• Nie Znaleziono Wyników

Poezja Mickiewicza wśród spiskowców epoki romantyzmu

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "Poezja Mickiewicza wśród spiskowców epoki romantyzmu"

Copied!
16
0
0

Pełen tekst

(1)

Dora Kacnelson

Poezja Mickiewicza wśród

spiskowców epoki romantyzmu

Pamiętnik Literacki : czasopismo kwartalne poświęcone historii i krytyce literatury polskiej 64/3, 191-205

(2)

Z E N O N K L E M E N S I E W I C Z (1891— 1969) 191 m ensiew iczu w A rchiw um PAN, p rzem yślenie zw iązków w o jn y z póź­ niejszym jego usposobieniem , uśw iadom ienie sobie zm ian i w pływ ów , któ re n a n im w yw arła, ukazało m i ją w now ym św ietle.

U progu przygotow yw anej k a rie ry Zenon K lem ensiew icz zostaje po­ w ołany do w ojska. O dtąd nazy w a się w tek sta ch zachow anych rozkazów, zw olnień, m ianow ań, pochw ał — Zeno. W ojsko jest bow iem austriack ie. Duża paczka zdjęć p rzed staw iający ch go w m undurze, n a koniu. Je st frontow ym oficerem san itarn y m . W idzę go w w a ru n k a ch polow ych, w obo­ zowej „szrajb sztu b ie szp ita ln e j” , z kolegam i, z psem o b jęty m serdecznie za szyję. Do sto su n k u do zw ierząt, zaw sze serdecznego — w a rto osobno wrócić. Tym czasem w ażniejsze jest rozpoznanie tegoż profilu, tegoż uk ła­ du postaci i cech, k tó re ta k dobrze znam y z życia cyw ilnego — w w ojsku. K lem ensiew icz: pracow ity, sum ienny, in te lig e n tn y i am bitn y.

O dnajdujem y go rzeczyw iście w ty m w cieleniu w treści ru b ry k w y ­ p ełniających b lan k iet z 17 V 1917. K a n d y d a tu ra zostaje przedstaw iona do odznaczenia o rd erem z n a stę p u jąc ą m o ty w acją:

Anlass: Für vorzügliche und aufopferungvolle Dienstleistung vor dem Feinde. Seit 17 V 1915 bei der An stalt alle Etablierung, Vor- u. Rückmärsche mit derselben w ährend sämtlicher Gefechte und Operationen der 12.I.D, in diesem Zeiträume sehr oft m it feindlichem Feuer mitgemacht. Seit Juni 1916 als einziger Offizier der Formation ist er allen Obliegenheiten des Sanitäts-, Trans- und Proviantoffiziers in musterhafter Weise nachgekommen. S e h r f l e i s s i g , g e w i s s e n h a f t , s t r e b s a m , i n t e l l i g e n t konnte stets und überall m it

bestem Erfolge v e rw e n d e t w e r d e n 7.

W niosek w ym agał p o tw ierd zen ia przez kilk u w yższych oficerów , przedstaw icieli w yższych jedn o stek . Je d en z n ich pisze:

Besitzt bereits inländische Friedens- и. Kriegsdekorationen — allerhöchste belobende Anerkennung v. 17 V 1916.

Antrag des Verfassers: Neuerliche allerhöchste belobende Anerkennung m it den Schwertern, Feldpost, 14 Juni 1917.

Begutsachtung und Antrag des Divisionärs: 20 VI 1917 Verdienstkreuz m it Schwfertern],

K om end ant k o rp u su jed n a k n ie potw ierdza w niosku, d ata: 25 VI 1917. K o m end an t arm ii odpow iada n e g a ty w n ie : „kein A nlass 29 V I 1917”.

7 „Podstawa: pierwszorzędne i ofiarne w ykonyw anie zadań w obliczu wroga. Od 17 V 1915 udział w e. wszystkich pracach urządzania zakładu, w marszach i cofa- niach w czasie licznych potyczek i operacji 12 Dywizji Piechoty. W tym czasie bar­ dzo częsty udział w ogniu nieprzyjacielskim . Od czerwca 1916 jako jedyny oficer form acji w ypełnia w sposób w zorowy w szystkie obowiązki oficera sanitarnego, trans­ portowego i zaopatrzeniowca. B a r d z o p i l n y , o d p o w i e d z i a l n y , a m b i t ­ n y , i n t e l i g e n t n y , w szędzie i zaw sze gwarantuje najlepsze wykonanie, sukces w zakresie powierzonego zadania”.

(3)

W ru b ry c e n a dodatkow e uw agi — nieo rto g raficzn ą niem czyzną, pism em gotyckim :

Seit Dezember 1916 hatte ich Gelegenheit die Tätigkeit des Beauftragten zu beurteilen, während dieser Zeit nicht m ehr als seine Pflicht getan. Auftrag nicht befürwortet.

— i uw aga o statnia:

Der Belohnungsauftrag wu rde zur späteren Verwertu ng rü c k g e sa n d t8.

W rozkazie w y raźn ie m ow a o „bardzo częstym udziale w ogniu w al­ k i” . N iem al nic z tej grozy n ie przecieka w korespondencji w ojennej do m atki. S yn oszczędza niepokoju jej w yobraźni. B ierze też w zgląd na cenzurę. Lepiej pisać lakonicznie lu b w ostateczności w ogóle nie pisać. W czerw cu 1916 Ignacy K lem ensiew icz, zaniepokojony m ilczeniem syna, szu ka przez k o m en d an tu rę k rak o w sk ą inform acji o nim . Zachow ał się upraszający o wiadom ość teleg ram z 21 V I 1916 do poczty polowej i od­ pow iedź z 25 VI 1916: „ L eutnant Zeno K ie m e n bei der ID S А 2” .

Tym czasem śm ierć odszuka n ie żołnierza — lecz jego ojca. Z 24 i 27 II 1917, z czasu choroby i śm ierci Ignacego, zachow ano rozkazy polowe k ieru jąc e le jtn a n ta n a kilkudniow y u rlo p do domu. Czy sy n zobaczy ojca żyw ego?

Ignacy u m iera 25 II 1917. L e jtn a n t Zeno poddany 15 III 1917 badaniu lek a rsk ie m u w ojskow em u o trz y m u je św iadectw o, k tó re dowodzi, jak b a r­ dzo ciężko przeżył tę śm ierć:

Der Untersuchte leidet an Funktionsstörungen des Herzens (Herzneurose) mittleren Grades. Derselbe ist infanteriefrontdienstuntauglich9.

W idocznie n a sk u te k tego b ad a n ia i orzeczenia lekarskiego przenosi się Z enona do innego ty p u zajęć w ojennych. Z 4 V II 1917 pochodzi rozkaz arcy k sięcia („Franz S a lv ato r”) n a d a n ia odznaczenia „Das Ehrenzeichen

I I K lasse v o m R o ten K re u z m it der K riegsdekoration,>. Rozkaz poczty

polow ej z 9 V II 1917 brzm i:

Lt. Egon Stein [...] und Lt. Zeno Klem ensiew icz der SanAbt. Nr. 1 — Trainkommandant der SanKol. Nr. 2 haben bei ihren Unterabteilungen das

8 „Już posiada krajowe pokojowe i w ojenne dekoracje, najwyższe nagradzające uznanie z 17 V 1916”.

„Propozycja: Nasze najwyższe uznanie pochwalne: krzyż zasługi wojskowej z m ieczami. Poczta połowa, 14 czerwca 1917”.

„Opinia i w niosek oficera dywizji: 20 V I 1917: krzyż zasługi z m ieczam i”. „Od grudnia 1916 m iałem okazję oceniać czynności kandydata do nagrody, w tymże czasie nie przekraczał swoich powinności. N ie potwierdza się w niosku”

„Wniosek nagrodzenia odsunięto do późniejszego rozważenia”.

9 „Badany cierpi na zakłócenia funkcji serca (neuroza serca) średniego stopnia N iezdolny do służby liniow ej w piechocie”.

(4)

Z E N O N K L E M E N S I E W I C Z (1891— 19G9) 193

im Winter durch anstrengende Dienstleistung, schlechte Kom munikationen u. Futtermangel herabgekommene Pferdematerial in verhältnissmässig kurzer Zeit in einen vorzüglichen Nährzustand versetzt, die sich einschleichende Räude durch unermüdliche Pfelge und strenge Befolgung der tierärztlich angeordne­ ten Massnahmen im K e im e unterdrückt [...].

Ich spreche diesen beiden Offizieren für ihre mustergültige Betätigung im Interesse der Erhaltung des Pferde- und Trainmaterials die belobende A n erken ­ nung des Korpskommandos aus 10.

D om yślam y się, że w latach ty c h dokonuje się, przełom ow a zm iana w P ortreto w an y m . Postać am bitnego, inteligentnego, akuratnego, praco­ w itego m łodzieńca zdobyw a now e w y m iary. J e st ty m w ym iarem c ie rp ie ­ nie po utracie ojca. D ojrzew a niepokój w ew nętrzny, którego w postaci tak niem al dotyk alnej nie było dotąd. Niepokój objaw iający się neurozą, w r. 1917 widoczną dla lekarza wojskowego, niepokój, k tó ry tow arzyszył m u odtąd do końca życia, sta ra n n ie u k ry w a n y przed obserw atoram i, dla których K lem ensiew icz b y ł uosobieniem rów now agi i ostoją psychiczną. Ja k o nauczyciel pow inien by ł n ią być. Ja k o u tale n to w an y a k to r g rał tę rolę najzu p ełn iej przekonyw ająco. Myślę, że ujściem takiego niepo k oju m ogły być znane ciągłe podróże K lem ensa, z odczytam i, służbowe, dykto­ w ane nie tylko poczuciem obow iązku. „Co się człow iek nie naponiew ie- r a ! ” — m aw iał, kiedy w racając z jednej delegacji, przygotow yw ał się do drugiej. Dziwiono się, że n ie zrezygnow ał z tej poniew ierki, k tó rą roz­ począł w czasie w ojny, a skończył śm iercią. A m yślę, że nie m ógł z re ­ zygnować. W tym w ielka różnica m iędzy nim a Pigoniem , o k tóry m W yka pisze:

Istnieją ludzie niespokojni, w ędrowni, ciekawi coraz to różnych stron owej ziemi. Stanisław Pigoń reprezentuje inną naturę: był to c z ł o w i e k z a k o ­ r z e n i o n y 11.

K lem ensiew icz, g n an y nie z w łasnej woli w czasie w ojny lin ią fro n tu włoskiego: od T riestu, W iednia, L ublina pod Równe, jako o ficer s a n ita r­ n y — św iadek w szystkich ty c h okropności w ojennych, k tó ry ch m iejscem akcji są fro n t i szpital fro n to w y — w y sy łający z różnych m iejsc postoju n a znak pam ięci i życia ciągłe k a rtk i do ow dow iałej m atki, czasem zaw ie­ rają ce ty lk o podpis, d atę i pieczątkę cenzury, po skończeniu w o jn y w ła­

10 „Lejtnanci Egon Stein i Zeno K lem ensiew icz doprowadzili konie swego od­ działu, nadwerężone ciężką zimą, dużymi wysiłkam i, złą komunikacją i brakiem paszy, do wspaniałego stanu w stosunkowo krótkim czasie, zw alczyli też w zarodku zakradającą się zarazę parchów dzięki niewyczerpanej pielęgnacji i surowemu prze­ strzeganiu zaleceń weterynaryjnych [...].

Wyrażam obydwu oficerom za ich w zorową pracę w interesie uratowania koni i materiału taborowego pochwałę i uznanie komendy korpusu”.

11 W y k a , Stanisław Pigoń. Próba rekonstrukcji osobowości, s. 83.

(5)

ściw ie nie p o trafi już usiedzieć n a m iejscu. Za lata 1920— 1939 sporządził sobie w ykaz kursów dydaktycznych, dla nauczycieli, k tó ry dowodzi, że n ie było ro k u — ba, po ry roku! — bez k u rsu lub sem inarium . D roga w ie­ dzie przez Radom sk, P iotrków , N ow y Targ, Rygę, Lublin, K raków , P o­ znań, Lublin, W arszaw ę i znów K raków , Rygę, Toruń, Poznań, Lwów, znów Lwów, W ilno, K atow ice, Równe, K raków , Rygę, K atow ice, Białą, M ysłowice, Zakopane, K raków , Bielsko, Cieszyn. A przecież k u rsy n ie b y ły jedy n y m i m otyw am i podróżow ania. Po w ojnie, zw łaszcza w czasie kied y był działaczem zw iązkow ym ZNP, podróżow ał z odczytam i do róż­ n y c h m iast polskich, do W arszaw y ta k często, że zaistn iała konieczność u trzy m y w an ia w D om u N auczyciela stałego pokoju. B yw ał w W arszaw ie i trz y razy w tygodniu. Z kon feren cji w W arszaw ie leciał z odczytem do Szczecina, w racając zahaczał o Toruń, gdzie hab ilitow ał ucznia. W iem, że to dziś brzm i niem al ja k n o rm aln y try b życia uczonego zam ieszkałego poza W arszawą, ale przez o statn ie siedem la t życia K lem ensiew icz b y ł przecież p raw n ie em erytem !

Że tra p iły go nastro je, chan d ry , sm utk i ty po w e dla n e u ro ty k a , a n ie podejrzew ane u niego, dowodzą też listy do m atki, jakieś pojedyncze zdanie w korespondentce w o jen n ej:

30. 6. 1918. [...] Pogoda stale mi sprzyja, atoli bodaj deszcz nie pada. W ie­ czorem wybieram się do teatru. I znowu powtarzam, jakżebym Cię, Matko, pragnął m ieć przy sobie. Bóg znowu cierpienie zesłał na mnie, nie w iem do­ prawdy, dlaczego m nie los tak smaga, każdy człowiek ma sw oją bodaj m alutką radość, a m nie życie tylko złudzeniam i karmi.

U legania n astro jo m sm u tk u dow odzą listy ze S zw ajcarii z la t trz y ­ dziestych, do któ ry ch jeszcze wrócę.

Czego poza zobojętnieniem n a śm ierć i niepokojem przed życiem do­ ro b ił się n a w ojnie? Śm ierć ojca nie ty lk o zacieśniła zw iązek z m atką, zaw sze bardzo głęboko kochaną, ale też w zbudziła w nim in sty n k t opie­ kuńczy. O piekow ał się n ią aż do 1963 roku. D alszą konsekw en cją n arod zin tego in sty n k tu jest pew ien odruch, raczej p róbny i nieu d an y , p ra k ty - cyzm u. Syn chce zapew nić m atce jak ie tak ie b y to w anie w czasie w o jen ­ n ych tru d n ości aprow izacyjny ch :

5. 12. 1917. [...] Wczoraj w nocy w yjechał do Krakowa Nowakowski, który ma polecone oddać Mamie zakupione przez m nie grzyby. Jest ich 21 funtów rosyjskich, tzn. 8V2 kg. Zapłacę 210 К — rzeczoznawca twierdzi, że m ają wartość 500 K, licząc po 60 К za 1 kg. Prócz tego 10 paczek tytoniu po 3 K. Kwotę tę umorzę w 2 m iesiącach. Dr F. napisał już do swej matki, prosząc, by w każ­ dym kierunku aprowizacyjnym szła Mamie na rękę. Proszę zatem zgłosić się u niej, zapoznać z nią i powołać na F., a co będzie mogła uczynić, zrobi.

(6)

Z E N O N K L E M E N S I E W I C Z (1891—1969) 195 K orzystając z po b y tu w m iejscow ościach atrakcy jny ch, zw iedza za­ bytki, te a try , ogląda k rajo b raz y :

I 3. 12. 1917. [...] Wczoraj otrzymałem kartę z 29. Tu przeżywa się obecnie podniosłe chwile. Koniec zdaje się być coraz bliższy. Zdrowie dobre.

Lublin, 20. 4. 1918. [...] Wbrew zamiarowi m usiałem przedłużyć swój pobyt tutaj jeszcze na dzień dzisiejszy. Byłem w teatrze na Cyganerii w arszaw skiej oraz K r ó lo w e j kina. Stanowi to pewną rozrywkę. Jutro rano wyjeżdżam.

12. 8. 1918, Triest. [...] Krążą pogłoski, że około 20 b. m. nastąpi zwrot, w ątpię wszakże w ich prawdziwość ze względów na poważną ilość wypadków czer­ wonki i malarii, które srogo gospodarują na naszym odcinku.

Triest, 14. 9. 1918. [...] Równocześnie wysyłam list, jego dziwaczna nieco forma spowodowana zrozum iałym i względam i. Należę do armii Isonzo (Isonzo Armee) 12.

Triest, 15. 9. 1918. Droga Mamo! W ciągu dnia wczorajszego załatw iłem w iększość sprawunków. Wieczorem byłem nad morzem, by wyzyskać sposob­ ność widzenia go po zachodzie słońca, a później przy księżycu. Wrażenie bez­ sprzecznie silne! Dzisiaj wieczorem (725) wyjeżdżam , a na m iejscu będę oko­ ło 4-tej. Pogoda sprzyjała bez zarzutu. Upał mimo połowy września dokuczliwy, któremu w części zapobiega biały mundur.

Koniec w o jn y przynosi dem obilizację. Są dok um en ty zw alniające ze służby w ojskow ej. Ale Zeno zostaje w w ojsku polskim , jako Zenon. Opuszcza je 2 X I 1919 w sto p niu porucznika, żegnany niezw ykle serdecz­ nie, jak św iadczy te k s t rozkazu u trzy m an y w to n ie różnym od rozkazów dotyczących in n y ch ludzi i sp raw :

Rozkaz Dowództwa Szpitala, nr 302 z 2 XI 1919, punkt 4. Pożegnanie porucznika Z. Klem ensiewicza.

W dniu dzisiejszym opuścił por. K lem ensiew icz stanowisko dowódcy kom ­ panii sanitarnej, by powrócić do swego ukochanego zawodu, któremu całą duszą oddać się pragnie. Rok cały spędził on ną swym wojskow ym posterunku, a ja szczęśliwym się czuję, że danym mi było mieć go za swego współpracownika. Ciężkie to były czasy, w jakich tę wspólną pracę zaczęliśmy, a mimo to on nigdy nie upadł na duchu, lecz z hasłem „dla ukochanej Ojczyzny” szedł śm iało naprzód, przezwyciężając w szystkie przeszkody, będąc m i zawsze w iernym doradcą i dzielnym towarzyszem pracy około w spólnego dobra. I pomimo że sercem rw ał się gdzie indziej, gdzie czeka go w ielka odpowiedzialna praca, nie pierwej zapragnął powrócić do niej, aż dzieło rozpoczęte do pomyślnego wyniku doprowadził, aż w ychow ał sobie godnego następcę. — I dlatego, acz­ kolwiek trudno m i było rozstawać się z nim, to jednak przeświadczenie, że dzielni synowie Ojczyzny w yjdą spod jego ręki, przezwyciężyło w szelkie inne

12 Isonco — rzeka w pn. W łoszech wpradająca do Zatoki Triesteńskiej. Tworzyła w czasie pierwszej w ojny św iatowej linię tzw. Frontu Isonco. Wzdłuż tej lin ii sto­ czono 12 krwawych walk, w ostatniej, najkrwawszej z nich doszło do przełamania frontu włoskiego przez armię austriacką.

(7)

względy. Żegnam go z życzeniem, by na nowej drodze osiągnął ten cel, jaki sobie zakreślił, by w pokolenie tchnął tego ducha, jakim sam jest owiany. Szczęść Boże.

Dowódca Szpitala dr Krysakowski. major 1 k. m. p.

W śród różnych w artości tego doku m en tu w idzę w n im i św iadectw o m otyw ujące późniejszą, trw ają cą przez całe życie sy m p atię P ro feso ra dla środow iska lekarskiego. Poza polonistycznym b yło m u ono chyba zawsze najbliższe i odw zajem niało się podobnym i uczuciam i.

N a ty m uroczystym pożegnaniu nie skończyła się jed n a k służba w o j­ skowa. Przechow uje się, zaśw iadczenie z 28 V II 1920 głoszące, że „został w ciągnięty do listy popisow ych m iasta K rak ow a” . Z 2 X I 1921 pochodzi w yciąg z rozkazu D ow ództw a K orp u su K adetów o tym , „że por. K lem en­ siew icz zostaje zw olniony od dn. 5 bm. od w szelkiej służby w korpusie, sk u tk iem dem obilizacji” . Ale w śród ró żnych zachow anych legitym acji tk w i książeczka w ojskow a, w y staw io n a 21 X I 1921, ze stopniem k a p itan a rezerw y .

W m un d u rze przeżył około siedm iu lat.

Praca zawodowa, zajęcia dodatkowe, podróże, stypendium, kursy, odczyty

Po siedm iu latach w m u n d u rach — w raca do życia cyw ilnego. W arto przypom nieć opis kw alifikacji n a nauczyciela do G im nazjum im. Sobie­ skiego w K rakow ie, w k tó rym uczył dw adzieścia lat, aż do w y buchu d ru ­ giej w o jn y :

wysoka inteligencja, bardzo gruntowne i rozległe zawodowe w ykształcenie [...]. Obchodzenie się z uczniami: Bardzo dobry dydaktyk, kocha młodzież i jest nawzajem przez uczniów łubiany, jednak w potrzebie stanowczy.

Egzekutywa ścisła. Bardzo pilny, nadzwyczaj sumienny, w yniki pracy bardzo dobre — na godzinach rygor i porządek, zachowanie się: gorący patriota.

Powyższą kwalifikację zestawiam na podstawie w łasnych spostrzeżeń i opinii śp. dyrektora Schmidta, który dla K lem ensiewicza nie m iał dość słów pochwały i staw iał go mimo m łodego w ieku w rzędzie najwybitniejszych nauczycieli. 6 IX 1920

W pierw szych latach po w ojnie p raca dy d ak tyczn a pochłania K lem en­ siew icza n iem al bez reszty. Jeżeli bow iem rozdziela swój czas, to tylko m iędzy gim nazjum Sobieskiego i pracę społeczną w Zw iązku N auczyciel­ stw a Szkół W yższych. U czestniczy ta k czynnie w życiu i pracach ZNSW, że m ożna sądzić, iż w łaśnie tu ta j i te ra z zdobyw a ow ą podziw ianą um ie­ jętność, a potem sztukę prow adzenia i opanow yw ania zebrań. K iedyś

(8)

Z E N O N K L E M E N S I E W I C Z (1891— 1969) 197 przejm ie tę sam ą, lecz rozszerzoną ro lę działacza w ZNP, w Sekcji Szkół W yższych, k tó rą pod jego w pływ em przem ianow ano n a Sekcję N auki, aby dać w y raz dążen iu do ró w n o u p raw n ien ia w życiu Zw iązku trz e ch n u r ­ tów : społecznego, dydaktycznego i naukow ego.

Sam K lem ensiew icz o d k ry w a się jak o uczony dopiero w latach trz y ­ dziestych, po habilitacji. P ierw sza pozycja o tw ierająca szereg 500 p u b li­ kow anych pochodzi z ro k u 1922. C harak tery sty czn e, że dotyczy d y d ak ­ tyki. T eraz n areszcie w raca Zenon K lem ensiew icz do swego w łaściw ego pow ołania i jednocześnie te ra z dopiero z n a jd u je sw oją specjalizację. H ab i­ litu je się z d y d ak ty k i — języka polskiego, co w ted y jest pionierstw em . O trzym uje sty p endiu m w w ysokości 3000 zł. W yjeżdża w podróż sty p e n ­ dialną do k rajó w zachodnich: A ustrii, Szw ajcarii, F rancji, Belgii, Niemiec, oraz Czechosłowacji. Ma się przyjrzeć tam tejszem u szkolnictw u i n auce o języku ojczystym . Poloniści z n ają owoc tej podróży z cyklu arty k u łó w w „Języ ku P o lsk im ” 13. W A rchiw um z n a jd ą jed n ak ilu stracje ukazujące ją w now ym św ietle: od stro n y p ry w a tn e j. Nieobecność K lem ensiew icza w k ra ju trw a ła od g ru d n ia 1926 do czerw ca 1927. K orespondencja z ro ­ dziną (m atką, żoną, listy do córeczki) świadczą, że w b rew potocznym w y ­ obrażeniom p rzed w ojen n y sty p e n d y sta odbyw ał stu d ia zagraniczne raczej w sp a rta ń sk ic h w arunkach. U talentow any, świeżo habilito w any docent w iezie za g ranicę ze sobą koc, to znaczy, że będzie nocow ał w w aru nk ach, k tó re tego w ym agają. Sam zm yw a naczynia, to znaczy, że sam też p rzy ­ gotow uje pew ne posiłki, że oszczędza. Nie je s t to oszczędność z w yboru. Co sty p en d y sta przyw ozi z podróży? P an ie (m atka, żona; córeczka jest m alutka) proszą o drobiazgi („jeślibyś m ógł”): pończoszki jasne, cienkie, p erełk i („teraz m odne” ), „m aszynkę do strzy żen ia dam skiego k arczk u ” . M atka pisze w liście z 30 I 1927:

Teraz pew nie zaczniesz znów zm ywanie itp., będąc na miejscu, ale kto w ie, czy nie będzie jakich nieprzyjemności, gdyby tak podłoga się pochlapała, chyba swój koc ofiaruj na podłogę. Strasznie mi Cię żal, że tak musisz się kłopotać.

W sumie, w ynosi się z le k tu ry ty ch listów w rażenie, że podróż b y ła „poniew ierk ą” (tak m atka), a n ie rom an ty czną przygodą zachodnioeuro­ pejską. A to m oże m. in. ze względów subiektyw nych. P a n docent nie chce, nie um ie się baw ić.

Nieco św iatła n a jego stosunek do treści podróży zagranicznych rzuca list, któ rym po czterdziestu latach obd arza sw oją uczennicę:

13 Zob. cykl Nauka gramatyki ję zyk a ojczystego. „Język Polski” 1927—1929. A także: Jak uczą gram atyki ję zyka ojczystego za granicą? „Muzeum” 1928.

(9)

Przede w szystkim śledź bibliografię rzeczy nas obchodzących, czytaj m ałe artykuły, bo w dziełach byś ugrzęzła, obserwuj, czego nam braknie i czym może górujemy. — Poza nauką zwiedź koniecznie muzea, korzystaj z k on ­ certów, odżyw się tym, co dobre europejskie, ze starą, zachodnią, odwieczną bezpośrednio rzymską kulturą związane. Idzie o to, żebyś się poczuła Europejką; taką sam owiedzą można potem żyć trochę czasu nawet w pustelni.

Ciekawe, że po podróżniczych dośw iadczeniach w ojenn ych jako czło­ w iek całkiem dojrzały okazuje się ta k przyw iązany do k raju , jak o syn, mąż, ojciec — do rodziny, że cierp i pow ażnie n a nostalgię. Może tęsknotę, potęguje to, że kocha w szystkie trz y „kobiety” , któ re zostaw ia w dom u, i sam jest przez nie ubóstw iany. J e s t osobą n ajw ażn iejszą w śród nich. W czasie jego nieobecności nie płaci się ab on am en tu za radio, choć „bez ra d ia bardzo sm u tn o ”, ale „koszt 21 zł tro chę za duży” . J e s t n ajw y ższym au to ry tetem , ale i cierpliw y m po w iernikiem P ań. Z aw ierzają m u sw oje kłopoty n a w e t n a odległość, n a w e t w bardzo pow ażnych i w drobnych, bardzo kobiecych sp raw ach m ody u .

A podróżnik pisze do żony, m atki, córeczki: 29 XII 1926, po południu, Neusiedl am See. [...]

Bardzo to m ożliwe, że na to zniechęcenie w pływ a ogólny stan moich ner­ wów. Co ta dużo pisać? Wiecie, co się ze mną i w e m nie dzieje. Podniecenie podróżne i ten „szubieniczny humor” z konieczności mija, a zostaje przygniata­ jące poczucie, że Wy tak daleko, że ja tak samotny, i to na długie m iesiące. Zaczyna m nie trawić tęsknota i radę na nią znajduję dopiero w pracy, już na miejscu, w Genewie. Dlatego też rad bym już uciekać, ale nie w ypada [...].

Proszę. O to i m am y w yznanie dosłowne, dlaczego zaw sze szukał n a r ­ k o ty k u p racy i podróży m im o ciężaru, k tó ry m dla niego b y ły : „podnie­ cenie podróżne” i „h u m o r szubieniczny” . Ale podróżą najlep szą jest podróż w granicach k raju . Poza Polską odczuw a nostalgię. Dowodzi tego i ko­ respondencja ze Szw ajcarii z lat 1926— 1927, i p am iętn ik z późniejszego p ob y tu w S zw ajcarii w 1966 roku. K lem ensiew icz m usi podróżow ać, ale n a krótko, żeby pełen tęsk n o ty w racał, ale znów n a k ró tko i znów do przygotow ań do n astęp n ej podróży. N ajlepsze są jed n ak podróże z odczy­ tam i. Tu w yżyw a się ta le n t ak to rsk i i a u to rsk i zarazem . N ajsilniejsze to nam iętności K lem ensa. W yjazd z odczytem jest podw ójną d aw k ą n a rk o ­ ty k u : podniecenie podróżne w zm ocnione podnieceniem przed w y stęp em ; sam ow olna zm ian a to k u życia; tre m a i jej przezw yciężenie; zapew n ion y w b re w trem ie — n ie w ie się o ty m i zarazem w ie — sukces. Rozdarcie m iędzy niepew nością i p rag n ien iem sukcesu. K lem ensiew icz by ł ta k znan y

14 Np. kiedy matka daje kostium do szycia („stary już leciał ze m nie”) dobremu krawcowi, żali się z domieszką kokieteryjnej dumy: „wyobraź sobie, jak zdarł ze mnie, w ziął 90 zł za całkiem pojedynczy kostium ”.

(10)

Z E N O N K L E M E N S I E W I C Z (1891— 1969) 199 jako w y b o rn y m ówca, że tw ierd zen ie o jego tre m ie może wzbudzić sprze­ ciw. Tw ierdzę jed n a k i n a podstaw ie jego w yznań, i n a podstaw ie obser­ w acji, że m iał tre m ę zawsze. P rzed każdym w ystępem . Tyle że ją opano­ w yw ał i n ad aw ał jej postać, w której się tre m y nie dom yślano. T aką po­ stacią tre m y była, uw ażam , np. n iesp o ty k an a punktualność i gniew przed w ystępem skierow any przeciw n iep un k tu aln o ści organizatorów , słuchaczy, niedoskonałości u rządzeń pom ocniczych itp. Choćby dlatego, że sam b y ł sobie n a d e r k ry ty czn y m sędzią, odczuw ał tre m ę przed sobą samym . Jego obow iązkiem było w ypaść w spaniale.

W m iarę u p ływ u czasu życie osobiste K lem ensiew icza schodzi w y raź­ nie na dalszy plan, w tap iając się w życie publiczne. K iedy pobyt za g ra­ nicą zbliża się do końca, m atk a chce określić d atę p o w ro tu n astęp u jący m arg u m en tem :

Marylka wspom inała mi, że przyjeżdżasz około 27, chciałabym jednak bardzo, ażebyś przecież przyspieszył swój powrót na 23 VI, bo, jak zapewne wiesz, 24 i 25 maja mają być u nas w ielkie uroczystości z powodu sprowadze­ nia zwłok Słowackiego. Warto w idzieć może.

W raz z ty m pow rotem n iem al u ry w a się, w ą te k biografii osobistej. Z astęp u ją ją zn ane w ątk i działalności dydaktycznej, naukow ej, o rgani­ zacyjnej, społecznej.

Druga wojna światowa

W śród pam iątek z r. 1939 po jaw ia się now a książeczka w ojskow a i potem k a rta dem obilizacyjna. Pisze i m ówi się 15 pod w pływ em źródeł pisanych, że w 1939 r. K lem ensiew icz znów w dział m u n d u r i w alczył z wrogiem . Nie je st to ścisłe. Rzeczywiście w dział m un du r, bo trz y m ał go w dom u — w praw dzie d o tarł do Lwowa, zgodnie z przydziałem , ale nie zdążył w śród w rześniow ego zam ieszania znaleźć swojego dyw izjonu. Opo­ w iad ał o ty m z żalem k ilk a k ro tn ie, a słuchacze dziękow ali w m yślach losowi, że ta k spraw ę ułożył. Pożyteczniejszą form ą jego w alki było ta jn e nauczanie w latach okupacji, a le n ie ty lk o ono. Czas tajn eg o nauczania to rów nież czas n au czan ia w szkole handlow ej, gdzie pod płaszczykiem n a u k i o reklam ie — w idać to w y raźn ie z n o ta te k przygotow ujących lekcje — trw a n au k a o języku i lite ra tu rz e polskiej.

Sądzę, że w ted y w łaśnie sprecyzow ała się ostatecznie jeszcze jed n a cecha, k tórą trz e b a zaliczyć do w yniesionych z w ojny i w ojska. K lem ens

(11)

był strategiem i po trosze p arty zantem . M iał takie sw oje różne chw yty, k tóre dowodziły, że w cyw ilu i w czasie pokoju m yśli i działa m etodam i strategicznym i. Spójrzm y n a dw a przykłady. Mawiał, że p rag nąłb y rozpo­ rządzać stu ludźm i w Polsce, któ rzy by byli zawsze gotowi n a dźw ięk tele ­ fonicznego w ezw ania spełniać jego pom ysły i rozkazy. T w ierdził, że w te­ dy m ógłby rzeczyw iście być działaczem społecznym w pełnym w ym iarze sw oich chęci.

D rugi przykład to zwyczaj u m aw ian ia się n a trasie. P oniew aż nigdy nie byłam w w ojsku, kosztow ało m nie to nieraz nieco nerw ów . P rofesor um aw iał się telefonicznie, przed w yjściem z domu, że w określonym przez siebie punkcie m iasta (dla m nie ty m m iastem był K raków ) odda, odbierze lub podpisze jakiś d o kum ent w ym ag ający szybkiego załatw ien ia. Te m i­ nutow e spotkania odbyw ały się np. n a P la n ta c h krakow skich, przed Col­ legium Novum, przy ujściu Szew skiej do P lan t, n a Straszew skiego, w R ynku. Nie chcąc go rozgniew ać ani niepokoić — czekałam zawsze o w iele wcześniej, niż było um ówione, obserw ując z drżeniem jednocze­ śnie całe skrzyżow ania ulic i dróg. Dla m nie, cyw ila, Szew ska to stro n a lew a i praw a, a jej ujście do P la n t to osiem p unktów przecinan ia się pro ­ stych. M iejsca tak ich spotk ań zaw sze dobierał ru ch liw e i ludne. Chociaż m iał okazałą postać, m ożna ją było w tłum ie zgubić, poniew aż chodził szybko i energicznie. Niemożliwe, żeby stał czekając — den erw ow ał się strem ow an y „cyw il” .

Czas utajonej w alki i p racy to także twórczość n au ko w a K lem ensiew i­ cza. W latach okupacji porzuca on nieprzypadkow o zag adn ienia „czystego” językoznaw stw a. Z ostaw ia za sobą prob lem aty k ę w ielkiej syntezy opiso­ w ej, k tó rą była ukończona w 1937 r. pierw sza S kładnia opisowa w spół­

czesnej po lszczyzn y ku lturalnej. K lem ensiew icz w kracza do tej dziedziny

językoznaw stw a, k tó ra się n ajciaśniej sp lata z życiem i trw an ie m narodu. Pisze h isto rię języka polskiego. Ale rów nocześnie z nim , choć niezależnie od niego, pracuje n ad n ią także inn y w y b itn y uczony: Tadeusz L ehr- -Spław iński. Lehrow i u d a je się opublikow ać w ojenne dzieło J ę z y k pol­

sk i — pochodzenie, pow stanie i rozw ój — w krótce po odzyskaniu n ie ­

podległości. Fakt, że książka pow stała w całości w czasie drugiej w ojny św iatow ej, że „pisana była n a wsi, w W yszm ontow ie (w powiecie opa­ tow skim ), gdzie a u to r nie rozporządzał żadną biblio teką fachow ą” , sp ra ­ wił, że przeznaczył ją dla „przeciętnie w ykształconego ogółu, a nie dla językoznaw ców i uczonych” . K lem ensiew icz w strzy m u je się w obec tego z publikacją swojej h isto rii języka, ab y jej n adać form ę i treść w y m a­ ganą przez stan i p o trzeb y współczesnej nauki. P u b lik u je tom 1 w r . 1961, a tom 2 w 1Ö65. Szkice tom u 3 posłużyły jego spadkobierczyni, córce, jako podstaw a do ukończenia całości. Tom 3 ukazał się w 1972 roku.

(12)

Z E N O N K L E M E N S I E W I C Z (1891— 1969) 201 Praca zawodowa po drugiej wojnie światowej: UJ i twórczość naukowa,

smak literacki

O p racy zaw odow ej po drugiej w ojnie, a p rofesorstw ie n a U J, o d z ie ­ łach nauk o w y ch z tego o k resu wie się, stosunkow o dużo. Zwłaszcza w ko­ łach specjalistycznych. N ie chcę pow tarzać rzeczy ogólnie znanych. Do­ dam d o n ich ty lk o dw ie obserw acje w yniesione z le k tu ry m ateriałó w archiw alnych. Je d n a je s t faktycznym potw ierdzeniem m itu o system a­ tyczności K lem ensiew icza, przejaw ionej także w grom adzeniu n o ta te k z w ynikam i egzam inów , n ie m ówiąc już o tece recenzji prac dok torsk ich i h ab ilitacy jn ych . Zapiski n o t egzam inacyjnych prow adził n a bieżąco i sk ru p u la tn ie — dochow ały się w szystkie. K to n a p rzestrzen i lat 1921— 1939, kied y K lem ensiew icz uczył w gim nazjum Sobieskiego w K rakow ie, k to w czasie okupacji w w ojennej szkole handlow ej, k to n a pow ojennym U J — uczył się, studiow ał i zdaw ał choć raz egzam in u niego, może być pew ny, że fak t te n w raz z n o tą m a sw oje odbicie w A rchiw um . Szczególnie ciekaw e są n o tatk i z lat 1941— 1944, p y ta n ia m a tu ra ln e (podzielone n a zw ykłe, „łatw iejsze” i „zapasow e”) z czasów przed w ojenn ych z nazw isk am i osób, k tó ry m je przeznaczono, i n o ty z egzam inów u n iw ersy teck ich składane przez ta k ie w ielkości poloni­ styczne ja k L udw ik Flaszen, M ieczysław K araś, A ndrzej Kijow ski, T a­ deusz K onw icki, A ndrzej Lam , W ilhelm Mach, W łodzim ierz Maciąg.

D ruga obserw acja m ów i o zainteresow aniach i gustach literackich . Obok bow iem składni in tereso w ał K lem ensiew icza język a rty sty c z n y . A poniew aż w y zn aw ał przekonanie, iż do analizy n ad aje się ty lk o pisarz, którego a u to r zam ierzonej analizy kocha, a p rzy najm niej lubi — z obecności w m ate ria ła c h w arsztatow ych, z luźnych uw ag i w ypisków pew nych pisarzy m ożna w iele w nosić o niezn an ych cechach sm aku K le­ m ensiew icza. Z la t 1946— 1949 pochodzą luźne n o ta tk i i c y ta ty z K a d en a- -B androw skiego, w yty czn e i szkic ch a ra k te ry sty k i języka J a n a W iktora, c h a ra k te ry sty k a szkicow a składni Brezy, Żukrow skiego, W ażyka (z 30 IV 1947), A ndrzejew skiego (na podstaw ie Ładu serca, z w nioskiem : „składnia n ieciek aw a”); z n a jd u ję tam nazw isko Iw aszkiewicza, B orow ­ skiego z jed n y m zd aniem o składni Pożegnania z Marią, próbki p e n e tra ­ cji Zazdrości i m e d y c y n y (z w nioskiem n eg aty w n y m : „nie w nosi n ic now ego do zag ad n ien ia”), w y p isk i z J a lu K urka, H aliny G órskiej, A nieli G ruszeckiej, B oguszew skiej, G om brow icza (z F erdyd urke w ynotow ał K lem ensiew icz nie przykłady, lecz lokalizacje stru k tu r, k tóre uw ażał za ch arak terysty czne), uw agi o G oetlu, H ulce-Laskow skim , M eissnerze, Berencie, K uncew iczow ej, Zegadłow iczu (którego rzeczyw iście zanalizo ­ w ał dw ukrotnie). D ziw niejsze jeszcze niż sam zestaw nazw isk je st to, że nie dokonał zam ierzonych opisów. To b ardzo nie w sty lu K lem ensa.

(13)

Robił w rażenie człow ieka, k tó ry spełniał to, co sobie założył. Sądzić m ożna b y było, że nieukończenie to m u 3 H istorii języ k a , p rze rw a n e t r a ­ gedią lotniczą, było jed y n y m w yjątkiem .

N iezrealizow anie ro zp raw o języku arty sty czn y m łub iany ch pisarzy uw ażam za dowód, że pracę tę trak to w ałb y by ł po trosze jako ro zry w k ę i w ypoczynek. W życiu K lem ensa i w m ateriałach pozostaw ionych po n im są dowody, że nie w szystko, co pisał, pisał z im pulsu w ew n ętrznej po trze­ by. Część pracy pow stała n a zam ów ienie. Nie znaczy to, żeby się do ty c h prac z m niejszą starannością i troskliw ością nachylał. Przeciw nie. W łaśnie owe prace zam ów ione, jak podręczniki, jak re fe ra ty okolicznościowe, ja k a rty k u ły i pogadanki, tra k to w a ł może najgoręcej. T ru d n o pow iedzieć „najpow ażniej” . M ówiło się ju ż tu o tym , że w szystko, co robił, tra k to w a ł poważnie, i że te n i ów dziw ił się tak iej powadze. Bo n ie leży ona w ogól­ n ym przekonaniu o n a tu rz e Polaka. A że z rac ji in n ych zalet K lem ens b y ł uosobieniem Polaka, n ie um ian o pogodzić ty ch niby-sprzeczności w jego obrazie.

Formy wypoczynku i troska o własne zdrowie

J a k większość uczonych — n ie odróżniał P ro feso r w ypoczynku od sta n u zaangażow ania zawodowego. M yślę o sto su n k u do opracow yw a­ nego tem atu . Lubił m orze i góry, z gór n ajbliższa b y ła m u K rynica. S ta ra ł się co ro k spędzić tam część lata, ale nie w yjeżdżał bez zam ierzo­ nego zad an ia i n ie w racał bez w y konania go. W zruszająca je s t lista rze ­ czy, k tóre oprócz m ateriałó w do pracy zab iera w podróż (chyba do K ry ­ nicy) n a w akacje. M atka rozpaczała w r. 1926, że sam się w S zw ajcarii „obszyw a” . A on po czterd ziestu latach um ieszcza sobie w w ykazie przy- bo ry do szycia n a pierw szym m iejscu:

Przybory do szycia 6 chusteczek do nosa okulary od słońca okulary rezerwowe m ajteczki kąpielowe krawatki szelki pasek mydło kubek przybory do golenia i toaletowe koszule nocne w ieszaki długopisy 1 rękawiczki U b r a n i a jasne spodnie

czerwona marynarka w podróż ubranie ciem ne (do kufra) (marynarka żółta ciepła) sweter: nowy granatowy

stary popielaty O b u w i e

para żółtych starych w podróż para czarnych nowych B i e l i z n a

koszule żółte, białe 2 pary m ajtek

skarpetki żółte, popielate narzutka gabardynowa deszczowiec

(14)

Z E N O N K L E M E N S I E W I C Z (1891—1969) 203

1 ręcznik do w łosów składany parasol

2 ręczniki 1 beret + 1 biała czapeczka 1 piżama

jasieczek pantofle

To ch y b a też w łaściw ość z w ojska w yniesiona i w w ielu podróżach spraw d zon a: um ieć być gotow ym do drogi bez niczyjej pom ocy i rad . Stw orzyć schem at gotowości. N ie lubił, m ało rzeczy ta k nie lu b ił ja k chorow ania i łóżka. Dla ilu stra c ji przytoczę c y ta t z korespondencji:

Kraków, 8 sierpnia 1968 [...] Poprzestaję na kartce, bo nie bardzo m nie stać na szerszą korespon­ dencję. Chorobą jestem ogromnie udręczony, i to przede wszystkim dlatego, że niw eczy m oje ruchliw e i czynne życie. Bo od strony fizycznej ognisko było niew ielkie, szybko uległo likw idacji; gnębią mnie stany podgorączkowe i przy­ mus leżenia. Moja sprawność um ysłowa jest o tyle upośledzona, że nie chce m i się myśleć.

— a m im o to, ja k gdyby to było zrozum iałe i n a tu ra ln e , zapew nia: Rozprawę przeczytałem, w łaśn ie pisałem recenzję, aby przed w yjazdem do Pragi była gotowa. [...].

R ecenzja pow stała, ale n a Zjazd Slaw istów do P ra g i nie mógł z po­ w odu zd row ia pojechać.

N apraw d ę nieszczęśliw y był, kied y przyszło się, rozchorow ać obłożnie, a ju ż tra g e d ię n a jc z a rn ie jsz ą stan o w ił p o b y t w szpitalu. Im dalej szedł w lata, tym , m yślę, b ardziej się tego lękał, że może się kiedyś stać n ie ­ w olnikiem choroby i lekarzy. Za cenę w ysoką odsunął los od niego to zło. Z lekarzam i, w śród k tó ry c h m iał w ielu przyjaciół, ro zstał się ja k z przyjaciółm i. Jeszcze nie b y ł w ich niew oli. Jeszcze szastał ro zrz u tn ie w łasnym zdrow iem , gorsząc n ajb liższy ch tą lekkom yślnością.

L ubił kon kretn e, p raw dziw e i m ęskie jedzonko, kieliszek w iśniów ki; szczerą przyjem ność sp raw iał m u corocznie w idok kilkudziesięciu p rzy ­ jaciół, a n iera z m oże i stu gości im ieninow ych, k tórzy zbierali się n a za­ sadzie m ilczącej zm ow y w d zień 22 g rudnia. T aka istn iała tra d y c ja , odkąd pam iętam . Że t a fo rm a życia tow arzyskiego i rozryw ki b y ła m u m iła, w iem dodatkow o z n iezw y k ły ch list gości im ieninow ych, k tó re z n a ­ lazłam w A rchiw um . P rzeciętn ie lista zaw iera 50 „pozycji” . Obecność w w ykazie je st w y razem w dzięczności gospodarza za w izytę i pam ięć. P rzem aw ia za ty m m aleńka k arteczk a, n a któ rej rozgoryczony i św ia­ dom y swej skłonności do zap o m in an ia i w ybaczania uraz, a b y n ie za­ pom nieć, zapisał: „P ro m e m o ria : [...]owie w ogóle n ie przysłali życzeń, [...] — choinka w ielka, [...] — ch o in ka m ała, [...jostwo — w ino” .

(15)

Żal, że nie m a w A rchiw um spisu p o tra w i n ap ojó w podaw anych n a ty c h przyjęciach ze staropolską gościnnością, n a w e t po przejściu soleni­ z a n ta n a em ery tu rę.

Podróż do Szwajcarii

Z ro k u 1966 pochodzi krótki, bo liczący 29 stron , pam iętniczek

W Szw ajcarii, dotyczący pobytu w o kresie 27 V II— 15 V III 1966. P a ­

m iętn ik w sty lu i n a stro ju jest, literacko biorąc, idealnym odpow iedni­ kiem p am iętn ik a z w ycieczki do K rościenka w 1905 rok u. T am ten o tw ie­ ra życie. Tam m łody chłopiec, zam ieszkały w N ow ym Sączu, pisze z ulgą o „ucieczce z m ia sta ” (!) do n a tu ry . T u każda stro n a p rzesiąk nięta p o ­ dziw em dla postępu techniki, zm ieszanym ze sceptycyzm em . W rażenia z R ap ersw ilu budzą w nim p o lo n istę-h isto ryk a : „P ierw szy raz dow ie­ działem się o nim jako 6-letni chłopczyk, w 30 lat po pow staniu 1863” . Jed n eg o tylk o d n ia w pada au to r w to n osobisty: „9 V III — Dzień zaczął się od bolesnych w spom nień, 9 sierp n ia to były im ieniny m atk i” . A le p am iętn ik kończy się, ja k n a uczonego przystało, podsum ow aniem :

Uwagi ogólne: Czego m nie ta podróż nauczyła: 1. Poznałem postęp techniczny i istotę dzisiejszej produkcji: automatyzację i taśm owy podział pracy; 2. Podziw wzbudza człowiek jako konstruktor maszyny, która z nieprawdopodobną dokład­ nością wykonuje zlecone sobie prace. A le najgłębsze współczucie wzbudza tenże człowiek, który staje się jednym ze składników maszyny.

N astęp u ją reflek sje o dehum anizacji, o koniecznym pośpiechu, o zm ęczeniu pracą, o w ysokiej cenie, k tó rą o k u p u je się, do brob yt (9 go­ dzin pracy!). „7. Czy S zw ajcaria je st z w a rty m blokiem ludnościow o- -p ań stw o w y m ?” — „N ie” — odpow iada sobie językoznaw ca z ulgą. Od­ pow iedź tw ierdząca przeczyłaby tezie o in teg ru jącej ro li języka. U w agą n a te n te m a t zam yka się p am iętn ik a część podsum ow ująca. Ale w ła­ ściwy, dodatkow y koniec p am iętn ik a je st inny, znów osobisty:

Z w ielkim niepokojem w yczekuję w kolejce wolno się posuwającej na kon­ trolę paszportową i celną; przecież 17.10 mam już zam ówiony samolot do Kra­ kowa. Udało się w szystko w porę załatwić, z nieopisanym uczuciem radosnej ulgi usiadam na swoim m iejscu „przy ogonie” poczciwego Iłu, który ma m nie zaw ieźć do upragnionego przez tyle tygodni miasta mojej doli-niedoli. I tu je ­ szcze jeden zawód: okazało się — na szczęście w porę — że samolot niesprawny w skutek jakiegoś błędu w motorze prawym. A w ięc z pasa startowego powrót na płytę w ejściową; oczekiwanie na inny samolot; koło 18.00, z opóźnieniem go­ dzinnym, pomyślny odlot. A po godzinie — koło 19 — przylot, lądowanie w K ra­ kowie. Koniec przygody szwajcarskiej.

Podsum ow ania tej garści faktów dodaw ać nie w ypada. Ich układ je s t n a d e r niedoskonały, zestaw zb y t niekom pletny, choć niep rzy pad k o­

(16)

Z E N O N K L E M E N S I E W I C Z (1891— 1969) 20Г) w y. D obieram je w A rchiw um PA N i z w łasnej pam ięci tak, aby zilu­ stro w ały kilk a cech n iezn an y ch lub m ało zn an ych u tej znanej postaci. T aką cechą, czy w iązką cech, jest od najw cześniejszych la t szkolnych tow arzysząca intelig en cji i zdolności pracow itość, dyscyplina, poczucie odpow iedzialności i aku ratn o ści ta k silne, że uw ikłało i zam knęło tę oso­ bowość, jej w rażliw ość, w s ie ć 16. W idzę tę siatkę dyscypliny w sty lu szkolnego p a m iętn ik a z K rościenka, w listach pry w atn y ch :

byłem w Puławach odległych stąd o godzinę jazdy koleją. Zwiedziłem tam tejszy pałac i park Czartoryskich, czemu byłem rad, ponieważ Puławy doniosłą ode­ grały rolę w dziejach kultury polskiej u schyłku XVIII i pocz. X IX wieku.

W yczuw a się, tę sieć w sty lu pam iętn ik a z Szw ajcarii. To je st ton, którego go uczono, k tó ry m uczył się m ówić do uczniów, to jest styl, któ rym pisał Za rys składni. Nie w yzw olił się z tego języka, bo sam b y ł zbyt konsek w entn y , także stylistycznie. G nany w ew nętrzny m n iepoko­ jem w ciągłych podróżach służbow ych lub z odczytam i po Polsce, roz­ d a rty m iędzy przygotow yw aniem zam ów ionego odczytu, term in em ko n­ ferencji a poczuciem obow iązku ukończenia jednej ze sw ych w ielkich sy ntez — m u siał grać przed n am i spokój m onolitu, siłę, odporność w obec nastrojó w , norm alność, może n a w e t oschłość. G rał ta k dobrze, że w koń­ cu sam uw ierzy ł w siebie jak o postać stw orzoną przez siebie. M aw iał: „jestem złym ojcem dla sw oich prac. Nie in te resu ję się n im i” , „nie m am uczniów ” , „jestem sam otn y ” . N ie b yła to praw da. W ystarczy podejrzeć go w „g ard ero b ie”, k tó rą je s t jego archiw um . Nie był czułostkow y, ale głęboko uczuciowy, w ie m y . P o k azu je to stosunek do m atki, niedom aga­ nie po śm ierci ojca, stosunek do uczniów, do zw ierząt, do k raju , g u sta literackie, um iłow anie W yspiańskiego i Słow ackiego ponad w szystkich pisarzy, fascynacja Zegadłow iczem i pow ro ty d o niego. B ył silny, ale d rżał przed złym n astro jem . B ał się jesieni, b ał się sm u tk u m etafizycz­

16 „Cechy podobne, doprowadzone aż do skrajności i świadom ie rozwijane, obser­ w ow ać można było u Borowego. W ydaje mi się, że była to postawa świadomie k ształ­ towana w przekonaniu, że należy pracować nad uformowaniem nowego typu Polaka, wolnego od przywar poprzednich pokoleń napiętnowanych niew olą i nawykam i szlacheckimi. W łasna państwowość staw iała w rozumieniu tych ludzi zadanie reha­ bilitacji i spopularyzowania lekceważonych dotąd cnót obywatelskich i urzeczyw ist­ niania ich w potocznych zachowaniach społecznych” — pisze do m nie w liście po przeczytaniu niniejszego szkicu doc. Zofia S t e f a n o w s k a . Przyjm uję jej uwagę z wdzięcznością, choć nie mogę zm ieścić całej postaci K lem ensiewicza w ramach tej refleksji. To prawda, że narzucił sobie pew ien garnitur cech, który harm onizował z jednym i dyspozycjami wrodzonymi, ale też prawda, że inne spętał. N aw et to prawda, że taki układ zniechęcał do niego tych, którzy postanow ili łatwo przejść przez życie, ale niestety też tych, którzy nie znaleźli m ożliwości dotarcia do K lem en­ siew icza, szczelnie ukrytego poza tym i cechami.

Cytaty

Powiązane dokumenty

Wiadomo, są takie fundacje, które zajmują się dziećmi chorymi na raka, ale co z tymi, którzy nie mogli na przykład wybrać sobie rodziny, w której przyszło im się

Dla zweryfikowania swojej teorii fizyk może odwoływać się do danych obserwacyjnych, natomiast miernikiem wartości poglądów filozofa jest jego życie 1.. Byłoby dużym

To dla nich niezwykle wyjątkowy czas i nawet w najbiedniejszych regionach Afrykańczycy starają się oszczędzać przez kilka miesięcy, by 25 i 26 grudnia poczuć

– Te inwestycje są o tyle trudne, że gdy dotknie się tego, co widać, czyli torowisk, trzeba dotknąć również tego, czego nie widać, czyli infrastruktury kanalizacyj- nej,

(Problemy do dyskusji stawia nauczyciel, to on kieruje dyskusją, pilnuje, aby zacho- wana była kultura dyskusji – uczniowie nie przerywają sobie, odnoszą się do merytorycznej

Napisał też o swej ostatniej nadziei: „Może śmiercią swą przyczynię się do wyrwania z obojętności tych, którzy mogą i powinni działać, by teraz jeszcze, w ostatniej

Szczególnie dziękuję władzom Instytutu Stu- diów  Międzynarodowych oraz Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego.. Za inspirację i nieodzowną pomoc

13 września 2012 roku zmarł w wieku 83 lat profesor Griffith Edwards, założy- ciel National Addiction Centre – jednego z najlepszych na świecie ośrodków badań nad