• Nie Znaleziono Wyników

Religia Kochanowskiego a polska kultura renesansowa

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "Religia Kochanowskiego a polska kultura renesansowa"

Copied!
21
0
0

Pełen tekst

(1)

Wiktor Weintraub

Religia Kochanowskiego a polska

kultura renesansowa

Pamiętnik Literacki : czasopismo kwartalne poświęcone historii i krytyce literatury polskiej 65/1, 3-22

(2)

I.

R O Z P R A W Y

I

A R T Y K U Ł Y

P a m i ę t n i k L i t e r a c k i L X V , 1974, z. 1

WIKTOR WEINTRAUB

R E LIG IA K O CH AN OW SKIEG O A PO L SK A KU LTU RA RENESANSOW A

Nie jest zadaniem tego szkicu w y cieniow ana i w szechstronna c h a ra k te ­ ry sty k a po staw y relig ijn ej K ochanow skiego, co dopiero — analiza źródeł tej postaw y. C ele jego są dużo skrom niejsze. Ma on zw rócić uw agę na jaskraw ię h e te ro d o k sy jn y c h a ra k te r religijności K ochanow skiego, dale­ kiej od stanow iska tak katolików jak i p ro testan tó w . I m a też rozw ażyć, co nam m ówi o atm osferze k u ltu ra ln e j P olski czasów Z y g m u n ta A u g u sta i B atorego recep cja K ochanow skiego, e n tu zjasty czn a pom im o tej jego h eterodoksji. Na to jednak, aby recepcję ową w łaściw ie ocenić, trz e b a rów nież bliżej zająć się o ryg in aln ą i su b te ln ą strateg ią, ja k ą poeta zasto­ sował, ilekroć przyszło m u mówić o sp raw ach relig ijn y ch , a zwłaszcza w yznaniow ych. Bez o rien tacji w tej stra te g ii an i nie o dczytam y p o p raw ­ nie jego postaw y relig ijn ej, ani też nie ocenim y w łaściw ie jego poezji.

S praw a h eterodoksyjności poglądów relig ijn y ch K ochanow skiego po­ ru szan a już była w lite ra tu rz e nau k ow ej. N ajszczegółow iej m ów i o niej fran cu sk a książka L an g lade’a *. Sw oistą stra te g ią poety nie zajął się, o ile m i w iadom o, nikt. A jest ona ty m ciekaw sza, że rzu ca snop św iatła n a człow ieka i je st nieo bojętn a dla oceny a rty z m u jego poezji. D latego w y ­ padło na niej przede w szystkim skupić uwagę.

K ochanow skiem u przyszło tw orzyć w o k resie w ielkiego fe rm e n tu r e ­ ligijnego, bo najw iększego nasilenia się polskiego ru c h u reform acyjnego. N a tu ra ln e więc będzie pytanie, jak usto su n k ow ał się do tego ferm en tu . W k tó ry m obozie go um ieścić?

M ożem y sta ra ć się odpow iedzieć n a to p y tan ie , biorąc za p u n k t w y j­ ścia te, n ie ste ty skąpe, d ane biograficzne, jak im i dysponujem y. Odpo­ wiedź, jak ą otrzym am y, będzie w zględnie p ro sta i raczej b analna: w m ło­ dy ch la ta c h należał do obozu refo rm y relig ijn ej, potem zaś, w k ró tce po pow rocie z w ojażów zagranicznych, zad ek laro w ał się jako k ato lik i u sto ­

1 J. L a n g l a d e , Jean Kochanowski. L’H om m e, le penseur, le poète lyriqu e. Paris 1932, s. 121—180.

(3)

sunkow ał do refo rm acji m ocno kryty czn ie. Na ty m stan ow isku , ja k się zdaje, pozostał już do zgonu. Nie m am y żad ny ch d an y ch , k tó re b y po­ zw alały tw ierdzić, iż uległo ono zm ianie w późniejszych lata ch jego życia. O przynależności m łodego K ochanow skiego do obozu re fo rm y św ia d ­ czą dw a jego p o b y ty — w r. 1552 i w lata ch 1555— 1556 — w K rólew cu, a więc w n ajżyw szym o śro d k u p ro p ag an dy refo rm a c y jn e j na Polskę, s tu ­ dia w królew ieckiej A lb e rty n ie i stypendium , jak ie o trzy m y w ał od k się ­ cia A lbrechta, p a tro n a polskich p ro te sta n tó w 2. L iterack im św iadectw em tych protestanck ich sy m p atii p o ety je s t elegia I 10 z ręk o p isu Osm ól- skiego, pow stała najw cześniej w ro k u 1556 3. P rzy n o si ona k ry ty k ę k le ru katolickiego, ostrą zw łaszcza w p o tęp ien iu P aw ła IV. W ystąpienia p rz e ­ ciwko k lero w i i k u rii rzym skiej w latach pięćdziesiątych nie m usiały ko­ niecznie św iadczyć o przynależności do obozu p rotestanckiego. A le elegia Kochanow skiego je st szczególnie gw ałtow na. W całej tw órczości poety nie znaleźć poza pieśnią o spustoszeniu Podola przez T ataró w (II 5) utw o ­ ru rów nie nam iętnego, rów nie m ocny dającego w y raz po tęp ien iu i o b u ­ rzeniu. Co w ięcej, elegię tę o tw iera p atety czn y apel do Polaków , k tó ry m p oeta grozi Bożym gniew em , jeśli nie zare a g u ją na zło toczące Kościół. Nie m a dw óch zdań, że jest to bojowo an ty k ato lick i utw ór. K ochanow ski nie w łączył go do swego w y d an ia poezji łacińskich z r. 1584, a zatem po lata ch się go w yrzekł.

Pow róciw szy do k ra ju , K ochanow ski przez k ró tk i czas przebyw a w otoczeniu w ojew ody J a n a F irle ja , p ro te k to ra m ałopolskich kalw inów . P otem p a tro n em jego zostaje P io tr M yszkow ski, z czasem biskup płocki i krakow ski — p oeta o trz y m u je beneficja, m yśli o p rzy ję ciu św ięceń d u ­ chow nych. Jed n a z fraszek su g e ru je , że ubiegał się o godność opata i zw iązaną z tak im stan o w isk iem tłu s tą p reb en d ę 4. W szystko to nie m usi

2 Zob. S. K o t , Jana K ochanow skiego podróże i studia zagraniczne. W zbiorze: S tudia staropolskie. K sięga ku czci A leksan dra Brucknera. Kraków 1928.

3 Teksty polskie poety przytacza się tu za w y d .: J. K o c h a n o w s k i , Dzieła polskie. Opracował J. K r z y ż a n o w s k i . Wyd. 7. W arszawa 1972; teksty łaciń­ skie — za wyd.: J o a n n i s Ć o c h a n o v i i Carm ina Latina. Emendavit, argumen­ tis et notis instru,xit J. P r z y b o r o w s k i . V arsaviae 1884; elegie I 9 i 10 z ręko­ pisu Osmólskiego — za wyd.: Г. E. З е н г е р [G. E. S a e n g e r ], Две петербургские р у ­ кописи латинских стихотворений Яна Кохановского. „Записки Императорской Академии Наук, Историко-филологическое отделение” seria 8, t. 7, nr 1 (1905), s. 20—24.

4 Odpowiedni fragment tej fraszki brzmi:

jutro zasię cichy Ksiądz w kapitule, tylko że nie z mnichy W szarej kapiey a z dwojakim płatem ; I to czem u nic, jesliże opatem? [III 1]

Zdaniem J. K r z y ż a n o w s k i e g o (O paru fraszkach Jana Kochanowskiego. „Odrodzenie i Reform acja w P olsce” 1964, s. 7—8) słow a te odnoszą się do starań

(4)

jeszcze koniecznie św iadczyć o zerw an iu z obozem p ro testan ck im , zw ła­ szcza w latach przed w ejściem w życie postanow ień Soboru T ry den ckie­ go. B eneficjam i duchow nym i w ynagradzano w czasach p rzed try d en ck ich zasługi literack ie. T ak np. R onsard w r. 1560 otrzym ał k an o n ik at w S a in t- -Ju lien -d u -M an s, odziedziczony po zm arły m w te d y Du B ellayu, a w la ­ tach n astęp n y ch sp adły n ań opactw a w Saint-C osm e pod Tours, w C roix- val i, pod koniec życia, w Saint-G illes 5.

O czyw istym n a to m ia st dow odem zerw ania z refo rm a c ją są atak i na nią w Zgodzie, S a tyrze i W różkach. D yskusja sp raw w yznaniow ych to przew odni m otyw Zgody, a i w S a ty rze zajm u je ona poczesne m iejsce. T ak Zgoda jak i S a ty r należą do najw cześniejszych opublikow anych utw orów K ochanow skiego. W ygląda więc n a to, że gdy zaczął ogłaszać wiersze, zależało m u szczególnie na określen iu swego stanow iska w yzna­ niowego jak o p raw o w iern ie katolickiego, na odcięciu się od reform acji. W e Fraszkach pro testan ci przezw ani są „ h e re ty k a m i” (II 52; III 22). W łacińskim w ierszu na cześć Batorego, D ryas Zam chana, przeciw sta­ w iając en erg ii i d eterm in acji k ró la w ygodnictw o o statn ich Jagiellonów , poeta jako szczególnie złowrogie dziedzictw o tego kw ietyzm u przytoczył w olność zm iany w yznania:

Hinc dissertan di m os ille, exem plaqu e nata

Pessima, cum libeat m utandae religionis: [w. 31—3 2 ]6

Z erw anie z obozem refo rm y jest więc w yraźne.

Z upełnie in n y obraz otrzym am y, jeśli sięgniem y do relig ijn ej poezji K ochanow skiego i z niej będziem y się sta ra li w yw nioskow ać, w co poeta w ierzył. A jest tej poezji niem ało: pieśń Czego chcesz od nas, Panie (II 25), m odlitew ne w iersze z Fraszek (III 2, 37, 38, 72), spory blok relig ij­ n y ch w ierszy z Fragm entów (pieśni 1, 3, 4, 5), m o d litew n y T ren X V I I I

poety o stanow isko opata kanoników laterańskich, czyli bożogrobców, w Miechowie. „Podw ójny płat” byłby aluzją do czerwonych krzyży jerozolimskich z podwójną poprzeczką, naszytych na sutannach bożogrobców. Kłopot z tym jednak, że bożo­ grobcy nosili sutanny, i to czarne (zob. A. B r ü c k n e r , Encyklopedia staropolska. T. 1. W arszawa 1939, łam 526), K ochanowski zaś m ówi o „kapicy”, tj. habicie, i to „szarej”. „Szarymi m nicham i” („monachi grisei”) nazywano cystersów (zob. ibidem , łam 187).

5 Zob. biogram w : G. G a d o f f r e , Ronsard par lui-m êm e. Paris 1960, s. 183— 185.

6 W polskiej w ersji utworu ostrość tego antyreformacyjnego wypadu została znacznie złagodzona: „Stąd gadki niepotrzebne, stąd i w iary różne” (w. 35). Jeden to z nierzadkich przykładów rozziewu m iędzy łacińską a polską muzą K ochanow­ skiego. Po łacinie w ypow iadał się poeta formalnie konwencjonalniej, ale i szczerzej, otw arciej. M ówił przecież w tedy w yłącznie do wykształconej publiczności. Zob. W. W e i n t r a u b , The Latin and the Polish K ochanow ski. W zbiorze : A ctes du V -e Congrès de l’Association In ternationale de L ittéra tu re Com parée. Belgrad 1969.

(5)

(„My, nieposłuszne, P anie, dzieci T w oje”), a w pew nej m ierze i cały cykl

T re n ó w , o ile te m a te m jego jest postaw a człow ieka w obec rzeczy o sta ­

tecznych. N a in n y ch p raw a ch wolno zaliczyć tu też P sałterz D aw idów . P o e ty k a p a ra fra z y d aw ała K ochanow skiem u m ożliwości w y rażen ia po­ przez p a ra fra z o w a n y te k st swojej w łasnej p o staw y relig ijn ej i, ja k zoba­ czym y, nie om ieszkał on z m ożliwości tej skorzystać.

D yspon ujem y tu zatem dużym zestaw em tekstów . Pod jed n y m w zglę­ dem je s t on zaskakująco jednolity. Oto cała ta poezja relig ijn a to dialog człow ieka z Bogiem, ty lk o i w yłącznie z Bogiem. Pleban, którego ustam i przem aw ia K ochanow ski w sw ojej broszurze politycznej, we W różkach, pow ołuje się na C h ry stu sa i c y tu je E w angelię (w. 74, 95— 100, 172— 173). C h ry stu s p rzy w o ła n y je s t też w p ro testanck iej elegii z rękopisu Osmól - skiego (w. 48). Ale w poezji relig ijn ej Kochanow skiego C h ry stu s ani razu nie został w spo m n ian y . Obce też są tej poezji pojęcia g rzechu pierw o rod ­ nego i O dkupienia.

N a d arem n ie szukalibyśm y tam M atki Boskiej (jeśli nie liczyć w zm ian­ k i o p ieśn i m a ry jn e j, odpow iedniejszej w u stach starej k o b iety niż słow a pieszczoty m iłosnej — F r. II 33). O św ięty ch m ów i się czasem w n iere li- gijnej poezji, i to z a w s z e z p rzekąsem czy z ak cen tem drw iny. Tak je s t w łaciń sk im epigram acie De spectaculis d ivi M arci (Foric. 17), gdzie poeta p o d żarto w u je sobie ze św. M arka, iż m uszą o niego nie dbać w n ie­ bie, skoro u lew a spad ła w W enecji w czasie uroczystej procesji na jego cześć. T ak je st w e fraszce Do staro sty (III, 60):

Strzeżesz się moich fraszek, mój dobry starosta, A ja tobie zaś na to tak powiadam sprosta :

Kto w mych fraszkach, już m oże nie zaźrzeć by kąska Biskupom, którzy stoją u św iętego Frącka.

„ F rą c e k ” czy „ F ra c e k ” to p o pularna, k olokw ialna form a zdrobnienia im ienia „F ran c isze k ” 7. Dla uszu więc X V I-w iecznych „św ięty F rą ce k ” m usiał m ieć ta k i w ydźw ięk, jak i dla nas dziś m iałby „św ięty F ra n e k ” . W dacie dziennej J e z d y do M o skw y dla k o lo ry tu lokalnègo im ię św iętego w ym ieniono w form ie brzm iącej z ru sk a. C zytam y ta m o Radziw ille, że w y ru szy ł z K rzeszow a „na św iętego M ikułę” (w. 382). D odajm y do tego żartob liw e w yzyskanie w Szachach legendy o w skrzeszeniu P iotrow ina przez św. S tan isław a (w. 379— 387).

W iersz In deos falsos (L y r . 2) p rzeciw staw ia fałszyw ych bogów klasy­ cznego O lim pu p raw d ziw em u jed y n em u Bogu. Topos fałszyw ości m itolo­ gii, p rzeciw staw io n ej p raw d zie chrześcijaństw a, był w cale p op ularny w poezji renesansow ej. P rzy k ład em może tu być Jo d e lle ’a Ode au com te

7 Zob. W. T a s z y c k i , Słow n ik staropolskich n azw osobowych. T. 2, z. 1 W rocław 1968, s. 54.

(6)

d ’Alcinois 8 czy u nas egzorcyzm ujący m itologię P aw eł z K rosna 9 lub od­

żegnujący się od miej H ussovianus 10. K ochanow ski jed n ak przeciw staw ie­ nie to u jął inaczej, swoiście. W jego w ersji bogowie klasyczni są fałszyw i jako bóstw a o ograniczonej kom petencji. W p rzeciw staw ien iu do w szech­ mocnego Boga każde z nich p a tro n u je czem u innem u: Jow isz jest p a tro ­ nem bogactw a, Apollo — zdrow ia, W enus — piękności, P a lla s A tena — mądrości, a K a sto r i P o llu x chronią żeglarzy przed k a ta s tro fą rozbicia się statku. Tak p o jęta m itologia sta je się pseudonim em k u ltu św ięty ch i k r y ­ ty k a jej w k u lt te n m ierzy. O ty m , co K ochanow ski w rzeczy sam ej są ­ dził o opowieściach m itologicznych, dow iadujem y się skądinąd, z elegii do F irle ja (IV 3). C zytam y tam , że poeta o drzuca m ożliw ość istnienia fantastyczny ch postaci m itologicznych, bo w ia ra w tak ie postaci kłóci się z rozum em , „haec a vera su n t ratione procul” (w. 66).

Nie zdziw im y się zatem , iż w y obrażenie Boga je st w tej poezji w y ra ź ­ nie zracjonalizow ane. C h a ra k te ry sty c zn e dla poety o k reślen ia Boga to „ W ieczna Myśli, k tó raś jest dalej niż od w ieka” (Fr. I 101), „w iekuista m yśl” (O śm ierci Jana Tarnow skiego, w. 170), „m yśl, k tó ra niebem to­ czy” (Frg. P. 6, w. 90). O kreślenie takie wyw odzi się z renesansow ego neo- platonizm u. Tezę: ,,In te lle c tu s agens n ih il aliud est quam D eus”, p o sta­ wił Pico della M irandola w swoich C o n clu sio n esn . T ra k ta ty M irandoli cieszyły się w ciągu całego XVI w iek u szczególną poczytnością 12. K ażdy hu m an ista ow oczesny w iedział o filozofii jego co n ajm n ie j ty le , ile w spół­ czesny nam in te le k tu a lista o filozofii S a rtre ’a.

Nie w szystko w relig ijn y ch w ierszach K ochanow skiego da się podcią­ gnąć pod jeden strychulec. S potykam y się w nich i ze sprzecznym i p o sta ­ wam i. Od o ptym izm u relig ijn eg o „Czego chcesz od nas, P a n ie ” daleka droga do pesym izm u Trenów . M otyw „człowiek — 'boże igrzysko ” (Fr. III 76; P. I 24, w. 9— 12) zdaw ałby się zakładać jak ą ś deistyczną koncep­

8 E. I o d e l l e , Les O euvres e t m eslanges poétiques. A vec une notice biogra­ phique et des notes par Ch. M a r t y - L a v e a u x . T. 2. Paris 1870, s. 331.

9 Panegyricus in laudem d iv i Ladislai regis, w. 11—16. W : P a u l i C r o s n e n s i R u t h e n i Carmina. Edidit M. C y t o w s k a . Varsoviae 1962, s. 81.

10 De bisonte carmen, w. 405—410. W: N i c o l a i H u s s o v i a n i Carmina. Edi­ dit, praefatione instruxit, adnotationibus illustravit I. P e l c z a r . Cracoviae 1894, s. 24. Zob. też E. S a r n o w s k a - T e m e r i u s z , Ś w ia t m itó w i św ia t znaczeń. W rocław 1969, s. 114. — J. S e z n e c , La S urvivance des dieux antiques. London 1939, s. 229—236.

11 I o a n n i s P i c i M i r a n d u l a e O pera omnia. T. 1. B asileae 1573, s. 71. Zob. też E. C a s s i r e r , G iovanni Pico della Mirandola. „Journal of the History of Ideas” 1942, s. 138.

12 K atalog biblioteki British Museum w ym ienia w ydania O pera omnia z lat: 1498, 1504, 1506, 1517, 1519, 1557, 1573. W ydanie z 1557, jak i bezpośrednio poprze­ dzające je, odbite zostało w Wenecji. W r. 1557 K ochanowski studiow ał w Padwie.

(7)

cję Boga, patrzącego z d ystan su n a św iat i nie in terw en iu jąceg o w jego spraw y. K łóciłyby się z ta k ą koncepcją błagalne w iersze m odlitew ne. Ale elem en tem sta ły m całej poezji relig ijn ej Kochanow skiego jest poza- w yznaniow a i m ocno zracjonalizow ana koncepcja Boga oraz nieobecność w yobrażeń relig ijn y ch specyficznie chrześcijańskich. Nie ulega w ą tp li­ wości, iż m am y tu do czynienia z in d y w id u aln ą postaw ą, nie m ieszczącą się w g ran icach dogm atycznych żadnego z w yzn ań chrześcijańskich.

Szczególnie dobitnie zaznaczył poeta pozaw yznaniow y c h a ra k te r sw e­ go Psałterza. U ciekł się tu do sposobu ró w n ie prostego co skutecznego. Oto „dom us D om ini” czy „ ecclesia” W u lg a ty tłum aczy za pom ocą róż­ n y ch słów, tak ic h jak „cerk iew ” , „kościół” , „zbór”, „bóżnica” , „synagoga” , „św iątn ica ” . Z w y ją tk ie m „ św iątn icy ” , k tó rą posłużył się tylko raz (74, w. 15), m iały one podówczas rozm aite, ale nie po kry w ające się z dzisiej­ szym i ko no tacje w yznaniow e.

Słow a „kościół” pow szechnie używ ano w odniesieniu do św ią ty ń czy w yznań chrześcijańskich, ale zakres jego użycia był szerszy niż obecnie, bo stosow ano je rów nież i do św ią ty ń pogańskich, jak np. w H istorii tro ­

ja ń s k ie j: „Był w D elphie kościół A póllinów , to jest szatan ów ” 13. T ak tr a ­

fia się też i raz u K ochanow skiego — w jed n ej z fraszek św ią ty n ia M ar­ sa nazw an a została „kościołem ” (II 12).

„Z bór” , ja k to w iem y z p recy zyjn y ch u staleń K on rad a Górskiego, w d rug iej połowie XVI w. n a b ra ł konotacji w yraźnie pro testan ck iej. O znaczał zarów no 'św ią ty n ię ’ jak i 'społeczność w ie rn y c h ’. Ale używ ano też tego słow a i w znaczeniu 'zgrom adzenie’, niekoniecznie o ch arak terze w y z n a n io w y m 14, a więc m ógł „zbór” m ieć i tak ie znaczenie, jakie ma w dzisiejszej czeszczyźnie „sbor”. Ję zy k K ochanow skiego zna to słowo w obu znaczeniach. We fraszce Na h e r e ty k i (III 22) katolick i „kościół” w y raźn ie przeciw staw io n y jest „zborow i” protestan ckiem u . W P sałterzu „zb ó r” pojaw ia się często, p rzy czym ta k sam o jak i „kościół” może tam w ystępow ać z e p ite te m „św ięty ” (29, w. 4; 125, w. 10). T ra fia ją się i psal­ m y, w k tó ry c h p o eta używ a obu synonim ów w ym iennie (68, w. 9, 52; 78, w. 1, 126). Poniew aż, jak św iadczy fraszk a Na Hery ty k i, w słow nic­ tw ie K ochanow skiego „zbór” m iał w y ra ź n e konotacje p ro testan ckie, t a ­ kie w y m ien n e operow anie słow am i „zbór” i „kościół” rów nało się d e k la ra ­ cji, iż P sałterz D aw idów jest zaad reso w any w tak iej sam ej m ierze do katolikó w ja k i do p ro testan tó w . Co w ięcej, poniew aż p ro te sta n c i w od­ niesien iu do sw oich w yzn ań posługiw ali się obu w yrazam i, czytelnikow i p ro testan ck iem u łatw iej było uznać P sa łterz D aw idów za sw ój niż k a to ­

13 H istoria trojańska. (1563). Wydał S. A d e l b e r g . Kraków 1896, s. 36. BPP 31.

14 K. G ó r s k i , S łow n ictw o reform acji polskiej. W zbiorze: Odrodzenie w P ol­ sce. T. 3, cz. 2. W arszawa 1962, s. 251—258.

(8)

lickiem u, któ reg o uszy m usiał drażnić ,,zbór św ię ty ” . Nic zatem dziw ne­ go, że psalm y z tego P sałterza dużo częściej przedru ko w yw ano w k a n ­ cjonałach p ro testan ck ich niż w katolickich 15.

Ale język K ochanow skiego zna też „zbór” i w drug im znaczeniu, jako po p rostu 'zgro m ad zen ie’, p rzy czym w P sałterzu w y stę p u je on z odcie­ niem p ejo ra ty w n y m . „Zbór n iespokojny” oznaczać będzie społeczność grzeszników :

A le zbór niespokojny i sprzeczne hetmany Częścią ziem ia pożarła, częścią niesłychany Ogień niebieski spalił. [106, w. 37—39]

W ersy te odpow iadają n a stęp u jący m w ersetom W u lg a ty :

A perta est terra et d eg lu ttivit Dathan e t o peru it su per congregationem A biron

e t exarsit ignis in synagoga eorum [105, w. 17—18]

N ajpraw dopodobniej dziełem p rzy p a d k u jest, że te dw a najczęściej przez K ochanow skiego używ ane synonim y p o jaw iają się w P sałterzu rów nie często, bo po dw anaście razy 16.

Dwa raz y posłużył się poeta „cerk w ią” (9, w. 56; 100, w. 4). W polsz- czyźnie X V I-w iecznej słowo to nie m usiało koniecznie oznaczać kościoła praw osław nego 17.

Raz je d e n użyto w P sałterzu „synagogi” :

ogień srogi

W szytki w popiół obrócił Pańskie synagogi. [74, w. 17— 18]

„S ynagoga” m iała w polszczyźnie w. XVI, ta k jak i dzisiaj, w y raźn e konotacje żydowskie. W ty m sensie posługiw ał się nią Opeć w początku w ieku, a pod jego koniec Skarga 18. Z abarw ienie em ocjonalne „synagogi” jest w y raźn ie n eg aty w n e, stąd w polem ikach w yznaniow ych p ię tn u je się „synagogę szatań sk ą” h eretykó w . T ak jest np. w trzeciej R ozm ow ie

15 Zob. J. P e l c , Jan K ochanow ski w tradycjach literatu ry polskiej. W arszawa 1965, s. 41—42.

16 „K ościół”: psalm 29, w. 4; 47, w. 9; 63, w. 7; 65, w. 18; 68, w. 52, 74 ; 74, w. 8; 78, w. 126; 79, w. 3; 100, w. 9; 132, w. 7; 138, w. 3. — „Zbór”: psalm 22, w. 58, 67; 30, w . 9; 66, w . 57; 68, w. 9, 69; 78, w . 1; 106, w. 37; 107, w . 63; 116, w . 33, 41; 125, w . 10.

17 Bogaty zestaw przykładów znaleźć można w S łow niku p o lszczyzn y X V I w ieku (t. 3).

18 B. O p e ć , Ż y w o t Pana Jezu K rysta. Kraków 1522, k. 55v, 63v, 64, 74, 77, 109, 128v. — P. S k a r g a : Ż y w o ty św iętych . T. 1. W ilno 1579, k. A5, 493; K azania na niedziele i św ięta. Kraków 1595, k. 41a, 158a, 486b. W szystkie cytaty dotyczące „synagogi” podaję w edług m ateriałów do Słow n ika p o lszczyzn y X V I w ieku, z któ­ rych w ypis zawdzięczam uprzejmości prof. Marii Renaty M a y e n o w e j .

(9)

K rom era: ,,A jed n ak to nie był p ra w y kościół boży, ale złościwych, a sy ­ nagoga szatańska” 19. W ty m że sensie używ a też tego słowa S k arg a: „L u teranó w , Z w inglianow , N ow okrzczeńcow Synagogi prożno się K o­ ściołem Bożym p o k ry w a ” 20.

„Synagoga bożnica, a nie szkoła an i zgrom adzenie” — ostrzegał W u­ jek w przedm ow ie do swego p rze k ład u Now ego T e sta m e n tu 21 ty ch , k tó ­ rzy b y chcieli przyw rócić tem u słow u znaczenie, jakie p ierw o tn ie m iało w grece. Z „bóżnicą” sp o ty kam y się rów nież w P sałterzu, i to d w u­ krotnie:

Powstań kiedy a rozgrom sw e nieprzyjaciele,

Od których tak w iele szkód w idzisz w sw ym kościele. Pełne Twoje bóżnice huku [...] [74, w. 7—9]

Teraz, o w ierni Pańscy służebnicy,

Którzy trzym acie straż w Jego bożnicy, Teraz, jako to noc milczy, wiecznem u

Chwałę oddajcie w inną Bogu swem u! [134, w. 1—4]

„Bóżnica” m iała w daw nej polszczyźnie zakres treści dużo szerszy niż dzisiaj, bo oznaczać m ogła św iąty n ię nie ty lk o żydow ską, ale też m aho- m etań sk ą czy pogańską. W ty m sensie w y stę p u je ona rów nież i u K ocha­ nowskiego w Z g o d zie:

I bluźniensrtrwa pełne są zbory krześcijańskie,

Czego nigdy n ie słyszą bóżnice pogańskie, [w. 11—12]

Jako w yraz odnoszący się do w yznań niechrześcijań skich m iała ona p ejo ra ty w n e zabarw ienie em ocjonalne. S tąd w po lem ikach w yznan io­ wych posługiw ano się nią w odniesieniu do innow ierców w celach obel­ żyw ych, sug erując, że ich kościół nie m a p raw a do uw ażania się za ch rz e ­ ścijański. Tak w ięc w B ib lii b rzeskiej czytam y o „rzym skiej b o żn icy”, czem u nie pozostał d łu żn y W ujek, piszący o „bożnicy k a c e rsk ie j” . Spo­ ty k am y się też u pisarzy XVI w. z „bożnicą A n ty c h ry sto w ą ” , „bożnicą szatań sk ą” , „bożnicą d iab elsk ą” 22.

A zatem uw znioślenie „synagogi” i „bóżnicy” w Psałterzu, użycie ich jako rów now ażnika „kościoła” , „ cerk w i” i „zb o ru ” , kłóciło się z p o ­ w szechną p ra k ty k ą językow ą, m iało c h a ra k te r prow okacji. K o n tek st nie pozostaw ia żadnej w ątpliw ości co do sensu, w jak im słowa te m a ją być

]9 M. K r o m e r , R ozm ow y dw orzanin a z m nichem . (1551— 1554). Wydał J. Ł o ś . Kraków 1915, s. 269. BPP 70.

20 P. S k a r g a , O jedności K ościoła Bożego. W ilno 1577, k. 34.

21 J. W u j e k , wstęp w : N ow y T estam en t Pana naszego Jezusa Christusa. Kra­ ków 1593, s. 22.

(10)

odczytane. O dpow iednikiem stro fy z psalm u 74, w k tó rej w y stęp u je „sy­ nagoga”, jest w erset W u lg a ty : „incenderunt igni san ctua riu m tu u m , iri

terra p o llu eru n t tabern aculu m n o m in is t u i” . Z „bóżnicą” sp raw a je st

rów nie w yraźna. Po raz pierw szy posłużył się nią poeta w psalm ie 74 jako słowem rów noznacznym z w ym ien io n y m w poprzednim w ersie „ko­ ściołem ” . W W ulgacie m am y w odpow iednim m iejscu „in sancto” . Rów­ nie w yraźnie k o n tek st n arzuca p ozytyw ne zab arw ien ie uczuciowe „bóż­ nicy” w psalm ie 134. W W ulgacie m am y tu „in domo D om ini”. P row o ka­ cja jest więc oczyw ista, choć w prow adzona została ostrożnie. Uwznioślona „bóżnica” pojaw ia się po raz pierw szy dopiero w połow ie te k stu zbioru i została pow tórzona w nim raz jed en ty lk o jeszcze, a „synagogą” p osłu­ żył się poeta raz tylko.

Tak p o jęty P sa łterz D aw idów zaad reso w any jest zatem nie ty lk o do katolików i p ro testan tó w , ale i do n iechrześcijan. Je st te k ste m m odlitew ­ nym o ch arak terze pozaw yznaniow ym .

N asuw a się te ra z pytanie, czy m ożna pogodzić dek laracje akcesu do Kościoła rzym skokatolickiego Zgody, S a tyra i W ró żek z ta k ą postaw ą relig ijn ą, z ja k ą sp otykam y się w liry ce relig ijn ej K ochanow skiego i w jego Psałterzu. Czy należy m ówić tylk o o h ipokryzji, podyktow anej bądź obaw ą p rzed rep resjam i, b ądź karierow iczostw em , czy też m am y tu do czynienia ze stanow iskiem , dla k tórego w w. XVI ludzie znajdow ali uspraw iedliw ien ia m oralne? Otóż okazu je się, iż w p ro testan ty zm ie eu ro ­ pejskim problem dopuszczalności d y sy m u lacji w yznaniow ej był żywo d ysk u to w an y i zn ajdo w ał swoich apologetów . P ro b lem te n zarysow ał się szczególnie o stro p ew n y m rad y k a ln y m p ro te sta n to m , ludziom takiego po kro ju jak np. S ebastian F ran ek , k tó ry c h sy stem w ierzeń nie m ieścił się w granicach d ogm atycznych żadnego z w y zn ań pro testanckich. Z dając sobie spraw ę z elitarneg o c h a ra k te ru swej w iary, głosili oni teorię, że a b y nie w yw oływ ać zgorszenia (a także, dodajm y, ze w zględu na bezpie­ czeństw o osobiste), w olno udaw ać, iż w y z n a je się religię panu jącą, oraz b rać udział w jej obrzędach, zwłaszcza skoro uw aża się te obrzędy za sp ra w y nieistotne, zw ane adiaphora w języ k u teologów.

Pow oływ ano się tu ta j na p reced en sy bib lijn e. Je d n y m z nich była h isto ria S y ry jczy k a N aam ana ze Starego T e sta m e n tu . N aw rócony przez „m ęża Bożego” Elizeusza, tłum aczył, iż znalazłszy się znów w S y rii b ę ­ dzie m usiał to w arzyszyć sw em u królow i p rzy sk ładan iu o fiar bóstw om pogańskim , i o trzy m ał od Elizeusza odpowiedź: „Idź w po ko ju” (IV Reg. 5, 19). Pow oływ ano się też na słow a apostoła Paw ła: „I stałem się Żydom ja k o Żyd, abym Żydów pozyskał [...]. Tym , k tó rz y są bez zakonu, jakb y m był bez zakonu” (I Cor. 9, 20— 21), oraz n a p rzy k ład tegoż apostoła, k tó ry aby nie w yw oływ ać zgorszenia w śró d Żydów , pozw olił na obrzezanie T ym oteusza (A cta 16, 3).

(11)

K lasycznym tek ste m w y k ład ający m tak ą d o k try n ę były P andectarum

V eteris et N ovi T e sta m e n ti libri X I I sztrasburskiego bo tan ik a i ra d y k a l­

nego teologa reform acyjnego, O tto n a B runfelsa, k tó re, w ydane po raz pierw szy w r. 1523, doczekały się w ielo k ro tn y ch przedruków . G rzm iał przeciw ko tak ie j postaw ie, jako apologii obłudy relig ijn ej, K alw in. Na­ piętnow ał ją słowem „nikodem izm ” od im ienia fary zeusza z E w angelii św. Ja n a, k tó ry naw rócił się, ale przychodził do C h ry stu sa tylko chył­ kiem , nocą 23.

W X V I-w iecznej R zeczypospolitej z ra c ji jej to leran cji problem te n n a pew no nie ry so w ał się tak o stro ja k n a Zachodzie. Ale nie był jej obcy. A takow ał nikodem izm J a n Ł a s k i24. W w iek u n a stę p n y m problem te n n arzucił się polskim socynianom . W iadomo, że S tan isław Lubieniecki napisał tra k ta t Parenaesis ad N icodem itas, dziś zaginiony 25.

Przytoczyło się te p rzy k ład y nie dlatego, aby w ietrzyć w K ochanow ­ skim jakiegoś zakapturzonego przedstaw iciela rady kaln ego o d łam u re fo r­ m acji. D aleko od tego. Idzie tu o co innego. Spory o nikodem izm w pro­ w adzają nas w atm osferę k u ltu ra ln ą w. XVI, uzm y sław iają nam , iż w tedy tak a dysym u lacja relig ijn a nie ty lk o p rz y tra fia ła się, jak i w każ­ dym in n y m w ieku, ale że by w ała w p isan a w d o k try n y , że m iała ona swo­ ich obrońców , którzy uw ażali ją za m oralnie dopuszczalną, i że obrońcy ci znajdow ali się w łaśnie w śród ludzi, któ rzy w yszli poza g ran ice dogm a­ tyczne istn iejący ch kościołów.

P ostaw a relig ijn a K ochanow skiego w yw odzi się skądinąd. Zbiega się ona z tym , co W ilhelm D ilth ey nazw ał ,,relig ijn o-un iw ersalistyczn ym teizm em w łoskich h u m an istó w ” :

Rozumiem przez to przekonanie, iż boskość w podobny sposób przejawiała się i dziś jeszcze się przejawia w różnych religiach i filozofiach. Wyraża się ona poprzez m oralno-religijną świadomość każdego szlachetniejszego człowieka. Twierdzenie, którego założeniem jest idea o w pełni uniwersalnej działalności boskości poprzez całą naturę i w świadom ości wszystkich lu d z i26.

Do takiego w łaśn ie „religijno -u n iw ersalisty czn eg o teiz m u ” w y raźn ie odw ołuje się P le b an w e W różkach K ochanow skiego:

A na koniec i filozofow ie, którzy nie lada na czym się wieszali, ale prawdy tak jako kłębka po nici szukali, chcąc to rozumem w yw ieść, że Bóg jest, tym się naprzód zakładali, że się na to w szytki a w szytki ziem skie narody zezwalają, a żaden tak gruby nie jest, który by Boga jakokolwiek nie wyznawał, [w. 12—18] 23 Zob. doskonałe om ów ienie tego problemu: C. G i n z b u r g , 11 nicodem ism o. Sim ulazione e dissim ulazione religiosa nell’Europa del ’500. Torino 1970.

24 Zob. ibidem , s. 187—188.

25 Zob. J. T a z b i r , S tanislaw Lubieniecki, p rzyw ódca ariańskiej em igracji. Warszawa 1961, s. 293.

26 W. D i l t h e y , Auffassung und A n alyse des M enschen im 15. und 16. Jahr­ hundert. W: G esam m elte Schriften. Wyd. 3. T. 2. Leipzig—Berlin 1923, s. 45.

(12)

Tego ro d zaju postaw a, tłu m aczy D ilthey, bliska je st panteizm ow i, w yw odzi się z platonizm u, m yśli stoickiej i chrześcijańskiej m istyki. A postrofa do Boga: ,.wszędy pełno Ciebie / I w otchłaniach, i w m orzu, na ziemi, na n ieb ie” (P. II 25, w. 3— 4), zdaje się sugerow ać, że i K ocha­ now skiego koncepcja Boga bliska jest panteizm ow i. Do m istyki było m u daleko. R eligijność jego jest n a w skro ś racjonalistyczna. N atom iast oczy­ w iste są zw iązki poety z platonizm em i m yślą stoicką. B yły one już a n a ­ lizow ane 27.

Sprzeczność m iędzy zadeklaro w an y m stanow iskiem w yznaniow ym a postaw ą relig ijn ą K ochanow skiego jest zresztą m niejsza, niżby się to n a pierw szy r z u t oka mogło w ydaw ać. A ta k i na obóz p ro testan ck i są lo­ giczną kon sek w en cją tej postaw y relig ijn ej. Dla kogoś, kto stał na stan o ­ w isku pozaw yznaniow ym , kto uw ażał obrzędy i cerem onie kościelne za sp raw y n ieisto tne, refo rm a to rz y relig ijn i byli ludźm i w yw ołującym i z b łah y ch pow odów groźne rozłam y w społeczeństw ie. Toteż w swoich pism ach satyryczno-polem icznych p o eta nie a ta k u je p ro te sta n tó w m ery ­ torycznie, nie zarzuca im, iż dogm aty ich w ia ry są fałszyw e. Od polem iki dogm atycznej u c h y la się arg u m en tem , że teologia to n ie jego dziedzina:

A cóż, kiedy źle każą? — To sąd nie mej głowy, A boję się, ani twej ; próżne nasze mowy.

СZgoda, w. 83—84)

Ma im za złe natom iast, że sieją zam ęt i niezgodę, że podział społe­ czeństw a n a w ro g ie obozy osłabia państw o. To upodrzędnienie m aterii w yznaniow ej w zględom państw o w o -p olity czn y m szczególnie dobitny w y ­ raz znalazło we W różkach:

Bo wiara i prawo (za łaską tych dzisiejszych nowych teologów) zda się, że oboje ku jednem u kresu ciągną, to jest ku utwierdzeniu i bezpieczeństwu rze- czypospolitych, a kto jedno z tych gwałci, ten jednako rzeczypotspolitej szkodzi,

[w. 85—90]

We W ró żka ch też, pow ołując się n a p rzy k ład y F ra n c ji i N iderlandów , stra szy K ochanow ski w idm em sprow okow anej refo rm a c ją w ojny do­ m ow ej: „Boję się, aby nas też te n pożar nie doszedł” (w. 517— 518). A rg u ­ m e n ty jego są w ięc n a tu ry p olitycznej. U podstaw tego ty p u w ystąp ień a n ty p ro te sta n c k ic h tk w i p o g arda dla sporów dogm atycznych, p rzek o n a­ nie, iż dotyczą one spraw nie w a rty c h zachodu.

Raz je d e n jed y n y w tw órczości K ochanow skiego pogarda ta doszła

27 Najpełniej u L a n g l a d e ’ a (op. cit.). Inna rzecz, że wymagałyby one dziś w niejednym uściślenia, a przede w szystkim zasadniczej rew izji metody. W pływ Cycerona czy Platona na K ochanowskiego analizować trzeba na tle renesansowej recepcji tych pisarzy i, nade wszystko, na tle renesansowej myśli, naturalnego k ul­ turow ego zaplecza twórczości poety.

(13)

otw arcie do głosu. W ad reso w an ej do Lidii elegii m iłosnej z rękopisu Osm ólskiego (I 9) pow iada poeta, iż zgłębianiu „ tajem n ic w ia ry ” poświęci się na starość, k ied y nie będzie ju ż zdolny do u p raw ia n ia miłości:

A t cum tristis h iem s fla vo s n ive spargere crines Coeperit, et leues fin dere ruga genas,

Im m utandus erit vitae m odus: aut ego varas Ediscam leges iuraque pontificum , A u t prim a im m ensi scrutabor sem ina caeli

N aturae occultas inspiciam que vices, A u t indagabo fid ei m ysteria nostrae

A tqu e infinitis dogm ata sparsa libris: Num sit per totas dispersa Ecclesia terras,

A n potiu s certo ste t mane atque loco? Ex operum m eritis et vita pu riter acta,

A n nos di solven t ex bonitate sua? Num levis aethereo purgetur spiritus igni

Et praeter gem inas sit m edia illa vias? N unquid ad aeternam faciant ieiunia vitam ?

Sacrifico uxorem ducere sitne nefas? Denique u trum saevus iam ven erit A n tichristus

Et quibus agnosci possit ab indiciis?

Haec m ihi nunc m ens est: atqui fortassis ad ipsos Im probus usque rogos me com itabit Am or. [w. 25—44]

Elegii tej nie w łączył K ochanow ski do k an o n u sw oich dru ko w any ch w ierszy. Podobnie ja k i n astęp u jącej po niej, a ta k u jąc e j k le r i papieża P a w ła IV. Ale skazał ją n a zapom nienie z in n y ch przyczyn. T am tej nie dał swego im p rim a tu r, bo b y ła płodem jego m łodzieńczej przynależności do reform acji, z k tó rą dość w cześnie zerw ał. Tej w yrzekł się, bo jej w y ­ zy w ająca d rw in a z p ro b le m aty k i teologicznej, ja k a z a p rz ą ta ła wówczas um ysły, kłóciła się ze strateg ią, k tó rą sobie z czasem w ypracow ał. Będzie to stra te g ia cienkiej drw in y , d rw in y z tłum ikiem , bądź to operującej ironicznym podtekstem , d ostępnym ty lko dla w y b ra n y c h czytelników , bądź też św iadom ie m ylącej tro p y , grającej dw uznacznościam i.

T ak będzie z S a tyre m . Ju ż sam fa k t w łożenia w usta S a ty ra pouczeń na te m a t m oralności chrześcijańskiej i praw o w ierności to zabieg ry z y ­ kancki, staw iający pod zn akiem zap y tan ia in te n c je tak iej m o ralistyki. O statecznie S a ty r był bóstw em płodności i opowieści m itologiczne na te ­ m a t satyró w n ie należą do szczególnie b u d u jący ch z p u n k tu w idzenia m oralności ch rześcijańskiej. Nie bez ko zery m ed y cy n a pod ich to p a­ tro n a t oddała n a d m ie rn ą pobudliw ość płciową, satyriasis.

K ochanow ski tej dw uznaczności b y ł doskonale św iadom . I sam ją jeszcze w yeksponow ał. A k u ra t po w yw odzie na tem a t praw dziw ego i fałszyw ego chrześcijaństw a m am y w poem acie jego p seu d o racjo n alisty - czną m otyw ację ta k ie j w łaśnie ty ra d y : jego S a ty r n aw ró co n y został przez

(14)

żyjących w lasach pusteln ik ów i nie jest już w ięcej pogańskim bożkiem. W spom nienie zaś ty c h czasów pogańskich ew okuje w pam ięci S a ty ra z kolei B achusa oraz m it o B achusie i A riadne:

Bachus był na mię łaskaw i żadnej biesiady Nigdy nie m iał beze mnie, mogę rzec, i rady. K iedy niósł Aryjadnę, jam tuż przed nim siedział;

Com też sobie pomyślał, Bache, byś był w iedział! [w. 208—211]

K lasycznym tek ste m łacińskim , rela cjo n u jąc y m m it o B achusie i A ria­ dne, jest A rs am atoria O w idiusza (I, 523— 564). Ow idiusz uzasadnia w łączenie sw ej relacji w te n a k u ra t poem at arg u m en tem , że B achus jest także i bogiem miłości. O pisuje orszak B achusa. P rzed ry d w an em boga biegną „lekk om y śln i sa ty ro w ie ” („leves s a ty ri”), w orszaku jego z n ajd u ją się pijany Sylen i bach an tk i, k tó re bądź to u ciekają p rzed zaczepkam i Sylena, bądź też p ro w o k u ją go do tak ich zaczepek. P rzestraszo na A riadne chce na w idok tego o rszak u uciekać, ale ostatecznie ulega w oli boga. Je d n i tow arzysze B achusa śp iew ają n a cześć tej m iłości „ H ym enaee”, in n i krzyczą „Euhoe!” (,,Euhoe!” to e k staty czn y okrzyk bachantek).

O w idiuszow a scenka m itologiczna n ależała do tek stó w pop ularny ch w XVI w ieku. N atch nęła szereg m alarzy renesansow ych. N ajsław niejszy z ty c h obrazów to B achus i A riadne T ycjan a (dziś w londyńskiej N ational

G allery).

Tak więc tek st S a ty ra przynosi aluzję do fry w olnej A rs am atoria i do bachanalij 28, a słow a S a ty ra „Com też sobie pom yślał, Bache, byś był w iedział!” n a b ie rają ironicznej w ym ow y, k tó ra rz u tu je na poprzedzającą ów ustęp ty ra d ę o ty m , kogo m a się praw o nazyw ać dobrym chrześcija­ nin em . Ironia ta je d n a k u c h w y tn a jest ty lk o dla czytelnika otrzaskanego z klasyczną lite ra tu rą łacińską. Tylko on oceni całą p ik an te rię m orali­ s ty k i chrześcijańskiej w ta k ic h w łaśnie ustach.

Je d n a z fraszek, Na h e r e ty k i (III 22), ma, ja k to już jej ty tu ł mówi, ostrze a n ty re fo rm a c y jn e. Oto jej tek st:

Po co w y, heretycy, w kościele bywacie, Kiedy cerem onije za śmiech sobie macie? Jeśli zła w oczu waszych msza i procesy ja, Aza lepsze łakom stwo i ta am bicyja?

Wyj mi, nieboże, bierzmo pierwej z oka swego, A potym ździebłka sięgaj w oczach u drugiego!

Chwalisz, jako w tw ym zborze dobrze nauczają, A przedisię tam się ciśniesz, kądy rozdawają, A jeśli jeszcze z niczym odjedziesz do żony, Jakobyś wodę św ięcił albo też krzcił dzwony.

28 Zob. Z. S z m y d t o w a , Erazm z R otterdam u a Kochanowski. W : Poeci i poetyka. W arszawa 1964, s. 82: „Wtręt dotyczący Bachusa ma w S atyrze odcień nie tylko żartobliwy, ale i fryw olny”.

(15)

Pozornie fraszka ta w y daje się atak iem na p ro te sta n tó w z pozycji praw ow iernego katolika. Ale w św ie tle zn anych n am poglądów relig ij­ n y c h K ochanow skiego wolno in te rp re to w a ć ją inaczej. O ty m , czy kto jest dobrym chrześcijaninem , czy nie, d ecydują nie obrzędy, nie p rzy ­ należność w yznaniow a, ale zasady postępow ania w życiu, pow ściąganie w sobie chciwości, n iezdrow ych am bicji. „C erem o nije”, „m sza” , „proce- s y ja ”, w szystko to rzeczy n ieisto tn e, „ździebłko” , czyli adiaphora. F rasz­ k a da się k o n sek w en tn ie odćzytać w ty m duchu. A le sform uło w an a jest tak , iż n a pierw szy rz u t o ka w y g ląd a ja k a ta k na p ro te sta n tó w , p rz e ­ prow adzony z pozycji ortodoksyjnego, i to nam iętneg o k atolika.

W twórczości K ochanow skiego zn ajdziem y p rzy k ła d i in n ej strategii. O czyw ista d rw in a podana zostanie w sposób um yślnie dw uznaczny, ta k iż n iejasne będzie, w jak iej m ierze p o eta bierze sam za nią odpow iedzial­ ność. Tak w łaśnie m a się rzecz z fraszk ą O Ł azarzow ych księgach (II, 52). J e s t to d rw in a z tra d y c ji, w edług k tó re j Ł azarz po w skrzeszen iu m iał spisać relację o ty m , co w idział n a tam ty m świecie, d rw in a zakładająca mocno sceptyczny stosunek do opow iadań o życiu pozagrobow ym w ogó­ le. Łazarz, czy tam y tam , spisał sw oje dośw iadczenia pozagrobow e w księ­ gach, k tó re p rzed zgonem p rzekazał filozofowi z poleceniem , aby otw o­ rz y ł je dopiero na łożu śm ierci. Filozofa jed n ak przem ogła ciekawość i zabrał się do ich le k tu ry :

ali papir goły: „Ba to — pry — pism o nie z głębokiej szkoły”. Więc, jako czytał, tak też trzymał o tym

I podał drugim filozofom potym.

W ydaw ałoby się zatem , że sens fraszk i jest jed n ęznaczn y i że w e r­ d y k t „filozofa” m a za sobą san k cję poety. W ydaw ałoby się tak , gdyby nie dy sty eh o tw ierający tek st fraszki:

Co w ym yślili ci heretykowie? (Bo tak filozof luterana zowie).

Cała h isto ria zatem podana została we fraszce jako w y m y sł lu te ra ń - ski, przez „filozofa” n ap iętn o w an y m ian em „herety ckieg o” , a zatem god­ n y potępienia. B rü c k n e r przypuszcza, iż K ochanow ski zaczerpn ął pom ysł te j fraszki z jakichś refo rm a c y jn y c h d rw in z ap ok ry fów 29. Kościół ś re ­ dniow ieczny, jak w iadom o, o dm aw iał ap okryfom w artości ksiąg s a k ra l­ nych, ale jeżeli to, co głosiły, nie kłóciło się z jego n auk ą, nie potępiał ich w czam buł. Takie p o tęp ienie w szystkich opow ieści apokry ficznych ja k o źródła baśni przy nio sła dopiero refo rm acja. We fraszce „filozof”

(16)

dem askuje „księgi Ł azarzow e” jako m isty fikację i „filozof” rów nież pię­ tn u je opowieść o ty m zdem askow aniu jako w y m ysł „ h e re ty c k i”. Z k tó ­ ry m „filozofem ” K ochanow ski się id en ty fik u je? Dw uznaczność, rzecz prosta, jest in ten cjo n aln a. P o eta drw i we fraszce z opowieści o życiu pozagrobow ym , ale udaje, że to d rw in a nie jego, ty lk o lutrów .

P ew n a dw uznaczność nieodłączna jest od tak iej postaw y. Zgon Ho- zjusza dał asu m p t do łacińskiego ep ig ram atu (Foric. 115), w k tó ry m znaj­ dujem y pochw ałę żarliw ości relig ijn ej k a rd y n a ła i jego gorliw ości w ob­ ronie w iary:

Cujus quando parem pietas habitura fidesque est, Tutandaeque ardens religionis Amor?

W ty m sam y m tom ie co ep igram at sław iący zm arłego H ozjusza za­ m ieścił K ochanow ski aż cztery w iersze na cześć A n d rzeja D u dith a (El. I 4; III, 16; Foric. 26, 63), któ rego racjo n alisty czn a i sceptyczna postaw a relig ijn a 30, jak się zdaje, b y ła m u szczególnie bliska. Jed en z ty c h w ie r­ szy (El. III 16) to ep italam iu m opiew ające ślub D uditha z Reginą S tra - szówną. Owo m ałżeństw o znanego b isk u p a-d y p lo m aty m iało w kołach katolickich posm ak sk an d alu i w yw ołało ekskom unikę papieską. Tego drażliw ego asp ek tu m ałżeństw a K ochanow ski w epitalam iu m swoim nie przem ilcza. Przeciw nie, w apostrofie do w y b ra n k i D ud itha w ysław ia potęgę miłości, k tó ra kazała biskupow i w zgardzić dla niej m itrą i bene­ ficjam i kościelnym i:

Ille e t opes tib i postposuit celebrem que galerum, D ives abunde, tuo si frui am ore queat, [w. 21—22]

H ozjusz u m arł w r. 1579, D u d ith ożenił się w r. 1567, m ożna by więc próbow ać dowodzić, że sprzeczności m iędzy elegią opiew ającą m ałżeń­ stw o biskupa Pięciokościołów (Pecs, na W ęgrzech) a ep igram atem na cześć k a rd y n a ła b isk upa w arm ińskiego tłu m aczą się zm ianą poglądów p o e ty w ciągu ty ch d w u n a stu lat. T łum aczenie tak ie byłoby jedn ak n a j- oczyw iściej błędne. Bo oto w elegii m ającej upam iętnić krakow ski ingres P adniew skiego w r. 1560 (III 5) z n a jd u jem y apostrofę do nowego bisku­ pa, a b y b y ł czujny i bronił swej ow czarni przed w ilkam i, tj. p ro te sta n ­ tam i:

Invigila im m itesqu e lupos ab ovilibus arce,

Insita quos rabies exstim u latqu e -fames, [w. 75—76]

P o g lą d y K ochanow skiego nie zm ien iały się w ięc z biegiem lat. Z m ien iali się ty lk o biskupi, k tó ry ch opiewał.

310 Zob. P. C o s t i l , A ndré Dudith, hum aniste hongrois. 1533—1589. Paris 1935, s. 345—351.

(17)

In n y p rzy k ład podobnie sw obodnego p rze k ra cz a n ia g ran ic obozów w yznaniow ych. Aż trzem a ep ig ram atam i, dw om a polskim i i jed n y m ła­ cińskim, zachw alał poeta słow nik J a n a M ączyńskiego 31. S łow nik tern n a ­ szpikow any je st złośliw ościam i pod ad resem katolików , m a c h a ra k te r bojowo p ro te sta n c k i i dostał się na in d e k s 32. U kazał się o n w ro ku 1564. E pigram aty Kochanow skiego są w ięc w spółczesne Zgodzie i Satyrow i, atak u jący m ru ch refo rm acy jn y .

Z n a jd u je m y zatem w w ypow iedziach K ochanow skiego n a tem aty relig ijne pew ną dw utorow ość. A tak o w ał p ro te sta n tó w , bo uw ażał spory dogm atyczne za jałow e, a ro złam y sporam i ty m i w y w o łan e — za nie­ bezpieczne dla p ań stw a. D ek laro w ał się jak o k ato lik, choć w tym , w co w ierzył, daleko się od nau k i Kościoła o d strzelił i przeszedł na pozycje pozaw yznaniow e. T u i ówdzie iro n iczn e m rug n ięcie o k a uprzedza czytel­ nika, że d ek laracji ty c h nie należy tra k to w a ć dosłow nie. W jego w ypo­ w iedziach n a te m a ty w yznaniow e w u tw o rach saty ry czn y ch , publicy­ styce, ep ig ram atach m am y więc do czynienia z dyplom atyzow aniem , kluczeniem , z tym , co po ang ielsk u nazyw a się „ d o u b le-ta lk” . Za cenę tak iej dw uznaczności dał w swej liry ce relig ijn ej k o n se k w e n tn y w yraz zracjonalizow anej, pozaw yznaniow ej religijności. U nikał na ogół prow o­ kacji, ale i nie szedł t u n a kom prom isy. Jego postaw a relig ijn a je st w li­ ryce tej zawsze niedw uznaczna.

Nie ulega w ątpliw ości, że w czasach, k ied y ludzie n a pro blem atyk ę relig ijn ą byli szczególnie w y czuleni i k ied y d y sk u sje teologiczne były chlebem pow szednim piśm iennictw a, p rzy n ajm n iej n iek tó rzy co b y s trz e j­ si, co bardziej w ykształcen i i n a w y k li do nien aiw n ej le k tu ry czytelnicy jego poezji m usieli uśw iadam iać sobie, że pozycja p o ety b yła tu swoista, że w g ru n cie rzeczy był on h e re z ja rc h ą, ta k d la katolików ja k i dla p ro ­ testan tów .

I oto zjaw isko zaskakujące. H etero d ok sja re lig ijn a n ie przeszkodziła szybkiem u i pow szechnem u uzn an iu K ochanow skiego przez w spółczes­ nych za w ielkiego poetę. Nie dochowało się do naszych d ni żadne św ia­ dectw o, z którego m ożna by w nioskow ać, że stanow iła ona podówczas problem dla czytelników poety. J a k to było m ożliw e?

Sporo, rzecz prosta, tłu m aczy t u to le ra n c ja czasów zygm untow skich. Szła ona daleko. Przecież ta k i np. D aniel B ieliński m ógł sobie pozwolić na ogłoszenie książki a ta k u jąc e j N o w y T e sta m e n t oraz w yliczającej jego

31 O R zym ie (II 95); Na słow nik M ączyńskiego (Fr. dod.). Epigramat łaciński Accisis Italum rebus Rom aque subacta został przeoczony w w ydaniu P r z y b o r o w - s к i e g o. Fotografię stronicy słow nika z tekstam i w szystkich trzech epigramatów znaleźć można w J. P e l c a w ydaniu F raszek (W rocław 1957, s. 145. BN I 163).

32 Zob. H. B a r y c z , Jan M ączyński, ję zyk o zn a w ca i leksykograf. W : Z epoki renesansu, reform acji i baroku. Warszawa 1971, s. 147—148.

(18)

sprzeczności — i, ja k się zdaje, nie naraził się na prześladow ania, a gdy odw ołał tezy swej książki, kalw in i m ałopolscy nie w ahali się w ybrać go na m in istra zboru krakow skiego. Ale B ieliński ściągnął na sw oją głowę jako „now y poganożydow in” 33 gw ałtow ne a ta k i oburzenia polem istów religijn ych. Nic nam nie w iadom o o żadnych, choćby n ajd y sk re tn iejsz y ch zastrzeżeniach w spółczesnych przeciw ko postaw ie relig ijn ej K ochanow ­ skiego.

Bo też drugim , nie m niej isto tn y m czynnikiem m usiała tu 'być w ysoka k u ltu ra literack a Polski zygm untow skiej. K u ltu ra literack a, tzn. resp e k t dla autonom ii słowa poetyckiego, zrozum ienie, że p oem atu nie w olno sądzić ty m i sam ym i k ry te ria m i co b ro szu ry politycznej czy tra k ta tu teologicznego. W spółcześni rychło, bo już w lata ch sześćdziesiątych, uśw iadom ili sobie, iż K ochanow ski to w ielki poeta. P ierw szy tak i poeta w lite ra tu rz e polskiej. Radość i dum a z posiadania takiego poety kazały im p rzy m k n ąć oczy na drażliw e elem en ty jego postaw y relig ijn ej. Z u­ chw alstw o te j p o staw y m ogli oceniać w całej p ełn i ty lk o ci czytelnicy, k tó rz y dysponow ali k u ltu rą hum an isty czn ą, a więc ci, k tó rz y m ieli n a j­ lepsze kw alifik acje do oceny w ysokiej w arto ści literack iej tej poezji.

O tym , iż takie m echanizm y w k u ltu rz e polskiego O drodzenia istotnie działały, św iadczy rea k c ja uczestników zjazdu w Stężycy na n ie fo rtu n n e w y stąp ien ie polityczne p o ety z 26 listopada 1575. Z nam y tę reak cję je­ d y n ie z m ocno k ry ty c z n ej rela cji Św iętosław a Orzelskiego. R elacja to jed n a k w iarygodna, skoro cały tek st O rzelskiego m a c h a ra k te r n o tate k sp isyw an ych na g o rą c o 34 i skoro zrefero w an e tam poglądy poety nie kłócą się z ty m , co m ożem y w yczytać z jego w łasnych utw orów .

M owa stężycka nie przy n osi K ochanow skiem u zaszczytu. A rgu m en t, iż w y b ó r k a n d y d a ta P olak a skom prom itow ałby Rzeczpospolitą w św iecie, jak o że postro nn i gotowi by pom yśleć, iż n ik t z obcych książąt nie chce p rz y ją ć k oron y polskiej, m usiał brzm ieć i dem agogicznie, i przede w szy­ stk im naiw nie. Co gorsza, b y ły w tej m owie ak cen ty , k tó re nie m ogły nie d rażn ić szlacheckich słuchaczy. M niejsza już o w ybór k an d y d a ta . K o­ chanow ski opowiedział się za rak u sk im albo m oskiew skim . F ak t, iż je d ­ n y m tch e m w ym ien ił ich obu, św iadczy, że nie zależało m u na żadnym z n ich indyw id u aln ie. Chciał w idzieć n a tro n ie polskim elekta, k tó ry by p ro w ad ził politykę a n ty tu re c k ą , a n aw oły w an ia do ta k ie j p o lityk i nie b y ły niepopularne. Ale poeta bił i na to, że e le k t m usi być m łody, ab y wzwTyczaił się do słu ch an ia sen atu . Słowa ta k ie m ogły znaleźć m iły od­ d źw ięk w obozie senatorskim , m usiały jed n a k d rażnić ludzi stro n n ictw a

3:3 A. B r ü c k n e r , R óżn ow iercy polscy. Wyd. 2. Warszawa 1962, s. 180, przypis. 34 Zob. E. К u n t z e , w stęp do wyd. Interregni Poloniae libri VIII („Scriptores R erum Polonicarum ”. T. 22. Kraków 1917, s. VII—VIII).

(19)

szlacheckiego, obaw iających się, aby elek cja nie zaprzepaściła ich świeżo z d o bytych przy w ilejów politycznych, a więc znako m itą w iększość ze­ b ranych. M asy szlacheckie p a trz a ły przecież na senatorów z podejrzliw o ­ ścią, graniczącą z psychozą. To był p u n k t szczególnie drażliw y 35. A je ­ dnak, czytam y u Orzelskiego, mimo że obecni uw ażali, iż przem ów ienie to niegodne jest człow ieka tak iej sław y, w y słu ch ali go łaskaw ie: ,,perso­

nae illi d a tu m e st, u t benignis e xcip eretu r au rib u s” 36. P ię k n y to przykład

i politycznej, i literack iej k u ltu ry szlach ty XVI w ieku.

Opinie w spółczesnych zebrał Jan u sz Pelc w swej cennej książce o re ­ cepcji K o ch an o w sk ieg o 37. O kazuje się, iż w ty ch sam ych su p erlaty w ach m ówią o poecie k ato licy i p rotestanci. Ż aden z chw alców nie d y sk u tu je jego p ostaw y w yznaniow ej.

Raz ty lk o jed en został K ochanow ski w ym ieniony jako p ro te sta n t W elegii Trzecieskiego De sacrosancti evangelii [...] origine, progressu et

increm ento z n ajd u jem y K ochanow skiego w k ata lo g u ko ry feu szy obozu

refo rm y :

patriaeąu e am plissim a terrae

Gloria doctrinae laude Cochanovii [w. 309—310] 38

Elegię tę ogłosił Trzecieski w K rólew cu w ty m sam ym ro ku 1556, w k tó ry m w idzim y ta m J a n a K ochanow skiego. W ro ku 1554 w pisał się w m etry k ę królew ieckiej A lb e rty n y b ra t jego A n d rzej, a w 1555 zjaw ił ,się ta m trzeci z braci, Ja k u b 39. J a n K ochanow ski fig u ru je w ięc w elegii po p ro stu jako jed en z członków rodziny, z k tó rą obóz re fo rm a c y jn y łą ­ czył jakieś nadzieje. To jeszcze nie o poecie K ochanow skim m owa.

O poecie tym m iał Trzesiecki okazję mówić w późniejszych latach, i to d w u k ro tn ie. W ro k u 1568 zaadresow ał do K ochanow skiego jed n ą ze sw oich sy lw (II 2) *°. Ju ż w ty tu le w iersza w ielbi go jako n a jw y b itn ie j­ szego poetę polskiego, „poetarum in Polonia p rin c ip e m ”. Ani słowa tam o stanow isku w yznaniow ym Kochanow skiego. Nie mówi. też o ty c h s p ra ­ w ach w „ tre n o d ii” napisanej na zgon poety 41.

35 Szczególnie w yraziście uwydatniło to ostatnio św ietn e studium C. B a c k v i ­ s a L’Origine de la diète „v iritim ” pour l’élection du roi en Pologne („Annuaire de l ’Institut de Philologie et d’Histoire Orientales et Slaves” 1973).

38 In terregn i Poloniae libri VIII, s. 425. Zob. też С. В a с к v i s, A u teu r du „S atyre” de Jan K ochanowski. „Zagadnienia Rodzajów Literackich” t. 1 (1958), s. 41.

37 J. P e l c , Jan K ochanow ski w tradycjach litera tu ry polskiej. W arszawa 1965, s. 60—65.

38 A. T r z e c i e s k i , Carmina. W iersze łacińskie. Opracował, przełożył i w stę­ pem poprzedził J. K r ó k o w s k i . W rocław 1958, s. 30. BPP, В 8.

39 Zob. K o t , op. cit., s. 397.

40 T r z e c i e s k i , op. cit., s. 242—246. 41 Ibidem , s. 454—461.

(20)

Podobnie rów nież m a się rzecz z w cześniejszym od S y lw Trzecieskie- go o lat sześć, znan y m ep ig ram atem R eja ze Z w ie rzyń c a (II 118)4-. W y­ sław iany tam je s t K ochanow ski jako p o eta odznaczający się i w rodzonym talentem , i „poczciw ym ćw iczeniem ”. Nie w iem y, jak ie w iersze K ocha­ nowskiego b y ły znane Rejowi, gdy pisał swój e p ig ra m a t 43. A le gdy T rze- cieski oddaw ał do d ru k u dw ie pierw sze księgi swoich S y lw , m usiał znać i Zgodę, i S a tyra z ich w yp ad am i przeciw ko p ro testanto m . Nie zaw ażyły one u niego, gorliw ego apologety p rotestanckiego, na entuzjastyczn ej ocenie poety.

Postaw a re lig ijn a poety s ta je się pro b lem em dopiero dla czytelnika w ieku następnego, X V II 44. W czasach p o trydenckich, w któ ry ch m am y do czynienia z w yraźn ie w yodrębnionym i, przeciw staw n ym i obozami w y ­ znaniow ym i, pro b lem te n p rzy b ra ł postać spo ru o to, czy K ochanow ski był katolikiem , czy p ro testan tem . N a K ochanow skiego m odel poezji po- zaw yznaniow ej nie było w ted y m iejsca, nie m ieścił się on w kateg oriach owoczesnych pojęć, nic zatem dziw nego, że oceniano postaw ę re lig ijn ą poety w gruncie rzeczy anachronicznie.

Na pierw szy rz u t oka może dziwić, że A ndrzej W ęgierski zaliczył w sw ej h isto rii Kościoła poetę do obozu p ro testanckiego. Przecież k r y ­ ty k a obozu protestanckiego w Zgodzie i w szczególnie poczytnym w ted y

S a ty rze (nie m ów iąc o W różkach, k tó re najp raw d op od ob niej nie m iały

już w ów czas czytelników ) b yła tak oczyw ista i dobitna. Może W ęgierski zdaw ał sobie spraw ę z pow iązań królew ieckich m łodego K ochanow skie­ go. N ajpraw dopodobniej orien to w ał się w tym , że poezja re lig ijn a K ocha­ now skiego nie była poezją katolicką, że nie znaleźć w niej a n i śladu k u l­ tu m ary jn eg o czy k u ltu św iętych, a zatem skoro nie katolicka, m usiała być w jego oczach p ro testan ck a. P rzed ru k o w y w an o ją przecież w p ro te ­ stan ck ich kancjonałach.

P rzeciw ko roszczeniom dysy d en tó w w y stą p ił w swej rów nie energicz­ nej co n aiw n ej A pologii za Ja n e m K o cha n o w skim K o ch o w sk i45. Był p rzek o n an y , że skoro poeta atak o w ał obóz p ro testan ck i w S a tyrze i Zgo­

42 M. R e j , Pism a w ierszem . (W ybór). Opracował J. K r z y ż a n o w s k i . W rocław 1954, s. 244—245. BN I 151.

43 Najprawdopodobniej Kochanowski sław n y był w tedy przede wszystkim jako autor łacińskich elegii; stąd ów „Tybullus” jako punkt odniesienia. Nb. Tibullus pojaw ia się również w obu pochwalnych w ierszach Trzecieskiego. O ile w w ierszu z r. 1568 można go jeszcze zrozumieć — k sięgi elegij były w tedy jedynym opus m aior K ochanow skiego — to w trenie napisanym na śmierć poety jest on już żałosną gafą krytyczną, bezm yślnym powtórzeniem starej form uły i przykładem tego, jakim konw encjonalnym poetą był Trzecieski.

44 Zob. P e l c , op. cit., s. 82—85.

45 Utw ór najłatwiej dziś dostępny w antologii: Poeci polskiego baroku. Opraco­ w a ły J. S o k o ł o w s k a i K. Ż u k o w s k a . T. 2. W arszawa 1965, s. 215—216.

(21)

dzie oraz zadedykow ał sw ój P sa łterz biskupow i, m usiał być p raw o w ie r­

n y m katolik iem . Je d y n ie ż a rty z papieża i leg a ta we F raszkach uznał za n a d a ją c y się do d y sk u sji a rg u m e n t i ro zp raw ił się z nim , k w alifik ując ż a rty te jak o n iew inne.

Inaczej ry so w a ły się te sp raw y S arbiew skiem u, rozm iłow anem u w K ochanow skim , ceniącem u go ma rów ni z rzy m sk im i klasykam i, a za­ razem św iad o m em u fak tu , że jego u lubiony poeta w y kraczał przeciw ko praw ow iern ości k atolickiej. O dstępstw a swego ulubionego p oety od p ra- w ow ierności w olał bliżej nie dyskutow ać, ale je o d n o to w a ł46. Było ono dla niego pro b lem em . Nie było problem em dla czytelników XVI w ieku.

46 M. S a r b i e w s k i , W y k ła d y poetyki. Przełożył i opracował S. S k i m i n a . W rocław 1958, s. 82. BPP, В 5.

Cytaty

Powiązane dokumenty

1) Wykonania przedmiotu umowy. 2) Zorganizowania zaplecza budowy oraz urządzenia i zabezpieczenia na własny koszt terenu budowy oraz podjęcie niezbędnych środków

Zawiesina w przepływie ścinającym ()=⋅ o0vrgr przepływ zewnętrzny tensor szybkości ścinania 2v effeffeffη=σg efektywny efektywny tensor tensor napięć

gim człowiekiem. Charakterystyczne jednak, że są to najczęściej modlitwy dziękczynne, znacznie rzadziej błagalne. N ie dlatego, by poeta uważał, że prośby

b Sposoby zaspokajania potrzeb poznawczych przez nauczycieli Badani nauczyciele zaspokajają swoje potrzeby poznawcze na wiele sposobów, głównie przez samokształcenie, udział w

Przeciw wyraźnej woli tych sfer rząd niemiecki, a tern mniej pruski, nie ośm ieliłby się nigdy z ta k ą zaw ziętością prześladow ać Polaków?. Żaden rząd

Zamawiający udostępnia Dostawcy klauzulę informacyjną dla kontrahentów („Klauzula”), której treść zawiera informację wymagane na podstawie art. 13 i 14 RODO, i jest ona

Ten jakiś ek sperym entalny system pracy spraw iał, że nigdy żadne dzieło Róży Łubieńskiej nie m iało ch a rak teru akadem ickiego, że każde zawsze

Wiąże się z obrazem świata, któ ry w dużej mierze jest tworem człowieka, ma więc wartość względ ną i może być zburzony przez następnych badaczy.... On też dokonał