KS. KAZIMIERZ BUKRABA

Pełen tekst

(1)

KS. ALEKSY PETRANI

KS. KAZIMIERZ BUKRABA

BISK UP ORDYNARIUSZ PIŃSKI (1885— 1946)1 Ks. K azim ierz B ukraba urodził się w G rodnie w dniu 23 listo­

pada 1885 r. (wg starego stylu). Rodzice — K azim ierz i Zofia z Cy- rew iczów pochodzili z ziemi grodzieńskiej. Zam ieszkiw ali oni w G rodnie, gdzie ojciec był urzędnikiem w państw ow ej Izbie Kom-

1 Szkic^ niniejszy n ie daje pełnej charakterystyki, bogatej w w ew n ę­

trzną treść, osobowości biskupa Kazim ierza Bukraby, nie jest rów nież jego pełnym życiorysem .

M ateriału do szkicu dostarczyły m i w łasne w spom nienia spora garść korespondencji Biskupa do przyjaciół oraz w dużej m ierze w spom nie­

nia spisane przez najbliższe z jego otoczenia osoby.

W spomnienia o biskupie Bukrabie na ręce piszącego nadesłali: ks.

prob. kan. Michał B a d o w s k i , ks. prob. Józef B a r s z c z e w s k i , ks. prob. Wiktor B o r y s i e w i c z , p. komandor Piotr B u k r a b a , ks.

dziek. kan. W ładysław D a d a s, ks. dr Olech G ó r s k i , ks. rektor kan.

dr W ładysław H ł a d o w s k i, ks. dziek. kan. Józef H o r o d e ń s k i , siostra I m e 1 d a, urszulanka SJK., ks. biskup W ładysław J ę d r u s z u k , administrator apostolski, o. Edward J u n i e w i c z CSSR., ks. prof. dr Henryk K a r d a s z, ks. prob. Kazim ierz K o r e c k i , s. Annuncjata K o w a l s k a , urszulanka SJK., ks. prob. W acław K r a w c z y k , m atka Pia L e ś n i e w s k a ^ u r s z u l a n k a SJK., Em ilia Ł y s a k o w s k a , ks. prob.

Bolesław M a ł e c k i , ks. prob. mgr W incenty M a r c z u k , ks. prof.

dr Walerian M e y s z t o w i c z , doc. dr W ładysława M i e l c z a r s k a , ks. prob. Franciszek P i w o w a r s k i , ks. dr Antoni R u r a n , doktor Marian S a w i c k i , ks. prof. dr A lfons S c h l e t z , ks. dziek. kan.

Franciszek S m o r c z e w s k i , ks. prob. Kazimierz S t a n i e w i c z , ks.

prof. dr Tadeusz T a r a r u j , ks. prob Bronisław W i e l i c z k o , ks.

prof. Jan Z i e j ą , ks. prob. A leksander Z i e l e n i e w s k i , ks. kan.

Aleksander Z i e n k i e w i c z , ks. prob. Karol Ż u r a w s k i .

N atom iast listy biskupa Bukraby udostępnili dla w ykorzystania w niniejszym szkicu: ks. prof. dr Eugeniusz Borowski, ss. franciszkanki służebnice Krzyża w Warszawie, m atka Pia L e ś n i e w s k a , ks. prof.

dr A lfons S c h l e t z , ks. kan. A leksander Z i e n k i e w i c z i k s . prob.

Karol Ż u r a w s k i .

W szystkim w ym ienionym składam na tym m iejscu serdeczne po­

dziękowania.

Ponadto korzystałem z następujących materiałów:

Ź r ó d ł a r ę k o p i ś m i e n n e

A. S c h l e t z , Kronika domu lw ow skiego Zgromadzenia K s ię ży M i­

sjonarzy. II (1939—1940); oraz N otatki ks. S c h l e t z a z lat 1941—1942.

(Archiwum „Naszej Przeszłości” w Krakowie).

Acta Comm issariatus Generalis „Proyinciarum Poloniae sub Guber-

14 — N a s z a P r z e s z ł o ś ć t. 37

(2)

troli. P osiadali tam nieruchom ość m iejską. M ieli pięciu synów i jed­

ną córkę, która zm arła w niem owlęctw ie. N ajstarszym z synów był Kazimierz.

K azim ierz uczęszczał do państw ow ego gim nazjum w Grodnie.

W roku 1904, po jego ukończeniu, w stąpił do M etropolitalnego S em inarium Duchownego w P etersburgu, k tó re ukończył w 1908 r.

N astępnie uzupełniał swoje studia teologiczne na U niw ersytecie w Innsbrucku.

Święcenia kapłańskie otrzym ał w dniu 2 lutego 1909 r. w K rak o ­ wie, w kościele oo. paulinów „na S kałce”, z rą k biskupa Nowaka.

P rym icyjną mszę św. odpraw ił w dniu 5 lutego tegoż roku w In n s­

brucku. Po powrocie do k ra ju w 1909 r. został m ianow any w ik a­

rym przy kościele k atedralnym w M ińsku L itew skim oraz p r e ­ fektem w m iejscow ych szkołach średnich.

W M ińsku zam ieszkał n a plebanii u dziekana Bolesław a J a - giełłowicza. B ył to kap łan gorliw y, roztropny, o dużym dośw iad­

czeniu. Poza ty m w M ińsku pracow ali księża M. M ajew ski, L. Żołądkow ski i J. Zelbo, z którym i ks. B uk rab a spotkał się później jako biskup w Pińsku. B u k rab a m ówił piękne kazania, był pogodny, tow arzyski, znam ionow ała go w ielka k u ltu ra bycia. K a­

zania głosił chętnie i często zdobyw ał się na ujęcia oryginalne.

W kazaniach, głoszonych w M ińsku, bronił ducha i języka polskie­

go w kościele i szkole. Młodzież była m u szczególnie bliska. B rał także czynny udział w zorganizow anym w M ińsku przez W ładys­

ław a Raczkiewicza ru c h u niepodległościowym . Przez parafian i miejscowe duchow ieństw o był pow szechnie łubiany.

W 1912 r. ks. B ukraba został przeniesiony do P ińska na sta ­ nowisko p re fek ta szkół: realnej, gim nazjum żeńskiego, progim na- zjum i dwóch szkół powszechnych. Jednocześnie objął w P ińsku re k to rat kościoła św. K arola Boromeusza, przeznaczonego dla mło­

dzieży szkolnej. Jak o prefek t działał skutecznie, skupiając mło­

dzież dookoła siebie i przy kościele św. K arola, o w nętrze i oto­

czenie którego bardzo dbał.

W P iń sk u ks. B ukraba pozostaw ał przez cały okres pierw szej w ojny św iatow ej. W arunki życia w okresie w ojennym były w P iń ­ sku pod każdym w zględem bardzo ciężkie. P rzede w szystkim d a ­ w ał się we znaki b ra k żywności. N astępnie sam pobyt n a te ­ renie przyfrontow ym był niebezpieczny i narażał na ciągłe nie- nio R ussiae” (1 IX 1939 — 1 II 1943); oraz Kronika klasztoru lw ow skie­

go oo. franciszkanów. (Archiwum OO. Franciszkanów K o n w e n t u a l n y c h

w Krakowie).

Ź r ó d ł a d r u k o w a n e

„Piński Przegląd D iecezjalny”, 1/1925—15/1939 [roczniki niekom-^

pletne]; Elenchus ecclesiarum et cleri Dioecesis Pinscensis, 1927—193?;

oraz Spis kościołów i duchowie ństwa Diecezji Pińskiej, 1933—1939.

pokoje. W ty m też okresie ks. B ukraba był kilk ak ro tn ie przez w ojskow e w ładze niem ieckie w ięziony jako zakładnik.

Docent W ładysław a M ielczarska, k tó ra w latach 1915— 1918 codziennie uczęszczała do kościoła św. K arola oraz była w spół­

pracow niczką i bezpośrednim obserw atorem działalności du sz­

pasterskiej księdza B ukraby, ta k oto wspom ina ten okres:

„Postać K siędza K azim ierza (tak nazyw aliśm y powszechnie księdza prefekta) u trw aliła swój k ształt psychiczny w pam ięci i sercu, nie tylko m ojej, ale i w szystkich w iernych, których linia fro n tu ustalona po zajęciu W arszaw y zam knęła w w idłach Jasiołdy, P in y i Prypeci. Bliskość frontu, za m iedzą którego stała jeszcze zw arta i gotowa do w alki arm ia cesarska, stw arzała specjalne w a ru n k i bytow ania dla pozostaw ianej przez Niem ców ludności m iasta. R eprezentacyjne i n ajbardziej polskie części m ias­

ta przede w szystkim w dzielnicy nadbrzeżnej zostały ew akuow a­

ne. Kościół p arafialn y opustoszał, księdza proboszcza S tanisław a W ójtika w ysiedlono do K rólestw a. Pozostała ludność, w tym kilka tysięcy Polaków , pozbawiona źródeł zarobkow ania, skazana była na najbardziej głodowe racje przydziałow e; stanow iła ona zaporę dla Niemców, m ieszkających w polskich domach, p rzed atakam i frontow ym i.

W ty ch latach ciągłej grozy działań w ojennych (naloty lo t­

nicze nasiliły się przed sam ą rew olucją 1917 roku) i głodu, żyliś­

m y jak w w ięzieniu, w zupełnej izolacji. Życie polskiej ludności grupow ało się wokół niedużego kościoła na K arolinie i jego re k ­ tora, k tó ry okazał się dobrym P asterzem swej boleśnie dośw iad­

czonej trzody. Znał swoich i oni go znali, spiesząc po radę, pomoc m oralną, a często i m aterialną. Chociaż okupujący m iasto N iem ­ cy nie okazyw ali wówczas swej b rutalności to jed n ak tro sk a o najbliższych, przebyw ających na linii fro n tu w okopach, a tak że głód beznadziejność położenia staw ały się coraz dotkliwsze. L u d ­ ność ratow ała się przed głodem fizycznym zbioram i z przydom o- nych ogródków i groszowymi zarobkam i na przym usow ych robo­

tach u Niemców.

Ks. K azim ierz okazał się w latach udręk i praw dziw ym mężem opatrznościowym . Nieduży kościół na peryferiach m iasta zawsze tch n ął spokojem , ładem , był niezaw odny w okazyw aniu pociechy, krzew ieniu w iary i ufności w Bożą Opatrzność. P rzy p arafii rów nie ubogiej jak cała rzesza w iernych, krzew iło się głębokie życie duchowe. Ks. Kazim ierz młodzież żeńską zorganizow ał w so- dalicję, której członkinie bądź sam odzielnie, bądź też pod kie­

runkiem swego m oderatora zbierały się na naukę w iary, w spól­

ne rekolekcje, dni skupienia i porządkow anie kościoła. Młodzież m ęską skupiono w szeregach h arcerstw a .W ierni znajdow ali po­

krzepienie w licznych form ach nabożeństw błagalnych z codzien­

(3)

nym i suplikacjam i. C hór kościelny, złożony z sodalisek i dzieci polskiej ochronki, przyczyniał się w ydatnie do ożyw ienia życia liturgicznego. Ruch eucharystyczny, ledw ie kiełkujący w Polsce, znalazł w Ks. K azim ierzu gorliw ego apostoła. Z reguły w niedzie­

le, a nierzadko i w dni powszednie, kościół w ypełniał się w iern y ­ mi którzy ław ą przystępow ali do sakram entów św. L inia frontu nie przeszkodziła w odbyw aniu procesji n aw et w dn i kw artalne;

piękne nabożeństw a w m aju, czerwcu, październiku, drogi krzyżo­

w ej tchnęły niem al m istyczną gorliwością. Toteż nierzadkie były w tym czasie przejścia na łono Kościoła ludności innych wyznań.

P iń sk torow ał drogę do ekum enizm u w odrodzonej ojczyźnie. Ż ar­

liwość P asterza pobudzała do odnowy życia oziębłych, obojętnych i letnich.

Ks. K azim ierz naw iązał k o n ta k ty z R adą G łów ną Opiekuńczą w W arszawie. U zyskana pomoc żyw nościowa nap ły w ała syste­

m atycznie i n aty ch m iast zostaw ała rozprow adzana w skrom nych racjach w śród n ajb ard ziej p otrzebujących i dzieci. Te na razie ograniczone dow ody opieki najsłabszych podnosiły na duchu, a n a j­

m łodszych rato w ały przed niedożywieniem .

W drugim ro k u okupacji ks. K azim ierz zainicjow ał pracę pe­

dagogiczną. P rzygodnie dobrane nauczycielstw o dokształcano dy­

daktycznie, stw arzając ty p tak dziś powszechny szkolenia za­

ocznego. Dzieci objęto form ą szkolnictw a początkowego w ra ­ m ach sześcioklasówki; dla młodzieży zorganizow ano kom plety gim nazjalne. Znaleźli Się ludzie głów nie kobiety, z odpowiednim w ykształceniem , którzy poprow adzili tę pionierską szkołę, która sta ła się podw aliną pierw szej szkoły ogólnokształcącej w oswo­

bodzonym P ińsku. P a tro n a t n ad szkolnictw em objęły panie K on­

stan cja S k irm u n t i L eontyna O rdzina w spółpracow niczki księdza K azim ierza.

Z ks. bpem B ukrabą spotykałam sdę w latach m iędzyw ojen­

nych oraz w czasie drugiej w ojny św iatow ej. O kres pińskiej w spółpracy Biskup wspom inał zawsze jak o jeden z piękniejszych w swoim życiu: „brzem ienny w zdarzenia, nadzieje i ożywiony du­

chem apostolstw a”.

P o deportacji przez Niem ców z P iń sk a ks. S tanisław a Wój- tik a, m iejscow ego proboszcza i dziekana, ks. B ukraba spełniał jego funkcje, posiadając rów nież zlecone przez w ładzę kościelną specjalne pełnom ocnictw a kanoniczne n a okres w ojny. T u g°

zastał rów nież koniec w ojny i w ycofyw anie się w ojsk niem iec­

kich z lin ii fro n tu w listopadzie 1918 roku. Za w ycofującym i się N iem cam i postępow ały oddziały w ojsk rosyjskich, k tó re w krót­

ce zajęły P ińsk. Taki stan trw a ł aż do chw ili odbicia P ińska przez w ojska polskie, dowodzone przez generała Listowskiego, w m arcu

1919 r.

Podczas ciężkich przeżyć okresu w ojennego ludność żydow ska P ińska darzyła ks. B ukrabę w ielkim szacunkiem i zaufaniem . Dowodem tego był adres dziękczynny w języku hebrajskim , ja ­ ki m ieszkańcy P iń sk a w ręczyli ks. B ukrab ie przy jego w yjeździe z P ińska. Później jeszcze, w czasie in g resu biskupiego, Żydzi p iń ­ scy b ra li żyw y udział w dekoracji trasy , k tó rą Biskup przechodził.

N iektórzy do ostatnich czasów m ów ili o nim: „to nasz ojciec”.

W krótce po odbiciu P ińska przez w ojska polskie ks. B ukraba, korzystając ze swoich nadzw yczajnych pełnom ocnictw kanonicz­

nych, sprow adził do P ińska Jezuitów oraz dopomógł im w obję­

ciu starego kolegium jezuickiego i kościoła, w zniesionych sum p­

tem księcia A lbrechta S tanisław a R adziw iłła w 1646 roku.

W końcu 1919 r. ks. B ukraba został przeniesiony z P ińska do N ow ogródka na stanow isko proboszcza i dziekana naw ogródz- kiego. Podczas swego pobytu w N ow ogródku odbudow ał zniszczoną w skutek działań w ojennych zabytkow ą F a rę Nowogrodzką, w m u- rach k tó rej ongiś ochrzczony został A dam Mickiewicz. N astępnie razem z w ojew odą nowogródzkim, W ładysław em Raczkiewiczem, stan ął na czele Polsko-A m erykańskiego K om itetu Pomocy Dzie­

ciom (PAKPeDe). K om itet nosił im ię H. C. Hoovera, k tó ry w cza­

sie w ojny i po w ojnie organizow ał pomoc w dotkniętych głodem państw ach europejskich, szczególnie w postaci dożyw iania dzieci.

Dzięki Dziekanowi B ukrabie i proboszczom, których on w łączył do tej akcji, pomoc reg u larn ie docierała do poszczególnych wsi, k tó re najbardziej ucierpiały w czasie pierw szej w ojny św iatow ej.

N owogródzki dziekan otoczył poza ty m troskliw ą opieką dusz­

p asterską m iejscow ych więźniów. Często byw ał w w ięzieniu ze mszą św., w czasie k tó rej zawsze serdecznie przem aw iał do w ięź­

niów. Obok tego zorganizow ał kom itet społeczny niesienia pomo­

cy więźniom. W Now ogródku w dniu 25 k w ietn ia 1923 r. zm arł ojciec ks. B ukraby.

W 1928 r. opuszcza ks. B ukraba Nowogródek, aby objąć stan o ­ wisko proboszcza i dziekana w B rześciu nad Bugiem, najw iększej placów ce w diecezji pińskiej. Pomim o w ielu la t pracy na tere n ie diecezji m ińskiej, a później pińskiej, nigdy nie zrezygnow ał ze swej przynależności do archidiecezji m ohylew skiej, zawsze gotów do pow rotu do niej. Może dlatego nie wszedł do pińskiej k ap i­

tuły k ated raln ej, która w ty m czasie form ow ała się. B ył przecież w w ielu pow ażnych spraw ach doradcą biskupa Łozińskiego, k tó ry pew nego ra zu w yraził się o ks. B ukrabie, że jest to „vir consilio- ru m ”.

D ługoletni proboszcz był gorliw y w służbie bożej, p u n k tu aln y w kościele, w duszpasterstw ie zw racał uw agę na uroczyste o d p ra­

w ianie m szy św., równocześnie jed n ak nie zaniedbyw ał i n ab o ­

(4)

żeństw ekspiacyjnych. Szczególną opieką otoczył miejscowy szpi­

tal kolejowy. W niedziele i święta często sam odprawiał tam na­

bożeństwa i głosił kazania. Następnie odwiedzał ciężko chorych i niósł im razem z sakramentami słowa nadziei i pociechy w ich cierpieniach. Nauki stanowe uważał za konieczne i wszędzie je wprowadzał. Troszczył się o naukę religii w szkołach; często sam ten temat podejmował przy stole, najczęściej podczas wieczerzy, gdy księża zbierali się na posiłek w plebanii. Ponadto w Nowo­

gródku i w Brześciu nad Bugiem był gorliwym propagatorem i kierownikiem Akcji Katolickiej.

Konferencje dekanalne były miłymi spotkaniami braci kapła­

nów. Była to prawdziwa conjraternitas. Sprawy duszpasterstwa w dekanacie były omawiane szeroko, szczegółowo i dokładnie.

Z wypowiedzi ks. dziekana Bukraby wyczuwało się, że leży mu autentycznie na serou chwała boża i dobro dusz ludzkich. Wzglę­

dem kondekanalnych kapłanów odznaczał się uprzejmą gościnnoś­

cią i życzliwością. W spotkaniach z parafianami był uprzejmy, roztropny i wyrozumiały. Słyszałem od wielu osób, zarówno świeckich jak i zakonnic, że był on również dobrym spowiedni­

kiem i kierownikiem dusz.

W Brześciu nad Bugiem 25 września 1929 r. na plebanii tra­

gicznie zmarł brat Antoni, z zawodu lekarz, bliski współpracownik ks. Wacława Blizińskiego w Liskowie.

Przyszedł tragiczny rok dla diecezji pińskiej; w dniu 26 mar­

ca 1932 r. zmarł bp Łoziński .W pogrzebie brał udział również ks. Bukraba; dźwigał na swoich barkach doczesne zwłoki swego poprzednika na stolicy biskupiej, nie przeczuwając zapewne, że to jemu będzie dane objąć rządy osieroconej diecezji.

Wakans stolicy biskupiej nie trwał długo; W dniu 10 lipca 1932 r. papież Pius XI mianował biskupem pińskim ks. Kazimie­

rza Bukrabę. W dniu 21 sierpnia 1932 r. w kościele św. Kazi­

mierza w Wilnie odbyła się jego konsekracja. Konsekratorem był arcbp Edward Ropp, metropolita mohylewski, współkonsekra- torami zaś byli: bp Kazimierz Michalkiewicz, sufragan wileński i biskup Józef Rancans, sufragan ryski (Łotwa) i kolega kursowy z Seminarium Duchownego w Petersburgu. W uroczystości t e j

wzięli udział arcybiskup wileński, ks. Romuald Jałbrzykowski oraz koledzy seminaryjni ks. Bukraby i jego serdeczni przyjaciele, ks.

Czesław Falkowski i ks. Ignacy Swirski, wówczas p r o f e s o r o w i e

Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Ciekawe jest, że wy­

mienieni koledzy seminaryjni ks. Bukraby, a więc ks. Falkowski, ks. Rancans i ks. Swirski byli z tego samego rocznika i wszyscy oni uzyskali sakrę biskupią 2

2 W latach 1946— 1968 ks. Sw irski był biskupem siedleckim , a w la­

tach 1949— 1969 ks. Falkow ski — biskupem łom żyńskim .

Na uroczystościach konsekracji z rodziny obecni byli matka oraz bracia Józef, Stanisław i Piotr z żoną.

Ingres bpa Bukraby do katedry pińskiej odbył się bardzo uro­

czyście w dniu 28 sierpnia 1932 roku. Nowy pasterz diecezji pre­

zentował się okazale: wysokiej postaWy, uśmiechnięty, o jasnym i głębokim spojrzeniu, zewnętrznie zawsze zadbany.

Po świątobliwym poprzedniku, biskupie Łozińskim, przejął on tę samą wyrozumiałość i prostotę w załatwianiu spraw i traktowa­

niu podwładnych sobie księży. Do bpa Bukraby zwracano się, po- pobnie jak i do Łozińskiego, z tytułem „Pasterzu” .

Od zarania swego kapłaństwa ks. Bukraba żywił specjalne na­

bożeństwo do Serca Bożego. Na początku rządów biskupich w liś­

cie pasterskim, wydanym w dniu ingresu do katedry 28 sierpnia 1932 roku bp Bukraba pisał:

Najśw iętsze Serce, któremu, na wstępie m ego pasterzowania dziś siebie samego, ukochanych W spółpracow ników moich K apłanów i w szystkich najm ilszych w Panu D iecezjan, oraz nasze wysiłki i prace polecam i pośw ięcam ” .

W dniu 23 marca 1933 r. z okazji ogłoszonego przez papieża Piusa XI powszechnego jubileuszu wielkiego —> właśnie dobie­

gało końca dziewiętnaście stuleci od dokonanego Odkupienia ro­

dzaju ludzkiego bp Bukraba polecił, aby we wszystkie pierwsze piątki, począwszy od 7 kwietnia tegoż roku aż do dnia 2 kwietnia 1934 roku, we wszystkich kościołach parafialnych była odpra­

wiana uroczysta msza św. ku uczczeniu Najświętszego Serca Je­

zusowego oraz odmawiana stosowna litania i akt wynagrodzenia.

W 1934 r. bp Bukraba obchodził jubileusz 25-lecia kapłaństwa.

W liście z dnia 8 lutego 1934 r. serdecznie dziękuje diecezjanom za wyrazy pamięci, uczucia przywiązania i miłości oraz stwierdza, że „podobnie jak wszystko, tak i tą spójnię z wiernymi zawdzię­

cza on Sercu Bożemu” . Jubileusz ten magistrat miasta uczcił uro­

czystą akademią i nazwaniem jednej z ulic w Pińsku imieniem

„Ks. Kazimierza Bukraby” .

Następnie w dniu 4 marca 1938 r., powołując do życia w diecezji Instytut Wyższej Kultury Religijnej, bp Bukraba pisał: „Gorąco prosimy Boskie Serce Jezusowe, aby pobłogosławiło tym zbożnym poczynaniom” .

Wreszcie w swoich listach prywatnych często adresata „polecał Sercu Bożemu, sam w Nim pozostając oddany” , albo też życzył

„szczęścia, które wszystkim i wszędzie chce dać Miłujące Serce Boże” .

(5)

Wkrótce bp Bukraba uporządkował swoją rezydencję i przyległy ogród, odnowił d wygodnie urządził kurię biskupią, a dla biskupa sufragana oraz księży współpracujących przy rządach diecezjal­

nych wybudował piękny dwupiętrowy dom o sześciu nowocześnie urządzonych mieszkaniach.

Z kolei w dniu 14 września 1934 r. definitywnie zatwierdził uzupełnione przez siebie statuty diecezjalnego synodu pińskiego, odbytego przez bpa Łozińskiego w dniach 3 i 4 września 1929 roku,' z mocą obowiązującą od 1 stycznia 1935 roku.

Dnia 3 marca 1933 r. w Pińsku zmarła m atka Biskupa. S tratę tę Biskup odczuł bardzo boleśnie, pani Bukrabina bowiem żyła działalnością swego syna, opromieniając nieraz swoją obecnością ciężkie chwile życia kapłańskiego 3.

Niezadługo po ingresie bp Bukraba rozpoczął wizytację diecezji.

Ten obowiązek biskupi spełniał gorliwie i nie żałował dlań tru ­ dów. Corocznie wizytacja trw ała z reguły bez przerwy półtora

miesiąca. Rzadko tylko rozkładał ją na dwie, tj. wizytację wio­

senną i wizytację jesienną. Podczas wizytacji był nadzwyczaj w y­

trzymały. Zwykle sam celebrował sumę, kilkakrotnie przemawiał, wydawał komunię św., wreszcie udzielał sakram entu bierzmo­

wania, często tysiącom wiernych. Przy jego tuszy i letnim upale był to wysiłek nadzwyczajny. Zresztą Biskup wykazywał h a rt du­

cha również przy innych okazjach. Był w ytrw ały w postach dla zwalczania otyłości. Rokrocznie spędzał cztery tygodnie w zakła­

dzie doktora Tarnawskiego w Kosowie, gdzie przeprowadzał ku­

rację głodową. Doroczny Wielki Post spędzał również bardzo su­

rowo; odmawiał sobie w tym czasie nie tylko pokarmów mięsnych, lecz także palenia cygar; ograniczał również czas wypoczynku i wieczorami dłużej pozostawał w swojej kaplicy domowej.

W czasie wizytacji we wszystko wnikał i „wszystko widział”, jak księża o nim mówili. Szczególnie wyczulony był na brak kul­

tury i porządku na plebaniach.

Pani Zofia B u k r a b i n a w ychow ała sw ych synów w pobożnej czci dla Matki Bożej. Biskup przeto od lat m łodzieńczych lubił nabo­

żeństw o m ajow e i m odlitw ę różańcową. Różaniec m iał stale pod ręką.

Później upodobał sobie szczególnie pieśń, o m elodii rzewnej, a jedno­

cześnie krzepiącej, do Matki Boskiej Łahiszyńskiej. Kościół parafialny w Łahiszynie, położonym niedaleko Pińska, posiadał obraz Matki Bożej, słynący łaskami. Bukraba, jeszcze jako prefekt szkół pińskich, pomagał m iejscowem u dziekanowi ks. S. W ójtikowi w dokończeniu budowy tego kościoła i następnie był obecny w roku 1913 na jego konsekracji, doko­

nanej przez arcybiskupa m ohylew skiego, W incentego Kluczyńskiego.

Wtedy w łaśnie posłyszał tę pieśń po raz pierw szy i zapam iętał ją sobie na całe życie. Pieśń tę niósł z sobą w szędzie, gdzie tylko przebywał.

Śpiew ano ją w ięc w czasie drugiej w ojny św iatow ej w e L w ow ie, War­

szawie i w Łodzi.

11. Ks. Bp Kazim ierz Bukraba (1944)

Z e z b io ru k s. A. S c h le tz a

(6)

Dużo i chętnie przemawiał. Nie odznaczał się krasomówstwem i do tego nie dążył. Natomiast kazania jego odznaczały się głębią myśli, jasnym układem i głębokim zaangażowaniem. Spokojnie i przekonywająco podawał słuchaczom to, co przedtem sam do kładnie przemyślał.

W r. 1936 Biskup, w związku z mającą się odbyć wizytacją pasterską, polecił księżom proboszczom co następuje:

„Należy w każdej parafii uwzględnić m iędzy innym i i mieć to na u w a­

dze, ażebym m iał możność odwiedzenia szkoły i by w mojej obecności przeprowadzono krótką lekcję religii. Poza tym należy mi ułatw ić zetknięcie się z m iejscowym nauczycielstwem , choćby w ramach naj­

skromniejszej herbatki.

Pamiętając, że Wizytacja Pasterska ma głównie na względzie wni­

knięcie w stan życia religijnego parafii i danie możności bezpośredniego zetknięcia się ze swym Arcypasterzem wiernym, należy jak najmniej czasu przeznaczać na przyjęcia i fety przy stole, a pamiętając na czasy kryzysowe i nędzę wielu, należy ograniczyć się przygotowaniem naj­

skromniejszego posiłku dla mnie i mego otoczenia, bez napojów alkoho­

lowych, nawet podczas przyjęć w domach prywatnych”.

Na tym Biskup nie poprzestał. Przed rozpoczęciem wizytacji w dniu 30 lipca 1936 r. rozesłał księżom okólnik, w którym ponow­

nie pisał:

„Przypominam WW Księżom Proboszczom, że zamiast w ysilania się w zewnętrznej w ystaw ności mają się starać, by zaprezentować sw ój dorobek w Akcji Katolickiej, znaleźć czas dla zbliżenia się do W izytu­

jącego Pasterza bractw i stowarzyszeń katolickich, oraz ułatw ić w ier­

nym dostęp do Biskupa, gdyby tego potrzebow ali”.

Księża proboszczowie cieszyli się na wizytację bpa Bukraby, który doskonale rozumiał ich trudy, kłopoty i radości. Zwykle du­

żo spraw omawiał Biskup bezpośrednio z miejscowym duszpaste­

rzem, udzielając mu praktycznych wskazówek. Często też przy­

chodził proboszczowi z pomocą. W r. 1933 Biskup przybył do pa­

rafii Płaskowieze_ by w dniu 6 sierpnia poświęcić nowowybudo­

wany drew niany kościół w Zaostrowieczu, a nazajutrz, 7 sierpnia, poświęcić kamień węgielny pod kościół murowany w Płaskow i- czach. Biskup rozumiał, że wysiłek parafii, podjęty dla wybudo­

wania dwóch kościołów jest wielki, toteż na budowę kościoła w Płaskowiczach, przy okazji poświęcenia kamienia węgielnego, ofiarował 4000 złotych, co w owym czasie było pokaźną sumą.

W innym wypadku trudny problem wybudowania nowego koś­

cioła Biskup rozwiązał w ten sposób, że cała diecezja przyszła z po­

mocą. Tak właśnie odbudowano duży zabytkowy kościół podo-

(7)

minikański w Stołpcach. Na mocy zarządzenia Biskupa każda pa­

rafia miała ofiarować na ten cel zbiórkę z tacy z drugiej niedzieli października 1935 roku.

Tymi osiągnięciami dla chwały Bożej Biskup przejmował się bardzo i żył nimi. Toteż gdy w r. 1933 w diecezji pińskiej liczo­

no 113 parafii w 17 dekanatach, to w roku 1939 było już 133 pa­

rafii w 19 dekanatach. Bp Bukraba utworzył dwa nowe dekanaty:

w roku 1935 — Janowski oraz w r. 1938 Stoliński. Poza tym w die­

cezji było 12 parafii obrządku wschodniego.

W opinii księży bp Bukraba uchodził powszechnie za dobrego adm inistratora i gospodarza diecezji. Jego posunięcia w rządach diecezją świadczyły o dużym zmyśle praktycznym i doświadcze­

niu, nabytym dzięki długoletniemu pełnieniu funkcji proboszcza i dziekana w główniejszych ośrodkach diecezji.

W czasie pewnej wizytacji bp Bukraba, widząc młodego księdza odmawiającego brew iarz w ogrodzie, zwrócił mu uwagę, że lepiej jest odmawiać brew iarz w kościele lub u siebie w pokoju, niż w ogrodzie, gdzie narażeni jesteśmy na roztargnienia. Ta subtelna troska o wysoki poziom kapłańskiej modlitwy pośród codziennych zajęć jakoś charakterystycznie dopełnia w Biskupie znaną wszyst­

kim jego praktyczność i „życiowość”.

Z wielkim taktem i życzliwością bp Bukraba rozstrzygał kon­

flikty, jakie od czasu do czasu zachodziły między podwładnymi księżmi. Charakterystyczna jest odpowiedź Biskupa, wysłana z miej­

sca jego wypoczynku do młodego i gorliwego kapłana, którem u brakowało jeszcze życiowej rozwagi. Biskup pisał:

„K ryn ica-Z d rój, 20 IX 1937 r. Kochany mój Księże Karolu, nic mi nie jest w iadom e o zamiarze Ks. Proboszcza N iedźw iedzickiego sprzedania 12 ha ziem i kościelnej. I nie może to być uskutecznione bez odnośnego zezw olenia mego. Co do Twego, mój Kochany, projektu nabycia tego ka­

w ałka bez pieniędzy oraz stworzenia na tym kawałku szkoły gospodar­

czej dla dziewcząt, to w ydajesz mi się podobny do ow ego sprytnego żołnierza, co z siekiery gotował zupę. Ziemia beneficjalna może i musi być, o ile do tego dojdzie, sprzedana za m ożliw ie najwyższą cenę, pie­

niądze muszą być zdeponowane w Kurii D iecezjalnej, a Ks. Proboszcz będzie korzystać jako beneficjariusz z procentów. Gdybyś przy udziale zainteresow anych stw orzył konsorcjum, któreby ziem ię sprzedawaną nabyło oraz finansow ało i owszem bardzo pożyteczną i potrzebną szkołę gospodarczą dla dziewcząt w N iedźw iedzicy, nie pozostało by mi nic w ięcej, jak Ci przyklasnąć i powinszować. + Kazimierz bp”.

A oto inny wypadek. Pewien młody kapłan był wikariuszem w Brześciu nad Bugiem i czuł się tam dobrze. Ponieważ nigdy w życiu nie nabył ogłady towarzyskiej, przydarzyło się mu, że sw’ą niezgrabnością naraził się jednej z pań, które były z a a n g a ­

żowane w pracy społecznej przy parafii. Kiedy, wskutek zbiegu

okoliczności, w tym samym czasie otrzym ał przeniesienie do Han- cewicz, wydawało mu się, że źródło tego przeniesienia tkw i właśnie w jego nieporozumieniu z ową panią. Pod wpływem pierwszego impulsu napisał list do bpa Bukraby, w którym było dużo żalu i dużo niegrzeczności, choćby w takim wyrażeniu: ,,... dotąd myś­

lałem, że Kościołem kieruje Duch św., a teraz doszedłem do prze­

konania, że kobiety”. Biskup wezwał księdza do Pińska, odbył z nim serdeczną rozmowę, w której wytłumaczył, że list był nie­

właściwy, a przekonania fałszywe i zakończył: „nigdy nie pisz listów w zdenerwowaniu”. Oczywiście Biskup posłał go do Han- cewicz, ale kapłan ów był oszołomiony taką prostotą w załatwie­

niu bądź co bądź nieprzyjemnej dla niego sprawy.

Względem księży, którzy zawinili poważniej, stosował kary przeważnie w formie rekolekcji; przy tym kierował się każdorazo­

wo psychiką i charakterem delikwenta.

Często celebrował w katedrze; przy tym sam głosił homilie i kazania. Oprócz celebry w większe święta, zwykle odprawiał jeszcze pierwsze Roraty, nobożeństwo w Środę Popielcową, Gorz­

kie Żale, w Wielki Piątek Drogę Krzyżową, w Dzień Zaduszny nabożeństwo i procesję na cmentarzu, gdzie od roku 1933 spo­

czywali rodzice Biskupa. Odprawiał również pierwsze i ostatnie nabożeństwo majowe i sam zwykle prowadził procesję Bożego Ciała.

Uderzała jego pobożność przy odprawianiu nabożeństw. Nigdy się nie śpieszył, odprawiał powoli i w skupieniu. Znać po nim było głęboką wiarę i szacunek dla czynności świętych. Wszystko to czynił naturalnie, bez cienia afektacji, czy jakiejś pozy.

Co roku wydawał list pasterski na „Tydzień Miłosierdzia”. Za­

chęcał także do składania ofiar w dniu 3 Maja jako dar narodowy na cele oświatowe Polskiej Macierzy Szkolnej. Organizację tę po­

pierał od zarania życia kapłańskiego. Najmłodsze pokolenie było szczególniejszym przedmiotem troski Biskupa. Z pomocą swoich księży i wiernych założył sieć ochronek i przedszkoli, prowadzo­

nych z poświęceniem przez szare ss. urszulanki.

Pierwszy dom urszulański na Polesiu powstał w 1933 r. w Ho- rodcu, z inicjatywy i przy wydatnej pomocy Marii Rodziewiczów­

ny i Jadwigi Skirmuntówny. W tym samym roku Matka Urszu­

la Ledóchowska odwiedziła bpa Bukrabę w Pińsku. Porozumie­

nie było łatwe; Matka Ledóchowska bowiem posiadała umysł sze­

roki, a serce gorące i odczuwające potrzeby kraju i dusz ludzkich.

W dodatku Polesie chwyciło Matkę za serce; obiecała więc Bisku­

powi, że da swoje siostry, skoro tylko wybierze odpowiednie kan­

dydatki. W 1935 roku powstały placówki w Iłosku i w Lubczy nad

(8)

N iem nem ; w 1936 ro k u — w K obryniu. W 1937 roku Biskup ra ­ zem z M arią Rodziewiczówną podsunął m yśl rodzeństw u S k ir - m untów , aby swój m ajątek Mołodów ofiarow ali Zgrom adzeniu SS. U rszulanek, co też w krótce nastąpiło. M atka Ledóchowska um ieściła w Mołodowie od razu 36 sióstr. S iostry rozw inęły tu w szechstronną działalność: prow adziły dwa przedszkola, S tow a­

rzyszenie Młodzieży Polskiej, uniw ersy tet ludow y przy w sp ó łp ra­

cy ks. Ja n a Zieji, am bulatorium oraz katechizację i pomoc chorym w sąsiednich wsiach. W roku 1938 na teren ie diecezji pińskiej siostry urszulanki posiadały 9 placów ek, w których było z a tru d ­ nionych 88 sióstr.

N iebaw em M atka Ledóchowska, w celu ożyw ienia k u ltu św.

A ndrzeja Boboli, zakupiła plac w Janow ie P oleskim na m iejscu m ęczęństw a św. A ndrzeja i robiła przygotow ania do budow y Domu Pielgrzym ów .

W szystkie te placów ki rozw ijały się dzięki serdecznej życzli­

wości bpa B ukraby. Interesow ał się on życiem, pracą i potrze­

bam i każdego domu, znał każdą siostrę, b ra ł żywy udżiał w dzia­

łalności m isyjnej Zgrom adzenia.

Bp B ukraba żył życiem kościelnym . W liście p asterskim z 31 lip- ca 1935 r., w ydanym z okazji 25-lecia d ek retu K ongregacji S a k ra ­ m entów w sp raw ie wczesnej kom unii św. dzieci, Biskup naw o­

ływ ał, by dziatw a z diecezji pińskiej w dniu 15 sierpnia tegoż ro k u grom adnie p rzystąpiła do kom unii św. i m odliła się o łaskę jak najrychlejszego w yniesienia na o łtarz e św iątobliw ego papie­

ża P iusa X.

O grom nie też się cieszył na zbliżającą się kanonizację św. A n­

d rzeja Boboli. W dniu 1 kw ietnia 1938 r. w ydał piękny list pas­

terski, w którym pisał:

„Zbliża się radosna i z dawna oczekiw ana chw ila, kiedy to orzeczeniem uroczystym N am iestnika Chrystusowego w yniesiony zostanie na ołtarze w charakterze św iętego błogosław iony Andrzej Bobola, kapłan To­

w arzystw a Jezusow ego i m ęczennik za św iętą sprawę zjednoczenia z K ościołem Pow szechnym oderwanych odeń w spółbraci i w spółobyw a­

teli naszych. Spełniając w olę Pana naszego Jezusa Chrystusa, wyrażoną w pragnieniu „aby w szyscy byli jedno” i dobrze rozum iejąc, jak n ie­

zbędna jest dla zwartości i potęgi Rzeczypospolitej jedność religijna oraz kładąc dla realizow ania tejże swój trud apostolski i krew ofiarną, św ięty Andrzej Bobola po śm ierci stał się prorokiem z m a r t w y c h w s t a n i a

Polski wolnej i niepodległej, a w dobie obecnej stanie się niechybnie u Boga jej Patronem i Orędownikiem o jej w ielkość i promiennosć.

Stanie się też szczególniejszym Patronem Naszej Pińskiej Diecezji, na terenie której w ostatnich latach życia apostołował, i Ziem i Poleskiej, którą krwią swą m ęczeńską zrosił.

Ufam, że dzień 17 kw ietnia bieżącego roku, poza radością, w ynika­

jącą z uroczystości Zm artw ychw stania Pańskiego, będzie dla nas

w szystkich, N ajm ilsi w Panu, dniem szczególniejszej radości i w ielkich nadziei.

I kiedy My wraz z gronem kapłanów i nielicznych niestety d ele­

gatów D iecezji Pińskiej przeżyw ać będziem y niezapom niane chw ile uroczystości kanonizacyjnych u boku Ojca Chrześcijaństwa, złączcie się z Nami i Wy w szyscy, którzy zostajecie w kraju w e w spólnej radosnej i dziękczynnej m odlitw ie u stóp ołtarzy Pańskich, m odlitw ie za przy­

czyną św. Andrzeja Boboli za Kościół, P olsk ę i Naród, f Kazimierz, biskup piński”.

Jednocześnie w ty m sam ym dniu w y d ał zarządzenie, b y w dniu 17 kw ietnia o godzinie 12-tej lub po sum ie przez pół godziny dzw o­

niono w e w szystkie dzwony kościelne w całej diecezji pińskiej, a k ap łan i o dpraw iający ostatn ią mszę św. odśpiew ali po niej u ro ­ czyste Te D eum laudam us z w ersetam i i zw ykłą m odlitw ą dzięk­

czynną.

W dniu zaś 18 kw ietnia kap łan i po sum ie wobec w ystaw io­

nego w m onstrancji P rzenajśw iętszego S ak ra m e n tu m ieli odśpie­

wać w raz z ludem Suplikacje oraz m odlitw ę do św. A ndrzeja Bo­

boli.

W Rzym ie bp B ukraba by ł w dwóch K ongregacjach, odw iedził d w ukrotnie Ojca G enerała Ledóchowskiego, polskiego am basadora przy W atykanie, W ładysław a Skrzyńskiego i k ard y n ała M ar- maggiego, k tó ry poprzednio był nuncjuszem w W arszawie. T u spotkała B iskupa niespodzianka. D rzw i otw orzyły i usługiw ały później p rzy stole siostry Polki, k tó re prow adziły u kard y n ała gospodarstw o. Od czasu do czasu obwozili Biskupa po Rzym ie je ­ zuici. Poza ty m bp B ukraba trzym ał się raczej pielgrzym ki pols­

kiej.

Oczywiście był też u papieża P iusa X I n a specjalnej aud ien ­ cji, udzielonej biskupom polskim. W czasie audiencji papież po­

m ylił się i w ziął go za profesora Leona Puciatę, przypom inając mu, jak to w jego tow arzystw ie zw iedzał kiedyś kościoły w ileńskie i bibliotekę uniw ersytecką. B u k rab a sprostow ał om yłkę papieża, któ ry przyglądając się m u uw ażnie powiedział: „jednak podo­

bieństw o m iędzy w am i je st znaczne”.

W Rzym ie B uk rab a był specjalnie honorow any. W przeddzień uroczystości kanonizacyjnych w zak ry stii kościoła Al Gesu odbyło się zm ienianie szat św. A ndrzeja Boboli. Wokół stołu o peracyj­

nego umieszczono kilka foteli i klęczników . Obecni by li dwaj kardynałow ie: p re fe k t K ongregacji R ytów i k ardynał-ponens sp ra­

w y św. A ndrzeja, bp B ukraba w tow arzystw ie dwóch kanoników k ap itu ły pińskiej, k tó rej p atro n em by ł św. A ndrzej, w łoski n a s­

tępca tronu, g en erał zakonu o. W łodzim ierz Ledóchowski i k ilku jezuitów. Po zdjęciu szat z ciała św iętego dwóch w ybitnych chi­

rurgów w łoskich przystąpiło do u k ład an ia odłączonych kostek

(9)

i cząsteczek ciała, na którym było w yraźnie znać ra n y i ciosy (jak np. zd arta skóra w form ie krzyża n a plecach), zadane w cza­

sie m ęczeństw a przez oprawców. Po ułożeniu ciała i um ieszczeniu w szystkich drobnych cząstek na sw oim m iejscu, do stołu p rzystą­

pili ubran i w komże jezuici, którzy z w ielką ostrożnością włożyli szaty na świętego. W czasie tej operacji kardynałow ie i bp B u­

k ra b a siedzieli w fotelach, natom iast następca tronu, generał za­

konu i obecni księża klęczeli na klęcznikach. Na drugi dzień w bazylice św. P io tra podczas uroczystości kanonizacyjnych bp Bu­

kraba" m iał osobny klęcznik i fotel obok generała zakonu jezui­

tów.

Bp B ukraba um iał okazać każdem u należny szacunek, przyw ią­

zanie lub wdzięczność, przede w szystkim zaś był zawsze pom ocny bliźnim. W dniu 3 sierpnia 1934 r. odpraw ił żałobne nabożeństw o w kościele św. A nny w W arszaw ie za duszę swego kolegi ze stu ­ diów sem inaryjnych w P etersb u rg u , ks. E dw arda Szw ejnica i p ro ­ wadził kondukt żałobny na cm entarz Powązkowski.

W dniu 15 listopada tegoż roku w ziął udział w uroczystościach jubileuszow ych 50-lecia kapłaństw a ks. M ichała R utkow skiego i był obecny n a mszy św., odpraw ianej przez ju b ilata w kościele sem inaryjnym w Wilnie.

L atem 1938 r. w P oznaniu celebrow ał mszę św pogrzebow ą za arcybiskupa E dw arda Roppa, który udzielił mu kiedyś sak ry bis­

kupiej .

Gdy w m arcu 1939 r. kapelan ss. n azaretan ek i prefek t gim ­ nazjum A dam a M ickiewicza w N ow ogródku został pow ołany do wojska, bp B ukraba na prośbę sióstr natychm iast polecił sw em u kapelanow i udać się na opuszczoną placów kę, mimo że sam po­

trzebow ał pomocy m łodego kapłana.

Zawsze lubił „ludzi słonecznych”. T erm in ten zapożyczył od M ereżkowskiego, k tó ry ta k nazw ał św. F ranciszka z Asyżu. Bis­

kup należał do trzeciego zakonu św. F ranciszka i bardzo się z te­

go cieszył. Jego obłóczyny odbyły się u oo. franciszkanów kon­

w entualnych w e Lw ow ie w r. 1942, przed odjazdem do W arsza­

wy. N atom iast profesję zakonną Biskup złożył, jako b ra t F ran ci­

szek od M iłosierdzia Bożego, 15 I 1943 r. w kaplicy Domu R ekolek­

cyjnego w Laskach. W ostatnich latach życia sam mocno d o ś w i a d ­

czony w cierpieniach wszelkiego rodzaju sta ra ł się nieść drugim pogodę i spokój. W Lodzi lubił podczas swoich przechadzek P3 ogrodzie klasztornym zaglądać do różnych działów pracy, każdej siostrze pow iedział przy tym dobre słowo, błogosławił z jasnym , pogodnym i ojcowskim uśmiechem.

Lubił ludzi z inicjatyw ą i chętnie ich popierał; natom iast nu­

dziło go tow arzystw o ludzi ślam azarnych i w iecznie narzekają cych. Do końca swego życia lubił życie tow arzyskie i był b ardzo

gościnny. Ale nade wszystko dał się powszechnie poznać jak o czło­

w iek dobrego serca. Darząc w szystkich dobrocią, subtelną u p rz ej­

mością i prosto tą duszy, zjednyw ał sojuszników sobie i spraw ie bożej.

W spraw ach tru d n y ch a spornych um iał roztropnie znaleźć kom ­ prom isow y „złoty środek” ; nie była to jednak wygodna postaw a oportunizm u. M łodych i zapalonych przestrzegał przed postaw am i krańcow ym i. P raw d a i pokora często żądają w życiu korygow ania sądów, w ycofyw ania się ze stanow iska, k tó re w ydaw ało się słuszne, a po głębszym przem yśleniu u jaw niły się braki. Nie trzeb a przeto stanow iskiem krańcow ym palić za sobą mostów, po któ ry ch nieraz trzeba będzie się wycofywać. W ocenie drugiego człowieka trz e ­ ba starać się o rzecz trudniejszą: dostrzec najp ierw to, co w nim jest dobrego, a w tedy będzie łatw iej obiektyw nie ocenić to, co w nim jest słabego i ułomnego. Bardzo przestrzegał przed postaw ą kategorycznego krytycznego orzekania o kim ś bez spokojnego i do­

głębnego poznania praw d y o tym człowieku. Często przy tym przytaczał znaną w ascezie zasadę o łatw iejszym złow ieniu w ielu m uch na kroplę miodu, niż choćby jednej m uchy na beczkę octu.

W yczuwało się, że m ówił to p ra k ty k , n a podstaw ie obserw acji ży­

cia i 'własnego głębokiego przem yślenia.

Biskup B ukraba był spostrzegaw czy i m iał zmysł orientacyjny.

Zw ykle um iał poznać czy wyczuć w artość drugiego człowieka.

Pom ocny w tym był m u otrzym any po m atce niezw ykły d ar in tu ­ icji.

Dzięki tej in tu ic ji Biskup nieraz w yprzedzał czasy, w których żył, i niejedno p o trafił przewidzieć. W liście p asterskim z dnia 5 czewca 1934 r. pisał:

„Czasy, jakie przeżywam y, są pełne trudności i pełne dziwnych prze­

łomów, a najbystrzejsze um ysły jeszcze nie mogą powiedzieć ku czemu idziemy. W każdym razie idziemy ku w ielkiej przebudowie społecznej,, ku zupełnie nowym stosunkom...”.

Ongiś, w czasie w izytacji p asterskiej w Kosowie Poleskim , do w itających go praw osław nych ze swoim duchow nym na czele, w ypow iedział znam ienne słowa o przyszłym ekum enizm ie pow­

szechnym, zaczerpnięte ze swego hasła biskupiego: P rzyjdź K ró­

lestw o Twoje.

W czasie w igilii 1938 r. był bardzo wzruszony, mówił o nie­

pew nej przyszłości i cierpieniach, k tó re nas czekają. N aw iązał do słów papieża P iusa XI, któ ry w czasie audiencji, udzielonej w k w ietniu tego roku, zwrócił się do bpa B u kraby ze słowam i:

”Czy przygotow any jesteś na m ęczeństwo?” Któż ze słuchaczy przypuszczał w tedy, że to były słowa prorocze, które n iestety je ­ szcze boleśniej m iały się spełnić. A w ostatnich latach swego życia opowiadał nieraz, że w pam iętnym 1939 r. jak b y w jak iejś w izji

(10)

okropnej, widział zniszczenie wszystkiego, co z takim trudem zostało wzniesione w kraju . Przeżył to w rażliw ym sercem, jakim był obdarzony, z w yjątkow ą siłą, która om al go nie złamała.

Biskup szczególnie troszczył się o współżycie ze wszystkimi w zgodzie i porozumieniu. Tej zasady trzym ał się również w sto­

sunku do władz państw ow ych,m ając na względzie przede wszystkim dobro i powagę Kościoła. Na ogół u rządu był dobrze widziany.

Tam jednak, gdzie m usiał powiedzieć „nie wolno m i tego”, był stanowczy i nieugięty. Tak było chociażby w spraw ie likw idacji parafii wschodniego obrządku, o co różnym i sposobami i nie­

ustannie zabiegał wojewoda brzeski K ostek-B iernacki .Ostatecznie nic w tym względzie on u Biskupa nie wskórał.

Podobnie, gdy Biskup chciał przenieść księdza na inną pa­

rafię i w tym czasie władze rządowe zw róciły się do niego o to samo Biskup zatrzym ał księdza w parafii, aby uniknąć naw et po ­ zorów, że przenoś księdza pod w pływ em w ładzy państw ow ej.

Zdarzył się też wypadek, że ksiądz na polecenie Biskupa nie chciał opuścić parafii. Zbuntow ana parafia grom adnie, bo w licz­

bie 60 wozów, dotarła do m arszałka Piłsudskiego w Warszawie.

M arszałek obiecał interw encję u Biskupa i użył do tego pośred­

nictw a nuncjusza w W arszawie. Biskup nie ustąpił. Gdy później ci sam i parafianie, również gromadnie, przyjechali do Pińska i zos­

tali potraktow ani przez Biskupa po ojcowsku i serdecznie, upoko­

rzyli się, przeprosili swego P asterza, a po powrocie do domu po­

radzili swemu proboszczowi, aby udał się do Biskupa.

Swoim księżom, szczególnie katechetom , Biskup zalecał przy każdej okazji, by unikali zatargów z w ładzam i szkolnymi i nauczy­

cielami.

„To nie sztuka, mówił, pokłócić się i nic dobrego nie zrobić. Wy, księża, m usicie być bardziej wyrobieni duchowo, niż świeccy. Musicie podcho­

dzić do nich z wyrozumiałością, cierpliwie i roztropnie, by, pozostając ze wszystkim i w zgodzie, osiągnąć swój cel i nie odstąpić od swoich zasad”.

Zapewne dzięki tej postaw ie B iskupa i jego wpływowi na księży, w diecezji pińskiej na ogół zatargów księży z nauczycielstwem nie było; przeciw nie — stosunki i w spółpraca układały się pom yśl­

nie.

Bp B ukraba w obcow aniu był naturalny, bardzo prosty i bez­

pośredni; nie lubił postaw y sztyw nej i jak m ówił „nakrochm a­

lonej”. Oczywiście, w tam tych czasach ta k a postaw a biskupa i sto­

sunek jego do ludzi były czymś zw racającym uwagę. Podobnie też prow adził rozmowy z przedstaw icielam i starych rodów polskich, których m iał sporo u siebie w diecezji. Byli to Radziwiłłowie, Po­

toccy, Pusłowscy, Skirm untow ie, Niezabytowscy, Balińscy-Jundził-

13. Katedrai część gmachuseminaryjnegow Psku

(11)

[17] K S . B P K A Z I M IE R Z B U K R A B A 225

łow ię oraz inni. W obcow aniu bpa B u k rab y z nim i nie było żad­

nych koturnów , sztuczności, czy czegoś wym uszonego.

W lipcu 1938 ro k u nu n cju sz z W arszaw y, arcybiskup Filip C ortesi, w izytow ał w tow arzystw ie b p a B u kraby diecezję pińską.

Po w izytacji pozostał na kilkudniow ym w ypoczynku w M ołodowie u pp. S kirm untów . Poniew aż w m a ją tk u gospodarzyły już n a dob­

re siostry urszulanki, była tam rów nież przełożona generalna, M atka Ledóchowska. N uncjusz w rozm ow ach z gospodarzam i k ilk ak ro tn ie w yraził się o biskupie B ukrabie, że jest to człowiek czarujący („l’hom m e charm ant”).

Osobną k a rtę w życiu bpa B u k rab y stanow i jego stosunek do diecezjalnego S em inarium Duchownego i m łodych lew itów . W 1932 roku, kiedy bp B uk rab a ob jął rządy w diecezji pińskiej, S em ina­

riu m D uchow ne m niej więcej już było obsadzone tak, jak n a to m ogła sobie pozwolić kresow a diecezja, istn iejąca dopiero od ro ­ k u 1925.

N owy biskup, k tó ry m niej znał w ew nętrzną stro n ę życia i p r a ­ cy S em inarium Duchownego, chociaż jako długoletni dziekan na w ażniejszych placów kach w diecezji dobrze poznał nie tylko starsze duchow ieństw o, ale i to nowe, jak ie już zdążyło w ypuś­

cić ze swoich m urów m łode S em inarium pińskie — działał roz­

tropnie.

W pierw szym roku swoich rządów B iskup żadnych zm ian w S e­

m inarium nie poczynił. Odwiedził ks. re k to ra Ja n a W asilewskiego, swego młodszego kolegę z S em inarium petersburskiego, n astęp n ie kolejno w szystkich profesorów , k tó ry ch sta ra ł się sobie pozyskać, w reszcie w szystkim im bacznie przyg ląd ał się. Dopiero po ro k u m ianow ał swego sufragana, bpa K arola Niem irę, rek to rem Se­

m inarium . Bp N iem ira przeto zam ieszkał w gm achu sem in ary j­

nym . O bjął o n rów nież w ykłady z teologii p asterskiej i z socjo­

logii.

Do w spółpracy rektorow i bp B u k rab a przydał w icerek to ra w osobie ks. Aleksego P etraniego, k tó ry uczył od kilku la t p ra w a łacińskiego i wschodniego. Bp B u k rab a ks. P etraniego znał już od roku 1921, u fa ł m u i do ostatnich dni swego życia darzył go szczerą przyjaźnią. Przyw iązanie to zresztą było obustronne. Częste w yjazdy biskupa su fra g an a poza P iń sk i jego stąd częsta dłuższa nieobecność spraw iły, iż od sam ego początku tych now ych nom i­

nacji faktycznie kierow ał S em inarium w icerektor. Dlatego, kiedy w 1935 roku biskup N iem ira z S em inarium ustąpił, ks. P e tra n i pro­

w adził dalej S em inarium jako' rektor.

Ojcem duchow nym w S em inarium był ks. E dw ard Juniew icz, gorliw y kap łan z archidiecezji m ohylew skiej, m ianow any jeszcze Przez bpa Łozińskiego. Bp B u k rab a chciał jed n ak w yrobienie d u ­ chow ne swoich kapłanów pow ierzyć synom św. Ignacego Loyoli.

15 — N a s z a P r z e s z ł o ś ć t. 37

(12)

Dlatego ta k długo prosił prow incjała w W arszaw ie o. Szczepana Machnickiego, aż ten w roku 1935 zgodził się na objęcie stan o ­ w iska ojca duchow nego w pińskim S em inarium przez o. K azi­

m ierza D ąbrow skiego T. J. Z akonnik ten położył w ielkie zasługi wokół w yrobienia duchow nego alum nów S em inarium pińskiego.

Pracow ał w S em inarium aż do o statnich dni jego istnienia w e w rześniu 1939 roku. W ykładał także teologię ascetyczną i m is­

tyczną.

W 1934 ro k u bp B ukraba m ianow ał p ro k u rato rem S em inarium ks. p ra ła ta L ucjana Chwiećkę, człow ieka o w ybitnych zdolnościach gospodarczych. Od teg o czasu S em inarium zaczęło podnosić się ku coraz lepszym w arunkom m aterialnym . Gm ach w yglądał z każdym rokiem lepiej, p am iętają to zapew ne uczestnicy dorocznych piń­

skich zjazdów unijnych; utrzym anie zarów no alum nów jak i pro­

fesorów polepszało się także. W 1937 roku został w ybudow any w pobliżu P iń sk a ładny folw ark sem inaryjny z bogatym żyw ym inw entarzem i dobrze urządzonym gospodarstwem .

Oprócz wyżej w ym ienionych profesoram i w S em inarium byli księża: kapucyn o. C yryl a Terneuzen, W incenty G iebartow ski, Z e­

non K aleniuk, K am il K antak, Józef Kozłowski, M ichał K rzyw icki K azim ierz K ułak, K azim ierz Łomacki, Em il W eber i Ja n Zieją.

Dzięki serdecznym stosunkom , jak ie łączyły B iskupa z jezu ita­

mi, ci o statn i nieśli znaczną pomoc w prow adzeniu S em inarium pińskiego'. Aż siedm iu ojców pracu je za czasów bpa B ukraby i uczy w S em inarium pińskim ; są to księża: Józef Pachucki, P a ­ ulin Zabdyr, K azim ierz D ąbrow ski, Ignacy DubajJ Józef M itros, Edm und Roszak i Ja n Sobaś. Ponadto ojcowie P achucki i Z abdyr byli kolejno spow iednikam i bpa B ukraby, k tó ry przez całe swoje życie przystępow ał co tydzień do spowiedzi św.

Liczba alum nów w S em inarium pińskim była bardzo nierów na, ale raczej z roku n a rok zm niejszała się. Nie jedna przyczyna na to się złożyła. P rzede w szystkim młodzież, pochodząca z kresów , dążyła do w iększych m iast Polski, do diecezji bogatszych, następ ­ nie w ostatnich latach przed w ojną liczba pow ołań na ogół zm niejszała się wszędzie, a także przyczyniła się do tego sta ra n ­ niejsza selekcja w śród kandydatów . Zasadnicza jed n ak przyczyna tk w iła gdzie indziej. Diecezja pińska posiadała m ałe sem inarium obejm ujące cztery o statn ie klasy gim nazjum . Za czasów bpa Ło­

zińskiego życie w ty m sem inarium , na w zór włoski, w niczym się nie różniło od życia kleryków w wyższym sem inarium . A lum ni nosili sutanny, upraw iali kleryckie p ra k ty k i religijne. Bp B ukraba, człowiek w ielkiej szczerości i prostoty, obaw iał się sztucznych po­

wołań, uw ażał .że w Polsce katolickiej ogólne w ychow anie jest dostatecznie religijne, aby zapew nić stały dopływ powołań do se­

m inariów duchow nych. Dlatego gdy o b jął rządy, kazał w m ałym

sem inarium znieść regulam in sem in ary jn y a w ychow yw ać tak , ja k się zw ykle w ychow uje młodzież szkolną. Później jednak, w i­

dząc spadek pow ołań — Biskup zatrw ożył się, począł częściej w i­

zytować m ałe sem inarium i kazał stopniow o na nowo w prow adzić sem inaryjne p ra k ty k i religijne.

Bp B ukraba, jak gdzie indziej, tak rów nież i w S em inarium D uchow nym sta ra ł się o w zorow y porządek. G dy dowiedział się, że S em inarium nie posiada a k tu erekcyjnego, kazał natychm iast ta ­ kow y sporządzić. N astępnie w ro k u 1935 pow ołał kom isję, złożoną z księży G iebartow skiego, K an tak a i Petraniego, której polecił opracow ać sta tu t, ratio studiorum i reg u lam in sem inaryjny. W szyst­

ko to B iskup stara n n ie przejrzał i polecił n atychm iast w y d ru ­ kować, a regulam in sem in ary jn y po w ydrukow aniu rozdać alu m ­ nom. R egulam in ten przypom inał C onsuetudines innsbruckie.

Biskup często odw iedzał S em inarium bądź to sam , bądź też w tow arzystw ie swoich gości zarów no duchow nych, jak i św iec­

kich. L ubił pokazyw ać bibliotekę sem inaryjną, k tóra liczyła 38 000 tomów, była staran n ie uporządkow ana i skatalogow ana dzię­

ki w ieloletniej pracy ks. prof. K am ila K antaka, któ ry pełnił fu n k ­ cje bibliotekarza. Z aw ierała ona około 8000 staro d ru k ó w polskich, pochodzących przew ażnie z klasztoru franciszkańskiego w Pińsku, księgozbiór i w szystkie rękopisy bpa Łozińskiego, księgozbiór za­

w ierający przew ażnie dzieła z zakresu teologii wschodniej ks. m e­

tropolity A ndrzeja Szeptyckiego i w reszcie bogaty księgozbiór ks.

in fu łata W incentego G iebartow skiego.

B rał udział bp B ukraba rów nież w posiedzeniach sesji p eda­

gogicznych. N ieraz krępow ało to może kierow nictw o S em inarium , ale częściej bodajże obecność B iskupa pom agała w natychm iasto­

w ym rozstrzyganiu trudniejszych kw estii. Na tych sesjach Biskup dobrze poznaw ał stan Sem inarium , poznaw ał również alum nów, ich zdolności, w ady i cnoty. Tc może było przyczyną, że potem dobrze się orientow ał w zdolnościach m łodych księży, których um iał umieścić na w łaściw ych dla nich placów kach.

W rodzona in tu ic ja pom agała biskupow i B ukrabie w poznaw aniu ludzi. Podczas sesji pedagogicznych, gdy om aw iano postępy i za­

chow anie się alum nów, biskup b ra ł teczkę z aktam i odpow iednie­

go k andydata do rą k oraz pilnie przyglądał się jego fotografii i ch a­

rak tero w i pisma. Zdanie, jak ie następ n ie w ypow iadał o kleryku, zw ykle odpow iadało ogólnem u przekonaniu profesorów . Poczucie spraw iedliw ości B iskupa spraw iało, że jego sądy w w ypadkach spornych b y ły niezw ykle oględne, a jednocześnie proste i decy­

dujące, bez żadnej dyplom acji lub polityki.

Poznaw ał B iskup swoich przyszłych w spółpracow ników rów nież z k ated ry , gdzie podczas uroczystych nabożeństw um iał niejedno spostrzec w zachow aniu się otaczających go m łodych lewitów.

(13)

Często po ty ch nabożeństw ach rozm aw iał z rektorem S em inarium i prosił go o zw rócenie baczniejszej uw agi n a to lub inne zja­

wisko.

W reszcie podczas częstych i długich w izytacji pastersk ich Bis­

kup n ie tylko poznaw ał samego alum na, ale także jego stosunki rodzinne, młodość, tro sk i i obaw y i w te n sposób zżywał się z alum nem często bliżej niż ci, którzy przez długie la ta m ieszkali z nim pod jednym dachem sem inaryjnym .

W pierw szych dwóch latach rządów klerycy na ogół b ali się bpa B ukraby. Zm iana by ła za wielka. P oprzednik m ieszkał w S e­

m inarium , uczył, razem jad ał z klerykam i, w każdej chw ili mogli udać się do niego. Nowy Biskup zam ieszkał w rezydencji, otoczył się starszym i księżm i, do S em inarium przy b y w ał w praw dzie chęt­

nie, lecz oficjalnie. Dopiero po pierw szej i drugiej w izytacji die­

cezji, kiedy tow arzyszący B iskupow i k lery c y w rócili do Sem i­

narium , już zżyci oraz zaprzyjaźnieni ze swoim P asterzem i z a ­ częli opowiadać kolegom o niezw ykłej prostocie i serdeczności B iskupa — uprzedzenia ustępow ały.

W czasie w izytacji Biskup dbał o to, b y klerycy n ie przem ę­

czali się. Zw ykle py tał proboszcza, gdzie klery cy będą nocowali.

Jeżeli m iejsce noclegu było poza plebanią, B iskup kazał szoferowi odwozić k lery k ó w swoim sam ochodem, co na owe czasy było dla nich w ielką uciechą i nagrodą za tru d y , poniesione w czasie w i­

zytacji. P rzy posiłkach kazał klerykom siadać bliżej siebie, „bo pod okiem B iskupa, zw ykł był żartow ać — proboszcz jest życzliw ­ szy i hojniejszy”. Biskup był ojcowski i bardzo w yrozum iały na pom yłki klery k ó w podczas asysty. W Płaskow iczach, w czasie bierzm ow ania, k lerycy podali zam iast krzyżm a św. olej k a te ­ chum enów . B iskup już nam aścił około stu osób, kiedy klerycy spostrzegli omyłkę. L ęk ich ogarnął: kto to powie teraz Biskupowi?

Do B iskupa zbliżył się alum n M ieczysław S uw ała i poinform ow ał go o zaszłej pomyłce. Biskup popatrzył na przerażonych kleryków z dobrocią i uśm iechem i pow iedział: „To nic, ja pow tórzę. Za­

chow ajcie tylko kolejność k a rte k i niech bierzm ow ani klęczą w tym sam ym p o rządku” . P rzy kolacji B iskup zrobił lekką w ym ów kę asystującym księżom, dobrodusznie pożartow ał z klerykam i i dalej n astró j p rzy stole by ł m iły i pogodny.

Raz tylko przy pośw ięceniu kościoła B iskup zdenerw ow ał się i zw olnił od ra zu po nabożeństw ie k lery k a z funkcji cerem onia- rza. K lery k ten , w idocznie słaby w łacinie, źle zrozum iał słowo s e m e 1, użyte w pon ty fik ale rzym skim , i s i e d e m razy usi­

łow ał oprowadzać B iskupa naokoło kcścioła.

Gdy zaś klerycy dowiedzieli się, że w zm ianach na stanow is­

kach, ja k ie zw ykle następow ały po w izytacji diecezji, Biskup w ysuw a m łodych zdolnych księży i pow ierza im często odpowie-

działne placów ki n ab rali zaufania do sw ego B iskupa i później już bp B uk rab a cieszył się opinią przyjaciela młodych.

W swoich przem ów ieniach do alum nów , w ygłaszanych przy rozm aitych okazjach,B iskup zapew niał ich o swojej miłości, m ówił im, że niecierpliw ie czeka na owoce, ja k ie m a przynieść ich form acja um ysłow a i duchow a i że bardzo liczy n a nich. K reślił im obraz kapłana, na którego' jako B iskup mógł liczyć. P ro sił i zachę­

cał, by już tera z m odlili się za te dusze, k tó re Bóg w przyszłości ich pieczy powierzy.

Bp B u k rab a lu b ił odpraw iać uroczyste nabożeństw a w k a te ­ drze w otoczeniu alum nów Sem inarium . W ymagał, by w m iarę możliwości w nabożeństw ach b ra li udział rów nież księża pro­

fesorowie. S ta rał się osobiście udzielać w szystkich św ięceń alum ­ nom. W czasie k ilk u la t rządów w yśw ięcił na kapłanów pińskiej diecezji przeszło stu lewitów. W W ielką Sobotę udzielał co ro k u święceń kapłańskich, do tego dochodziły rów nież w szystkie inne święcenia, był to bowiem dzień, zgodnie z litu rg ią Kościoła ła ­ cińskiego, specjalnie przeznaczony n a udzielanie święceń. Nowo w yśw ięceni udaw ali się do P asterza, k tó ry serdecznie do nich przem aw iał i w ręczał im dyplom y ukończenia S em inarium oraz nom inaty na pierw sze placów ki ich pracy. Biskup rozum iejąc, jak w ażnym ćw iczeniem w życiu k ap łan a jest rozm yślanie, jedno­

cześnie w ręczał każdem u w upom inku Pussillum o. B ierbaum a albo R ozm yślania o Ew angelii bpa P r o h a s z k i ze sw oją dedy­

kacją. Księżom zaś gorąco polecał p racę bpa P e l c z a r a pt.

R ozm yślania o życiu kapłańskim , w now ym w ydaniu ks. F. K or- szyńskiego.

B iskup B ukraba, sam bardzo dokładny i p u n k tu aln y , w y m a­

gał tego rów nież od swoich podw ładnych. Chciał też, by w Sem i­

n ariu m obow iązyw ała punktualność i by do niej przyzw yczajano alum nów. U zasadniał to tym , że b ra k punktualności, od której często P olacy się dyspensują, to nie ty lk o jakiś ostatecznie w y - baczalny b ra k k u ltu ry , lecz często rów nież b ra k chrześcijańskiej uczciwości i szacunku dla drugiego człowieka. Często prosił Biskup, by w alum nach rozbudzano1 świadomość w ielkości i ważności ich pow ołania i późniejszej p racy kapłańskiej. W swoich przem ów ie­

niach do alum nów , jak k lerycy słusznie zauważyli, B iskup chętnie używ ał przym iotnika s o l i d n y . T aką m iała być nauka i w y­

robienie alum na, tak ą rów nież m iała być jego późniejsza praca kapłańska. Obok pielęgnow ania życia duchow nego B iskup chciał, by w alum nach w yrabiano rów nież cnoty naturalne: jak uczci­

wość, w zajem na ludzka życzliwość, grzeczność, uszanow anie s ta r ­ szych itp. Nie znosił B iskup kap łan ó w rozpraw iających o życiu nadprzyrodzonym którzy jednocześnie byli przedstaw icielam i p ro s­

tactw a duchowego. W rażliw y był ^na w zajem ny stosunek i w spółży­

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :