• Nie Znaleziono Wyników

Stabat Mater Dolorosa : uwagi o znaczeniu cierpień Maryi pod krzyżem w dziele odkupienia

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "Stabat Mater Dolorosa : uwagi o znaczeniu cierpień Maryi pod krzyżem w dziele odkupienia"

Copied!
43
0
0

Pełen tekst

(1)

Danuta Mastalska

Stabat Mater Dolorosa : uwagi o

znaczeniu cierpień Maryi pod

krzyżem w dziele odkupienia

Salvatoris Mater 3/3, 47-88

2001

(2)

A

by m óc odczytać znaczenie cierpień M aryi - zwłaszcza pod krzy­ żem - w dziele odkupienia, trzeba wpierw zatrzymać się nad sen­ sem cierpień (Krzyża) i Ofiary Chrystusa. Bez jej właściwego zrozu­ mienia nie dotrzem y tym bardziej do wartości cierpienia M aryi, które poza Krzyżem Chrystusa nie miałyby sensu.

W łaściwe zrozum ienie znaczenia Krzyża i Ofiary Chrystusa jest tru d n e 1. Zagadnienia te należą do tajemnic wiary, a więc nie jeste­ śmy w stanie d o k o ńca wszystkiego wyjaśnić. Je d n ak nie m ożna dobrze zrozum ieć tej tajemnicy także z tego pow odu, że dość czę­ sto niewłaściwie pojm ujem y problem cierpienia i ofiary w ogóle - zwłaszcza w ich relacji do Boga.

Wszyscy ludzie bezwzględnie podlegają cierpieniu. Im bardziej jest ono dotkliwe, z tym większą natarczywością kierow ane są pod adresem Boga pytania o jego sens czy pow ód. Jednak człowiek dość często nie wsłuchu­

je się w tę Bożą od­ powiedź czy też nie chce jej rzetelnie po­ szukiwać, ale udziela sobie tej odpowiedzi sam - w „miejscu” czy zamiast Boga Nieraz od p o w ied zi te są błędne i prow ad zą do ateizmu.

N a p ew no nie

odpow iem y tu na wszystkie dręczące pytania związane z cierpieniem, ale m oże uda się nam zauważyć, że największym rozjaśniającym je światłem jest Krzyż Chrystusa. Także cierpienia M aryi - N iepokala­ nej i bezgrzesznej - są w yzw aniem dla naszych przem yśleń. Jeśli bow iem Chrystus dobrow olnie przyjął cierpienie, jak też nie

zosta-1 N ied a w n o ujawniła to prowadzona na ten tem at dyskusja na lamach „Tygodnika Pow szechnego”: W HRYNIEW ICZ O M I, P ytania o przyszłość chrześcijaństwa.

C zy Bogu potrzebne są ofiary?, „Tygodnik Pow szechny” 5 6 (2 0 0 1 ) nr 2 ,8 -9 ; T E N Ż E , Pytania o przyszłość chrześcijaństwa. „M iłosierdzia chcę, a nie o fia ry ”, „Tygodnik

P ow szechny” 5 6 (2 0 0 1 ) nr 12, 17; T E N Ż E , C zy cierpienie jest ofiarą?, „Tygodnik P ow szechny” 5 6 (2 0 0 1 ) nr 1 7 ,9 ; M.P. M ARKOW SKI, C zy Bogu p o trze b ie są ofiary?

E ko n o m ia ofiary, rozrzutność daru, „Tygodnik Pow szechny” 5 6 (2 0 0 1 ) nr 3 , 8; T.

G A D A C Z , C z y B ogu p o trze b n e są o fia ry? M iło ś ć i spra w ied liw o ść, „Tygodnik P ow szechny” 5 6 (2 0 0 1 ) nr 4 , 10; T. SŁAWEK, D z iw n e p iękn o ofiary, „Tygodnik Pow szechny” 5 6 (2 0 0 1 ) nr 6, 8-9; R. RO G OW SKI, Przestrzenie ofiary, przestrzenie

n a d zie i, „Tygodnik P o w szech n y ” 5 6 (2 0 0 1 ) nr 8 , 9; J. KRACIK, Jego ofiarą o b darow ani, „Tygodnik Pow szechny” 5 6 (2 0 0 1 ) nr 9, 11; D . KOWALCZYK SJ, Bóg potrzebuje ofiary, „Tygodnik Pow szechny” 5 6 (2 0 0 1 ) nr 10, 14.

D a n u ta M astalska

Stabat Mater Dolorosa.

Uwagi o znaczeniu cierpień

Maryi pod krzyżem

w dziele odkupienia

SALVATORIS M A T E R 3 (2 0 0 1 ) n r 3 , 4 7 -8 8

(3)

ły one oszczędzone Jego M atce, nie m ogą być pozbaw ione sensu, chyba, że przyjmie się heretycki obraz Boga jako kata - jednak tem u przeczy Objawienie. Zatem spróbujm y się zastanowić czy i jaką rolę w historii zbawienia odegrało cierpienie: Chrystusa, M aryi i nasze. W pierw zapytamy ogólnie o sens cierpienia i ofiary przed Bogiem. N astępnie zwrócim y się w kierunku cierpienia i O fiary Chrystusa jako centrum rozum ienia om aw ianego problem u, by w końcu, z tej perspektyw y, spojrzeć na znaczenie cierpień M aryi p o d krzyżem Chrystusa.

Kwestia cierpienia m a nie tylko egzystencjalne znaczenie (także dla „egzystencji” naszej wiary), ale nie mniej istotna jest ona w teo ­ logii. Przede wszystkim dlatego, że rzutuje na obraz Boga. A kom u bardziej m a zależeć na praw dziw ym obrazie Boga, jeśli nie teologii? N ie trzeba tu udow adniać, że fałszywy obraz Boga wpływ a na takie właśnie ujęcia w teologii, w tym mariologii i oczywiście negatywnie odbija się na Jego kulcie.

Problem cierpienia jest newralgicznym punktem , w którym ujaw­ nia się, jak bardzo teologia pow ołana jest do tego, by służyć życiu wiary: a czyni to służąc praw dzie. N ie może ona być tylko „teolo­ gią zza b iu rk a” i jako czysta dedukcja pom ijać dynam izm u życia wiary, z jej pytaniami, a także m odlitew nego skupienia na rozw aża­ nych treściach (teolog nie m oże zapomnieć, że Bóg jest ponad nim). Język teologii nie m oże skostnieć do suchych, „m atem atycznych” wnioskow ań, lecz otwierać się na głębię wiary. O na m a się na nim odcisnąć. To nie zaszkodzi „naukow ości” teologii, a jedynie ją p o ­ głębi i uczyni bardziej w iarygodną.

H.U. von Balthasar wskazuje, że punktem wyjścia dla każdej teologii jest Pismo święte, w którym to co konkretne i abstrakcyjne (uniwersalne) pokrywa się2. Pisze także: Bóg w Chrystusie w pływ ał na świat w sposób nadzwyczaj konkretny. Dlatego teologia, która chce zajm ow ać się tym działaniern, m usi być tak bardzo konkretna, jak to jest możliwe. N ie pow inna więc od razu wiązać się z tak ogólnym i kategoriami jak pojednanie, zbawienie i usprawiedliwienie, lecz za ­ jąć się przede wszystkim rozważaniem ukrzyżowania, śmierci i wskrze­ szenia Jezusa. Jednak w historii teologii pojawia się przepaść dzieląca m istrzowską teologię szkolną, która przeważnie obraca się w sferze abstrakcji, i teologię duchową, pobożnościow o-m edytatyw ną, która przemierza stacje drogi krzyżow ej często jednak zatrzym ując się na płaszczyźnie emocji; z tego pow odu przez teologię naukow ą nie jest

2 H .U . V O N BALTHASAR, Teologia m is te r im p a sch a ln eg o , tl. E. P io tro w sk i, W A M , K raków 2 0 0 1 , 3 9 .

(4)

brana p o d uw agę1. Potrzebna jest w zajem na koherencja ich obu. Podobnie twierdzi B. Forte: Naprzeciw tryum falizm u uniwersalnych interpretacji staje potrzeba „powrotu do konkretu’4 . Najistotniejszym zaś konkretem pozostaje fakt, iż tak [...] Bóg um iłow ał świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zgi­ nął, ale m iał życie wieczne (J 3, 16). Ten to kon kret nie może nik­ nąć z oczu refleksji soteriologicznej - czy to w obrębie chrystologii, czy też mariologii. Ten niezbędny horyzont m a się stać nicią prze­ w odnią (czy raczej: choć często niew idocznym , ale stale obecnym kontekstem ) rów nież niniejszego artykułu.

Egzystencjalny p ro b le m cierp ien ia nie jest „obcym ciałem ” w teologii - zw łaszcza, że C hrystusow e o dk u p ien ie zw iązało się z krzyżem. N ie m ożna więc sądzić, że ludzkie cierpienie mogłoby nie mieć z nim związku. Stawiane często pytanie o sens ludzkiego cierpie­ nia jest pytaniem ściśle teologicznym. Także, bez odpowiedniego (zgod­ nego z prawdą) przedstawiania problemu cierpienia w ogóle, cierpie­ nia i ofiary Chrystusa, nie m ożna w świetle prawdy zgłębiać tematu obecności Maryi pod krzyżem, jako Jej udziału w dziele zbawienia.

Niniejsze opracow anie nie rości sobie pretensji do m iana pełne­ go, wszechstronnego i dogłębnego (co przy obranym temacie nie jest możliwe w ram ach artykułu). Chodzi tu jedynie o wskazanie p ro ­ blemu, jak też możliwości wyjścia z impasu, w którym spotykają się sprzeczne z sobą - jak się zdaje - obrazy Boga. Czym jest cierpienie samo w sobie, jakie jest jego źródło i cel, a w sposób szczególny jego relacja do Boga, to jeden z kluczowych p unktów - być może najważ­ niejszy z nich - wpływających na obraz Boga nie tylko w życiu wia­ ry, ale i teologii. Byłoby spraw ą niezmiernie ważną, aby dokonano w teologii całościowego i dogłębnego opracow ania tego problem u (i to także w odniesieniu do mariologii), który tu zostanie jedynie zarysowany.

N a początek weźm y p o d rozwagę problem cierpienia i ofiary jeszcze bez szczególnego odniesienia do Chrystusa czy M aryi.

1. Problem cierpienia i ofiary

Z przedstaw iania cierpienia jako dobra (samego w sobie) wy­ pływają przede wszystkim dwie pow ażne konsekwencje. Pierwszą z nich jest ukazywanie fałszywego obrazu Boga, właśnie jako

okrut-3 T A M Ż E , XVII.

4 B. F O R T E , M a ry ja , Ik o n a ta je m n ic y . Z a r y s m a rio lo g ii s y m b o lic z n o -n a rra c y jn e j, tl. B. W idia, W yd. K sięży M arian ów , W arszawa 1 9 9 9 , 18.

(5)

nego, sadystycznego, po prostu złego - Boga, który stanow i zagro­ żenie dla człow ieka, zatem lepiej się przed N im chronić i szukać ratunku przed N im (!) u tych, którzy są dobrzy. Taki obraz Boga jest bluźnierstwem. Bluźnierstwem, ponieważ nie tylko nie przystaje do Jego prawdziwego obrazu, ale wręcz jest jego przeciwieństwem. Bóg nie tylko jest dobry, ale tylko O n jeden jest dobry (wiemy to z ust samego Chrystusa) i jest źródłem wszelkiego dobra na ziemi. Ź ró ­ dło zła jest całkiem inne - Bóg nie dał m u początku ani go nie p ra­ gnął, przeciwnie - ono od początku sprzeciwia się Jego woli. To nie Bóg ma się tłumaczyć przed człowiekiem za zło i grzech na świecie, lecz człow iek przed Bogiem. To absurdalne i zuchw ałe obarczać odpowiedzialnością za zło i grzech Tego, który go nie tylko nie spro­ wadził na świat, ale jest naszym wybawcą spod jego panow ania (Rz 7, 24). Ponadto, gdy m ówim y o Bożej dobroci, trzeba ściśle stwier­ dzić, że Bóg nie tylko jest dobry, ale jest D obrem ; nie tylko miłuje, ale jest M iłością i to M iłością m iłosierną, czyli taką, któ ra lituje się nad człowiekiem i pierwsza wybiega m u naprzeciw (jak Ojciec sy­ now i m arnotraw nem u), pochyla się nad nim z troskliw ą pom ocą. Miłosierdzie jest przym iotem ogarniającym wszystkie Boże przymioty - co tak bardzo podkreślała św. Faustyna - (zatem: Bóg jest D obro­ cią m iłosierną, M ądrością m iłosierną, Świętością m iłosierną, Spra­ w iedliwością m iłosierną...).

Drugą poważną konsekwencją płynącą z fałszywego obrazu Boga jest ateizm. Ci, którzy poszukują Boga Prawdziwego, nie zadowolą się bożkiem („Bogiem” sadystycznym i mściwym). Rów nież z tego p o w o d u tak w ażną spraw ą jest w łaściw a o d p o w ied ź na pytanie o sens cierpienia i ofiary.

C hoć zrozum ienie w pełni sensu cierpienia nie jest m ożliw e w doczesności, jednak w arto przyjrzeć się jednej z prób dotarcia do niego, k tó ra - jak się wydaje - jak dotąd najtrafniej i szeroko ten problem opisuje. Jest nią teoria VE. Frankla (twórcy analizy egzy­ stencjalnej i logoterapii) - uczonego, który prow adzi swe docieka­ nia na styku głównie trzech dziedzin naukowych: psychologii, filo­ zofii i teologii. Stąd też jego przem yślenia m ogą być szczególnie ow ocne rów nież dla naszej teologii. Franki przedstaw ił, opartą na wielu badaniach (drogą analizy egzystencjalnej) przeprow adzonych osobiście jak i przez jego współpracowników, koncepcję hierarchii w artości i uznał, że na jej szczycie znajdują się w artości związane z postaw ą, zwłaszcza z postaw ą w cierpieniu. Interesujące jest rów ­ nież, że au tor ten zauważa, iż zdolność do znoszenia cierpienia nie jest człow iekowi w rodzona, ale trzeba ją osiągnąć: Człowiek m usi

(6)

uczyć się cierpieć5. Czy zatem Franki gloryfikuje cierpienie lub każe go poszukiwać? Nie. Podkreśla on, że chodzi tylko o cierpienie nie­ usuwalne, konieczne, gdyż pragnienie cierpienia dla niego samego jest czymś niezdrowym . Jego podejście jest realistyczne, wypływa ze znajom ości praw dy o człowieku. M ów i zatem , że jak zewnętrznie człow iek nie m oże zaradzić cierpieniu, tak w ew nętrznie m oże je opanow ać. Tym sam ym nie tylko odnosi zwycięstwo nad cierpie­ niem , ale rów nocześnie wzrasta w człowieczeństwie („ethos wyra­ sta z pathosu”6).

Przyjęcie cierpienia to najsłuszniejsza postaw a wobec niego. Ten, kto dobrze przyjmuje cierpienie, dostrzega, że jest ono przeznacze­ niem nie tylko jego, ale każdego człowieka. Ta praw da jawi mu się jako bardzo oczywista i jasna: cierpienie czyni człowieka przewidu­ jącym , a świat - przejrzystym. B y t s t a j e s i ę p r z e j r z y s t y w w y m i a r z e m e t a f i z y c z n y m : [...] Postawiony nad przepaścią człowiek spogląda w otchłań i na jej dnie dostrzega t r a ­ g i c z n ą s t r u k t u r ę b y t u l u d z k i e g o . Tam w głębi objawia m u się prawda, ż e b y t l u d z k i j e s t o s t a t e c z n i e c i e r p i e n i e m i ż e i s t o t n y m p r z e z n a c z e n i e m c z ł o w i e k a j e s t c i e r p i e ć - b y ć h o m o p a t i e n s 7. Rodzi się wówczas postaw a afirmacji losu, choćby najcięższego - bez ro zg o ry czen ia. Staje się to dzięki o d c z y ta n iu u k o n sty tu o w a n ia ludzkiego bytu jako cierpiącego. Franki stw ierdza również, że czło­ wiek pow ienien odważyć się cierpieć, podjąć szansę realizacji swe­ go człow ieczeństw a przez cierpienie, czyli w ypełnienia cierpienia sensem. Jest ono bowiem przyjęte po ludzku i budujące, gdy ma swój cel - jako skierowane intencjonalnie ku czemuś lub komuś. W ten sposób m ożna powiedzieć o „dziele wyrosłym z wyrzeczenia”, k tó ­ re jest rzeczywistym dokonaniem ze strony człowieka cierpiącego. Przypom ina słow a Plutarcha: Miarą człow ieka jest sposób, w jaki znosi on nieszczęście8. W iedeński Profesor m ówi naw et o uświęce­ niu cierpienia przez ofiarę9 - następuje to w ów czas, gdy jest ono obdarzone sensem. Człowiekowi zaś najbardziej zależy na tym, aby przeżyć swe życie z sensem i nie jest w tym znaczeniu ważne, czy ono będzie długie czy krótkie, wypełnione cierpieniem czy „szczęśliwe”.

5 V.E. FRAN KL, H o m o p a tie n s, tł. R .C zarn eck i, J .M o ra w sk i, PAX, W arszawa 1 9 7 6 , 6 4 .

« T A M Ż E , 6 5 .

7 T E N Ż E , N ie u ś w ia d o m io n y B óg, tł. B .C h w ed eń czu k , PAX, W arszawa 1 9 7 8 , 7 1 .

8 T A M Ż E , 1 5 5 .

(7)

Frankl porów nuje trzy postawy, jakie zajmują ludzie wobec cier­ pienia: eskapisty, który przed cierpieniem ucieka, uchyla się; m a­ sochisty, który szuka cierpienia dla niego samego; oraz m ęczennika, który dobrow olnie przyjmuje cierpienie, przem ieniając je na ofiarę. Tylko w trzecim przypadku m ożna mówić o sensie cierpienia: nada­ wanie cierpieniu sensu, obdarzanie go sensem przez ofiarę, m oże się­ gać tak daleko, iż jest w stanie ogarnąć cale życie ludzkie. Ofiara m oże

nadać sens nawet umieraniu, podczas gdy popęd samozachowawczy, jako taki, sam nie m oże nadać życiu sensu10. C złow iek cierpiący w swej beznadziejnej sytuacji, po ludzku sądząc, m im o wszystko w głębi m a możność rozpoznania transcendentnego sensu swego cier­ pienia. M a on nadzieję na przyszłe spełnienie - ujawnienie się w pełni sensu tego, co aktualnie tak boleśnie przeżywa. W artości związane z postaw ą odnoszą się tylko do człowieka, wskazują na jego wartość osobow ą, na jego godność. Tylko człowiek może świadomie afirmo- wać los, cierpienie. Co więcej, m oże uczynić z niego coś, przem ie­ nić je na ofiarę, transcendow ać. Wszystkie istoty bezw arunkow o są p o ddane bolesnym zrządzeniom losu, a tylko człowiek może zająć wobec niego odpow iednią postaw ę. M im o zależności zewnętrznej, uzyskać niezależność w ew nętrzną, duchową. M oże się zdystansować o d ow ego przem ożnego fatum . W ówczas w ykracza z płaszczyzny faktów na płaszczyznę egzystencji. Pytać o sens cierpienia, to tyle samo, co pytać o sens życia. Zaś pytać o sens życia oznacza brać za nie odpo w ied zialn o ść. C złow iek m a p rzed e w szystkim udzielać odpow iedzi na pytanie o sens jego życia - to on jest pytany. Franki odkryw a te praw dy jako psycholog - rozpoznając, że właśnie tak „żyją” one w człowieku. Także jako psycholog (co m a swoje znacze­ nie) dochodzi do prawdy, że r a c h u n e k c i e r p i ą c e g o c z ł o w i e k a z a k o ń c z y s i ę d o p i e r o w t r a n s c e n ­ d e с j i; w im m anencji pozostaje on o tw a rtyu . Zaś ofiara m a sens ze względu na to, że coś może być poświęcone „ku większej chwale Boga” 12.

Czy zatem gloryfikacja cierpienia? - nie! Istotne wydaje się tu być zdanie C.S. Lewisa, że nie należy lekarstwa skutecznego w da­ n ym przypadku, uważać za eliksir życia13. Niemniej, jest niezwykle cennym odkryciem Frankla, że w ludzkiej naturze istnieje pęknięcie, rozdarcie wiążące go nieodw ołalnie z cierpieniem. Podobnie cenne

10 T A M Ż E , 79. i' T A M Ż E , 115. 12 T A M Ż E , 89.

13 C.S. LEW IS, P ro b lem cierp ien ia , tl. T. Szafrański, W yd. A reop ag, K atow ice 1 9 9 6 , 1 0 5 .

(8)

jest stw ierdzenie, że odważne przyjęcie tej rzeczywistości, pogodze­ nie się z nią (co jest najrozsądniejsze, skoro jest ona faktem), a zwłasz­ cza przem ienianie cierpienia na ofiarę, m a m ożność dźwigania czło­ w ieka na wyższy poziom istnienia - m ożna by powiedzieć: z jego upadku. Istotnie stan natury upadłej jest w człowieku niezaprzeczalny i dom aga się uzdrow ienia. W edług Lewisa konsekw encją grzechu pierw o ro d neg o było w yłonienie się nowego typu człowieka; now y gatunek, nigdy nie stw orzony przez Boga, w łączył się do istnienia poprzez grzech14. G rzech ugodził w p lan Boga w obec człow ieka, pozbawił go tego, do czego przeznaczył go Bóg15. Ź ró d ła jego za­ istnienia należy upatryw ać w szatanie (Śmierć weszła na s'wiat przez zawiść diabła - M d r 2, 24) i wolnej woli człowieka. Ludzie lekko­ myślnie i źle skorzystali i korzystają z daru wolności, i jak kiedyś przegrali, wciąż przegryw ają Bożą bliskość16. N ie Bóg, lecz my - paktując z szatanem - sprowadziliśmy na świat cierpienie i zło (i wciąż n a nie zbyt biernie przystajemy - świadomie i dobrowolnie). Po grze- chowym skrzywieniu, wypaczeniu natury ludzkiej wciąż musimy na now o rodzić się ku Bogu, a każde rodzenie jest bolesne. Gdybyśmy nie uwikłali się w grzech, nasza droga do Boga nie byłaby bolesna. Ponieważ jednak jesteśmy grzesznikami, gdy chcemy zbliżyć się do Boga, m usi um ierać w nas grzech - a to boli. Zdzieranie z siebie skorupy starego człowieka nie m oże obejść się bez męki. D ow odem na to jest życie świętych - grzeszników, którzy w sposób heroiczny i bardzo bolesny pokonywali mieszkający w nich grzech. W człowie­ ku, który dopuścił do zamieszkania w sobie zła, toczy się nieustan­ na walka m iędzy dobrem a złem - ten dram at będzie trw ał aż do końca czasów. Bóg nie m a upodobania w cierpieniu i nie chciał go dla nas, jak też nie chce śmierci grzesznika - postanow ił nas z tej sytuacji w ybaw ić. G rzech, cierpienie, zło to konsekw encje naszej wolnej woli, której Bóg nie może nam odebrać, skoro nas miłuje - posługując się nią wciąż sprow adzam y zło. Bóg nie chce z nas uczy­ nić niew olników dobra. D ram at rozpoczęty w raju musi się toczyć aż do czasów ostatecznych, jednak zdążamy do szczęśliwego finału.

14 T A M Ż E , 7 6 . A u tor ten podaje także interesującą intuicję d otyczącą to czo n ej deb aty na tem a t tru d n ości w ystęp ujących w rozu m ien iu d o ty ch cza so w ej nauki ’'o g rzech u p ie rw o ro d n y m w zw iązk u z te o rią ew o lu cji (n aw iasem m ó w ią c, k ied yś w ie lu są d ziło , że teoria ta jest nie d o p ogod zen ia z nauką o człow iek u jako stw orzonym przez Boga), a teraz teoria ta miałaby przeszkadzać w przyjęciu nauki o grzechu pierw orodnym . Tematu tego jednak nie będziem y tu podejm ow ać. Por. T A M Ż E , 6 3 -8 0 .

15 I. ALVES, D a r m o w o s c o d k u p ie n ia /u s p ra w ie d liw ie n ia u św . P aw ia , w : T a jem n ica

o d k u p ie n ia (K olekcja „ C o m m u n io ”, 11), P allottinum 1 9 9 7 , 3 3 4 .

16 Por. J.B. B R A N T S C H E N , B o że , d l a c z e g o tł. J.K u b aszczyk , „W d r o d z e ”, Poznań 1 9 9 8 , 2 4 . S ta b a t M a te r D o lo ro s a . U w a g i o z n a c z e n iu c ie rp ie ń M a ry i p od k rz y że m w d zie le o d k u p ie n ia

(9)

M iłosierna miłość Boża sprawiła, że chociaż w bólach, jednak m o ­ żemy rodzić się ku Niem u. Wraz z grzechem weszła na świat śmierć i to nie tylko w jej ostatecznym (w ziemskim wymiarze) znaczeniu, lecz także różnego rodzaju cierpienia, tracenia, „um ierania”. D opó­ ki jednak to um ieranie jest obum ieraniem starego, a rodzeniem się now ego człowieka w nas, dopóty m ożna m ów ić o sensie nadaw a­ nym (a nie samym w sobie) naszemu cierpieniu. Święci dostrzega­ jąc tę zasadę pięcia się wzwyż, sami dobrow olnie podejmowali wy­ rzeczenia. Lewis pow tarza za Platonem , że m ądre życie jest „prak­ tykow aniem śmierci” 17. Oczywiście nie chodzi tu o jakąś przesadną („krw aw ą”) czy w ręcz m asochistyczną ascezę. Asceza zawsze m a prow adzić do p o ddania siebie Bogu, gdyż tylko w N im człowiek m oże odnaleźć siebie, jak też swoje rzeczywiste szczęście. O dkupień­ czy skutek cierpienia polega przede w szystkim na jego skłonności do ograniczania zbuntow anej w o liiH. Każdy z nas - wzorem Chrystusa - musi się uczyć posłuszeństwa przez to, co wycierpi. Jednakże dobre przyjęcie cierpienia nie oznacza bynajmniej fałszywego entuzjazmu (zwłaszcza względem cierpień bliźniego). Zawsze mamy mieć przed oczami Chrystusa w Ogrojcu, który potrzebow ał wówczas obecno­ ści przyjaciół, drżał i lękał się. Dopuścił także obecność pod krzy­ żem najbliższych M u osób.

O czyw iście p o słu szeń stw o , k tó re g o uczym y się przy okazji cierpienia nie m oże być posłuszeństw em niew olnika, m im o że m a być ono aż tak całkowite. Tylko w bezwzględnym wydaniu się Bogu, m ożem y odnaleźć siebie: Bóg nie jest zagrożeniem człowieka, lecz jedyną Szansą na jego spełnienie i rozwój. Autorzy natchnieni i teo ­ logowie dostrzegając tę praw dę, że przez krzyż wiedzie najkrótsza droga do zbawienia (powiedzielibyśmy: do uczłowieczenia, do usy- now ienia w Bogu) może nie najlepiej ją opisywali, ponieważ czasem z ich słów m ogłoby wynikać, że cierpienie m a wartość samą w so­ bie czy też, że Bóg ma w nim upodobanie. Jest to jednak tylko sprawa odpow iedniego języka, potrzebnego do w yrażenia istotnej prawdy, że musimy jak ziarno obum ierać, jeśli chcem y się rodzić do now e­ go życia. Sw. Edyta Stein wyznała z prostotą: N a m nie m oże pomóc ludzka działalność, lecz cierpienie Chrystusa. Dlatego m oim pragnie­ niem jest m ieć w nim udzial·9. Podobnie wielcy mistycy doświadczali praw dy dotyczącej praw a obum ierającego ziarna. Sami podejmowali wyrzeczenia, by tym bardziej zbliżyć się do Boga. Zaś zbliżając się

17 C .S. LEW IS, P ro b lem c ierp ien ia ..., 9 5 . i» T A M Ż E , 103.

19 p. W E T T E R , E d y ta S tein. P o w o ła n a d o p r a w d y - p r z e z K rz y ż b ło g o sła w io n a , tl. K. L ew ick i, W roclaw 1 9 9 1 , 4 1 .

(10)

d o N iego, nie m ogli „pom ieścić” tak w ielkiego Św iatła, dlatego w ydaw ało im się ono nocą. Prawdą także jest fakt, że jeśli Bóg nas miłuje, nie może pozwolić nam na pozostanie w upadku, lecz spie­ szy na ratunek i wzywa do przyjęcia odkupienia (oczywiście z posza­ now aniem naszej woli). M y jednak z pow odu zranienia naszej n atu­ ry, poznajemy Boga i Jego zamiary niejasno, jakby w zwierciadle...

O fiary nie m ożna pojm ow ać fatalistycznie jako nieszczęścia, z którym człowiek nic nie może zrobić, ale właśnie dzięki tem u czyjeś cierpienie m ożna nazwać ofiarą, że składa się je dobrow olnie w darze „dla” kogoś, w jego sprawie, a więc w pewnym sensie „za” niego. Taką ofiarę składają np. polegli „za” Ojczyznę - um ierają, by ona m ogła żyć. Ale ofiary ponoszą też wszyscy ci, którzy w jakikolwiek sposób poświęcają się dla innych: uzyskują dla nich jakieś dobro, którego tamci nie mogą lub nie potrafią sami uzyskać - a więc jest to jednak jakoś w ich miejscu, „za” nich. Ofiara, z którą przecież najczęściej łączy się cierpienie, jest wyrazem miłości: Z doln ość do cierpienia i zdolność do miłości to dw ie strony t e g o s a m e g o m e d a l u . Ktoś, kto potrafi cierpieć, um ie też przeżywać intensyw ­ nie radość i staje się zdolny do wspólcierpienia. (...) Stoicy nie znają cierpienia - ale nie potrafią kochać i współczuć10. To samo dzieje się na płaszczyźnie religijnej. Pojęcie ofiary jest znane chyba we wszyst­ kich religiach. N ie m ogąc bezpośrednio dosięgnąć bóstw a, ludzie starali się wyrażać mu różne spraw y przez ofiary - dziękczynienie, uwielbienie, żal, chęć w ynagrodzenia win itp. Ofiara to raczej p o ­ trzeba korzącego się człowieka, a nie żądanie satysfakcji przez Boga. Rów nież Stary Testament ujawnia głęboki sens religijnej ofiary. Bóg jednak przestrzegał, że ofiar (jak i m odlitw ) nie m ożna traktow ać magicznie. Tak jak odrzucał m odlitw ę tylko warg (bez zaangażow a­ nia serca - Iz 29, 13), podobnie nie chciał ofiar, które nie wyrażały­ by postaw y człowieka, zwłaszcza czynionego na co dzień m iłosier­ dzia (Oz 6, 6; por. M t 9, 13). Sięgnięcie jednak przez N ow y Testa­ m en t do symboliki ofiary, m a głębokie uzasadnienie.

Bóg przyjmuje naszą ofiarę „za” nie ze względu na „treść” tej ofiary, na jej okrucieństw o, cierpienie, krew, ale ze względu na to „za”, jako wyraz naszej miłości dla kogoś „za” kogo chcemy coś ofia­ row ać, dla którego pragniemy dobra - z miłości i w miłości. Jednym słowem , Bóg przyjmuje miłość leżącą u podstaw naszej ofiary: m i­ łość tym wartościowszą, im trudniejszą; dającą m im o ciężkiej p ró ­ by. To w gruncie rzeczy w yraża sens ofiary „za”. N a ofiarę „za” należy więc patrzeć od strony człowieka pragnącego ofiarować swą

(11)

miłość, a nie od stro n y Boga rzekom o sycącego się ludzką krw ią i bólem. Chodzi o to, że te i tak spadające na nas nieszczęścia, cier­ pienia, a naw et tragedie m ogą się stać w naszym ręku ofiarą m iło­ ści, albo też zostać bezużytecznie wycierpiane. Bóg nie czeka na cier­ pienie człowieka, ale przyjmuje miłość tego, k to n aw et w sytuacji granicznej nie zasklepia się w swoim bólu, lecz czyni go ofiarą mi­ łości dla Boga i ludzi. O fiara w sensie religijnym to daw anie miłości (przez człowieka) i przyjm owanie miłości (przez Boga). Tak napraw ­ dę ofiara „za” jest jednocześnie ofiarą „dla” - ofiara to właśnie „roz- trw anianie” miłości. O fiara zadośćuczynna jest ofiarą zadość-czynią- cej (Bogu, którem u człowiek w raju odm ówił miłości) i zadość-uczyn- nej (wobec człowieka, którem u chcemy przyjść z pom ocą) miłości. Jeśli opow iadam y się za miłością jako podstaw ą zaistnienia i trw a­ nia rzeczywistości (zwłaszcza człowieka), a odrzucam y m entalność jurydyczną, to konsekw entnie - ocierając się o tajem nicę - dostrzeż­ my ją w problem ie zła i cierpienia, nie starając się zrozum ieć, roz­ wikłać, wytłumaczyć ich do końca, a więc m.in. i przede wszystkim: nie oskarżajmy o nie Boga. Franki podkreśla: r a c h u n e k c i e r ­ p i ą c e g o c z ł o w i e k a z a k o ń c z y s i ę d o p i e r o w t r a n s c e n d e n c j i ; w immanencji pozostaje on otw arty21. Gdyby Bóg kierow ał się samą sprawiedliwością, m ógł „cofnąć” człowieka do nicości, gdy ten oderw ał się od N iego. Sprawiedliwość Boża jest jednak spraw iedliw ością m iłosierną. Być spraw iedliw ym oznacza przyw racać rzeczom, ludziom ich pierw o tną praw dę: p o ­ rządek nadany im przez Boga przy stworzeniu. W miłości zawiera się sprawiedliwość. Ojciec syna m arnotraw nego otwierając bezwa­ runkow o ram iona synowi, kieruje się miłością, w której tkwi spra­ wiedliwość - to miłość, której całym pragnieniem jest przywrócenie synowi praw dy jego istnienia (statusu syna), która jest jego najgłęb­ szą (być może nieuśw iadom ioną) potrzebą i najgłębszym szczęściem, a której nikt tak dobrze nie zna jak ojciec. Jednakże, by człowiek mógł uzyskać tę praw dę swojego istnienia (siebie), musi pokonać tę przepaść, która dzieli go od bycia obecnie grzesznikiem do stania się synem Bożym. O własnych siłach nie jest tego w stanie dokonać, lecz potrzebuje tu Bożego przebaczenia i usynow ienia. N ic jednak nie dzieje się autom atycznie, człowiek musi otw orzyć się na samo prze­ baczenie, jak też nieustannie obrywać z siebie skorupę starego czło­ wieka. Odejście od Bożej miłości określamy m ianem grzechu. Grzech zaś w konkretnym człowieku to brak dobra lub określone zło. Sy­ tuacja ta wymaga nie tylko przezwyciężenia - odkupienia - ale i za­

(12)

dośćuczynienia, ekspiacji. Tę potrzebę przejawia każde serce auten­ tycznie nawracające się i szukające przebaczenia (marny tu najlepszy przykład w życiu świętych, że im bardziej zbliżali się do Świętego Boga, tym bardziej przeżywali swą grzeszność, korzyli się i pragnęli ekspiacji). Należy tu także zaznaczyć, że naw et Bóg nie może prze­ baczyć człowiekowi, jeśli ten o przebaczenie nie prosi - w brew jego woli. Ponadto, jeśli nas miłuje, nie może pozwolić, byśmy pozostali grzesznikami. N ie m ożem y naw et pragnąć tego, by O n mógł pogo­ dzić się z naszym i nieprawościami - tak jak m łoda żebraczka nie może pragnąć, by król zadowolił się jej łachmanami, i tak jak pies, nauczyw ­ szy się kochać człowieka, nie m oże pragnąć, by ó w tolerował w sw ym d o m u ściąganie różnych rzeczy, zapchlenie czy obyczaje dzikiego sta­ da. To, co w tym miejscu nazwalibyśmy „szczęściem”, nie jest celem, który Bóg m a głównie na uwadze. Kiedy jednak będziemy tacy, iż Bóg będzie m ógł nas bez przeszkód kochać, staniem y się naprawdę szczę­ śliwi22. Albo raczej powiedzmy: gdy staniemy się tacy, że będziemy napraw dę bez przeszkód kochać Boga - w ogóle napraw dę kochać (przecież nasza miłość do ludzi jest spraw dzianem miłości do Boga). C złow iek musi um ieć uznać się także grzesznikiem. N ie m oże się godzić na istniejące w nim status quo. Żądanie, by Bóg przebaczył takiem u człowiekowi, który pozostaje tym , czym jest, oparte jest na pom ieszaniu darowania z przebaczeniem. D arow ać jakieś zło to po prostu zig n o ro w a ć je, tra kto w a ć je tak, ja k g d yb y było dobrem . A przebaczenie, o ile m a być całkowite, m usi być nie tylko zaofero­ wane, ale także przyjęte, za ś człowiek, który nie przyznaje się do winy, nie m oże przyjąć przebaczenia23.

Sprawiedliwość Boża nie jest jurydyczna, po buchaltersku o d ­ dzielająca strony: „w inien” i „m a”, ale to sprawiedliwość dążąca do uzyskania tego, co się człow iekow i najbardziej należy (choć też z Bożej łaski), mianowicie: by był człowiekiem, aby stał się napraw ­ dę sobą. M iłosierna sprawiedliwość Boża przywraca nam nie tylko człow ieczeństw o, ale utracone Boże synostw o. To sprawiedliwość głęboka, ontologiczna, a nie jurydyczna. W edług Frankla m oralność będzie się kiedyś definiować ontologicznie - jako to, co służy w zro­ stowi człowieczeństwa. Chodziłoby zatem nie o m oralność ciasną, zam kniętą, która „handluje” z Bogiem, która szuka różnych sposo­ bów om inięcia praw a (jak to się dzieje w ludzkich sądach), chce prześlizgnąć się „boczną furtką” do nieba, lekceważąc jednocześnie po d staw o w e p raw o chrześcijańskie: m iłość. Spraw iedliw ość jest

22 C .S. LEW IS, P ro b lem cierp ie n ia ..., 4 4 ; por. J.-G . PAGÉ, Ż y c ie ro d z i się ty lk o

z e śm ie rc i, w: T a jem n ica o d k u p ie n ia ..., 2 2 3 .

(13)

przede wszystkim osobow a (na linii osobow ych relacji: Bóg-czło- wiek; człowiek-Bóg; człowiek-czlowiek; my-Bóg), a mniej rzeczowa i faktograficzna. W edług Biblii łączy się ona z miłością i niemal z nią się identyfikuje (por. Pw t 9, 18; 2 M ch 1, 24; Syr 35, 23; Ps 82, 3; 112, 4; 141, 42; Tb 12, 8; Ba 5, 9; O z 2, 21; 10, 12; M t 23, 23; Łk 11, 42; 1 Kor 13, 6).

Bóg nie potrzebuje naszych „zew nętrznych”, lecz wew nętrznych ofiar, a zewnętrznych o tyle, o ile są wyrazem ofiar wew nętrznych. M oże jednak ściślej należałoby powiedzieć, że tak napraw dę najbar­ dziej ofiar potrzebuje człowiek, by mógł się przeobrażać i wznosić ku Bogu.

Cierpienie samo w sobie jest złem i m oże się przem ienić w jesz­ cze większe zło, jeśli je źle przyjmiemy. O fiara - to cierpienie dobrze przyjęte.

2. Ofiara Chrystusa

Jak podkreśla abp Alfons Nossol, niektórzy teologowie uczyni­ li z cierpienia m odel zbawienia w ogóle, a przecież zbawienie przy­ szło przez miłość. Cierpienia i śmierć Chrystusa były szczególnym objaw ieniem się Jego miłości i zarazem naszego odkupienia. Z aw ę­ żenie spojrzenia n a winę przed Bogiem w nauce o zadośćuczynie­ niu - od Anzelma z C anterbury - nie pozw ala dojrzeć w pełni tajem ­ nicy odkupienia.

Sw. Anzelm chciał odpowiedzieć na problem : czy konieczna była tak a ek o n o m ia zbaw ienia, k tó ra z a p ro w ad z iła Syna Bożego na krzyż24. Chciał obronić obraz Boga przed w yobrażeniem , że miałby O n chcieć krwi niewinnego i rozkoszować się nią25. Wyjaśniał, że Bóg nie miał upodobania w cierpieniu Syna. Jednak rozwiązanie Anzel­ m a nie uch ro n iło się przed przesadą w zbyt jurydycznym ujęciu odkupienia i zacieśnionym pojęciu sprawiedliwości. Jak pisze Ses- boiié: Cała argumentacja [Anzelma] wspiera się na pewnej idei wiel­ kości Boga, który nie m oże dać się ponieść miłosierdziu, czyniącemu zeń wspólnika niesprawiedliwości16.

N astępnie Anzelm podejm uje naukę o zadośćuczynieniu w ro ­ zum ieniu napraw y ilościowej: poniew aż człowiek nie był w stanie

24 Por. B. SESBO Ü É, W n u rcie C h a lce d o n u : c h ry sto lo g ia so terio lo g ia o d V I w ie k u , w : B ó g zb a w ie n ia , red. B. SESBO ÜÉ, tł. P. Rak, W yd. „ M .”, K raków 1 9 9 9 , 4 2 6 .

25 T A M Ż E , 4 2 7 . 2« T A M Ż E , 4 2 8 .

(14)

zadośćuczynić zniew ażonem u m ajestatowi Bożemu, obrabow anem u z czci, stąd konieczność wcielenia Chrystusa27. Sesboiié zauważa, że jurydyczne rozw ażania Anzelm a w ysunęły na pierwszy plan taką koncepcję Bożej sprawiedliwości, która nie jest biblijna. Koncepcja ta, utrwalająca się w następnych wiekach, sprawi, że idee proporcji ilościowej i konieczności zostaną lepiej zachowane niż idee dyspro­ porcji jakościowej i bezinteresowności. Dlatego w odniesieniu do tego dzieła [dzieła Anzelma: „Dlaczego Bóg stał się człowiekiem?”] m o ż­ na było niekiedy m ó w ić o teologii handlowej28. Anzelm doszedł do myśli o potrzebie „dokładnej rekom pensaty” (mówił naw et o p ro ­ porcji między przyjemnością grzechu a cierpieniem zadośćuczynie­ nia)29. W tym ujęciu obraz Boga jest nie mniej straszliwy niż ten, przed którym chciał obronić teologię.

N auka o zadośćuczynieniu już w średniowieczu była kw estio­ no w ana (zwłaszcza J. Duns Szkot). Tomasz z Akwinu ukazuje o d ­ kupienie jako całe dzieło pojednania między Bogiem a człowiekiem. P o n a d to : W szędzie ta m , g dzie w kon cep cji zb a w ienia m y śli się o rozgniewanym Bogu, którego Jezus z w ielkim wysiłkiem m usi ina­ czej nastawić do grzesznika, m usi Go ułagodzić, m a m y na pew no do czynien ia ze z b y t sp ły c o n y m pojęciem zbaw ienia, pojęciem n ie­ chrześcijańskim, a w konsekwencji niesłusznym 30. Abp Nossol zazna­ cza, że cierpienie i śmierć C hrystusa były następstw em Jego walki z cierpieniem (nie szukał cierpienia, ale też nie uchylał się), a wszyst­ ko to w imię miłości. N a krzyż zaprow adził Go brak miłości ze stro­ ny ludzi (Krzyż jest znakiem m iłości Bożej i jednocześnie znakiem nienawiści świata, któ ry za m kn ą ł usta orędow nikow i uniwersalnej miłości, ogłaszając go bluźniercą31) - krzyż jednak nie był konieczny sam w sobie. Zostaliśmy odkupieni nie przez śmierć Chrystusa, ale m im o Jego śmierci. Jego śmierć okazała się Jego miłością32. Akcen­ tow anie cierpienia jako narzędzia odkupienia, a nie skutku walki z nim (i wszelkim złem) prow adzi do sytuacji, w której powstaje cie­ kawe zjawisko historycznego odwrócenia kategorii odkupienia. Zapo­ minając, że śmierć Jezusa na krzyżu jest sprawą grzesznych ludzi, k tó ­ rzy nie mogli przyjąć świętości Jezusa i przemocą pozbawili Go ż y ­ cia, teologowie przypisują Bogu Ojcu tę samą przemoc, co jest spo­

27 T A M Ż E , 4 2 8 - 4 2 9 . 28 T A M Ż E , 4 3 1 . w T A M Ż E .

30 A. N O S S O L , C h rześcija ń skie r o z u m ie n ie z b a w ie n ia , m ps, 10; Por. L. BO U Y ER ,

S y n P rze d w iec zn y , tł. W D zieża, P. Rak, W yd. „ M ”, K raków 2 0 0 0 , 5 4 3 - 5 4 7 .

3‘ J.B. B R A N T S C H E N , B oże, d la c zeg o ? ..., 6 1 .

32 A. N O S S O L , W sp ó łczesn e k o n c e p c je so te rio lo g ic zn e , m ps (W ykłady w KUL 1 9 8 7 /8 8 ) , 1 1 -1 2 .

(15)

sobem na przerzucenie jej na Niego, nawet za cenę uczynienia z ka­ tó w Jezusa - świeckiego ramienia boskiej sprawiedliwości33. Tymcza­ sem Chrystus nie zastąpił nas w wymierzeniu nam przez Boga kary i wywarciu zemsty za nasze winy, a w ten sposób uzyskaniu przez Boga satysfakcjonującego zadośćuczynienia34. Taki obraz Boga jest nie­ wątpliwie niesłuszny, nieprawdziwy i rzeczywiście niechrześcijański.

W kontekście „teorii zadośćuczynienia”, i to rozum ianej przede wszystkim w kategoriach prawniczych, trzeba powiedzieć, że tam, gdzie przeakcentow uje się zewnętrzne (określane jako zasługujące) przyczyny odkupienia (ziemskie dzieło Chrystusa, a zwłaszcza mękę krzyżową), dochodzi często do urzeczowienia łaski i samej historii zbaw ienia. Tym czasem , co p o d k reśla K .R ahner, d ziałanie Boga w świecie nie m a nigdy charakteru czysto rzeczowego, ale zawsze ma charakter ontologiczny [podkr. D .M .]35. Także solidarność Jezusa z nami jest solidarnością ontyczną36. O potrzebie takiego patrzenia na tajemnicę ludzkiego cierpienia mówi Jan Paweł II: Cierpienie bo­ w iem nie m oże b yć przetworzone i „przeobrażone” łaską od zewnątrz, ale „od w ew nątrz”· Chrystus zaś, przez swoje własne odkupieńcze cier­ pienie, znajduje się jak najbardziej wewnątrz każdego ludzkiego cier­ pienia i m oże w nim od wewnątrz działać mocą swojego Ducha Praw­ dy, Ducha-Pocieszyciela37.

Bóg nie żądał satysfakcji ani odpłaty (nie m a żadnej konieczno­ ści wiązania ofiary z odpłatą - zwłaszcza rozum ianą jako satysfakcjo­ nujące zadośćuczynienie, czyli zwrot zabranego dobra plus naddatek), ale szukał i szuka utraconej miłości człowieka: szuka człowieka dla niego samego - w imię bezinteresownej, zbawczej miłości. O n w spo­ sób szczególny w swoim Synu zbliżył się do nas (i dla nas) w samo- ofiarującej się miłości (por. J 3, 16; 17, 26; Rz 5, 8; 8, 32; Ef 2, 4-5; 1 J 4, 9-10 i in.) i tylko ofiary-daru naszej miłości „potrzebuje” ; mi­ łości gotowej na wszystko dla wierności miłości Boga.

Sesboüé podkreśla, że sprawiedliwość nie jest żadnym praw em , które narzucałoby się Bogu, stąd też nie istnieje „konieczność” od ­ kupienia przez m ękę C hrystusa38. Spraw iedliw ość tę rozum ie on (opierając się na wypowiedziach Soboru Trydenckiego) jako miłość Bożą jednającą człowieka, który przez grzech stał się

„nieprzyjacie-33 B. SESBO ÜÉ, W n u rcie C h a lc e d o n u ..., 4 3 7 . 34 T A M Ż E .

35 K. RA HN ER, P od sta w o w y w y k ła d wiary. W prow adzenie d o pojęcia chrześcijaństw a, tł. T. M ieszk o w sk i, PAX, W arszawa 1 9 8 7 , 2 4 5 .

36 Por. J.-G . PAGÉ, Ż y c ie r o d z i s ię ..., 2 2 0 ; F.P. R A M O S SJ, K r z y ż C h ry stu sa

i k r z y ż ch rze śc ija n in a , w : T a jem n ica o d k u p ie n ia ..., 2 4 2 .

37 JA N PAWEL II, List a p o sto lsk i S a lvifici do lo ris ( 1 1 .0 2 .1 9 8 4 ) , 2 6 . 38 В. SESBO ÜÉ, W nu rcie C h a lc e d o n u ..., 4 3 4 .

(16)

lem ” . Jak zaznacza, w edług Soboru: Zasługa wykracza poza porzą­ d ek czysto ju ry d y c zn y: jest ona sprawą rekom pensaty, szacunku i czci39. Zasługa wpisuje się w schemat wzajemności miłości pom ię­ dzy O jcem i Synem 40.

Także o tę wzajemność miłości chodzi w naszej potrzebie zadość­ uczynienia: zadośćuczynienia potrzebuje przede wszystkim człowiek - w tym sensie, że nie istnieje praw dziw e naw rócenie (i miłość) bez chęci zdośćuczynienia, ekspiacji. Bóg oczekuje na miłość człowieka, a ta bez potrzeby zadośćuczynienia nie byłaby pełna, czy raczej wcale by jej nie było.

N au ka o zadośćuczynieniu w ciągu w ieków wciąż bardziej na­ chylała się w kierunku sprawiedliwości zamiennej, a w końcu ku - szukającej zemsty: praw a Boga do człowieka musiały być „pom sz­ czone”, O n zaś przez karę „mścił się” za doznaną zniewagę. W ten sposób została wypaczona biblijna nauka o zadośćuczynieniu, która rozum ie je zwłaszcza jako w staw iennictw o Chrystusa, w które w łą­ czony jest cały Jego byt41 (por. Ef 2, 14-16).

C hrystus składa ofiarę uwielbienia, miłości do Ojca w imieniu człowieka. O n, który jest prawdziwym człowiekiem (adam em ) do­ konuje aktu pełnej odpowiedzi Ojcu na Jego miłość, stając się w tym względzie pierw ocinam i daru miłości, jaki winniśm y Ojcu. Jest tu przeciwieństwem Adama, który w sytuacji posiadania wszelkich dóbr, odm aw ia odpow iedzi na Bożą miłość; Chrystus zaś ogołocony, odar­ ty ze wszystkiego, w sytuacji granicznego cierpienia, zwraca się ku Bogu całym swym bytem z m iłością i p o d d an iem . To podd anie, posłuszeństw o Chrystusa wobec Ojca proleptycznie zapowiada Sta­ ry Testam ent (Iz 50, 4-9; 52, 13-15; 53, 1-12) i opisuje N ow y wraz ze wskazaniem na kenozę Syna Bożego w Flp 2, 6-11.

Jak zauważa Balthasar, Ojciec nie tylko „posyła” czy „daje” nam Syna, ale G o nam „w ydaje”, co łączy się z całą grozą krzyżowej śmierci. Temu wydaniu przez Ojca towarzyszy aktywne sam oodda- nie się Chrystusa. Syn, „Posłuszny” aż do przyjęcia najskrajniejszej słabości, okazuje miłość Ojcu, a zarazem stanow i jedno z miłością Ojca do tego stopnia, że „Posyłający i Posłuszny działają m ocą tej samej boskiej, miłującej wolności”42. Zaś Chrystus m usi być Bogiem, by oddać się do dyspozycji dziełu miłości - które pochodzi od Ojca i chce pojednać świat ze sobą - aby w N im została osądzona i w y ­

·” T A M Ż E , 4 3 5 . 40 T A M Ż E , 4 3 6 . 41 T A M Ż E .

(17)

D a n u ta M a s ta ls k a

cierpiana cala ciem ność m ocy przeciwnych Bogu4i. O znacza to po prostu, że to w Chrystusie dokonał się „sąd nad św iatem ”, a w ład­ ca tego świata został precz odrzucony (J 12, 31). Z atem w krzyżo­ wej męce nie chodzi tylko o przykład Chrystusa dla nas w cierpie­ niu, ale przede wszystkim o cały realizm walki ze złem, a to wszyst­ ko w m ocy m iłości - Syna i Ojca. C hrystus m usiał to w szystko wycierpieć, skoro przyjął nasz grzech, który wprowadził w nasz świat cierpienie - doświadczył goryczy i ciem ności przepaści ludzkiego oderw ania się i oddzielenia od Boga -„nieobecności” Boga (nieobec­ nego w grzechu, ale obecnego przy grzeszniku) w godzinie agonii. Chrystus wycierpiał to wszystko „do końca”, gdyż „do końca” nas um iłow ał - nie ze względu na Boże upodobanie w cierpieniu, lecz grzeszną sytuację człowieka. Krzyża Chrystusa nie da się uspraw ie­ dliwić potrzebą cierpienia - m im o że było ono nieuniknione, skoro „grzech wszedł na świat” i w tym sensie Chrystus odkupił nas przez krzyż - ale Bożym m iłosierdziem jednającym człowieka z Sobą przez przem ianę jego „nie” na „tak” wobec Boga. Jednakże Chrystus przez cierpienie - ale nie jego m ocą, lecz m ocą pokonującej je miłości - przez krzyż, przezwycięża (odkupuje) nasz grzech i krzyż związany z grzechem : N iepraw ość rozbija się o nieskończoną p ew n ość racji Boga44. Balthasar podkreśla, że chociaż Chrystus nie m iał nic w spól­ n ego z naszą negacją Boga, w ch o d zi w sam ą isto tę tej negacji. W krzyżu została wycierpiana cała otchłań ludzkiego „nie” wobec Bo­ żej miłości45. Tylko Syn Ojca w swym „bogoczłowieczeństwie” (dzięki unii hipostatycznej) zdolny jest nieść winę świata46.

Chrystus uwielbił Ojca, uznając G o za jedynego Pana człowie­ ka, poddając się M u w miłości m im o krzyża, cierpienia i ciemności. Jest to ofiara zadośćuczynna Bożej miłości w tym sensie, że stanowi doskonałą odpow iedź człowieka (Chrystus jest przecież prawdziwym Człowiekiem - Bóstwo nie pochłania Jego człowieczeństwa) na m i­ łość Boga. M iłości m oże zadośćuczynić jedynie miłość, nie zaś męka, cierpienie (na któ re Bóg nie czeka); ale m iłość depcąca m ękę dla miłości jest najwyższą jej możliwością, najtrudniejszym i najoczywist­ szym jej w yrazem . Jednocześnie to C hrystusow e pełne pod dan ie w miłości woli Ojca pokonuje w rogie moce zła47. Jednakże Ojciec nie czekał na kaźń Syna, ale na Jego miłość, bo właśnie te oczeki­ w ania ma wobec synów w Synu. Prawdą jest jednak i to, że wobec

« T A M Ż E , 105. « T A M Ż E , 118. « T A M Ż E , 134.

Por. T A M Ż E , 9 4 , 135.

(18)

sytuacji naszej upadłej natury nie potrafim y inaczej dojść do M iło­ ści jak przez krzyż; ale tylko krzyż przem ieniony na ofiarę, nie zaś w jeszcze jeden akt b untu przeciw Bogu. Cierpienie samo w sobie jest złem, jednak m a dla nas dobry, bo odkupieńczy skutek dzięki ham ow aniu naszej zbuntow anej woli. Skutku nie należy mylić z karą za grzech i to „ustaloną” przez Boga. Owszem , jest o no konsekw en­ cją grzechow ego wypaczenia ludzkiej natury (i w tym sensie karą, którą jednak człowiek sam sobie wymierzył, choć z inspiracji szata­ na) - nie jest „narzędziem ” wymierzania ludziom kary za grzech. Sam Chrystus zaprzeczył rozum ieniu cierpienia jako prostej konsekw en­ cji każdego poszczególnego grzechu (J 9, 2-3). N ie nadaje mu też wewnętrznej m ocy usprawiedliwiania, poniew aż - co podkreśla Bo- ulinois - w cierpieniu nie m a sprawiedliwości. Jezus we w spom nia­ nej perykopie wyjaśnia cel tego konkretnego cierpienia - stało się ono po to, aby objaw iły się na nim sprawy Boże4*. Istniejącemu już cier­ pieniu Bóg nadaje cel, a przez to czyni je sensow nym (nie przez sen­ sowność samą w sobie, gdyż jako takie cierpienie jest bezsensowne). Chw ała Boża ujaw nia się w Jego możliwości przezwyciężenia cier­ pienia. C hoć Bóg go nie sprow adził, jednak je przezwycięża (wła­ śnie jako zło). I czyni to nie tylko w wielu poszczególnych przypad­ kach, ale w sposób definitywny w wydarzeniu Krzyża (męki i zm ar­ tw ychw stania C hrystusa). To jest właśnie Jego o dkupienie naszej grzesznej sytuacji ze wszystkimi jej konsekwencjam i - ale to wszyst­ ko w znaczeniu finalnym , nie zaś doraźnym i natychm iastow ym : oznacza to m .in., że ponosim y doczesne skutki zła w postaci cier­ pienia. Podobnie jak w doczesnym wymiarze jesteśmy nadal grzesz­ nikami. Pełnego uczestnictw a w skutkach odkupienia doświadczy­ my w przyszłym życiu. D opóki jednak trw am y w doczesności, mamy się starać wyciągać z cierpienia, które nas dotyka, zbawienne dla nas skutki, zwłaszcza zaś uczmy się uległości w obec Boga, którem u kie­ dyś odm ówiliśm y i także dziś odm aw iam y posłuszeństwa. W łaśnie nie buntu, lecz pokory, posłuszeństwa m a uczyć nas krzyż. Chrystus własnym życiem chce nas przekonać, że przez cierpienie m am y się uczyć posłuszeństwa. To nas wyzwoli - odkupi. Cierpienie nie mi­ nie nikogo z nas (co potw ierdza psychologia - o czym była m owa w poprzednim paragrafie). Chrystus wywa nas, byśmy nie przeży­ wali go nie tylko jako buntu, ale w ogóle bezowocnie, lecz przem ie­ niali je, Jego w zorem , na ofiarę. Miłość, k tó ra nie wycofuje się z po ­ w odu cierpienia, podejm uje praw dziw ą ofiarę miłości. Oczywiście próby te m ożna w praktyce podejm ować tylko w odniesieniu do

(19)

snego cierpienia, zaś nie w o ln o tego żądać od bliźniego. W obec cudzego cierpienia my osobiście jesteśmy w ezwani tylko (i aż) do m iłosierdzia.

Chrystus składa ofiarę miłości Ojcu, a jednocześnie człowieko­ wi potrzebującem u zbawienia (również w sensie przem iany sposo­ bu patrzenia na swój los). Tych, którzy zerwali przyjaźń z Bogiem i uwierzyli w m it samowystarczalności oraz szczęścia poza Bogiem, w prow adza znów w krąg Bożej miłości: jedna, wiąże now ym przy­ m ierzem miłości. W odkupieniu nie chodzi tylko o sprawiedliwość m oralną, ale o coś znacznie więcej : o przyw rócenie człowieka same­ m u sobie (by na pow ró t stał się tym, kim napraw dę jest) i przyw ró­ cenie go Bogu. L. Scheffczyk tak definiuje odkupienie: Jest to przy­ wrócenie od nowa i w sposób w yższy pierw otnie urzeczywistnionej przez Stwórcę idei człow ieka jako nieskażonego obrazu Boga, jako istoty czerpiącej życie z głębi egzystencji Boga, znajdującej swój sens w radykalnym, nie znającym egoistycznych odchyleń zwróceniu się ku Bogu. Po upadku grzechowym ludzkości nie m a człowieka, który by zdolny był ż y ć tak z całej głębi Bożej egzystencji i w niczym nie naruszonym oddaniu M u siebie. To stanow i istotę grzechu pierworod­ nego, od którego skutków w tym względzie nie jest w olny także czło­ w iek ochrzczony49.

Grzesznik, by mógł doświadczyć odkupienia, musi stanąć przed Bogiem z sercem skruszonym. Skruszeć m a jego „ja” pełne buntu, polegania na sobie i skierowania na siebie. Inaczej nie otw orzy się na dar odkupienia. W łaśnie w Chrystusie Bóg okazując człow ieko­ wi m iłosierdzie, pociąga ku niemu. Uczy m iłosierdzia wobec czło­ w ieka i w zględem cierpiącego Syna Bożego. Tak pisze o tym Jan Paweł II: Misterium paschalne stanow i szczytow y p u n k t tego właśnie objawienia i urzeczywistnienia miłosierdzia, które zdolne jest uspra­ wiedliwić człowieka, przywrócić sprawiedliwość w znaczeniu owego zbawczego ładu, jaki Bóg od początku zam ierzył w człowieku, a przez człowieka w świecie. [...] Również człowiek niewierzący potrafi w N im [w Chrystusie] odkryć całą w ym o w ę solidarności z ludzkim losem, a także doskonałą pełnię bezinteresownego poświęcenia dla sprawy człowieka: dla prawdy i m iłości50. [...] Właśnie jako Ukrzyżowany, Chrystus jest Słowem, które nie przemija (por. M t 24, 35), jest Tym, który stoi i kołacze do drzwi serca każdego człowieka (por. A p 3, 20) nie naruszając jego wolności, ale starając się z tej ludzkiej wolności

49 L. SC H E F F C Z Y K , U ro czysto ści m a r y jn e , w : C z e ś ć M a r y i dzisiaj. P ro p o zycje

p a s to r a ln e , red. W. BEIN ER T, tl. M . W ę cła w sk i, W yd . K sięży M arian ów ,

W arszawa 1 9 9 2 , 122. 50 D M 7.

(20)

u/yzw olić miłość, która nie tylko jest aktem solidarności z cierpiącym Synem Człowieczym, ale także jest ja kim ś „miłosierdziem” okazanym przez każdego z nas Synow i Ojca Przedwiecznego51. Wydaje się, że właśnie ten podw ójny cel mają na uwadze nasze pieśni w ielkopost­ ne, które z jednej strony przywołują do „miłosierdzia” dla cierpią­ cego Chrystusa rozważając szczegóły Jego męki, (być może czasem zbyt plastycznie) z drugiej zaś podkreślają motyw tej męki: miłość Bożą. Tak jest np. w „Gorzkich Żalach”, które w słowach „Przypatrz się du­ szo, jak cię Bóg miłuje” wskazują na kierunek dalszych rozważań. Każ­ dy gwóźdź i cierń rozważany jest po to, by podkreślić bezmiar Bożej miłości, zdolnej miłować mimo tortur, nie zaś z upodobania w męce. Właśnie ważne jest to, by mówiąc o ofierze, krzyżu Chrystusa, nie po ­ mijać kontekstu miłości, by w ten sposób nie dojść do wypaczonego obrazu Boga i absurdalnej gloryfikacji cierpienia.

M ożna by powiedzieć, że w wydarzeniu Krzyża (krzyża i zmar­ twychwstania) m am y do czynienia ze zwielokrotnioną Ofiarą: to Oj­ ciec ofiarowuje człowiekowi (dla jego ocalenia, odkupienia) własne­ go Syna (Tak bowiem Bóg um iłow ał świat, że Syna swego jednoro- dzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale m iai ż y ­ cie wieczne - J 3, 16); Syn składa ofiarę miłości Ojcu i ludziom; każdy pojedynczy człowiek przemieniając swe cierpienie na ofiarę i p o d ą­ żając drogą miłości, składa ofiarę Ojcu przez Syna - w Synu (także, gdy podejmuje ofiary dla braci). W edług Jana Pawła II słowa zawarte w J 3, 16 stanow ią definicję miłości i to w jej odkupieńczym zna­ czeniu. M iłość „krążącą” między Ojcem i Synem, Syn przynosi światu i w niej daje O n siebie za zbawienie świata, za każdego człowieka52. Krzyż Chrystusa jest szczytowym objawieniem miłości m iłosiernej53. Jednocześnie Ofiara Chrystusa - podobnie jak ofiara każdego z nas - dopiero w tedy nabiera sensu, gdy zostanie przyjęta przez Ojca54. I tylko w ten sposób można nadać sens naszemu cierpieniu (a nie: od­ kryć go, gdyż ono samo w sobie jest go pozbawione).

Ofiara, ogólnie biorąc, to czyn dokonany z miłości i dla m iło­ ści (a więc obejmuje ona także czyny za kogoś i dla kogoś). Czyni ona zadość Bogu, gdyż miłość jest tym, czego O n oczekuje od swe­ go stworzenia i nie może nie oczekiwać, skoro sam jest Miłością. Taki

51 T A M Ż E , 8.

52 JA N PAWEŁ II, L is t O jca Ś w ię te g o d o w s z y s tk ic h k a p ła n ó w K o ścio ła na W ielki

C z w a r te k 19 8 3 r o k u , w: N a u c z a n ie Papieskie, t. VI, 1 (styczeń -czerw iec 1 9 8 3 ),

P allotinum , Poznań 1 9 9 8 ,3 9 7 ; por.T . D O L A , Z b a w c z y sens w cielen ia w św ie tle

fo r m u ły „A d m ir a b ile c o m m e r c iu m ”, w: T a jem n ica o d k u p ie n ia ..., 1 5 6 .

« D M 8.

(21)

jest porządek stworzenia. C o się tem u porządkow i sprzeciwia, jest nieporządkiem - grzechem. M iłość Ojca do nas m im o krzyża Jego Syna (któryśmy my, ludzie, z własnej woli M u zgotowali i potrze­ bujemy, by nie tylko Syn, ale także Ojciec przebaczył nam krzyż Jego Syna); m iłość Syna do nas m im o krzyża; wreszcie, m iłość Ducha Chrystusow ego (będącego M iłością w Bogu) do nas m im o krzyża C hrystusa to najm ocniejszy d ow ó d m iłości Bożej: Trójcy Świętej i każdej z Jej Osób. M im o że dzieło odkupienia przypisujemy przede wszystkim Synowi (z oczywistych racji), jednak jest o no dziełem całej Trójcy Świętej. Krzyż dotyka Bożej, trójjedynej intym ności. W tym , co dokonuje się tutaj, rządzi - naprawdę! - nie zim na logika jurydycz­ nego rachunku równowagi, lecz logika owej miłości, która występuje wiecznie między Ojcem a Synem jako Duch Święty (Hbr 9, 14)55. Jan Paw eł II uczy, że C h ry stu s ujaw niający swą m iłość „d o k o ń c a ” w m isterium paschalnym, jest właśnie w tym w ydarzeniu w sposób szczególny objawicielem miłości Ojca (J 14, 9)5Ć. Liturgia przypisu­ je dzieło odkupienia nie tylko Synowi, ale i Ojcu - czytamy w niej m .in.: Bóg troszczy się o wszystkich ludzi, których stw orzył i przez swego Syna odkupił57. Z danie to wskazuje, że nie należy odkupie­ nia pojmować jako odkupienia od kogoś, ale odkupienia, czyli wy­ kupienia z czegoś. Innym i słowy, chodzi po prostu o w yzw olenie, konkretnie o wyzwolenie z niewoli grzechu. Chociaż i to określe­ nie nie w pełni oddaje treść dzieła dokonanego przez Chrystusa.

Dzieło odkupienia, w które zaangażowała się cała Trójca Świę­ ta58, dopiero wtedy m oże być dopełnione, gdy zaangażuje się w nie także człowiek, dla którego jest ono darem. Umieć (wzorem Chrystu­ sa) pow ierzać siebie Bogu w m iłości m im o krzyża to największe z możliwych dokonań człowieka. Przy czym nie krzyż sam w sobie jest tu wartością, ale miłość, która go przezwycięża. N iem niej, krzyż jednak dopom ógł jakoś jej się rozwinąć i wzbić się wzwyż. Stało się to nie ze względu na w artość samego krzyża, ale z pow o du upadłej w grzech natury człowieka, który najczęściej jest pogrążony w grze- chowym letargu. Często dopiero dram at krzyża, cierpienia wyrywa nas z tego bezdusznego snu i prowadzi w kierunku miłości (co ozna­ cza także: posłuszeństw a m iłości w obec Boga). C ierp ienie sam o w sobie nie m a w artości - jest antyw artością - jednak m a ono dla

55 N . H O F F M A N N , U k r z y ż o w a n y C h r y s tu s a z io w ś w ie c ie , „ C o m m u n io ” 1 0 (1 9 9 0 ) nr 3 , 5 0 .

« M D 8.

57 L itu rg ia g o d z in , III, P allottin u m , Poznań 1 9 8 7 , 9 9 4 .

58 Por. A. SC O LA , W y d a rze n ie J e z u sa C h ry stu sa d zisia j, „ C o m m u n io ” 1 7 (1 9 9 7 )

(22)

nas w artość relatyw ną: ze względu na nasz upadek, z którego jed­ nak „pom aga” nam się dźwigać (oczywiście tylko cierpienie dobrze przyjęte). Czy wobec naszego związania się z krzyżem od czasu upad­ ku tym bardziej nie odsłania się nam znaczenie faktu, że na drodze odkupienia stanął krzyż? Skoro Chrysms przyjął na siebie nasz grzech (stał się grzechem - 2 Kor 5, 21), rów nocześnie wziął nasz krzyż, a w tym śmierć, po to, by zamienić go w nasze zbawienie: krzyż jest nasz, a zbawienie, ocalenie, życie - Jego. „Drugi A dam ”, sam bez­ grzeszny, stał się dla nas grzechem, abyśmy my stali się „sprawiedli­ wym i”. D otknął samego centrum sytuacji grzechowej. Wszedł w ob­ szar lęku i osamotnienia. Ale wszedł z miłości', wszedł przez posłu­ szeństwo Bogu. Sam stał się Ofiarą i Ofiarnikiem . Krzyż to oblicze paradoksów, które wyjaśnić m oże tylko swoista logika miłości Bożej. Chrystus wchodzi w stan grzechu, a więc jakiegoś zasadniczego roz­ darcia w sobie. C oś w N im pęka, „Boże mój, Boże mój, czem uś M nie opuścił” (Mt 27, 46)59. Jednak to opuszczenie Jezusa przez Ojca jest tylko pozo rn e, o czym dobitnie świadczy zm artw ychw stanie. N a krzyżu Bóg dokonuje „now ego stw orzenia” człowieka: w Adamie- Chrystusie wszyscy rodzim y się na now o. Podejm uje go Chrystus w całkowitej wolności (dobrowolności), otwierając w ten sposób dro­ gę wolności dla człowieka zniewolonego przez grzech60. Trzeba było, aby ponad pierw otnym upadkiem świata, stanow iącym źródło cier­ pień i śmierci, skierował go On [Ukrzyżowany] do siebie poprzez bezwzględny Początek, Agape przeobfitą i bezgraniczną, albowiem jest nią sam Bóg61. Krzyż Chrystusa był najwyższym akordem Jego zbaw­ czej miłości. Jednakże, gdy m ówimy „Krzyż”, m am y na myśli także zm artw ychw stanie C hrystusa, jako jed n o dzieło zbawcze. Z m ar­ twychwstanie potw ierdza zwycięstwo Chrystusa nad krzyżem - każ­ dym krzyżem . D latego zm artw ychw stały C hrystus nosi na sobie znam ion a m ęki: Z m artw ychw stały jest zarazem U krzyżow anym . Krzyż Chrystusa odrażający męką, jest nie tylko pytaniem o miłość, ale jednocześnie odpow iedzią miłości (pytaniem człowieka o miłość, a o d p o w ie d z ią Bożej m iłości). Je st w łaśn ie w o ła n ie m M iłości o m iłość i najwyższą odpow iedzią na to w ołanie. Jest w ołaniem o naszą miłość. A jest to wołanie z dna ciemności ludzkiej bezmiło- ści, która G o ukrzyżowała, która przez wieki krzyżuje ludzi. Woła­ nie to zbiera w sobie wszystkie w ołania o m iłość z głębi ludzkiej rozpaczy i bólu, by je przeistoczyć w zwycięstwo miłości i życia. Aby

54 M . M E JZ N E R SA C, O d k u p ie ń c z a śm ie r ć ?, w: T a je m n ica o d k u p ie n ia ..., 2 3 0 .

60 Por. J. R A T Z IN G E R , J e z u s C h ry stu s d zisia j, w: T a je m n ica O d k u p ie n ia ..., 13. 61 R. TREM BLAY, C ierpieć, a b y ż y ć , „ C o m m u n io ” 1 1 (1 9 9 1 ) nr 5 , 6 0 .

(23)

nadać im m oc ofiary paschalnej. Jest to rzeczywista pascha miłości (przemienianie bezmiłości w miłość). W skandalu miłości przybitej do krzyża zostaje zdruzgotany skandal ludzkiego egoizmu i związa­ nego z nim cierpienia. Chrystus wchodzi w ludzką przestrzeń nie- zbawienia, aby ją zbawić: przez cierpienia krzyżowej męki o d kup u ­ je (przezwycięża) ludzkie cierpienie62 - skierowuje je na zwycięstwo miłości. O tw iera nam drogę do przyszłego szczęścia z Bogiem. Z a­ tem na Krzyż Chrystusa nie m ożna patrzeć tylko w kontekście czeka­ jącego na przemianę grzechowego wypaczenia człowieka (w tym sensie odkupienia go), ale też w perspektywie odziedziczenia Bożego syno­ stw a (także jako daru Bożej miłości - J 3, 16; 1 J 3, 1-2), otrzym a­ nia przeobfitych d aró w łaski wiążących nie tylko na p o w ró t, ale w o wiele większym stopniu z Bogiem.

Trzeba jednak podkreślić, że Chrystus jest naszym O dkupicie­ lem nie tylko w w ydarzeniu Krzyża, ale od m om entu w cielenia63 (wcielenie nie jest tylko w arunkiem dla spełnienia się m isterium paschalnego). Wcielenie nosi już w sobie zapowiedź męki, która - jak m ożna powiedzieć - jest jego konsekw encją64. Całe ziemskie życie C hrystusa m iało dla nas m oc zbawczą, gdyż m iało ono charakter paschalny65 - krzyż wszystkie te w ydarzenia zbiera, one w nim się ogniskują i rozświetlają.

N ie m ożna z wykładu na tem at odkupienia wyelim inować ca­ łego dram atyzm u Krzyża. O n jest tak dramatyczny, jak dram atycz­ ne jest uw ikłanie człowieka w grzech, jak dram atyczny jest z tego pow odu jego los. Jest to po prostu dram atyzm grzechu najdobitniej ujaw niony w męce i śmierci N iew innego Baranka. Bezprzedm ioto­ we staje się także oskarżanie Boga o nieczułość czy obojętność w o­ bec dram atyzm u ludzkiego losu - w Krzyżu daje nam O n maksimum odpow iedzi samym Sobą. Staje się dla nas darem - Ofiarą Miłości. To ze względu na miłosierdzie Ojca Syn podejm uje wyzwanie rzu­ cone Bogu przez zio i grzech, zaś D uch Święty sprawia, że dzieło Syna staje się skuteczne, nadając m u w ew nętrzną moc. Jeśli krzyż Chrystusa pozostaje dla nas „głupstw em ” i „zgorszeniem”, musi nim p o zo stać także sam o w cielenie, k tó re było pierw szym k ro kiem

62 Por. N . H O F F M A N N , U k r z y ż o w a n y ...,, 4 5 ; M . FIG U R A , W iara w J e z u sa

C h r y s t u s a p o c z ą t k i e m z b a w i e n i a , „ C o m m u n i o ” 1 7 ( 1 9 9 7 ) nr 2 , 7 2 ;

A . ESPEZEL, T a je m n ica p a sch a ln a w s a m y m sercu p o śr e d n ic tw a C h ry stu sa , „ C o m m u n io ” 1 7 (1 9 9 7 ) nr 2 , 9 7 .

61 Por. J.-G . PAGÉ, Ż y c ie ro d zi się ty lk o ..., 2 2 0 .

64 Por. F.P. RA M O S SJ, K rz y ż C h ry stu sa i k r z y ż ch rze śc ija n in a ..., 2 3 8 .

65 Por. J. K U D A S IE W IC Z , B il l ij n a d ro g a p o b o ż n o ś c i m a r y j n e j. W y w ia d p rzep ro w a d zo n y z J. K ud asiew iczem przez D . M astalską, „Salvaroris M a ter” 3 ( 2 0 0 1 ) nr 2 , 2 3 9 -2 7 7 .

Cytaty

Powiązane dokumenty

Wykład został podzielony na 26 tema- tów odnoszących się do benedyktyńskiej całości i poszczegól- nych placówek, pośród których dominuje oczywiście gospodarz ekspozycji

Publications Index: by Subject List of Section Papers: by Section Publications Index: by Author List of Section Papers: by Author. The Society of Naval Architects and

The results showed that the shrinkage-swelling process in a FMFT sample is reversible once the initial drying did not extend below the shrinkage limit of the soil or the

The method accounts for sub-pixel topography induced effects on the retrieval of land surface albedo and can be divided in two major steps as depicted in figure 1: (1) the

2) Rodzaj tekstu naukowego – czyli przynależność gatunkową danego tekstu. Teksty naukowe nie stanowią jednolitej klasy, i nawet w obrębie tekstów teore-

jít na hodinu němčiny, pocházejí v úvahu dvě možné interpretace: (a) buď jít učit daný ja ­ zyk, nebo (b) jít se učit německy (v obou případech jde o význam

STABAT MATER ZBIGNIEWA BUJARSKIEGO W KONTEKŚCIE TRADYCJI GATUNKU