• Nie Znaleziono Wyników

Słowacki jako poeta aluzji literackiej

N/A
N/A
Protected

Academic year: 2021

Share "Słowacki jako poeta aluzji literackiej"

Copied!
16
0
0

Pełen tekst

(1)

Konrad Górski

Słowacki jako poeta aluzji literackiej

Pamiętnik Literacki : czasopismo kwartalne poświęcone historii i krytyce literatury polskiej 51/2, 361-375

(2)

P ew ne w ypow iedzi historycznoliterackie mogą przybierać cza­ sem k ształt trad y cy jn eg o sylogizmu. Dzieje się tak m. in. wówczas, gdy in te rp re tu je m y jak ąś cechę twórczości danego au to ra jako z n a ­ m ienną nie tylko dla niego, ale przede w szystkim dla jego epoki. W ówczas w iększą przesłanką staje się dowodzenie, że w ym ieniona cecha jest ch arak tery sty czn ą właściwością epoki, a w nioskiem jest stw ierdzenie, że au to r był w ty m zakresie typow ym przedstaw icielem swego w ieku.

W dan ym w y p adku w iększą przesłanką będzie w ykazanie, iż rom antyzm up raw iał ze specjalnym upodobaniem aluzję literacką.

N aprzód — co rozum ieć przez ten term in? W szelka aluzja jest pośrednim w skazyw aniem na osobę lub rzecz, której się nie w y ­ m ienia. W takim znaczeniu używ ano już słowa allusio w klasycznej łacinie, co p rzejęły w spadku w raz z sam ym term in em now ożytne języki europejskie. Isto tą zjaw iska jest świadom e niedom ów ienie, obliczone na dom yślność odbiorcy, w ypow iedź celowo niepełna, a jed n ak dostatecznie jasn a dla kogoś, kto jej inten cję pow inien zro­ zumieć. A luzją litera c k ą zaś nazw iem y takie pośrednie naw iązanie w tekście jakiegoś u tw o ru do innego dzieła literackiego. A utor w prow adzający alu zy jn ą w ypow iedź do w łasnego dzieła liczy na to, że w łaściw a jej in ten cja zostanie uchw ycona dopiero w tedy, gdy czytelnik skojarzy jego tek st z jakim ś in n y m tekstem i przez to zestaw ienie uchw yci m yśl podaną w ten okólny sposób. A luzja literack a jest zatem środkiem w y razu obliczonym na w ysoką k u l­ tu rę odbiorcy i z n a tu ry rzeczy byw a stosow ana tylko w epokach o bardzo bu jn y m życiu literackim , tzn. w okresach gdy poszczegól­ ne zjaw iska tego życia silnie oddziaływ ają na siebie w zajem nie i gdy istnieje dostatecznie duży zastęp literacko w ykształconej publicz­ ności. W ty m sensie je st to środek w y razu zw ężający k rąg odbior­ ców do w ybranego grona, i to ty m więcej, im subtelniejszy i b a r­ dziej w yrafin o w an y c h a ra k te r posiada dana aluzja.

(3)

362 K O N R A D G Ö R S K I

N iew ątpliw ie w ypow iedź aluzyjna może być w ograniczonym — pow iedzm y — słow nikow ym zakresie zrozum iała i dla tych, którzy z pow odu b rak u w yk ształcen ia sam ej aluzji zrozum ieć nie mogą. Liczba ludzi, którzy w swoim czasie śpiew ali R otę K onopnickiej, obejm ow ała ogrom ną większość tych, co nigdy nie czytali i nie w idzieli na scenie W esela W yspiańskiego, mimo to ci ostatni jakoś rozum ieli po sw ojem u końcowe słow a: „Pójdziem , gdy zagrzm i złoty róg!“, nie chw y tali jed n ak na pew no pełnego ich sensu. Podob­ nie się rzecz m a n aw et z jako tako w ykształconym i literacko czytel­ nikam i N ie-boskiej kom edii, któ rzy nie łączą tego ty tu łu , a co za tym idzie — podstaw owego sensu dzieła K rasińskiego, z poem atem D an­ tego. Jakoś tam m ożna sobie ow ą „nieboskość“ w ytłum aczyć, ale bez skojarzenia z Boską kom edią i jej głów ną koncepcją inten cja K ra ­ sińskiego w ym yka się czytelnikow i, co owej aluzji nie rozum ie.

Zjaw isko aluzji literackiej w zasięgu lite ra tu ry św iatow ej nie je s t dotąd opracow ane i tru d n o mi podać w tej chw ili różne możliwe jej postaci. Pew ne jej fo rm y w y stęp u ją ju ż w starożytności, np. polem ika literacka, któ rej p rzy k ład y m ożna wskazać u A rystofanesa i C atullusa. Jedno jest pew ne, to m ianow icie, że w pew nych epokach aluzja literack a zjaw ia się w w iększym nasileniu, kiedy indziej w m niejszym , i że jej form y zw iązane są z panującym i wówczas m odą i gustem . I tak np. rozpow szechnioną form ą aluzji w dobie re ­ n esansu jest um iejętn ie w pleciony do oryginalnego utw o ru cy tat ze starożytnego poety. Je śli K ochanow ski w jedn ej ze sw ych pieśni (I, 9) pow iada w zakończeniu:

N ie u m iem ja, gdy w żagle U derzą w ia tr y nagle,

K rzyżem p adać i św ię ty c h p rzen ajd ow ać dary, A by łak om ej w o d zie tu reck ie tow ary

B og a ctw a n ie przyd ały

— to zaw arty w ty m u ry w k u niem al dosłow ny przekład słów Ho­ racego (Carmina III, 29) nie był plagiatem , tylko popisem e ru d y ­ cji literackiej poetae docti. Nasz au to r nie tylko nie liczył, że owe­ go zapożyczenia n ik t nie zauw aży, ale przeciw nie — oczekiwał od w ybranego k ręgu czytelników , że słowa Horacego w polskiej szacie rozpoznają i będą um ieli ocenić kunszt, z jakim polski au to r w plótł do swego tek stu rzym skiego poetę. I to w łaśnie tego poetę, którego hum aniści um ieli n a pam ięć. A skoro jesteśm y p rzy Kochanowskim , dodajm y, że nie była m u obca także inna fo rm a aluzji literackiej — polem ika, której u m iejętność pokazał czy to nicując filozofię „wy­

(4)

m ownego A rp in a “ w Trenach, czy odpow iadając na antypolski pasz­ kw il D esp ortes’a.

Nieco inn y ty p aluzji literackiej zaczyna się rozpow szechniać w dobie Oświecenia, w ówczesnej powieści, zwłaszcza sen ty m en tal­ nej, i w utw orach satyrycznych. Społeczne znaczenie lite ra tu ry w owej epoce zaczyna się przejaw iać w zw racaniu uw agi n a lek tu rę fik cyjny ch bohaterów jako n a w ażny szczegół i sposób ich c h arak te­ rysty ki. P rzyp o m n ijm y pew ną znam ienną scenę z W ertera. J e ­ steśm y u początku fab u ły : W erter i L otta są na zabaw ie tanecznej, podczas k tó rej na dworze przeszła burza; gdy po jej przem inięciu oboje p a trz ą przez okno n a skąpany w rzęsistej rosie krajo braz, L ot­ ta — w zruszona do łez — kładzie rękę na ręce W ertera i m ówi tylko jedno słowo: „K lopstock“ , a W erter przypom ina sobie w tej chw ili jed n ą z n ajśw ietniejszych ód tego poety, któ rej treść w iąże się z sy­ tuacją. G oethe nie w ym ienia ty tu łu ody, liczy na to, że każdy czy­ teln ik jego powieści będzie w iedział, o jaki u tw ór chodzi, i tylko tak i czytelnik rozum ie w pełni sens opisyw anej sceny. W tej samej po­ w ieści to, czego się dow iadujem y o lek tu rze W ertera, c h a ra k te ry ­ zuje jego ew olucję ku tragicznem u finałow i, w okresie bowiem sw ojej tężyzny i w iary w życie b o h ater rozczytuje się w H om e­ rze, a potem m iejsce H om era zajm u je m roczny i bolesny Osjan, co stanow i w ym ow ną w skazów kę, ku jak im nastro jom W erter zm ierza.

P odobną funkcję w skazów ek pośrednich, naw iązujących do tre ­ ści, k tó ra pow inna być znana czytelnikow i, pełnią inform acje, że D a­ m on kształci m łodego M ikołaja Dośw iadczyńskiego na rom ansach ty p u Koloandra albo że Starościna G adulska rozczytuje się w M y ­ ślach nocnych Younga. Rolę aluzji do pew nych zjaw isk ówczesnej lite ra tu ry , no i do um ysłow ości tejże S tarościny G adulskiej, pełni św ietny pastiche: Elegia na śm ierć szambelana.

P rero m an ty zm europejski przynosi now y ty p aluzji przez n aw ią­ zanie już w ty tu le dzieła do jak iejś trad y cji literackiej; p rzy kła- derm:,— N ow a Heloiza.

W szystkie te zjaw iska zazębiania się now ych dzieł literackich 0 już istniejące, w y rażania now ej treści przez częściowe odwo­ łanie się do daw nej, innym i słow y — ta m etoda operow ania aluzją literack ą jako środkiem w y razu doznaje szczególnego pogłębienia 1 rozw inięcia w dobie rom antyzm u. R om antyzm — zwłaszcza n ie­ m iecki — był nie tylko p ew nym k ieru n k iem literackim , ale przede w szystkim pew nym poglądem na św iat. Ujęcie n a tu ry jako w i­ dzialnej obiektyw izacji ducha prow adziło do ujm ow ania rzeczyw i­

(5)

364 K O N R A D G Ó R S K I

stości jako czegoś, co za pom ocą zew nętrznego opisu poznać się nie da. Poznanie św iata je st m ożliw e tylko poprzez zrozum ienie go jako p rzejaw u ducha. Ś w iat je s t ja k księga pisana alfabetem , którego trzeb a się dopiero nauczyć czytać. Tak częste u N orw ida przenośne użycie słow a „ czy teln y “ w sensie „oczyw isty, zrozum iały, rzu ca­ jący się w oczy“ nie byłoby m ożliwe przed epoką rom antyzm u, k tó ­ ra przyniosła rozszerzenie na cały w szechśw iat filologicznego spo­ sobu w idzenia rzeczy. Nie bez pow odu te rm in „rom an ty zm “ w yw o­ dzi się od „ ro m an su “, a w ięc nazw y pewnego g atu n k u literackiego, albow iem postaw a w e w n ętrzn a ro m an ty k a to ujm ow anie rzeczyw i­ stości poprzez w zruszenie literackie, n a tu ra w idziana przez p ry z­ m at lite ra tu ry , przez m głę skojarzeń i uczuć w yw oływ anych po­ ezją i św iatem fikcji. S tąd ta k isto tn e i tak nagm innie w ted y spotykane przeżycia nie bezpośrednie, lecz w tó rn e, przekształcone przez lite ra tu rę . S tąd szczególne znaczenie w tej epoce w szelkiego rodzaju przekładów , przeróbek, traw estacji, parodii i przetw orzeń cudzych tem atów . S tąd w reszcie ch arak tery sty czn e dla tej epoki po jęcie oryginalności, k tó ra w cale nie polega n a oderw aniu się od trad y cji, lecz n a tw órczym zw iązaniu się z nią. Dlatego zjaw isko filiacj i literack ich w dobie rom antycznej m usi być trak to w an e nie jak o dziedzina podśw iadom ych rem iniscencji, lecz jako przejaw świadom ego n aw iązy w an ia do cudzych pom ysłów , zam ierzonego w y ­ rażan ia w łasn ej, now ej treści na kanw ie pierw iastków przejętych, celowo zapożyczonych h

U znanie p ew nych w ątk ó w fab u larn y ch za dobro powszechne, z którego każdy m a praw o czerpać bez posądzenia o plagiat, było i przed rom an ty zm em p rzy ję te w zakresie tem aty k i m itologicznej, biblijnej czy b ajk o p isarsk iej. Ale nie tylko w tym . Szekspir ko­ rzy stał bez cerem onii z now elistyki w łoskiej, a niejedno w dorobku M olière’a także w y ra sta z zapożyczeń bliskich m u czasowo utw orów . Otóż ro m anty zm rozszerzył tę konw encję na w szelką trad y cję lite­ racką, i to jest je d n ą z odrębności jego niepisanej poetyki. 0

Spróbuję to zilu stro w ać pokrótce na tw órczości poety, którego słusznie za jednego z najo ry g in alniejszy ch się poczytuje i którem u n ik t tzw. „bluszczow ości“ nie przypisyw ał. M ówię o A dam ie Mic­ kiewiczu.

1 Z. Ł e m p i с к i, B ü c h e r w e l t und w i r k l i c h e W e l t. Ein B eitrag zur

W esen serfassu n g d er R om antik. D e u t s c h e V i e r t e l j a h r e s s c h r i f t f ü r L i t e r a t u r w i s s e n s c h a f t u n d G e i s t e s g e s c h i c h t e , 1925, z. 3, s. 363— 365.

(6)

Zacznijm y od m łodzieńczych Dziadów. Im ię b o h atera: G ustaw , celowo przejęte z powieści Valérie pani K rü d e n e r, uprzedzało 0 jego c h arak terze i roli. Do tek stu cz. IV w łączone zostały prze­ k ład y ury w kó w z G oethego i Schillera. N azw iska G oethego, Tassa, Rousseau, P lato n a co chw ila pojaw iają się w w ypow iedziach .bo­ h a te ra głównego. P a d a ją ty tu ły dzieł: W erter, Heloiza. W nie ogło­ szonej za życia cz. I au to r odsyła n as do rom an su Valérie, do w ła­ snego u tw o ru Rom antyczność, w prow adza postaci i m otyw y z opery W o ln y strzelec.

W Konradzie W allenrodzie M ickiewicz każe H albanow i m ówić lekko sp arafrazo w any m i słow am i D ydony z E n e id y : ,,i kiedyś w przyszłości / z ty ch pieśni w stanie m ściciel naszych kości“ . J e st to w y pad ek bardzo zbliżony do cy ta tu z Horacego w przytoczonej w yżej pieśni K ochanow skiego: M ickiewicz nie ulega podśw iadom ej rem iniscencji, ty lk o oczekuje, że czytelnik rozpozna tek st W ergi- liusza w polskiej szacie i odczuje trafn ość w prow ad zenia w tym w łaśnie m iejscu słów m onum en taln y ch , a pow szechnie wówczas znanych.

W D ziadów cz. III roi się od aluzji litera c k ic h najrozm aitszego typ u . N aprzód w ielokrotne naw iązania do tek stó w b ib lijn y ch i p a ra ­ frazy Starego i Now ego T estam entu, zw łaszcza Ew angelii M ateusza 1 A p o ka lipsy, p a ra fra z y obcych tek stó w w spółczesnych: b ajk i G órec­ kiego i pieśni B érangera, nadaw anie sym bolicznego sensu nazw iskom L ukrecjusza i V o ltaire’a, p rzejrzy sta alu zja do tw órczości K oźm iana i Brodzińskiego w scenie Salon w arszaw ski, w zm ianka o w y daw a­ ny ch przez N iem cewicza pam iętnikach o daw nej Polsce, w yzyskanie dla e fe k tu dram atycznego m uzyki, a więc pośrednio i lib re tta Don Juana M ozarta, k a p ita ln a parodystyczna tra w e sta c ja C yropedii K senofonta w Caropedię P io tra W ielkiego, a w reszcie w yzyskanie pom ysłu G oethego z II cz. Fausta o sądzie potęg nadziem skich nad bohaterem , aby się m otyw acją w y rok u n iem ieckiem u poecie p rze­ ciw staw ić — oto sum aryczna i w cale nie w y czerp u jąca lista a lu ­ zji literack ich tego dzieła.

A teraz Pan Tadeusz. I tu lista m ogłaby być bardzo długa, wobec czego ograniczę się do jednego, bardzo ch arak terysty cznego z ja ­ w iska, m ianow icie do w yraźny ch naw iązań frazeologicznych, któ re są n ajlepszym dowodem , że m am y do czynienia nie z podśw iadom ą rem iniscencją, lecz z typow ą, zam ierzoną alu zją literack ą. A więc naprzód owo porów nanie w artości ojczyzny do zdrow ia — z fraszki K ochanow skiego, dalej niem al dosłow nie pow tórzone u stam i Teli­

(7)

360 K O N R A D G Ó R S K I

m en y w iersze z Z o fió w ki o piękności krajo b razu włoskiego, sty li­ zacja opisu dom ostw a M aćka Rózeczki — w edle uty sk iw ań K ocha­ nowskiego w S a tyrze na upadek rycerskiego ducha w narodzie, a wreszcie przejęcie nie tylko scen, ale i pew nych w ierszy lu b w y ­ powiedzi z polskich przekładów Iliady, E n eid y i Jerozolim y w y z w o ­ lonej. P oprzestanę tu na dwóch cytatach . Jed en — bardzo znany, drugi — raczej nie zauważony. P ierw szy dotyczy sceny, k iedy to g ifre jte r G ont m a za nam ow ą P łu ta zdradzieckim strzałem do T a­ deusza przerw ać pojedynek H rabiego z Rykow em . Scena je s t s ty li­ zow ana na podobieństw o pojedynku M enelausa z P arysem , p rze ­ rw anego strzałą łucznika P an d ara, działającego z poduszczenia P allady. U H om era (w przekładzie Dm ochowskiego):

T en łu k napina P andar i do ziem i chyli: W ierni go tow arzysze tarczam i okryli! — u M ickiewicza zaś:

G ont odw odzi karabin, do zam ka się chyli, W ierni go tow arzysze p łaszczam i okryli.

D rugi przykład — to scena zakończenia bitw y na soplicowskim podw órku, stylizow ana w edle fin ału ostatniego stadium w alki po zdobyciu Jerozolim y w epopei Tassa. K iedy w szystkie w ojska po­ gańskie zostały już rozproszone, jeden z ich wodzów, A ltam or, chce w alczyć do ostatka, ale poddaje się w reszcie na w ezw anie sam ego G ofreda. Słowa tego ostatniego brzm ią:

N iech b ęd zie — krzyknie na sw o ich — z pokojem ! Jam G ofred, daj się, a w ię ź n ie m bądź m ojem !

Podobnie siłą swego a u to ry te tu Podkom orzy zmusza R ykow a do oddania szpady, kończąc sw oje przem ów ienie słowami:

Złóż broń, n im cię n aszym i szab lam i rozbroim , Z achow asz życie i cześć, je ste ś w ię ź n ie m m oim !

Tyle — jeśli chodzi o przykładow e zjaw iska aluzyjności lite ­ rackiej u Mickiewicza. Z w szelką pew nością m ożna by ich bardzo w iele wskazać u N orw ida i K rasińskiego, a jeśli tego ro d zaju plon by łby n ad er ubogi, gdybyśm y w zięli pod uw agę poetów w rodza­ ju Goszczyńskiego czy Zaleskiego, to przyczyna tkw iłaby nie w tym , żeby oni byli m niej typow ym i rom anty kam i, lecz w ubóstw ie ich um ysłowości i talen tu . A luzja litera c k a bow iem jest nie tylko obliczona na odpowiednio przygotow anego odbiorcę, ale m oże być

(8)

u żyta jed y n ie przez niepospolitego tw órcę. W ym aga dużego w y­ kształcenia literackiego, lotności w k ojarzeniu zjaw isk, k u ltu ry um ysłow ej, in telig en cji i w yobraźni. Nie jest więc rzeczą przy ­ padku, że gdy chcem y wskazać n a przy k łady szczęśliwego operow a­ nia ty m w yrafin o w any m środkiem artystycznym , pod pióro cisną się tylko nazw iska najw iększe. G dybyśm y chcieli w ym ienić m istrzów aluzji literackiej w epoce nam bliższej, padłyby chyba tylko takie nazw iska, ja k W yspiański i Żerom ski.

P rzejd źm y teraz do Słowackiego, o k tó ry m należy powiedzieć, że był na naszym gruncie najbardziej typow ym przedstaw icielem alu- zyjności literackiej i że uczynił z tego środka w y razu sw oją ulu ­ bioną m etodę tw órczości poetyckiej — ale to m iało się okazać fa ­ taln e dla oceny jego oryginalności.

Zm ienność m ody literackiej, albo — jak kto woli — niepisanego kodeksu poetyki danej epoki, pow oduje, że ulegając sugestii no­ w ych zjaw isk przestajem y rozum ieć daw ne. N arodziny historii li­ te ra tu ry jako dziedziny badań o am bicjach naukow ych dokonały się w okresie, gdy twórczość literack a w iązała się bezpośrednio z ak­ tualną p ro b lem atyk ą życia społecznego i codziennego, gdy pisarze chcieli uchodzić za naukow ych badaczy, socjologów i publicystów , którzy nie m ają czasu n a subtelne igraszki i popisy czysto literac­ kiej erudycji. Mówię oczywiście o dobie pozytyw izm u, z jego prze­ wagą prozy n ad poezją, ideału służby społecznej pisarza nad um i­ łow aniem czystego artyzm u. Zm ienił się zasadniczo c h arak ter tw ó r­ czości literack iej, a ci, co pragnęli tw orzyć now ą dyscyplinę nauko­ w ą w postaci h isto rii lite ra tu ry , ulegli podw ójnej presji: zarów no stosunkow i epoki do sam ej lite ra tu ry , jak i m etodyce nau k przyrod­ niczych jako ideałow i wszelkiej nauki. Na czoło badania w ysunął się stopniow o problem genezy dzieła jako owocu w arunków życia zbiorowego, a w w y n ik u tego — dochodzenie źródeł tekstu. Istotę poetyki rom antycznej przestano rozum ieć, a badanie źródeł tw ó r­ czości Słowackiego doprow adziło do w niosków podw ażających w a r­ tość tego poety jako tw órcy rzekom o m ało oryginalnego. Okazało się bowiem, że Słow acki posiada w sp an iały język, zachw yca eterycz- nością i kolo ry sty ką swoich obrazów , ale... niestety , jest m ało samo­ dzielny. Poniew aż nigdy m u nie brakło przeciw ników , ci ostatni obniżali, jak się ty lk o dało, jego w artość; w ielbiciele natom iast ukuli tezę o „bluszczow ości“ jego w yobraźni, czyli eufem izm m ający jakoś nazw ać niep rzy jem n ą okoliczność, z k tó rą nie wiadomo było,

(9)

368 K O N R A D G Ö R S K I

co zrobić. Со najm niej dwa pokolenia badaczy zebrały olbrzym i m a­ teriał kom paratystyczny, u stalający literack i rodow ód n ajro zm ait­ szych pom ysłów w dziełach Słowackiego.

Ani n a chw ilę nie chcę kw estionow ać w artości tego m ate ria łu jako stw ierdzenia zw iązku m iędzy tw órczością naszego poety i dzie­ łam i innych pisarzy, polskich i obcych, chodzi tylk o o to, ja k m am y fa k t owego zw iązku in terp reto w ać. Jeżeli sprow adzam y go do tzw . podśw iadom ych rem iniscencji, rzecz przechodzi do dziedziny psychologii twórczości, ew en tu aln ie do psychologii samego poety, a więc zagadnień leżących w łaściw ie poza zakresem badania h isto ­ rycznoliterackiego. H istoria lite ra tu ry nie jest zbiorem życiorysów pisarzy ani trak to w an ą w o derw aniu od procesu dziejowego h istorią zbiorow ą poszczególnych indyw idualności tw órczych, lecz obrazem dynam iki życia literackiego. Zw iązek h istoryczny m iędzy dwoma tek stam i zaczyna być dla h isto ry k a lite ra tu ry in teresu jący dopiero w ted y, gdy m ożem y go uznać za św iadom ie zam ierzony i celowy, innym i słowy, gdy się staje tak im czy in n y m ty pem aluzji lite ­ rackiej.

Trzeba stw ierdzić, że n aw et zdecydow ani w ielbiciele Słow ackie­ go i najbardziej zasłużeni dla poznania jego twórczości uczeni nie um ieli się tu zdobyć n a jasne i konsekw entne stanow isko. M am na m yśli w tej chw ili przede w szystkim Ju liusza K leinera. A nalizując Balladynę i w skazując n a odm ienne ujęcie przez Słowac­ kiego charakterów i sytuacji dram atyczn ych p rzejęty ch z Szekspira, K lein er pisze:

N atu raln ie sądzić n ie n ależy, jak ob y S ło w a ck i p rzeprow adzał w sp o ­ m n ian e rozu m ow an ie i drogą r e fle k sji d oszedł do n ow ego p ostaw ien ia m otyw ów . P o sta cie i m o ty w y S zek sp iro w sk ie n abrały w jego fantazji życia sam oistnego — i jak p o sta cie snu d o sto so w y w a ły się do m niej lub w ięcej u św iad om ion ych p o stu la tó w poety. A le chociaż w ie le było n ie­ św iad om ego tw orzen ia się w g en ezie dram atu, w ą tp ić n ie m ożna, że krytyczn y u m ysł S łow ack iego z d a w a ł sobie sp raw ę z isto ty stosunku do Sh ak esp eare’a, że n ie b y ła d lań B a ll a d y n a d ziełem o m im ow oln ych rem in iscencjach , a le w o g óln ych zarysach c elo w y m zu żytk ow an iem S zek sp irow sk ich dram atów , tak sam o ja k b y ła celo w y m zu żytk ow an iem b allad polsk ich — i że sta w ia ją c u tw ó r sw ój obok Leara, ok reślał go tym sam ym jako k on gen ialn e p r z e tw o r z e n ie 2.

N ietrudno zauważyć w ew n ętrzn ą sprzeczność tego ujęcia: albo sen, albo świadom e przetw orzenie! Nie m ożna jednocześnie

(10)

try w ać się nieśw iadom ego tw orzenia i celowego zużytkow ania Szekspirow skich m otyw ów , bo to się w zajem nie w yłącza. Jeśli na­ w et pierw szy pom ysł m ógł zjaw ić się spontanicznie, pod sugestią daw nej lek tu ry , to z chw ilą zauw ażenia zw iązku ze św iatem fikcji Szekspirow skiej au tor m usiał zdecydow ać się albo n a zaniechanie czegoś, co nie było jego w łasne, albo n a ta k ą przeróbkę, żeby to nab rało cech oryginalności drogą przeciw staw ienia się w jakiś sposób pierw ow zorow i. Jeśli zw iązek z ty m pierw ow zorem Słowacki podkreślał czasem, p rzejm u jąc do swego dzieła naw et spopularyzo­ w ane w ypow iedzi b ohaterów Szekspira, to nie m am y co m ówić o postaciach i sy tu acjach p rzetw arzan y ch w podświadomości Sło­ w ackiego na podobieństw o w izji sennych, lecz tylko i w yłącznie o św iadom ym i celow ym naw iązan iu do cudzego pom ysłu dla w y ­ dobycia z niego innych możliwości. I to jest w łaśnie pew na form a aluzji literack iej, nie żadna podśw iadom a rem iniscencja.

Posłużym y się dwom a p rzykładam i. G dy B alladyna po zam ordo­ w an iu G rabca w oła, ogarn ięta n agłą pan iką:

Ś w iecy! — mój c a ły zam ek za b ły sk św iecy!

— to Słow acki mógł liczyć n a to, że przy ówczesnej popularności Szekspira literacko w ykształcony czytelnik nie może nie zauważyć, że to jest sp arafrazow any o k rzyk R yszarda III na polu przegra­ nej bitw y:

O! konia! M oje k ró lestw o za konia!

Albo in n y przykład, jeszcze bardziej drastyczny. T rudno chyba o u tw ó r lepiej znany w ykształconem u ogółowi niż H am let. Jeśli dziś tak jest, to cóż m ówić o czasach, w k tó ry ch żył Słowacki! Skoro więc Szczęsny w ostatn iej rozm ow ie z A m elią, rozm owie pełnej tra ­ gicznych niedom ów ień m iędzy dw ojgiem kochających się ludzi, rzuca A m elii bolesną rad ę : „Życzę ci w stąpić do k lasz to ru “, byłoby nonsensem przypuścić, że nie je st to celowe przyw ołanie n a pam ięć sy tu acji z H am leta, aby pow tórzonej tu już dosłownie za kró le­ wiczem duńskim w ypow iedzi Szczęsnego nadać pogłębiony koloryt tragizm u. A tym czasem m ówiąc o tej — jakże w yraźnej — aluzji literack iej Słowackiego K lein er pisze:

N a su w a się przypuszczenie, że S ło w a ck i u m y śln ie daje Szczęsnem u sy tu a cje h a m leto w sk ie, by u w y d a tn ić so b ie sam em u, czym się ten bo­ hater różni od H am leta 3.

(11)

370 K O N R A D G Ö R S K I

Ja k to? Tylko przypuszczenie, nie pewność? I poeta to czyni, aby uw ydatnić coś sobie sam em u, nie czytelnikow i? — Oczywiście nieporozum ienie! W szystko, cokolw iek ludzie piszą, piszą z m yślą o tak im czy innym przyszłym odbiorcy, choć może się zdarzyć, że — jak w w ypadku H orsztyńskiego — rzecz nie u jrz y św iatła dzien­ nego za życia autora.

Tak więc m etoda in te rp re to w a n ia zbieżności pom ysłów i oder­ w anych w ypow iedzi w dziełach Słowackiego z dziełam i in nych pi­ sarzy jako m niej lub w ięcej podśw iadom ych rem iniscencji nie tylko odwodzi nas niepotrzebnie k u biograf izmowi i psychologizm ow i, ale co w ażniejsze — uniem ożliw ia zrozum ienie in ten cji autora, k tó ry operu je w ty m w y p ad k u św iadom ie i celowo m etodą aluzji literackiej.

Pełne i w yczerpujące opracow anie w szystkich form aluzji li­ terackiej u Słowackiego, jako też rozgraniczenie tego, co było św ia­ dom ą aluzją, i tego, co będąc zbieżnością z cudzym tek stem nie może być uznane za aluzję, jest rzeczą przyszłego badacza, jeśli się ktoś ty m tem atem zechce zająć. W ch arak terze k lasyfikacji ty m ­ czasowej chciałbym zaproponow ać w yróżnienie n astęp u jący ch trzech głów nych postaci aluzji literack iej u Słowackiego: 1) p rze tw a rza ­ jąca kon ty n uacja cudzego pom ysłu; 2) kształtow anie dzieła jako dok u m entu polem iki literack iej z jakim ś dziełem w spółczesnym ; 3) kształtow anie dzieła w celu w yzyskania now ych możliwości tkw iących w cudzych a pow szechnie znanych utw orach. Omówm y szczegółowiej te form y.

Naprzód p r z e t w a r z a j ą c a k o n t y n u a c j a . A utografy Słowackiego świadczą, że p ró b w ty m k ieru n k u podejm ow ał on w iele, ale stosunkow o niedużo z ty ch rzeczy w ykończył i ogłosił. K o n ty n u acją Marii M alczew skiego jest W acław. P ró b ą przetw orze­ nia epopei D antejskiej w zastosow aniu do polskiej rzeczywistości politycznej jest Poema Piasta D an tyszka o p ie k le ; analogiczną próbą m iał być w pierw o tn y m pom yśle A n helli, pisany n aw et tercyną, a i w sw ym ostatecznym kształcie pew ne schem aty fab u larn e D ante­ go dzieło to p rzejm uje. Czym ś n a pograniczu przek ład u i przetw o­ rzen ia jest K siąże N iezło m n y, ta k daleki przecież od hiszpańskiego oryginału. W autografie pozostały częściowe, choć czasem daleko posunięte, próby przetw orzenia dzieł M ickiewicza: K onrad W al­ lenrod — d ram at i K onrad W allenrod — poem at, W alter Stadion, D ziady i Pan Tadeusz. I nic tak nie św iadczy o oryginalności Sło­

(12)

w ackiego, jak w łaśnie te próby, pozornie zw iązane niew olniczo z cu­ dzym i dziełam i, a stanow iące zupełnie in n y św iat poetycki.

Szczególną form ą k o n ty n u acji jest w prow adzenie do oryginal­ nego dzieła jakiegoś bohatera, k tó ry się zrodził w cudzej w yobraźni. Z nam iennym przykładem może tu być Eloe, przejęta z poem atu A lfreda de Vigny. G dy M ickiewicz w prow adzał do IV cz. Dziadów przełożone u ryw ki z G oethego i S chillera, zaznaczał w przypisku u dołu stronicy, u kogo się zapożycza. Słow acki spłacił dług fra n ­ cuskiem u poecie w innej nieco form ie. Oto na pytanie Anhellego, kim jest ów anioł, co ucisza płacz m ogił, Szam an odpowiada:

A w ieszli, kto to je s t ten A n io ł sm u tn y na cm entarzu? Oto się zow ie Eloe, a urodził się ze łzy C hrystu sow ej na G olgocie, z tej łzy, która w y la n a b yła nad narodam i.

G dzie indziej n ap isan o je s t o A n ie lic y tej i w n u czce M arii Panny... jak zgrzeszyła u lito w a w sz y się nad m ęk ą ciem n y ch C herubinów i u m i­ ło w a ła jed n ego z n ich , i p o lecia ła za n im w ciem ność.

A więc d y sk retn e odesłanie do innego dzieła literackiego, na którego znajom ość u w ykształconego czy telnik a m iał praw o Sło­ w acki liczyć. O dsyłaczem w y ra ź n y m było zresztą imię sam ej postaci. Podobnie odesłał nas a u to r do R zeczypo spo litej Platona, gdy opo­ w iadał pośm iertne losy H era A rm eńczyka i innych postaci w cy­ tow anej relacji P lato n a w ym ienionych.

Z kolei k s z t a ł t o w a n i e d z i e ł a w a s p e k c i e p o l e ­ m i k i l i t e r a c k i e j . O graniczę się tu do w skazania n a fak ty dobrze znane i zbadane. W iadom o, że L am bro jako postać jest m o­ delow any tak, aby był an ty te zą i zaprzeczeniem możliwości W allen­ roda; że Kordian pom yślany został w tysiącznych szczegółach jako odpowiedź n a D ziady, zarów no te m łodzieńcze, jak i drezdeńskie; że A n h elli g ra pełnią swej treści, gdy czytając go m am y w pa­ m ięci III cz. Dziadów i-K sięg i. In te n c ja polem iczna wiąże ze sobą m etodą aluzji dzieła obu antagonistów , czyniąc je mocno spojonym i ogniw am i ówczesnego życia literackiego.

N ajw ybitniejszym jed n a k dziełem polem iki, a więc i aluzji li­ terackiej, jest oczywiście B eniow ski. Tu a lu z ja nie jest dodatkiem , lecz kręgosłupem utw oru. Słusznie w sk azuje się n a to, że Słowacki sięgnął tu po rodzaj literack i stw o rzo n y przez B yrona w Don J u ­ anie. Ale zestaw ienie obu poem atów św iadczy, że Słowacki częścio­ wo zm ienił i sam p rze jęty gatunek. Znaczenie fabu ły epickiej w obu dziełach jest różne: u B yrona g ra ona rolę rów norzędną z p ierw iastkiem lirycznym , u Słow ackiego jest tylko pretekstem do

(13)

372 K O N R A D G Ó R S K I

snucia dygresji. I w ty m zaznacza się może najsilniej ten d en cja do uczynienia B eniow skiego przede w szystkim dziełem aluzji litera c ­ kiej, któ ra w y stęp u je obok refleksji o całokształcie naszego ówczes­ nego życia, głównie na em igracji.

W reszcie form a o statn ia : k s z t a ł t o w a n i e d z i e ł a d l a w y z y s k a n i a n o w y c h m o ż l i w o ś c i t k w i ą c y c h w c u ­ d z y c h p o m y s ł a c h . To najszersze pole aluzji literack iej u Sło­ w ackiego i zarazem główny powód przyp isy w ania m u tzw. „blusz- czowości“. Może nie m a utw o ru Słowackiego, gdzie by w tej czy innej postaci nie dało się na ten ty p aluzji wskazać, ale najb ard ziej typow ym i najbardziej rep rezen taty w n y m dziełem jego w ty m za­ kresie jest Balladyna.

Pow iada Mickiewicz ustam i b oh atera D ziad ów : „Nie dziw i słoń­ ca dziw na, lecz codzienna głow a“. Otóż podobnie m a się rzecz z re ­ akcją dzisiejszego czytelnika na im ię bo h aterk i tego utw o ru. P rze­ ciętnem u czytelnikow i dzisiejszem u w y d aje się ono rów nie dobre jak każde inne. I tylko wówczas, gdyby w dobie m ody tzw . fu tu ­ ry zm u jakiś a u to r dał swej bohaterce im ię F u tu ry n a albo w dobie propagow ania tzw . realizm u — im ię R ealina, może ocknęlibyśm y się z drzem ki, jak ą pow oduje osw ojenie się z w szelką dziw nością, i zrozum ieli, że m am y tu do czynienia z jakąś św iadom ą prow o­ k acją ze stro ny poety. Ochrzcić boh aterk ę im ieniem w yw odzącym się od nazw y popularnego g atu nku literackiego to znaczyło u p rze­ dzić, że au to r daje dzieło o założeniu czysto literack im , że będzie to jakaś lite ra tu ra o literatu rze, lite ra tu ra podniesiona do drugiej potęgi.

J e st B alladyna syntezą w ątków i m otyw ów zarów no ballado­ w ych, jak i d ram atycznych, a że bożyszczem dram aturgów ówczes­ n ych był Szekspir, więc w ątków i m otyw ów Szekspirow skich. Sło­ w acki sięga w obu w ypadkach do rzeczy najbardziej w jego epoce znanych i popularnych, inw encję w łasną k ształtu je przez odw ołanie się do utw orów , któ re ówczesny czytelnik m usiał mieć żywo w pa­ mięci. Celem arty sty czn y m jest pokazanie, jak m ożna znane pom ysły literack ie w yzyskać w sposób bardziej inten sy w n y lub inaczej, nie­ raz lepiej, um otyw ow any.

Nie będę przeprow adzać szczegółowego zestaw ienia pierw iastków fab u larn y ch , k tó re Słowacki przejął z ballad takich, jak M aliny, L i­ lie, Św itezia n ka , Ś w iteź, D ziki m yśliw iec B ürgera (znany naszej publiczności w przekładzie Odyńca), albo z dram atów Szekspira: K ról Lear, M akbet, S en nocy letn iej czy R yszard III. D okonano

(14)

tego daw niej, a zasługą analizy przeprow adzonej przez K leinera było w ykazanie in ten cji Słowackiego, aby dać głębszą m otyw ację psychologiczną postępow ania jego bohaterów , znajdujących się w sy tu acji analogicznej jak postacie Szekspira. J e st ciekawe, że sam a próba tego w ykazania ściągnęła na K leinera ostrą k ry ty k ę ze stro n y M anfreda K ridla, k tó ry się irytow ał, jak m ożna zesta­ wiać ucznia, Słowackiego, z jego m istrzem — Szekspirem . ,,Taka była przesądów ow oczesnych w ład za“ — pow iedzielibyśm y za P od­ kom orzym , przesądów , że zbieżności tekstow e B alladyny z dzieła­ m i Szekspira m ogą św iadczyć tylko o działaniu rem iniscencji, o m niej lu b w ięcej św iadom ym uleg an iu cudzem u w pływ ow i, nie zaś o posłużeniu się Szekspirem jako tłem kontrastow y m dla u w y p u ­ klenia w łasn y ch pom ysłów. Nie p ow tarzając więc za K leinerem jego w yw odów , k tó re są najzu p ełn iej tra fn e i przekonyw ające, chciałbym tylko zwrócić uw agę n a n iek tó re szczegóły.

N aprzód n a now ą su b telną m etodę oddania suurn cuique przy dosłow nym cytow aniu cudzego tek stu . Chochlik w y gry w a podczas uczty histo rię zbrodni B alladyny i Słow acki pow tarza w ty m m iejscu dosłow nie strofę z M a lin :

N a jej czarnej b rw i N iby kropla k rw i;

K to w ie, z jak iej to przyczyny? Od m alin y? lu b k aliny?

— a gdy B alladyna, słysząc to, odchodzi od zmysłów, jeden z bie­ siadników mówi:

Co znaczy tak ie ob łąk an ie

W oczach grafini? Czy prosta piosenka, K tórą w ieśn ia cy przy grabionym sian ie N ucą na fletn ia ch , tak ją b ied n ą nęka?

D odajm y tu jako szczegół hum orystyczny, że sam Chodźko nie zrozum iał in te n c ji Słowackiego i łagodnie podrw iw ał z powodu jego rzekom ej om yłki, jakoby Słow acki w ziął w dobrej w ierze fabułę M alin za au ten ty czn ą pieśń ludow ą, nie zaś za literacki p ro du kt intelig en ta.

A teraz inna spraw a. Je d n y m ze szczegółów naśladow ania Szek­ spira m a być w prow adzenie anachronizm ów do B alladyny. Ale co­ kolw iek pow iedzielibyśm y o genezie Szekspirow skich anachroniz­ mów, jedn o jest pewne, że te z B a lla d yn y w yw odzą się z zupełnie innych źródeł. Pierw sza ich kateg o ria to typow e dla baśni ludo­

(15)

374 K O N R A D G Ó R S K I

w ej i legend m ieszanie ze sobą epok i ludzi z różnych epok. S kutkiem tego au to r daje stylizację Polski przedhistorycznej w du­ chu stosunków państw ow ych i k u ltu ra ln y c h późnego średniow iecza. Ale jest dru g a kateg o ria anachronizm ów , podyktow ana ariostycz­ nym uśm iechem , otw ierająca szerokie pole dla aluzji literackiej w inten cji satyrycznej. Jej zaw dzięcza swoje istnienie Filon z u sta ­ m i pełnym i m itologicznych obrazów , dalej — b u rm istrze o nazw i­ skach „ K u rie r“ i „P ism o“ , w reszcie h um o ry styczn y „Epilog“ , w k tó ry m publiczność p rzekom arza się z n a d ę ty m m ędrkiem W a­ w elem , snującym hipotezy o pochodzeniu B alladyny z plem ienia O botrytów i polem izującym z jakim ś innym uczonkiem , co w yw o­ dził ją z k ra ju Am azonek. M yślę, że ci w szyscy reżyserzy, co pro­ gram ow o opuszczają ów „E pilog“ , nie uśw iadam iają sobie isto ty B allad yn y jako fan tazji u tk an e j z aluzji literack ich i chcą za w szelką cenę nadać dziełu Słow ackiego ciężar gatunkow y w ielkiej tragedii. A le wielkość tego dzieła tk w i nie w w ątp liw y m tragizm ie, tylk o w ow ym „instynkcie poetycznym , zw yciężającym w brew rozw adze i h isto rii“ , aby zacytow ać w łasn y sąd poety w liście dedyk acy jn y m do K rasińskiego.

D ram at w szelki je st dziełem obiektyw nym , w któęym a u to r w żadnej form ie nie w y stęp u je. A le w B alladynie m ówi on o swej obecności przez celowe ro zb ijan ie fik cji (w m om entach aluzji poli­ tycznych, ja k exposé rządow e G rabca jako króla, w ysnu te z m etod absolutystycznych Św iętego P rzym ierza), przez literack ie założenie całości jako dzieła aluzji literack iej, w reszcie przez rozładow yw anie tragizm u za pomocą żywiołow ego h u m o ru w cielonego w postaci G rabca i Chochlika, ja k rów nież za pom ocą eterycznej w izji poe­ tyckiej, k tó rą rep re z en tu ją G oplana i Skierka. Tego rodzaju u ję ­ cie podkreśla w ładztw o a u to ra n a d tw orzyw em , p ry m a t a rty zm u n ad fab u la rn ą treścią, rozkoszow anie się przez poetę sam ym aktem tw orzenia. J e st to postaw a zbliżająca B alladynę do Beniow skiego, w k tó rym też mimo w szelkich rozgoryczeń i żalów do otoczenia góru je nad całością a u to rsk a św iadom ość w łasnej potęgi tw órczej. G dyby Balladyna była w y d an a po B en io w skim , Słowacki m ógłby um ieścić n a jej czele jak o m otto sły n n ą strofę:

C hodzi m i o to, aby języ k g iętk i

P o w ied zia ł w szy stk o , co p o m y śli głow a,

I nie je st m oże przypadkiem , że te dw a dzieła: Balladyna i B e­ niow ski, będące n ajśw ietn iejszy m popisem Słowackiego jako poety

(16)

alu zji literackiej, są jednocześnie n ajsilniejszym w yrazem jego radosnej świadomości jako poetyckiego tw órcy. Bo.ć i Balladynę nazw ał Słowacki „gorzkim p o em atem “ , a jednak nad oficjalną n iejak o goryczą obu ty ch szczytow ych arcydzieł góruje siła i radość świadom ego swej potęgi a rty sty .

Jeśli aluzyjność jako m etoda poetycka jest czymś .specjalnie zna­ m iennym dla rom an ty zm u z jego p ry m a tem lite ra tu ry n ad życiem, to Słowacki okaże się tej w łaśnie cechy najw yższym i najb ardziej rep re z en ta ty w n y m przedstaw icielem . O istotności tej cechy św iad­ czy fak t, że aluzyjność w yszła poza granice lite ra tu ry i odbiła się naw et w takiej sztuce, jak m uzyka. Ograniczę się do dwóch przy­ kładów .

G łów ny tem a t poloneza c-m oll C hopina (op. 40, n r 2) jest zu­ pełnie oczywistą p rzeróbką te m a tu k a n ta ty K urpińskiego, skom po­ now anej na cześć koronacji M ikołaja I na króla polskiego. W y­ kazał to Zdzisław Jachim ecki. T ylko że z radosnego, m ajorow ego tem a tu K urpińskiego Chopin zrobił m inorow ą, bolesną serię tonów przeniesionych do basu. W ten sposób tragiczny nastrój poloneza jest odpowiedzią na rad o sn ą k a n ta tę. J e st to jakb y konfron tacja politycznej fasady, k tó rą w y ra ż a kom pozycja K urpińskiego, i n a ­ rodow ej rzeczyw istości, k tó rą m alu je polonez Chopina.

A drugi przy k ład to fo rtep ian o w y cykl Schum anna Karnawał. Jed en z utw orów tego cyklu nosi ty tu ł Chopin i jest prób ą zbliże­ nia się do ch a ra k te ru Szopenow skich n o k tu rn ó w z ich od ręb ną m e­ lodyką i harm oniką. A w ięc w ram ach możliwości m uzycznych coś w rodzaju literackiej aluzji, jak aś próba m ów ienia językiem d ru ­ giego arty sty , aby m u w ten sposób złożyć pośredni hołd.

Jeśli więc n aw et m uzyka, sztu k a form alna, beztreściow a w za­ kresie pojęciowym , m ogła sięgać po aluzję jako środek w yrazu, to cóż dopiero m ówić o poezji! B iorąc pod uw agę tę cechę epoki i ten niepisany kodeks rom antycznej poetyki, m ożem y spojrzeć w e w ła­ ściw y sposób na twórczość Słow ackiego i zrozum ieć istotę jego oryginalności.

Cytaty

Powiązane dokumenty

f) posiadania Umowy Dystrybucyjnej przez cały okres obowiązywania niniejszej Umowy - dotyczy Wykonawców niebędących właścicielami sieci dystrybucyjnej. Wykonawca

1) w stosunku do którego otwarto likwidację, w zatwierdzonym przez sąd układzie w postępowaniu restrukturyzacyjnym jest przewidziane zaspokojenie wierzycieli przez likwidację

informuje, że na tablicy ogłoszeń Urzędu Miejskiego przy ul. Koś- ciuszki 32A oraz na stronie internetowej www.bip.grodzisk.pl został umieszczony wykaz z dn. 23.02.2021

zabawa do świtu nawet do 5 rano tylko 7 minut do pomnika adama mickiewicza. zniżka do 25% na pokoje

3. Ogłoszenie o przetargu zostało zamieszczone na tablicach ogłoszeń Starostwa Powiatowego w Pruszkowie oraz Urzędu Gminy Brwinów, a także w Biuletynie Informacji

Jednocześnie informuję o możliwości zapoznania się z aktami sprawy w godzinach pracy urzędu po wcześniejszym umówieniu telefonicznym: poniedziałek 8:00-18:00, wtorek i

Wykonanie uchwały powierza się Przewodniczącemu Rady Powiatu, który przekaże przyjęte przez Radę stanowisko: Ministrowi Zdrowia, Prezesowi Narodowego Funduszu Zdrowia, Wojewodzie

o utworzeniu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (Dz. Wadium wnoszone w pieniądzu wpłaca się przelewem na rachunek bankowy:.. sprawy: DFA.26.ZP.D.14.2019 zadanie