KS. ALEKSY PRUSINOWSKI JAKO KAZNODZIEJA

Pełen tekst

(1)

KS. ALEKSY PRUSINOWSKI JAKO KAZNODZIEJA

WSTĘP

W roku 1972 m inęła setna rocznica śm ierci ks. Aleksego Pru sin ow ­ skiego, utalentow anego kaznodziei, który zyskał sobie zaszczytne miano W ielkopolskiego Skargi. Prusinowski w sław ił się zresztą nie tylko pracą na ambonie, był bowiem i dobrym publicystą i znanym działaczem spo­

łeczno-politycznym . Dzięki tej w ielostronnej działalności nader szybko zyskał duży rozgłos, ale gdy później doznał niepowodzeń, a następnie, kiedy złożony chorobą przebyw ał kilka lat w szpitalu, zapom niano o nim niem al zupełnie. Po śm ierci jednak doczekał się zasłużonego uznania i na ogół spraw iedliwej oceny, głów nie w dwóch monografiach, jakie 0 nim napisano.

Autorem pierwszej z nich jest K lem ens Kantecki; jego praca za­

m ieszczona została na początku zbiorowego wydania Mów pogrzebowych 1 kazań Prusinowskiego, które ukazały się w Poznaniu w r. 1884 z in i­

cjatyw y ks. W ładysława Jakulskiego. Biografia ta była też wydana jako oddzielna odbitka. Drugiego opracow ania doczekał się ks. Prusinow ski w roku 1935, a w yszło ono spod pióra Zdzisława Grota, znanego i za­

służonego historyka poznańskiego.

O bydwie prace napisane są w oparciu o źródła, i jak dotąd sta­

nowią podstaw ow e pozycje odnośnie Prusinowskiego. Opracowania te jednak nie zaw ierają dokładnej analizy jego m ów i kazań. Jest to zre­

sztą całkiem zrozum iałe, że tak Kanteckiego, jak i Grota dorobek kazno­

dziejski Prusinow skiego obchodził tylko w pewnej m ierze i że w sw oich ocenach, zwracając uwagę na niektóre kw estie, nie w nikali w szczegóły, które przedstaw iają się interesująco z punktu zasad w ym ow y kościelnej.

U pozostałych autorów piszących o Prusinowskim znaleźć można na ten tem at w łaściw ie tylko krótkie wzm ianki, w których podkreśla się krasom ówcze zdolności grodziskiego proboszcza. Jakkolw iek w ięc wiadomo na ogół, że był on jednym z w ybitnych m ów ców polskich, jego spuścizna kaznodziejska nie została jeszcze dokładnie opracowana.

Celem niniejszej rozprawy jest w łaśnie uzupełnienie tej luki w b io­

grafii W ielkopolskiego Skargi. Zanim jednak przejdziemy do szczegółów wypada przypom nieć pokrótce całokształt jego życia i działalności.

1. ZARYS BIOGRAFICZNY

Ks. A leksy Prusinow ski urodził się 13 V II 1819 roku w G osty­

niu. Rodzicami jego byli A ntoni P rusinow ski, z zawodu sędzia

(2)

i Agnieszka z domu Szczytow ska 1. P ierw sze nauki pobierał w dom u oraz w m iejscowej szkole, k tórą kierow ał P io tr Matecki, k lery k kongregacji księży filip in ó w 2. N astępnie, w 12 roku życia p rze­

niósł się do Leszna, gdzie uczęszczał do tam tejszego gim nazjum . Przedw czesna śm ierć ojca w r. 1835 spraw iła, że młody P ru s i­

nowski znalazł się w n ad e r tru d n y m położeniu m aterialnym i gdyby nie pomoc innych osób, m usiałby niew ątpliw ie zaprzestać dalszych stu d ió w 3. Dzięki jed n ak tej pomocy, przeniósł się na początek 1836 ro k u z Leszna do P oznania i kontynuow ał naukę w gim nazjum M arii M agdaleny. Zm iana ta łączyła się z nadzieją um ieszczenia Prusinow skiego w alum nacie, który m iał być niebaw em o tw arty przy w spom nianym gim nazjum . I istotnie, kiedy to nastąpiło po k ilku m iesiącach, A leksy Prusinow ski, d eklarując się, że chce w przyszłości zostać księdzem , został zaliczony w poczet alum nów 4.

Podobnie jak w Lesznie, ta k początkowo i w gim nazjum poz­

nańskim , słynny później kaznodzieja i publicysta, nie odznaczał się specjalnym i zdolnościami. Również jego zachow anie pozostaw iało w iele do życzenia. Z czasem jed n ak zyskał sobie opinię pilnego i wzorowego ucznia.

W październiku 1839 r., po uprzednim zdobyciu św iadectw a doj­

rzałości, m ając, ja k pisał „stałą i niezachw ianą wolę poświęcenia się usłudze Bożej w stanie duchow nym ”, zw rócił się P rusinow ski do konsystorza arcybiskupiego w P oznaniu z prośbą o przyjęcie do sem inarium duchow nego 5.

L ata k lery c k ie P rusinow skiego przed staw iają się dość in te re ­ sująco. I ta k już po pierw szym roku studiów , w lipcu 1840 r., za zgodą w ładz sem inaryjnych i konsystorza w yjechał z ks. P rab u c­

kim, rek to rem alum natu, w podróż naukow ą, podczas której od­

w iedził Czechy, Saksonię i Ś lą s k 6. Niedługo potem , bo w m arcu 1841 r. razem z kolegą sem inaryjnym , W ojciechem Nowakowskim , uzyskał od arcybpa D unina stypendium i pozw olenie na podjęcie studiów uniw ersyteckich we F ry b u rg u 7. P obyt P rusinow skiego n a tej uczelni trw a ł do w rześnia następnego roku. Słuchając w ty m czasie przede w szystkim w ykładów z filozofii i teologii, chętnie też uczęszczał na zajęcia z filologii klasycznej. Tę o statn ią zgłę-

1 Archiw um Archidiecezji Poznańskiej (AAP), Akta Konsystorza.

Personalia Prusinowskiego, KA 924 Vita A lex ii Prusinowski.

s [A. B r z e z i ń s k i ] , P amiątka jubileuszu dwuchsetnego Zgro­

madze nia X X . Filipinów na Górze Ś w ię tej gosty ńskiej, Poznań 1869 t. 1 s. 298.

3 Z. G r o t , Ks. Aleksy Prusinowski, Poznan 1935 s. 8.

4 Tamże, s. 8—9.

5 AAP, KA 924. Pism o Prusinow skiego do konsystorza z 15 X 18J9.

6 G r o t, jw. s. 12. .

7 Tamże; AAP, KA 924. Pism o abpa Dunina do Prusinow skiego i N ow akow skiego z 15 III 1841.

biał u F euerbacha i B aum starka, do którego chodził n a sem inaria 8.

Z pozostałych profesorów Prusinow skiego trzeba wyliczyć znanego m oralistę H irschera, św ietnie w ykładającego biblistę H uga i dog­

m atyka S taudenm eiera °.

P obyt w e F ry b u rg u przyniósł P rusinow skiem u sporo korzyści, ale trw a ł zbyt krótko i nie dał mu pełnego w ykształcenia u n iw e r­

syteckiego. Chcąc je jed n ak zdobyć przeniósł się do B erlina, gdzie kontynuow ał nau k ę n a uniw ersytecie im. F ry d ery k a W ilhelm a, po uprzednim załatw ieniu stypendium w Poznaniu. Na w niosek a rcy ­ biskupa, otrzym ał je tym razem z kasy rządow ej. W zam ian za to, w m yśl obow iązujących wówczas przepisów, m iał w przyszłości przepracow ać co najm niej 6 la t w szkolnictwie, w zględnie też zwrócić wyłożone na naukę pieniądze 10.

M ając w ten sposób zabezpieczony by t m aterialny, P rusinow ski spędził w B erlinie dwa la ta akadem ickie 1842/43 i 1843/44. Poziom w ykładów uniw ersyteckich, dzięki dobrej obsadzie profesorów , był w tym czasie stosunkow o wysoki. Filozofii uczyli ta m m. in.

Schelling, M ichelet i T rendelenburg; filologii — Boekh, Z um pt, F ranz i G eppert, a historii — R aum er, Schm idt i S th u r n . P ru s i­

nowski p ilnie uczęszczał na w ykłady w szystkich w spom nianych tu profesorów, żywo interesując się każdą z tych dziedzin wiedzy.

S tudiow ał jed n ak stosunkowo krótko, by osiągnąć w któ rejś z nich g runtow ną specjalizację. Bez w ątpienia więc słusznie podkreśla się, że w yniósł on z B erlina spory zasób wiedzy, której jed n ak nie zgłębił solidnie 12.

U w ieńczeniem berlińskich studiów Prusinow skiego było zdoby­

cie dyplom u doktorskiego z zakresu filozofii za rozpraw ę „De Ery- nium religione apud G raecos”. P rom otorem p ra cy był prof. R it- tner, a jej publiczna obrona odbyła się w dniu 15 V III 1844 r . 13 W następnm m iesiącu P rusinow ski złożył jeszcze specjalny egzam in przed K rólew ską Naukow ą K om isją Egzam inacyjną, w w yniku któ­

rego uzyskał praw o pracy w szkolnictw ie, do której też bezzwłocz­

nie p rzy stąp ił u-.

Swoją, k rótkotrw ałą zresztą k arie rę nauczycielską rozpoczął w poznańskim gim nazjum pod w ezw aniem M arii M agdaleny.

roku szkolnym 1844/45 uczył tam jęz. niem ieckiego i łaciny a równocześnie kontynuow ał studia teologiczne w sem inarium du-

8 K. K a n t e c k i , Ks. Aleksy Pru sinowski, Poznań 1884 s. 14.

9 Tamże.

10 AAP, KA 924. Pism o Dunina do Prusinow skiego i N ow ako­

wskiego.

11 K a n t e c k i , jw. s. 15.

12 G r o t, jw. s. 12 . 13 K a n t e c k i, jw. s. 16.

14 Tamże; G r o t . jw. s. 14.

(3)

chow nym 15. Po św ięceniach kapłańskich natom iast, k tó re otrzym ał 5 X 1845 r., dzięki protekcji ks. Prabuckiego, m iał już pełny angaż nauczycielski we w spom nianym gim nazjum , a jednocześnie sp eł­

n iał też obowiązki regensa alum natu. Na stanow iskach tych nie pozostał jed n ak długo, bo już w następnym roku za działalność po­

lityczną, w raz z kilkom a innym i nauczycielam i, dostał wym ówienie z pracy 16. T rudno dokładnie powiedzieć, czym n araził się ks. P r u ­ sinow ski władzom, ale na pew no nie m ogły tu wchodzić w grę jakieś poważniejsze zarzuty, poniew aż już w sierpniu 1846 r.

otrzym ał nom inację na nauczyciela religii i regensa alum natu przy gim nazjum w Trzem esznie 17. P o k ilku jed n ak m iesiącach, w stycz­

niu 1847 r. w ładze szkolne zw olniły go z zajm owanego stanow iska.

P rzyczyną tego posunięcia stał się m. in. ujaw niony w czasie w i­

zytacji fakt, że p rzerabiał z uczniam i zakazanego „K onrada W al­

len ro d a” i kazał im napisać w ypracow anie o konieczności uczenia się języka ojczystego 18.

Ks. P rusinow ski pozbawiony możliwości uczenia w gim nazjach państw ow ych, zwrócił się o przydział p racy do arcybpa P rzy- łuskiego, zaznaczając, że chciałby otrzym ać posadę drugiego m an- sjonarza przy kolegiacie Św. M arii M agdaleny w Poznaniu 19. A rcy­

biskup p rzy stał na to, i już 1 II 1847 r. objął Prusinow ski stan o ­ wisko, o które prosił 20. Oprócz pracy duszpasterskiej przy p arafii absorbow ały go też inne zajęcia. Jed n y m z n ich było nauczanie religii w p ry w atn ej szkole żeńskiej Tekli Herw igow ej. Jakkolw iek lubił tę pracę i m iał w ysokie m niem anie o swoich zdolnościach w ty m kierunku, pedagogiem był raczej p rz e c ię tn y m 21.

T rzeba za to nadm ienić, że w tym w łaśnie okresie, to jest zaraz po osiedleniu się w Poznaniu, ujaw n ił ks.- P rusinow ski swój w y ­ b itn y talen t kaznodziejski. Należy rów nież podkreślić, że in te re ­ sował się też bieżącym i w ydarzeniam i politycznym i i w w ystąpie­

niach publicznych zajm ow ał p atriotyczną p o sta w ę 22. Przyczyniło się to niew ątpliw ie do szybkiego w zrostu jego popularności, ale rzecz jasna, prow adziło też do konfliktów z w ładzam i zaborczymi.

I tak np. w e w rześniu 1847 r. naczelny prezes rejencji poznańskiej oskarżył ks. Prusinow skiego przed konsystorzem za antypruskie aluzje w kazaniu w ygłoszonym podczas uroczystości odpustowych

15 G r o t, jw. s. 14.

16 Tamże, s. 15.

17 K a n t e c k i , jw. s. 16.

18 G r o t , jw. s. 17; por. też [Nekrolog ks. A. Pru sinowskie go],

„Tygodnik K atolicki” R. 13: 1872 nr 11 s. 125.

19 K a n t e c k i , jw. s. 19—20.

20 Tamże.

21 G r o t , jw. s. 20.

22 K a n t e c k i , jw. s. 24.

1. Ks. A leksy Prusinow ski (1819—1872)

(4)

P rzem ienienia P ańskiego w kaplicy S.S. M iłosierdzia w P oznaniu 23.

W praw dzie obw inionem u udało się w tedy obronić, jed n ak nie prze­

stano go śledzić, uw ażając, że jest niebezpiecznym a g ita to re m 24.

W powyższej opinii jest trochę racji, ale i dużo przesady, bo pow ażniejszą działalność polityczną ks. Prusinow ski rozpoczął do­

piero w dobie W iosny Ludów. O jego dużej aktyw ności w tym czasie św iadczy i to, że kiedy w m arcu 1848 r. pow stał w P ozna­

niu K om itet N arodow y Polski, w jego skład powołano rów nież ks. P ru sin o w sk ieg o 25. W tym sam ym m iesiącu w ygłosił p atrio ty cz­

ną mowę na cześć poległych obrońców wolności podczas nab o ­ żeństw a żałobnego, które odpraw ił bp Ja n D ąbrow ski 26. W k w iet­

niu zaś tego roku został w y b ra n y jako jeden z zastępców w ta jn y m rządzie p o w stań czy m 27. Poza ty m zamieszczał też sporo a r ty k u ­ łów w „Gazecie P olskiej”, a od października 1848 r. zaczął w y ­ dawać w łasne czasopismo ludow e pt. „W ielkopolanin” 28. Co p ra w ­ da na sk u tek in terw e n cji w ładz pru sk ich po 11 m iesiącach o d stą­

pił je kom u in n e m u 29, lecz przy n adarzającej się sposobności, za­

łożył now e pismo dla ludu „W iarus”, którego pierw szy n u m er ukazał się w ostatnich dniach 1849 r . 30 Żyw ot tego pism a był nie­

stety bardzo k ró tk i; w rogo nastaw ione do publicystyki ks. P ru s i­

nowskiego czynniki rządow e zabroniły w ydaw ania „W iarusa”

z dniem 1 V II 1850 r. «

Mówiąc o publicznej działalności P rusinow skiego trzeb a w resz­

cie odnotować,, że był on w latach 1849— 1852 posłem do p arla m en tu w B e rlin ie 32. Nie można jed n ak powiedzieć, aby n a tym stan o ­ wisku odegrał pow ażniejszą rolę. Z resztą mimo całej swej a k ty w ­ ności nie ujaw n ił cech w ybitnego przyw ódcy politycznego. Jego niezaprzeczalną zasługą jest głów nie to, że w okresie W iosny L u­

dów przyczynił się w ydatnie do uspokojenia w zburzonych m as chłopskich w W ielkim K sięstw ie Poznańskim . S y tu acja n a wsi była w ted y rzeczywiście n ap ięta i do rozruchów p rzy p o m in ają­

cych galicyjską rabację mogło dojść tym łatw iej, że rząd zaborczy

23 AAP, KA 924. Pism o konsystorza do Prusinow skiego z 10 IX 1847.

24 Tamże.

23 G r o t , jw. s. 22—23; Z. Z i e l i ń s k i , Kościół katolicki w W ie l­

kim K sięstw ie Pozn ańskim w latach 1848—1865, Lublin 1973 s. 126.

26 A. S c h i e t z, Ks. Jan K a n ty D ąbrowski, biskup ty t. helenopoli- tański i sufragan poznański, „Nasza Przeszłość” t. 5: 1957 s. 229.

21 M. T y r o w i c z , Z d zie jó w polskich ru chów społecznych w X I X wieku, W arszawa 1965 s. 163.

28 G r o t , jw. s. 23.

29 K a n t e c k i , jw. s. 28.

£0 G r o t , jw. s. 33.

31 K a n t e c k i, jw. s. 31.

32 G r o t , jw. s. 35.

3 — N a s z a P r z e s z ło ś ć t 41

(5)

buntow ał w ielkopolskie chłopstw o przeciw ko polskiej szlac h cie33.

Na rozładow anie tych w łaśnie konfliktów w płynął w dużej m ierze Prusinow ski poprzez „W ielkopolanina” i „W iarusa”. W zywając m asy chłopskie do pracy n a gruncie narodow ym , był jednak daleki od propagow ania reform społecznych o rad y k aln y m charakterze 34.

P ostaw a ks. Prusinow skiego pokryw a się w ty m w ypadku z program em pow stałej latem 1848 ,r. Ligi Polskiej, która w m yśl założeń inicjatora, A ugusta Cieszkowskiego, m iała za cel ześrodko- w anie m oralnych i m aterialnych sił do legalnej 'działalności n a rzecz polskiej narodowości w zaboarze p ruskim 33.

R ozw ijając w spom nianą wyżej działalność ks. P rusinow ski św ię­

cił n ad a l triu m fy na ambonie. Owocem jego pracy kaznodziejskiej w ty m okresie jest zbiór K azań i m ów żałobnych, które ukazały się w Lesznie w roku 1853 36. Poza ty m od r. 1849 należał do To­

w arzystw a Pedagogicznego Polskiego, piastując w nim stanow isko sek retarza w kom isji dla ustalenia irozkładu nauk, a n astępnie przewodniczącego kom isji do w ypracow ania u s ta w 37. Od tego sa ­ mego ro k u należał rów nież do T ow arzystw a Pomocy Naukowej.

Na szczególną w zm iankę zasługuje w reszcie działalność ch a ry ­ taty w n a ks. Prusinow skiego. W praw dzie skoncentrow ał ją głów ­ nie na jednym dziele, ale tem u dziełu był niezw ykle oddany i po­

św ięcił m u w iele serca. Chodzi tu o dom sierót po zm arłych na cholerę, zorganizow any w P oznaniu na Sródce w roku 1849 3S. Sie­

rociniec te n pozostaw ał faktycznie pod zarządem kom itetu, P ru ­ sinow ski jednak, będąc jego członkiem najw ięcej w kładał stara ń o to dzieło i jego uw aża się za właściw ego założyciela z a k ła d u 39.

P rzejaw em troski Prusinow skiego o ten sierociniec jest m. in. odez­

wa, jak ą opublikow ał w „Szkole P olskiej”, apelując o w spieranie kierow anego przez siebie dzieła 40. W arto też wspomnieć, że n a po­

czątku 1852 roku jako poseł zabiegał w B erlinie o uzyskanie praw korporacji dla sierocińca na Śródce 41.

Innym ciekaw ym rysem akcji ch arytatyw nej Prusinow skiego jest jego udaiał w pow staniu i pracach T ow arzystw a św. W incen­

tego a Paulo. T rzeba podkreślić, że w łaśnie poznańska K onferencja 83 Tamże.

34 W. J a k ó b c z y k , Z dziejów pruskie j propagandy w Poznań- skiem, „Roczniki H istoryczne” R. 3: 1950 s. 180 nn.; t e n ż e , Studia nad dziejami Wielkopolski w X I X w., Poznań 1951 s. 125.

35 S. K i e n i e w i c z , Historia Polski 1795—1918, W arszawa 1968 s. 181. O stosunku duchow ieństw a do Ligi Polskiej por. Z. Z i e l i ń ­ s k i , jw\ s. 152 nn.

36 K a n t e c k i , jw. s. 74.

37 „Szkoła Polska” R. 1: 1849 t. 1 s. 119; G r o t , jw. s. 36.

38 Zob. nekrolog w „Tyg. katol.”.

39 A. W o j t k o w s k i, Brzezicki Józef, w: PSB, t. 3 s. 39.

40 „Szkoła poi.” R. 2: 1850 s. 296—297.

41 AAP KA 928. Pism o Przyłuskiego do Prusinowskiego.

św. W incentego była pierw szą n a ziem iach polskich, a pow stała w lu ty m 1850 roku 42. Ks. Aleksy Prusinow ski został w tedy człon­

kiem tow arzystw a i ofiarnie w nim pracow ał, a kiedy w roku n a ­ stępnym utw orzono przy kolegiacie M arii M agdaleny odrębną kon­

ferencję o b jął n ad nią bezpośrednią opiekę 43.

Mimo licznych zajęć i kłopotów P rusinow ski czuł się dobrze w P oznaniu i pew nie chętnie by ta m n ad al pracow ał, gdyby nie to, że w ;r. 1852 popadł w ostry konflikt ze swoim proboszczem ks. Am - manem. P raw d ę mówiąc, póki A m m an :niie został jego przełożonym żyli ze sobą dobrze, potem jed n ak w żaden sposób nie p otrafili ze sobą współpracować. W tej sy tu acji P rusinow ski zaczął m yśleć 0 sam odzielnej placówce duszpasterskiej 44. T ak się też złożyło, że nie czekał n a nią długo, bo już w k w ietn iu 1853 roku arcybp P rzy- łuski m ianow ał go proboszczem w Grodzisku. Była to bez w ą tp ie­

nia jedna z n ajbardziej eksponow anych p arafii i w ładze duchow ne pow ierzając ją P rusinow skiem u chciały w ten sposób podkreślić jego dotychczasowe zasługi. T ak przynajm niej odczytały tę nom i­

nację nieprzychylnie do niego nastaw ione w ładze W ielkiego K się­

stw a P ozn ań sk ieg o 45. Nic też dziwnego, że niechętnie go w idziano w G rodzisku i śledzono ustaw icznie jego postępowanie.

P raca, ja k a czekała P rusinow skiego na now ej placów ce nie była bynajm niej łatw a. P ara fia grodziska liczyła w tedy ponad 4 tysiące ludności, re k ru tu ją cej się głów nie z robotników i rzem ieślników . Był to elem ent zaniedbany i tru d n y . Poza ty m w sam ym m ieście mieszkało w ielu Niemców zarówno katolików , jak i protestantów , co prow adziło niejednokrotnie do konfliktów narodow ościow ych 1 w yznaniow ych 46.

Aby ożywić religijność p arafian, ks. P rusinow ski już w jesieni 1853 r. urządził w G rodzisku m isje, dla przeprow adzenia k tórych zaprosił je z u itó w 47. Sw oją drogą tę szczególną form ę duszpaster­

stw a propagow ał w śród duchow ieństw a jeszcze wcześniej, a na jednej z pierw szych m isji jezuickich, wznowionych po długiej przerw ie sam naw et głosił n au k i w raz z o. A ntoniew iczem i innym i zakonnikam i 48. Jakim ś w yrazem tro sk i Prusinow skiego o pow ierzo­

ną sobie p arafię było i to, że w kró tk im czasie zaprow adził w niej

42 Księga pam iątkow a trzechsetlecia Zgromadzenia K sięży M is jo ­ narzy, Kraków 1925 s. 283; „Roczniki K atolickie” T. 12: 1934 s. 283.

43 Tamże; G r o t , jw. s. 37.

44 Tamże, s. 38.

45 K a n t e c k i jw. s. 37; Z i e l i ń s k i jw. s. 168.

46 G r o t, jw. s. 40.

47 Zob. nekrolog w „Tyg katol.” ; S. Z a 1 ę s k i, Jezuici w Polsce Porozbiorowej, cz. 2: 1828—1905, Kraków 1906 s. 788.

48 Zob. nekrolog w „Tyg. katol.”

(6)

bractw o w strzem ięźliw ości i żywy różaniec 49, a następnie K onfe­

rencję św. W incentego a P aulo 50.

N iestety w spółżycie proboszcza z p arafian a m i nie układało się najlepiej od sam ego początku. S łynny kaznodzieja nie m iał bow iem łatw ego ch arak teru , przeciw nie odznaczał się niem al talen tem w zrażaniu sobie ludzi, a przy ty m sam łatw o poddaw ał się zn ie­

chęceniu 51. M iędzy n im a m ieszkańcam i p arafii dochodziło więc niejednokrotnie do całkiem niepotrzebnych scysji. One też zapew ­ ne spraw iły, że ks. Prusinow ski po p a ru latach czuł się w Grodzi­

sku coraz gorzej. Nie widząc zaś możliwości pow rotu do Poznania, gdzie m iał przyjaciół i w ielu znajom ych, m yślał o rezygnacji z p a ­ rafii i w stąpieniu do zakonu.

Początkowo, ja k się w ydaje, b ra ł pod uw agę przede w szystkim filipinów w G ostyniu, których znał dobrze od dzieciństw a, i do których już jako k lery k diecezjalny w stąpił jego młodszy b ra t Ignacy. Z zachow anych przekazów w ynika, że proboszcz grodziski dw u k ro tn ie prosił filipinów , ab y go do siebie przyjęli 52. Wiadomo jed n ak również, że chciał w stąpić do dom inikanów 53. W ty m celu jeździł naw et w 1857 r. do K rakow a, gdzie przy okazji w ygłosił kilka płom iennych n a u k na cześć św. Jac k a i jego duchow ych synów. Nie m niej słynny nasz kaznodzieja, ks. Z ygm unt Golian, któ ­

ry rów nież zam ierzał w stąpić do dom inikanów , słuchając w tedy Prusinow skiego napisał: „Mówił ta k o braciach kaznodziejskich, że jeśli nie cisną się zaraz po tych kazaniach do ich zakonu, to tylko dowód w ielkiego upad k u serc” 54. Ks. G olian pisał te słowa może szczerze, ale z przesadnym uniesieniem , gdyż ostatecznie n a ­ w et sam p ropagator dom inikanów , ks. Prusinow ski, w ycofał się z zam iaru w stąpienia do nich, chociaż m iał już zgodę poznańskie­

go konsystorza 55.

P o zarzuceniu m yśli o życiu zakonnym , spraw ując nadal obo­

w iązki proboszcza Prusinow ski zw rócił sw oją uw agę n a spraw y ogólniejszego ch arak teru . I tak np. w r. 1859 w ziął udział w w al­

nym zjeździe katolickich stow arzyszeń we F ryburgu, gdzie w ygło­

sił pełną ek spresji mowę, zapoznając słuchaczy ze stan em Kościo­

ła n a ziem iach polskich pod zaborem ro sy jsk im 56. W rok później natom iast w łączył się ^czynnie do w alki w obronie języka polskie­

49 Tamże.

60 „Roczniki katol.” 1934 s. 284.

51 G r o t , jw. s. 43.

52 A. B r z e z i ń s k i , Mowa żałobna na pogrzebie x. dr. Aleksego Prusinowskiego, „Tyg. katol.” 1872 nr 11 s. 131.

53 AAP, KA 928. Pism o konsystorza odnośnie w stąpienia Prusino­

w skiego do dominikanów; K a n t e c k i , jw. s. 75.

54 Z. G o l i a n , Listy duchowne, Kraków 1901 s. 131.

55 AAP, KA 928 (jak przyp. 53).

56 Mowa ta w yszła drukiem w Poznaniu w r. 1860.

go w K sięstw ie Poznańskim . Owocem tej w alki jest jego broszu­

ra J ę zy k polski w W K sięstw ie P oznańskim , k tó rą w ydał anoni­

mowo w G rodzisku w r. 1861 57. Z nam ienne jest też stanow isko Prusinow skiego wobec żądań niem ieckiej ludności Grodziska, do­

m agającej się nabożeństw kościelnych w e w łasnym języku. Rząd poparł oczywiście te żądania i usiłow ał narzucić p arafii trzeciego w ikariusza dla obsługi Niemców. P rusinow ski w idząc w ty m n a­

d e r niebezpieczny precedens, sprzeciw iał się tem u stan o w czo 58.

Podobnego zdania był ary b p P rzy łu sk i i w ty m p rzy p ad k u cał­

kiem skutecznie przeciw staw iał się władzom, dowodząc, że p a ra fia nie m a bynajm niej obow iązku utrzym yw ania księdza dla potrzeb ludności niem ieckiej 59.

Jed n y m z w ażnych rozdziałów w życiu Prusinow skiego stan o ­ wi z pew nością redagow any przez niego „Tygodnik K atolicki”.

P ierw szy nu m er tego pism a ukazał się w G rodzisku z d atą 6 IV 1860 r. A rcybiskup P rzyłuski udzielił w pełni swego poparcia

„Tygodnikow i”, z m yślą że będzie on zw alczał lib eraln e tendencje w prasie i w rogie Kościołowi p o g lą d y 60. Taki też isto tn ie cel przyśw iecał ks. P rusinow skiem u. Z adanie to nie należało w cale do łatw ych. „Tygodnik K atolicki” ja k b y nie było zaczął wychodzić w okresie wzmożonej aktyw ności społeczeństw a polskiego przed w ybuchem pow stania styczniowego. Oprócz kw estii narodow ej wchodziła w grę rów nież spraw a zagrożonego pań stw a kościelne­

go i św ieckiej w ładzy papieża, spraw a, n a tem at której toczyły się już wcześniej nam iętne dyskusje w prasie polskiej 61. „T ygodnik”

włączył się oczywiście do tej dyskusji i n ad e r um iejętn ie bronił stanow iska papieża.

O dnośnie sp ra w polskich ks. P rusinow ski akcentow ał zawsze w sw oim piśmie, że Kościół jest ostoją n aro d u i że dla ratow ania polskości trzeba trw ać bezw zględnie przy w ierze ojców. Pogląd ten, rzecz jasna, nie mógł się podobać pruskim w ładzom zabor­

czym. Z w alczały go w ięc przy każdej sposobności, zarzucając re ­ daktorow i „Tygodnika”, że u p raw ia nacjonalistyczną propagandę.

Do jakiego stopnia rząd niechętnie p atrzył na w ydaw ane przez Prusinow skiego pism o świadczy najlep iej ten fakt, że w sform uło­

w anych w r. 1865 postulatach do przyszłego arcybiskupa gnieź- nieńsko-poznańskiego, uznano zm ianę dotychczasowego oblicza

„Tygodnika” za jeden z w aru n k ó w porozum ienia m iędzy p ań ­ stw em a Kościołem w W. K sięstw ie P oznańskim 62.

57 G r o t , jw. s. 57—58.

58 Tamże, s. 48.

59 Tamże, s. 46—47.

60 Z i e l i ń s k i , jw. s. 290.

61 Tamże, s. 289.

62 Tamże, s. 402.

(7)

P ro g ram „Tygodnika K atolickiego” budził jed n ak sprzeciwy i w społeczeństw ie polskim. Najczęstsze atak i pod adresem ks.

Prusinow skiego kierow ał krytycznie nastaw iony wobec Kościoła obóz liberalny. Proboszcz grodziski polem izow ał z przeciw nikam i bardzo zręcznie, u ra b ia jąc opinię publiczną w duchu haseł głoszo­

nych przez stronnictw o narodow o-kościelne. Będąc szczerym p a t­

riotą nie u k ry w a ł bynajm niej, że jest przeciw nikiem idei w alki zbrojnej o niepodległość Polski. N iejednokrotnie też daw ał tem u w yraz zarów no na łam ach „Tygodnika”, ja k rów nież w w ygłasza­

nych kazaniach. Zdając sobie spraw ę z napiętej sytuacji politycz­

nej podjął się opublikow ania osławionego listu ks. K ajsiew icza, k tó ry ostrzegał duchow ieństw o i społeczeństwo polskie przed w y­

w ołaniem rew olucji.

Tym czasem jed n ak w ybuchło pow stanie i ta k się złożyło, że ów

„List o tw arty do braci księży grzesznie spiskujących i braci szlachty niem ądrze um iarkow anych” ukazał się w „Tygodniku”

w dniu 23 stycznia 1863 r. Treść listu i reperkusje, jakie on wy- w ołał są zbyt znane, by je pow tarzać. T rzeba jed n ak odnoto­

wać, że ogłoszeniem odezwy Kajsiew icza, ks. P rusinow ski skom ­ prom itow ał się w oczach polskiej opinii publicznej i popełnionego błędu nie zdołał już napraw ić. Co praw d a uspraw iedliw iał potem w ybuch p o w sta n ia 63, ale pozostało to bez większego oddźwięku.

Na nic też zdał się „List otw arty do ojców narodu polskiego arcy ­ biskupów i biskupów od najm niejszego ze sług 1 synów ich”, któ ry ogłosił w e w rześniu 1863 r. 64

Będąc od 1861 roku ponownie posłem sejm u pruskiego, P ru ­ sinow ski zam iearzał kandydow ać także w w yborach przeprow a­

dzonych w r. 1863. Mimo sta ra ń ii zabiegów nie został naw et w pi­

sany na listę k a n d y d a tó w 63. Był to widoczny w yraz jego klęski politycznej. W rażliw y na wszelkie niepowodzenia, odczuł je i tym razem bardzo boleśnie. A chociaż kierow ał nadal p arafią i w yda­

w ał „Tygodnik” to czynił to bez daw nego entuzjazm u. Ożywił się dopiero na początku 1865 r., kiedy to ówczesny adm inistrator archidiecezji ks. Józef Brzeziński, zaw iadom ił go, że zgodnie z wolą zm arłego arcybpa Przyłuskiego, został m ianow any pen iten - cjarzem przy kościele katedralnym w Poznaniu i honorowym radcą konsystorza, przy czym ma zatrzym ać dotychczasowe obo­

w iązki 6S.

Znam ienne, że Prusinow skiego nom inacja ta niejako uskrzy­

d liła i przypuszczał, że jest zapowiedzią bliskiego już osiągnięcia S3 „Tygodnik katol.” 1863 nr 14.

64 Tamże, nr 27 s. 209—210; por. też Z i e l i ń s k i , jw. s. 363 nn.

65 K a n t e c k i , jw. s. 55.

66 AAP, KA 928. Pism o ks. Brzezickiego do Prusinow skiego z 31 III 1865.

upragnionej przez siebie k a n o n ii67. P ow rót do P oznania jednak, w brew oczekiwaniom, zam ienił m u się niebaw em w kolejne roz­

czarow anie. Nowy arcybiskup, ks. Mieczysław Ledóchowski, nie tylko nie aw ansow ał go, ale w yraźnie nie okazyw ał mu zain tere­

sowania. Rozżalony tym do głębi, w r. 1866 poprosił o zw olnienie z pełnionych funkcji w Poznaniu. Ledóchowski, udzielając m u dy­

m isji ubolew ał co praw da, że ze względu na zasługi i zalety pe­

te n ta czyni to z żalem, ale w istocie rzeczy był to jedynie grze­

cznościowy zw rot, za k tó ry m kryło się zadowolenie. Je st to cał­

kowicie zrozum iałe, gdyż Ledóchowski był lojalny w ty m czasie wobec rz ąd u i nie chciał narażać się podkreślaniem sym patii w o­

bec księży niem ile w idzianych przez w ła d z e 68. Zresztą jeszcze w ty m sam ym roku wyznaczył nowego redaktora „Tygodnika K a­

tolickiego” w osobie ks. Józefa Stagraczyńskiego. O niechęci arcy­

biskupa do ks. Prusinow skiego św iadczy wreszcie i to, że nie chciał m u potw ierdzić ty tu ł kanonika honorowego kap itu ły k ate­

d ralnej diecezji podlaskiej, k tó ry otrzym ał w r. 1862 od biskupa Szym ańskiego 69.

Po powrocie do G rodziska ks. P rusinow ski przystąpił do re ­ m ontu kośioła parafialnego, uległego zniszczeniu podczas p o ż a r u 70.

Mimo trudności finansow ych, dzieło to doprowadził do końca, lecz w r. 1868 z pow odu złego sta n u zdrow ia, w ycofał się z czynnej pracy parafialnej, przekazując zarząd p arafii i probostw a w yzna­

czonemu przez konsystorza ad m in istra to ro w i71. Intensyw ne lecze­

nie, jakiem u się wówczas poddał nie przyniosło n iestety żadnych rezultatów . W końcu uległ paraliżow i i wiosną 1869 r. został prze­

w ieziony do szpitala SS. M iłosierdzia w Poznaniu 72. I tam po dłu ­ gich cierpieniach, opuszczony niem al przez w szystkich, zakończył życie 14 II 1872 r. Zgodnie z życzeniem w yrażonym w testam en ­ cie ciało ks. Prusinow skiego złożono w podziem iach kościoła p a­

rafialnego w Grodzisku 73.

W m ow ach wygłoszonych na pogrzebie ks. P ru sin o w sk ieg o 74 i w nekrologach, jakie się o nim u k a z a ły 7o akcentow ano słusz­

nie, że jego życie było bogate i pracow ite, ale nie pozbawione 67 K a n t e c k i , jw. s. 71.

68 Tamże, s. 72.

69 AAP A kta Ordynariatu Arcybiskupiego OA 1072. Pism o abpa Le- dóchowskiego do ks. Prusinow skiego z 23 X 1867.

70 G r o t , jw. s. 100. . , m

71 AAP, KA 962. Pism o konsystorza do Prusinow skiego z o XI 1»db.

72 „Tygodnik katol.” 1872 nr 11. . . . 73 AAP, KA 962. N iedatowany testamenty ks. Prusinowskiego.

74 Drukiem ukazała się cytow ana tu już m owa ks. Brzezińskiego oraz ks. Józefa Sąchackiego. Obydwie zam ieścił „Tygodnik Katolicki

w nr 11 z 16 III 1872. .

75 Nekrolog Prusinowskiego zam ieścił „Tygodnik Katolicki w cy­

towanym wyżej num erze oraz „Kurier Poznański” z 15 II 1872.

(8)

klęsk i rozczarowań. T rzeba też powiedzieć, że chociaż w ielostron­

n ą działalnością zyskał duży rozgłos i pew ien au to ry te t, to jednak nie cieszył się zbytnią sym patią współczesnych. M ając zbyt w y­

górow ane am bicje, a do tego w ybuchow y ch a rak ter często sam zrażał sobie ludzi i był przyczyną w łasnych niepowodzeń. Nieza­

leżnie jed n ak od tego jego zasługi są duże i dzięki nim należy do grona w ybitnych kapłanów polskich działających w tru d n y m okresie rozbiorów.

2. CHARAKTERYSTYKA TWÓRCZOŚCI KAZNODZIEJSKIEJ Spuściznę kaznodziejską ks. P rusinow skiego można najogólniej podzielić na kazania i m owy żałobne. W śród zachow anych kazań poza niedzielnym i i św iątecznym i spotykam y jedno kazanie m a­

ry jn e i kilka ku czci św iętych. Co do mów żałobnych, to trzeba wspomnieć, że jedne z nich Prusinow ski w ygłaszał w czasie po­

grzebów, in n e natom iast podczas nabożeństw żałobnych.

Z kazań niedzielnych zachow ały się tylko adw entow e. W kaza­

niach tych mówca p ragnie przede w szystkim nakłonić w iernych do popraw y, by przez to dać w yraz swej tęsknocie za C hrystusem i przygotow ać się należycie na Jego przyjście. Jest to główna myśl, k tóra łączy ze sobą te kazania, chociaż każde z nich pośw ię­

cone zostało innem u tem atow i.

Św iątecznych kazań ks. Prusinow skiego zachowało się także niewiele. Są to m ianow icie kazania na Boże Narodzenie, na Nowy Rok oraz n a T rzech K róli. K ażde z nich zaw iera w swej treści od­

rębną myśl, ch arak tery sty c zn ą dla danej uroczystości. I tak w ka­

zaniu na Boże N arodzenie kaznodzieja udow adnia boskie pocho­

dzenie C hrystusa. N astępnie kładzie nacisk na miłość Boga w zglę­

dem rodzaju ludzkiego, cytując słowa Ew angelii: „Tak Bóg um i­

łow ał św iat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto w eń w ierzy n ie zginął, ale m iał żyw ot w ieczny” 76.

Na Nowy Rok mówi o tym , co m inęło w ro k u ubiegłym i o tym , co może nastąpić w Nowym Roku. Przygotow uje słuchaczy do tych nieznanych dobrych i złych chw il, k tó re jakiekolw iek będą, trzeb a przyjąć z pogodą i poddaniem . Mówi dosłownie: „A w szy­

stko co mas spotyka, w inno być zniesione w C hrystusie P a n u ”.

W uroczystość T rzech K róli przypom ina o w spaniałym hołdzie, złożonym C hrystusow i przez w szystkie n aro d y św iata w osobach Trzech K róli; o objaw ieniu się Boga całej ludzkości i o naszym obow iązku poddania się N ajw yższem u.

„Od w as zależy: bierzcie, albo ludzką sw aw olę, albo chrześcijańską pokorę, albo rozum błędny, albo prawdę bezw zględną, albo mądrość tego

76 J, 3, 16.

świata, albo w iarę Chrystusa, za podstaw ę w aszego życia i prawo od­

rodzenia waszego. W idzieliście jedno i drugie w sw ym skutku! Któż by cię Chryste Jezu, objawiony w tym jasnym św ietle cudów, w dziejach św iata dokonanych, nie objął, nie przyjął?” 77

K azań n a uroczystość św iętych P ańskich zachowało się sto­

sunkowo w ięcej. Są to: kazanie n a uroczystość św. Szczepana, św.

Apolonii, św. W incentego a Paulo i św. Jacka.

Gdy chodzi o budow ę kazań na uroczystość św iętych Pańskich, to stw ierdzić należy, że są one bardzo proste. W stęp, ja k zw ykle, następnie podane ogólnie życie danego świętego i w ykazanie po­

szczególnych cnót. Ale nie to nas specjalnie zastanaw ia. C h a ra k ­ terystyczne jest to, że m ów ca zawsze w ysuw a praktyczne wnioski i zachęca do naśladow ania. Jeżeli n ie może zalecić naśladow ania dosłownego (męczeństwa), to możliwość w ykonania te j cnoty sta­

ra się zastosować do życia codziennego, m ówiąc że dobre i boże znoszenie w szelkich zniew ag i cierpień, jak ie nam nasuw a życie, jest rów nież godną o fiarą i rów nież godnym męczeństwem .

C ałe kazanie na uroczystość św. W incentego a Paulo poświęca tem u, by w ykazać w życiu św iętego istotę poświęcenia i m iłosier­

dzia dla bliźnich. Jeżeli byli ta c y bohaterow ie, ta k pełni oddania i ta k m iłosierni, to pow inniśm y się wstydzić, że my tacy nie je­

steśmy, a co gorsze, być nie chcemy. Posłuchajm y, ja k pięknie mówi o m iłosierdziu:

„Ach! Patrzcie bracia jak to m iłosierdzie Boga postać św iata zm ie­

niło, patrzcie na cud najw iększy jak ten nowy zakon odrodził samolubną naturę człowieka, a chciwą duszę zrobił ubogiego skarbnicą. Z u n iesie­

niem radości, z trium fem zw ycięstw a spoglądam na tę zm ianę całego św iata dokonaną przez m iłosierdzie chrześcijańskie dla bliźniego bo to m iłosierdzie św ięte jest nam najśw iętszym dowodem boskiego początku naszej w iary, najjaśniejszą ozdobą naszego Kościoła. N iesforne i niezgod­

ne tłuszcze pogaństw a m iłosierdziem dla ubogich, uciśnionych i prze­

śladowanych, zw yciężone, rzucają m iecz przez w ieki krw awiony, rozku­

wają sw ych niew olników kajdany, okryw ają nagich braci suknią w łasną, otwierają sw e spichlerze zgłodniałym , potężne pany rzucają sw e zamki, biegną usługiw ać choremu słudze u łoża boleści. Kościół i jego m iłosier­

dzie jest okiem niewidom em u, chromemu nogą, słuchem dla głuchego, nauczycielem dziecięciu, podporą starcowi, gościem u w ięźnia, ojcem s ie ­ roty, lekarzem chorych, zbawcą w szystkich błądzących” 7S.

K azanie na uroczystość św. Jac k a jest przede w szystkim ape­

lem do ofiarności na odbudow ę krakow skiego kościoła dom inika­

nów, któ ry uległ zniszczeniu w 1850 r. w czasie pożaru m iasta.

Ks. P rusinow ski w sw ych panegirykach n a cześć św iętych nie w ysila się na przesadę, ale w ydobyw a rysy zasadnicze i zachęca słuchaczy do kroczenia śladam i om aw ianych postaci.

77 A. P r u s i n o w s k i , M ow y pogrzebowe i kazania, Poznań 1884 s. 518.

78 Tamże, s. 538—539.

(9)

Ponieważ zachowało się tylko jedno k a z a n i e m a r y j n e i ono swoją budową, pięknym stylem , głębokim i m yślam i i żywym, gorącym uczuciem w yróżnia się w śród kazań i mów, pragnę o nim więcej powiedzieć. Chcę przeprow adzić analizę, podać kilka n a j­

piękniejszych uryw ków i wykazać, ja k w ielkie uczucie miłości do M atki Boskiej mieściło się w sercu kaznodziei, skoro o Niej ta k pięknie mówił.

K azanie m ary jn e wygłoszone było na uroczystość M atki Boskiej Różańcowej. M yślą przew odnią jest pośrednictw o M atki Bożej m iędzy człow iekiem a Stw órcą. Zagadnienie znane każdem u kato­

likow i i ty le razy przez różnych kaznodziei przedstaw iane. N aj­

głębszy iz :ałego k azan ia jest bodaj w stęp. Je st on dość długi, w y ­ nosi bow iem 3 strony m aszynopisu, ale je st ta k pięknie zbudow a­

ny, że zupełnie nie razi jego obszerność.

We w stępie Prusinow ski p rzedstaw ia w spaniałą przyczynowość istniejącą w świecie: cudow ny ład i porządek nadany całem u stw o­

rzeniu przez Stw órcę. Mówi, że nic w świecie nie dzieje się gw ał­

tow nie, lecz w szystko przechodzi swój rozwój kolejno i osiąga swoje przeznaczenie drogą ew olucji.

Przez w stęp ks. P rusinow ski przygotow ał słuchaczy, bo w zbu­

dził w nich uczucia podziw u nad nieogarnioną m ądrością Boga w urządzeniu św iata. Wszystko od chw ili stw orzenia postępuje i rozw ija się w edług praw a, k tóre On nadał. A praw o to jest n a j­

potężniejsze, bo jest praw em życia i rozwoju.

W osnowie m ówi o człow ieku, jako o stw orzeniu Bożym, które wobec Boga jest m arnością, pyłkiem pom iatanym prze lada w iatr.

Osnowę zaczyna pytaniem :

„Czymże ty jesteś ludzka istoto, niedołężna i słaba z natury, a grze­

szna na duszy, że się ośm ielasz przystąpić do Boga i łączyć się z nim w m odlitw ie osobnej lub w wspólnym nabożeństwie?” 79 A dalej mówi:

„O! karli rozum ie ludzki! Tyże chcesz w ynosić się nad świat, dumny swoją słabością? Cóżeś zbadał? Którąż rozw iązałeś na św iecie zagadkę?

Sam siebie nie pojąłeś a chcesz twej w yższości dowodzić tw ego dowcipu bystrością? Czyś pojął choć jeden proszek ziem i w jego przyczynach, w jego początku, w jego celu i przeznaczeniu?” 80

Ja k w spaniale przedstaw ia potęgę Boga i m arność człowieka, k tó ry nic sam uczynić nie może. Ja k głęboko i praw dziw ie mówi o tych, którzy chcą się rozum em swoim w ynieść na szczyty, a nie zbadali inawet pyłku ziemi w jego przyczynach.

P rzypatrzm y się teraz bliżej w poniżej podanym u ry w k u celo­

wej grze słów, i kontrastom jakich używ a, by jaśniej, dosadniej przedstaw ić imoc Bożą i m arność rodzaju ludzkiego.

79 Tamże, 586.

80 Tamże, s. 589—590.

„... i ty to marna istoto ośm ielasz się do Boga przystąpić i łączyć w e w spólnej z nim m odlitw ie?”

„Jakże? W takim w łasnej niegodnośei uznaniu czyż odważysz się zblizyć w m odlitw ie do Boga, ośm ielisz się sięgać do Boga tym w szyst­

kim co nazywam y religią, by u Boga w niebie m ieszkanie sobie w ieczne uczynić?’ 81 I znowu na przemian m ówi o potędze Boga:

„ 1 0 Bóg w ielki, o którym m ówić całe życie jest m niej, jak milcząc całe życie go przeczuwać” A po tych słow ach znowu zadaje pytanie:

„1 jakże? Z takim to Bogiem człow iek niedołężny na ciele, ograni­

czony na um yśle, skalany grzechem na duszy, chce się łączyć religii sto­

sunkiem , w m odlitw ie do N iego w ołać w strapieniu od N iego żądać, w zew nętrznym nabożeństwa obrzędzie cześć Mu jakąś oddawać a co w ięcej dążyć do połączenia się z Nim i w Jego królestw ie?” 83.

Po ty ch słowach, raz pełnych uw ielbienia i podziw u dla Boga, to znow u ubolew ania nad grzesznym i słabym człowiekiem, słu ­ chacze rozum ieją, że niczym są wobec Najwyższego. Czy wooec tego mogą mówić doń: Ojcze, Panie?! Czy to nie będzie obelgą, bluźnierstw em ? Lecz ks. P rusinow ski w skazuje ludziom MatKę N ajśw iętszą, k tóra jest pośredniczką między Bogiem a ludźmi.

Dzięki Niej, człowiek może m ówić do Boga, może Go prosić, M a­

ry ja bow iem pośredniczy i słowa m odlitw y niesie p rzea tro n Syna swego.

„...ale patrzcie, czy w idzicie na sklepieniu niebieskiego dworu tej św iętej, ślicznej i słodkiej Pani, co niby ludzkim przyodziana ciałem, a przecież boską jaśnieje chwałą?.... Kto ona chrześcijanie, ta piękna krolowa, co stanęła pomiędzy ludzi niskością, a niedościgłą Boga św ię­

tością, by zastąpić swoją łaską, czego nasza nie zdoła siła? Jakżeż m iłoś­

nie lituje się naszej nędzy, jakże czule nasz zachęca nieśm iałość, byśmy się zblizyli do Boga, z otuchą, Jego w ezw ali pomocy i z ufnością w stą­

p ili do tego królestw a którem u ona z w oli Boga pomiędzy ludźmi przo­

duje!” 84

Tak, jest ktoś, k to może pośredniczyć między nam i a Bogiem, ktoś najśliczniejszy i najlepszy, otoczony łaską P ana. „Bóg chciał pojednać się z nam i i w ybrał sobie ją za stopień, przez który ludzkość do nieba w stąpiła” 85.

M aryja jest księżycem, M aryja ju trze n k ą zw iastującą przyjście P ana, M aryja to drabina, po 'której ludzkość do Boga idzie i po k tó rej Bóg do nas zstępuje. U żyw a mówca pięknych przenośni, a są one w yjęte z serca, które bardzo ukochało N ajśw iętszą Pannę.

Na zakończenie kazania mówi o M atce Bożej Różańcowej i o ró ­ żańcu, jako najm ilszej dla Niej m odlitw ie, a na dowód tego p rzy ­ tacza w iele przykładów z h istorii i z życia, które św iadczą o sku-

81 Tamże, s. 591—592.

82 Tamże, s. 593.

83 Tamże.

84 Tamże, s. 594.

85 Tamże.

(10)

teczności tej m odlitw y. K azanie kończy zachętą, by w każdej p o ­ trzeb ie udaw ać się do M aryi jako pośredniczki, a ona u Boga łaski uprosi i um ęczone w alką serce, zaniesie na sw ych dłoniach przed tron Najw yższego i powie: P a trz Panie, to serce ludzkie biedne, słabe, zlituj się n ad nim.

K to przeczyta kazanie ks. Prusinow skiego n a św ięto M atki Bo­

żej Różańcowej, m usi przyznać, że jest ono najpotężniejszą g rą sło­

w a -—- głębokie m yśli przekonują, a słowa w zruszają. Każdy, kto pozna treść tego kazania, odkryw a całe bogactw o myśli, które do­

tąd były m u n ie znane lu b n ie w yjaśnione. Śmiało można pow ie­

dzieć, że z zachow anych jego kazań, kazanie m ary jn e jest n a jp ię k ­ niejsze pod w zględem treści, stylu i głębokości myśli.

P rzy czytaniu m ó w p o g r z e b o w y c h ks. P rusinow skiego pierw szą rzeczą, k tó ra rzuca się w oczy, jest niesłychane poczucie tak tu . A ni jed n y m słow em n ie n araził słuchaczy. Jeżeli m u p rzy ­ chodziło mówić o czymś, co nie było zbyt chw alebne w życiu d a ­ nego człow ieka, mówił o itym w ta k i sposób, by nie poniżyć siebie jako kapłana i b y nie urazić tych, dla których u m arły był drogim.

W ygłaszając mowę żałobną na nabożeństw ie za duszę M ickiew i­

cza, dyskretnie milczy o tym , co było niejasne w życiu poety. Mowę poświęca w yłącznie jego twórczości, jego geniuszowi. W słow ach najpiękniejszych w yraża sw oją miłość dla poety i uznanie dla jego talentu. Mówiąc o twórczości, nie mógł zamilczeć o im prow izacji.

Jed n a k mówi o niej nie jako o krzyku bluźnierczym przeciw Bogu, ale jako o boleści w yrażonej w silnych słowach.

W podobny sposób postępuje, gdy w ygłasza mowę żałobną na nabożeństw ie za duszę Joachim a Lelew ela. Wiadomo, że Lelew el hołdow ał idei Towiańskiego. K aznodzieja jed n ak mówi tylko o tym , co było chw alebne w jego życiu, o p racy i pośw ięceniu dla Ojczy­

zny. Oto słow a mówcy:

„Życie L elew ela, żałobni słuchacze, w ielką dla całego narodu zaw ie­

rało prawdę, naukę, przestrogę, w jaki sposób do tego dążyć, aby ob ­ umarłe ożywić, chorobą zarażone do zdrowia przywrócić, słabością i n ie ­ mocą zdjęte, siłą natchnąć i do czynu pobudzić, abyśmy naśladując go, w czym nam dał do naśladow ania przykład, co najprędzej oglądali sp eł­

nienie słow a pańskiego” 86. A dalej:

„Dusza, która do tego stopnia naród polski ukochała, tak żyw o czuła wszystko z narodem, nie mogła i do końca i dla w iary i dla religii po­

zostać obojętną. L elew el chociaż słaby, bo znużony trudami, wiekiem i ubóstwem , ale jeszcze od w szelkiej niebezpiecznej choroby daleki, pro­

sił w razie śm ierci o jałm użnę kościelną” 87.

Powyższe tek sty są św iadectw em taktu, jak i okazał ks. P ru si­

nowski przy w ygłaszaniu m ów żałobnych.

86 Tamże, s. 309.

87 Tamże, s. 315—316.

Jego m owy pogrzebowe są niezw ykle łatw o ułożone i pisane przystępnym stylem . Gdy porów nam y mowy żałobne z kazaniam i, znajdujem y w nich podobieństw o w ułożeniu. W m ow ach żałob­

nych ja k i w kazaniach rozróżniam y trz y części tj. wstęp, osnowę i zakończenie.

W m owach żałobnych w stęp y m ają sw oisty ch a rak ter. Z w ykle we w stępie m ówca ogólnie zapoznaje słuchaczy z cnotą, jak ą po­

siadał dany człowiek. Osnowa je st opow iadaniem życia i zasług zmarłego. Od czasu do czasu p rz ep latan a jest dygresjam i. W za­

kończeniu zachęca słuchaczy do naśladow ania tego, co było dobre i Boże w życiu danego człowieka. W im ię Boże pociesza krew nych i przyjaciół zmarłego, prosząc równocześnie o m odlitw ę za jego

duszę.

Z darza się jednak, że się uchyla od tego porządku, ale to jest uzależnione od okoliczności. T ak np., w ygłaszając mowę w czasie żałobnego nabożeństw a za poległych w W arszawie (25 i 27 lutego 1863 r.), m ów i o cierpieniu Polaków w h istorii i o cierpieniach ostatnich (1831, 1863 r.) Z daniem mówcy, Polacy cierpią za błędy przodków. Jako przykład przytacza króla Jan a K azim ierza, który złożył ślu b M atce Boskiej i nie w ypełnił go. P orów nyw a też cier­

p ienia Polaków z cierpieniam i C hrystusa, w ierzy też, że Polska zm artw ychw stanie, jak C hrystus zm artw ychw stał.

„Narodzie, który w niew inności twej znosisz prześladow anie, roz- krzyżow any na krzyżu boleści, w yszydzony i hańbiony jako w yrzutek narodów, a w zględem w rogów tw ych, czysty zbrodni zarzutów, ty w boleściach twoich chętnie się porów nyw asz do Zbaw iciela ukrzyżo­

w anego przez okrutnych oprawców i dobrze byś czynił, nosząc krzyż za Zbaw icielem z równą jak On uległością i pokorą” 8S.

S ty l mów żałobnych jest niesłychanie prosty. P raw ie n ie zda­

rza się, by używ ał przenośni lub porów nań, ja k to czyni w kaza­

niach niedzielnych lub św iątecznych. Jednak, mimo to, sty l jest oryginalny. Oto k ilk a przykładów :

„Cnota w ykonyw ana na w ysokiej w idow ni św iata, nie jest wolną od podejrzenia próżności, kto cnotę pełni w cichym ustroniu, działa w czystym poświęcenia zam iarze .... W latach młodości jego w ielkie za­

szły wypadki, których potęgą wstrząsaną drżała cała ludzkość od źró­

deł N ilu aż do N ew y brzegów, od Tam izy aż do Morza Czarnego” 89._

„O szlachto polska! Ilekroć cię w idzę nad grobami twoich ojców, tylekroć chciałbym w yprowadzić z tego m ieszkania przeszłości twych przodków, tylekroć chciałbym pokazać ci te szeregi zbrojnych i w ie l­

kich rycerzy, ten zastęp białogłów i niew iast polskich, abyś się choć na chw ilę zm ierzyła z w ielkością cnót, co narodowi stw orzyła szczęście w domu, a poszanowanie u obcych” 90.

88 Tamże, s. 138.

89 Tamże, s. 95.

90 Tamże, s. 179.

(11)

Idee mów żałobnych

Mowy żałobne ks. P rusinow skiego są w ażne nie tyle ze w zglą­

du na form ę i styl, jak raczej ze w zględu n a myśli, na idee w nich zaw arte. Tu dał w yraz m yślom i dążeniom swoim. Czołowym za­

gadnieniem w m owach żałobnych jest miłość ojczyzny. Tę ta k w ażną kw estię ro z p atru je z różnych punktów i nie m a mowy żałobnej, w k tó rejb y jej nie poruszył. M iał zresztą dobre okazje, bo w ygłaszał m owy w czasie nabożeństw żałobnych za dusze C zar­

toryskiego, Lelew ela, Mickiewicza K rasińskiego i innych w y b it­

nych Polaków.

O pow iadając w czasie mowy żałobnej o życiu zasłużonych P o ­ laków czy Polek, staw ia ich jako w zór do naśladow ania. Jedni, jak A ndrzej Niegolew ski i S tanisław P oniński dla ojczyzny przelali krew , drudzy ja k C zartoryski w sław ili się jako dyplom aci i o- brońcy polskości, a jeszcze inni ja k A dam Mickiewicz i K rasiński słowem szerzyli ducha polskiego na em igracji, w reszcie tacy ja k księża i biskupi w y trw ałą p ra cą n a sw ojej placówce budow ali Polskę. Ksiądz P rusinow ski jako gorący i pełen poświęcenia p a­

trio ta pragnął, by każdy choć m ałą cegiełkę dołożył do gm achu pow stającej z m artw ych ojczyzny.

Cnota m iłosierdzia jest często podkreślana i gloryfikow ana w m ow ach żałobnych. K aznodzieja w ygłaszał mowy żałobne p rz e­

ważnie n a pogrzebach ludzi zasłużonych i bardzo [zamożnych. Bo­

gactwo jed n ak nie pom niejszało ich zasług, przeciw nie, było okazją do zdobycia nag ro d y przez dzieła m iłosierdzia. Z ja k ą przyjem noś­

cią mówi o ityeh, któ rzy m ając dużo, sam i nie korzystali zachłannie z dóbr doczesnych, ale hojnie daw ali potrzebującym .

O A urelii z Daleszyńskich Sobeskiej tak mówi:

,,Aurelia nieboszczka otworzyła serce bliźniem u, w lała tę miłość w życie, którą w duszy poczęła: sięgnęła ręką do biedy, by jej wzm óc siły — a widząc, że w ychow aniem naj dzielnej zapobiec można nędzy, w Tow arzystw ie Domu Ochrony, naj czynniej sze rozwinęła działanie. — Nie z w ygodnych pokojów gadatliwym udziałem , ale czynnym zatrud­

nieniem się w sam ych salach ochrony, ale wglądaniem w potrzeby ciała i duszy zająć się chciała — nie poświęcała okruchów zbytków i w ym y­

słów, ale czynnie działała i czynem w łasnym łagodziła braci niedolę” 91.

Po tych słowach, k tó re m alują dzielność m iłosierną A urelii, pyta zebranych:

„A co powiedzą tutaj ci, co zaciskają skąpą rękę dla tego przed ubóstwem, że niczyjego prawa w łasności nie pogwałcili, jakoby jałm uż­

na duszy i ciała nie była koniecznym zbaw ienia warunkiem? Jakoby można opuścić ubogich Jezusa Chrystusa dla tego, że ich inni k rw a-

91 Tamże, s. 91.

w ym gniotą uciskiem? Jakoby się Bogu nie winno było, dlatego, że się nic ludziom nie wzięło? Pójdźcie tutaj i nauczcie się z przykładu A urelii, jak otwierać dla ubogich serca i jak się ich nędzą lito w a ć !92

W idzimy więc, że mówca w ykorzystuje niem al każdą okazję, by w ychow ać ludzi i przyzw yczajać do dobrego.

3. FORMALNA STRONA MÓW KS. ALEKSEGO PRUSINOWSKIEGO- A. U kład mów

W ybitni teoretycy w ym ow y zaznaczają, że w każdym kazaniu bardzo w ażną rzeczą je st w stęp i zakończenie. Już pierw sze zdania mogą porw ać uw agę słuchaczy i zjednać ich — lub przeciw nie — na sam ym początku zrazić.

W stęp jest w ażny o tyle, gdyż w nim należy przygotow ać au­

dytorium do należytego słuchania i wywołać odpowiedni n a stró j- Wstęp kazania pow inien zaw ierać, choćby w zalążku jego główną myśl lub główne myśli o ile jest ich więcej.

P rzy p atrzm y się pod tym w zględem kazaniom ks. P rusinow ­ skiego. W stępy w jego kazaniach są nieco długie, bo na 16—18 stro n d ru k u zajm ują 2—3 stron. We w stępie zapowiada, o czym będzie m ówił w osnowie i krótko streszcza m yśl przew odnią. B yw a tak, że głów na myśl gubi się i zatraca swój charakter, a to z po­

wodu długich zdań.

W zw ykłych kazaniach ks. P rusinow skiego w stępy są spokojne.

P rzykład z kazania na uroczystość M. B. Różańcowej:

„Taka jest w ola Boga i takie Stwórca w niedościgłej mądrości dał dla całego stw orzenia przykazania, by wszystko w w olnym wzrastało postępie, a nic nie działo się nagłym przeskokiem, nic nie przeszkadzało zrywaniem w ytkniętego w ątku prawu w olnego rozwijania się w czasie i m iejscu...” 93

W stęp z kazania na II niedzielę adw entu:

„Wiecie najm ilsi, iż stoim y w św iętym czasie przygotow ania adwen­

towego na przyjęcie Chrystusa. K ościół nieustannie obudzą w nas dąże­

nie do zbawienia, bo sam tęskni za tym, aby się Mesjasz w nas na­

rodził, aby w uroczysty poranek św ięta nad św iętam i odrodziła się ziemia, by Bóg się w cielił na św iecie, a człowiek w rócił do królestw a niebieskiego, w połączeniu z Bogiem, aby się rozanieliło oblicze ziemi jasnością duchów niebieskich, a rodzaj ludzki wraz z archaniołów chó­

rem zabrzmiał pieśnią radosną: „Chwała na w ysokości Bogu, a na ziem i pokój ludziom dobrej w oli!” 94

92 Tamże.

93 Tamże, s. 586.

94 Tamże, s. 396.

Obraz

Updating...

Cytaty

Updating...

Powiązane tematy :