Nowe Zagłębie, 2009, nr 5 (5)

67  Download (0)

Pełen tekst

(1)

Czasopismo

społeczno-kulturalne nr indeksu 252352 nr 5 (5) wrzesień – październik 2009 cena 7

PIEŚNI I PIOSENKI Z OLEANDRÓW Włodzimierz Wójcik

JESIEŃ W BETLEJEM Paweł Sarna

LEGENDA ZAGŁĘBIA – REAKTYWACJA?

Paweł Majerski

ŚWIAT O ROZMIAR ZA MAŁY Małgorzata Matera

POSZUKIWACZE ZAGINIONEGO ZAGŁĘBIA Dariusz Rozmus

FELIETONY

Jadwiga Gierczycka Maciej Mitręga POEZJA Marek Przybyła PROZA

Marek K.E. Baczewski PLASTYKA

Kryspian Adamczyk

ViVat academia, ViVant professores!

(2)

Kwotę 198 243,29 zł pozyskał Powiat Zawierciański ze środków Unii Europejskiej – Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach RPO WSL 2007–2013 Priorytet III. Działanie 3.4. Promocja turystyki na realizację kampanii promocyjnej pod hasłem: „W sercu Jury – Powiat Zawierciański zaprasza!”. Kampania realizowana jest w latach 2009–2010. Koszt całkowity projektu wynosi 233 227,40 zł, środki własne powiatu to 34 984,11zł (15% kosztu całkowitego).W ramach kampanii powstają wydawnictwa promocyjne prezentujące bazę turystyczną powiatu (foldery, mapy, album) oraz gadżety – rozdawane nieodpłatnie na najważniejszych międzynarodowych targach turystycznych w kraju

i za granicą.

W 2009r. Powiat Zawierciański uczestniczył w następujących imprezach targowych:

Międzynarodowych Targach Turystyki, Rekreacji i Wypoczynku INTOUREX 2009 w Sosnowcu – które odwiedziło ok. 5 tysięcy osób;

Targach ITB 2009 w Berlinie – na tych największych na świecie targach turystycznych ofertę zaprezentowało 11 147 firm z 186 krajów świata, przybyła też rekordowa liczba odwiedzających, ponad 180 tysięcy osób

Gdańskich Targach Turystycznych – gdzie zaprezentowało się ponad  500 wystawców z Polski i zagranicy, przybyło ponad 10 tysięcy odwiedzających z kraju i zagranicy

Targach Turystyki i Wypoczynku LATO 2009 w Warszawie – gdzie zaprezentowało się 380 wystawców i przybyło ponad 26 tysięcy odwiedzających. Ostatnie w br. targi turystyczne, w których uczestniczyć będzie Powiat Zawierciański to Targi Regionów

i Produktów Turystycznych „TOUR SALON w Poznaniu, które odbywać się będą w dniach 21.10. –24.10.2009r.

W tworzenie publikacji oraz gromadzenie materiałów zdjęciowych włączyły się samorządy wszystkich gmin wchodzących w skład Powiatu Zawierciańskiego.

W sercu Jury – Powiat Zawierciański zaprasza! Oferta dla turystów z całego świata

(3)

Szanowni Czytelnicy!

Tegoroczne lato wyjątkowo obfitowało w wiele istotnych wydarzeń. Koniec lata będziemy wiązać z przeżyciem ogólnona- rodowej traumy. 18 września w godzinach popołudniowych Polską wstrząsnęła wia- domość o katastrofie górniczej. W kopalni

„Wujek-Śląsk” w Rudzie Śląskiej, 1050 metrów pod ziemią doszło do wybuchu

i zapalenia metanu. Na miejscu zginęło 12 górników, kolejni zmarli w następnych dniach. 30 września w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich zmarła 19 ofiara wypadku. W szpita- lach w Siemianowicach Śląskich, Łęcznej i Sosnowcu przebywało 32 poszkodowanych górników. Łączymy się w bólu z Ich rodzinami.

Jednocześnie wyrażamy nadzieję, że wyjaśnienie przyczyn tej tragedii doprowadzi do poprawy bezpieczeństwa pracy górników oraz wyeli- minuje wszelkie nieprawidłowości.

Ponad połowa Polaków odetchnęła z ulgą po ogłoszeniu przez prezydenta Baracka Obamę rezygnacji z umieszczenia na naszym terytorium rakiet wchodzących w skład systemu ochrony przeciwra- kietowej. Utworzenie nowego mobilnego systemu obrony antyrakieto- wej z wykorzystaniem przede wszystkim lotniskowców oddaliło na pewien czas potrzebę budowania systemu stacjonarnego.

Przypomnieć należy, że choć większość Polaków była przeciwna instalowaniu tarczy antyrakietowej w Polsce, to koalicja rządząca PO-PSL wspólnie z Prawem i Sprawiedliwością, nie licząc się z gło- sem opinii publicznej, dążyła do sfinalizowania tego przedsięwzięcia.

Koniec lata jest tradycyjnie czasem podsumowania trudu rolni- ków. W gminach i miastach Zagłębia Dąbrowskiego odbyło się wiele uroczystości dożynkowych. Szczególną oprawę miały dożynki organi- zowane wspólnie przez władze powiatu będzińskiego i sosnowieckie biskupstwo, których gospodarzem były Wojkowice.

Początek października jest świętem środowiska akademickiego.

W roku akademickim 2009/2010 w trzech miastach Zagłębia Dą- browskiego zainaugurowały działalność cztery wydziały Uniwersy- tetu Śląskiego i Uniwersytetu Medycznego oraz osiem uczelni prywat- nych.

Zapraszam Państwa serdecznie do lektury piątego numeru „No- wego Zagłębia”.

Marek Barański

Nowe Zagłębie – czasopismo społeczno-kulturalne Redaguje kolegium w składzie:

Marek Barański – redaktor naczelny, Paweł Sarna – sekretarz red., Maja Barańska Adres redakcji: 41–200 Sosnowiec, ul. Żeromskiego 3/54, tel./fax: + 48 32 263 48 57, + 48 512 175 814 e-mail: redakcja @nowezaglebie.pl, www.nowezaglebie.pl Wydawca: Związek Zagłębiowski DTP: Tomasz Kowalski Zagłębiarka: redaguje kolektyw w składzie: Maja Barańska, Aleksandra Sarna, Paweł Barański, Paweł Sarna, Piotr Jakoweńko (projekt graficzny i skład) Foto na okładce: www.sxc.hu Współpracownicy: Zbigniew Adamczyk, Paweł Barański, Jarosław Krajniewski, Bogdan Dworak, Przemysław Dudzik, Tomasz Kostro, Dobrawa Skonieczna-Gawlik, Piotr Smereka, Ewa M. Walewska Druk: Progress Sp. z o.o.

Sosnowiec Nakład: 1500 egzemplarzy Tekstów nie zamówionych redakcja nie zwraca.

Redakcja zastrzega sobie prawo ingerencji w teksty zamówione. Reklamę można zamawiać w redakcji; za treści publikowane w reklamach redakcja nie ponosi odpowiedzialności Zasady prenumeraty „Nowego Zagłębia”: Prenumeratę krajową lub zagraniczną można zamawiać bezpośrednio w redakcji: Sosnowiec, ul. Żeromskiego 3/54, Tel. + 48 32 263 48 57, + 48 505 629 180, lub e-mail’em pod adresem redakcyjnym Cena prenumeraty półrocznej (przesyłanej pocztą zwykłą) – 3 wydania – 20 złotych, rocznej – 40 złotych Prenumerata zagraniczna przesyłana pocztą zwykłą – 3 wydania = 60 złotych, roczna – 120 złotych Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na konto: Związek Zagłębiowski, GETIN BANK SA, 70 1560 1010 0000 9010 0006 2987.

Spis treści

Zawód: pracownik socjalny ...2

Dzieje sosnowieckiej polonistyki ...4

Trudne czasy dla szkolnictwa ...5

Jesień w Betlejem ...6

Telefony w Zagłębiu Dąbrowskim, cz. 3 ...9

Pieśni i piosenki z Oleandrów ...10

Legenda Zagłębia – reaktywacja? ...14

Dygasiński i my ...16

Tak nas widziano ...16

PLASTYKA ...18

Stroje ludowe w Zagłębiu Dąbrowskim, cz. 1 ...19

Zagłębiowskie godki ...21

Świat o rozmiar za mały ...22

FOTOREPORTAŻ ...26

Jaworznicka społeczność żydowska ...28

ZAGłęBIARKA ...29

Nowa Muzyka w Katowicach ...37

American Dream in Cracow ...39

Mistrz bez następców ...41

Downhill… i po sezonie ...42

Na działalność gospodarczą 40 tysięcy z Unii, ale... ...43

PROZA ...44

Budżet państwa – o co ta afera? ...46

Klienci i rekiny ...47

Życie pod lupą. Technika na usługach SB ...48

OSP w Irządzach ...49

POEZJA ...50

Te wszystkie znaczki, szyfry, kolory ...51

Poszukiwacze zaginionego Zagłębia ...52

„Rokitnianka” ...54

WYDARZENIA ...55

RECENZJE ...61

KALENDARIUM IMPREZ KULTUraLNYCh ...64

(4)

Wywiad

Na początek poproszę o garść faktów historycznych – jaka jest geneza i hi- storia Kolegium Pracowników Służb Społecznych? 

Kolegium istnieje od 2006 roku, w tym roku mury naszej szkoły opuścili pierwsi absolwenci. Jednak historia szkoły zaczyna się w 1971 roku, powstała wtedy Państwowa Szkoła Pracowników Socjalnych. Od 1993 roku, na mocy porozumienia Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej z Ministerstwem Zdrowia i Opieki Społecznej – Wydział Pra- cowników Socjalnych staje się samodzielną jednostką, która od końca lat 90. podlega Urzędowi Marszałkowskiemu. Kolegium powstało na bazie Szkoły Policealnej Wo- jewództwa Śląskiego, dostosowując formy i standardy nauczania do aktualnych wymo- gów prawnych oraz standardów unijnych.

Jesteśmy więc placówką bardzo młodą, jednak opartą na prawie czterdziestoletnich doświadczeniach.

Co Kolegium oferuje młodym lu- dziom, dlaczego warto zostać słuchaczem Waszej szkoły? 

Warto na pewno, chociażby dlatego, że w ciągu trzech lat nauki można zdobyć tytuł pracownika socjalnego i jednocześnie licencjat Uniwersytetu Śląskiego na kierunku praca socjalna. Jesteśmy bowiem placów- ką publiczną Urzędu Marszałkowskiego, a opiekę dydaktyczną nad nami sprawuje właśnie Uniwersytet. Taki patronat oraz zatrudnienie wysokiej klasy specjalistów i praktyków dają gwarancję najwyższego poziomu nauczania. Dyplom ukończenia Kolegium gwarantuje także tzw. „twarde kwalifikacje” – daje wymagane ustawowo uprawnienia do wykonywania zawodu pracownika socjalnego.

Słuchacze, co jest istotne, na wydziale dziennym kształcą się bezpłatnie, nie ma też opłat wpisowych, natomiast nauka na kierunku zaocznym kosztuje 1000 złotych za semestr, przy czym można rozłożyć płatność na raty. Osoby zatrudnione we wszelkiego rodzaju instytucjach pomocy społecznej otrzymują zniżkę. To ważne atuty w kontekście ostrej konkurencji na rynku edukacyjnym. 

Kolegium Pracowników Służb Społecz- nych od kilku lat funkcjonuje w Zagłębiu – czy przeniesienie szkoły z Katowic pocią- gnęło za sobą jakieś zmiany? Jak układa się współpraca szkoły z władzami Czeladzi? 

Miasto Czeladź od dawna wyróżnia się szczególną troską o sprawy edukacji. To właśnie między innymi dzięki takiej daleko- wzrocznej polityce budynek zajmowany na potrzeby funkcjonowania Kolegium został, wraz z przyległym terenem zielonym, prze- kazany województwu śląskiemu. To z kolei umożliwiło rozpoczęcie kompleksowego remontu. Wkrótce zajmowany przez nas obiekt będzie wyjątkowo nowoczesny i funkcjonalny. A powracając do współpracy z władzami miasta, spotkaliśmy tu ludzi życzliwych i o szerokich horyzontach. Nie jest przypadkiem, że większość ważnych uroczystości odbywa się właśnie w Urzędzie

Miejskim w Czeladzi – coroczna inauguracja, a w tym roku pierwsze dyplomatorium.

Mam nadzieję, że Kolegium przyczyni się do dalszego rozwoju oferty edukacyjnej miasta. 

Mecenasem szkoły jest województwo śląskie. Czy w ramach tej współpracy szkoła czerpie jakieś specjalne korzyści? 

Oczywiście. Po pierwsze, będąc jednost- ką organizacyjną województwa śląskiego Kolegium ma status szkoły publicznej.

Dlatego też – tak jak np. na Uniwersytecie Śląskim – nie jest pobierane jest czesne na wydziale stacjonarnym. Dzięki wsparciu województwa Kolegium dysponuje wła- snym budynkiem, Urząd łoży także środki finansowe na przebudowę. Prowadzone są właśnie prace na rzecz kompleksowego uno- wocześnienia obiektu: zagospodarowania

dodatkowych sal dydaktycznych, urządze- nia przestronnego dziekanatu, adaptacji nowych powierzchni. W efekcie budynek będzie nowoczesny, estetyczny, funkcjo- nalny, w całości dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Niewątpliwie znacznie polepszy się komfort studiowania.

Absolwenci Kolegium nie muszą zakończyć edukacji na stopniu licencjata.

Jakie perspektywy dla swoich słuchaczy otwiera szkoła? 

Słuchacze przez pierwsze dwa lata uczą się w naszej szkole, natomiast na trzecim roku stają się dzięki umowie patronackiej – studentami trzeciego roku uniwersytetu na kierunku praca socjalna. Mają więc jakby podwójny status: słuchacza Kolegium i stu- denta UŚ. Broniąc pracę licencjacką, mają otwartą drogę do dalszej nauki na studiach drugiego stopnia, czyli magisterskich. Warto zwrócić uwagę na szeroki zakres kształcenia w Kolegium; dzięki temu absolwenci otrzy- mują przygotowanie interdyscyplinarne. 

Kolegium zatrudnia nie tylko kadrę ściśle związaną z edukacją, ale również wykładowców, którzy są pracownikami różnego typu instytucji gminnych, po- wiatowych i wojewódzkich. Jaką wiedzę i umiejętności przekazują słuchaczom? 

W czasie trzech lat nauki nasi słuchacze mają głównie zajęcia z prawa, psychologii, wielu aspektów socjologii i pracy socjal- nej. Do wyboru mamy lektoraty z dwóch języków: angielskiego i francuskiego, dużą popularnością cieszą się zajęcia z samo- obrony. Dla zainteresowanych mamy także bezpłatne kursy języka migowego.

Jednym z filarów koncepcji kształcenia w kolegiach pracowników służb społecznych jest ścisłe połączenie podstaw teoretycznych z nauczaniem praktycznym. Dlatego właśnie słuchacze w toku nauki odbywają aż cztery rozbudowane bloki praktyk zawodowych.

Są one realizowane w jednostkach pomoco- wych różnego szczebla oraz w organizacjach pozarządowych. Dzięki takiemu połączeniu wiedzy przekazywanej w salach dydaktycz- nych oraz nauczania „w terenie” pod okiem specjalistów – pracowników instytucji, nasi absolwenci są doskonale przygotowani do przyszłej pracy.

Jakie umiejętności praktyczne zy- skuje słuchacz po zakończeniu nauki?

Czy szkoła pomaga swoim absolwentom w wejściu na rynek pracy? 

Zawód: pracownik socjalny

Z dyrektor Kolegium Pracowników Służb Społecznych w Czeladzi

Anną Zasadą-Chorab rozmawia Magdalena Chojnacka

(5)

W Kolegium prowadzimy biuro karier:

tu gromadzone są oferty pracy. Na tej formie działalności korzystają nie tylko słuchacze, ale i pracodawcy, zdobywając kompetentnych pracowników. Jeszcze jedna kwestia jest ważna. Jak już mówi- łam, szkołę wyróżnia nacisk na szerokie kształcenie praktyczne. To właśnie dzięki temu, że nasi słuchacze realizują część zajęć bezpośrednio w zewnętrznych jed- nostkach organizacyjnych pod okiem pracowników – praktyków, uzyskują nie tylko kwalifikacje i pełne przygotowanie do wykonywania zawodu, ale również bezpośrednio nawiązują kontakty z róż- nymi instytucjami. To niezmiernie ważny aspekt, bowiem niemała grupa słuchaczy zakończyła praktyki zaproszeniem do dalszej współpracy. 

Kolegium proponuje swoim słucha- czom również udział w różnego typu programach o charakterze wolontariatu.

Na czym polegają te programy i dla kogo są przeznaczone? 

Szkoła uczestniczy w projekcie „Mło- dzież w działaniu” oraz „Wolontariat Eu- ropejski”. Dzięki temu słuchacze mają możliwość wyjeżdżania na zagraniczne staże, praktyki zawodowe oraz projekty te- matyczne. Słuchacze Kolegium uczestniczyli w projektach w Grecji, Irlandii oraz Wielkiej

Brytanii. Takie wyjazdy dają nieocenioną możliwość poznania innych kultur, zdobycia doświadczenia, rozwinięcia zainteresowań, czy doskonalenia języków obcych. Planuję intensyfikację takich działań, a przede wszystkim chcemy umożliwić słuchaczom realizowanie części praktyk zawodowych w zagranicznych instytucjach. 

W bieżącym roku mury szkoły opu- ścili pierwsi absolwenci. Czy zaintereso- wanie zawodem pracownika socjalnego rośnie? 

Zdecydowanie tak. W całej Unii Euro- pejskiej w czołówce zawodów z przyszłością znajduje się właśnie pracownik socjalny.

Wciąż jednak na rynku pracy brakuje wysoko wykwalifikowanych adeptów ma- jących nie tylko teoretyczne, ale i prak- tyczne przygotowanie do wykonywania tego niełatwego zawodu. Nasi absolwenci zatrudniani są między innymi w takich in- stytucjach, jak ośrodki pomocy społecznej, domy pomocy społecznej, domy dziecka, świetlice środowiskowe, szpitale, urzędy miast, ROPS, urzędy wojewódzkie. Duża grupa absolwentów, a także studentów znajduje zatrudnienie w organizacjach pozarządowych. 

Szkoła aktywnie uczestniczy w róż- nego typu targach i inicjatywach pod auspicjami województwa. 

To prawda. W obecnych czasach, kie- dy na rynku edukacji obowiązują zasady konkurencji, nie wystarczy po prostu uczyć. Należy tworzyć atrakcyjne oferty, ale także być widocznym. To, nie ukrywam, duża bolączka Kolegium, jako jednostka publiczna nie dysponujemy tak dużym budżetem reklamowym, jak np. uczelnie prywatne. Jednak staramy się, gdy tylko jest to możliwe, zaznaczać swoją obecność.

Bierzemy udział nie tylko w tak typowych imprezach, jak np. targi edukacyjne. Ko- legium uczestniczyło w tym roku między innymi w Dniach Województwa Śląskiego, Dniach Czeladzi czy Europejskich Targach Przedsiębiorczości, Pracy i Edukacji. Taka działalność ma szerszy wymiar – Kolegium jest szkołą prowadzoną przez województwo Śląskie, nasza oferta stanowi ważną część lokalnego systemu edukacyjnego. Powinni- śmy być widoczni; brać udział w ważnych wydarzeniach. Dlatego też Kolegium uczest- niczy w licznych sesjach i konferencjach naukowych, lokalnych i ogólnopolskich.

Angażuje się również w kulturę Zagłębia.

Szkoła organizowała m.in. Ogólnopolski Konkurs Poetycki „Przeciw Poetom”. We wszystkich wspomnianych wydarzeniach biorą udział słuchacze, łącząc przyjemne z pożytecznym. Mamy w planach więcej podobnych inicjatyw.

Fot. arch.

(6)

Dzieje sosnowieckiej polonistyki

Paweł Sarna

Na temat sosnowieckiej polonistyki, co zaskakujące, wcale nie tak łatwo odnaleźć informacje. Oczywiście nietrudno wyszukać daty, nazwiska czy tabele, a przecież z życiem uczelni zawsze wiąże się mnóstwo barwnych opowieści, wspomnień. Chyba mało z nich zostało spisanych. W wydanej przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Sosnowcu książce Instytucje kultury a środowiska twórcze Sosnow- ca znalazł się szkic prof. Mariana Kisiela pt.

Polonistyka w Sosnowcu i jest to najważniejsze z opracowań. Trochę ciekawostek znajdziemy w kilku numerach „Gazety Uniwersyteckiej”, poza tym już niewiele. Tamte miejsca zmie-

niają się i staną się kiedyś nie do poznania.

A co dopiero można powiedzieć o twarzach.

Miejsca

Zacznijmy od końca. Rok akademicki 1990/1991 rozpoczął się jeszcze w Sosnow- cu, wyprowadzkę zaplanowano na przerwę semestralną. Czas minął szybko. A potem, już po inauguracji w połowie lutego, zaczęło się zwiedzanie budynku, poszukiwanie sal i rozpoznawanie starych mebli oraz innych sprzętów przewiezionych z dawnej siedziby, wreszcie praca – na nowym miejscu. W dzie- siątą rocznicę tego wydarzenia tak wspominał prof. Piotr Żmigrodzki: O tym, że Wydział Filologiczny zostanie przeniesiony, bądź też „po- wróci” z Sosnowca do Katowic, mówiło się już od końca 1989 roku. Dla mnie i moich rówieśników zresztą miał on raczej „zostać przeniesiony” niż

„powrócić”, bo jego „sosnowieckość” była dla nas czymś oczywistym, czasów „przedsosnowieckich”

nie pamiętaliśmy, pojawiały się one w opowia- daniach nauczycieli mających z nami ćwiczenia, tak jak i mnie teraz zdarza się coś powiedzieć do

studentów o czasach „sosnowieckich” („Gazeta Uniwersytecka” 2001, nr 5).

O polonistyce sosnowieckiej można mówić od 1973 roku. Ale historia Wydziału jest dłuższa niż dzieje samego Uniwersytetu.

W roku akademickim 1951/1952 w katowic- kiej Wyższej Szkole Pedagogicznej otwarto kierunek filologii polskiej, na bazie którego w 1953 roku utworzono Wydział Filologiczny.

Z kolei w czerwcu 1968 roku powstał Uni- wersytet Śląski, a w jego obrębie Instytut Filologii Polskiej. Wraz z powołaniem nowej jednostki organizacyjnej podjęto decyzję o jej lokalizacji w Sosnowcu. Wydział otrzymał od miasta budynki przy ul. Bando 8 i 10 (obecnie ul.

Żytnia) i ul. Puła- skiego 6, a także pomieszczenia przy ul. Czerwonego Za- głębia (obecnie ul.

3 Maja). Po wstęp- nych zajęciach na Bando poloniści mieli swój budy- nek na ul. Bieruta (obecnie Kościel- na) i jeszcze od 1981 roku na Ze- gadłowicza 2. Ale warto zapytać, czy te miejsca miały wtedy swój niepo- wtarzalny klimat? Do której knajpki chodziło się po wykładach?

I kogo ze sławnych można było tam spotkać?

Osoby

Pamięć często przywołuje to, co sama chce.

Na przykład taki obrazek: właśnie trwa seminarium. Profesor podchodzi do okna i zapala papierosa. I dla żadnego z jego studentów nie ma w tym nic gorszącego, przeciwnie bez tego nie dopełniłoby się pewne misterium. Są słowa, gesty, pauzy, podniesienie i ściszenie tonu, wreszcie ten papieros – jest całość. Każdy inny pracownik, który chciałby to powielić, wydawałby się śmieszny. Niekiedy takie drobiazgi pozwalają przypomnieć sobie ludzi.

W pierwszych latach (WSP i UŚ) więk- szość pracowników to wychowankowie i asystenci Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jak napisała prof. Irena Bajerowa: Czuliśmy się w pełni spadkobiercami jego [UJ – przyp.

red.] nauki i nawet w ściśle naukowym zakresie kontynuowało się krakowskie szkoły naukowe, z których wyrośliśmy. Nasza katedra języko-

znawcza była swoistym poligonem krakow- skich językoznawców. Wiedząc, że nie można zacieśniać się do swojego (wtedy niewielkiego!) środowiska, zapraszaliśmy na wykłady różnych naukowców z Krakowa (mniej – z Warszawy), tak że przez naszą katedrę przewinęło się wielu znanych dziś profesorów: L. Bednarczuk, Z. Gołąb (dziś w  USA), M. Honowska, S. Jodłowski, M. Kucała, Z. Kurzowa, W. Mań- czak, W. Pisarek (u nas się doktoryzował), K. Pisarkowa, K. Polański, J. Puzynina (z War- szawy), F. Sławski, S. Urbańczyk, A. Zaręba, M.

Zarębina i jeszcze inni! Komu w Krakowie było za ciasno, przyjeżdżał do nas („Gazeta Uni- wersytecka” 1993, nr 9). Z językoznawców na pewno trzeba dodać jeszcze do ogólnej listy: Alinę Kowalską, Henryka Wróbla, Franciszka Bizonia. Instytutem Filologii Polskiej do 1973 roku kierował Jan Kazi- mierz Zaręba. Po tym roku polonistyka, już sosnowiecka, miała inny charakter. Bardzo intensywnie rozwijała się dyscyplina litera- turoznawcza, prowadzono studia z zakresu literatury romantycznej (Ireneusz Opacki), pozytywistycznej i modernistycznej (Ta- deusz Bujnicki, Jerzy Paszek), teorii kultury (Witold Nawrocki), współczesnego życia literackiego (Włodzimierz Wójcik, Tadeusz Kłak). Trudno wymienić nie tyle wszystkie nazwiska, ile nawet najważniejsze.

Przeprowadzka na nowe miejsce kończy ważny rozdział w historii Wydziału, a otwiera kolejny. Na zakończenie warto zacytować słowa prof. Mariana Kisiela: Cokolwiek przenieśliśmy w 1991 roku z Sosnowca do Katowic, przenieśliśmy wszystko co najlepsze.

Profesorowie Włodzimierz Wójcik oraz Ireneusz Opacki przed pomnikiem Tadeusza Kościuszki w Sosnowcu. Fot. z arch. W. Wójcika

Budynek uniwersytecki przy ul. Żytniej 10 w Sosnowcu. Fot. arch.

Edukacja

(7)

Nawet przy tak bogatym zapleczu eduka- cyjnym, jakim może pochwalić się Zagłębie, nie ma zbyt wielu powodów do radości. W ostat- nich latach szkołom w całej Polsce przyszło się zmierzyć z bardzo poważnymi problemami, takimi jak bezrobocie wśród absolwentów, brak środków finansowych, aż w końcu z…

brakiem studentów.

Resort nauki i szkolnictwa wyższego alar- muje, że niż demograficzny może doprowadzić do zamknięcia niektórych placówek: już w przy- szłym roku o indeks będzie się starać młodzież z pierwszego rocznika niżu, a zmniejszenie liczby kandydatów potrwa nawet kilkanaście lat. Dla szkół niepublicznych, które działają dzięki środ- kom z czesnego, oznacza to ogromne problemy.

Niepublicznych szkół, które kształcą mniej niż 1000 studentów, jest aż 40 proc. Część z nich jest zagrożona bankructwem. Istnieje jeszcze jeden problem – w związku z zawieszeniem obowiązku służby wojskowej ilość kandydatów, zwłaszcza na kierunkach technicznych, może znacznie się zmniejszyć. Te dane nie nastrajają optymistycznie.

Kolejnym powodem do zmartwienia jest rosnące bezrobocie, które przed rokiem 1989 wśród absolwentów szkół wyższych w zasadzie nie istniało. Szkół było jednak znacznie mniej,

a konieczność wyższego wykształcenia nie była tak oczywista, jak dziś. Teraz coraz częściej słyszy się głosy, że szkoła to fabryka bezrobot- nych. Jak wskazują statystyki, prawie 22 tys.

zeszłorocznych absolwentów nie znalazło pracy.

Sytuację próbują poprawiać szkoły – coraz więcej placówek bierze udział w różnego typu programach, które mają pomóc studentom w wejściu na rynek pracy. Rozsądnym rozwiąza- niem jest wybór przez kandydatów kierunków niszowych, które w zasadzie dają gwarancję zatrudnienia, oraz ważnych dla polskiej go- spodarki kierunków zamawianych. Po tych ostatnich jednak, wbrew pozorom, pracy nie gwarantuje ani szkoła, ani ministerstwo. Takich kierunków w roku akademickim 2009/2010 jest 59. Realizowane są na 43 uczelniach w całej Polsce, wśród nich znalazła się Wyższa Szkoła Biznesu w Dąbrowie Górniczej (informatyka).

Zachętą do kształcenia na tych kierunkach są stypendia, ich wysokość sięga nawet 1000 zł.

Na projekt rząd przeznaczył 380 mln zł.

Jest w tym wszystkim pozytywna strona:

problemy szkół mogą się okazać korzystne dla studentów. Wiele placówek obniżyło czesne, próbując przyciągnąć kandydatów. W ubiegłych latach szkoły często rezygnowały z pobierania czesnego za pierwszy semestr studiów, aktualnie

coraz więcej placówek wprowadza kierunki bezpłatne, licząc na dofinansowanie z budżetu państwa. Obniżki jednak nie dotyczą uczelni państwowych – studia zaoczne znacznie po- drożeją. Dla przykładu, podwyżki zaplanował Uniwersytet Śląski – aż o 800 zł wzrośnie czesne na edukacji artystycznej w Cieszynie, semestr nauki będzie kosztować 2,8 tys. zł. W tej samej cenie można studiować grafikę (czesne podnie- siono o 300 zł). Na większości z pozostałych kierunków czesne wzrośnie o 100 zł.

Czy z tak poważnych problemów jest wyjście? Oczywiście można liczyć na ruch rządu, jednak wszystkie szkoły we własnym zakresie będą musiały walczyć o przetrwanie.

Nowatorskie propozycje kształcenia i atrak- cyjne programy dla studentów w połączeniu z obniżaniem kosztów mogą, przynajmniej chwilowo, pozwolić zapomnieć o kryzysie.

Trudne czasy dla szkolnictwa

Antonina Makuch

Lista szkół wyższych w Zagłębiu Uniwersytet Śląski w Katowicach – wydziały w So- snowcu: Wydział Nauk o Ziemi, kierunki studiów:

geografia, geologia, geofizyka, ochrona środowiska, ul. Będzińska 60, Wydział Informatyki i Nauki o Ma- teriałach, kierunki studiów: informatyka, inżynie- ria biomedyczna, inżynieria materiałowa, edukacja techniczno-informatyczna, ul. Żytnia 12, Wydział Filologiczny, kierunki studiów: filologia – lingwistyka stosowana, filologia angielska, filologia francuska, filologia germańska, filologia hiszpańska, filologia rosyjska, filologia rosyjska – kultura Rosji i narodów sąsiedzkich, filologia słowiańska, filologia włoska, ul.

Grota Roweckiego 5 ● Śląski Uniwersytet Medyczny, Wydział Farmaceutyczny z Oddziałem Medycyny Laboratoryjnej, kierunki studiów: farmacja, analityka medyczna, biotechnologia, kosmetologia, ul. Jedności 8, Sosnowiec ● Wyższa Szkoła Biznesu, kierunek studiów: zarządzanie i marketing, ul. Cieplaka 1c, Dąbrowa Górnicza ● Wyższa Szkoła Inżynierii Bezpieczeństwa i Ekologii, kierunki studiów: in- żynieria bezpieczeństwa, ochrona środowiska, ul.

Wojska Polskiego 6, Sosnowiec ● Wyższa Szkoła Planowania Strategicznego, kierunki studiów: lo- gistyka, politologia, zdrowie publiczne, kosmetologia, ratownictwo medyczne, pielęgniarstwo, fizjoterapia, położnictwo, ul. Kościelna 6, Dąbrowa Górnicza ● Wyższa Szkoła Humanitas (dawniej Wyższa Szkoła Zarządzania i Marketingu), kierunki studiów: admi- nistracja, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, europeistyka, politologia, pedagogika, zarządzanie, filologia angielska, ochrona środowiska, ul. Kilińskiego 43, Sosnowiec ● Kolegium Pracowników Służb Społecznych, kierunek studiów: praca socjalna, ul.

J. Tuwima 14a, Czeladź ● Wyższa Szkoła Sztuki Stosowanej „OPUS-ART”, kierunki studiów: pro- jektowanie ceramiki przemysłowej, projektowanie szkła przemysłowego, ul. Struga 35, Sosnowiec ● Wyższa Szkoła Administracji i Zarządzania, kierunki studiów: informatyka w zarządzaniu, statystyka i ekonometria, ul. Marszałkowska 28 D, Zawiercie ● Wyższa Szkoła Medyczna, kierunki studiów: pielęgniarstwo, ratownictwo, położnictwo, edukacja seksualna, resocjalizacja, zarządzanie oraz edukator, ul. Wojska Polskiego 6, Sosnowiec

Fot: sxc.hu

Edukacja

(8)

Społeczeństwo

Siedem lat temu

Pan Mirek

Księdza jeszcze nie ma, ale za chwilę się zjawi. Na razie ja wszystko pokażę, opo- wiem, jak tutaj żyjemy, na imię mam Mirek – uśmiecha się serdecznie, podaje dłoń na przywitanie. Na dole jest jadalnia – duże i jasne pomieszczenie. Pod oknem ogromny stół i krzesła wokół niego. Na ścianie wielki plakat z napisem: „Na- sze Betlejem”. – Dalej jest kuchnia. A to jest Boguś, który właśnie robi nam obiad – przedstawia mój przewodnik. Idziemy dalej. Tu są pokoje. Wszystkie maleńkie, ale ładne i schludne. Każdy z mieszkańców dba o swój kąt.

Takie same pokoiki są na górze. – Pięć po jednej stronie, po drugiej też będzie pięć, ale dopiero w przyszłym roku, jak dobrze pójdzie. Będzie miejsce, by przyjąć nowych.

Na razie trwają prace budowlane. Tu bę- dzie biuro – mówi pan Mirek. – A teraz zejdziemy jeszcze do oratorium. To także nasza scena, tu odbywają się przedstawienia.

Wystawiliśmy sztukę według „Upadku” Ca- musa, teraz przygotowujemy się do „Tryptyku Rzymskiego”. – Pan Mirosław mieszka we Wspólnocie. Jak każdy z mieszkańców Betlejem ma swoje obowiązki w domu.

Ale jest też czynnym zawodowo akto- rem ze sporym stażem i osiągnięciami.

Współpracował z wieloma teatrami, jest związany z Teatrem Śląskim oraz sceną w Radomiu. To postać znana nie tylko w Jaworznie. Aktor ma grono swoich wielbicieli. Ale nie chce zbyt wiele mówić o sobie, powtarza często – Nie byłoby tutaj niczego, gdyby nie ksiądz Mirosław.

Opiekuje się wszystkim od początku, dba o wszystko. Bardzo mu na nas zależy.

Ksiądz Mirosław

A to jest właśnie ksiądz Tosza – wchodzące- go właśnie młodego mężczyznę wskazuje jeden z mieszkańców. Ubrany „na spor- towo”, krótko ostrzyżony, z bródką – na

pierwszy rzut oka raczej trudno byłoby się domyślić, że to ksiądz.

Pochodzi z Jaworzna, mieszkał w Osie- dlu Stałym. Ukończył technikum górnicze, a później sześć lat spędził w seminarium w Krakowie, kolejne cztery, już po świę- ceniach, w jednej z parafii w Sosnowcu.

Od dwóch lat mieszka razem z ludźmi bezdomnymi we Wspólnocie Betlejem.

To z jego inicjatywy powstał ten dom.

Jak sam mówi, on też był tak na próbę pierwszym mieszkańcem. Potem Betlejem zaczęło się zaludniać. – W sierpniu, dwa lata temu zamieszkałem ja, a zaraz potem wprowadziła się dwójka bezdomnych braci.

Rysiek wciąż mieszka, jest chory, ma ostatnio kłopoty z nogą. Andrzej się już wyprowadził – mówi ks. Mirosław. W Betlejem mieszka

„na stałe” siedemnaście osób. Pod koniec roku będzie prawie trzydziestu domow- ników. Są w różnym wieku. Najmłodszy jest Kamil, ma 16 lat. Najstarszy ma niecałe 50. Mężczyzn jest więcej, tylko 5 kobiet. Ktoś wylicza imiona: Andżela, Iwona, Zuzia… i jeszcze, i jeszcze… nie mogę sobie przypomnieć. Czas pobytu tutaj nie jest z góry określony. Rok, pół czy dwa lata. Jeśli ktoś chce, to może mieszkać tutaj całe życie. Odchodzą ci, którzy mają dokąd odejść.

Trudne początki

Wszystko zaczęło się tak naprawdę już

w 1996 roku. Najpierw był zamysł stwo- rzenia miejsca opieki dla osób z upośle- dzeniem umysłowym. Pomysł dojrzewał w trakcie przygotowań. Projekt rozszerzał się, aby można było nim objąć jak najwięk- szą grupę potrzebujących. – Chcieliśmy, aby był to dom dla osób, które albo nie mają własnego domu, albo z jakiegoś powodu nie mogą mieszkać „na swoim”. Tu są osoby bardzo różne, tak samo, jak różne są przy- czyny bezdomności. Ten dom powstał tak naprawdę z potrzeb – wyjaśnia ks. Tosza.

Było wielu, którzy sprzyjali. Ale też wielu uznawało inicjatorów za nawiedzonych idealistów, zapaleńców czy wręcz… wa- riatów. To się nie uda, mówili. Z początku nie było nawet widoków na sponsora, który pokryłby spore w końcu koszty.

Budynek wymagał gruntownego remontu.

Zniszczone było tu nieomal wszystko. Ale wsparcie się jakoś znalazło – i to mocne.

Na początek pomogli Fundacja Na Rzecz Polski Południowej, Knauf, Atlas. – Bez ich pomocy byśmy nie ruszyli – mówią z wdzięcznością mieszkańcy Domu. Wraz z licznymi ochotnikami wywieźli 120 wywrotek gruzu, wyremontowali dach i założyli okna. Użyli do odbudowy co tyl- ko się dało. Przywieźli stare, bo 70-letnie, ale wciąż mocne belki z parafii w Suchej Beskidzkiej. Posadzka w oratorium jest z 1930 roku. Sam budynek dawnej szkoły ma blisko 90 lat. Trzeba go było nie tylko

Jesień w Betlejem

Paweł Sarna

W Jaworznie, w Dąbrowie Narodowej jest miejsce niezwykłe. Dawniej mieściła się tu Szkoła Podstawowa nr 8. Stary, kiedyś znisz- czony budynek znalazł nowe przeznaczenie dzięki staraniom księdza Mirosława Toszy.

Ma dziś swoich mieszkańców, a każdy z nich ma swoją własną, trudną historię. O tym miejscu mówią – to jest nasz Dom. Po raz pierwszy byłem tu jesienią 2003 roku, mia- łem okazję zobaczyć trudne początki, które opisałem wtedy na łamach jaworznickiej gazety „Co Tydzień”. Byłem ciekaw, co się przez ten czas zmieniło.

Fot. arch.

(9)

W budynku widocznym obok poczty mieściła się kiedyś siedziba RUP. Fot. arch.

odnowić, ale i przystosować do nowych potrzeb. Nie było to ani łatwe, ani tanie.

Wiele jest też jeszcze do zrobienia. Sporo ludzi wsparło ich i wciąż wspiera. Ten krąg rozszerza się z dnia na dzień. Ale – podkreślają – nie chcą utrzymywać się z darowizn. Celem, do którego dążą, jest życie z pracy własnych rąk. Jak każda rodzina, nie chcą być od nikogo zależni.

Chcą pomagać innym.

Tutaj każdy pracuje

Często przychodzą ludzie, którzy proszą o pomoc, niektórzy wręcz się jej domagają.

Nikt nie odchodzi stąd głodny. Wielu chce zamieszkać we Wspólnocie. Zasada jest prosta: kto tutaj zostaje, musi pracować – jak wszyscy. Część osób pracuje zawo- dowo, „na zewnątrz”. Jeden jest ochro- niarzem w firmie, inny pracownikiem biurowym, ksiądz Mirosław pracuje też jako katecheta w liceum. Część swoich dochodów oddają na potrzeby domu.

Pozostali pracują po prostu w Betlejem.

Jedni pomagają przy remoncie, inni utrzy- mują porządek. Są też dyżury w kuchni.

Każdy robi, co może. Każdy jest za coś odpowiedzialny. Ważnym źródłem do- chodów Wspólnoty jest sprzedaż ikon, które robią sami w pomieszczeniu na poddaszu. Trzy razy w miesiącu jeżdżą z nimi do różnych parafii na terenie die- cezji sosnowieckiej. W którąś z niedziel udało im się rozprowadzić 100 ikon w jednej tylko parafii. To był ich rekord.

Część zysków ze sprzedaży przekazują hospicjum dla dzieci. W czerwcu zorga- nizowali akcję pod hasłem „Albertyńskie chlebki z Betlejem”. Każdy chlebek był

w ładnym, wiklinowym koszyczku, przy ich pakowaniu pomagali uczniowie ze Szkolnego Klubu Wolontariusza, dzia- łającego przy II LO w Jaworznie. – Roz- prowadziliśmy aż 9 tys. chlebków. Część zysków pokryła nasze długi, udało nam się też kupić maszynę stolarską. Chcemy tę akcję urządzać każdego roku, właśnie w czerwcu, dla upamiętnienia naszego patrona, brata Alberta – mówi ksiądz Tosza. – Poza tym, Betlejem to przecież po hebrajsku Dom Chleba.

Nie samą pracą żyje człowiek Dom ma charakter chrześcijański, więc musi być czas na wspólne modlitwy, wyciszenie się. Msze święte odprawia codziennie ks. Tosza, a w każdy czwar- tek jest całonocna adoracja. Przychodzi tutaj wielu ludzi z zewnątrz, by modlić się wspólnie. Ale nie tylko na pracy i modlitwie upływa czas domowników.

Każdy ma jakieś swoje hobby. Andżela robi świece artystyczne, ładnie maluje i rysuje. Kamil jest miłośnikiem zwierząt, ma chomika, hoduje też rybki. Poza tym świetnie majsterkuje. Ksiądz Mirosław jest zapalonym kibicem. Sam nawet kie- dyś grał w juniorach w Górniku Jaworzno.

Pięć czy sześć lat. – W piłkę lubię grać.

Kibicuję Szczakowiance. Kiedyś w diecezji wystawiliśmy też drużynę księży w lidze halowej piłki nożnej. Graliśmy przez jeden sezon – śmieje się ksiądz – Bez większych sukcesów. Pobiegaliśmy trochę, był niezły ubaw. Niedawno zrobili sobie ognisko, niedługo wybierają się do Zakopane- go. Zaplanowali już przyszłe wakacje.

W ośrodku rekolekcyjnym nad morzem.

Opatrzność działa poprzez ludzi Dom ma swoją atmosferę, prawdziwie rodzinną. Ludzie tu ciągle przychodzą, czasem, żeby poprosić o pomoc, a czasem, by pomóc, a często po prostu, żeby odwie- dzić. Ktoś zjawi się raz, a potem przychodzi znowu – ze znajomymi, z dziećmi. W tej chwili na stałe współpracuje kilka insty- tucji, jest wielu sympatyków. Oczywiście zdarzały się im i zdarzają się trudne mo- menty, nieraz już mieli problemy. Kiedyś zabrakło im chleba, bo nie zaplanowali wydatków. Ale akurat w tym momencie zjawił się piekarz, pan Bigaj, który usły- szał o Wspólnocie. Przez rok za darmo przywoził im chleb. Takie rzeczy są tu na porządku dziennym.

I znowu jest jesień

Zmieniło się

Budynek z zewnątrz wprawdzie nadal wy- gląda jak parę lat temu, ale duży ogród jest wypielęgnowany. Ktoś dba. Wcześniej były tam zwały gruzu. Jest też nowa dzwonnica.

Na podwórzu kilku mężczyzn właśnie przerywa pracę na nasz widok. – Przyje- chałem z żoną, przez moment myślę o tym, że sporo zmieniło się i u mnie. – Ksiądz Tosza jest u siebie. Po schodach na samą górę i w lewo – kierują nas. – Nie możemy się oprzeć, zaglądamy do oratorium na parte- rze. Piękne witraże w oknach. Chyba nie widziałem ich wcześniej. Muszę zapytać i o nie. Idziemy do góry, oglądając zdjęcia na ścianie. Mnóstwo twarzy.

Ksiądz Mirosław jakby jeszcze bardziej wesoły, na luzie, w sportowym t-shircie.

Nie zmienił się. No może trochę posiwiała jego bródka. Przechodzimy z pomiesz- czenia do pomieszczenia i z tematu na temat. Są nowe pokoje. Witraż w kaplicy powstał w ubiegłym roku dzięki uczenni- com z liceum plastycznego w Dąbrowie Górniczej. Trudno streścić siedem lat życia Wspólnoty. Chcę wiedzieć, co z panem Mirkiem i tymi mieszkańcami, których poznałem wtedy.

Dalsze losy

Pan Mirek mieszkał w Betlejem jeszcze przez rok. Udało mu się zrealizować Tryptyk Rzymski, było kilka przedstawień.

Wspólnie z zaprzyjaźnionym aktorem przygotował też adaptację Idioty Dosto- jewskiego pod tytułem Miłość i Żałość.

Potem musiał się wyprowadzić. Powodem był alkohol. – Wtedy byliśmy chyba bardziej radykalni. Stwierdziliśmy, że trzeba posta- wić twarde warunki. Jeśli ktoś zaczyna pić, opuszcza Wspólnotę. Tak było z Mirkiem.

Teraz staramy się podchodzić do tego chyba bardziej dojrzale. Mamy kontakt z terapeu- tami. Staramy się zdiagnozować problem.

Ks. Mirosław Tosza, fot. arch.

(10)

8 nr 5/wrzesień – październik 2009

Jeśli ktoś podejmuje jakąś formę leczenia, to może tu zostać – wyjaśnia ksiądz Tosza. Pan Mirek mieszka obecnie u brata nad morzem.

Utrzymuje kontakt. Wspólnotę opuścił również pan Boguś. Były z nim problemy.

Pan Rysiek zmarł, był chory na serce. – Są też historie bardziej krzepiące – mówi ksiądz Mirosław. – Andżela mieszkała we wspól- nocie przez dwa lata. Była wtedy uczennicą liceum. Miała w rodzinie bardzo ostry konflikt z matką i z ojczymem. Po zdaniu matury wyprowadziła się i rozpoczęła studia. Dziś pracuje jako florystka. Pogodziła się z matką.

Iwona poznała Pawła, tutaj w Betlejem. Kiedy w wypadku zginęła jego narzeczona, nie mógł sobie dać rady z tą świadomością i z samym sobą. Skłócił się z rodziną, wyprowadził się.

Donikąd. Przez 9 lat był bezdomny. Tułał się po świecie, a potem zamieszkał z nami.

Iwona i Paweł są dziś małżeństwem. Kupili mieszkanie na kredyt, nieźle im się powodzi.

Paweł też pogodził się z rodziną, i to dzięki ciekawemu zbiegowi okoliczności. Do tej historii jeszcze wrócimy. Kamil i Zuzia są dziś samodzielni. Zuzia wyjechała z Polski.

Mieszka w Anglii lub Irlandii.

Nie wszystkie opowieści o losach koń- czą się happy endem. Niektórzy wracają do poprzedniego życia, świadomie wybierają bezdomność. Nie było przypadku, by ktoś odszedł i w pojedynkę ułożył sobie normalne życie. Jak podkreśla ksiądz Tosza, ci, którym się udało pozbierać, wcześniej poznali kogoś lub naprawili stosunki z kimś ze swej przeszłości. Jest pewna prawidło- wość – z bezdomności nie wychodzi się gdzieś, ale z kimś albo do kogoś.

Z Betlejem do Betlejem na rowerze Losy Wspólnoty Betlejem to odrębne historie życia czterystu osób, które na jakiś czas znalazły tutaj dla siebie miejsce.

Obecnie jest dwudziestu domowników.

Najmłodszy jest Piotr, którzy uczy się w technikum. Ukończył osiemnaście lat. Mieszkańcy, którzy są tutaj dłużej, płacą za swoje utrzymanie. Mają mniej więcej dwa lata, żeby się przystosować.

To taki symboliczny okres, w którym obowiązuje „status bezdomnego”. Praca w kuchni, ogrodzie, remonty, wyrób ikon, renowacja mebli – mieszkańcy wszystko robią sami. Każdy bierze część odpowie- dzialności. Główne zasady nie zmieniły się, najważniejsza jest praca. Ale nadal jest też czas na inne formy aktywności. – W 2005 roku zaczęliśmy jeździć na pielgrzymki

rowerowe – opowiada ksiądz Mirosław.

– Po śmierci Papieża byliśmy na Błoniach.

Jeden z naszych mieszkańców powiedział, że nigdy nie był na spotkaniu z Papieżem, chociaż się wybierał, i ma takie marzenie, żeby przynajmniej odwiedzić Jego grób. To wtedy zrodził się pomysł. Nie znaleźliśmy sponsorów, dzięki którym moglibyśmy kupić sprzęt, ale udało się wypożyczyć na począ- tek rowery od księży, którzy w młodości uprawiali sport. Udało się zebrać grupę siedmiu osób i tak pojechaliśmy do Watyka- nu. Spaliśmy w klasztorach, na plebaniach.

W 2006 byliśmy w Izraelu. Bardzo mile wspominamy przejazd przez Syrię. Naj- śmieszniejsze było to, że w tym kraju tylko dzieci jeżdżą na rowerach. To tak, jakby u nas ktoś dorosły jeździł na hulajnodze.

Jak wjeżdżaliśmy do miasteczka, zbiegało się mnóstwo ludzi. Muzułmanie byli bardzo serdeczni i gościnni, oczywiście nie mogliśmy wspominać, gdzie jedziemy. W tym roku byliśmy w Grecji. Część kosztów wypraw pokrywają sami mieszkańcy, którzy pracują poza Wspólnotą. Dzięki tym wyjazdom zaangażowaliśmy się w pomoc biednym rodzinom w Betlejem.

Z pielgrzymkami związany jest też dalszy ciąg historii Pawła. Jego matka zobaczyła w telewizji reportaż na temat tego przedsięwzięcia. Dzięki sąsiadkom, które skontaktowały się z Pawłem, zorien- tował się, że matka wie, gdzie przebywa, i że w ogóle żyje. Potem rodzice Piotra przyjechali tutaj, aby zobaczyć syna. Było to w listopadzie 2006 roku, wtedy rozma- wiali ze sobą pierwszy raz po dziesięciu latach. Ta rodzina odnalazła się w Betlejem.

Ksiądz Mirosław i domownicy. Fot. arch.

Historia

Fot. arch.

(11)

Telefony w Zagłębiu Dąbrowskim, cz. 3

Historia w słuchawce Tadeusz Kowal

W nawiązaniu do poprzed- niego odcinka wspomnień warto przytoczyć jeszcze raz kilka liczb: na koniec 1991 roku na terenie Zakładu Te- lekomunikacji w Sosnowcu oczekiwało na telefon ponad

77 000 wniosków, stan abonentów wynosił 55 000. Wskaźnik ilości telefonów na 100 mieszkańców wynosił na terenie Sosnowca 7, a w pozostałych miastach Zagłębia był jeszcze niższy. Dla porównania w Europie Zachodniej ten wskaźnik to grubo ponad 60.

Tak więc do zrobienia było bardzo dużo i to w jak najkrótszym czasie.

Wraz z powstaniem Telekomunikacji Polskiej zaistniał rynek telekomunikacyjny, zaczęli działać alternatywni operatorzy – konkurencja dla TP. Zaczęło być normalnie.

TP stworzył nową jakość zorientowaną na rynek, a przede wszystkim na klienta, który jest odtąd w centrum uwagi. Wprowadzono nowe jakościowo usługi: ISDN, sieci inte- ligentne, Internet, transmisje pakietowe.

Następuje cyfryzacja sprzętu, są nowe możliwości techniczne, nowe usługi, na które oczekują klienci. To początek lat 90. i nowego rozwoju telekomunikacji w całym kraju.

Takie rewolucyjne zmiany dzieją się też na naszym terenie. Powstają nowe inwestycje:

budynki, centrale, sieć. Działają nowoczesne centrale w Sosnowcu, Będzinie, Dąbrowie Górniczej, Olkuszu, Zawierciu, Czeladzi, Sie- wierzu, Porębie. Praktycznie całe Zagłębie Dąbrowskie jest jednym wielkim centrum inwestycyjnym w zakresie telekomunikacji.

Efekty są widoczne, zaspokajane są podsta- wowe potrzeby na usługi telekomunikacyjne w skali dotychczas niespotykanej. W 1998 roku spółka zostaje sprywatyzowana. Jej akcje zaczęły być notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz w formie GDR-ów (globalnych kwitów depozyto- wych) na Giełdzie Papierów Wartościowych w Londynie. Zdecydowana poprawa na rynku telekomunikacyjnym, coraz większy dostęp do usług telekomunikacyjnych stymulują rozwój gospodarki i przedsiębiorczości Pola- ków. Szczególnie ważne jest to w gospodarce rynkowej, ponieważ telekomunikacja daje narzędzia do przesyłania danych, informacji (szeroko rozumianych), kontaktowania się w biznesie praktycznie bez ograniczeń.

Na koniec 1999 roku na terenie Zakładu Telekomunikacji w Sosnowcu (dane dotyczą całego Zagłębia Dąbrowskiego) oczekiwało na

telefon około 3500 wniosków, stan abonentów wynosił ponad 174 000. Zanotowano ponad trzykrotny wzrost abonentów (55 000 w 1991 roku), a wskaźnik ilości telefonów na 100 mieszkańców wzrósł do 31. Liczby mówią same za siebie. Była to faktycznie rewolucyjna zarówno ilościowa, jak i jakościowa zmiana.

Rok 1999 był szczególny, jeśli chodzi o wydarzenia w Sosnowcu. Wspaniała wizyta Papieża Jana Pawła II w Sosnowcu-Zagórzu, do której telekomunikacja się bardzo dobrze przygotowała; drugie wydarzenie z 25 listopada 1999 roku: 9-milionowy abonent w TP S.A.

oraz 1,5-milionowy abonent w Okręgu Kato- wickim, a także jubileusz 100-lecia telefonów na terenie Zagłębia Dąbrowskiego. Uroczystość odbyła się w 102-letnim Teatrze Zagłębia w Sosnowcu. Z okazji 100-lecia telefonów w Zagłębiu został wybity okolicznościowy medal pamiątkowy (70 szt.) według projektu Tadeusza Kowala.

W 2000 roku partnerem strategicznym TP zostało konsorcjum France Telecom i Kul- czyk Holding S.A., obejmując 35% udziałów w firmie. We wrześniu konsorcjum zwiększyło swój udział do 47,5%.

Niezależni operatorzy stawiają duże wy- magania operatorowi TP S.A, jednak dzięki dużym inwestycjom w jakość i dostępność

usług TP S.A. jest dzisiaj wio- dącym operatorem usług tele- komunikacyjnych. Firma jest również liderem w zakresie transmisji danych, łączności satelitarnej oraz dostępu do Internetu.

W listopadzie 2003 roku wdrożono system CRM (Customer Relationship Management), jest to filozofia działania i system informatyczny integrujący firmę wokół kwestii związanych z zarządzaniem relacjami z klientami. Dzięki CRM można gromadzić, wymieniać, prze- twarzać i analizować informacje dotyczące obsługi klienta, sprzedaży i marketingu oraz sprawniej realizować projekty promocyjne, handlowe itp.

Została uruchomiona „Błękitna Linia TP S.A.” (9330 – dla klientów biznesowych i 9393 – dla klientów indywidualnych). Miej- sce dotychczasowych Biur Obsługi klienta zajęły 24 telefoniczne Punkty Obsługi klienta (nowoczesne Contact Center) czynne całą dobę. Klient wszystkie swoje problemy może załatwić telefonicznie.

Powstaje Urząd Kontroli Elektronicznej (UKE), który jest organem regulacyjnym w zakresie działalności pocztowej, telekomuni- kacyjnej i gospodarki częstotliwościowej oraz kontroli spełniania wymagań dotyczących kompatybilności elektronicznej. Ta bardzo ważna instytucja wpisuje się w ciągle tworzący się rynek telekomunikacyjny, wpływając na jego stabilizację i prawidłowe funkcjonowanie wszystkich operatorów.

Jednym z istotnych zadań UKE jest har- monizacja polskiego prawa z prawem Unii Europejskiej w obszarze telekomunikacji.

Ustawa Prawo Telekomunikacyjne reguluje obszar rynku telekomunikacyjnego oraz wdraża pakiet dyrektyw Wspólnot Europej- skich stanowiących unijne ramy prawne sieci i usług łączności elektronicznej.

Telekomunikacja Polska stanowi trzon Grupy Kapitałowej TP, będącej największą grupą telekomunikacyjną w Europie Środ- kowej. W jej skład wchodzą m.in. operator komórkowy sieci Orange-PTK Centertel, CC (Contact Center), TP Emitel i inne.

Końcówka lat pierwszej dekady 2000 roku to dalszy rozwój usług teleinformatycznych, Internetu, TV (w tym usług mobilnych).

Warto być uczestnikiem tych przemian, patrząc z optymizmem w przyszłość.

Wypada w tym momencie zakończyć temat historii telekomunikacji. Dalsze zmiany dzieją się już na naszych oczach.

Powstanie Telekomunikacji Polskiej 1 stycznia 1992 roku było wielkim wydarzeniem w telekomunikacji na terenie całego kraju. Zdynamizowało rynek telekomunikacyjny, znacząco zwiększyły się też nakłady inwestycyjne, które umożliwiły rozwój ilościowy oraz jakościowy usług.

Historia

(12)

Historia

Na progu XX wieku Józef Piłsudski, który wrócił z syberyjskiego zesłania do Galicji, wraz ze swoimi współpracownikami for- mował polskie paramilitarne organizacje z myślą o walce zbrojnej z zaborcami.

Młodzi ludzie, zorganizowani w druży- nach strzeleckich i związkach strzeleckich, na Błoniach krakowskich, w Zakopa- nem i w okolicach Krakowa uczyli się posługiwania się bronią, sztuki wojen- nej, łączności, wykonywania rozkazów, dowodzenia pododdziałami zbrojnymi.

Przybyli z różnych stron, reprezentowali rozmaite środowiska społeczne, klasy i warstwy. Biedni i bogatsi jedno mieli na celu: Niepodległą Polskę, a swój pa- triotyzm manifestowali wierną, ofiarną służbą oraz tworzoną podczas ćwiczeń pieśnią. W przedwojennej „ochronce”

w Będzinie-Łagiszy dość często śpie- waliśmy Pieśń o Wodzu miłym, której uczono nas już w rodzinnym domu. Nic dziwnego, że dzieciakom się ona bardzo podobała, skoro tworzyli takie pieśni garnący się do Komendanta Piłsudskiego bardzo młodzi ludzie: uczniowie, rolnicy, rzemieślnicy, przedstawiciele drobnej szlachty. Śpiewali:

Jedzie, jedzie na Kasztance, na Kasztance

Siwy strzelca strój.

Siwy strzelca strój.

Hej, hej Komendancie, miły wodzu mój.

Hej, hej Komendancie, miły wodzu mój.

Gdzie Twój ubiór jeneralski, jeneralski

złotem szywany?

złotem szywany?

Hej, hej Komendancie, wodzu kochany.

Hej, hej Komendancie, wodzu kochany.

Pójdziem z Tobą po zwycięstwo, po zwycięstwo

poprzez krew i znój, poprzez krew i znój.

Hej, hej Komendancie, miły wodzu mój.

Hej, hej Komendancie, miły wodzu mój.

Opowiadała nam wówczas „nasza Pani”, że ten Komendant to niezwykły Polak- Patriota, który naszą ojczyznę wyzwolił po 123 latach jej zniewolenia przez trzech zaborców. Później dowiedzieliśmy się, że Komendant Piłsudski, rodem z Zułowa na Wileńszczyźnie, nie mógł znieść niewoli, i przewidując konflikty między zaborcami, w zaborze austro-węgierskim założył – istniejące czasowo legalnie – związki i drużyny strzeleckie, zalążki przyszłej armii polskiej. Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, Komendant zjednoczył formacje niepodległościowe i wystąpił przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Stworzył dobrze wyszkoloną kompanię kadrową, która pod dowództwem porucznika, a póź- niej już kapitana Tadeusza Kasprzyckiego 6 sierpnia 1914 roku, rankiem z krakow- skiej ulicy Oleandry wyruszyła przez Prądnik, Michałkowice ku Kielcom. Prze- łamali przyszli legioniści bariery graniczne, by stanąć na zniewolonej przez Moskala ziemi ojczystej. Uczucia tego czasu zawie- rał Marsz Pierwszej Kompanii Kadrowej, który chętnie śpiewaliśmy w harcerstwie:

Raduje się serce, raduje się dusza Gdy Pierwsza Kadrowa na wojenkę rusza [refr.] Oj da, oj da dana, wojenko kochana Nie masz to jak pierwsza, nie – oj nie!

I ruszył Piłsudski z wojskiem na Warszawę Sprawił Moskalowi weselisko krwawe [refr.]

Chociaż do Warszawy mamy długą drogę Przecież jednak dojdziem, byle by iść w nogę [refr.]

Chociaż w butach dziury, na mundurach łaty To Pierwsza Kadrowa pójdzie na armaty [refr.]

I gdy się szczęśliwie zakończy powstanie To Pierwsza Kadrowa gwardyją zostanie [refr.]

A więc piersi naprzód podniesiona głowa Bośmy przecież Pierwsza Kompania Kadrowa [refr.]

W równie podniosłym tonie była utrzymana pieśń Hej, strzelcy wraz. Jej twórcą – słowa i muzyka – był znany dziewiętnastowieczny poeta, wielki pol- ski patriota, Władysław Ludwik Anczyc.

Oto tekst poruszający serca „szarych żołnierzy” Komendanta Piłsudskiego:

Hej, strzelcy, wraz, nad nami Orzeł Biały, a przeciw nam śmiertelny stoi wróg.

Wnet z naszych strzelb piorunem za- grzmią strzały,

a lotem kul kieruje zbawca Bóg!

Więc gotuj broń i kule bij głęboko o ojców grób bagnetów poostrz stal, na odgłos trąb twój sztucer bierz na oko!

Hej, baczność! Cel! i w łeb lub w serce pal!

Hej! trąb! hej! hej! trąb Strzelecką trąbką w dal!

A kłuj, a rąb

i w łeb lub w serce pal!

Graj, trąbko, graj, jak grałaś przez wiek cały

do marszu tym, co szli do Polski bram.

Słysz, bracie słysz, minionych lat sygnały, sztafety znak z kolei dają nam.

Więc gotuj broń i kule bij głęboko…

Bagnetów szturm wolności zdobył szaniec, zwyciężył duch mężnością rąk i nóg, lecz biada, aby zwijać straż u granic, gdy na przedpolach czyha zdrajca wróg.

Więc gotuj broń i kule bij głęboko…

Bałtyku szum, że nasza sprawa święta,

Przypisuję zagłębiowskim żołnierzom Komendanta Piłsudskiego

Włodzimierz Wójcik

PIEŚNI I PIOSENKI Z OLEANDRÓW

ŚPIEWANE W ZAGŁĘBIU DĄBROWSKIM

(13)

od wieków huczy aż po Karpatów wał!

Na bój zaprawia orzeł swe orlęta, by porwać je na pierwszy odgłos dział!

Więc gotuj broń i kule bij głęboko…

O ile wymienione wyżej pieśni miały w treści pewnego rodzaju tonację radosną, porywały młodością, energią, wielekroć młodzieńczą beztroską, bywały niemal zawadiackie, o tyle Pierwsza brygada niosła w sobie pewien żywioł heroicznego dramatyzmu. Piłsudski w sierpniu 1914 roku zajął Kielce. Po drodze jego siły zbrojne rozrastały się. Zewsząd przybywali do niego – jak już zaznaczono – młodzi ludzie różnych stanów: uczniowie, stu- denci, drobna szlachta, robotnicy, rolnicy, urzędnicy. Ale w społeczeństwie polskim istniały siły zachowawcze, kunktatorskie.

Wielu prostych ludzi nie wierzyło w pełni w powodzenie zrywu niepodległościo- wego. W Kielcach entuzjazmu nie było.

W tym klimacie powstały słowa „pieśni dumnej”, ale zaprawionej goryczą – My, Pierwsza Brygada:

Legiony to – żołnierska nuta, Legiony to – straceńców los, Legiony to – żołnierska buta, Legiony to – ofiarny stos.

[refr.] My, Pierwsza Brygada, strzelecka gromada

na stos rzuciliśmy nasz życia los, na stos, na stos.

O ileż mąk, ileż cierpienia, o ileż krwi, wylanych łez, pomimo to nie ma zwątpienia, dodawał sił wędrówki kres. [refr.]

Mówili żeśmy stumanieni, nie wierząc nam, że chcieć to móc, laliśmy krew osamotnieni,

a z nami był nasz drogi wódz. [refr.]

Fakt, że z legionowymi chłopcami był bezustannie ciałem i duchem Bryga- dier, Komendant Józef Piłsudski, wiele- kroć nazywany po swojsku, familiarnie

„Dziadkiem”, wywoływał powszechny nastrój entuzjazmu polskich wojaków.

Zaś aprobata większości naszych roda- ków – zwłaszcza prostych ludzi – wobec czynu zbrojnego pozwalała legionistom manifestować nastrój radości. Ów nastrój doskonale wyrażała piosenka Przybyli ułani pod okienko. Oto jej tekst:

Przybyli ułani pod okienko Przybyli ułani pod okienko Stukają, pukają – puść panienko Stukają, pukają – puść panienko O, Jezu, a cóż to za wojacy

O, Jezu, a cóż to za wojacy Otwieraj, nie bój się – my Polacy Otwieraj, nie bój się – my Polacy Przyszliśmy napoić nasze konie Przyszliśmy napoić nasze konie Za nami piechoty całe błonie Za nami piechoty całe błonie A gdzież to, a gdzież to Bóg prowadzi A gdzież to, a gdzież to Bóg prowadzi Warszawę odwiedzić myśmy radzi Warszawę odwiedzić myśmy radzi A stamtąd już będzie bardzo pilno A stamtąd już będzie bardzo pilno Odwiedzić prastare polskie Wilno Odwiedzić prastare polskie Wilno.

Dniami i nocami, przeważnie wie- czorami przy ognisku unosiły się te i inne legionowe pieśni. Niosły się słowa:

Ułani, ułani / malowane dzieci / Nie jedna panienka / Za wami poleci lub Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani, / Że za tobą idą, że za tobą idą / Chłopcy malowani? Trzeba powiedzieć, że ci malowani chłopcy byli od najdawniejszych czasów podziwiani przez naród, szczególnie przez polskie kobiety. To przecież oni zdobywali wą- wóz Samossiery, to wreszcie oni byli sugestywnie przedstawiani – między innymi – w popularnych obrazach Woj- ciecha i Jerzego Kossaków.

Legionowi, barwni ułani, owi szwo- leżerowie podczas tak zwanego „toastu konia” pili wino stojąc na krześle prawą nogą, a na stole nogą lewą. Do tego obyczaju nawiązuje ich dumna pieśń pod tytułem Szwoleżerowie. Oto jej dwie pierwsze zwrotki:

Więc pijmy wino – Szwoleżerowie Niech troski zginą – W rozbitym szkle Gdy nas nie będzie – Nikt się nie dowie Czy dobrze było nam czy źle A gdy cię rzuci – Luba dziewczyna To nie rozpaczaj – I nie roń łez Lecz z kolegami – Napij się wina A wszystkie troski – Pójdą precz

Polska młodzież – wraz ze starszy- mi wiarusami – ochoczo szła w bój za Ojczyznę. Wychowana była przecież na patriotycznych pismach Adama Mickie- wicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Cypriana Kamila Norwi- da, cudownych dramatach Stanisława Wyspiańskiego, powieściach Henryka Sienkiewicza, Stefana Żeromskiego i  innych mistrzów pióra. Podejmo- wała ryzyko utraty życia. Wiedziała jednak, że rany odniesione w walce za umiłowany kraj ojczysty uszlachetniają

uczestnika ruchu irredentystycznego.

W takim klimacie powstawały pieśni legionowe – to dziarskie, to wesołe, to znów zaprawione bólem. Wojna ozna- czała rozstanie z bliskimi: dziadkami, rodzicami, rodzeństwem, narzeczonymi.

W kręgu pieśni zaprawionych smętkiem i goryczą znajduje się pieśń wyrażają- ca uczucia młodej dziewczyny, która z bólem rozmyśla o losach miłego sercu chłopca, który poszedł w bój i oddał życie za ukochaną Polskę. Mówimy o Białych różach:

Rozkwitały pąki białych róż Wróć Jasieńku z tej wojenki, wróć Wróć, ucałuj jak za dawnych lat Dam ci za to róży najpiękniejszy kwiat Wróć, ucałuj jak za dawnych lat Dam ci za to róży najpiękniejszy kwiat Ponad stepem nieprzejrzana mgła Wiatr w burzanach cichuteńko gra Przyszła zima, opadł róży kwiat Poszedł w świat Jasieńko, zginął po nim ślad

Przyszła zima, opadł róży kwiat Poszedł w świat Jasieńko, zginął po nim ślad

Przeszło lato, jesień, zima już Już przekwitły pąki białych róż Cóż ci teraz dam Jasieńku, hej Gdy z wojenki wrócisz do dziewczyny swejCóż ci teraz dam Jasieńku, hej

Gdy z wojenki wrócisz do dziewczyny swej

Jasieńkowi nic nie trzeba już Bo mu kwitną pąki białych róż Na mogile, gdzie w wojence padł Kwitnie białej róży najpiękniejszy kwiat Na mogile, gdzie w wojence padł Kwitnie białej róży najpiękniejszy kwiat Nie rozpaczaj lube dziewczę, nie, W polskiej ziemi nie będzie mu źle.

Policzony będzie trud i znój – Za Ojczyznę poległ ukochany twój.

W  bardzo bogatym kanonie pio- senek i pieśni niepodległościowych i legionowych znajdowały się utwory gloryfikujące ofiarnych bojowników wolności, gorących patriotów, młodych zapaleńców, idących pod kule wroga ku wymarzonej wolności. W tej grupie mieszczą się utwory: Jak to na wojence, Zmarłeś biedaku. Piosenki te zwykle były wielozwrotkowe. Najczęściej jednak wykonywano je w marszu lub na biwaku w formie skróconej. Wybierano zwrotki treścią najlepiej odpowiadające danej chwili w życiu oddziału. Oto ta pierwsza

Obraz

Updating...

Cytaty

Powiązane tematy :