• Nie Znaleziono Wyników

Językowe podstawy poetyki Tadeusza Różewicza

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "Językowe podstawy poetyki Tadeusza Różewicza"

Copied!
31
0
0

Pełen tekst

(1)

Heinrich Olschowsky

Językowe podstawy poetyki Tadeusza

Różewicza

Pamiętnik Literacki : czasopismo kwartalne poświęcone historii i krytyce literatury polskiej 63/2, 87-116

(2)

Pamiętnik Literacki LXIII, 1972, z. 2

H E I N R I C H O L S C H O W S K Y

JĘZY KOW E PO DSTA W Y PO ETY K I TADEUSZA RÓŻEWICZA* O T adeuszu Różew iczu napisano ju ż dotąd niem ało. Stw orzono i pusz­ czono w obieg w iele fo rm u ł p reten d u jący ch do w yjaśn ien ia sw oistych cech jego poezji i poetyki. W śród k ry ty k ó w żaden nie m iał w ątpliw ości co do tego, że poezja ta w ory gin aln y sposób różni się od tra d y c y jn y c h m odeli liry k i X X w ieku. Je d n ak przy próbach bliższego u stalen ia owej odm ienności okazało się, że większość spośród ty ch form uł nie w ychodzi poza im presjonistyczną w rażeniow ość. U tykały one n a m artw y m p u n k ­ cie — grom adząc kolejne sym ptom y obserw ow ane z coraz to inny ch p u n k ­ tów w idzenia, nie docierały wszakże do sedna Różewiczowskiej p o e ty k i1. W iąże się to oczywiście z u nikan iem przez tw órcę środków n azb y t rzuca­ jących się w oczy, brak iem ten d en cji do językow ej kreacyjności, co po­ zbaw ia usiłow ania analityczne w yrazisty ch pu n któw zaczepienia i sp ra ­ w ia, że w pew nej m ierze ześlizgują się po pow ierzchni przedm iotu.

N iniejsza ro zp raw a zm ierza do om inięcia w spom nianych tru d no ści z pom ocą analizy sem antycznej i sta ra się w ykazać: 1) w jak i sposób swoistość elem entów językow opoetyckich znajd uje u Różewicza w y raz w stru k tu rz e całości u tw o ru ; 2) w czym z p u n k tu w idzenia historyczno­ literackiego u p a try w a ć osiągnięć i granic jego poetyki.

* W y w o d y t e o p i e r a j ą s ię p r z e d e w s z y s tk i m n a m o je j d y s e r t a c j i : P o e tisc h e S tr u k tu r u n d ly r isc h e s W e ltb ild in d e r Z e itg e n ö sisc h e n so z ia listisc h e n p o ln isc h e n P oesie. B e r li n 1969 ( m a s z y n o p is p o w ie lo n y ) . D e u ts c h e A k a d e m i e d e r W is s e n s c h a f te n . W n i n ie j s z y m a r t y k u l e p o e z j a R ó ż e w ic z a j e s t r o z w a ż a n a n a t l e p r o g r a m u p o e ty c k ie g o A w a n g a r d y k r a k o w s k i e j i je g o r e a l i z a c j i u P r z y b o s ia . Z a o w o c n e i n s p i r a c j e w t o k u p r a c y i m o ż liw o ś ć o p u b l ik o w a n i a te g o s t u d i u m d z ię k u j ę p o l s k i m K o le g o m , a z w ł a s z ­ c z a d r o w i J a n u s z o w i S ł a w i ń s k i e m u . 1 O to n i e k t ó r e z o w y c h f o r m u ł : „ p o e ta ś m i e t n i k ó w ” ( s a m R ó ż e w ic z ), „ k lo c k o - - w y o b r a ż n i a ” , „ k lo c k o - o b r a z ” (W y k a ), „ p o e z ja k r z y k u i s z e p tu ” ( K w ia tk o w s k i) , „ r o z c z a r o w a n y h u m a n i s t a ” (B ło ń s k i) ) , „ li r y k a a s c e z y ” (L a m ), „ n ik t p r z e c iw r o z ­ p a c z y ” (T r z n a d e l) .

(3)

8 8 H E IN R IC H O L SC H O W S K Y Relacja z otchłani

C z ło w ie k a t a k s ię z a b i j a j a k z w ie r z ę

(O calony, s. 20) 2 P oetyka A w angardy w w ersji P rzybosia kończy się w łaśnie tam , gdzie rozpoczyna się św iat poetycki Różewicza. K atastro fisto m natom iast kazało niebaw em zam ilknąć spełnienie ich p on u ry ch przeczuć — rzeczyw ista katastrofa. P raw dziw y stan człow ieka n a p rogu m iędzy w ojn ą a pokojem oczekiwał nazw ania. Zadanie to sp ełniają w łaśnie przede w szystkim takie utw ory, jak Ocalony i Lam ent. Łącznie konkluzja ich jest n astępująca. B ohater liryczny jest ow ładnięty prześw iadczeniem , że przypadkiem tylko un ik nął śmierci, na k tó rą był skazany. T rad y cy jne k ry te ria m oralne zo­ stały podważone, a ich językow e środki w y razu stały się w ieloznaczne, niezdolne już ująć rzeczyw istości w ojennej i pow ojennej. S taje w ięc przed poetą konieczność poszukiw ania now ego sposobu ek spresji języ ­ kowej, k tó ry odpow iadałby rzeczyw istym dośw iadczeniom i z którego pom ocą dałoby się przyw rócić jednoznaczność kategorii m oralnych.

Jak ie realia historyczne odzw ierciedla podobny stan św iadom ości? Faszystow ską p olitykę ek sterm in acji w Polsce cechowało śm ierteln e zagrożenie każdego, a więc nić tylko staw iający ch zb rojn y opór. Z sześciu m ilionów obyw ateli, k tó ry ch Polska straciła w czasie drugiej w o jn y św iatow ej, 90% padło ofiarą bezw zględnego terro ru . W obozach koncen­ tracy jn y ch m ożna było sobie w yliczyć w łasną śm ierć — w zasadzie każdy tam był n a nią z góry skazany. Czy następow ało to w cześniej, czy póź­ niej, zależało w yłącznie od liczby tych, któ rzy m usieli iść pierw si. K ażda z ofiar przypadkiem m ogła przeżyć, każdy z ocalałych rów nie przypadko­ wo mógł zginąć.

Ocalałym czuje się Różewicz także n a tle swego pokolenia literackiego. Z kręgu m łodych poetów działających w W arszaw ie większość poległa w walce konspiracyjnej bądź w p ow staniu w arszaw skim : Baczyński, Bo­ jarski, Gajcy, Mencel, Stroiński, Trzebiński.

Niem iecki faszyzm stw orzył han ieb n y system poniżania, w k tó ry m sam a ofiara była na usługach katów w ich m orderczych p rakty kach. Celem było upodlenie i zezw ierzęcenie człowieka. W rok u 1943 H im m ler oznajm ił SS: „My, Niemcy, k tórzy jed y n i n a św iecie m am y przyzw oity stosunek do zw ierząt, przy jm iem y rów nież przyzw oitą postaw ę w obec tych ludzkich zw ierząt [...]” 3. Dochodzi tu do głosu ideologia staw iająca

2 T. R ó ż e w i c z , P o e z je zeb ra n e. W r o c ła w 1971. J e ś l i b r a k in n y c h a d n o t a c j i , w s z y s tk ie c y ta t y z te g o w y d a n i a ( w y s tę p u j ą c a k i l k a k r o t n i e n u m e r a c j a w e r s ó w p o ­ c h o d z i o d a u t o r a a r ty k u ł u ) .

3 W . H o f e r, D er N a tio n a lso zia lism u s. D o k u m e n te 19331945. F r a n k f u r t a . M . 1957, s. 113.

(4)

JĘ ZY K O W E P O D S T A W Y PO E T Y K I R Ó ŻEW IC ZA 89

się poza w szelką m oralnością, jej urzeczyw istnieniem był m. in. O św ię­ cim. W jednym z opow iadań obozowych Tadeusza Borowskiego z n ajd u je­ m y zdanie: „Głód je st w te d y praw dziw y, gdy człowiek p atrzy n a drugiego człow ieka jako na obiekt do zjed zen ia” 4. I nie było w ty m literack iej przesady. Zapiski k o m end an ta obozu w O św ięcim iu R udolfa Hössa w y ­ kazują, że bezgraniczne w ygłodzenie w ięźniów doprow adziło do w y p ad ­ ków kanibalizm u 5.

S ystem hitlerow ski zorganizow ał technicznie doskonałą eksploatację sw ych ofiar, w szystko jedno, czy żywych, czy um arłych. W ykształcił sobie n aw et ad m inistrato ró w śm ierci, na zim no obliczających o ptym alne m ożliwości m ordow ania. Pod ty m w zględem Höss był postacią wzorcową. O pierw szym w ypadku użycia C yklonu В pisze on:

N a d s a m ą k w e s t i ą z a b i j a n i a r a d z i e c k i c h je ń c ó w w o j e n n y c h n ie z a s t a n a w i a ­ łe m s ię w ó w c z a s . T a k i b y ł r o z k a z i m u s i a ł e m go w y k o n a ć . O t w a r c i e j e d n a k p o w ie m , ż e z a g a z o w a n ie te g o t r a n s p o r t u p o d z ia ła ło n a m n ie u s p o k a j a j ą c o , w k r ó t ­ ce p r z e c ie ż t r z e b a b y ło r o z p o c z ą ć m a s o w e u ś m i e r c a n i e Ż y d ó w , a d o ty c h c z a s a n i ja , a n i E ic h m a n n ie z d a w a l iś m y s o b ie s p r a w y z te g o , w j a k i s p o s ó b b ę d z ie s ię o d b y w a ć m a s o w e z a b i j a n i e . [...] T e r a z z n a le ź liś m y z a r ó w n o g a z, j a k i s p o s ó b p o s t ę p o w a n ia 6.

Tępy, drobnom ieszczańsko zam iłow any w porządku m orderca zza b iu rk a — by ł w yzw aniem rzuconym w szystkim , k tó ry podjęli się p rzy ­ w rócenia godności człowiekowi. Zakończenie autobiografii Hössa, dow o­ dzące jego ograniczoności, w k tó ry m prosi, by „nie w yciągać n a w idok publiczny” jego w szystkich „odruchów łagodności i n ajsk rytszy ch w ą tp li­ wości [...]. Inaczej bowiem szerokie rzesze nie m ogą sobie w yobrazić kom end anta Oświęcimia. N igdy tego nie zrozum ieją, że on także m iał serce, Że nie był zły ” — skłoniło później Różewicza do następującej re ­ fleksji: „Uważam , że te słowa są n ajstraszn iejszym oskarżeniem człow ieka w spółczesnego” 7.

Takie oto są historyczne p u n k ty odniesienia dla poezji Różewicza, kiedy przeprow adza następujące sam o ok reślen ie:

n i e j e s te m m ło d y

n ie c h w a s m o ja n ie w in n o ś ć n i e w z r u s z a

[ 1

4 T. B o r o w s k i , D zień na H a rm en za ch . W : P o żeg n a n ie z M arią i in n e o p o ­ w ia d a n ia . W a r s z a w a 1961, s. 49.

5 W s p o m n ie n ia R u d o lfa H oessa, k o m e n d a n ta o b o zu o św ięcim sk ieg o . W a r s z a w a 1956, s. 112.

0 Ib id e m , s. 134— 135.

7 Ib id e m , s. 167. P r z e k ła d c y t. z a : T. R ó ż e w i c z , P r z e r w a n y egzam in . W a r ­ s z a w a 1960, s. 65.

(5)

90 H E IN R IC H O L SC H O W SK Y

z a m o r d o w a łe m c z ło w ie k a i c z e r w o n y m i p a lc a m i g ła d z iłe m b i a ł e p i e r s i k o b i e t

(L a m e n t, s. 10)

P roblem atyczny stał się także kom pleks cnót narodow ych i żołnier­ skich. K oleżeństw o, odw aga i entu zjazm m łodzieży walczącej w szere­ gach A rm ii K rajow ej zostały n adu ży te dla in try g politycznych. Ojczyzna, p atriotyzm , honor żołnierski, solidarność — w szystko, co było jedno­ znaczne w czasie w alki, poczęło staw ać się w zględne, w ątpliw e. Ju ż w sw ym pierw szym tom iku Różewicz odcina się od rządzących sił poli­ tycznych sprzed w ojn y :

O s z u k a n y t a k ż e m o ż e c ie m i w r ę c z y ć b i a ł ą l a s k ę ś le p c a b o n i e n a w i d z ę w a s u c h o d z ę z w c z o r a js z e g o s ie b ie (R ok 1939, s. 22) Także tu było więc potrzebne ponow ne zdefiniow anie.

Dla uchw ycenia n ajisto tniejszych konfliktów Różewicz szczególnie silnie eksponuje określone relacje m iędzy „ ja ” lirycznym a otaczającym św iatem , jak np. stosunek do n a tu ry , do poległych tow arzyszy, do kobiety. Z atrzym ajm y się nad jed n ym przykładem :

1 R ó ż a t o k w i a t

2 a lb o im i ę u m a r ł e j d z ie w c z y n y

3 R ó ż ę w c ie p łe j d ło n i m o ż n a z ło ż y ć 4 a lb o w c z a r n e j z ie m i

5 C z e r w o n a r ó ż a k r z y c z y

6 z ło to w ło s a o d e s z ła w m il c z e n iu

7 K r e w u c ie k ł a z b la d e g o p ł a t k a 8 k s z t a ł t o p u ś c ił s u k n i e d z ie w c z y n y 9 O g r o d n i k t r o s k l iw ie k r z e w p i e l ę g n u je 10 o c a lo n y o jc ie c s z a le je 11 P ię ć l a t m i j a o d T w e j ś m ie r c i 12 k w i a t m iło ś c i k t ó r y j e s t b e z c ie r n i 13 D z is ia j r ó ż a r o z k w i t ł a w o g r o d z ie 14 p a m i ę ć ż y w y c h u m a r ł a i w i a r a . (Róża, s. 8)

J u ż pobieżne spojrzenie na te n utw ó r pozw ala dostrzec znaczne róż­ nice w porów naniu z liry k ą Przybosia oraz innym i w zoram i poetyckim i.

(6)

JĘ Z Y K O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó Ż EW IC Z A 91

L eksykalna m etafo ra schodzi n a dalszy plan, dom inuje bezpośrednia w y ­ powiedź, m uzyczne elem en ty języka zostają w znacznym stop n iu w y ­ elim inow ane, składnia odpow iada ogólnie p rzy ję ty m norm om ; językow o ujm o w ana rzeczyw istość nie objaw ia cech deform acji.

P ow staje w ięc pytanie, skąd bierze się poetyckość utw oru. W nikliw a analiza pow inna w ydobyć isto tne elem enty jego poetyki, aby m ożna było je n astęp nie sk onfrontow ać z d y rek ty w am i A w angardy.

Dw uczłonow y m odel definicji, słow nikow ego objaśnienia, z jakim m a­ m y do czynienia n a w stępie, dostarcza szkieletu kom pozycyjnego i p rze j­ m u je dalsze istotn e funkcje. W yjaśnione zostają obydw a w a ria n ty ho- m onim u „róża” : w ersy n iep arzy ste odnoszą się do 'k w ia tu ’ (w yjątkiem je st w. 11), p arzy ste do 'im ien ia dziew czyny’. D okonuje się to w ciągu p araleln ych sy n takty czn ie zdań prostych, bez stosow ania przerzu tn i. Em o­ cjonalna neu traln o ść i o stateczny c h a ra k te r definicji p rzeciw staw iają się elem entom będącym nosicielam i w artości uczuciow ych i jednocześnie na zasadzie k o n tra stu p o tęg u ją ich wym ow ę. D ziałaniu tak iem u podlega w w. 2 p rzy m io tn ik „ u m a rłe j” . O dtąd tym , co w w ierszu m a się n a m yśli m ów iąc „róża” , nie jest po p ro stu im ię dziew czyny, lecz im ię dziew czyny um arłej. N apięcie w artości em ocjonalnych m iędzy w. 1 ( + ) a w. 2 ( —) w skazuje p ierw iastek tem aty czn y w iersza.

Pojęciow y i em ocjonalny k o n tra st organizuje rów nież w. 3 i 4: „w ciepłej dłoni” ( + ) w stosunku do „w czarnej ziem i” ( —). O kreślenie b a rw y niesie z sobą znaczenie żałoby, ty m bardziej że antonim „ciepłej” w połączeniu z „ziem i” z łatw ością (jak należało się spodziewać) p rzy ­ wodzi n a m yśl u ta rty zw iązek frazeologiczny „zim ny grób” .

D otąd słow nictw o w ystępow ało jed y n ie w sw ym podstaw ow ym zna­ czeniu, w. 5 zaw iera pierw szą k o n stru kcję m etaforyczną, w któ rej cza­ sow nik w y stęp u je w znaczeniu przenośnym . K o nstru k cja ta, a n tro p o - m orfizm , pow staje dzięki dosłow nem u p o trak to w an iu frazeologicznie zu ­ żytej już przenośni: „kolor krzy k liw y ” 8. K w iat zostaje poddany w y d atn ej aktyw izacji, jest p o trak to w an y jako podm iot działający. P o w staje opo­ zycja do w. 6 przez określenia b a rw „czerw ona” — „złotow łosa” i a n to ­ n im y „krzyczy” — „w m ilczeniu” . U legają odw róceniu dotyczące życia ludzkiego i roślinnego w yobrażenia o aktyw ności i pasywności, o tym , co ciche i głośne.

K on stru k cji kolejnego dw uw iersza „krew uciekła [...]” chyba już nie m ożna uw ażać za m etaforyczną — opiera się ona na zw iązku frazeologicz­ ny m „krew ucieka z tw a rz y ” . Pod w pływ em paralelizm u syntaktycznego znaczenie „k ształtu ” w analogii funkcjonalnej do „ k rw i” będzie a k tu a li­

8 S ło w n ik ję z y k a p o lsk ieg o . P o d r e d a k c j ą W . D o r o s z e w s k i e g o . T . 3. W a r ­ s z a w a 1958, s. 826.

(7)

92 H E IN R IC H O L SC H O W SK Y

zowane jako 'zarys, sylw etka jakiegoś przed m io tu ’. Nie m ów i się już o dziew czynie, lecz jedynie o k o nturze jej sylw etki. Osoba w ym y k a się z przebiegu zdarzeń, staje się niew idzialna — ty m sposobem je st realizo­ w ane jeszcze drugie znaczenie „k ształtu ” : „osoba lub p rzedm iot dostrze­ gane niedokładnie, w ogólnych zarysach” 9.

W ersy 9 i 10 p ow racają do k o n tra stu sem antycznego: „troskliw ie [...] p ielęgnuje” — „szaleje” . P rzym io tnik „ocalony” m o ty w uje siln ą ek sp re­ sy wność następującego po nim czasownika, gdyż w yd ob yw a paradoks (znam ienny dla Różewicza) losu ojca, k tó ry p r z e ż y ł sw ą córkę.

Zw rot „kw iat m iłości” w w. 12 jest zadom ow ionym w języ k u lite ­ rackim , zużytym określeniem m etaforycznym k w ia tu róży. W kontekście dw uw iersza odnosi się jed n ak do dziew czyny i dzięki tej k o n k rety zacji poczyna znów działać m etaforycznie. A ktualizacja przenośnego znaczenia „ k w ia tu ” jako w y n ik u i przedm iotu miłości rodzicielskiej n a ty ch m iast pow oduje napięcie m iędzy nim a k o n k retn y m znaczeniem „c ie rn i”, n a ­ suw ając m otyw : róża — cierń. Raz jeszcze m am y k o n tra st m iędzy od­ now ą życia w przyrodzie: „róża rozk w itła” ( + ) , a stra tą nieodw racalną, śm iercią w sferze ludzkiej: „pam ięć [...] u m a rła ” ( — ). W iersz ten spełnia pod pew nym w zględem postu lat z Ocalonego :

S z u k a m n a u c z y c ie la i m is tr z a

[ . . . . * 1

n ie c h je s z c z e r a z n a z w ie r z e c z y i p o j ę c i a [s. 20]

Rzeczywistość pow ojenną trzeb a poznać i adek w atn ie określić. De­ form acja em pirii byłaby tu nie n a m iejscu, gdyż rzeczyw istych zniszczeń (a więc rów nież deform acji) poetycko niepodobna przelicytow ać. Dom a­ g a ją się one niesfałszow anego w yrazu. W łaśnie tego, stw orzenia now ych odpowiedniości m iędzy językiem a rzeczyw istością, pod ejm u je się po­ eta. D latego Róża jest im ieniem m a r t w e j dziew czyny. Stąd też este­ tycznie uspraw iedliw ione jest konsekw entne faw oryzow anie podstaw o­ w ych znaczeń, dążenie do jednoznaczności zm ysłowo spraw dzaln ych do­ świadczeń. W relacji liryczno-aksjologicznej bezpośredniość odczuć zo­ staje pow ściągnięta z pom ocą definicji, co przyczynia się do w iększej d yskrecji ich w yrazu. Zgodnie z przyjętym i, choć w zm odyfikow anej postaci, w ym aganiam i A w angardy emocje nie są nazyw ane, lecz z m ak sy ­ m aln ą w strzem ięźliw ością opisyw ane, co b y n ajm n iej nie osłabia ich in te n ­ sywności. W ynikają stąd w nioski dotyczące stosunku poety do trady cji. „Róża” jako im ię i jako nazw a k w iatu pozw ala tw orzyć nie tylk o pa­ ralelę fonetyczną w ciąż od now a p rzełam yw aną przez ustalenie różnicy sem antycznej. Je st to zarazem paralelizm konw encjonalnoliteracki, gdyż w ypow iedzi o kw iecie i dziew czynie form ułow ane są jako analogiczne

(8)

JĘZY K O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó Ż EW IC Z A 93

pod w zględem b arw y em ocjonalnej. M am y tu do czynienia ze s tru k tu rą posiadającą już sw oją historię. B ogata tra d y c ja liry k i m iłosnej sym bo­ licznie utożsam iała te d w a elem enty. T radycję tę w u żyty m przez siebie hom onim ie Różewicz poniekąd językow o uprzedm iotow ił. P o eta jest p rzy ty m całkow icie św iadom y jej historycznoliterackiej w artości. W jedn ym z późniejszych utw orów m ów i:

k o b i e t a j e s t j a k k w i a t o d łó ż t o p i ę k n e s t a r e p o r ó w n a n i e n a b o k

(Et in A rc a d ia ego, s. 544)

Owo „odłożenie na bok” dawnego, pięknego, lecz dziś już n ieu ży ­ tecznego porów nania zostało prak ty czn ie dokonane w analizow anym w ierszu.

Z pom ocą pewnego rodzaju n egatyw nej alegorii zostaje udow odnione, że losy róży i dziew czyny nie są ju ż zbieżne. Lecz ów b ra k zbieżności nie zyskuje aprobaty. Prześw iadczenie o n a tu ra ln e j praw om ocności h a r ­ m onii obydw u losów stanow i tło oddziaływ ania elegijnej skargi. S tru k tu ­ raln y m ekw iw alentem tego prześw iadczenia jest podjęcie m otyw u róży w tak i sposób, że dziew czyna i k w iat okazują się n iew ątp liw ie porów ­ nyw alne w zajem nie.

P ostaw a elegijna zn ajd u je w y raz także w p rzeciw staw ieniu n ie n a ­ ruszonej, ocalałej n a tu ry — człowiekowi, którego słuszne praw o do życia w ojna obróciła wniwecz. Postaw ę tę określa przyporządkow anie: ele­ m enty sem antyczne aktyw ności, głośności, poczucia bezpieczeństw a i m a ­ jorow a b a rw a em ocjonalna ( + ) w chodzą w sferę n a tu ry , n ato m iast do sfery ludzkiej należą, um otyw ow ane w yborem dziecka jako rep re z en ­ tanta, elem enty pasywności, bezbronności i m inorow a b a rw a em ocjo­ naln a ( —) 10. M otyw dotychczas faw oryzow any przez liry k ę o ch arakterze intym nym , tu natom iast, odm iennie sfunkcjonalizow any, um ożliw ia in te n ­ syw niejszy em fatyczny p ro test przeciw ko zniszczeniom w ojennym , ja k ie ­ go nie dałoby się w ydobyć przy najszerszym w yk o rzy stan iu szczegółów batalistycznych. W łaśnie przez konsek w en tn ą indyw idualizację w iersz wznosi się do poziom u tego, co ogólne.

Podobną polem iczną wobec tra d y c ji sytu ację człow ieka w porów naniu z n a tu rą u k azu je w zwięzłej i dram atycznie w yostrzonej form ie w iersz

K siężyc św ieci (s. 74). U kład ten ulega stopniow o zm ianom w w ierszach R a n ny i Dola (s. 12, 14).

10 O s k a r ż y c i e ls k ą r o l ę d z ie c k a w lir y c e R ó ż e w ic z a w y k a z u j e Z. S i a t k o w s k i w z n a k o m i ty m s t u d i u m Z k ra ju b o h a te rsk ic h d zie c i (w z b io r z e : L ir y k a p o lsk a . In te rp re ta c je . K r a k ó w 1966).

(9)

94 H E IN R IC H O L SC H O W SK Y

Dalsza zm iana fu n k cji n a tu ry w obec człow ieka zachodzi w J a k dobrze, k tó ry to utw ó r w sposób znam ienny zam yka tom ik Czerwona ręka w ic zk a , zaw ierający w iersze z lat 1947— 1948.

J a k d o b r z e M o g ę z b ie r a ć ja g o d y w le s ie m y ś l a ł e m n i e m a l a s u i ja g ó d . J a k d o b r z e M o g ę le ż e ć w c ie n iu d r z e w a m y ś l a ł e m d r z e w a j u ż n ie d a ją c ie n ia . J a k d o b r z e J e s t e m z t o b ą t a k m i s e r c e b i j e m y ś l a ł e m c z ło w ie k n i e m a s e r c a . [s. 105]

Z w arta kom pozycja trzech czterow ierszy w sp a rta p rzejrzy sty m roz­ członkow aniem syntak ty czny m (zdanie eliptyczne + zdanie p ro ste + zdanie główne w raz z pobocznym ; w ostatniej strofie niew ielkie odchy­ lenie) przygotow uje hierarchiczne stopniow anie wypow iedzi. Rozpoczyna anaforycznie pow tarzany em fatyczny w ykrzy kn ik, k tó ry n aty ch m iast zo­ staje um otyw ow any z całą pro sto tą naiw nie ujm ow anej codzienności. W strofie 1: „Mogę zbierać / jagody w lesie” , w strofie 2: „M ogę le­ żeć / w cieniu drzew a” . Sprow okow ane na początku oczekiw anie p rze­ dłuża strofa 2. Dopiero w strofie 3 ko n fro n tacja m yśli b o h atera lirycznego z realn ą rzeczyw istością w y jaśn ia ekspresyw ność w ykrzyknika.

W strofie 1 m am y upew n ian ie się co do istn ien ia takich przedm iotów n a tu ry , jak „las” i „jagody” . Z p ersp ek ty w y spustoszeń, jakich dośw iad­ czył, podm iot rad u je się możnością w yko ny w an ia pow szednich czynności. Przedm ioty n a tu ry są tu pow tórnie w yliczane bez uciekania się do za­ imków. Z podobnym podkreślaniem tego, o czym się mówi, spotykam y się np. w psalm ach. N iczym naiw ne zaklęcie, m a to pochw ycić i po­ tw ierdzić przedm iot w ypow iedzi w jego m aterialn ej autentyczności. S tro ­ fa 2 nie rozw aża już sam ego istnien ia przedm iotów , lecz ich właściwości. N a tu ra jest przedstaw iona jako schronienie dla doświadczonej cierpieniem jednostki.

S trofa 3 w kracza w sferę uczuć pom iędzy ludźm i, co stanow i decy­ dujące poszerzenie h o ry zo n tu w iersza, a zarazem p u n k t odniesienia po­ przednich strof, pointę. W ydaw ałoby się, że spostrzeganie bliskości uk o ­ chanej osoby, bicie serca — to spraw y zwykłe. A jed n ak to spostrzeżenie obronić się m usi wobec uzasadnionej obaw y: „m yślałem człowiek / nie m a serca” .

W w ierszu, jak ten sk onstruow anym hierarchicznie i zdążającym do pointy, in teresu jące będzie bliższe rozpatrzen ie s tru k tu ry owej pointy,

(10)

JĘ ZY K O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó Ż EW IC Z A 95

zwłaszcza że chodzi tu o k o n struk cję ch arak tery sty czn ą dla Różewicza. Z w ro t „człowiek / nie m a serca” opiera się na zw iązku frazeologicznym . U jego podstaw nie leży w praw dzie rozrzerzenie znaczenia, jed n ak po­ tra k to w a ł go p oeta w te n sposób, jak gdyby tak a sytu acja zachodziła n . P u n k te m w yjścia zw iązku frazeologicznego nie jest bow iem serce w zna­ czeniu org an u anatom icznego, lecz w znaczeniu przenośnym — zdolności do uczucia. W iersz posługuje się ty m zw rotem dla w y rażenia faktycznego s ta n u śm ierci. Sprow adza go w ięc do rzekom ego zmysłowo konkretnego p u n k tu w yjściow ego, osiągając przez to efek t m etaforyczności. N aw arst­ w ienie znaczenia leksykalnego i kontekstualnego prow adzi do jednorazo­ wego w zbogacenia jakości. Z w rot ten zaw iera w ięc dw ie w ypow iedzi: człow iek żyje, i: człow iek pozostał człowiekiem . Logicznie zn ajdu je w tym kulm in ację em piryczna sy tuacja przedstaw iona w strofie 3, a zarazem idea całego w iersza.

M am y tu do czynienia z w y razisty m p rzypadkiem peryfrazy. Kom ­ pleks społecznych dośw iadczeń w o jennych nigdzie nie w y stęp u je bez­ pośrednio, jed n a k w szystko, co rozgryw a się m iędzy boh aterem li­ rycznym a n a tu rą , w ty m w łaśnie zn ajd u je przyczynę i tylko na tym tle m oże być w łaściw ie odczytane.

Ciąg zdarzeń lirycznych jest procesem sam ouśw iadam iania podm iotu. Pod w pływ em godnej zaufania, zm ysłowo k o n k retnej m aterialności przed­ m iotów n a tu ry , k tó re — pełen zdziw ienia — nazyw a, zachodzą zm iany w jego sposobie m yślenia. O dkryw a niezniszczalną trw ałość n atu ry , a n astęp n ie człow ieka w jego p ierw o tny m społecznym odniesieniu do drugiego człowieka. Są to „elem en tarn e cząsteczki” człowieczego pozna­ nia, podstaw ow e prześw iadczenia, bez k tó ry ch oczywiście ludzie nie mogli­ by stw orzyć obrazu św iata. Proces te n jed n ak nie zostaje u kazany w „dy­ d ak ty czn ej” chronologii, lecz od końca. Jego re z u lta t an tycy pu je już w stępn e radosne stw ierdzenie. Dla k o n stru k ty w n ej pro jek cji poetyckiej człow ieka n a tu ra stała się więc m iejscem ludzkiej regeneracji.

O ile w R ó ży n a tu ra stanow iła p u n k t zaczepienia w ypow iedzi ele­ gijnej, o ty le tu d aje im puls do uzdrow ienia świadom ości zdeform o­ w anej w piekle w ojennym . W obydw u jed n ak w ypadkach jest instancją m oralną. W u jęciu n a tu ry jaw n a staje się odm ienność w zględem A w an­ g ardy i o biektyw ne zbliżenie do katastro fistó w , k tóry ch zapatryw an ia o trzy m u ją jednakże inną histo ry czną funkcję. P ow rót do naturalności człow ieka jest w y razem p ro te stu przeciw ko fałszyw em u uspołecznieniu prow adzącem u do w y n atu rzen ia się g a tu n k u ludzkiego. M ateriału do dalszych w niosków dostarcza p orów nanie obydw u w ierszy. M ożna w nich dostrzec splecenie dwóch linii tem atycznych, k tóre chcem y zaszyfrow ać

(11)

96 H E IN R IC H O L SC H O W S K Y

z pom ocą sym bolicznej fig u ry kluczow ej jako opozycję „piek ła” i „A r­ k a d ii”. O dpow iedniki ty ch pojęć w m ate rii w ierszy, z k tó ry ch zresztą zostały zaczerpnięte, w to k u rozw ażań zostaną jeszcze dokładniej ob­ jaśnione. Są to oczywiście k ry p to n im y w najw yższym stopniu sy n k re- tyczne, gdyż w chłonęły elem enty zarów no m itologiczne (antyczne oraz chrześcijańskie), jak też zaczerpnięte ze sztuki św ieckiej. Biegunow ość tej stru k tu ry św iatopoglądow ej jest, ja k się zdaje, w ażną osią dzieła. O piera się ona n a k ontraście leksykalnym , k tó ry stanow i p an u jącą za­ sadę porządkow ania m ate ria łu językow ego i um ożliw ia poecie m o raln ą rozpraw ę z rzeczyw istością. N am posłużyły do uporządkow ania i analizy m ateriału. W R ó ży owa A rkadia — jedność człow ieka i n a tu ry — tw o­ rzy tło, n a k tó ry m rozgryw a się piek ieln y d ram a t zniszczenia. N atom iast

w J a k dobrze rajsk a n a tu ra leczy św iadom ość zarażoną piekłem w ojny.

Tam to, co pozytyw ne, w y raża się poprzez negację, tu negacja przez to, co pozytyw ne. W obydw u przypadkach dochodzi do głosu zmysłowa, a u te n ­ tyczna rzeczyw istość przeciw staw iona fałszyw ym , poetyckim lub innym , abstrak cy jn y m w yobrażeniom .

S tosunek b o h atera do zabitego tow arzysza i bliskiej kobiety jest na w skroś am biw alentny.

Świadomość, że się niezasłużenie przeżyło, w prow adza elem en t n a ­ pięcia w stosunku do zabitych kolegów. Początkow o m a się w ydaw ać, ja k gdyby b oh ater liryczny był całkow icie pochłonięty spraw am i te ra ź ­ niejszości i nie spraw iało m u trud n ości pogodzenie się ze śm iercią sw ych niegdyś przyjaciół: „M oje sp raw y są spraw am i żyw ych” . W yliczy je w szystkie, zarów no pow ażne jak drob no stk i: le k tu ra M arksa i picie w ody z sokiem m alinow ym — by n astęp n ie zakończyć akcentem sam o- oskarżenia :

Ż y ję I n ic m i n i e j e s t t a k o b c e j a k t y u m a r ł y P r z y j a c ie l u .

(D o u m a rłeg o , s. 19)

K iedy indziej tw arz zabitego b rata , którego dobry uśm iech na próżno sta ra się przyw ołać w pam ięci, jaw i m u się, ja k coś daw nego m inionego, ja k znalezisko archeologiczne (B y l, s. 85). Do nieżyjących nie m a już dostępu, życie przechodzi nad nim i do porządku. Ale to tylko jed n a stro n a zagadnienia, gdyż ta k zupełnie skończyć z przeszłością podm iot jed n a k nie jest w stan ie:

W id z ę s z a lo n y c h k t ó r z y c h o d z ili p o m o r z u w i e r z y l i d o k o ń c a

(12)

JĘ ZY K O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó ŻEW IC ZA 97 t e r a z je s z c z e p r z e c h y l a j ą m o ją łó d ź n i e p e w n ą o d t r ą c a m t e s z t y w n e d ło n ie o k r u t n i e ż y w y o d t r ą c a m r o k z a r o k ie m . (W id zę sza lo n ych , s. 61)

Solidarność ze w szystkim i poległym i zm usza żyjących, by daw ali św iadectw o ofierze tam ty ch , w ykonyw ali ich testam en t, aby ow a śm ierć nie okazała się darem na, lecz stanow iła cenę now ych stosunków m iędzy ludźm i. D latego m ów ienie o ty ch sp raw ach jest nakazem . W R a chun ku czyni to Różewicz w tonie satyrycznym .

K ołtuńskie ty p y , dla k tó ry ch pam ięć o poległych w b o ju jest jed y n ie okazją do daw an ia u p u stu sen ty m en taln ej uczuciowości, o trzy m u ją o strą satyryczn ą odpraw ę: C z te r y p a n ie w r ó ż o w y c h p o ń c z o c h a c h z ie lo n y k a p e l u s i k z c z e r w o n y m p i ó r k ie m c z t e r y p a n i e d z io b ią c ia s te c z k o c ia s te c z k o b a r d z o g r z e s z n e w t a k i lis to p a d o w y n a r o d o w y d z ie ń

N atom iast o poległych m ówi się:

P o le g li n a p o l u c h w a ły n i e p o k a l a n i i m ło d z i

t a k m i w a s s t r a s z n i e ż a l [s. 54]

Różewicz z całą ostrością u kazu je groźbę zm arn otraw ienia o fiary życia całego pokolenia przez sta re siły społeczne.

W podobnie am biw alen tn y sposób jest podejm ow ana tem a ty k a m i­ łosna. Także i ona d aje się podporządkow ać zarów no k ategorii „p iekła” ja k „A rkadii” . P rz y p atrzm y się pierw szej ew entualności. W lirycznej m iniaturze zaty tuło w anej M iłość 1944 jedynym , co zostało z m iłosnej w spólnoty, je st w spólne cierpienie.

N a d z y b e z b r o n n i z u s t a m i n a u s t a c h z o t w a r t y m i s z e r o k o o c z a m i n a s ł u c h u j ą c p ł y n ę l i ś m y p r z e z m o r z e łe z i k r w i [s. 279]

Z redukow any do sw ej cielesności człow iek rozpaczliw ie sta ra się uciec od niebezpieczeństw a, nie z n a jd u je jed n ak m iejsca, w k tó rym b y ono

(13)

98 H E IN R IC H O L SC H O W SK Y

nie zagrażało. Z aw artość u tw o ru jest sprzeczna z ty tu łem , ju ż w ty m sam ym w yraża się p rotest. K rzyk z otchłani.

Inaczej w O dwiedzinach. M amy tu do czynienia z suchą relacją o spotkaniu po t y m , po w yjściu z piekła obozu koncentracyjnego.

N ie m o g łe m j e j p o z n a ć k i e d y t u w s z e d łe m d o b r z e ż e te k w i a t y m o ż n a t a k d łu g o u k ł a d a ć w n i e z r ę c z n y m w a z o n ie „ N ie p a t r z t a k n a m n i e ” p o w ie d z ia ła

g ła d z ę s z o r s t k ą d ło n ią p r z y c i ę t e w ło s y „ o b c ię li m i w ło s y — m ó w i — p a t r z c o z e m n i e z r o b il i ” t e r a z z n ó w z a c z y n a p u ls o w a ć to ź r ó d e łk o z b ł ę k i t u p o d p r z e ź r o c z y s tą s k ó r ą sz y i t a k z a w s z e k i e d y p o ł y k a łz y c z e m u o n a t a k p a t r z y m y ś lę n o m u s z ę iść m ó w ię t r o c h ę z a g ło ś n o

i w y c h o d z ę z e ś c iś n ię ty m g a r d łe m , [s. 64]

Z ew nętrzna obcość dw ojga kochających się jest p u n k tem w yjścia. Ludzie nie rozpoznają się naw zajem . K w iaty, któ re m iały być oznaką szczerych uczuć, służą do u k ry cia owej obcości. Pod w pływ em kochają­ cego spojrzenia odżyw ają doznane urazy. G est czułości u jaw n ia tylko now e rany. Pociecha nie zn ajd u je w yrazu, gdyż żaden znak nie zachow ał jednoznaczności. Rozchodzą się więc w inni, w strząśnięci.

A kcja liryczna u tw o ru odsłania duchow e spustoszenia, k tó re to, co w ludzkich stosunkach oczywiste, uczyniły nieosiągalnym . A by n a pow rót ozdrowieć, trzeb a opanow ać now e dośw iadczenia życiowe. Jak o pozytyw ny ekw iw alen t przyczynia się do tego miłość, k tó ra u Różewicza w y stęp u je w polu oznaczonym kry pto n im em „A rkad ii” .

J a k b y p r o m ie ń o w io n ę ła o w iła d o k o ła z b o la łe g o c ia ła k o k o n m iło ś c i

w y s n u ł a z s ie b ie d l a m n ie

(S tą d , s. 17)

Ból zostaje złagodzony. Podm iot, k tó ry czuje, że jest kochany, w szę­ dzie dostrzega pogodę n a tu ry : paw iookie m otyle, ptaki, w iązki prom ieni

(14)

JĘ ZY K O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó Ż EW IC Z A 99

słonecznych. W szystko, n a co spojrzy, jaśn ieje: „stąd św iat oglądam / okiem słońca”. T ak więc pow raca w ia ra w przeobrażającą człow ieka siłę miłości. Nie zostaje ona jed n ak idealistycznie w yolbrzym iona, nie w ynosi się ponad codzienność, lecz zajm uje m iejsce obok tego, co piękne i w s trę t­

ne, w zniosłe i głupie w całokształcie przeżyć ludzkich. T o j e s t p r a w d a : m iło ś ć u s z l a c h e t n i a j e s t e m le p s z y o d r o b i n ę le p s z y w i e r z y m y w t o o b o je . (M iłość, s. 45)

Pew ien n a lo t ironii jest jeszcze uchw ytny, nie unicestw ia jed n a k miłości, lecz ja k b y sprow adza ją n a ziem ię. Z ainteresow anie poety zw raca się k u praw dom o podstaw ow ych form ach stosunków społecznych, k tóre u znaje bądź za zakłócone, bądź za nienaruszone.

K iedy dokonuje się przeglądu w ierszy sum ując w rażenia, z całą w y ­ razistością u jaw n ia się przew ażnie pasyw ny c h a ra k te r ich podm iotów . O kreśla to już zarazem ich podstaw ow e zadanie — za pom ocą arty sty c z ­ nie spotęgow anego m edialnego asp ek tu m ow y p rzed staw iają rozładow ania nagrom adzonych afektów . Nie m ają one c h a ra k te ru w yłącznie in d y w i­ dualnego. Czas w alki, zaciętej obrony przed planow ą ek sterm in acją stłu ­ m ił w szystko, co nie sprzyjało bezw arunkow o woli w ytrw an ia. Teraz nadszedł czas, b y m ówiąc uw olnić się od w ielorakich obciążeń psychicz­ nych i konfliktów . Podm iot liry czn y przysw oiw szy sobie dośw iadczenia zbiorowości w ypow iada się jako jej rep rezen tan t. P oezja ta m ogła w ięc spełnić fu n k cję w yzw alającą i poniekąd oczyszczającą 12.

Jak im i środkam i posłużył się poeta, aby tego dokonać?

Teoretyczne w ypow iedzi Różewicza n a tem a t sy tu a c ji- poezji pow o­ jenn ej jed y n ie częściowo w y ja śn ia ją zasady jego w łasnej p rak tyk i.

W m o im r o z u m i e n i u l i r y k a w s p ó łc z e s n a b y ł a b y s t w o r z e n i e m z d e r z e n i a m ię d z y u c z u c ie m i z ja w i s k i e m , m ię d z y u c z u c ie m i r z e c z ą 13.

J e st to poetyk a raczej k o n statacji niż analizy. P ra k ty k a Różewicza pokazuje m ianow icie, że su b iek ty w n e uczucie zawsze z góry ogarn ia określony idealn y ustró j św iata i kożdorazowo dane sobie przedm ioty

12 K la s y c z n y m o d e l t a k ie g o w y z w a la j ą c e g o p r z e i s t o c z e n ia r z e c z y w is to ś c i w p o e ­ z ję o p i s u j e G o e t h e (Z m o je g o ży c ia . Z m y ś le n ie i p ra w d a . P r z e ło ż y ł z n ie m ie c k ie g o A . G u t t r y . T . 2. W a r s z a w a 1957, s. 165) w z w i ą z k u z e s w o im W e r te r e m : „ m n ie u t w ó r t e n b a r d z i e j n iż k a ż d y i n n y p o m ó g ł d o w y r a t o w a n i a s ię z b u r z li w y c h o d m ę ­ tó w , k t ó r e m io t a ły m n ą s t r a s z li w i e n a w s z y s tk i e s t r o n y ” . M e c h a n iz m o w i, k t ó r y t u s p r o w a d z a s ię d o w r a ż e ń i n d y w i d u a l n y c h , u R ó ż e w ic z a o d d z ia ł y w a n i a s p o łe c z n e g w a r a n t u j e i n te n s y w n o ś ć p r z e ż y ć w o j e n n y c h . 13 T. R ó ż e w i c z , D ź w ię k i o b ra z w p o e z ji w sp ó łc z e sn e j. „ T r y b u n a L i t e r a c k a ” 1958, n r 19.

(15)

1 0 0 H E IN R IC H O LSC H O W SK Y

(zjawiska, rzeczy) m ierzy tą w łaśnie „norm ą” . Dla w y rażen ia tego nie trzeb a kunsztow nych m etafo r i w yszukanego słow nictw a. Nie m a specjal­ nej m ow y poetyckiej, a w ydarzenie liryczne m ożna przekazać przy użyciu dowolnego m ate ria łu językow ego. P o stu laty te są u Różew icza także przedm iotem w ypow iedzi lirycznych:

B y ły w m o im ż y c iu s ł o w a p o ż e g n a n ia i s ło w a n ie n a w i ś c i a p o t e m s ło w a m iło ś c i [ ] W s z y s tk ie o n e b y ły j e d n o z n a c z n e n i e b y ło m ię d z y n im i p o r ó w n a n i a a n i p r z e n o ś n i p e r y f r a z y a n i h i p e r b o l i A le m ia ł y w s o b ie m o c s ą d z e n i a i m o c w z r o s t u i m ia ł y m o c t w o r z e n i a (P o e ty k a , s. 202)

U derza eksponow ana pozycja pojęcia „jednoznaczności” i jego w y ­ raźne przeciw staw ienie w stosunku do A w angardy. P o liw alen cja przed­ m iotów u Przybosia, w yrażająca się w zdolności słow a do oznaczania tego i zarazem czegoś innego, m iała c h a ra k te r o n t o l o g i c z n y . W p rze­ ciw ieństw ie do owej d y n a m i z a c j i m am y u Różewicza próbę u s t a ­ b i l i z o w a n i a św iata, w y rw an ia go z chaosu. W łaściw a A w angardzie leksykalna wieloznaczność w raz z sem antyczną in flacją słow a jaw i m u się jako wieloznaczność m o r a l n a , k tó rą trzeba przezw yciężyć. Tem u w łaśnie m a służyć postulow ana przez niego jednoznaczność. W yrazow i m ają być przyw rócone stałe ko n tu ry, autentyczność, aby „pow iedziane” gw arantow ało rów nież: „pom yślane” . P ow staje teraz pytanie, ja k fu n kcjo­ n u je w w ierszu tak rygorystycznie w ym agana an tym etafo ry czna (w isto­ cie antyliryczna) jednoznaczność.

Różewicz poszukuje konkretnego zmysłowo kształtu rzeczyw istości. A by go pochwycić, p re fe ru je — zam iast częstych przenośni i przesunięć znaczeń w stosunku do no rm y — w łaśnie zw roty u trzy m an e w norm ie stylistycznej i w a ria n ty leksykalno-sem antyczne odpow iadające p odsta­ w ow em u znaczeniu. Porów nanie dw óch w ierszy Różewicza i dw óch P rz y ­ bosia pod kątem c z ę s t o t l i w o ś c i w y s t ę p o w a n i a w p o d s t a ­ w o w y m z n a c z e n i u najw ażniejszych w danym w y p a d k u trzech kategorii w yrazów (rzeczowników, czasowników, przym iotników lu b p rzy ­ słówków) daje stosunek 75% do 45% u . D la u niknięcia grożącego w tej 14 W z ię to p o d u w a g ę w ie r s z e : R óża, J a k d o b rz e o r a z P r z y b o s i a Z o tc h ła n i

(16)

JĘZY K O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó ŻEW IC ZA 101

sytuacji niebezpieczeństw a „płaskiej” pierw szoplanow ości Różewicz roz­ budow uje pojęciowe i em ocjonalne ko n trasty , intensyw nie w yzyskuje napięcie m iędzy tym , co konkretne, a tym , co abstrakcyjne. K onsekw en­ cją kom pozycyjną jest faw oryzow anie pointy, co pozw ala na stosunkow o częste użycie form y swego rodzaju ronda. Z przestrzeganą zasadą jed n o ­ znaczności słow nictw a wiąże się w sposób szczególny oddziaływ anie kon ­ w encji literackiej, k tó ra każe oczekiwać obecności przenośni w m ow ie poetyckiej. Odkrycie poetyckości w łaśnie podstaw owego znaczenia sp raw ia niespodziankę i czyni z dotychczasow ych modeli liryki tło opozycyjne. Poetycka subiektyw ność zatem określa się przez w yraźne odw ołania do trad y cy jn y ch paradygm atów (zarówno Skam andra, jak I i II A w an ­ gardy) i odchylenia od nich. H istorycznoliteracka opozycja jest więc już zaw arta w synchronicznie u jęty m stosunku au to ra do norm y językow ej.

W praw dzie w poetyce sform ułow anej Różewicza m anifestu je się te n ­ dencja w yraźnie w roga m etaforze, jed n ak w p rakty ce nie może on obyć się bez ko nstrukcji o takim charakterze. Nie są one trak tow an e w ąsko, np. tylko leksykalnie, lecz jako intensyw ne w yzyskanie opozycji danych ju ż w języku. G dy pojaw ia się m etafora leksykalna, z reguły służy nie przew yższeniu konkretnego znaczenia, lecz r e k o n k r e t y z a c j i ab ­ strak cy jn y ch i w yblakłych zwrotów.

Schem at fragm en tu z Jak dobrze, rep rezen taty w n y także dla innych utw orów , pow inien w yjaśnić stosow aną tu zasadę (linia p rzeryw an a w skazuje funkcję, k tó rą zw rot lub w yraz p rzejm uje m etaforycznie):

P ła s z c z y z n a sig n ifia n t

P ła s z c z y z n a sig n ifié

Podobna technika m etafory nie jest od innych tru d n iejsza do roz­ szyfrow ania, stw arza tylko pew ien pozór, poniew aż posługuje się tym sam ym znakiem co usus językow y. Nie poszukuje się ryzykow nej kom bi­ nacji w yrazów , nowe znaczenie w yraża się poprzez stereotyp, prow adząc tym sam ym do jego rozkładu.

Taki jest stru k tu ra ln y w yraz stosunku Różewicza do św iata, w yraz jego poetyckiej wrażliwości. Pow szednie, małe. niepokaźne, w szystko to, nad czym zazwyczaj przechodzim y do porządku, a co jednak stanow i podstaw ę naszej egzystencji — zostaje odkryte jako niepow tarzalne, cen­ ne i dające szczęście. Podm iot m usi się upew nić co do istnienia rzeczy m oralnie bezspornych, m usi odzyskać zaufanie zm ysłów do św iata, by wówczas n a nowo zm obilizować swe siły duchowe. W łaściwy Różew i­ czowi sposób obserw acji nad aje tem u, co powszednie, ekstrem alną głębię,

(17)

102 H E IN R IC H O L SC H O W SK Y

k tó ra nie p rzysługuje danem u przedm iotow i sam a przez się. Pod na­ ciskiem pytania, c z y św iat w ogóle jeszcze istnieje, zdarzenia banalne o trzym ują zasadniczą w ykładnię znaczenia. D okonuje się to, po pierwsze, przez konfro n tację z poddaną hiperbolizacji w izją m a te ria ln y c h i ducho­ w ych zniszczeń w ojennych, po drugie — przez zapożyczenia kulto ­ we, które tem u, co zw yczajne, n a d a ją pew nego nam aszczenia 15.

P oetyka ta jest dostosow ana do sytu acji historycznej, k iedy to pa­ m ięć w ojny jest szczególnie żyw a i społeczeństw o zabiera się do od­ budow ania elem en tarn y ch pew ników ludzkiego współżycia. Do osiągnięć Różewicza należy, iż zajął się rzeczyw istością, o k tó rej B e rto lt B recht pow iedział:

Z d a r z e n i a w O ś w ię c im iu , g e tc ie w a r s z a w s k i m , B u c h e n w a l d z i e b e z w ą t p i e ­ n i a n ie p o d d a w a ł y s ię o p is o w i w f o r m ie l it e r a c k ie j . L i t e r a t u r a n i e b y ł a n a n ie p r z y g o to w a n a i n ie s t w o r z y ł a o d p o w ie d n ic h ś r o d k ó w ie.

Cała prob lem aty k a tego przedsięw zięcia, w alka o now e środki, o ade­ k w a tn y w yraz dla tego, co jest nie do w ypow iedzenia, w szystko to zyskuje na w yrazistości, kiedy przytoczy się tezę Th. A. A dorna: ,,po Oświę­ cim iu pisanie liry k ów byłoby b arb arzy ń stw em ” . A dorno dowodzi, że obraz najw iększego okrucieństw a i n iep rzejed n ania narażałb y n a szw ank god­ ność sam ych ofiar. „Coś się z nich [tj. ofiar] sporządza, dzieła sztuki, żer dla św iata, k tó ry je zniszczył” 17. Nagie cierpienie stałoby się w ten sposób potencjalnym doznaniem estetycznym , a bezdenna rozpacz płaci­ łaby jeszcze haracz tak iem u sensowi, jak i w jej w y pad ku nie wchodził w rachubę.

Adorno m a niew ątpliw ie rację, kiedy w y stęp u je przeciw ko m eta­ fizycznej in te rp re ta c ji społecznie zorganizow anej zbrodni. Je d n a k jego pełne patosu stw ierd zen ia tra k tu ją spraw ę ryczałtem i są w ew nętrznie sprzeczne. Przede w szystkim ab strak cy jne postaw ienie n a ró w ni „św iata” jako publiczności artystycznej oraz jako in sty tu cji organizującej m ord um ożliw ia od razu cały szereg błędnych wniosków.

B ezradność w szelkiej sztuki wobec problem u, że nie będąc ty m sa­ m ym co rzeczywistość, m usi jed n ak z rzeczyw istego tw orzyć, nie może być przeszkodą w p rzed staw ianiu okropności. Sztuka, jeśli tylko m a pozostaw ać w zgodzie z k ry te ria m i estetycznym i, m usi podjąć się n aw et

15 N p . w R ó w n in ie p r z e z a lu z j ę d o P i e t y p o s ta ć c h ło p k i o p ł a k u j ą c e j ś m ie r ć s y n a z o s t a j e s y m b o lic z n ie w y w y ż s z o n a : „ g ło w ę s y n a z ło ż y ła n a ł o n ie / n a s e r c u p r z e b i ty m m ie c z a m i ” (s. 267). Z o b . t a k ż e L a m e n t, M a r tw y ow oc, Z m o je g o dom u.

16 B. B r e c h t , S c h rifte n zu r P o litik u n d G esellsch a ft. T. 2. B e r l i n — W e i m a r 1968, s. 204.

(18)

JĘZY K O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó Ż EW IC Z A 103

cierpienie u jąć w k ształt doznania a rty s ty c z n e g o 18. Nie nad aje je d n a k przez to sensu potwornościom , nie akcep tu je ich, lecz je k ry ty czn ie a n a ­ lizuje jako system i z p u n k tu w idzenia ich istoty. Dopiero po dejm ując się takiej analizy sp ro sta zadaniu, które p rzy p isu je jej rów nież A dorno: „bycia w skazów ką dla p ra k ty k i”, z celem końcow ym : „stw orzenia godzi­ wego życia” 19.

W poszukiwaniu Arkadii

I b ę d z ie ż y ł w ja s n o ś c i

(G a łą zk a o liw n a , s. 104) W idzieliśm y na k ilk u przykładach, ja k n a zasadzie k o n tra stu w sto­ su nku do w y razu cierpień w ojennych, lecz zarazem w najściślejszym z nim zw iązku zarysow ały się elem en ty pozytyw nej koncepcji sto su n­ ków m iędzyludzkich. Zostały one zebrane pod kry pto nim em „A rk ad ii” , k tó ry m a sw ą w łasną historię.

W niniejszej rozpraw ie „A rk adia” nie oznacza toposu w jego klasycz­ nej postaci, lecz złożoną z różnych elem entów koncepcję h arm onijnego rozw oju człow ieka w jego społecznym i n a tu ra ln y m środow isku.

Różewicz zresztą podejm uje ten topos także w w ersji klasycznej, m ianow icie w lirycznej relacji E t in Arcadia ego. P oem at ten, pośw ięcony podróży do W łoch, z w y raźną aluzją do G oethego w ydobyw a arty sty c z n y asp ekt toposu. Za W inckelm annem uznano dzieła sztuki greckiego a n ty k u za godny naśladow nictw a w zór dla w szystkich arty stów . W pięknie sztuki greckiej w yczuw ano przy tym jego w łaściw e podstaw y —1 piękno jej twórców . M arks nazw ał je później n ajp ięk n iejszym przejaw em „histo­ rycznego dzieciństw a ludzkości” 20. G oethe przeniósł owo ujęcie n a W ło­ chy, opierając się n a W inckelm annow skiej teorii klim atu. Jego Podróż

do W ioch odbija w istocie legendę o południow ym k ra ju ludzi bliskich

naturze, o ich nieskażonej wrażliw ości, o życiu pełnym żywej harm onii, jak a na północnych obszarach m ogła k w itn ąć jed y n ie w sztuce.

Obok tej tra d y c ji m otyw u arkadyjskiego istn ieje także jeszcze inna, przejaw iająca się w m alarstw ie X V II w ieku. M ianow icie Nicolas P o u s­ sin do k rajo b razu arkadyjskiego w prow adza nagrobek. P asterze otacza­ jący kam ień odczy tu ją n a nim napis: „Et in Arcadia ego” — „I ja w A r­ 18 B. B r e c h t , Ü b e r L y rik . B e r li n — W e i m a r 1964, s. 60: „ P o e z ja p r z e z s w e d z ie ł a d y d a k ty c z n e i i n n e p o t ę g u j e n a s z ą r o z k o s z ż y c ia . W y o s t r z a z m y s ły i n a w e t c i e r p i e ­ n i a p r z e o b r a ż a w p r z y je m n o ś ć ” .

19 A d o r n o , op. cit., s. 134.

20 K . M a r x , E in leitu n g zu r K r it ik d e r p o litisc h e n Ö k o n o m ie. W : W erk e. T . 13. B e r l i n 1961, s. 642.

(19)

104 H E IN R IC H O L SC H O W SK Y

kadii b yłem ” . Ś m ierć nie om ija w ięc n a w e t A rkadii. K toś, k to tu żył kiedyś szczęśliwie, zm arł.

Obie te tra d y c je n a rra to r liryczny Różewicza w iąże ze swym i w spółczesnym i dośw iadczeniam i z Włoch. W prow adzeniem je s t cytat z G oethego:

U n d w ie m a n sagt, d ass ein er, d e m ein G e sp e n st ersch ien en , n ic h t w ie d e r fro h w ir d , so k o n n te m a n u m g e k e h r t v o m ih m sagen , d a ss er n ie g a n z u n g lü ck ­ lich w e r d e n k o n n te , w e il e r sich im m e r w ie d e r n ach N e a p e l d a c h t e21. [s. 535] T eraz rzeczyw istość obala legendę. N a rra to r liry czny od kry w a m a­ łostkowość, banalność i brzydotę n eapolitańskiej codzienności:

s k ó r k i o w o c ó w p o łu d n io w y c h g n i j ą a k s a m i t n e

w a r g i o t w i e r a j ą s ię

a f is z e m a j ą p i ę k n e b i a ł e z ę b y [s. 535]

K ap italisty czn a cyw ilizacja w. XX, ze sw ą skom ercjalizow aną kul­ tu rą m asow ą i tu ry sty k ą , oddała skarb y sztuki na usługi in teresu . H um a­ nistyczny aspek t sztuki m usiał ustąpić kom ercjalnem u, podziw — sensacji:

czy t a p i e t a , t a p i e t a , t a p i e t a to o r y g i n a ł z o r y g i n a l n e g o m a r m u r u a le ż n a t u r a l n i e [s. 547]

Zm ieniło się podejście jed n o stk i do spraw sztuki. N a rra to r liryczny nie m oże się ju ż zdobyć na niezłom ną ufność w moc sztuki zdolną prze­ obrazić człow ieka:

c z y m y ś l a ł a ś

ż e w r ó c ę z u p e ł n i e o d m ie n io n y n ie t r z e b a u d a w a ć [s. 549]

Je d n a k z d ru giej stro n y nie p o trafi rów nież oprzeć się w rażeniu, jak ie w y w iera n a nim piękno:

S ą d O s ta te c z n y c zy t o p i ę k n o

n i e w i e m j a k w y r a z i ć t e n w s tr z ą s

m u s i a ł e m g ło w ę p o ło ż y ć n a o p a r c i u ł a w k i [s. 548]

P a ra d a w ojskow a znów budzi w „ ja ” lirycznym , człow ieku przy b y ­ łym z północy, w yobrażenie „otchłani” . W rezultacie ponad jasn ą Zatoką 21 W . G o e t h e , Ita lie n isc h e R eise. W : G e sa m m e lte W erk e. H a m b u r g 1954, s. 186 (N e a p e l, 27.2.1787). P r z e k ł a d : „ I p o d o b n ie j a k m ó w i s ię , ż e k to ś , k o m u p o j a w i ł s ię d u c h , n i e b ę d z ie j u ż w e s ó ł j a k p o p r z e d n io , t a k n a o d w r ó t, m o ż n a b y o n i m p o w i e ­ d z ie ć , ż e n ig d y n i e m ó g ł b y ć z u p e ł n i e n ie s z c z ę ś liw y , p o n i e w a ż w c ią ż o d n o w a p r z e ­ n o s ił s ię m y ś l ą d o N e a p o l u ” .

(20)

JĘZYK O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó Ż EW IC Z A 105

N eapolitańską dostrzega niebo nasycające się p om pejańską czerw ienią — znak apokaliptycznego niebezpieczeństw a 22.

W studium o ty m poem acie R yszard P rzy b y lsk i przyp isu je cy tatom z Goethego rolę w yłącznie n eg aty w n ą jako pu n k to m zaczepienia legendy, k tó ra została radykalnie z b u rz o n a 23. F u n k cja ta jed n a k b y n ajm niej nie je st tak jednoznaczna. O pow iadający m ianow icie żyw i taje m n ą tęsk n o tę do „neapolitańskiego objaw ien ia” , k tó re pozw oliłoby m u nigdy w ięcej nie być nieszczęśliwym. Je d n a k praw dziw y „tam p o b y t” ze w zm ianko­ w anych ju ż obiektyw nych i su b iek ty w n ych przyczyn, m ających źródło w duchow ej biografii n a rra to ra — nie prow adzi do odkrycia raju . P ró b a p o w ro tu do ra ju nie powiodła się, ale nie oznacza to, że by ła b ezw arto ś­ ciowa. W łaśnie w stępny cy tat-m o tto w raz z epilogiem tw orzą klam rę całości, a w epilogu przecież m ów i się:

N ie w s ty d z ę s ię p ł a k a ł e m w t y m k r a j u p ię k n o d o tk n ę ło m n ie b y łe m z n ó w d z ie c k ie m w ło n ie te g o k r a j u p ł a k a ł e m n ie w s ty d z ę s ię P r ó b o w a ł e m w r ó c ić d o r a j u [s. 556]

Nie m a raju . H arm onia w sztuce nie jest identyczna z h arm on ią w ży­ ciu społecznym . Zachow ała jednak, choć nie bez trudności, zdolność w strząśnięcia jednostką.

Z ostały ju ż omówione trz y sfe ry funk cjo n u jące pod znakiem A rkad ii: harm on ia m iędzy n ietk n iętą n a tu rą i człowiekiem , darząca szczęściem siła miłości i n a koniec przeżycia arty sty czn e człow ieka naszych czasów. N astęp ująca analiza m a przedstaw ić skom plikow any proces w y d obyw ania elem entów ark ady jsk ich przez ustalen ie od now a fu n k cji m otyw ów p rze­ kazanych przez tradycję.

22 R ó ż e w ic z c z ę s to p o r ó w n u j e n o t a t k i z p o d r ó ż y G o e th e g o z e s w y m i w ł a s n y m i d o ś w ia d c z e n ia m i. N p . (N e a p e l, 25.2.1787): „ N e a p o l it a ń c z y k w ie r z y , że p o s i a d a r a j n a z ie m i, a o p ó łn o c n y c h k r a j a c h m a b a r d z o s m ę tn e w y o b r a ż e n ie . » S ta le ś n ie g , d r e w ­ n i a n e d o m y , w i e l k a c ie m n o ta « ” ( c y ta t n ie m ie c k i u R ó ż e w ic z a n a s. 556). T e m u w y ­ o b r a ż e n iu d a j e R ó ż e w ic z n o w y s e n s , k ie d y n a p o c z ą tk u w i e r s z a M a sk a (s. 7) o k r e ś l a s ie b ie ja k o m ie s z k a ń c a p ó łn o c n e g o m ia s t e c z k a : „ je s t e m m ie s z k a ń c e m m a łe g o m i a ­ s te c z k a p ó łn o c y / [...] / W y k o p a lis k a w m o im k r a j u m a j ą m a ł e c z a r n e / g ło w y z a k l e ­ j o n e g ip s e m o k r u t n e u ś m i e c h y ” . T e s a m e w e r s y w c h o d z ą d o t e k s t u E t in A rc a d ia ego (s. 554). 23 R. P r z y b y l s k i , Et in A rc a d ia ego. E sej o tę s k n o ta c h p o e tó w . W a r s z a w a 1966, s. 162.

(21)

106 H E IN R IC H O LSC H O W SK Y 1 N a g le o tw o r z y s ię o k n o 2 i m a t k a m n ie z a w o ła 3 j u ż c z a s w r a c a ć 4 r o z s t ą p i s ię ś c ia n a 5 w e j d ę d o n i e b a w z a b ło c o n y c h b u t a c h 6 u s i ą d ę p r z y s to le i o p r y s k l i w i e 7 b ę d ę o d p o w i a d a ł n a p y t a n i a 8 n ic m i n ie j e s t d a jc i e 9 m i s p o k ó j. Z g ło w ą w d ło n ia c h 10 t a k s ie d z ę i s ie d z ę . J a k ż e im 11 o p o w ie m o t e j d łu g ie j 12 i s p l ą t a n e j d ro d z e . 13 T u w n i e b i e m a t k i r o b i ą 14 z ie lo n e s z a lik i n a d r u t a c h 15 b r z ę c z ą m u c h y 16 o jc ie c d r z e m ie p o d p ie c e m 17 p o s z e ś c iu d n i a c h p r a c y . 18 N ie — p r z e c ie ż n ie m o g ę im 19 p o w ie d z ie ć ż e c z ło w ie k c z ło w ie k o w i 20 s k a c z e d o g a r d ła . (P o w ró t, S. 70)

Początkow e trz y w ersy d ają bezpośredni opis sytuacji, b o h ater m a zostać zaw ołany do domu, a więc dotąd znajd uje się n a zew nątrz. W raz ze słow am i „rozstąpi się ściana” (w. 4) rea ln a sy tu a c ja n ab iera cech m etaforycznych. G ranica m iędzy tak im „na zew n ątrz” a „w ew n ątrz” jest najw idoczniej in n a niż m iędzy podw órzem a domem. Je d n a k dopiero zw rot „w ejdę do n ieb a ” przynosi ostateczną hiperbolizację całej sy tuacji: dom zostaje sym bolicznie zrów nany z niebem . Do niego to w ięc w stę­ p uje bohater. N astępne z kolei określenie n aty ch m iast stw arza napięcie m iędzy obydw iem a częściami sym bolicznej jedności. Do religijn o-m eta- fizycznego nieba w kracza się w sposób drastycznie ziem ski — „w za­ błoconych b u tac h ” . W dalszym ciągu ziem ski asp ekt dom inuje, spośród dwóch elem entów sym bolicznego ró w n an ia: dom = niebo, ko n krety zu je się tylko dom. B ohater siedzi przy stole, jest w y p y tyw any , m rukliw ie udziela inform acji o sw ym pobycie n a zew nątrz. O kazaną sobie tro sk li­ wość szorstko odrzuęa: „dajcie m i spokój” . Potoczności tego zw rotu układ w ersow y odbiera jed n ak cechy tryw ialności. O derw anie od reszty i po­ zostaw ienie w k adencji „dajcie” czyni szczególnie w ażnym przeniesione do inicjalnej pozycji następnego w ersu „m i spokój” . „D ajcie m i spokój” brzm i więc jak pełen desperacji okrzyk bohatera. W yjaśnienia tego stan u p y tający nie otrzym ują. Z nieruchom ienie, podkreślone językow o („tak siedzę i siedzę”) jest w yrazem zafascynow ania „ ja ” lirycznego.

(22)

JĘ Z Y K O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó Ż EW IC Z A 107

K olejne w ersy (13— 17) przynoszą k o n k retn ą eksplikację pojęcia „niebo” , jednakże bez relig ijn y ch im ponderabiliów , lecz z pom ocą o b ra­ zów z d n ia pow szedniego zw ykłych ludzi. Spokój niedzielnego życia dom owego prom ieniu je od zajętej ro bó tk ą m atki i drzem iącego ojca. P o in ta uzasad n ia n a koniec uporczyw e m ilczenie bohatera. Tam skąd on przychodzi, „człowiek człow iekowi skacze do g ard ła” . Mówić o ty m — znaczyłoby zburzyć rajsk i spokój norm alności.

W w ierszu dokonuje się swego rodzaju sekularyzacja w yobrażeń re ­ ligijnych. N iebo — określenie w łaściw ych „tam tem u św iatu ” harm o nii i spełnienia — staje się czym ś całkow icie „z tego św iata” , opisanym w k a ­ tegoriach św ieckiej codzienności.

P ro g ra m ark ad y jsk i w szczególnie skondensow anej postaci zaw iera

G ałązka oliw na (cz. III i IV). W iersz ten koresponduje z O calonym, będąc

n ań w p ew n y m sensie odpowiedzią. Chodzi o przyszłość. K obieta ocze­ k u je dziecka. Nie m a w ty m nic nadzw yczajnego, ja k daw niej je st po­ trą c a n a w tram w aju , spotyk a się z w ym yślaniem w kolejce po zakupy. Je d n a k m ężczyzna m ów i do n iej: p o c z e k a j p o d n ie ś g ło w ę c h y b a n ie b o m o s z c z ą z le g n ie s z ł a g o d n a w k r u c h e i z ło te s ł o m ia n e s ło n e c z k a [s. 102— 103]

Istota, k tó ra m a przyjść n a św iat, w stęp u je w now e czasy. J a k niegdyś kosm icznym w ydarzeniem staw ała się stra ta jednego jedynego człowieka, tak tera z u ra s ta ją do tej m iary narodziny. Nowo narodzonem u powie się:

[...] ś w i a t j e s t d o b r y i p i ę k n y n a u c z ę go s łó w k t ó r e s ą d l a n a s t a k i e d z iw a c z n e j a k n e r i n e j e t u r i t e l l e a m o n i t y o p o w ie m m u o m iło ś c i n a d z i e i i b r a t e r s t w i e [s. 103]

Miłość, nadzieja, b rate rstw o — w szystko, co dla ojców było nieziszczal- nym m arzeniem — dla niego m a się stać rzeczyw istością. Dow ie się o w alce w yzw oleńczej M ahatm y G andhiego, o tkaczach, górnikach, u rzęd ­ nikach, o w szystkich, k tó rzy w b rew w szelkim przeszkodom gotowi by li w raz z poetą budow ę tej nowej rzeczyw istości rozpoczynać „od dym u z kom in a” . Dla niego, nowo narodzonego, n a zawsze m a być oddzielona p raw d a od kłam stw a, ciem ność od jasności. P rogram ow a konkluzja brzm i:

A j a k n a m s ię u r o d z i t e n c h ło p ie c to m u p o w ie m : t u j e s t ś w ia t ło t u c ie m n o ś ć t u j e s t p r a w d a t u f a łs z

(23)

108 H E IN R IC H O L SC H O W SK Y

t u s t r o n a l e w a t u p r a w a

I b ę d z ie ż y ł w ja s n o ś c i, [s. 103— 104]

T ak więc m oralny porządek św iata został przyw rócony, A rkadia w y­ daje się gotowa do zam ieszkania.

M ieszkaniec Różewiczowskiej A rkadii jest kimś, dla kogo zjaw iskam i norm alnym i stały się n a tu ra p ełna harm onii, miłość, rozkosz estetyczna, praca, bojow a solidarność i dobroć, n a której m ożna polegać. W tej idyllicznej koncepcji uderza to, że jej w y m iar histo ry czny w znacznym stop niu sprow adza się do lirycznej proklam acji. W m aterię liryczną prze­ kształcone są zwłaszcza in ty m n e sfery społecznego obcow ania — rodzina, p rzyjaźń itp. W szystkie one stanow ią układy, w któ ry ch w zajem ne sto­ sunki m iędzy p a rtn e ra m i są p rzejrzyste, a ich odpow iedzialność wobec siebie jest bezpośrednio uch w y tn a w kategoriach m oralnych. Tłum aczy się to tym , że sw ą pozytyw ną koncepcję Różewicz w y sn u ł głównie z m oralnego odrzucenia „otchłani” i w e w łaściw ej sobie poetyce roz­ w in ął stru k tu ra ln ą dyspozycję do takiej w łaśnie dychotom icznej obser­ w acji. W praw dzie rozw ażanie na płaszczyźnie m oralnej je st psychicznie n atu ralniejsze, a w ięc z p u n k tu w idzenia p rzedm iotu w w ierszu ty m całkow icie uzasadnione, w rzeczyw istości jed n ak jest ono w porów naniu z historycznym bardziej ab strak cy jn e 24.

M iarą tego idyllicznego ideału m ierzy Różewicz pow szednie ludzkie postaw y. Jed n ostkę n ak łan ia się, by h istoryczną szansę socjalizm u — porządku, w k tó ry m pieniądz przestał być „stałym te rtiu m comparationis w szystkich ludzi i rzeczy” — uczyniła osobistą s z a n s ą 25. P rzy uw zględ­ n ien iu dw ubiegunow ości stru k tu ry Różewiczowskiej poetyki konfro n tacja ideału z rzeczyw istością okaże się logicznie m ożliw a tylko w dwóch rodzajach w ypow iedzi: satyrycznej i p atetycznej. W tom iku U śm iechy (1955) Różewicz odsłania w sposób saty ryczny problem y biu ro k racji (np. w u tw orach : W idzenie, S zczęśliw y, Orzeł).

W cyklu P oem at o tw a rty (1956) w yraźnie uw idocznia się patos pod­ m iotu, k tó ry przeszedł przez „otch łań ” i zgodnie z m ia rą sw ych k ra ń ­ cow ych doświadczeń pozytyw ny ideał szkicuje jako coś a b s o l u t n e g o . In te re sy tego ideału rep re z en tu je n astęp n ie wobec przedm iotu poetyckie­ go 26. Dlatego też w iersze niezm iennie w y k azu ją najw yższe napięcie

24 P o r . H . K o c h , M a rx ism u s u n d Ä s th e tik , s. 296. 25 K . M a г X, F . E n g e 1 s, D ie d e u tsc h e Id eo lo g ie. W : W erk e. T . 3. B e r l i n 1958, s. 425. 26 Z n e g a t y w n y m n a r c y z m e m , o k t ó r y m w s p o m i n a К . D e d e c i u s (F orm en d e r U nruhe. M ü n c h e n 1965, s. 104), m a to n i e w ie l e w s p ó ln e g o . C ie k a w s z a j e s t j u ż w y o s tr z o n a p o le m ic z n ie f o r m u ł a J . P r z y b o s i a (O u m a r ły m p o ecie . „ P o e z j a ” 1967, n r 6) : „ s k a r ż y p y t a P a n a B o g a ” , M a o n a c h y b a z w ią z e k z ty m , ż e w p ó ź n ie js z y c h

(24)

JĘ ZY K O W E P O D S T A W Y P O E T Y K I R Ó Ż EW IC Z A 109

em ocjonalne. N ajm niejsze k o n flik ty ro zp atru je się z p u n k tu w idzenia ich ostatecznych konsekw encji, w aspekcie życia i śm ierci:

k a le c z ą s ię i d r ę c z ą m ilc z e n ie m i s ło w a m i j a k b y m ie l i p r z e d s o b ą je s z c z e je d n o ż y c ie

(G łos, s. 328)

W szystkie nie załatw ione nieporozum ienia, urazy, przem ilczenia, zo­ b o jętn ienie i nieczułość, grom adzące się m iędzy kobietą a mężczyzną, są s tra tą bezpow rotną. To, co się tu przegra, jest nie do odzyskania, gdyż życie je s t tylko jedno i nie m a go gdzie indziej. Tylko to życie — ja k chce przekonać poeta — należy do nas i liczy się. Z tego też w yn ika rad ykalizm arg um entacji:

b e z w z g lę d n i d la s ie b ie s ą s ła b s i

o d r o ś l i n i z w i e r z ą t m o ż e ic h z a b ić s ło w o u ś m ie c h s p o jr z e n ie

W artość jest ukazana przez sw ą negację. Jako jed y n a istota w całej przyrodzie ożywionej człow iek je st nie tylko egzem plarzem gatunku, lecz osobą, w yró żnia się ch arak terem społecznym. N astępstw em tego je st w rażliw ość nieskończenie w iększa niż u zw ierzęcia czy rośliny, uczulenie n a ból w iększe o cały św iat sił duchow ych i świadom ości m oralnej. Ta przecież uszlachetniająca „słabość” pow inna go skłaniać do szczególnego liczenia się z innym i i delikatności. O pozytyw nych w artościach au tor woli jed n ak nie m ówić w prost, w ykazuje jedynie, że dom niem ana siła bez­ względnego obstaw ania przy swoim w rzeczyw istości oznacza słabość.

Różewicza w yraźnie niepokoi rosnąca d ynam ika życia. Począwszy od 1955 r. w różnych w ierszach z dezaprobatą re je s tru je objaw y n ieu sta n ­ nego, gorączkowego pośpiechu, pow ierzchow ności i zautom atyzow ania:

P o r u s z a m y s ię p o r u s z a m y s ię p r ę d z e j ś p ie s z y m y c o r a z s z y b c ie j i s z y b c ie j k r ą ż y m y d o k o ła le c z n ie m a ś r o d k a

(S ied zą c p r z y sto le, s. 333)

w i e r s z a c h R ó ż e w ic z a p o d m io t c z ę s to z b liż a s ię d o s w e g o p r z e d m io t u z n o r m ą o d d a w n a j u ż z n a n ą , n ig d y n a t o m i a s t n ie z d o b y w a j e j n a d r o d z e a n a l i z y o b ie k tó w . „ R ó ż e w ic z j a k b y z a w s z e j u ż w ie d z ia ł, c ze g o P a n B ó g c h c e ”.

Cytaty

Powiązane dokumenty

We have also introduced a class of ultra wide band (UWB) Airy pulsed beams (AiPB), where a key step has been the use of a proper frequency scaling of the ini- tial aperture field

This type of CFD computation is very challenging since it requires full simu- lation of propeller open water characteristics, resistance and self-propulsion tests with a high level

Based on the focal points of the implementation strategy for asset management of Rijkswaterstaat (van der Velde et al., 2010, van der Velde et al., 2012), we included seven

Podobnie, jak w poprzedniej pracy, Zdrenka stara się ustalić miejsca pochówków poległych żołnierzy, jak również nazwy jednostek wojskowych, w których służyli. Autor

Brak pogłębionych badań w trakcie przygotowywania materiałów do opracowań planistycznych, wykonywanych na zlecenie gminy Opole Lubelskie, przyniósł nie tylko skutek

Druga część ankiety zawiera zagadnienia dotyczące metod kształcenia studentów na poszczególnych wydziałach oraz kształcenia innych grup użytkowników (doktoranci, pracownicy

Informator Archeologiczny : badania 5, 265-266 1971.. Sprawozdanie opraoował mgr Ta­ deusz

Autorzy we wstępie swej pracy słusz­ nie podkreślają duże społeczne niebez­ pieczeństwo omawianych przestępstw, wyrażające się w szczególności w po­ wszechności