Kolejnym aspektem, na który warto zwrócić uwagę w przytaczaniu świadectw osób, które znały Marię Szymanowską, jest jej miłość do bliźniego.

Katechizm Kościoła Katolickiego, przypominając o przykazaniu miłości,

jednocześnie zauważa, że miłość ta zakłada rzeczywistą ofiarę z siebie w pójściu

za Nim (Jezusem)117. Nauczycielka z Kalisza składała taką ofiarę Jezusowi

Chrystusowi przez całe swoje życie. Jako nauczycielka i wychowawczyni młodszych klas, interesowała się zawsze sytuacją materialną rodziców dzieci, które uczyła. Szczególną uwagę zwracała na te dzieci, które były ubogo i skromnie ubrane. Dla nich organizowała różne formy pomocy; na przykład zachęcała, żeby uczniowie z bardziej zamożnych rodzin przynosili do szkoły podwójne śniadania. Jedno z nich mieli dyskretnie podkładać pod ławkę swoim uboższym kolegom. Edward Kraska – kolega z pracy Marii Szymanowskiej twierdzi, że nigdy nie widział, żeby Maria sama kiedykolwiek jadła śniadanie. Inną inicjatywą, jaką Szymanowska podejmowała z pomocą innej nauczycielki, było zbieranie używanej odzieży i obuwia dla najbardziej potrzebujących. Dla dzieci biedniejszych często pozyskiwała środki materialne od Komitetu Rodzicielskiego, żeby kupić dla nich buty czy odzież. Nierzadko sama szła z dzieckiem do sklepu i na rachunek Komitetu Rodzicielskiego dokonywała zakupu potrzebnych rzeczy118.

Inny świadek, Krystyna Paczuska-Drzewniecka, wspomina, że pani Maria organizowała wśród uczniów swojej szkoły zbiórkę żywności dla Sióstr Karmelitanek Bosych, które po zakończeniu wojny przybyły do Kalisza ze Lwowa. Żywność dostarczali do klasztoru sami ofiarodawcy, a nieraz Szymanowska zanosiła ją osobiście119. Bardzo trudne dla samej młodzieży były bezpośrednio lata powojenne. Ci, którzy przeżyli okupację, utracili kilka lat swojego dzieciństwa. Maria zawsze chętnie udzielała tym osobom pomocy i czyniła to w sposób bezinteresowny – wyłącznie z pobudek szlachetnych –

117

KKK, nr 459. 118

E. Kraska, Nieprzeciętny pedagog, s. 3. 119

nadprzyrodzonych i humanitarnych. Widząc jakiegoś ucznia, który chodził w szkole głodny – oddawała mu po kryjomu swoje śniadanie. Była niezwykle czuła i wrażliwa na ludzką krzywdę i niedolę, a swoją życzliwością, ciepłem i serdecznością świadczyła o rzadko spotykanej ale prawdziwej, ludzkiej miłości. Swoim szlachetnym postępowaniem zyskała sobie wiele ludzkich serc120.

Zdarzenie świadczące o niezwykłej realizacji przykazania miłości bliźniego przytacza Danuta Duszyńska, której siostra Wanda Koniczek w 1932 roku miała przystąpić do I Komunii Świętej. Szymanowska, znając trudną sytuację materialną rodziny (żaden z rodziców nie pracował, rodzina utrzymywała się jedynie z zapomogi Urzędu Miasta) ze swojej skromnej pensji nauczycielskiej kupiła dziewczynce sukienkę, buciki oraz pończoszki. Należy przy tym zauważyć, że sama znajdowała się w bardzo trudnej sytuacji, gdyż miała na swoim utrzymaniu cała rodzinę, czyli pięć osób121. Materialnie było im więc bardzo ciężko i żyli bardzo skromnie, ale mimo to dzielili się z biedniejszymi od siebie. Wychodząc w odwiedziny do biednych, wkładała do torby nieco mąki, kaszy, cukru i węgla. Zabierała ze sobą także inne osoby, żeby zobaczyły, w jak wielkim ubóstwie ludzie żyją i żeby przez to uwrażliwić je na ludzką biedę. Nieraz, kiedy za dużo artykułów zabierała do torby spotykała się z oporem matki, zarzucającej córce, że wynosi zbyt wiele jedzenia. Tłumaczyła wówczas matce, że w Kaliszu jest dużo osób potrzebujących o wiele bardziej niż oni sami122.

Osoby bliskie Marii Szymanowskiej, które znajdowały się w trudnej sytuacji materialnej, chciała wzmocnić duchowo i podnieść na duchu przez kontakt z jeszcze biedniejszymi. Dlatego często po swojej pracy w szkole zabierała je ze sobą do mieszkań biednych rodzin, które uczyła oraz wspomagała materialnie i duchowo. Odwiedziny zawsze wywierały na tych osobach ogromne wrażenie. Szymanowska odwiedzała ludzi mieszkających w suterenach, gdzie na słomie bez przykrycia, w warunkach skrajnego ubóstwa, leżało sześcioro dzieci, a ze ściany kapała woda, przez co w pomieszczeniu panowała ogromna

120

S. Kowalska, Nasza katechetka, Kalisz 1986. 121

D. Duszyńska, Promieniowała dobrocią i miłością, Kalisz 1988, s. 1. 122

wilgoć. Tym osobom Szymanowska okazywała szczególną pomoc: kupowała odzież i dawała pieniądze. Jak tylko mogła, próbowała zaradzić ludzkiej biedzie i pocieszała chorych słowami pełnymi miłości. Odwiedzała również pracownice z fabryki koronek „Brabancja”, które przez 18 godzin dziennie pracowały przy prasowaniu. Kiedy po tak wyczerpującej pracy wracały do domu, krew uderzała nosem i ustami. Pani Maria wtedy ratowała je i pocieszała jak tylko potrafiła. Zajmowała się także sierotami i staruszkami123

. Także wtedy, kiedy Szymanowska przebywała w Licheniu, dała się poznać jako osoba kochająca bliźnich i bardzo wrażliwa na potrzeby biednych124

.

Olga Bajkowska mówi w swoim świadectwie, że nigdy nie słyszała z ust Marii Szymanowskiej najmniejszego słowa krytyki pod adresem bliźniego, mimo że często byłaby ku temu okazja. Każdą osobę i sytuację tłumaczyła w sposób pozytywny. Nigdy nie powiedziała na bliźniego złego słowa, a kiedy nie mogła powiedzieć nic dobrego – milczała. We wzajemnych kontaktach z otoczeniem odznaczała się wielką delikatnością. Nigdy nikomu nie sprawiła przykrości. Była zawsze uśmiechnięta, pogodna, ofiarna, serdeczna i dobra. Jej ogromną delikatność można było również zauważyć w kontaktach z kustoszem sanktuarium licheńskiego – księdzem Eugeniuszem Makulskim, któremu prowadziła korespondencję i starała się jak najczęściej okazać życzliwość i przywiązanie125. Kiedy ksiądz Makulski wyjeżdżał w jakiś sprawach z Lichenia, Szymanowska czekała na jego powrót nawet do najpóźniejszych godzin nocnych tylko po to, aby, gdy przyjedzie, wyrazić swoją radość, że szczęśliwie wrócił i życzyć dobrej nocy. Po przekazaniu kilku słów powitania usuwała się do swojego pokoju. Nigdy o nic nie wypytywała księdza Makulskiego i nie usiłowała dowiedzieć się czegoś więcej nad to, co ksiądz sam powiedział126

.

123

W. Dumianka, Opiekunka ubogich i chorych, 1987, s. 2. 124

E. Makulski, Homilia wygłoszona z okazji trzeciej rocznicy śmierci Marii Szymanowskiej, Kalisz 1985, s. 5.

125

Podobnie wspomina Szymanowską jedna z zakonnic posługujących w licheńskim sanktuarium. Por. Siostra Władysława, Była taka dobra, kochana, Licheń Stary 1984, s. 1. 126

Niech podsumowaniem tego aspektu życia Marii Szymanowskiej, jakim była jej miłość na drugiego człowieka, będą słowa Ireny Michalskiej:

Do dziś zachowała się w mojej pamięci ta niezwykła postać, charakteryzująca się usposobieniem dobroci, o kryształowym sercu. Emanowało z niej dużo ciepła, serdeczności, szczególnego dobra. Swoją osobowością sprawiała, że w Jej obecności było się lepszym, spokojniejszym, wewnętrznie bardziej uduchowionym. Z pewnością była doskonałością, a równocześnie bardzo skromna. Była cichym, ale prawdziwym świadectwem żywej wiary: promieniującej na innych, wzywającej ich do zadumy i refleksji nad własną postawą życiową, a jednocześnie uszanowana i podniesiona godność człowieka. Duchowym jej pragnieniem było szukanie osobowego kontaktu, w którym może odnaleźć prawdę, dobro, piękno i źródło wszelkiego życia, czyli samego Boga. Potrafiła otwierać się na świat drugiej osoby, by być i żyć dla innych. Czuwała nad dziećmi i młodzieżą, aby czystym i wolnym sercem iść za głosem powołania, by wszelka praca spełniania była rzetelnie i w warunkach godnych człowieka, aby zawsze być gotowym na radosny powrót do domu Ojca. To wynikało z Jej najpiękniejszej potrzeby serca, sumienia i prawa Bożego, to się łączyło z Jej całkowitym oddaniem siebie i swego życia dla miłości Pana Boga i bliźnich, był to osobowy dar o charakterze prawym i sprawiedliwym. Świętość Jej polegała na tym, że pragnęła i zabiegała o wszelkie dobro, a zwłaszcza o dobro duszy127

.

W dokumencie Komunia osoby świeckiej z Chrystusem w doświadczeniu duchowym Marii Szymanowskiej (Stron 47-50)