz jeszcze przed przesz³o oœmiu laty, gdy wybraliœmy Go na Przewodnicz¹- cego Oddzia³u PAN w Gdañsku. Móg³ wiêc prof. Szewalski uznawaæ swe ¿ycie za pa- smo sukcesów i osi¹gniêæ. Móg³ – ale nie s¹dzê bynajmniej, aby tak czyni³. Przede wszystkim dlatego, ¿e by³ Cz³owiekiem zwróconym w stronê dnia dzisiejszego i ju- trzejszego. Do koñca swych dni nie ¿y³ przesz³oœci¹.

Wies³aw Próchnicki Emerytowany profesor PG

(9)

Z teki poezji

Janina i Robert Szewalscy w latach siedemdziesi¹tych XX w.

zainteresowaniem, jakie mi okazywa³. Dzie- li³a nas spora ró¿nica wieku. Ale znajomoœæ przetrwa³a lata wojny, roczny pobyt mê¿a w Stanach Zjednoczonych i „zaowocowa-

³a” wspólnym, g³êbokim przekonaniem, ¿e tylko ten i tylko ta! A trafnoœæ wyboru po- twierdzi³o ¿ycie udane i spe³nione.

M¹¿ uj¹³ mnie swoj¹ sta³oœci¹ i wier- noœci¹, wszak czeka³ na mnie ca³e osiem lat! A mówi¹c ju¿ powa¿nie, by³ niepraw- dopodobnie dobrym i szlachetnym cz³o- wiekiem. Niezwykle pracowity. Du¿o wymaga³ od innych, a jeszcze wiêcej od siebie. Wypromowa³ wielu doktorantów, którzy t³umnie zbierali siê w naszym domu. Dyskusje toczy³y siê ostre, ja po- dawa³am podwieczorki, a m¹¿ ca³ymi godzinami s³ucha³, korygowa³, podpowia- da³ albo mia³ „inne zdanie”. Bardzo tym m³odym ludziom pomaga³. Wyznawa³ zasadê, ¿e najwa¿niejsz¹ powinnoœci¹ profesora – nauczyciela jest kszta³cenie m³odzie¿y! Dlatego stworzy³ w³asn¹ szko-

³ê naukow¹ i nigdy nie by³ zazdrosny o póŸniejsze osi¹gniêcia zawodowe swoich wychowanków. Cieszy³ siê nimi.

Czy lubi³ m³odych? Proszê pani, on za nimi przepada³! Jest takie zdjêcie, na któ- rym m¹¿ wraz ze wspó³pracownikami bij¹ siê œnie¿kami. Ile¿ tam weso³oœci i humo- ru! Do dzisiaj jego uczniowie opowiadaj¹ mnóstwo zabawnych anegdot i historyjek, których by³ bohaterem. I to jak opowia- daj¹! Prywatnie by³ nies³ychanie weso³ym cz³owiekiem, uwielbia³ p³ataæ przyjacio-

³om rozmaite figle. Mia³ ogromne poczu- cie humoru, taki wiedeñskie esprit. Chy- ba nikt nie potrafi³ tak siê œmiaæ, jak on.

Pamiêtam ten jego nieposkromiony, sza- lony œmiech podczas jednej z pierwszych

projekcji „Rejsu” Rados³awa Piwowar- skiego, którym „zarazi³” nieliczn¹ wów- czas widowniê.

Myœlê, ¿e mia³ doœæ kontrastowe uspo- sobienie. Z jednej strony powa¿ny, zasadni- czy i wymagaj¹cy, z drugiej zaœ pe³en opty- mizmu i radoœci ¿ycia. Uwielbia³ tañczyæ.

JeŸdzi³ na nartach. A bêd¹c ju¿ w zaawan- sowanym wieku, beztrosko przeskakiwa³

„s³ynn¹” ka³u¿ê przed budynkiem Wydzia-

³u Mechanicznego, omijan¹ przez wszyst- kich innych, co skrupulatnie i z rozbawie- niem obserwowali z okien jego wspó³pra- cownicy. Ale nade wszystko by³ zagorza-

³ym melomanem, mi³oœnikiem muzyki kla- sycznej. Piêknie œpiewa³, szczególnie ulu- bione arie operowe. Regularnie bywaliœmy na koncertach w filharmonii, o czym dosko- nale wiedzieli studenci. Kr¹¿y³a nawet taka anegdota, ¿e aby zdaæ egzamin u Szewal- skiego, nale¿y chodziæ na koncerty! Bo pro- fesor z tego te¿ odpytywa³.

Na postawione Mu kiedyœ pytanie, co w ¿yciu lubi najbardziej, odpowiedzia³:

Wino, kobiety i œpiew, ale odk¹d skoñczy-

³em osiemdziesi¹t lat, lekarz pozwala³ mi tylko na œpiew.

Czego nie tolerowa³? Fa³szu, który na- tychmiast wyczuwa³. Ceni³ za to odwagê w wypowiadaniu w³asnego zdania. Pamiê- tam, jak przyszed³ rozpromieniony po ja- kiejœ dyskusji naukowej, mówi¹c: s³uchaj, jak oni mi siê sprzeciwiali, a ja potrafi-

³em zbiæ ich argumenty! Cieszy³a go sa- modzielnoœæ myœlenia. Nie by³o ¿adnego tabu. A je¿eli musia³ zwróciæ uwagê lub skarciæ czyj¹œ niestosownoœæ, czyni³ to zawsze niezwykle taktownie. I nikt siê nie obra¿a³! By³ jednakowo elegancki i szar- mancki wobec wszystkich, niezale¿nie od

zajmowanego stanowiska.

Z natury spo³ecznik. Bardzo du¿o po- maga³ ludziom, szczególnie tym biedniej- szym. Pamiêta³ o nich nie tylko wtedy, gdy by³ rektorem Politechniki Gdañskiej, ale te¿ i póŸniej, najzupe³niej ju¿ prywatnie.

A ¿ycie? No có¿, nie szczêdzi³o nam roz- maitych despektów i przykroœci. Mówiê w liczbie mnogiej, poniewa¿ m¹¿ dzieli³ siê ze mn¹ wszystkim. By³am jego drugim „ja”.

I nie tylko ja podziwia³am go za wielkodusz- noœæ i wyrozumia³oœæ, z jak¹ odnosi³ siê do osób jawnie mu nie¿yczliwych. Potrafi³ za- chowaæ spokój i nie okazywa³, jak bardzo bola³a go ludzka pod³oœæ i zawiœæ, jakiej przysz³o mu doœwiadczaæ. By³ silnym cz³o- wiekiem o krystalicznym charakterze. Cz³o- wiekiem czynu, tytanem pracy. Bardzo du¿o po sobie zostawi³. Z jego odejœciem jakby opad³a poza mn¹ stalowa zas³ona, a wszyst- ko, co by³o naszym udzia³em, odesz³o w smugê cienia.

Janina Szewalska Tekst opracowa³a Danuta Siemiñska, Biblioteka G³ówna, na podstawie zapisu swojej rozmowy z Janin¹ Szewalsk¹

Têskno mi. Piszê to szczerze.

To serce têskni! A myœl jest z Tob¹, Bo w Twoje s³owa naprawdê wierzê,

¯e a¿ rozstania sta³aœ siê ozdob¹.

Z Tob¹ na ustach witam poranki, W po³udnie s³oñca o Ciebie pytam, Wieczorem czytam od Ciebie czytanki, A noc¹ zapach Twoich perfum chwytam.

I wierzê, ze wrócisz do przytulenia, By daæ ust nieœmia³o, jak czyni¹ to skromne I g³osem uroczym – z³o¿yæ przyrzeczenia Oczom stêsknionym – o ciele nie wspomnê.

Bo to ufnoœci do Ciebie przyczyna, Piêknymi s³owy m¹ duszê zjedna³aœ, Do czerwonego te¿ mi³oœci¹ – wina, Które z radoœci¹ ze mn¹ wypija³aœ.

I wszystko co w Tobie – chocia¿ wiem niewiele.

Jest mi wci¹¿ bliskie, jakby talizmanem.

A z Tob¹ spotkania to same niedziele Z szaroœci ¿ycia jakby wyszarpane.

Marek Biedrzycki Dzia³ Wspó³pracy z Zagranic¹

Do nieobecnej...

(10)

J

est to opowieœæ niezwyk³a, tak jak nie- zwyk³a jest matematyka. A rzecz ma siê nastêpuj¹co. Przed œwiêtami Bo¿ego Narodzenia da³am moim studentom I roku Informatyki na ETI jako prezent œwi¹tecz- ny 5 zadañ matematycznych o Miko³a- jach. Trudnoœæ tych zadañ by³a na pozio- mie szko³y œredniej. Dlatego te¿ nie spo- dziewa³am siê wielu rozwi¹zañ, no, mo¿e kilku. Po œwiêtach zosta³am jednak zasko- czona ogromn¹ liczb¹ prac. Mo¿na je po- dzieliæ na 2 grupy. Pierwsz¹ stanowi³y roz- wi¹zania zwyczajne, zaœ drug¹ (i to ca³- kiem spor¹) rozwi¹zania niezwyk³e, pe³- ne fantazji i wyobraŸni. Du¿o prac by³o ilustrowanych miko³ajowo i œwi¹tecznie.

Jako prace szczególnie niezwyk³e trak- tujê rozwi¹zania Ani Pawelczyk (gr. 1) w postaci wierszy, czy opowiadanie Patryka Winowskiego (gr. 7), które zawiera rozwi¹- zanie zadañ ukryte w ró¿nych miejscach.

Zachwycaj¹ce s¹ rozwi¹zania graficzne Ma³gosi Gajkiewicz (gr. 1) oraz historyjki komiksowe Krzysztofa Œlêzaka (gr. 6).

Oprócz tego forma niektórych prac by³a zaskakuj¹ca, tak jak Karola Zalewskiego (gr.

7). Rozwi¹zania zosta³y napisane na specjal- nym papierze i przekazane w kopercie z la- seczk¹ cynamonu i goŸdzikami.

Bêd¹c oto w takiej sytuacji, postano- wi³am podzieliæ siê ma³¹ cz¹stk¹ tego do- bra, które otrzyma³am, Przyk³adem niech bêdzie zadanie nr 5. Oto ono:

Dwóch Miko³ajów rozda³o ju¿ prawie wszystkie prezenty. Gdyby pierwszy odda³ drugiemu jeden prezent, to mie- liby tyle samo prezentów, a gdyby drugi odda³ pierwszemu jeden prezent, to pierwszy mia³by ich dwa razy wiêcej ni¿ drugi. Ile prezentów zosta³o ka¿- demu z nich? (Odp. 7 i 5)

Rozwi¹zanie Ani Pawelczyk tego za- dania jest historyjk¹ wierszowan¹ pt.

„Pañstwo Miko³aj”:

Pañstwo Miko³aj szybko siê uwijaj¹, Bo choæ niewiele ju¿ do rozdania maj¹, To jednak czas pêdzi nieub³aganie.

Mimo to, gdy mieli nieoczekiwane spotkanie, Pan Miko³aj nie móg³ siê opanowaæ, By swej ¿once zagadki nie zadaæ:

„Gdybyœ mi 1 prezent odda³a, To byœ ich tyle, co ja bym mia³, mia³a.

Lecz gdybym ja ci 1 prezent odda³, to bym 2 razy mniej ni¿ ty mia³.

Ile prezentów, powiedz kochanie, zosta³o i tobie, i mi w worku na dnie???”

Pani Miko³aj z matematyki Zawsze najlepsze mia³a wyniki.

Jej m¹droœæ sam¹ j¹ czasem przerasta³a I czêsto siê nad ni¹ zastanawia³a,

Lecz by nie trzymaæ mê¿a w napiêciu, doda³a:

„Rozwi¹zaæ zagadkê tê – czysta przyjemnoœæ:

Ty plus jeden = ja minus jednoϾ,

Ja i jeden to (ty minus jeden) ca³oœæ razy dwa, A podstawiaj¹c z pierwszego, ¿e ty minus 2 Prosto wychodzi, ¿e prezentów masz piêæ, Tak wiêc ja siedem ich muszê mieæ.

Kochanie, widzê, ¿e na przysz³y rok Miko³aj musi przynieœæ ci laptop, Znajdziemy miejsce, gdzie jest hot spot,

Byœ swe genialne zagadki móg³ zawsze zapisaæ I na gadu-gadu mi je szybko wys³aæ!

Och! Tak tym liczeniem siê napracowa³am srodze,

¯e weŸ mi ten mój wór i z twoim rozdaj go po drodze!”

Rzek³a pani Miko³ajowa i westchnê³a zmêczona, A mówi¹c to, ³ezka siê jej zakrêci³a – Tak bardzo pani Miko³ajowa siê wzruszy³a, Wszak po tylu latach wci¹¿ œwietna z matmy by³a!

A oto ma³y fragment opowiadania Pa- tryka Winowskiego, w którym to rozwi¹- zanie siê pojawia:

– No – westchn¹³ poczciwy staruszek – nasz lot dobiega koñca. Ile jeszcze zo- sta³o nam nadmiarowych prezentów?

A wiêc, Miko³aju, s¹ 2 worki, oba nie- zbyt pe³ne. W jednym jest 5 prezentów, a w drugim 7.

– No proszê, jak prze³o¿ysz 1 prezent z któregoœ worka do drugiego, to albo bêdzie po równo, albo 2 do 1.”

A teraz mo¿e rozwi¹zanie Ma³gosi Gaj- kiewicz (rys. 1) i Krzysztofa Œlêzaka (rys. 2).

No i z ostatniej chwili fragment rozwi¹za- nia wierszowego Piotra Mironowicza:

Para Miko³ajów ju¿ prawie rozda³a prezenty, jeden z nich stoi, ju¿ prawie uœmiechniêty, lecz wtem patrzy na kolegê, ile mu zosta³o, Miko³aj Œwiêty, który w cudowny sposób czyni ludziom dobro – du¿ym i ma³ym.

Wierzyæ w Miko³aja, to wierzyæ w dobro cz³owieka.

„Matematyka jest jedyn¹ humanistyczn¹ nauk¹ œcis³¹.”

M. Szurek

Miko³ajowe Szaleñstwo,

czyli co o matematyce Miko³aje wiedzieæ powinni

Rys. 1

Figure

Updating...

References

Related subjects :