• Nie Znaleziono Wyników

W olf Lepenies Wissenschaftskolleg zu Berlin

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "W olf Lepenies Wissenschaftskolleg zu Berlin"

Copied!
13
0
0

Pełen tekst

(1)

STUDIA SOCJOLOGICZNE 1997, 1 (144) ISSN 0039-3371

W olf Lepenies

Wissenschaftskolleg zu Berlin

MELANCHOLIA - PRÓBA LEGITYMIZACJI ZJAWISKA

Zarys problemu

M elancholia jest stanem psychicznym. Pojaw ia się on, względnie sądzi się, że się pojaw ia, gdy postaw a rezygnacji przyjmuje skrajną postać - form uła ta stanowi w ystarczającą i ostateczną odpowiedź na pytanie o legitymizację m elancholii w oczach osoby, której zostało zadane albo też, k tó ra sam a je sobie stawia. M elancholia jaw i się jak o zjawisko trw ałe i nie poddające się tran sfor­

m acjom; w interesującym nas tutaj kontekście istotną rolę odgrywać będzie szczególnie ta form a m elancholii, k tó ra stanowi utrw aloną form ę reakcji na owo „coś” , co „przydarza się” ludziom. Psychopatologia nazywa ją m elan­

cholią egzogenną. Zaham ow anie w działaniu jest jej przyczyną czy następst­

wem, niekiedy zaś jednym i drugim w tym znaczeniu, że wymuszone zaham ow a­

nie w działaniu odsyła w kierunku tych obszarów ludzkiej psychiki, nad którym i siła napierająca „z zew nątrz” nie m a zupełnie władzy. W związku z tym rozwija się nadm ierna tendencja do refleksji.

Potrzeba legitymizacji m elancholii pojaw ia się wówczas, gdy ta ostatnia nie przeszła jeszcze w stan apatii, w którym nie m a już m owy o jakiejkolwiek reakcji n a zdarzenia. Jego objawem jest całkowite wyizolowanie się chorego ze świata, tak iż nie do pom yślenia jest ju ż działanie nakierow ane na zewnątrz. W raz z tym procesem jed n ak zatracone zostaje poczucie oczywistości, co pociąga za sobą pytanie o legitymizację m elancholii i źródła tendencji chorego do kreow ania nowych oczywistości. Czy m oże się to w ogóle powieść, czy też m oże raczej różnego typu oczywistości kształtują się p o d wpływem czynników zewnętrz­

nych, przejęte od nich w sposób nieświadomy, zatracają natom iast swój oczywisty charakter w wyniku swego uświadom ienia - jest to jeden z p o d ­ stawowych problem ów A rn old a Gehlena, musim y go jedn ak zostawić n a boku.

Interesuje nas tutaj sam a p ró b a u p o ran ia się z u tra tą poczucia oczywistości, w mniejszym stopniu jej pozytywny rezultat. Przy tym należy jeszcze raz podkreślić, że nie będziemy pytać o to, czy „faktycznie” chodzi tu o m elan­

(2)

cholię. N ie odważymy się rozstrzygać tutaj tej kwestii. Interesuje nas raczej pytanie o to, ja k to się dzieje, że ktoś zaczyna m ówić o sobie, że jest m elancholikiem albo też tak m ów ią o nim inni, oraz w jak i sposób n a to reaguje;

jakie okoliczności spraw iają, że tak siebie określa (jest tak określany przez innych) oraz ja k ą korzyść wynosi stąd dla siebie w wyniku legitymizacji zjawiska. Jeśli więc nie jest do końca jasne, czy będziemy tutaj mówić 0 m elancholikach w ścisłym znaczeniu tego słowa, to z pewnością o ludziach, którzy tak siebie nazywają. Ja k też o społecznych sytuacjach, które m ają wpływ n a podobne sam ookreśłenie i o wynikających stąd rodzajach zachowań. Jeśli zgodzimy się z poglądem Pareta, że o człowieku stanowi „potrzeba robienia czegokolwiek” , to pytanie o legitymizację melancholii, kiedy rozpatruje się ją jak o syndrom , n a k tóry składają się niemoc działania i refleksja, zyskuje

szczególną wagę.

Melancholia renesansu: Ficino albo obowiązująca moc tradycji

M arsilio Ficino jest jedn ą z najbardziej znaczących postaci w dziejach problem u m elancholii i jedynie pobieżne potraktow anie tej postaci przez nas z pewnością nie oddaje jej sprawiedliwości - zaniedbanie to chcielibyśmy jed n ak usprawiedliwić tym, że nie jest naszym celem zaprezentowanie rozległej perspektywy historycznej. Isto tę jego poglądów na m elancholię możemy przybliżyć w sposób wyczerpujący cytując dłuższy fragm ent z Panofskiego, Saxla: „nie ulega żadnej wątpliwości, że on (M arsilio Ficino), m im o swej fascynacji D antem i antycznym neoplatonizm em , pierwotnie traktow ał Satur­

n a jak o planetę przynoszącą m u nieszczęście i upatryw ał w swojej m elancholii tragiczne fatum ; m ożem y dokładnie ustalić m om ent, kiedy w jego myśli poglądy Proklosa i A rystotelesa zaczęły wypierać poglądy Cecco d ’Ascoli 1 K o n stantyn a Afrykańczyka. W liście pochodzącym z lat siedemdziesiątych (XV stulecia) do swojego najlepszego przyjaciela Giovanniego Cavalcantiego pisze on np. w ten sposób: „W czasach takich ja k te zupełnie nie wiem, czego chcę, być m oże jed n ak również całkiem nie chcę tego, co wiem i chcę tego, czego nie wiem. Poczucie bezpieczeństwa, które zawdzięczasz swojemu łas­

kaw em u Jupiterow i spod znaku »ryby« zostało mi odm ówione przez złoś­

liwość m ojego postępującego wstecz S aturna spod znaku »lwa«” . N a ten list otrzym uje jed n ak pełną oburzenia odpowiedź: ja k on, będąc chrześcijaninem i platonikiem , m oże przypisywać gwiazdom zły wpływ - on, który m a przecież wszelkie pow ody po tem u, aby czcić „ow ą najwyższą gwiazdę” jak o dob rą planetę. „N ie uskarżaj się zatem n a nią, gdyż dzięki niej górujesz n ad innymi ludźm i tak sam o, ja k ona góruje n ad innymi planetam i. N a gwałt potrzebna jest, ja k sądzę, palinodia, i jeśli nie jesteś głupcem, zacznij ją śpiewać od razu ...” .

(3)

M ELANCHOLIA - PRÓBA LEGITYMIZACJI ZJAWISKA 1 4 3

M arsilio Ficino zaczął więc śpiewać swoją palinodię. Już jego odpowiedź świadczy o porzuceniu przez niego dotychczasowych poglądów: „W inną tej mojej zbyt dużej bojaźni, za k tó rą m nie karcisz, m oja skłonność do m elancholii. Przepełnia m nie tak ą goryczą, że nieco osłodzić ją i złagodzić m ogę jedynie często grając n a lutni... zaszczepił mi to, ja k mi się wydaje, od samego początku Saturn, który w międzyczasie znalazł się pod z n a k ie m

w odnika, m ojego przodka.... czym jed n ak m am się zachwycać? Już widzę, ja k znowu, i to nie bez racji, będziesz przym uszać m nie do nowej palinodii do Saturna. Cóż tedy powinienem czynić? Ucieknę się do wybiegu i albo powiem, że m elancholia - skoro tak chcesz - nie pochodzi od Saturna, albo też, jeśli w sposób konieczny od niego pochodzi, zgodzę się z A ry­

stotelesem, k tó ry uznaje ją właśnie za wyjątkowy boski d a r” . - I w kilka lat później pojaw iają się trzy książki »de Vita triplici« - dietetyka saturnowego człowieka1.

Przytoczona tu w ym iana listów między Ficinem i Cavalcantim unaocznia typowy dla tej epoki, jakże złożony, problem legitymizacji melancholii. Ficino upatruje w swojej m elancholii zw iastuna nieszczęścia. Podobne odczucie nie było traktow ane w Renesansie jak o „n atu raln e” : wszakże Ficino dobrze znał tak ukochanego przez siebie D antego i neoplatońską koncepcję! Właściwie m usiał „wiedzieć” , ja k m a odczuwać2. Ficino stara się dokonać legitymizacji melancholii trak tu jąc ją ja k o stan psychiczny, przy czym sam proces legitymiza­

cji zostaje dodatkow o w sparty u niego m akrologiczną argum entacją, astro­

logiczną interpretacją. W żadnym w ypadku nie chodzi tu o przeciwstawianie m ikrologicznego uzasadnienia m akrologicznem u. Raczej chodzi o to, aby wykazać wyższość astrologicznego ujęcia, które bliższe jest psychologicznemu rozum ieniu m elancholii, nad innym ujęciem, które wydaje się bardziej „sztucz­

ne” , przem aw ia za nim jedn ak historyczny autorytet wielce poważanego w owych czasach filozofa. P ró b a ta nie udaje się i wydany zbiór korespondencji nie pozostaw ia żadnej wątpliwości co do tego, że Ficino szybko zmienił swoje poglądy. Zdanie: „U cieknę się do wybiegu i albo powiem, że m elancholia - skoro ta k chcesz - nie pochodzi od S aturna (...)” jest ostatnią pró b ą urato w ania rozum ienia m elancholii jak o naturalnego stanu psychiki, bez degradow ania roli tradycji - skoro przeczy się istnieniu związku między m elancholią i Saturnem . Ale problem tradycji nie dał się rozwiązać tak łatwo i Ficino antycypuje z rezygnacją zarzut, który m usi się pojawić, skoro przyznaje się do arystotelesowskiej tradycji, w której następstwie we wczesnym okresie Renesansu we Florencji d o konała się rehabilitacja melancholii. W X X I pieśni

1 Panofsky, Erwin, Fritz Saxl: Dürers »Melancolia I « . Eine quellen- und typengeschichtliche Untersuchung, Leipzig-Berlin 1923, s. 33-35.

2 Jest to proces, który według Gehlena jest typowy dla nowożytności, w którym chodzi o to, aby „na drodze okrężnej poprzez rozum przyswoić sobie i odzwierciedlić teorię duszy” . Urmensch und Spätkultur, 2 wyd. 1964 Frankfurt nad Menem i Bonn, s.108.

(4)

„ R a ju ” D an te przedstaw ia sferę S aturna jak o krainę kontem placji, stąd też m elancholia zostaje uznana, „co też niemal się nie zmieniło po dzień dzisiejszy, za typowy stan ducha współczesnego geniuszu"1.

Z aakceptow aną przez Ficina legitymizację własnej m elancholii m ożna by za Riesm anem określić jak o „zgodną z tradycją” : wpływ tradycji okazuje się tutaj silniejszy niż psychika. Jest to szczególnie wyraźne u Ficina, który nie tyle szuka pociechy dla swojej m elancholii w jej rehabilitacji - byłoby to wówczas niemal rów noznaczne z uzasadnieniem „dysonansu poznawczego” , o którym jeszcze będzie m ow a - co jest wręcz zmuszony do pocieszania się. Jeśli przypom nim y sobie problem atykę zw iązaną z kwestią tego, co dowolne i obowiązujące, łatwo m ożna tutaj ustalić, w jaki sposób zorientow ane według tradycji poczucie tego, co obowiązuje okazuje się silniejsze niż element dowolności związany z tym, co jednostkow e - M arsilio Ficino stara się zanegować roszczenie tradycji do obowiązywania po to, aby uratow ać sferę dowolności w obrębie psychiki. Nie m oże jed n a k oprzeć się pokusie nobilitacji saturnowej melancholii. Ponieważ w ten sposób dokonuje się bardzo efektywne ufundow anie geniusza, podobna presja ze strony tego co obowiązujące zawiera w sobie coś z paradoksu:

ponieważ m om ent tego co obowiązujące okazuje się silniejszy, otw arta zostaje większa przestrzeń dla dowolności. Kiedy później po Oświeceniu i przyrodo- znawczej rewolucji z astrologii nie pozostanie zbyt wiele, idea geniusza przetrw a nadal. Jeśli geniusz zostanie wyzwolony z więzów i spekulacji astrologicznych m oże się w nim rozw inąć pierwiastek dowolności: myślenie i działanie związane jedynie - zgodnie z jego intencją - z jego własną osobą. Przynajmniej to stało się możliwe’, p o tym ja k raz n a zawsze zanika pierw otna instancja narzucająca ograniczenia właśnie dowolność staje się głównym świadectwem sytuacji geniu­

sza. F a k t że m iejsce pierwotnej instancji zajęły inne, że społeczeństwo oczekuje od geniusza postaw y outsidera, z całą cechującą ją dowolnością, oznacza w praktyce jedynie pojawienie się nowych form tego, co obowiązujące. Są one przy tym w tym większym stopniu niewidoczne, im bardziej przesłaniają sobą to, w jaki sposób akceptow alna dowolność jest zaplanow ana i w ym agana instytucjonalnie. Geniusz związany przepisam i m akrologicznej, kosmologicznej spekulacji m iał znacznie bardziej niezależną pozycję w obrębie społeczeństwa niż owi outsiderzy, których odstaw anie od norm y było funkcjonalne w od­

niesieniu do całości i dla tych, co się do niej dostosowali, stanowiło rodzaj asekuracji. W raz z tym procesem pytanie o legitymizację m elancholii wkracza w nowe stadium : dopiero teraz m oże zostać wyeksponowane psychiczne

„w nętrze” , ja k próbow ali to uczynić przedstawiciele Burzy i Naporu. T a legitymizacja jest już odwrotem : odzwierciedla o na bezradność, niemożność dysponow ania czymkolwiek w najszerszym znaczeniu tego słowa. O dw rót w sferę psychicznego w nętrza u trw ala jedynie bezradność jednostki skonfron­

3 Panofsky, Saxl: Dürers..., wyd. cyt., s. 30.

(5)

MELANCHOLIA - PRÓBA LEGITYMIZACJI ZJAWISKA

1 4 5

towanej ze stosunkam i społecznymi: solipsystyczna legitymizacja zachowuje swą ważność jedynie w odniesieniu do samej jednostki. Z tak pojętej sfery dowolności wycofuje się ona w schronienie, które znajduje na zewnątrz: te same jej potrzeby, które w odrodzeniu zaspokajała astrologia, zaspokaja teraz bowiem pojęcie przyrody. T ak oto wraz z rosnącą, ale też i coraz bardziej ubezw łasnow olnioną, dom eną dowolności zmienia się tylko sfera spekulacji, której jedn o stk a kurczow o się trzym a.

Melancholia i mistyka: Sabbataj Cwi, Natan z Gazy i demontaż dysonansu poznawczego

Opisany tutaj „przypadek” pozw ala lepiej zrozumieć, w jaki sposób nie­

któ re aspekty fenom enu m elancholii zostały podjęte w teorii poznawczego dysonansu Leona Festingera. W artykule Petera Schönbacha „D issonanz und Interaktionssequenzen” teoria ta została opracow ana w sposób systematyczny4.

D latego nie dokonuję tutaj jej rekapitulacji.

Schönbach zajm uje się osobowym charakterem związku między Sabbatajem Cwi i N atanem z Gazy, k tóry został prorokiem tego pierwszego. N a znaczenie tego związku zwrócił po raz pierwszy uwagę G ershom Scholem. H istorię Sabbataja Cwi przytaczam tutaj za Schönbachem: „Sabbataj Cwi urodzony w Smyrnie w 1626 ro k u jak o syn żydowskiego kupca doznał jako młodzieniec - podobnie ja k wielu m u współczesnych - pod wpływem straszliwej rzezi dokonanej przez kozaków Chmielnickiego na Żydach i Polakach w 1648 roku, m istycznego przeżycia. R ozbudzona została w nim również nadzieja n a zbawie­

nie. N adzieja ta, nie bez wpływu przepowiedni zawartej w kabalistycznej księdze „ Z o h a ru ” , że ro k 1648 zapoczątkuje okres cudów, przybrała u niego postać przekonania, że on sam jest pow ołany do zbawienia Żydów. Sabbataj zdecydował się n a symboliczne zamanifestowanie swojego posłannictw a wypo­

w iadając publicznie pełne imię Boga. Był to czyn świętokradczy, k tóry przy­

czynił się do jego w ygnania z rodzinnego m iasta Smyrny.

P o wielu latach wędrówki u d ał się on w 1662 roku do Jerozolimy. Już wówczas skupił w okół siebie grupę zagorzałych zwolenników, którzy uwierzyli w jego mesjanistyczne posłannictw o. D opiero jednak w kilka lat później, po spotkaniu z N atanem , ogłosił siebie publicznie Mesjaszem zdobywając tak ą popularność, że w ro ta Smyrny otworzyły się ponownie przed nim, w samym mieście zaś był przyjm owany wręcz po królewsku, kiedy powrócił tam z liczną rzeszą swoich m łodocianych wyznawców. Jego pobyt w Smyrnie sprawił, że

4 Schönbach, Peter: Dissonanz und Interaktionssequenzen, „Kölner Zeitschrift für Soziologie und Sozialpsychologie” (1966), Z. 2, s. 253-270. Cytaty są zaznaczone w tekście numerami stron podanymi w nawiasach.

(6)

zachwyt tłum ów oczekujących rychłych przem ian przybrał postać ekstatycz­

nego szaleństwa. Sprawy dnia codziennego przestały posiadać jakiekolwiek znaczenie, zaniedbano pracę, zaczęto poślubiać dzieci już w wieku 9-10 lat, po to tylko aby przyspieszyć w ten sposób narodziny wielu nowych. M iało to na celu dokonanie inkarnacji wielu dusz przed końcem tikkunu, czyli przed odtworzeniem zburzonej całości świata przez Mesjasza. Przeżycia tego rodzaju szerzyły się w tym czasie w całej Europie. Z początkiem 1666 ro k u Sabbataj u dał się w końcu ze swoimi przyjaciółmi statkiem do K onstantynopola po to, aby - ja k oświadczył - odebrać koronę sułtanowi. Z araz po przybyciu został zaaresztow any n a rozkaz W ielkiego W ezyra i po krótkim pobycie w więzieniu w K onstantynopolu został umieszczony w twierdzy Gallipoli, gdzie wiódł względnie kom fortow ą egzystencję i dzięki przekupstw u władz tureckich przez jego zwolenników m ógł utrzym ywać w okół siebie niemal książęcy dwór. Sułtan, M ehm ed IV, ociągał się z egzekucją Sabbataja, ponieważ chciał zapobiec utw orzeniu się sekty skupionej w okół postaci męczennika. Ale też nie m ógł ignorow ać rosnącej liczby zwolenników Sabbataja; dlatego rozkazał przenieść Sabataja do A drianopola i wezwał go przed swoje oblicze. Otoczenie sułtana poradziło m u, aby podjął próbę nawrócenia Sabbataja na islam, które to zadanie zlecono osobistem u lekarzowi Sułtana, żydowskiemu renegatowi. K u zdziwieniu wszystkich p ró b a ta udała się bardzo łatwo. Prow adzony przed oblicze sułtana Sabbataj ju ż n a progu pałacu założył turban, n a znak swego przejścia n a islam. Sułtan, uradow any, że tak łatwo udało m u się rozwiązać ten problem , nadał Sabbatajow i imię M ehm ed Effendi oraz dworski tytuł straż­

n ika” (259-260).

W edług Schönbacha konwersja Sabbataja zaczyna być interesująca dopiero wraz z pojawieniem się N a ta n a z Gazy. Ten ostatni dostrzegł w Sabbataju, który był typem m aniakalno-depresyjnym , swego pacjenta. Okresy m aniakalne i depresyjne, któ re cechowały ciężkie stany m elancholijne i lęk przed demonam i, występowały n a przem ian z fazami relatywnie norm alnych stanów psychicz­

nych, w których Sabbataj nie rozum iał i głęboko żałował swoich sprzecznych działań. U jaw niają się tutaj podstaw ow e elementy ekstremalnego dysonansu poznawczego, których Sabbataj z pow odu swojej choroby nie był w stanie zracjonalizować. Zam iast tego w cyklicznie powracających okresach jego psychozy, w wyniku reakcji otoczenia, z którego naprzem ian docierały do niego sygnały harm onii i ciągle odnaw iał się i pogłębiał dysonans. Najważniejsze elementy dysonansu były doświadczane przez N a ta n a z Gazy w związku z jego wizją zbawiciela Sabbataj, której nie chciał się poddać z lęku przed popad- nięciem w szaleństwo; ja k też w związku z egzaltacjami Sabbataja, które powstawały w trakcie jego okresów m aniakalno-depresyjnych; jak też w końcu w związku z apostazją M esjasza. Pierwszy dysonans zostaje usunięty, gdy M esjasz próbując siebie wyleczyć ze swoich cierpień przychodzi do N atana, który od tej p o ry zaczyna wierzyć jego wizjom. D rugi dysonans zostaje przez

(7)

MELANCHOLIA - PRÓBA LEGITYMIZACJI ZJAWISKA \Ą~j

niego usunięty, gdy kończy swoją teologiczną rozpraw ę „D rusch ha-T anninim ” (R ozpraw a o smokach). N atan opisuje tutaj „wyraźnie przy tym wskazując na psychotyczne sym ptom y Sabbataja, że w trakcie pękania naczyń światłości również dusza M esjasza została strącona na samo dno i w jego regionach była więziona przez kelippot (skorupy), czyli przez ciemne moce, będąc napastow ana przez węże, k tó re starały się ją uwieść. W walce z wężami dusza M esjasza pracow ała n a d swoją doskonałością. D opiero gdy ją uzyskała, m ogła ostatecz­

nie opuścić swoje więzienie i zapoczątkow ać powszechny tikkun” (263).

Schönbach przypuszcza, że ten usprawiedliwiający zachowanie Sabbataja opis N a ta n a pom ógł tem u ostatniem u w dokonaniu apostazji, ponieważ w prowadził zgodny z nią decydujący element, „a mianowicie »objawienie«, że również skrajny występek, jakim jest odstępstwo od wiary, winien zostać popełniony przez niego jak o kolejna stacja cierpienia, przez któ rą musi przejść n a drodze do zbawienia siebie i św iata” (263). Z dysonansem apostazji N atan u p o rał się ostatecznie w »Sefer ha-beri’a« (teorii stworzenia). „W książce tej, k tó rą ukończył w 1670 roku, N a ta n radykalizując swoje wcześniejsze teologicz­

ne poglądy, nauczał, że jeśli osoba święta chce osiągnąć zbawienie, nie wystarczy tylko pozostaw anie przez nią poza kręgiem wpływów zła oraz jej usiłow ania m ające n a celu ściągnięcie n a siebie uwięzionych w kelippot (skoru­

pach) iskier. O statnie i najtrudniejsze fazy tikkuna m ogły znaleźć swe spełnienie jedynie wówczas, gdy M esjasz zstąpił w królestwo nieczystości, po to aby od wew nątrz uw olnić iskry z więzienia... Z d rad a M esjasza została tu zinter­

pretow ana jak o najtrudniejsza część jego misji; dopiero na końcu jego drogi pogrążania się w m roczne królestwo pojaw ia się nadzieja zbawienia” .

Znaczenie, ja k ą relacja między Sabbatajem i N atanem posiada dla p ro b ­

le m a t y k i m e l a n c h o lii , s ta je się p r z e d w s z y s tk im w id o c z n e w św ie tle wywodów G ershom a Scholema o micie i K abale. Scholem mówi o dwóch istotnych m ocach określających życie Żydów, o halasze (prawie) i o agadzie (legendzie) oraz o pewnym szczególnym micie: „Hagadyjski m it Jalkut R e ’Ubeni oddaje historyczne doświadczenia żydowskiego n arodu po okresie wypraw krzyżowych i m ożna powiedzieć, że podkreślone jest to szczególnie wówczas, gdy się o tym w ogóle nie w spom ina. Głębokie wnikanie w ukryte światy, o czym się nieustannie tutaj m ówi, pozostaje w ścisłym związku z kurczącym się zakresem żydowskiego doświadczenia św iata” . I dalej: „Szczególnym rysem systematycz­

nych poszukiw ań kabalistycznej teologii jest, że za pom ocą myślenia wy­

kluczającego m it m a tu być stw orzona konstrukcja i opis świata, w którym żyje nadal coś z m itu ” 5. Znow u zatem dochodzi tutaj do głosu ta postać odniesienia

5 Scholem, Gershom: Die jüdische M ystik in ihren Hauptströmungen, Frankfurt nad Menem 1957, s. 34-35 i 38. Por. też Scholem, Gershom: Metamorfoza heretyckiego mesjanizmu sabataistów w religijnym nihilizmie w X V III stuleciu, w: Zeugnisse, Theodor W. Adorno zum sechzigsten Geburtstag, wyd. przez М аха Horkheimera, Frankfurt nad Menem 1964, s. 20-32; i Alter, Robert:

Sabbatai Zwi and the Jewish Imagination, „Commentary” XLIII (1967), nr 6, s. 66.

(8)

do świata, k tó ra m a zrekom pensow ać u tratę świata: w tym w ypadku na drodze mistycznej rekonstrukcji. Również Peter Schönbach wskazał n a to, że w ten sposób powstaje, i m usi pow stać, klim at melancholii: „N ie jest przypadkiem , że historia Żydów stanow i tak pouczające świadectwo, jeśli chodzi o znaczenie dysonansu poznawczego jako m o to ru historycznego rozwoju. Żydzi ciągle cierpieli z racji swego przeznaczenia polegającego na tym, że pole ich działania było bardzo ograniczone. I to zarów no w wyniku surowości rabinów strzegą­

cych praw a, ja k i presji ze strony wrogiego im otoczenia. Cierpieli oni również z racji tego, że wynikające stąd dysonanse mogły zostać zmniejszone jedynie w wyniku wykształcenia nowych postaw poznawczych, nie zaś w wyniku prostych zm ian zachowań. Wczesnym, wymownym przykładem tego jest ukształtow anie się chasydyzm u z jego ideałam i ascezy, ataraksji i altruizm u w trakcie pierwszych w ypraw krzyżowych. Pełnił on wówczas rolę ideologii współgrającej z cierpieniami tych, którzy m ając przed oczyma wizję własnej śmierci z rąk ho rd rycerzy krzyżowych nie odstępowali od swojej wiary, ale popełniali sam obójstw o” (266).

Scholem sugeruje, że Sabbataj Cwi był psychicznie chory. „Często już to przeczuwano i m ów iono o p aran o i czy histerii. Ale istnieje wiele bezpośrednich świadectw, które dow odzą, że jego duchowe stany chorobow e były innego rodzaju: był on typowym przypadkiem m aniakalno-depresyjnym (...)” 6. P o d ­ kreślił to jeszcze bardziej Siegmund Hurwitz: „Z tych skąpych świadectw (autorstw a G an d o ra i L aniado i innych) wyłania się przede wszystkim to, że Sabbataj Cwi niekiedy cierpiał n a m elancholię i depresję, kiedy indziej zaś wypełniała go »wielka radość«. Laniado określa m elancholię jako »cierpienie zesłane przez Boga«. N am natom iast kojarzy się to z innym wielkim przywódcą w historii Żydów , a mianowicie z królem Saulem... W chwilach m elancholii i depresji Sabbataj Cwi oddaje się obezwładniającej go bierności”7.

W usiłowaniach m ających n a celu zmniejszenie dysonansu u N a ta n a widać, w jaki sposób m elancholia i m an ia współdziałają w ram ach jednego systemu.

M elancholijna faza jaw i się m u jak o „przesunięcie patrzenia w prost” lub

„up ad ek” , faza m aniakalna jak o „oświecenie” . M elancholia jest tutaj zatem określona negatywnie. T a jej negatywność zostaje zniesiona w mistycznej spekulacji: „M elancholia i oświecenie, upadek i wzlot nie przedstaw iają zgodnie

6 Scholem, Gershom: Die jüdische..., wyd. cyt., s. 318. Psychiatryczne założenia Scholema wywodzą się od Bleulera i Langego. Kiedy Scholem pisze, że dla N atana „figura Hioba... od początku stała się prototypem osobowości Mesjasza” (tamże, s. 324), implikuje to, że ten jest w jego oczach „melancholikiem” : por. na ten tem at Tellenbach, Hubert: Hiob und das Problem der Selbstübersteigung.

1 Hurwitz, Siegmund: Sabbatai Zwi. Zur Psychologie der häretischen Kabbala, w: Studien zur analytischen Psychologie C.G. Jung, Tom II: Beiträge zur Kulturgeschichte, Zürich 1955, s. 239. N a temat Saula por. Schaerf, Rikwah: Saul und der Geist Gottes. Ein Beitrag zum Problem der Melancholie, w tym samym tomie, s. 209.

(9)

MELANCHOLIA - PRÓBA LEGITYMIZACJI ZJAWISKA 1 4 9

z tą teorią nic innego ja k poszczególne etapy w wielkim światowym procesie tikkun. K iedy M esjasz wstępuje w przepaść w stanie depresji, węże są wszech­

władne i m ęczą go, w chwili gdy jego dusza doznaje oświecenia udaje się jej przezwyciężyć ich m oc” 8. T ak oto m elancholia pojaw ia się tu w obrębie dychotom ii porządek - nieporządek, k tó ra zawsze towarzyszyła problem owi.

W sposób szczególnie dobitny wypowiada to Hurwitz: „Zawsze w czasach dezorientacji, chaosu i rozdarcia podejm owane były próby rekonstrukcji od wew nątrz porządku, harm onii i całości. Powszechne oczekiwanie M esjasza w owej epoce nie oznacza psychologicznie, tzn. ujm ując rzecz od wewnątrz, nic innego ja k ukształtow anie się archetypu całości. D o tej zbiorowej nadziei 0 charakterze zewnętrznym dołącza się wewnętrzny wymóg skierowany do indywidualnego człowieka Sabbataja Cwi, wymóg urzeczywistnienia przez niego swojej własnej całości. I właśnie w tym ostatnim punkcie Sabbataj zawodzi”9.

Patrząc z tej perspektywy wydaje się, że fenomen dysonansu poznawczego 1 problem jego zmniejszenia posiada istotne ogólne znaczenie dla kwestii melancholii. Już wszakże przekonanie Arystotelesa, że m elancholicy m ają w sobie coś z geniuszu, zakłada podobne zmniejszenie dysonansu dostarczając tym samym legitymizacji zjawiska melancholii. Problem ten nie m oże z pew noś­

cią być rozpatryw any wyłącznie n a płaszczyźnie indywidualnej czy psycho- logiczno-społecznej. Jeśli przypom nim y sobie wymianę listów między Ficinem i Cavalcantim , i stosunek obu tych m ężów do siebie porów nam y z tym, jaki m iał miejsce między N atanem z Gazy i Sabbatajem Cwi, dostrzeżemy w pełni różnicę w stopniu zmniejszenia dysonansu w obu w ypadkach. M elancholia jest tu trakto w ana jak o faza procesu przebiegającego między biegunam i porządku i nieporządku i wyznacza - m im o iż ocenia się ją negatywnie - konieczny m om ent tego procesu. Ficino natom iast, m im o iż osobiście przeciwstawia się tendencji do nobilitacji m elancholii, ulega presji ujęcia, zgodnie z którym m elancholia czerpie swoje uzasadnienie wyłącznie z tradycji. W tej perspektywie mistyczne traktow anie m elancholii jak o negatywnej, ale za to koniecznej części historycznego procesu stanow i bardziej subtelny sposób n a zmniejszenie dyso­

nansu i n a legitymizację m elancholii. Przy dokładniejszym przebadaniu związku między m elancholią i dysonansem poznawczym, co tutaj zostało jedynie przez nas zasygnalizowane, łatw o m ożna byłoby wykazać jego produktyw ność.

Pytanie o dysonans odgrywało isto tną rolę już w trakcie rozpatryw ania funkcji, ja k ą m elancholia pełniła w salonie, później zaś w środowisku mieszczańskim.

W zakres podobnych rozw ażań daje się również włączyć teza o utracie świata.

M ożna sform ułow ać hipotezę, że w raz ze stopniem utraty świata rośnie również dysonans i presja do jego redukcji. K ontinuum możliwej likwidacji dysonansu

8 Hurwitz S., Sabbaiai..., wyd. cyt., s. 259.

9 Tamże, s. 50.

(10)

m oże przy tym prow adzić od ataraksji do przerostu działania (M ontm orency), niekiedy też obie te form y m o gą występować razem. Nie n a ostatku wskazanie n a powiązanie problem atyki melancholii i dysonansu poznawczego uprzytam ­ nia konieczność uwzględnienia historii i nie dbania o pytanie o wielkie systemy porządkujące (ideologie, św iatopoglądy, religie, mistyczne prądy, mity).

Antropologiczna redukcja

„Przygnębienie jest zbyt bolesnym zjawiskiem, sięga ono też zbyt głęboko d o korzeni naszej ludzkiej egzystencji, abyśmy jego rozpatryw anie mogli pozostawić psychiatrom ... K iedy zatem pytam y o jego sens, dajemy w ten sposób wyraźnie do zrozum ienia, że nie chodzi nam tylko o kwestię psycho­

logiczną i psychiatryczną, lecz o sprawy duchow e” 10. O to słowa G uardiniego na tem at „sensu przygnębienia” . Stawia on pytanie o sens, które zawsze jest identyczne z pytaniem o legitymizację - gdyż to, co zostało uznane jako sensowne, jest właśnie dzięki tem u uzasadnione. Jeśli jedn ak weźmiemy za kryterium powyższe zdania, w których z elitarnych pozycji odm aw ia się psychologii i psychiatrii wrażliwości na sprawy duchowe, to należy stwierdzić, że rozpraw a G uardiniego nie daje odpowiedzi n a pytanie o sens przygnębienia.

Kiedy G uardini pisze o „konstytucjonalnym sm utku” , zaniedbuje wówczas kwestię społecznego uw arunkow ania podobnych cech konstytucyjnych i w k o ń ­ cu proponuje definicję przepojoną em patyczną głębią i wieloznacznością:

„Przygnębienie jest znamieniem narodzin w człowieku tego, co wieczne” . Po tym zaś następuje zdanie dopełniające, o wymowie elitarnej, z ideologicznym obram ow aniem : „Czy też, należałoby m oże raczej powiedzieć, jest nim tylko u niektórych ludzi” 11. G uardini przejmuje tu w sposób bezkrytyczny pogląd, który naukow a refleksja pow inna dopiero rozpatrzyć: regres legitymizacji m elancholii w obręb tego, co wewnętrzne, w sferę konstytucji, w to, co antropologiczne. O w a redukcja znajduje jedn ak swoje uzasadnienie w m niej­

szym stopniu w naturze m elancholików niż w okolicznościach, które upraw ­ niają ich do tego, aby m ówili o sobie jak o o m elancholikach i za takow ych się uważali.

Jeśli spojrzymy n a różne dziedziny wiedzy, które zostały w szczególności uwzględnione w tej rozprawie, to należałoby stwierdzić, że pytanie o legitymiza­

cję m elancholii i o m elancholijną postaw ę zyskiwało w nich swoje znaczenie w wyniku jego redukcji do antropologicznego wymiaru. W idać to najlepiej w przypadku mieszczańskiej m elancholii X V III wieku. Em igracja wewnętrzna i niezdolność do działania typow a dla klasy mieszczańskiej dopuszcza jedynie

10 Guardini Romano: Vom Sinn der Schwermut, Zürich 1949, s. 7.

11 Tamże, s. 50.

(11)

MELANCHOLIA - PRÓBA LEGITYMIZACJI ZJAWISKA J 5 J

drogę ucieczki do wewnątrz: duchowe wnętrze i m elancholia wiążą się ze sobą w sposób ścisły. N orm atyw ny aspekt melancholii zostaje wykorzystany ideo­

logicznie: m ieszczaństwo wypracowywuje powszechnie obowiązujący etos, który - podobnie ja k m a to zawsze miejsce przy przesunięciu norm uzasad­

niających na wyższy poziom abstrakcji - kieruje się przeciwko panującym:

przeciwko szlachcie. Określenie „ K ab ała i m iłość” jasno ujm uje tę opozycję.

Przyrów nana do tego, co uważa się za synonim „tego, co ludzkie” , szlachta wydaje się „nieludzka” .

W utopii m elancholia zostaje zadenuncjowana: jak o element w prow adzają­

cy zakłócenie jest ona czymś niepożądanym w tym projekcie. Zarazem jednak twórcy utopii zbyt dobrze wiedzą, że w obręb totalnego charakteru ich zam iaru należy również zaprojektow anie samego człowieka. T ak więc już B urton chciał leczyć m elancholię jednostek, po to aby m óc urzeczywistnić utopię Anglii wolnej od m elancholii. Projektow anie ludzkiej psychiki, w którym ‘brave new world' zyskuje rangę program u, stanowi jedynie negatywny refleks poznania, że m elancholia m oże być zakorzeniona we w nętrzu człowieka i że jego ujęcie w sposób systematyczny jest czymś koniecznym.

W najmniejszym stopniu zdaje się w ykształcona redukcja do a n tro p o ­ logicznych założeń podstaw ow ych w m elancholii typowej dla arystokraty­

cznego salonu. W portrecie La R ochefoucaulda widać było wyraźnie, w jaki sposób szansa legitymizacji została zaprzepaszczona w wyniku redukcji oraz w jaki sposób a u to r p o rtre tu przyznaje, że jego skłonność do melancholii zwiększa się w wyniku oddziaływania zewnętrznych, egzogennych czynników.

P o do b n a rezygnacja z totalnej redukcji - naturalnie jest ona częściowo zaw arta w tym, co nazywa się ‘naturel’ - jest uw arunkow ana przez zo­

rientow aną n a doczesność m elancholię. To samo dotyczy salonu, w którym m elancholia zostaje ‘przepracow ana’. W d o d atku coś podobnego oznacza ideał zachow ania się ‘honnete kom m e’, a więc działanie zorientow ane na świat, nie zaś takie, któ re się z niego wycofuje. U kierunkow anie na d o ­ czesność i redukcyjne uzasadnienia w arunkują się nawzajem: im bliżej świata, tym m niejsza presja, aby uzasadnień szukać poza światem: im bardziej b o ­ lesną jest u tra ta świata, tym intensywniejsze pogrążenie się w tym, co we­

wnętrzne. U jęta w ten sposób m elancholia arystokratycznego salonu jawi się jak o przeciw staw na w stosunku do m elancholii mieszczańskiej. W ygnanie m elancholii z utopii stanow i jedynie potwierdzenie tego związku: zostaje tu zaprojektow any przeciwświat a w raz z nim przeciwmelancholia. U topii zagrażają jedynie relikty doczesności, które w sprzyjających okolicznościach będą wspierać m elancholię. Stąd też wywodzi się totalny charakter utopii:

nie istnieje uto pia m ałych kro k ó w 12.

12 Od podobnej wypowiedzi odbiega, na pierwszy rzut oka, na przykład ujęcie Ernsta Blocha,

„ponieważ światowy proces stanowi sam utopijną funkcję, wraz z materią tego, co obiektywnie

(12)

R edukcja m a miejsce, gdy Byron mówi o swojej skłonności do ennui, C onstant o swoim humeur, Baudelaire zaś planuje napisanie Lettres d ’un atrabilaire. Proces redukcji, w spom agany przez narastającą tendencję do refleksji, znajduje swój wym owny wyraz u M aine’a de Birana:

„S tan duszy, k tó ry nazywam smutkiem czy melancolie, różni się w sposób zasadniczy, tota natura, od dolegliwości chorobow ych oraz od stresu, który bierze się ze złego stanu nerwów lub z pewnych wrodzonych skłonności organicznych. Uczucie to jest w równej mierze pożądane, co dolegliwości chorobow e są przykre; wiąże się z nim rozwój naszej inteligencji i korzystanie z naszych bardziej szlachetnych zdolności... Kiedy doświadczam uczucia sm ut­

ku... ogarnia m nie wtedy m elancholia, pogrążam się w sobie, zamykam, penetruję głębie mojej duszy, dokonuję refleksji n a d sobą itd. (...)” 13.

M am y tu do czynienia z redukcją, naw et gdy będziemy wyraźnie abs­

trahow ać od „skłonności organicznych” : określenie „głębie mojej duszy” mówi to samo, tyle że brzm i ono bardziej patetycznie. To że M aine de Biran zwykł mówić o typie „człowieka wewnętrznego” , również należy do tego związku.

Proces redukcji m usi być zatem w sposób konsekwentny przeprow adzony dalej.

G dy operacja ta zostaje dokonana, osiągnięty zostaje punkt, w którym zwraca się o n a przeciwko sobie nie dostarczając ju ż żadnej legitymizacji. „G dy z głębin twórczych przestrzeni, ku którym zwracała się skrępow ana dogm atam i K ościo­

ła myśl spekulatyw na epoki, w ynurza się m elancholia, zrozum iałą się wtedy staje jej wszechmoc. W rzeczy samej p ośród wszystkich intencji o charakterze kontem placyjnym m a ona prawdziwie twórczy charakter. Od daw na też zauw ażono, że m oc tego uczucia nie m niejsza jest w spojrzeniu psa niż w refleksyjnej postaw ie geniusza” 14.

Tym samym legitymizacja melancholii zbliża się ponow nie do punktu, z którego m elancholia wzięła swój początek: do spekulacji na tem at żywiołów.

W ten sposób jed n ak nie m ożna jej uzasadnić. M oże się to dokonać jedynie wówczas, gdy aktow i legitymizującemu przyzna się w yróżnioną funkcję, gdy legitymizacja zrekom pensuje szukającem u jego poszukiwania. Jeśli wszyscy są m elancholikam i - o czym pisał B urton w celu pozbycia się m elancholii - w jej legitymizacji nie m a nic interesującego, ponieważ nie m a nikogo, przed kim m ożna byłoby znaleźć dla siebie legitymizację. Legitymizacja wymaga w yodręb­

nienia przypadków szczególnych; jeśli się tego nie przeprowadzi, odpada

możliwe jako substancja” (Das Prinzip Hoffnung, s. 203). Tutaj jednak proces przybiera charakter totalny i już z góry uformowany: jako niosący ze sobą utopię. Chęć połączenia procesualnośd i utopii stawia myślenie utopijne przed bardziej złożonymi wymogami. Jeśli przypomnimy sobie związek między tęsknotą za rodzinnym domem i melancholią, wyjawi się nam wówczas antymelan- cholijny charakter utopii Blocha, „rodzi się wówczas w świecie coś, dokąd jeszcze nikt nie powrócił:

ojczyzna” (Freiheit und Ordnung, s. 190).

13 Maine de Biran: Journal I, Neuchatel 1954, s. 247.

14 Benjamin, Walter: Ursprung des deutschen Trauerspiels, Frankfurt nad Menem, 1963, s. 158.

(13)

MELANCHOLIA - PRÓBA LEGITYMIZACJI ZJAWISKA 1 5 3

podstaw a legitymizacji. Bycie takim „jak wszyscy” dostarcza legitymizacji jedynie w działaniu wolnym od zakłóceń. Skoro jednak, ja k m a to miejsce w przypadku m elancholii, pojaw ia się niechęć do działania, potrzeba wtedy wyróżniającej legitymizacji - jak o że owa niechęć do działania nie dotyczy wszystkich. Jeśli człowiek faktycznie jest „najbardziej nieszczęśliwym i n ajb ar­

dziej m elancholijnym zwierzęciem” , ja k utrzym ywał Nietzsche, m ało pociągają­

cym jest przyznaw anie się d o czegoś, co i tak jest wszystkim wspólne. M ożna stąd wywnioskować, że szansa n a legitymizację melancholii istnieje tam , gdzie człowiek stoi przed szansą redukcji fenom enu do tego, co antropologiczne, lecz równocześnie jedn ak zostają weń wbudow ane mechanizmy, które uniem oż­

liwiają dokonanie przez wszystkich redukcji w tym samym stopniu. M ało pocieszającym jest poznanie, że jest się takim ja k inni; więcej pociechy tkwi w postaw ie dotkniętego przez los, który w yobraża sobie, że cierpiąc jest wybrańcem losu. Jest to najm ocniejsza legitymizacja, jak ą m ożna uzyskać.

W ydaje się ona niezależna od czynników świata zewnętrznego i nie należy się obawiać, że zatracone w niej zostanie roszczenie do elitarności. Również tutaj odnajdujem y korzenie pozwalające lepiej zrozumieć związek problem atyki m elancholii z problem atyką geniuszu.

Przełożył Paweł Dybel

Cytaty

Powiązane dokumenty

Procedura (program przypisany danej ramie, który będzie wywołany jeśli np. wartość slotu się zmieni, bądź jeśli zajdzie taka potrzeba).. Można ich używać do

Jest wiele krajów (m.in. Włochy), gdzie państwo wywiązu- je się ze swoich zobowiązań wobec placówek ochrony zdrowia bez pośrednictwa tego typu instytucji.. W mo- jej ocenie

Stres nie jest zjawiskiem negatywnym pod warunkiem, że nie unikamy sytuacji stresowych, a sukcesywnie pokonujemy stawiane przed nami

Borowiczowa g rała w yłącznie Chopina, którego nie mieliśmy sposobności słyszeć przez całe lata (...) G a rstk a widzów przeżyła w zimowy wieczór trzeciego

Najogólniej rzecz ujmując, jest to problem tego, jak to się dzieje, że nasz umysł składa się przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, ze stanów, które mają

Z pom iędzy różnych teoryj zdaje się być najbliższą praw dy podana przez M otturę, inżyniera kopalń we W łoszech, a objaśniająca pow stanie siarki reakcyam i

ii. Nauczyciel dzieli klasę na grupy, 5 zespołów. Są wśród nich wybierani liderzy, sprawozdawcy, lektorzy, sekretarze. Nauczyciel zapisuje na tablicy problem do przedyskutowania

dobrych fragmentów uczniowie dostają również hasła, które nie pasują w żaden sposób do podanych terminów na arkuszu, muszą dokonać w grupach selekcji, posortować hasła na